czwartek, 30 stycznia 2014

Pod prąd - cz.XII

Noc po operacji była dość ciężka, bo Iza miała krwotok z nosa i dopiero zastrzyk
z  Wit.K pomógł opanować sytuację.
Ale rano już mogła wstać i o własnych siłach iść na opatrunek - zdjęto z cięcia
klamry, założono plasterki ściągające lekko brzegi rany, zmieniono opatrunek
osłaniający dren.
Lekarz na sali opatrunkowej tłumaczył Izie, że nie musi podtrzymywać sobie
głowy, a jej wrażenie, że zaraz się jej głowa urwie do tyłu jest tylko złudzeniem.
A ból karku jest od kantu stołu operacyjnego i minie po kilku dniach.
W kilka dni po operacji Iza straciła głos - dopóki w okolicach strun głosowych
była opuchlizna Iza mogła mówić - gdy opuchlizna zeszła- zaniemówiła.
W trakcie operacji został uszkodzony nerw lewej struny głosowej - zaczęła się
walka o to, by Iza odzyskała głos. Codziennie spędzała przynajmniej godzinę na
ćwiczeniach foniatrycznych, poza tym miała zleconą  galwanizację.
Mietek śmiał się, że jest ona w tym stanie najbardziej poszukiwaną kandydatką
na żonę - wiadomo, mężczyzni zawsze narzekają, że żony za dużo mówią.
Ale cały czas dzielnie ją pocieszał, starał się rozśmieszać, pilnował by zgodnie
z zaleceniem foniatry nie mówiła szeptem a odpowiadała "pełnym głosem".
W dwa tygodnie po operacji  Iza została wypisana do domu, z tym, że miała
codziennie przyjeżdżać do przychodni foniatrycznej.
Mietek natomiast zaczął "rodzić" szwy wewnętrzne, które były nierozpuszczalne.
Kawałek rany  pooperacyjnej był wciąż niezarośnięty i ciągle wychodziły z niego
kawałki nitek. I też musiał jeszcze pokazywać się w szpitalu, bo ciągle mu
w tej ranie grzebali.
W dniu, w którym Iza wychodziła ze szpitala, kartę wypisową wręczył jej sam
docent W. - cieszył się, że Iza tak szybko wraca do zdrowia, tłumaczył, że
niestety nie był w stanie oszczędzić tego nerwu struny głosowej bo płat tarczycy
bardzo  ściśle i dokładnie oplatał struny głosowe i udało mu się nie uszkodzić
samej struny, więc  z czasem Iza w pełni odzyska głos.
Tłumaczył też, że musiał niestety mocno poszerzyć cięcie, więc blizna jest długa,
 za to w takim miejscu, że bez trudu  może być ukryta pod naszyjnikiem-
"po prostu mąż kupi pani naturalne perły w prezencie  ślubnym".
To ostatnie zdanie szalenie  Izę rozbawiło.  I jako dobry dowcip opowiedziała to
Mietkowi. Wymieniła z nim numery telefonów i obiecali sobie, że nadal
będą tę znajomość podtrzymywać.
I rzeczywiście - spotykali się po kilka razy w tygodniu-  ilekroć Mietek jechał do
szpitala wstępował po Izę, potem ją odwoził do  domu.
Fizycznie Iza czuła się dobrze, niestety psychicznie nie za bardzo. Zauważyła, że
wszystko mało ją obchodzi. Nie miała ochoty na nic - ani na kino, ani na czytanie,
na spotkania z ludzmi też nie.
Widywała się tylko z Mietkiem i była to zawsze jego inicjatywa. Zabierał ją
często poza miasto, spacerowali po lesie a tam zmuszał ją do....krzyku, tłumacząc,
że to konieczne by w pełni odzyskała głos.
Na którymś z takich spacerów Iza  zapytała go: Mietek, czy  ty mnie podrywasz?
Mietek spojrzał się na nią bardzo poważnie i powiedział:  " w jakimś sensie tak,
ale głównie to chcę cię oswoić, przyzwyczaić do siebie, żebyś nie uciekła gdy ci
wszystko kiedyś o sobie opowiem".
Pewnego słonecznego dnia, gdy Mietek podjechał pod dom Izy , z domku wybiegła
babcia Zuza- zaprosiła Mietka do nich na  "coś słodkiego" i kawę lub herbatę.
Iza patrzyła na babcię mocno zdziwiona i pomyślała, że babcia zapewne od samego
jej wyjścia z domu  stała przy oknie wypatrując nadjeżdżającego samochodu.
Mietek był wyraznie ucieszony, przedstawił się,cmoknął babcię wytwornie w  rękę,
potem poszedł za paniami do domu.
W jadalni czekała na nich świeżo upieczona szarlotka - Izie aż oczy wyszły z orbit
ze zdziwienia.
Babcia zaczęła wypytywać Mietka o jego zdrowie, narzekała, że przez epidemię grypy
nie wpuszczano do szpitala odwiedzających, przepytała Mietka odnośnie jego daty
urodzin, opowiedziała mu o jego znaku zodiaku, pytała o jego pracę , ulubione książki
i muzykę.
c.d.n.