Następnego dnia Joanna obudziła się z piekielnym bólem głowy - była całkiem rozbita.
Zasnęła dopiero około trzeciej nad ranem.
Cały czas zastanawiała się co dalej. Sprawa była z gatunku "co zrobić by zjeść ciastko i
mieć je nadal". Po sto razy powracała myślą do wydarzeń minionego dnia. Czuła jeszcze
na sobie dotyk rąk Witka, za którym tak kiedyś tęskniła.
Gdyby ktoś kilka dni wcześniej przepowiedział jej, że w wieku niemal 70 lat dozna
jeszcze tak ekscytujących doznań i to z facetem siedem lat od siebie starszym, chyba
dostałaby skrętu kiszek ze śmiechu.
W tym momencie przypomniała sobie swą już nieżyjącą ciotkę. Joanna bardzo ją
kochała i poważała, była dla Joanny nie tylko ciocią ale i też przyjaciółką. Ciocia
w wieku 75 lat wyglądała super młodo, miała energię szesnastolatki, męża młodszego
od siebie o 10 lat i kiedyś się zwierzyła Joannie, że jeżeli partner jest doświadczony,
nastawiony na dostarczenie partnerce satysfakcji, to seks w tym wieku jest naprawdę
świetną sprawą. Pomaga utrzymać dobre zdrowie fizyczne i psychiczne.
Joanna pamiętała swoją reakcję na tę wiadomość - przyjrzała się dokładnie cioci i
powiedziała: cioteńko, mam wrażenie, że często się kochacie, bo wyglądasz świetnie.
A cioteńka uśmiechnęła się figlarnie i powiedziała: w tym wieku nie ma znaczenia ilość
ale jakość. I to wysoka jakość, bez pośpiechu. Pamiętaj o tym na przyszłość.
Joanna , która była teraz zupełnie pogubiona w tym wszystkim co się wydarzyło, zaczęła
prosić w myślach : cioteńko pomóż mi, bym wybrała swą drogę mądrze i nikogo przy
tym nie skrzywdziła. Nie była religijna, nie chodziła do kościoła, nigdy się nie modliła,
ale miała głębokie przekonanie, że we wszechświecie krążą energie tych co odeszli i
czasami udaje się żyjącym doznać pomocy tych, którzy nas kochali, ale już odeszli.
Rodzina z tego powodu nazywała Joannę poganką.
Joanna-poganka zabrała się do przepędzania bólu głowy- pouciskała kilka miejsc na
czole i skroniach, zrobiła sobie aromaterapię i ból minął.
Starała się nie myśleć o tym, że tego dnia odlatuje Witek. Żeby odegnać myśli o Witku
zabrała się za porządkowanie kwiatów na balkonie. Powinna była zrobić to już kilka
dni wcześniej, ale nie miała na to czasu, a poza tym nie przepadała za tym zajęciem.
Musiała przesadzić kwiaty z doniczek do skrzynek, więc wpierw musiała pomyć
skrzynki. Bardzo tego nie lubiła. Idąc ze skrzynkami do kuchni zabrała ze sobą komórkę.
Po chwili usłyszała, że przyszedł sms. Wiadomość była od Witka - "jestem na lotnisku,
zmieniłem termin wylotu. lecę za tydzień. Nie mogę tego tak zostawić. Zadzwonię
pózniej.W."
Joanna omal nie podskoczyła z radości - skasowała wiadomość, w ekspresowym tempie
wymyła skrzynki, potem posadziła kwiaty.
Upiekła czym prędzej najprostsze ciastka , czyli palmiery z mielonymi migdałami. Zawsze
miała w lodówce gotowe francuskie ciasto, więc od chwili wyjęcia ciasta z lodówki do
otrzymania gotowych upieczonych ciastek mijało najwyżej pół godziny.
Był to wyraznie ukłon w stronę męża - straszny był z niego łasuch.
Bo Joanna czuła wyrzuty sumienia - nadal nie bardzo wiedziała co ma zrobić.
Iść na oślep za głosem serca nawet gdyby to miało ją zawieść na skraj przepaści?
To wszystko co się wydarzyło kojarzyło się jej ze sprawdzaniem zawartości baku przy
pomocy zapalonej zapałki.
Analizowała swoje uczucia wobec męża - kochała go po swojemu, tzn. było w tym dużo
przyjazni, zero namiętności i żal, że nie był dobrym kochankiem. Bo tym się albo jest
albo się nie jest, tego się facet nie nauczy, to nie regułka z fizyki.
Z czasem Joanna przestała z nim współżyć, o co wcale nie miał pretensji. Jego zdaniem
seks był najmniej ważnym elementem małżeństwa.
Do tego wszystkiego kopcił niczym lokomotywa a Joanna miała uczulenie na dym
tytoniowy, co jej mąż uważał za zwyczajną histerię.
Palił wprawdzie tylko i wyłącznie w jednym pomieszczeniu i przy otwartym oknie, ale
Joanna i tak dostawała mdłości. Mdłości to była pestka, ją natychmiast bolały i piekły
wszystkie śluzówki w nosie i zatokach. I tym sposobem żyli nie tyle ze sobą, ale obok
siebie.
Od kilku lat już nie palił bo się dorobił kilku chorób, ale to już było za pózno na poprawę
stosunków pomiędzy nimi. Prawie nigdy się nie kłócili, ale tak naprawdę każde z nich
żyło własnym życiem.
W każdym razie Joanna go nie zdradzała i nie zastanawiała się wcale czy on ją zdradza
czy też nie. Wszyscy znajomi uważali ich za świetną parę, ale nikt nie wiedział jak to
naprawdę jest. Joanna nigdy nie opowiadała swym nawet najbliższym koleżankom o
swoim małżeństwie. Nie dążyła do rozwodu, chciała by dziecko miało na miejscu oboje
rodziców, poza tym była zdania, że chłopiec powinien mieć w domu męski wzorzec do
naśladowania. I tym wzorcem powinien być ojciec.
Gdy wtedy Witek wyjechał nie da się ukryć, że skręcało ją z tęsknoty za nim.
W ramach szukania antidotum rzuciła się w wir zabaw i spotkań. Ale nie było lepiej.
A potem spotkała swego obecnego męża i przystała na jego propozycję małżeństwa.
Unikała wspólnych znajomych Witka i swoich, by przypadkiem niczego o nim nie
usłyszeć.
Joanna z drżeniem serca czekała na telefon od Witka.
Po południu wybrała się na plotki do swej koleżanki. Gdy siedziały na balkonie na
11 piętrze wieżowca i plotkując gapiły się na okolicę, zadzwoniła komórka.
To telefonował Witek z zapytaniem , czy będą się mogli zobaczyć następnego dnia.
Umówili się na popołudnie, choć Witek nieco marudził, że dopiero na popołudnie.
Od tej chwili godziny zaczęły Joannie płynąć niczym woda w stawie zarośniętym rzęsą.
Była sama sobą zgorszona - zachowywała się jak zakochana nastolatka- ona, chodząca
powaga i stabilizacja, zimna koza a nie ciepła krowa, kobieta o kamiennym sercu,
przekobiecona lodówka, jak kiedyś określił ją jeden ze znajomych.
By znów nie przedumać nocy łyknęła walerianę - nie chciała się czuć następnego dnia
dnia jak rozdeptana żaba.
c.d.n.
Pisanie to nie wszystko. Są dni,w których napisanie PONIEDZIAŁEK wcale się nie liczy. A.A.Milne
niedziela, 13 lipca 2014
sobota, 12 lipca 2014
Spotkanie - cz. VII
Joanna bezgłośnie płakała a Witek tulił ją , na przemian ocierając lub scałowując jej łzy.
Głupiątko kochane, czemu płaczesz, powiedz, może cię czymś uraziłem?-dopytywał się
Witek.
Joanna pokręciła przecząco głową i wyszeptała- boję się, że jesteś mną rozczarowany,
boję się, że to wszystko minie, że to tylko sen i że za te chwile szczęścia będę ukarana
przez los. Tym razem Joanna rozpłakała się na dobre.
Jo, opanuj się na chwilę i posłuchaj uważnie - jestem zachwycony tobą, szczęśliwy,
spełniony a na dodatek wdzięczny ci za to, że zaryzykowałaś, nie straciłaś wiary w moje
możliwości. Mam ochotę krzyczeć i skakać z radości, bo dla mnie było tak samo
cudownie jak kiedyś. Czuje tę samą radość co kiedyś, a do tego wdzięczność, że jesteś-
kiedyś uważałem ten fakt za coś naturalnego - teraz niemal za cud.
Masz chusteczkę, wydmuchaj nosek i popatrz na mnie - nie ważne ile mamy lat,
ważne jest to, co chcemy sobie wzajemnie podarować.
A teraz powiedz mi, dlaczego tak okropnie cię pokroili? Rzeznicy się na tobie czegoś
uczyli? Ta blizna jest ledwie widoczna, ale przejeżdżając po niej ręką nie mogłem się
doczekać jej końca. Co to było? Taka cesarka? Joanna kiwnęła głową - tak, ratowali
mnie i dziecko.
Chwała im, że cię uratowali. No tak, wtedy pewnie jeszcze tu nie stosowali cięcia "bikini".
I wytłumacz mi teraz spokojnie, co ci przyszło do głowy, że mogłem się tobą z jakiegoś
powodu czuć rozczarowany. Kiedyś byśmy o tym nie rozmawiali, ale jesteśmy o te
kilka lat mądrzejsi, więc porozmawiajmy, proszę.
Joanna nabrała powietrza tak jakby miała zanurkować i wyszeptała- to proste, od wielu
lat seks i ja to dwie różne sprawy, a tak konkretne to chyba od 15 lat. I nie jest ważne
dlaczego i nie idzie tu tylko o seks z mężem ale o seks jako taki.
Witek spojrzał jej głęboko w oczy i powiedział- na szczęście z seksem jest jak z jazdą
na rowerze, pływaniem i kilkom innymi rzeczami. Tej umiejętności się nie zatraca.
Chodz, pójdziemy pod prysznic, a potem na obiad. Coś zgłodniałem bardzo.
Postanowili pójść na obiad do najbliższej restauracji, o ile tylko spodoba im się jej
wygląd. W czasie obiadu Witek zadzwonił do Michała i umówił się, że spotkają się
za godzinę w mieszkaniu Witka. Joanna zastanawiała się trochę, czy aby naprawdę
chce być na tym spotkaniu, ale w końcu się zgodziła w nim uczestniczyć. Po tym
spotkaniu miała jeszcze zaplanowane spotkanie z rehabilitantem, na które wprosił
się Witek.
Będę udawał twego męża, jestem ciekawy co ten gość ci zaproponuje, tłumaczył.
Joanna się śmiała, że jej zainteresowanie rehabilitantami płci męskiej dotyczyło
tylko Witka, a nie każdego faceta od rehabilitacji.
Do mieszkania Witka wracali radośni, przytuleni, zaglądali w szyby wystawowe
szukając w nich swego odbicia. Po drodze Joanna kupiła w sportowym sklepie
bluzę dresową, bo zrobiło się chłodno.
Dwie godziny z Michałem minęły błyskawicznie - przy okazji Joanna dowiedziała
się, że jej przemili koledzy żeglarze nazywali ją... japsi. Podobno jej upięte w koński
ogon czarne włosy i leciutko skośne, umalowane oczy sprawiały , że jej wygląd
kojarzył im się z Japonkami. Joanna serdecznie się z tego uśmiała.
Witek opowiedział Michałowi jak dziwne było ich spotkanie i Michał też uznał je
za niezwykłe.
Po wyjściu Michała Joanna odwołała spotkanie z rehabilitantem. Następnego dnia
póznym popołudniem Witek odlatywał. Chcieli jeszcze trochę pobyć razem bo tyle
się rzeczy wydarzyło i oboje czuli potrzebę uporządkowania tego wszystkiego.
Witek już planował swój następny przyjazd do Polski, ale większość czasu spędzili
tuląc się do siebie , patrząc sobie w oczy i mówiąc o swych odczuciach, myślach,
pragnieniach.
Oboje bali się tego rozstania, co wcale nie było dziwne - ledwo się odnalezli a już
musieli się rozstać. Joanna czuła się szczęśliwa i jednocześnie bardzo nieszczęśliwa.
Nie była w stanie jechać z Witkiem na lotnisko - bała się swej reakcji.
Na szczęście Witek rozumiał to - widział jak mocno przeżywała to ich spotkanie.
Witek porobił jej kilka zdjęć, choć Joanna bardzo protestowała. W zamian Witek
przesłał na jej pocztę swoje aktualne zdjęcie. I tamto stare, czarno-białe sprzed lat.
Około 23,00 Joanna zamówiła taksówkę i pojechała do domu. Na prośbę Witka
swą nową bluzę zostawiła u niego.
Jadąc do domu zastanawiała się jak teraz będzie żyć ze świeżo obudzoną tęsknotą
za Witkiem.
c.d.n.
Głupiątko kochane, czemu płaczesz, powiedz, może cię czymś uraziłem?-dopytywał się
Witek.
Joanna pokręciła przecząco głową i wyszeptała- boję się, że jesteś mną rozczarowany,
boję się, że to wszystko minie, że to tylko sen i że za te chwile szczęścia będę ukarana
przez los. Tym razem Joanna rozpłakała się na dobre.
Jo, opanuj się na chwilę i posłuchaj uważnie - jestem zachwycony tobą, szczęśliwy,
spełniony a na dodatek wdzięczny ci za to, że zaryzykowałaś, nie straciłaś wiary w moje
możliwości. Mam ochotę krzyczeć i skakać z radości, bo dla mnie było tak samo
cudownie jak kiedyś. Czuje tę samą radość co kiedyś, a do tego wdzięczność, że jesteś-
kiedyś uważałem ten fakt za coś naturalnego - teraz niemal za cud.
Masz chusteczkę, wydmuchaj nosek i popatrz na mnie - nie ważne ile mamy lat,
ważne jest to, co chcemy sobie wzajemnie podarować.
A teraz powiedz mi, dlaczego tak okropnie cię pokroili? Rzeznicy się na tobie czegoś
uczyli? Ta blizna jest ledwie widoczna, ale przejeżdżając po niej ręką nie mogłem się
doczekać jej końca. Co to było? Taka cesarka? Joanna kiwnęła głową - tak, ratowali
mnie i dziecko.
Chwała im, że cię uratowali. No tak, wtedy pewnie jeszcze tu nie stosowali cięcia "bikini".
I wytłumacz mi teraz spokojnie, co ci przyszło do głowy, że mogłem się tobą z jakiegoś
powodu czuć rozczarowany. Kiedyś byśmy o tym nie rozmawiali, ale jesteśmy o te
kilka lat mądrzejsi, więc porozmawiajmy, proszę.
Joanna nabrała powietrza tak jakby miała zanurkować i wyszeptała- to proste, od wielu
lat seks i ja to dwie różne sprawy, a tak konkretne to chyba od 15 lat. I nie jest ważne
dlaczego i nie idzie tu tylko o seks z mężem ale o seks jako taki.
Witek spojrzał jej głęboko w oczy i powiedział- na szczęście z seksem jest jak z jazdą
na rowerze, pływaniem i kilkom innymi rzeczami. Tej umiejętności się nie zatraca.
Chodz, pójdziemy pod prysznic, a potem na obiad. Coś zgłodniałem bardzo.
Postanowili pójść na obiad do najbliższej restauracji, o ile tylko spodoba im się jej
wygląd. W czasie obiadu Witek zadzwonił do Michała i umówił się, że spotkają się
za godzinę w mieszkaniu Witka. Joanna zastanawiała się trochę, czy aby naprawdę
chce być na tym spotkaniu, ale w końcu się zgodziła w nim uczestniczyć. Po tym
spotkaniu miała jeszcze zaplanowane spotkanie z rehabilitantem, na które wprosił
się Witek.
Będę udawał twego męża, jestem ciekawy co ten gość ci zaproponuje, tłumaczył.
Joanna się śmiała, że jej zainteresowanie rehabilitantami płci męskiej dotyczyło
tylko Witka, a nie każdego faceta od rehabilitacji.
Do mieszkania Witka wracali radośni, przytuleni, zaglądali w szyby wystawowe
szukając w nich swego odbicia. Po drodze Joanna kupiła w sportowym sklepie
bluzę dresową, bo zrobiło się chłodno.
Dwie godziny z Michałem minęły błyskawicznie - przy okazji Joanna dowiedziała
się, że jej przemili koledzy żeglarze nazywali ją... japsi. Podobno jej upięte w koński
ogon czarne włosy i leciutko skośne, umalowane oczy sprawiały , że jej wygląd
kojarzył im się z Japonkami. Joanna serdecznie się z tego uśmiała.
Witek opowiedział Michałowi jak dziwne było ich spotkanie i Michał też uznał je
za niezwykłe.
Po wyjściu Michała Joanna odwołała spotkanie z rehabilitantem. Następnego dnia
póznym popołudniem Witek odlatywał. Chcieli jeszcze trochę pobyć razem bo tyle
się rzeczy wydarzyło i oboje czuli potrzebę uporządkowania tego wszystkiego.
Witek już planował swój następny przyjazd do Polski, ale większość czasu spędzili
tuląc się do siebie , patrząc sobie w oczy i mówiąc o swych odczuciach, myślach,
pragnieniach.
Oboje bali się tego rozstania, co wcale nie było dziwne - ledwo się odnalezli a już
musieli się rozstać. Joanna czuła się szczęśliwa i jednocześnie bardzo nieszczęśliwa.
Nie była w stanie jechać z Witkiem na lotnisko - bała się swej reakcji.
Na szczęście Witek rozumiał to - widział jak mocno przeżywała to ich spotkanie.
Witek porobił jej kilka zdjęć, choć Joanna bardzo protestowała. W zamian Witek
przesłał na jej pocztę swoje aktualne zdjęcie. I tamto stare, czarno-białe sprzed lat.
Około 23,00 Joanna zamówiła taksówkę i pojechała do domu. Na prośbę Witka
swą nową bluzę zostawiła u niego.
Jadąc do domu zastanawiała się jak teraz będzie żyć ze świeżo obudzoną tęsknotą
za Witkiem.
c.d.n.
piątek, 11 lipca 2014
Spotkanie - cz.VI
Joanna dotarła do domu pół żywa z nadmiaru wzruszeń. W domu czekała ją
nowina- po niemal dwóch latach czekania, mąż wreszcie otrzymał skierowanie
na leczenie sanatoryjne i to na cały miesiąc. Wyjazd miał nastąpić na początku
pazdziernika, więc w mało interesującym okresie.
Trochę się złościł, bo perspektywa przebywania przez miesiąc w Nałęczowie jakoś
mało go podniecała. Joanna za to ucieszyła się z tego niepomiernie.
Zaczęła tłumaczyć mężowi, że to się świetnie składa, bo ona w tym czasie będzie
na rehabilitacji w Konstancinie - rehabilitant, którego polecił profesor miał tam
"kawałek" etatu w ramach komercji, więc bez trudu ją tam wciśnie na zabiegi.
Poza tym będzie mogła korzystać tam z basenu.
Do sanatorium to ona go zawiezie sama, bo będzie jej przecież potrzebny wóz, a
potem po niego przyjedzie.
Opowiedziała przy okazji mężowi co zwiedzali, jak się podobała Witkowi nowa
Warszawa i że obiecała dotrzymać mu jeszcze towarzystwa, bo Witek chce się
skontaktować z Michałem, a ona też chętnie by się spotkała z Michałem.
Potem wysłała do Witka sms, że spotkają się dopiero w piątek, bo następny dzień
ona musi poświęcić na prace domowe. Odpowiedz, którą otrzymała brzmiała-
CUDNIE.CZEKAM U SIEBIE OD 10 RANO.
Następny dzień Joanna spędziła głównie w kuchni gotując "na zapas" oraz na
zakupach. Już dawno zauważyła, że nic tak nie wpływa pozytywnie na mężczyzn
siedzących na emeryturze jak dobrze zaopatrzona lodówka. Zwłaszcza że jej mąż
przezornie nie potrafił gotować. Szczytem jego możliwości kulinarnych było
usmażenie jajecznicy. Ale odgrzanie wszystkiego co już było ugotowane nie
sprawiało mu trudności. I nawet zawsze przy okazji pozmywał.
W piątek Joanna zapowiedziała w domu, że wróci raczej pózno,bo oprócz spotkania
z Witkiem i Michałem ma spotkanie z tym rehabilitantem poleconym przez profesora.
Po wyjściu z domu zadzwoniła do Witka z pytaniem czy coś mu kupić do jedzenia, bo
ma po drodze do niego delikatesy. Ale Witek stwierdził, że już je odwiedził z rana a
teraz siedzi i czeka na nią.
Gdy dochodziła do domu Witka, zaczął intensywnie padać deszcz.
Joanna miała wrażenie, że Witek czekał na nią w przedpokoju pod drzwiami- ledwo
dotknęła dzwonka już otworzył drzwi.
Wpadła w jego ramiona tak jak kiedyś. Miała wrażenie, że czas zatoczył koło a tych
niemal czterdziestu lat wcale nie było. Tulił ją w ramionach i całował, a ona poddawała
się bez protestu.
Jo, masz mokrą od deszczu bluzkę, zdejmij ją zaraz - zakrzątnął się troskliwie. O, załóż
mój sweter, nie szkodzi, że jest za duży , ale za to suchy i w kolorze, który lubisz.
Zaczął z niej ściągać bluzkę i gdy stanęła przed nim w samym staniku znów ją objął i
przytulił. Potem szybko ubrał ją w swój sweter.
Jo, czego się napijesz? Może herbatę po angielsku? Ściągaj buty i siadaj na kanapie.
Joanna zobaczyła swe odbicie w dużym lustrze i parsknęła śmiechem- sweter Witka
sięgał jej grubo poniżej kolan.
Witek przyniósł do pokoju herbatę dolał do niej mleczko, wsypał odrobinę cukru i
zamieszał.
Widzisz Jo, jak dobrze pamiętam ile ma być dla ciebie mleka i cukru?
Joanna zaczęła się śmiać - cwaniak jesteś, chyba nietrudno było to zapamiętać bo ty
zawsze piłeś taką samą herbatę. A wiesz, że naszej herbaciarni już nie ma?
Wieki całe nie piłam herbaty po angielsku.
Witek, ty poważnie mówiłeś o tym , żebym przyjechała do ciebie? Bo jak na razie to
mam wrażenie, że mogłabym przyjechać w pazdzierniku.
Joanna opowiedziała mu, o tym, że najprawdopodobniej przyjedzie do niego wtedy,
gdy mąż pojedzie do sanatorium. Witek promieniał.
Wiesz Jo, to naprawdę wszystko jest tajemnicze i jakieś niezwykłe. Lecąc tu wcale nie
liczyłem na spotkanie z tobą. Siedziałem w tej podłej kawiarni i patrzę a ulicą idzie
kobieta poruszając się tak jak ty, a po chwili wchodzi do tej kawiarni, nie rozgląda się
i siada przy oknie. Zacząłem obserwować - kobieta nagle wykonuje twój bezwiedny
gest - ilekroć się zamyślasz dotykasz czubkiem kciuka lewej ręki do ust. Dodałem
ten chód i gest i aż mi się gorąco zrobiło. A gdy zobaczyłem jak się bawisz pustą
filiżanką to już miałem pewność, że to ty. Odczekałem jeszcze moment, żeby się nieco
uspokoić i podszedłem.
Witek, a jak ja chodzę, że tak dobrze to zapamiętałeś?
Jo, ty po prostu cudnie pracujesz biodrami, zwłaszcza gdy chodzisz na wyższych
obcasach. W adidasach jest to znacznie mniej wyrazne.
Czy to znaczy, mówiąc po polsku, że kręcę tyłkiem?- dopytywała się Joanna.
Oj, nie, ty pracujesz biodrami, masz chód modelki, tyle tylko, że na szczęście nie
stawiasz tak długich kroków, więc to fajnie wygląda.
Wiesz, przyjadę lub przylecę po ciebie w pazdzierniku i może nawet cię odstawię
z powrotem.
I chyba będę częściej tu przyjeżdżał. Przecież mam mieszkanie.
Witek, oprzytomnij, miałeś je wynająć.
Jo, ja wcale nie mam zamiaru przytomnieć, wcale. Muszę cię na nowo poznać, ratować
co się jeszcze da. Dla mnie jesteś tak samo ponętna i śliczna jak kiedyś. Zawsze miałaś
bardzo kobiece kształty i masz je nadal.
I nim się Joanna zorientowała, już tkwiła w jego nadal mocnych ramionach, a on okrywał
jej twarz, szyję i dekolt pocałunkami.
I znów wszystko było tak jak kiedyś na początku. Jego ręce na nowo odkrywały jej ciało,
pomalutku, delikatnie, cierpliwie, centymetr po centymetrze.
c.d.n.
nowina- po niemal dwóch latach czekania, mąż wreszcie otrzymał skierowanie
na leczenie sanatoryjne i to na cały miesiąc. Wyjazd miał nastąpić na początku
pazdziernika, więc w mało interesującym okresie.
Trochę się złościł, bo perspektywa przebywania przez miesiąc w Nałęczowie jakoś
mało go podniecała. Joanna za to ucieszyła się z tego niepomiernie.
Zaczęła tłumaczyć mężowi, że to się świetnie składa, bo ona w tym czasie będzie
na rehabilitacji w Konstancinie - rehabilitant, którego polecił profesor miał tam
"kawałek" etatu w ramach komercji, więc bez trudu ją tam wciśnie na zabiegi.
Poza tym będzie mogła korzystać tam z basenu.
Do sanatorium to ona go zawiezie sama, bo będzie jej przecież potrzebny wóz, a
potem po niego przyjedzie.
Opowiedziała przy okazji mężowi co zwiedzali, jak się podobała Witkowi nowa
Warszawa i że obiecała dotrzymać mu jeszcze towarzystwa, bo Witek chce się
skontaktować z Michałem, a ona też chętnie by się spotkała z Michałem.
Potem wysłała do Witka sms, że spotkają się dopiero w piątek, bo następny dzień
ona musi poświęcić na prace domowe. Odpowiedz, którą otrzymała brzmiała-
CUDNIE.CZEKAM U SIEBIE OD 10 RANO.
Następny dzień Joanna spędziła głównie w kuchni gotując "na zapas" oraz na
zakupach. Już dawno zauważyła, że nic tak nie wpływa pozytywnie na mężczyzn
siedzących na emeryturze jak dobrze zaopatrzona lodówka. Zwłaszcza że jej mąż
przezornie nie potrafił gotować. Szczytem jego możliwości kulinarnych było
usmażenie jajecznicy. Ale odgrzanie wszystkiego co już było ugotowane nie
sprawiało mu trudności. I nawet zawsze przy okazji pozmywał.
W piątek Joanna zapowiedziała w domu, że wróci raczej pózno,bo oprócz spotkania
z Witkiem i Michałem ma spotkanie z tym rehabilitantem poleconym przez profesora.
Po wyjściu z domu zadzwoniła do Witka z pytaniem czy coś mu kupić do jedzenia, bo
ma po drodze do niego delikatesy. Ale Witek stwierdził, że już je odwiedził z rana a
teraz siedzi i czeka na nią.
Gdy dochodziła do domu Witka, zaczął intensywnie padać deszcz.
Joanna miała wrażenie, że Witek czekał na nią w przedpokoju pod drzwiami- ledwo
dotknęła dzwonka już otworzył drzwi.
Wpadła w jego ramiona tak jak kiedyś. Miała wrażenie, że czas zatoczył koło a tych
niemal czterdziestu lat wcale nie było. Tulił ją w ramionach i całował, a ona poddawała
się bez protestu.
Jo, masz mokrą od deszczu bluzkę, zdejmij ją zaraz - zakrzątnął się troskliwie. O, załóż
mój sweter, nie szkodzi, że jest za duży , ale za to suchy i w kolorze, który lubisz.
Zaczął z niej ściągać bluzkę i gdy stanęła przed nim w samym staniku znów ją objął i
przytulił. Potem szybko ubrał ją w swój sweter.
Jo, czego się napijesz? Może herbatę po angielsku? Ściągaj buty i siadaj na kanapie.
Joanna zobaczyła swe odbicie w dużym lustrze i parsknęła śmiechem- sweter Witka
sięgał jej grubo poniżej kolan.
Witek przyniósł do pokoju herbatę dolał do niej mleczko, wsypał odrobinę cukru i
zamieszał.
Widzisz Jo, jak dobrze pamiętam ile ma być dla ciebie mleka i cukru?
Joanna zaczęła się śmiać - cwaniak jesteś, chyba nietrudno było to zapamiętać bo ty
zawsze piłeś taką samą herbatę. A wiesz, że naszej herbaciarni już nie ma?
Wieki całe nie piłam herbaty po angielsku.
Witek, ty poważnie mówiłeś o tym , żebym przyjechała do ciebie? Bo jak na razie to
mam wrażenie, że mogłabym przyjechać w pazdzierniku.
Joanna opowiedziała mu, o tym, że najprawdopodobniej przyjedzie do niego wtedy,
gdy mąż pojedzie do sanatorium. Witek promieniał.
Wiesz Jo, to naprawdę wszystko jest tajemnicze i jakieś niezwykłe. Lecąc tu wcale nie
liczyłem na spotkanie z tobą. Siedziałem w tej podłej kawiarni i patrzę a ulicą idzie
kobieta poruszając się tak jak ty, a po chwili wchodzi do tej kawiarni, nie rozgląda się
i siada przy oknie. Zacząłem obserwować - kobieta nagle wykonuje twój bezwiedny
gest - ilekroć się zamyślasz dotykasz czubkiem kciuka lewej ręki do ust. Dodałem
ten chód i gest i aż mi się gorąco zrobiło. A gdy zobaczyłem jak się bawisz pustą
filiżanką to już miałem pewność, że to ty. Odczekałem jeszcze moment, żeby się nieco
uspokoić i podszedłem.
Witek, a jak ja chodzę, że tak dobrze to zapamiętałeś?
Jo, ty po prostu cudnie pracujesz biodrami, zwłaszcza gdy chodzisz na wyższych
obcasach. W adidasach jest to znacznie mniej wyrazne.
Czy to znaczy, mówiąc po polsku, że kręcę tyłkiem?- dopytywała się Joanna.
Oj, nie, ty pracujesz biodrami, masz chód modelki, tyle tylko, że na szczęście nie
stawiasz tak długich kroków, więc to fajnie wygląda.
Wiesz, przyjadę lub przylecę po ciebie w pazdzierniku i może nawet cię odstawię
z powrotem.
I chyba będę częściej tu przyjeżdżał. Przecież mam mieszkanie.
Witek, oprzytomnij, miałeś je wynająć.
Jo, ja wcale nie mam zamiaru przytomnieć, wcale. Muszę cię na nowo poznać, ratować
co się jeszcze da. Dla mnie jesteś tak samo ponętna i śliczna jak kiedyś. Zawsze miałaś
bardzo kobiece kształty i masz je nadal.
I nim się Joanna zorientowała, już tkwiła w jego nadal mocnych ramionach, a on okrywał
jej twarz, szyję i dekolt pocałunkami.
I znów wszystko było tak jak kiedyś na początku. Jego ręce na nowo odkrywały jej ciało,
pomalutku, delikatnie, cierpliwie, centymetr po centymetrze.
c.d.n.
Spotkanie - cz. V
Joanna była zmęczona. Siedzieli w dość kiepskiej kawiarence w konstancińskim Parku
Zdrojowym na miniaturowym tarasie. Dobrze, że chociaż kawa była dobra.
Wiesz Jo - bardzo zle spałem tej nocy, dręczyła mnie myśl, że chyba coś przegapiłem
przed swym wyjazdem z Polski. Przegapiłem nas. Wiem, nie byłem dobrym materiałem
na męża, czego dowodem było moje małżeństwo.
Ale to, co było z tobą, już nigdy się nie powtórzyło, choć jak się domyślasz nie tkwiłem
w celibacie. Słuchaj, ja się nie usprawiedliwiam, ale mając kontakty z zagranicą i widząc
na własne oczy jakie warunki pracy mają tam lekarze mojej specjalności, dążyłem do
wyjazdu. I to nawet nie z powodów finansowych, bo tu można było zarobić sporo. Czułem,
że najzwyczajniej w świecie marnuje się tu mój potencjał zawodowy. Myślę, że gdybym
cię spotkał rok wcześniej zastanowiłbym się 100 razy nad wyjazdem. Ale w chwili gdy
gdy się spotkaliśmy, wszystko było już "zapięte na ostatni guzik", a ja owładnięty myślą
o czekających mnie zmianach. I w to wszystko wpadłaś ty- śliczna, ponętna a jednocześnie
przybrana w maskę obojętności. Czułem, że nie jest tak jak mówisz, ale bliskość wyjazdu
powstrzymywała mnie przed rozwiązywaniem zagadki o imieniu Joanna.
Przypomnij sobie nasze rozmowy - na początku dotyczyły głównie twojej kontuzji, a potem
wszystkiego ale nie naszych uczuć- ani wzajemnych ani wobec innych.
Byłaś bardzo nietypowa, nigdy mnie o nic nie pytałaś, poprzestawałaś na tym co ja ci
powiedziałem. Znacznie więcej mogłem wyczytać z twojego ciała niż usłyszeć od ciebie.
Teraz też nie mówisz wszystkiego, dlatego zasypuję cię gradem pytań, dotykiem staram się
odczytać twoje emocje. Wiesz równie dobrze jak ja, że każda nasza myśl istnieje nie tylko
w mózgu, jest niemal w każdym kawałeczku naszego ciała. Jesteś teraz w fazie obronnej,
bronisz się sama przed sobą, nawet nie przede mną. I chyba jesteś zbyt przywiązana do
swego wizerunku z tamtego okresu. Zmieniła ci się powłoka, ale środek został ten sam.
Te lata, które nas dzieliły zmieniły nasz wygląd ale tylko w niewielkim stopniu nasze
podstawowe cechy i to co jest ukryte przed oczami ludzi.
Pamiętasz nasze ostatnie spotkanie?
Nie chciałaś się kochać ze mną, siedziałaś odizolowana ode mnie jakby szklanym kloszem.
Dałaś mi swój numer telefonu, ale nie adres, twierdząc, że prościej będzie mi dzwonić niż
pisać. Gdy zadzwoniłem ty już tam nie mieszkałaś, a pani, która odebrała mój telefon
twierdziła, że nie zna twego nowego numeru telefonu.
Kontaktowałem się z Michałem, pytając go o ciebie, ale on też nie miał z tobą kontaktu, bo
przestałaś się bawić w żeglarstwo. Nagle stałaś się tylko jakimś majakiem, wspomnieniem.
A samymi wspomnieniami trudno żyć.
Miałem trochę problemów z byłą żoną - miała wielką ochotę na to, żebyśmy się zeszli.
Pewnie miałem być mostkiem, po którym przedostałaby się do lepszego świata. Nie
rozumiała, że wszystko dawno się skończyło, dużo wcześniej, właściwie to w dniu ślubu.
Lepiej byłoby dla niej i dla mnie gdybym tylko uznał dziecko i płacił alimenty.
To ojciec mi wtedy kazał się żenić, by nie robić pannie wstydu, skoro zachowałem się nie
po męsku i nie zadbałem o to, by nie było konsekwencji.
Joanna siedziała jak skamieniała. Wiedziała, czuła to, że Witek nagle, po tylu latach się
otworzył. Wyciągnęła dłoń w kierunku Witka, a on ją zamknął delikatnie w swojej dłoni.
Była zaskoczona tym co powiedział. Bała się, że za chwilę rozbeczy się jak dziecko.
Czuła przemożną chęć przytulenia się do Witka, schowania się w jego ramionach.
Wiesz, chodzmy się przejść -powiedziała cicho.
Witek uregulował rachunek, pomógł Joannie wydostać się spoza stolika.
Gdy wyszli , Joanna wzięła Witka pod rękę i leciutko się do niego przytuliła.
Czy wiesz moja miła Jo, że pierwszy raz idziemy pod rękę? - zapytał Witek - ciekawe
co jeszcze będziemy robili pierwszy raz.
Joanna, przytulona do jego ramienia, wyszeptała - nie wiem, ale zapewne coś się znajdzie.
Kiedyś chodziliśmy objęci, a ty najczęściej wtedy albo jezdziłeś mi ręką po plecach i zawsze
palcem zahaczałeś o zapięcie stanika, albo trzymałeś mnie za pasek spodni tak, by kciuk
był w środku spodni.
Przez chwilę spacerowali w milczeniu, wreszcie Joanna zaczęła mówić.
Wituś, jeśli cię uraziłam mówiąc o tamtych, dawnych czasach to przepraszam. Może wtedy
zbyt krytycznie na ciebie patrzyłam Ale dobrze zdawałam sobie sprawę z tego, że raczej
mam marne szanse na to, żeby być razem.
Ty już byłeś po doktoracie, ja dopiero zaczęłam studia, byłam na utrzymaniu rodziców.
Miałeś żonę, dziecko i kochankę. Był zbyt duży tłok wokół ciebie, jak dla mnie.
Wprawdzie byłam wtedy bardzo młoda, ale wiedziałam dobrze, że nie mam żadnej karty przetargowej. Zrobiłam założenie, że łączy nas tylko seks i że ty tak to właśnie traktujesz.
Czekałam na każde nasze spotkanie, każda godzina bez ciebie to był czas stracony.
Ale cały czas tłumaczyłam sobie, że to nie miłość, że to tylko zwykłe pożądanie. Nie
uważałam się za atrakcyjną dziewczynę, bo w domu cały czas słyszałam, że jestem brzydka.
Na domiar złego przez tę kontuzję zawaliłam studia.
Gdy wyjechałeś musiałam czym prędzej zdobyć zawód żeby się usamodzielnić. To studium
było szybką metodą na usamodzielnienie się.
Nie miałam problemów ze znalezieniem pracy, pracowałam w przychodni dziecięcej.
Stwierdziłeś, że chyba się kochamy z mężem, bo jesteśmy razem. Z mojej strony nigdy nie
była to namiętność, raczej przyjazń, zaufanie. A potem stwierdziłam , że nie warto się
rozchodzić, bo te drugie związki w 60% są jeszcze mniej trwałe. Na dziecko zdecydowałam
się głównie dlatego, że czekała mnie operacja i nie było wiadomo, czy po niej będę mogła
mieć dziecko. Chwilami bardzo współczuję mojemu mężowi, że wpadł na pomysł by wziąć
ze mną ślub. Nie jestem dobrym materiałem na żonę i wiem o tym.
A on jest bardzo porządnym facetem, tylko nieco nudnym.
Jak widzisz, nie masz co żałować, że wyjechałeś beze mnie.
A teraz muszę wrócić do domu, chociaż wcale nie mam na to ochoty. Zorientuję się ile
jeszcze mojej nieobecności w domu zniesie mój mąż i wieczorem do ciebie zadzwonię i
jeśli będziesz chciał to się jeszcze zobaczymy.
c.d.n.
Zdrojowym na miniaturowym tarasie. Dobrze, że chociaż kawa była dobra.
Wiesz Jo - bardzo zle spałem tej nocy, dręczyła mnie myśl, że chyba coś przegapiłem
przed swym wyjazdem z Polski. Przegapiłem nas. Wiem, nie byłem dobrym materiałem
na męża, czego dowodem było moje małżeństwo.
Ale to, co było z tobą, już nigdy się nie powtórzyło, choć jak się domyślasz nie tkwiłem
w celibacie. Słuchaj, ja się nie usprawiedliwiam, ale mając kontakty z zagranicą i widząc
na własne oczy jakie warunki pracy mają tam lekarze mojej specjalności, dążyłem do
wyjazdu. I to nawet nie z powodów finansowych, bo tu można było zarobić sporo. Czułem,
że najzwyczajniej w świecie marnuje się tu mój potencjał zawodowy. Myślę, że gdybym
cię spotkał rok wcześniej zastanowiłbym się 100 razy nad wyjazdem. Ale w chwili gdy
gdy się spotkaliśmy, wszystko było już "zapięte na ostatni guzik", a ja owładnięty myślą
o czekających mnie zmianach. I w to wszystko wpadłaś ty- śliczna, ponętna a jednocześnie
przybrana w maskę obojętności. Czułem, że nie jest tak jak mówisz, ale bliskość wyjazdu
powstrzymywała mnie przed rozwiązywaniem zagadki o imieniu Joanna.
Przypomnij sobie nasze rozmowy - na początku dotyczyły głównie twojej kontuzji, a potem
wszystkiego ale nie naszych uczuć- ani wzajemnych ani wobec innych.
Byłaś bardzo nietypowa, nigdy mnie o nic nie pytałaś, poprzestawałaś na tym co ja ci
powiedziałem. Znacznie więcej mogłem wyczytać z twojego ciała niż usłyszeć od ciebie.
Teraz też nie mówisz wszystkiego, dlatego zasypuję cię gradem pytań, dotykiem staram się
odczytać twoje emocje. Wiesz równie dobrze jak ja, że każda nasza myśl istnieje nie tylko
w mózgu, jest niemal w każdym kawałeczku naszego ciała. Jesteś teraz w fazie obronnej,
bronisz się sama przed sobą, nawet nie przede mną. I chyba jesteś zbyt przywiązana do
swego wizerunku z tamtego okresu. Zmieniła ci się powłoka, ale środek został ten sam.
Te lata, które nas dzieliły zmieniły nasz wygląd ale tylko w niewielkim stopniu nasze
podstawowe cechy i to co jest ukryte przed oczami ludzi.
Pamiętasz nasze ostatnie spotkanie?
Nie chciałaś się kochać ze mną, siedziałaś odizolowana ode mnie jakby szklanym kloszem.
Dałaś mi swój numer telefonu, ale nie adres, twierdząc, że prościej będzie mi dzwonić niż
pisać. Gdy zadzwoniłem ty już tam nie mieszkałaś, a pani, która odebrała mój telefon
twierdziła, że nie zna twego nowego numeru telefonu.
Kontaktowałem się z Michałem, pytając go o ciebie, ale on też nie miał z tobą kontaktu, bo
przestałaś się bawić w żeglarstwo. Nagle stałaś się tylko jakimś majakiem, wspomnieniem.
A samymi wspomnieniami trudno żyć.
Miałem trochę problemów z byłą żoną - miała wielką ochotę na to, żebyśmy się zeszli.
Pewnie miałem być mostkiem, po którym przedostałaby się do lepszego świata. Nie
rozumiała, że wszystko dawno się skończyło, dużo wcześniej, właściwie to w dniu ślubu.
Lepiej byłoby dla niej i dla mnie gdybym tylko uznał dziecko i płacił alimenty.
To ojciec mi wtedy kazał się żenić, by nie robić pannie wstydu, skoro zachowałem się nie
po męsku i nie zadbałem o to, by nie było konsekwencji.
Joanna siedziała jak skamieniała. Wiedziała, czuła to, że Witek nagle, po tylu latach się
otworzył. Wyciągnęła dłoń w kierunku Witka, a on ją zamknął delikatnie w swojej dłoni.
Była zaskoczona tym co powiedział. Bała się, że za chwilę rozbeczy się jak dziecko.
Czuła przemożną chęć przytulenia się do Witka, schowania się w jego ramionach.
Wiesz, chodzmy się przejść -powiedziała cicho.
Witek uregulował rachunek, pomógł Joannie wydostać się spoza stolika.
Gdy wyszli , Joanna wzięła Witka pod rękę i leciutko się do niego przytuliła.
Czy wiesz moja miła Jo, że pierwszy raz idziemy pod rękę? - zapytał Witek - ciekawe
co jeszcze będziemy robili pierwszy raz.
Joanna, przytulona do jego ramienia, wyszeptała - nie wiem, ale zapewne coś się znajdzie.
Kiedyś chodziliśmy objęci, a ty najczęściej wtedy albo jezdziłeś mi ręką po plecach i zawsze
palcem zahaczałeś o zapięcie stanika, albo trzymałeś mnie za pasek spodni tak, by kciuk
był w środku spodni.
Przez chwilę spacerowali w milczeniu, wreszcie Joanna zaczęła mówić.
Wituś, jeśli cię uraziłam mówiąc o tamtych, dawnych czasach to przepraszam. Może wtedy
zbyt krytycznie na ciebie patrzyłam Ale dobrze zdawałam sobie sprawę z tego, że raczej
mam marne szanse na to, żeby być razem.
Ty już byłeś po doktoracie, ja dopiero zaczęłam studia, byłam na utrzymaniu rodziców.
Miałeś żonę, dziecko i kochankę. Był zbyt duży tłok wokół ciebie, jak dla mnie.
Wprawdzie byłam wtedy bardzo młoda, ale wiedziałam dobrze, że nie mam żadnej karty przetargowej. Zrobiłam założenie, że łączy nas tylko seks i że ty tak to właśnie traktujesz.
Czekałam na każde nasze spotkanie, każda godzina bez ciebie to był czas stracony.
Ale cały czas tłumaczyłam sobie, że to nie miłość, że to tylko zwykłe pożądanie. Nie
uważałam się za atrakcyjną dziewczynę, bo w domu cały czas słyszałam, że jestem brzydka.
Na domiar złego przez tę kontuzję zawaliłam studia.
Gdy wyjechałeś musiałam czym prędzej zdobyć zawód żeby się usamodzielnić. To studium
było szybką metodą na usamodzielnienie się.
Nie miałam problemów ze znalezieniem pracy, pracowałam w przychodni dziecięcej.
Stwierdziłeś, że chyba się kochamy z mężem, bo jesteśmy razem. Z mojej strony nigdy nie
była to namiętność, raczej przyjazń, zaufanie. A potem stwierdziłam , że nie warto się
rozchodzić, bo te drugie związki w 60% są jeszcze mniej trwałe. Na dziecko zdecydowałam
się głównie dlatego, że czekała mnie operacja i nie było wiadomo, czy po niej będę mogła
mieć dziecko. Chwilami bardzo współczuję mojemu mężowi, że wpadł na pomysł by wziąć
ze mną ślub. Nie jestem dobrym materiałem na żonę i wiem o tym.
A on jest bardzo porządnym facetem, tylko nieco nudnym.
Jak widzisz, nie masz co żałować, że wyjechałeś beze mnie.
A teraz muszę wrócić do domu, chociaż wcale nie mam na to ochoty. Zorientuję się ile
jeszcze mojej nieobecności w domu zniesie mój mąż i wieczorem do ciebie zadzwonię i
jeśli będziesz chciał to się jeszcze zobaczymy.
c.d.n.
czwartek, 10 lipca 2014
Spotkanie - cz.IV
Joanna wróciła do domu nieco rozbita psychicznie. Rozstroiło ją to spotkanie po tylu
latach. Niespodziewanie powróciły emocje z tamtego okresu i im uległa, choć bardzo
nadrabiała miną.
Teraz, stojąc pod prysznicem powracała myślą do tego spotkania. Faktycznie, było to
dziwne. Bardzo rzadko wspominała tamten romans, a jeśli już to na zasadzie "było
miło lecz się skończyło". A tym razem wspomnienie... i jego główny bohater nagle się
zmaterializował. Widziała, że Witek też był tym spotkaniem poruszony.
Świetnie wygląda, czas łagodnie się z nim obchodzi. Nic nie przytył, właściwie tylko
posiwiał. Nawet oczy ma tak samo intensywnie niebieskie, co w połączeniu z bardzo
ciemnymi kiedyś włosami dawało ciekawy efekt wizualny. Ładny był z niego facet,
dziewczyny za nim szalały, a on jakby nie zdawał sobie z tego sprawy. Mógłby być
foto modelem.
Twierdził, że jego małżeństwo to dzieło przypadku - dziewczynie się pomyliły dni i
dziecko było w drodze, więc się ożenił.
Gdy przypadek zetknął Joannę z Witkiem dziecko miało już ze 3 lata, a małżeństwo
jego chyliło się gwałtownie ku upadkowi, bo Witek miał już kochankę, którą była
jedna z przyjaciółek jego żony. Ot, dość banalna sytuacja. Podobno nasze przyjaciółki
stają się z czasem bardzo bliskimi przyjaciółkami naszych mężów- tę mądrość Joanna
wyczytała kiedyś w jakiejś gazecie, w kąciku porad dla złamanych serc.
Wcierając starannie balsam w skórę, zastanawiała się nad propozycją Witka. Nie bardzo
wyobrażała sobie stanie przed Witkiem w samych majtkach i staniku - z tamtej Joanny
sprzed lat niewiele zostało. Od lat już chodziła na plażę nie w kostiumie ale w cieniutkiej
plażowej sukience, podziwiając w duchu swe rówieśniczki a i starsze od siebie panie, które
bez oporu paradowały w skąpych kostiumach plażowych, eksponując swe mocno już
przekwitłe wdzięki. Chodziła co prawda na aerobik wodny, ale wszystkie panie miały dość
podobne kształty, wszystkie były wyposażone w jednoczęściowe kostiumy a poza tym
nigdy wcześniej się nie znały, więc nie było porównań w stylu "ależ ona utyła / zwiędła".
A jak widać Witek niezle pamiętał tamtą Joannę - szczupłą, czarnowłosą dziewczynę.
Zastanowiła się przez moment, jak on teraz prezentuje się bez ubrania - czy równie dobrze
jak w ciuchach? Nadal preferował sportowy styl ubierania się-golf, sweter, dżinsy.
Joanna uśmiechnęła się do swego odbicia w lustrze - dziś wyjątkowo była w spódnicy, ale
na następne spotkanie z Witkiem pójdzie jak zwykle...w dżinsach i adidasach, bluzce
z dużym dekoltem i kamizelce typu safari. Kamizelka świetnie tuszowała sylwetkę, bluzka
eksponowała całkiem jeszcze dobry dekolt. Ciekawe co sobie pomyśli?
Umówieni byli w Łazienkach przy Pałacu na Wodzie. Był to punkt do którego mieli dość
podobną odległość. Joanna zastanawiała się przez moment czy wziąć samochód, ale
doszła do wniosku, że znacznie praktyczniej będzie korzystać z komunikacji miejskiej,
bo parkowanie w okolicach centrum było tak osiągalne jak znalezienie samorodka złota
wielkości piłki tenisowej w opuszczonej od lat kopalni tegoż kruszcu.
Z tego wszystkiego przyjechała do parku zbyt wcześnie - usiadła na ławce nieco
oddalonej od Pałacu i obserwowała ludzi podchodzących pod pałacyk. W pewnej chwili
zauważyła, że Witek zmierza dość szybkim krokiem od strony wejścia przy Szwoleżerów.
On też zbyt wcześnie przyszedł. Ruszyła niespiesznie w stronę miejsca spotkania. Trzy
minuty pózniej znalazła się w objęciach Witka, który nie tylko ją bezceremonialnie objął
ale i wycałował.
Zauważył zmianę stroju Joanny, stwierdził, że świetnie wygląda w dżinsach, zajrzał
bezczelnie w dekolt i objąwszy ją w talii zaproponował by wycieczkę zacząć od wypicia
kawy. Od wieków Joanna nie chodziła w męskich objęciach i była tym gestem wielce
zaskoczona.
Zamówili kawę i Witek zaczął się dopytywać dokąd pójdą lub pojadą. Joanna wymyśliła,
że najlepiej będzie jechać różnymi autobusami i po drodze, gdy Witka coś bardziej
zainteresuje to wysiądą, obejrzą z bliska a potem znów pojadą gdzie indziej.
Po trzech godzinach jeżdżenia i dreptania Joanna stwierdziła, że właściwie jest to dobra
pora na obiad. Byli akurat na Żoliborzu, więc ruszyli autobusem w przeciwny koniec
miasta, do Wilanowa. Przez cały czas "wycieczki" Witek podziwiał jak bardzo zmieniła
się Warszawa. Twierdził, że niektórych miejsc nie rozpoznał by na fotografii. Joanna teraz
dopiero uświadomiła sobie, że 39 lat to jednak szmat czasu, że rzeczywiście miasto bardzo
się zmieniło. Ale chyba najbardziej w ciągu ostatniego dziesięciolecia. Przy okazji Joanna
"odkryła", że niektórych nowych osiedli zupełnie nie zna, tworzyły one bowiem jakby
odrębne miasteczko w mieście.
Witek był bardzo zdziwiony faktem powstania olbrzymiego osiedla mieszkaniowego właśnie
w Wilanowie. Osiedle było już w dużej części zasiedlone, ale nadal trwała jego dalsza
rozbudowa. Zastanawiali się za ile lat to nowe osiedle "dojdzie" aż do Powsina.
Po obiedzie pojechali jeszcze na Ursynów, a stamtąd do Konstancina. Konstancin był
bliski sercu Joanny. Po przerwaniu studiów ekonomicznych trafiła do pomaturalnej szkoły
rehabilitacji. Lubiła pracować z maluszkami, choć czasami płakały przez calutki czas
zabiegu. Ale najczęściej szybko następowała poprawa i to dawało wielką radość.
Konstancin też się zmienił, w miejsce starych, przedwojennych willi nowi właściciele
budowali olbrzymie rezydencje , często wynajmując je pracownikom obcych ambasad.
Fakt, że Joanna skończyła studium rehabilitacji bardzo zdziwił Witka - gdy się żegnali
była jeszcze na studiach ekonomicznych.
Jego zdziwienie bardzo rozbawiło Joannę - tłumaczyła mu ; "a skąd miałeś wiedzieć?
Nie pisałeś, bo ci adresu swojego nie zostawiłam, a teraz nie pytałeś, bo to w końcu
mało ważne, od lat już przecież nie pracuję. Jestem emerytką.
Jo, co z tobą, ciągle nam przypominasz, że jesteśmy nadgryzieni zębem czasu, a tak
naprawdę ani ty, ani ja nie wyglądamy na staruszków. Spójrz, spokojnie wyglądasz ze
dwadzieścia lat młodziej niż to wskazuje metryka. Masz chyba jakieś kompleksy, a życie
zaczyna się dopiero po sześćdziesiątce. Gdy do mnie przyjedziesz to będziemy szaleć.
Niezależnie od tego, w jakim terminie przyjedziesz. Zimą u mnie też jest ciekawie, choć
jak pamiętam ty nie lubisz zimy.
Jo, nic nie wiem o twoim mężu - cały czas ten sam, czy może wymieniałaś modele na
lepsze? Jeśli nie wymieniałaś, to znaczy, że facet porządny i się kochacie. Wiesz,
chciałbym go poznać - sama powiedziałaś, że najciemniej jest pod latarnią. A tak
naprawdę chciałbym poznać faceta , którego wybrałaś na męża. Kiedy wyszłaś za mąż?
Jo, odpowiedz, proszę.
Joanna spojrzała na niego nieprzychylnym wzrokiem - a co cię to właściwie obchodzi?
Wyszłam za niego rok po twoim wyjezdzie.
Czy się kochamy - nie wiem, ale jakoś ze sobą wytrzymujemy, a tak dokładnie to on, nie
wiem jakim cudem, ze mną wytrzymuje.
Chcesz go poznać? dziwna zachcianka, ale pomyślę nad tym. Jesteś jeszcze niemal
tydzień w Warszawie, więc może do nas któregoś dnia wpadniesz.
Tylko będziesz musiał nieco panować nad swymi rękami, nie głaskać mnie co chwilę, nie
zaglądać mi w dekolt i nie gapić się w moje oczy niczym sroka w gnat. Przemyśl to, czy
dasz radę.
W tym momencie zadzwoniła komórka Witka. Spojrzał na ekran, stwierdził, że to jego
córka i przeprosił Joannę, że musi porozmawiać.
Rozmawiał z nią po polsku - na zakończenie powiedział - Martusiu, spotkałem swoją
dawną dziewczynę i jest szansa, że ci ją przedstawię, bo zaprosiłem ją do siebie. Niestety
nie przyjedzie teraz ze mną, przyjedzie za jakiś czas.
Skończył rozmowę, a Joanna zaczęła się śmiać - no to wystraszyłeś córkę, tatuś
przywiezie z wyprawy swoją dawną dziewczynę. Pomyśli, że szykujesz dla niej macochę!
Oj, oberwie ci się, dorosłe dzieci nie mają za grosz zrozumienia dla swych starych rodziców
którzy nawiązują przyjaznie z płcią przeciwną.
Eee, przecież wie, że jeśli dawna z Polski to nie jakaś młoda siksa lecąca na forsę.
c.d.n.
latach. Niespodziewanie powróciły emocje z tamtego okresu i im uległa, choć bardzo
nadrabiała miną.
Teraz, stojąc pod prysznicem powracała myślą do tego spotkania. Faktycznie, było to
dziwne. Bardzo rzadko wspominała tamten romans, a jeśli już to na zasadzie "było
miło lecz się skończyło". A tym razem wspomnienie... i jego główny bohater nagle się
zmaterializował. Widziała, że Witek też był tym spotkaniem poruszony.
Świetnie wygląda, czas łagodnie się z nim obchodzi. Nic nie przytył, właściwie tylko
posiwiał. Nawet oczy ma tak samo intensywnie niebieskie, co w połączeniu z bardzo
ciemnymi kiedyś włosami dawało ciekawy efekt wizualny. Ładny był z niego facet,
dziewczyny za nim szalały, a on jakby nie zdawał sobie z tego sprawy. Mógłby być
foto modelem.
Twierdził, że jego małżeństwo to dzieło przypadku - dziewczynie się pomyliły dni i
dziecko było w drodze, więc się ożenił.
Gdy przypadek zetknął Joannę z Witkiem dziecko miało już ze 3 lata, a małżeństwo
jego chyliło się gwałtownie ku upadkowi, bo Witek miał już kochankę, którą była
jedna z przyjaciółek jego żony. Ot, dość banalna sytuacja. Podobno nasze przyjaciółki
stają się z czasem bardzo bliskimi przyjaciółkami naszych mężów- tę mądrość Joanna
wyczytała kiedyś w jakiejś gazecie, w kąciku porad dla złamanych serc.
Wcierając starannie balsam w skórę, zastanawiała się nad propozycją Witka. Nie bardzo
wyobrażała sobie stanie przed Witkiem w samych majtkach i staniku - z tamtej Joanny
sprzed lat niewiele zostało. Od lat już chodziła na plażę nie w kostiumie ale w cieniutkiej
plażowej sukience, podziwiając w duchu swe rówieśniczki a i starsze od siebie panie, które
bez oporu paradowały w skąpych kostiumach plażowych, eksponując swe mocno już
przekwitłe wdzięki. Chodziła co prawda na aerobik wodny, ale wszystkie panie miały dość
podobne kształty, wszystkie były wyposażone w jednoczęściowe kostiumy a poza tym
nigdy wcześniej się nie znały, więc nie było porównań w stylu "ależ ona utyła / zwiędła".
A jak widać Witek niezle pamiętał tamtą Joannę - szczupłą, czarnowłosą dziewczynę.
Zastanowiła się przez moment, jak on teraz prezentuje się bez ubrania - czy równie dobrze
jak w ciuchach? Nadal preferował sportowy styl ubierania się-golf, sweter, dżinsy.
Joanna uśmiechnęła się do swego odbicia w lustrze - dziś wyjątkowo była w spódnicy, ale
na następne spotkanie z Witkiem pójdzie jak zwykle...w dżinsach i adidasach, bluzce
z dużym dekoltem i kamizelce typu safari. Kamizelka świetnie tuszowała sylwetkę, bluzka
eksponowała całkiem jeszcze dobry dekolt. Ciekawe co sobie pomyśli?
Umówieni byli w Łazienkach przy Pałacu na Wodzie. Był to punkt do którego mieli dość
podobną odległość. Joanna zastanawiała się przez moment czy wziąć samochód, ale
doszła do wniosku, że znacznie praktyczniej będzie korzystać z komunikacji miejskiej,
bo parkowanie w okolicach centrum było tak osiągalne jak znalezienie samorodka złota
wielkości piłki tenisowej w opuszczonej od lat kopalni tegoż kruszcu.
Z tego wszystkiego przyjechała do parku zbyt wcześnie - usiadła na ławce nieco
oddalonej od Pałacu i obserwowała ludzi podchodzących pod pałacyk. W pewnej chwili
zauważyła, że Witek zmierza dość szybkim krokiem od strony wejścia przy Szwoleżerów.
On też zbyt wcześnie przyszedł. Ruszyła niespiesznie w stronę miejsca spotkania. Trzy
minuty pózniej znalazła się w objęciach Witka, który nie tylko ją bezceremonialnie objął
ale i wycałował.
Zauważył zmianę stroju Joanny, stwierdził, że świetnie wygląda w dżinsach, zajrzał
bezczelnie w dekolt i objąwszy ją w talii zaproponował by wycieczkę zacząć od wypicia
kawy. Od wieków Joanna nie chodziła w męskich objęciach i była tym gestem wielce
zaskoczona.
Zamówili kawę i Witek zaczął się dopytywać dokąd pójdą lub pojadą. Joanna wymyśliła,
że najlepiej będzie jechać różnymi autobusami i po drodze, gdy Witka coś bardziej
zainteresuje to wysiądą, obejrzą z bliska a potem znów pojadą gdzie indziej.
Po trzech godzinach jeżdżenia i dreptania Joanna stwierdziła, że właściwie jest to dobra
pora na obiad. Byli akurat na Żoliborzu, więc ruszyli autobusem w przeciwny koniec
miasta, do Wilanowa. Przez cały czas "wycieczki" Witek podziwiał jak bardzo zmieniła
się Warszawa. Twierdził, że niektórych miejsc nie rozpoznał by na fotografii. Joanna teraz
dopiero uświadomiła sobie, że 39 lat to jednak szmat czasu, że rzeczywiście miasto bardzo
się zmieniło. Ale chyba najbardziej w ciągu ostatniego dziesięciolecia. Przy okazji Joanna
"odkryła", że niektórych nowych osiedli zupełnie nie zna, tworzyły one bowiem jakby
odrębne miasteczko w mieście.
Witek był bardzo zdziwiony faktem powstania olbrzymiego osiedla mieszkaniowego właśnie
w Wilanowie. Osiedle było już w dużej części zasiedlone, ale nadal trwała jego dalsza
rozbudowa. Zastanawiali się za ile lat to nowe osiedle "dojdzie" aż do Powsina.
Po obiedzie pojechali jeszcze na Ursynów, a stamtąd do Konstancina. Konstancin był
bliski sercu Joanny. Po przerwaniu studiów ekonomicznych trafiła do pomaturalnej szkoły
rehabilitacji. Lubiła pracować z maluszkami, choć czasami płakały przez calutki czas
zabiegu. Ale najczęściej szybko następowała poprawa i to dawało wielką radość.
Konstancin też się zmienił, w miejsce starych, przedwojennych willi nowi właściciele
budowali olbrzymie rezydencje , często wynajmując je pracownikom obcych ambasad.
Fakt, że Joanna skończyła studium rehabilitacji bardzo zdziwił Witka - gdy się żegnali
była jeszcze na studiach ekonomicznych.
Jego zdziwienie bardzo rozbawiło Joannę - tłumaczyła mu ; "a skąd miałeś wiedzieć?
Nie pisałeś, bo ci adresu swojego nie zostawiłam, a teraz nie pytałeś, bo to w końcu
mało ważne, od lat już przecież nie pracuję. Jestem emerytką.
Jo, co z tobą, ciągle nam przypominasz, że jesteśmy nadgryzieni zębem czasu, a tak
naprawdę ani ty, ani ja nie wyglądamy na staruszków. Spójrz, spokojnie wyglądasz ze
dwadzieścia lat młodziej niż to wskazuje metryka. Masz chyba jakieś kompleksy, a życie
zaczyna się dopiero po sześćdziesiątce. Gdy do mnie przyjedziesz to będziemy szaleć.
Niezależnie od tego, w jakim terminie przyjedziesz. Zimą u mnie też jest ciekawie, choć
jak pamiętam ty nie lubisz zimy.
Jo, nic nie wiem o twoim mężu - cały czas ten sam, czy może wymieniałaś modele na
lepsze? Jeśli nie wymieniałaś, to znaczy, że facet porządny i się kochacie. Wiesz,
chciałbym go poznać - sama powiedziałaś, że najciemniej jest pod latarnią. A tak
naprawdę chciałbym poznać faceta , którego wybrałaś na męża. Kiedy wyszłaś za mąż?
Jo, odpowiedz, proszę.
Joanna spojrzała na niego nieprzychylnym wzrokiem - a co cię to właściwie obchodzi?
Wyszłam za niego rok po twoim wyjezdzie.
Czy się kochamy - nie wiem, ale jakoś ze sobą wytrzymujemy, a tak dokładnie to on, nie
wiem jakim cudem, ze mną wytrzymuje.
Chcesz go poznać? dziwna zachcianka, ale pomyślę nad tym. Jesteś jeszcze niemal
tydzień w Warszawie, więc może do nas któregoś dnia wpadniesz.
Tylko będziesz musiał nieco panować nad swymi rękami, nie głaskać mnie co chwilę, nie
zaglądać mi w dekolt i nie gapić się w moje oczy niczym sroka w gnat. Przemyśl to, czy
dasz radę.
W tym momencie zadzwoniła komórka Witka. Spojrzał na ekran, stwierdził, że to jego
córka i przeprosił Joannę, że musi porozmawiać.
Rozmawiał z nią po polsku - na zakończenie powiedział - Martusiu, spotkałem swoją
dawną dziewczynę i jest szansa, że ci ją przedstawię, bo zaprosiłem ją do siebie. Niestety
nie przyjedzie teraz ze mną, przyjedzie za jakiś czas.
Skończył rozmowę, a Joanna zaczęła się śmiać - no to wystraszyłeś córkę, tatuś
przywiezie z wyprawy swoją dawną dziewczynę. Pomyśli, że szykujesz dla niej macochę!
Oj, oberwie ci się, dorosłe dzieci nie mają za grosz zrozumienia dla swych starych rodziców
którzy nawiązują przyjaznie z płcią przeciwną.
Eee, przecież wie, że jeśli dawna z Polski to nie jakaś młoda siksa lecąca na forsę.
c.d.n.
środa, 9 lipca 2014
Spotkanie - cz.III
Joanna spojrzała na Witka jak na wariata. Gdyby rozmowa toczyła się w tamtym okresie,
zapewne palnęłaby mu jakiś niewybredny tekst.
Ale teraz Joanna już umiała powstrzymywać swe emocje.
Wituś, czy ty sam siebie słyszysz? Przecież wtedy byłeś żonatym facetem. To ty byłeś
zaproszony przez Szwajcarów, nie ja. Zapomniałeś jak wtedy było? Wyjeżdżałeś pod
pretekstem stypendium, bo dogadałeś się z nimi, że to jest jedyna możliwa dla Ciebie
droga legalnego wyjazdu stąd.
Obiecałeś im nawet, że żony nie ściągniesz, bo się rozwodzicie.
Więc na jakiej zasadzie miałam z tobą wyjechać? Jako twoja sekretarka, asystentka czy
może dama do towarzystwa? Kto dał by mi paszport??? I wizę?
Wiem, byłam zakochana, sypiałam z tobą, no ale nie byłam taką kompletną idiotką, by
pewnych rzeczy nie kojarzyć.
Poza tym, nawet gdybyś nie wyjechał, szybko się rozwiódł z żoną i definitywnie rozstał
z ówczesną kochanką, to i tak nie bylibyśmy razem. Byłeś cudownym kochankiem oraz
świetnym kumplem, ale nie materiałem na stałego partnera. Nie marzyłam o sytuacji, że
pewnego dnia w naszym mieszkaniu znajdę kartkę z informacją typu: "kochanie, wpadł
do mnie Romek, jedziemy autostopem na Bora-Bora, wrócę to pogadamy, kocham cię- W."
Bo taki właśnie byłeś. Przypomnij sobie "nasz" wyjazd w góry. Nie martwiłeś się co
robię sama przez cały dzień - ty szalałeś na nartach do zmroku. Potem zabierałeś mnie
na obiado-kolację, którą jedliśmy z twoimi kumplami, no a potem rzeczywiście byliśmy
razem - do ósmej rano. Byłeś lekko obrażony, gdy po tygodniu wróciłam do Warszawy.
Ale nie miałam do ciebie pretensji, raczej do siebie, że nie wyjechałam po dwóch dniach.
Zapewniam Cię, że nie byłoby nam razem dobrze na dłuższą metę.
Na twarzy Witka malowało się zdumienie- kochałaś mnie? naprawdę? dlaczego mi tego
nie powiedziałaś? i dlaczego się zawsze śmiałaś, gdy mówiłem, że cię kocham?
Joanna spokojnie odpowiedziała - bo wiedziałam dokładnie jaki jesteś. Ty też mnie nie
kochałeś, byliśmy w sobie zadurzeni, pożądaliśmy siebie i byliśmy sobą oczarowani po
naszym pierwszym razie.
Wiesz, muszę ci się do czegoś przyznać - gdy przyszłam pierwszy raz do twego gabinetu
wiedziałam czym się to skończy, miałeś to wypisane na czole. Rozebrałeś mnie wtedy
w myślach, prawda? A potem wykazałeś się wielką cierpliwością czekając na moją
decyzję. Przez te kilka miesięcy czekania zdążyłeś poznać każdy milimetr mego ciała,
choć w nieco bolesny dla mnie sposób. Akupresura to dość bolesna terapia.
Jo, jesteś bardzo niebezpieczną kobietą, bo umiesz czytać w myślach. Faktycznie, wtedy
rozebrałem cię w myślach. Zresztą, jak zapewne pamiętasz, potem cię badałem i musiałaś
się rozebrać. I wiesz, wyobraznia mnie nie zawiodła- dokończył ze śmiechem.
Joanna spojrzała na zegarek - musiała jednak wracać do domu.
Witek dojrzał ten gest i zaczął prosić, by jeszcze trochę została.
Joanna znów zatelefonowała do męża i, ku zdumieniu Witka, powiedziała mu, że spotkała
swego dawnego fizjoterapeutę, który jest przejazdem w Warszawie i że chce jeszcze
z nim nieco porozmawiać, więc wróci do domu pózno, ale przed północą na pewno.
Jo, dlaczego powiedziałaś mężowi o mnie? Nie zrobi ci awantury?
Joanna wybuchnęła śmiechem - dam ci dwie odpowiedzi, wybierz tę która ci bardziej do
mnie pasuje - powiedziałam tak bo najciemniej jest zawsze pod latarnią, poza tym nie
uwierzyłby, że mogę tyle czasu ględzić z jakąś koleżanką.
Witek chciał koniecznie obejrzeć wyniki badań Joanny. Obejrzał dokładnie wszystkie
klisze, udało się nawet odczytać CD rezonansu.
No tak, tu nie ma co na szczęście wyciąć. Ale jak będziesz niegrzeczna to będzie.
Najlepiej, żebyś przyjechała do mnie do kliniki na dwa tygodnie. Doprowadzę cię
do stanu, który potem tylko trzeba będzie podtrzymywać, to znaczy dasz radę sobie
z tym sama. Ale będziesz musiała całe dwa tygodnie mieszkać w moim mieszkaniu.
Przyjechać możesz pociągiem, uprzedzisz mnie z miesiąc wcześniej o terminie.Tu masz
moje numery telefonów, tu Skype. Będę się tobą zajmował osobiście. I jedyne koszty
dla Ciebie to podróż i pomieszkanie ze mną w jednym mieszkaniu przez dwa tygodnie.
Może nawet pozwolę ci gotować, jeśli będziesz miała na to ochotę. No nie patrz się
na mnie tak dziwnie, mówię poważnie. Od znajomych nigdy nie biorę pieniędzy, tyle
tylko, że nie proponuję im mieszkania u mnie.Ty jesteś na innych prawach, rozumiesz?
Jo, pomyśl - myślisz o mnie i wchodzisz do kawiarni, w której ja siedzę. I to wszystko
po blisko czterdziestu latach braku kontaktu między nami! Jest w tym coś, coś....coś
mistycznego. No uśmiechnij się chociaż. Dostaniesz oddzielny pokój.Mieszkanie ma
trzy sypialnie i dwie łazienki, będziemy się mogli nawet w chowanego bawić.
Takiego obrotu sprawy Joanna się nie spodziewała. Gorączkowo myślała co powiedzieć.
Nie chciała tam jechać, nie chciała też takiego prezentu od Witka.
Powiedziała tylko, że tak ad hoc nie może podjąć żadnej decyzji, ale pomyśli o tym.
Witek pokazał Joannie swoją córkę i głośno się zastanawiał, do kogo ona jest podobna.
Do niego zupełnie nie, a do swej matki tylko trochę. Jo powiedziała, że skoro raz już
uznał ją za swą córkę, to dociekanie po latach jest bez sensu. Witek pokazał jeszcze
zdjęcie swej matki i Joanna dostrzegła, że córka Witka jest bardzo podobna do swej
babci. Kazała Witkowi wyświetlić obydwa zdjęcia obok siebie i pokazała ich wspólne
cechy.
Gdy tak oglądali zdjęcia, które miał na dysku, znalezli również ich wspólne zdjęcie,
czarno-białe właśnie z Zakopanego. Joanna była w białej puchatej pilotce, czarna
grzywka zakrywała jej czoło.Witek stał nieco z tyłu i ją obejmował. Był bez czapki a na
jego twarzy zastygł uśmiech zwycięzcy- posiadacza.
Jo - szepnął - spójrz jacy byliśmy młodzi i piękni. Piękni bo młodzi - dodała rzeczowo
Joanna.
Joanna była już zmęczona, mimo swej wrodzonej trzezwości doznała tego dnia wielu
wzruszeń. Wezwała taksówkę, do której Witek ją odprowadził .
Umówili się na następne spotkanie, które miało być spacerem po mieście.
c.d.n.
zapewne palnęłaby mu jakiś niewybredny tekst.
Ale teraz Joanna już umiała powstrzymywać swe emocje.
Wituś, czy ty sam siebie słyszysz? Przecież wtedy byłeś żonatym facetem. To ty byłeś
zaproszony przez Szwajcarów, nie ja. Zapomniałeś jak wtedy było? Wyjeżdżałeś pod
pretekstem stypendium, bo dogadałeś się z nimi, że to jest jedyna możliwa dla Ciebie
droga legalnego wyjazdu stąd.
Obiecałeś im nawet, że żony nie ściągniesz, bo się rozwodzicie.
Więc na jakiej zasadzie miałam z tobą wyjechać? Jako twoja sekretarka, asystentka czy
może dama do towarzystwa? Kto dał by mi paszport??? I wizę?
Wiem, byłam zakochana, sypiałam z tobą, no ale nie byłam taką kompletną idiotką, by
pewnych rzeczy nie kojarzyć.
Poza tym, nawet gdybyś nie wyjechał, szybko się rozwiódł z żoną i definitywnie rozstał
z ówczesną kochanką, to i tak nie bylibyśmy razem. Byłeś cudownym kochankiem oraz
świetnym kumplem, ale nie materiałem na stałego partnera. Nie marzyłam o sytuacji, że
pewnego dnia w naszym mieszkaniu znajdę kartkę z informacją typu: "kochanie, wpadł
do mnie Romek, jedziemy autostopem na Bora-Bora, wrócę to pogadamy, kocham cię- W."
Bo taki właśnie byłeś. Przypomnij sobie "nasz" wyjazd w góry. Nie martwiłeś się co
robię sama przez cały dzień - ty szalałeś na nartach do zmroku. Potem zabierałeś mnie
na obiado-kolację, którą jedliśmy z twoimi kumplami, no a potem rzeczywiście byliśmy
razem - do ósmej rano. Byłeś lekko obrażony, gdy po tygodniu wróciłam do Warszawy.
Ale nie miałam do ciebie pretensji, raczej do siebie, że nie wyjechałam po dwóch dniach.
Zapewniam Cię, że nie byłoby nam razem dobrze na dłuższą metę.
Na twarzy Witka malowało się zdumienie- kochałaś mnie? naprawdę? dlaczego mi tego
nie powiedziałaś? i dlaczego się zawsze śmiałaś, gdy mówiłem, że cię kocham?
Joanna spokojnie odpowiedziała - bo wiedziałam dokładnie jaki jesteś. Ty też mnie nie
kochałeś, byliśmy w sobie zadurzeni, pożądaliśmy siebie i byliśmy sobą oczarowani po
naszym pierwszym razie.
Wiesz, muszę ci się do czegoś przyznać - gdy przyszłam pierwszy raz do twego gabinetu
wiedziałam czym się to skończy, miałeś to wypisane na czole. Rozebrałeś mnie wtedy
w myślach, prawda? A potem wykazałeś się wielką cierpliwością czekając na moją
decyzję. Przez te kilka miesięcy czekania zdążyłeś poznać każdy milimetr mego ciała,
choć w nieco bolesny dla mnie sposób. Akupresura to dość bolesna terapia.
Jo, jesteś bardzo niebezpieczną kobietą, bo umiesz czytać w myślach. Faktycznie, wtedy
rozebrałem cię w myślach. Zresztą, jak zapewne pamiętasz, potem cię badałem i musiałaś
się rozebrać. I wiesz, wyobraznia mnie nie zawiodła- dokończył ze śmiechem.
Joanna spojrzała na zegarek - musiała jednak wracać do domu.
Witek dojrzał ten gest i zaczął prosić, by jeszcze trochę została.
Joanna znów zatelefonowała do męża i, ku zdumieniu Witka, powiedziała mu, że spotkała
swego dawnego fizjoterapeutę, który jest przejazdem w Warszawie i że chce jeszcze
z nim nieco porozmawiać, więc wróci do domu pózno, ale przed północą na pewno.
Jo, dlaczego powiedziałaś mężowi o mnie? Nie zrobi ci awantury?
Joanna wybuchnęła śmiechem - dam ci dwie odpowiedzi, wybierz tę która ci bardziej do
mnie pasuje - powiedziałam tak bo najciemniej jest zawsze pod latarnią, poza tym nie
uwierzyłby, że mogę tyle czasu ględzić z jakąś koleżanką.
Witek chciał koniecznie obejrzeć wyniki badań Joanny. Obejrzał dokładnie wszystkie
klisze, udało się nawet odczytać CD rezonansu.
No tak, tu nie ma co na szczęście wyciąć. Ale jak będziesz niegrzeczna to będzie.
Najlepiej, żebyś przyjechała do mnie do kliniki na dwa tygodnie. Doprowadzę cię
do stanu, który potem tylko trzeba będzie podtrzymywać, to znaczy dasz radę sobie
z tym sama. Ale będziesz musiała całe dwa tygodnie mieszkać w moim mieszkaniu.
Przyjechać możesz pociągiem, uprzedzisz mnie z miesiąc wcześniej o terminie.Tu masz
moje numery telefonów, tu Skype. Będę się tobą zajmował osobiście. I jedyne koszty
dla Ciebie to podróż i pomieszkanie ze mną w jednym mieszkaniu przez dwa tygodnie.
Może nawet pozwolę ci gotować, jeśli będziesz miała na to ochotę. No nie patrz się
na mnie tak dziwnie, mówię poważnie. Od znajomych nigdy nie biorę pieniędzy, tyle
tylko, że nie proponuję im mieszkania u mnie.Ty jesteś na innych prawach, rozumiesz?
Jo, pomyśl - myślisz o mnie i wchodzisz do kawiarni, w której ja siedzę. I to wszystko
po blisko czterdziestu latach braku kontaktu między nami! Jest w tym coś, coś....coś
mistycznego. No uśmiechnij się chociaż. Dostaniesz oddzielny pokój.Mieszkanie ma
trzy sypialnie i dwie łazienki, będziemy się mogli nawet w chowanego bawić.
Takiego obrotu sprawy Joanna się nie spodziewała. Gorączkowo myślała co powiedzieć.
Nie chciała tam jechać, nie chciała też takiego prezentu od Witka.
Powiedziała tylko, że tak ad hoc nie może podjąć żadnej decyzji, ale pomyśli o tym.
Witek pokazał Joannie swoją córkę i głośno się zastanawiał, do kogo ona jest podobna.
Do niego zupełnie nie, a do swej matki tylko trochę. Jo powiedziała, że skoro raz już
uznał ją za swą córkę, to dociekanie po latach jest bez sensu. Witek pokazał jeszcze
zdjęcie swej matki i Joanna dostrzegła, że córka Witka jest bardzo podobna do swej
babci. Kazała Witkowi wyświetlić obydwa zdjęcia obok siebie i pokazała ich wspólne
cechy.
Gdy tak oglądali zdjęcia, które miał na dysku, znalezli również ich wspólne zdjęcie,
czarno-białe właśnie z Zakopanego. Joanna była w białej puchatej pilotce, czarna
grzywka zakrywała jej czoło.Witek stał nieco z tyłu i ją obejmował. Był bez czapki a na
jego twarzy zastygł uśmiech zwycięzcy- posiadacza.
Jo - szepnął - spójrz jacy byliśmy młodzi i piękni. Piękni bo młodzi - dodała rzeczowo
Joanna.
Joanna była już zmęczona, mimo swej wrodzonej trzezwości doznała tego dnia wielu
wzruszeń. Wezwała taksówkę, do której Witek ją odprowadził .
Umówili się na następne spotkanie, które miało być spacerem po mieście.
c.d.n.
Spotkanie - cz.II
Oj, chyba mam halucynacje - przemknęło przez myśl Joannie. Ale halucynacja nie mijała,
nad nią stał Witek - te same intensywnie niebieskie oczy, ten sam nieco kpiący uśmiech,
a wszystko zwieńczone mocno siwymi włosami.
Nie czekając na zaproszenie Witek usiadł przy stoliku. Jak zawsze przewiercał ją wzrokiem.
Obserwuję Cię od chwili gdy tu weszłaś- powiedział. Zmieniłaś się, ale chodzisz tak samo.
Gdy zobaczyłem jak bawisz się pustą filiżanką nabrałem pewności, że to ty. Jo, nikt na
świecie nie wyczynia takich zabaw z pustą filiżanką. Zawsze mnie to trochę złościło, ale
teraz ten śmieszny nawyk pomógł mi cię rozpoznać. Zmieniłaś kolor włosów i tak bardzo
je skróciłaś! Po co je rozjaśniłaś?
Joanna zaczęła się śmiać.
Czy wiesz kiedy widzieliśmy się ostatnio?- zapytała. Niemal czterdzieści lat temu. Tak,
miałam wtedy czarne, dość długie włosy i kilkanaście kilo mniej ważyłam. A włosów
nie rozjaśniałam, wróciłam do naturalnego ich koloru, a w utrzymaniu go bez siwizny
pomaga mi farba do włosów. Ale skąd ty się tu wziąłeś? Jesteś "na chwilę" czy może
wróciłeś na stałe? A w ogóle to świetnie wyglądasz, nawet z tą siwizną.
Przyjechałem na dwa tygodnie, bo mam kilka spraw do załatwienia. Kupiłem właśnie
mieszkanie, jako lokatę. Może sprezentuję je wnuczce, też jako lokatę, bo ona chyba tu
nie będzie mieszkać. Słuchaj, to mieszkanie jest w tym budynku, chodz, pogadamy tam,
bo mamy naprawdę dużo do pogadania. Jest z pełnym wyposażeniem, bo tam nocuję,
zamiast w hotelu. Jo, no chodz, proszę! Bardzo proszę!
Joanna znów się zaśmiała - no proszę, chata , szkło i adapter, zupełnie jak przed laty.
Zerknęła na zegarek i powiedziała - muszę zadzwonić do męża i wytłumaczyć mu, co ma
sobie zrobić na obiad, który zje sam i uprzedzić, że wrócę pózno.
Witek z uśmiechem podsłuchiwał rozmowę Joanny z mężem. Gdy skończyła wyraził swe
zdziwienie faktem, że jest mężatką a nie nosi obrączki. I pierścionków też nie nosisz,
a zawsze nosiłaś przynajmniej trzy i ten ode mnie. Jo, mam nadzieję, że go nie wyrzuciłaś?
Nie , nie wyrzuciłam. Platyny z perłą nie wyrzuca się - nawet wtedy, gdy ofiarodawca jest przekonany, że pierścionek "jest tylko srebrny"- odparła ze śmiechem.
Joanna uregulowała należność za czekoladę i wyszli z barku. Mieszkanie Witka było
w przylegającym do kawiarni budynku, wejście miało od podwórza.
Gdy jechali windą na ostatnie piętro Joanna poczuła przysłowiowe motyle w brzuchu.
Zupełnie tak jak wtedy, gdy pierwszy raz mieli przekroczyć barierę w układzie lekarz-
pacjentka.
Mieszkanie było niewielkie, za to z okien roztaczał się widok na samo centrum miasta.
Z tej wysokości Pałac Kultury i nowe wieżowce prezentowały się znacznie lepiej niż
z poziomu chodnika. Joanna stała przy oknie w objęciach Witka -czuła dotyk jego rąk,
za którym przez wiele lat tak bardzo tęskniła.
Pamiętam każdy milimetr twego ciała- powiedział półgłosem Witek. Często mi się śniło,
że czekam na Ciebie na lotnisku, a ty nie przychodzisz.
Na którym lotnisku? - zainteresowała się Joanna- przecież wyjechałeś pociągiem bo
miałeś furę bagażu. Lepiej mi opowiedz jak sobie radziłeś na początku, zaraz po
przyjezdzie do Szwajcarii. Naprawdę na ciebie czekali?
Nie było cię na dworcu, gdy wyjeżdżałem - powiedział nagle Witek z pretensją w głosie.
Rozglądałem się, chciałem cię jeszcze raz choćby tylko zobaczyć.
Joanna miała ochotę wypalić "trzeba było nie wyjeżdżać", ale ugryzła się w język i
powiedziała - jasne, władca haremu wyjeżdżał i wszystkie nałożnice powinny były go
żegnać. Ale miałeś zachcianki! Żegnały cię same kobiety- twoja oficjalna żona razem
z dzieckiem i z twoją kochanką, twoja matka i jakoś nie widziałam siebie w tym gronie.
Od początku było wiadomo, że nasz związek był chwilowy i raczej bez perspektyw na
przyszłość, nawet gdybyś nie wyjeżdżał. Lepiej mi opowiedz jak sobie tam radziłeś.
Witek wypuścił Joannę z objęć , zrobił herbatę i gdy siedzieli na wielkiej kanapie, snuł
opowieść.
Miał szczęście - rzeczywiście obiecana praca już na niego czekała. Był znany, wszyscy
doceniali jego nowoczesne metody rehabilitacji i odnowy biologicznej.
Nikt nie wyrażał się pogardliwie o metodzie stosowanej przez niego akupresury. Było tak,
jakby napisana przez niego praca doktorska była biblią dla tamtejszych rehabilitantów.
Miał pracę którą lubił, bardzo dobrze wyposażone gabinety odnowy biologicznej a do
tego kilometry tras narciarskich do jeżdżenia na nartach, w dolinie ciekawe trasy do jazdy
konnej. Poza tym miał stały dostęp do najnowszej literatury medycznej, dobre zarobki,
ładne mieszkanie. Po dziesięciu latach przeprowadził się do Austrii, gdzie otworzył
własną klinikę , w której pacjent był leczony całościowo i konieczne w sposób naturalny.
Teraz już tylko służył radą swej córce, która od kilkunastu lat razem z nim prowadziła tę
klinikę.
Gdy wymienił nazwę miejscowości Joanna powiedziała - byłam tam sześć lat temu, tam
jest duże jezioro a nad nim jakiś klasztor, w którym mnisi warzą jakieś znane piwo, a sama miejscowość znana jest z tego, że jest tam mnóstwo prywatnych klinik "chirurgii estetycznej".
Widziałam kilka tych willi, wszystkie okolone bardzo wysokimi żywopłotami, na furtkach
tabliczki mówiące tylko czyja to klinika, bez wymieniania specjalności.
A co tam robiłaś? - zainteresował się Witek. Pływałam razem z dziećmi statkiem po
jeziorze, potem jedliśmy nad jeziorem obiad, a potem wróciliśmy do miasta - odpowiedziała.
Wiesz, teraz twoja kolej na opowieść o tym czasie, który minął - ja już się wyspowiadałem.
Jeszcze ci tylko dodam, że rozwiodłem się z żoną, drugi raz już się nie żeniłem, aktualnie
jestem sam, nawet jakoś nie mam ochoty na jakiś trwały związek. Stary już jestem.
No ale nadal świetnie wyglądasz , a przecież jesteś ode mnie całe siedem lat starszy-
zauważyła Joanna.
Witka wyraznie ucieszyło to zdanie - wyjaśnił Joannie, że nadal szaleje na nartach i jezdzi
konno. No, opowiedz wreszcie coś o sobie- nalegał- ile masz tych dzieci?
Joanna stwierdziła, że tak naprawdę to niewiele ma do opowiedzenia. Wyszła za mąż, ma
jedno dziecko i też jest już babcią a dziecko mieszka na stałe w Salzburgu. Ale podobno
mają się przeprowadzić do Niemiec.
No dobrze, ale co robisz, jak się czujesz?- dopytywał się Witek. Wyglądałaś w tej kawiarni
jakbyś roztrząsała kwestię "być albo nie być". Masz jakieś kłopoty?
Kłopoty? nie , nie mam, a w tej kawiarni myślałam o Tobie, o tym czasie gdy się poznaliśmy.
Bo wiesz, z tą kością krzyżową miałeś rację, boli mnie do dziś i mam jakieś tam małe
wypukliny. Byłam u profesora P., na szczęście nie chce tego operować, dał mi namiary
na jakiegoś rehabilitanta.
Witek słuchał z prawdziwym zainteresowaniem, wreszcie powiedział - znam go, mądry
lekarz, cudowne ręce, choć jeszcze całkiem młody, w porównaniu do mnie.
Jo, powiedz mi dlaczego nie chciałaś wtedy ze mną wyjechać? Mogło być nam całkiem
dobrze. Nauczyłabyś się jezdzić konno, kupilibyśmy ci żaglówkę, urlopy spędzalibyśmy
w domku nad jeziorem, np. w okolicach Strobl- Witek wyraznie się rozmarzył.
c.d.n.
nad nią stał Witek - te same intensywnie niebieskie oczy, ten sam nieco kpiący uśmiech,
a wszystko zwieńczone mocno siwymi włosami.
Nie czekając na zaproszenie Witek usiadł przy stoliku. Jak zawsze przewiercał ją wzrokiem.
Obserwuję Cię od chwili gdy tu weszłaś- powiedział. Zmieniłaś się, ale chodzisz tak samo.
Gdy zobaczyłem jak bawisz się pustą filiżanką nabrałem pewności, że to ty. Jo, nikt na
świecie nie wyczynia takich zabaw z pustą filiżanką. Zawsze mnie to trochę złościło, ale
teraz ten śmieszny nawyk pomógł mi cię rozpoznać. Zmieniłaś kolor włosów i tak bardzo
je skróciłaś! Po co je rozjaśniłaś?
Joanna zaczęła się śmiać.
Czy wiesz kiedy widzieliśmy się ostatnio?- zapytała. Niemal czterdzieści lat temu. Tak,
miałam wtedy czarne, dość długie włosy i kilkanaście kilo mniej ważyłam. A włosów
nie rozjaśniałam, wróciłam do naturalnego ich koloru, a w utrzymaniu go bez siwizny
pomaga mi farba do włosów. Ale skąd ty się tu wziąłeś? Jesteś "na chwilę" czy może
wróciłeś na stałe? A w ogóle to świetnie wyglądasz, nawet z tą siwizną.
Przyjechałem na dwa tygodnie, bo mam kilka spraw do załatwienia. Kupiłem właśnie
mieszkanie, jako lokatę. Może sprezentuję je wnuczce, też jako lokatę, bo ona chyba tu
nie będzie mieszkać. Słuchaj, to mieszkanie jest w tym budynku, chodz, pogadamy tam,
bo mamy naprawdę dużo do pogadania. Jest z pełnym wyposażeniem, bo tam nocuję,
zamiast w hotelu. Jo, no chodz, proszę! Bardzo proszę!
Joanna znów się zaśmiała - no proszę, chata , szkło i adapter, zupełnie jak przed laty.
Zerknęła na zegarek i powiedziała - muszę zadzwonić do męża i wytłumaczyć mu, co ma
sobie zrobić na obiad, który zje sam i uprzedzić, że wrócę pózno.
Witek z uśmiechem podsłuchiwał rozmowę Joanny z mężem. Gdy skończyła wyraził swe
zdziwienie faktem, że jest mężatką a nie nosi obrączki. I pierścionków też nie nosisz,
a zawsze nosiłaś przynajmniej trzy i ten ode mnie. Jo, mam nadzieję, że go nie wyrzuciłaś?
Nie , nie wyrzuciłam. Platyny z perłą nie wyrzuca się - nawet wtedy, gdy ofiarodawca jest przekonany, że pierścionek "jest tylko srebrny"- odparła ze śmiechem.
Joanna uregulowała należność za czekoladę i wyszli z barku. Mieszkanie Witka było
w przylegającym do kawiarni budynku, wejście miało od podwórza.
Gdy jechali windą na ostatnie piętro Joanna poczuła przysłowiowe motyle w brzuchu.
Zupełnie tak jak wtedy, gdy pierwszy raz mieli przekroczyć barierę w układzie lekarz-
pacjentka.
Mieszkanie było niewielkie, za to z okien roztaczał się widok na samo centrum miasta.
Z tej wysokości Pałac Kultury i nowe wieżowce prezentowały się znacznie lepiej niż
z poziomu chodnika. Joanna stała przy oknie w objęciach Witka -czuła dotyk jego rąk,
za którym przez wiele lat tak bardzo tęskniła.
Pamiętam każdy milimetr twego ciała- powiedział półgłosem Witek. Często mi się śniło,
że czekam na Ciebie na lotnisku, a ty nie przychodzisz.
Na którym lotnisku? - zainteresowała się Joanna- przecież wyjechałeś pociągiem bo
miałeś furę bagażu. Lepiej mi opowiedz jak sobie radziłeś na początku, zaraz po
przyjezdzie do Szwajcarii. Naprawdę na ciebie czekali?
Nie było cię na dworcu, gdy wyjeżdżałem - powiedział nagle Witek z pretensją w głosie.
Rozglądałem się, chciałem cię jeszcze raz choćby tylko zobaczyć.
Joanna miała ochotę wypalić "trzeba było nie wyjeżdżać", ale ugryzła się w język i
powiedziała - jasne, władca haremu wyjeżdżał i wszystkie nałożnice powinny były go
żegnać. Ale miałeś zachcianki! Żegnały cię same kobiety- twoja oficjalna żona razem
z dzieckiem i z twoją kochanką, twoja matka i jakoś nie widziałam siebie w tym gronie.
Od początku było wiadomo, że nasz związek był chwilowy i raczej bez perspektyw na
przyszłość, nawet gdybyś nie wyjeżdżał. Lepiej mi opowiedz jak sobie tam radziłeś.
Witek wypuścił Joannę z objęć , zrobił herbatę i gdy siedzieli na wielkiej kanapie, snuł
opowieść.
Miał szczęście - rzeczywiście obiecana praca już na niego czekała. Był znany, wszyscy
doceniali jego nowoczesne metody rehabilitacji i odnowy biologicznej.
Nikt nie wyrażał się pogardliwie o metodzie stosowanej przez niego akupresury. Było tak,
jakby napisana przez niego praca doktorska była biblią dla tamtejszych rehabilitantów.
Miał pracę którą lubił, bardzo dobrze wyposażone gabinety odnowy biologicznej a do
tego kilometry tras narciarskich do jeżdżenia na nartach, w dolinie ciekawe trasy do jazdy
konnej. Poza tym miał stały dostęp do najnowszej literatury medycznej, dobre zarobki,
ładne mieszkanie. Po dziesięciu latach przeprowadził się do Austrii, gdzie otworzył
własną klinikę , w której pacjent był leczony całościowo i konieczne w sposób naturalny.
Teraz już tylko służył radą swej córce, która od kilkunastu lat razem z nim prowadziła tę
klinikę.
Gdy wymienił nazwę miejscowości Joanna powiedziała - byłam tam sześć lat temu, tam
jest duże jezioro a nad nim jakiś klasztor, w którym mnisi warzą jakieś znane piwo, a sama miejscowość znana jest z tego, że jest tam mnóstwo prywatnych klinik "chirurgii estetycznej".
Widziałam kilka tych willi, wszystkie okolone bardzo wysokimi żywopłotami, na furtkach
tabliczki mówiące tylko czyja to klinika, bez wymieniania specjalności.
A co tam robiłaś? - zainteresował się Witek. Pływałam razem z dziećmi statkiem po
jeziorze, potem jedliśmy nad jeziorem obiad, a potem wróciliśmy do miasta - odpowiedziała.
Wiesz, teraz twoja kolej na opowieść o tym czasie, który minął - ja już się wyspowiadałem.
Jeszcze ci tylko dodam, że rozwiodłem się z żoną, drugi raz już się nie żeniłem, aktualnie
jestem sam, nawet jakoś nie mam ochoty na jakiś trwały związek. Stary już jestem.
No ale nadal świetnie wyglądasz , a przecież jesteś ode mnie całe siedem lat starszy-
zauważyła Joanna.
Witka wyraznie ucieszyło to zdanie - wyjaśnił Joannie, że nadal szaleje na nartach i jezdzi
konno. No, opowiedz wreszcie coś o sobie- nalegał- ile masz tych dzieci?
Joanna stwierdziła, że tak naprawdę to niewiele ma do opowiedzenia. Wyszła za mąż, ma
jedno dziecko i też jest już babcią a dziecko mieszka na stałe w Salzburgu. Ale podobno
mają się przeprowadzić do Niemiec.
No dobrze, ale co robisz, jak się czujesz?- dopytywał się Witek. Wyglądałaś w tej kawiarni
jakbyś roztrząsała kwestię "być albo nie być". Masz jakieś kłopoty?
Kłopoty? nie , nie mam, a w tej kawiarni myślałam o Tobie, o tym czasie gdy się poznaliśmy.
Bo wiesz, z tą kością krzyżową miałeś rację, boli mnie do dziś i mam jakieś tam małe
wypukliny. Byłam u profesora P., na szczęście nie chce tego operować, dał mi namiary
na jakiegoś rehabilitanta.
Witek słuchał z prawdziwym zainteresowaniem, wreszcie powiedział - znam go, mądry
lekarz, cudowne ręce, choć jeszcze całkiem młody, w porównaniu do mnie.
Jo, powiedz mi dlaczego nie chciałaś wtedy ze mną wyjechać? Mogło być nam całkiem
dobrze. Nauczyłabyś się jezdzić konno, kupilibyśmy ci żaglówkę, urlopy spędzalibyśmy
w domku nad jeziorem, np. w okolicach Strobl- Witek wyraznie się rozmarzył.
c.d.n.
Subskrybuj:
Posty (Atom)