Nadchodzi czas, w którym zaczynam zastanawiać się dokąd chciałabym wyjechac w tym roku na wakacje.
Pewnie niektórych to śmieszy, ale robię tak co roku.
Na przekór wielu ludziom bardzo lubię Turcję. Kraj ciekawy, sympatyczni ludzie otwarci na turystów, wiele zabytków, a "Turecka Riwiera" tez całkiem niezła, plaza czysta, przy hotelu basen. Właściwie za każdym razem byłam zadowolona.
Mam takie jedno miejsce w Turcji, które bardzo chciałabym odwiedzic po raz drugi - to Kapadocja. Widziałam ją tylko z okien samochodu, nie zwiedzałam.
Turecka Anatolia, a wraz z nią Kapadocja, nazywana jest kolebką cywilizacji. Jest wprawdzie jeszcze kilka miejsc na świecie zasługujących na to miano, ale to właśnie tu, na przestrzeni milionów lat powstała prawdziwie czarodziejska sceneria.
Najpierw - przed milionami lat- podczas erupcji wulkanu Ereiyes oraz wulkanu Hasan, powierzchnię ok. 20 tys. kilometrów kwadratowych pokryła gorąca lawa. Pózniej, po wygaśnięciu wulkanów, w ciągu kolejnych epok, deszcze oraz huragany wyrzezbiły w tej strefie niezmiernie fantazyjne formy i kształty. Są to unikalne w skali światowej cuda natury : tufy wulkaniczne,
czarodziejskie kominy skalne i wąwozy.
Anatolia była wielokrotnie niszczona i podbijana. Z powodu konieczności obrony przed inwazjami z zewnątrz, miejscowa ludność chroniła się na tym powulkanicznym terenie.
Wykorzystując w nim istniejące naturalne zagłębienia - skalne korzytarze, jaskinie i pieczary - wybudowali bezprecedensowe podziemne miasta z całą ich infrastrukturą : domami mieszkalnymi, mini -centrami administracyjnymi i świątyniami.
Przypuszczalnie pierwsze miasto założono jeszcze przed nasza erą, a w pózniejszyn czasie poszerzono i przystosowano do użytku, zarówno jako tajne miejsca wykonywania praktyk religijnych, jak i schronienia.
Dziś cała ta spuścizna kulturowa tworzy nieprawdopodobnie piękny konglomerat czarownych form i kształtów, skalnych, naturalnych kominów i drązonych ludzką ręką jaskiń, w których przez setki lat toczyło sie normalne życie.
W rejonie Goreme chronili się przed najazdami arabskimi chrześcijanie. To właśnie tutaj , w okresie od VI wieku do końca IX wieku naszej ery powstało koło 400 skalnych kościołów. Dziś maja one wielce fantazyjne nazwy ; Kościół z Klamrą, Kościół z Sandałem, Kościół Ciemny, Kościół Jabłkowy , Kościół Węzowy.
W księzycowym krajobrazie Kapadocji nakręcono setki filmów fabularnych, takze tych z gatunku science-fiction a przewodniki turystyczne zgodnie nazywają ten rejon "baśniowa krainą".
Tworzą ją nieprzeliczone stożki i wąwozy, kolumny i korytarze, skalny pył przypominający piasek i prehistoryczne naturalne formacje rodem z baśni pełnej magii.
Chyba w zadnym innym miejscu na świecie - moze tylko poza jordańską Petrą- nie doszło do tak
niezwykłego sprzęgnięcia artyzmu Natury z mistrzowskim kunsztem człowieka, który pozostawil po sobie blisko 3 tysiące skalnych kościołów.
Do dzis odkrywane są nowe kościoły i nowe fragmenty prastarych podziemnych metropolii.
Oglądałam zdjęcia Kapadocji z lotu balonem. Jest to niezwykły widok, wprost trudno od niego oczy oderwać.
Niestety, z całą pewnością nie zobacze tego w naturze. Godzinny lot balonem nad rozpościerającymi się na powierzchni setek kilometrów kwadratowych bajecznymi formacjami skalnymi kosztuje - 150 euro, a byc może, ze cena ulegnie podwyzszeniu.
Ale miło jest pomarzyć.
anabell
Pisanie to nie wszystko. Są dni,w których napisanie PONIEDZIAŁEK wcale się nie liczy. A.A.Milne
wtorek, 13 stycznia 2009
niedziela, 11 stycznia 2009
Figlarny mózg
Nasz mózg żyje własnym życiem, bez względu na to, czy nam się to podoba, czy też nie.
Pewien artysta malarz malował obrazy charakteryzujące się niesamowicie ostrymi barwami oraz tak dziwnymi zestawami owych kolorów, że większość oglądających je widzów odwracała wzrok. Nie da się ukryć, ze niewiele jego obrazów zostało sprzedanych a i artysta nie został sławnym malarzem.
Pewnego dnia, ów malarz obudził się rano i z przerażeniem spostrzegł, że obudził się .....w świecie pozbawionym kolorów. Wszystko było czarne lub brudno-białe. Początkowo miał wrażenie, że to tylko sen, niestety to nie był sen. Wszystko co go otaczało było pozbawione kolorów, nawet jedzenie.
Przerażony skontaktował się z lekarzem domowym. Lekarz początkowo myślał, że ów artysta zartuje, ale malarzowi wcale nie było do śmiechu, chyba jednak mówił prawdę. Nie namyślając się długo skierował pacjenta do psychiatry, ten odesłal malarza do kliniki specjalistycznej. Biedny malarz stał się obiektem wnikliwych badań, bo co tu ukrywać, przypadek był dotąd nie spotykany. Robiono pacjentowi przeróżne testy, liczne badania EEG, drażniono poszczególne obszary mózgu prądem elektrycznym. Wreszcie wydano orzeczenie, że jest to reakcja mózgu malarza na te wszystkie arcy jaskrawe kolory, którymi dotychczas bez umiaru szafował. Po prostu mózg się zmęczył i jest to jego obronna reakcja.
Ale jak to wyleczyć? Na to pytanie nie było odpowiedzi.
Malarz zmienił zawód, z czasem przywyczaił sie do odbioru obrazu tylko w dwóch kolorach, bardzo schudł, bo czarno- białe posiłki odbierały mu apetyt.
Po kilkunastu miesiącach malarz nagle i niespodziewanie odzyskał zdolnośc widzenia kolorów. Ale nie wrócił juz do malowania, bał się.
Jeżeli ktoś myśli, że to jest opowiadanie napisane po to, by kogoś rozerwać, to spieszę wyprowadzic taką osobę z błędu. To wydarzyło sie naprawdę, kilkanaście lat temu.
A czy pamiętacie bajkę o Alicji w krainie czarów? Nie wykluczone, że jej autor napisał ją albo pod wpływem własnych doświadczeń lub zasłyszanych.
Pewnego dnia młody Anglik, Rik Hemsley, gdy wstał z łózka, odniósł wrażenie, ze stopy jego grzęzna w podłodze. Spojrzał w dół i stwierdził, że jego stopy rzeczywiście zanurzyły się w dywanie. Całe zdarzenie trwało zaledwie kilka sekund, a pózniej wszystko wróciło do normy.
Rik całe to zdarzenie skojarzył ze stresem , długą pracą w nocy i morzem wypitej kawy.
Niestety juz po niedługim czasie owe dziwne zaburzenia zaczęły się nasilać, następowały coraz częściej. Podłoze, po którym się poruszał, wydawało mu się ruchome. krzywe, a on miał odczucie, jakby stąpał po gąbce. Kiedy leżał w łózku i spoglądał na swe ręce, miał wrazenie, ze rozciągają się one niezmiernie do przodu.
Pomimo tych dziwnych i niemiłych odczuć ukończył uczelnię i podjął pracę administratora systemów.
Jednak jego stan stale sie pogarszał i utrwalał. Parkujące samochody wydawały mu się małymi zabawkami, a on sam czuł sie wielki niczym olbrzym. Ale gdy zasiadał w pracy w swym fotelu, to fotel przybierał niepokająco wielkie rozmiary, a on sam czuł się karzełkiem. Jednocześnie gdy patrzył na ptaka siedzącego na bardzo oddalonym drzewie to dokładnie widział każdy szczegół jego upierzenia. Wreszcie zgłosił się do lekarza. Lekarze orzekli, ze pacjent jest normalny, psychicznie zdrowy a wszystko składali na karb migreny, która często Rikowi dokuczała.
Niestety zaordynowane leki nic nie pomogły a niedługo potem Rik stał się całkowicie niezdolny do pracy.
Pewnego dnia, gdy oglądał program TV zobaczył kobietę, która opisywała dokładnie takie same objawy jak jego. Jak się okazało, oboje cierpieli na Syndrom Alicji w Krainie Czarów, zwany w medycynie mikropsją lub makropsją. Jest to szczególne zaburzenie postrzegania, które sprawia, że wszystko staje sie dużo mniejsze lub dużo większe. Przyczyny tego stanu nie są znane.
Po pewnym czasie stan Hemsleya samoistnie poprawił sie na tyle, ze mógł pracować w domu.
Dziś, po prawie 10 latach, napady zdarzają się raz w miesiącu. Zanikła tez zdolność ostrego widzenia na wielką odległość i Rik Hemsley moze obecnie prowadzić mniej lub bardziej normalne życie.
anabell
Pewien artysta malarz malował obrazy charakteryzujące się niesamowicie ostrymi barwami oraz tak dziwnymi zestawami owych kolorów, że większość oglądających je widzów odwracała wzrok. Nie da się ukryć, ze niewiele jego obrazów zostało sprzedanych a i artysta nie został sławnym malarzem.
Pewnego dnia, ów malarz obudził się rano i z przerażeniem spostrzegł, że obudził się .....w świecie pozbawionym kolorów. Wszystko było czarne lub brudno-białe. Początkowo miał wrażenie, że to tylko sen, niestety to nie był sen. Wszystko co go otaczało było pozbawione kolorów, nawet jedzenie.
Przerażony skontaktował się z lekarzem domowym. Lekarz początkowo myślał, że ów artysta zartuje, ale malarzowi wcale nie było do śmiechu, chyba jednak mówił prawdę. Nie namyślając się długo skierował pacjenta do psychiatry, ten odesłal malarza do kliniki specjalistycznej. Biedny malarz stał się obiektem wnikliwych badań, bo co tu ukrywać, przypadek był dotąd nie spotykany. Robiono pacjentowi przeróżne testy, liczne badania EEG, drażniono poszczególne obszary mózgu prądem elektrycznym. Wreszcie wydano orzeczenie, że jest to reakcja mózgu malarza na te wszystkie arcy jaskrawe kolory, którymi dotychczas bez umiaru szafował. Po prostu mózg się zmęczył i jest to jego obronna reakcja.
Ale jak to wyleczyć? Na to pytanie nie było odpowiedzi.
Malarz zmienił zawód, z czasem przywyczaił sie do odbioru obrazu tylko w dwóch kolorach, bardzo schudł, bo czarno- białe posiłki odbierały mu apetyt.
Po kilkunastu miesiącach malarz nagle i niespodziewanie odzyskał zdolnośc widzenia kolorów. Ale nie wrócił juz do malowania, bał się.
Jeżeli ktoś myśli, że to jest opowiadanie napisane po to, by kogoś rozerwać, to spieszę wyprowadzic taką osobę z błędu. To wydarzyło sie naprawdę, kilkanaście lat temu.
A czy pamiętacie bajkę o Alicji w krainie czarów? Nie wykluczone, że jej autor napisał ją albo pod wpływem własnych doświadczeń lub zasłyszanych.
Pewnego dnia młody Anglik, Rik Hemsley, gdy wstał z łózka, odniósł wrażenie, ze stopy jego grzęzna w podłodze. Spojrzał w dół i stwierdził, że jego stopy rzeczywiście zanurzyły się w dywanie. Całe zdarzenie trwało zaledwie kilka sekund, a pózniej wszystko wróciło do normy.
Rik całe to zdarzenie skojarzył ze stresem , długą pracą w nocy i morzem wypitej kawy.
Niestety juz po niedługim czasie owe dziwne zaburzenia zaczęły się nasilać, następowały coraz częściej. Podłoze, po którym się poruszał, wydawało mu się ruchome. krzywe, a on miał odczucie, jakby stąpał po gąbce. Kiedy leżał w łózku i spoglądał na swe ręce, miał wrazenie, ze rozciągają się one niezmiernie do przodu.
Pomimo tych dziwnych i niemiłych odczuć ukończył uczelnię i podjął pracę administratora systemów.
Jednak jego stan stale sie pogarszał i utrwalał. Parkujące samochody wydawały mu się małymi zabawkami, a on sam czuł sie wielki niczym olbrzym. Ale gdy zasiadał w pracy w swym fotelu, to fotel przybierał niepokająco wielkie rozmiary, a on sam czuł się karzełkiem. Jednocześnie gdy patrzył na ptaka siedzącego na bardzo oddalonym drzewie to dokładnie widział każdy szczegół jego upierzenia. Wreszcie zgłosił się do lekarza. Lekarze orzekli, ze pacjent jest normalny, psychicznie zdrowy a wszystko składali na karb migreny, która często Rikowi dokuczała.
Niestety zaordynowane leki nic nie pomogły a niedługo potem Rik stał się całkowicie niezdolny do pracy.
Pewnego dnia, gdy oglądał program TV zobaczył kobietę, która opisywała dokładnie takie same objawy jak jego. Jak się okazało, oboje cierpieli na Syndrom Alicji w Krainie Czarów, zwany w medycynie mikropsją lub makropsją. Jest to szczególne zaburzenie postrzegania, które sprawia, że wszystko staje sie dużo mniejsze lub dużo większe. Przyczyny tego stanu nie są znane.
Po pewnym czasie stan Hemsleya samoistnie poprawił sie na tyle, ze mógł pracować w domu.
Dziś, po prawie 10 latach, napady zdarzają się raz w miesiącu. Zanikła tez zdolność ostrego widzenia na wielką odległość i Rik Hemsley moze obecnie prowadzić mniej lub bardziej normalne życie.
anabell
piątek, 9 stycznia 2009
prawo i sprawiedliwość w XV- wiecznej Polsce
Około 1475 roku, przyjechał do Płocka kupiec, czcigodny Hans Rintfleich z Wrocławia. Przybył zapewne w interesach.. Kupiec miał nienaganną opinię i przyzwyczajenie do szanowania prawa.
Gdy zorientował się, że został okradziony przez karczmarza, zgłosił tę sprawę do sądu grodzkiego.
Sędziowie i ławnicy orzekli wobec karczmarza karę śmierci przez powieszenie. Nie byłoby w tym wyroku nic osobliwego, gdyby nie fakt, że akurat w tym czasie Płock nie miał własnego kata, a sprowadzenie kogoś o tej profesji było nie tylko przedsięwzięciem drogim ale i wydłuzającym sprawę na czas nieokreślony.
W tej sytuacji uradzono, że poszkodowany ma karczmarza sam powiesić, w przeciwnym bowiem razie to karczmarz powiesi czcigodnego kupca.
Przerażony Rintfleich chciał wycofac pozew i czym prędzej opuścic Płock, ale sąd grodzki się na to nie zgodził.
Cóz miał zrobić -by samemu przeżyć musiał kupca powiesić.
Odtąd jednak towarzyszyła mu infamia przypisana katu. Nalezy pamiętać, ze zawód ten nie cieszył się szacunkiem. Kat był osobą wyłączoną poza nawias wspólnoty, nie mógł przebywać wśród szacownych mieszczan. Mieszkal zawsze w odosobnieniu, poza miastem.
Po powrocie z Płocka biedny kupiec wpadł w poważne społeczne i psychiczne tarapaty. Przez resztę swego zycia usiłował zmazać swą niesławę. Pisał do Króla Kazimierza Jagiellonczyka opisując barbarzyński zwyczaj, który go dotknął na Mazowszu i prosząc o zdjęcie z niego niesławy.
Król zaskoczony dziwacznym wyrokiem sądu zdjął z kupca infamię.
Niestety,zgnębiony dotychczasowymi przeżyciami, kupiec zmarł, ale jego niesława przeszła na synów.
Krzysztof Rintfleich usiłował po śmierci ojca, w 1501 roku uzyskać od rady miejskiej Płocka dokumenty, mówiace o tym, że jest człowiekiem godnym czci.
Płock wystawił nienaganną opinię zmarłemu ojcu oraz jego synom, wyjaśniając, dlaczego Hans Rintfleich musial wykonac wyrok na karczmarzu. Ponadto krol czeski Władysław wystawil również całej rodzinie bardzo dobrą opinię.
Niestety, rada wrocławska nie dopuścila "syna infamisa" do swego grona ławników, orzekając ,że jest człowiekiem skalanym katem.
Gdy czytałam ten rozdział ksiązki Jerzego Besali "Tajemnicze dzieje Polski", to doszłam do wniosku,że nie powinny nas dziwić kontrowersyjne wyroki, wydawane przez współczesne sądy.
Co za szczęście, że nie ma kary śmierci!
Gdy zorientował się, że został okradziony przez karczmarza, zgłosił tę sprawę do sądu grodzkiego.
Sędziowie i ławnicy orzekli wobec karczmarza karę śmierci przez powieszenie. Nie byłoby w tym wyroku nic osobliwego, gdyby nie fakt, że akurat w tym czasie Płock nie miał własnego kata, a sprowadzenie kogoś o tej profesji było nie tylko przedsięwzięciem drogim ale i wydłuzającym sprawę na czas nieokreślony.
W tej sytuacji uradzono, że poszkodowany ma karczmarza sam powiesić, w przeciwnym bowiem razie to karczmarz powiesi czcigodnego kupca.
Przerażony Rintfleich chciał wycofac pozew i czym prędzej opuścic Płock, ale sąd grodzki się na to nie zgodził.
Cóz miał zrobić -by samemu przeżyć musiał kupca powiesić.
Odtąd jednak towarzyszyła mu infamia przypisana katu. Nalezy pamiętać, ze zawód ten nie cieszył się szacunkiem. Kat był osobą wyłączoną poza nawias wspólnoty, nie mógł przebywać wśród szacownych mieszczan. Mieszkal zawsze w odosobnieniu, poza miastem.
Po powrocie z Płocka biedny kupiec wpadł w poważne społeczne i psychiczne tarapaty. Przez resztę swego zycia usiłował zmazać swą niesławę. Pisał do Króla Kazimierza Jagiellonczyka opisując barbarzyński zwyczaj, który go dotknął na Mazowszu i prosząc o zdjęcie z niego niesławy.
Król zaskoczony dziwacznym wyrokiem sądu zdjął z kupca infamię.
Niestety,zgnębiony dotychczasowymi przeżyciami, kupiec zmarł, ale jego niesława przeszła na synów.
Krzysztof Rintfleich usiłował po śmierci ojca, w 1501 roku uzyskać od rady miejskiej Płocka dokumenty, mówiace o tym, że jest człowiekiem godnym czci.
Płock wystawił nienaganną opinię zmarłemu ojcu oraz jego synom, wyjaśniając, dlaczego Hans Rintfleich musial wykonac wyrok na karczmarzu. Ponadto krol czeski Władysław wystawil również całej rodzinie bardzo dobrą opinię.
Niestety, rada wrocławska nie dopuścila "syna infamisa" do swego grona ławników, orzekając ,że jest człowiekiem skalanym katem.
Gdy czytałam ten rozdział ksiązki Jerzego Besali "Tajemnicze dzieje Polski", to doszłam do wniosku,że nie powinny nas dziwić kontrowersyjne wyroki, wydawane przez współczesne sądy.
Co za szczęście, że nie ma kary śmierci!
środa, 7 stycznia 2009
Karbochemia
Mamy szansę - Europa czeka na lidera karbochemii, a tym liderem możemy być my.
Jesteśmy zmuszeni do totalnej modernizacji naszego sektora energetycznego nie tylko z powodu pakietu klimatycznego - grozi nam całkowity niedobór mocy i ta sytuacja wymusza na nas nowe inwestycje.
Dzięki temu, ze nasz rząd wynegocjował dla nas dogodne warunki na szczycie klimatycznym, uchronił nas od katastrofy, rozciągnął wszystko w czasie. Mamy teraz szansę, by stopniowo wymieniać elektrownie, blok po bloku i wchodzić w nowe technologie. Nowa technologia polega na dobudowaniu do każdego bloku energetycznego nowego bloku zgazowania węgla. Modernizując elektrownie jesteśmy zobowiązani do zastosowania tzw. technologii CCS, czyli wychwytywania dwutlenku węgla i składowania go pod ziemią. Wg wstępnych danych będziemy musieli na to wydać w ciągu najblizszych 15- 20 lat około 50 miliardów euro. Oczywiście jesteśmy objęci pomocą unijną. Pierwszą pomocą unijną jest budowa w Europie 12 obiektów demonstracyjnych, nowych, czystych technologii węglowych. Polska ma duze szanse otrzymać dwie takie nowe instalacje.
Wtedy właśnie możemy wdrożyć technologię nazywaną zgazowaniem węgla i jest ona dla nas rewelacyjna. Jest to sytuacja, w której znów moglibyśmy , jak kiedyś, produkować własny gaz.
Nie potrzebowalibyśmy wcale importować gazu ziemnego, bo w dziesiątkach gazowni w Polsce produkowalibyśmy tzw. gaz miejski (jak to juz kiedyś miało miejsce).
Mamy duże złoża węgla. Produkcja prądu elektrycznego z węgla jest najtańsza, ale i zabójcza dla środowiska naturalnego. Drozszy sposób to produkowanie z węgla paliw gazowych lub płynnych i Unia zaleca swoim członkom ten właśnie sposób. W wyniku prostej reakcji - węgiel + woda - otrzymujemy gaz syntezowy. Możemy na nowo odnowić nasz potencjał wytwórczy na bazie węgla.
Zakłady azotowe w Kędzierzynie są kandydatem do programu flagowego. Planuja zbudować dwa bloki zgazowania węgla. Gdyby dobudowali jeszcze trzeci blok- możnaby zaniechać importu gazu ziemnego. Tym samym moglibyśmy rozwiązać problem naszego bezpieczeństwa energetycznego. Jest to dywersyfikacja wewnętrzna, zamiast zewnętrznej. Nalezy pamiętać, że jedna trzecia zuzywanego przez nas gazu ziemnego jest wydobywana w Polsce i wtedy, w razie sytuacji kryzysowej mielibyśmy własny gaz. Poza tym gaz syntezowy słuzy do syntez właściwie wszystkich węglowodorów, także paliw płynnych , metanolu i eteru dimetylowego. Eter dimetylowy możemy dodawać do benzyny czy tez do paliwa dieslowego. W sytuacji kryzysowej zaistniałaby mozliwośc produkcji własnych paliw płynnych. To tez rozwiązałoby problem dywersyfikacji dostaw ropy naftowej do Polski.
Trzeba sobie powiedzieć wyraznie,że Polska dostała teraz wielka szansę. Mozemy wyspecjalizować sie w technologii karbochemii, w produkcji nie tylko paliw ale i tworzyw sztucznych, nawozów nowej generacji, mocznika i tworzyw mocznikowych. Dodatkowo jest jeszcze sekwestracja dwutlenku węgla. To w sumie olbrzymi potencjał.
Polityka klimatyczna dotyczy wszystkich krajów Europy i wiele z nich musi zainwestować bardzo duze pieniądze w energetykę odnawialną, ktora jest jeszcze drozsza. Polska ma duze zasoby węgla i dlatego powinna zainwestować w przetwórstwo węgla, stać się liderem takiej technologii.
Mozemy wówczas sprzedawać ją na całym świecie.
Rząd widzi w tych nowych technologiach ogromna szansę, chociaz są to ogromne koszty. Ale mamy zapewnioną w tej materii pomoc Unii w postaci juz przyznanego miliarda euro jako fundusze strukturalne i mamy wynegocjowaną w Brukseli zgodę na dodatkową pomoc.
Zadaniem rządu jest jak najszybsze uruchomienie polskiego programu flagowego.
(na podst. wywiadu I.Janke z dr.Andrzejem Siemaszką, dyrektorem
Krajowego Punktu Kontaktowego Programow Badawczych UE.)
anabell
Jesteśmy zmuszeni do totalnej modernizacji naszego sektora energetycznego nie tylko z powodu pakietu klimatycznego - grozi nam całkowity niedobór mocy i ta sytuacja wymusza na nas nowe inwestycje.
Dzięki temu, ze nasz rząd wynegocjował dla nas dogodne warunki na szczycie klimatycznym, uchronił nas od katastrofy, rozciągnął wszystko w czasie. Mamy teraz szansę, by stopniowo wymieniać elektrownie, blok po bloku i wchodzić w nowe technologie. Nowa technologia polega na dobudowaniu do każdego bloku energetycznego nowego bloku zgazowania węgla. Modernizując elektrownie jesteśmy zobowiązani do zastosowania tzw. technologii CCS, czyli wychwytywania dwutlenku węgla i składowania go pod ziemią. Wg wstępnych danych będziemy musieli na to wydać w ciągu najblizszych 15- 20 lat około 50 miliardów euro. Oczywiście jesteśmy objęci pomocą unijną. Pierwszą pomocą unijną jest budowa w Europie 12 obiektów demonstracyjnych, nowych, czystych technologii węglowych. Polska ma duze szanse otrzymać dwie takie nowe instalacje.
Wtedy właśnie możemy wdrożyć technologię nazywaną zgazowaniem węgla i jest ona dla nas rewelacyjna. Jest to sytuacja, w której znów moglibyśmy , jak kiedyś, produkować własny gaz.
Nie potrzebowalibyśmy wcale importować gazu ziemnego, bo w dziesiątkach gazowni w Polsce produkowalibyśmy tzw. gaz miejski (jak to juz kiedyś miało miejsce).
Mamy duże złoża węgla. Produkcja prądu elektrycznego z węgla jest najtańsza, ale i zabójcza dla środowiska naturalnego. Drozszy sposób to produkowanie z węgla paliw gazowych lub płynnych i Unia zaleca swoim członkom ten właśnie sposób. W wyniku prostej reakcji - węgiel + woda - otrzymujemy gaz syntezowy. Możemy na nowo odnowić nasz potencjał wytwórczy na bazie węgla.
Zakłady azotowe w Kędzierzynie są kandydatem do programu flagowego. Planuja zbudować dwa bloki zgazowania węgla. Gdyby dobudowali jeszcze trzeci blok- możnaby zaniechać importu gazu ziemnego. Tym samym moglibyśmy rozwiązać problem naszego bezpieczeństwa energetycznego. Jest to dywersyfikacja wewnętrzna, zamiast zewnętrznej. Nalezy pamiętać, że jedna trzecia zuzywanego przez nas gazu ziemnego jest wydobywana w Polsce i wtedy, w razie sytuacji kryzysowej mielibyśmy własny gaz. Poza tym gaz syntezowy słuzy do syntez właściwie wszystkich węglowodorów, także paliw płynnych , metanolu i eteru dimetylowego. Eter dimetylowy możemy dodawać do benzyny czy tez do paliwa dieslowego. W sytuacji kryzysowej zaistniałaby mozliwośc produkcji własnych paliw płynnych. To tez rozwiązałoby problem dywersyfikacji dostaw ropy naftowej do Polski.
Trzeba sobie powiedzieć wyraznie,że Polska dostała teraz wielka szansę. Mozemy wyspecjalizować sie w technologii karbochemii, w produkcji nie tylko paliw ale i tworzyw sztucznych, nawozów nowej generacji, mocznika i tworzyw mocznikowych. Dodatkowo jest jeszcze sekwestracja dwutlenku węgla. To w sumie olbrzymi potencjał.
Polityka klimatyczna dotyczy wszystkich krajów Europy i wiele z nich musi zainwestować bardzo duze pieniądze w energetykę odnawialną, ktora jest jeszcze drozsza. Polska ma duze zasoby węgla i dlatego powinna zainwestować w przetwórstwo węgla, stać się liderem takiej technologii.
Mozemy wówczas sprzedawać ją na całym świecie.
Rząd widzi w tych nowych technologiach ogromna szansę, chociaz są to ogromne koszty. Ale mamy zapewnioną w tej materii pomoc Unii w postaci juz przyznanego miliarda euro jako fundusze strukturalne i mamy wynegocjowaną w Brukseli zgodę na dodatkową pomoc.
Zadaniem rządu jest jak najszybsze uruchomienie polskiego programu flagowego.
(na podst. wywiadu I.Janke z dr.Andrzejem Siemaszką, dyrektorem
Krajowego Punktu Kontaktowego Programow Badawczych UE.)
anabell
wtorek, 6 stycznia 2009
www.change.gov.
Jeżeli wpiszecie wyzej podany adres w swą przeglądarkę, znajdziecie tam dziesiątki komentarzy amerykańskich internautów, dotyczących ponad dwudziestu tematów z dziedziny ekonomii, systemu opieki zdrowotnej, bezpieczeństwa narodowego, Iraku oraz przewodnictwa Ameryki w świecie. Wszystkie te tematy są projektami reform, ktore mają być wprowadzone przez nową ekipę rządzącą.
Nowa ekipa rządząca ma zamiar regularnie przeprowadzać debaty dotyczące określonych zagadnień. Pierwsza z nich dotyczyła reformy systemu opieki zdrowotnej i zaczynała się od pytania : "Co najbardziej Państwa niepokoi w naszym systemie?" Udział wzięło ponad 3500 internautów, profesjonalistów i laików w tej materii , wypełniając komentarzami 57 stron. Były to i analizy kosztów leczenia i skargi na biurokrację i tragiczne historie. W odpowiedzi 2 grudnia zamieszczono 3-minutowe nagranie wideo.Przed kamerą zasiedli :Tom Daschle, przyszły sekretarz do spraw zdrowia i młody członek ekipy- Lauren Aronson. Ton ich wypowiedzi był ciepły i pełny empatii, ale nie wynikało z niej, w jaki sposób internauci mieliby w przyszłości rzeczywiście wpływać na procesy decyzyjne w Białym Domu.
Barack Obama jest pierwszym prezydentem, który uzywa serwisu YouTube w celu cotygodniowego kontaktu z Amerykanami. Od czasu, gdy zezwolił na umieszczanie pod nimi komentarzy, jego zwolennicy uskarzają się na surowe filtry moderatorów. Pomimo to mozna znalezć takie wypowiedzi : "cenzura Obamy jest niemal taka sama jak w czasach komunizmu we wschodniej Europie", lub oskarzenia prezydenta -elekta o "szowinizm, rasizm, nieuczciwość".
Przyszłość pokaze jak długo Barack Obama wytrzyma docinki internautów piszących czasami tylko po to, zeby dać upust swemu uzaleznieniu od internetu.
Internet moze się tez okazać potęznym narzędziem propagandy. Jezeli Obama chciałby przeprowadzić jakąś reformę, a Kongres nie sprzyjałby mu, miałby za soba armię 11 milionów sprzymierzeńców, zapisanych na liście na stronie www.mybarackobama.com , w tym 3 tysiące osób, które materialnie wsparły kampanię.
Jednak cyberprezydencja jest projektem na tyle jeszcze niedopracowanym, ze moze stać się ofiarą obostrzeń prawnych lub technicznych. Obama sam to przyznał w wywiadzie dla stacji ABC, mówiąc o negocjacjach ze słuzbami specjalnymi, azeby mógł otrzymywać informacje nie tylko od 10 - 12 doradców otaczających go w Białym domu. Prawo o zyciu prywatnym nie pozwala mu na przykład poprowadzic za sobą zwolenników zapisanych na stronie mybarackobama.com.
Ciągły dialog za pomocą internetu z milionami osób pociąga za sobą trudności natury finansowej i bezpieczeństwa. Ktos musi sfinansować te machinę, obronić sieć przed hakerami. Pytań jest więcej. Jak uda się Barackowi Obamie utrzymać przy sobie rzesze entuzjastów? Jak zapewnić, by w tej fali informacji nie doszło do zakłóceń?
Profesor prawa z Uniwersytetu w Kansas, Mike Hoeflich, zadaje sobie przede wszystkim zasadnicze pytanie - czy pierwszy cyberprezydent "wykorzysta interenet w dobrej czy złej wierze".
anabell
(w oparciu o LEFIGARO, z 16.12.08)
Nowa ekipa rządząca ma zamiar regularnie przeprowadzać debaty dotyczące określonych zagadnień. Pierwsza z nich dotyczyła reformy systemu opieki zdrowotnej i zaczynała się od pytania : "Co najbardziej Państwa niepokoi w naszym systemie?" Udział wzięło ponad 3500 internautów, profesjonalistów i laików w tej materii , wypełniając komentarzami 57 stron. Były to i analizy kosztów leczenia i skargi na biurokrację i tragiczne historie. W odpowiedzi 2 grudnia zamieszczono 3-minutowe nagranie wideo.Przed kamerą zasiedli :Tom Daschle, przyszły sekretarz do spraw zdrowia i młody członek ekipy- Lauren Aronson. Ton ich wypowiedzi był ciepły i pełny empatii, ale nie wynikało z niej, w jaki sposób internauci mieliby w przyszłości rzeczywiście wpływać na procesy decyzyjne w Białym Domu.
Barack Obama jest pierwszym prezydentem, który uzywa serwisu YouTube w celu cotygodniowego kontaktu z Amerykanami. Od czasu, gdy zezwolił na umieszczanie pod nimi komentarzy, jego zwolennicy uskarzają się na surowe filtry moderatorów. Pomimo to mozna znalezć takie wypowiedzi : "cenzura Obamy jest niemal taka sama jak w czasach komunizmu we wschodniej Europie", lub oskarzenia prezydenta -elekta o "szowinizm, rasizm, nieuczciwość".
Przyszłość pokaze jak długo Barack Obama wytrzyma docinki internautów piszących czasami tylko po to, zeby dać upust swemu uzaleznieniu od internetu.
Internet moze się tez okazać potęznym narzędziem propagandy. Jezeli Obama chciałby przeprowadzić jakąś reformę, a Kongres nie sprzyjałby mu, miałby za soba armię 11 milionów sprzymierzeńców, zapisanych na liście na stronie www.mybarackobama.com , w tym 3 tysiące osób, które materialnie wsparły kampanię.
Jednak cyberprezydencja jest projektem na tyle jeszcze niedopracowanym, ze moze stać się ofiarą obostrzeń prawnych lub technicznych. Obama sam to przyznał w wywiadzie dla stacji ABC, mówiąc o negocjacjach ze słuzbami specjalnymi, azeby mógł otrzymywać informacje nie tylko od 10 - 12 doradców otaczających go w Białym domu. Prawo o zyciu prywatnym nie pozwala mu na przykład poprowadzic za sobą zwolenników zapisanych na stronie mybarackobama.com.
Ciągły dialog za pomocą internetu z milionami osób pociąga za sobą trudności natury finansowej i bezpieczeństwa. Ktos musi sfinansować te machinę, obronić sieć przed hakerami. Pytań jest więcej. Jak uda się Barackowi Obamie utrzymać przy sobie rzesze entuzjastów? Jak zapewnić, by w tej fali informacji nie doszło do zakłóceń?
Profesor prawa z Uniwersytetu w Kansas, Mike Hoeflich, zadaje sobie przede wszystkim zasadnicze pytanie - czy pierwszy cyberprezydent "wykorzysta interenet w dobrej czy złej wierze".
anabell
(w oparciu o LEFIGARO, z 16.12.08)
poniedziałek, 5 stycznia 2009
Pełna chata
Mamy przyjaciół, z którymi spotykamy się niezbyt często, ale ilekroć coś od siebie potrzebujemy, to wiadomo, że mozemy na siebie liczyć.
Właśnie wczoraj "wpadliśmy" do nich, na zasadzie: wpadnijcie, dawno się nie widzieliśmy.
Bez trudu pokonaliśmy obłędna dziesięciokilometrową odległość dzielącą nasze domy, zdziwiła mnie tylko ilość samochodów stojących na ich parkingu. W myśli przeleciałam wszystkie możliwe okazje typu : imieniny, urodziny, rocznica ślubu - nic z tych rzeczy. Gospodarz nam otworzył i z miejsca mnie zatkało- w 42 metrowym salonie była cała kupa ludzi. Pytam się więc co jest grane,że taki tłum? Filip na to - nic się nie dzieje, u nas ciągle jakieś tłumy.
Rozejrzałam się i własciwie większość to znajome twarze. Zaczęłam "rejestrować" kto jest- oczywiście żona Filipa, Kamila, ich córeczka Asia, Jola-córka Kamili z pierwszego małżeństwa, Agata, córka Filipa z jego pierwszego małżeństwa, Jurek - syn Filipa z jego drugiego małzeństwa, Janusz - pierwszy mąz Kamili , Marianna - druga żona Filipa, Zofia- druga żona byłego męza Kamili, Andrzej- narzeczony Agaty (córki Filipa z pierwszego małzeństwa) oraz młodszy brat Filipa z dwiema córkami z pierwszego małżeństwa , ich matka ze swoim przyjacielem oraz aktualna bratowa Filipa. Uff - udało mi się jakos ich wszystkich wyliczyć.
To, że byli partnerzy naszych przyjacół u nich dośc regularnie bywają to wiedziałam - w końcu rozwód to nie powód, żeby się do siebie nie odzywać czy tez sobie nie pomagać w razie potrzeby.
Filip bardzo lubi wszystkie dzieci a dzieci darzą go naprawdę uczuciem, nawet całkiem obce.
Nasza córka zawsze mówiła na niego "wujek". Filip i Kamila uwazają, ze dla dobra dzieci ważne jest, aby po rozwodzie stosunki pomiędzy byłymi małzonkami były jak najlepsze. Dzieciaki (teraz to juz dorośli ludzie) zawsze były zadowolone i zzyte ze sobą. Wiele lat temu nawet nasza córka mi powiedziała, ze dzieci wujka Filipa jej współczują, bo ona ma tylko jedną mamę i jednego tatę. Biedactwo!
Nie znam osobiście drugiej takiej wielkiej rodziny - świadomie uzyłam słowa rodzina. Oni wszyscy autentycznie pomagają sobie w razie potrzeby, bardzo pilnowali aby wszystkie dzieci jezdziły wspólnie na wakacje i nie miało to większego znaczenia z kim, z tej "wielkiej rodziny".
Moze to kumu wydawać sie smieszne, gdy były mąz przychodzi do swej byłej zony z prośbą by mu poradziła co ma zrobić, bo się posprzeczał z żoną , a porad udziela mu nie tylko była zona ale i jej obecny mąz. Moze to śmieszne, ale zdało to egzamin, dzieci nigdy nie czuły się odrzucone przez którekolwiek z rodziców, lub skrzywdzone rozwodem.
Wiem, ze to bardzo nietypowa "rodzina", ale myślę, ze o ile mniej byłoby dziecięcych łez i wręcz tragedii gdyby dorośli po podjęciu decyzji o rozwodzie nie traktowali dzieci jak monety przetargowej ale wspięli się na "wyzyny człowieczeństwa" i starali się pozostać w dobrych stosunkach (juz nie marzę, aby się przyjażnili).
Wyobrażam sobie jak tam będzie wesoło gdy młode pokolenie pozakłada wlasne rodziny i przyjdą na świat nowe dzieci. Juz teraz było w salonie ciasno, choc niewątpliwie bardzo miło.
Właśnie wczoraj "wpadliśmy" do nich, na zasadzie: wpadnijcie, dawno się nie widzieliśmy.
Bez trudu pokonaliśmy obłędna dziesięciokilometrową odległość dzielącą nasze domy, zdziwiła mnie tylko ilość samochodów stojących na ich parkingu. W myśli przeleciałam wszystkie możliwe okazje typu : imieniny, urodziny, rocznica ślubu - nic z tych rzeczy. Gospodarz nam otworzył i z miejsca mnie zatkało- w 42 metrowym salonie była cała kupa ludzi. Pytam się więc co jest grane,że taki tłum? Filip na to - nic się nie dzieje, u nas ciągle jakieś tłumy.
Rozejrzałam się i własciwie większość to znajome twarze. Zaczęłam "rejestrować" kto jest- oczywiście żona Filipa, Kamila, ich córeczka Asia, Jola-córka Kamili z pierwszego małżeństwa, Agata, córka Filipa z jego pierwszego małżeństwa, Jurek - syn Filipa z jego drugiego małzeństwa, Janusz - pierwszy mąz Kamili , Marianna - druga żona Filipa, Zofia- druga żona byłego męza Kamili, Andrzej- narzeczony Agaty (córki Filipa z pierwszego małzeństwa) oraz młodszy brat Filipa z dwiema córkami z pierwszego małżeństwa , ich matka ze swoim przyjacielem oraz aktualna bratowa Filipa. Uff - udało mi się jakos ich wszystkich wyliczyć.
To, że byli partnerzy naszych przyjacół u nich dośc regularnie bywają to wiedziałam - w końcu rozwód to nie powód, żeby się do siebie nie odzywać czy tez sobie nie pomagać w razie potrzeby.
Filip bardzo lubi wszystkie dzieci a dzieci darzą go naprawdę uczuciem, nawet całkiem obce.
Nasza córka zawsze mówiła na niego "wujek". Filip i Kamila uwazają, ze dla dobra dzieci ważne jest, aby po rozwodzie stosunki pomiędzy byłymi małzonkami były jak najlepsze. Dzieciaki (teraz to juz dorośli ludzie) zawsze były zadowolone i zzyte ze sobą. Wiele lat temu nawet nasza córka mi powiedziała, ze dzieci wujka Filipa jej współczują, bo ona ma tylko jedną mamę i jednego tatę. Biedactwo!
Nie znam osobiście drugiej takiej wielkiej rodziny - świadomie uzyłam słowa rodzina. Oni wszyscy autentycznie pomagają sobie w razie potrzeby, bardzo pilnowali aby wszystkie dzieci jezdziły wspólnie na wakacje i nie miało to większego znaczenia z kim, z tej "wielkiej rodziny".
Moze to kumu wydawać sie smieszne, gdy były mąz przychodzi do swej byłej zony z prośbą by mu poradziła co ma zrobić, bo się posprzeczał z żoną , a porad udziela mu nie tylko była zona ale i jej obecny mąz. Moze to śmieszne, ale zdało to egzamin, dzieci nigdy nie czuły się odrzucone przez którekolwiek z rodziców, lub skrzywdzone rozwodem.
Wiem, ze to bardzo nietypowa "rodzina", ale myślę, ze o ile mniej byłoby dziecięcych łez i wręcz tragedii gdyby dorośli po podjęciu decyzji o rozwodzie nie traktowali dzieci jak monety przetargowej ale wspięli się na "wyzyny człowieczeństwa" i starali się pozostać w dobrych stosunkach (juz nie marzę, aby się przyjażnili).
Wyobrażam sobie jak tam będzie wesoło gdy młode pokolenie pozakłada wlasne rodziny i przyjdą na świat nowe dzieci. Juz teraz było w salonie ciasno, choc niewątpliwie bardzo miło.
sobota, 3 stycznia 2009
Długowieczność - nie ma problemu
Są ludzie, którzy marzą o nieśmiertelności. Już za 150 tysięcy dolarów można kupić sobie nieśmiertelność - takie usługi oferują firmy krioniczne.Ich klienci , po zejściu z tego świata trafiają do gigantycznych termosów, w których temperatura wynosi minus 200 stopni Cejsjusza. W owych zacisznych i bardzo zimnych termosach będą oczekiwać na moment , gdy naukowcy będą potafili przywrócić im zycie. Wyobrazcie sobie,ze na całym świecie, takiemu zabiegowi zamrozenia poddało się juz kilkaset osób. W cenie zabiegu jest równiez zahibernowanie ukochanego psa lub kota oraz kilku ulubionych ksiązek.
Cały szkopuł w tym, ze nikt nie daje gwarancji , ze zahibernowany tą metodą człowiek w bezpieczny sposób powróci do życia.
Oczywiście mozna sie pośmiać, ale jezeli ludzie chcą dotrzeć do bardzo odległych planet czy tez gwiazd, to nalezy wynalezć sposób bezpiecznego zahibernowania astronautów na wiele miesięcy czy też lat.
Naukowcy zajęli się powaznie badaniem ssaków, ktore zapadaja w sen zimowy. Wiele z nich drastycznie ogranicza podczas jego trwania zuzycie energii, a rekordzistką jest amerykańska wiewiórka ziemna, której ciało wychładza się do temperatury zera stopni. Ale jeszcze dziwniejszym stworem jest zyjący na Madagaskarze lemurek gruboogoniasty, który w stan przypominający sem zimowy, zapada latem, w porze suchej, kiedy nie moze znalezć pokarmu.
A to oznacza, ze aby przestawić organizm na nizsze obroty wcale nie musi być zimno.
Taki "przełącznik hibernacyjny" znaleziono w organizmach zwierząt kilka lat temu.Oczywiście , jak zwykle, pomogły w tym laboratoryjne myszy.
Do powietrza, którym oddychały myszy dodano odrobinę siarkowodoru - toksycznego gazu o
zapachu zepsutych jaj. Gryzonie zapadły w stan przypominający sen zimowy - przestały się poruszać, tempo ich oddechu spadło ze 120 do 1o oddechów na minutę, a temperatura ciała spadła z 37 do 11 sopni Celsjusza. Po sześciu godzinach wyprowadzono myszki z tego stanu, podając im do oddychania świeze powietrze. Zwierzątka zachowywały sie potem zupełnie normalnie.
Eksperyment powtórzono potem wielokrotnie równiez na innych zwierzętach, od szczurów po świnie. Efekty były identyczne, wysnuto więc wniosek, ze mamy do czynienia z uniwersalnym mechanizmem, wbudowanym w nasze komórki przez ewolucję przed milionami lat.
Paleontolodzy uwazają, ze 251 mln lat temu, na Ziemi doszło do globalnej katastrofy biologicznej i na wskutek zmian klimatycznych morza zdominowały bakterie beztlenowe wydzielające m.in. olbrzymie ilości siarkowodoru, przedostającego sie do atmosfery. Przetrwały tylko te organizmy, które zamiast umrzeć, przeszły w stan hibernacji. A sposób, w jaki nasze organizmy reagują na siarkowodór, jest biochemiczną blizną po tamtej katastrofie, która zresztą musiała się wielokrotnie powtarzać w historii Ziemi.
Wiele narządów w ciele człowieka potrafi produkować niewielkie ilości tego gazu, wykorzystując go do regulowania ciśnienia krwi, tempa przemiany materii, a nawet pracy mózgu.
Eksperymenty dowiodły, ze odpowiednio dawkowana trucizna moze w niedalekiej przyszłości
uratować zycie mlionom ludzi. Siarkowodór spowalnia w organizmie przebieg nie tylko procesów fizjologicznych ale i patologicznych. Jeśli lekarze podazą go komuś, kto przeszedł zawał serca, udar mózgu, masywny krwotok lub uraz w czasie wypadku, ochronią jego narządy przed zniszczeniem i zyskają bezcenny czas na dowiezienie pacjenta do szpitala i zastosowanie innych metod leczenia. Być moze, ze wkrótce taka medyczna hibernacja będzie standardową procedurą w kazdej karetce pogotowia.
Dziś badania nad rolą siarkowodoru to bardzo gorący temat, prowadzony prze wiele firm, a część badań hojnie sponsoruje amerykańska armia. Uczeni pracują tez nad lekami, które będą zwiększać naturalną produkcję siarkowodoru w tkankach. Planuje się zastosowanie siarkowodoru celem wydłuzenia "okresu trwałości" narządów do przeszczepu z 24 -36 godzin do kilku dni, hibernowanie pacjentów przed cięzkimi, obciązającymi organizm operacjami chirurgicznymi, w czasie których jest konieczne zatrzymanie krązenia oraz zmniejszenie negatywnych skutków radioterapii u chorych na raka.
Specjaliści z Europejskiej Agencji Kosmicznej wiązą z hibernacją siarkowodorem wielkie nadzieje, zwiazane z odległymi wyprawami w Kosmos.
Trwają równiez badania nad "eliksirem młodości" - narazie tylko na robakach z gatunku Caenorhabditis elegans. Nie zostały one poddawane hibernacji, ale podawano im tak niewielkie dawki siarkowodoru, ze ich aktywność nie uległa widocznej zmianie, stały się natomiast bardziej odporne na cięzkie warunki zycia. Być moze, że siarkowodór uaktywnia te geny, które są związane z długowiecznością.
A więc mam propozycję - nim wyprodukują eleksir młodości oparty na siarkowodorze - jedzmy do Buska Zdroju potaplać się w basenach siarkowych.
Cały szkopuł w tym, ze nikt nie daje gwarancji , ze zahibernowany tą metodą człowiek w bezpieczny sposób powróci do życia.
Oczywiście mozna sie pośmiać, ale jezeli ludzie chcą dotrzeć do bardzo odległych planet czy tez gwiazd, to nalezy wynalezć sposób bezpiecznego zahibernowania astronautów na wiele miesięcy czy też lat.
Naukowcy zajęli się powaznie badaniem ssaków, ktore zapadaja w sen zimowy. Wiele z nich drastycznie ogranicza podczas jego trwania zuzycie energii, a rekordzistką jest amerykańska wiewiórka ziemna, której ciało wychładza się do temperatury zera stopni. Ale jeszcze dziwniejszym stworem jest zyjący na Madagaskarze lemurek gruboogoniasty, który w stan przypominający sem zimowy, zapada latem, w porze suchej, kiedy nie moze znalezć pokarmu.
A to oznacza, ze aby przestawić organizm na nizsze obroty wcale nie musi być zimno.
Taki "przełącznik hibernacyjny" znaleziono w organizmach zwierząt kilka lat temu.Oczywiście , jak zwykle, pomogły w tym laboratoryjne myszy.
Do powietrza, którym oddychały myszy dodano odrobinę siarkowodoru - toksycznego gazu o
zapachu zepsutych jaj. Gryzonie zapadły w stan przypominający sen zimowy - przestały się poruszać, tempo ich oddechu spadło ze 120 do 1o oddechów na minutę, a temperatura ciała spadła z 37 do 11 sopni Celsjusza. Po sześciu godzinach wyprowadzono myszki z tego stanu, podając im do oddychania świeze powietrze. Zwierzątka zachowywały sie potem zupełnie normalnie.
Eksperyment powtórzono potem wielokrotnie równiez na innych zwierzętach, od szczurów po świnie. Efekty były identyczne, wysnuto więc wniosek, ze mamy do czynienia z uniwersalnym mechanizmem, wbudowanym w nasze komórki przez ewolucję przed milionami lat.
Paleontolodzy uwazają, ze 251 mln lat temu, na Ziemi doszło do globalnej katastrofy biologicznej i na wskutek zmian klimatycznych morza zdominowały bakterie beztlenowe wydzielające m.in. olbrzymie ilości siarkowodoru, przedostającego sie do atmosfery. Przetrwały tylko te organizmy, które zamiast umrzeć, przeszły w stan hibernacji. A sposób, w jaki nasze organizmy reagują na siarkowodór, jest biochemiczną blizną po tamtej katastrofie, która zresztą musiała się wielokrotnie powtarzać w historii Ziemi.
Wiele narządów w ciele człowieka potrafi produkować niewielkie ilości tego gazu, wykorzystując go do regulowania ciśnienia krwi, tempa przemiany materii, a nawet pracy mózgu.
Eksperymenty dowiodły, ze odpowiednio dawkowana trucizna moze w niedalekiej przyszłości
uratować zycie mlionom ludzi. Siarkowodór spowalnia w organizmie przebieg nie tylko procesów fizjologicznych ale i patologicznych. Jeśli lekarze podazą go komuś, kto przeszedł zawał serca, udar mózgu, masywny krwotok lub uraz w czasie wypadku, ochronią jego narządy przed zniszczeniem i zyskają bezcenny czas na dowiezienie pacjenta do szpitala i zastosowanie innych metod leczenia. Być moze, ze wkrótce taka medyczna hibernacja będzie standardową procedurą w kazdej karetce pogotowia.
Dziś badania nad rolą siarkowodoru to bardzo gorący temat, prowadzony prze wiele firm, a część badań hojnie sponsoruje amerykańska armia. Uczeni pracują tez nad lekami, które będą zwiększać naturalną produkcję siarkowodoru w tkankach. Planuje się zastosowanie siarkowodoru celem wydłuzenia "okresu trwałości" narządów do przeszczepu z 24 -36 godzin do kilku dni, hibernowanie pacjentów przed cięzkimi, obciązającymi organizm operacjami chirurgicznymi, w czasie których jest konieczne zatrzymanie krązenia oraz zmniejszenie negatywnych skutków radioterapii u chorych na raka.
Specjaliści z Europejskiej Agencji Kosmicznej wiązą z hibernacją siarkowodorem wielkie nadzieje, zwiazane z odległymi wyprawami w Kosmos.
Trwają równiez badania nad "eliksirem młodości" - narazie tylko na robakach z gatunku Caenorhabditis elegans. Nie zostały one poddawane hibernacji, ale podawano im tak niewielkie dawki siarkowodoru, ze ich aktywność nie uległa widocznej zmianie, stały się natomiast bardziej odporne na cięzkie warunki zycia. Być moze, że siarkowodór uaktywnia te geny, które są związane z długowiecznością.
A więc mam propozycję - nim wyprodukują eleksir młodości oparty na siarkowodorze - jedzmy do Buska Zdroju potaplać się w basenach siarkowych.
Subskrybuj:
Posty (Atom)