poniedziałek, 8 lutego 2016

Facet z odzysku

Nie mam pojęcia jak to się dzieje, ale jakimś cudem w życiu najczęściej
"swój trafia na swego".
Nie zawsze widać to od pierwszego wejrzenia, ale w końcu okazuje się, 
że i on i ona mają takie samo podejście do życia.
Ona - od dziecka dokonywała wyborów, które zawsze w końcu okazywały
się złe.
Wpierw był płacz i zgrzytanie zębów, bo naparła się by robić równolegle
dwie szkoły- muzyczną i zwykłą podstawówkę.
W efekcie wyniki w obu szkołach były nieciekawe, a ona, zniechęcona,
przemęczona, w piątej klasie uciekła z domu. 
Na szczęście niedaleko, do własnej babci.
Forum rodzinne, w postaci rodziców i dziadków ustaliło, że babcia
zasponsoruje prywatne lekcje muzyki, a dziecko będzie kończyło 
zwykłą szkołę, a zamiast szkoły muzycznej lekcje muzyki w domu.
Udało się- Luizka skończyła podstawówkę, zdała egzamin do liceum i to
do znanego, dobrego liceum.
W drugiej licealnej Luizka oświadczyła rodzicom, że ona więcej do szkoły
nie pójdzie.
Bo ona nie chce się dalej uczyć, woli pójść do pracy gdy tylko skończy
18 lat. Po prostu nie daje sobie rady, uczy się bez przerwy no a efekty
w postaci trójek i czasami czwórek bardzo ją zniechęcają- już ma dość
nauki.
Znowu zwołano naradę rodzinną i znów babcia, która bardzo kochała
Luizkę, zaproponowała, by dziewczyna jednak skończyła liceum - może
jednak nie to renomowane, w którym klasy były liczne, a nauczyciele
mocno zestresowani nie mogli zajmować się indywidualnie każdym
uczniem, ale  jakieś społeczne lub prywatne. Oczywiście babci pomysł,
więc większą część czesnego płaciła babcia.
Luizka skończyła liceum i postanowiła, że będzie zdawała na wyższą
uczelnię, na kierunek "pedagogika specjalna".
Wszyscy odetchnęli głęboko i przez 3 lata był spokój. Panienka uczyła
się, czas wolny dzieliła pomiędzy  spotkania w Oazie (to nie żaden
lokal rozrywkowy lecz jakiś klub katolicki), ćwiczenia gry na fortepianie
i dojazdy, bo z miejsca, w którym mieszkała wszędzie było daleko.
Nagle, nie wiadomo skąd i dlaczego, Luizka poinformowała rodzinę, że
wstępuje do klasztoru. Wszystkim oczy wyszły z orbit na tę wiadomość,
babcia sponsorka omal nie dostała zawału, rodzice tylko wzruszyli
ramionami, a  brat Luizki popukał się wymownie w głowę i cicho rzucił
nieparlamentarnym słowem. 
Oczywiście  babcia martwiła się co będzie ze studiami, ale Luizka
twierdziła, że  oczywiście będzie dalej studiować.
Babcia, wieczysta sponsorka, kupiła Luizce "wyprawkę" klasztorną i 
Luizka wyjechała. 
Wiadomości, które Luizka przekazywała do domu były pełne entuzjazmu - 
było miło, niemal słodko, siostry były czułe, łagodne, tyle tylko, że nie 
mogła już kontynuować pedagogiki specjalnej - ten kierunek nie przystoi wszak przyszłej zakonnicy.
Rozpoczęła studiować teologię. 
Po jakimś czasie Luizka złożyła uroczyste pierwsze śluby.
Cała najbliższa rodzina, nawet dziadek ateista, zjechała  się na tę 
okazję i za Luizką zamknęły się pierwsze drzwi.
Nie pamiętam już po jakim czasie miało się odbyć drugie, ostateczne 
ślubowanie, po którym miała Luizka  zostać pełnowymiarową zakonnicą.
I Luizka, tak pełna przedtem entuzjazmu oświadczyła przełożonej, że
ona nie przystąpi do składania tego ślubowania i wychodzi z klasztoru.
Oj działo się, działo - usłyszała Luizka wiele niemiłych słów, a na
zakończenie, gdy już wychodziła, przełożona posłała za nią wiązankę
niemiłych życzeń.
I tym sposobem Luizka, w wieku lat 25 została "na bruku"- nie chciała
wracać do domu, bo matka była urażona faktem, że Luizka tak nagle
zrezygnowała z roli  zakonnicy, nie miała ukończonych studiów, nie
miała pracy ani mieszkania.
I znów babcia wystąpiła w roli anioła opiekuńczego-wpierw wysłuchała
opowieści Luizy o tym jakiej to nagłej przemianie uległy siostry
gdy Luiza złożyła pierwsze śluby, jak wszystko to, co dotąd było
niemal niebem zamieniło się w piekiełko, a ona została sprowadzona do
pozycji najniższej z możliwych. 
Luizka wyjechała w końcu z rodzinnego miasta, wynajęła wraz z jakąś
studentką pokój, a pierwszą pracę znalazła "na zmywaku".
Babcia co miesiąc dosyłała jej po 300 zł. W mieście, w którym
zamieszkała Luiza , jej babcia-anioł miała kuzynkę, dzięki której udało
się załatwić dla Luizy znacznie lepiej płatną  pracę biurową.
Luiza podjęła nawet dalsze studia  na teologii, bo miała krótszą w nich
przerwę a poza tym mniej do ich ukończenia.
Nie wiem (nie tylko ja) gdzie Luizka poznała swego Zdzisia.
Zdziś jest facetem z odzysku, czyli ma już za sobą jeden związek oraz 
dwójkę dzieci-blizniaków. Ponadto jest przy okazji wdowcem, bo gdy
już był po rozwodzie, jego eks zmarła.
To co o nim wiadomo, to głównie z jego opowiadań o sobie. Ma trzy
lata jakichś studiów, ale nie ukończył pracy licencjackiej.
Poprzednie małżeństwo rozleciało się głównie z powodu teściowej, która
uważała go za skończonego lenia i nieroba, no a przecież to on  sam
zrobił w willi, w której mieszkali z teściami, wszystkie boazerie a nawet
wszystkie szafki kuchenne i urządził piwnicę.
Zalegał z alimentami, ale to dlatego, że chciał wziąć dzieci do siebie.
Nie jego wina, że sąd zdecydował inaczej. Poza tym aktualnie wciąż
szuka pracy, bo przecież nie  pójdzie pracować za byle jakie pieniądze.
Luizka, która jak dotąd nie miała żadnych partnerów, przeogromnie się
zakochała w Zdzisiu. 
No fakt, Zdzisio jest kulturalnym facetem, ma dobre maniery, jest miły.
A że w żadnej pracy nie może zagrzać miejsca - widać taka jego karma.
                                     c.d.n.

1 komentarz:

  1. Z tym zakonem , to mi nie bardzo odpowiada typ dziewczyny.

    OdpowiedzUsuń