wtorek, 9 sierpnia 2022

Trudny wybór - 80

Dokładne obejrzenie tej zabudowanej od sufitu do podłogi ściany nieco "przygniotło" Adelę. Bo to była zwyczajna fuszerka. Szafki z całą  pewnością nie utrzymałyby ciężaru zastawy stołowej. Emil od razu ściągnął tu Arka z Ireną, mówiąc, że powinni chyba jednak rozmontować tę ścianę i pomyśleć nad innym rozwiązaniem, bo to co jest  jest  tylko ozdobą a nie użytecznym meblem. Czyli czeka  ich zwymiarowanie kuchni i znalezienie gotowych mebli. Adela stwierdziła, że niestety te pomieszczenia kuchenne nie za bardzo dadzą  się zagospodarować meblami ze sklepów IKEA, więc muszą przepatrzeć co jest np. w Castoramie, lub OBI, przejrzeć nieco katalogów różnych producentów mebli. Ale i tak trzeba  zacząć od zwymiarowania dokładnego kuchni i zastanowienia się co chcą  w niej mieć. Trzeba po prostu wtedy wrzucić w wyszukiwarkę hasło "meble  kuchenne", obejrzeć  co się im podoba,  sprawdzić wymiary mebli i kuchni. I, tak  się wydaje  Adeli, najlepiej wziąć jednak zawodowego projektanta. Bo projektowanie samemu wcale nie jest  łatwe i pochłania  mnóstwo czasu.

A jak wyście urządzali swoją kuchnię?- spytał Arek. No tak, że połowa tego co było do umieszczenia w kuchni do dziś leży nierozpakowana w pudłach w piwnicy- odpowiedział Emil. Do dziś leżą w piwnicy, na półkach, kartony z częścią ubrań, książek, garnków, naczyń. No ale my  mieszkamy na parterze to raz, a dwa, że zaraz obok  nas  mieszkają rodzice i gdy coś jest potrzebne  to jeśli akurat to mają  w kuchni to pożyczą, a jeśli  nie, to  schodzę do piwnicy i szukam w pudłach. W każdym jest w środku kartka z dokładnym opisem a na wierzchu na pudle literka "K". I bardzo pilnujemy by nie  dokupywać żadnego wyposażenia kuchennego bez sprawdzenia  czy aby nie jest w piwnicy lub u rodziców.Przyjęć na więcej niż sześć osób razem  z nami nie urządzamy. A wy sprawdzaliście jak wygląda wasza piwnica? Bo warto w niej zainstalować półki i, co jest najistotniejsze - zamontować pełne, solidne drzwi. Oglądaliście już tu piwnicę? Nie - Arek był wyraźnie zasępiony.

Wiecie co - pojedźmy teraz do nas na kawę i obejrzycie naszą piwnicę i naszą kuchnię- zaproponowała Adela. Tylko szybko zwymiarujemy tę waszą kuchnię, mam przy sobie taśmę mierniczą. Mileczku, zrób rysunek odręczny kuchni i spiszemy wymiary. W pół godziny później pili już kawę w kuchni Adeli i Emila. Potem poszli z Emilem do piwnicy a Adela  w tym czasie załadowała i uruchomiła  zmywarkę i wprowadziła nieco ładu w  sypialni.

W 2 godziny później Emil opowiadał Adeli w jaki podziw wprawił oboje widok zagospodarowanej piwnicy, a  zwłaszcza te niemal pancerne drzwi i wyłożona linoleum podłoga. Emil nie ukrywał, że bardzo dużo pomogli im  rodzice, bo to głównie oni byli obecni gdy "fachowcy" montowali drzwi w piwnicy, instalowali półki, wykrawali pokrycie podłogi, instalowali oświetlenie. Kraty w okienku były od początku na wyposażeniu piwnicy. Arek był wyraźnie "skwaszony", w końcu stwierdził, że chyba musi wziąć ze dwa miesiące wolnego, by sobie  z tym wszystkim poradzić. Irena zazdrościła im ogródka, bo przecież gdy będzie  dziecko, to będzie mogło spać w ogródku, ale Adela  szybko wytłumaczyła Irenie, że to nierealne. Po prostu będzie jeździła z dzieckiem do parku albo wręcz do Powsina. Bo ma zamiar wziąć trzyletni urlop wychowawczy. No przecież macie takie  dobre układy z rodzicami - stwierdziła Irena.  No ale to nasze  dziecko,  nie ich, oni już  swoje wychowali - odpowiedział Emil. Zapewne oddamy do przedszkola gdy będzie w odpowiednim wieku, więc może wtedy któreś z nich będzie odprowadzać dziecko i odbierać.

A który pokój będzie dla dziecka - spytała Irena. Nie  wiem, na  razie jeszcze dziecka  nie ma, ale na pewno przez pierwszy rok będzie spało w naszej sypialni, lub wręcz w naszym łóżku. No coś ty, to bardzo niezdrowe - surowym  tonem napomniała go Irena. 

W tym samym, albo w mniejszym stopniu niż  pochylanie   się nad  niemowlakiem i mizdrzenie się do niego - stwierdził Emil. Doświadczeni rodzice  wiedzą, że nawet takie maleńko dziecko lepiej śpi gdy ma matkę tuż obok. Równie  dobrze  można  powiedzieć, że karmienie piersią jest niedobre, bo dziecko jest ileś razy dziennie przytulone do matki, która nad  nim oddycha i coś do niego mówi.

Trochę mnie przeraża perspektywa ciąży - stwierdził Arek. Adela spojrzała na niego jak na wariata i parsknęła  śmiechem. O ile  się nie mylę, to jak na  razie jeszcze mężczyźni nie  bywają w  ciąży ani nie  rodzą dzieci - stwierdziła- więc ci brzuch nie urośnie i raczej nie będziesz miał porannych mdłości. Ale nie o to biega- tłumaczył Arek- nie wyobrażam sobie  by być kilka miesięcy bez  seksu!  

Ale, jeżeli tylko ciąża nie będzie zagrożona a księżna pani nie będzie odczuwała w trakcie aktu dyskomfortu to wcale nie trzeba pościć - powiedział Emil. Rozmawialiśmy na ten temat z lekarzami a orgazm księżnej pani też dziecku nie zaszkodzi. Dopiero teraz okazuje  się, że niektóre obyczaje potępione z rozpędu przez medycynę dwudziestego  wieku wcale  nie były złe i nie  szkodziły. Ty się kolego zaopatrz w odpowiednią literaturę i nim zaczniesz produkcję porozmawiaj z  mądrym lekarzem- po prostu chodź z Ireną na wizyty lekarskie do ginekologa. Dałem ci namiary na tę prywatną lecznicę - bardzo mili lekarze z tej branży, poprowadzą ci żonę w ciąży, możesz tam być przy porodzie, przeszkolisz  się w przewijaniu i kąpieli przez te kilka  dni, które spędzicie razem po porodzie. Ja stwierdziłem, że będę calutki czas przy  Adeli. Wiem, że nie urodzę  zamiast niej, ale chcę być cały czas z nią i może będę mógł przeciąć pępowinę. I to maleństwo od pierwszych godzin życia  będzie znało dotyk nie tylko matki ale i ojca. Bo jak tylko zostanie "obrobione" to będę mógł wziąć je na ręce i nawet pocałować w czółko.

Odważny jesteś - stwierdził Arek- ja nie  wiem jak zniosę widok krwi i jej jęki bólu. Głupek jesteś - krwi nie zobaczysz a jeśli to będzie poród zagrażający matce lub dziecku to nie będziesz mógł przy nim  być.

Wrzuć w wyszukiwarkę jak wygląda poród rodzinny i na pewno znajdziesz kilka filmików na YT. Generalnie stoisz  w trakcie przy jej głowie, jej reszta jest za zasłoną. Ale jeśli nie jesteś w  stanie dobrze reagować na jej płacz i jęki to po prostu odwieziesz  do  szpitala i będziesz  siedział w domu i czekał na informacje. Jak widzisz pełny wachlarz możliwości.

No i jest jeszcze jedna możliwość - nigdzie  nie jest napisane, że każde małżeństwo musi mieć  dziecko- jak na  razie nie ma przymusu posiadania  dziecka, ale patrząc na  to wszystko co się dzieje, to nie wiadomo co będzie dalej- dopowiedziała Adela.

Martwi  mnie ta  nasza kuchnia - bo myślę, że jednak trzeba będzie to rozebrać. Nie podejrzewałem, że to właściwie atrapa- Arek był wyraźnie  zdegustowany. No to nic  dziwnego, że facet bez bólu oddał ten niby kredens. Adela wyszła na  chwilę z kuchni i wróciła z dwiema książkami- obydwie były o ergonomii mieszkania. Podała je Arkowi mówiąc - poczytaj, albo przynajmniej pooglądaj obrazki. Ergonomia jest ważna w urządzaniu mieszkania - jeśli będzie urządzone nieergonomicznie nie będzie  się  w nim dobrze mieszkało. I w tym wypadku bardzo ważne jest urządzenie kuchni, bo w niej jednak sporo czasu się spędza na przygotowywaniu posiłków i  musi być całe urządzenie dobrze przemyślane, żeby nie latać po  niej niczym dziki zwierzak złapany w klatkę. Tu również nawet  całkiem mądrze napisali, że to meble mają być  dla nas,  a nie my dla mebli, więc  muszą być dobrane do wzrostu, wieku i tego co lubimy robić.

Bo nie  zawsze to co nam się podoba optycznie jest  dla nas dobre. W domu rodzinnym Emila  były bardzo, ale  to bardzo piękne  meble, ale tam były duże pokoje, te małe to były po 20 metrów kwadratowych, salon miał około 40 metrów. Bardzo mi było przykro, ale poszły  do ludzi i to bez pośrednictwa DESY- dobrze  się sprzedały.

No nie  wiem, czy wyprowadziłbym  się z takiego, jak mówisz pięknie umeblowanego i dużego domu- tylko raz byłem u Emila w domu. Fakt, czułem się nieco jakbym był w muzeum - rzekł Arek.  Emil roześmiał się- oj, gdybyś  musiał całą  zimę odśnieżać dom dookoła i ciągle się martwił, że się zatykają rynny dachowe od opadającego igliwia i liści, to byś spływał stamtąd bez  żalu. Nawet  nie masz pojęcia jak cholernie  drogi jest  w utrzymaniu taki dom. Do tego był tam jeszcze  duży ogród, w którym trawa rosła jak  głupia,  wiecznie trzeba było ją kosić a żywopłoty przystrzygać.  Gdy mieszkasz  w bloku to  nie interesuje cię stan dachu, zwłaszcza  gdy  nie mieszkasz na ostatnim piętrze i nie odśnieżasz dzień w  dzień chodnika  zimą, nie wychodzisz  sprawdzać czy aby nie jest ślisko i czy może trzeba posypać. No i jeszcze  dochodzi ogrzewanie zimą.W Piasecznie przemieszkałeś jedną zimę, ale od kilku lat zimy są mało dokuczliwe i miałeś ogrzewanie piecem gazowym,a już narzekałeś, że za chłodno i że musisz czyścić schodki, wjazd do garażu i komuś płaciliście za odśnieżanie tego kawałka asfaltu,  narzekałeś że piec pożera  furę pieniędzy, a dom  w Piasecznie  był wszak mały. Ja się najeździłem jak głupi do szkoły i na uczelnię a ta kolejka to jeździła z zawrotną prędkością, chyba 20 km na  godzinę i ostatnia kolejka odjeżdżała  z Warszawy o 23,00. Ale się bardzo cieszę, że Adela jeszcze  zdążyła tam być. Bywaliśmy tam w weekendy. I mamy stamtąd naprawdę piękne wspomnienia, a przynajmniej ja mam. Adela uśmiechnęła się - nie  da się ukryć, że ja też. Ale zakochałam  się w tobie wcześniej, gdy jeszcze  nie znałam tego  domu. 

Adelko,  a znasz   jakiegoś projektanta wnętrz? Nie znam, ale po prostu wrzuć w  wyszukiwarkę "projekty kuchni", ale nim  się z kimś umówisz  to zastanówcie się wspólnie jaką  chcielibyście mieć tę kuchnię- czy chcecie w  niej jeść, jakie urządzenia AGD chcecie mieć i nie mam na myśli tylko zmywarki ale też te mniejsze urządzenia jak  choćby mikrofalówkę, express do kawy,  bo też  przecież muszą  gdzieś stać, jaką lodówkę chcecie, warto się  zorientować ile się ma garnków, patelni, szkła przeróżnego, no bo to wszystko musi gdzieś stać czy też leżeć. Wystarczy gdy pomierzycie szafki, w których one teraz  stoją. I sprawdźcie, czy w łazience jest miejsce na pralkę, czy zostawiacie wannę czy  może robicie kabinę i czy to ma  być "dziewięćdziesiątka" czy  może większa. A jeśli nie będzie w łazience miejsca na pralkę to wtedy trzeba  w kuchni na  nią wygospodarować miejsce. 

Arek patrzył na Adelę, patrzył i  w końcu powiedział - przecież ty masz kobieto komputer  a nie głowę- mnie nawet połowa  z tego co  powiedziałaś nie przyszła  do głowy. No ale  za to znasz  Kodeks na  wyrywki i multum przepisów. I gdybyśmy rozmawiali o czymś z zakresu prawa zapewne stwierdziłbyś, że nie wiesz jakim cudem skończyłam prawo. O nie, co do tego to nie  mam zastrzeżeń, świetnie opowiadałaś o swojej pracy, mówiłaś też o przepisach o których nie  wspominałaś w pracy. I na to zwróciłem uwagę. Naprawdę ? - zdziwiła  się Adela. Zupełnie nie pamiętam co plotłam na tej obronie. Tak samo wyrzuciłam z pamięci to co pisałam na egzaminie na rzecznika. Pamiętam  tylko, że  w pewnej chwili musiałam się zastanowić  którym nazwiskiem mam się podpisać i w którym miejscu - byłam pół żywa ze zmęczenia. Byłam piekielnie skoncentrowana, bo pisałam od  razu "na  czysto", choć brudnopis był przewidywany. No  ale gdy się pisze wpierw  "na  brudno" to jest dwa  razy tyle pisania. Jak na dziś, to już nie mam ochoty cokolwiek studiować, bo tak naprawdę to ciągle poznaję coś  nowego, muszę szperać  w przepisach by nie palnąć jakiejś gafy. Na szczęście mam fajnego szefa i zawsze mogę powiedzieć, że jeszcze czegoś nie jestem pewna. 

Emil zaczął się  śmiać - no to już teraz wiem, dlaczego gdy ostatnim  razem z nim rozmawiałem powiedział mi, żebym  dał ci się w  domu "porządzić", żebyś nabrała  pewności siebie. Tłumaczyłem, że to ty właściwie w  domu rządzisz, ale nie  chciał mi uwierzyć. No widzisz- zwrócił się do Arka -  jaka to skomplikowana istota  ta  moja  żona. Wydaje prawidłowe orzeczenie i sama sobie  nie  wierzy że wykombinowała prawidłowo. I mówi, że już niczego nowego się nie  chce uczyć a tu ciągle, nie  studiując, uczy się czegoś nowego.  Arek uśmiechnął - byłaby świetna w dochodzeniówce, bo ogarnia jednocześnie wiele spraw i bardzo logicznie myśli, ale lepiej niech dochodzi wśród  patentów, szkoda jej u nas na  dochodzeniówkę. Ale na   kierowniczkę sekretariatu to się nie nadawałam- prawda?  No jasne, że nie bo jesteś na to  za dobra, to byłoby zwykłe  marnowanie potencjału. Ale  na adwokata  byś się nadawała.  Też nie - stwierdziła Adela. Ja tak  naprawdę  na takiego prawnika to się nie  nadaję, bo jakoś zupełnie inaczej odbieram rzeczywistość. A już na 150% nie mogłabym być w sądzie rodzinnym, bo moje wyroki  byłyby skandaliczne. To znaczy  jakie? -spytał Arek. Zawsze dziecko powyżej pierwszego roku życia przyznawałabym ojcu i nie obarczałabym pań alimentami. Ty nawet  nie masz pojęcia  jak spadłaby liczba rozwodów. Tylko to u nas  by  nie przeszło, bo większość kobiet to idiotki. Moją koleżankę zdradził mąż - nie robiła  awantur, powiedziała  że wie,że ją zdradził, ma nawet dowód  więc nie ma  najmniejszego zamiaru go dłużej swoją osobą męczyć, niech wystąpi o rozwód, ona mu da rozwód bez problemu i  niech weźmie ze  sobą  dziecko - dziewczynkę , 5 lat.  Bo zawsze wszystkim opowiada jak ogromnie  kocha  swą córeczkę.  I facet wymiękł, zrobił zwrot o 180 stopni i jakoś mu amory z innymi paniami wywietrzały. A znając ją  to wiem, że zrobiłaby tak.

Najlepsze ze wszystkiego to było jego pytanie czy ona  wie co zrobiłaby dziecku, więc powiedziała - po prostu zapewniłabym dziecku w ten  sposób bezpieczeństwo materialne, a gdyby zostało ze mną to by tego nie  miało. A jeśli idzie o stronę psychiczną to zrobiłabym  to samo co byłoby gdybyś to ty odszedł nas zostawiając. Faceta zatkało. Wyporządniał. A głupie baby toczą wojny o dzieci w myśl głupiego prawa. Arkowi z lekka szczęka opadła , a Emil powiedział- Maleństwo na mnie  nie licz, nie odejdę!

                                                                         c.d.n

 


niedziela, 7 sierpnia 2022

Trudny wybór - 79

 Pewnego wieczoru Emil zapytał Adelę, czy może podać Arkowi "namiary" na jej ulubionego "gina". Adela roześmiała  się - a co, Arek płeć  zmienił? No nie, sądząc z głosu i wyglądu to raczej  nie, ale wiesz, że jemu też  się dziecka  zachciało a chciałby iść w nasze  ślady i wpierw  sprawdzić,  czy  wszystko z Irunią jest w porządku, mało tego, chce też od razu przebadać swoje możliwości  w tej materii. No to mu daj te  namiary,  ale powiedz, że równie  dobrze mogą  się  zapisać do tej przychodni, w której my jesteśmy, bo przecież  dr. Z. nie ma  laboratorium u siebie, więc  będzie lepiej, gdy od  razu tam się  zapiszą, bo przecież  będą  musieli porobić sporo badań. Do niego to niech ona  idzie tylko po to, by zrobił jej cytologię i o tym to może powiedzieć w recepcji, bez powoływania  się na mnie.

A jak im idzie ta przeprowadzka? Jakoś - to jest najwłaściwsze  określenie. Arek jest  zaorany w pracy, a Irena nie należy  do mistrzów organizacji. Już kilka  razy stwierdził, że adwokatura  to nie był najlepszy  pomysł, bo za bardzo  mu to  wszystko przeszkadza by się  w pełni po godzinach pracy zająć sprawami prywatnymi. I chyba nieco w piętkę goni. No to niech  sobie  wynajdzie kogoś kto chce  aplikować na  adwokaturę, to będzie u niego orał i na pewno  go odciąży - stwierdziła Adela. To teraz zapewne nie  może odżałować, że nie wypaliło z kancelarią, bo na pewno jeszcze  nie byłoby spraw patentowych więc wrabiałby  mnie w  swoje  sprawy. Pewnie tak by  było - potwierdził Emil.

Ale ci, od których Arek kupił mieszkanie znaleźli się ładnie i całe  mieszkanie przed opuszczeniem odnowili. Bo, jak powiedział ten  facet- ci co mu odnawiali odziedziczony  dom spodobali mu się, więc dał im też to mieszkanie  do odnowienia. Meble do tej "kanciapy" już niemal gotowe i na dniach będą montowane. Zostawili sobie w kuchni tę ścianę zabudowaną kredensem, bo to było robione na zamówienie i demontaż to po prostu byłaby ruina. Po prostu wszystko wewnątrz umyją, a potem albo pomalują na biało albo pociągną  czymś bezbarwnym. Powtarzam mu do  znudzenia, że i tak ma nieźle, bo udało mu  się sprzedać od ręki ten dom w  Piasecznie. Teraz mieszkają na Saskiej Kępie. I chyba  do nich wpadniemy w ten lub w następny weekend- ale to zależy od tego jak się ułoży Arkowi jego praca.

A po co do nich mamy wpadać?- wypaliła trochę bez  zastanowienia Adela. Emil spojrzał na  nią uważnie- kto ci podpadł? Irena czy Arek? I czym? Nie wiem o czymś?  Przecież mamy ich zdjęcia ślubne, które chyba trzeba im wreszcie oddać. Chciałem, żeby do nas  wpadli, ale wylazła  z Arka tak zwana "staroświecczyzna" i wypalił, że to teraz ich kolej by nas gościć. Nie  mogłem  mu przecież powiedzieć, że moja ukochana żona nie lubi jadać "u obcych". No przecież jadłam gdy byłam u nich w Piasecznie! Taaak, jadłaś, ale tylko to co do nich przyniosłaś, czyli lody i pierogi. A to co wystawił Arek na stół nawet nie tknęłaś. Mogę Cię tylko pocieszyć, że jeśli coś tam w ogóle będzie do jedzenia to będzie  rodem z barku Hotelu Europejskiego, bo Irena ma wstręt do gotowania. Tylko śniadania i kolacje robią  w domu, obiady każde z nich oddzielnie  na mieście gdzieś jada, Arek w sądach . Nie wiem też jak wyglądają ich weekendy jeśli idzie o jedzenie. 

Milek,  a gdzie pracuje Irena? W Sądzie Okręgowym, na Pradze. Ona też jest prawnikiem? Nie, nie jest, ale w sądach nie tylko prawnicy przecież pracują. Tam jest przecież masa papierkowej roboty i do tego są potrzebni tak zwani "zwykli ludzie". No fakt, kiedyś słyszałam, że właśnie przez  brak chętnych do pracy w  sądach wszystkie  sprawy tak  się  w sądach wloką. Ale według pewnego pana wykładowcy to ludzie  z byle czym  zaraz lecą  do sądu.

Popatrz- wyraźnie mam sklerozę - zupełnie  zapomniałam o tych zdjęciach, nawet ich  nie obejrzałam. Emil wyjął z szafki kopertę ze zdjęciami. Część była  w kolorze, część monochromatyczna, w stylu zdjęć z XIX wieku. To tylko oni na tych zdjęciach, a gdzie my? - zdziwiła  się  Adela.  U Konrada - jak będą gotowe to do mnie zatelefonuje. Coś eksperymentuje z nimi. Pewnie musi się biedak wyżyć w swoim hobby. Tam u niego jest jeszcze  fura  zdjęć,  natrzaskał ich jak nieprzytomny. I z pięć razy mi powiedział, że wyglądałaś "bosko". W końcu powiedziałem, że wiem i że to ani chybi kwestia odpowiedniego tła. A o Arku powiedział, że to typ, który sto razy lepiej wygląda na  zdjęciach  niż w naturze.

Bo Arek jest notorycznie zmęczony. Powiedz  mu, że jak będzie tak notorycznie umordowany to będzie miał kłopot ze  zmajstrowaniem dziecka. Jedna z moich koleżanek  miała tak cholernie zarobionego męża, bo mu się wydawało, że jest niezastąpiony, biuro padnie gdy on pójdzie na urlop i ze trzy lata był bez urlopu, a starali się o dziecko.  W końcu chłopa na ten urlop wyciągnęła  i zaraz po urlopie zaszła. 

No cóż - westchnął Emil - praca wyraźnie  ludziom  szkodzi. Jak tak popatrzeć, to jest cała masa  zawodów, w których 3/4 czasu spędza  się  w biurze  nie  wiadomo  po co. Też się  chwilami tutaj nudzę, mógłbym być góra  3 dni w  tygodniu a  spokojnie bym się ze  wszystkim wyrobił. Chyba podstawowy błąd gdy idzie o różne prace to jest ten wymóg  siedzenia po 8 godzin w pracy. Kiedyś robiono takie różne  eksperymenty i stwierdzono, że tak naprawdę efektywnie to się pracuje 4 godziny. 

Ja już nauczyłam się celebrować pracę. Tak naprawdę "zarobiona" po uszy to byłam tylko gdy byłam na etacie sekretarki i asystentki. U ciebie to  się zajmowałam  głównie pisaniem pracy a potem uczeniem  się do aplikacji.Większość tych dyrektorów z którymi pracowałam i ich  kolegów  to nie  chodziła na urlopy, bo delegacje traktowali jako odpoczynek i na pewno część  delegacji taka  była. Mam wrażenie, że większość z nich opanowała  do perfekcji spanie z otwartymi oczami. Ekonomiczny, wiesz, pan Dz. zapadał w taki sen - raz  się diabelnie wystraszyłam, bo zapukałam, odzewu nie było, weszłam i stanęłam  jak  wryta- myślałam, że umarł, bo powiedziałam co miałam powiedzieć, zero reakcji, więc porządnie zakaszlałam i wtedy się ocknął. Normalnie  staruszek spał z otwartymi oczami. Miał już przejść na emeryturę, ale nie mieli jeszcze nikogo w jego miejsce. A tak się tym wystraszyłam, że aż opowiedziałam wszystko Kamilowi. Trochę się ze mnie śmiał, że się nerwowa zrobiłam. 

Wiesz, ja też bym się wystraszył, gdybym takiego staruszka jak on zobaczył w takim  stanie- stwierdził Emil. A pan Dz. był bardzo sympatycznym i kulturalnym człowiekiem. Kiedyś przesiedziałem w jego gabinecie kilka godzin, bo on brał udział w Powstaniu Warszawskim, był na  Żoliborzu. I sporo mi o tamtym okresie opowiedział.

Wieczór u Ireny i Arka minął całkiem miło. "Konkretne"- czyli różnorodne tartinki i drobne zakąski były, jak przewidział Emil, rodem z  Barku Europejskiego. Sernik i ciasteczka  amaretto były z pobliskiej kawiarni. Arek  całkiem przytomnie  zauważył że na tych  zdjęciach są tylko oni, że nie  ma wcale  wspólnych zdjęć ze świadkami, ale Emil  zapewnił, że będą, ale nieco później i na pewno je dostaną. Po prostu pan  fotograf robi jakieś eksperymenty  z tymi zdjęciami, ale Emil nie ma pojęcia o co  chodzi.

Było sporo dyskusji na temat kuchni w nowym mieszkaniu. Zbudowany na jednej  ze ścian kredens był po prostu w kolorze naturalnego drewna. Arek orzekł, że ten kredens jest nowiutki a jego poprzedni właściciel planował zrobić go w dwóch kolorach- kremowym i zielonym.

Adela dość  długo nic  nie mówiła,  w końcu Irena  powiedziała-  a co ty sądzisz o tym kredensie? No ale to wy tam  będziecie  mieszkać nie ja- ja bym po prostu zostawiła go w naturalnym  kolorze  drewna. Ewentualnie wszystkie listewki konturowe i zdobiące pociągnęła bejcą o ton ciemniejszą. On jest bardzo ładny i gdy  będzie w kolorze naturalnym to wtedy jest cała gama możliwości kolorystycznych jeśli idzie o blaty, krzesła, stół, obrusy  serwetki itp. Gdy będziecie mieli pomalowany ten kredens na konkretny kolor, jak to planował właściciel, to wtedy  się namordujecie  z dobraniem reszty mebli i dodatków, żeby nie  gryzły  się z kolorami na całej tej ścianie. Ja to bym  chyba w niektórych drzwiczkach zamontowała szybki, wtedy całość będzie optycznie lżejsza. Powstawiacie tam po prostu bardziej ozdobne szkło.

Adela, a mogłabyś zrobić nam projekt? Potraktujemy to tak, jak się takie  rzeczy traktuje, czyli wycenisz swą pracę - zapytała Irena  wpatrzona uporczywie w Adelę.

Adela uśmiechnęła  się - Arek jest przyjacielem Emila, w pewien  sposób moim też, był moim promotorem i chyba mnie lubi, więc na 100% niczego nie będę wyceniać. Poza tym projektowanie wnętrz nie jest  moim zawodem. Ja tylko wyraziłam swoją opinię. Poza tym musiałabym ową ścianę sfotografować a kredens wymierzyć i nanieść sobie to na  fotografię.  Albo posiedzieć w waszej kuchni z pół dnia i rozrysować. I muszę wiedzieć jakie szkło i ile go macie. W temacie  szkła to proponuję różne kieliszki, ozdobne  szklanki, może kufle, jakieś pucharki do lodów. I muszę  się też jeszcze przyjrzeć temu kredensowi - czy aby  nie trzeba go potraktować papierem ściernym z zewnątrz. Bo według  mnie  nie można  zostawić w kuchni takiego dziewiczego drewna - ono musi być pokryte lakierem - matowym lub półmatowym, bezbarwnym. Jutro niedziela, my chyba nie mamy żadnych planów, więc mogę tam jutro z Emilem  wpaść. Pomyślcie  dziś  co chcecie mieć  w kuchni, bo to ma  wbrew pozorom  też  znaczenie. Najlepiej będzie gdy to  spiszecie.

No, możemy tak koło południa - potwierdził Emil. I weźcie ze sobą papier kancelaryjny w kratkę - nie  wiem czy jeszcze mam w  swoich  zapasach. I zadzwońcie do nas gdy będziecie wjeżdżali na Ursynów, od nas razem z dojściem na parking do was  to  góra 15 minut.

Maleństwo, chyba już poszukamy drogi do  domu. Którędy pojedziecie?- spytał Arek.  Mostem Siekierkowskim, o tej porze to już  mniejszy  ruch. W ciągu  dnia to wolę Trasę Łazienkowską.  A teraz to Irena będzie  miała daleko do pracy - zauważyła przytomnie Adela. No właśnie,  trzeba  będzie pomyśleć o czymś bliżej, stwierdził Arek. Ale wpierw trzeba  się przeprowadzić. Zresztą ona  ma już  dość tej Pragi. Szkoda, że nam ta spółka nie  wypaliła. Ale jak  to  mówią -  niech  żywi nie tracą nadziei.

W drodze  do domu Emil podziękował Adeli, że  zgodziła  się pomóc Arkowi i Irenie w projektowaniu tej kuchni. Kochanie, wiem, że to twój przyjaciel, więc tak jak powiedziałam - dość automatycznie dołącza do grona  moich przyjaciół.  Poza tym czuję się zobowiązana, że zgodził się być moim promotorem i musiał w  związku  z tym musiał czytać moje  wypociny.

Maleństwo, to nie były wypociny, to była naprawdę bardzo dobra praca a Arek był zachwycony, jak  to mówią "lekkością twego pióra", bo jego zdaniem temat nie był wdzięczny. Nim cię spotkałem nasze kontakty były nieco rozluźnione i bardzo  się cieszę, że jednak się teraz znów  częściej  spotykamy, bo to bardzo porządny chłopak. Tylko ojciec mu się trafił "niefajny", no ale nie  wybieramy sobie rodziców. No a co do rodziców- nic  nie mówiłam Helenie, że planujemy się  nieco rozmnożyć. Powiem gdy się nam uda coś zasiać- poinformowała Emila  Adela.

Arkowi i Irenie się spieszy, bo ona w styczniu skończy czterdziestkę, więc kto  wie czy nie  wyprzedzą nas w tym wyścigu - roześmiał się Emil.  No to będzie, jak to mówią  nie elegancko lekarze położnicy, starą pierwiastką- stwierdziła Adela.   Ale jak na  razie  to coraz więcej kobiet dość późno decyduje  się na  zawarcie  związku i ukoronowanie  go dzieckiem.  Ale czasy teraz takie, że nic  nie  stoi frontem do młodych ludzi. Mieszkań brak a do tego ceny takie, że aż człowieka  skręca w chiński paragraf gdy bierze kredyt na  mieszkanie. Helena  miała szczęście, bo miała bogatych teściów, którzy przepisali wszystko co mieli na swego jedynaka, a on z kolei zaraz zrobił zapis testamentowy na Helenę. A czemu on tak wcześnie umarł? -zainteresował się Emil.  Był fanatykiem motocykli,  lubił bardzo szybką jazdę no i się zwyczajnie  na tym motocyklu zabił. Po prostu przeszarżował , zniosło go na śliskiej nawierzchni i jego głowa nie wytrzymała takiego nagłego spotkania z jezdnią. Żył jeszcze trzy dni, chyba tylko siłą woli. A tak poza tym, jak mówiła  Helenka, to był bardzo dobrym mężem. I Helena potem już  nie  chciała drugi raz wyjść za mąż - i chyba musiał ją twój tata zaczarować, że jednak wyszła  za niego. 

                                                                             c.d.n.





sobota, 6 sierpnia 2022

Trudny wybór - 78

 Emil rozszerzył "kartę pacjenta" w prywatnej lecznicy, Adela była  tam na jednej wizycie, powiedziała u kogo  dotychczas była pod opieką i okazało  się, że jej ulubiony lekarz jest oczywiście tu znany i umówiła  się , że za 3 miesiące pokaże  się na kontrolę.

Adela wpadła  na pomysł, żeby w ramach prezentu ślubnego zorganizować dla Ireny i Arka niewielkie ślubne przyjęcie w Kuźni Wilanowskiej. Poza tym była to również okazja do rewanżu za podjęcie się przez Arka roli promotora Adeli.

W pracy Adela chciała wziąć jeden dzień urlopu z racji tego , że będzie świadkiem na  ślubie, ale szef powiedział, by się nie wygłupiała i spokojnie opuściła biuro już o 10,00 rano, skoro ślub jest wyznaczony na godzinę 13,00. Zdąży spokojnie dojechać  do domu i się przebrać  na tę okazję. Emil po prostu wziął jeden dzień bezpłatnego urlopu, więc Adela tego dnia  sama przyjechała  do pracy i w  godzinę po przyjściu została przez  szefa wygoniona  do  domu.

Emil uprzedził Arka, że po owej "wstrząsająco krótkiej" uroczystości pojadą na obiad, który jest prezentem ślubnym. Arek twierdził, że to  zupełnie niepotrzebne,  choć miłe, ale Emil powiedział, że nie ma lekko, bo to pomysł Adeli, a z jej pomysłami to raczej  nie ma  co walczyć. A przed obiadem będzie krótka sesja fotograficzna, która również jest prezentem od nich. I fotograf zrobi im również zdjęcia  w USC.  I tylko  należy się modlić, by była  ładna pogoda, to zdjęcia plenerowe będą  super. Wytłumaczył też Arkowi, że ta sesja to istne poświęcenie ze strony Adeli bo ona nie lubi się  fotografować.  A zdjęcia  będzie  robił kolega  Adeli jeszcze  ze  szkolnych lat.

Adela była umówiona z Konradem, że przyjedzie do USC tuż  przed ślubem, zrobi kilka  fotek wewnątrz w trakcie  ślubu, a potem w  dwa samochody pojadą do Wilanowa. Po dość krótkim, bo zaledwie pół godzinnym namyśle, Adela ubrała spodnium - czarne w  białe łezki, a pod żakiet włożyła białą bluzkę ze stójką wykończoną delikatną koronką. Rękawy też  były nią  wykończone i lekko wystawały z rękawów żakietu. Na nogach  miała białe szpilki z czarnymi obcasami i malutkimi czarnymi kokardkami Torebka też była dwukolorowa- biała z czarnym ozdobnym zapięciem. Gdy się ubrała Emil  stwierdził, że wygląda niczym modelka.

Gdy podjechali pod USC, Ireny i Arka jeszcze  nie było, a Konrad obwieszony sprzętem przepatrywał wewnątrz,  z którego miejsca najlepiej będzie fotografować. I chyba się "pani od ślubów" podobał, bo nawet pozwoliła  się sfotografować Polaroidem i zaraz otrzymała zdjęcie w prezencie. 

Emil był w garniturze w kolorze ciemnego grafitu i, jak stwierdził Konrad, był świetnym tłem dla Adeli. To określenie  ogromnie  się  spodobało  Emilowi i powiedział - to bardzo miła  rola dla  mnie a poza tym wiadomo, że nieodpowiednie  tło może popsuć zdjęcie nawet  najpiękniejszego obiektu - np. tło w postaci kominów elektrociepłowni siekierkowskiej  a na pierwszym planie Pałac Wilanowski. I mam gdzieś nawet takie  zdjęcie. Konrad stwierdził, że w tym przypadku szło mu o to, że grafitowy kolor garnituru Emila był tłem podkreślającym czerń jej stroju. A potem dodał - nie  wiem jak  to jest, ale w  tym spodnium Adela wygląda ogromnie  kobieco. Adela popatrzyła na obu i stwierdziła, że im się  chyba  mózgi  lasują co  dość  dziwne, bo wcale nie ma upału.

Niezbyt młodzi państwo młodzi wkrótce przyjechali. Arek był rzeczywiście w tym garniturze,  w którym podobał  się  Adeli,  a Irena w jednoczęściowej sukience wełnianej w jasno wrzosowym kolorze. Góra tak  zwanie  "blisko  ciała", dekolt głęboki  w  szpic, spódnica  sukienki lekko rozkloszowana. W ręce trzymała  mały bukiecik z bladoróżowych kwiatków.

W pół godziny później było po "uroczystości" i dokumentacji zdjęciowej i w trzy samochody pojechali do Wilanowa. Konrad ustawiał głównie nowożeńców a Adelę "zdejmował" z  zaskoczenia. Oczywiście Konrad  też   był zaproszony na obiad, ale twierdził, że musi wracać do  zakładu, bo dziś teść nie miał niestety czasu by go zastąpić, więc musi jak najszybciej wracać . I zatelefonuje do Adeli, gdy zdjęcia będą gotowe do odbioru.

Podczas obiadu rozmowa  dotyczyła  głównie spraw  codziennych. Arkowi udało się umieścić mamę w zakładzie opiekuńczym w Wiśniewie koło Tarchomina. Zakład  prowadziły siostry zakonne, z których większość   miała przeszkolenie pielęgniarskie.  Mamę zainstalowano w pokoju dwuosobowym. Arek opowiadał, że budynek jest w  dużym ogrodzie,  z tego co widział to jest niezmiernie czysto, podopieczne te, które wychodzą, dużo czasu  spędzają właśnie  w ogrodzie. Gdy przywiózł mamę to akurat trafił na obiad i  był zaskoczony wielce smakowitymi zapachami. Wszystkie pokoje mają  własne łazienki a obsługi jest  sporo, bo pracują tu też "cywilne" pracownice. I nie ma  leżenia  w łóżku cały  dzień, jeśli nie  zaleci tego lekarz. Jest też  biblioteka, jest i oczywiście kaplica. No a mama Arka chyba jeszcze  długo będzie wracała do zdrowia i nie wiadomo ile  "pamiątek" zostanie  po tym udarze. Oczywiście Arek przedstawił mamie ten zakład  jako sanatorium, ale po tym udarze to dobrze, że choć mama nie  za bardzo kontaktuje, to jednak się porusza, więc  jest codziennie wyprowadzana na spacer i sporo czasu spędza na świeżym powietrzu. A w Piasecznie to wcale nie  wychodziła z domu.

Dom w Piasecznie kupił od Arka kuzyn Ireny. Oni są w tej  chwili na etapie urządzania się na Ursynowie. Część mebli zostawią w Piasecznie a na Ursynów wezmą meble z mieszkania Ireny. Mają zamiar to mieszkanie wynajmować. Jest na Saskiej Kępie na  ulicy Zwycięzców. To dobra lokalizacja, bez trudu znajdą chętnych na  wynajem. Co prawda to jest trzecie piętro a windy  brak, ale w budynkach  wówczas projektowanych schody były  znacznie wygodniejsze.

W pewnej chwili Irena powiedziała do  Adeli - miałaś rację, bardzo ładny ten garnitur i faktycznie Arek dobrze  w nim wygląda. Masz oko, w jasno popielatym nie wyglądałby dobrze. A gdzie ty dorwałaś to swoje spodnium? Wyglądasz w  nim super!  Nie widziałam u nas dżersejowych spodniumów.  

Kupiłam go dość  dawno w którymś komisie na  Chmielnej. Musiałam niestety skrócić spodnie i rękawy w żakiecie. Ja mam zawsze  problemy z długością bo niewymiarowa jestem. Dobrze, że szpilki nadal w  modzie. A torebka i  szpilki też  rodem  z Chmielnej. I nie były wcale kupowane razem.

A ten fotograf to twój były?- zapytała  cichutko. Adela pokręciła przecząco głową - chodziłam z nim razem do liceum. On  wżenił się  w  zakład fotograficzny, żonaty i  dzieciaty, skończył chemię na Politechnice. A zakład ma blisko  nas. A jeśli idzie o  mojego byłego to umarł.  To normalne u kogoś kto nie dba  wcale o  siebie tylko robi wszystko by szybko zejść z tego świata. Bo  w pewnej chwili życie  zaczęło go przerastać.  A Emil go znał,  nie  musisz mówić szeptem. Nie  mamy do siebie pretensji o  to co było przed nami,  nim się poznaliśmy. Liczy  się to  co jest teraz i to co razem tworzymy. Ty chyba  nie masz pretensji do Arka, że kiedyś się nawet ożenił, prawda? Bardzo rzadko jest tak  w życiu, że ta pierwsza miłość jest i ostatnią w naszym życiu. Niezmienne- póki co- jest  to, że w dzień jest jasno a w nocy ciemno.

Emil, który jednym uchem łowił rozmowę   pań powiedział - wyobraź  sobie Ireno, że ja nawet  lubiłem jej "byłego", to był inteligentny człowiek i właściwie poznaliśmy się  dzięki niemu- i już wtedy on był tylko jej "byłym". Szukałem pracownika  do swojego działu i trafiła  do  mnie. 

Oooo, to prawie jak z jakiegoś romansu - powiedziała  Irena. Nie wiem bo  nie czytuję romansów- stwierdził Emil. Szalenie mi  się to Maleństwo podobało i nie  tylko z urody - podniecała  mnie  całość- jej inteligencja i umiejętność właściwego znalezienia się w każdej sytuacji, potem dobroć. Siedzieliśmy biurko w biurko, a ja wgapiając  się w to co  miałem rozłożone przed sobą zastanawiałem się jaki smak mają jej usta i co zrobić by  z nią być na  zawsze. Niewiele brakowało bym jej w pracy powiedział, że ją  kocham. Oj  ciężko było mi wtedy,  ciężko.

Arek, który do tej pory milczał powiedział - znamy się kopę lat,  ale pierwszy raz widziałem ciebie tak zaangażowanego- gdy pierwszy raz omawialiśmy razem  z Adelą jej pracę magisterską ty nie  spuszczałeś z  niej wzroku i  czułem się tak, jakbyś ją starał się odgrodzić od wszystkich ścianą z plexi- ty  z nią po jednej stronie- reszta  świata po drugiej. I często to robisz nadal. Zaczarowała  cię, czy  co?

No chyba tak, bo wciąż czuję ten sam dreszcz jak wtedy gdy ją zobaczyłem po raz pierwszy. Bo to dziewczyna z moich snów. Przecież, jak mówiłeś, nie widziałeś jej twarzy, więc skąd możesz  wiedzieć, że to ona? Powiedz po ludzku, że byłeś  wtedy  wyposzczony i nic dziwnego, że śniła ci  się jakaś dziewczyna- złościł się Arek.  Nie byłem wtedy wyposzczony, nigdy nie  narzekałem na brak chętnych. Ona śniła  mi się w  sumie 4 razy, za każdym  razem tak samo- ta sama pozycja w czasie  snu i jeden znak rozpoznawczy. Już po pierwszej nocy byłem prawie pewny, że  to ona. I Adela ma ten maleńki znak, to maleńka blizenka. Poza tym jakimś cudem ona  zna wszystkie moje  myśli i pragnienia, nawet jeśli tego nie  zwerbalizuję. 

A z wami to też coś dziwnego jest - które to już wasze kolejne "zejście  się" - zapytał Emil. Chyba czwarte, albo nawet piąte- odpowiedziała  Irena. Czasem były  to zejścia bardzo krótkie, po których i rok mogliśmy się  nie  widzieć. Ale mam wrażenie, że tym razem coś się w nas obojgu przełamało. Arek bardzo się zmienił a ja chyba zaczęłam dostosowywać swoje wymagania  do realiów. I, tylko się nie śmiejcie - chcemy mieć dziecko. Pewnie będzie nieznośne po takich rogatych rodzicach. I oby się nam udało je  mieć.

Emil mrugnął do Adeli i powiedział - my chyba też zaczniemy się przymierzać do operacji "dziecko". Kiedyś przecież trzeba. Co prawda znam takich,  co płodzenie potomstwa zaczęli w  wieku grubo powyżej pięćdziesiątki bo wcześniej  jakoś nie  czuli powołania do roli  ojca. A potem "życzliwi" zastanawiali się niemal głośno, czy to aby  naprawdę ich produkt czy  może jakiegoś kochanka żony. Już nawet rozejrzałem się gdzie można  w godnych i bezpiecznych warunkach mieć  poród  rodzinny.  Bo nie wyobrażam sobie by mnie przy  tym nie było. I wiem, że można opłacić dostawkę i nawet spać razem z żoną i dzieckiem.  I jest przeszkolenie w zakresie higieny dziecka, uczą kąpiółki, przewijania itp.

Oooo, jakoś mi te nowości umknęły- stwierdziła Irena. Czyżbyśmy zaczęli pomału odrabiać  zaległości względem bardziej cywilizowanych krajów? Może i u nas nie  będzie  wkrótce potrzebna  akcja "rodzić po ludzku"? Byłoby  nieźle. To co mi opowiedziała moja kuzynka już po urodzeniu dziecka było znakomitym środkiem antykoncepcyjnym dla  mnie - wystarczyło bym sobie o tym pomyślała i ochota na  seks ulatniała  się całkowicie i na długo.

Nie  dziwi mnie  to, też się nasłuchałam koszmarnych opowieści. A potem się dziwią dlaczego taka niska dzietność w narodzie. Jak raz nieopatrznie wskoczysz do  wrzątku to potem  juz uważasz - to przecież normalny odruch- stwierdziła Adela.

                                                                c.d.n.


piątek, 5 sierpnia 2022

Trudny wybór - 77

 Jeszcze  tego  wieczoru, przed zaśnięciem Adela powiedziała  mężowi, że jej  zdaniem nie ma jeszcze  co mówić Arkowi, bo to, że wg  lekarza nie ma przeszkód zdrowotnych by starać  się  o dziecko to nie oznacza, że Adela   natychmiast  zajdzie  w ciążę. Poza tym,  jeśli już tak go straszliwie roznosi to niech powie może ojcu. Ona  jest  zdania, że trzeba  z tym  wszystkim  spokojnie  zaczekać. A mówienie o tych  przymiarkach Arkowi, który nawet jeszcze  się nie ożenił a na  dodatek  ma jakieś  stany lękowe w  związku z tym krokiem, to chyba jednak nie najlepszy  pomysł.

Emil dłuższą chwilę milczał a potem powiedział - właściwie to masz rację. Ale i tak się ogromnie  cieszę, że zdecydowałaś  się byśmy  mieli  dzieciaczka. A znasz  może jakiś tajemniczy przepis by to była taka mała, cudna dziewczyneczka? Adela popatrzyła  się na niego i postukała  go palcem w czoło - dziecko to nie jest ciasto, które  robisz  wg przepisu - nawet przy in vitro nie  można zaprogramować płci dziecka. I niezależnie od tego co zmajstrujemy to i tak będziemy to "coś" kochać. Może kiedyś, gdy będziemy zamienieni niemal  w automaty będą specjalne  wytwórnie produkujące  dzieci. Tyle  tylko, że wtedy to na  pewno nie  będzie można wybierać płci  dziecka - produkcja będzie podporządkowana aktualnym potrzebom państwa i będzie z góry określona ilość dzieci dla  każdego małżeństwa i ich płeć. I w tej branży zapewne pierwsze kroki podejmą Chiny. 

Ty chyba  nie lubisz Chińczyków - stwierdził Emil. Być może, że nie lubię, dotychczas znałam i to dość pobieżnie tylko jednego. I nie mam ambicji poznawania bliżej tej nacji. Jest ich po prostu za dużo, strasznie płodny naród. Podobno nikt  tam nie marzy by się rodziły  dziewczynki, bo to przecież inkubatory. I naprawdę, niezależnie co  się urodzi będziemy to dziecko kochać. Bo tak rodzice mają. Nooo, może nie  wszyscy,  sądząc po mojej matce - dodała  po  chwili. 

Milek, tylko nie wpadaj w przesadę - pamiętaj co powiedział lekarz - to mój organizm decyduje o tym czy zgadza  się na  dziecko, nie ja, nie  my. I może to trochę potrwać. Szczerze mówiąc to sama jestem ciekawa jak będę znosić ten stan odmienny. Trochę się tego wszystkiego boję.

Emil przytulił Adelę i  powiedział - Maleństwo, cały  czas będę przy tobie, nie  będziesz sama, postanowiłem, że będę z tobą i w trakcie porodu, przecież teraz już tak można.  Teraz nawet przy cesarce można  być. Będę cały czas przy tobie i  dziecku. Rozszerzę tylko nasz pakiet usług  w przychodni i będziesz rodziła w prywatnym  szpitalu. I ciążę będziesz prowadziła w tej naszej przychodni przyszpitalnej. Rozmawiałem o  tym, gdy robiłem badania kardiologiczne. A w przyszłym tygodniu wpadnę do  nich, do przychodni i rozszerzę pakiet. Bardzo im  się podobało, że robiliśmy te  wszystkie badania, bo podobno mało osób robi badania przed zajściem w ciążę. Kardiolog to  się śmiał, że ludzie planują co kupić na  święta do jedzenia, ale z reguły dzieci są wynikiem przypadku. Ale  oczywiście  możesz też równolegle bywać u swojego pana doktora. Żaden problem.

No to u nas jakby nieco inaczej,  z  reguły zakupów nie planuję, idę do sklepu i ściągam z półki co  mi w oczy wpadnie - stwierdziła Adela. Tiaaa,  a potem się lekko dziwię skąd się coś wzięło w naszej lodówce. A ty Mileczku  nie boisz się widoku krwi? Nie, nie  boję się, chociaż jeszcze  w  życiu karpia nie  zarżnąłem. Ale w  czasie tego tak zwanego "rodzinnego porodu" to i ty i ja jesteśmy odgrodzeni od pola operacyjnego zasłoną- ja jestem przy twojej głowie, przy twoim biuściku jest parawan i części twego ciała od talii do nóg ani ty ani ja nie  zobaczymy. Jeżeli będzie potrzebna cesarka to nie uśpią cię  tylko znieczulą żeby cię rozciąć - rozetną w dole brzuszka, zrobią tzw.  cięcie  bikini. Wyciągną dzieciaczka i cię pozszywają. W międzyczasie dziecko będzie odsysane, ważone,  mierzone, ono i  ty dostaniecie bransoletki, żeby potem nie pomylić dziecka i nie wydać komuś innemu. I pomyślałem, że to bardzo  dobry pomysł z tym porodem rodzinnym, ociupeństwo od  razu poznaje oboje rodziców a nie leży kilka dni na  sali ze zgrają obcych dzieci. Będzie cały  czas  z nami, bo sobie zażyczę tam  dostawkę i będę z wami. I będzie od początku znało dotyk nas obojga.

Adela zaczęła  się  śmiać - może  szkoda, że to nie ty będziesz  rodził - jak widzę jesteś świetnie  do tego przygotowany. Oglądałeś jakieś programy telewizyjne? Tak, na kanale  BBC, ale bardzo  dawno. Tam już funkcjonowało to od kilku lat, u  nas dopiero niedawno. Tam już  wcześniej zmarł mit, że  dzieci przynosi bocian lub się je  znajduje na polu kapusty.

Ale z tą  kapustą to coś jest  na rzeczy-  śmiał  się Emil- bo wieść rodzinna niosła, że któraś z moich prababek poszła do przydomowego ogródka właśnie po kapustę i w tymże ogródku obok grządki kapusty urodziła  dziecko - kapusty nie przyniosła, ale przyniosła dziecko, w domu to już tylko łożysko urodziła. Gdy słyszałem tę opowieść to byłem jeszcze  dość mały i zawsze gdy była  surówka z kapusty to bardzo uważnie  brałem  z salaterki, żeby na tego dzieciaka nie natrafić. Byłem pewny, że małe  dziecko dopiero  co urodzone to jest najwyżej wielkości męskiego palca.

Arek umówił się z Emilem i Adelą na sobotnie przedpołudnie na oglądanie kilku  mieszkań. Ponieważ trafienie na Ursynowie na  wskazany  adres  może człowieka przyprawić nie  tylko o  ból głowy, panowie umówili  się koło uczelni SGGW i dalej  mieli pojechać już razem. Do obejrzenia  były trzy mieszkania. Jedno odpadło jeszcze  w przedbiegach, bo Irena  stwierdziła, że nie  zamierza mieszkać w  wieżowcu na 11 piętrze, bo jeśli się winda  zepsuje to ona  padnie  martwym  trupem nim  wejdzie na to jedenaste piętro. Nawet bardzo bliskie  sąsiedztwo Mega Samu i  bazarku nie było w stanie jej przekonać do tego wieżowca. Następne mieszkanie było w pobliżu stacji budującego  się metra ale  z bliżej nieznanych  przyczyn drugi blok stał tak blisko tego, że gdyby w jednym czasie na balkonie  drugiego  budynku stał mieszkaniec tamtego bloku to można by wymienić uściski,  a posiadając nieco  odwagi bez trudu przejść z jednego balkonu na  drugi. Więc nic  dziwnego, że ktoś  chciał się  tego mieszkania pozbyć. Trzecie mieszkanie było w bloku czteropiętrowym na drugim piętrze. Mieszkanie było czteropokojowe, co prawda jeden  z pokoi miał raptem cztery metry kwadratowe, ale Arek stwierdził, że to mógłby być jego gabinet- wszak on całkiem  sporo pracuje w  domu. No a skoro on jednak musi mamę dać do zakładu,  w którym będzie  miała również stałą opiekę  medyczną to nie jest to złe mieszkanie. Dzienny pokój  miał balkon, okna dwóch sypialni wychodziły na podwórze. Podwórko miało nawet jakieś trawniki. Miejsce  było o tyle  ciekawe, że właściciel  mieszkania miał wykupione miejsce na pobliskim parkingu. A wyprowadzał się, bo odziedziczył dom piętrowy w  Górze Kalwarii. Niedaleko tego budynku był całkiem  niezły sklep spożywczy, przychodnia  lekarska,  apteka.

Irena  stwierdziła, że nawet się jej to mieszkanie  podoba, a drugie piętro  jest do przeżycia. Niedaleko  był też przystanek autobusowy. Arek umówił się z właścicielem mieszkania, że za  dwa  dni dadzą odpowiedź. Gdy wyszli stamtąd Emil pojechał jeszcze  kawałeczek  dalej i pokazał im, że bardzo blisko tego miejsca  jest piękny Park Natoliński a za kawałkiem  pola już  jest Powsin z Lasem Kabackim, który jest  rezerwatem przyrody. I wbrew pozorom z tego  miejsca łatwo można  było dojechać  do mieszkania Emila i Adeli, co właśnie  w końcu zrobili. Pokazał również uczelnię "Kolegium Europejskie Natolin" bo nie  wykluczone że mógłby tam Arek wykładać. W końcu pojechali do mieszkania Emila i  Adeli. Gdy skończyli "wycieczkę mieszkaniową" Emil wysłał do  Adeli sms, że za niedługo powinni dotrzeć. Arek znalazł miejsce do parkowania całkiem niedaleko domu,  a Emil pojechał na  swoje miejsce. Nim odjechał pokazał jeszcze Arkowi, którędy ma przejść do ich bloku. Ale Irena chciała jeszcze  chwilę sam na sam porozmawiać z Arkiem, więc  spacerowali czekając na powrót Emila. Irenie najbardziej spodobało się to ostatnio obejrzane mieszkanie, a gdy zobaczyła  jak blisko w  sumie jest do lasu i do Adeli i Emila, stwierdziła, że jest prawie zdecydowana na to mieszkanie. I taki miły, apetyczny adres - ulica Mandarynki- stwierdziła.  Emil widział ich już z daleka i  był zdziwiony, że nie poszli do Adeli, więc ich teraz  "zagarnął".  Gdy  już  weszli Adela wstawiła swoją "dziwną pizzę" do piekarnika a Emil zajął się prezentacją  mieszkania. Entuzjazm Arka, który będąc poprzednim  razem nie dostąpił zaszczytu obejrzenia ogródka,  sięgnął niemal szczytu gdy  zobaczył na środku żywotnik, a między nim a płotem obrośniętym winobluszczem  pień brzozy z siatkami orzechów dla ptaków i z pojemnikami na wodę. Pokazali mu też ogródek  Piotra i Heleny ze stojakiem pod oknem. Na  stojaku pyszniły  się dorodne pelargonie. Mieszkanie bardzo się Irenie podobało. Pokój - garderoba zainspirował wyraźnie  Irenę i Adela dała  jej namiary na  stolarzy, którzy porobili szuflady z przezroczystym "czołem". Stwierdziła, że to co Arek przewidział na  swój gabinet będzie  właśnie taką garderobą a w jednej z  sypialni będzie jego gabinet i sofa z funkcją  spania.

Pizza zrobiła furorę , ale nie mogli zgadnąć jaki to był spód.  W końcu Adela powiedziała, że spód to była cukinia, bardzo drobne płatki owsiane, jajka i 2 łyżki skrobi kartoflanej oraz nieco drożdży. A wędliny były  kupione w L'Eclerc na Ursynowie, w   stoisku Krakowski Kredens. Adela po jedzeniu, przy herbacie i słodkościach pokazała Irenie na  planie gdzie co jest na Ursynowie i obiecała, że  zrobi dla  niej taką "ściągę". 

Ślub Arka i Ireny miał być w drugiej połowie września. Adela   musiała Irenie pokazać nieliczne zdjęcia ze swego ślubu.  Irena orzekła, że oboje  wyglądali bardzo stylowo a to co Adela  miała na  szyi - wprost przepiękne! Adela przyniosła więc naszyjnik. Arek stwierdził, że te złote  ziarenka to z całą pewnością ręczna robota.  Irena popatrzyła na Arka i powiedziała - myślę, że powinieneś  nieco schudnąć by wejść w ten swój jasno -szary garnitur.  Nierealne- ważyłem wtedy z 10 kilogramów  mniej, to było lata wstecz!  Po prostu muszę kupić jakiś garnitur, może właśnie jasny popielaty. 

Adela patrzyła na niego, patrzyła i  w końcu powiedziała - na mojej obronie miałeś bardzo ładny garnitur, dwie tonacje granatu, fajnie w nim wyglądałeś. Nie  wygląda mi na to, żebyś teraz w niego nie  wszedł. Wiesz, byłam pół przytomna ze strachu, ale zdołałam zauważyć, że mam przystojnego promotora w dobrze skrojonym i dobranym kolorystycznie garniturze. Mówił ci Emil jak później ryczałam po wyjściu?  Nie mówił. A dlaczego płakałaś, wydaje  mi się, że dobrze cię zareklamowałem, coś było nie tak? - Arek  był wyraźnie zaniepokojony. Wszystko było  dobrze, tylko w ten sposób  schodziło ze mnie napięcie. Myślę, że fajnie będziesz  w nim nadal wyglądać, to będzie   już koniec  września, jasny popielaty to raczej na lato. 

Irka, widziałaś go  w  tym garniturze? Nie, bo nie  był moim promotorem. No to go zobacz, to jakaś fajna wełenka tkana z nitek w dwóch odcieniach tego samego koloru. A jasny popielaty to sobie sprawisz na wiosnę. Ty włożysz wtedy ten jasny popielaty, Emil swój meksykański ciemnobłękitny, wyjdziemy z wami na  spacer i popatrzymy jak się dziewoje do was wdzięczą. 

A tak na poważnie - przepatrz Irenko jego ciuszki,  niech przymierzy. Emil przed  naszym ślubem robił za modela i pokazywał się nam w tych meksykańskich garniturach. Ten , w którym  brał ślub to też meksykański.

Powiedzmy  sobie  szczerze - na  sam ślub nie  warto  nic kupować, bo ślub cywilny to raptem 15 minut stania przy biurku. I kilka minut potem,  gdy składają życzenia ci co  są  zaproszeni. Ten kostium,   w którym brałam ślub to już przed ślubem miałam. Dobrze  się złożyło, że Emil  miał garnitur  w tym  samym odcieniu zieleni.

                                                                 c.d.n.



środa, 3 sierpnia 2022

Trudny wybór - 76

 Nic nie ma lekko- żeby zrobić wszystkie badania zlecone przez prywatnego lekarza oboje  musieli zamówić wizytę u lekarza w "swojej" przychodni,  w której  mieli wykupiony  abonament. Na  szczęście nazwisko prowadzącego Adelę ginekologa  nie było obce interniście w tej przychodni. Mało tego- zostali przez internistę pochwaleni, że tak odpowiedzialnie i  poważnie podchodzą do tematu i że w związku  z tym Emil będzie  się musiał dokładnie przebadać u kardiologa, skoro wada serca jego mamy ujawniła  się dopiero  w czasie   ciąży.  

Gdy  wyszli z gabinetu Adela  powiedziała - no to stracimy pewnie  z pół litra  krwi na te badania. To są skutki uboczne świadomego macierzyństwa i ojcostwa- powiedziała  ze śmiechem. Chowając do torebki "podstawowe skierowanie" powiedziała- ale jestem fujara, jak  widzę mój ulubiony "gin" obronił doktorat! Muszę pamiętać, żeby mu pogratulować! Kurczę, chyba nocami pracował. Muszę  sprawdzić jaki temat "obrabiał"- bo on jest też świetnym cytologiem. 

Jedną z moich koleżanek wybronił przed rakiem - przyszła  do niego z wynikiem cytologii robionym w jednej z państwowych przychodni. Z opisu wynikało, że nic  złego  się nie dzieje. Obejrzał wynik,  potem pacjentkę "od  wewnątrz" i powiedział - przykro mi, ale ja tu widzę zagrożenie i nie będę pani leczył, jeśli sam nie  zrobię cytologii. Więc  albo pani zgadza się na drugą cytologię albo proszę iść do innego lekarza. I druga  cytologia wykazała  bardzo zaawansowany  stan, który mógł  się w krótkim czasie zamienić w czynny stan  rakowy.Przepytał czy planuje ciążę, bo jeśli tak to niech  się zaraz, szybko zabiera  za produkcję, bo stan jest taki, że po usunięciu nadżerki mogą  być kłopoty z donoszeniem  ciąży.

Dziewczyna zdecydowała  się na  dzieciaka, urodziła i kilka miesięcy później on usunął nadżerkę. I ma spokój i fajnego dzieciaka. Tyle tylko, że gdyby jej  się zamarzyła  druga  ciąża to  musiałaby być zaszyta, bo to była już mocno zaniedbana sprawa i  całkiem poważny zabieg.  Emil  słuchał tego wszystkiego i  ciarki mu spacerowały po plecach. W końcu powiedział - masz rację, nie wysiliła  się natura w  kwestii rozmnażania i wszystkiego co z tym związane.

Ale proszę cię- pamiętaj, że kocham cię za całość a nie tylko za wygląd lub tylko za to, że dajesz  mi rozkosz. Jesteś dla mnie cudownym darem od losu, jesteś dla  mnie  całym światem. I nie obawiaj się tego, że może po ciąży przez  jakiś  czas twoja  figura nie będzie według  ciebie  idealna. Dla mnie jesteś i będziesz najpiękniejsza pod słońcem. Bo ja cię po prostu kocham. Bierz kochanie  poprawkę na to, że mam te  drobne 10 lat więcej na liczniku niż ty.

Badania kardiologiczne Emila wypadły  dobrze, niczego złego nie dopatrzono się w pracy serca ani też w innych narządach. Oczywiście Emil żartował, że w takim razie  może już zajść  w ciążę. Internista obejrzał skrupulatnie wszystkie wyniki i stwierdził, że przyszły tata jest w bardzo dobrej kondycji.  Wyniki Adeli też nie  budziły żadnych zastrzeżeń. Wywiad co do chorób występujących w ich rodzinach też  nie ujawnił jakichś zagrożeń. Adela porobiła ze  wszystkich wyników kserokopie dla  siebie, a oryginały zawiozła do lekarza. Gdy oddawała  je  w recepcji, recepcjonistka poprosiła,  by chwilę  zaczekała- zerwała  się z krzesła i zaniosła je do gabinetu. Gdy wróciła, powiedziała, że za 10 minut lekarz  ją przyjmie  na krótką wizytę. Adela szybko nadała  wiadomość do Emila, że musi jeszcze tu chwilę  zostać, więc niech jedzie  do domu, ona wróci autobusem. Faktycznie za kilka  minut wyszła z gabinetu pacjentka i recepcjonistka powiedziała Adeli, by weszła, pan doktor   czeka. Pan  doktor uważnie przeglądał wyniki badań lekceważąc opinię wypisaną przez  internistę. Po chwili zapytał, o choroby występujące  w rodzinie, Adela powiedziała, że ponoć  takowych  nie było, a lekarz powiedział - dawno  nie widziałem tak  dobrych  wyników. Widać z tego, że oboje się dobrze odżywiacie, nie palicie, nie pijecie, po prostu prowadzicie zdrowy tryb życia. Adela uśmiechnęła  się - za to piekielnie  często się kochamy. No i tak trzymać - odpowiedział lekarz.To teraz proszę już nie brać tabletek i proszę przez dwa cykle stosować inną antykoncepcję, mając na uwadze  fakt, by była ona najlepiej stała aż do końca  drugiego cyklu. No a potem powodzenia  w majstrowaniu dzieciaczka. I proszę  się pokazać gdy będzie pani podejrzewać, że się udało. Adela z kolei pogratulowała  mu tytułu doktora nauk medycznych i stwierdziła, że po prostu go podziwia, bo przecież cały czas pracował. No ale właśnie to co robię pomogło mi w pisaniu doktoratu. Pracowałem przez ten  czas tylko tu, szpital musiał obyć  się beze mnie. No to do pracy, młoda  damo, powodzenia.

Oczywiście Emil nie pojechał do domu, czekał cierpliwie na nią i został wynagrodzony bardzo długim buziakiem i znów się dowiedział, że jest cudownym mężem.

Wieczorem zatelefonował do nich Arek z wiadomością, że następnego dnia będą  składali swoje dokumenty w USC.  I czy ślub musi być w  sobotę, czy może mógłby być innego dnia, bo on podejrzewa, że soboty to mogą  być już solidnie zawalone. Przy okazji poprosił o ich dane personalne, przepraszając, że nie  robi tego osobiście  a tylko przez telefon.  Oczywiście dowiedział się, że im to akurat obojętne którego  dnia będzie ślub a swoje dane prześlą mu mailem, żeby czegoś nie pokręcił. Emil  wyraził zdumienie, że tak szybko wyciągnęli swoje dokumenty, a Arek powiedział - no wiesz, ma  się te swoje różne kontakty prywatno-służbowe. Ale uprzedzam - to będzie wielce "cywilny" ślub, bo jedyna możliwość szybkiego terminu to ślub typu tylko delikwenci i świadkowie, nawet marsza  weselnego z płyty nie będzie.  No a co na to Irena?- zapytał Emil.  Zgodziła  się. A poza tym rozmawiałem w sprawie spółdzielni, ale aktualnie  nie ma  nic nowego, ale  mam kilka miejsc  na Ursynowie  do obejrzenia i byłoby fajnie, gdybym mógł  cię do tego wykorzystać. No jasne, ale nie  w godzinach  pracy. No pewnie, że nie, będę się umawiał na soboty lub  niedziele,  bo ludzie pokupowali mieszkania na  wynajem, ale są i tacy, co  chcą się ich pozbyć, bo wynajmowanie  to kłopot. 

Poza tym mam trochę problemów z mamą, miała leciutki udar i teraz  szukam dla niej bardziej fachowej opieki niż ta pani co się nią dotychczas opiekowała.  Nie wykluczam, że będzie musiała być jednak w jakimś bardziej  specjalistycznym miejscu. Nawet  nie masz pojęcia  jak szybko człowiek "degraduje  się", gdy już przekroczy sześćdziesiątkę. Na razie proponowano mi miejsce dla mamy w Nadarzynie, ale wolałbym ją umieścić gdzieś  bliżej. Ale to co jest oferują w samej Warszawie robi na  mnie bardzo złe wrażenie. No zwyczajna grupowa  umieralnia, bardzo wieloosobowe  sale.  Do tego mam roboty po kokardkę, ledwo się wyrabiam. A co u was,  bo cały czas gadam i gadam. 

U nas- no bez  zmian, wszystko w jak najlepszym porządku.  Arek, skoro wybieracie  się oglądać coś na Ursynowie to może przy okazji wpadniecie do nas. Tylko daj znać z dzień wcześniej. Pooglądamy, a potem pojedziemy  do nas. 

No fajnie, lubię pogwarki z Adelką. Irenie też się twoja  żona bardzo podoba, że taka młoda a taka mądra. Ojej, tylko 10 lat  młodsza ode mnie a od  ciebie 12. W tym  wieku to już żadna różnica. Różnica jest  wtedy gdy jedno  ma 12 lat,  a drugie jest młodsze o 10 lat. Wtedy jest po prostu przepaść . 

A do której wieczorem można do was telefonować? W dni  powszednie to tak  do 23,00 w piątek i sobotę to do 24,00. To fajnie, bo ja ostatnio mam nieco  czasu dopiero po dziesiątej  wieczorem. Kompletny dom  wariatów. Jestem zwyczajnie zmordowany, chyba się  starzeję. A wiesz, dom  chyba sprzedam kuzynowi Ireny, bo wedle  niego to jest tak blisko Warszawy, że żadna niemal różnica. Zwłaszcza, że on chce  go wynajmować.

Emil roześmiał się - tylko go  nie wyprowadzaj z błędu, niech  kupi. Ciekawe  komu on będzie  wynajmował chałupę w Piasecznie. Ruskim, albo Ukraińcom, tym co tu przyjeżdżają do pracy.  Sporo ich pracuje w Mysiadle.  Ale chyba Ukraińcom. Teraz  sporo ich przyjeżdża do Polski do pracy. Zresztą jak on będzie  właścicielem to mnie z przeproszeniem  wielkim  wisi i powiewa komu będzie chałupę wynajmował. To już  nie będzie mój cyrk i nie moje  małpy. Wiesz Emil, chwilami się zastanawiam, czy naprawdę  dobrze  robię, że  się żenię.  

Arek, nikt cię  chyba do ślubu nie  zmusza, stwierdziłeś, że kochasz  Irenę, że jest osobą, która wie o tobie wszystko, więc  nie bardzo rozumiem  o co ci biega.  Jeśli zaczynasz  mieć wątpliwości to ja nie jestem tą osobą, która  ci je  rozwieje. Ja Ireny  nie  znam, pierwszy raz ją zobaczyłem gdy byliśmy u ciebie. Wydaje mi się ciepłą i serdeczną osobą i mam wrażenie, że na pewno o ciebie  zadba jak należy. Adela też ją odebrała  jako tak zwaną "ciepłą osobę". Jesteśmy w  tym wieku, że właściwie to ostatni dzwonek na założenie  rodziny, bo jeszcze kilka lat samotnego życia i człowiek  zdziwaczeje tak, że już go nikt nie będzie chciał na partnera. Czy mam rozumieć, że oświadczyłeś się  "z rozpędu" a nie powodowany uczuciem?  Nie, nie  z rozpędu. Ale chwilami się  rządzi. No ale z tego co mówiła to widać,że ma po kolei  w  głowie i jak  się tobą trochę porządzi to raczej nie będziesz  miał krzywdy. Adelka też  się mną rządzi i jestem z tego powodu szczęśliwy. Wiesz, gdyby  twoja osoba  była jej obojętna  to by  się tobą nie rządziła. Po prostu znalazła by sobie innego, który nie jest w robocie trzy czwarte doby.

Słuchaj, idę robić dla nas kolację. Generalnie nie ma problemu, obejrzę z tobą te  mieszkania. No widzisz, moja też się mną rządzi, idę do kuchni. Jak chcesz to zapikaj  do nas  za godzinę. Nie, nie będę już dziś telefonował, dzięki stary. Buziaki dla Adeli.

Zdurniał - zdiagnozował kolegę Emil. Samotność nie jest pożądanym stanem dla ludzi, jesteśmy jednak stadnymi istotami. Jak był młody to ciągle skakał z kwiatka na kwiatek, zwłaszcza  gdy  się rozwiódł. Irena  się  rządzi - no pewnie  się  rządzi, ale pod  sufitem ma dobrze poukładane. Jakiś kuzyn Ireny chce kupić ten  dom i wynajmować go. A w sobotę najprawdopodobniej będę  z nimi oglądać jakieś mieszkania gdzieś  na Ursynowie. Więc potem do nas  wpadną.

No i dobrze, mogą  wpaść, zrobię pizzę , spód z cukinii i płatków owsianych. Oczy im  wyjdą na wierzch ze  zdziwienia.  Pomogę ci - zaoferował się Emil. A ty wiesz jak jak łatwo jest zetrzeć cukinię na tarce? Sama dam radę. Ty tylko trochę pokój odkurzysz.

Maleństwo a mogę powiedzieć Arkowi, że za jakiś czas będziemy konstruować dziecko? Jestem jakoś bardzo  tym zachwycony! Adela objęła go i powiedziała- mam nadzieję, że twój zachwyt obejmie  również już ukończoną konstrukcję. Wrzeszczącą i lejącą w pieluchy.

                                                                  c.d.n.


wtorek, 2 sierpnia 2022

Trudny wybór - 75

 Reszta dnia i wieczór upłynęły na omawianiu sprawy powiększania  rodziny. Emil przyglądał się bardzo uważnie nagiej Adeli, w końcu powiedział - zastanawiam się gdzie ci to dziecko się  zmieści. Adela śmiała  się - kochanie, jakoś tak  się dzieje, że wszystkie dzieciaki "jakoś"  się  kobietom mieszczą w brzuchu. Weź centymetr, odmierz 51 cm - to taka przeciętna  długość noworodka- zrób z tego kółko i przyłóż do mojego brzucha. Chyba zauważyłeś, że ciężarne w pewnym  momencie zaczynają chodzić z brzuchem - żadnej to dziecko nie mieści się w dotychczasowym wymiarze brzucha i brzuch  zaczyna mocno wystawać, bo skóra ma zdolność rozciągania  się. I tym  sposobem każde się mieści, bez  względu na wielkość matki. 

W moim odczuciu i ciąża i poród są przez naturę mocno niedopracowane. Na początku większość z nas ma mdłości, a gdy one  miną to zaczyna brzuch rosnąć a na koniec dzieciak rodząc  się rozdziera matkę na kawałki. A potem to część tych  wspaniałych zapładniaczy wpierw narzeka bo ma z reguły 6 do 8 tygodni postu, a po domu szlaja się jakaś ciągle jeszcze gruba baba, a bachor się drze - bo albo głodny,  albo ma pełną paskudztwa pieluchę albo po prostu chce być przytulany. I to wszystko mnie powstrzymuje od ciąży i porodu. Nie wiem, ale większość moich koleżanek jest mocno rozczarowanych macierzyństwem i całkiem sporo jest rozwiedzionych. Więc rozważ to wszystko co ci powiedziałam, czy  aby na pewno jesteś gotowy zostać ojcem,  ale nie takim jak mężowie wielu moich koleżanek. Zastanów  się czy ten mały wrzeszczący tłumoczek nie odepchnie ciebie ode mnie, bo po porodzie ta abstynencja to mus a ja na pewno przez jakiś czas przestanę być dla ciebie  atrakcją pod względem fizycznym. Mam mnóstwo dobrej lektury  medycznej z tej tematyki, więc poczytaj. 

Wiem, że masz, część już przejrzałem. Ale pamiętaj, że kocham cię nie tylko za "zewnętrzność" - kocham za wszystko. Powiedziałem ci przecież , że jestem w pełni świadomy tego co mówię i co czuję. I nie będę tatą tylko na papierze. Wiem i  rozumiem, że jesteś pełna obaw - od chwili, gdy okaże się że jesteś  w ciąży będziemy w niej w pewnym sensie oboje, nie będziesz sama z tematem "ciąża, poród,połóg, niemowlę". Przecież to będzie nasze  dziecko, cząsteczka twoja i moja splecione w całość.

Ładnie to powiedziałeś, stwierdziła  Adela tuląc się  do niego, ale to teoria. Nawet najpiękniejsze teorie  często nie  wytrzymują  zderzenia z rzeczywistością. I stąd tyle  rozwodów. A może te  rozwody to efekt tego, że spora część ludzi przestaje ze sobą szczerze rozmawiać? - dociekał Emil. Bo, jak widzę, w większości związków nie ma wymiany  komunikatów w sferze odczuć, pragnień, obaw i temu podobnych. Dyskutuje  się o tym jaki telewizor  kupić,  dokąd pojechać  na urlop, dokąd posłać  dzieci na  wakacje ale nie o  tym co się myśli o własnym związku. Z jakiegoś powodu większość uważa,  że skoro  on/ona mówi, że kocha to doskonale wie jakie mamy pragnienia, co lubimy a czego  nie,  więc   nie ma potrzeby rozmawiania  o tym. Stawia się znak równości pomiędzy uczuciem a  wiedzą partnera o tym czego chcemy, czego oczekujemy. Niewiele małżeństw o tym rozmawia. Mnie w okresie dojrzewania wprowadzał w życie ojciec - nie było tematów tabu. Wtajemniczał mnie  nie  tylko w stronę fizyczną tego okresu ale i psychiczną. Uczył mnie  analizowania swych uczuć a słowo "kocham" to według ojca jest słowem, którego nie wolno używać ot tak, jak słów "dzień  dobry" lub "cześć".  I można je mówić tylko wtedy, gdy jesteśmy  pewni swego uczucia. Ojciec kiedyś powiedział, że słowo "kocham" stało się wytrychem i jest nadużywane przez  mężczyzn do zaspokojenia  pożądania,  a dla kobiet "usprawiedliwieniem" oddania się mężczyźnie.  Przed ślubem ojca z Heleną zapytałem  się go, czy odnalazł w Helenie jakąś część mamy. Powiedział, że wcale nie  szukał w Helenie jakiegoś podobieństwa do mamy, szukał tylko prawdziwego, ludzkiego ciepła i  zrozumienia i pokochał ją. I że nadal ma  w sercu mamę, ale dawne uczucie  do mamy nie ujmuje nic temu, co  czuje  do Heleny.  I wiem, że kocha ciebie tak, jakbyś była jego wymarzoną  córeczką.

Popatrz, kochanie, jak  to  się dziwnie układa  w życiu - Helenę i twojego ojca kocham tak, jakby to oni byli moimi rodzicami. Przez połowę swego dzieciństwa uważałam, że to Helena była  moją prawdziwą matką, nawet jej to kiedyś powiedziałam. I już sobie wyobrażam co się będzie działo gdy uda nam się zmontować jakieś dziecko. Oboje chyba ogłupieją z radości, że będą dziadkami. Mam nadzieję, że dopuszczą nas raz na  jakiś czas do dziecka. 

No nie  wiem- śmiał się  Emil- chyba tylko na karmienia, o ile będziesz karmiła sama. No bo jeśli będzie na proszkowym mleku to może tylko w weekendy nas dopuszczą, w ramach spaceru. Ojciec to ma dużą wprawę, bo na nim spoczywał w dużym stopniu trud opieki nade mną. Podobno była nawet jakaś niania, ale jeśli się darłem w nocy to tata mnie "ratował". Popytaj się taty jakim  byłem niemowlakiem, bo nasze przecież będzie miało cechy po nas. 

Mnie to wyniańczyła babcia, która była  zdania, że zdrowe dziecko to tłuste dziecko. Gdy oglądałam kiedyś swoje zdjęcia z okresu niemowlęctwa to mnie aż przerażenie ogarniało. Włoski amorek był przy  mnie nieomal chudziną. Na szczęście trafił się jakiś trzeźwy pediatra i przestałam być karmiona gdy tylko zaczynałam  się drzeć. Ale zmuszanie do jedzenia było w tej rodzinie normą. No ale babcie  mają to do siebie, że z czasem przenoszą  się do wieczności i  nadszedł czas, że nie  miał kto zajmować  się ładowaniem we mnie żarcia.  

A nasze to pewnie  nie będzie żarte, ale z gatunku "utul mnie albo najlepiej schowaj  mnie  z powrotem w brzuchu", bo my oboje jesteśmy takimi przytulankowcami.  Emil uśmiechnął się - łóżko mamy szerokie, będzie spało między  nami.  Podpuścimy ojca i zrobi nam dla  dziecka  kołyskę o bokach 25 centymetrów, żeby  spało między nami na  własnym materacyku. 

Adela pokładała  się  ze śmiechu- mam lepszy pomysł - kupimy gotowe posłanko dla średniej wielkości psa. Bardzo udane modele widziałam w którymś z marketów. Z grubej gąbki poliuretanowej. Tylko wyłoży się je jakimś ładnym niemowlęcym kocykiem. A dno jego będzie  można usztywnić od  zewnątrz kawałkiem odpowiedniej wielkości plexi. W nocy będzie to posłanko leżało między nami a w dzień w łóżeczku. I całą rzecz opatentujemy. 

Przecież kiedyś to w jednym łóżku spały całe  rodziny. Czytałam o  tym. Gdy moja  babcia była małą  dziewczynką to spała  w jednym łóżku ze  swoją nieco starszą siostrą. I nie  było to na  zabitej  dechami  wsi a w dużym mieście i pradziadek nie był źle sytuowanym  człowiekiem. No  ale dzieci narobił jedenaścioro - był ruch  w interesie - jedne umierały w trakcie porodu lub  tuż po nim, inne w wieku kilku lat na różne dziecięce wirusówki, nowe  się rodziły. Do wieku dorosłego doszło sześcioro. Ostatnie  dziecko to prababka urodziła już po pięćdziesiątce i strasznie się tego wstydziła- wtedy jej najstarszy syn  miał już 20 lat. Co prawda nie mogę pojąć  czego  się wstydziła, no  ale to były inne  czasy. Może był wyznaczony  jakiś próg wiekowy do którego współżycie płciowe  było czymś przyzwoitym, a powyżej   niego to już nie. Jestem dziwnie pewna, że pradziadek zapewne nigdy nie widział swej żony na  golasa. No coś ty, nie wyobrażam sobie  tego by biedak nie mógł się nacieszyć gołym ciałem własnej żony, która najwyraźniej mu pasowała, sądząc po ilości porodów- stwierdził Emil.

Gdy Emil wiózł Adelę na  wizytę kontrolną do jej "gina" powiedział, że  się jakoś  dziwnie  niepewnie  czuje, nigdy u takiego specjalisty  nie był. No bo to specjalista od kobiet a nie od  facetów- stwierdziła Adela. Faceci bywają albo u urologa  albo u chirurga. A niektórzy nawet u seksuologa.Ty będziesz  ze mną wchodził do gabinetu wtedy, gdy już będę w  ciąży, dziś to  chyba  nie będziesz  zaproszony do gabinetu, posiedzisz  w poczekalni. A może i będziesz i dostaniesz  jakieś dobre  rady. Tu zawsze jest w poczekalni jakiś facet. Ja wiem dlaczego on zaprasza również partnerów - po prostu są i tacy faceci, którzy muszą usłyszeć pewne wiadomości od lekarza a nie tylko od własnej kobiety. I ten lekarz o  tym  wie, bo zapewne już  się z czymś takim spotkał. Ręczę ci, że nie będziesz  się czuł w gabinecie skrępowany - to naprawdę bardzo kulturalny i naprawdę sympatyczny człowiek. Poza tym uważa, że skoro ciąża nie  bierze  się z powietrza, bo ktoś się musi do tego jednak przyczynić i jest jej współautorem, to powinien  się tym interesować. Do tego to bardzo przystojny facet. Zawszeć milej gdy lekarz który mi obmacuje macicę i jajniki jest przystojny niż gdy urodą przypomina szczura lub buldoga. On się szalenie podoba jednej z moich koleżanek, ale facet żonaty a do tego z gatunku wiernych. A żonę ma  super, mogłaby konkurować z  Zośką Loren z czasów jej młodości. Miałam okazję ją kiedyś poznać. Bo ja to jestem jedną ze starej gwardii pacjentek tego gabinetu. Przez jakiś czas jego żona robiła  tu za recepcjonistkę (legitymując  się tytułem mgr) nim nastała ta co jest teraz.  Poprzednia  wyleciała  karnie, bo nie wyjałowiła na czas narzędzi i nagle musieli odwołać wszystkie zaplanowane na ten dzień wizyty. I może by nie  wyleciała gdyby nie  to, że skłamała, że nie było jakiś czas  prądu. A to akurat łatwo było sprawdzić - zapomniała idiotka, że autoklaw ma  wmontowany zegar i każde wyłączenie dopływu prądu automatycznie zatrzymuje  zegar i po włączeniu napięcia pokazuje  niewłaściwą godzinę,  a ten pokazywał właściwą. Panienka  wyleciała, a żona  pana  doktora wzięła się za recepcję nim  znaleźli następną recepcjonistkę.

Przyjechali 10 minut  przed  czasem. W poczekalni nie było nikogo oprócz  nich. Recepcjonistka  zapewniła Adelę, że nie ma opóźnień, więc na pewno zaraz doktor ją przyjmie. W kilka minut później z gabinetu wyszła pacjentka. Nad  drzwiami gabinetu rozbłysnęło zielone światełko - a recepcjonistka powiedziała- proszę  wejść do gabinetu.

W trakcie badania Adela powiedziała, że podjęli wraz z mężem decyzję o powiększeniu rodziny i chciałaby wiedzieć jakie jest zdanie lekarza  w tej materii. I że jej mąż jest aktualnie w poczekalni. Wpierw lekarz poinformował ją, że nie widzi żadnych medycznych przeciwwskazań widocznych  gołym okiem. Gdy już się ubrała w sąsiednim gabineciku i nim usiadła  przy jego biurku powiedział - no to proszę zaprosić tu  męża. Adela wyjrzała z gabinetu i cicho zawołała Emila, który szybko przemierzył poczekalnię.  Gdy wszedł, lekarz  wyszedł zza biurka, panowie wymienili uścisk dłoni i zwyczajowe "grzeczności",  a lekarz powiedział, że bardzo się cieszy z ich decyzji. Jeśli idzie o badanie, to optycznie i namacalnie  wszystko jest w należytym porządku, nie mniej da im obojgu skierowanie na  badania rutynowe plus oznaczenie grupy krwi. A ponieważ Adela bierze od  dawna tabletki antykoncepcyjne, to jego zdaniem będzie  dobrze, gdy przez dwa cykle po odstawieniu tabletek jeszcze  nie  zajdzie  w ciążę. Po prostu organizm musi wejść z powrotem na  naturalne tory. Przepytał jeszcze Emila o to jakie choroby występowały w jego rodzinie i prosił by oboje jeszcze nim podejmą starania o ciążę, podali mu wykaz chorób, które ewentualnie trapiły rodzinę. Emil powiedział o wadzie  serca swej  mamy i o  tym, że nim się ożenił z Adelą porobił wszystkie badania, które  wykazały, że serce jest w porządku. Nie  mniej pan doktor dopisał jeszcze do kompletu badań Emila uwagę, że jego mama  miała wadę serca, wykrytą dopiero wtedy, gdy była w ciąży. Umówili się na kolejną wizytę, gdy będą oboje mieli wyniki swych badań. Bardzo był zadowolony, że są pacjentami prywatnej przychodni. Zapewnił również  Adelę, że na pewno poprowadzi jej ciążę. Wyszedł z gabinetu razem  z nimi i prosił recepcjonistkę, by przy nazwisku Adeli postawiła znaczek pierwszeństwa.

Gdy już byli na klatce schodowej Adela spytała - no i  co, bardzo bolało i było strasznie? Emil przygarnął ją do siebie - no nie było strasznie, nie  bolało i rzeczywiście facet na poziomie. Ale nie jestem zazdrosny, choć nazywasz go przystojnym. Wydaje mi się normalnym kulturalnym i  sympatycznym człowiekiem. Adela uśmiechnęła  się - ja ci tylko powiedziałam, że facet jest przystojny, a nie  że on  mi  się podoba.  Na określenie przystojności składa się wiele czynników, między innymi takt, uprzejmość, profesjonalizm.  On jest tylko przystojny, ale  dla mnie ty jesteś po prostu cudowny. Taka drobna między wami jest różnica.

poniedziałek, 1 sierpnia 2022

Trudny wybór - 74

 Po tych "publicznych" oświadczynach  Arek spytał  się Adeli i Emila, czy w takim  razie, skoro byli świadkami oświadczyn będą  również świadkami na ich  ślubie. Oczywiście  i Adela i  Emil  zgodzili  się, tylko Adela  doprecyzowała- "ale świadkami to będziemy tylko na ślubie  cywilnym, bo my niekościelni. 

Ale ani Irena  ani Arek nie  zamierzali brać kościelnego ślubu.  Arek popatrzył w  swój terminarz  spraw, potem w kalendarz i powiedział do Ireny - jeśli nie uda  mi  się załatwić terminu za dwa tygodnie, to potem będę miał wolny dzień dopiero za niemal trzy miesiące. Spiętrzyło się,  zupełnie nie z mojej winy kilka poważnych spraw i tylko moja  śmierć mogłaby  mnie od  nich uwolnić. I są na tyle już rozgrzebane, że nie mam jak ich odstawić. A wolałbym jednak w tej  chwili nie umierać.

Stary, wytrzymaliście tyle bez  ślubu to mniej  więcej  trzy  miesiące  raczej nie  zrobią wam różnicy. To nie ostatni trymestr ciąży, wcześniak  się nie urodzi, co najwyżej może dopiero się począć ale do tego to wam ślub nie jest potrzebny - stwierdził Emil.  Jeżeli tylko nie  zażyczysz sobie ślubu w Pałacu Ślubów to od chwili złożenia dokumentów do ślubu i tak  musi upłynąć 30 dni do dnia złożenia przez  was podpisów przed cywilnym "księdzem". 

 Żartujesz chyba - zaperzył się Arek. Adela zaczęła  się śmiać- oj, niedobrze  panie mecenasie, niedobrze,  emanuje pan teraz  nieznajomością przepisów. Jacyś porąbani prawnicy taki przepisik  wymodzili i teraz wszyscy go przestrzegają. I jeszcze  jedno - wasze metryki i ewentualne papiery rozwodowe muszą być wyciągnięte aktualnie teraz z USC a nie te, które macie  w domowym archiwum.  Arkadiusz patrzył się na Adelę wzrokiem Bazyliszka i powiedział - mam nadzieję, że tylko żartujesz. 

Adela spoważniała  - rozmawiamy o zbyt ważnych sprawach by żartować, niestety takie są przepisy. Jedyna ulga to ta, że możesz kogoś upoważnić do pobrania twoich dokumentów z archiwum USC. I możesz tym obarczyć np. Irenę albo jakąś  sekretarkę, o ile jesteś na tyle  zaprzyjaźniony, że nie zgłosi takiej twojej prośby jako przejaw mobbingu. Dokumenty Emila z archiwum USC to ja pobierałam. Tam są  wciąż kolejki, bo metryki urodzenia są niemal do wszystkiego potrzebne, podejrzewam, że  niedługo to nawet do zakupu sandałów. Też mnie  szlag trafiał gdy składaliśmy dokumenty.  Jeśli masz  wśród  swoich  dokumentów swoją metrykę i orzeczenie  rozwodu to weź to ze  sobą, wtedy szybciej  wyszukają, bo mają jakieś  swoje extra  znaczki lub numerki, ułatwiające wyszukanie. Jak będziesz  miał fart, to dostaniesz  to "od  ręki" i nie będziesz  musiał drugi raz przyjeżdżać.

I wiesz  co? weźcie ślub w dzielnicowym USC a nie  w Pałacu  Ślubów, to  nie  będziecie musieli jeszcze  dodatkowo polować na termin.  Emil naparł się by zaprosić pracowników naszej firmy na  toast szampanem, bo jakimś  cudem nasz ślub  stał się  sprawą wielce publiczną. Ale sam przebieg owej  formalności jest  wszędzie taki sam, w każdym USC.  Żadne czary-mary, odczytają formułkę każdemu z Was, zgodzicie się lub nie, jeśli któreś nagle oprzytomnieje, złożycie podpisy i koniec. Atrakcyjność imprezy zerowa. 

No a potem? - zapytał niezbyt mądrze Arek.  No a potem to już jesteście małżeństwem i co najwyżej składacie papiery rozwodowe, boście po niewczasie się ocknęli. A jeśli  owo "potem" dotyczy dalszego  ciągu uroczystości, to zależy co kto lubi - jedni robią  wesele, inni jakiś obiad wspólny dla najbliższych a jeszcze inni nic. Na szczęście tego nie  regulują  żadne przepisy, więc idzie wytrzymać. Pełna dowolność. 

A w ogóle, to ty przecież już kiedyś brałeś ślub to coś taki niezorientowany w tej materii- dociekał Emil. Nie bardzo wszystko pamiętam, bo  byłem mocno znieczulony, ślub braliśmy  gdzieś na  zadupiu tam  gdzie ona mieszkała i w drodze do ślubu jej bracia mnie i sobie dodawali kurażu. Ja bardzo  źle zawsze  reagowałem i  nadal źle reaguję na alkohol a to pewnie  był miejscowy bimber. Pomijam, że to było strasznie  dawno, chyba w czasie wakacji pomiędzy pierwszym a drugim  rokiem studiów- wyjaśniał Arek.  No  a potem to był szybko rozwód, bo odmówiłem spełniania podstawowych obowiązków małżeńskich.  Właśnie  sobie uświadomiłem, że od tamtego  czasu to jej ani razu nie spotkałem, w siatkę też nie grała, chyba wyjechała z Warszawy.

Adela zaczęła  się  śmiać - to bardzo musiał być twój tata tobą  zawiedziony - ani do bitki się  nie nadawałeś  ani do wypitki - bardzo mało  męski  mu  się widziałeś! Fajnie się tobie i  mnie trafiło z fiołem rodziców. Ale moją matkę los pokarał - po mnie szybciutko postarała się o drugie  dziecko i był chłopczyk, ale straszliwy wcześniak i nie przeżył a matka po tym porodzie  już nie mogła mieć  dzieci. A twemu ojcu nic się dziwnego nie przytrafiło?  

Bo ja wiem? Raz został napadnięty i pobity i okradziony gdy wracał późnym wieczorem do  domu. Miał nawet wstrząs mózgu. I rano szybko zmienialiśmy w mieszkaniu zamki, bo klucze  też mu zabrali. I, przyznam się bez  bicia - jakoś  wcale mi go nie było żal.

Emil spojrzał na zegarek i stwierdził, że to dobra   godzina na powrót do  domu. Gdy już  byli w samochodzie Adela powiedziała - śmieszny ten Arek. Ciekawe  zestawienie - adwokat, który tak naprawdę jest nieśmiałym  i z natury delikatnym facetem. I jakoś nadal  mam wrażenie, że ta Irena  jest od  niego starsza. A może to  tylko kwestia makijażu i stroju. Ale w  sumie to  "ciepła" kobieta a Arkowi chyba  właśnie potrzebna jest taka, która  będzie mu  troszkę matkowała. Pod  tym względem to jest nawet nieco podobny  do mnie - ja też jestem najszczęśliwsza gdy  mnie  miziasz, tulisz i gdy jesteśmy blisko,  bliziutko. No popatrz - już drugi raz będziemy świadkami. 

W kiepskim miejscu ten domek Arka, a na  dodatek i domek kiepski. Dziwię się wszystkim, którzy kupili te domki. Jedyny plus to ten, że jak na razie  nic im nie stoi pod oknami. Domek to jest to o czym zupełnie nie marzę. Wasz  dom w Milanówku był ładny, a przede  wszystkim obszerny i funkcjonalny, ale nie  wiem czy byłabym  szczęśliwa gdybym nagle została  w nim sama na  noc. Poza  tym nie oszukujmy  się - taki dom to masa pracy na  co dzień i sporo wydatków. A Arka najczęściej nie ma od rana do wieczora.

Oj tak, przyznał Emil. Taki dom to pożeracz pieniędzy. A wiesz, ojciec mi powiedział, że przynajmniej  raz na  tydzień cieszy  się, że już nie mieszka w tamtym domu. I jeszcze mi coś powiedział - że jest szczęśliwy bo ma Helenę i nas. I że za sadem też już nie tęskni, chociaż- jak  powiedział- rosły tam jabłka, które tak smakowały tobie.

Adela  uśmiechnęła  się- kochany tata - będziemy jesienią jeździć w okolice  Wilgi, a po drodze  zawsze można było tam  kupić jabłka z przydomowych ogrodów. Tylko trzeba  wolniutko jechać przez tę miejscowość by  nie przeoczyć stolików  z jabłkami. I przywieziemy jabłka dla taty i Heleny i dla nas. No i oczywiście jeśli będą  chcieli to zawsze  możemy pojechać razem. I maliny można tam  kupić, nawet jeszcze na początku października,  żeby zrobić na  zimę sok malinowy. Mam nadzieję, że Helenka  nie unicestwiła aparatury do pozyskiwania  soku. Pamiętam, że miałyśmy sokownik. Wyobraź sobie-  zima, śnieg za oknem a my pijemy herbatę z domowym sokiem  malinowym. Po maliny możemy pojechać w najbliższą sobotę lub niedzielę. A wczesne jabłka też może będą.

Zupełnie  zapomniałam  ci powiedzieć wczoraj po pracy co mi szefunio powiedział. Omal nie  zemdlałam z  wrażenia, bo - powiedział, że nawet jeśli będę orzekać sprawy w tym pionie prawnym, to będę mogła nadal z nim  razem  siedzieć a nie w tamtym przeładowanym pokoju.  No normalnie  mnie zatkało. Na  szczęście to tak naprawdę ciągle wszystko jest w  stanie kompletnej degrengolady, bo "głowy myślą", ale nie mogą  się pozbyć wszystkich "nie  swoich", bo " swoi" są nieco tumanowaci i  mocno niedouczeni. A niemal  nikt ze starej  gwardii niczego im  nie wyjaśnia.  I "swoich", którzy  mają tytuł rzecznika patentowego to bez  trudu mogą na palcach obu rąk policzyć. Zaczynam pomaleńku rozpatrywać w bardziej różowych barwach to co ma  w planach np. Zdzisław. Co prawda czeski to szalenie  dla nas  śmieszny  język,  ale  w sumie gdy czytałam ich techniczne czasopisma to nie  musiałam cały  czas sprawdzać w  słowniku o co biega. A rodziców po prostu weźmiemy wtedy ze sobą. Nie mogłabym nie mieć ich nieomal na  wyciągnięcie  ręki. 

Mileczku, będę zamawiać wizytę kontrolną u swego lekarza, chcesz iść  ze mną? Niech pozna  człowieka, dzięki któremu  skończyły się moje stany  zapalne a w kalendarzyku są nieliczne  czarne  serduszka, zamiast, jak u  większości - nieliczne  czerwone.  I pomyślałam, że porozmawiamy z nim też na temat powiększenia się z czasem rodziny, żeby potem na spacerach ludzie nie myśleli, że biedne  dziecko chodzi na spacer z dziadkami a nie  z rodzicami. Mój "gin" to bardzo dobry fachowiec a do tego kulturalny i bardzo sympatyczny  facet. On wprawdzie  nie jest położnikiem, ale wiem, że ciążę poprowadzi  do samego końca, dba bardzo o swoje pacjentki i kieruje je do jego zdaniem dobrych fachowców na rozwiązanie. No a przed ciążą skieruje mnie na  wszystkie niezbędne badania, by wykluczyć jakieś niespodzianki. Bo popatrz - skończyłam już 28 lat a nigdzie nie jest powiedziane ani zapisane, że zajdę od pierwszego podejścia, to czasem trwa, bo, jak mówi mój  "gin", to organizm decyduje  czy podoła trudom  spreparowania dziecka. 

Emil zjechał na pobocze i zatrzymał samochód mówiąc - zastanawiam się skąd ty niemal zawsze wiesz o czym myślę. Gdy się Arek tak bajecznie oświadczał Irenie pomyślałem, że muszę z Tobą porozmawiać o dziecku, bo wszak dobiegam czterdziestki, którą Arek już osiągnął. No jasne, że pójdę z tobą. A mnie też wyśle na badania? Nie  wiem, jesteś pierwszym mężczyzną, z którym razem pójdę rozmawiać  z lekarzem na temat powiększenia  się rodziny. Mężowie koleżanek byli kierowani na badania  nasienia, ale dopiero wtedy, gdy ze dwa, trzy lata one nie  mogły zajść w ciążę. Bo wbrew pozorom nawet cholernie  "męski facet" może mieć kiepściunie nasienie. Tego nie  widać na  zewnątrz. I to, że facet  jest owłosiony jak małpa i  silny niczym "iron man" nie oznacza  wcale, że ma dobre, zdrowe,  silne i ruchliwe plemniki. Jako dość wredna  baba nie daję swoim koleżankom namiarów na swego "gina". I bez  nich ten facet ma multum pacjentek.

Wiesz- ciekawa jestem jak się Arkowi ułoży dalej z Ireną. Byłoby wielce  zabawnie, gdybyśmy obie z Ireną w tym samym  czasie hodowały potomstwo a potem wy obaj dreptalibyście na spacery. Daj Arkowi namiary na tę babkę z naszej spółdzielni, może im  się uda  coś tu wybrać. I zaprosimy ich na  najbliższą sobotę do nas- niech Irena obejrzy  sobie Ursynów. I jedźmy już, bo nie chciało mi  się latać u Arka na piętro i mocz zaczyna  mnie w oczy szczypać. Podrzuć wpierw mnie pod  dom i potem pojedź odstawić samochód.

                                                                        c.d.n.