Widok terenów sportowych przyprawił Zuzę o atak śmiechu -wyglądał zupełnie jak
marny osiedlowy plac zabaw dla dzieci. Brakowało tylko piaskownicy i zjeżdżalni.
Przy wszystkich palikowych ścieżkach rozwieszone były poręcze z grubych lin.
Stało też kilka słupków z umieszczonymi na nich koszami, stoliki z blatami na których
namalowane były szachownice, na stojących obok regałach leżały piłki, stały pudełka
z szachami i jakimiś grami planszowymi. I były huśtawki.
Wyraznie były to huśtawki nie dla dzieci, bo miały bardzo długie liny. Poza tym stało
sporo ławek. Zuza była bardzo rozczarowana - oczekiwała boiska do siatkówki, stołów
do ping-ponga i ... jakiegoś usportowionego towarzystwa.
Zuza, a czy ty jesteś pewna, że mając do dyspozycji tę namiastkę ciała dałabyś radę
uprawiać jakikolwiek sport tak jak to robiłaś nim zginęłaś? Ta nasza obecna powłoka
i tak jest jakimś cudem techniki, że możemy w tym chodzić i poruszać się stosunkowo
sprawnie. Ciesz się z tego co jest bo kiedyś w tym okresie pomiędzy jednym wcieleniem
a drugim było się tylko "ciałem astralnym", ledwo widocznym lśniącym obłoczkiem.
Nie było tego wszystkiego co jest teraz, dusze błąkały się po całym terenie bez ładu i
składu, nikt nie dbał o to gdzie śpią i co robią.
A ty skąd to wszystko wiesz- spytała zdziwiona Zuza.
Czytałam wczoraj na tutejszej stronie internetowej- odpowiedziała Lola.
Lola, przecież tu nie ma internetu, to jakiś paranormalny serwer, niemal szafa grająca
udająca komputer.
Internet to kontakt z całym światem, a tu jak w Chinach - wszystko zablokowane.
Chciałam się zaraz pierwszego dnia zalogować na swoim koncie mailowym i oczywiście
bez szansy. Nie napisali, że połączenie zabronione, ale wciąż wyskakiwał mi komunikat,
że jest błąd nr ileś tam.
Wiesz- powiedziała Lola - jesteś strasznie marudna.Wyobraz sobie, że tu jest sanatorium,
a ty masz tu wypoczywać, wyluzować się, zwolnić tempo, wyciszyć.
Zrozum, że już nie jesteś na Ziemi, rozstałaś się ze swoim ciałem, z całym swym
dotychczasowym życiem.
Ty chyba pędziłaś przez to swoje życie niczym koń na wyścigach lub facet na dopingu.
Wyhamuj, wyluzuj- tamto już minęło. Po co tak się ciągle spieszyłaś? Myślałaś, że
tym sposobem dwa życia w jednym przeżyjesz? I z tego pośpiechu wylądowałaś tutaj.
Choć, zagramy w szachy. Szachy to też sport- są nawet szachowe mistrzostwa świata.
Ale ja nie umiem grać w szachy- zaprotestowała Zuza.
Nie szkodzi - nauczę cię.
Przy okazji nauczysz się myśleć o tym co masz zrobić i czy dany ruch ci się opłaci.
Lola wyciągnęła z pudełka figury szachowe, rozstawiając je na szachownicy mówiła
nazwę każdej z figur , tłumaczyła jak się każda z nich na szachownicy może poruszać
oraz jakie ma w grze zadanie.
Zuza może i była marudna, ale jednocześnie całkiem bystra. Oczywiście nie wygrała
ani razu, ale kombinowała niezle.
Po każdej zakończonej rozgrywce Lola omawiała z Zuzą popełnione przez nią błędy
taktyczne.
c.d.n.
Pisanie to nie wszystko. Są dni,w których napisanie PONIEDZIAŁEK wcale się nie liczy. A.A.Milne
piątek, 17 kwietnia 2015
czwartek, 16 kwietnia 2015
Między nami, duszyczkami- V
Mam nadzieję, że każdy z was wie, że wszyscy jesteśmy dziećmi Kosmosu. I wtedy, gdy
jesteśmy nieobecni w ciele to jesteśmy obecni w świadomości Kosmosu.
Ziemia nie jest jedyną planetą, na której żyją inteligentne istoty, a fakt , że nikt z Ziemian
jak dotąd tej tezy nie udowodnił, nie znaczy, że jest inaczej- prelegent zawiesił głos i
rozejrzał się badawczo po sali.
Sala była wypełniona, wszystkie krzesła były zajęte. I chociaż na twarzach nie było
widać żadnych emocji, elektroniczny wskaznik poziomu uwagi (ukryty w podstawce
mikrofonu) pulsował ciemno-czerwonym blaskiem.
Dla duszy nie ma w rzeczywistości ani czasu ani przestrzeni - kontynuował mówca.
Dusze żyją wiecznie, w różnych częściach Kosmosu i mogą dowolnie wybierać miejsce
swego przyszłego wcielenia. Kosmos jest dla dusz uniwersytetem a każda planeta
swoistym kompleksem kształcenia dusz. Bo każda ma inne warunki dla życia.
Czy zastanowiliście się kiedyś, skąd się biorą geniusze w zupełnie przeciętnych rodzinach?
Nie często się to zdarza, ale zdarza się, że dusze z innych planet, o wyższym stopniu rozwoju cywilizacji, wybierają życie na planecie gdzie jest odmienny, niższy poziom cywilizacji.
Dlaczego tak robią? Bo mogą. Nie muszą się z tej decyzji nikomu tłumaczyć, mają wolny
wybór. Może kieruje nimi zwykła ciekawość?
Ciało i mózg są tylko domem dla umysłu i duszy. Dusza korzysta z zewnętrznej powłoki
tak samo jak ciało fizyczne.
Zewnętrzna część ludzkiej osoby dominuje nad centralnym układem nerwowym i
trójwymiarową świadomością naszego umysłu, który rozwija osobowość. Natomiast dusza
została podporządkowana autonomicznemu układowi nerwowemu, spogląda na świat
przez te same oczy i słucha tymi samymi uszami co ciało fizyczne.
Umysłem duszy jest podświadomość i to ona dominuje w głębiach systemu nerwowego.
Nie wiem czy wiecie, ale każda osoba dzieląca z wami życie najprawdopodobniej była
z wami w jakiś sposób związana w poprzednim żywocie. To dlatego do pewnych osób
od pierwszego wejrzenia czujemy sympatię a do innych nie.
Aktualne zachowania, emocje, stosunek do otoczenia są wynikiem doświadczeń, które
mieliśmy w poprzednich wcieleniach.
Musimy wiedzieć i pamiętać o tym , że jesteśmy odpowiedzialni za swoje życie, że
wszystko do nas kiedyś wróci. Jeśli czynimy zło ono do nas w kolejnym wcieleniu
wróci. Tak samo jak dobro.
Zachęcam wszystkich do przemyślenia tego, o czym mówiłem. Tekst ten można
również przeczytać on line, zakładka WYKŁADY.
Jeżeli ktoś czegos nie zrozumiał może również zadać on line pytanie, adres na naszej
stronie.
Staramy się zostawić wam jak najwięcej czasu na własne przemyślenia. Wykłady nie
będą codziennie, zapewniam.
Ale codziennie jest czynna biblioteka i codziennie można spotkać się z terapeutą.
Dziękuję wszystkim za uwagę.
Lola po wykładzie szła zadumana do swego domku. Po chwili dogoniła ją Zuza-znów
szły pod baldachimem złotokapów.
Wiesz, chyba muszę w domu poczytać ten wykład - jakoś lepiej zapamiętuję to co
widzę niż to co słyszę, wzrokowcem byłam przez całe swe życie -powiedziała
Lola.
Ale to mężczyzni są podobno wzrokowcami - zawołała Zuza. Taaak - zwłaszcza gdy
rzecz dotyczy kobiet- skonstatowała Lola. Dla nich mało ważne to co nam w duszy
gra, znacznie bardziej istotny jest wygląd zewnętrzny.
No to pewnie dlatego tu wszyscy mamy takie piękne jednakowe ubranka.
Zauważyłaś, że w tej namiastce ziemskiego życia nie ma wcale luster? I nie ma
żadnych psów, kotów, ptaków ani owadów.Właściwie to panuje tu nienaturalna
cisza. Dobrze, że choć jakąś muzykę można posłuchać. Na bezrybiu i rak ryba- bo
znalazłam tylko muzykę rozrywkową sprzed 10 lat-perorowała Zuza.
A ja wczoraj włączyłam sobie Mozarta i było mi tak miło, że aż spokojnie zasnęłam-
przyznała się Lola.
Dochodziły już do domków i Zuza zaproponowała, by może jeszcze poszły zwiedzić
teren- zobaczą gdzie te tereny sportowe i co to za sport można tu uprawiać.
Lola się zgodziła, więc poszły dalej alejką.
Wiesz, muszę zajrzeć przez okno do swego domku - ciekawa jestem czy tu ktoś
może kogoś podglądnąć. Moj domek jest przedostatni powiedziała Zuza i skręciła za
szereg domków. Po chwili zawołała - Lola, choć tu i uszczypnij mnie, dobrze?
Lola dołączyła do niej - spojrzała w okno i zobaczyła zupełnie puste pomieszczenie.
Poszły więc dalej i zajrzały w okno domku Loli - i też zobaczyły tylko pustkę.
Lolu - ty zostań przy oknie mojego domku , a ja pójdę sprawdzić czy on jest
rzeczywiście pusty- Zuza niemal biegiem podążyła do swego domku. Po chwili
wróciła.
Słuchaj, to jakiś patent- weszłam i wszystko było na swoim miejscu, podeszłam do
okna, ale wcale za oknem nie zobaczyłam ciebie, tylko te dwa krzaki i tamte
drzewa. To bardzo dziwne, no nie? To znaczy, że okno nie jest oknem.
Zaczynam się czuć jak Alicja w krainie czarów - stwierdziła Zuza.
c.d.n.
jesteśmy nieobecni w ciele to jesteśmy obecni w świadomości Kosmosu.
Ziemia nie jest jedyną planetą, na której żyją inteligentne istoty, a fakt , że nikt z Ziemian
jak dotąd tej tezy nie udowodnił, nie znaczy, że jest inaczej- prelegent zawiesił głos i
rozejrzał się badawczo po sali.
Sala była wypełniona, wszystkie krzesła były zajęte. I chociaż na twarzach nie było
widać żadnych emocji, elektroniczny wskaznik poziomu uwagi (ukryty w podstawce
mikrofonu) pulsował ciemno-czerwonym blaskiem.
Dla duszy nie ma w rzeczywistości ani czasu ani przestrzeni - kontynuował mówca.
Dusze żyją wiecznie, w różnych częściach Kosmosu i mogą dowolnie wybierać miejsce
swego przyszłego wcielenia. Kosmos jest dla dusz uniwersytetem a każda planeta
swoistym kompleksem kształcenia dusz. Bo każda ma inne warunki dla życia.
Czy zastanowiliście się kiedyś, skąd się biorą geniusze w zupełnie przeciętnych rodzinach?
Nie często się to zdarza, ale zdarza się, że dusze z innych planet, o wyższym stopniu rozwoju cywilizacji, wybierają życie na planecie gdzie jest odmienny, niższy poziom cywilizacji.
Dlaczego tak robią? Bo mogą. Nie muszą się z tej decyzji nikomu tłumaczyć, mają wolny
wybór. Może kieruje nimi zwykła ciekawość?
Ciało i mózg są tylko domem dla umysłu i duszy. Dusza korzysta z zewnętrznej powłoki
tak samo jak ciało fizyczne.
Zewnętrzna część ludzkiej osoby dominuje nad centralnym układem nerwowym i
trójwymiarową świadomością naszego umysłu, który rozwija osobowość. Natomiast dusza
została podporządkowana autonomicznemu układowi nerwowemu, spogląda na świat
przez te same oczy i słucha tymi samymi uszami co ciało fizyczne.
Umysłem duszy jest podświadomość i to ona dominuje w głębiach systemu nerwowego.
Nie wiem czy wiecie, ale każda osoba dzieląca z wami życie najprawdopodobniej była
z wami w jakiś sposób związana w poprzednim żywocie. To dlatego do pewnych osób
od pierwszego wejrzenia czujemy sympatię a do innych nie.
Aktualne zachowania, emocje, stosunek do otoczenia są wynikiem doświadczeń, które
mieliśmy w poprzednich wcieleniach.
Musimy wiedzieć i pamiętać o tym , że jesteśmy odpowiedzialni za swoje życie, że
wszystko do nas kiedyś wróci. Jeśli czynimy zło ono do nas w kolejnym wcieleniu
wróci. Tak samo jak dobro.
Zachęcam wszystkich do przemyślenia tego, o czym mówiłem. Tekst ten można
również przeczytać on line, zakładka WYKŁADY.
Jeżeli ktoś czegos nie zrozumiał może również zadać on line pytanie, adres na naszej
stronie.
Staramy się zostawić wam jak najwięcej czasu na własne przemyślenia. Wykłady nie
będą codziennie, zapewniam.
Ale codziennie jest czynna biblioteka i codziennie można spotkać się z terapeutą.
Dziękuję wszystkim za uwagę.
Lola po wykładzie szła zadumana do swego domku. Po chwili dogoniła ją Zuza-znów
szły pod baldachimem złotokapów.
Wiesz, chyba muszę w domu poczytać ten wykład - jakoś lepiej zapamiętuję to co
widzę niż to co słyszę, wzrokowcem byłam przez całe swe życie -powiedziała
Lola.
Ale to mężczyzni są podobno wzrokowcami - zawołała Zuza. Taaak - zwłaszcza gdy
rzecz dotyczy kobiet- skonstatowała Lola. Dla nich mało ważne to co nam w duszy
gra, znacznie bardziej istotny jest wygląd zewnętrzny.
No to pewnie dlatego tu wszyscy mamy takie piękne jednakowe ubranka.
Zauważyłaś, że w tej namiastce ziemskiego życia nie ma wcale luster? I nie ma
żadnych psów, kotów, ptaków ani owadów.Właściwie to panuje tu nienaturalna
cisza. Dobrze, że choć jakąś muzykę można posłuchać. Na bezrybiu i rak ryba- bo
znalazłam tylko muzykę rozrywkową sprzed 10 lat-perorowała Zuza.
A ja wczoraj włączyłam sobie Mozarta i było mi tak miło, że aż spokojnie zasnęłam-
przyznała się Lola.
Dochodziły już do domków i Zuza zaproponowała, by może jeszcze poszły zwiedzić
teren- zobaczą gdzie te tereny sportowe i co to za sport można tu uprawiać.
Lola się zgodziła, więc poszły dalej alejką.
Wiesz, muszę zajrzeć przez okno do swego domku - ciekawa jestem czy tu ktoś
może kogoś podglądnąć. Moj domek jest przedostatni powiedziała Zuza i skręciła za
szereg domków. Po chwili zawołała - Lola, choć tu i uszczypnij mnie, dobrze?
Lola dołączyła do niej - spojrzała w okno i zobaczyła zupełnie puste pomieszczenie.
Poszły więc dalej i zajrzały w okno domku Loli - i też zobaczyły tylko pustkę.
Lolu - ty zostań przy oknie mojego domku , a ja pójdę sprawdzić czy on jest
rzeczywiście pusty- Zuza niemal biegiem podążyła do swego domku. Po chwili
wróciła.
Słuchaj, to jakiś patent- weszłam i wszystko było na swoim miejscu, podeszłam do
okna, ale wcale za oknem nie zobaczyłam ciebie, tylko te dwa krzaki i tamte
drzewa. To bardzo dziwne, no nie? To znaczy, że okno nie jest oknem.
Zaczynam się czuć jak Alicja w krainie czarów - stwierdziła Zuza.
c.d.n.
środa, 15 kwietnia 2015
Między nami, duszyczkami-IV
Tu nie ma żadnego sądu - obruszył się osobnik za biurkiem. Tu jest, tu jest.... no, taki
ośrodek samodoskonalenia.
Tu każdy pracuje nad swoim wnętrzem, analizuje swoje dokonania w czasie pobytu
na Ziemi.
Każdy? Obowiązkowo? - zdziwiła się Zuza.
Tak, każdy. Nawet jeśli nie chce powrotu na Ziemię.
Lola szarpnęła Zuzę za rękę. Chodz, bo ja za chwilę zasnę na stojąco.
Wyszły z tego pokoju wprost na rozległy teren.
Oooo, jak tu ładnie. Sporo tu zieleni, a tam, popatrz, jakiś zagajnik. Tu też wiosna,
tam wyraznie kwitną jakieś drzewa, pewnie owocowe- Lola rozglądała się wokół.
Pewnie to hologramy - Zuza był pełna niechęci do tego miejsca. Pokaż ten planik,
zobaczymy dokąd mamy iść.
Idziemy w lewo, potem skręcimy w prawo i dojdziemy na miejsce- pewnie te
rzędy krzyżyków to te szeregowce. Sądząc z opisu to są nieco większe od psich
bud - narzekała Zuza.
Słuchaj Zuza - ciesz się, że nie będzie to ten japoński hotel, w którym pokój jest
wielkości trumny, do którego wczołgujesz się, a nie wchodzisz.
A jeśli masz zamiar cały czas tak narzekać, to lepiej zamieszkajmy w pewnej od
siebie odległości. Jestem stara, zmęczona, zdołowana i chcę mieć trochę spokoju.
Doszły do końca alejki, która teraz skręcała w lewo.
Ależ pięknie - rozpromieniła się Lola. Te kwitnące na żółto drzewa to złotokap;
nie sądziłam, że może tworzyć pergolę. Kiedyś widziałam taką aleję na jakiejś
fotografii.
No fakt, wygląda całkiem niezle -burknęła nadal niezadowolona Zuza. Aleja
chyba schodziła nieco w dół, bo nie było widać jej końca. Była naprawdę długa.
Lola obróciła się za siebie - z tyłu, w sporej odległości widziała jakąś sylwetkę.
Poza tym to było pusto. Wreszcie zobaczyły, że "złotokapowa" aleja się kończy.
Przed nimi rozpościerała się spora polana otoczona kępami różnych drzew, pod
nimi stały w szeregach nieduże, kolorowe domki.
Patrz, te domy nie mają okien , mają tylko drzwi - zawołała Zuza i przyspieszyła.
Lola statecznie poszła za nią. W tym rzędzie było jeszcze kilka wolnych domków.
Zmęczona bardzo Lola wsadziła swój klucz do pierwszego z brzegu wolnego
domku, nie interesując się, który domek zajmie Zuza.
Pomieszczenie nie było duże, ale bardzo miłe. Okno było po przeciwnej stronie
domku niż drzwi. Zgodnie z instrukcją Lola zapisała na kluczu nr domku.
W domku była klimatyzacja, okno nie otwierało się. Z okna widziała kawałek
dobrze utrzymanego trawnika, kilka kwitnących krzewów i drzewa, przez które
prześwitywał następny rząd szeregowców.
Zadowolona z domku ułożyła się na tapczanie i nim się spostrzegła już spała.
Zuza wzruszyła tylko ramionami gdy zobaczyła, że Lola już wchodzi do
domu.
Ona postanowiła się wpierw rozejrzeć a nie lokować w pierwszym z brzegu
domku. Poszła dalej, minęła trawnik, dostrzegła przy okazji, że domki mają jednak
okna, przeszła do następnego rzędu domków. Niczym chyba się nie różnił od tego
pierwszego- lokalizacja nie była ani lepsza ani gorsza, więc postanowiła wrócić
do pierwszego rzędu.
Gdy wróciła okazało się, że już tylko jeden domek jest wolny.
Tu jakoś dziwnie płynie czas- pomyślała. Gdy tu szłyśmy, to gdzieś bardzo daleko
majaczyła czyjaś sylwetka, rozstałam się z Lolą kilka minut temu a tu już nagle
tylko jeden domek wolny. Otworzyła drzwi i rozejrzała się krytycznie po jego
wnętrzu.
No, nie tak tragicznie- okno jest, jest na czym leżeć i siedzieć. Podeszła do biurka,
wzięła mazak i na kluczu wpisała numer domku.Włączyła komputer.
Z przyzwyczajenia skierowała kursor na wiadomości. Ale wszystkie wiadomości
dotyczyły tylko i wyłącznie miejsca, w którym się znajdowała.
Była bardzo rozczarowana. Odczytywanie wiadomości z kraju i ze świata było jej
pierwszą poranną czynnością. Wstawała rano z łóżka i z miejsca włączała
komputer - wpierw był komunikat pogodowy, potem wiadomości a przy śniadaniu
rzut oka na stronę biznesową i plotkarską.
O rany, tu nawet reklam nie ma! I żadnych sklepów! Ciekawe czy są jakieś gry-
Zuza nerwowo przeglądała zawartość komputera.
Gry były pod hasłem "rozrywka", ale pożal się Boże co to za gry były -sudoku,
trochę krzyżówek, warcaby, jakieś kolorowe kulki i kostka Rubika.
Odruchowo chciała się zalogować na swoje konto, ale nie działały tu żadne
"ziemskie" konta. Rozczarowana i nieco zła zamknęła komputer, przesunęła fotel
tak, by siedząc w nim mogła z niego obserwować drzewa. Po chwili zasnęła.
c.d.n.
ośrodek samodoskonalenia.
Tu każdy pracuje nad swoim wnętrzem, analizuje swoje dokonania w czasie pobytu
na Ziemi.
Każdy? Obowiązkowo? - zdziwiła się Zuza.
Tak, każdy. Nawet jeśli nie chce powrotu na Ziemię.
Lola szarpnęła Zuzę za rękę. Chodz, bo ja za chwilę zasnę na stojąco.
Wyszły z tego pokoju wprost na rozległy teren.
Oooo, jak tu ładnie. Sporo tu zieleni, a tam, popatrz, jakiś zagajnik. Tu też wiosna,
tam wyraznie kwitną jakieś drzewa, pewnie owocowe- Lola rozglądała się wokół.
Pewnie to hologramy - Zuza był pełna niechęci do tego miejsca. Pokaż ten planik,
zobaczymy dokąd mamy iść.
Idziemy w lewo, potem skręcimy w prawo i dojdziemy na miejsce- pewnie te
rzędy krzyżyków to te szeregowce. Sądząc z opisu to są nieco większe od psich
bud - narzekała Zuza.
Słuchaj Zuza - ciesz się, że nie będzie to ten japoński hotel, w którym pokój jest
wielkości trumny, do którego wczołgujesz się, a nie wchodzisz.
A jeśli masz zamiar cały czas tak narzekać, to lepiej zamieszkajmy w pewnej od
siebie odległości. Jestem stara, zmęczona, zdołowana i chcę mieć trochę spokoju.
Doszły do końca alejki, która teraz skręcała w lewo.
Ależ pięknie - rozpromieniła się Lola. Te kwitnące na żółto drzewa to złotokap;
nie sądziłam, że może tworzyć pergolę. Kiedyś widziałam taką aleję na jakiejś
fotografii.
No fakt, wygląda całkiem niezle -burknęła nadal niezadowolona Zuza. Aleja
chyba schodziła nieco w dół, bo nie było widać jej końca. Była naprawdę długa.
Lola obróciła się za siebie - z tyłu, w sporej odległości widziała jakąś sylwetkę.
Poza tym to było pusto. Wreszcie zobaczyły, że "złotokapowa" aleja się kończy.
Przed nimi rozpościerała się spora polana otoczona kępami różnych drzew, pod
nimi stały w szeregach nieduże, kolorowe domki.
Patrz, te domy nie mają okien , mają tylko drzwi - zawołała Zuza i przyspieszyła.
Lola statecznie poszła za nią. W tym rzędzie było jeszcze kilka wolnych domków.
Zmęczona bardzo Lola wsadziła swój klucz do pierwszego z brzegu wolnego
domku, nie interesując się, który domek zajmie Zuza.
Pomieszczenie nie było duże, ale bardzo miłe. Okno było po przeciwnej stronie
domku niż drzwi. Zgodnie z instrukcją Lola zapisała na kluczu nr domku.
W domku była klimatyzacja, okno nie otwierało się. Z okna widziała kawałek
dobrze utrzymanego trawnika, kilka kwitnących krzewów i drzewa, przez które
prześwitywał następny rząd szeregowców.
Zadowolona z domku ułożyła się na tapczanie i nim się spostrzegła już spała.
Zuza wzruszyła tylko ramionami gdy zobaczyła, że Lola już wchodzi do
domu.
Ona postanowiła się wpierw rozejrzeć a nie lokować w pierwszym z brzegu
domku. Poszła dalej, minęła trawnik, dostrzegła przy okazji, że domki mają jednak
okna, przeszła do następnego rzędu domków. Niczym chyba się nie różnił od tego
pierwszego- lokalizacja nie była ani lepsza ani gorsza, więc postanowiła wrócić
do pierwszego rzędu.
Gdy wróciła okazało się, że już tylko jeden domek jest wolny.
Tu jakoś dziwnie płynie czas- pomyślała. Gdy tu szłyśmy, to gdzieś bardzo daleko
majaczyła czyjaś sylwetka, rozstałam się z Lolą kilka minut temu a tu już nagle
tylko jeden domek wolny. Otworzyła drzwi i rozejrzała się krytycznie po jego
wnętrzu.
No, nie tak tragicznie- okno jest, jest na czym leżeć i siedzieć. Podeszła do biurka,
wzięła mazak i na kluczu wpisała numer domku.Włączyła komputer.
Z przyzwyczajenia skierowała kursor na wiadomości. Ale wszystkie wiadomości
dotyczyły tylko i wyłącznie miejsca, w którym się znajdowała.
Była bardzo rozczarowana. Odczytywanie wiadomości z kraju i ze świata było jej
pierwszą poranną czynnością. Wstawała rano z łóżka i z miejsca włączała
komputer - wpierw był komunikat pogodowy, potem wiadomości a przy śniadaniu
rzut oka na stronę biznesową i plotkarską.
O rany, tu nawet reklam nie ma! I żadnych sklepów! Ciekawe czy są jakieś gry-
Zuza nerwowo przeglądała zawartość komputera.
Gry były pod hasłem "rozrywka", ale pożal się Boże co to za gry były -sudoku,
trochę krzyżówek, warcaby, jakieś kolorowe kulki i kostka Rubika.
Odruchowo chciała się zalogować na swoje konto, ale nie działały tu żadne
"ziemskie" konta. Rozczarowana i nieco zła zamknęła komputer, przesunęła fotel
tak, by siedząc w nim mogła z niego obserwować drzewa. Po chwili zasnęła.
c.d.n.
wtorek, 14 kwietnia 2015
Między nami, duszyczkami- III.
Po jakimś czasie wszystkie niemal krzesła w sali były w kolorze świeżej pomarańczy, a więc
były zajęte.
Światła nieco przygasły, a ściana naprzeciwko krzeseł zamigotała błękitem.
Po chwili zobaczyły na niej duży napis "WITAMY" , a gdy zniknął pokazała się na ekranie
bardzo dziwna postać- generalnie wyglądała na człowieka ubranego w jednoczęściowy
jasno szary kombinezon.
Z trójkątnego dekoltu kombinezonu wyzierała bladoróżowa szyja, nad nią była twarz, która
wyglądała jakby była z porcelany, na czoło opadała grzywka, włosy sięgały do dolnego
krańca ucha. Była to wyraznie wersja uczesania "na pazia".
Z twarzy spoglądały na salę bardzo niebieskie oczy,mocno różowe usta poruszały się
prawie w rytm wypowiadanych słów.
Witam wszystkich, mam na imię Matylda.
Dla waszej i naszej wygody, każdy z mieszkańców Naszej Przystani zostanie wyposażony
w kombinezon. Wszystkie kombinezony są w takim samym kolorze -kombinezony damskie
mają nieduży trójkątny dekolt, męskie są wykończone półgolfem.
Wszystkie kombinezony mają po dwie kieszenie zamykane na suwak, a na rękawach
zostaną zamocowane chipy.
Wszystkie kombinezony są wykończone dłońmi i stopami. Kombinezony nie brudzą się,
będą wam służyć podczas całego waszego tutaj pobytu. To jest teraz wasze "ciało".
Z czynności fizjologicznych będziecie odczuwać tylko potrzebę snu.
Pierwsze kilka tygodni pobytu wszyscy dużo śpią. Potem z tą potrzebą snu bywa różnie.
Wszystkie mieszkania są jednakowo wyposażone i mieszczą się w szeregowcach.
W pokoju jest jednoosobowy tapczan, biurko, komputer, fotel.
Ściany pomiędzy pokojami są cienkie, więc miłośnicy muzyki proszeni są o słuchanie
ulubionych utworów przy pomocy słuchawek.
Słuchawki są na wyposażeniu każdego pokoju.
Do ogólnego użytku jest kilka boisk sportowych, sale kinowe, planetarium, biblioteka
wraz z czytelnią.
Część krajobrazu jest hologramem,więc się nie wystraszcie, gdy nagle znikną jakieś
drzewa czy też krzaki. Albo gdy zmienią nagle swe miejsce.
W budynku administracji całą dobę ktoś dyżuruje.
To już właściwie wszystko co na początku powinniście wiedzieć.
A teraz proszę byście kolejno przechodzili do sąsiedniej sali. Wchodzicie gdy nad tymi
czarnymi drzwiami zapali się zielone światełko.
Życzę wszystkim miłego pobytu.
Postać zniknęła z ekranu, światła znów świeciły się jasno.
Zuza i Lola, nadal ze związanymi nadgarstkami siedziały razem i śledziły proces zmian
koloru krzeseł - puste pomarańczowe zmieniały się w puste zielone.
To naprawdę było wielce zabawne.
O kurczę! - zaklęła Zuza- ślicznie będziemy wyglądać.
Ale za to będzie sprawiedliwie - wszyscy będziemy wyglądali jak wypłosze. I nawet
nam nie zorganizują wieczorku zapoznawczego - zaśmiała się Lola.
Ciekawa jestem czy dusze facetów też mają fryzury "na pazia"- zastanawiała się Zuza.
Wiesz, a może tu w ogóle nie ma męskich dusz? Chociaż nie, pewnie są, bo coś
plotła o męskich kombinezonach. Ale zapewne są tu w mniejszości, bo chyba niewielu
facetów posiada coś takiego jak dusza -kontynuowała Zuza. Gdybym spotkała takiego
z duszą, to pewnie byłabym mężatką.
Uważaj, uważaj, bo w następnym wcieleniu możesz trafić w męskie ciało.
No co ty, Lola, w jakim następnym wcieleniu.? Osadzą nas tu, a potem gdzieś karnie
przesiedlą .I niezależnie od tego czy będzie to nagroda za dotychczasowe życie czy też
kara, to będzie nuuuudno.
No może tylko w nagrodę zafundują nam nieco lepsze w wyglądzie pokrowce, np.
pokrowiec imitujący Sophię Loren - rozmarzyła się Zuza.
Lola, a skąd ci przyszło na myśl, że będziemy mieć następne wcielenie? Przecież nikt
dopóki żyje nie ma pojęcia co jest potem - najwięcej osób wierzy, że kiedyś ktoś nasze
życie oceni i nagrodzi dobre uczynki wysyłając do Nieba, a ukarze za złe i wyśle do
Piekła.
W rzędzie, w którym siedziały, krzesła już zaczęły z powrotem odzyskiwać swój zielony
kolor, co oznaczało, że wkrótce nadejdzie i ich kolej.
I rzeczywiście - w niedługim czasie zamigotało nad drzwiami zielone światło.
Ponieważ nadal miały spięte razem nadgarstki, weszły do drugiego pomieszczenia razem.
Oooo, papużki nierozłączki - powiedział siedzący za biurkiem osobnik. Chyba macie
tendencję do uciekania, skoro ktoś was potraktował kajdankami. Połóżcie ręce na biurku
w tym zagłębieniu pomalowanym na zielono, zaraz to zdejmiemy.
Po chwili coś zasyczało, mignęła zielona lampka i nadgarstki były już uwolnione.
A teraz trochę biurokracji - proszę ubrać kombinezon, na prawo wiszą damskie.
Wszystkie mają jednakowy rozmiar i wygląd, jak widzicie. Po włożeniu kombinezonu
proszę podejść do czytnika - muszę zanotować w dokumentach numer. Potem dam
każdej z was prosty plan sytuacyjny terenu, kartę wstępu do biblioteki i innych
ogólnych obiektów. No i "klucze" do mieszkania dla każdej . Ta prostokątna karta
jest kartą wstępu, ta mała-owalna to klucz do mieszkania. Już zajęte mieszkania mają
nad drzwiami pasek pomarańczowego koloru. Gdy już każda z was otworzy swoje
mieszkanie, zapiszcie na kluczu nr mieszkania, by potem nie usiłować dostać się
przez pomyłkę do kogoś innego.
To chyba wszystko. Macie jakieś pytania?
A kiedy będą nas sądzić? - zapytała Zuza.
c.d.n.
były zajęte.
Światła nieco przygasły, a ściana naprzeciwko krzeseł zamigotała błękitem.
Po chwili zobaczyły na niej duży napis "WITAMY" , a gdy zniknął pokazała się na ekranie
bardzo dziwna postać- generalnie wyglądała na człowieka ubranego w jednoczęściowy
jasno szary kombinezon.
Z trójkątnego dekoltu kombinezonu wyzierała bladoróżowa szyja, nad nią była twarz, która
wyglądała jakby była z porcelany, na czoło opadała grzywka, włosy sięgały do dolnego
krańca ucha. Była to wyraznie wersja uczesania "na pazia".
Z twarzy spoglądały na salę bardzo niebieskie oczy,mocno różowe usta poruszały się
prawie w rytm wypowiadanych słów.
Witam wszystkich, mam na imię Matylda.
Dla waszej i naszej wygody, każdy z mieszkańców Naszej Przystani zostanie wyposażony
w kombinezon. Wszystkie kombinezony są w takim samym kolorze -kombinezony damskie
mają nieduży trójkątny dekolt, męskie są wykończone półgolfem.
Wszystkie kombinezony mają po dwie kieszenie zamykane na suwak, a na rękawach
zostaną zamocowane chipy.
Wszystkie kombinezony są wykończone dłońmi i stopami. Kombinezony nie brudzą się,
będą wam służyć podczas całego waszego tutaj pobytu. To jest teraz wasze "ciało".
Z czynności fizjologicznych będziecie odczuwać tylko potrzebę snu.
Pierwsze kilka tygodni pobytu wszyscy dużo śpią. Potem z tą potrzebą snu bywa różnie.
Wszystkie mieszkania są jednakowo wyposażone i mieszczą się w szeregowcach.
W pokoju jest jednoosobowy tapczan, biurko, komputer, fotel.
Ściany pomiędzy pokojami są cienkie, więc miłośnicy muzyki proszeni są o słuchanie
ulubionych utworów przy pomocy słuchawek.
Słuchawki są na wyposażeniu każdego pokoju.
Do ogólnego użytku jest kilka boisk sportowych, sale kinowe, planetarium, biblioteka
wraz z czytelnią.
Część krajobrazu jest hologramem,więc się nie wystraszcie, gdy nagle znikną jakieś
drzewa czy też krzaki. Albo gdy zmienią nagle swe miejsce.
W budynku administracji całą dobę ktoś dyżuruje.
To już właściwie wszystko co na początku powinniście wiedzieć.
A teraz proszę byście kolejno przechodzili do sąsiedniej sali. Wchodzicie gdy nad tymi
czarnymi drzwiami zapali się zielone światełko.
Życzę wszystkim miłego pobytu.
Postać zniknęła z ekranu, światła znów świeciły się jasno.
Zuza i Lola, nadal ze związanymi nadgarstkami siedziały razem i śledziły proces zmian
koloru krzeseł - puste pomarańczowe zmieniały się w puste zielone.
To naprawdę było wielce zabawne.
O kurczę! - zaklęła Zuza- ślicznie będziemy wyglądać.
Ale za to będzie sprawiedliwie - wszyscy będziemy wyglądali jak wypłosze. I nawet
nam nie zorganizują wieczorku zapoznawczego - zaśmiała się Lola.
Ciekawa jestem czy dusze facetów też mają fryzury "na pazia"- zastanawiała się Zuza.
Wiesz, a może tu w ogóle nie ma męskich dusz? Chociaż nie, pewnie są, bo coś
plotła o męskich kombinezonach. Ale zapewne są tu w mniejszości, bo chyba niewielu
facetów posiada coś takiego jak dusza -kontynuowała Zuza. Gdybym spotkała takiego
z duszą, to pewnie byłabym mężatką.
Uważaj, uważaj, bo w następnym wcieleniu możesz trafić w męskie ciało.
No co ty, Lola, w jakim następnym wcieleniu.? Osadzą nas tu, a potem gdzieś karnie
przesiedlą .I niezależnie od tego czy będzie to nagroda za dotychczasowe życie czy też
kara, to będzie nuuuudno.
No może tylko w nagrodę zafundują nam nieco lepsze w wyglądzie pokrowce, np.
pokrowiec imitujący Sophię Loren - rozmarzyła się Zuza.
Lola, a skąd ci przyszło na myśl, że będziemy mieć następne wcielenie? Przecież nikt
dopóki żyje nie ma pojęcia co jest potem - najwięcej osób wierzy, że kiedyś ktoś nasze
życie oceni i nagrodzi dobre uczynki wysyłając do Nieba, a ukarze za złe i wyśle do
Piekła.
W rzędzie, w którym siedziały, krzesła już zaczęły z powrotem odzyskiwać swój zielony
kolor, co oznaczało, że wkrótce nadejdzie i ich kolej.
I rzeczywiście - w niedługim czasie zamigotało nad drzwiami zielone światło.
Ponieważ nadal miały spięte razem nadgarstki, weszły do drugiego pomieszczenia razem.
Oooo, papużki nierozłączki - powiedział siedzący za biurkiem osobnik. Chyba macie
tendencję do uciekania, skoro ktoś was potraktował kajdankami. Połóżcie ręce na biurku
w tym zagłębieniu pomalowanym na zielono, zaraz to zdejmiemy.
Po chwili coś zasyczało, mignęła zielona lampka i nadgarstki były już uwolnione.
A teraz trochę biurokracji - proszę ubrać kombinezon, na prawo wiszą damskie.
Wszystkie mają jednakowy rozmiar i wygląd, jak widzicie. Po włożeniu kombinezonu
proszę podejść do czytnika - muszę zanotować w dokumentach numer. Potem dam
każdej z was prosty plan sytuacyjny terenu, kartę wstępu do biblioteki i innych
ogólnych obiektów. No i "klucze" do mieszkania dla każdej . Ta prostokątna karta
jest kartą wstępu, ta mała-owalna to klucz do mieszkania. Już zajęte mieszkania mają
nad drzwiami pasek pomarańczowego koloru. Gdy już każda z was otworzy swoje
mieszkanie, zapiszcie na kluczu nr mieszkania, by potem nie usiłować dostać się
przez pomyłkę do kogoś innego.
To chyba wszystko. Macie jakieś pytania?
A kiedy będą nas sądzić? - zapytała Zuza.
c.d.n.
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
Między nami, duszyczkami- II
Czekając na rozwój wypadków Lola i Zuza spokojnie siedziały na parapecie jedynego,
wąskiego okna w sali prosektorium.
Zdążyły już opowiedzieć sobie wzajemnie wiele fragmentów swego życia i nadal
zastanawiały się dokąd teraz ich ktoś poprowadzi.
Na korytarzu rozległ się stukot metalowych kółek wózka i po chwili do sali wtoczył
się wózek, prowadzony przez tych samych, co poprzednio, sanitariuszy.
Tym razem owinięte prześcieradłami ciało zawiezli do sąsiedniej małej salki, przełożyli
je na stół, kartkę z danymi dopięli klipsem do prześcieradła, drugą z tymi samymi danymi
zawiesili na dużym palcu u nogi i zostawili. Nie była to dekoracyjna zawieszka.
Zuza i Lola oczekiwały, że zaraz dołączy do nich kolejna duszyczka, ale nikt się nie odezwał
gdy Zuza zawołała - hej, jest tam kto?
Dziwne - zawyrokowała Zuza. Okazuje się, że tylko my byłyśmy takie ciekawe i poszłyśmy
za naszymi powłokami. Zapewne większość zostaje tam, gdzie człowiek wydał ostatnie
tchnienie. Ciekawa jestem kiedy po nas przyjdą - w każdym razie wiedzą, że tu jesteśmy.
Lola wpatrywała się w obraz za oknem - nadal świeciło słońce.
Właściwie to miłe, gdy świeci słońce w takiej chwili- pomyślała. Chociaż ... ten kto zostaje
na Ziemi zupełnie tego nie docenia. J. umarł pewnego marcowego dnia, gdy padał śnieg
z deszczem a ona, wracając wtedy od niego ze szpitala potwornie zmarzła. Szła kawał drogi
piechotą, a deszcz i śnieg mieszały się z jej łzami.
Poza tym wszystko było jak każdego innego dnia- ludzie mijali ją w pośpiechu, samochody
wolno posuwały się w ulicznym korku. Wszystko było jak zawsze, a dla niej świat nagle
stanął w miejscu, albo nawet zaczął obracać się w przeciwnym jak dotąd kierunku, czego
oczywiście nikt nie zauważył. Uważała ten fakt za wielką niesprawiedliwość.
Zaczęła się zastanawiać, czy jej córka już wie, że ona przeszła w inny wymiar.
Miała w kieszeni palta, jak zawsze gdy wychodziła z domu, kartkę z "numerem alarmowym",
oraz legitymację emerycką-obydwie zabrał ratownik medyczny.
Ale nie da się ukryć, że bardziej była zainteresowana tym, czy spotka się "gdzieś tam" ze
swoim mężem, niż tym czy ktoś zawiadomił jej córkę.
No, kochane- usłyszały- dosyć tej kontemplacji szpitalnego ogrodu, zaraz ruszamy w drogę.
Musicie się mnie słuchać i dokładnie wykonywać moje polecenia. Od wczoraj uzbierało
się całkiem sporo nowych.
Ja to mam zawsze jakieś pechowe dyżury- narzekała ich niewidoczna opiekunka, a może
opiekun. No, idziemy, szybko przebierajcie nogami.
Mam was wszystkich na jednej lince, żebyście się nie pogubili. I niczego się nie bójcie, a
zwłaszcza lotu.Wszystko jest pod kontrolą, na orbicie wejdziemy w strefę chronioną.
Lula zdążyła jeszcze zobaczyć, że są w ogrodzie, potem już nad nim, a potem już była -
no właśnie, wcale nie wiedziała gdzie jest. Czuła tylko pęd powietrza i zimno.
Nie sądziła, że bezcielesny twór, którym teraz była, może odczuwać zimno.
Uwaga, przed nami strefa chroniona-usłyszały. Chwilę postoimy, a potem ruszamy dalej.
Zarówno Lola jak i Zuza usiłowały cokolwiek dostrzec, ale otaczała je nadal mleczna
biel, za to nie było już tak zimno.
Po chwili zorientowały się , że stoją wśród wielu innych istot? dusz? Nie bardzo wiedziały
jakiej nazwy powinny używać. Zuza ścisnęła rękę Loli -słyszałaś? Ktoś płacze. To bardzo
dziwne - rozstaliśmy się z życiem a nadal wiele rzeczy jest podobnych jak tam, gdy
jeszcze byłyśmy ludzmi.
Widocznie dusza to też człowiek - odpowiedziała Lola.
Uwaga - ruszamy dalej. Trochę pójdziemy, trochę polecimy, zależnie od płynności ruchu.
Lola, podobnie jak Zuza usiłowała cokolwiek zobaczyć. Przesuwały się jakimś dość
ciasnym korytarzem, co chwilę obijając się o siebie lub o innych wędrowców, a czasem
wpadały na ścianę, Była bardzo gładka i dość elastyczna. Loli skojarzyła się w dotyku ze
śliską gąbką.
W korytarzu panowała szarość- z jakiegoś powodu nierównomierna,od jasnej do bardzo
ciemnej.
Obydwie miały wrażenie, że za jasnymi fragmentami korytarza znajdują się jakieś
pomieszczenia, które są jasno oświetlone.
A może na tych jaśniejszych odcinkach są po prostu cieńsze ściany i ta jasność pochodzi
z tego, co nas otacza? - snuła domysły Zuza.
Eee, mnie już jest wszystko jedno - jestem okropnie zmęczona, powiedziała Lola. Jak na
jedną dobę miała naprawdę sporo przeżyć.
Jakby na to nie spojrzeć, to nie codziennie nasze ciało umiera- pomyślała.
Zajęła się dociekaniem jak to jest być duszą bez ciała.
Skoro odczuwa senność i zmęczenie, to może będzie odczuwała też różne inne potrzeby
fizjologiczne, takie jak głód i pragnienie.
To głupie - całe życie się czegoś uczymy, a nikt nas nie uczył co się dzieje gdy się
skończy życie człowieka. A ci, co lansują teorię, że każdy ma duszę, która żyje wiecznie,
uważani są za głupich dziwaków. A ja, i ci wszyscy dookoła żyjemy - tylko nieco inaczej.
Prowadziła nadal swe rozmyślania, mechanicznie przebierając nogami, które czuła, ale
nie mogła ich dostrzec.
Lola szturchnęła Zuzę łokciem i zapytała : zauważyłaś, w niektórych miejscach są jakieś
odgałęzienia i wydaje mi się, że niektórzy z nas już gdzieś poznikali. Zrobiło się znacznie
luzniej.
O, tak, jest zdecydowanie luzniej- też tak to odczuwam. Czy nie sądzisz, że tu zupełnie
jak w naszym dotychczasowym życiu - wieczny brak potrzebnych informacji. Przecież
na "dzień dobry" powinien ktoś nas poinformować co będzie dalej - narzekała Zuza.
Jesteście okropne , ciągle coś się wam nie podoba - zwrócił im uwagę czyjś głos.
No pewnie, że się nam wiele rzeczy nie podoba, a najbardziej fakt, że ktoś, nie wiadomo
kto, podsłuchuje nasze rozmowy - powiedziała ze złością Zuza.
Uwaga! Skręcamy ostro w prawo, odliczamy trzydzieści kroków i skręcamy w lewo-
powiedziała ich opiekunka.
Po chwili znalazły się w jasno oświetlonej sali, w której stały rzędy krzeseł.
Proszę zajmować miejsca- zielone krzesła są wolne, zajęte są pomarańczowe.
Zuza i Lola, nadal złączone opaską zajęły sąsiednie krzesła. Zafascynowane spoglądały
na krzesła zmieniające swój kolor -puste zielone krzesło zmieniało się nagle w puste
krzesło pomarańczowe.
Niesamowite- powiedziała Lola i zaczęła się śmiać.
c.d.n.
wąskiego okna w sali prosektorium.
Zdążyły już opowiedzieć sobie wzajemnie wiele fragmentów swego życia i nadal
zastanawiały się dokąd teraz ich ktoś poprowadzi.
Na korytarzu rozległ się stukot metalowych kółek wózka i po chwili do sali wtoczył
się wózek, prowadzony przez tych samych, co poprzednio, sanitariuszy.
Tym razem owinięte prześcieradłami ciało zawiezli do sąsiedniej małej salki, przełożyli
je na stół, kartkę z danymi dopięli klipsem do prześcieradła, drugą z tymi samymi danymi
zawiesili na dużym palcu u nogi i zostawili. Nie była to dekoracyjna zawieszka.
Zuza i Lola oczekiwały, że zaraz dołączy do nich kolejna duszyczka, ale nikt się nie odezwał
gdy Zuza zawołała - hej, jest tam kto?
Dziwne - zawyrokowała Zuza. Okazuje się, że tylko my byłyśmy takie ciekawe i poszłyśmy
za naszymi powłokami. Zapewne większość zostaje tam, gdzie człowiek wydał ostatnie
tchnienie. Ciekawa jestem kiedy po nas przyjdą - w każdym razie wiedzą, że tu jesteśmy.
Lola wpatrywała się w obraz za oknem - nadal świeciło słońce.
Właściwie to miłe, gdy świeci słońce w takiej chwili- pomyślała. Chociaż ... ten kto zostaje
na Ziemi zupełnie tego nie docenia. J. umarł pewnego marcowego dnia, gdy padał śnieg
z deszczem a ona, wracając wtedy od niego ze szpitala potwornie zmarzła. Szła kawał drogi
piechotą, a deszcz i śnieg mieszały się z jej łzami.
Poza tym wszystko było jak każdego innego dnia- ludzie mijali ją w pośpiechu, samochody
wolno posuwały się w ulicznym korku. Wszystko było jak zawsze, a dla niej świat nagle
stanął w miejscu, albo nawet zaczął obracać się w przeciwnym jak dotąd kierunku, czego
oczywiście nikt nie zauważył. Uważała ten fakt za wielką niesprawiedliwość.
Zaczęła się zastanawiać, czy jej córka już wie, że ona przeszła w inny wymiar.
Miała w kieszeni palta, jak zawsze gdy wychodziła z domu, kartkę z "numerem alarmowym",
oraz legitymację emerycką-obydwie zabrał ratownik medyczny.
Ale nie da się ukryć, że bardziej była zainteresowana tym, czy spotka się "gdzieś tam" ze
swoim mężem, niż tym czy ktoś zawiadomił jej córkę.
No, kochane- usłyszały- dosyć tej kontemplacji szpitalnego ogrodu, zaraz ruszamy w drogę.
Musicie się mnie słuchać i dokładnie wykonywać moje polecenia. Od wczoraj uzbierało
się całkiem sporo nowych.
Ja to mam zawsze jakieś pechowe dyżury- narzekała ich niewidoczna opiekunka, a może
opiekun. No, idziemy, szybko przebierajcie nogami.
Mam was wszystkich na jednej lince, żebyście się nie pogubili. I niczego się nie bójcie, a
zwłaszcza lotu.Wszystko jest pod kontrolą, na orbicie wejdziemy w strefę chronioną.
Lula zdążyła jeszcze zobaczyć, że są w ogrodzie, potem już nad nim, a potem już była -
no właśnie, wcale nie wiedziała gdzie jest. Czuła tylko pęd powietrza i zimno.
Nie sądziła, że bezcielesny twór, którym teraz była, może odczuwać zimno.
Uwaga, przed nami strefa chroniona-usłyszały. Chwilę postoimy, a potem ruszamy dalej.
Zarówno Lola jak i Zuza usiłowały cokolwiek dostrzec, ale otaczała je nadal mleczna
biel, za to nie było już tak zimno.
Po chwili zorientowały się , że stoją wśród wielu innych istot? dusz? Nie bardzo wiedziały
jakiej nazwy powinny używać. Zuza ścisnęła rękę Loli -słyszałaś? Ktoś płacze. To bardzo
dziwne - rozstaliśmy się z życiem a nadal wiele rzeczy jest podobnych jak tam, gdy
jeszcze byłyśmy ludzmi.
Widocznie dusza to też człowiek - odpowiedziała Lola.
Uwaga - ruszamy dalej. Trochę pójdziemy, trochę polecimy, zależnie od płynności ruchu.
Lola, podobnie jak Zuza usiłowała cokolwiek zobaczyć. Przesuwały się jakimś dość
ciasnym korytarzem, co chwilę obijając się o siebie lub o innych wędrowców, a czasem
wpadały na ścianę, Była bardzo gładka i dość elastyczna. Loli skojarzyła się w dotyku ze
śliską gąbką.
W korytarzu panowała szarość- z jakiegoś powodu nierównomierna,od jasnej do bardzo
ciemnej.
Obydwie miały wrażenie, że za jasnymi fragmentami korytarza znajdują się jakieś
pomieszczenia, które są jasno oświetlone.
A może na tych jaśniejszych odcinkach są po prostu cieńsze ściany i ta jasność pochodzi
z tego, co nas otacza? - snuła domysły Zuza.
Eee, mnie już jest wszystko jedno - jestem okropnie zmęczona, powiedziała Lola. Jak na
jedną dobę miała naprawdę sporo przeżyć.
Jakby na to nie spojrzeć, to nie codziennie nasze ciało umiera- pomyślała.
Zajęła się dociekaniem jak to jest być duszą bez ciała.
Skoro odczuwa senność i zmęczenie, to może będzie odczuwała też różne inne potrzeby
fizjologiczne, takie jak głód i pragnienie.
To głupie - całe życie się czegoś uczymy, a nikt nas nie uczył co się dzieje gdy się
skończy życie człowieka. A ci, co lansują teorię, że każdy ma duszę, która żyje wiecznie,
uważani są za głupich dziwaków. A ja, i ci wszyscy dookoła żyjemy - tylko nieco inaczej.
Prowadziła nadal swe rozmyślania, mechanicznie przebierając nogami, które czuła, ale
nie mogła ich dostrzec.
Lola szturchnęła Zuzę łokciem i zapytała : zauważyłaś, w niektórych miejscach są jakieś
odgałęzienia i wydaje mi się, że niektórzy z nas już gdzieś poznikali. Zrobiło się znacznie
luzniej.
O, tak, jest zdecydowanie luzniej- też tak to odczuwam. Czy nie sądzisz, że tu zupełnie
jak w naszym dotychczasowym życiu - wieczny brak potrzebnych informacji. Przecież
na "dzień dobry" powinien ktoś nas poinformować co będzie dalej - narzekała Zuza.
Jesteście okropne , ciągle coś się wam nie podoba - zwrócił im uwagę czyjś głos.
No pewnie, że się nam wiele rzeczy nie podoba, a najbardziej fakt, że ktoś, nie wiadomo
kto, podsłuchuje nasze rozmowy - powiedziała ze złością Zuza.
Uwaga! Skręcamy ostro w prawo, odliczamy trzydzieści kroków i skręcamy w lewo-
powiedziała ich opiekunka.
Po chwili znalazły się w jasno oświetlonej sali, w której stały rzędy krzeseł.
Proszę zajmować miejsca- zielone krzesła są wolne, zajęte są pomarańczowe.
Zuza i Lola, nadal złączone opaską zajęły sąsiednie krzesła. Zafascynowane spoglądały
na krzesła zmieniające swój kolor -puste zielone krzesło zmieniało się nagle w puste
krzesło pomarańczowe.
Niesamowite- powiedziała Lola i zaczęła się śmiać.
c.d.n.
sobota, 11 kwietnia 2015
Między nami, duszyczkami
Ostatnie, nie bardzo wiadomo czy świadome, jej słowa brzmiały - przecież już do ciebie
idę, idę.
Leżała otoczona elektroniczną aparaturą, połączona z nią skomplikowanym systemem
rurek, na monitorach pojawiały się różne kolorowe kreski, paski, sinusoidy, coś pikało
i syczało, otaczający stół operacyjny lekarze spoglądali z troską na wykresy, a na ich
twarze powoli wpełzał wyraz zawodu.
No, walcz kobieto, nie poddawaj się! -krzyknął jeden z nich.
Czego on na mnie krzyczy, boje się, idę stąd, nie chcę tu być!
W tej samej chwili poczuła, że coś uniosło ją w górę, pod sufit. W dole pod nią został
stół operacyjny, leżąca na nim kobieta, stojąca obok aparatura, teraz głośno piszcząca.
Zniknęły na monitorach wzory, widoczne były tylko proste linie.
Defibrylacja !- wrzasnął jeden z lekarzy. Do klatki piersiowej leżącej na stole kobiety
przyłożono elektrody a L., pod sufitem poczuła bolesny cios. Ale serce leżącej na stole
kobiety nie posłuchało wezwania do pracy. Powtarzali tę czynność kilkakrotnie, ale
bez rezultatu.
Niemądry człowiek, pomyślała L.- to już mój drugi zator, a ja mam już 79 lat i J. mnie
od dawna już wzywa do siebie. Czas odejść.
Popatrzyła jeszcze raz w dół- widok starej, leżącej na stole kobiety nie budził w niej
żadnych emocji.
Nie bardzo wiedziała co ma teraz ze sobą począć - na razie postanowiła zobaczyć, co
zrobią z tą leżącą bez ruchu kobietą.
Lekarze ze złością ściągali z rąk rękawiczki ciskając je do kosza, pielęgniarki pomagały
im rozwiązywać troki fartuchów.
Okryły dokładnie leżące ciało, jedna dokądś zatelefonowała i po chwili weszło do sali
dwóch sanitariuszy, którzy przełożyli ciało na wózek i skierowali się do drzwi.
L., wciąż pod sufitem, podążyła za nimi.
No, patrz "Stary", umierają jak muchy. Jesień i wiosna to złe pory dla chorych i słabych -
powiedział młodszy z sanitariuszy.
Już czwarty raz dziś wieziemy do sali balowej, a dziś jest dzień dyżuru, to pewnie jeszcze
ktoś się trafi.
Zjechali windą do podziemi szpitala -prosektorium było w odrębnym budynku, ale było
połączone z głównym budynkiem podziemnym korytarzem. Transport tych co odeszli
odbywał się tylko podziemnym korytarzem, nigdy na skróty przez podwórko, by widok
nieruchomej, owiniętej dokładnie prześcieradłami postaci nie straszył pacjentów i osoby
odwiedzające.
Kolejna podróż windą i wjechali do przestronnej, słabo oświetlonej sali.
Sprawnie załadowali ciało do lodówki, na uchwycie szuflady zawiesili kartonik z danymi,
dokładnie docisnęli szufladę, która wydała z siebie dość głośne "kliknięcie" oznaczające,
że jest wszystko właściwie zamknięte i niespiesznie wyszli.
L. wyraznie czuła czyjąś obecność, ale nikogo nie mogła dostrzec.
Przycupnęła przy oknie- był pogodny, wczesnowiosenny dzień. Blade słońce rozświetlało
teren wokół budynku, gałęzie krzewów i drzew były jeszcze całkiem nagie, ale trawa już
niezle się prezentowała.
Ładny dzień - pomyślała L.Jedni odchodzą, inni się rodzą, a wszystko dookoła jest jednak
tak bardzo niezmienne.
Ale co ja mam teraz zrobić? Gdzie ten czarny tunel o którym tyle słyszałam?
Ja też nie wiem co mam teraz robić- usłyszała czyjś cichy głos. Rozejrzała się dookoła, ale
nikogo nie zobaczyła.
Jest tu ktoś?- zapytała L. Bo nikogo nie widzę.
Ja też ciebie nie widzę, my chyba jesteśmy po prostu niewidoczne.To dziwne uczucie, nie
widzieć kogoś i z nim rozmawiać tak jakby był żywy.
Bo jesteśmy nadal żywe, to tylko nasze ciała umarły, odparła L.
No dobrze, ale co dalej? Mamy opuścić szpital czy zostać tu i czekać co będzie dalej?
Czy zauważyłaś, że rozmawiamy ze sobą telepatycznie? Ja mam na imię Zuza, a ty?
Ja- Karola, czyli Lola. Jak byłam mała to mówiłam na siebie Kalola i zostało Lola.
A może wyjdziemy na chwilę do ogrodu- tak dawno nie byłam na spacerze. Siedziałam
uwięziona na trzecim piętrze bez windy i rzadko wychodziłam z domu- westchnęła Lola.
A jak wreszcie wyszłam to trrrach, straciłam przytomność - i jestem tutaj.
A ty? - zapytała Zuzy
Ja najzwyczajniej w świecie piekielnie spieszyłam się do pracy, wpadłam w poślizg i
wylądowałam na starym, dużym drzewie. I jakoś tak niefartownie palnęłam głową o coś
twardego. Szybko mnie ratownicy wyciągnęli , jeszcze tydzień żyłam, ale krwiak był
ogromny i w złym miejscu i od wczoraj tu siedzę- odpowiedziała Zuza.
Przykre - skonstatowała Lola. No ale gdybyś nigdy nie doszła do pełnej sprawności to
chyba byłoby gorsze.
No proszę, tu sobie gadułki siedzą i paplają a ja was szukam po całym szpitalu -dobiegł
ich czyjś głos.
Zuza, wyciągnij przed siebie prawą rękę, a Lola niech wyciągnie lewą- zepnę je razem
klamrą.
Ale przeciez my nie mamy rąk! -zaprotestowały jednocześnie.
Macie, ale ich nie widać.Po chwili obie poczuły, że coś zacisnęło im się lekko na
nadgarstkach. Co to? - zapytała Lola.
Kajdanki, żebyście mi się gdzieś po drodze nie zgubiły. A teraz poczekajcie tu na mnie
jeszcze trochę- przelecę się po szpitalu, może jeszcze kogoś zabierzemy w drogę.
Zuza i Lola, połączone teraz jakąś opaską siedziały na parapecie okiennym i wpatrywały
się w widok za oknem. Obie myślały, że to zapewne ostatnia rzecz na Ziemi, którą widzą.
I obie myślały, że to bardzo dziwne , gdy się nie ma ciała, a nadal można rozmawiać,
myśleć i czuć to ciało, którego przecież nie ma. To było najdziwniejsze doznanie.
Jak myślisz, dokąd my teraz pójdziemy? -zapytała Zuza.
Nie mam pojęcia - ale w niebo i piekło to ja nie wierzę. Przeżyłam wojnę i to było dla
mnie piekło, chociaż byłam wtedy dzieckiem. Straciliśmy mieszkanie, ojciec walczył
na froncie, matka z siostrą i ze mną tułała się po obcych ludziach, wiem co to ból,
głód , strach. Drugi raz przeżyłam piekło, gdy zachorował mój mąż i przez sześć lat
umierał "po kawałku". Cztery lata temu odszedł definitywnie. A ostatnio wciąż nocami
słyszałam jak mnie woła do siebie. Powiedziałam o tym córce, ale popatrzyła na mnie
jak na wariatkę. To bardzo niesprawiedliwe, że nie można odejść razem. Mam nadzieję,
że może go gdzieś tam, dokąd pójdziemy, odnajdę.
A kogo ty zostawiłaś na tym "łez padole"? -zapytała Zuzę.
Rodziców , brata i.....ewentualnego męża, chociaż nie wiadomo czy pobralibyśmy się.
Byliśmy od kilku lat razem, ale do ślubu to się nam nie spieszyło.
Wcale nie miałam pewności, że to ten jeden-jedyny.
Miał zadatki na dziecioroba , wyobrażał sobie, że urodzę co najmniej trójkę a ja nawet
na jedno jeszcze nie miałam ochoty. I nie byłam pewna, czy kiedykolwiek będą miała
ochotę na dziecko. Nie lubię małych dzieci po prostu.
c.d.n.
idę, idę.
Leżała otoczona elektroniczną aparaturą, połączona z nią skomplikowanym systemem
rurek, na monitorach pojawiały się różne kolorowe kreski, paski, sinusoidy, coś pikało
i syczało, otaczający stół operacyjny lekarze spoglądali z troską na wykresy, a na ich
twarze powoli wpełzał wyraz zawodu.
No, walcz kobieto, nie poddawaj się! -krzyknął jeden z nich.
Czego on na mnie krzyczy, boje się, idę stąd, nie chcę tu być!
W tej samej chwili poczuła, że coś uniosło ją w górę, pod sufit. W dole pod nią został
stół operacyjny, leżąca na nim kobieta, stojąca obok aparatura, teraz głośno piszcząca.
Zniknęły na monitorach wzory, widoczne były tylko proste linie.
Defibrylacja !- wrzasnął jeden z lekarzy. Do klatki piersiowej leżącej na stole kobiety
przyłożono elektrody a L., pod sufitem poczuła bolesny cios. Ale serce leżącej na stole
kobiety nie posłuchało wezwania do pracy. Powtarzali tę czynność kilkakrotnie, ale
bez rezultatu.
Niemądry człowiek, pomyślała L.- to już mój drugi zator, a ja mam już 79 lat i J. mnie
od dawna już wzywa do siebie. Czas odejść.
Popatrzyła jeszcze raz w dół- widok starej, leżącej na stole kobiety nie budził w niej
żadnych emocji.
Nie bardzo wiedziała co ma teraz ze sobą począć - na razie postanowiła zobaczyć, co
zrobią z tą leżącą bez ruchu kobietą.
Lekarze ze złością ściągali z rąk rękawiczki ciskając je do kosza, pielęgniarki pomagały
im rozwiązywać troki fartuchów.
Okryły dokładnie leżące ciało, jedna dokądś zatelefonowała i po chwili weszło do sali
dwóch sanitariuszy, którzy przełożyli ciało na wózek i skierowali się do drzwi.
L., wciąż pod sufitem, podążyła za nimi.
No, patrz "Stary", umierają jak muchy. Jesień i wiosna to złe pory dla chorych i słabych -
powiedział młodszy z sanitariuszy.
Już czwarty raz dziś wieziemy do sali balowej, a dziś jest dzień dyżuru, to pewnie jeszcze
ktoś się trafi.
Zjechali windą do podziemi szpitala -prosektorium było w odrębnym budynku, ale było
połączone z głównym budynkiem podziemnym korytarzem. Transport tych co odeszli
odbywał się tylko podziemnym korytarzem, nigdy na skróty przez podwórko, by widok
nieruchomej, owiniętej dokładnie prześcieradłami postaci nie straszył pacjentów i osoby
odwiedzające.
Kolejna podróż windą i wjechali do przestronnej, słabo oświetlonej sali.
Sprawnie załadowali ciało do lodówki, na uchwycie szuflady zawiesili kartonik z danymi,
dokładnie docisnęli szufladę, która wydała z siebie dość głośne "kliknięcie" oznaczające,
że jest wszystko właściwie zamknięte i niespiesznie wyszli.
L. wyraznie czuła czyjąś obecność, ale nikogo nie mogła dostrzec.
Przycupnęła przy oknie- był pogodny, wczesnowiosenny dzień. Blade słońce rozświetlało
teren wokół budynku, gałęzie krzewów i drzew były jeszcze całkiem nagie, ale trawa już
niezle się prezentowała.
Ładny dzień - pomyślała L.Jedni odchodzą, inni się rodzą, a wszystko dookoła jest jednak
tak bardzo niezmienne.
Ale co ja mam teraz zrobić? Gdzie ten czarny tunel o którym tyle słyszałam?
Ja też nie wiem co mam teraz robić- usłyszała czyjś cichy głos. Rozejrzała się dookoła, ale
nikogo nie zobaczyła.
Jest tu ktoś?- zapytała L. Bo nikogo nie widzę.
Ja też ciebie nie widzę, my chyba jesteśmy po prostu niewidoczne.To dziwne uczucie, nie
widzieć kogoś i z nim rozmawiać tak jakby był żywy.
Bo jesteśmy nadal żywe, to tylko nasze ciała umarły, odparła L.
No dobrze, ale co dalej? Mamy opuścić szpital czy zostać tu i czekać co będzie dalej?
Czy zauważyłaś, że rozmawiamy ze sobą telepatycznie? Ja mam na imię Zuza, a ty?
Ja- Karola, czyli Lola. Jak byłam mała to mówiłam na siebie Kalola i zostało Lola.
A może wyjdziemy na chwilę do ogrodu- tak dawno nie byłam na spacerze. Siedziałam
uwięziona na trzecim piętrze bez windy i rzadko wychodziłam z domu- westchnęła Lola.
A jak wreszcie wyszłam to trrrach, straciłam przytomność - i jestem tutaj.
A ty? - zapytała Zuzy
Ja najzwyczajniej w świecie piekielnie spieszyłam się do pracy, wpadłam w poślizg i
wylądowałam na starym, dużym drzewie. I jakoś tak niefartownie palnęłam głową o coś
twardego. Szybko mnie ratownicy wyciągnęli , jeszcze tydzień żyłam, ale krwiak był
ogromny i w złym miejscu i od wczoraj tu siedzę- odpowiedziała Zuza.
Przykre - skonstatowała Lola. No ale gdybyś nigdy nie doszła do pełnej sprawności to
chyba byłoby gorsze.
No proszę, tu sobie gadułki siedzą i paplają a ja was szukam po całym szpitalu -dobiegł
ich czyjś głos.
Zuza, wyciągnij przed siebie prawą rękę, a Lola niech wyciągnie lewą- zepnę je razem
klamrą.
Ale przeciez my nie mamy rąk! -zaprotestowały jednocześnie.
Macie, ale ich nie widać.Po chwili obie poczuły, że coś zacisnęło im się lekko na
nadgarstkach. Co to? - zapytała Lola.
Kajdanki, żebyście mi się gdzieś po drodze nie zgubiły. A teraz poczekajcie tu na mnie
jeszcze trochę- przelecę się po szpitalu, może jeszcze kogoś zabierzemy w drogę.
Zuza i Lola, połączone teraz jakąś opaską siedziały na parapecie okiennym i wpatrywały
się w widok za oknem. Obie myślały, że to zapewne ostatnia rzecz na Ziemi, którą widzą.
I obie myślały, że to bardzo dziwne , gdy się nie ma ciała, a nadal można rozmawiać,
myśleć i czuć to ciało, którego przecież nie ma. To było najdziwniejsze doznanie.
Jak myślisz, dokąd my teraz pójdziemy? -zapytała Zuza.
Nie mam pojęcia - ale w niebo i piekło to ja nie wierzę. Przeżyłam wojnę i to było dla
mnie piekło, chociaż byłam wtedy dzieckiem. Straciliśmy mieszkanie, ojciec walczył
na froncie, matka z siostrą i ze mną tułała się po obcych ludziach, wiem co to ból,
głód , strach. Drugi raz przeżyłam piekło, gdy zachorował mój mąż i przez sześć lat
umierał "po kawałku". Cztery lata temu odszedł definitywnie. A ostatnio wciąż nocami
słyszałam jak mnie woła do siebie. Powiedziałam o tym córce, ale popatrzyła na mnie
jak na wariatkę. To bardzo niesprawiedliwe, że nie można odejść razem. Mam nadzieję,
że może go gdzieś tam, dokąd pójdziemy, odnajdę.
A kogo ty zostawiłaś na tym "łez padole"? -zapytała Zuzę.
Rodziców , brata i.....ewentualnego męża, chociaż nie wiadomo czy pobralibyśmy się.
Byliśmy od kilku lat razem, ale do ślubu to się nam nie spieszyło.
Wcale nie miałam pewności, że to ten jeden-jedyny.
Miał zadatki na dziecioroba , wyobrażał sobie, że urodzę co najmniej trójkę a ja nawet
na jedno jeszcze nie miałam ochoty. I nie byłam pewna, czy kiedykolwiek będą miała
ochotę na dziecko. Nie lubię małych dzieci po prostu.
c.d.n.
niedziela, 15 marca 2015
Łasiczka
Łasiczka była dość daleką kuzynką mojej koleżanki, Asi, z którą przez kilka lat pracowałam
"biurko w biurko".
Byłyśmy w dość podobnym wieku, pracowałyśmy niespiesznie - tak na co dzień nie było
dużo pracy -harówkę miałyśmy na ogół raz w miesiącu przez tydzień.
Opanowałyśmy do perfekcji sztukę czytania książki spoczywającej w szufladzie, klamkę
w drzwiach udało nam się tak spreparować, że nim interesant zdołał otworzyć drzwi zawsze
zdążyłyśmy spokojnie zamknąć szufladę lub ukryć inne ślady totalnego nieróbstwa.
Obie studiowałyśmy zaocznie i często wykorzystywałyśmy służbowy czas właśnie na naukę.
Podejrzewam, że nasz szef dobrze wiedział jakie z nas gagatki, ale nikt się na nas nie skarżył.
Ważne było, że placówka była zawsze czynna- studiowałyśmy na dwóch różnych uczelniach
i miałyśmy zajęcia w różne dni. Sesje też się nam nie pokrywały.
Oprócz uczenia się, czytania, picia hektolitrów herbaty z interesantami- do dziś nie wiem
czemu każdy wolał siedzieć w naszym pokoju niż w czytelni- bardzo dużo gadałyśmy.
O swej kuzynce Asia opowiadała niemal bez przerwy - tak naprawdę to nie wiem czemu.
Za którymś razem Asia przyniosła sensacyjną wiadomość - Łasiczka znów jest w ciąży.
Była to już kolejna ciąża, chyba piąta. Asia była wielce podniecona, bo wszystkie
poprzednie ciąże Łasiczki były nieudane. Tym razem minęło spokojnie już 8 tygodni,
a ciąża Łasiczki nadal trwała. Asia była wręcz wniebowzięta- chyba jednak zostanie
tym razem chrzestną.
Zupełnie tego nie rozumiałam - byłam na takim etapie życia, że zupełnie mi ten stan nie
pasował- ani bycie matką chrzestną ani tym bardziej matką - rodzicielką.
Asia codziennie donosiła mi o stanie zdrowia swej kuzynki, a ja nawet nie wiedziałam
jak bohaterka tych opowieści ma na imię. Bo Asia, ilekroć telefonowała do swej kuzynki
zwracała się do niej per "Łasiczko" .
Dzień za dniem mijał, Łasiczka była cała w szczęściu, "moja" Asia także. Asia biegała
wciąż po komisach, kompletując dla dziecka ubranko do chrztu- na szczęście do chrztu
i tak wszystko było białe a śpiochy i kaftaniki były "bezpłciowe".
Czasami spoglądałam na Asię bacznie lustrując jej sylwetkę, czy to aby ona nie jest
w ciąży. W końcu fakt, że nie była mężatką o niczym nie przesądzał.
Bombardowana " na okrągło" wiadomościami o przebiegu ciąży, niemal codziennie,
miałam wrażenie, że ta ciąża Łasiczki trwa już ponad rok.
Pewnego dnia Asia przyniosła radosną nowinę - Łasiczka jest już w szpitalu - Asia
zamieniła się w jedno, 65 kilogramowe czekanie. Co godzinę dzwoniła do domu, czy
już coś wiadomo. Mniej więcej na pół godziny przed końcem dnia pracy nadeszła tak
bardzo oczekiwana przez Asię wiadomość - Łasiczka urodziła dziewczynkę.
Aśka chciała prosto z pracy jechać do szpitala, ale ostudziłam jej zapał - i tak nikt jej
nie dopuści do położnicy- to były czasy gdy nawet ojciec mógł spojrzeć na swe
dziecko dopiero w dniu odbioru żony ze szpitala- żeby było sprawiedliwie matki też
miały kontakt z dzieckiem ograniczony do pór karmienia.
Asia z niecierpliwością czekała na wyjście Łasiczki ze szpitala. Całymi dniami snuła
opowieści, jaka ta Łasiczka jest szczęśliwa- tak bardzo pragnęła tego dziecka, tyle
razy podejmowała próby no i wreszcie JEST DZIECKO.
Niedobrze mi się robiło od tego jej gadania - w przeciwieństwie do niej miałam już
kontakt z niemowlęciem i wiedziałam, że to strasznie absorbujące stworzenie, nawet
wtedy gdy jest tylko rodzeństwem.
Wreszcie Asia pojechała z wizytą do Łasiczki.
Była zdruzgotana tym co zastała - Łasiczka odmawiała karmienia dziecka piersią bo
miała popękane brodawki. Poza tym, jeżeli pielucha zawierała coś więcej niż mocz,
Łasiczka wpadała w połączenie złości i rozpaczy.Unikała jak ognia przewijania małej,
zabrudzone pieluchy zamiast do prania wędrowały do śmietnika. A były to czasy gdy
w Polsce jeszcze nikt nie słyszał o pieluchach jednorazowych lub pampersach.
Mama Łasiczki, mówiąc brzydko, padała na twarz ze zmęczenia - gotowała dla
Łasiczki i jej męża obiady, robiła zakupy, nocą spała w pokoju małej, wstając do niej
w razie potrzeby, poiła, dokarmiała, przewijała.
Tata Łasiczki przezornie wyjechał w długą, 3-tygodniową delegację.
Teściowa Łasiczki z trudem zdobywała gotowe tetrowe pieluchy, poza tym gdzieś
wykombinowała tetrę z metra i szyła nowe pieluchy. Teść otrzymał etat pracza i
prasowacza pieluch.
Mąż Łasiczki, niczym rozbitek na bezludnej wyspie, odkreślał kolejne dni urlopu,
nie mogąc się doczekać powrotu do pracy, za którą przedtem jakoś wcale nie
przepadał.
Ilekroć mała zaczynała płakać Łasiczka też zaczynała łkać - niemowlaka uspakajała
mama Łasiczki, Łasiczkę zaś totalnie zgnębiony młody tata.
W miesiąc po porodzie sytuacja wyglądała tak: mama Łasiczki wprowadziła się do
młodych, bo praktycznie niewiele bywała we własnym domu.
Mała została przestawiona na butelkę. Młodzi zakupili pralkę wirnikową , więc teść
wpadał tylko około południa by zrobić pranie i je rozwiesić.Prasowaniem zajmowała
się teściowa.
Łasiczka odkryła, że dziecko położone do wózka i lekko kołysane śpi spokojnie na
balkonie. To było dla niej miłe odkrycie. Mniej miłym odkryciem był fakt, że nadal
pasują na nią jedynie ciążowe ciuszki.Ograniczyła drastycznie jedzenie przechodząc
na dietę modelek. Poskutkowało, więc Łasiczka wyraziła zgodę na chrzciny.
Moja Asia, która w międzyczasie zgromadziła taką ilość ubranek , że i pięcioraczki
mogłyby w nich równocześnie brać chrzest, "zagięła się" i schudła całe 5 kg.
Opowieści o chrzcinach zajęły Asi chyba ze dwa dni - a można je było streścić jednym
zdaniem - wczoraj były chrzciny, mała ma na imię Barbara, Maria.
Ale Asia nie mogła się nadziwić jednej rzeczy - Łasiczka, która tak bardzo pragnęła
dziecka, z chwilą gdy już dziecko się urodziło, zupełnie się nim nie interesowała.
Właściwie cała rodzina była tym faktem zdruzgotana - mama Łasiczki była pewna, że
Łasiczka ma depresję poporodową. Usiłowała rozmawiać o tym z Łasiczką, ale każda
niemal rozmowa kończyła się histerycznym płaczem Łasiczki, która poprzez łzy
wykrzykiwała, że wszyscy się zajmują tylko "bachorem" a nikogo nie obchodzi
co ona czuje.
Mama Łasiczki po rozmowie z pewną lekarką, doszła do wniosku, że musi się nieco
wycofać z pomagania swej rozhisteryzowanej córce. Przestała gotować obiady oraz
nocować u nich. Mąż Łasiczki zaczął się z powrotem stołować w pracy, Łasiczka
odżywiała się kanapkami.
Pewnego dnia moja Asia, którą spotkałam tuż pod naszym biurem, już z daleka
zawołała na mój widok: "czy wiesz co ta Łasica zrobiła?"
Popatrzyłam na nią i spokojnie odpowiedziałam- nie mam pojęcia, przecież jej nawet
na oczy nie widziałam.
Ona chyba jest stuknięta- kontynuowała Asia- ona zabandażowała małej buzię, żeby
się nie darła! I powiedziała, że wraca do pracy, a małą odda do żłobka. Bo ona nie ma
cierpliwości do małych dzieci.
Z opowieści Asi wynikało, że poprzedniego dnia niespodziewanie przyszła do Łasiczki
jej mama - otworzyła własnym kluczem drzwi i wpierw stwierdziła, że nikogo nie ma
w domu.
Gdy weszła dalej, zobaczyła, że drzwi na balkon są otwarte a na balkonie stoi wózek.
W wózku spała mała- miała zabandażowaną buzią tak, by usta były zakryte.
Mniej więcej w dwie godziny pózniej wróciła do domu Łasiczka - wyfiokowana i
w bardzo dobrym humorze. Zapytana czemu dziecko ma bandaż na buzi odpowiedziała -
żeby się nie darła gdy się obudzi. Przecież nie mogłam jej wziąć ze sobą do fryzjera.
Dyskusja pomiędzy matką a córką była podobno dość burzliwa, obie wyrzuciły z siebie
wiele gorzkich słów.
Mała rzeczywiście poszła do żłobka, Łasiczka wróciła do pracy, a ilekroć dziecko było
chore lądowało u jednej z babć.
Asia wyraznie straciła zainteresowanie Łasiczką i jej córeczką. Sporadycznie dochodziły
do mnie co "ciekawsze" epizody z życia Łasiczki i małej Basi.
Np. : mała Basia udawała psa, w związku z tym nosiła w buzi piłkę tenisową, sikając też
udawała psa; Basia wygrzebała na przystanku autobusowym pety z kosza i udawała, że
pali papierosa. Łasiczka zwracała się do Basi: "chodz tu, ty potworze" i chyba robiła to
stale, bo mała zapytana o imię mówiła "potwól jestem".
W pewnej chwili zmieniłam pracę i automatycznie przestałam wysłuchiwać opowieści
o Łasiczce i jej córeczce.
Pojechaliśmy z mężem na urlop w Bory Tucholskie. Było super, chociaż sam ośrodek
daleko odbiegał od pięciogwiazdkowego hotelu.
Chyba drugiego dnia pobytu w ucho wpadło mi pytanie zadane przez młodego pana
siedzącego przy sąsiednim stoliku: "Łasiczko, a gdzie jest Baśka"? Bardzo efektowna
blondynka odpowiedziała krótko - "nie wiem i mało mnie to obchodzi. Znajdzie się."
Pan wstał od stolika i wyszedł z jadalni. Blondynka, niezrażona jego nieobecnością
pomału konsumowała śniadanie. Gdy my już kończyliśmy posiłek, pan od sąsiedniego
stolika przyszedł ze zgubą - zguba miała zapewne 3 lub 4 lata i wcale nie wyglądała
na zachwyconą faktem, że musi usiąść przy stole i jeść.
Przez dwa tygodnie przyglądałam się z ciekawością tej trójce. Blondynka była zajęta
tylko sobą. Najwięcej czasu spędzała dryfując po jeziorze pontonem. Mała albo bawiła
się z innymi dziećmi na terenie ośrodka albo chodziła na spacery z ojcem.
Widać było, że przychodzenie na posiłki nie sprawia małej najmniejszej przyjemności.
To ojciec namawiał ją, by jednak coś zjadła, by spróbowała choć trochę zupy lub
mięsa i jarzyn.
Blondynka spoglądając na małą wykrzywiała usta w grymasie dezaprobaty, ale nigdy
nie słyszałam, by ją namawiała do jedzenia. A jedzenie w tym ośrodku było naprawdę
smaczne.
Pewnego dnia, gdy byliśmy w Tucholi, spotkaliśmy dziewczynkę i jej ojca w jednej
z kawiarenek - mała zajadała z wielkim apetytem jakieś ciacho i popijała colą.
Po chwili kelnerka doniosła jeszcze porcyjkę lodów, którą zjedli na spółkę.
Wymieniliśmy z panem uśmiechy i ukłony, a ten wyjaśnił - wiem, że to nie jest to co
dziecko powinno jeść, no ale nie mogę patrzeć jak ona wciąż nic nie je.
Pocieszyłam człowieka, że zapewne mała gdy będzie nieco starsza lepiej będzie sobie
radzić w obcym miejscu. Większość dzieci zle je poza domem. Wiedziałam o tym
z własnego doświadczenia - kolonie letnie "opędziłam" na suchym chlebie, nic mi tam
nie smakowało. Drugi raz już mnie nie wysłali.
Gdy wróciliśmy po urlopie do domu, zadzwoniłam do Asi i opowiedziałam o tym, że
chyba widziałam Łasiczkę z mężem i dzieckiem.
Świat jest mały, to rzeczywiście była Łasiczka, jej mąż i mała Basia.
Historia ta przypomniała mi się, gdy usłyszałam o pani nauczycielce zaklejającej taśmą
dziecięce buzie.
"biurko w biurko".
Byłyśmy w dość podobnym wieku, pracowałyśmy niespiesznie - tak na co dzień nie było
dużo pracy -harówkę miałyśmy na ogół raz w miesiącu przez tydzień.
Opanowałyśmy do perfekcji sztukę czytania książki spoczywającej w szufladzie, klamkę
w drzwiach udało nam się tak spreparować, że nim interesant zdołał otworzyć drzwi zawsze
zdążyłyśmy spokojnie zamknąć szufladę lub ukryć inne ślady totalnego nieróbstwa.
Obie studiowałyśmy zaocznie i często wykorzystywałyśmy służbowy czas właśnie na naukę.
Podejrzewam, że nasz szef dobrze wiedział jakie z nas gagatki, ale nikt się na nas nie skarżył.
Ważne było, że placówka była zawsze czynna- studiowałyśmy na dwóch różnych uczelniach
i miałyśmy zajęcia w różne dni. Sesje też się nam nie pokrywały.
Oprócz uczenia się, czytania, picia hektolitrów herbaty z interesantami- do dziś nie wiem
czemu każdy wolał siedzieć w naszym pokoju niż w czytelni- bardzo dużo gadałyśmy.
O swej kuzynce Asia opowiadała niemal bez przerwy - tak naprawdę to nie wiem czemu.
Za którymś razem Asia przyniosła sensacyjną wiadomość - Łasiczka znów jest w ciąży.
Była to już kolejna ciąża, chyba piąta. Asia była wielce podniecona, bo wszystkie
poprzednie ciąże Łasiczki były nieudane. Tym razem minęło spokojnie już 8 tygodni,
a ciąża Łasiczki nadal trwała. Asia była wręcz wniebowzięta- chyba jednak zostanie
tym razem chrzestną.
Zupełnie tego nie rozumiałam - byłam na takim etapie życia, że zupełnie mi ten stan nie
pasował- ani bycie matką chrzestną ani tym bardziej matką - rodzicielką.
Asia codziennie donosiła mi o stanie zdrowia swej kuzynki, a ja nawet nie wiedziałam
jak bohaterka tych opowieści ma na imię. Bo Asia, ilekroć telefonowała do swej kuzynki
zwracała się do niej per "Łasiczko" .
Dzień za dniem mijał, Łasiczka była cała w szczęściu, "moja" Asia także. Asia biegała
wciąż po komisach, kompletując dla dziecka ubranko do chrztu- na szczęście do chrztu
i tak wszystko było białe a śpiochy i kaftaniki były "bezpłciowe".
Czasami spoglądałam na Asię bacznie lustrując jej sylwetkę, czy to aby ona nie jest
w ciąży. W końcu fakt, że nie była mężatką o niczym nie przesądzał.
Bombardowana " na okrągło" wiadomościami o przebiegu ciąży, niemal codziennie,
miałam wrażenie, że ta ciąża Łasiczki trwa już ponad rok.
Pewnego dnia Asia przyniosła radosną nowinę - Łasiczka jest już w szpitalu - Asia
zamieniła się w jedno, 65 kilogramowe czekanie. Co godzinę dzwoniła do domu, czy
już coś wiadomo. Mniej więcej na pół godziny przed końcem dnia pracy nadeszła tak
bardzo oczekiwana przez Asię wiadomość - Łasiczka urodziła dziewczynkę.
Aśka chciała prosto z pracy jechać do szpitala, ale ostudziłam jej zapał - i tak nikt jej
nie dopuści do położnicy- to były czasy gdy nawet ojciec mógł spojrzeć na swe
dziecko dopiero w dniu odbioru żony ze szpitala- żeby było sprawiedliwie matki też
miały kontakt z dzieckiem ograniczony do pór karmienia.
Asia z niecierpliwością czekała na wyjście Łasiczki ze szpitala. Całymi dniami snuła
opowieści, jaka ta Łasiczka jest szczęśliwa- tak bardzo pragnęła tego dziecka, tyle
razy podejmowała próby no i wreszcie JEST DZIECKO.
Niedobrze mi się robiło od tego jej gadania - w przeciwieństwie do niej miałam już
kontakt z niemowlęciem i wiedziałam, że to strasznie absorbujące stworzenie, nawet
wtedy gdy jest tylko rodzeństwem.
Wreszcie Asia pojechała z wizytą do Łasiczki.
Była zdruzgotana tym co zastała - Łasiczka odmawiała karmienia dziecka piersią bo
miała popękane brodawki. Poza tym, jeżeli pielucha zawierała coś więcej niż mocz,
Łasiczka wpadała w połączenie złości i rozpaczy.Unikała jak ognia przewijania małej,
zabrudzone pieluchy zamiast do prania wędrowały do śmietnika. A były to czasy gdy
w Polsce jeszcze nikt nie słyszał o pieluchach jednorazowych lub pampersach.
Mama Łasiczki, mówiąc brzydko, padała na twarz ze zmęczenia - gotowała dla
Łasiczki i jej męża obiady, robiła zakupy, nocą spała w pokoju małej, wstając do niej
w razie potrzeby, poiła, dokarmiała, przewijała.
Tata Łasiczki przezornie wyjechał w długą, 3-tygodniową delegację.
Teściowa Łasiczki z trudem zdobywała gotowe tetrowe pieluchy, poza tym gdzieś
wykombinowała tetrę z metra i szyła nowe pieluchy. Teść otrzymał etat pracza i
prasowacza pieluch.
Mąż Łasiczki, niczym rozbitek na bezludnej wyspie, odkreślał kolejne dni urlopu,
nie mogąc się doczekać powrotu do pracy, za którą przedtem jakoś wcale nie
przepadał.
Ilekroć mała zaczynała płakać Łasiczka też zaczynała łkać - niemowlaka uspakajała
mama Łasiczki, Łasiczkę zaś totalnie zgnębiony młody tata.
W miesiąc po porodzie sytuacja wyglądała tak: mama Łasiczki wprowadziła się do
młodych, bo praktycznie niewiele bywała we własnym domu.
Mała została przestawiona na butelkę. Młodzi zakupili pralkę wirnikową , więc teść
wpadał tylko około południa by zrobić pranie i je rozwiesić.Prasowaniem zajmowała
się teściowa.
Łasiczka odkryła, że dziecko położone do wózka i lekko kołysane śpi spokojnie na
balkonie. To było dla niej miłe odkrycie. Mniej miłym odkryciem był fakt, że nadal
pasują na nią jedynie ciążowe ciuszki.Ograniczyła drastycznie jedzenie przechodząc
na dietę modelek. Poskutkowało, więc Łasiczka wyraziła zgodę na chrzciny.
Moja Asia, która w międzyczasie zgromadziła taką ilość ubranek , że i pięcioraczki
mogłyby w nich równocześnie brać chrzest, "zagięła się" i schudła całe 5 kg.
Opowieści o chrzcinach zajęły Asi chyba ze dwa dni - a można je było streścić jednym
zdaniem - wczoraj były chrzciny, mała ma na imię Barbara, Maria.
Ale Asia nie mogła się nadziwić jednej rzeczy - Łasiczka, która tak bardzo pragnęła
dziecka, z chwilą gdy już dziecko się urodziło, zupełnie się nim nie interesowała.
Właściwie cała rodzina była tym faktem zdruzgotana - mama Łasiczki była pewna, że
Łasiczka ma depresję poporodową. Usiłowała rozmawiać o tym z Łasiczką, ale każda
niemal rozmowa kończyła się histerycznym płaczem Łasiczki, która poprzez łzy
wykrzykiwała, że wszyscy się zajmują tylko "bachorem" a nikogo nie obchodzi
co ona czuje.
Mama Łasiczki po rozmowie z pewną lekarką, doszła do wniosku, że musi się nieco
wycofać z pomagania swej rozhisteryzowanej córce. Przestała gotować obiady oraz
nocować u nich. Mąż Łasiczki zaczął się z powrotem stołować w pracy, Łasiczka
odżywiała się kanapkami.
Pewnego dnia moja Asia, którą spotkałam tuż pod naszym biurem, już z daleka
zawołała na mój widok: "czy wiesz co ta Łasica zrobiła?"
Popatrzyłam na nią i spokojnie odpowiedziałam- nie mam pojęcia, przecież jej nawet
na oczy nie widziałam.
Ona chyba jest stuknięta- kontynuowała Asia- ona zabandażowała małej buzię, żeby
się nie darła! I powiedziała, że wraca do pracy, a małą odda do żłobka. Bo ona nie ma
cierpliwości do małych dzieci.
Z opowieści Asi wynikało, że poprzedniego dnia niespodziewanie przyszła do Łasiczki
jej mama - otworzyła własnym kluczem drzwi i wpierw stwierdziła, że nikogo nie ma
w domu.
Gdy weszła dalej, zobaczyła, że drzwi na balkon są otwarte a na balkonie stoi wózek.
W wózku spała mała- miała zabandażowaną buzią tak, by usta były zakryte.
Mniej więcej w dwie godziny pózniej wróciła do domu Łasiczka - wyfiokowana i
w bardzo dobrym humorze. Zapytana czemu dziecko ma bandaż na buzi odpowiedziała -
żeby się nie darła gdy się obudzi. Przecież nie mogłam jej wziąć ze sobą do fryzjera.
Dyskusja pomiędzy matką a córką była podobno dość burzliwa, obie wyrzuciły z siebie
wiele gorzkich słów.
Mała rzeczywiście poszła do żłobka, Łasiczka wróciła do pracy, a ilekroć dziecko było
chore lądowało u jednej z babć.
Asia wyraznie straciła zainteresowanie Łasiczką i jej córeczką. Sporadycznie dochodziły
do mnie co "ciekawsze" epizody z życia Łasiczki i małej Basi.
Np. : mała Basia udawała psa, w związku z tym nosiła w buzi piłkę tenisową, sikając też
udawała psa; Basia wygrzebała na przystanku autobusowym pety z kosza i udawała, że
pali papierosa. Łasiczka zwracała się do Basi: "chodz tu, ty potworze" i chyba robiła to
stale, bo mała zapytana o imię mówiła "potwól jestem".
W pewnej chwili zmieniłam pracę i automatycznie przestałam wysłuchiwać opowieści
o Łasiczce i jej córeczce.
Pojechaliśmy z mężem na urlop w Bory Tucholskie. Było super, chociaż sam ośrodek
daleko odbiegał od pięciogwiazdkowego hotelu.
Chyba drugiego dnia pobytu w ucho wpadło mi pytanie zadane przez młodego pana
siedzącego przy sąsiednim stoliku: "Łasiczko, a gdzie jest Baśka"? Bardzo efektowna
blondynka odpowiedziała krótko - "nie wiem i mało mnie to obchodzi. Znajdzie się."
Pan wstał od stolika i wyszedł z jadalni. Blondynka, niezrażona jego nieobecnością
pomału konsumowała śniadanie. Gdy my już kończyliśmy posiłek, pan od sąsiedniego
stolika przyszedł ze zgubą - zguba miała zapewne 3 lub 4 lata i wcale nie wyglądała
na zachwyconą faktem, że musi usiąść przy stole i jeść.
Przez dwa tygodnie przyglądałam się z ciekawością tej trójce. Blondynka była zajęta
tylko sobą. Najwięcej czasu spędzała dryfując po jeziorze pontonem. Mała albo bawiła
się z innymi dziećmi na terenie ośrodka albo chodziła na spacery z ojcem.
Widać było, że przychodzenie na posiłki nie sprawia małej najmniejszej przyjemności.
To ojciec namawiał ją, by jednak coś zjadła, by spróbowała choć trochę zupy lub
mięsa i jarzyn.
Blondynka spoglądając na małą wykrzywiała usta w grymasie dezaprobaty, ale nigdy
nie słyszałam, by ją namawiała do jedzenia. A jedzenie w tym ośrodku było naprawdę
smaczne.
Pewnego dnia, gdy byliśmy w Tucholi, spotkaliśmy dziewczynkę i jej ojca w jednej
z kawiarenek - mała zajadała z wielkim apetytem jakieś ciacho i popijała colą.
Po chwili kelnerka doniosła jeszcze porcyjkę lodów, którą zjedli na spółkę.
Wymieniliśmy z panem uśmiechy i ukłony, a ten wyjaśnił - wiem, że to nie jest to co
dziecko powinno jeść, no ale nie mogę patrzeć jak ona wciąż nic nie je.
Pocieszyłam człowieka, że zapewne mała gdy będzie nieco starsza lepiej będzie sobie
radzić w obcym miejscu. Większość dzieci zle je poza domem. Wiedziałam o tym
z własnego doświadczenia - kolonie letnie "opędziłam" na suchym chlebie, nic mi tam
nie smakowało. Drugi raz już mnie nie wysłali.
Gdy wróciliśmy po urlopie do domu, zadzwoniłam do Asi i opowiedziałam o tym, że
chyba widziałam Łasiczkę z mężem i dzieckiem.
Świat jest mały, to rzeczywiście była Łasiczka, jej mąż i mała Basia.
Historia ta przypomniała mi się, gdy usłyszałam o pani nauczycielce zaklejającej taśmą
dziecięce buzie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)