piątek, 9 czerwca 2023

Lek na wszystko - 132

  Randka obronna- jak to wydarzenie  nazwała Teresa - była wyznaczona  na piątek, na godzinę 14,00. Wszyscy dorośli domownicy plus Jacek i Paweł byli bardzo przejęci. Kazik po raz  setny przeglądał swoje "dzieło"  zastanawiając  się które fragmenty mogą budzić w komisji jakieś zupełnie niespodziewane pytania i oczywiście  dzielił się  swym  niepokojem z Teresą. 

Wiesz  kochany - ja to tak naprawdę od początku do końca niewiele z tego rozumiem bo się na tym wcale a wcale nie  znam, ale wiem, że jest w tej pracy jedność czasu, miejsca  i akcji bo  pod tym kątem to sprawdzałam, a treść  dla mnie tak naprawdę to ciemna  magia. Skoro twój pan promotor jest z tej pracy zadowolony to jestem pewna, że i reszta  towarzystwa  podzieli jego zdanie. Toż są to faceci z tej branży a nie z farmacji lub hodowli bydła. Załóż koniecznie ten nowy krawat, bo on ma kwadraciki w kolorze tej nowej błękitnej koszuli. I załóż ten garnitur z tej "setki" tkany z ciemnej i o ton jaśniejszej nitki. A może chcesz żebym ja  cię odwiozła albo np. Jacek?  

Kazik uśmiechnął się - skoro dałem radę dowieźć nas oboje do porodu i potem z małym po porodzie do domu, to tutaj  też się sam "dowiozę". Już przestałem panikować. Ale jeśli ten szaleniec Stanisław wpadnie na pomysł, żeby wielebną komisję zaprosić na obiad to wtedy zadzwonię po ciebie, żebyś wzięła taxi i pod  wskazany adres przybyła. No ale chyba tak walnięty to on jeszcze  nie jest. Poza tym mam cichą nadzieję, że każdy  z nich będzie  chciał jak najprędzej znaleźć się w domu po całym tygodniu pracy. Z ćwierć słówek pana promotora  wywnioskowałem, że niedawno zamienił starą żonę na  znacznie nowszy egzemplarz, a w takich sytuacjach każdy raczej spieszy w domowe progi niż z nich wycieka. Chyba że trafił mu  się jakiś  bubel.

We wtorek rano zatelefonowała do Teresy Alina z pytaniem, czy mogłyby  się spotkać same bez żadnych
przyległości, np. teraz/zaraz. Co się stało?-spytała Teresa.  Powiem ci jak się zobaczymy, po prostu przyjdź do mnie, bo przy moim małym to jeszcze można rozmawiać, a twój za  dużo już  rozumie. Dobrze, najdalej za 20 minut będę, tylko powiem tacie, że wychodzę. I faktycznie 20 minut później już była u Aliny. Alina wyglądała na solidnie spłakaną. Pokłóciliście  się? - spytała Teresa. W pewnym sensie można to tak określić.

Alina - ja jestem dziś pod kreską czasową, więc  nie mów  zagadkami, powiedz o co chodzi. Po prostu mnie mój szanowny mąż zdradził, na co mam namacalny dowód bo mi sprzedał chlamydię trachomatis. To się przenosi tylko drogą płciową. I załapał to w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Skąd wiesz, że właśnie  w tym czasie? Bo trzy miesiące temu jeszcze byłam zdrowa, byłam wtedy u ginekologa. A byłam dlatego, że mój mąż prawie  ze mną nie współżył, twierdząc, że po porodzie się "rozkalibrowałam" i on ma zerową frajdę i żebym coś z tym zrobiła. Co dziwniejsze to w 8 tygodni po porodzie jakoś mu to nie przeszkadzało, zaczęło mu to przeszkadzać dopiero ze 3 miesiące temu. Wybrałam się do lekarza, bo pomyślałam, że może trzeba jakąś plastykę zrobić, ale pan doktor mnie obejrzał na  wszystkie  strony, wziął materiał do cytologii i powiedział, że jest wszystko prawidłowo. Oczywiście powiedziałam Krisowi co powiedział lekarz. Kris się sprężył i raz na tydzień się meldował. Ale tak ze dwa tygodnie temu zaczęłam mieć brzydkie upławy, więc poleciałam do lekarza i wynik badania mnie powalił. Zobacz- i podała Teresie wynik badania. Już dostałam antybiotyki i muszę mu pokazać ten wynik badania i ten  sprzed trzech miesięcy. Na wszelki wypadek zrobiłam z tych  wszystkich  wyników ksero, mało tego gin mi napisał zaświadczenie, że trzy  miesiące  wcześniej miałam badanie i  wszystko było w porządku. Weź to moje zaświadczenie, oryginał na przechowanie, bo znając Krisa to on to podrze nim pomyśli o  tym  co robi. Ja mam kilka egzemplarzy ksera, kolorowego zresztą i zrobiony skan w komputerze. I myślę, że powinnam się z nim rozejść. Nie mam w nim właściwie  za grosz oparcia. Niewiele  mi pomógł w kwestii mojej choroby, mam swoje mieszkanie, za dwa miesiące po prostu nie podpiszę kolejnej umowy z najemcą i  się przeprowadzę razem   z dzieckiem. Jestem skłonna mu zaproponować by on  zamieszkał na Żoliborzu,  a ja bym została tu, byłabym bliżej was. Małego dałabym do tutejszego  żłobka, podobno to całkiem dobry żłobek, obok jest przedszkole. Jako samotna matka mam pierwszeństwo. Umówiłam  się z tym, który  ciebie rozwodził - wysłuchał i powiedział -  Kris zawsze był mendowaty. 

Teresa  wyrzuciła  z siebie kilka niecenzuralnych wyrazów i powiedziała- słuchaj, w ten piątek Kazik o 14,00 broni doktoratu, więc proszę- wytrzymaj do końca piątku z tymi rewelacjami. Bo jak znam Kazika to rozpęta się piekło gdy  się o tym dowie. To teraz wiadomo, dlaczego ta wymarzona spółka Krisa nie może  się urodzić.  Chyba  muszę  się napić melisy nim wrócę do  domu.

Dam ci coś lepszego - kieliszek  "melisany Klosterfrau"- powiedziała Alina.  A co ci Alinko ten debil  powiedział na wynik tego badania, że jesteś zakażona?  Jeszcze  nic nie powiedział, bo mu nie powiedziałam, że jest chory. Na razie on się do mnie nie  dobiera, więc możliwe, że zauważył coś u  siebie ale nie  wiem jak jest z jego poziomem wiedzy medycznej, ale  chyba kiepsko. Gdy się zacznie przymilać to mu powiem, że ma  mi przedstawić aktualny wynik badania WR.  

To chyba kara boska za to, że mi  się Franek  nie podobał pod względem urody -  złasiłam  się   na ładnego chłopa no i mam- stwierdziła Alina. Alinko- mnie też się Franek nie podobał z urody, ale fakt, że to porządny facet i Joaśka mu do pięt nie dorasta intelektem. A dziewuszynkę mają ładniutką.  Nie widziałam jej, Kris był u  nich sam, bo mały miał coś jakby początek przeziębienia i nie chciałam go tam ciągać. Poza tym jakoś źle trawię Joannę. No bo ona nie jest "lekkostrawna" - bo prostu zawsze z niej wyjdzie małomiasteczkowość -  z tym, że teraz już mniej niż na początku - stwierdziła Teresa. Franek naprawdę świetnie wymalował pokój dla małej - jest kolorowo i wesoło, ale  zdaniem  Joanny to jest nieeleganckie . Kolorowe  ściany jej  zdaniem są nieeleganckie, ale  białe, szpitalne są super eleganckie. A poza tym to  się bieduni przytyło i to tak  więcej niż dwa rozmiarki. Zrobiłam  jej kabacik by miała  się czym otulić  w czasie karmienia , trafiłam  w  dziesiątkę,  pendant  do ścian pokoju małej i Joanna ledwo  się w to upchnęła. A na imię mała ma Anetka.

Teresa objęła Alinę - nawet nie umiem ci powiedzieć, jak mi jest przykro z powodu tego,  co cię  spotkało. Zwykły podlec z pana mecenasa. Nie zdziwię się, jeśli Kazik  się nie opanuje i walnie go gdy się o tym dowie. Kazik twierdzi, że  Kris poszedł niemal pod każdym względem w  tatusia. A śmiejemy  się, bo Kazik stanowczo wolał mamę, z która można  było konie kraść, a ja z kolei wolałam swojego tatę, bo z nim można było konie kraść. To, że się Kazik ożenił z Anką to była  zasługa jego tatusia. Głupota i naiwność w jednym ciele. I jeszcze  stary pryk  miał do mnie pretensję, że świadczyłam w  sądzie przeciwko Ance. A ona przecież chlała. Alisiu,  ale nie wygadaj  się, że Kazik  ma obronę w piątek.   Alinko, a  ja ci mówiłam, że napisała  do  mnie matka Anki?   Nie, chyba  nie mówiłaś, pamiętałabym. A co chciała od Ciebie?  Znalazła pamiętnik Anki - ta  artystka  sypiała z trzema na raz, w tym i  z Robertem i gdy  zaszła to nie wiedziała z którym, tylko sobie  wybrała  Kazika- no wiesz- chłopak  "z dobrego domu", w którym rządził "honorowy tata" to i go do ślubu  zmusił. Kazik nie miał pojęcia, że był jednym  z trzech.  No i  zapiła  się na śmierć, na szczęście Kazika tu nie było, już byli po rozwodzie dawno.

A masz jakieś info o Robercie? - spytała  Alina. A skądże! Jego mamuśka go tu  szukała na osiedlu. Raz ją widział tata gdy była przy bloku,  w którym mieszkałam z nim,  a potem byłam z małym na spacerze, był jeszcze  w wózku i ona  mnie niestety poznała, więc ją uświadomiłam, że nie mam bladego pojęcia gdzie jest bo dawno jesteśmy po rozwodzie i jeżeli ona go szuka to niech zgłosi  na policję, że zaginął. Wiesz, możliwe, że jednak dostał tę Moskwę i może się nawet z jakąś Rosjanką  ożenił. Nie mam pojęcia co się  z nim  stało. Gdyby  mi na tej  wiadomości  zależało to bym się mogła dowiedzieć, ale mnie to nie interesuje.

Alina wyszła na  chwilę z pokoju i po chwili  wróciła z niedużą aktówką- wręczyła ją Teresie mówiąc- weź to- straciłam całe  zaufanie do Krisa i wolę by te  wszystkie  dokumenty były u ciebie  w domu.  Może przesadzam,  ale na dzień dzisiejszy tak  to właśnie wygląda.Włożyłam tam też oryginały wyników badań. I wiesz - dzięki tobie zniosłam to  wszystko nieźle, bo stale  biorę ten lek i nadal  chodzę na terapię. I wcale  nie przeraża mnie myśl, że być może rozejdę  się z Krisem. Stan na  dziś wygląda tak, że jestem o tym przekonana w 95%. Teresa wzięła aktówkę i wsadziła ją do torby na  zakupy i powiedziała- muszę już znikać, zaraz Kazik wróci. Tacie też na razie nic nie powiem co się u ciebie wydarzyło. A kiedy Alisiu masz terapię? Jutro -i pewnie podjadę tam z małym, już kilka  razy byłam  razem  z nim. On jest tam bardzo grzeczny i nawet potrafi tam  zasnąć.  Ten terapeuta emanuje  wręcz  spokojem i chyba dziecko to czuje. Nie jest taki rozkojarzony jak  Kris. A rozmawiałaś  z nim o Krisie? Jeszcze nie, ale pewnie porozmawiam. Z nim można o  wszystkim  rozmawiać i to jest super  sprawa. Ale jeżeli będzie jutro pani Maria to zostawię Tadzia z nią, podjadę sama.

Wiesz co- dobra ta  Melisana- już mnie tak  nie rypie  w środku ze złości . Gdzie ją kupiłaś? W naszej aptece, to  chyba  dość uniwersalny środek bo i na żołądek pomaga, chociaż to nalewka na spirytusie. Teresa ucałowała małego, potem wyściskała  się z Aliną i poszła  do  domu.

W kwadrans później do domu dotarł Kazik. No to mam jeszcze trzy dni wolnego. I chyba jutro wpadnę do  medycyny  lotniczej i zrobię sobie badania jak co roku. Tylko muszę pamiętać, żeby rano nie zjeść śniadania. Wprawdzie nie latam, ale badania nadal mi przysługują. A długo tam będziesz? Nie wiem, zależy ilu będzie chętnych do badań. A czemu pytasz? No bo skoro cię  rano nie będzie to poszłabym w tym czasie podciąć  trochę  włosy, bo mają jakąś taką dziwną długość i mi przeszkadzają. Ale nie obetnij ich przypadkiem na krótko, bo czym się będziemy z Alkiem bawić? - poprosił Kazik.  A wiesz, że ty też powinieneś trochę skrócić włosy? Bo ci  się jakieś  loczki zaczynają robić w okolicy uszu. Jak chcesz to mogę pójść do fryzjera nie jutro ale pojutrze razem z tobą. A jutro to podetnę trochę włosy Alkowi, żeby mu na karczku nie leżały.

Ej, żono ukochana, a co ty piłaś? Melisanę Klosterfrau, bo coś  mnie stukało w żołądku i Alina  mnie tym potraktowała. Jutro kupię w aptece do naszej domowej  apteczki. To taka jakaś uniwersalna nalewka, bo sądząc z tego co napisali na etykiecie to dobra na  wszystko - na uspokojenie, na żołądek i nawet na przeziębienie. I można  się nawet tym smarować przy przeziębieniu i bólu mięśni. No to rzeczywiście- dobra na wszystko- stwierdził Kazik. A ty wiesz jakie to mocne? Ledwo to przełknęłam, chyba z 90% spirytusu. No nalewka lecznicza zapewne musi być mocna, żeby pacjent poczuł,że to lek a nie  woda - śmiał się Kazik. A jak Alinka?  W porządku, bierze lek regularnie , chodzi nadal na indywidualną terapię i czasem nawet razem z Tadziem, który podobno  tam  nawet potrafi zasnąć, bo jak twierdzi  Alina, pan terapeuta  emanuje  spokojem. 

A Tadzio najadł się nieco mojego pudru w kremie, bo mnie całował  na pożegnanie. Muszę sprawdzić, czy on przypadkiem  nie jest słodki, bo może dlatego on  mnie tak namiętnie całował całą swą otwartą buźką.

Ciągle jeszcze mało mówi i Alina stwierdziła, że musi z nim więcej rozmawiać na spacerach, bo wtedy jest więcej do mówienia niż w  domu,  w którym Kris śmieje się z niej, gdy ona do małego mówi. Naszemu to się dziób nie  zamyka, muszę Alinę trochę włączyć do naszych spacerów bo mi szkoda małego. Kris teraz stosunkowo dużo czasu jest w domu, pewnie projektuje kancelarię wielkości PKiN. A Tadziś na mnie mówi  "ciacia". Kazik roześmiał się- no bo wie, że jesteś "ciacho", zna się chłopak na  rzeczy.

                                                                          c.d.n.

czwartek, 8 czerwca 2023

Lek na wszystko? - 131

 Gdy jechali do  domu mały  wciąż jeszcze przeżywał wizytę na lotnisku. Fascynował go fakt, że drzwi same  się otwierały i  zamykały. A zauważyłeś synku, że tylko wtedy się otwierały gdy ktoś stanął bardzo blisko tych  drzwi? - spytał Kazik. Alek wyraźnie zastanawiał się chwilę i powiedział - ja dotykałem te drzwi. No ale żeby ich dotknąć to musiałeś stanąć bliziutko, prawda? Tak- zgodził  się malec. Te drzwi synku są sterowane automatami z czujnikami ruchu. Całej tej maszynerii nie widać, ona jest ukryta pod obudową drzwi. A kupimy takie  drzwi do domu? Nie synku, nie montuje  się takich drzwi w mieszkaniach. Bo nie ma takiej potrzeby. Montuje się je tam, gdzie jest duży ruch. One działają na tej samej zasadzie jak te krany w łazience. Też mają takie sztuczne oko co widzi? No właśnie. To sztuczne oko to jest czujnik ruchu. Ale go nie widać - stwierdził Alek i rozłożył rączki w geście bezradności. No właśnie- nie widać  takiego czujnika,  ale on działa. W samochodzie zapadła  cisza, ale mały miał wielce skupioną minę i po chwili powiedział- takie drzwi z oczami są w tym dużym sklepie, jak się chce wejść do telewizorów. Tak kochanie, masz rację, w galerii handlowej też są  takie  drzwi. A kiedy tam pojedziemy? bo tam jest taki wielki  telewizor i można wszystko oglądać z  daleka. Nie wiem, odpowiedział Kazik - nasz telewizor jest dostatecznie duży i większy wcale nie jest potrzebny. 

Tata, a kiedy my polecimy samolotem?  A dokąd mielibyśmy  lecieć samolotem?- spytała Teresa. Do wujka Kurta. No ale jeżeli polecimy samolotem to nie będziemy mieli za sobą samochodu, a Berlin jest dużo większy niż Warszawa i będzie nam brakowało samochodu. Ale tam można jeździć takim żółtym pociągiem, ale nie wiem jakim  numerem. A skąd o tym wiesz? - spytała go Teresa. Hans mówił. I ty to pamiętasz? -zdziwiła  się Teresa.  A ten żółty pociąg, synku, to metro i jeździ pod  ziemią - wyjaśnił Kazik. W Warszawie też niedługo będzie taka komunikacja, właściwie już dawno powinna być. A pojedziemy takim pociągiem jak już będzie?- dopytywał się Alek. Pewnie pojedziemy, ale to metro nie będzie jeździło blisko naszego osiedla i dla nas komunikacyjnie nic  się  nie  zmieni. Ja nadal do pracy będę jeździł samochodem.

Jestem głodny - oświadczył Alek. To świetnie,  zaraz będziemy  w domu i będziemy jeść lunch. Zaraz  zadzwonię do dziadków, żeby razem  z nami zjedli lunch i niech wezmą po drodze  Pawła,  jeśli on nie ma innych planów.  A co mamy dziś na lunch? -zainteresował się Kazik. Paellę z zielonymi różyczkami i   selerem naciowym. Na deser   precelki z makiem i kawa. A ja też dostanę kawę?- zapytał Alek. Tak- też dostaniesz, taką dla  dzieci. I posłodzę ci ją miodem, tak jak dla  siebie.

Nie da się ukryć, że wycieczka na lotnisko zrobiła  na  dziecku spore wrażenie. W czasie niedługiego oczekiwania na lunch Alek wciąż  wracał opowieściami do atrakcji zwanej  lotnisko. Tata, a jak ty się nauczysz latać to kupimy samolot?  Jacek się roześmiał i powiedział - twój tata nie musi się uczyć latać, tata umie pilotować samolot, ale nie lata, bo to nie jego zawód. Twój tata jest konstruktorem i gdy już będziesz chodzić do szkoły to wtedy ci dokładnie wyjaśni na jakiej zasadzie latają samoloty. 

Gdyby wzrok mógł zabijać, Jacek już leżałby martwy ewentualnie w końcowym  stadium  agonii. Alek spojrzał się na ojca z wielkim zdumieniem, a Kazik powiedział - tak synku, umiem pilotować samolot, ale nie jestem zawodowym pilotem. Dziadek Jacek też potrafił pilotować samolot, ale nie był zawodowym pilotem. Mama, dziadek Tadek, ja,- wszyscy potrafimy kierować samochodem, ale  żadne  z nas nie jest zawodowym  kierowcą i nie kieruje autobusem. Umiejętność latania przydała mi  się w pracy przy projektowaniu niektórych części samolotu.  Po lunchu pokażę ci jak wygląda wewnątrz kabina w której siedzi pilot i zdjęcia co widać z samolotu w dzień i w nocy. A dziadek Jacek , gdy już będzie  ciepło, zorganizuje nam wycieczkę na lotnisko wojskowe i pozwoli zajrzeć do symulatora lotów, byś zobaczył na ile wskaźników musi patrzeć pilot w czasie lotu.

Paella tym razem była  nieco nietypowa, bo była  wzmocniona schabem wędzonym pokrojonym w małe kosteczki i wszyscy orzekli, że jest bardzo,  ale to bardzo  smaczna i wielki półmisek paelli bardzo  szybko zniknął. Była tak smaczna, że Alek ją pochłonął bez dociekania co to za zielone  różyczki  w niej się znajdują i nawet nie  zauważył, że jest w niej zielony groszek. Panowie  stwierdzili, że należy ten przepis opatentować. Deser też  wzbudził entuzjazm, chociaż, jak stwierdziła Teresa był to "samograj". Po prostu kupne  ciasto francuskie pokroiła w szerokie paski, które zwinęła w ażurowe patyczki, posmarowała je żółtkiem i "wytarzała" w maku, a następnie upiekła.

Ty Kaziku to masz  niesamowite szczęście, że trafiłeś na Tesię - ładna, zgrabna, mądra, urodziła  syna, super gotuje a na dodatek  cię kocha  - stwierdził Jacek.  Widocznie zasłużyłem na to- skwitował tę Jacka przemowę Kazik.  A kiedy bronisz?- znasz już termin?  Jak na razie to w piątek, mam nadzieję, że nic się w tej materii nie zmieni. Chciałbym już mieć to za sobą, wyrosłem z okresu sesji, egzaminów i ocen i chyba dlatego to  mnie stresuje. Jak  się studiuje to człowiek  się przyzwyczaja, że traktują go jak lekko  niedorobiony umysłowo obiekt i wystawiają mu cenzurki. I wcale mi się nie podoba, że to będzie na terenie gdzie pracuję. Naczelny  "drobionego" tańczy z radochy, aż  się lękam  jak to będzie  wyglądało. Wiesz - aż czterech profesorów będzie , w tym mój promotor, ta trójka którą  dobrał to jego kumple zapewne.  Jeszcze tylko brakuje by schody od  samego wejścia  do budynku aż do sali konferencyjnej wyłożył czerwonym dywanem. I dziecka, które by szło przed nimi i rzucało im  kwiaty pod  nogi.

A potem będziesz wnioskował, żeby cię w poczet profesorów uznali?- zgłębiał temat Jacek. Ani mi się śni - nie mam zamiaru pisać pracy habilitacyjnej, doktorat mi całkowicie  wystarcza. A z tym doktoratem mam pewne zatrudnienie w kilku miejscach  w Europie i o to mi właśnie  idzie. I wyjedziesz  stąd? Być może - ale  nie wyjadę sam, wyjadę wtedy z rodziną, żoną, dzieckiem i ojcem. Gdybym nie był po uszy zakochany w Tesi, lub gdyby  mnie odrzuciła to bym nie wrócił do Polski. Lubię Berlin, to dobre miasto, bardzo kosmopolityczne. Zobaczymy jak tu się wyklaruje sytuacja.  A co z twoim bratem?- spytał Jacek. O ile dobrze  wiem, nie jesteśmy zrośnięci. Odległość Warszawa - Berlin to zaledwie 575 kilometrów, pięć  godzin jazdy bez postojów - przećwiczyłem to. Tesia ma z rodziny tylko tatę, ale tata będzie z nami. Ja mam tylko Krisa. Ale nie powiem, że jesteśmy ze  sobą zżyci. Oczywiście w razie "draki" to mu pomogę, ale nie przypominam  sobie  bym za nim tęsknił mieszkając w Berlinie. Mówiłem mu, że może być tak, że zdecydujemy się na zamieszkanie w Berlinie, ale to go nie  zmartwiło. Pięć lat różnicy między nami przez  wiele lat było ogromną przepaścią. On mi zawsze wszystkiego zazdrościł, tego że robiłem doktorat też mi zazdrościł. Gdyby mu  się urodziła  dziewczynka a nie  chłopak to też  miałby powód do zazdrości. To taki typ po prostu.  Ożenił się z Aliną szalenie szybko i to też głównie  dlatego, że ja już zaliczałem drugie małżeństwo, a on jeszcze  był kawalerem. Wiesz- zawodowo to on jest w porządku, ma głowę na karku, już  sobie wyrobił opinię, ma klientów. Ale on był ukochanym  synusiem tatusia bo poszedł na prawo i tatuś  marzył,żeby synuś  miał własną kancelarię prawniczą. Już trzeci rok "wozi się" z projektem kancelarii  i nic  z tego nie wychodzi. Ma kilku kolegów, którzy ponoć też  chcą powstania takiej spółki, ale nic z tego nie wychodzi, bo nie ma nikogo, kto by to zorganizował od początku do końca. Żaden z nich nie przeprowadził rozeznania odnośnie  cen lokali w Warszawie w tak  zwanym śródmieściu, on sam nie ma  wizji jakich prawników chciałby widzieć w tej kancelarii, a wiadomo, że jednym lepiej idą  sprawy rozwodowe innym  z kolei majątkowe, dobrze jest też mieć kogoś nieźle zorientowanego w prawie państw UE i kogoś dobrze obrytego z prawem pracy i polskim i europejskim. A lokale użytkowe w naszej stolicy okrutnie podrożały.  On nawet nie zassał sprawy, że taka kancelaria to musi  działać  najlepiej 12 godzin na  dobę, że musi być ktoś w rodzaju sekretarki, która musi być również swego rodzaju łącznikiem pomiędzy klientami a prawnikami w tej kancelarii, że musi tam ktoś codziennie sprzątać, że muszą być zapewnione dla panów prawników materiały  biurowe, że będzie potrzebne ksero i na pewno z jeden komputer i meble, bo właśnie po to się  robi kancelarię, żeby panowie prawnicy nie   siadywali z klientami na  sądowych korytarzach i pisali na kolanie. I nie może to być jeden pokój tylko kilka, bo tylko wtedy ma  sens taka kancelaria gdy w jednym  czasie  może  tam pracować kilku prawników.  Rozmawiałem z jednym z jego kolegów, spotkałem go gdy tylko zjechałem z Berlina - już wtedy Kris chciał by się "skrzyknąć"  i stworzyć kancelarię, ale facet mi powiedział, że nie wyobraża  sobie jakiejś spółki "pod  wodzą" Krisa, bo on ma  zbyt rozbuchane  ego. Tesia też  uważa, że on ma przerośnięte ego i niewiele widzi poza  własnym "ja". Tata mu też tłumaczył, że może nie byłoby źle gdyby się zatrudnił w takiej już działającej kancelarii i zobaczył od środka jak to wygląda i funkcjonuje. Ale po nim to spłynęło jak woda po gęsi. Ostatnio Alina mu też wygarnęła co myśli o tym i chyba go to zabolało, bo jego zdaniem Alina i Tesia nie mają o niczym pojęcia bo nie  ukończyły studiów tylko są po  pomaturalnym  studium ekonomicznym. A że więcej wiedzą o biznesie niż on to już inna sprawa. Znów miał  taki "atak przyjemniactwa" jak w Bieszczadach, ale na Alinie  nie  zrobiło to żadnego wrażenia i kazała mu się zastanowić czy on jeszcze kocha ją i dziecko, bo jak nie to nie ma problemu - oboje  znikną z jego życia. Najbardziej go zabolało, że mu powiedziała, że nie jest  jedynym prawnikiem w tym mieście i że z pomocą innego zmieniła umowę z ludźmi, którym wynajmuje to swoje mieszkanie na Żoliborzu. Ale nie  musiała go o  tym informować, bo mają rozdzielność majątkową, którą to on zaproponował.

No popatrz, a w Bieszczadach wyglądała na taką trusię- "tak kochanie, nie kochanie, masz rację kochanie" zdziwił się Jacek. Wiesz stary, to tak jest z pozorami. A potem nagle  się okazuje, że złazisz  ze szczotki ryżowej  a nie z pani jeżowej  bo pozory mylą - zaśmiał się Kazik.

Do gabinetu przydreptał Alek. Tata, koza jest chora, spadła i sobie nogę złamała, trzeba ją zawieźć do doktora. Och biedna koza, przynieś ją tutaj, zobaczymy co się da  zrobić. Mały potuptał z powrotem i za chwilę wrócił z figurką kozy w jednej rączce i ułamaną nóżką w drugiej. Kazik uważnie obejrzał kozę i powiedział- ona jest bardzo chora - będzie musiała kilka dni grzecznie poleżeć i nie wstawać. Poproś dziadka Tadka, żebyś ją mógł zostawić u dziadka w pokoju na  nocnym stoliku. Masz  tu dla niej miękkie posłanko i na nim połóż kozę  i obok  niej tę nóżkę - to mówiąc wręczył dziecku gąbkową podkładkę z jakiegoś  pudełka.

Gdy mały  wyszedł powiedział - nie wiem czym to skleić -może tata będzie wiedział. Gdyby to nie była taka cienizna zalałbym żywicą epoksydową. Powinni byli chyba robić te nóżki na metalowym szkielecie. Mam nadzieję, że będzie jeszcze jakaś koza w sklepie. I to na tyle podobna, że nie  usłyszę, że "tamta  była inna".  Z jednej   strony to fajnie, że dzieciak bystry, a  z drugiej to trzeba cały  czas uważać żeby nie palnąć przy nim jakiejś głupoty. 

A ja patrzę się na Alka i ciągle mam żal do siebie, że przez kilka moich wypowiedzianych bezmyślnie  słów nie widziałem Pawła gdy był w tym wieku co jest teraz Alek. I zastanawiam  się, czy Paweł też  był taki rozgarnięty- snuł rozważania Jacek. 

Pewnie tak, skoro skończył informatykę - z małych głupoli  zawsze wyrastają duże  głupole a ty masz mądrego syna. Zobacz - był rozczarowany tym, że w Akademii nie robił nic  ciekawego i teraz ma samodzielną pracę i mówił mi Franek, że wszyscy są zachwyceni bo nie dość, że sympatyczny, kulturalny to na dodatek wszystko potrafi "zwykłym informatycznym  głąbom" wytłumaczyć. To się liczy.

środa, 7 czerwca 2023

Lek na wszystko -130

 Niedziela powitała  wszystkich  całkiem dobrą pogodą. Nie padało, nie mżyło, nie szalał zimny wiatr jak  to ostatnio często  się  zdarzało  i w niedzielny poranek, po dość  długich rodzinnych mizianiach, przytulaniach, akcjach  typu  całowania mamy równocześnie  z tatą, całowania taty razem z mamą, Teresa wygoniła obu swych mężczyzn z łóżka i zaczęła  się zastanawiać dokąd mają  się  wybrać by nieco się przewietrzyć. Wycieczka do lasu na pewno nie  była dobrym pomysłem, krążenie po ulicach   miasta też nie i Teresie przyszła na myśl "wyprawa na lotnisko"  i zaraz  zwerbalizowała  swój pomysł. 

Naprawdę? naprawdę chcesz byśmy  się wybrali na lotnisko?-zdziwił się Kazik. Już ci  się przestało źle kojarzyć?  Ale skoro chcesz byśmy tam pojechali, to weźmy ze  sobą obu dziadków, Jacek będzie  w siódmym niebie! On co prawda wolałby wizytę na innym lotnisku, ale i tak będzie niemal latał a nie chodził.  No to w takim  razie ty, jako pomysłodawczyni,  zatelefonuj do niego. I nie  zdziw się litanii dziękczynnej, bo on już dawno mówił naszemu tacie, że trzeba  dziecku lotnisko pokazać i samoloty z bliska. Tylko musimy  się wszyscy ciepło ubrać, bo 5 stopni ciepła to raczej  nie upał. A jeśli  się będzie dziecku  ta wycieczka podobać, to gdy już będzie  ciepło mamy jak w banku wycieczkę na  stare  śmiecie Jacka. 

Noooo, urośniesz w oczach Jacka niemożebnie. On już i tak po  cichutku majaczy, że jesteśmy jego dziećmi a tak prawdę mówiąc w pewien sposób jestem z nim znacznie  więcej związany niż  byłem z własnym ojcem. Zresztą co tu ukrywać - i on i Kurt ogromnie mi  pomogli po tym wypadku rodziców. 

Powiem ci teraz  coś okropnego - zginęli oboje, a ja rozpaczałem głównie za mamą. Powiedz  mi  skąd ci wpadł do głowy pomysł z tym lotniskiem? Teresa  wzruszyła ramionami  - dzieciak powinien wiedzieć,  czym  się zajmujesz, więc niech zobaczy z bliska samolot, ty mu opowiesz jaki jest twój wkład w powstawanie  samolotu i nawet  chociaż jest jeszcze  malutki niech z grubsza wie dlaczego taki twór lata. To  nie  ważne, że teraz to będzie dla niego  brzmiało jak bajka, te wiadomości będą  w jego świadomości tkwiły niczym w sejfie i kiedyś gdy więcej rzeczy pojmie, one będą jak znalazł. Czytałam bardzo ciekawą pracę na ten temat, jak  ważne jest to co "wlewamy" świadomie i często nieświadomie  w mózg  dziecka. Okazuje  się, że cała masa ludzi pamięta  całkiem dobrze to co widziało i przeżyło jeszcze   przed ukończeniem dwóch lat, gdy mieli półtora  roku.  A traumy z dzieciństwa  często owocują różnymi chorobami psychicznymi gdy jest się już dorosłym. 

I dlatego jestem wdzięczna moim rodzicom, że miałam  fajne dzieciństwo, że mi sporo wiadomości wlali do głowy, że w domu nigdy nie było żadnych  awantur, że nauczyli mnie, a tata zwłaszcza, że nie ma w rodzinie  tematów tabu, że widok nagiego faceta nie kojarzy mi się tylko i wyłącznie z seksem. Że ważne jest by okazywać  sobie  wzajemny  szacunek i miłość. Chcę byśmy tak  samo mądrze  wychowali Alka. A on ma po nas  naprawdę spory potencjał i trzeba to wykorzystać. Nie można  tego zmarnować. Zobacz jak błyskawicznie zapamiętał i potem kojarzył obraz  cyfry z jej nazwą. Na początku odliczał w pamięci miejsca na którym była dana cyfra narysowana,  a w pół godziny później już mu  się wszystko w główce ułożyło i  cyfry napisane "wyrywkowo" bezbłędnie kojarzył. I dlatego jestem gotowa pozostać jeszcze jakiś czas "kurą domową", bo wiem, że mogę mu dać  więcej niż jakiekolwiek przedszkole. Nasze mamy  były przezywane kurami domowymi, a powinny były być przez innych szanowane, bo wychowywanie dziecka i  zapewnienie swemu partnerowi spokoju i dbanie o niego nie jest czymś degradującym kobietę. A teraz  zatelefonuję do Jacka - chyba już nie śpi. Kazik uśmiechnął się - on to już pewnie jest po śniadaniu.

Jacek rzeczywiście już był po śniadaniu  i wysłuchawszy Teresę powiedział - jak widzę  dojrzałaś do tego pomysłu nawet wcześniej niż to przewidywałem. A co o tym myśli Kazik, mam nadzieję, że akceptował. No jasne, oddaję mu głos, dogadajcie  się dalej  sami, ja idę zrobić śniadanie, bo na  razie to u nas było rodzinne mizianie i pogaduszki. Wręczyła Kazikowi telefon i poszła  do kuchni.

W kuchni tata już kończył swoje śniadanie, a Teresa szykując śniadanie dla swoich "chłopaków" i siebie opowiadała tacie o tym, że chcą  dziś jechać na lotnisko i że właśnie Kazik rozmawia o  tym z Jackiem. Alek bardzo dzielnie jej pomagał i dopytywał się jak daleko od  domu jest lotnisko. Na jego stoliku było zgromadzone  niemal całe ZOO, bo on sprawdzał, czy wszystkie zwierzątka są zdrowe. I robił to co dzień, bo był bardzo odpowiedzialnym  dyrektorem ZOO. Na szczęście wszystkie zwierzaki były  zdrowe, więc mógł je odnieść do szafki, w której jedna  z półek była ogrodem zoologicznym. Teresa mu powiedziała, że zapewne pojadą jednym samochodem na lotnisko a tata właśnie rozmawia z  dziadkiem Jackiem.

 Gdy do kuchni dotarł Kazik, śniadanie już było gotowe, a Alek już  siedział w swoim wysokim krzesełku przy kuchennym  stole. Dziecko bardzo lubiło te weekendowe śniadania, gdy siedział pomiędzy mamą i tatą. W dni, w które  rano nie było Kazika siedział zawsze pomiędzy mamą a dziadkiem Tadkiem. Po śniadaniu  mały pomacał policzek Kazika rączką i poważnie powiedział - tata musi się ogolić. Kazik, który  z trudem utrzymywał powagę, przytaknął dziecku i pomaszerował do łazienki,  a za nim dziecko. W łazience Kazik się golił elektryczną maszynką, a Alek jeździł po  swojej buzi małą elektryczną golarką do swetrów, w której już dawno nie  działała  bateria. Potem tradycyjnie Teresa  sprawdzała  policzkiem czy obaj  są porządnie ogoleni.Teresa uwielbiała te weekendowe poranki, śniadania z mężem i  dzieckiem. I choć "repertuar" się powtarzał to za każdym razem czuła się  szczęśliwa, że ma koło  siebie swych obu "chłopaków", których  kochała bezgranicznie.

Pojechali jednak w dwa  samochody, bo Jacek  stwierdził, że musi zatankować i w ogóle  ruszyć wóz bo kilka  dni stoi bez  ruchu, a  samochód ma jeździć a nie stać.  Od chwili wjazdu na teren należący do lotniska Teresa  wciąż słyszała "mamo popatrz". Już sam kryty parking  zrobił na dziecku wrażenie. Potem musiał się dowiedzieć kiedy on będzie mógł lecieć samolotem. I co będzie widział z samolotu. Dobre pytanie - stwierdził Kazik. Większość czasu to będziesz  widział niebo i chmury, ale zaraz po starcie i przed lądowaniem to co jest na  ziemi w okolicach lotniska. Poza tym widok zależy też od tego na jakiej wysokości będzie leciał samolot. Jeśli będziesz leciał nocą a nie będziesz spał i samolot będzie przelatywał nad jakimś miastem, zwłaszcza dużym to zobaczysz , że lecisz nad maluteńkimi światełkami.

W domu pokażę ci na zdjęciach co widać z samolotu nocą. Zdjęcia z rejsu dziennego też ci pokażę. A jak będę spał w  samolocie?- zainteresowało się dziecko. Będziesz spał na fotelu, te fotele rozkładają się tak jak leżaki. A jak wygląda leżak? Teresa chrząknęła, a potem powiedziała - gdy pojedziemy do któregoś marketu ze sprzętem turystycznym to ci pokażemy leżak. Ten samolotowy fotel jest trochę tak podobny w działaniu jak wózek spacerowy małego Tadzisia. Tadziś gdy nie śpi to w nim siedzi, a gdy jest zmęczony to oparcie  się opuszcza i Tadziś w wózku leży.  Ja też miałem  wózek? Tak synku, miałeś, ale teraz jesteś już duży chłopczyk i nie potrzebujesz  wózka. Mały wpadł w głęboki namysł i po chwili powiedział - nie wiem. Nie  szkodzi- pocieszyła go Teresa- wpadniemy któregoś  dnia do cioci i zobaczysz, albo pójdziemy razem z nimi na spacer i wtedy zobaczysz. 

Poszli wpierw do hali odlotów , Kazik trzymał małego na rękach by mógł wszystko dobrze obejrzeć i obaj z Jackiem na przemian objaśniali mu co widać. Teresa wzięła ojca pod rękę i powiedziała - to wy zwiedzajcie, a my się z tatą napijemy tymczasem kawy. Po pół godzinie gdy wrócili "z obchodu" Kazik powiedział- toaletę też zwiedziliśmy, bo była po drodze i też jest piękna. Do hali przylotów nie pójdziemy, pójdziemy teraz na taras widokowy. Idziecie z nami czy wolisz Tesiu tu zostać. Pójdę, żadna Moskwa teraz nie nadleci a nawet gdyby no to co. Było, minęło rozdział przeczytany i zamknięty. 

Tu są śmieszne drzwi, same się otwierają- doniósł Alek. I piękne kwiaty,  takie duże, kolorowe. Został "doubrany" bo po hali  chodził bez kurtki i czapki i przeszli na taras. Mały szedł z dwoma dziadkami, a Kazik objął mocno Teresę i powiedział - zwiedzanie  znanych sobie miejsc w towarzystwie  małego dziecka jest fascynujące, bo nagle uświadamiasz sobie, że piękno może by wszędzie,  w każdym miejscu. Zobacz jaki on przejęty! I te umywalki, przy których  nie trzeba odkręcać kurków - ledwo go na rękach utrzymałem. Oczywiście  zaraz  się Jacek dowiedział, że do pisuaru to się tylko poza domem sika, bo w domu to trzeba  siadać. Oczywiście nadawał to na pełny regulator. Na tym tarasie to pewnie dużo  czasu spędzimy, chyba  mu założę kaptur, bo przez  czapkę to wiatr  przewiewa - stwierdził  Kazik i  przyspieszył kroku by się zająć małym.  Za 10 minut coś  będzie lądowało.  To zwróć mu uwagę na ten moment gdy samolot jest jeszcze wielkości  znaczka  pocztowego i jak się powiększa i  zmienia w samolot - poprosiła Teresa. Dobrze, ale przecież jesteś obok, ty też mu to możesz pokazać. Będę stał obok ciebie z małym. Dręczą cię wspomnienia? Wspomnienia  nie,  ale świadomość, że byłam taką kretynką. Kazik uśmiechnął się - a co w takim razie ja mam o sobie pomyśleć? Tesinko, tego co było już   nie ma, jesteśmy my, nasze  dziecko, nasz tata, nasz przyjaciel i tylko to  się przecież liczy. Wezmę go na ręce, żeby któryś z dziadków się nie zabrał za dźwiganie go. On  coraz  cięższy!  Kazik fachowo sprawdził czy szalik dobrze otula  szyjkę Alka, założył mu kaptur i wziął go na ręce mówiąc - tak będziesz lepiej widział gdy będzie nadlatywał samolot, a gdy już wyląduje postawię cię na  ziemię.  Tylko jak będziesz stał na własnych nóżkach, to nie dotykaj główką  tych metalowych szczebli balustrady.  

W pobliżu Terminala stały trzy samoloty, do jednego  z nich właśnie ładowano bagaż pasażerów. Stojący obok Kazika Jacek opowiadał małemu o tym, że bagaż leci w specjalnym pomieszczeniu, które wcale nie jest ogrzewane i jest tam tak  zimno, że można  zamarznąć na sopelek  lodu.  Bo samoloty latają bardzo wysoko nad ziemią a tam w górze jest po prostu bardzo, bardzo zimno.  Teresa "upolowała" moment gdy nadlatywał samolot i  powiedziała do małego - popatrz prosto na niebie tam, gdzie znajduje  się koniec  mojego palca. Tam widać taką dużą kropkę, to samolot, który za  chwileczkę  wyląduje    na lotnisku. Patrz synku cały czas na tę coraz większą kropkę - on wyląduje w miejscu, które jest  niewidoczne, ale stamtąd samolot podkołuje, podjedzie niedaleko miejsca, w którym stoimy. Bo samolot nie tylko lata, może też tak pojechać po płycie lotniska jak samochód. Kazik cmoknął żonę  w policzek i powiedział- marnujesz się, mogłabyś być super przedszkolanką.  Pięknie to wszystko tłumaczysz. 

Teresa roześmiała  się - gdy ja pójdę do pracy jako przedszkolanka to ktoś inny będzie się wtedy  musiał zajmować naszym  dzieckiem. Czy nie  sądzisz że to jakiś nonsens?. Gdy moim dzieckiem będzie  się zajmował żłobek a potem przedszkole, to państwo będzie dofinansowywać ową instytucję, będzie wydawać forsę na  nowe tego rodzaju placówki. Uważam, że państwo powinno wszystkim matkom "kurom domowym" płacić za to, że siedzą w domu z dziećmi . I w ogóle  calutkie szkolnictwo powinno być zreformowane tak, by dziecko w chwili ukończenia liceum nie było nadal  zielone  niczym koperek w wielu kwestiach dotyczących dorosłego życia. O mnie zadbano w domu, wiedziałam skąd się biorą  dzieci, byłam w pełni świadoma co robić by nie mieć dziecka, nikt mnie nie straszył grzechem, nauczono mnie, że  dziecko od pierwszego swego samodzielnego oddechu jest człowiekiem, że wymaga szacunku, uwagi, dbałości. A przecież moi rodzice  nie byli lekarzami ani psychologami. Ty też  byłeś tak wyhodowany.

"Przetrzymali" jeszcze jedno lądowanie, Teresa fachowo pouczyła Alka, że samoloty lądują i startują zawsze pod wiatr, wzięła rączkę Alka pozbawioną rękawiczki do góry i powiedziała by sprawdził z której strony wieje  wiatr. Mały chwilę wpatrywał się w swoją łapinę, ale Teresa powiedziała - zastanów  się z której strony czujesz na rączce wiatr, tego nie widać, to się czuje. Mały się skupił i pokazał skąd wieje  wiatr. No a skoro lądujemy zawsze pod  wiatr, to samolot  będzie lądował z przeciwnej strony niż wieje wiatr.  Samolotowi zawsze musi wiatr wiać prosto w nos, w kabinę pilotów. A dlaczego to się dowiesz gdy będziesz starszy i tata ci to pięknie wtedy wytłumaczy.

Gdy szli już do samochodu mały powiedział - wiatr mi wieje w buzię jak samolotowi. Brawo, brawo- zawołał Jacek. Świetnie dziecko wszystko  zrozumiało. Tesiu, hodujesz pilota. Teresa roześmiała  się - jak widzisz  po mnie,  niewiele  wynika  z tego, że wiem  o tym, że się ląduje i  startuje  pod  wiatr.

                                                                         c.d.n.

wtorek, 6 czerwca 2023

Lek na wszystko? -129

 W sobotę poprzedzającą tydzień, w którym był wyznaczony termin obrony, Teresa "wyrwała" męża na zakupy. Wiedziała, że Kazik ogromnie lubi gdy ona kupuje dla siebie jakiś  ciuszek i musi go w sklepie przymierzać  i wtedy prosi go o opinię. Alka  "sprzedali" obu  dziadkom  i pojechali na  zakupy. Teresa tak naprawdę  nie potrzebowała niczego , ale wiedziała, że Kazikowi dobrze  zrobi oderwanie myśli od nadchodzącego wydarzenia. Poza tym stwierdziła, że nie  zaszkodziłoby jej kupienie jakiejś  nowej sukienki, bo te, które posiadała nie grzeszyły aktualnością, chociaż nadal były dobre rozmiarowo. Nie da  się ukryć, że Teresa najchętniej nosiła  spodnie i co jakiś czas dokupywała nowe bluzki lub  sweterki. Miała również dwa  "wytworne" spodniumy, ale z sukienkami to było marnie.

Przy okazji odebrali z punktu usługowego koszule Kazika i jej bluzkę koszulową. Kazik był zachwycony, że mają z tego samego materiału on koszulę a Teresa bluzkę a Teresa  widząc jego niekłamany  zachwyt zaczęła pertraktacje na temat uszycia  dla niej sukienki typu  szmizjerka z materiału koszulowego w trójkolorowe paseczki, czyli takiego z jakiego była uszyta jedna  z koszul Kazika. Pani krawcowa  się  śmiała, że gdy Teresa  włoży na siebie koszulę męża to będzie  miała dla siebie  mini sukienkę, tylko niestety  zbyt obszerną  w ramionach. Potem zdjęła miarę z Teresy, dokładnie ustaliły fason i za dwa tygodnie sukienka będzie gotowa. No to zadamy latem szyku- śmiał  się  Kazik. 

Potem u kuśnierza Kazik wypatrzył damską zamszową kurtkę i oczywiście  zaciągnął Teresę  do sklepu, by koniecznie ją przymierzyła. Kurtka była jednak nieco za duża na Teresę, ale właściciel sklepu poszedł na  zaplecze i  przyniósł stamtąd skórzaną kurteczkę, w  sam raz rozmiarem dla Teresy. Była w ciepłym, brązowym odcieniu a skóra, z której była zrobiona była bardzo miękka. Teresa ją bardzo dokładnie obejrzała- wszystko było porządnie wykończone, podszewka też była dobrej jakości i nie da się ukryć, że Teresa  dobrze  w niej wyglądała. Kazik był zachwycony no i bardzo, bardzo zadowolony, bo "ubieranie Teresy w nowe rzeczy" to było jedno z jego bardziej lubianych zajęć. Na koniec sprzedawca powiedział, że za tydzień powinien mieć również męskie kurtki, pozwolił sobie wziąć miarę z Kazika, dał wizytówkę sklepu i poprosił by Teresa lub Kazik zatelefonowali czy jest  już męska kurtka z cielęcej skóry. 

A gdzie pójdziemy szukać dla ciebie sukienki? - spytał Kazik gdy wyszli ze sklepu. No coś ty, mam jeszcze  w domu ze  trzy sukienki, w tym uniwersalną "małą czarną", wydaliśmy już sporo pieniędzy. Zresztą wiesz, że ja głównie w spodniach chodzę. Kazik rozejrzał się po ulicy i powiedział - no to zajrzyjmy do Mody Polskiej- może coś ci będzie pasowało. Ale oni to szyją wszystko na duże  kobiety, ja to zawsze swoje ciuchy to kupuję w  prywatnych sklepach. No i mamy już obie  torby pełne. Nie  szkodzi, nie są ciężkie - zobacz- ta twoja kurtka jest bardzo lekka a moje koszule też nie są ciężkie. Chodź, potem odniesiemy wszystko do samochodu i wpadniemy do Hortexu- zobaczymy  co mają dobrego. 

W sklepie Mody Polskiej Teresa patrzyła na wszystko nieprzychylnym okiem, ale jedna z sukienek zwróciła jej uwagę - z cienkiej żorżety wełnianej, na pierwszy rzut oka  wydawała się czarna, ale była to nie czerń tylko bardzo, bardzo ciemna zieleń. Kazik szybko zdjął ją z wieszaka, sprawdził wymiary i powiedział- jeśli rzeczywiście ma takie wymiary, to powinna być dobra. Teresa "wysupłała" się z zimowych ciuchów i przymierzyła  sukienkę. Sukienka była "skromna", nieduży dekolt na  tak zwanej powiększonej szyi, dopasowana do talii, spódnica odcinana w talii  i bardzo drobno plisowana, stopniowo i delikatnie rozszerzała się ku dołowi. Była zdecydowanie za długa dla Teresy, ale ekspedientka, która nie odstępowała Teresy stwierdziła, że skrócenie tej sukienki nie stanowi żadnego problemu. Rękawy sukienki były 3/4 i też powinny być nieco skrócone. To są naprawdę drobne poprawki, jeżeli pani ją kupi, to zaznaczymy długość dołu i rękawów.  W środę już będzie mogła ją pani odebrać. To ostatnia sukienka, zresztą było ich mało. Następna partia już będzie za tydzień ale już droższa bo wełna setka  podrożała. I już nie w tym kolorze. A z tego co się zetnie z dołu to możemy zrobić do niej pasek.  Pani ekspedientka  z pełnym poświęceniem  upięła  cały dół spódnicy na pożądaną przez Teresę długość. Prać można oczywiście  tylko chemicznie. Jest jeszcze do niej "półhalka", ją się  dopasuje do długości sukienki. A ile kosztuje to dopasowanie do mojego rozmiaru?- spytała Teresa. Pięćdziesiąt złotych, bo dochodzi obrębienie materiału  overlockiem. Nie można podwinąć dołu dwa razy, bo się spódnica przestanie dobrze układać. Kazik dostał paragon i poszedł zapłacić, a Teresa niespiesznie się ubierała.  To bardzo dobry  zakup, proszę  mi wierzyć. Ta partia "setki" jest bajecznie  miękka. To  chyba  zależy od jakości  wełny, ta  na pewno nie jest z polskich owiec.  Proszę pomacać tamte żakiety -   też setka wełna, też cienka, a jaka jednak różnica- ta wełna  mięciutka a tamta ostra. 

Gdy wyszli ze sklepu Kazik przytulił Teresę i pocałował - uwielbiam cię nie tylko rozbierać ale i ubierać. Ta babka w kasie powiedziała, żeby przyjechać  po sukienkę w czwartek, koło południa, a nie  w środę i odbiór będzie w kasie.  Wyglądasz w tej sukience  superancko. A szpilunie do niej masz? Oczywiście, w  szpilki to nawet bogata jestem. Wiesz - zaraz po obronie wyskoczymy sobie  do klubu, dawno   razem nie tańczyliśmy- stwierdził Kazik. No fakt, dawno. Gdy  sobie przypomnę, że kiedyś co  tydzień się gdzieś szalało to stwierdzam, że  robi się ze mnie stateczna matrona. No widzisz- tak to jest gdy się ma  starego męża - roześmiał się Kazik.

To teraz jedziemy do Hortexu - powiedział Kazik. Teresa skrzywiła  się- wolę zjeść lody w domu, mamy jeszcze lody w drugiej lodówce. Trzeba je zjeść i kupić  nowe. Możemy koło nas kupić mrożone truskawki, ciut je rozmrozimy i zjemy z lodami. A mamy jeszcze  w domu czekoladę do fondue ?- dopytywał  się Kazik. Mamy. To świetnie - będą truskawki  w czekoladzie. Coś ostatnio  chodzi za mną czekolada- stwierdził Kazik. No bo miałeś ostatnio dużo pracy umysłowej, a to wyczerpuje. Więc  weź sobie  do pracy 1 opakowanie pitnej czekolady i parz kawę razem z czekoladą, powinno cię  to wzmocnić. No nie wiem, ale jakoś tak na mnie  działa ta mieszanka, że zaraz mam ochotę by cię zaciągnąć  do łóżka na pieszczoty. A bez tej mieszanki nie masz takiej ochoty?  Też mam taką ochotę. Powinniśmy gdzieś wyjechać sami na kilka dni i zrobić sobie takie szalone, łóżkowe dni.  I wychodzić z pokoju tylko na posiłki. Teresa  zaczęła  się śmiać - nie musimy na takie  łóżkowe dni wyjeżdżać - możemy się "zalęgnąć" w zapasowym mieszkaniu- wszelkie wygody, do dyspozycji trzy pokoje, pełna lodówka i nie trzeba  się do realizacji tego planu nigdzie daleko wybierać. Jak opuścimy  zewnętrzne żaluzje to wtedy z ulicy nawet zapalonego światła nie  widać, bo te zewnętrzne są bardzo szczelne a oprócz nich są jeszcze te wewnętrzne. Mówisz poważnie? - dopytywał się Kazik. Najpoważniej w świecie, ja tylko powiem tacie na ucho, gdzie jesteśmy. Z moim tatą to można spokojnie  konie kraść. Mam podejrzenie, że mentalnie to więcej mam z taty niż z mamy.  Z mamą nie można było koni kraść. No patrz - a u  mnie konie kraść to można  było właśnie  z mamą, ojciec  się do tego nie nadawał. No fakt, sierioznyj był z niego człowiek - potwierdziła Teresa. 

Bo ojciec chciał być chodzącym na dwóch  nogach ideałem, brak mu  było dystansu do wielu rzeczy i  do siebie  samego. I coraz  więcej jego  cech odkrywam w Krisie.  I chyba  dlatego coraz  mniej mi  się chce z nim widywać. Nie powiedz mu przypadkiem o tym, że jesteś "martwą duszą", bo zaraz wpadnie na pomysł że to niezgodne  z prawem. Zik, przecież  wiem jaki on jest, Alinie też nie powiem, żeby nie  miała poczucia  winy, że coś przed nim ukrywa. Najbardziej mnie  śmieszy, bo Kris jest przekonany, że pracując  solo jest firmą i ma  świetne rozeznanie w kwestii działania prywatnej firmy. Ale jak się wzbudził, gdy Alina mu zrobiła krótki wykład o  spółce- pierwsze jego pytanie było z kim o  tym rozmawiała. Alina mu powiedziała, że wprawdzie ona nie jest prawnikiem, ale wie jak działają firmy prywatne i że akurat z prawa to obydwie miałyśmy bardzo dobre oceny. Trochę mu dziób zatkała. Ale najfajniej to mu odpowiedziała, gdy zadał pytanie  z kim ona  się  spotyka poza jego plecami, więc mu wypaliła że sama z sobą , ale taką  jaką była przed  nawrotem choroby.  I od  razu chłoptasia zatkało. Jemu też brak chwilami  dystansu do wielu spraw i do siebie samego zwłaszcza. 

W domu zastali Jacka i Pawła. Paweł rysował dla Alka cyfry - każda cyfra miała   z 5 centymetrów wysokości. Gdy weszli  Paweł akurat rysował cyfrę  "7"  a  Alek bystro się w nią wpatrywał.  Jacek wraz z tatą urzędowali przy garach, Jacek robił kopytka, tata pichcił gulasz.

Obaj dziadkowie bardzo się ucieszyli, że Teresa i Kazik  już  wrócili z zakupów, poinformowali, że Jacek już ostatnią partię kopytek "dziabie" i za 15, no może 20 minut jedzenie już będzie na  stole. A Alek podprowadził Kazika do narysowanych przez Pawła cyferek i zaczął się popisywać. Oczywiście Teresa obiecała obu dziadkom, że po obiedzie przymierzy skórzaną kurteczkę, pochwaliła  się, że Kazik kupił jej sukienkę a po obiedzie oboje z Kazikiem zaprezentują im coś fajnego - oczywiście miała na myśli jego koszulę i swoją bluzkę koszulową.

Obiad- dzieło dziadków był pyszny. Alek wsuwał wszystko i zjadł tyle, jakby  miał pięć lat a nie 3 lata i nieco ponad 2 miesiące.  Gulasz też  wszystkim ogromnie  smakował, a  jedząc go Teresa  spytała się  czy tata przypadkiem  nie kroił mięsa w kostkę  przy linijce,  bo wszystkie kostki były idealnie  równe.  Tata  się  śmiał, że wpierw pokroił mięso na płaty a potem na nim narysował kratkę i ciął nożem po linijkach. Surówka z lekko podkwaszonej kapusty też  wszystkim  smakowała. Gdy już  zjedli tata powiedział: skoro wam  smakowało to wam powiem teraz co to było za mięso - to był schab, ale z jakiegoś  wiekowego wieprza bo ogromnie duży, szeroki. No to go wpierw pokroiłem na dość grube plastry, obsmażyłem na prawie suchej  patelni z obu stron i dopiero wtedy go pokroiłem  w kostkę i wrzuciłem do gara, żeby się dusił.  Powinieneś tatku to opatentować-  powiedział Kazik.  A czy ty myślisz Kaziu, że normalni ludzie robią  gulasz z mięsa na kotlety schabowe? To tylko w tej  rodzinie  się wyprawia takie rzeczy. 

Jacuś, a jak ty robisz kopytka, bo mi one bardzo smakowały. Moje nie są takie rozpływające  się w  dziobie- stwierdziła Teresa.  Opowiadasz bajki - jadłem twojej roboty kopytka i były bardzo dobre. Jakby na to nie spojrzeć to do kopytek  muszą być dobre ziemniaki, te kupiłem na bazarze na Sadybie. Umyłem, ugotowałem ze skórą, odlałem wrzątek, wlałem zimną wodę z kostkami lodu,  osuszyłem, skóra zlazła  niemal sama, utłukłem starannie na miazgę, dodałem mąkę owsianą i kartoflaną, jajka , sól, zagniotłem ciasto, zrobiłem  wałeczki i je  podziabałem, gotowałem w osolonej wodzie. Zerowa filozofia. A jest tego tyle, że będą jeszcze na jutro do odsmażenia na rumiano. I mięso też jeszcze jest na jutro dla nas wszystkich. Tylko zamiast surówki będą buraczki. Teresa  wstała od  stołu, wpierw podeszła do taty i cmoknęła go w policzek mówiąc- dziękuję, potem podeszła do Jacka i zrobiła  to samo. 

Boże - jęknął ateista Jacek- jeszcze mi żadna kobieta tak  nie podziękowała za to, że nic wielkiego nie  zrobiłem. No wiesz- powiedziała Teresa- jadąc do  domu już obmyślałam co zaraz  wrzucę w gary, żeby było obiadem,  a tu taka  niespodzianka!  Po prostu obaj mnie wyręczyliście a Paweł na dodatek niańczył Alka. To po prostu jest wspaniałe z waszej strony. Przecież jesteśmy rodziną - stwierdził tata. Zawsze chciałem  mieć brata i teraz  mam przyjaciela i brata w jednej osobie. Obaj was kochamy, więc  chyba nie ma  w tym nic  dziwnego, że czasem coś zrobimy. Sama kiedyś powiedziałaś, że  więzy krwi  niczego nie gwarantują a  prawdziwa przyjaźń jest na  wagę złota.

                                                                             c.d.n.

poniedziałek, 5 czerwca 2023

Lek na wszystko?- 128

 Termin obrony został przesunięty na ostatni tydzień marca. Kazik wpierw dość szpetnie zaklął, ale Teresa powiedziała, że to lepiej, szybciej się ten cały "cyrk" skończy. Pan promotor poinformował Kazika, że jego  zdaniem praca jest świetna i część pracy powinna  zostać podręcznikiem, on już sobie  nawet zaznaczył, które partie powinno  się wydrukować  jako podręcznik. " I zapewniam pana, panie kolego, że ta obrona  to będzie  bardzo miłe, wręcz koleżeńskie spotkanie" - dodał na  zakończenie. No i ja teraz to naprawdę nie  wiem, czy mam  się z tego cieszyć czy może lepiej nie - opowiadał Kazik  Teresie. Bo nie przypominam  sobie, żeby moimi kolegami byli jacyś profesorowie.

"Nowy przyjaciel" Kazika,  czyli jego dyrektor, poinformował go, że udostępni na obronę mniejszą salę konferencyjną. Niczym się nie stresuj, ja  wszystko zorganizuję, jesteś naszym pierwszym doktorantem ale mimo  tego staniemy na  wysokości  zadania. To dla nas  swego rodzaju święto.  A ja myślałam, że to będzie w którymś budynku Politechniki - powiedziała Teresa. Wtedy czekałabym na ciebie w holu i cię publicznie wycałowała. Ja też myślałem, że to będzie na "polibudzie". Ciekawe  co ten gad  knuje. 

Teresa  roześmiała  się - żaden  z niego gad, zwyczajny nieco zapasiony facecik, którego omotała  sobie na  palcu młódka.  Za rok lub dwa ona  go zostawi - nie  widać było ani krzty serdeczności  w tym jak  się do niego odnosi. Jak się jej trafi młodszy od niego i równie, lub bardziej szczodry, to go puści kantem. Skąd  wiesz- Kazik nie krył zdziwienia. Z tonu jej głosu gdy  się  do niego zwracała. Była  cały  czas zniecierpliwiona i mocno krytyczna wobec  wszystkiego co mówił.  A przecież nie gadał głupot.  To taki typowy żonkoś starej  daty, który gdy już go stara , znana żona nie podnieca to szuka wrażeń na  boku.  No a gdy mu  się zmontowały z byłą żoną bliźniaczki to na pewno mieli cyrk  na kółkach na początku. Człowiek przy jednym dziecku głupieje bo wszystko takie nowe i skomplikowane a co dopiero gdy to podwójna dawka  radochy. Ale nie przypominam sobie byś ty kiedykolwiek głupiała od chwili  gdy się na świecie pokazał Alek - stwierdził Kazik.  Bo ja się maskowałam i bardzo dużo wspomagałam  się lekturą- wyjaśniła  mu Teresa.

Opowiadał nam kolega, który też zmontował bliźniaki, że maluchy drą  się z reguły na przemian i gdy wreszcie zasną to człowiek nieomal durnieje ze  szczęścia. Bardzo lubiłyśmy gdy przychodził i nam o nich opowiadał. Bo tak w ogóle to on był Francuzem,  ale świetnie mówił po polsku. Oni  hodowali te bliźniaki dwujęzycznie. Gdy mieszkali we Francji to mieli do nich nianię, więc  było łatwiej z ich obsługą. Tu przyjechali gdy dzieci miały pięć lat  i jakoś się dzieciom w Polsce nie podobało. Może nic dziwnego, mieszkali tam na  południu Francji.  Raz  nawet wpadł z nimi do pracy - wpierw  brylowały w jego dziale, potem wpadł z nimi do nas. Nie mam pojęcia  jak oni je rozróżniali - dla mnie były idealnie jednakowe. W każdym razie jego opowieści o tych dzieciach to były przezabawne!  Gdy go chciały zezłościć to do polskich wyrazów dodawały rodzajniki, albo nagle zapominały albo języka polskiego  albo francuskiego. I wiesz - szczerze mi ulżyło gdy  się okazało, że jest tylko jeden  pęcherzyk płodowy. A teraz  chwilami zastanawiam  się, czy nie jest to z mojej  strony zbytni egoizm, że nie mamy drugiego dziecka. No to ja wspieram cię w twym egoizmie - stwierdził Kazik. Egoizm byłby wtedy gdybyśmy wcale nie mieli dzieci.

Wieczorem, tuląc Teresę powiedział - czuję się niemal tak jak  wtedy gdy miałem zdawać wstępny egzamin na studia. Wtedy bałem się trochę, że jeśli nie  zdam to zwiną  mnie  do wojska, a na to wcale nie  miałem ochoty. Teraz po prostu nie  chciałbym  się zblamować przed tobą, tatą, Jackiem, Kurtem. Co prawda moja porażka ucieszyłaby  wielce Krisa, który zawsze  mówi, że mam więcej  szczęścia  niż rozumu. 

Przede mną zblamowałbyś  się tylko wtedy, gdybyś nagle, bez  słowa poszedł do innej kobiety - to byłoby dla mnie ogromne rozczarowanie, złamałbyś mi serce. A co do tej obrony- masz opinię swego promotora o swojej pracy - przecież to dobry fachowiec z twojej branży i jemu też  zależy na tym, by jego doktorant bez problemu obronił swoją pracę przed komisją. Przecież ta komisja to w gruncie rzeczy tradycja i formalność. Masz za sobą przepracowane pięć lat w zagranicznym ośrodku naukowo-badawczym, masz nagrodę ministerstwa, masz propozycję ze  strony Politechniki i możesz  podjąć pracę w Niemczech. I jeśli tak się złoży, że skorzystasz z ich propozycji ja i  tata bez problemu zamienimy Warszawę na Berlin. Nie sądzisz  chyba, że głąbowi by to wszystko proponowano. Kocham cię od  zawsze, kochałam cię gdy jeszcze  byłeś studentem i będę cię kochać nadal,  nawet gdybyś nie był doktorem. W dalszym ciągu będę kochała  cię calutkiego wzdłuż i  wszerz i wierz mi - tytuł doktora lub jego brak nie ma tu nic  do rzeczy. Przytul się do mnie i odrzuć wszystkie złe i  głupie  myśli. Będziesz cały dzień śpiący, już po drugiej. Pośpij choć trochę. Nie muszę jutro rano jechać, wpadnę tam około pierwszej - kocham cię, ty jesteś dla mnie wszystkim. Jestem jednak  szczęściarzem, że mnie kochasz i jesteś  ze mną. Pośpimy dopóki nas Alek  nie obudzi. Usnęli mocno w siebie wtuleni i szczęśliwi, że mają siebie. Rano  Teresa cichutko wstała, wyniosła Alka do łazienki i powiedziała małemu,  że zaraz wracają do łóżka i utulą się razem z tatą, bo tata  musi jeszcze odpocząć. Alek, który najchętniej spędzałby każdą  noc razem z rodzicami był takim obrotem  sprawy niezmiernie  zachwycony i w mniej niż dziesięć minut później już spał przytulony do obojga.

Poranek zaczął się  dość późno od ukochiwania mamy i taty, potem Kazik wyruszył do  kuchni by zrobić śniadanie. Przy stole  w kuchni siedział tata i jadł śniadanie. Kazik podszedł do niego, objął czule i powiedział- nawet  nie wiesz tato, jaką cudowną córkę zmajstrowałeś  przed laty i jaki jestem szczęśliwy, że jestem jej mężem. Wlała  mi otuchę  w serce, zawsze mnie mobilizuje i sprawia, że życie  wygląda znacznie lepiej. Tata odwzajemnił uścisk i powiedział - no chyba   rzeczywiście  nieźle  mi wyszła. A ja jestem szczęśliwy, że jesteście  razem , że się kochacie i że macie Alka. A ty Kaziu masz  dziś dzień wolny?  Kazik uśmiechnął się - właściwie  to nie, zaraz  zadzwonię i dowiem się czy muszę  wpaść,  czy może jednak nie muszę. Nie mogłem wieczorem zasnąć, dręczyło mnie pytanie  czy obronię doktorat. Tata uśmiechnął się - jestem pewien, że obronisz. A wielebny promotor już przesylabizował pracę? Tak, stwierdził, że bardzo dobra, a nawet świetna.  No to skąd te twoje wątpliwości? Nie wiem, może się zbyt przejmuję. Zawsze mi  się wydaje gdy  coś opracuję, że mógłbym to zrobić lepiej. Do kuchni przyszła Teresa, jeszcze w szlafroku, ale dziecko już było ubrane. No to ja idę zadzwonić do Stanisława -ogłosił Kazik i wyszedł. A kto to ten Stanisław? - spytał tata.  To jego kolega naczelny dyrektor. Miałam zaszczyt go poznać. To ten dzięki któremu leci mi ciągłość pracy do której nie  muszę jeździć.  Już jestem tam na papierze  zatrudniona. Fajnie  być pracownikiem, którego zna tylko ( i to głównie z papierów) dyrektor. Ten kraj wciąż stoi na głowie dzięki durnym pomysłom. A na dodatek to ja tam mam całkiem przyzwoitą pensję, którą widzę tylko na wydruku.  No ale  mnie to bardzo urządza bo firma odprowadza za mnie  składkę ubezpieczeniową i mam ciągłość zatrudnienia do emerytury. 

Znów dziś jakaś taka kaprawa pogoda, znowu coś mży. Coś jakby mini płatki śniegu. A mnie  się marzy słońce, plaża i cieplutka woda- narzekała Teresa.  Tata roześmiał  się - no to chyba jeszcze  trochę na to wszystko poczekasz. Też bym chętnie pobrodził w jakiejś ciepłej  wodzie a nie w lodowatym Bałtyku. Jak już Kazik zakończy batalię pod  tytułem doktorat, to pomyślimy o jakimś "wielorodzinnym" wypadzie nad jakąś cieplutką wodę - powiedział tata. Są w Austrii dość płytkie a przez to ciepłe jeziora, muszę pobuszować  z Jackiem w sieci. Zawszeć Austria bliższa niż Włochy.  Jest też jedno cieplutkie  jezioro na  Węgrzech, ale tam się rezerwuje  miejsca zaraz po 1 stycznia i potem  już nie ma miejsc. A jezioro zabawne, bo ma głębokość poniżej półtora  metra.  Tylko słyszałem, że plaże są wątpliwej jakości. Co prawda plaża to "rzecz nabyta" bo w  wielu miejscowościach te plaże powstają z nawiezionego piachu a nie  są naturalnym wytworem przyrody.

Kazik wszedł do kuchni uśmiechnięty od ucha  do ucha i zameldował rodzinie, że dziś nie musi jechać do pracy,  wszystko załatwił telefonicznie a jutro ma  spotkanie z rzecznikiem patentowym. A skoro pogoda raczej nie jest spacerowa to wskoczył w dres i posiedzi z rozkoszą  w domu. Alek podreptał szybko do swoich zabawek a Kazik stwierdził, że skoro jest w domu i już nie musi nic  pisać, to mogą się zastanowić nad przemeblowaniem jak poprzestawiać meble by Alek miał swoją sypialnię. Bo nie da  się ukryć, że bawić to się zawsze będzie  tam, gdzie będą dorośli.

Ale wpierw muszę zjechać do piwnicy i coś sprawdzić. Skleroza  mnie  tłucze, ale mam podejrzenie, że w piwnicy jest zdemontowany z tego małego pokoju kaloryfer. To tam był kaloryfer? zdumiała  się Teresa- a gdzie on  był? A pod oknem- odpowiedział Kazik. Przecież tam nie ma okna!- odpowiedziała.  Jest okno, ale jest zabudowane szafą i kaloryfer mi przeszkadzał, więc go kazałem zdemontować. Teresa wybuchnęła  śmiechem. Ale numer! Zawsze mnie dziwiło, że zrobili jedno ślepe pomieszczenie, no   ale nie wydziwiałam, skoro tam był tylko zbiór szaf robionych na  zamówienie. 

A dokładnie to tam jest genialny schowek. Okno jest zasłonięte firanką przypiętą pinezkami i jest tam na całej powierzchni schowek - dość płaski, z porobionymi półkami. Wolałem wszystkie ważne dokumenty mieć pochowane bo przecież wtedy byłem głównie w Niemczech. Żeby się do niego dostać trzeba  było odinstalować trzy półki. I zrobiłem dlatego w tym pokoju magazyn. Przecież mnie całymi miesiącami nie było tutaj. Bywałem gdy już mnie dusiła niemiłosiernie tęsknota za pewną mężatką. Kilka razy rozmawiałem z tobą gdy byłem w  Warszawie, ale dzwoniłem z niemieckiej komórki. No coś podobnego! Ja nigdy do tej szafy nie  zaglądam, bo tam są twoje rzeczy a ty masz  zawsze wszystko elegancko ułożone, poza tym musiałabym wchodzić na krzesło by te górne drzwi otworzyć. No to teraz chodźmy tam i zastanówmy  się razem jako to wszystko rozparcelować po mieszkaniu. Kaziu, a co z tą mężatką? Kazik uśmiechnął się - no stoi tu obok mnie, ona była tą mężatką. Tato, ja  Tesię zawsze kochałem, tylko byłem durniem. Wpierw myślałem, że ona jeszcze  za młoda, a potem mi na myśl nie przyszło, że  nie jest szczęśliwa w związku w którym tkwi. Ale jednak byliśmy sobie pisani- podsumowała Teresa.

To ja zjadę z tobą do tej piwnicy- stwierdziła Teresa, bo jeszcze nigdy w niej nie byłam. No ale ubierz buty, bo tam zapewne nie jest zbyt czysto i załóż  kurtkę albo sweter bo tam zawsze jest raczej chłodno.

                                                                c.d.n.



niedziela, 4 czerwca 2023

Lek na wszystko? - 127

 Czas nieubłaganie parł do przodu, "dzieło" napisane przez Kazika  zostało kolejny raz przeczytane przez  samego autora, potem przez  Teresę sprawdzone czy aby nie ma jakichś błędów interpunkcyjnych  lub stylistycznych, co  bardzo zdziwiło Kazika, bo jego zdaniem opisy techniczne w pewien  sposób wymykają się spod takiej kontroli,  ale Teresa przekonała go, że miała  rację,  brakowało w kilku miejscach przecinków, zdarzyło  się  również  przestawienie liter, Kazik z kolei wykrył błąd w którymś z wykresów i go poprawił  i wreszcie praca została odniesiona  do drukarni. Kazik zdecydował  się na  wydrukowanie pracy w trzech egzemplarzach. Promotor otrzymał  jeden  z egzemplarzy w terminie który wyznaczył  wcześniej. Kazik, który ostatnimi  czasy pracował głównie  w domu powrócił do codziennego bywania  w pracy  i czuł  się z tego powodu bardzo nieszczęśliwy. Skończyło się picie  kawy  z żoną na kolanach, nie było obok Alka, który co jakiś  czas przytulał  się  do niego. Alek dopytywał się codziennie kiedy tata wróci i będzie  znów pracował w domu. A Kazik, miał coraz  więcej obaw, czy praca  zostanie dobrze przyjęta, bo przecież  "mogłem więcej napisać" ...i tu następowała  wyliczanka.  Szef, który czytał pracę  stwierdził, że koniecznie  musi  się Kazik skontaktować z rzecznikiem patentowym, bo on tam widzi jedną  rzecz godną opatentowania i  Kazik  zaczął współpracować z rzecznikiem patentowym.   Kazik na gruncie  prywatnym przeszedł "na ty" z dyrektorem, ale umówili  się, że na gruncie  służbowym pozostanie tak jak  dotychczas. W ramach wzajemnego poznawania  się spędzili jeden  sobotni  wieczór na kolacji w towarzystwie swych żon. Jeśli Kazik miał kiedykolwiek jakieś obiekcje co do różnicy wieku pomiędzy nim a Teresą, to teraz  się ich  wyzbył- pani "dyrektorowa" była młodsza od Teresy, a pan dyrektor był wszak od  Kazika  dziesięć lat starszy.  Była bardzo zgrabna, dość ładna i nawet  miła, ale trudno było z nią rozmawiać na jakieś poważne tematy.  Pan Stanisław, bo tak  miał dyrektor  na imię był nieco zaskoczony Teresą, bowiem nie miał pojęcia, że w życiu Kazika pojawiła  się inna kobieta a Anka  już dawno nie  żyje. 

No wiesz  Staszku- nigdy nie byłem "na świeczniku" więc nikt  nie ogłaszał  że się rozwiodłem, a gdy po tym przynoszącym mi ulgę  fakcie wyjechałam to uświadomiłem  sobie, że całe życie kochałem Tesię. Oboje jesteśmy po przejściach, a znamy się nieomal od  chwili jej przyjścia na świat. A wyjechałem żeby zarobić na  mieszkanie, bo mieszkałem w mieszkaniu kupionym  Ance przez jej rodziców. A gdy wróciłem i szczęśliwie kupiłem  mieszkanie, to akurat rozleciało się małżeństwo Tesi, rozwiodła  się i wreszcie oboje zrozumieliśmy, że się od dawna kochamy.  Ojej, miauknęła Majka -  pani dyrektorowa- jakie  to romantyczne!  

No nie wiem - powiedziała Teresa - źle ulokowane uczucia i rozwód  to raczej nie mają wiele wspólnego z  romantyzmem. Nie widziałam w tym niczego romantycznego - ani w tych rozwodach ani w  tym, że oboje nie potrafiliśmy wcześniej  rozpoznać swych uczuć. No ale mimo  wszystko jakoś  się to jednak  wyprostowało i jesteśmy  razem.  I mamy przesłodkiego syna- dodał Kazik- ma już 3 lata. Wyobraź sobie Staszku, że w dni,   w które pracowałem  w domu  zawsze w moim pokoju była Tesia z Aleksandrem. On sobie grzecznie budował domki z klocków Lego, wpierw z pomocą Tesi,  a potem już  sam.

A masz dzieci z poprzedniego związku?- zapytał Stanisław.  Nie, ani Tesia ani ja nie mieliśmy dzieci. Alek jest dla nas obojga pierwszym  dzieckiem. I zapewne jedynym, bo raczej nie będziemy się starać o następne. Ja mam z poprzedniego związku dwie dziewczynki  - bliźniaczki- poinformował Staszek. I służę im tylko jako skarbonka, a odkąd  się ożeniłem to dziewczynki nie  nocują u  mnie w weekendy, w które mają ze mną spotkania - wyraźnie  jest to robota  mojej byłej żony, bo nim się ożeniłem to spędzały weekendy u  mnie bez problemu- mają u  mnie swój pokój.  Na wakacje też ich ostatnio nie dała, bo powiedziałem, że oczywiście jedzie też za mną moja żona.  Mam zamiar zgłosić to w  sądzie rodzinnym.

No niestety z tego co wiem to w wielu rozbitych małżeństwach tak jest - powiedziała Tesia. Część kobiet stara  się w ten  sposób ukarać byłego męża za to, że nastąpił rozwód. A nic nie bierze  się z powietrza- moim zdaniem obie  strony "zarabiają" na  rozpad  związku. Wyszłam pierwszy raz  za mąż z totalnej głupoty a głównie dlatego, że Kazik  ciągle uważał mnie za dziecko i ożenił się z Anką. A jego kolega, rówieśnik, dostrzegł we mnie kobietę i się oświadczył a ja się zgodziłam nawet nie  zastanawiając  się czy go kocham. I tkwiłam  w tym układzie, chociaż wcale nie było mi w nim dobrze  i w końcu mnie  zdradził i to w  wielce spektakularny sposób i dzięki temu miałam materiał dowodowy, że rozpad związku był tylko z jego winy. A wiem, że i na pewno moje zachowanie sprowokowało go do zdrady. Oczywiście ani on ani ja nie rozmawialiśmy ze sobą  szczerze, ja czekałam aż wyjedzie na placówkę na którą ja  nie chciałam jechać i wtedy bym dopiero wystąpiła o rozwód, bo dobrze  wiedziałam, że on  by z tej placówki nie  zrezygnował. No a zrobił jak zrobił, a ktoś kto zapewne nie chciał by on wyjechał podesłał mi corpus delicti w postaci zdjęć. I nawet nie  musiałam stawać na sprawie rozwodowej, zrobił to za mnie adwokat.

Rozwodów jest masa i niestety zawsze rozwód odbija  się na  dzieciach, bo stają  się obiektem przetargów. I naprawdę nie rozumiem dlaczego tak rzadko polskie sądy rodzinne przyznają  dzieci ojcom. W końcu 99,9% ojców nie jest pozbawionych rąk i nóg, z reguły zarabiają znacznie lepiej niż kobiety, więc mogą dzieciom  zapewnić lepsze  warunki finansowe. Jestem głęboko przekonana, że bardzo spadłaby wtedy liczba rozwodów. Pracowałam sześć lat w  firmie  ekspediującej za granicę specjalistów  różnych  dziedzin. Nie rozwiedzionych było mało - i bardzo często, czy chciałam czy nie, wysłuchiwałam historie cudzych związków, żale rozwiedzionych facetów, że mają utrudniony kontakt z dziećmi. To dość powszechne  zjawisko.

A mnie się nie  spieszy do rodzenia dzieci - zapodała  Majeczka. Stasio mnie namawia i namawia a ja tak naprawdę nie przepadam z dziećmi.  Nie  dość, że ciąża i poród do miłych sytuacji nie należą to potem problem z wróceniem  do stanu  sprzed  ciąży no i sam kłopot - karmienie, pieluchy, nieprzespane noce.

Kazik roześmiał się - pieluch nie ma, są pampersy. Nie mieliśmy ani jednej nieprzespanej nocy. Owszem- dopóki się karmi dziecko co 3 godziny to karmienie o 3 w nocy nie należy do wielkiej  frajdy, ale przy karmieniu piersią to małe piwo, nie trzeba pokarmu podgrzewać. Pomagałem Tesi  o 3  w nocy  ale  do pracy przyjeżdżałem normalnie. Ale gdy potem to karmienie  odpada to jest wszystko w porządku. Dieta matki karmiącej - przynajmniej się matka nie  zapasie. Na pewno ważne jest by  ciążę prowadził dobry lekarz - Tesia musiała mieć cesarkę, mały  był źle ustawiony. Ale teraz  można rodzić pod znieczuleniem, sam poród  nie boli, chociaż nie można  powiedzieć, że nie męczy A dzięki  znieczuleniu jest tylko zmęczenie ale nie ma  bólu. No a poza tym - wpierw trzeba bardzo chcieć tego dziecka- wtedy łatwiej  znieść wszystkie trudy. A u nas jest tylko 80% szans, że drugie  dziecko będzie  lepiej ustawione i dlatego nie  chcemy ryzykować i będzie  tylko Aleksander. A Tesia tak mało przybrała na  wadze, że nie było problemu z powrotem do poprzedniej sylwetki.  A naprawdę nie głodowała  w trakcie ciąży.

A macie jakieś zdjęcia swego synka przy  sobie?- spytał Stanisław. Ja to mam mnóstwo jego  zdjęć- co i rusz  mu cykam zdjęcia - powiedział Kazik. Jestem tatą bez pamięci   zakochanym w dziecku i  żonie. Mam nawet  zdjęcia  z jego pierwszych  chwil. Muszę wszystkie przenieść na papier i zrobić dziecku jakiś  album.  

To ty byłeś przy porodzie? - zdziwił się Stanisław. Byłem, chociaż  się strasznie bałem, ale nie  chciałem by Tesia była sama, beze mnie. Mieliśmy świetnego lekarza prowadzącego i bardzo dobrego chirurga- położnika. Tesia była  w prywatnej klinice, każdemu polecam. Świetne  warunki, super opieka i bardzo mili ludzie. My i ojciec Tesi jesteśmy zarejestrowani w tej klinice. Ostatnie dni przed terminem porodu to niemal  codziennie robili jej USG. Mieli nadzieję, że  dziecko się odwróci,  ale mały miał inną  wizję wyjścia  na świat - nie główką tylko nóżkami.

Kazik wyciągnął smartfona i pokazał kilka  zdjęć Stanisławowi. Ten chciał pokazać  żonie, ale ona powiedziała- ja naprawdę nie przepadam za małymi dziećmi. Interesują mnie dzieci  takie już koło trzydziestki. Chodzenie w  ciąży też mnie  nie interesuje, mówiłam ci to przecież jeszcze przed ślubem. Nie mam pojęcia na  co liczyłeś, nie musieliśmy brać ślubu. 

Teresa uśmiechnęła  się  do niej - wie pani, ja też nie przepadałam za dziećmi. Jak  się śmiał lekarz to urodziłam niemal w ostatnim odpowiednim dla ciąży i  dziecka momencie. I już zaliczałam się do "starych pierwiastek", bo byłam już po trzydziestce. Oczywiście i czterdziestolatkom przydarza  się  pierwsza  ciąża w tym  wieku, ale zawsze jest to  związane z podwyższonym  ryzykiem i dla dziecka i dla matki. Poza tym nie  da  się ukryć, że im więcej cyferek w metryce  tym trudniej się powraca  do stanu sprzed  ciąży. A ponieważ ja, choć nie jestem fanką niemowlaków to  miałam jednak dziecko w planach, więc  logiczne  argumenty  mnie po prostu przekonały. Jedno jest pewne - chociaż dziecko jest wspólnym tworem to jednak dla kobiety jest czymś niesamowicie własnym, indywidualnym, bo przez trzy kwartały jest częścią naszego organizmu, jest z nami całą dobę. Ja do końca pracowałam, nie  miałam na początku żadnych  sensacji, jadłam wszystko , zero mdłości i nie bardzo wierzyłam, że ta malutka szara kuleczka na ekranie  monitora to pęcherzyk płodowy, zaczątek nowego życia. I że oglądając go oglądam własne dziecko. Wiele jest takich zaskakujących momentów w czasie tych dziewięciu miesięcy. I, co może  dziwne a może nie, to każda z kobiet zupełnie inaczej przeżywa ten  czas, nawet pierwsze ruchy dziecka. Ja nie czułam żadnych ruchów a lekarz mi mówił, że mam zapamiętać ich datę, bo to będzie połowa  ciąży i byłam tym nieco przerażona. Ja czułam, gdy siedziałam bez  ruchu, coś jakby mi w brzuchu szły od  dołu ku górze bąbelki powietrza. Na  wszelki wypadek zapisałam tę datę - i zgadzało się to była połowa.

Wiele jest takich dziwnych chwil gdy się jest w  ciąży. Teraz  przestano zakazywać współżycia w czasie ciąży, o ile nie jest ona zagrożona. Ale podobno nie wszyscy lekarze mówią o tym pacjentkom. I wiele kobiet się lęka, że "wyposzczony mąż" poleci do innej. Ale gdybym podejrzewała, że tak może być to jaką mogłabym  mieć pewność, że nie poleci do innej przy każdej mojej niedyspozycji? I myślę, że podjęcie decyzji o ciąży musi być nie jeden raz szczegółowo omówione pomiędzy partnerami-  każde musi zaprezentować jak  sobie wyobraża te dziewięć miesięcy i co da  z siebie potem, gdy już będzie na świecie dziecko. I nie są to rozmowy na jeden wieczór, bo na pewno i kobieta i mężczyzna mają nieco inne spojrzenie na to wszystko.

Stanisław wpatrywał się w Teresę niczym sroka w gnat i w końcu powiedział - no to się rzeczywiście coś zmieniło. A pani tak jakoś pięknie i spokojnie o tym wszystkim mówi, jestem zaskoczony. Masz Kaziku wielkie szczęście - bo mieć taką wyważoną, rozsądną kobietę przy sobie to naprawdę  szczęście.  Kazik, który nieomal puchł  z dumy powiedział - zapewniam cię, że ta wyważona, rozsądna kobieta potrafi czasem, gdy się komuś należy, zmieszać go z błotem, obluzgać i wykopać ze  swego życia na  zawsze. Tak, wiem, że mam szczęście i bardzo dbam o to by trwało do końca naszego życia.  Teresa  nie powiedziała jeszcze jednego - przed podjęciem decyzji o dziecku oboje państwo powinniście się udać na badania pod tym kątem . Bo to że  akurat w tej chwili nic  wam nie  dolega to nie  dowód że możecie się  zabrać za powielanie siebie. Trzeba  też sięgnąć pamięcią do zdrowia waszych rodziców, a nawet  dziadków, przypomnieć  sobie, czy i jakie choroby występowały w waszych  rodzinach. Bo dziecko będzie nosicielem nie  tylko waszych genów ale i genów  występujących w waszych rodzinach. Są pewne wady genetyczne dziedziczone nie tylko po rodzicach  ale też i po dziadkach i ciotkach, na przykład krótkowzroczność. Skierowanie na takie badania dostaliśmy od ginekologa Tesi, gdy powiedzieliśmy, że chcemy powiększyć rodzinę.  Potem Kazik  wyrwał kartkę z notesu  i zapisał na nie telefon do prywatnej kliniki i podał ulicę przy której się znajduje.  To wy razem chodziliście do ginekologa? -  zapytał zdumiony do cna Stanisław.

A co cię to tak  dziwi  Stasiu ? Jednak zbliżamy się do Europy, odbijamy  się od  wschodu- pomału, pomału,  ale jednak. To dobry fachowiec a poza tym wielce  sympatyczny facet. Stanisław schował kartkę do portfela mówiąc - no tak czasy się jednak zmieniły, trzeba  się dostosować. A na tej kartce jest do niego telefon?  Nie, do niego nie, ale adres i telefon przychodni, w której te badania można zrobić. Część pokrywa ubezpieczenie a niektóre trzeba dopłacić.  Po prostu możesz  pójść do tej przychodni i tam się zapisać  w rejestracji do lekarza.

                                                                            c.d.n.

Lek na wszystko ? - 126

 Propozycja zostania  "martwą duszą" bardzo  się Teresie  spodobała , a  nazwa ją wyraźnie rozbawiła. Uzgodniła  z Kazikiem, że oczywiście zgadza  się, ale czy Kazik jest pewny, że nie będzie  z tego powodu jakichś  zawirowań finansowych - to pierwsza sprawa. Druga - wtajemniczą w to tylko tatę i Jacka. Obaj są bardzo blisko związani ze  wszystkim  co  się  dzieje w domu, więc chyba powinni wiedzieć "co jest grane". Natomiast Teresa nie  chce się tą wiadomością dzielić  ani z Aliną ani z Krisem.  Bo naprawdę trudno przewidzieć jak Kris, który  od  dziecka ma  zakodowaną  zazdrość o  wszystko co ma Kazik  a czego on  nie posiada,   zareaguje  na taką  wiadomość. 

Tylko Teresa chce, żeby Kazik usiadł z nią razem i  żeby zrobili jakiś plan finansowy. No i w tym układzie to może  faktycznie lepiej będzie  mieć dwa mniejsze i nowiutkie  samochody.  Oczywiście jeden będzie  własnością taty, drugi Kazika.  A Frankowi "puścisz farbę" - spytał Kazik. Nie, nie widzę potrzeby. To nie rzutuje  w żaden  sposób na nasze kontakty z Franiem. Poza  tym  raczej  nie mam ochoty na pracę  tam gdzie pracuje Franek.  I wyobrażam  sobie, co by  wyprawiała Joanna, która  wciąż  ma podejrzenie, że byłam kiedyś z Frankiem. Przecież  ona by mu  życie  zatruła  zadając różne "podchwytliwe" pytania.

Przepytaj  się, tylko nie wiem gdzie i u kogo jakie  są obyczaje po obronie, bo  może do dobrego  tonu należy po tym  cyrku zaprosić promotora a  może i komisję, lub  samego promotora na jakiś nieco wytworniejszy lunch. I myślę, że byłoby dobrze, żebyś sobie  sprawił nowy garnitur.  

A po co? ostatni raz garnitur to ja  miałem na  sobie z okazji naszego ślubu. Oczywiście możemy moją garderobę przejrzeć i coś dokupić,  ale nie garnitur.  Domyślasz  się chyba, że  dobranie  czegoś na mnie jest dość  trudnym  zadaniem - jak dobre na długość to wszystko na  mnie wisi. Trzeba by chyba coś  zamówić. Te  dwa to też były szyte na miarę.  Możemy tylko zamówić na Chmielnej ze dwie lub trzy koszule i u tej babki co robi swetry to taką marynarkę  z dzianiny. I w ogóle przelecimy  się po Chmielnej, może  jakieś fajne   mokasyny będą u prywaciarzy i kurtka, która będzie mi  sięgała za tyłek.  I dla ciebie byśmy może jakieś lekkie syntetyczne ale  ciepłe futerko kupili-  twoje ubranka też przejrzymy.  Wiesz, myślę, że może i tata potrzebuje coś nowego - musimy go przepytać  na okoliczność-   Kazik  snuł plan. Kochanie, kurtkę dla siebie to pewnie  znajdziesz w tym sportowym sklepie w Galerii Handlowej, tam gdzie kupowałeś dresy. A na parterze tej galerii jest box z kurtkami szytymi w Szwecji. Ja tam kupiłam swoją wodoodporną puchówkę i pamiętam, że były i męskie  kurtki, nie  tylko damskie.

Jest tylko jeden problem - stwierdziła Teresa - ten problem ma na imię Alek. Jest  zima i mały jest w ciepłym kombinezonie i trzeba będzie go w każdym sklepie  rozbierać z czapki i kurtki, tak jak było w pawilonach w  ZOO. On się umęczy i  my.  Poza  tym takie  zimowe  szwendanie  się z  dzieckiem po sklepach nie jest dla niego najbardziej  wskazane .  Myślę, że  zrobimy te  zakupy w dwóch  rzutach.  Wpierw pojadę z tobą i tata zostanie  w domu z Alkiem, potem ty zostaniesz  z Alkiem a ja pojadę na  zakupy z tatą.  A  zakupy  dla  mnie to ja  zrobię  albo wtedy gdy będę z tobą,  albo w trzecim  rzucie  i wyciągnę na  zakupy Alinę. A  Kris może w tym czasie przyjść  do  ciebie  z Tadzisiem.   No może i masz  rację - zgodził  się Kazik. 

Wiesz, trochę się denerwuję - ciekawy jestem czy dużo zastrzeżeń będzie  miał promotor. Co prawda mój szanowny szef stwierdził, że wszystko jest pod  względem merytorycznym jasne jak  słońce a do tego jest dobrze napisane, więc pozwoliłem  sobie i bez twojej wiedzy powiedziałem, że to twoja zasługa, bo ty sprawdzałaś czy wszystko logiczne i czy nie pogubiłem  się w tłumaczeniu idei. Przy okazji się dowiedziałem, że jego żona nie ma  nic  wspólnego z logiką i konsekwentnym działaniem. To jest jego  druga a może nawet trzecia  żona - to wiem z plotek, bo mi mówiła pani Maria. Wiem, że ma jakieś dzieci, ale nie mam pojęcia ile i jakiej płci. W każdym  razie jest pewne, że lubi  dzieci, bo gdy byłaś  w ciąży to się wciąż dopytywał jak  się czujesz, a potem interesował  się Alkiem.  Podejrzewam, że gdy  już  się  skończą te atrakcje  z doktoratem  to będę  w pewien  sposób   zmuszony do częstszych i bliższych z nim kontaktów poza biurowych. Kurt mi kiedyś mówił, że on towarzysko jest ciekawszym osobnikiem niż na linii służbowej. Mam wrażenie, że my obaj jesteśmy zupełnie inni poza pracą  niż w pracy.  On też nie pali, nie pije to i pogadać  w pracy nie ma kiedy. U nas to jest nawet palarnia, bo nie  wolno palić  na  stanowisku pracy. Przezornie nie ma tam żadnych krzeseł, więc panowie palacze podpierają  ściany,  a latem  to wychodzą  na podwórko i stoją  takie mini grupki do czterech  osób. Mam podejrzenie, że dzięki tej palarni to chirurgia i kardiologia mają więcej pacjentów. Kiedyś jeden z kolegów  zadał sobie  trud i cały dzień obserwował zimą  tych co palili na podwórku. Wyszło mu, że ci palacze to  co godzinę wychodzą na papierosa. Ale podobno  dzięki temu  zarządzeniu  to ludzie mniej palą, bo gdy wolno  było palić  w pokojach to niektórzy  nieomal odpalali jednego papierosa od  drugiego.  Wydawało mi  się to niemożliwe, no ale skoro wielu paliło 30 papierosów  dziennie a doba ma tylko 24 godziny i ze 6-7 godzin  z tego odejdzie im na sen i z godzina na jedzenie to chyba tak jest.

No popatrz ile tracisz nie paląc - zęby ci nie żółkną, kaszel cię nie  dusi i nie cuchniesz  zachęcająco papierochami - stwierdziła  ze śmiechem Teresa.  Gdy jeździłam autobusem to wiele osób już rano cuchnęło papierochami - bo wszystko przechodzi tym smrodem - i włosy i ubrania. Byłam kiedyś w domu u mojej kierowniczki nim mnie  wrobiła  na  swoje miejsce i jej facet palił  i jak  weszłam  to czułam ten papierosowy odorek. Bo to wszystko osiada na meblach, na  wszystkich tkaninach i z czasem cuchnie. Ja w liceum miałam okazję poznać  smak papierosów  ale zupełnie mi to nie odpowiadało. Naprawdę nie mogłam pojąć jak któraś mówiła, że jej "smakują papierosy."   Po wypaleniu trzech papierosów, oczywiście  nie jednego dnia, stwierdziłam że to absolutnie  nie moja  bajka.

Zakupy odzieżowe zorganizowali tak jak zaplanowali- tata też  był zdania, żeby małego nie brać  zimą do sklepów. Poza tym Alek, gdy się dowiedział, że rodzice  nie jadą kupować mebli a tylko ubrania dla siebie to natychmiast stracił zainteresowanie zakupami. Teresa  się śmiała, że to typowo męskie  zachowanie. Nawet nieźle im  szło na   Chmielnej -  zamówili dla Kazika  cztery koszule i pani biorąca  miarę stwierdziła, że faktycznie Kazik powinien mieć koszule  szyte na wymiar  bo jest bardzo szczupły. Zamówili dwie gładkie bardzo jasno błękitne,  jedną w delikatną kratkę jasno-zieloną z jasnym popielatym i cienką ciemnoróżową  nitką. A tak się ten materiał podobał Teresie, że aż zapytała,  czy ta pani co szyje  męskie koszule  mogłaby dla niej uszyć bluzkę koszulową i okazało się, że nie ma problemu, tylko będzie  musiała wpaść za trzy dni do miary. Druga wzorzysta  koszula  dla Kazika  była w cieniutkie paseczki białe, jasno granatowe i ciemnoczerwone. 

Futerko dla Teresy "upolowali" w Modzie Polskiej -wyboru dużego nie było- Teresa zdecydowała  się na ciemno szmaragdowe, które sięgało jej do połowy łydki a postawiony kołnierz  zakrywał nieco nos. Kazikowi szalenie  się podobał ten kolor. Nieco gorzej szło z butami dla Kazika - głownie  były  ciepłe, ale on chciał raczej mokasyny do tego  czarne, więc odwiedzili  niemal  wszystkie  sklepy z obuwiem na  Chmielnej. Nie  szkodzi - pocieszała  go Teresa- wracając podjedziemy do  Galerii i tam na pewno będą. Gdy tak krążyli po Chmielnej weszli, tak dla sportu, jak to powiedziała Teresa do sklepu z wyrobami dziewiarskimi, który ongiś był sklepem CEPELii  i tu był męski  kardigan  dla Kazika, co prawda  nie  w jego ulubionym czarnym lub szarym kolorze ale w.......ciemno kasztanowym. Według Teresy było mu w tym kolorze bardzo ładnie, poza tym kardigan posiadał nawet kieszenie, był z dobrej gatunkowo 100% wełny i leżał na Kaziku tak, jakby był robiony  dla niego na  zamówienie. Do tego był w bardzo przystępnej cenie i po krótkim namyśle Kazik zgodził się, żeby go kupić. Wracając do domu podjechali  jeszcze do dwóch galerii- w jednej wypatrzyli dla Kazika buty i je kupili, w następnej  szukali dla niego dłuższej kurtki.Niestety w sportowym  sklepie  były tylko takie sięgające do połowy bioder,  więc Teresa  zarządziła, że w takim  razie   wdepną do boxu w którym są kurtki szyte w Szwecji. I to był "strzał w dziesiątkę", bo była kurtka z nieprzemakalnego i nieprzewiewnego materiału, ocieplana, sięgająca Kazikowi do połowy uda i nie była  zapinana na suwak lecz na guziki i wyglądała  jak płaszcz. A na dodatek była w kolorze......niemal identycznym jak futerko Teresy. Nie miała co prawda kaptura, ale to i lepiej, bo czapek w domu nie brakowało a poza tym Teresa miała  w planie zrobienie czapek na drutach lub  szydełku. Umiesz  zrobić  czapkę?- zdziwił się Kazik.

Nie,  nie umiem- zobacz co mam na głowie. Zrobiłam ją  szydełkiem ze dwa lata temu. A nic  mi nie mówiłaś - pożalił się Kazik. No a co ci miałam mówić? - zrobiłam  ją w  dwa dni. Tobie  mogę zrobić taką czapkę z daszkiem. Tylko kupię jakąś  miękką wełenkę. No to po co kupowaliśmy ten kardigan  dla mnie, skoro umiesz robić takie  rzeczy? No bo kardigan męski  musi być zrobiony maszynowo, na drutach zrobiony sweter nie będzie tak trzymał fasonu. A ja nie mam maszyny dziewiarskiej ani nie umiem na niej pracować. Mogę ci kiedyś zrobić sweter, taki wkładany przez głowę i z takiej  samej  włóczki dla Alka. Lubię  robić na drutach. A gdzie kupimy włóczkę na  sweter?  Na ogół to kupuję w  sieci. Ale  wpierw sprawdzę ile tej włóczki potrzeba, popatrzymy  jakie  włóczki są  w sklepach internetowych i wtedy dopiero zamówię  włóczkę. I naprawdę mi zrobisz  sweter? - dopytywał się Kazik. Oczywiście, jeśli będziesz  chciał. 

                                                                     c.d.n.