środa, 22 stycznia 2014

Życie pod prąd -cz.VII

W sobotę póznym popołudniem Iza pod dyktando babci Zuzy zrobiła po raz
pierwszy szarlotkę. Była zdumiona, że wszystko jej się udało tak jak powinno.
Następnie, również pod okiem babci, zamarynowała w specjalnej zalewie zrazy.
Na niedzielny obiad zaplanowały zrazy zawijane, marynowane w zalewie
musztardowej, a do nich kaszę gryczaną i sałatę z koperkiem i szczypiorkiem.
Po tych przygotowaniach kulinarnych Iza zniknęła w swoim gabinecie  i zajęła
się pisaniem pracy dyplomowej.
W niedzielę około południa przyjechała matka Izy z.....Alkiem. Iza była bardzo
zdziwiona, skąd on się wziął. Sprawa była prosta - zatelefonował do matki Izy
z pytaniem, czy może przynieść książki, które ma dla Izy, a ta zaproponowała
by razem z nią pojechał do niej. Korzyść była obustronna -matka wiozła dość
pełną torbę z rzeczami Izy więc zyskała tragarza, a Alek miał okazję by zobaczyć
Izę. Ot, taka transakcja wiązana.
Trochę zaskoczona tą wizytą Iza oprowadziła Alka po swym nowym domu.
Bardzo się chłopakowi podobał i domek i nowe lokum Izy.
Iza zrobiła dla wszystkich kawę  na tarasie, z dumą podała szarlotkę swojej
roboty. Babcia też była dumna, że jej uczennica jest taka pojętna.
Iza w porę przypomniała sobie, że czas zacząć przygotowania do obiadu i
zabrała Alka do kuchni- miał szybko przebrać kaszę gryczaną, ona tymczasem
szykowała zrazy do duszenia.
Wszystko się tu Alkowi podobało- kuchnia była utrzymana "w starym stylu" -
stały aż dwa kredensy- jeden z krytą nadstawką, a drugi miał w górnej części
odkryte półki, na których stały naczynia z Włocławka. Niżej stały różne pojemniki
fajansowe - na każdym był napis co znajduje się wewnątrz.
Wyżej stały ozdobne talerze , dzbanki , różnej wielkości miski.
Kuchenka  gazowa stała tuż obok  pieca, który miał boki z jasnych kafli. Była
tak mocno przysunięta do pieca, że w pierwszej chwili wydawało się, że tworzą
jedną całość.
Oczywiście uwagę Alka zwróciły skrzynki z truskawkami - pierwszy raz widział
pnące się po kratce truskawki.
Babcia chciała by zjedli obiad w jadalni, ale wszyscy zgodnie orzekli, że im do
szczęścia wystarczy kuchenny stół, przy którym bez trudu mogło usiąść i sześć
osób.
Po obiedzie Iza zabrała się za zmywanie a Alek wycierał naczynia. Poobiednią kawę
wypili  jednak w jadalni  - na tarasie było już nieco za chłodno.
Alek zaproponował Izie mały spacer, na co przystała chętnie - nie znała dokładnie
najbliższej okolicy, więc była okazja do jej poznania.
W czasie spaceru Alek zaczął się żalić,  że tak  rzadko się teraz widzą - Iza
popatrzyła na niego zimnym wzrokiem i powiedziała:  "twoja mama jest chyba
z tego zadowolona; nie odciągam cię od domu i matki. Wiesz Alek, nie mogę się
spotykać z tobą, skoro wiem, że twoja mama  mnie nie akceptuje. To bardzo niemiła
sytuacja, tym bardziej, że nie zaakceptowała mnie, choć wcale mnie nie zna".
Alek usiłował jeszcze usprawiedliwiać postawę matki, ale Iza zakończyła sprawę
jednym zdaniem: "widzisz, wiecznie byłbyś między młotem a kowadłem, a to
bardzo niedobre miejsce, w którym zarówno boli uderzenie młota jak i odbicie się
od kowadła".
Trochę się na tym spacerze zgubili zajęci rozmową - uliczki były nieduże a domki
niepokojąco do siebie podobne.
Gdy wrócili do domu, matka Izy zbierała się już do domu. Alek oczywiście też wracał,
tym razem niosąc już  pustą torbę.

W swoim pokoju, na biurku, Iza znalazła w zaklejonej kopercie list od ojca.Miał
zwyczaj pakować po dwa, trzy listy w jedną kopertę.
Ojciec był bardzo wdzięczny Izie, że zdecydowała się zamieszkać razem z babcią -
zapewniał, że w razie potrzeby będzie finansował kogoś, kto będzie pomagał Izie
w opiece nad babcią, gdy zajdzie taka konieczność. Bo przecież z czasem babcia nie
będzie mogła być cały dzień w domu sama, a Iza  będzie w pracy.
Pisał też, że sprawy rozwodowe idą pomału do przodu, że ma nadzieję przyjechać
w następnym roku na miesiąc do Polski.
Prosił, by córka pomyślała również o zrobieniu prawa jazdy, gdy już się upora
z pracą dyplomową.
Iza zamyśliła się nad listem - rzeczywiście może nadejść taka chwila, że babcia już
nie będzie tak sprawna jak teraz. Miała 76 lat i sporo chorób związanych z wiekiem.
Na szczęście była jeszcze bardzo sprawna umysłowo, jedyne co zapominała to
łykanie lekarstw ,tych które brała co drugi dzień.
A po co ja mam zrobić prawo jazdy?-zastanawiała się. Przecież nie mam samochodu
i pewnie długo nie będę miała. Tata to pewnie zapomniał jak tu jest. Zresztą i tak
nie mam czasu.
Izuniu, zrobić  ci herbaty? - dobiegł ją głos babci. Iza wstała, wzięła list i wyszła
z nim do babci.
c.d.n.