poniedziałek, 19 czerwca 2023

Lek na wszystko?- 142

 "Wyprawa"  nad Zalew Zegrzyński była bardzo udana, nawet nie  było tłumów, co jest normą nad tym zalewem, a że to był początek sezonu to nawet był jeszcze  czysty piach i nie było ani plagi  much ani plagi os, czego bardzo obawiała  się Teresa.  

Było bardzo  ciepło, nad chłopcami czuwali na zmianę dziadkowie oraz  Kazik z Pawłem. Woda w jeziorze  nie powalała niestety ciepłem, ale nie  była taka lodowata niczym  w górskim strumyku.  Alina "oswajała  się", jak sama to określiła z widokiem Pawła w krótkich szorcikach w czerwono-granatową kratkę. Szybko dotarło do niej, że nawet w tak skąpym stroju chłopak się bardzo dobrze prezentuje a  poniektóre  panie obrzucają go uważnym spojrzeniem.  Teresa się śmiała  z niej, że przecież co tydzień go widuje na basenie w czarnych pływackich slipach, a więc w jeszcze bardziej skąpym stroju. No ale na tym basenie to oszczędzają światło  a i te panie głównie dość zmarnowane, a tu jest zupełnie inna  sceneria- tłumaczyła Tesi Alina. No i tam to go nie smarowała, a tu, w biały dzień to wszystko jakoś inaczej wygląda.Paweł z kolei nie ukrywał, że jej dotyk sprawia mu prawdziwą przyjemność i mówił o  tym otwartym tekstem,  wychodząc z  założenia, że są wszak w gronie prawdziwych przyjaciół.

Obie  rodzinki były w czapkach z dość dużymi daszkami by chronić twarz i oczy i na każdej czapeczce królował symbol Berlina,  czyli niedźwiadek. Paweł bez  skrępowania  często obejmował i przytulał Alinę, a wtedy na twarzy Aliny pojawiał się uśmiech i Paweł "załapywał się" na całusa.  Tadziś był wielce  zachwycony, bo Paweł brał go na ręce, wchodził z nim do wody  (ale tak by nie  zamoczyć  swych eleganckich  szortów) i odpowiednio trzymając Tadzia  nad wodą mówił mu, że teraz  jest pszczółką i lata  nad  wodą. Malec piszczał z radości  i wołał  "tata, jesce latać".  Po pierwszym takim okrzyku Pawła aż przytkało ze  szczęścia i powiedział dobrze synku, będzie jeszcze. Kazik, który to słyszał powiedział do Pawła - już jest twój, uznał cię za swego. Masz bracie najlepszy dowód jak iluzoryczny był kontakt Krisa z dzieckiem.

 Do Warszawy wracali wczesnym popołudniem, bo obie mamy uznały, że dosyć  już tego pobytu na słońcu. Lunch był u Teresy i Kazika, a po drodze udało im  się kupić nieomal pierwsze w tym roku truskawki krajowe a nieco dalej dopiero co zebrane pomidory, więc wiadomo  było, że na deser będą truskawki wzbogacone bitą śmietaną.

Obaj chłopcy po obiedzie zostali wyekspediowani na poobiednią drzemkę- Tadziś wylądował w łóżeczku Alka, a Alek został ułożony w małżeńskim łożu rodziców,  z jednej strony  miał dosunięte  swoje łóżeczko z leżącym w nim Tadziem,  drugiej strony zrobiony wałek z dwóch kołder. Obydwaj byli zmęczeni i pełni wrażeń- Tadziś zasnął w 5 minut, Alkowi zasypianie  zajęło  aż kwadrans.

Przy  kawie Kazik opowiedział o tym, że Tadziś już w 100% zaakceptował Pawła. No i bardzo dobrze- orzekła Teresa. Dziecko bardzo dobrze wyczuwa kto do niego podchodzi z sercem, a kto  jest wobec niego obojętny.  Teoretycznie Kris chciał dziecko, to było planowane  dziecko a nie niespodzianka. Nie wiem, nie mam  bladego pojęcia co się z tym facetem porobiło. Wiedział przecież, że gdyby miał jakieś kłopoty to mógł bez problemu porozmawiać z Kazikiem, tatą, ze mną. A to, że akurat wtedy Alina  miała najgorszy czas swej choroby i nie bardzo mogła  sobie poradzić z noworodkiem, domem i sobą to tylko wyzwalało w nim  złość i nawet tratwa ratunkowa  w postaci pani Marii niewiele pomagała. On miał taki zryw, przez miesiąc dość intensywnie pomagał Ali, ale potem  wszystko "siadło". Może jestem wobec    niego niesprawiedliwa, ale kilka  razy to miałam ochotę go powiesić na najbliższym drzewie. Przecież w pewnym momencie to była u nich doświadczona pielęgniarka do dziecka i uczyła wszystkiego Alinę i była pani Maria, a u nich wszystko się "sypało". Powiem wam szczerze - mam żal do siebie, że tak późno uruchomiłam bardziej konstruktywne myślenie i zajrzałam do encyklopedii. 

Tesiu- powiedział tata- to nie ty trzymałaś Alinę w  nieświadomości nie tłumacząc  dziewczynie, że jest  nieuleczalnie  chora i że musi zawsze brać lek. Zapewne jej mama nie mówiła jej tego by jej nie dołować. Chciała jak   najlepiej a wyszło jak wyszło. Ale teraz wszyscy o tym wiemy, będziemy  zawsze Alinę wspomagać, pilnować, obserwować i  gdy coś  zauważymy to przecież jej zaraz pomożemy. I  ona wie o tym. A Krisem jestem mocno zawiedziony. Pomyślałem nawet, że może on też potrzebuje pomocy jakiegoś specjalisty. Przyszło mi to do głowy po ostatniej z nim rozmowie. Bo wyraźnie bredził. A może  myślał, że mam już taką  sklerozę, że można mi wcisnąć każdy kit.

Oni oboje to już wszak dorośli ludzie. W moim odczuciu - tak patrząc z boku- to typowy pech, że połączyły się  dwie osoby niewłaściwie ustawione przez  dom rodzinny- powiedział Paweł. Ala, dzięki tej terapii i własnemu wysiłkowi i chęci wyjścia z tej sytuacji zmieniła  swój tok  myślenia i robi  się coraz bardziej otwarta. I to nie jest tak, że patrzę na  nią  oczami zakochanego, który nie  dostrzega większości wad obiektu swej miłości. Alunia w dalszym  ciągu jeszcze nie jest siebie pewna, bo zapewne jest przekonana o swej  niedoskonałości i chyba nie wierzy do końca, że jej przypadłość nie  dyskwalifikuje jej jako pełnoprawnego i pełnosprawnego członka społeczeństwa. A taki tok myślenia narzucał jej i ją  w tym utwierdzał Kris, który według  mnie jest chorobliwie  zarozumiałym facetem. Nie neguję, że jest bardzo inteligentnym człowiekiem, że ma dużą wiedzę  w  swej dziedzinie, ale brak mu takich zwykłych, ludzkich odruchów. 

 Nie mogę pojąć dlaczego on odciął się od dziecka, które  wszak jest jego cząstką. To jest tak, jakby własne  dziecko winił za ten rozwód. Być może, że ja jestem jakiś zacofany w  swych poglądach, ale jego zachowanie jest karaniem dziecka za to, że on w pewnej chwili przestał kochać Alę. Znacie wszyscy historię mojej mamy i mego ojca. Gdy już byłem na tyle duży, że mogłem sporo zrozumieć bo miałem 15 lub 16 lat, mama mi powiedziała, że uciekła z Warszawy bo bardzo kochała mego ojca, a była przekonana, że gdyby została to jej obecność zwichnęłaby mu karierę w wojsku, bo wszak była w ciąży. Wtedy wydawała mi się bohaterką, a nie że w pewien  sposób skrzywdziła tym i mnie i ojca. Siebie też, bo w tym kołtuńskim społeczeństwie samotne macierzyństwo, bez ślubu - to stygmat. Kocham Alusię i Tadziś też już jest w moim sercu. I mam nadzieję, że za jakiś czas Alusia mnie pokocha i zgodzi się by za mnie wyjść, bym mógł się nią i Tadzisiem opiekować w pełnym  wymiarze. Przepraszam, że się tak przed  wami wywnętrzam, ale jakoś tak  się wszystko poukładało, że mam was  wszystkich za rodzinę. 

Pewnie nie  wiesz - powiedziała Teresa - ale to co powiedziałeś przed  chwilą to nam  wszystkim niesamowicie pochlebia - po prostu związki krwi to nie  wszystko, ponad nimi jednak góruje rozum i uczucia. Ja twojego tatę mianowałam  w swojej głowie ojcem Kazika i jest dla mnie teściem. Bo za Kazika naturalnym ojcem to nie przepadałam, choć ani przez minutę nie był moim teściem bo zginął nim się z Kazikiem odnaleźliśmy. A wtedy twój tata bardzo Kazikowi pomógł by go wydobyć z dna rozpaczy. Co prawda bardziej rozpaczał z tego powodu, że razem z ojcem zginęła mama.

Alina przytuliła  się do Pawła i powiedziała - lubię cię przeogromnie, podziwiam, podobasz mi się jako mężczyzna  - ja tylko nie wierzę w siebie, nie wierzę w to, że ktoś może mnie pokochać na zawsze, boję się nowego związku usankcjonowanego prawnie. Poznaj mnie trochę lepiej, nie znasz mnie z bliska, możesz się rozczarować. To tak jak z jakąś rzeczą - gdy oglądasz na  wystawie lub  w  sieci jesteś  zachwycony - super kolor, super fason, na  zdrowy rozum wszystko jest OK, ale dopiero w bezpośrednim kontakcie okazuje  się, że ani piękny kolor ani fason nie powodują, że ta rzecz jest wygodna i naprawdę  dobrze  skonstruowana. Ani tobie  ani mnie  nie jest potrzebne nagłe rozczarowanie, pobądźmy wpierw w stanie nieformalności.

Alina ma rację - powiedział Jacek. Masz  szczęście synu, że nie jestem 20 lat młodszy, bo już bym  był jej mężem. Podoba  mi się od pierwszej chwili odkąd ją zobaczyłem, chociaż  wiem, że nie była mną zachwycona. A tak to mam szansę być teściem, to też fajna perspektywa dla mnie.  Alina zaczerwieniła  się lekko i powiedziała- ale chyba już  wiesz, że to się zmieniło.  Wiem Alu, wiem. I wiem, że będziecie dobranym  stadłem. Lata pracy z młodymi ludźmi nauczyły mnie  wiele. Ale nie odczytałem prawidłowo tylko jednego przypadku, tego dotyczącego mnie osobiście. Dziś już wiem że byłem komuś potrzebny tylko jako pomost. Wtedy zabrakło mi spojrzenia z pewnej perspektywy.

Toczącą się rozmowę przerwał głosik Alka, który stanął w drzwiach i zameldował: siku muszę .  Kazik od razu ruszył do akcji, a Alina powiedziała - zajrzę do Tadzia i wstała z kanapy. Pójdę z tobą-  Paweł natychmiast też podniósł się z kanapy i wyszedł za Aliną.  Teresa  została  z dwoma  dziadkami i powiedziała- jeśli nadal będzie taka fajna pogoda to chyba pojedziemy jutro z  dzieciakami do ZOO- Tadziś tam jeszcze nie był, mam nadzieję, że mu się spodoba. Oczywiście możecie jechać z nami, ale uprzedzam - można dostać żylaków od tego stania przy klatkach  nim  się dzieciaki napatrzą. Na hasło -jedziemy do ZOO od razu wskakuję w najwygodniejsze adidasy i grube, mięciutkie skarpety. I tego  dnia  biorę po śniadaniu witaminę C, by sobie poprawić kondycję. Bo wszystkie zwierzęta są dla maluchów atrakcyjne i należy się im dokładnie przyjrzeć i  zadać 1200 pytań. Kiedyś Alek  się  zapytał, czy misie lubią zupę pomidorową, bo on nie lubi. 

A nie pojechanie nie będzie źle odebrane?-spytał tata. Nie, tylko gdy wrócimy  będziesz musiał wysłuchać  sprawozdania i obejrzeć z razem z Alkiem encyklopedię  zwierząt. No to ja jednak zostanę w domu - stwierdził tata. 

Ale bardzo możliwe, że zamiast do ZOO pojedziemy na lotnisko, bo Alek coś ostatnio majaczy o lotnisku-  ale nie o samolotach a .....o tych automatycznych drzwiach. Myślałam, że mnie skręci  ze śmiechu gdy spojrzałam na minę Kazika. Powiedziałam mu tylko - to nieźle, może w życiu dorosłym  zajmie się automatyką lub konstruowaniem  robotów.

Eeeee, nim dorośnie to jeszcze wiele  razy będziecie  zaskoczeni jego zainteresowaniami- pocieszył ją Jacek. Syn mojego kolegi miał tysiące pomysłów, interesowało go wiele dziedzin, a został geologiem i pracuje za granicą, łazi po różnych górach i szuka oprócz okazów geologicznych.....skarbów. Złaził już Afganistan, był w Chinach, w Indiach.  Zaliczył już dwie żony, no bo która chce  siedzieć przez większość roku sama w chałupie i czekać aż jaśnie pan przypomni  sobie, że ma dom, żonę a na dodatek dziecko.

Wydaje  mi  się, że faceci, a może tylko duża  ich  część jest wyposażona w jakiś gen włóczykija i/lub poszukiwacza przygód, a tkwienie w domowym ciepełku, cały czas przy tej  samej kobiecie  męczy ich niemiłosiernie - stwierdziła Teresa. Mam całą masę koleżanek, które są po rozwodach ( to takie dla mnie nieco pocieszające, że mało kto może ze mną wytrzymać) i większość  zdradzających ich  mężów twierdziło z uporem maniaka, że co prawda zdradzili,  ale nadal ogromnie  kochają te  swoje  zdradzone żony. I chyba nie starcza mi inteligencji żeby to zrozumieć. Dla mnie jest to porażający brak logiki. Nie  mogą się oprzeć wrażeniu, że każdy młody człowiek powinien obowiązkowo przechodzić jakieś kursy  autoanalizy, żeby umiał się rozeznać we  własnych uczuciach. 

                                                                      c.d.n.



niedziela, 18 czerwca 2023

Lek na wszystko? -141

 Przy obiedzie Paweł i Jacek śmieli  się, że wreszcie będzie  się opłacało włączanie zmywarki codziennie i wreszcie  skończy zmywanie co 2 lub trzy dni.

Po obiedzie Paweł wziął Tadzia za  rączkę i powiedział - a teraz pójdziemy do innego pokoju - tam  czeka  coś na Tadzia. To "coś" to był zestaw dużych klocków Lego,  rowerek bez pedałów, bardzo dużo książeczek dla dzieci z obrazkami, na których pies wyglądał jak prawdziwy, a nie jak koszmar senny pana weterynarza,  sporo książeczek tak zwanych interaktywnych, z muzyką, dzwonkami lub czytanymi na  głos wierszykami,  blok z kartkami do rysowania, kredki świecowe dla dzieci, ukochany miś z czasów dzieciństwa Pawła, dwie plastikowe książeczki do oglądania w trakcie  kąpieli, kolorowe rybki by umilały dziecku kąpiel  w wannie i......ciężarówka napędzana pedałami, na tyle  duża, by mógł w niej siedzieć nawet czterolatek. Alina stała pośrodku pokoju z nieco opadniętą szczęką, wreszcie przerwała milczenie mówiąc - niech mnie ktoś uszczypnie, bo mam wrażenie, że śnię. 

Paweł podszedł do niej, objął ją i pocałował - nie śnisz - to wspólne "dzieło" - ojca, moje, Tesi. My wszyscy wiedzieliśmy wcześniej, że twoje małżeństwo chyli się gwałtownie ku  upadkowi, a Tesia i mój tata wiedzieli, że cię kocham, no a tata już był zżyty z Tadziem. Część zabawek to spadek po Alku, np. ten rowerek bez pedałów. Kazik go zaniósł do was, a pan mecenas go piżgnął do piwnicy, więc Kazik go stamtąd  zabrał i przyniósł tutaj mówiąc, że kiedyś się przyda, bo rowerek nie jest przypisany do jednej płci. A ja się zastanawiałam gdzie on  się podział, bo pamiętałam, że Kazik go do nas przyniósł i pomyślałam, że może potem go zabrał z powrotem. A ten ostatni rok dał mi w kość, nie nadążałam za niczym.  Aż  się do dziś dziwię, że nie  zwariowałam kompletnie  tylko tak trochę- cicho powiedziała Alina.

Tadzik , gdy zobaczył, że Paweł obejmuje Alinę natychmiast przylgnął do obojga, więc Paweł wziął go na ręce i teraz oni oboje obejmowali Tadzia. Jacek migiem wyciągnął z kieszeni komórkę i uwiecznił całą sytuację na zdjęciu, które zaraz  wysłał do swego przyjaciela a drugim  adresatem  była Tesia. A Tesia odpisała cytatem "i słowo ciałem  się stało" i niech tak trwa, nie  zapomnijcie  z tej radości, że dziś mamy basen!!! A Alina obejmując Tadzia i czując bliskość Pawła pomyślała - nigdy czegoś takiego nie było w moim małżeństwie, nie istnieliśmy jako jedność z dzieckiem. I pewnie chciał dziecka tylko dlatego, że Kazik już miał.  I znów mi się płakać chce! 

Tadziś, jak każdego dotąd "basenowego dnia" nie został tym razem pod opieką obu dziadków,  ale  tylko dziadka Jacka i to w domu Pawła. Co prawda Alina była  zdania, że to może być  za dużo zmian na raz, ale mały był  tak bardzo zajęty nowymi zabawkami i czytaniem razem z Jackiem książeczek, że nie chciała go stamtąd wyciągać.  Paweł podwiózł Alinę do jej mieszkania, by zabrała  ze sobą "zestaw basenowy" i tym razem w  dwa samochody pojechali na basen. Tym razem obie panie mało pływały - no ale przecież Alina  musiała  wszystko swej przyjaciółce opowiedzieć. 

No - powiedział Kazik - jestem pewien, że nie  zostawiły na nas  suchej nitki- nie wiem tylko po co wchodziły na basen, mogły sobie pogadać w kawiarence. Zobacz jak one fenomenalnie wolno pływają - cud, że  się nie potopią. Mam nadzieję - powiedział Paweł- że Tesia na tyle mnie lubi, że nie przekona Ali, że związek ze mną to głupi pomysł. Śpij  spokojnie - Kris tak nabruździł, że gdyby nagle się pokazał przed oczami Tesi to pewnie by mu dała  kopa w krocze - zawiódł ją na całej linii i ona mu tego nigdy nie  wybaczy. Powiedziała, że jest gorszym śmieciem niż jej były mąż. A o byłym mężu nie miała nigdy dobrej opinii.  Jeśli nie wiesz nic o poprzednim  związku Tesi to nic nie tracisz - zapewniam  cię. Oboje jesteśmy po wielce nieudanych związkach i oboje potępiamy Krisa.

Marzę o tym, by Ala mnie pokochała - cicho powiedział Paweł. Pokocha  cię, każdy z nas chce kogoś kochać i być kochanym. To naturalne pragnienie. Mam wrażenie, że mój brat już dawno odkochał się w Alinie, bo ona wymagała przez jakiś czas opieki i pomocy, a on  zawsze był egoistą, bo tak  go ustawili nasi  rodzice. Nie docierało do niego, że bezpieczeństwo materialne w związku to stanowczo za mało. A może posiedźmy sobie  dziś w jacuzzi? Zaproponuję to gdy do nich podpłyniemy. Posiedzisz bliziutko Ali, poflirtujesz z nią trochę nogami pod wodą - zgoda? Ale czy one zechcą?- Paweł był pełen wątpliwości. Spokojna głowa - zechcą, będą sobie szeptać. One zawsze mają mnóstwo spraw do omówienia. Posadzimy je obok siebie,  a my posiedzimy po ich zewnętrznej, żeby się nikt  do nich nie  zalecał pod  wodą. 

Podpłynęli do dziewczyn i Kazik powiedział - prawie nikogo nie ma w jacuzzi i my tam idziemy. Idziecie  z nami? No jasne- odpowiedziała Tesia- lećcie zająć dobre miejsca. Nie  zaszkodzi się wygrzać w ciepłych bąbelkach. Panowie szybko podpłynęli do schodków i wyszli z basenu. Obie  się im przyjrzały gdy szli w stronę jacuzzi i Teresa powiedziała - fajni są obaj, trzeba iść ich popilnować, żeby jakieś niedopieszczone się nimi nie  zajęły. Bo jak mówi przysłowie - strzeżonego to i Bóg strzeże. Zastanowimy  się razem nad weekendem, ma być ładnie, więc może się wybierzemy w  dwa samochody na łono przyrody. Zamontowali w wozie Pawła dziś fotelik? Tak i to nawet jakoś szalenie szybko, nawet Paweł był mocno zdziwiony, że tak szybko to poszło. No wiesz, oni mają wprawę. I te foteliki są dobre, atestowane. Jaki wybraliście kolor? Taki ciemno wiśniowy, z tymi bocznymi oparciami na główkę. Niespiesznie wyszły z basenu i poszły do jacuzzi. 

A co tak pusto? -zdziwiła  się Teresa. Bo mecz  dzisiaj, jakaś piłka kopana. Nasi dziadkowie to pewnie będą oglądać, ale ja nie mam zamiaru - stwierdził Kazik. Ja to chyba tylko raz oglądałam jakiś mecz - 22 facetów bezproduktywnie gania za jedną piłką. No ale  dobra- zakładam, że faceci niektórzy cierpią na nadmiar energii, ale dla mnie piłka nożna kobiet to już graniczy ze zboczeniem. Zawsze mam wrażenie, że to jakieś zaburzenie. Tak  samo z podnoszeniem ciężarów. Nie potrafię  w tym dostrzec jakiejkolwiek przyjemności. Jak już mam  się męczyć to mogę zrobić w  domu generalne porządki w jeden dzień a nie w dwa lub trzy. Poza tym nie bawi mnie udowadnianie  innym, że w czymś jestem równie  dobra  a może nawet lepsza. Brak mi ducha rywalizacji.

A ja oglądałem kiedyś w TV jakieś zawody w jedzeniu pączków- powiedział Kazik. I od tej pory nie  zjadłem już ani jednego pączka. Już samo oglądanie mi wystarczyło. A ja nie lubię pączków bo są z lukrem. A mama robiła  takie malutkie pączki, bez lukru, na jednego gryza - wspomniał Paweł. Ciasto takie jak na  zwykłe  pączki, ale szybciutkie  smażenie i nie musi być do tego fura oleju, z którym nie bardzo wiadomo co potem  zrobić. Szkoda, że  woda  w basenie nie jest taka  cieplutka jak ta- jęknęła Tesia. Gdyby była taka  cieplutka to byś po przepłynięciu dwóch długości basenu padła umordowana- zapewnił ją Paweł. W basenie, w którym się naprawdę pływa temperatura powinna mieć 26 stopni, w takim rekreacyjnym to  28- 30 stopni. Tu w jacuzzi jest, wg tutejszego termometru 35 stopni.  

26 stopni to jest temperatura  w lecie  w Morzu Śródziemnym, tam, gdzie woda sięga mi do talii - powiedziała Teresa. A na płyciźnie dla  dzieci to jest jeszcze  cieplej. Gdy byliśmy w Bułgarii z tatą to tam też była taka fajna ciepłą woda, że się nie  chciało z niej wychodzić i potem  musiałam sobie na tempo opalać same  nogi, bo ciągle łaziłam  w  wodzie takiej do pół uda i to wyglądało śmiesznie, bo od połowy ud do pięt to byłam biała a reszta opalona na brązowo.

Panowie, myślcie gdzie spędzimy weekend razem z dziadkami - zarządziła Teresa. Przecież nie  zostawimy ich samych. Ja niewiele podpowiem, a nad Bałtyk na sobotę i niedzielę to chyba  się nie opłaca jechać- stwierdził Paweł. No raczej nie  - zgodziła  się Tesia. 

Dość blisko to mamy Nieporęt, 30 km od centrum Warszawy lub Białobrzegi- 32 km od  centrum, obydwa miejsca są nad Zalewem Zegrzyńskim. Wiem że w Białobrzegach  można wypożyczyć rowery wodne i kajaki. Droga  jak po sznurku, praskim brzegiem do drogi wzdłuż Kanału Zegrzyńskiego i potem tą  drogą aż do Nieporętu, tam  się  skręca na Białobrzegi. Na teren można  wjechać samochodem za całe 10 złotych. Picie i jedzenie weźmiemy własne, wszak mamy termo-torby. I oczywiście słój kremu do opalania, coś od słońca na głowy dla dorosłych i dla dzieci, jeśli będą parasole to tam weźmiemy, minimum  dwa. A że będziemy przejeżdżać przez  Nieporęt to zajrzymy wpierw co tam jest. A na następny weekend można pojechać do Koszelówki nad Jezioro Zdworskie. Byłam tam kiedyś, ale nie wiem jak tam teraz  jest ze sprzętem pływającym,  wtedy mieliśmy własny ponton, Robercik go sobie przywłaszczył jeszcze przed  rozwodem. A jezioro ładne i  czyste. 

A co robiłaś na Zegrzu?- spytał Kazik.  Pływałam z kumplami Robercika żaglówką, taką diablo szybką żaglówką regatową Latający Holender. Oni tam  mieli regaty i po regatach ja z nimi pływałam. Robercik też? - nie, biedaczek cierpiał na łodzi na tak zwaną "chorobę morską" i rzygał dalej niż mu wzrok sięgał. On nawet na kajaku miał mdłości. Dlatego odholowanie  sobie przez  niego tego pontonu odebrałam jako zwykłą złośliwość. Przed każdym lotem samolotem to  się pasł jakimiś tabletkami. Dziwnym trafem nie mdliło go gdy prowadził  samochód.

Ty to chyba nie za bardzo kochałaś tego Robercika - skonstatował Paweł. Teresa zaśmiała  się - brawa dla ciebie- odgadłeś.  Ale mój obiekt pożądania ożenił się z inną, bo mnie uważał za dziecko a na dodatek byłam dzieckiem dobrych znajomych  jego rodziców.  Więc w ramach zemsty gdy Robercik, jego rówieśnik, dostrzegł we mnie  kobietę, a nie  dziecko - wyszłam za niego. Nie wpadłam na to, że ukarałam tym siebie a nie Kazika. Ale widać, że byliśmy sobie z Kazikiem przeznaczeni - bo jednak jesteśmy razem. 

A ten jak mówisz Robercik?  Robercik? - postarał się o to, by rozwód był tylko i wyłącznie z jego winy więc się rozeszliśmy i on zapłacił za mojego adwokata, który zamiast  mnie  stawał w sądzie. A poza  tym to Robercik gdzieś  zniknął, w pewnej chwili jego matka szukała go na naszym osiedlu a ja wtedy już byłam dawno po rozwodzie, po ślubie  z Kazikiem i był Alek na świecie.

Ja też wierzę w przeznaczenie- stwierdził Paweł. Mama zawsze mówiła, że co ma być to będzie. Ja też tak mówię - ucieszyła  się Teresa. Bo bardzo  często człowiek nieomal ze skóry wychodzi, żeby coś  zmienić i nic z tego się nie udaje.

                                                                                 c.d.n.

sobota, 17 czerwca 2023

Lek na wszystko?- 140

 Alina przez  długą  chwilę spoglądała na przemian na Pawła i na trzymaną w  rękach niedużą, srebrną paterę z tortem. Świeczki mrugały do niej porozumiewawczo a ich płomyczki stawały  się coraz  bardziej rozmazane.  Paweł wyciągnął z kieszeni małą paczkę  chusteczek, wyjął jedną i delikatnie ocierał kapiące z jej oczu łzy mówiąc - przepraszam,  chciałem ci sprawić przyjemność a nie przyprawić cię  o łzy! Po prostu  niezdara jestem, przepraszam!  Daj ten tort, pokroję go - tu pewnie masz jakiś nóż? - spytał  wskazując na  szufladę pod blatem. 

Alina zabrała mu z ręki chusteczkę i otarła łzy mówiąc - nie jesteś  niezdarą, po prostu  mnie ogromnie wzruszyłeś, już  dawno nikt nie  obchodził w ten  sposób moich urodzin. Każdy, nie wiem po co, czci imieniny, a nie urodziny, które są naprawdę  bardziej osobistym  świętem niż  imieniny. A noże są w głębi  szuflady, tak żeby  nie  wpadły przypadkiem w  ręce  dziecka gdy mu  się uda  ją otworzyć. To ja  cię przepraszam, że się zachowuję jak debilka, ale ostatnich kilka  miesięcy wytrąciło mnie  z równowagi.

Każdego wytrąciłyby takie  wydarzenia  z równowagi - a ty światu  nie pokazywałaś łez, pewnie wylewając  je w ukryciu, przed  dzieckiem  zwłaszcza.  Alina machnęła  ręką - te moje łzy w tej  chwili to nie są łzy za czymś lub  za kimś, ja  się po prostu wzruszyłam twoim pomysłem i  dziełem.  Sam zrobiłeś ten tort?  Paweł pokiwał głową - tak,  mama co roku robiła taki tort na moje urodziny, a ja wymyśliłem , że zrobię dla nas  wspólny tort. To jest tort bezowo- migdałowy z masą czekoladową. Najważniejsze, że udało mi  się kupić taką małą tortownicę. Bo mamy tortownica  została na  wyposażeniu  gdańskiego mieszkania.

Alina przypatrywała się Pawłowi z uwagą, w końcu powiedziała - pierwszy raz widzę cię tak z bliska i to tak "w  cztery oczy" - czuję się tak, jakbym cię  zobaczyła pierwszy raz.  I co? ujdzie  w tłoku?- zapytał Paweł. Alina roześmiała  się -raczej nie, bo jest z ciebie bardzo przystojny osobnik i bardzo jesteś do Jacka podobny - trudno byłoby mu się wyprzeć, że nie jesteście jednej krwi.  

No fakt -wszyscy, którzy  znają nas obu tak mówią,  a geny  to potwierdziły - roześmiał  się  Paweł.  No  a co jeszcze zauważyłaś, bo gdy tak mi  się przypatrujesz  czuję się jakbym był poddawany tomografii komputerowej z kontrastem. 

Alina roześmiała się -wygląda , że  wszystko funkcjonuje prawidłowo, tylko że ja nie mam zbyt wielkiego pojęcia o medycynie. Mogę tylko powiedzieć, że czuję się w twoim towarzystwie bezpiecznie i jestem spokojna, nie doszukuję się ukrytych znaczeń w tym co mówisz i jest to dla mnie miłe novum, bo przez cały czas trwania małżeństwa  musiałam  się  zastanawiać nad ukrytym sensem tego co "były" do mnie mówił.  Paweł,  ty pewnie wiesz, że ja jestem obciążona nieuleczalną  chorobą i końca życia  będę musiała brać lek, więc....

Wiem, przerwał jej Paweł, wszyscy to z naszego grona  wiemy. Spędziłem dość  sporo czasu w  czytelni biblioteki  medycznej, rozmawiałem też z lekarzem o tym. Będę pilnował byś stale brała lek i będę dbał o twoją stabilność psychiczną i nie będę ci przysparzał sytuacji destabilizujących, jeżeli oczywiście mi na to pozwolisz. Nie przeraża ani nie  zraża mnie to, że masz chorobę afektywną, dwubiegunową. Naprawdę kocham cię od  roku i mam cichutką nadzieję, że mnie  z czasem polubisz. A to, że jestem od ciebie cztery lata młodszy teraz już nie ma żadnego znaczenia. Twój synek już dawno mnie polubił. Będę robił wszystko, żeby tobie i jemu było ze mną dobrze.

Mój ojciec wie o moich uczuciach względem ciebie i nie dziwi go mój wybór. Nie wiem skąd,  ale on wiedział, że wasze małżeństwo nie przetrwa długo. Może widywał gdzieś Krisa z jakimiś panienkami, nie mam pojęcia. Ale cały czas bardzo pilnował bym ja cię nie zaczął uwodzić - "bo nie wyrywa  się mężatek". I zdaję  sobie  sprawę  z tego, że może zjawiam  się za wcześnie w twoim życiu, bo tak zaraz  po rozwodzie i możesz mnie po prostu wyrzucić. Ale naprawdę pragnę być z tobą i Tadziem, chcę  się wami opiekować. Nie  "z doskoku" w razie potrzeby, ale codziennie, 24 godziny na dobę. A tak mniej skomplikowanie  mówiąc - chcę cię prosić, byś została moją  żoną.  Umiem w domu wszystko zrobić, mama nauczyła mnie  wszystkiego. I gdyby jeszcze żyła to wiem, że zostałybyście prawdziwymi przyjaciółkami.

Pawełku, ja cię bardzo lubię, chociaż na początku nie lubiłam Jacka, nie lubiłam i ciebie, bo zwyczajnie  byłam zazdrosna o uwagę, którą wam poświęca Teresa. Bo bałam się, że przestanie wtedy przyjaźnić  się ze mną. Ale to ona odkryła, że jestem prawdopodobnie  chora, ona kazała Krisowi by mnie  zapisał do lekarza, ona mu zrobiła  jego zdaniem awanturę,  że nie pilnuje bym brała lek jak i o to, że mnie nie  wspiera i nie dostrzega poprawy. Nie mam już żadnej bliskiej rodziny i uważam  Teresę za swoją siostrę, której nigdy nie miałam. I rano, lub wieczorem na basenie opowiem jej o tym wszystkim co się tu teraz u nas dzieje. Paweł wziął jej dłoń, przytulił do swego policzka i powiedział - powiedziałaś "u nas", dla mnie to brzmi cudownie. Jestem w pewnym  sensie dłużnikiem Tesi - zrobiła dla mnie takie piękne przyjęcie  z okazji mojej magisterki, ona czasem przypomina  mi moją mamę. A mój ojciec Tesię i Kazika traktuje tak jakby to były jego dzieci a Alek prawdziwym jego wnuczkiem. Tadzia też już "uwnuczkowił". 

A mnie tata Tesi pozwala bym mówiła do niego "tato" i to jest dla mnie piękne. Kiedyś mi powiedział, że więzy krwi są tak naprawdę mało istotne. Mając takie pozwolenie nieomal cieszę  się, że mój ojciec  już nie żyje, bo nie da się ukryć, że nie był łatwy w życiu rodzinnym - był szalenie apodyktycznym  facetem i często doprowadzał mamę do łez, a mnie  do wściekłości.

Paweł zerknął na zegarek - już północ, już jesteśmy po naszych urodzinach. Czy ty aby nie powinnaś już iść spać? Na którą idziesz  do pracy?  Na ósmą, ale muszę  wstać o siódmej. Śniadanie mały je  w żłobku, w większym gronie lepiej mu to idzie. Wychodzimy z  domu  za dwadzieścia ósma, docieramy za pięć  ósma. Ja jem w domu, bo muszę  wszak łyknąć tabletkę. A ty na którą jeździsz?   

Ja jadę na dziewiątą, ale muszę  się  jeszcze przebrać, nie chodzę w  dżinsach do pracy. Normalnie  to wstaję o 7,30 . Jem w pracy, bo tak rano to jakoś nie umiem. Biorę  sobie  do pracy  pierwsze i drugie śniadanie, bo pracuję 9,00 -16,00 o ile nie ma żadnej awarii, bo i to się zdarza. Kiedyś to nawet do domu nie  wróciłem, bo skończyłem zabawę o 5 rano, więc  tylko sobie  zrobiłem mocną kawę i posiedziałem w robocie do południa, gdy już miałem pewność, że wszystko gra. Ale to się rzadko zdarza - na  szczęście. To teraz dam ci już spokój i pojadę do siebie.  O której wyjdziesz  z pracy?  Z reguły to wychodzę 15 lub 20 po szesnastej - muszę wszak wpierw dać  się wycałować, potem dziecko ubrać. No to w takim razie ja po was przyjadę i pojedziemy do mnie na obiad. Funkcjonuję na patencie Tesi - wyciągnij z  zamrażalnika, rozmroź w mikrofali, odgrzej w garnku lub w piekarniku. Będę o tobie  tej nocy  śnił. Ujął jej twarz w  dłonie i ucałował ją w usta. Minutę później wyszedł z mieszkania Aliny. A Alina stała nadal i palcem przejeżdżała po swoich ustach, a w głowie stukała jedna myśl - przecież mogłaś go zatrzymać. W minutę potem oprzytomniała i pomyślała trzeźwo - nie mogłam - on był w dżinsach.

Leżąc już w swoim łóżku rozmyślała  - cztery lata młodszy, ale w tym wieku to już nie problem. Nie podejrzewałam go o to, że  choć trochę go obchodzę. Ciekawe co powie na to Teresa. A może wiedziała o tym? Czuję  się tak, jakby mi się to wszystko tylko przyśniło. W kuchni , gdy chciała schować  do lodówki  paterę z resztką tortu zauważyła,że do patery jest przymocowana jego wizytówka  a na niej odręczny dopisek - prezentem jest patera, a nie torcik, o czym zapomniałem ci powiedzieć, Paweł. No wariat kompletny wariat, wydał na to sporo forsy, przecież to srebro! Obejrzała dokładnie paterę, szybko sięgnęła po komórkę i wysłała do Pawła  wiadomość - patera jest śliczna, ale  chyba zwariowałeś obdarowując  mnie tak drogim prezentem! Porozmawiamy o tym gdy się zobaczymy. Ala.

Nim  zasnęła przeanalizowała dokładnie niemal każde słowo, które do niej powiedział, by na końcu samą siebie obrugać, że koniecznie  chce  znaleźć "drugie dno", bo życie z Krisem ją tego nauczyło. I że Paweł to nie Kris, u którego każde słowo miało kilka znaczeń, zależnie od okoliczności, w których je powiedział.

Rano, gdy zaterkotał budzik Alina wstała półprzytomna. W ramach śniadania "wykończyła" torcik, który nadal  jej szalenie  smakował, zażyła tabletkę, wypiła "cienkie kakao", obudziła i ubrała Tadzia i jak zwykle poszli spacerkiem do żłobka. W pracy była nieco rozkojarzona, no  ale nie było to nic dziwnego, bo po wieczornych rozmowach z Pawłem  długo nie mogła  zasnąć. Zastanawiała  się, czy Paweł rzeczywiście po nich przyjedzie i zabierze do siebie na obiad. Gdy skończyła pracę i poszła na  salę by zabrać Tadzia do szatni i go ubrać, przez oszklone  drzwi wejściowe  dostrzegła Pawła. Ubierając dziecko powiedziała, że zaraz pojadą do domu wujka Pawła na obiad. Lubię wujka Pawła - powiadomiło ją dziecko. No to świetnie, nie  zapomnij się ładnie z  wujkiem przywitać. Idąc do drzwi wyjściowych widziała, że Paweł stoi przy furtce i wpatruje  się w drzwi. Wyszła razem z dzieckiem a wtedy Paweł przykucnął przy furtce i otworzył ręce jednocześnie wołając dziecko. Tadzik  wyrwał swą rączkę z ręki Aliny i pobiegł do Pawła, który go złapał i podniósł wysoko do góry, a potem  do siebie przytulił i ucałował. Zaczekał aż podeszła do nich Alina, pochylił się lekko do niej i cmoknął w policzek, a potem powiedział - stoję na parkingu, tu musiałbym stanąć połową samochodu na chodniku i tarasować ludziom  chodnik.

Gdy wsiedli do samochodu powiedział - dziś obiad u mnie i będzie na nim ojciec, jutro pójdziemy na obiad do niego. Gotujemy z ojcem na  zmianę. Nawet sobie nie  wyobrażasz jak  się ucieszył, że wy dziś będziecie na obiedzie! A w soboty i niedziele będziemy obiadować u ciebie, będziemy gotować razem ty i ja, o ile nie będziemy gdzieś jeździć na jakieś wycieczki. Na jutro jestem umówiony na montaż fotelika dla Tadzia. Już go kupiłem, jutro wyskoczę w ciągu dnia na montaż. Ten fotelik, który jest w  samochodzie Krisa też powinien być wymieniony, wiem  to od Kazika. No ale podejrzewam że pan mecenas nie przewiduje wożenia dziecka- i dobrze  robi- nie jest godzien tego by mieć dziecko. Mały bardzo się ucieszył, gdy przyjechali do Pawła, bo tam już urzędował dziadek  Jacek. Jacek wpierw objął Alinę i coś jej chwilę  szeptał do ucha, potem przytulił Tadzia i zaczął go rozbierać, mówiąc, że już się za nim bardzo stęsknił. Gdy już usiedli do stołu okazało się, że dla Tadzia jest wysokie krzesełko by mógł razem ze  wszystkimi siedzieć przy  stole. Widząc zdziwienie Aliny Jacek powiedział - byłem  dziś na Ursynowie  w sklepie z używanymi dziecięcymi akcesoriami - tam jest  wszystko,  aż  dziw,  że nie można tam kupić używanego dziecka w bardzo dobrym  stanie. Po prostu dzieciaki bardzo  szybko rosną i czasem dwa razy w  roku trzeba wymienić jakiś sprzęt. To fajny sklep, bo można  również w nim jakiś sprzęt wypożyczyć- np. jakiś wózek typu parasolka. Alina  westchnęła  - Tesia zawyrokowała, że panu mecenasowi szybko minie miłość ojcowska, a ona zna pana mecenasa znacznie  dłużej niż ja, bo Kazik i Kris znają ją od  chwili jej pojawienia  się na tym świecie.

Jacek wypytywał  się jak  się Alinie pracuje, jak Tadzik  się  czuje  w żłobku, cieszył się, że psychoterapeuta stwierdził, że kuracja   zakończona i to z pomyślnym wynikiem,  że Alina ma bliziutko do pracy. A potem dodał - a najwięcej to ja  się cieszę z rozwodu pana mecenasa. Bo nawet jeśli dziecko odziedziczy jego pewne  cechy, to nie będzie pod wpływem tego pana na  co dzień i one się nie  rozwiną. I byłoby świetnie, gdyby jak najrzadziej bywał bo wtedy będzie "podkładka", gdy ktoś, z kim będziesz na stałe będzie  chciał dziecko usynowić.  Alina stwierdziła, że być może praca, którą teraz wykonuje nie jest porywająca,  ale ma tę  zaletę, że jest bardzo blisko miejsca  zamieszkania, że jeżeli Tesia będzie  chciała wrócić do pracy w sposób czynny to nie będzie  problemu z miejscem w przedszkolu, bo ona je  załatwi.

Ale Kazik jest wrogiem takiego rozwiązania a tak ogólnie to trudno pod tą szerokością geograficzną planować coś długoterminowo, bo może Kazik będzie pracował w innym kraju i wtedy nie będzie problemu z przedszkolem. Wiesz kochanie- powiedział Paweł - my wtedy też wyjedziemy tam, gdzie będą oni.  I albo pojedzie od razu cała wycieczka albo się pojedzie na raty- np. wpierw Kazik i ja żeby tam  wszystko przygotować a potem reszta. Tesi też  się tam  szalenie podobało.

                                                                 c.d.n.


piątek, 16 czerwca 2023

Lek na wszystko - 139

 Alina  z Teresą siedziały na jednej z ławek na placu zabaw i obserwowały tatę i Jacka, którzy z bliska pilnowali Alka i Tadzia wspinających  się na drewnianą budowlę. Alek był już bardzo sprawnym wspinaczem  a Tadzik starał się ze  wszystkich swych  sił naśladować starszego swego stryjecznego brata. Nadal 15 miesięcy różnicy w ich  wieku było  swego rodzaju "przepaścią." A obaj dziadkowie z jednakową troską opiekowali  się chłopcami. 

Alina wpatrując się w  dzieci i dziadków powiedziała - dojrzałam do rozwodu. Może jestem głupią wariatką i histeryczką, jak mówi Kris,  ale nie umiem już mu zaufać. Nie wierzę w jego miłość do mnie i  do dziecka, śpię przytulona do ściany a nie do niego, z całych sił powstrzymuję  się by go tak  zwyczajnie nie wykopać  z łóżka. Nie  chcę by mnie  dotykał. A on  się wścieka i odgraża, że odejdzie  do innej. Wczoraj  wieczorem powiedziałam mu, że może odejść, bo ja nadal nie umiem mu  zaufać, a na samą myśl o seksie  z nim dostaję mdłości. Oczywiście skonstatował, że widocznie ktoś inny zaspokaja moje potrzeby w tym  zakresie.  I może to jest mój psychoterapeuta, bo  wciąż  do niego "latam". I wielce obrażony wyniósł się do drugiego pokoju zabierając  swoją pościel. 

Rano się na  szczęście do mnie nie odzywał. I właśnie  rano doszłam do tego odkrywczego  wniosku, że powinnam się jednak rozejść. Nie wierzę w ani jedno jego słowo a nie  da się żyć pod jednym dachem z kimś do kogo nie ma się  ani za grosz  zaufania. A to jego tłumaczenie, że to był wypadek, bo on  wcale tego nie planował  ani nie chciał - to mnie przyprawia o mdłości.  I z tego wszystkiego dojrzałam  do rozwodu. Tadziem to on  się już od  dość  dawna nie  zajmował. Zajmował  się tylko na początku gdy jeszcze  byłam w  szponach  dwubiegunówki, potem pałeczkę przejęła pani Maria. Pomyślałam sobie, że wyrwanie  się z tej  dwubiegunówki sprawiło, że zaczęłam patrzeć trzeźwo na to co mnie otacza. Zaczęłam zauważać, że więcej uwagi poświęcają mi inne niż on osoby  - ty, pani Maria, obaj dziadkowie a nawet Paweł. I sobie  pomyślałam, że lepiej mi jednak  będzie w życiu bez niego i jego "miłości", która chyba jednak nie jest tak naprawdę miłością.  Czepia się tego, że jeżdżę z wami na  basen, więc mu powiedziałam, że może przecież też  tyłek ruszyć  i jeździć z nami na basen, to mi powiedział, że on  nie ma  czasu na głupoty.

Alinko - zrobisz tak, jak uważasz  za stosowne. Bardzo,  ale to bardzo i ja i Kazik jesteśmy rozczarowani postawą Krisa. Kazik mu powiedział, że powinien przeanalizować swój stosunek do życia, bo jest bardzo nielubiany przez  swoich  kolegów, bo ma przerost ego i marzenia o własnej spółce prawniczej może zakopać, bo chętnych do niej  nie znajdzie. Oczywiście  nie powiedział od kogo to wie. Nie puść mu farby, że twoje  zaświadczenie od lekarza jest u nas, ono niestety  może się jeszcze przydać. Muszę  się zapisać na niemiecki, a może uda mi  się znaleźć kogoś dobrego prywatnie, żeby przyjeżdżał do domu, to wtedy mogłybyśmy uczyć  się  we dwie. Alka mamy  zamiar prowadzić dwujęzycznie - Kazik będzie do niego mówił po niemiecku, ja po polsku. Podobno on jest w idealnym do tego  wieku. Jego już interesują literki. Czytałam, że dziecko może  się nauczyć czytać w wieku 4-6 lat i to jest najlepszy do tego okres.

Obaj malcy i dziadkowie zakończyli urzędowanie przy domku do wspinania się, bowiem nadeszła pora drugiego śniadania, które było zaplanowane u Teresy. Mamy zabrały  dzieci do domu, a dziadkowie  poszli jeszcze na  zakupy, Jacek przepytał Alinę co ma kupić dla niej i Alina, nieco ociągając się, wydusiła z siebie  co potrzebuje.  W domu Alina wzięła  się za wyczyszczenie obu chłopców  z kurzu i brudu, a Teresa  w tym czasie  szykowała dla  nich jedzenie. 

Gdy dziadkowie wrócili z  zakupów malcy już byli po śniadaniu i zostali "oddelegowani" do zabawy. Nie da  się ukryć, że Alek nieco "rządził" młodszym bratem,  ale Tadziś nie protestował i zgodnie  się bawili, więc dorośli mogli w  spokoju napić  się kawy z zakupionymi przez dziadków precelkami obsypanymi  grubo  mielonymi orzechami - nowość, która bardzo  wszystkim  smakowała. Oczywiście każdy z malców też dostał po precelku a do picia mieli kakao z kawą zbożową. Obaj  byli  zachwyceni, bowiem pili swoją "kawę" przez rurki.

Wczesnym popołudniem Alina powędrowała z Tadzisiem i zakupami do swego mieszkania, a Jacek niósł zakupy i odwiózł Alinę pod  same drzwi mieszkania.  Gdy wrócił z powrotem do Teresy powiedział-  gdybym był z piętnaście lat  młodszy to bym powiedział Alince, żeby kopnęła tego bałwana w tyłek i wyszła  za mnie!  To taka miła, kochana dziewczyna! W życiu nie przypuszczałem, że rodzeni bracia tak bardzo mogą  się różnić od  siebie. 

No różnią  się bo jeden poszedł w mamę  a drugi  w tatusia. Mam szczęście, że zakochałam  się  w Kaziku, który genami poszedł w mamę. Kris jest bardzo zdolny, ma sporą wiedzę, jest dobrym prawnikiem, tylko charakterek ma  nieco dziwny - stwierdziła Teresa. Ale to chyba wina obojga  rodziców, bo oboje  wpatrywali  się w niego jak  w tęczę - powiedział tata. Tak naprawdę nie był zaplanowanym  dzieckiem, był dziełem przypadku. Mogli bracia robić coś tak  samo, ale to co robił Kazik nie  było chwalone, a to co robił Kris było głośno chwalone i podziwiane. I faktycznie Kazik był ukochanym dzieckiem mamy, a Kris taty.  Ich małżeństwo kilka  razy chwiało  się w posadach, ale "dla dobra dzieci" trwało nadal.

A małżeństwo Krisa raczej się rozleci - jego ojciec nie  wykręcił chyba  aż takiego numeru jak Kris. Alina jednak zdecyduje  się zapewne na rozwód, bo stwierdziła, że nie jest w stanie żyć z nim pod jednym dachem. Dziś mi to powiedziała. Bo zawsze będzie się zastanawiała czym  naprawdę jest  spowodowany jego późny powrót  do domu i jaką zarazę tym razem jej sprezentuje. I ja  się jej wcale nie  dziwię. Powiedziałam jej, że ja jej niczego nie doradzę - ani rozwodu ani pozostawienia wszystkiego tak jak jest. To wszak jej życie, nie  siedzę w jej mózgu. Jestem co prawda pewna, że Kris za rozwód  będzie obwiniał nas  wszystkich, a głównie  mnie, twierdząc, że to ja  namówiłam Alinę na rozwód. No bo przecież nie od dziś wiadomo, że ja go nie lubię, przecież wybrałam Kazika. Bo nie  zauważył biedulek, że ja go nigdy nie brałam pod uwagę. I ma szczęście, bo Alina zleci tę sprawę jego dobremu koledze, temu który mnie rozwodził. To jest o tyle dobry wybór, że ten facet zajmuje  się tylko rozwodami i Kris, który  się tym wcale nie  zajmuje nie stanowi dla niego jakiejkolwiek konkurencji na  rynku, więc facet  raczej nie rozpowie w szczegółach co było przyczyną rozpadu związku. A w swoich kręgach to Kris  jest znany jako podrywacz, zawsze  się za nim snuło sporo dziewczyn, bo wszak urodny chłopak i z gestem.

Alina, tak jak zaplanowała, wybrała  się do adwokata, powiedziała, że nie chce Krisowi "podłożyć świni" więc niech pan prawnik wymyśli  co ona ma napisać w pozwie. Gdy już wszystko było omówione, napisane, powiedziała Krisowi, że podjęła jednak decyzję o rozwodzie, bo nie widzi innego rozwiązania i oczywiście mu powiedziała komu zleciła sprawę. Jeszcze tego samego wieczoru Kris pognał do swego kolegi by się dopytać czy to prawda. Dowiedział się, że prawda i że Kris ma bardzo przyzwoitą dziewczynę za żonę, która nie pragnie  wcale by mu "dokopać" wywołując skandal, chce natomiast by to przebiegło bez rozgłosu i możliwie szybko, więc  niech Kris nie protestuje, bo wtedy "była" może przedstawić dodatkowe powody poparte  dowodami.  Tego wieczoru Kris nie nocował w mieszkaniu Teresy, co ona  przyjęła z wielką ulgą. Była nieomal  zdziwiona  własnym spokojem.  Poinformowała Teresę, że ruszyła  do przodu  w kwestii rozwodu i wyraźnie jej samopoczucie się poprawiło. I, co może nieco dziwne, już nie interesuje  się tym, że nie ma go  w domu, chociaż już dobiega  godzina 23,00. Teresa od  razu powiedziała o wszystkim  mężowi, który tylko wzruszył ramionami i powiedział -  i dobrze  zrobiła, to nie jest dobry materiał na  męża i ojca. A to jest bardzo dobry prawnik i zadba by sprawa była rozpatrywana przez dobry zespół a nie przez  jakichś nawiedzonych zwolenników trwania w czymś co nie ma  sensu, bo jest dziecko w  związku. A jak znam Krisa to jemu bardzo szybko minie miłość do Aliny jak i miłość ojcowska do Tadzia. To typowy motylek, z kwiatka na kwiatek. Zresztą może jestem dziwny, ale nie rozumiem jak można kochać żonę a pieprzyć się, niczym dziki królik, z inną  babą. W niecałe trzy miesiące później odbyła  się sprawa  rozwodowa. Na korytarzu sądowym czekała na Alinę Teresa i zaraz zabrała  ją do domu. Gdy salę opuścił Kris nikt na niego nie czekał.

Jeszcze przed  sprawą Alina dopilnowała  by Kris zabrał z mieszkania wszystkie swoje rzeczy i zostawił drugi komplet  kluczy. Alimenty, jak określił Kazik, były takie, że zmuszały Krisa do nieunikania pracy. W tydzień po sprawie sądowej Alina zaczęła nową pracę jako intendentka w kompleksie żłobkowo - przedszkolnym.  Tadzik na razie hodował się w domu pod okiem pani Marii, którą nazywał babcią. Kris nie przychodził do dziecka, a zapytany przez Kazika czemu nie odwiedza  dziecka powiedział, że to dla niego zbyt bolesne na razie.  No jasne, znów tylko o sobie myślisz, a nie o dziecku. Ale wiesz, to może nawet lepiej, bo jeśli Alina kogoś  pozna i wyjdzie  za mąż to dziecko szybciej uzna go za ojca. Ciekawe to co mówisz - "odgryzł" się  Kris - już widzę ten tłum facetów  chętnych do ożenku z samotną matką! Masz bujną wyobraźnię. Kazik uśmiechnął się - masz rację - cały czas wyobrażałem  sobie, że  mam brata mądrego i kulturalnego a okazało się, że to tylko jednak moja wyobraźnia  a nie  rzeczywistość.  

Alina dobrze funkcjonowała  w nowej rzeczywistości, do pracy  miała 15 minut niespiesznym  spacerem z dzieckiem, a  Tadzik dobrze się czuł w najstarszej żłobkowej grupie, zwłaszcza, że zawsze mógł się  zobaczyć w trakcie  dnia z własną mamą. Alina nadal jeszcze bywała na wizytach u psychoterapeuty, ale już tylko raz  w tygodniu, po pracy. W te dni do żłobka wpadała Teresa i zabierała małego do siebie. Mniej więcej po miesiącu pracy Aliny pan terapeuta stwierdził, że właściwie terapia jest zakończona a rozwód i praca bardzo  pozytywnie wpłynęły na Alinę. Ale oczywiście, jeśli coś  się będzie  działo z Aliną, to niech od  razu do niego telefonuje i jakoś ją "wciśnie" między pacjentami. Alina bardzo  szczerze i wylewnie dziękowała mu za poświęcany jej czas, a na ostatnie  zajęcia przyniosła piękny album "Góry Świata", bo pamiętała  z którejś z rozmów, że on uwielbia górskie  wycieczki i marzy o urlopie w Alpach. 

Nadal jeździła na basen z Teresą, Kazikiem i Pawłem a w tym czasie dziadkowie opiekowali  się  chłopcami. Czas mijał, Kris nadal nie odwiedzał dziecka, co nawet cieszyło Alinę. Nie  była  spragniona jego widoku i obecności a dziecko wcale o nim nie  wspominało. W któryś majowy wieczór zaćwierkała jej komórka - to telefonował Paweł, mówiąc że bał się zadzwonić domofonem, żeby nie obudzić Tadzia, bo już po ósmej, to może śpi. Nie, nie śpi, ale już jest przygotowany do spania. Naciśnij przycisk i ja ci otworzę drzwi, winda  działa, a potem naciśnij u  mnie klamkę, a ja go tymczasem wyprawię do łóżka. Wejdź i idź do living roomu. W 10 minut później, po kilku całuskach Tadzio już zapadał w sen, Alina zamknęła drzwi jego pokoju i weszła do living roomu, ale tu nie było Pawła. Poszła więc do kuchni - Paweł stał przy kuchennym blacie pod oknem i coś na nim robił.  Alina stanęła w drzwiach i obserwowała go bez  słowa, a Paweł powiedział cicho - wiem, że już jesteś, ale jeszcze kilka sekund. Po chwili odwrócił się do niej, trzymając w rękach tort i mówiąc dziś są twoje i moje urodziny, więc  zrobiłem dla nas urodzinowy tort. Wszystkiego co najlepsze, cudowna dziewczyno! Dzielą nas cztery lata, ale nie sądzę by to była przeszkoda by razem spędzić ten  wieczór. Skąd wiedziałeś?  A bo jakoś tak się złożyło, że od  roku gromadzę wszystkie informacje o tobie, takie moje hobby od  roku. To podobno u zakochanego faceta jest dość normalne, w każdym razie  nie kwalifikujące go do zamkniętego psychiatryka. Wcisnął jej tort w ręce i powiedział- potrzymaj, to zapalę świeczki- jest ich tylko symboliczna ilość. Zapalił świeczki i Alina  nieco zdębiała - na torcie były dwa  rządki  świeczek- w górnym  3, pod spodem dwie. Alina patrzyła w milczeniu, w końcu powiedziała - przepraszam  cię, ale oświeć mnie- nie kapuję o  co chodzi. Paweł uśmiechnął się - to jest tak śmiesznie  zapisana liczba 32, która  jest średnią arytmetyczną naszych zsumowanych lat urodzin. Mam tylko nadzieję, że nie przeszkadza ci fakt, że jestem od  ciebie 4 lata młodszy. A tobie nie przeszkadza, że jestem od ciebie 4 lata starsza a do tego rozwiedziona i z dzieckiem?

No właśnie jakoś to tak dziwnie jest, że miłość rządzi się jakimiś  swoimi prawami, jakąś inną logiką i to nie ma  znaczenia. A wiem o tym, że jesteś ode mnie starsza już od dawna. Pomyśl - co znaczą cztery lata wobec  wieczności?

                                                               c.d.n.

czwartek, 15 czerwca 2023

Lek na wszystko?-138

 Tata, gdy dotarł dwoma autobusami do Krisa, zatelefonował od  razu do Tesi z  wiadomością, że kolację zje z Krisem,  a potem Kris go odwiezie,  bowiem umówił  się z Aliną, że będzie nocował  u niej i zostanie w  ciągu  dnia z Tadziem, gdy Alina pójdzie  na psychoterapię. Nie ma pilnych  spraw, więc odwiezie Alinę do Instytutu, podjedzie z Tadziem do Parku Wilanowskiego, tam pospacerują i potem odbiorą Alinę z Instytutu. Tesia po wysłuchaniu tej  wiadomości powiedziała  do Kazika - twój brat chyba nieco normalnieje. Nie  dość, że zgodził  się, żeby razem z Aliną i pomocą psychoterapeuty przepracować to co narozrabiał to jeszcze sam bohatersko pojedzie   z dzieckiem do parku. Może  pracuje na jakąś odznakę, np. "wzorowego rodzica". Kazik  roześmiał się - przeceniasz go, on po prostu zorientował  się, że rozwód, po jego dobrym roku finansowym, będzie go za dużo kosztował.  On umie liczyć.

Masz o nim jeszcze  gorsze  zdanie niż ja - stwierdziła Teresa. Pewnie  dlatego, że go dłużej i bliżej  znam niż ty. Uprzedź Alinę, by pod  żadnym pozorem nie udostępniła  mu tego zaświadczenia  lekarskiego. To dobry haczyk na niego. To zaświadczenie jest u nas  w domu- powiedziała Teresa. Alinka jest z tak zwanego gatunku "cwana gapa" i łepetyna jej całkiem dobrze funkcjonuje. I prędzej mu nakłamie, że to już podarła, niż powie, że zdeponowała to u nas. A to bardzo dobrze i niech tak zostanie- pochwalił Alinę Kazik. Tata też nie wie, że to jest u nas, tak samo jak nie wie, że Alina przerzuciła do nas to wszystko co zostało po pracowni jubilerskiej jej ojca. A jej ojciec gdy się zorientował, że się nie wyciągnie z choroby to zamienił gotówkę na złoto, bo to jednak nadal cenny kruszec, bo nie tylko w jubilerstwie jest potrzebny, w technice też. 

Alina  chciała mi koniecznie dać kilka pierścionków w prezencie i  z trudem jej wytłumaczyłam, że ja jedyne złoto, które noszę to jest mój znak zodiaku, to wariatka przetopiła je u znajomego jubilera na płytkę i dała ją do ocechowania i płytka leży u mnie z wygrawerowaną literą T. Z tym, że na mój gust to ta płytka musiała być z większej ilości złota niż z kilku pierścionków. Trzymam to wszystko w skrytce  bankowej, do której masz upoważnienie. Kazik zaczął się  śmiać - no ale ty to masz przynajmniej pewność, że nie ożeniłem  się z tobą dlatego boś zasobna. Dla mnie to ty jesteś największym skarbem. Mój ojciec to ładował pieniądze  w  działki budowlane i z ich sprzedaży mieliśmy obaj mieszkania, bo jednak  ziemia szła  w cenę. A i tak musiałem jeszcze  trochę dorobić do nich, bo chciałem większe mieszkanie niż dwa pokoje  z kuchnią.

Około dwudziestej pierwszej wrócił tata. Dobra była  kolacja?- zapytała Teresa. Bo u nas jest kasza  gryczana z mięsem.  Nie, nie  dziękuję, kolacja  była rodem z barku Europejskiego, czyli odsmażone pierogi z mięsem. Po raz pierwszy się dowiedziałem, że dorosły facet może  zostać zgwałcony przez  kobietę. Może raczej sprowokowany przez kobietę? - Kazik usiłował doprecyzować sytuację.  Kilka go zgwałciło?  on sierotek był jeden i horda bab? Bo słyszałem kiedyś, że panie więźniarki, które pracowały w którejś z polskich kopalń zgwałciły któregoś z pracowników kopalni, no ale ich było kilkanaście a on jeden.Doprowadziły go do stanu gotowości i taśmą lub  sznurkiem zablokowały odpływ krwi. Uratowano faceta, ale miał po tym problemy   zdrowotne. Nie bardzo wyobrażam  sobie gwałt w sytuacji jeden na jeden. Na  moje oko bliższa życiu jest  sytuacja, że to mężczyzna przymusza kobietę lub przymuszony facet  nie jest, ze względów technicznych zdolny do odbycia  stosunku. Jednak do tego trzeba choć trochę chcieć. Tata uśmiechnął się - nie  dopytywałem się, chciał się wygadać, no to  się wygadał. Z grubsza  to podobno wyglądało tak,  że wypił na pusty żołądek dwie  wódki za czyjeś tam  zdrowie,  a był samochodem i koleżanka,  która  mieszka  blisko zaproponowała , by wpadł do niej, wypił kawę i trochę odespał. A gdy się ocknął to ona  zabawiała  się w amazonkę. Kazik i Teresa  zaczęli chichotać a Teresa powiedziała do Kazika - fenomen z Krisa- może powinien taki wyczyn  zgłosić do księgi rekordów. Ciekawe ile on ma przygotowanych  wersji tego wydarzenia. Alina słyszała od niego podobną wersję, ale przyznał się jej, że wylądował w łóżku tej babki, o gwałcie na jego osobie nie było mowy.  A na moje oko to polazł do jakiejś agencji towarzyskiej i sobie  ulżył. Namnożyło  się  tych nielegalnych burdelików, na naszym osiedlu też była taka atrakcja , ale już ją  zlikwidowali, bo sąsiedzi donieśli na policję, że ciągle przyłażą na klatkę schodową jacyś obcy faceci.  

Jedyne w co mogę uwierzyć to fakt, że być może wypił jakiś alkohol  i nie chciał po nim  prowadzić samochodu. No ale to mógł, do ciężkiej  cholery, zamówić  sobie taxi,  albo do mnie  zatelefonować, to bym do niego pojechał i go przywiózł- powiedział ze  złością Kazik. Nie byłbym szczęśliwy, ale jednak bym mu pomógł w takiej  sytuacji.

Ciekawa jestem co on powie na psychoterapii? Przecież jak puści tekst, że został w czasie  snu zgwałcony to ludzie padną ze śmiechu. Doradziłam Alinie tę psychoterapię, bo to głównie jej pomoże, ale po tym co teraz  usłyszałam to jakoś nie dostrzegam szans  na utrzymanie tego związku. No ale może się mylę. Najlepsze  w tym wszystkim jest  to, że on cały  czas twierdzi, że bardzo kocha Alinę i Tadzia i że nie wyobraża  sobie życia bez nich. Gdyby to nie byłoby takie  smutne to byłoby zabawne.

Odniosłem  wrażenie, że on jest jednak mocno sam sobą zniesmaczony, ale nie jestem w stanie wydedukować czy ta "przygoda" czegoś go nauczy - powiedział tata. I szalenie mi  żal Alinki, bo ona go naprawdę kocha.  No to się pewnie odkocha jak jej jeszcze raz  czymś podpadnie- bo mu się tak  zbiera, ale  w pewnej  chwili  Alina  się ocknie i go wygoni - powiedziała Teresa.  Ona jednak pomału wraca do takiej Aliny, którą była  kiedyś. Nie idzie  to szybko, ale jednak idzie  do przodu.

Aż żałuję, że to wszystko się wydarzyło teraz,  kiedy już rodzice  nie żyją - wiecznie  słyszałem, że muszę mu ustępować bo maleńki, potem pieli z zachwytu jaki to on nadzwyczajnie  zdolny no i tatusia  zachwyt, że studiuje prawo i tak świetnie mu to idzie. Ciekawe co by teraz  ojciec  powiedział -zastanawiał  się Kazik.  

Mogę ci powiedzieć - powiedziałby, że to wszystko wina Aliny bo za mało się starała. Twój ojciec z jakiegoś  powodu nie lubił  młodych kobiet, nie lubił dorastających  dziewcząt - powiedziała Teresa. To wiem z tak  zwanego podsłuchu, gdy nasze mamy rozmawiały. Ja nie za bardzo lubiłam twego ojca, mamę to lubiłam - miała poczucie  humoru i takie  ciepło w  sobie.

Teoretycznie życie w domu Aliny i Krisa  wróciło do normy. Terapia nie podobała  się  ani Krisowi  ani Alinie, Alina z niej zrezygnowała  po jednym  spotkaniu- stwierdziła, że więcej jej  daje  rozmowa o tym co  się  wydarzyło ze swoim psychoterapeutą. Kris po trzech spotkaniach zrezygnował. 

Krisowi nie podobało się, że Alina razem z Teresą jeździ na basen i to w towarzystwie Kazika i Pawła.  Alina powiedziała o tym Teresie, Teresa Kazikowi i któregoś dnia Kazik przyszedł do Krisa i powiedział- jeśli ci się nie podoba , że jeździmy w czwórkę na basen, to nie widzę problemu w tym, żebyś ty też jeździł - dobrze by ci zrobiło nieco wysiłku fizycznego,  a ten rodzaj wysiłku jest bardzo równomierny nie można  się tu przetrenować. Naszym żonom  bardzo  dobrze  robi to chodzenie na  basen, nie rozumiem  czego się czepiasz. Tym bardziej, że z dziećmi nie ty zostajesz  w domu a tata i Jacek.  

Nie podoba  mi się, bo się  wszystko odbywa  bez mojej zgody- warknął Kris. Kazik spojrzał na niego i powiedział - sugerujesz, że Alina powinna się była ciebie, który się  łajdaczyłeś z jakąś dziwką, pytać o  zgodę? Ty chyba  zupełnie ogłupiałeś! Uważaj, żebyś potem nie płakał gdy  ona cię jednak  wykopie i wystąpi o rozwód a do sprawy twojej zdrady doda, że ją tyranizujesz i zabraniasz  chodzenia na  basen. Ocknij się, idź do psychologa, bo chyba nie bardzo  wiesz na jakim świecie  żyjesz.  Jak ci  się nie podoba, to co robi Alina, to masz drugie mieszkanie, wyprowadź  się tam i nie  zatruwaj kobiecie życia  swoim głupim gadaniem. 

Nie pouczaj mnie, co mam robić- wrzasnął Kris. Ja cię nie pouczam. Nie bardzo mogę  zrozumieć co cię napadło. Pojedź z nami na basen, może ci  się spodoba. Żebym  się utopił? Nie pływam  dobrze. No to się przy nas  nauczysz, to basen rehabilitacyjny, możesz na początek pływać z deską, nie będziesz jedynym tak pływającym. Wydoroślej Kris,  tatusia  już nie ma, żeby cię pogłaskał po główce i pochwalił  jaki jesteś zdolny , mądry i ładny.

I jest coś, co ci powinienem powiedzieć - jeśli jesteś  tak  samo miły dla  swoich kolegów jak dla mnie, Aliny, Teresy, to możesz  się pożegnać z myślą, że utworzysz  z kimś spółkę. Wszyscy cię uważają za wielce  zarozumiałego bubka i nikt raczej z tobą  spółki nie podpisze. Masz zbyt rozbuchane  ego jak mi powiedział któryś z twoich  kolegów po fachu. Weź to pod uwagę, bo nie jest  wykluczone, że my wyemigrujemy  a koledzy  się na ciebie wypną. I szanuj Alinę,  bo tak naprawdę to powinna cię kopnąć w zadek i poszukać  sobie innego faceta. I przerażenie  mnie ogarnia, gdy sobie pomyślę, że  Tadzik  może  sporo cech po tobie odziedziczyć. Jeśli chcesz z nami jechać na basen to się dogadaj  z Pawłem w kwestii transportu, bo przez ten zamontowany  fotelik dziecięcy nie ma jak jechać w piątkę naszym wozem,  a nie będę go co tydzień demontował, zwłaszcza, że na montaż  dają gwarancję gdy montują  fachowcy,  a gdy ja  zamontuję to nie ma  gwarancji. Teraz   jeździmy jednym samochodem.

A dokąd byście  wyemigrowali? Do Niemiec, już tam na  mnie czekają. W Berlinie? Nie, nie  w Berlinie. Chciałbym żeby pojechali  z nami  tata, Jacek i Paweł. I pewnie  się to uda. Paweł ma dobry  zawód. To nie będziesz pracował z Kurtem?  Nie, Kurt ma  dobrą pracę w Berlinie  a ja dostałem propozycję gdzie indziej, w sympatyczniejszych  klimatycznie  rejonach, bardziej południowo-zachodnich.  Ja ci kiedyś już mówiłem, że w Niemczech jest sporo Polaków i dwujęzyczni  prawnicy zawsze znajdą pracę. I nie ukrywałem przed  tobą, że  zamierzam  stąd wyjechać,  ale ciebie to nie interesowało. A jesteśmy w Unii i możemy się bez problemu osiedlać w każdym kraju unijnym. Wystarczy mieć mieszkanie wynajęte lub  własne i zameldowanie. A co z tymi mieszkaniami  w Warszawie? Albo  sprzedamy albo pójdą pod  wynajem. A tam kupisz mieszkanie? Nie wiem jak będzie tam, ale mam mieszkanie w Berlinie, jeszcze je spłacam.  Kupiłeś tam mieszkanie? Tak, dobrze  zarabiałem, nie wydawałem na  dziewczyny i dostałem kredyt, sporo wpłaciłem gotówką, resztę spłacam. Cwany jesteś. Nie ma  w tym żadnego cwaniactwa, bardzo ciężko i uczciwie pracowałem, dostawałem dobre wynagrodzenie i nie wydawałem na głupstwa. Poza  tym tu też dobrze  zarabiałem i miałem patenty i dostawałem z tego powodu pieniądze. Nie  wiedziałem - stwierdził Kris. No to teraz  wiesz.

                                                                            c.d.n.

środa, 14 czerwca 2023

Lek na wszystko?- 137

 Na basen Alina i Teresa jeździły dwa razy  w tygodniu, w poniedziałki i piątki. Podstawowy skład obstawy to był Kazik i Paweł.  Dziewczyny  zauważyły szybko,  że basenowe  życie  towarzyskie kwitło- najczęściej po przepłynięciu kilku basenów grupka  znajomych udawała  się  do  jacuzzi, gdzie  tkwili godzinami i jak powiedziała Teresa aż dziw, że się w tak ciepłej wodzie  nie rozpuścili. Zaraz pierwszego wieczoru, po powrocie do domu  Teresa powiedziała przy kolacji do taty: bałabym  się puszczać Zika  samego na ten  basen, bo męska część pływających jest w bardzo marnym  stanie  fizycznym - średnia  wieku to  faceci bliżej  sześćdziesiątki,  a do tego z 90% z nich z zaawansowaną ciążą pokarmową, o którą  bardzo dbają, bo zaraz po basenie  pędzą do barku i zakupują  ciastka, pochłaniają je a potem  siedzą w ciepłym jacuzzi. My z Aliną na tle tego basenowego towarzystwa to niemal jak małolaty wyglądamy.  A na  Kazika i Pawła to stałe  bywalczynie  rzucają  głodne spojrzenia, więc  gdy wychodzimy  z basenu to zaraz robimy demonstrację z gatunku "on jest mój". 

Na Jacka i ciebie tato, gdy jesteście  w stroju plażowym to miło popatrzeć, bo macie nienaganne  figury, zero ciąży pokarmowej.  A co to jest ta  ciąża pokarmowa?-zapytał tata. Nooo, zapasione brzuszysko sterczące nad gatkami. Aż dziw  bierze, że nie gubią tych gaci w  wodzie. Alina podejrzewa, że może  mają je przyklejone, ale ja podejrzewam, że po prostu kupują o numer  za małe i jak z trudem  w nie się wcisną to potem równie  trudno je  zdjąć. Najśmieszniej  to wyglądają z profilu, bo gatki  z tyłu sięgają do talii a z przodu jest wywalony brzuch. I bardzo się nam wszystkim podoba jedna pańcia, wielce zadbana, w dobrym gatunkowo kostiumie, która włazi do basenu w pełnym makijażu. Kosmetyki też ma  dobre  gatunkowo, zapewne wodoodporne. Jestem pełna podziwu, bo te wodoodporne to podobno niszczą  skórę. I babka ma chyba kilkanaście kostiumów, bo za każdym razem ma inny na  sobie. 

Jak wiem z podsłuchu, to większość tego towarzycha to stali bywalcy, przychodzą codziennie, to byli pacjenci, którzy byli tu leczeni. I pływanie jest dalszym, niezbędnym elementem utrzymania status quo po zabiegach. I większość z nich to kręgosłupowcy, więc dla nich pływanie to podstawa. Jak  się posłucha  w tej damskiej  łazience o tym jakie są schorzenia to się żyć odechciewa. I radość mnie rozpiera, że tylko nie jestem tak zgrabna jak przed urodzeniem Alka, ale na  szczęście  nie miałam żadnych urazów kręgosłupa. Bo nawet takie nie operacyjne urazy ciągną  się  za człowiekiem niczym spaliny za  samochodem. 

Kazik popatrzył na nią i powiedział - chyba  musisz iść na badania okulistyczne, bo cię wzrok okłamuje. Wyglądasz tak  samo jak przed urodzeniem Alka. I kocham każdy centymetr twego ciałka, więc  się przypadkiem nie  zacznij odchudzać. Nie umiem się odchudzać- stwierdziła Teresa- nie jestem w stanie zrezygnować z jedzenia czekolady, orzechów i różnych tuczących owoców, np. winogron, jabłek itp.

Kris, zgodnie z radą udzieloną mu przez Alinę, w największym pokoju swojego mieszkania urządził sobie biuro, o czym jej zaraz powiedział i prosił by zechciała je obejrzeć. Alina jednak nie miała  zamiaru obejrzeć biura i powiedziała - ty chyba nie za bardzo zrozumiałeś  co  ci    nie tak dawno powiedziałam - dla mnie już nie istniejesz jako obiekt mego zainteresowania. Stałeś się dla mnie zupełnie obcym człowiekiem. To nie ja zepsułam nasze małżeństwo tylko ty, pamiętaj o tym. Masz już gdzie  mieszkać i pracować, więc myślę, że możemy wybrać się razem do adwokata by się oficjalnie rozejść. On wie, że chcę rozwodu bo mnie  zdradziłeś, ale nie pokazałam mu dowodu, więc doceń to i nie stawaj okoniem, bo wtedy powiem wszystkim znajomym o twojej wpadce. Twoim zdaniem wszyscy zdradzają się wzajemnie, moim natomiast nie, jeśli łączy ich prawdziwe uczucie. 

Doceniam to, że zgodziłeś się na zamianę tych mieszkań - ja na pewno jeszcze bardzo długo będę chodziła na terapię i wizyty kontrolne, zapewne do końca życia. Nie będę ci robiła trudności w kontaktach z Tadziem, ale gdy ci się zamarzy by u ciebie nocował, to wtedy będziesz musiał mi przedstawić aktualne świadectwo zdrowia, czyli ujemne WR. Postaraj  się podejść do naszego rozwodu  zdroworozsądkowo a nie  emocjonalnie.  Po prostu zastanów  się nad  tym co zrobiłbyś gdybym  to ja przyniosła  ci jakąś chorobę weneryczną, skoro jak sam twierdzisz  wszyscy naokoło się zdradzają.

Jesteś nadal przystojnym facetem, umiesz nieźle uwodzić kobiety, możesz po rozwodzie ożenić  się po raz drugi, założyć drugą rodzinę. Być może, że i ja znajdę jakiegoś odpowiedzialnego mężczyznę, który pokocha  nie tylko mnie  ale i Alka i wtedy wyjdę  drugi raz  za mąż. Na razie rozejrzę  się za jakąś pracą, bo moja dawna  firma już nie istnieje. Gdy będę wiedziała, że będę  zatrudniona to oddam Tadzia do tego żłobka na osiedlu, a gdy skończy trzy lata to pójdzie do przedszkola, które jest w tym samym budynku.

Mam wrażenie, że ty już masz kogoś - stwierdził Kris. Tak, mam, Tadzia. I mam nadzieję, że wychowam go tak, by nigdy nie  zdradził kobiety, której mówił, że ją kocha. Pomyśl Kris o jakiejś terapii dla siebie, bo sobie też  zrobiłeś krzywdę tą zdradą. I używaj zabezpieczeń , bo często te ładne, urodziwe opakowania  są nosicielkami  przeróżnych chorób. Poza tym powinniśmy chyba omówić kwestię finansów nim się urzędowo rozejdziemy. 

Nie ma problemu- stwierdził Kris - mam do ciebie pełne  zaufanie, bierz nadal pieniądze z mojego konta, wiem, że nie wydajesz pieniędzy na głupoty, mam przecież do wglądu na co wydajesz pieniądze, bo zawsze płacisz kartą, a gotówki pobierasz bardzo mało. I wiedz, że nie przestałem  cię kochać i będę robił wszystko żeby cię odzyskać. Alina uśmiechnęła się - myślę, że nie ma takiej opcji w najbliższym czasie. Nadal przychodzi mi z trudem rozmowa z tobą, to nadal mnie  boli, bo naprawdę cię kochałam. Podeptałeś to wszystko bez minuty zastanowienia. Nas, w sensie ty i ja już nie ma i nie będzie. Taka jest prawda.

Po wyjściu Krisa Alina długo płakała. Gdy zatelefonowała  do niej Teresa, Alina w skrócie jej opowiedziała o ich rozmowie. Słuchaj Alisiu - tak jak  ci mówiłam- nic a nic  ci nie doradzę w tej sprawie. To wszystko wymaga czasu, a nie  zawsze pierwszy odruch w tej sytuacji jest najlepszy. Być może oboje musicie jeszcze nie jeden raz o tym porozmawiać. To nie pożar w mieszkaniu, że trzeba chwycić dokumenty, pieniądze i kosztowności, jeśli się je posiada i zmykać co sił w nogach. Macie dziecko, coś bardzo, bardzo wspólnego. Wiem, że Kris dzwonił do mego taty i prosił o spotkanie i tata, bo jest jednak niespotykanie dobrym  człowiekiem, będzie u Krisa dziś około 17,00, w tamtą stronę pojedzie  sam, Kazik go odbierze, gdy skończą rozmowę. Kazik się do tego nie  miesza, bo jak powiedział to mógłby zbyt mocno Krisa uszkodzić. A gdy będziesz na swojej terapii to porozmawiaj o tym z tym terapeutą, bo jestem pewna, że on ci pozwoli lepiej zrozumieć twoje własne uczucia, które teraz masz wobec Krisa. Bo ja, podobnie jak Kazik, najchętniej bym Krisa zatłukła z zimną krwią.  

Znam kilka  małżeństw, które już miały  się  rozwieść, "publiczność", czyli znajomi popierali to rozwiązanie jako logiczne, a jednak do rozwodu  nie  doszło, a po tym extra zawirowaniu wszystko się w  związku wyprostowało i jak to bywa- żyli dalej razem  długo i  szczęśliwie.  Może dobrze  wam zrobi, gdy jakiś czas pomieszkacie osobno, może Krisa  zmieni fakt, że mając tam swoje  biuro będzie więcej przebywał poza  domem i będzie tęsknił do waszej obecności? Nie wiem,  za mało znam Krisa i nie  zamierzam go bliżej poznawać. Kris już jest z tego pokolenia,  w którym seks przestał być tabu i przestawał być wyrazem uczuć - fizjologia i nic  więcej. Teraz to jest nagminna sytuacja, dziewczyny u mnie  w pracy miewały niemal tylu krótkotrwałych partnerów ile miały palców u rąk i nóg. Jedynym liczącym  się kryterium była uroda  faceta i to,  czy miały z nim orgazm czy też nie. Mało tego - intelekt faceta, wierność to były dla  nich sprawy drugo- lub nawet trzeciorzędne.

A nas obie nasze  mamy wychowały na swój wzór i podobieństwo i myśmy to skonsumowały. Teraz, będąc z Kazikiem wiem, że nawet gdyby mnie tak Robercik spektakularnie  nie  zdradził to i tak by się  ten związek  rozpadł.  Bo tak naprawdę to wyjście za Roberta było moją nieuświadomioną  wówczas zemstą na Kaziku  za to, że mnie, młodszej od  siebie o 10 lat nie brał pod  uwagę jako partnerki. Patrz Alisiu- Kazik i ja kochaliśmy  się, ale wcale sobie  tego bardzo długo nie uświadamialiśmy, bo wszystko to co nas  łączyło nazywaliśmy z pełnym przekonaniem tylko przyjaźnią. I dopiero noc w Baligrodzie, którą Kazik przegadał z panem Henrykiem uświadomiła jemu, że mnie kocha i że ta nasza cała przyjaźń to po prostu i  zwyczajnie miłość. I od tamtej pory tak bardzo polubiliśmy Bieszczady. A jakim  cudem on nas wtedy dowiózł bez wypadku do Warszawy to do  dziś oboje  nie wiemy. Spał zaledwie dwie lub trzy godziny.

A może byście  się razem z Krisem wybrali na jakąś terapię, ten twój terapeuta może zna kogoś  dobrego w te klocki? Naprawdę, porozmawiaj  z nim o tym, tym bardziej, że na pewno każde zawirowanie  w twoim życiu ma  jakiś wpływ na twoją dwubiegunówkę,  nawet gdy cały czas bierzesz regularnie lek.

Szkoda, że ty nie jesteś psychoterapeutką - stwierdziła Alina. Ale jako psychoterapeutka  na pewno nie mogłabym bezstronnie udzielać rad  swoim przyjaciołom, bo zawsze miałabym spojrzenie przez  pryzmat tego co mnie z przyjaciółmi łączy. A psychoterapeuta musi być całkowicie  bezstronny, nie  związany uczuciowo z obiektem, któremu udziela porad. A ja jestem  wszak emocjonalnie  związana i z tobą i z Krisem.  I nie dlatego, że jakoś Krisa  szczególnie lubię, on mnie szalenie  często denerwuje, ale jest bratem Kazika,  który też względem Krisa ma  mieszane uczucia. I właśnie dlatego ci mówię, że nie umiem ci nic mądrze doradzić i wysyłam do psychoterapeuty.

Ktoś mi dzwoni domofonem, zadzwonię później- powiedziała Alina i przerwała  rozmowę. Tym kimś był Kris, który zostawił  w pokoju aktówkę,  w której miał kilka potrzebnych  mu dokumentów oraz klucze od obydwu mieszkań. Dobrze, że  się zorientowałem w połowie  drogi i że ty jesteś jeszcze  w domu, bo miałaś wyjść- powiedział.

No miałam,  ale zatelefonowała Tesia i  chwilę rozmawiałyśmy. Kris, jeśli naprawdę mnie kochasz, to idźmy razem na psychoterapię. Nie jesteśmy jedynymi ludźmi, którym  się taka rzecz przydarzyła, a psychoterapia na pewno nam pomoże  przeanalizować nasze uczucia  względem siebie  wzajemnie. Zapytam się tego swojego psychoterapeuty czy zna kogoś, kto mógłby nam pomóc. Zróbmy to dla dziecka,  mniejsza o nas.

Czuję w tym inicjatywę Teresy - powiedział Kris. Zołza z niej okropna, ale mądra baba. Już raz nam bardzo pomogła. W tym samym stopniu ją podziwiam jak i jej chwilami nie  znoszę. Dobrze, nie jestem entuzjastą psychoterapii, ale się godzę, właśnie z uwagi na Tadzia. I dlatego, że cię kocham. Nie chcę rozwodu. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie i Tadzia. Umówiłem się dziś z ojcem Tesi, u mnie. On jest o wiele bardziej wyrozumiały niż Tesia lub Kazik. 

Nie doceniasz Tesi, ona wcale a wcale nie namawia mnie na rozwód i masz rację, podpowiada psychoterapię, żebyśmy oboje znaleźli przyczynę tego co się stało, bo jak zawsze mówi, to nie ma dymu bez ognia, tylko czasem bardzo trudno znaleźć przyczynę, nie powód. Bo powód to tylko wyzwalacz, a gdzieś  tkwi przyczyna.  Tesia  jest dla mnie niczym matka, ale o tyle lepsza, że nie ukrywa  przede mną prawdy. Dzięki niej funkcjonuję  i nie dopada mnie dwubiegunówka. I już nie  czuję się napiętnowana tym, że mi grozi gdy przestanę brać lek, bo wiem, że nie przestanę. Muszę go brać, bo Tadziś musi  mieć zrównoważoną mamę a nie rozchwianą  emocjonalnie.

A pozwolisz, że będę dziś  spał tu, a nie na  Żoliborzu? No przecież jesteś tu zameldowany. No to do wieczora.  Po wyjściu  Krisa Alina zatelefonowała do Teresy i powiedziała, że to Kris się wrócił.

                                                                           c.d.n.


wtorek, 13 czerwca 2023

Lek na wszystko? -136

 Przed wyjazdem do Niemiec Teresa zrobiła  dla  Alka specjalny kalendarz. Na  każdy dzień ich nieobecności przypadał inny zwierzak, im było bliżej powrotu rodziców tym zwierzę było mniejsze, na dzień powrotu wybrała  fotkę  wiewiórki.

Stuttgart podobał  się Teresie. W 83 roku nowej ery w tym  miejscu została założona przez Rzymian osada. Podobał  się ten teren Rzymianom, bowiem klimat był łagodny a ziemia urodzajna. Do dziś w granicach  miasta znajdują się....winnice. Podczas II wojny światowej od 1940 roku do 19.IV.45r. miasto przeżyło 53 naloty i było ogromnie  zniszczone, ale- jak mówiła Teresa do męża- sami chcieli, więc mi ich  nie żal. 

Podobał się Teresie Schlossplatz  z największym  pałacem Neues Schloss, który został wzorowany na Pałacu Wersalskim.  Zwiedzanie pałacu jest co prawda ograniczone, bowiem urzędują tam przedstawiciele  rządowych instytucji,  ale wcale ten fakt  nie  zmartwił Teresy. Z przyjemnością  natomiast  zwiedziła   dwa  samochodowe Muzea -  Mercedesa  i Porsche  i obejrzała 160 pojazdów.  Obejrzała również Chiński Ogród, nieduży , ale z ładnymi chińskimi zabudowaniami, mostkami i jeszcze  bez  wspaniałej  roślinności z uwagi na porę  roku.  W Stuttgarcie co roku odbywa  się festiwal wina Weindorf. Wjechała też na  wieżę telewizyjną, która jest pierwszą na świecie  wieżą wybudowaną z żelbetu.  Na  szczycie wieży jest restauracja a ceny bardzo "wysokogórskie", jako że  wieża ma  wysokość 216,6m ale widoki , jak stwierdziła Teresa- warte grzechu. Na tej wieży była aż dwa razy - raz sama a potem razem z Kazikiem i owym Hansem i tym razem zjedli tam "lekką kolację za  ciężkie pieniądze". Jedzenie  było  bardzo smaczne a ponadto  b. ładnie podane, a nocny Stuttgart też  się Teresie podobał. Hans nieco operował angielskim, więc  jakoś się udało Teresie zamienić z nim kilka zdań. 

Na drugą w mieście  wieżę widokową nie poszła, bowiem wymagało to pieszej wycieczki po dziwnych  wiszących  schodach pnących  się  spiralnie  w górę. Obejrzała te schody na folderze i powiedziała - jeszcze  długo nie,  a potem  wcale. Ja tu przyjechałam odpocząć a nie męczyć  się.  Codziennie pisała sms-y  do obu dziadków i raz rozmawiała z tatą i Alkiem. Jak się potem dowiedziała, to po zakończeniu rozmowy Alek cmoknął komórkę, żeby całusek do mamy i taty poleciał.

Przed odlotem Kazik powiedział - jeżeli się przeprowadzimy to właśnie do Stuttgartu.  Jest  tu dla  mnie  dobra  praca. W przeddzień odlotu pojechali jeszcze nad Jezioro Bodeńskie i do Konstancji i była to bardzo ładna  wycieczka.

Tym razem na lotnisku w Warszawie czekali na nich obaj dziadkowie z Alkiem. Alek zawisnął wpierw  na  szyi taty, potem przyciągnął do siebie  głowę mamy i z dziesięć  minut przytulał oboje do siebie.

W samochodzie doniósł, że codziennie był grzeczny, że się ani razu nie wywalił na rowerku, że ciocia Ala przychodziła z Tadziem codziennie i wujek Paweł też przychodził po pracy do nich. I że winda jedna była zepsuta, a  druga dobrze jeździła, a dziś obie jeżdżą.  A dziadek Tadek spał na łóżku taty i przyniósł swoją pościel ze swojego pokoju a pościel taty przełożył na mamy stronę. A dziadek Jacek raz  spał u nich, bo dziadkowie oglądali razem mecz. Poza tym ocenił, że Tadziś jest marnym budowlańcem i jego domy zaraz  się rozsypują, bo Tadziś nie potrafi dobrze łączyć klocków Lego. Kazik od razu powiedział  dziecku, że gdy on był taki malutki jak teraz Tadziś to też niezbyt dobrze  łączył klocki ze sobą i też było sporo katastrof budowlanych. Teresa  zaśmiewała  się niemal do łez i powiedziała do taty- rośnie nam  agent 07, wszystko  zauważy, nic się przed jego okiem i uchem  nie ukryje.

W domu, gdy dziecko poszło do  swych porannych obowiązków, czyli sprawdzić, czy  wszystkie  zwierzątka  są  zdrowe, dziadkowie  nie mogli  wręcz przestać chwalić Alka, jakie  z niego rozumne i grzeczne  dziecko. Obaj też zauważyli, że kontakt obu malców dobrze im obu robi, bo Alek uczy  się, że trzeba  młodszemu pomagać, a młodszy  z wielką  chęcią  wzoruje  się na  starszym. Alina też pomału dochodzi do siebie. A gdy  szła na terapię to  odważyła  się zostawić dziecko pod opieką dziadków. I -jak powiedział  Jacek- chyba była nieco rozczarowana faktem, że mały wcale nie płakał gdy jej nie było w pobliżu. Kris jeszcze nadal  mieszka z Aliną i nawet raz  się pytał dziadków, czy  nie trzeba  im  czegoś np. kupić, lub  w czymś pomóc.  Alina raz rozmawiała  bardzo długo i poważnie z tatą i stwierdziła, że niestety nie jest  w stanie wybaczyć Krisowi tej  zdrady i czuje  do niego wręcz  wstręt, unika nawet podawania  mu ręki. I bardzo  wątpi w to, że czas  leczy wszystkie rany.  A Tadziś już  wybrał sobie  "męski wzorzec" i jest pełen uwielbienia  dla.... Pawła. A Paweł z tego powodu dumny i blady i  cały w skowronkach i powiedział Jackowi, że chętnie by Krisowi nieco zdewastował jego urodę, bo miał kretyn obok siebie piękną kobietę,  super dziecko i taką podłość im  odstawił.

Teresa  zatelefonowała  do Aliny i zapytała  się,  czemu nie przychodzi. No bo uznałam, że jesteście po podróży i pewnie  chcecie się nacieszyć dzieckiem i domem- padła odpowiedź. No to zbieraj  się do kupy i przychodź, już  się nacieszyliśmy, wypijemy w twoim towarzystwie kawę. W nagrodę dostaniesz  coś ładnego na lato. A za co ta  nagroda?- zdziwiła  się Alina. No za to, że jesteś. Nie zagaduj tylko przychodź.

Tadziś, gdy  tylko przekroczył próg  mieszkania podreptał szybciutko do obu dziadków by dać im  buziaczka, potem się zreflektował, że jeszcze jest ciocia Tesia i ten drugi, tak podobny do jego taty i też dał buziaczka, a potem razem z Alkiem poszli się bawić klockami. 

Teresa zaciągnęła Alinę do sypialni i powiedziała- rozbieraj  się, mam nadzieję, że trafiłam z rozmiarem i podała jej jednoczęściowy kostium  na  basen. Wymyśliłam, że teraz, skoro dzieci już mamy nieomal duże możemy sobie z raz  w tygodniu pojechać  na basen do Konstancina- to jeden z nielicznych, bezpiecznych pod  względem  czystości  basenów w Warszawie. Będziemy tam  sobie jeździły po południu, bo rano to są w nim  zabiegi rehabilitacyjne. Alina obejrzała kostium i powiedziała- no  chyba mnie nie   doceniłaś rozmiarowo. Załóż, a potem ponarzekasz- rozkazała  Teresa. Okazało się, że jednak rozmiar dobry, a kostiumy świetnie wymodelowały obu paniom  sylwetkę. Chodź, idziemy  się pokazać  dziadkom,  niech mają jakąś frajdę. Oni to potrafią docenić nasze  wdzięki. 

Gdy weszły do  pokoju obu dziadkom i Kazikowi oczy nieco wyszły z orbit a Kazik powiedział - nigdzie sama w tym kostiumie nie pójdziesz, bo zaraz będzie  się snuł za tobą  sznur facetów.  No sama nie pójdę, pójdę z Aliną, będziemy jeździły do Konstancina ze dwa razy w tygodniu, wieczorem.  Bo w dzień to on nie jest dostępny dla publiki. Będziecie jeździły z obstawą- powiedział Kazik. Namówię Pawła i będziemy jeździć razem z wami. Ja też mogę robić za ochroniarza - zauważył Jacek. Możemy obaj z Tadeuszem z nimi jeździć. Tiaa, w starym  piecu diabeł pali- mruknął Kazik. Wiesz przecież, że nie wyrywam cudzych żon- stwierdził Jacek. Ale  dziękuję, że doceniasz  moje możliwości w tej  dziedzinie. 

Alina i Teresa wymaszerowały  z pokoju, w którym zaległa nagle głucha  cisza. Obie postały  chwilę przed  dużym lustrem w przedpokoju i  stwierdziły, że jeszcze  całkiem dobrze  wyglądają, bo te kostiumy  wyraźnie modelują sylwetkę. Kurczę- chyba sobie sprawię jakiś gorset - wyszeptała Teresa. Od razu wyglądam po ludzku. Muszę pogadać z Sophie, żeby mi kupiła jakiś gorset. Podeślę jej swoje  zdjęcie w tym kostiumie. I jak znam życie to zaraz  się u siebie rozejrzy za czymś takim. Ona wszak po trzech ciążach. Jak chcesz to i dla ciebie  zamówię. Od razu  mi lepiej gdy widzę  się w tym kostiumie. Chyba próżne  ze mnie babsko. A myślałam,  że skoro ledwo było tę ciążę widać to mi się  figura  nie popsuła. Naiwność i to bezgraniczna! I fajnie, że Zik zazdrosny, nie będę musiała  sama ślepić wieczorem  za kierownicą. Nie lubię jeździć wieczorami, rażą  mnie  światła innych samochodów, a kawałek będziemy miały szosą, bez latarń. Będziemy jeździły na osiemnastą, żeby  dzieciaki potem ułożyć do łóżek najpóźniej o dwudziestej pierwszej. Wtedy przynajmniej  nie będą nas budziły bladym świtem.  Chłopakom też  dobrze  zrobi jak trochę popływają  z nami w basenie. A idzie  w stronę lata, to i  dzień  będzie  coraz  dłuższy.  

Wiesz, bardzo  mi się podobał Stuttgart. Klimatycznie  dużo lepszy niż Berlin lub  Warszawa.  I być może tam się osiedlimy jeśli wyemigrujemy. Byłam nad Jeziorem Bodeńskim, pięknie tam jest  a Konstancja też jest bardzo pięknym miastem. W ogóle jest kilka pięknych  miejsc na świecie w które chciałabym pojechać. I zapewne na chceniu się  skończy. Ja to  się chyba nie nadaję  za bardzo do małżeństwa i macierzyństwa. Pieprzysz głupoty - stwierdziła Alina. Nadajesz się i do małżeństwa i do macierzyństwa. Jakoś to wszystko ogarniasz i to funkcjonuje. 

Gdy was nie było rozmawiałam dość długo z twoim tatą. Niczego mi nie doradzał, niczego nie sugerował. Po prostu dał mi się spokojnie wygadać. On też  nie rozumie Krisa. Jest bardzo zdziwiony jego postępowaniem. Teraz  Kris  się stara, jest milutki i wciąż ględzi jaki jest nieszczęśliwy z tego powodu, że chcę rozwodu. I jakoś nie dociera  do niego, że on po prostu mnie  zawiódł. I bez problemu odbyło się  to podpisanie umowy i zamiana  mieszkania. Facet pod koniec  miesiąca  się wyprowadzi, znalazł sobie mieszkanie na Wilczej, dwa pokoje z kuchnią, ale metrażowo prawie takie jak tamte  trzy pokoje. A mieszkać będzie  wszak w  centrum i jak stwierdził to do pracy będzie mógł chodzić piechotą. Na  Żoliborzu  miał przed oknami zieleń, tu ma dookoła domy. Kris  usiłuje  mnie przekonać, że bardzo mnie nadal kocha, że kocha  dziecko, ale jakoś nie mogę w to uwierzyć. Skarżył się na ciebie, bo nie chciałaś go wysłuchać i byłaś niemiła. Pozuje na  biedne, skrzywdzone niewiniątko. 

No fakt- powiedziała Teresa-powiedziałam mu, że mnie nie obchodzi dlaczego wylądował w łóżku innej kobiety i żeby mi nie opowiadał o swym życiu intymnym, bo  zwymiotuję. I że taki ojciec jak on to żadnemu dziecku  nie jest potrzebny. I że to co ty postanowisz w żadnej mierze nie  zależy ode mnie. A tata wszystko słyszał, bo nie  zaprosiłam Krisa  do pokoju, tylko przetrzymałam go w przedpokoju. Nazwał mnie  wredną, więc  się  zgodziłam, że jestem  wredna, a każda  wredna  może sporo namieszać. No i się wyniósł. A tata potem wyszedł ze  swego pokoju i powiedział, że takiej to on mnie nie znał dotąd. Ale  chyba  nie był mną za bardzo  rozczarowany.No i Kris się pytał z którym prawnikiem  się kontaktowałaś, więc powiedziałam, że nie wiem, ale jest w Warszawie ze dwudziestu dobrych w te klocki, których on  zna i oni znają jego.

On teraz podobno dopilnowuje odnawiania tego mieszkania - w każdym razie rano wybywa  z domu i bardzo późno wraca. I wcale a wcale mnie  już nie obchodzi gdzie on jest i co robi. No i jest podobno w trakcie leczenia. Ciekawe ile zdążył zarazić.

Kazik mówił, że zawsze za Krisem ciągnęły  się stada dziewczyn, bo fakt, że ładny z niego chłopak, a do tego zawsze  szarmancki, zapraszał na kolacyjki w dobre miejsca, kupował kwiatki. Ja to nawet  sporo kwiatków od niego dostałam. Kazik tylko się śmiał. Prawdę mówiąc, to bardzo mnie  zaskoczył i zadziwił tą zdradą. A już to jak  się zachowywał w Bieszczadach to mnie  zupełnie  zadziwiło. Tak sobie  wtedy pomyślałam, że powinien pójść na jakąś terapię, bo gryzie go coś, z czym  nie może sobie poradzić. A on pewnie zaczął jakiś podbój i nie mógł go dokończyć bo go wywieźliśmy w Bieszczady -zaśmiała  się Teresa. A przed nami zgrywał nieszczęśnika, któremu kancelaria nie  chciała wypalić. Kancelaria- ładne imię dla dziewczyny.

                                                            c.d.n.