wtorek, 4 lutego 2014

Pod prąd - cz. XVI

Niewiele się zmieniło po tym niedzielnym obiedzie - może tylko to, że Iza nieco
baczniej przyglądała się Mietkowi a  on bywał teraz częściej  gościem w "domku na
peryferiach", jak go  sam nazywał.
Tematów do różnych dyskusji nie brakowało, każde z nich chciało przekazać drugiemu
swoje widzenie świata. I coraz  trudniej było im się ze sobą rozstawać.
Pewnego dnia Iza zapytała Mietka, z jakiego powodu rozpadło się jego małżeństwo i
czy kochał swą byłą żonę, przynajmniej na początku.
Mietek powiedział szczerze, że właściwie to czuł do niej niewiele więcej niż zwykły
pociąg fizyczny, bo dziewczę było naprawdę bardzo ładne a do tego wielce chętne do
seksu. A ożenił się,  bo po mniej więcej roku panienka oświadczyła mu, że jest w ciąży
i że to jest na pewno jego dziecko. Trochę go to zaskoczyło, ale wypadki chodzą po
ludziach, więc uznał to za rzecz możliwą, skoro się z nią tyle czasu przesypiał.
Ona stwierdziła, że urodzi to dziecko, bo bardzo go pragnie a Mietka kocha, ale chyba
powinni się pobrać. Panienka była spoza miasta stołecznego, które wciąż jeszcze było
miastem zamkniętym i nie miała meldunku warszawskiego.
Wzięli ślub,choć mama Mietka nie była tym zachwycona i synowa zupełnie się jej
nie podobała.
Mietek jeszcze wtedy czekał na własne mieszkanie, a tymczasem mieszkał w mieszkaniu
swej siostry, ale panienka o tym nie wiedziała. Była pewna, że to mieszkanie Mietka.
Nigdy przedtem na ten temat nie rozmawiali, bo oni  w ogóle mało ze sobą rozmawiali.
Tak ze 3 miesiące po ślubie jakoś nie było  wciąż widać objawów ciąży, więc coś Mietka
tknęło, że jest to dość dziwne, bo to już miał być koniec 6 miesiąca - a tu nadal  brzuch
płaski a panienka w świetnej formie seksualnej. Gdy się zaczął dopytywać,  panienka
oświadczyła, że się po prostu pomyliła. Za to zaczęła się dopytywać kiedy Mietek raczy
ją zameldować, bo przecież ona musi zmienić dowód osobisty.
Na wiadomość, że to nie jego mieszkanie  a jego siostry i że siostra z pewnością jej nie
zamelduje, panienka- przepraszam- żona, zrobiła mu dziką awanturę, że została brzydko
oszukana.
W dwa dni pózniej wyprowadziła się z hukiem i krzykiem. Mietek przeanalizował wtedy
spokojnie swe uczucia i wynajął adwokata.
Był wściekły i to głównie na siebie, że tak dał się wrobić. Na rozprawie pani żona mówiła,
że bardzo go kocha, że nie chciała go oszukać, że przecież można się pomylić.
Po drugiej rozprawie sąd orzekł rozwód. Mietek tylko dziękował losowi, że w ciągu
trwania małżeństwa  nie zaszła w ciążę.
Przez dwa lata  żył jak mnich, unikał kobiet, uważał wszystkie za potencjalne oszustki,
był rozbity psychicznie. Nie reagował na dzwonki do drzwi gdy nikogo się nie
spodziewał, nie odbierał telefonów.
W międzyczasie dostał własne mieszkanie, przeprowadził się, zmienił pracę i pracował
poza Warszawą. Więcej nie spotkał swej ponętnej  byłej żony.
Iza z kolei opowiedziała tym razem nieco więcej o swym niedoszłym mężu i dlaczego
zerwała. Twierdziła, że ona chyba nie nadaje się do życia małżeńskiego, że nadal nie
czuje powołania do macierzyństwa. Owszem, mogłaby z kimś być nawet na stałe,
ale bez zawierania ślubu.
Mietka siostra zaprosiła ich do siebie na  "coś słodkiego", a tak naprawdę chciała poznać
Izę. Widziała, że brat bardzo się ostatnio zmienił na korzyść i wiedziała, że jest w tej małej
bardzo zakochany.
Iza miała lekką tremę, ale siostra Mietka była naprawdę bardzo miłą osobą i obie panie
szybko znalazły wspólny język.
Coś słodkiego zmieniło się we wspólny obiad i z trudem rozstali się wieczorem po kolacji.
Mietek poczuł się tak pewnie, że po tej wizycie zawiózł Izę po raz pierwszy do swego
mieszkania.
Było tak miło, romantycznie a przy tym bezpiecznie, że Iza zadzwoniła do babci, że pewnie
nie wróci do domu, bo idą na nocny seans do kina.
Seans rzeczywiście był nocny, tyle tylko, że nie w kinie. Iza zawsze potem mówiła, że to
była najcudowniejsza noc w jej życiu- noc wyznań, zapewnień, spełniania życzeń, noc
prawdziwej szczerości , miłości i poznawania siebie wzajemnie. Oraz noc różnych decyzji.
Ustalili, że choć Izie ślub do szczęścia nie jest potrzebny, to jednak się pobiorą.
Oczywiście wezmą tylko ślub cywilny. I nie będzie żadnego wesela, tylko obiad wspólny
 z najbliższą rodziną i świadkami. Mieszkać będą raczej u babci, bo nie można jej
zostawić samej. A na czas swego urlopu wynajmą  prywatnie opiekunkę z PCK, by
babcię dopilnowała.  I Mietek zmieni pracę, by nie przebywać cały tydzień poza Warszawą.
Powstał przy okazji projekt przemeblowania domku tak, by był wygodniejszy dla dwóch
rodzin. Duża kuchnia miała  powstać w suterenie, a na górze miała być taka mała ,
"podręczna " kuchnia. I miała powstać druga łazienka. Mietek był "budowlańcem", więc
wiedział co można pozmieniać. Poza tym miał wielu kolegów w tym fachu, więc sprawa
wykonania też nie byłaby problemem.
Po tej przegadanej i przekochanej nocy zaczęli przypominać parę papużek  nierozłączek.
Babcia poprosiła Mietka, by mówił do niej per "babciu", a Izie powiedziała, że to przecież
jej dom i że skoro mają zamiar się jednak pobrać, to ona uważa, że  jeśli im to pasuje,
to może Mietek się do Izy wprowadzić.
Jeszcze przed ślubem , po uzgodnieniu z babcią szczegółów, Mietek zabrał się za przeróbki
w domku. Na czas prac budowlanych przeprowadzili babcię do mieszkania Mietka.
Iza poznała swą przyszłą teściową i została przyjęta niezwykle serdecznie.
Na ślubie Izy i Mietka była rzeczywiście najbliższa rodzina-  Izy mama, babcia i ojciec, który
po raz pierwszy przyjechał do Polski po latach nieobecności, ze strony Mietka mama i siostra.
W prezencie ślubnym ojciec kupil Izie samochód i zostawił sporą sumę pieniędzy na koncie.
Drugą częścią prezentu był jego pobyt w Polsce w charakterze opiekuna  babci Zuzy.
W prezencie ślubnym od Mietka Iza dostała ....naszyjnik z prawdziwych pereł.
W domku na peryferiach mieszkali do śmierci  babci Zuzy. Przez kilka lat był on ich letnim
i weekendowym domkiem. Mieszkanie  Mietka z czasem zamienili na większe, w innej
dzielnicy.
Nie mają dzieci - po dwóch samoistnych poronieniach Iza odpuściła - widać, że to nie dla
mego organizmu zabawa- powiedziała.
Mietek wciąż zapatrzony w swą żonę jak w tęczę, nadal uprzedza jej życzenia. Znam oboje
wiele lat, ale nigdy nie widziałam ani nie słyszałam by się o coś sprzeczali.
Lubię do nich wpadać - z każdego kąta emanuje spokój. To dom przepełniony miłością.
                                              KONIEC