środa, 3 grudnia 2008

Warszawa " w pigułce" - ciekawostki

Warszawa zajmuje 517,2 km kwadratowych powierzchni, nie licząc Wisły.
Zameldowanych jest nieco ponad 1 mln 700 tys. osob, ale nie wiadomo , ile mieszka naprawde.
Największy obszar ma dzielnica Wawer, a najludniejszą dzielnicą jest Mokotow.
Codziennie dojezdza do pracy spoza Warszawy ok.100 tys. osób, a drugie tyle przyjezdza w sprawach służbowych i w interesach.
W ciągu doby wjezdza do Warszawy ok. 313 tysięcy samochodów osobowych.
Co 10 minut na ulicach stolicy zdarza się wypadek a umiera co 20 ofiara wypadku.
W ciagu doby komunikacja miejska przewozi ponad 2 mln pasazerow, przy pomocy 1700 autobusów, 876 tramwajow,15 -tu sześciowagonowych pociagów metra.
Do dyspozycji pasazerów sa taksówki w ilości 7962.
Na miasto spada rocznie 2400 ton zanieczyszczeń pyłowych.
Warszawa ma większą ilość bibliotek niz Rzym czy Paryz. Na 9 tys. osób przypada 1 biblioteka, a na 1 jej bywalca - 18 ksiązek.
W granicach miasta jest 40 zabytkowych pałaców oraz 56 muzeów.
Miasto ma 40 cmentarzy, na ktorych jest pochowanych wiecej osob niz zyjących aktualnie w mieście.
Na 10 tys. mieszkanców przypada 40 lekarzy i zaledwie 4 stomatologow.
A na 1 tys. mieszkańców przypada 6 łózek szpitalnych.
Kazdego dnia jest zawieranych w Warszawie 25 małzeństw, a rozwiązywanych - 10.
W Warszawie codziennie rodzi się 47 nowych mieszkańców, a odchodzi na zawsze - 52.
Do dyspozycji mieszkańcow jest 1462 adwokatow.
Warszawa ma 173 uczelnie, na których studiuje ponad 280 tys.studentów, w tym 3 tysiace
cudzoziemców.
Hoteli w Warszawie jest zaledwie 63 i mają one 18 187 łózek.
Kin jest 23, a banków-232. W 145 restauracjach mozna placic kartami kredytowymi.
Warszawa ma 3200 sklepow, łącznie z marketami i domami handlowymi.
A teraz rewelacja- przewodnik Lonely Planet rekomenduje Warszawę jako jedno z dziesięciu miast świata szczególnie wartych odwiedzenia
anabell

wtorek, 2 grudnia 2008

****

Doszłam dziś do wniosku, ze właściwie to ci wszyscy, którzy zostali ukarani mandatami za przekroczenie szybkości, za złe parkowanie, za jazdę bez biletu i wlaściwie wszyscy którym się nie podobają obowiązujace przepisy powinni PROTESTOWAĆ - tak jak dziś zrobili to - nie bójmy się tego słowa- PRZEMYTNICY.
Mowiac niezbyt elegancko, to w pale się nie mieści , zeby protestować przeciwko przepisom uniemozliwiającym przemyt. Ja rozumiem, ze brak pracy itp., ale dla nikogo nie jest tajemnicą, ze łatwiej przemycać niz uczciwie pracować.
W Polsce nie istnieje coś takiego jak etos pracy - u nas istnieje etos kombinatorstwa. Tylko frajer pracuje, mądry kombinuje, a jeśli już pracuje, to na "czarno".
Młodemu człowiekowi, tuz po dyplomie, proponowano pracę w biurze projektow, dając mu wynagrodzenie 1300 zł netto. I wiecie co na to powiedział? - to ja wolę iść na zasiłek , bo nie będę siedział 8 godzin w biurze i jakoś sobie na lewo zarobię. Nie pomogły tłumaczenia, ze "dorabiając" na lewo nie będzie pracował w swoim zawodzie, ze odchodzi od zawodu zamiast szkolic się i pogłębiać swa wiedzę, ze nie zdązy wypracować stazu do emerytury i że to jest niemoralne, nieuczciwe wobec tych, którzy płaca podatki. Chłopak juz kilka lat pracuje "na czarno" i śmieje się ze swoich kolegów, ktorzy siedzą po 8 godzin za biurkiem.
Ciągle wychodzi z naszego społeczeństwa to, ze większość nie dorosła do demokracji. Kiedyś był obowiązek pracy - kazdy dorosły obywatel musiał być gdzies zatrudniony. Nie było to moze najlepsze rozwiązanie, ale ograniczało ilość pracujących "na czarno" a "mrówek" przemycających towar zwłaszcza.
Do demokracji społeczeństwa dorastają latami i aby przyspieszyć ten proces nalezy od najmłodszych lat uczyć dzieci co to jest demokracja, na czym ona polega i ze państwo to my, wszyscy, a nie jacyś mityczni "oni". Nalezy uczyć, ze prawidłowe myslenie polega na tym, zeby myślec co my mozemy i powinnismy dać z siebie dla dobra ogółu, a dopiero potem - co powinno dac nam panstwo.
No tak i znow wyszlo szydło z worka- jestem nieprzystosowana do terażniejszości.
anabell

Gra Anioła

....."Wszystkie książki, każdy tom, ma swą duszę. Duszę swojego autora, a także duszę tych, którzy go czytali i o nim marzyli. Za każdym razem, kiedy książka przechodzi z rąk do rąk, kiedy ktoś nowy zaczyna ją czytać, jej duch rośnie i staje się potężniejszy".
Autorem tych słów jest Carlos Ruiz Zafon, pisarz hiszpański, ur. w Barcelonie. "Gra Anioła" to jego druga powieść. Pierwsza z nich, "Cień wiatru", stała się światowym megabestsellerem, wydanym w 14 mln egzemplarzy w ponad 5o krajach. C.R.Zafon jest miłośnikiem powieści dziewiętnastowiecznej, za swych mistrzów uwaza Dostojewskiego, Tołstoja Dickensa.
Akcja powiesci toczy się w Barcelonie lat dwudziestych i początku trzydziestych XX wieku. Opowiada o młodym pisarzu, żyjącym obsesyjna i niemożliwa miłościa i o niezwykłym zleceniu, które otrzymuje od tajemniczego wydawcy. Ma to byc ksiązka, jakiej dotąd nie było, a w zamian za napisanie jej ma otrzymać fortunę a moze i coś więcej.
Autor obdarowuje nas niezwykła intrygą, romansem, tragedią, niezwykłymi tajemnicami. Atmosfera powieści jest chwilami niesamowita, wartka akcja, prawie jak w kryminale, nie ma dłużyzn, a autor precyzyjnie prowadzi nas po labiryncie tajemnic. Poprowadzi nas poprzez ulice Barcelony do Cmentarza Zapomnianych Ksiażek, przypomni kilka życiowych prawd.
......."Magia nie istnieje, nie istnieje na świecie zło ani dobro poza tym,które sobie wyobrazimy, powodowani chciwością albo naiwnością.Czasem nawet szaleństwem."
Przed nami Mikołajki i Swięta , więc polecam tę ksiązkę. Będzie doskonałym prezentem.
Wydawcą jest WWL Muza SA, książka ma 604 strony, ma bardzo ladny,wyrażny druk, cena tez jest przystępna- 39,90 za tom w oprawie miękkiej.

niedziela, 30 listopada 2008

Mysli nieskoordynowane

Tak sie jakos zlozylo, ze musielismy wczoraj "wyladowac" w super markecie. Nie lubie tam bywac w soboty, no ale tak wypadlo.
Tłum sie klębił , radio wyło, a dzieci mu wtorowaly. Dzieciom to sie nie dziwie, gorąco, nudno i pełno zabawek , a w posiadanie ich nie mogly wejść. Wszyscy z ogromnymi wozkami, a my- pełny luz, mały koszyk w ręce.Przemknęlismy do z góry upatrzonego regału,zapakowaliśmy towar do koszyka i odwrót do kasy. Stanęliśmy w kolejce do kasy obsługującej klientow, ktorzy mieli "do 10 produktów". A w sąsiednich kasach kolejki nieprzeciętne. Z nudow zaczęłam patrzeć na te zaladowane po brzegi wozki i zastanawiać sie, ilu osobową rodzinę musiałabym mieć, zeby zawartość takiego wozka zuzyc w ciągu tygodnia. Wyszlo mi tak średnio-przeciętnie, ze minimum to musiałoby być 6 osób, w tym 2 chlopakow w wieku "wszystko-duzo-zernym". Do Swiat jeszcze daleko, wiec raczej nie byly to zapasy na swieta, ale takie na co dzien. A to wszystko dzieje sie w chwili, gdy wszyscy oczekuja ze strachem nadejscia krachu ekonomicznego, wszyscy narzekaja jak to im ostatnio sie pogorszylo, jakie to wszystko drogie i jak duzo trzeba wydawac na zywnosc.
Wracajac z marketu oczywiscie stalismy w korku. I wtedy drugi raz tego dnia cos mi sie rzucilo w oczy - te samochody wokol nas. To nie byly stare samochody, ale conajmniej 75% stanowily samochody nowe, a w kazdym razie nie starsze niz 2 lub 3 latki, ktorych cena zaczynala sie od 55 tys. zlotych. Pomijam juz, ze widzialam tez calkiem sporo samochodow, ktorych reklamy ogladalam w ubieglym miesiacu w TV. I znow sie zastanowilam - skoro u nas jest tak zle, to skad u licha, te samochody! I wiecie co - jakos nie przekonuje mnie to, co niektorzy pisza w swoich blogach, ze istnieje ogromne rozwastwienie ekonomiczne. Bywalam w krajach, o ktorych bylo wiadomo, ze sa biedne i rzeczywiscie bylo widac, ze kraj nie nalezy do bogatych. Samochody byly w przewazajacej wiekszosci stare, "srednia wiekowa" byla okolo 10 lat, ludzie ubrani skromnie, niektorzy nawet bardzo.
Mieszkam na osiedlu , ktorego domy zbudowano "z wielkiej płyty", a wiec wiadomo, ze zaden exlusiv. Osiedle sie juz mocno "postarzalo", srednia wieku mieszkancow poszla w gore. A mimo to, ilekroc TV lansuje jakis nowy samochod, w tydzien , lub nieco pózniej, zawsze znajdzie sie na uliczkach osiedla taki najnowszy model. Czy to dlatego, ze nam, Polakom tak zle sie powodzi?
Nie pisze tego z zazdrosci, ale zastanawia mnie, ze skoro jest tak zle, to skad to wszystko? Wiem, ze istnieja kredyty, no ale na rate kredytu tez trzeba miec pieniadze. Ci, ktorzy tak po brzegi napelniali towarem wozki w markecie tez mieli samochody , nie niesli zakupow do domu w plecaku. Wiec powiedzcie mi, czy naprawde Polska to ubogi czy tez bogaty kraj?
A gdy juz sie skoncza Swieta, to w smietniku na mojej uliczce i w wielu innych osiedlowych smietnikach beda cale stosy wyrzuconej zywnosci. I tak jest co roku, po kazdych swietach i dlugich weekendach. A jakie sa Wasze obserwacje? Ciekawa jestem.
anabell

sobota, 29 listopada 2008

Kobiety, meżczyzni i ....zakupy

Obiecałam, ze będzie ciąg dalszy, a wiec słowa dotrzymuję, choć to temat-tasiemiec. Tak sie jakos dziwnie składa, ze większość mezczyzn, właściwie niezaleznie od wieku, niecierpi zakupow. Zastanawialyśmy sie nad tym skad to sie bierze. I chyba wiemy- tak zostali w domu wychowani.
Zakupy robily mamy, nie ciagajac po sklepach swoich syneczkow, nawet gdy byli to juz duzi chłopcy. Przeciez mama najlepiej wiedziala jaki to rozmiar buta, spodni, bielizny itp. nosi
"dellfin". I rosl taki maly ksiaze, nie zastanawiajac sie zapewne, skad sie te nowe ubrania w domu biora.
Ale to nie dotyczylo tylko i wylacznie sfery ubran- nikt mu nigdy nie zawracal glowy tzw. "zakupami dla domu", czyli rosl w przekonaniu, ze cale wyposazenie domu "po prostu jest" i nawet nie podejrzewal, ze podlega co jakis czas wymianie. Jedna z kolezanek opowiadala, ze gdy poinformowala swego meza, ze trzeba wymienic scierki do naczyn, ten nie mogl sie nadziwic, ze one "juz je zniszczyla", u niego w domu nie kupowalo sie nowych scierek. Troche ja przytkalo z wrazenia i zaczela drazyc temat, pytajac sie, czy moze one byly dziurawe lub obszarpane. No nie, odparl maz, byly cale, nowe.
Czesc pań przejęła obowiazki swych teściowych w zakresie ubrań, i tym baaardzo duzym chlopcom same kupuja bielizne, koszule , skarpetki, swetry, a znam osobiscie taką troskliwa, ktora rowniez sama kupuje spodnie, buty i kurtki. I na ogol nie informuja mezow o tym, ze trzeba np. kupic nowa posciel czy tez inne wyposazenie, wiec znow im sie zdaje, ze to jakims cudem samo i za darmo trafia do domu. Oczywiscie jesli do domu trzeba zakupic jakis sprzęt AGD, to wpierw same pedza do sklepu, wybieraja, to co wydaje im sie najwlasciwsze, potem namawiają meza, by do konkretnego sklepu pojechal, pokazuja co sie najbardziej im podoba i potem mowi sie, ze zakupił np. nowa lodowke lub inny rownie uzyteczny sprzet.
Nieco inaczej wygladaja zakupy w zakresie nabycia sprzetu elektronicznego. Tu ONI bryluja, sami potrafia pojechac do sklepu, kupic, przywiezc i.. zainstalowac.
Ale z reguly mezczyzni nie rozumieja zupelnie, ze powinno sie miec wiecej niz jedną, jedyną pare butow, czy tez ze 2 pary spodni itp. Naczelna zasada mezczyzn glosi- buty kupuje sie wtedy, gdy te, ktore nosze maja juz dziure w podeszwie, a spodnie wtedy, gdy te moje ulubione same z tyłka spadaja, albo maja za duzo dziur. W zwiazku z tym zupelnie nie moga pojac po co nam kilka par butow, torebek, "x" bluzek, sweterkow itp. "niepotrzebnych rzeczy". Co zabawniejsze, nie jest to zwiazane z sytuacja ekonomiczna rodziny. ONI po prostu i zwyczajnie nie rozumieja po co komu nastepna bluzka, skoro dotychczasowej nic nie brakuje pod wzgledem jakosci, a zona ladnie w niej wyglada. Oczywiscie istnieja chlubne wyjatki - mezczyzni, ktorzy naprawde lubia robic zakupy i to nie tylko z zakresu elektroniki, ale nawet potrafia isc razem z zona do sklepu i pomoc jej w zakupie jakiegos nowego ciuszka. Sama znam takiego jednego. Oglada uwaznie wszystkie towary i nawet zupelnie trzezwo umie je ocenic. I dla siebie tez wszystko potrafi kupic. I ...przysiegam - wie co jest modne w danym sezonie! Ma wprawdzie inne wady, ale to nie jest tematem tego posta, wiec nie bede tego omawiać.
Jesli idzie o mego meza- nie jest najgorzej -daje sie zaprowadzic do sklepow, nawet sam wybierze co mu potrzebne, jedynym znanym mi koszmarem to zakup garnituru lub marynarki. Budowę ma jakąś taką nietypową - nie przypomina pana, ktory połknał dzieciom piłke, za to wszystkie marynarki sa dla niego za ciasne pod pachami. I jeszcze coś - z anielska cierpliwością podaje mi w sklepie kolejne pantofle do przymiarki. Ja po prostu jestem szczęściarą - czego i wam życzę.
anabell

piątek, 28 listopada 2008

ciag dalszy-tak jakby

Jezeli ktos liczy na poradnik, to sie przeliczyl, a jeszcze bardziej sie przeliczyl, jesli sądzi, ze napisze cos zabawnego. Specjalistami od zabawnych tekstow sa Jacek i Atina i nie zamierzam im "chleba odbierac"
Chyba najbardziej kobietom dokucza fakt, ze mezczyzni ich nie sluchaja. Otoz gdzies wyczytalam, ze glos kobiecy dociera do meskiego ucha tak samo jak ptasi spiew - oni nas slysza, maja nawet przyjemne odczucia z tym zwiazane, ale nie rozumieja slow. Ot, taki swiergot.
Jedna z mych kolezanek zauwazyla trzezwo, ze jakos w okresie "tokowania", gdy jej maz zabiegal o jej wzgledy, to wszystko slyszal i nawet rozumial co ona mowi. Moze najmniej slowo "nie", ale chyba nie do końca nie rozumial, bo dopytywal sie czemu "nie".
Osobiscie uwazam, ze wszystko zalezy od tego, w ktorym momencie cos do swoich mezczyzn mowimy. Jesli akurat siedzi przed TV i oglada np. mecz pilki noznej lub siatkowki, ewentualnie jakis film z gatunku "zabili go i uciekl" to mozna sobie oszczedzic otwierania ust. Taki ogladajacy TV maz, nawet jesli przez grzecznosc spojrzy na przeszkadzajaca mu zone i kiwa glowa (co oznacza, ze nas rozumie) to i tak ma sluch przestawiony na to, co sie dzieje na ekranie i nas nie slyszy- zupelnie. Nagle wylaczenie telewizora przez zone jest nie tylko niegrzeczne ale i rowniez bezcelowe - jest tak wsciekly, ze ma gwaltowny przyplyw gluchoty. Nalezy spokojnie poczekac az ow ogladany program sie skonczy, wyprowadzic meza ze stanu ogladania pytaniem o wynik meczu, a wtedy wpada w takie zdziwienie, ze az mu sie sluch poprawia i wtedy mozna "nadawac".
No ale zeby nie bylo tak prosto i milo, w co drugim przypadku zdarza sie, ze my wypowiemy kilka prosb naraz , a odpowiedz w postaci czynnej lub slownej otrzymamy co najwyzej w dwoch sprawach. W poprzednim poscie zapomnialam napisac, ze w ramach tych roznic miedzy obu plciami, wyszlo w badaniach, ze mezczyzni maja nizsza podzielnosc uwagi. Zabawne, bo to w przewazajacej liczbie oni prowadza samochody. Otoz, jezeli masz do swego meza wiecej niz dwie sprawy, musisz potraktowac go jak dziecko z zespolem ADHD. Wybierasz sprawe najwazniejsza, egzekwujesz jej wykonanie , a dopiero potem zlecasz nastepna. Jesli mi nie wierzycie polecam nastepujacy eksperyment - posadzcie swego ukochanego przed TV i poproscie by ogladajac to co lubi (bo zakladam, ze tylko takie programy sie oglada) wykonywal jednoczesnie jakakolwiek , prosta czynnosc manualna, no chociazby rozlupywal orzechy. Jestem pewna, ze co chwile "bedzie sie zawieszal" niczym przeciazony komputer. Bardzo lubie ogladac, gdy moj maz, ogladajac cos w TV jednoczesnie sie przebiera w tzw. psie ciuchy, bo musi sie wybrac ze psem na spacer. Zmiana 1 sztuki odziezy zajmuje mu srednio 10 minut,bo co chwile "zawiesza sie" w jakiejs posagowej pozie. Wiem , wiem, paskudna jestem.
W komentarzu do poprzedniego posta wyczytalam, ze mezczyzni tez chcieliby slyszec od zon, ze one doceniaja ich prace i to, ze my ( a przynajmniej czesc z nas) nie musimy pracowac, bo oni zarabiaja. No tak, ale z rozmow z mezczyznami jakos mi wyniklo, ze czesc z nich, gdy mu zona mowi, jaki to on wspanialy, ze zarabia tyle, ze ona nie musi, zaczyna sie zastanawiac dlaczego ona mu to mowi i ze ani chybi, chce cos sobie kupic, z cala pewnoscia drogiego i niepotrzebnego.
Stykiem tych trzech rzeczy- zakupami, kobietami i mezczyznami zajme sie innym razem.
anabell

czwartek, 27 listopada 2008

Babskie pogaduchy

Nie da sie ukryc, ze my, kobiety, lubimy sobie pogadac. A o czym - to troche zalezy od wieku pan, ktore na owe "pogaduchy" sie zejda. Gdy bylam zaraz po slubie to tematem byly : ciuchy,plany wakacyjne, troche obgadywania kolezanek, dokad sie wybrac w sobotni wieczor, na jakim sie bylo ostatnio filmie i jak wytrzymac z tesciowa, bo wszak zabralysmy jej ksiecia z bajki.
Gdy juz sie pojawily dzieci - glownym tematem byly problemy zwiazane z ich wychowaniem.A wiec- je lub nie chce jesc, zabkuje, choruje lub nie, chodzi lub jeszcze nie chodzi i wlasciwie wszystko co z dziecmi zwiazane. Tematy dzieci zdominowaly nasze pogaduchy na dobre kilka , a nawet kilkanascie . Wreszcie nadszedl czas, ze dzieci zostaly po raz drugi "odpępowione" i moglysmy troche mniej sie nimi ekscytowac. No i teraz o czym rozmawiamy? - o tym, ze trudno wytrzymac z mezczyzna. Kleska - no nie? Wiekszosc z nas dopiero teraz wpadla na mysl, ze mezczyzna to jakis inny gatunek biologiczny, bo niby mowimy tym samym jezykiem a nie mozemy sie zrozumiec. Mamy zal do naszych rodzicow, ze nie zaopatrzyli nas na starcie w instrukcje obslugi urzadzenia, zwanego mezczyzna. Ja to nawet nie mialam pojecia jak zupe ugotowac. Przyznam sie tu, bez bicia, ze gdy postanowilam ugotowac moja ulubiona zupe jarzynowa, to zadzwonilam do domu i nadalam taki tekst : mama, ja wiem, ze trzeba pokroic wloszczyzne i kartofle, no ale skad sie bierze ten plyn, w ktorym to wszystko plywa? Wyobrazam sobie jak sie dusicie ze smiechu, ale ja wyszlam z domu, w ktorym nie wolno mi bylo wchodzic do kuchni. Kuchnia i wszystko co bylo z nia zwiazane to byla dla mnie "terra incognita". Wynioslam z domu rozne inne umiejetnosci, np. umialam naprawic zelazko, zmienic wtyczke przy sznurze, nawet cos zlutowac, ale nie gotowac. No ale poniewaz kobieta moze wszystko zrobic, nauczylam sie gotowac i nawet to lubie. Ale najbardziej lubie w kuchni eksperymentowac i maz jednej z kolezanek mawia, ze ja to zawsze robie jakies kulinarne wynalazki. Dziwnym trafem mu smakuja.
No ale powrocmy do przedmiotu naszych narzekan - mezczyzny. Jaki ON powinien byc, bysmy byly z niego zadowolone? Wyglad zewnetrzny ma tu dosc male znaczenie. Generalnie, zeby byl wysokim facetem, by po czterdziestce nie wygladal jak kobieta u schylku ciazy i nie lazil po domu rozmemlany, bo sa wszak w handlu dresy i w nich mozna chadzac po domu. Nieduze wymagania, prawda? A co dalej?- zeby sluchal, co do niego mowimy. Bo my czasem mowimy wazne rzeczy a nie tylko narzekamy. By pamietal, ze zona to nie jest mamusia, ktora ( nie wiedziec dlaczego) zachwyca sie wszelkimi pomyslami synka. By docenil nasz wklad w zycie rodziny, bo praca w domu jest ciezka, niewdzieczna i dopoki jest systematycznie wykonywana to nikt jej nie dostrzega - po prostu przychodzi sie do czystego domu, jedzonko przygotowane, dzieci nakarmione,koszule wyprane i poprasowane- pelen komfort. Byloby milo, zeby mezczyzna zapytal sie chociaz jak sie ta jego zona czuje, jak minal dzien i moze nawet zachwycil sie walorami smakowymi tego co dostal do jedzenia. To chyba nie sa duze wymagania? Zeby myslal troche o domu- o tym co warto byloby zmienic, co trzeba naprawic -zeby nie byl tylko uzytkownikiem tego wspolnego M(ileśtam) ale jego wspolgospodarzem. Generalnie, zeby byl partnerem pod kazdym wzgledem. Oczywiscie kazda z nas ma inne zastrzezenia do mezczyzn , chociaz wiele jest b.podobnych, wiec wymieniamy sie doswiadczeniem jak przezyc z mezczyzna i sie nie zalamac. Ale o tym napisze innym razem.
Ciag dalszy nastapi...
anabell