.......pewne rzeczy dość mocno mnie dziwią.
Niektórych członków swojej rodziny spotykam niezmiernie rzadko. Przeciętnie raz na
dwadzieścia lat, ale to nie budzi mego zdziwienia. Taka karma. Gdy są "na okrągło"
rozwody w rodzinie, to z czasem spotkania stają się coraz rzadsze. To też mnie nie
dziwi - po co na forum rodzinnym tłumaczyć się, że ten obcy facet którego się ze
sobą przywlokło jest już czwartym mężem, a ta blondynka, to nie jest Zosia - żona
po operacji plastycznej, tylko 20 lat młodsza kochanka.
I właściwie od chwili, gdy ze 30 lat temu zmarła moja ulubiona cioteczna babka -
nie bywałam na rodzinnych spędach.
No a gdy się kogoś nie widuje a kiedyś widywało bardzo rzadko, to jego imię i wygląd
zupełnie wypadają z głowy.
Ale świat jest mały i to bardzo. Podkusiło mnie, by wybrać się do pobliskiego marketu,
bo można tam dotrzeć per pedes w ciągu 10 minut.
Byłam tam zaledwie dwa razy i jakoś nie wzbudził mego entuzjazmu, ale z kolei gdy
spojrzałam na zakorkowaną pobliską arterię "przelotową" , zdecydowałam się na ten
market, żeby nie sterczeć w korkach.
Gdy weszłam do hali zaraz w pierwszej "alejce" natknęłam się na jakąś kobietę, która
obdarowała mnie szerokim uśmiechem i tekstem: nooo, góra z górą się nie zejdzie,
a człowiek z człowiekiem tak! Zatkało mnie - naprawdę nie kojarzyłam tej osoby
z kimkolwiek, kogo bym znała.
Pani mnie chyba z kimś pomyliła- stwierdziłam spokojnym głosem i odwzajemniłam
uśmiech. W końcu niemal kulturalna jestem.
Ależ skąd! -zapewniła mnie nieznajoma. My jesteśmy kuzynkami. Ja jestem córką
Miśki i Zygmunta.
Ale ja nie znam ani Miśki, ani Zygmunta - zapewniłam ją szczerze.
Znasz, znasz, byłaś raz u nas w domu. A potem my byłyśmy z mamą u Ciebie, bo
pozbywałaś się wózka niemowlęcego, a ja chciałam go dla siebie, bo byłam w ciąży.
A potem widziałyśmy się w Operze, na jakimś balecie, byłyśmy z naszymi córkami.
Włączyłam wsteczne przewijanie pamięci - no fakt, bywałam z dziecięciem w operze,
ale musiało to być piekielnie dawno ze trzydzieści lat temu.
Ale nie pamiętam ani tej osoby, ani jej dziecięcia.
I spotkałyśmy się na pogrzebie twojej matki, wiesz?
Nie pamiętam kogo spotkałam na pogrzebie swojej matki - powiedziałam spokojnie.
Z osób, które były, znałam tylko męża matki, jej bratową, swoich braci przyrodnich i
żonę jednego z nich. Nikogo więcej nie znałam.
Nie zdążyłam do ciebie podejść , bo zaraz po odprowadzeniu do grobu gdzieś zniknęłaś-
powiedziała z wyrazną pretensją w głosie.
No fakt, wyparowałam stamtąd wraz z bratową mej matki bardzo szybko. Byłyśmy
zmarznięte na kość.
Słuchaj, w następnym bloku jest mała kafejka - zapraszam cię na kawę to porozmawiamy,
dobrze? Dobrze, odpowiedziałam zrezygnowana - może się wreszcie dowiem z kim
się spotkałam- pomyślałam.
Po drodze dowiedziałam się przynajmniej stopnia pokrewieństwa- był on wielce daleki.
I poznałam jej imię. I w zakamarkach pamięci udało mi się odszukać kim jest osoba,
z którą idę na kawę.A potem - wysłuchałam dość "zabawną" historię jej życia. Bo jak sama
stwierdziła, miała zabawne życie.
Bo wiesz - zaczęła- sprowadziłam się w te strony niedawno, z 10 lat temu.
Wreszcie udało mi się rozdzielić mieszkanie, w którym mieszkałam z byłym mężem.
Nie wiem czy wiesz, ale byłam ogromnie zakochana w moim mężu. Ale on mnie zdradził.
Zdradzał jeszcze wtedy, gdy byłam w ciąży. W końcu wzięliśmy rozwód, ale nie było
szans rozdzielenia mieszkania. Złożyliśmy wniosek w spółdzielni , ja z dzieckiem
zamieszkałam w większym pokoju, on w mniejszym. Kuchnia ,łazienka, przedpokój były
wspólne. A potem razem z nim zamieszkała jego żona- bo się ożenił. Wciąż czekaliśmy
w spółdzielni na dwie kawalerki, ale wiesz jak wtedy było ciężko o mieszkanie. Wtedy
moja mama wzięła do siebie moją córeczkę. Wtedy jeszcze żyła moja babcia i obie się
nią opiekowały.
A potem ja poznałam bardzo porządnego człowieka i po jakimś czasie wyszłam za niego.
On też nie miał mieszkania, więc zamieszkał ze mną.
I tak sobie mieszkaliśmy w czwórkę w tym małym mieszkaniu.
Ja nawet miałam książeczkę mieszkaniową, ale potem się okazało, że te pieniądze, które
uzbierałam , na nic mi nie starczą. Oczywiście spółdzielnia nie miała możliwości
zamienienia naszego mieszkania na dwie kawalerki.
Poza tym mój pierwszy mąż doszedł do wniosku, że właściwie mieszkanie jest jego i
to ja powinnam się wyprowadzić. A wyrok sądu o podziale tego mieszkania to jakaś
machlojka. Alimentów też nie płacił, w związku z tym mój drugi mąż zaproponował,
że z chęcią zaadoptuje małą, skoro i tak właściwie pomaga mi w jej finansowaniu.
Oczywiście ten drań się nie zgodził.
A potem mój drugi mąż wyjechał na kontrakt zbiorowy do Iraku, żeby pracować za
dolary.
W tym samym czasie żona mego byłego męża "przestała go kochać" i wyprowadziła się
w nieznanym kierunku.
Stwierdziła, że gdy będzie jej potrzebny rozwód, to wtedy się odezwie.
Mój były bardzo to przeżył, zaczął tęgo popijać i niemal codziennie przychodził do
domu pijaniutki w trupa. Nie miałam ochoty razem z nim mieszkać, ale jednocześnie
bałam się, że jeśli się wyprowadzę do matki, to on tu urządzi pijacką melinę.
Ale chyba miałam fart - wpadł po pijaku pod samochód, leżał dość długo w szpitalu.
Ta długa przerwa w piciu dobrze mu zrobiła - dał sobie zaszyć esperal, nie pił.
Rok pózniej umarła moja matka, ale babka nie chciała mi oddać pod opiekę córki.
Zresztą z całą pewnością tam miała lepiej niż u mnie- tam miała swój pokój, duży
ogród koło domu, koleżanki i ciotki, które ją rozpieszczały.
Potem wrócił mój mąż z Iraku, kupiliśmy trzypokojowe mieszkanie i się wreszcie
stamtąd wyprowadziłam.
Mała zamieszkała z nami. I nawet jakoś to wszystko szło do przodu. Gdy skończyła
osiemnaście lat wyszła za mąż - za Szweda. I wyjechała do Szwecji.
I mam wnuczkę, ale nigdy jej nie widziałam na własne oczy - tylko zdjęcia mi córka
przesyłała.
A potem mi mąż umarł na zawał, więc zamieniłam te trzy pokoje na kawalerkę.
Na tym osiedlu są bardzo ładne kawalerki, tyle tylko, że są w wieżowcach.
Wiesz, najchętniej wyszłabym jeszcze za mąż- zwierzyła mi się. Nie chcę być na
starość sama. Ale nie ma za kogo, musiałabym wziąć jakiegos z dziesięć lat
młodszego.
Zastanawiałam się ile ona może mieć teraz lat, w końcu zapytałam ją o wiek.
Sześćdziesiąt pięć, ale zawsze mówię, że sześćdziesiąt dwa- powiedziała z uśmiechem.
Już się nawet zastanawiałam, czy może nie poprosić byłego, żeby u mnie zamieszkał?
W końcu się znamy tyle lat- jak myślisz?
Nic nie myślę - powiedziałam szczerze - to twoje życie, nie znam cię prawie, więc jak
mogę ci coś doradzić?
Pokiwała ze zrozumieniem głową.
A ty?- zapytała. No cóż, ja miałam i mam nudne życie- od początku ten sam mąż, od
czterdziestu lat to samo mieszkanie - odpowiedziałam szczerze.
Wiesz - podniosłam się z mało wygodnego krzesełka - muszę już iść, bo mąż zaraz
zacznie mnie ścigać, miałam szybko wrócić.
A ja jeszcze wezmę drugą kawę- powiedziała. Uregulowałam rachunek, pożegnałam
się z nią i z ulgą wyszłam.
Wychodząc pomyślałam - jak to dobrze wracać do nudnego życia.
Koniec.
Pisanie to nie wszystko. Są dni,w których napisanie PONIEDZIAŁEK wcale się nie liczy. A.A.Milne
niedziela, 26 kwietnia 2015
środa, 22 kwietnia 2015
Dookoła reikarnacji -czyli kilka wyjaśnień
Czytając wiele różnych blogów z przykrością zauważyłam, że pewne tematy są
swoistym tabu. Należą do nich sprawy seksu i wiary. I to nie dlatego, że są zbyt
osobiste, bo równie osobistą wielce sprawą jest pisanie o swojej chorobie, o tym,
że nas mąż porzucił, że mamy dziecko nieuleczalnie chore, wrzód na pupie i t.p.
Różnica polega głównie na reakcji czytelników wobec tych spraw. Pod postami
nt. seksu i wiary albo jest milczenie albo stek wyzwisk, ale nikt z komentujących
nie napisze nic od siebie, czyli jakie ma własne zdanie na ten temat.
W latach 1990 -2002 mieszkańców różnych krajów Europy pytano o wiarę
w życie pozagrobowe i reinkarnację- okazało się, że prawie 1/4 Europejczyków
wierzy w reinkarnację.
Antropologia i etnologia pokazują, że wiara w reinkarnację praktykowana jest
w zupełnie nie związanych ze sobą kulturach, w różnych miejscach naszego globu,
od Inuitów poprzez nigeryjskie plemię Igbo aż po Alawitów w Turcji.
W Europie, wraz z rozkwitem chrześcijaństwa nastąpiło stanowcze tępienie tej
wiary jak i wszystkich pogańskich obyczajów. A miejsca pogańskich kultów
"przykryto" budowlami sakralnymi, korzystając z faktu, że ludzie się w tych
właśnie miejscach chętnie zbierali.
Pamiętacie Pitagorasa? Był nie tylko znakomitym matematykiem - był światłym
człowiekiem. Jako pierwszy użył terminu -filozofia- czyli umiłowanie mądrości.
W swym traktacie "O Duszy" wypowiedział myśl, że dusza musi przejść cykl
wcieleń przechodząc w nowe istoty żywe. On pierwszy głosił, że już kiedyś żył.
Pierwsi chrześcijanie uznawali reinkarnację, o czym wspomniałam w jednym
z odcinków. Uznawali nie z "rozpędu", uznawali bo słuchali pilnie tego co
mówił Jezus. Szczególnie o istnieniu reinkarnacji byli przekonani gnostycy.
Gdy w Europie chrześcijaństwo umocniło się na dobre temat reinkarnacji wypadł
z obiegu. Zapewne dlatego, że nie było trudno trafić na stos lub zostać potępionym.
W XIX w., gdy zaczęto eksperymenty z hipnozą, uwagę ludzi zwrócił fakt, że
osoby pogrążone w hipnotycznym transie opowiadały o miejscach w których tak
naprawdę nigdy nie były lub mówiły obcymi językami, których tak naprawdę nie
znały.
Usiłując wyjaśnić te zjawiska zakładano, że ci ludzie musieli się w jakiś sposób
podłączyc do rezerwuaru kosmicznej wiedzy, ewentualnie odziedziczyli
świadomość z poprzedniego życia.
W Polsce badania nad udowodnieniem, że reinkarnacja to nie mit, a rzeczywistość,
podjęła nieżyjąca już pani prof.dr. Lidia Stawowska.
Były to badanie unikalne, ponieważ pani profesor objęła swymi badaniami grupę
osób niewidzących. Zakładała, że jeżeli ich obecne życie jest życiem kolejnym,
to w poprzednim oni widzieli.
Badania te odbywały się w Katedrze Psychologii Katowickiej AWF. Profesor
wprowadzała wolontariuszy w płytką hipnozę i cofała do wcześniejszych żywotów.
Badania trwały wiele lat, wiele razy były powtarzane a wniosek z nich był jeden-
śmierć człowieka to tylko śmierć jego ciała fizycznego, jego ciało energetyczne
żyje nadal w kolejnym ciele fizycznym.A obecni niewidomi w poprzednim swym
wcieleniu widzieli.
Pani profesor prowadziła te badania z zachowaniem wszelkich metod bezpieczeństwa
swych pacjentów. Po każdym badaniu "kasowała" w pamięci pacjenta pamięć o jego
wcześniejszych wcieleniach.
W tym samym czasie w wielu krajach prowadzono badania nad reinkarnacją i
prowadzący je uczeni konfrontowali ze sobą wyniki badań.
Wszyscy doszli do zgodnego wniosku - umiera tylko ciało człowieka, ale jego
najistotniejsza część- ciało energetyczne, czyli świadomość i podświadomość
żyją wiecznie.
W jednym ze swych ostatnich wywiadów uczona stwierdziła:
"Słowa, których używamy w środę popielcową - z prochu powstałeś i w proch się
obrócisz- to absolutna bzdura. Nie da się sprowadzić istoty życia wyłącznie do
ciała. Nasze życie jest wieczne!"
Oczywiście na świecie badania trwają nadal, może kiedyś dowiemy się więcej
na ten temat- i jeśli doczekam ich wyników to pewnie niezle się pośmieję z tego
co wymyśliłam na temat czasu pomiędzy wcieleniami.
A wszystkich, którzy doczytali aż do tego miejsca, przepraszam, jeżeli tymi
opowiadaniami kogoś uraziłam. Nie to było moim celem, naprawdę.
swoistym tabu. Należą do nich sprawy seksu i wiary. I to nie dlatego, że są zbyt
osobiste, bo równie osobistą wielce sprawą jest pisanie o swojej chorobie, o tym,
że nas mąż porzucił, że mamy dziecko nieuleczalnie chore, wrzód na pupie i t.p.
Różnica polega głównie na reakcji czytelników wobec tych spraw. Pod postami
nt. seksu i wiary albo jest milczenie albo stek wyzwisk, ale nikt z komentujących
nie napisze nic od siebie, czyli jakie ma własne zdanie na ten temat.
W latach 1990 -2002 mieszkańców różnych krajów Europy pytano o wiarę
w życie pozagrobowe i reinkarnację- okazało się, że prawie 1/4 Europejczyków
wierzy w reinkarnację.
Antropologia i etnologia pokazują, że wiara w reinkarnację praktykowana jest
w zupełnie nie związanych ze sobą kulturach, w różnych miejscach naszego globu,
od Inuitów poprzez nigeryjskie plemię Igbo aż po Alawitów w Turcji.
W Europie, wraz z rozkwitem chrześcijaństwa nastąpiło stanowcze tępienie tej
wiary jak i wszystkich pogańskich obyczajów. A miejsca pogańskich kultów
"przykryto" budowlami sakralnymi, korzystając z faktu, że ludzie się w tych
właśnie miejscach chętnie zbierali.
Pamiętacie Pitagorasa? Był nie tylko znakomitym matematykiem - był światłym
człowiekiem. Jako pierwszy użył terminu -filozofia- czyli umiłowanie mądrości.
W swym traktacie "O Duszy" wypowiedział myśl, że dusza musi przejść cykl
wcieleń przechodząc w nowe istoty żywe. On pierwszy głosił, że już kiedyś żył.
Pierwsi chrześcijanie uznawali reinkarnację, o czym wspomniałam w jednym
z odcinków. Uznawali nie z "rozpędu", uznawali bo słuchali pilnie tego co
mówił Jezus. Szczególnie o istnieniu reinkarnacji byli przekonani gnostycy.
Gdy w Europie chrześcijaństwo umocniło się na dobre temat reinkarnacji wypadł
z obiegu. Zapewne dlatego, że nie było trudno trafić na stos lub zostać potępionym.
W XIX w., gdy zaczęto eksperymenty z hipnozą, uwagę ludzi zwrócił fakt, że
osoby pogrążone w hipnotycznym transie opowiadały o miejscach w których tak
naprawdę nigdy nie były lub mówiły obcymi językami, których tak naprawdę nie
znały.
Usiłując wyjaśnić te zjawiska zakładano, że ci ludzie musieli się w jakiś sposób
podłączyc do rezerwuaru kosmicznej wiedzy, ewentualnie odziedziczyli
świadomość z poprzedniego życia.
W Polsce badania nad udowodnieniem, że reinkarnacja to nie mit, a rzeczywistość,
podjęła nieżyjąca już pani prof.dr. Lidia Stawowska.
Były to badanie unikalne, ponieważ pani profesor objęła swymi badaniami grupę
osób niewidzących. Zakładała, że jeżeli ich obecne życie jest życiem kolejnym,
to w poprzednim oni widzieli.
Badania te odbywały się w Katedrze Psychologii Katowickiej AWF. Profesor
wprowadzała wolontariuszy w płytką hipnozę i cofała do wcześniejszych żywotów.
Badania trwały wiele lat, wiele razy były powtarzane a wniosek z nich był jeden-
śmierć człowieka to tylko śmierć jego ciała fizycznego, jego ciało energetyczne
żyje nadal w kolejnym ciele fizycznym.A obecni niewidomi w poprzednim swym
wcieleniu widzieli.
Pani profesor prowadziła te badania z zachowaniem wszelkich metod bezpieczeństwa
swych pacjentów. Po każdym badaniu "kasowała" w pamięci pacjenta pamięć o jego
wcześniejszych wcieleniach.
W tym samym czasie w wielu krajach prowadzono badania nad reinkarnacją i
prowadzący je uczeni konfrontowali ze sobą wyniki badań.
Wszyscy doszli do zgodnego wniosku - umiera tylko ciało człowieka, ale jego
najistotniejsza część- ciało energetyczne, czyli świadomość i podświadomość
żyją wiecznie.
W jednym ze swych ostatnich wywiadów uczona stwierdziła:
"Słowa, których używamy w środę popielcową - z prochu powstałeś i w proch się
obrócisz- to absolutna bzdura. Nie da się sprowadzić istoty życia wyłącznie do
ciała. Nasze życie jest wieczne!"
Oczywiście na świecie badania trwają nadal, może kiedyś dowiemy się więcej
na ten temat- i jeśli doczekam ich wyników to pewnie niezle się pośmieję z tego
co wymyśliłam na temat czasu pomiędzy wcieleniami.
A wszystkich, którzy doczytali aż do tego miejsca, przepraszam, jeżeli tymi
opowiadaniami kogoś uraziłam. Nie to było moim celem, naprawdę.
Między nami, duszyczkami - XI
Lola siedziała na sztucznym mchu, pod sztuczną sosną , opierając się o sztuczny pień.
Myślała o tym, że niedługo jej pobyt tutaj dobiegnie końca. I chociaż wszystko tu było
nieco dziwne i sztuczne, to wcale nie było zle.
Poprzedniego dnia nieco się zmartwiła, bo dowiedziała się, że chociaż z całą pewnością
w kolejnym swym ziemskim wcieleniu spotka tych wszystkich, których kochała, lub
z którymi łączyły ją bliskie relacje, to....wcale ich nie rozpozna i vice versa.
Ale na pewno nadal będzie miała bardzo dobre kontakty z tymi z którymi była
związana uczuciowo.
To okropne - powiedziała do swego Opiekuna- spotkam swego męża, z którym przeżyłam
całe swe dorosłe życie i się nie rozpoznamy? Dlaczego?
Bo żadne z Was nie będzie pamiętało o tym, że już byliście na Ziemi wiele razy- po raz
zapewne setny przypomniał jej Opiekun.
Każde z Was dostanie nowe ciało, nowy komplet genów, nowy komplet organów
wewnętrznych, nowiutki mózg, nowy zestaw hormonów.
Wszystko to jest zgodne z prawem Natury. Człowiek składa się z dwóch niezależnych
od siebie ciał - ciała fizycznego i ciała energetycznego.
W tej chwili jesteś Lolu ciałem energetycznym i w twoim ciele energetycznym
funkcjonuje świadomość i podświadomość - obie były i będą nadal niezależne od
ciała fizycznego. Ciało energetyczne przeżywa swoje ciało fizyczne i podlega prawom
reinkarnacji, czyli ponownych wcieleń w ciała fizyczne.
Zarówno w ciele energetycznym jak i ciele fizycznym świadomość postrzega i odczuwa
otaczającą ją rzeczywistość a podświadomość koduje to, co obserwuje i przeżywa
świadomość.
Reinkarnacja, nowe kolejne wcielenia, nowe życia są po to, by człowiek osiągnął
pełny rozwój swej osobowości poprzez kształtowanie cech pozytywnych i
wyeliminowanie negatywnych. A wszystko to można osiągnąć w drodze zdobywania
wiedzy, pracy nad sobą i niesienia bezinteresownej pomocy innym.
I wcale to nie jest łatwe zadanie, choć pozornie wydaje się proste.
Prawa natury dotyczą wszystkich - nie ma znaczenia narodowość , rasa, wyznanie
religijne czy światopogląd.
Do Loli przysiadła się Zuza. O czym tak dumasz? Powiesz mi? -zapytała.
Lola skinęła twierdząco głową.
Zastanawiam się, czy nadejdzie taki czas, że wszyscy ludzie posiądą taki stopień
udoskonalenia wewnętrznego, że nie będą musieli się inkarnować, bo będą po prostu
już doskonałymi tworami. I co wtedy? Czy dusze nadal będą żyły wiecznie? czy będą
wtedy również udoskonalone ciała, który też będą żyły wiecznie?
I czy to wtedy będzie koniec świata?
Zuza też się zamyśliła. A może to swoiste perpetum mobile - i nigdy, przenigdy nikt
nie osiągnie tak wysokiego poziomu doskonałości?
No i to chyba niemożliwe, by nikt dotąd nie osiągnął doskonałości. Zwłaszcza, że
historia ludzkości jest długa.
No a jeżeli osiągnął już jej najwyższy stopień to gdzie się podział? Zapewne ciało
umarło, ale gdzie jest jego dusza? Żyje wiecznie, ale gdzie? W jakimś innym niż
ziemski, wymiarze? I w jakiej postaci? Czy doznaje tak różnorodnych wrażeń jak
dusza ludzka korzystająca z ciała i wszystkich zmysłów?
Wiesz Lolu - nigdy nie wierzyłam w reinkarnację, teraz to "ćwiczę" i siłą rzeczy
w to wierzę. Trudno nie wierzyć w to co się aktualnie z nami dzieje.
Trudno mi jednak pojąć jedną rzecz - Ziemia ma coraz więcej mieszkańców, teraz
dobijamy do liczby 7 miliardów. Ale kiedyś było ludzi znacznie mniej i biorąc
rzecz logicznie to powinien być deficyt dusz. Wygląda na to, że część dusz nie
jest z prostego "odzysku", ale w jakiś sposób dostarczona z zewnątrz, może z innych
planet z głębi Kosmosu? Może w ten dość skomplikowany sposób inna cywilizacja
chce zaludnić naszą Ziemię?
Lola roześmiała się - jeśli mają takie plany to się ogromnie nabiorą. Ziemia ledwo
dyszy - coraz więcej zatrutych wód i ziemi, powietrza też. A na dodatek pewnie
sami w pewnej chwili sami naszą planetę wysadzimy w Kosmos.
Wyciskamy Ziemię jak cytrynę, aż do popękania jej skóry.
Wiesz Zuza, ja nadal odbieram to wszystko co mnie otacza, życie ludzkie, kolejne
wcielenia jak dość skomplikowaną grę komputerową ułożoną przez wielce
zdolnego super-programistę. Co jakiś czas coś niecoś zmienia w programie, ale gra
toczy się nadal. I toczy się tak, jak sobie programista zaprogramował, choć
pozornie każdy z nas ma jakiś wybór- ale to wybór typu skręcić w lewo czy w prawo,
a potem i tak okazuje się, że każda droga kończy się w tym samym miejscu.
Tyle tylko, że jeśli zachowujesz się zgodnie z programem masz mniej problemów
i w nagrodę możesz jeszcze raz zagrać w tej samej grze.
Popatrz - przecież my nie mamy innego wyjścia niż dążenie do doskonałości zgodnie
z wymyślonym przez kogoś jakimś programem, bo to jest jedyny sposób by przestać
wciąż wracać do postaci ludzkiej.
Chodz, idziemy się pohuśtać , mam dość tych rozważań.
Muszę się jakoś odprężyć- stwierdziła Lola.
I zgodnie pomaszerowały w stronę huśtawek.
W kilka miesięcy pózniej pewna młoda mama z rodziny Zuzy ucieszyła się bardzo,
bo okazało się, że noszone pod sercem dziecko to...chłopczyk.
W tym własnie czasie Lola żegnała się ze swoim Opiekunem duchowym i wyruszała
w drogę na Ziemię, by w kolejnym wcieleniu znów być kobietą.
Życie to gra, która najbardziej bawi i cieszy jej twórców a najmniej jej uczestników.
Myślała o tym, że niedługo jej pobyt tutaj dobiegnie końca. I chociaż wszystko tu było
nieco dziwne i sztuczne, to wcale nie było zle.
Poprzedniego dnia nieco się zmartwiła, bo dowiedziała się, że chociaż z całą pewnością
w kolejnym swym ziemskim wcieleniu spotka tych wszystkich, których kochała, lub
z którymi łączyły ją bliskie relacje, to....wcale ich nie rozpozna i vice versa.
Ale na pewno nadal będzie miała bardzo dobre kontakty z tymi z którymi była
związana uczuciowo.
To okropne - powiedziała do swego Opiekuna- spotkam swego męża, z którym przeżyłam
całe swe dorosłe życie i się nie rozpoznamy? Dlaczego?
Bo żadne z Was nie będzie pamiętało o tym, że już byliście na Ziemi wiele razy- po raz
zapewne setny przypomniał jej Opiekun.
Każde z Was dostanie nowe ciało, nowy komplet genów, nowy komplet organów
wewnętrznych, nowiutki mózg, nowy zestaw hormonów.
Wszystko to jest zgodne z prawem Natury. Człowiek składa się z dwóch niezależnych
od siebie ciał - ciała fizycznego i ciała energetycznego.
W tej chwili jesteś Lolu ciałem energetycznym i w twoim ciele energetycznym
funkcjonuje świadomość i podświadomość - obie były i będą nadal niezależne od
ciała fizycznego. Ciało energetyczne przeżywa swoje ciało fizyczne i podlega prawom
reinkarnacji, czyli ponownych wcieleń w ciała fizyczne.
Zarówno w ciele energetycznym jak i ciele fizycznym świadomość postrzega i odczuwa
otaczającą ją rzeczywistość a podświadomość koduje to, co obserwuje i przeżywa
świadomość.
Reinkarnacja, nowe kolejne wcielenia, nowe życia są po to, by człowiek osiągnął
pełny rozwój swej osobowości poprzez kształtowanie cech pozytywnych i
wyeliminowanie negatywnych. A wszystko to można osiągnąć w drodze zdobywania
wiedzy, pracy nad sobą i niesienia bezinteresownej pomocy innym.
I wcale to nie jest łatwe zadanie, choć pozornie wydaje się proste.
Prawa natury dotyczą wszystkich - nie ma znaczenia narodowość , rasa, wyznanie
religijne czy światopogląd.
Do Loli przysiadła się Zuza. O czym tak dumasz? Powiesz mi? -zapytała.
Lola skinęła twierdząco głową.
Zastanawiam się, czy nadejdzie taki czas, że wszyscy ludzie posiądą taki stopień
udoskonalenia wewnętrznego, że nie będą musieli się inkarnować, bo będą po prostu
już doskonałymi tworami. I co wtedy? Czy dusze nadal będą żyły wiecznie? czy będą
wtedy również udoskonalone ciała, który też będą żyły wiecznie?
I czy to wtedy będzie koniec świata?
Zuza też się zamyśliła. A może to swoiste perpetum mobile - i nigdy, przenigdy nikt
nie osiągnie tak wysokiego poziomu doskonałości?
No i to chyba niemożliwe, by nikt dotąd nie osiągnął doskonałości. Zwłaszcza, że
historia ludzkości jest długa.
No a jeżeli osiągnął już jej najwyższy stopień to gdzie się podział? Zapewne ciało
umarło, ale gdzie jest jego dusza? Żyje wiecznie, ale gdzie? W jakimś innym niż
ziemski, wymiarze? I w jakiej postaci? Czy doznaje tak różnorodnych wrażeń jak
dusza ludzka korzystająca z ciała i wszystkich zmysłów?
Wiesz Lolu - nigdy nie wierzyłam w reinkarnację, teraz to "ćwiczę" i siłą rzeczy
w to wierzę. Trudno nie wierzyć w to co się aktualnie z nami dzieje.
Trudno mi jednak pojąć jedną rzecz - Ziemia ma coraz więcej mieszkańców, teraz
dobijamy do liczby 7 miliardów. Ale kiedyś było ludzi znacznie mniej i biorąc
rzecz logicznie to powinien być deficyt dusz. Wygląda na to, że część dusz nie
jest z prostego "odzysku", ale w jakiś sposób dostarczona z zewnątrz, może z innych
planet z głębi Kosmosu? Może w ten dość skomplikowany sposób inna cywilizacja
chce zaludnić naszą Ziemię?
Lola roześmiała się - jeśli mają takie plany to się ogromnie nabiorą. Ziemia ledwo
dyszy - coraz więcej zatrutych wód i ziemi, powietrza też. A na dodatek pewnie
sami w pewnej chwili sami naszą planetę wysadzimy w Kosmos.
Wyciskamy Ziemię jak cytrynę, aż do popękania jej skóry.
Wiesz Zuza, ja nadal odbieram to wszystko co mnie otacza, życie ludzkie, kolejne
wcielenia jak dość skomplikowaną grę komputerową ułożoną przez wielce
zdolnego super-programistę. Co jakiś czas coś niecoś zmienia w programie, ale gra
toczy się nadal. I toczy się tak, jak sobie programista zaprogramował, choć
pozornie każdy z nas ma jakiś wybór- ale to wybór typu skręcić w lewo czy w prawo,
a potem i tak okazuje się, że każda droga kończy się w tym samym miejscu.
Tyle tylko, że jeśli zachowujesz się zgodnie z programem masz mniej problemów
i w nagrodę możesz jeszcze raz zagrać w tej samej grze.
Popatrz - przecież my nie mamy innego wyjścia niż dążenie do doskonałości zgodnie
z wymyślonym przez kogoś jakimś programem, bo to jest jedyny sposób by przestać
wciąż wracać do postaci ludzkiej.
Chodz, idziemy się pohuśtać , mam dość tych rozważań.
Muszę się jakoś odprężyć- stwierdziła Lola.
I zgodnie pomaszerowały w stronę huśtawek.
W kilka miesięcy pózniej pewna młoda mama z rodziny Zuzy ucieszyła się bardzo,
bo okazało się, że noszone pod sercem dziecko to...chłopczyk.
W tym własnie czasie Lola żegnała się ze swoim Opiekunem duchowym i wyruszała
w drogę na Ziemię, by w kolejnym wcieleniu znów być kobietą.
Życie to gra, która najbardziej bawi i cieszy jej twórców a najmniej jej uczestników.
wtorek, 21 kwietnia 2015
Między nam, duszyczkami-X
Zuza i Lola spacerowały po tutejszym lesie. Las był nieco dziwny bo tak naprawdę
wszystko było tu sztuczne.
Wiesz - tu jest piekielnie nudno- skonstatowała Zuza. Popatrz na ten las - nawet
z bliska prezentuje się niezle, ale to przecież nie jest prawdziwy las - prawdziwy las
rozbrzmiewa głosami ptaków, szumi i szeleści, pachnie. Nie ma tu pająków, których
co prawda nie lubię, ale zawsze zachwycają mnie ich pajęczyny, nie ma żadnych
owadów, a normalnie w lesie zawsze mnie coś zżerało - jak nie komary to mrówki.
I wiesz- zastanawia mnie jeszcze jedna sprawa - jeśli my, dusze jesteśmy energią, a
wszystkie żyjące istoty są ożywiane energią, to dlaczego tu nie ma dusz psów, kotów,
ssaków naczelnych itp.? Czy one mają takie same dusze jak ludzie, czyli czy one mają
świadomość? I czy ich dusze też się inkarnują?
Nie mam pojęcia - szczerze mówiąc zawsze uważałam, że nieco bardziej rozwinięte
ssaki potrafią okazywać i sobie wzajemnie i ludziom uczucia, a więc chyba też mają
duszę - odpowiedziała Lola.
Według buddyzmu wszystkie żyjące stworzenia mają dusze - od planktonu po człowieka.
Kiedyś słyszałam, że dusza ludzka w kolejnym wcieleniu może się równie dobrze
odrodzić w postaci jakiegoś zwierzęcia. Ale, jeśli mam być szczera to zawodzi mnie
wyobraznia w sytuacji, gdy dusza np. dżdżownicy w kolejnym wcieleniu ląduje w ciele
człowieka. Chyba jej świadomość jest bliska zeru, więc jak to jest - jak sobie da radę
jako człowiek? Jakieś kursy przechodzi, szkolenia? Albo bakteria- one też przecież żyją.
Och, Lola- ja znam całe mnóstwo osób które chyba rzeczywiście w poprzednim wcieleniu
były dżdżownicą czy innym robalem albo jakimś paskudnym zarazkiem- zawołała Zuza.
Ich cechą podstawową jest totalna głupota i wredność.
Lola, a zauważyłaś, że w tym rzucie dusz jest jakimś cudem znacznie więcej kobiet niż
mężczyzn? Z reguły w tym samym czasie umiera więcej facetów niż kobiet.
I, coś ze mną się dziwnego porobiło po śmierci ciała - jakoś zupełnie nie interesują mnie
faceci. A co ty o tym sądzisz?
Nic nie sądzę, mnie już dawno przestali interesować faceci i to pod każdym względem.
No a tu, wyglądają zewnętrznie tak samo upojnie jak my, tylko wykończenie góry
kombinezonu mają inne. Swoją drogą to jakieś dziwne pojęcie estetyki miał projektant
tych kombinezonów. I te nasze fryzurki na pazia, bez względu na płeć - paskudztwo!
Ale pod względem technicznym to te kombinezony są w porządku -stwierdziła Lola.
Chodz, pójdziemy na huśtawki. Chcę się znów poczuć jak dziecko. Mogłam godzinami
się huśtać .
Byłam kiedyś z dzieckiem w takim ośrodku wczasowym, gdzie było kilka rodzajów
huśtawek - były jedno i wieloosobowe, na niektórych huśtało się bokiem- nie tak jak
zwykle w tył i w przód, ale w lewo i w prawo. To było bardzo dziwne wrażenie.
Jedna z nich była czteromiejscowa, działała na biegunach, jak kołyska, ale kołysała
się w tył i w przód, delikatnie. Na niej spędzałyśmy z jedną panią mnóstwo czasu -
czytając lub rozmawiając. Nigdy więcej nie spotkałam nigdzie takiej różnorodności
w kwestii huśtawek - zakończyła Lola z westchnieniem.
Lolu, przepraszam, że tak obcesowo pytam - znalazłaś już pomysł na swe kolejne
wcielenie? Bo ja już trochę o tym myślałam i wymyśliłam, że może jednak w tym
nowym wcieleniu będę.....mężczyzną. W domu zawsze byłam utrapieniem dla mamy-
najbardziej lubiłam bawić się z chłopakami, łaziłam po drzewach, nawet się z nimi
tłukłam i często byłam górą. Bardzo mało interesowały mnie wszelkie "kobiece"
zajęcia, a na samą myśl, że miałabym chodzić w ciąży, rodzić , zmieniać pieluchy a
na domiar złego dziecko by mi cycki obgryzało - dostawałam mdłości.
Raz w życiu byłam w sukience - gdy szłam do I Komunii. No i potem cały tydzień
musiałam w niej chodzić do kościoła. Masakra, wierz mi. Cały czas ta kiecka plątała
mi się wokół kostek. Dobrze, że chociaż nie zrobiła mi mama loków- miałam tylko
zwykłe warkocze. A w dorosłym życiu byłam na pewno dobrym kumplem, ale nie
bezradną małą kobietką, której facet może wejść na głowę.
No i tak sobie wymyśliłam, że pewnie poprzednim razem zle wybrałam swą tożsamość.
Może są dusze, które z jakichś przyczyn zawsze muszą żyć tylko w jednym pod
względem płci ciele przez wszystkie wcielenia.
c.d.n.
wszystko było tu sztuczne.
Wiesz - tu jest piekielnie nudno- skonstatowała Zuza. Popatrz na ten las - nawet
z bliska prezentuje się niezle, ale to przecież nie jest prawdziwy las - prawdziwy las
rozbrzmiewa głosami ptaków, szumi i szeleści, pachnie. Nie ma tu pająków, których
co prawda nie lubię, ale zawsze zachwycają mnie ich pajęczyny, nie ma żadnych
owadów, a normalnie w lesie zawsze mnie coś zżerało - jak nie komary to mrówki.
I wiesz- zastanawia mnie jeszcze jedna sprawa - jeśli my, dusze jesteśmy energią, a
wszystkie żyjące istoty są ożywiane energią, to dlaczego tu nie ma dusz psów, kotów,
ssaków naczelnych itp.? Czy one mają takie same dusze jak ludzie, czyli czy one mają
świadomość? I czy ich dusze też się inkarnują?
Nie mam pojęcia - szczerze mówiąc zawsze uważałam, że nieco bardziej rozwinięte
ssaki potrafią okazywać i sobie wzajemnie i ludziom uczucia, a więc chyba też mają
duszę - odpowiedziała Lola.
Według buddyzmu wszystkie żyjące stworzenia mają dusze - od planktonu po człowieka.
Kiedyś słyszałam, że dusza ludzka w kolejnym wcieleniu może się równie dobrze
odrodzić w postaci jakiegoś zwierzęcia. Ale, jeśli mam być szczera to zawodzi mnie
wyobraznia w sytuacji, gdy dusza np. dżdżownicy w kolejnym wcieleniu ląduje w ciele
człowieka. Chyba jej świadomość jest bliska zeru, więc jak to jest - jak sobie da radę
jako człowiek? Jakieś kursy przechodzi, szkolenia? Albo bakteria- one też przecież żyją.
Och, Lola- ja znam całe mnóstwo osób które chyba rzeczywiście w poprzednim wcieleniu
były dżdżownicą czy innym robalem albo jakimś paskudnym zarazkiem- zawołała Zuza.
Ich cechą podstawową jest totalna głupota i wredność.
Lola, a zauważyłaś, że w tym rzucie dusz jest jakimś cudem znacznie więcej kobiet niż
mężczyzn? Z reguły w tym samym czasie umiera więcej facetów niż kobiet.
I, coś ze mną się dziwnego porobiło po śmierci ciała - jakoś zupełnie nie interesują mnie
faceci. A co ty o tym sądzisz?
Nic nie sądzę, mnie już dawno przestali interesować faceci i to pod każdym względem.
No a tu, wyglądają zewnętrznie tak samo upojnie jak my, tylko wykończenie góry
kombinezonu mają inne. Swoją drogą to jakieś dziwne pojęcie estetyki miał projektant
tych kombinezonów. I te nasze fryzurki na pazia, bez względu na płeć - paskudztwo!
Ale pod względem technicznym to te kombinezony są w porządku -stwierdziła Lola.
Chodz, pójdziemy na huśtawki. Chcę się znów poczuć jak dziecko. Mogłam godzinami
się huśtać .
Byłam kiedyś z dzieckiem w takim ośrodku wczasowym, gdzie było kilka rodzajów
huśtawek - były jedno i wieloosobowe, na niektórych huśtało się bokiem- nie tak jak
zwykle w tył i w przód, ale w lewo i w prawo. To było bardzo dziwne wrażenie.
Jedna z nich była czteromiejscowa, działała na biegunach, jak kołyska, ale kołysała
się w tył i w przód, delikatnie. Na niej spędzałyśmy z jedną panią mnóstwo czasu -
czytając lub rozmawiając. Nigdy więcej nie spotkałam nigdzie takiej różnorodności
w kwestii huśtawek - zakończyła Lola z westchnieniem.
Lolu, przepraszam, że tak obcesowo pytam - znalazłaś już pomysł na swe kolejne
wcielenie? Bo ja już trochę o tym myślałam i wymyśliłam, że może jednak w tym
nowym wcieleniu będę.....mężczyzną. W domu zawsze byłam utrapieniem dla mamy-
najbardziej lubiłam bawić się z chłopakami, łaziłam po drzewach, nawet się z nimi
tłukłam i często byłam górą. Bardzo mało interesowały mnie wszelkie "kobiece"
zajęcia, a na samą myśl, że miałabym chodzić w ciąży, rodzić , zmieniać pieluchy a
na domiar złego dziecko by mi cycki obgryzało - dostawałam mdłości.
Raz w życiu byłam w sukience - gdy szłam do I Komunii. No i potem cały tydzień
musiałam w niej chodzić do kościoła. Masakra, wierz mi. Cały czas ta kiecka plątała
mi się wokół kostek. Dobrze, że chociaż nie zrobiła mi mama loków- miałam tylko
zwykłe warkocze. A w dorosłym życiu byłam na pewno dobrym kumplem, ale nie
bezradną małą kobietką, której facet może wejść na głowę.
No i tak sobie wymyśliłam, że pewnie poprzednim razem zle wybrałam swą tożsamość.
Może są dusze, które z jakichś przyczyn zawsze muszą żyć tylko w jednym pod
względem płci ciele przez wszystkie wcielenia.
c.d.n.
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
Między nami, duszyczkami- IX
Zuzę nieco wyczerpała zadana jej "praca domowa". Trochę jej samej przed sobą było
wstyd, że nigdy nawet nie zajrzała do Biblii.
Gdy spotkała się z Lolą, z pełną szczerością stwierdziła, że chyba całe życie za mało
dbała o swą stronę duchową, a Biblię uważała za zbiór legend , wydumanych bajek.
Lola, która nigdy nie była związana z kościołem z powodu dzieciństwa spędzonego
w Rosji, o wiele więcej niż Zuza wiedziała o różnych religiach świata, głównych
tezach każdego nurtu religijnego i miała na ten temat własne przemyślenia.
Wiedziała dobrze, że historie opisane w Biblii, a zwłaszcza cały Stary Testament,
zaranie życia ludzi, miały swój pierwowzór na starych glinianych tabliczkach
sumeryjskich. Pierwsza Biblia była Biblią Hebrajską.
Zawierała historie opisane na sumeryjskich tabliczkach, ale już dopasowane do
nowej, monoteistycznej wiary.
A potem dopiero powstała wersja Biblii Chrześcijańskiej. Zresztą ciągle ktoś przy
Biblii "majstrował" dostosowując jej treść do aktualnych potrzeb kościoła.
Widząc przygnębienie Zuzy, Lola zaproponowała wpierw partyjkę szachów.
Pierwszą wygrała Lola, bo Zuza była za bardzo rozkojarzona. Ale drugą udało się
jej wygrać. Potem wybrały się na ...."wspinaczkę".
I chociaż nawet na moment nie ruszyły się ze swych foteli, były chwile, w których
oblewał je ze strachu zimny pot. Nie przypuszczały, że tak łatwo można wywołać
iluzję spadania w przepaść.
Przeglądając spis zobaczyły, że jest również "nauka jazdy pojazdami mechanicznymi".
I chyba ten tytuł miał spore powodzenie, bo trzeba było się na niego zapisywać.
Wyświetlany był w pojedynczej kabinie, a oglądający miał pełne złudzenie, że sam
jest kierowcą, bo miał do dyspozycji: gaz, hamulec, kierunkowskazy i kierownicę.
Taki nieco lepszy trenażer, jak określiła Zuza.
I oczywiście natychmiast się zapisała na listę oczekujących na tę przejażdżkę.
A Lola, która panicznie się bała psów, postanowiła, w ramach pracy nad sobą, wziąć
udział w wyścigu psich zaprzęgów. Zuza ochoczo dołączyła do Loli.
W przeciwieństwie do Loli ogromnie lubiła psy, zwłaszcza duże. A husky nie należały
ani do małych ani do łagodnych psów, o czym oczywiście Zuza uprzedziła Lolę.
Wiesz Lola - to są naprawdę grozne psy, możesz się potwornie wystraszyć gdy nagle
znajdziesz się w samym środku walczących między sobą psów.
Wiem, ale na szczęście wystarczy wyciągnąć wtyczkę z gniazdka i wszystko minie.
Poza tym nie dostanę zawału, bo serca nie mam.
Wiesz Zuza, gdy byłam na Ziemi coraz częściej wydawało mi się, że całe życie ludzkie
to projekcja jakiejś gry komputerowej,w której czasami jesteśmy graczami a czasem
tylko tymi figurkami, których losy ktoś już z góry zaplanował i nawet dość dobry gracz
nie może odmienić ich roli ani losu.
A teraz, gdy włączamy jakąś przygodową projekcję czuję się tak, jakbym nadal żyła
w swoim mało atrakcyjnym ziemskim ciałku.
A mnie dręczy pytanie, dlaczego gdy zmienimy "cielesne ubranko" nie pamiętamy o tym,
że kiedyś już żyliśmy - powiedziała Zuza. Przecież gdybyśmy o tym pamiętali to chyba
nie popełnialibyśmy tych samych błędów za każdym razem!
No, nie jestem tego tak bardzo pewna- przecież w życiu ziemskim często dochodziliśmy
sami do wniosku do wniosku, że trzeba zmienić swoje złe nawyki- odpowiedziała Lola.
Chyba z 90% populacji robi jakieś postanowienia noworoczne - rzuci palenie, zacznie
chodzić na siłownię, przestanie się obżerać czekoladą, będzie milsza dla partnera, będzie
uczęszczać na kurs obcego języka, nie będzie bałaganić itp, itd. I co - nadchodzi następny
nowy rok i znów obiecujemy sobie kropka w kropkę to samo co przedtem.
Może po prostu człowiek jest mało reformowalnym zwierzęciem?
A może, gdyby wiedział, że sam jest odpowiedzialny za siebie, że sam kieruje swoim
losem to częściej używałby swego rozumu i intuicji i mniej by błądził?
Wiesz kto pamięta swoje poprzednie wcielenie?
Podobno małe dzieci pamiętają spore fragmenty swego poprzedniego życia i o nim starają
się dorosłym opowiedzieć. Ale oni uważają,że dzieci zmyślają, nazywają takiego dzieciaka
kłamczuchem i najczęściej karcą.
Po kilku latach dzieci zapominają o tych swoich opowieściach i tylko bardzo nieliczne
osoby w życiu dorosłym są przekonane, że kiedyś były kimś zupełnie innym.
Ale podejrzewam, że życie z takim przekonaniem nie może być proste dla ludzi żyjących
w systemach religijnych takich jak chrześcijanizm, islam lub judaizm, które wykluczają
istnienie reinkarnacji.
c.d.n.
wstyd, że nigdy nawet nie zajrzała do Biblii.
Gdy spotkała się z Lolą, z pełną szczerością stwierdziła, że chyba całe życie za mało
dbała o swą stronę duchową, a Biblię uważała za zbiór legend , wydumanych bajek.
Lola, która nigdy nie była związana z kościołem z powodu dzieciństwa spędzonego
w Rosji, o wiele więcej niż Zuza wiedziała o różnych religiach świata, głównych
tezach każdego nurtu religijnego i miała na ten temat własne przemyślenia.
Wiedziała dobrze, że historie opisane w Biblii, a zwłaszcza cały Stary Testament,
zaranie życia ludzi, miały swój pierwowzór na starych glinianych tabliczkach
sumeryjskich. Pierwsza Biblia była Biblią Hebrajską.
Zawierała historie opisane na sumeryjskich tabliczkach, ale już dopasowane do
nowej, monoteistycznej wiary.
A potem dopiero powstała wersja Biblii Chrześcijańskiej. Zresztą ciągle ktoś przy
Biblii "majstrował" dostosowując jej treść do aktualnych potrzeb kościoła.
Widząc przygnębienie Zuzy, Lola zaproponowała wpierw partyjkę szachów.
Pierwszą wygrała Lola, bo Zuza była za bardzo rozkojarzona. Ale drugą udało się
jej wygrać. Potem wybrały się na ...."wspinaczkę".
I chociaż nawet na moment nie ruszyły się ze swych foteli, były chwile, w których
oblewał je ze strachu zimny pot. Nie przypuszczały, że tak łatwo można wywołać
iluzję spadania w przepaść.
Przeglądając spis zobaczyły, że jest również "nauka jazdy pojazdami mechanicznymi".
I chyba ten tytuł miał spore powodzenie, bo trzeba było się na niego zapisywać.
Wyświetlany był w pojedynczej kabinie, a oglądający miał pełne złudzenie, że sam
jest kierowcą, bo miał do dyspozycji: gaz, hamulec, kierunkowskazy i kierownicę.
Taki nieco lepszy trenażer, jak określiła Zuza.
I oczywiście natychmiast się zapisała na listę oczekujących na tę przejażdżkę.
A Lola, która panicznie się bała psów, postanowiła, w ramach pracy nad sobą, wziąć
udział w wyścigu psich zaprzęgów. Zuza ochoczo dołączyła do Loli.
W przeciwieństwie do Loli ogromnie lubiła psy, zwłaszcza duże. A husky nie należały
ani do małych ani do łagodnych psów, o czym oczywiście Zuza uprzedziła Lolę.
Wiesz Lola - to są naprawdę grozne psy, możesz się potwornie wystraszyć gdy nagle
znajdziesz się w samym środku walczących między sobą psów.
Wiem, ale na szczęście wystarczy wyciągnąć wtyczkę z gniazdka i wszystko minie.
Poza tym nie dostanę zawału, bo serca nie mam.
Wiesz Zuza, gdy byłam na Ziemi coraz częściej wydawało mi się, że całe życie ludzkie
to projekcja jakiejś gry komputerowej,w której czasami jesteśmy graczami a czasem
tylko tymi figurkami, których losy ktoś już z góry zaplanował i nawet dość dobry gracz
nie może odmienić ich roli ani losu.
A teraz, gdy włączamy jakąś przygodową projekcję czuję się tak, jakbym nadal żyła
w swoim mało atrakcyjnym ziemskim ciałku.
A mnie dręczy pytanie, dlaczego gdy zmienimy "cielesne ubranko" nie pamiętamy o tym,
że kiedyś już żyliśmy - powiedziała Zuza. Przecież gdybyśmy o tym pamiętali to chyba
nie popełnialibyśmy tych samych błędów za każdym razem!
No, nie jestem tego tak bardzo pewna- przecież w życiu ziemskim często dochodziliśmy
sami do wniosku do wniosku, że trzeba zmienić swoje złe nawyki- odpowiedziała Lola.
Chyba z 90% populacji robi jakieś postanowienia noworoczne - rzuci palenie, zacznie
chodzić na siłownię, przestanie się obżerać czekoladą, będzie milsza dla partnera, będzie
uczęszczać na kurs obcego języka, nie będzie bałaganić itp, itd. I co - nadchodzi następny
nowy rok i znów obiecujemy sobie kropka w kropkę to samo co przedtem.
Może po prostu człowiek jest mało reformowalnym zwierzęciem?
A może, gdyby wiedział, że sam jest odpowiedzialny za siebie, że sam kieruje swoim
losem to częściej używałby swego rozumu i intuicji i mniej by błądził?
Wiesz kto pamięta swoje poprzednie wcielenie?
Podobno małe dzieci pamiętają spore fragmenty swego poprzedniego życia i o nim starają
się dorosłym opowiedzieć. Ale oni uważają,że dzieci zmyślają, nazywają takiego dzieciaka
kłamczuchem i najczęściej karcą.
Po kilku latach dzieci zapominają o tych swoich opowieściach i tylko bardzo nieliczne
osoby w życiu dorosłym są przekonane, że kiedyś były kimś zupełnie innym.
Ale podejrzewam, że życie z takim przekonaniem nie może być proste dla ludzi żyjących
w systemach religijnych takich jak chrześcijanizm, islam lub judaizm, które wykluczają
istnienie reinkarnacji.
c.d.n.
Między nami, duszyczkami-VIII
Zuza i Lola codziennie spędzały po kilka godzin ze swoimi Opiekunami
Duchowymi.
Dodatkowo Lola czytała różne prace i artykuły polecane jej przez swego mentora.
Jej współpraca z Opiekunem Duchowym układała się harmonijnie, coraz lepiej umiała
zanalizować swój ostatni żywot. Zrobiła listę tego wszystkiego co powinna
w przyszłym wcieleniu wyeliminować lub zmienić.
Zajęło to sporo czasu, w końcu żyła długo. Poza tym nie był to żadem rachunek
sumienia, tu potrzebna była analiza dlaczego postąpiła tak a nie inaczej i wcale nie było
tak bardzo istotne czy jej postępek komuś zaszkodził czy nie.
Nie było to rozliczanie typu ile razy skłamała czy powiedziała niecenzuralny wyraz
albo czy i ewentualnie ile razy zdradziła męża.
Cały ten proces przypominał raczej szykowanie się do bardzo dalekiej podróży, gdy
trzeba sobie zrobić listę rzeczy, które będą w drodze i tam, na miejscu, potrzebne.
Znacznie trudniejsza była druga część, czyli wybranie nowego "locum".
Ale najmniej w tym wszystkim podobał się Loli fakt, że znów będzie zaczynała od
początku, czyli od chwili życia płodowego.
Jej dzieciństwo nigdy nie jawiło się jej jako kraina marzeń, do której chciałaby wrócić.
W chwili wybuchu II wojny światowej była co prawda dość mała, ale doskonale
pamiętała jak matka płakała gdy ojciec dostał powołanie do wojska, potem jej podróż
z matką na Ukrainę, do jakichś krewnych jej ojca, pobyt tam, narodziny jej siostrzyczki
i słowa którejś z ciotek, że dzieci to i bez wojny są kłopotem, a teraz to jeszcze gorzej.
I kolejną ucieczkę, tym razem z tą ukraińską rodziną, zakaz mówienia po polsku by ich
nie wpakowali do łagru i tę makabryczną podróż dalej na wschód.
A potem wiadomość, że ojciec nie żyje i pozostanie głęboko w Rosji, bo nie było dokąd
wracać.
Perspektywa dzieciństwa stanowczo jej nie odpowiadała. Co prawda sporo lat od tego
czasu minęło, ale Lola całe życie uważała że ją prześladuje pech, więc obawiała się, że
teraz też może zle trafić. To pojęcie ciągłego pecha też nadawało się do eliminacji.
Może szkoda, że tu trafiłam. Gdybym nie została tam w szpitalu, tylko z niego uleciała,
to może mogłabym zostać duchem jakiegoś lasu? Może jednak nie wszystkie dusze się
reinkarnują? Muszę o tym poczytać lub porozmawiać o tym z Opiekunem- postanowiła.
Zuza miała nieco inne dylematy - nie mogła pojąć, że skoro zgodnie z wiarą katolicką,
w której została wychowana, reinkarnacja nie istnieje, a jest tylko piekło, czyściec i
niebo, to dlaczego jej dusza ma się reinkarnować.
Po co wracać wciąż na Ziemię czy też na inną planetę? czy nie lepiej by ktoś "z urzędu"
osądził duszę i zakwalifikował ją do czyśćca, piekła lub nieba?
Następnego dnia zamiast odpowiedzi usłyszała pytania - 1. a kto miałby ją osądzać
i na jakiej podstawie? 2. czy ona orientuje się na czym polega czyściec?
3. na czym polega rola reinkarnacji?. Odpowiedzi na te pytania miała udzielić
w ciągu kilku najbliższych dni.
Oczywiście natychmiast opowiedziała wszystko Loli i poprosiła ją o pomoc, ale
Lola stanowczo odmówiła.
Przecież to ty dostałaś te pytania, nie ja - odpowiedziała. To twoje zadanie, nie moje.
Wiesz przecież, że każdy, niezależnie od tego, czy jest w postaci ludzkiej czy tak
jak my w postaci między wcieleniami, sam musi rozstrzygać dylematy.
Nie rozwiążesz teraz, to rozwiążesz pózniej. Najwyżej pobędziesz tu długo.
Zuza poczuła się dotknięta i to bardzo.
Lola bez trudu znalazła odpowiedz na swoje pytanie - dopóki nie "przepracuje "
w kolejnych swych wcieleniach tego co jej nie wyszło, musi wracać do ludzkiej
postaci. I czas pomału zacząć przeglądać swe wspomnienia, usunąć te, które na nic
jej się nie przydadzą w przyszłym wcieleniu.
Uporządkować to wszystko co będzie potrzebne, dobrze wszystko wkuć w pamięć.
Pośpiechu nie było, wszystko zależało od niej i to się jej podobało.
Ciągle jeszcze się zastanawiała nad tym w czyją postać ma się wcielić, by choć trochę
ulepszyć swoje przyszłe życie.
Zuza w końcu jak to mówią "przysiadła fałdów" i odnalazła trochę wiadomości na
temat reinkarnacji.
W Chrześcijańskiej Ewangelii Jezus dwukrotnie mówił do Apostołów, że Jan
Chrzciciel jest reinkarnacją Eliasza, którego przyjście przed nadejściem dnia
Pańskiego prorokował Malachiasz (Księga Malachiasza 3:23).
Pierwszy raz Jezus tak mówił o Janie Chrzcicielu, gdy został on uwięziony.
"A jeśli chcecie przyjąć , to jest on Eliaszem, który ma przyjść. Kto ma uszy niechaj
słucha" (Mat.11:14-15)
Po raz drugi, po przemienieniu rzekł na górze Tabor: "Eliasz istotnie przyjdzie i
naprawi wszystko. Lecz powiadam wam: Eliasz już przyszedł a nie poznali go
i postąpili z nim tak jak chcieli. Tak i Syn Człowieczy będzie od nich cierpiał.
Wtedy uczniowie zrozumieli, że mówi im o Janie Chrzcicielu."
Czytając to Zuza doszła do smutnego skądinąd wniosku, że tak naprawdę to nie
wie o czym czyta- w życiu nie miała w ręce Biblii, a zwłaszcza Starego Testamentu.
Jako młoda dziewczyna chadzała co prawda do kościoła, ale nigdy o tym nie
słyszała.
Pamiętała tylko, że za grzechy trafia się do piekła a czasem do czyśćca i że kiedyś,
kiedyś, gdy nastąpi koniec świata wszyscy zmarli powstaną z grobów.
Wizja ta nieco ją przerażała -oczyma wyobrazni widziała mrowie szkieletów o
różnym stopniu rozkładu podążających nie wiadomo dokąd. Istny horror.
I pamiętała też, że wiara w reinkarnację jest naganna, bo to obca religia.
c.d.n.
Duchowymi.
Dodatkowo Lola czytała różne prace i artykuły polecane jej przez swego mentora.
Jej współpraca z Opiekunem Duchowym układała się harmonijnie, coraz lepiej umiała
zanalizować swój ostatni żywot. Zrobiła listę tego wszystkiego co powinna
w przyszłym wcieleniu wyeliminować lub zmienić.
Zajęło to sporo czasu, w końcu żyła długo. Poza tym nie był to żadem rachunek
sumienia, tu potrzebna była analiza dlaczego postąpiła tak a nie inaczej i wcale nie było
tak bardzo istotne czy jej postępek komuś zaszkodził czy nie.
Nie było to rozliczanie typu ile razy skłamała czy powiedziała niecenzuralny wyraz
albo czy i ewentualnie ile razy zdradziła męża.
Cały ten proces przypominał raczej szykowanie się do bardzo dalekiej podróży, gdy
trzeba sobie zrobić listę rzeczy, które będą w drodze i tam, na miejscu, potrzebne.
Znacznie trudniejsza była druga część, czyli wybranie nowego "locum".
Ale najmniej w tym wszystkim podobał się Loli fakt, że znów będzie zaczynała od
początku, czyli od chwili życia płodowego.
Jej dzieciństwo nigdy nie jawiło się jej jako kraina marzeń, do której chciałaby wrócić.
W chwili wybuchu II wojny światowej była co prawda dość mała, ale doskonale
pamiętała jak matka płakała gdy ojciec dostał powołanie do wojska, potem jej podróż
z matką na Ukrainę, do jakichś krewnych jej ojca, pobyt tam, narodziny jej siostrzyczki
i słowa którejś z ciotek, że dzieci to i bez wojny są kłopotem, a teraz to jeszcze gorzej.
I kolejną ucieczkę, tym razem z tą ukraińską rodziną, zakaz mówienia po polsku by ich
nie wpakowali do łagru i tę makabryczną podróż dalej na wschód.
A potem wiadomość, że ojciec nie żyje i pozostanie głęboko w Rosji, bo nie było dokąd
wracać.
Perspektywa dzieciństwa stanowczo jej nie odpowiadała. Co prawda sporo lat od tego
czasu minęło, ale Lola całe życie uważała że ją prześladuje pech, więc obawiała się, że
teraz też może zle trafić. To pojęcie ciągłego pecha też nadawało się do eliminacji.
Może szkoda, że tu trafiłam. Gdybym nie została tam w szpitalu, tylko z niego uleciała,
to może mogłabym zostać duchem jakiegoś lasu? Może jednak nie wszystkie dusze się
reinkarnują? Muszę o tym poczytać lub porozmawiać o tym z Opiekunem- postanowiła.
Zuza miała nieco inne dylematy - nie mogła pojąć, że skoro zgodnie z wiarą katolicką,
w której została wychowana, reinkarnacja nie istnieje, a jest tylko piekło, czyściec i
niebo, to dlaczego jej dusza ma się reinkarnować.
Po co wracać wciąż na Ziemię czy też na inną planetę? czy nie lepiej by ktoś "z urzędu"
osądził duszę i zakwalifikował ją do czyśćca, piekła lub nieba?
Następnego dnia zamiast odpowiedzi usłyszała pytania - 1. a kto miałby ją osądzać
i na jakiej podstawie? 2. czy ona orientuje się na czym polega czyściec?
3. na czym polega rola reinkarnacji?. Odpowiedzi na te pytania miała udzielić
w ciągu kilku najbliższych dni.
Oczywiście natychmiast opowiedziała wszystko Loli i poprosiła ją o pomoc, ale
Lola stanowczo odmówiła.
Przecież to ty dostałaś te pytania, nie ja - odpowiedziała. To twoje zadanie, nie moje.
Wiesz przecież, że każdy, niezależnie od tego, czy jest w postaci ludzkiej czy tak
jak my w postaci między wcieleniami, sam musi rozstrzygać dylematy.
Nie rozwiążesz teraz, to rozwiążesz pózniej. Najwyżej pobędziesz tu długo.
Zuza poczuła się dotknięta i to bardzo.
Lola bez trudu znalazła odpowiedz na swoje pytanie - dopóki nie "przepracuje "
w kolejnych swych wcieleniach tego co jej nie wyszło, musi wracać do ludzkiej
postaci. I czas pomału zacząć przeglądać swe wspomnienia, usunąć te, które na nic
jej się nie przydadzą w przyszłym wcieleniu.
Uporządkować to wszystko co będzie potrzebne, dobrze wszystko wkuć w pamięć.
Pośpiechu nie było, wszystko zależało od niej i to się jej podobało.
Ciągle jeszcze się zastanawiała nad tym w czyją postać ma się wcielić, by choć trochę
ulepszyć swoje przyszłe życie.
Zuza w końcu jak to mówią "przysiadła fałdów" i odnalazła trochę wiadomości na
temat reinkarnacji.
W Chrześcijańskiej Ewangelii Jezus dwukrotnie mówił do Apostołów, że Jan
Chrzciciel jest reinkarnacją Eliasza, którego przyjście przed nadejściem dnia
Pańskiego prorokował Malachiasz (Księga Malachiasza 3:23).
Pierwszy raz Jezus tak mówił o Janie Chrzcicielu, gdy został on uwięziony.
"A jeśli chcecie przyjąć , to jest on Eliaszem, który ma przyjść. Kto ma uszy niechaj
słucha" (Mat.11:14-15)
Po raz drugi, po przemienieniu rzekł na górze Tabor: "Eliasz istotnie przyjdzie i
naprawi wszystko. Lecz powiadam wam: Eliasz już przyszedł a nie poznali go
i postąpili z nim tak jak chcieli. Tak i Syn Człowieczy będzie od nich cierpiał.
Wtedy uczniowie zrozumieli, że mówi im o Janie Chrzcicielu."
Czytając to Zuza doszła do smutnego skądinąd wniosku, że tak naprawdę to nie
wie o czym czyta- w życiu nie miała w ręce Biblii, a zwłaszcza Starego Testamentu.
Jako młoda dziewczyna chadzała co prawda do kościoła, ale nigdy o tym nie
słyszała.
Pamiętała tylko, że za grzechy trafia się do piekła a czasem do czyśćca i że kiedyś,
kiedyś, gdy nastąpi koniec świata wszyscy zmarli powstaną z grobów.
Wizja ta nieco ją przerażała -oczyma wyobrazni widziała mrowie szkieletów o
różnym stopniu rozkładu podążających nie wiadomo dokąd. Istny horror.
I pamiętała też, że wiara w reinkarnację jest naganna, bo to obca religia.
c.d.n.
piątek, 17 kwietnia 2015
Między nami, duszyczkami- VII
Czas mijał szybko, ale żadna z nich nie umiała powiedzieć jak długo już tu są. Nie było
jakichś stałych zajęć, wszystko było czynne "na okrągło" a poza tym nie było wyraznie
wyodrębnionych pór doby. Jasno było cały czas, tyle tylko, że przez połowę czasu "słońce"
świeciło jakby mocniej.
Lola, która była święcie przekonana, że gdy umrze to spotka się ze swoim wcześniej
zmarłym mężem była wielce rozczarowana, że tak nie jest. Może, gdyby umarła wkrótce
po jego śmierci, to spotkaliby się w czasie pomiędzy jednym a drugim wcieleniem.
Wcale nie pocieszyła jej wiadomość, że z pewnością w swoim przyszłym wcieleniu
spotka się z tymi wszystkimi , z którymi w ziemskim życiu była związana uczuciowo.
Nie bardzo w to wierzyła, chociaż, jak jej tłumaczono na tym polega karma - trzeba
ponownie mieć kontakt z nimi, by naprawić to wszystko co nam w ostatnim życiu
nie wyszło.
Mało tego - wcale nie miała ochoty na ponowne spotkanie niektórych członków rodziny.
Najbardziej rozbawiła ją wiadomość, że w kolejnym wcieleniu może być np. dzieckiem
swego męża albo matką swojej siostry.
A może również być mężczyzną. Bo w czasie kolejnych wcieleń można też zmienić
płeć , zgodnie z zadaniem, jakie mamy wykonać w kolejnym wcieleniu.
Lekarze zajmujący się hipnozą regresyjną obliczyli na podstawie badania 1100 osób,
że 49,9 % z nich było we wcześniejszych wcieleniach kobietami a 50,6%
mężczyznami.
Takie możliwości wydały się jej wielce zabawne.
Przypomniało się jej, że kiedyś czytała jakiś artykuł o lekarzach, którzy leczą swych
pacjentów poddając ich terapii reinkarnacyjnej. Oczywiście nie w Polsce, gdzie
lekarze nie uznają homeopatii bo to zabobon a poddawanie pacjentów hipnozie
regresyjnej uważają za : hochsztaplerstwo, nieprofesjonalizm, nabijanie pacjentów
w butelkę- te epitety były przeznaczone dla lekarzy- a samych pacjentów za osoby
niedorozwinięte umysłowo.
Pomocnik Duchowy, z którym Lola rozmawiała, tłumaczył jej dokładnie, że wszystko
co nas dręczy w czasie życia na Ziemi, choroby ciała i sfery psychicznej mają swe
podłoże w przeszłym życiu - ujawnienie przeszłych wcieleń leczy te stany. Czasem
trzeba pacjenta kilkakrotnie cofać do przeszłych wcieleń, by zorientować się co
jest przyczyną obecnych dolegliwości. Po prostu nie zawsze ostatnie wcielenie było
tego przyczyną a wcielenie znacznie wcześniejsze.
Zuza robiła coraz większe postępy w grze w szachy -ba, nawet polubiła tę rozrywkę.
Gdy pierwszy raz wygrała z Lolą była tak uradowana, że aż odczuła potrzebę
poskakania z radości. Niestety namiastka ciała skutecznie jej uniemożliwiła ten sposób
okazania radości.
Lola też się cieszyła z jej wygranej, bo ona nigdy nie uważała siebie za osobę, która
potrafi coś komuś dobrze wytłumaczyć.
Z tej wielkiej radości postanowiły udać się na.....afrykańskie safari. Na szczęście ta
wycieczka nie wymagała odbycia dalekiej drogi ani żadnych nakładów finansowych.
Wystarczyło udać się do sali kinowej, nałożyć na głowę specjalny hełm i włożyć
wtyczkę do gniazdka, które było umieszczone w obudowie specjalnego fotela.
Wrażeń miały mnóstwo- od lotu dużym samolotem po lot awionetką i lądowaniem
na polowym lotnisku, potem jechały afrykańskimi bezdrożami mało wygodnym
terenowym samochodem.
Wreszcie wysiadły gdzieś pośrodku buszu i szły krok w krok za tropicielem.
Wycieczka była tak niezmiernie realna, że obie opędzały się co chwilę od much,
które usiłowały im usiąść na twarzy. Zza krzaków podglądały stado żyraf,
czołgały się w wysokiej trawie by nie spłoszyć antylop, ukryte za termitierą
śledziły lwią rodzinę. Potem doszły do rzeki, wsiadły w duże czółno i z kolejnym
przewodnikiem popłynęły w dół rzeki by zobaczyć duże stado hipopotamów.
Przeżyły moment strachu, gdy jeden z hipopotamów odłączył się od stada i zaczął
płynąć w ich stronę.
Ale wtedy czółno skierowało się do brzegu a zwierzę zawróciło do stada.
Potem znów jechały jeepem na polowe lotnisko . I tu już był koniec wycieczki.
Słoni nie było! - zawołała Zuza- ale i tak było ciekawie.
Bardzo zadowolone , omawiając widziane obrazy poszły niespiesznie do domu.
c.d.n.
jakichś stałych zajęć, wszystko było czynne "na okrągło" a poza tym nie było wyraznie
wyodrębnionych pór doby. Jasno było cały czas, tyle tylko, że przez połowę czasu "słońce"
świeciło jakby mocniej.
Lola, która była święcie przekonana, że gdy umrze to spotka się ze swoim wcześniej
zmarłym mężem była wielce rozczarowana, że tak nie jest. Może, gdyby umarła wkrótce
po jego śmierci, to spotkaliby się w czasie pomiędzy jednym a drugim wcieleniem.
Wcale nie pocieszyła jej wiadomość, że z pewnością w swoim przyszłym wcieleniu
spotka się z tymi wszystkimi , z którymi w ziemskim życiu była związana uczuciowo.
Nie bardzo w to wierzyła, chociaż, jak jej tłumaczono na tym polega karma - trzeba
ponownie mieć kontakt z nimi, by naprawić to wszystko co nam w ostatnim życiu
nie wyszło.
Mało tego - wcale nie miała ochoty na ponowne spotkanie niektórych członków rodziny.
Najbardziej rozbawiła ją wiadomość, że w kolejnym wcieleniu może być np. dzieckiem
swego męża albo matką swojej siostry.
A może również być mężczyzną. Bo w czasie kolejnych wcieleń można też zmienić
płeć , zgodnie z zadaniem, jakie mamy wykonać w kolejnym wcieleniu.
Lekarze zajmujący się hipnozą regresyjną obliczyli na podstawie badania 1100 osób,
że 49,9 % z nich było we wcześniejszych wcieleniach kobietami a 50,6%
mężczyznami.
Takie możliwości wydały się jej wielce zabawne.
Przypomniało się jej, że kiedyś czytała jakiś artykuł o lekarzach, którzy leczą swych
pacjentów poddając ich terapii reinkarnacyjnej. Oczywiście nie w Polsce, gdzie
lekarze nie uznają homeopatii bo to zabobon a poddawanie pacjentów hipnozie
regresyjnej uważają za : hochsztaplerstwo, nieprofesjonalizm, nabijanie pacjentów
w butelkę- te epitety były przeznaczone dla lekarzy- a samych pacjentów za osoby
niedorozwinięte umysłowo.
Pomocnik Duchowy, z którym Lola rozmawiała, tłumaczył jej dokładnie, że wszystko
co nas dręczy w czasie życia na Ziemi, choroby ciała i sfery psychicznej mają swe
podłoże w przeszłym życiu - ujawnienie przeszłych wcieleń leczy te stany. Czasem
trzeba pacjenta kilkakrotnie cofać do przeszłych wcieleń, by zorientować się co
jest przyczyną obecnych dolegliwości. Po prostu nie zawsze ostatnie wcielenie było
tego przyczyną a wcielenie znacznie wcześniejsze.
Zuza robiła coraz większe postępy w grze w szachy -ba, nawet polubiła tę rozrywkę.
Gdy pierwszy raz wygrała z Lolą była tak uradowana, że aż odczuła potrzebę
poskakania z radości. Niestety namiastka ciała skutecznie jej uniemożliwiła ten sposób
okazania radości.
Lola też się cieszyła z jej wygranej, bo ona nigdy nie uważała siebie za osobę, która
potrafi coś komuś dobrze wytłumaczyć.
Z tej wielkiej radości postanowiły udać się na.....afrykańskie safari. Na szczęście ta
wycieczka nie wymagała odbycia dalekiej drogi ani żadnych nakładów finansowych.
Wystarczyło udać się do sali kinowej, nałożyć na głowę specjalny hełm i włożyć
wtyczkę do gniazdka, które było umieszczone w obudowie specjalnego fotela.
Wrażeń miały mnóstwo- od lotu dużym samolotem po lot awionetką i lądowaniem
na polowym lotnisku, potem jechały afrykańskimi bezdrożami mało wygodnym
terenowym samochodem.
Wreszcie wysiadły gdzieś pośrodku buszu i szły krok w krok za tropicielem.
Wycieczka była tak niezmiernie realna, że obie opędzały się co chwilę od much,
które usiłowały im usiąść na twarzy. Zza krzaków podglądały stado żyraf,
czołgały się w wysokiej trawie by nie spłoszyć antylop, ukryte za termitierą
śledziły lwią rodzinę. Potem doszły do rzeki, wsiadły w duże czółno i z kolejnym
przewodnikiem popłynęły w dół rzeki by zobaczyć duże stado hipopotamów.
Przeżyły moment strachu, gdy jeden z hipopotamów odłączył się od stada i zaczął
płynąć w ich stronę.
Ale wtedy czółno skierowało się do brzegu a zwierzę zawróciło do stada.
Potem znów jechały jeepem na polowe lotnisko . I tu już był koniec wycieczki.
Słoni nie było! - zawołała Zuza- ale i tak było ciekawie.
Bardzo zadowolone , omawiając widziane obrazy poszły niespiesznie do domu.
c.d.n.
Subskrybuj:
Posty (Atom)