wtorek, 11 maja 2021

Każdy na coś czeka - 6

 Jacek załatwił dla  Kamila skierowanie na Rtg. Sądząc z opisu to naprawdę nie było źle, czyli nie były uszkodzone chrząstki w stawie. Zdaniem lekarza, który opisywał zdjęcie, a z którym postarała się zobaczyć Marta, należało poddać pacjenta porządnej rehabilitacji. Nie mniej z pomocą męża swej koleżanki  zapisała Kamila do ortopedy na wizytę.  Prześwietlenie to jedno, ale trzeba pacjenta "pomacać" sprawdzić ruchomość w stawie, siłę mięśni, napisać rehabilitantowi jakie ćwiczenia powinny być wdrożone. Przez pierwszy miesiąc rehabilitant, czyli mąż koleżanki Marty przyjeżdżał do domu codziennie, o bardzo różnych porach. Starał się "wyszykować" Kamila by mógł bez większego problemu być świadkiem na ślubie. Jednocześnie cały czas wbijał Kamilowi do głowy, że operacja to jest jednak ostateczność, niezbędna głównie wtedy, gdy stawy są bardzo zniszczone, np. gdy pacjent choruje na artrozę. A na szczęście Kamil nie choruje na to schorzenie, tylko po prostu zaniedbał sprawę. Systematyczne ćwiczenia odpowiednio dobrane działają cuda - no tyle tylko, że trzeba ćwiczyć. Bogdan, rehabilitant, uczył Kamila jak ma chodzić po schodach, jak ma siedzieć , stać i chodzić. Tłumaczył też, że Kamil wkracza w wiek, gdy mięśnie są coraz mniej elastyczne  a jedynym lekarstwem jest ich ciągłe ćwiczenie, wtedy nie będą z byle powodu ulegać uszkodzeniu. Któregoś dnia Bogdan powiedział do Kamila- będzie  pan miał fantastyczną synową, niemal zazdroszczę pana synowi takiej żony. Ma chyba tylko jeden feler - jest cholernie wymagająca i nie uznaje pracy na pół gwizdka. I niczego nie przyjmuje na wiarę, wszystko sprawdza. Musiałem jej pożyczyć podręcznik, bo koniecznie chciała wszystko na temat kontuzji stawu biodrowego poczytać. Bardzo dociekliwa  kobieta. A pana syn też taki?  Z racji zawodu - tak. No to się dobrali - podsumował Bogdan.  

Kamil po dwóch tygodniach ćwiczeń ze zdziwieniem odkrył, że mu się obwód pasa zmniejszył, co go w sumie ucieszyło, dzięki temu nie będzie musiał kupować nowego garnituru. Jacek ze zdumieniem stwierdził, że będzie musiał założyć koniecznie  pasek do spodni, bo w przeciwnym razie mu zbyt nisko opadną. Rozśmieszył tym swoim  zdumieniem Martę, która powiedziała- ja się kochanie dziwię, że ty jeszcze masz siłę chodzić, przy takim conocnym stałym wydatkowaniu energii to naprawdę dziwne! Marta zafundowała sobie bardzo ładny letni kostiumik w kolorze łamiącym serca męskie, czyli turkusowym. Nie mogła się nadziwić, że bez problemu zmieściła się w rozmiarze 36- dotychczas najczęściej nosiła  rozmiar 38 lub 38/40. Hmmm, to chyba z niewyspania schudłam- wytłumaczyła sobie ten fakt.

Ślub trwał z zegarkiem w  ręce 15 minut i Jacek nie mógł sobie odmówić przyjemności powiedzenia, że po to mu kazano czekać 30 dni, by wszystko zamknąć w czasie 15 minut.

Bogdan postanowił zrobić nowożeńcom sesję fotograficzną na tle bardzo dużych plakatów reklamujących różne  miejsca na świecie. Niektóre z tych zdjęć wyszły tak, jakby były robione w naturze a nie na tle plakatu. I od razu Marta wpadła na pomysł, że właśnie jedno z takich zdjęć prześle swoim rodzicom, bo przecież wiadomo, że obiegnie ono "całą  pipidówkę", bo to więcej niż pewne, że mamusia zaraz się pochwali wszystkim krewnym i znajomym w jakim to pięknym miejscu jest jej córunia ze swoim nowym mężem. 

Oprócz tych zdjęć pozowanych Bogdan zrobił też sporo innych zdjęć. Na jednym widać jak ukradkiem Jacek obejmując Martę wkłada  swoją rękę pod  tył jej żakiecika, na innym widać pod stołem przedziwnie splecione nogi państwa młodych i rękę Jacka głaszczącą kolano Marty. Na innym zdjęciu, zrobionym w Parku Wilanowskim Jacek unosi Martę w górę tak, by móc ją całować nie schylając się. I Marta uwieszona na szyi Jacka z nogami  wiszącymi w powietrzu. Było też sporo zdjęć robionych teleobiektywem, z ukrycia, gdy Marcie i Jackowi wydawało się, że nikt ich nie widzi. Oddając Marcie wywołany film i wykonane odbitki Bogdan powiedział - zazdroszczę wam obojgu- na każdym zdjęciu widać, że się kochacie i niech tak to u was zostanie. Na jednym ze zdjęć jest Marta obejmowana przez Kamila i Jacka, którzy głowami stykają się nad jej głową, a które  Marta nazwała dowodem rzeczowym.  A Bogdan, który hobbystycznie zajmował się fotografią stwierdził - nie często ojciec i syn są tak bardzo do siebie podobni. Najczęściej syn bywa bardziej podobny do matki, a córka do ojca. I to zdjęcie Marta szybko ukryła, żeby nie wpadło w ręce Kamila.

Ale wieczorem, gdy już leżeli w łóżku Marta wyciągnęła to zdjęcie i pokazała je Jackowi, poza tym powiedziała, co jej powiedział Bogdan, który robił już setki zdjęć. Przejrzeli też zdjęcia rodzinne Marty i faktycznie - synowie byli bardziej podobni do matek, córki do ojców, ale np. Marta i jej matka były do siebie  bardzo podobne.

No tak, odkąd Kamil schudł jest jeszcze bardziej do mnie podobny, stwierdził Jacek. W piątek wieczorem spróbuję o tym porozmawiać z nim, ale chcę byś przy tym była, teraz jesteśmy wszak rodziną. A on jest tak w ciebie zapatrzony, że gorzej zniósłby twą nieobecność przy tej rozmowie niż obecność. Zawsze, gdy już byłem nastolatkiem zastanawiało mnie czemu on zawsze jest z nami. Miałem w szkole kolegów-bliźniaków, ale oni    na ogół byli wściekli, że są w jednej klasie, że ci co widzą ich po raz pierwszy to nie rozróżniają ich, mieli zupełnie inne zestawy jedzeniowe i tak naprawdę wcale nie chcieli wciąż razem być. Dziwiło mnie też, że Kamil nie ma żadnej dziewczyny, nie ożenił się. I pamiętam też jego niemal radość, że jego brat wyjeżdża, a ja zostaję tutaj. Ale mam wrażenie, że Leon, jego bliźniak nie miał pojęcia, że jestem synem Kamila. Ale podziwiam matkę, która na pewno wiedziała który z bliźniaków jest ojcem jej dziecka, że tak w tym wszystkim tkwiła. Ale gdy jeszcze  żyli dziadkowie to chodziłem do nich właśnie z Kamilem. Ciekawe czy oni znali prawdę? 

A ja oglądałam kiedyś jakiś film o bliźniakach nie pamiętam dokładnie  o co tam szło, ale ona była żoną jednego z bliźniaków a nocami oni przychodzili do niej na zmianę i chyba ona ich nie rozróżniała - wszak to była noc  a poza tym to było dawno i nikt nie zapalał światła by obejrzeć partnerkę lub  partnera. A potem jeden bliźniak drugiego utopił, bo to wszystko działo się na statku. Oooo, to musiał być słodziutki film, jakoś umknął mojej uwadze- śmiał się Jacek. Raz na jakiś czas może być po ciemku, ale stale? Nie oglądanie tego słodkiego ciałka to przecież  totalna głupota, nie patrzeć w oczy ukochanej to wręcz śmiertelny grzech. Uwielbiam patrzeć w twoje oczęta, wciągają mnie do twego wnętrza. Masz zielone oczy ze złoto-brązowymi plamkami. Oooo, to mi się kolor oczu zmienił - w dowodzie mam szarozielone wpisane. To już będzie mój czwarty dowód osobisty - straszliwie dużo pracy ma przeze mnie administracja państwowa. Powinnam jutro złożyć dokumenty na nowy dowód, dobrze, że sobie przypomniałam. A tobie muszą chyba wpisać do dowodu żeś żonaty. Ja  tam wpadnę  jutro, jeśli znajdę w domu jeszcze jakieś  zdjęcie, możemy w takim razie wpaść razem. Uwielbiam wszędzie być z tobą, nie mogę odżałować, że nie pracujemy razem. Oj, moja słodka, niewiele byśmy popracowali, wywaliliby nas z pracy, bo nie byłoby widać efektów - śmiał się Jacek.

W piątek wieczorem, w czasie kolacji, na którą Marta zrobiła naleśniki z orzechami, miodem i odrobiną rumu, a które i Kamil i Jacek ogromnie lubili, Jacek położył na środku stołu zdjęcie swoje i Kamila zrobione przez Bogdana i zapytał - powiedz mi jak długo jeszcze  będziesz zaprzeczał temu, że jesteś moim ojcem?  Kamil leciutko pobladł i cicho powiedział - no fakt, jestem.  Zapadło długie milczenie. A moja matka i Leon wiedzą o tym? Tak, wiedzieli od początku. Leon  bardzo Zochę kochał, ale wiedział, że rodzice za nic w świecie nie zgodzą się by Zocha była jego żoną - on z "dobrego domu", ona nie bardzo wiadomo skąd, panna służąca u naszych sąsiadów. Więc sobie wymyślił, że zrobi Zosi dziecko, a dla naszych rodziców każde dziecko to była rzecz święta. Nie przewidział tylko jednego, że jego zdolności rozrodcze oscylują koło zera. Naprawdę, bardzo się starał i wtedy Zocha zaczęła uwodzić mnie, a moje zdolności w tym kierunku mnie nie zawiodły. Jak sam wiesz, w pewnym  wieku do seksu nie jest potrzebna miłość, wystarczy odpowiednie  ciało pod ręką. Znasz to z autopsji.  Gdy tylko okazało się, że Zocha zaskoczyła, ogłosił rodzicom "radosną nowinę" i zgrzytając z lekka zębami ożenili Leona z Zochą. Jak wiesz nigdy nie miałeś rodzeństwa, Leonowi nic się w tej materii nie poprawiło. Odetchnąłem gdy wyjechali i gdy ty nie chciałeś z nimi jechać. Ale nadal byłem związany przyrzeczeniem, że nic ci nie powiem. Poza tym pomyślałem, że jednak w pewien sposób byli twymi rodzicami - oni ponosili cały trud wychowania ciebie. Choć Leon nie za bardzo potrafił nawiązać z tobą kontakt. Widzisz Martusiu w co wdepnęłaś???  

Kamilu, mnie to ani nie gorszy, ani nie przeraża. Pojęcie "z dobrego domu" już dawno się zdewaluowało.  Tak naprawdę liczy się "tu i teraz" a nie "skąd ród". Czasy się zmieniły - w tych ongiś "dobrych domach" i rodach nie brakowało nic nie wartych ludzi, wręcz kretynów. Ja też nie jestem "z dobrego domu", jestem z prowincji, byłam żoną chorego psychicznie faceta, uciekłam stamtąd, rozwiodłam się, poradziłam sobie. Jacek o tym wszystkim wie, to nie tajemnica. A jednak ty mnie jakoś zaakceptowałeś, a Jacek to nawet pokochał. Martusiu, nie wiem jak można by cię nie pokochać lub nie zaakceptować. Już ci nawet wybaczam to, że mnie do ćwiczeń zaganiasz. No ale przynajmniej trochę z tobą ćwiczę, prawda?- uśmiechając się promiennie do swego teścia  powiedziała Marta. Gdy Jacek wrócił do stołu z pozostałymi  zdjęciami, poukładali je wszystkie na stole. Stwierdzili, że Bogdan jest naprawdę dobrym fotografem, Marta wybrała dwa zdjęcia, które wyśle swoim rodzicom, zdjęcie Marty z Kamilem i Jackiem postanowili powiększyć i umieścić w ramkach, a Kamil stwierdził, że będzie wisiało w jego sypialni.  A Marta zaproponowała, żeby zrobić jeszcze jedną kopię i wysłać je do Kanady  z podpisem "jesteśmy rodziną - Kamil, Marta, Jacek". Jacek wybrał zdjęcie, które sobie postawi na biurku w swoim pokoju w pracy.

Kamilu, przepraszam, że  pytam, ale  zastanawiam się czemu ty się nie ożeniłeś? Masz w tej chwili 62 lata, nie wyglądasz na tyle, jesteś naprawdę przystojnym facetem, a gdy byłeś młodszy to pewnie nie jednej mogłeś zakręcić w głowie - spytał Jacek.   Bo gdybym się ożenił straciłbym automatycznie kontakt z tobą. Która żona chciałaby bym dzień w dzień siedział u swego brata a nie z nią? Poza tym większość chciałaby własnego dziecka, a ja już jedno dziecko miałem. No i sporo pracowałem i nie były mi w głowie romanse. 

A wiesz co pamiętam? -wpadł mu w słowo Jacek- jak mnie wziąłeś kiedyś na Akademię Medyczną i brałem udział w  twoim wykładzie i robiłem za "model". Czułem się niesamowicie ważny, ale od tego rozdziawiania buzi zasychało mi w gardle, ale w końcu się zorientowałeś, że coś ze mną nie tak i zrobiłeś przerwę. Lubiłem z tobą przychodzić jako model. Potem szliśmy albo  na lody albo do Bliklego na pączki z różaną konfiturą. 

Wiesz- kontynuował Jacek- Leon wcale za mną nie przepadał, ale szalenie kochał Zochę i wiedział, że ona bardzo mnie kocha. Myślę, że ten układ był chory. Owszem, oni łożyli na moje wychowanie, ale to ty Kamilu objaśniałeś mi świat, dla Leona nie byłem jednak jego dzieckiem, byłem co najwyżej dzieckiem ukochanej Zochy. Zawsze miałem wrażenie, że coś zawiniłem, ale nie wiedziałem co. Cały czas czułem się bardziej związany z tobą niż z Leonem. Gdy miałem ze 14 lat któraś z ciotek w czasie  świąt stwierdziła, że jestem bardziej podobny do ciebie niż do Leona a on się wtedy wściekł. Ciebie wtedy nie było, byłeś na jakimś  sympozjum. A ciotka, zamiast się wyłączyć, z uporem maniaka dowodziła, że jestem wykapany Kamil. A potem bardzo długo w nocy mama płakała. Rano miała zapuchnięte oczy i została na cały dzień w  łóżku. Byłem zły na Leona, bo myślałem, że się w nocy kłócił z mamą. Leon już wtedy chciał wyjechać, ale mama nie chciała. Gdyby wtedy wyjechali to bym musiał jechać z nimi.

Masz rację Jacku, to był chory układ. Nawet nie wiesz  jak byłem szczęśliwy, że nie chciałeś razem z nimi jechać. Byli urażeni, obrażeni, Leon zrobił mi awanturę, że to moja krecia robota. Powiedziałem mu wtedy, że to nie moja krecia robota, tylko moja  durnota, że Zośce dzieciaka zrobiłem bo wlazła mi do łóżka, a była moją pierwszą kobietą. Ja jej nie podrywałem, to ona mi wlazła do łóżka i w pięć minut było po wszystkim. 

Wtedy wszyscy mieszkaliśmy w wolnostojącym domu, twoi dziadkowie w jednej części domu,gdzie była ich sypialnia, pokój gościnny salon, łazienka, Leon  i ja w drugiej, tzw. "kuchennej" częśći,po drugiej stronie korytarza, gdzie były dwa pokoje, kuchnia,łazienka  i pokój zwany spiżarnią. A że chałupa była parterowa to z wejściem przez okno nie było problemu, często obaj korzystaliśmy z tego sposobu by z domu nocą niepostrzeżenie wyciec  i tą samą drogą do niego wrócić. Nie wiem tylko, czy to był pomysł Zochy czy Leona. Podejrzewam, że Leona, był bardzo pomysłowym człowiekiem.  Poza tym był maniakiem osobliwie pojętej sprawiedliwości- musieliśmy mieć zawsze to samo - identyczne zabawki, takie same kary i nagrody, więc kiedy mi Zocha wlazła do łóżka jedyne co pomyślałem to nie o konsekwencjach, tylko o tym, że to swego rodzaju prezent od Leona- wiedziałem, że ona niemal co noc jest u niego w pokoju, bo mówiliśmy sobie wszystko. Bo jak mówił Leon - musimy trzymać wspólny front. Mnie dość długo nie  wpadło do głowy, że ta  ciąża Zochy jest za moją przyczyną. Dowiedziałem się tego od Zochy, gdy  miałeś Jacku chyba już 6 lub 7 lat. Ze trzy dni chodziłem z lekka nieprzytomny z wrażenia, potem miałem ochotę zarżnąć Leona, potem musiałem to z nim wyjaśnić i niewiele  brakowało byśmy się pozabijali. Szczerze mówiąc wcale nie tęsknię za Leonem i Zochą. Zawsze uważałem, że skoro tak Zochę kochał to powinien był się z nią ożenić wbrew woli swoich rodziców. Oczywiście wtedy nie miałby żadnej pomocy finansowej z ich strony. Właśnie z tego powodu tłukliśmy się wtedy obrzucając się wielce niewybrednymi epitetami. Zocha na nasz widok mało nie zemdlała. Gdy już dla własnej frajdy studiowałem psychologię starałem się pozbyć nienawiści do Leona i Zochy a skupić się tylko na tym, by cała ta sytuacja nie odbiła się na tobie. Oczywiście Leon był wściekły, że ojciec mi finansuje drugi fakultet a on już pracuje, bo to zaburzało jego pojęcie sprawiedliwości. A przecież gdy się ożenił ojciec go nadal utrzymywał, dzięki czemu ukończył studia. Zocha zajmowała się dzieckiem i gotowaniem dla wszystkich.

Chcę wam tylko jeszcze powiedzieć - primo - kocham Jacka, i tak samo kocham też Martę - jesteście cudowną parą i jestem szczęśliwy, że mogę mieszkać z wami.  Secundo - mówcie mi nadal po imieniu, to mnie odmładza. Poza tym - koszty wszelakich remontów w mieszkaniu biorę na siebie- naprawdę mam na to przeznaczony fundusz. Myślałem też o tym, że może  zamiast ładować pieniądze tu w remont kupić dom na którymś z osiedli jednorodzinnych. Domek o powierzchni 360 metrów mieści się w moich możliwościach finansowych.  Teraz sporo się takich osiedli buduje. I mam jeszcze marzenie by sądownie stwierdzić, że Jacek jest moim synem. O tym już zacząłem rozmawiać ze znajomym prawnikiem. Myślę, że to będzie sprawiedliwy podział - Leon będzie miał nadal swą ukochaną Zochę a ja  - wreszcie  oficjalnie swojego syna.

                                                                   c.d.n.


poniedziałek, 10 maja 2021

Każdy na coś czeka - 5

W dniu, w którym Marta pracowała po południu pojechali rano do USC złożyć swe dokumenty. Oczywiście Jacek nie wytrzymał i podyskutował z urzędniczką na temat tego "dziwnego przepisu" zmuszającego chętnych by czekali aż 30 dni by prawomocnie  zostać mężem i żoną. Marta i urzędniczka wymieniły ze sobą spojrzenia, z których jasno wynikało, że obie uważają płeć brzydką za nieco upośledzoną umysłowo, a pani za biurkiem zapewniła Jacka, że być może kiedyś ktoś wymyśli szybką i bezbłędną metodę rozpoznawania kto ze składających dokumenty może zaraz wziąć ślub. Została tylko kwestia  świadków, a jedyny wymóg był taki, że muszą to być osoby pełnoletnie i rozumiejące język polski. 

Marta stwierdziła, że na pewno jednym ze świadków może być Kamil- bez trudu wystoi te 10 minut  przy biurku urzędniczki. Poza tym ten fakt zmobilizuje Kamila do zajęcia się swym biodrem, a ona już rozmawiała z koleżanką, której mąż jest rehabilitantem i on gotów jest przyjechać do domu i w domu nieco podciągnąć ruchowo Kamila. Bo może  wcale nie jest konieczne implantowanie tego stawu a  tylko i wyłącznie rehabilitacja, więc może uda się Kamila skierować na turnus rehabilitacyjny. Bo z tego co ona widzi, to Kamil nie ma zielonego pojęcia jak się z tym swoim biodrem obchodzić. A poza tym niech Jacek załatwi  od lekarza skierowanie na Rtg tego biodra, zdjęcie zrobi się prywatnie, a ona już dalej pociągnie tę sprawę. No i ta koleżanka,  której mąż jest rehabilitantem będzie drugim świadkiem.

A myślisz,  że Kamil się na to wszystko zgodzi? - martwił się Jacek. Zgodzi się, bo to ty będziesz go namawiał na te wszystkie innowacje, a nawet jeśli nie jesteś jego wytworem to kocha cię tak, jakbyś nim był. Wiesz - jedna panienka i dwóch braci jednocześnie do niej uderzających - wszystko jest możliwe.To przecież  całkiem normalne, że często nim się ktoś ożeni ma kilka wcześniejszych krótkich romansów. Przed tobą był ktoś (byłam wszak mężatką), przede mną też ktoś był, ta co chciała do Kanady jechać, a jednak to my się pobierzemy. Mało jest takich małżeństw, w których oboje są dla siebie tymi pierwszymi partnerami. 

Jacek długo milczał - Kamil był z nami odkąd tylko coś pamiętam. I to zawsze on miał do mnie więcej cierpliwości, to on mi tłumaczył świat. Nawet gdy nie mieszkaliśmy wszyscy razem to on bywał u nas niemal codziennie. Z jednej strony chciałbym wiedzieć jak było naprawdę a z drugiej - nie wiem czy warto tak wszystko wiedzieć. Marta objęła go, mocno przytuliła i powiedziała - wiele  spraw trzeba pozostawić swemu biegowi - jeśli ma ta prawda wyjść na wierzch bo wyniknie z tego wtedy coś dobrego - to kiedyś wyjdzie. 

Wiesz, na prowincji, a przecież głównie tam mieszkałam, przeważnie żyją w  jednym mieszkaniu dwa pokolenia i jak dla mnie, to mieszkanie z Kamilem jest fajne. Moi rodzice  mieszkali z rodzicami mamy aż do ich śmierci. 

Martuniu, a dlaczego nie chcesz widzieć swych rodziców na naszym ślubie? Bo oni dobrze wiedzieli, że mój były mąż leczył się psychiatrycznie a mimo tego wydali mnie za niego. Dobrze wiedzieli, że gdybym o tym wcześniej wiedziała to nawet słowa bym z tym człowiekiem nie zamieniła. Przecież gdybym ich tu zaprosiła to zaraz by tu w gościnę pół miasteczka  się zwalało, łącznie  z moimi byłymi teściami, bo się przecież znali  i przyjaźnili. Może po ślubie  pojedziemy na jeden dzień do moich rodziców, oczywiście bez noclegu, ale jak na razie nie mam na to ochoty. 

Nie mieszkałeś nigdy na prowincji, więc nie wiesz jak tam jest. Ja wiem, więc się do wizyty tam nie palę. Uciekłam stamtąd i dzięki temu, że raz mieli moi rodzice przebłysk zdrowego rozsądku i nie wniosłam spadku po  babci do wspólnoty małżeńskiej mogłam sobie kupić mieszkanie i je jako tako umeblować. Oj, wcale nie jako tako, masz bardzo ładnie zrobioną kuchnię i taką bardzo dziewczyńską sypialnię- ta twoja  toaletka jest superancka. 

No popatrz, a ja wszystkie meble mam z komisu meblowego. Tak się zaprzyjaźniłam ze sprzedawcami w komisie, że mi nawet powymieniali drzwiczki w meblach kuchennych na jednakowe, bo tak na początku to każda szafka była z innej parafii. No popatrz, ja nawet nie wiedziałem, że istnieje coś takiego w tym mieście  jak komis meblowy- zdziwił się Jacek. 

Ja znam dwa- jeden całkiem fajny, drugi taki sobie. Ale odkryłam też sklep meblowy, poprzez który można sobie  zamówić u producenta modele produkowanych u nich mebli na wymiar pasujący do posiadanego wnętrza. Oczywiście  kolor okładziny również można sobie wybrać a z reguły mają zawsze niezły wybór. Nie zdążyłam tylko umeblować jeszcze porządnie tego większego pokoju. Mam na to pieniądze, tylko ciągle jeszcze nie sprecyzowałam jakbym chciała mieć  urządzony ten pokój. Kusiły mnie tzw. "żyjące  ściany", ale one wyglądają dobrze w większym metrażu, bo powinny to być ciemne meble na  tak zwany "wysoki połysk", no a ja, jak na złość, za takimi nie przepadam. No a teraz, skoro ma iść pod wynajem,  to może zostać taki nijaki- niemal pusty. Możemy, a właściwie powinniśmy zabrać  stamtąd książki. 

No a skoro będziemy tu mieszkać to pomyślimy w trójkę jak sobie tu wykombinować przestrzeń przyjazną dla nas wszystkich. Może faktycznie powinniście się zamienić z Kamilem sypialniami, bo w "dużej"   łazience nie ma kabiny, tylko jest wanna i ty musisz pomagać Kamilowi gdy ma do niej wejść. I albo trzeba zlikwidować tę wannę, albo na niej zamontować dla niego ułatwienie. Jedno jest teraz priorytetem - Rtg tego jego biodra, opinia lekarza i podciągnięcie jego sprawności fizycznej. Ja to bym w tej większej łazience zlikwidowała wannę i zamontowała większą kabinę, koniecznie z jakimś stołeczkiem. Do tej małej kabiny to bym wstawiła też jakiś plastikowy taboret. Coś mi się widzi, że czekają nas wyprawy do OBI, Praktikera i innych tego typu sklepów. No a wpierw wszystko rozrysujemy, zwymiarujemy i dopiero będziemy bawić się w wyszukiwanie właściwego wyposażenia. I  chyba sam rozumiesz, że w tym wszystkim będę miała udział finansowy.

Jacek prezentował lekki wytrzeszcz oczu, w końcu powiedział- nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ty pracujesz w niewłaściwym miejscu - powinnaś pracować  w jakiejś firmie projektującej wnętrza- jesteś w te klocki wprost rewelacyjna! O Boże -westchnęła Marta - a ja myślałam po ostatniej nocy że to "w te łóżkowe klocki" jestem rewelacyjna. Czyżby się coś zmieniło?- śmiała się Marta. Martuniu, nie łap mnie za słówka, ty jesteś rewelacyjna we wszystkim i jeszcze trochę a wpadnę w kompleksy. A co do twego udziału finansowego - dopiero po ślubie.

Jacusiu, a wiesz jak to jest z grą na którymkolwiek instrumencie? Nawet najlepszy instrument sam nie zagra pięknie, potrzebny jest do tego wirtuoz, wiesz? Kochany, a wpadniesz dziś po mnie do pracy? Wychodzę dziś dopiero o siódmej wieczorem. I nie zapomnij, że obiad macie gotowy w lodówce, nie musisz dziś nic gotować, wystarczy podgrzać. No pewnie, że po ciebie wpadnę, samochodem będę.

Wieczorem gdy już wszyscy zjedli,  Jacek zaczął od tego, że poprosił Kamila by ten był świadkiem na ich ślubie. Kamil stwierdził, że to dla niego niewątpliwie zaszczyt, ale on, kaleka nie nadaje się do tego. Nawet nie wiedział jak się cudownie Marcie "podłożył". Dowiedział się, że kaleką to sam siebie robi, bo z tego co ona wie, to nigdy nie był na porządnej rehabilitacji i być może, że wcale żaden implant nie jest potrzebny ale dobra rehabilitacja. I że w takim razie zaczną od Rtg tego stawu, wizyty u dobrego ortopedy, ale wyniki może dać tylko jego ciężka praca, czyli rehabilitacja- oczywiście na początek z fizjoterapeutą, może uda się z czasem załatwić mu turnus rehabilitacyjny, ale i tak do końca życia będzie musiał ćwiczyć, bo każdy staw jest chroniony odpowiednią grupą mięśni i te mięśnie trzeba zmusić do pracy, by wykonywały swoje zadanie. Wyciągnęła z torebki kilka  skserowanych kartek z  poglądowymi rysunkami stawu biodrowego, zaznaczonymi i nazwanymi mięśniami, które się tu znajdują. Kamil i   Jacek wpatrywali się w Martę tak jakby właśnie przyleciała z Kosmosu i skórę miała w kolorze błękitnym, zmieniającym się chwilami w zieleń.  Jacek się wreszcie ocknął i przypomniał sobie, że przecież miał nalegać na Kamila, by ten poddał się badaniom i rehabilitacji.   Tłumaczył Kamilowi, że Marta ma "odpowiednie dojścia" i na początek fizjoterapeuta będzie przyjeżdżał do Kamila do domu, a potem gdy się stan poprawi zapewne będzie sam dreptał na rehabilitację, bo w przychodni na ich osiedlu też jest rehabilitacja.   Poza tym jeśli trzeba będzie jeździć gdzieś dalej, to podwiezie go albo Jacek albo Marta. A Marta dodała- tylko nie myśl, że jak ci się poprawi, to będziesz mieszkał sam- na to nie licz, musimy mieć ciebie cały czas na oku.  Bo my oboje nauczymy się jakie masz ćwiczenia wykonywać i w jaki sposób i będziemy ciebie pilnować byś to wszystko wykonywał.   Bo gdy wszystko opanujesz to pół godziny dziennie ćwiczeń wystarczy.Ważne by je wykonywać codziennie, a nie od przypadku do przypadku. A jutro wieczorem omówimy sobie we trójkę jak trochę przemeblować to nasze wspólne mieszkanie, więc pomyśl dziś nad tym.   A teraz na odprężenie możemy zjeść lody, o ile jeszcze żaden z was nie odkrył, że są w zamrażarce.   Oj, to dobry pomysł, ucieszył się znany lodożerca Jacek. Ale ja tam nie widziałem lodów - stwierdził. Marta stanęła przy zamrażarce tak by zasłonić zawartość szuflady i wyciągnęła pudełko z lodami. Nie powiedziała, że było owinięte papierem z naklejką "schab".   Ojej, zdziwił się Jacek, ja ich nie widziałem.  Bo były spodem pudełka do góry- skłamała Marta.  

W godzinę później Kamil stwierdził, że jego zdaniem powinien się zamienić z młodymi na sypialnię, na co Marta i Jacek stwierdzili, że to dobry pomysł, ale wpierw zakupią w sklepie ze sprzętem rehabilitacyjnym stołek do kabiny. A w tej drugiej łazience zlikwidują wannę i też  zainstalują kabinę i oddzielą WC jakąś ścianką, może kupią ekran z matowego plexiglasu, mocowany  w ramach. No i zrobią kabinę większą, żeby w razie czego mógł się w niej kąpać ktoś wymagający pomocy drugiej osoby.   Ale przeróbkę większej łazienki to zrobią, gdy Marta będzie mogła być ze 3 dni  pod rząd w domu.  No ale przecież ja będę cały czas w domu- zauważył Kamil. No to dobrze, ale ja nie zostawiam nigdy facetów samych z tym co mają przerobić -facetów to trzeba pilnować, inaczej zawsze coś spartaczą- stwierdziła Marta. Jeśli u mnie  coś robią to ja cały czas patrzę im na ręce. A mina Jacka wyraźnie mówiła - to ekonom a nie ekonomistka!

                                                                  c.d.n.

niedziela, 9 maja 2021

Każdy na coś czeka - 4

Empik, do którego tym razem pojechali był w budynku dużej galerii handlowej. Trzy piętra wszelakich sklepów plus hala z artykułami spożywczymi. Nim zaczęli zakupy Jacek zaproponował by zaczęli od kawiarni, bo muszą pilnie jeszcze  kilka spraw razem omówić. A ja myślałam, że skoro ja cię kocham i ty kochasz mnie to już jest wszystko jasne - zakpiła Marta- a tu się okazuje, że nie wszystko. No dobrze, chodźmy na tę kawę, ale ja bym do niej wzięła torcik czekoladowy, tu mają całkiem dobry, mocno czekoladowy i mało słodki. Dobrze kochanie- zgodził się Jacek- ja też wezmę, skoro mówisz, że mocno czekoladowy i nie słodki.  

Gdy już siedzieli przy stoliku Jacek stwierdził, że nie wie jak wyglądają współcześnie oświadczyny, ale jedno jest pewne- on kocha Martę i marzy by ona chciała z nim być na zawsze. I sądzi, że jednak instytucja małżeństwa, jeśli naprawdę ludzie się kochają, nie jest  złym rozwiązaniem. On osobiście sądzi, że im wystarczy ślub cywilny, ale jeśli ona chce to może być i kościelny. No to dobrze - stwierdziła- że tobie wystarczy ślub cywilny, bo kościelny to już raz zaliczyłam, drugiego nie dadzą. No to super - ucieszył się Jacek. Mam gorącą prośbę - mieszkajmy nadal w tym mieszkaniu, w którym mieszkam, razem z moim stryjem- nie mogę go zostawić samego dopóki nie uda mi się go jednak wyprawić na implantowanie stawu biodrowego i doprowadzić do stanu, że nie będzie tak bardzo zależny od innych. Kocham go tak jakby był moim ojcem, zresztą - cholera wie - może i nim jest- nie mam pojęcia. W każdej plotce jest ponoć ziarno prawdy. Jak widziałaś mieszkanie duże, a on nie jest męczącym facetem. Popatrzymy dziś u nas, co można zmienić w chatynie, by było nam w niej wygodnie. Jak znam życie i stryja to zaraz powie, że on się przeniesie do tej mojej sypialni, tylko zmieni to łóżko na swoje.

A jeśli będziesz mieszkać  ze mną tu, to twoje mieszkanie możemy wynająć, żeby nie generowało kosztów. I pomyśl kochanie nad terminem ślubu. Jest jeszcze jedna sprawa - dziecko. Czyje dziecko? zrobiłeś byłej dziecko? Jacek zaczął  się śmiać- nie, nie zrobiłem, idzie o ewentualne nasze dziecko. Sama powiedziałaś, że musimy o wszystkim rozmawiać, no więc rozmawiam. Bo tak naprawdę to nie umiem w tej chwili ocenić czy jestem zainteresowany posiadaniem dziecka. Ja też nie wiem czy chcę być matką - stwierdziła Marta.  Może za jakiś czas dojdziemy razem do wniosku, że to dobry pomysł, ale na dzień dzisiejszy to nie marzę o jakimś wrzeszczącym zawiniątku.  Na razie to jestem szczęśliwa, że jesteś ty, że cię kocham, że ty mnie kochasz, że będziemy razem. To już i tak dużo wrażeń na raz, jak dla mnie. 

Jacek, ja na pewno nie powiadomię moich rodziców o tym, że biorę ślub i ich na niego nie zaproszę. Po ślubie mogę im tylko wysłać nasze  zdjęcie  ślubne, ale adresu i tak im nie podam. No i fajnie, rozumiem. Moi pewnie też nie przyjadą z tej okazji z Kanady, więc też raczej tylko wyślę im po fakcie zdjęcie i informację, że się ożeniłem z miłością mego życia. To teraz możemy zjechać na  parter do jubilera - chcę byś ty wybrała dla nas obrączki. Wiesz, taki nieco staromodny jestem i chcę być zaobrączkowany. Nie mów - ty i staromodny? A uprawiasz taki nowoczesny kierunek na polibudzie.  A ty skąd wiesz, czym się zajmuję? Jestem specem od wyszukiwania informacji- śmiała się Marta. I jeśli skoczysz gdzieś w bok, już po 10 minutach będę o tym wiedziała. Co prawda nie wiedziałam, że masz samochód. Małe niedopatrzenie. To gdzie ty pracujesz? - zaniepokoił się Jacek. W biurze podróży ORBIS- przecież ci mówiłam kiedyś. A ty mi kiedyś powiedziałeś , w którym gmachu  Politechniki pracujesz, a ja jeszcze czytać   umiem, a do tego interesowałeś mnie, więc sobie sprawdziłam  jakie tam są wydziały. Po prostu zawsze słucham co do mnie mówisz, zresztą zawsze słuchałam. Ja wiem, że czasem robię wrażenie jakbym do trzech nie potrafiła zliczyć, choć tak naprawdę to nawet do stu policzę. Stali przed wystawą sklepu jubilera i Jacek zapytał- a o czym teraz myślisz? O niczym specjalnym - o tym, że nie lubię kolczyków i nigdy sobie uszu nie przekłuję. A tak od chwili gdy się dziś ubrałam myślę o tym, że ogromnie cię kocham i że boję się, że to tylko sen, że ty mnie kochasz. Nie sen, uwielbiam cię, nie tylko kocham, chodź, wybierzesz obrączki.  Gdy podeszli do lady sprzedawczyni wychodziła niemal ze skóry by namówić ich na obrączki  "modne", czyli z białego złota z brylancikami, ale Marta stwierdziła, że wcale się jej one nie podobają. Okazało się, że zgodnie z obowiązującą modą musi być brylancik, jeśli nie w obu obrączkach to przynajmniej w tej  damskiej. A dlaczego nie chcesz z brylancikiem? dopytywał się Jacek. Bo są mało praktyczne - nie będę nosiła obrączki, którą muszę co i rusz zdejmować bo mi się zniszczy. Jak nie ma to nie ma problemu - zamówimy u jubilera prywatnego. Każdy w ciągu  miesiąca  zdąży zrobić  zwykłą , gładką złotą obrączkę. Jacek był wyraźnie nieszczęśliwy gdy wychodzili ze sklepu bez obrączek. Pokręcili się jeszcze po galerii i pojechali do mieszkania Marty.

Martuniu, a dlaczego powiedziałaś, że w ciągu miesiąca nam zrobią te obrączki - jak się ktoś przyłoży to może je zrobić  góra w tydzień- tłumaczył jej w drodze. Kochanie, ale jeśli nawet ktoś je zrobi w tydzień to i tak  ślubu nam udzielą dopiero w 30 dni od chwili złożenia naszych dokumentów. Jacek był zdziwiony i zdruzgotany tą wiadomością. Był pewien, że wystarczy złożyć dokumenty i wybrać sobie termin ślubu. Ale wytłumacz mi, dlaczego muszę czekać te 30 dni by się ożenić z tobą?  Bo podobno tyle dni władze wyznaczyły by kandydaci na małżonków zdali sobie sprawę z tego, że będą małżonkami. Podobno bardzo wiele osób rezygnuje w tym czasie i wycofuje papiery, bo się rozmyślili. To proste Jacusiu - składasz papiery pod wpływem impulsu bo ci się jakaś lala spodobała, bo akurat gdy ją poznałeś byłeś przytruty lub na gigant kacu. Za kilka dni mija ci stan nieważkości i zwoje mózgowe zaczynają pracować a tu klops- lala ci siedzi na głowie boś się ożenił. A okazuje się  ponadto, że ta lala ani ładna, ani bogata, ani mądra, więc musisz teraz się rozwodzić i sądowi głowę zawracać. A tak to w stanie  nieważkości i bezmyślności składasz dokumenty, za kilka dni  wracasz do stanu normalności, widzisz, że lala nie taka jak ci się zdawało .... wycofujesz  dokumenty- ślubu niet. Podobno regularnie 20% składających papiery wycofuje  je przed wyznaczoną datą ślubu. Nie miałem o tym pojęcia - stwierdził  Jacek. No to teraz  masz- podsumowała Marta. Jacek obejrzał mieszkanie i stwierdził, że ono jest idealne pod wynajem. Marta w tym czasie pakowała swoje rzeczy. W pewnej chwili podeszła do Jacka - popatrz Jacek - mam stare, jeszcze przedwojenne obrączki moich dziadków. Daj rękę - przymierzymy - no właściwie jest dobra, może tylko odrobinę trzeba ją rozciągnąć, ta po babci dla mnie jest idealna rozmiarowo. No i zobacz- mamy obrączki i to z bardzo dobrego złota. Oddamy do jubilera prywatnego żeby usunął to co jest wygrawerowane i wygrawerował nasze imiona i datę naszego ślubu. Dopasowanie, usunięcie starego grawerunku, wpisanie naszych imion zrobimy przed ślubem, a po ślubie dodamy, albo nie- datę naszego ślubu. No ale obrączki to przecież załatwia mężczyzna - protestował Jacek. Najdroższy, dostatecznie dużo wydasz na dopasowanie obrączek, usunięcie napisów i zrobienie nowych. Ręczę ci, że poczujesz się usatysfakcjonowany tymi wydatkami. Usługi jubilerskie  są naprawdę drogie. Podobają ci się? Według mnie nie są za szerokie ani nie za cienkie. Popatrz, są z 1916 roku! Pomyśl kochanie - nosząc je przywrócimy im życie. Jacek szybko chwycił ją w objęcia i całując szeptał - jesteś cudowną, mądrą czarodziejką, kocham cię ogromnie. 

Jacek, musimy wracać, trzeba obiad zrobić no i wreszcie zakupy rozpakować. Kochany, wyjmij wszystko co jest w zamrażarce i co jeszcze jadalne w lodówce i włóż proszę do termo torby. Ja jeszcze muszę wziąć kilka rzeczy z łazienki i apteczki. Z apteczki? a co tam masz? Chodź ze mną, to zobaczysz- między innymi  mam tu maść na ten twój bolący nadgarstek, ooo, mam nawet dwa różne smarowidła. Obydwa naprawdę dobre. Jedno jest oryginalne chińskie smarowidło, extra na ból głowy, a ta arnika na ten twój nadgarstek.Weźmiemy też żel żywokostowy, ponoć świetny na kostne kontuzje.

Czy zauważyłeś jak mało tym razem wzięliśmy książek w Empiku? Zaczynam podejrzewać, że coraz rzadziej będziemy kupować akurat tam, mamy bliżej kilka księgarni. Najbliższą kilka domów od nas dalej. Jacuś, a dasz mi kiedyś poprowadzić samochód? A masz prawo jazdy? Mam, ale dawno nie prowadziłam, w Warszawie zwłaszcza. No oczywiście , że ci dam, zobaczę jak to jest być wożonym przez kobietę. Martuniu, przez ciebie jestem w stanie ciągłego zadziwienia - żadnej kobiety jeszcze tak nie kochałem, z żadną nie miałem takich przeżyć jak z tobą tej nocy, żadnej tak nie pożądałem, żadna nie zadziwiała mnie tak jak ty swą życiową mądrością. Marta chwilę milczała -  to żadna moja zasługa ani nadzwyczajność, to miłość sprawia, że inaczej patrzymy na świat i nagle dostrzegamy lepiej i dokładniej to co nas otacza. Ja tylko nauczyłam się mówić o tym co dostrzegam, co czuję, co myślę. I wiesz? dobrze, że już jedziemy do domu, że miejsce, w którym będziemy razem postrzegam jako dom.

Wspólne robienie obiadu przebiegało błyskawicznie, bo jak powiedziała Marta - co cztery ręce to nie tylko dwie. Przy obiedzie Jacek powiedział stryjkowi, że oświadczył się Marcie, ale nie tak typowo z bukietem i z przyklękiem. I że byli w sklepie  jubilerskim i nic się tam Marcie nie podobało i będą mieli obrączki złote po jej dziadkach, bo Marta uznała, że nosząc je oni dadzą im drugie życie. I to tłumaczenie jakoś tak bardzo spodobało się Jackowi. Masz Jacuniu naprawdę dużo szczęścia bo trafiłeś na bardzo mądrą a do tego dobrą kobietę, więc pamiętaj, że musisz to doceniać. I ze trzy razy dziennie dziękuj losowi, że skrzyżował wasze drogi. To kiedy złożycie swoje papiery w urzędzie stanu cywilnego? 

No to już wiem, czego jeszcze nie zabrałam ze swego mieszkania - zaśmiała się Marta- metryki urodzenia i aktu rozwodu. I jest jeszcze jedna sprawa do omówienia- chciałabym wyłączyć swoje mieszkanie ze wspólnoty majątkowej, ale po ślubie zrobić Jacka notarialnie moim spadkobiercą. Co o tym sądzisz Jacusiu?  Oczywiście to jest  jasne, mądre, zrozumiałe. Ja to samo zrobię ze swoim mieszkaniem. A gdy będę zmieniał samochód to zrobię dowód zakupu na  dwie osoby, na Martę i na  siebie. A po twoje dokumenty wpadniemy jutro. A jeśli będzie pogoda to może pojedziemy gdzieś w trójkę? Weźmiemy dla stryjka jego składany fotelik a dla nas turystyczne poduchy i koc. A co wam będę życie uprzykrzał - certował się stryjek. A czy ja zwracając się do pana mogę dodawać pana imię? Stryjek łypnął okiem na Jacka i powiedział - wchodzisz dziewczyno do rodziny, to pominiemy te rzeczowniki pan, pani i zostaniemy tylko przy imionach- ja jestem od dziś tylko Kamil -zgadzacie się oboje? Marta przywołała na twarz swój najpiękniejszy zdaniem Jacka uśmiech i powiedziała- czuję się zaszczycona. A ja też mogę ci mówić po imieniu?- dopytywał się Jacek. No jasne, jestem sprawiedliwym człowiekiem.

Następnego dnia, czyli w niedzielę pojechali w trójkę nad rozlewisko Wisły. Rozłożyli się tak by móc spoglądać na wodę i na zalesioną łachę na Wiśle. Po dwóch godzinach  słuchania  bzykania owadów mieli dosyć i Marta wymyśliła, że mogą pojechać do Wilanowa, bo jest tam kilka kawiarni na świeżym powietrzu - wypiją kawę , zjedzą lody oganiając się od os, potem pojadą do mieszkania Marty i zabiorą wszystkie dokumenty, a do niej do mieszkania to może też wejść Kamil, bo staną przy samej bramie, Marta wysiądzie z Kamilem, wolniutko podejdą pod bramę, zaczekają na Jacka, który w tym czasie zaparkuje i pojadą windą do mieszkania  Marty. Ale jak to w życiu - skończyło się na tym, że Jacek i Kamil zostali w samochodzie a na górę Marta pojechała sama. Wygarnęła ze swego biurka wszystkie dokumenty jakie tam były, władowała je do solidnej siatki na zakupy, sprawdziła czy wszystko w domu jest pozamykane i pozakręcane i zjechała na dół.

Kamil był zadowolony, że dał się namówić na tę wyprawę a Marta zaczęła od tego dnia coraz częściej nalegać na Kamila i na Jacka, by zająć się tym stawem biodrowym, czyli wyszukać dobrego ortopedę i pokazać mu biodro Kamila.

                                                                       c.d.n.

Każdy na coś czeka- 3

 Według Marty lazania była pyszna, chwaliła, że pomidory w sałatce były pozbawione skóry i bardzo lekko doprawione  ziołami. Jacek wewnętrznie promieniał a najmilszą nagrodą była uśmiechnięta buzia Marty. Po kolacji stryjek oświadczył, że zaraz idzie oglądać jakiś film i jeśli ktoś ma ochotę to  wystarczy przejść do drugiego pokoju. Marta  pomogła Jackowi posprzątać po kolacji, ale cała pomoc sprowadziła się głównie do tego, że była w kuchni gdy on zmywał.

Gdy już opuścili kuchenne progi i przeszli do pokoju Jacka, ten poprosił by Marta wybrała coś do posłuchania, to na co ma ochotę. Ojej-zdziwiła się - ależ ty masz tych  CD! Muszę chwilę popatrzeć, bo tyle tu tego, że tracę rozeznanie. 

Po chwili wybrała komplet koncertów skrzypcowych Paganiniego i komplet koncertów Vivaldiego na wiolonczelę. Wpierw włączyła compact  z nagraniami Vivaldiego. Gdy już sączyła się cicha muzyka powiedziała - chciałabym jeszcze coś więcej o tobie  wiedzieć i częściej się z tobą spotykać. Mówisz poważnie? - spytał nieco zaskoczony a jednocześnie  zadowolony Jacek, biorąc ją za rękę. Bo prawdę mówiąc od dawna marzy mi się, właśnie taka sytuacja - ty i ja, nie tylko raz na jakiś czas na konkretnej imprezie, ale właśnie choćby tak jak teraz - siedzimy razem i słuchamy muzyki, ale nie w filharmonii ale w domu. Ty i ja przy jednym stole, ty i ja na spacerze, ty i ja na zakupach, ty i ja mówiący sobie jak minął dzień w tym czasie  gdy nie byliśmy razem.  Znamy się dwa lata, ale miałem wrażenie, że wcale ci się nie podobam i nie interesuję cię jako facet na co dzień, co najwyżej na zasadzie "na bezrybiu i rak ryba". Teraz wiem, że przeszłaś wielką traumę, ale chcę zawalczyć z tobą o twoje uczucia do mnie. Bo się w tobie zakochałem i wiem, że to prawdziwe uczucie a nie iluzja. Nie jestem z natury podrywaczem, nie umiem prawić komplementów, to raczej ja bywałem podrywany. Twoja "poprzedniczka"  rzuciła mnie w chwili, gdy dowiedziała się, że nie mam najmniejszego zamiaru wyemigrować do Kanady. Oświeciło mnie wtedy, że to nie ja ją interesowałem ale emigracja. To było ze dwa miesiące wcześniej nim się spotkaliśmy po raz pierwszy  Empiku.

Wtedy w Empiku uwiódł mnie twój uśmiech -uśmiechnęłaś się tak cudnie gdy razem sięgnęliśmy po tę samą książkę. Co tydzień , niczym nastoletni smarkacz latałem do Empiku w nadziei, że cię spotkam. I jednak opłaciło się - po roku znów się spotkaliśmy i zaczęliśmy rozmawiać. A pomiędzy naszymi spotkaniami mordowałem się pisaniem doktoratu.

A nie zauważyłeś, że ja się też ucieszyłam wtedy z naszego spotkania? Jacek uśmiechnął się - wtedy też się tak pięknie uśmiechnęłaś, ale wziąłem to za przejaw twej wrodzonej uprzejmości.

Marta ukucnęła na wprost Jacka siedzącego na sofie, wyciągnęła w górę rękę i ustawiła sobie twarz Jacka na wprost swojej twarzy- nie uśmiechała się uroczo, była szalenie poważna. Posłuchaj mnie chwilę uważnie - ja naprawdę chcę byśmy się dobrze poznali wzajemnie, więc przyjmijmy od dziś nową zasadę - mówienie sobie wzajemnie tego wszystkiego co chcemy sobie wzajemnie dać, co do siebie czujemy, czego się boimy,  czego nie lubimy, o czym marzymy. Bo to jest jedyny dobry sposób uniknięcia jakichś pomyłek bo coś się  źle zinterpretowało.

To, że się nie uśmiecham w danym momencie wcale nie znaczy, że o swoim rozmówcy nie myślę ciepło, a mój rzekomo piękny uśmiech może mi się przydarzyć nawet wtedy gdy mam ochotę rozmówcę zamordować. I dlatego trzeba ze sobą rozmawiać, mówić o tym co się czuje, czego się oczekuje a na co nie chcemy się zgodzić.

Odwaliłam naprawdę sporą pracę by się pozbierać po tamtym małżeństwie. Psychoterapia nauczyła mnie trzeźwego myślenia, analizowania tego co się we mnie dzieje i, co czasem jest trudne - werbalizowania własnych myśli. Nie zostawiajmy partnerowi domyślania się tego co nam się w głowie kołacze, marzy lub sprawia nam ból lub rodzi w nas lęk.

Jesteś pierwszym i jedynym mężczyzną z którym zaczęłam się spotykać od chwili ucieczki od męża. I, podobnie  jak ty myślałam, że wcale ci się nie podobam, że może w pewien sposób narzuciłam ci swoje towarzystwo. A ty jako szarmancki facet nie bardzo umiesz się mnie pozbyć i dlatego nadal się ze mną spotykasz.

Jacek delikatnie, ale dość stanowczo przyciągnął ją do siebie  i posadził na swoich kolanach - posłuchaj-ześwirowałem na twoim punkcie i to na całej linii- chcę być z tobą, nocą o tobie śnię, w dzień za tobą tęsknię. Nie podejrzewałem, że w moim wieku będę zakochany jak małolat. Wczoraj i dziś nawet jednego zdania nie napisałem w pracy- dobrze,  że mam własny pokój i mogę się zamknąć od środka. Gapiłem się w okno wyrzucając sobie, że nie zrobiłem ci nigdy zdjęcia na które mógłbym zerknąć gdy cię nie ma w pobliżu i dumając nad tym co mam zrobić byś mnie pokochała. I byśmy jednak zostali małżeństwem, chociaż ty nikomu nie polecasz tej rozrywki. 

Marta przytuliła się do niego - niewiele będziesz miał w tej materii do zrobienia. Bądź po prostu sobą, miłość przychodzi sama. Jacusiu, zobacz, już północ dochodzi, muszę już iść do domu. Nie musisz, tu są cztery pokoje, w każdym mebel nadający się do spania. Dam ci moją bluzę, będzie ci sięgała do kolan a może nawet za kolana. A rękawy złożymy prawie na pół. A skoro tu przenocujesz to jeszcze możemy trochę razem posiedzieć. Cudownie jest móc cię przytulać, głaskać, całować. Masz takie ładne, zgrabne rączki, muszę wycałować wszystkie twoje paluszki. Ty to chyba w dziecięcych rękawiczkach możesz chodzić. Jacek, nie mieszkasz tu sam, co na niespodziewaną lokatorkę powie twój stryj?  

Wiem co pomyśli- bo nic nie powie, ale pomyśli - nareszcie ten nieśmiały dureń jest szczęśliwy. On wie, że cię kocham. Był bardzo ciekawy jaka jesteś. I wiem, że mu się spodobałaś, nie tylko pod względem urody, ale spodobało mu się twoje wnętrze. Gdyby było inaczej nie uciekłby zaraz po kolacji przed telewizor, byśmy się czuli swobodnie. Ta, która liczyła na wyjazd do Kanady była tu dwa razy- pierwszy i ostatni zarazem. Ale wierz mi, już po 15 minutach jej obecności wiedziałem, że ona się jemu nie podoba, że jego zdaniem nie pasuje do mnie i że nic z tej znajomości nie wyniknie dla mnie dobrego. Ale nie powiedział mi o tym ani słowa wtedy- uważał, że każdy ma prawo do popełniania błędów bo na nich też się można czegoś nauczyć. A ja chyba za bardzo potrzebowałem kobiety i jakoś mniej mnie interesowało jej wnętrze a bardziej wielce widoczne atrybuty kobiecości.

On jest z  zawodu stomatologiem, a do tego robił drugi kierunek - psychologię. Śmiali się z niego w rodzinie, że jest wiecznym studentem. Ale dziadek był zdania, że skoro go stać na utrzymanie syna na drugim fakultecie, to niech studiuje- wiedza nie boli. Dziadek był znanym i cenionym dentystą - miał swój prywatny gabinet, poza tym wykładał na uczelni.

Chodź, pokażę ci swoją sypialnię - możemy tam spać razem i jeszcze duuużo dłużej porozmawiać. I nie przekroczę granicy jeśli tego nie zechcesz. Poprzestanę na całowaniu i tuleniu - byleby być bliziutko ciebie. Obok sypialni jest druga, mała łazienka. Mała, bo to tylko kabina, umywalka i WC za ścianką. Zaraz wyszukam moją bawełnianą cienką bluzę, pewnie w niej będziesz cudnie wyglądać. Albo będę w niej wyglądać nie tyle cudnie co cudacznie - stwierdziła Marta. Poddawała się pieszczotom, które wyraźnie sprawiały jej wielką przyjemność, co było dla niej samej nie lada zaskoczeniem. Przestawała być biernym odbiorcą, zaczęła całować Jacka co oczywiście zintensyfikowało bardzo jego aktywność.

Gdy obejmując i całując się dobrnęli do sypialni rytuał wzajemnego rozbierania się trwał bardzo długo- tak naprawdę Marta robiła to po raz pierwszy w życiu, co nie uszło uwadze Jacka i ogromnie go wzruszyło. A on nie szczędził słownych zachwytów nad każdym kawałeczkiem jej wyłonionego z ubrania ciała i każdy odsłonięty fragment był skrupulatnie i długo całowany. I wieku 33 lat i dwóch miesięcy Marta po raz  pierwszy w życiu odczuła pożądanie i to nieznane jej dotąd odczucie było dla niej zaskakujące ale i niepokojące zarazem - chyba zwariowałam- pomyślała.  Przylgnęła mocno do Jacka i wyszeptała mu do ucha- jeszcze nigdy z nikim nie czułam tego, że chcę się kochać, jesteś pierwszy. Nie wiem jak to się stało. Jacek czym prędzej sięgnął do szufladki nocnego stolika, ale Marta szepnęła- nie trzeba, jestem zabezpieczona, byłam tydzień temu u lekarki i lecząc co innego jestem zabezpieczona. 

To była prawdziwie odkrywcza wyprawa - dla Marty wszystkie czułe pieszczoty były nowością, a Jacek był zachwycony jej reakcjami, jej staraniem się by poznać jego reakcje, nie miała oporów by o to pytać a on zapamiętywał dokładnie mapę jej ciała i jej reakcje. Czuł się jak odkrywca nowych lądów, zafascynowany tym co odkrywał. To była noc, którą każde z nich zapamiętało na zawsze. Zasnęli bladym świtem, zmęczeni ale niezmiernie szczęśliwi i zachwyceni sobą wzajemnie.

Poranny prysznic, oczywiście wspólny, choć kabina z trudem mieściła ich oboje, wypadł tak mniej więcej około południa, a Jacek przekonał Martę, że śniadanie powinni zjeść oboje w łóżku  i oboje po śniadaniu nieco jeszcze pospać. Do Empiku i na zakupy zdążą pojechać.

Śniadanie w łóżku, a do tego przygotowane przez ukochanego - totalna nowość w życiu....obojga.

Do Empiku i na zakupy wybrali się tym razem samochodem Jacka. Pomyślałem, że weźmiemy tym razem samochód, bo może wpadniemy do twojego mieszkania i weźmiesz trochę rzeczy dla siebie. Z tego co zauważyłem to kobiety z reguły nie chodzą cały tydzień w tej samej sukience  czy bluzce. Co prawda po tej nocy to nawet gdy będziesz ubrana wielowarstwowo to i tak będę cię widział nagą - a wierz mi- wyglądasz w stroju Ewy cudownie. Ty w Adamowym ubranku też ogromnie mi się podobasz- zapewniła go Marta- ale chcę być jedyną osobą oglądającą cię w tych okolicznościach. Masz na to patent, moja kochana. Jestem tylko twój.

                                                                   c.d.n.



sobota, 8 maja 2021

Każdy na coś czeka -2

 Jacek wpisał w swoją komórkę numer komórki Marty, w jej komórkę swój numer komórkowy i dodatkowo numer swego telefonu stacjonarnego. Gdy skończył wpisywanie zaproponował by wpadli gdzieś na kawę - on ma najbliższe treningi z głowy, bo podczas  jednego z treningów jakoś tak niezbyt dobrze wylądował na parkiecie, że aż pękła mu kość lewego nadgarstka i dopiero wczoraj wyszło na  badaniu rentgenowskim, że ma pęknięcie  jednej z kości lewego nadgarstka więc nie może grać. Myślał, że to  tylko stłuczenie, a tu, po niemal trzech tygodniach okazało się, że to jednak pęknięcie. Zagoi się samo, ale musi przez kilka tygodni pauzować. Poza tym nie ma zamiaru grać zawodniczo, po prostu korzysta z okazji i trenuje  ze studentami.Więc dziś zamiast na trening wybierze się z Martą na kawę- on zaprasza, on stawia. Bo tak ogólnie uświadomił sobie  ostatnio, że bywają czasem gdzieś razem, ale bardzo mało o sobie wiedzą i chyba nie jest czymś niewłaściwym, że chciałby Martę nieco bliżej poznać. Bo jedyne co o niej wie to fakt, że jest rozwódką i przeciwniczką  małżeństwa jako takiego. On nie ma z kolei pojęcia czy małżeństwo to samo zło czy też przeciwnie- samo dobro. Po prostu nigdy się do ożenku nie przymierzał. 

Marta zaraz skorzystała z okazji i stwierdziła, że mimo wszystko Jacek wie o niej znacznie więcej niż ona o nim, więc taki mały obustronny wywiad zapewne dobrze im zrobi. I pewnie będzie to "wywiad rzeka", ale jeśli któreś  z nich zada zbyt dociekliwe pytanie  jak na ten stopień znajomości, to nie ma obowiązku udzielania odpowiedzi- można powiedzieć, że jak na dziś temat nie nadaje się do dyskusji.

Jacek zgodził się  z takim podejściem do tematu i zaproponował by Marta pierwsza zadawała pytania, on ze swej strony obiecuje, że odpowie zgodnie z prawdą. Martę interesowało co Jacek "robi na Politechnice" - okazało się, że jest asystentem, czyli nauczycielem akademickim, a poza tym jest w trakcie pisania doktoratu. Taki młody i doktorat?- zdziwiła się  Marta. No może i jestem młody, ale jednak starszy od ciebie, niedawno skończyłem 37 lat. Pokazać ci dowód osobisty? Bo widzę, że jakoś nie możesz w to uwierzyć. A skąd wiesz, że jesteś ode mnie starszy? Z naszych rozmów, jakimś cudem nieźle kojarzę fakty z datami i wyszło mi, że masz 32 lub 33 lata. No fakt, skończyłam w ubiegłym miesiącu 33 lata- dobry jesteś w rozwiązywaniu zagadek. 

Powiedziałaś, że jestem młody jak na  doktorat- na warunki polskie - tak, tu większość  zawsze brała się za doktorat już po  czterdziestce, niektóry już nawet po pięćdziesiątce, co zawsze mnie zastanawiało, ale  jak na europejskie warunki to jestem stary- tam bardzo często w rok, dwa po  ukończeniu studiów ludzie robią doktorat. Znam wielu, którzy jeszcze przed ukończeniem trzydziestki mają tytuł doktora. W wielu krajach kadra naukowa jest znacznie młodsza niż u nas. 

Jacek, pytałeś się mnie kiedyś, czy nie wchodzisz komuś w paradę spotykając się ze mną, więc pozwól, że zadam to samo pytanie tobie - nikomu nie brużdżę swoją obecnością? Jacek uśmiechnął się - nie nikomu twoja osoba nie przeszkadza. Mnie natomiast zaczyna przeszkadzać, że widujemy się zbyt rzadko i bardzo chciałbym to zmienić, jeśli mi na to pozwolisz. Mam wrażenie, że twe doświadczenia małżeńskie dały ci mocno w kość i być może, że na niemal każdego faceta patrzysz jak na potencjalnego mordercę kobiet. Zauważyłem,  że ilekroć powiem ci jakiś komplement ty zaczynasz szukać w nim podtekstu, choć nie mówisz tego na głos. Wyszłaś  ze swego małżeństwa  bardzo poraniona i mam wrażenie, że nadal te psychiczne rany krwawią. 

Marta długą chwilę milczała, a Jacek delikatnie pogładził jej rękę wierzchem swej dłoni- tej kontuzjowanej. Masz rację, wyszłam z tego związku pokiereszowana i to bardzo. Zostałam po prostu oszukana, a byłam za młoda i za naiwna by się zorientować, że coś jest nie w porządku z facetem. Ja po prostu wyszłam za mąż za faceta chorego psychicznie, nie wiedząc nic o tym, że on jest chory, że był kiedyś w szpitalu  psychiatrycznym. Jego rodzina starannie ukrywała ten fakt przede mną. Nie zastanowiło mnie dlaczego moja przyszła teściowa  tak bardzo nalega byśmy się jak najprędzej pobrali - nie zapaliła mi się czerwona lampka, że wg opowieści koleżanek żadna "normalna teściowa" nie pragnie szybko synka  ożenić. W jakiś czas po  ślubie przestał brać leki - pierwszy objaw - niezdrowy wzrost potencji, najlepiej by było gdyby seks był 24 godziny na dobę. Potem ataki zazdrości, szukanie ukrytego w mieszkaniu kochanka i cała fura innych atrakcji. Uciekłam wykonawszy wcześniej telefon do przyjaciółki z zapytaniem, czy mnie przyjmie do siebie na jakiś czas - nie miałam tu mieszkania ani pracy, wzięłam tylko rzeczy osobiste. Na wszelki wypadek nawet moi rodzice nie wiedzą, że jestem w Warszawie, że kupiłam mieszkanie. Wiedzą tylko, że wystąpiłam o rozwód, że dostałam go. Niewątpliwie został trwały ślad w mojej psychice- byłam na psychoterapii, jak widzisz mogę już nawet o tym rozmawiać- co prawda jesteś dopiero czwartą osobą, z którą o tym rozmawiam- rozmawiałam oczywiście z psychoterapeutą, z kuzynką mojej teściowej, która w sądzie zeznawała na sprawie rozwodowej i to ona wyciągnęła na światło dzienne sprawę choroby psychicznej mego męża, z przyjaciółką która mnie przygarnęła no a teraz z tobą. I choć boję się, że po tej rozmowie nie będziesz się już ze mną umawiał- czuję jakiś przymus by ci to wszystko powiedzieć, wyjaśnić. Gdy szedłeś za mną przez ułamek sekundy przemknęła mi myśl, że za mną idzie "były", że jakimś cudem mnie odnalazł, potem, że to ten tłuścioch z kursu wdzięczący się do każdej babki i dlatego zrobiłam ten nagły zwrot. Dobrze, że ci przy okazji nie wdepnęłam szpilkowym obcasem na stopę- miałbyś drugą kontuzję, oprócz tej ręki.

Jacek trzymał  w swej dłoni jej rękę, drugą ręką delikatnie ją głaskał i bystro wpatrywał się w jej oczy. Było mu szalenie żal Marty, że przeszła przez takie doświadczenia. Przecież coś takiego może mniej  odporną osobę doprowadzić na skraj przepaści, wpędzić w permanentną depresję. Teraz bardziej rozumiał narzucany przez nią dystans między nimi, który wcześniej odbierał zupełnie inaczej - miał po prostu wrażenie, że nie jest w jej typie, że się jej nie podoba, a to, że lubili taką samą muzykę, interesowały ich te same wystawy, oglądali te same filmy to było stanowczo za mało by zasypać tę  dzielącą ich przepaść. Czuł, że teraz ręka Marty  pewniej  leży w jego dłoni, że ustąpiło to jego wrażenie, jakby chciała ją jak najprędzej zabrać. Rzucił ukradkowe spojrzenia na zegarek i powiedział - Martusiu, mam do ciebie ogromną prośbę -  pojedź teraz ze mną do mnie do domu, muszę zrobić stryjkowi kolację- właściwie to  już tylko odgrzać to co mam przygotowane. On po prostu nieco gorzej się czuje i sam na pewno nie da rady tego zrobić. Zjemy razem z nim kolację i znów będę do twojej dyspozycji. Jestem strasznym egoistą, wiem, ale nie chcę się jeszcze z tobą dziś rozstawać, chociaż wiem, że jutro pewnie się wybierzemy do Empiku.  I nie zdziw się, że stryjek zrobi tak zwane wielkie oczy, ale będziesz pierwszą osobą płci pięknej  którą przyprowadzę i która zje  z nami posiłek. A po kolacji albo się gdzieś wybierzemy, albo posiedzimy w moim pokoju i jeszcze porozmawiamy a gdy ci się moje towarzystwo znudzi to cię odwiozę do domu. Jacek wezwał kelnerkę, zapłacił i wyszli. Po wyjściu zatelefonował do stryjka, że  za chwilę przyjedzie do domu i to nie sam, a w towarzystwie i kolację zjedzą w trójkę. Na najbliższym postoju wsiedli do taksówki - droga nie była daleka, ale zdaniem Jacka dwie rzeczy przemawiały za wzięciem taksówki - zrobiło się bardzo chłodno a na dodatek zaczął kropić deszcz co mogłoby źle wpłynąć  na zdrowie Marty. Po co ma się przeziębić?

Stryjek uprzedzony o tym, że Jacek nie będzie sam wcale nie zrobił wielkich oczu, natomiast wielkie oczy zrobiła Marta, bowiem Jacek był niesamowicie podobny do swego stryjka. Może dlatego, że bracia byli bliźniakami? W kuchni Jacek szepnął do Marty - widziałem, że cię nieco zatkało - każdego zatyka i zastanawia się który z nich jest moim ojcem. Zwłaszcza, że obaj do mojej mamy się zalecali i gdy byli obaj piękni i młodzi naprawdę trudno było ich rozróżnić. Do dziś się niektórzy zastanawiają który z nich jest naprawdę moim ojcem. Mnie to obojętne, obu tak samo kocham.  Od kilku lat mieszkam tu bo stan fizyczny stryjka się pogorszył. Powinien pójść na operację, ale jest tak zrażony do lekarzy, że nie chce się poddać kolejnemu zabiegowi, czyli wszczepieniu implantu. Moi rodzice siedzą od 10 lat w Kanadzie i czekają podobno na mój przyjazd - a ja jakoś nie marzę o wyjeździe do Vancouver.  A ponieważ mieszkam tu, to swoje mieszkanie wynajmuję. Tu są cztery pokoje, więc sobie ze stryjkiem nie przeszkadzamy. 

 Jacek, ty sam robiłeś tę lazanię? Nie całkiem sam, mięso zmieliła mi pani w sklepie, ciasto kupiłem  w pudełku, zostało mi tylko ugotować płaty ciasta i obrobić to mięso do smaku. A teraz jak widzisz  robi się dalej samo w piekarniku. Lubię włoską kuchnię. Sporo jest łatwych i smacznych potraw. Martunia, a co ty lubisz gotować? 

Ja- roześmiała się Marta -lubię wynalazki kulinarne robić. Na przykład lubię niektóre orientalne dania, ale w wersji bardziej polskiej. Lubię smażone w woku warzywka i mięso, lubię pilaw w wersji mięsnej i wege, generalnie  lubię przyprawy aromatyczne, ale nie ostre. Curry to używam tylko łagodne i dodaję niemal do wszystkiego. Odkryłam, że cynamon cudownie się komponuje z wieprzowiną, w ogóle z każdym mięsem. Bo wiesz- ja to dziwna nieco jestem - dla mnie kurczak nie powinien zajeżdżać kurczakiem, żółty ser mieć odorek sera, a kapusta gotowana cuchnąć kapustą, więc kapustę gotuję w białym winie. Skoro Włosi gotują  młode kartofle w szampanie to ja mogę kapustę słodką lub kwaszoną gotować w białym winie. To naprawdę jest dobre. Mięso marynuję w musztardzie wymieszanej z miodem. I lubię najprostszą zupę, czyli kartoflankę, ale dodaję do niej nieco startej gałki muszkatołowej.

Jacek, nie wiem jak, ale ubłagaj panią by zechciała kilka tych potraw zrobić u nas- włączył się do dyskusji  stryjek Jacka. Wieki całe nie  jadłem zupy. A to co słyszę rozbudziło we mnie  zwykłego żarłoka.

Wykształcony kucharz to pewnie by się za głowę złapał stojąc obok i widząc co w te gary wrzucam - stwierdziła Marta.No to ja się u ciebie jestem gotów zatrudnić jako podkuchenny - stwierdził Jacek. No i jako degustator, bo to co mówisz brzmi arcy ciekawie. 

Martuniu, to może jutro poza Empikiem wybierzemy się razem na zakupy by odpowiednio zaopatrzyć lodówkę? Zaintrygował mnie ten pilaw w wersji wege. Co tam jest  w środku? Ryż, cebula i marchewka -rozszyfrowała Marta. Tylko? Nooo, tylko! I może być w wersji na oliwie lub na maśle klarowanym. Bo ja wszystko smażę  jak w Indiach, na maśle klarowanym, czyli na ghee. Jak mam leszy humor to robię je w domu sama. Matko jedyna, chyba zaraz padnę plackiem przed tobą i będę bił pokłony byś mnie tego wszystkiego nauczyła- stwierdził Jacek. A gdy już mnie nauczysz będę dla ciebie gotował. Marta wybuchnęła śmiechem - uważaj co mówisz, bo jeszcze uwierzę i co wtedy? Zmienisz asystenturę na kucharzenie ? A co będzie wtedy z  twoim doktoratem? Nieważne - grunt, że się śmiejesz Martuniu!

                                                                   c.d.n.






piątek, 7 maja 2021

Każdy na coś czeka

Marta siedziała wpatrzona w aparat telefoniczny obok którego stał budzik. Czekała na telefon od Jacka. Miał się z nią skontaktować najpóźniej do godziny 17,00, bo potem ona szła na lekcję francuskiego, a on się wybierał na trening siatkówki. Do siedemnastej zostało już tylko 15 minut, a telefon milczał. Mieli się umówić na sobotę by razem wybrać się do Empiku i kupić kilka książek - to właśnie  w Empiku poznali się 2 lata wcześniej. Oboje "wystartowali" do ostatniego egzemplarza tej samej książki.

W ramach oszczędności miejsca na książki jak i redukowania wydatków na zakup książek  kupowali większość tych książek, które interesowały oboje i wymieniali się nimi. Poza tym co jakiś czas wybierali się razem na różne wystawy, bywali w teatrze i na koncertach, odwiedzali  muzea. Czasami spacerowali razem alejkami Parku Wilanowskiego lub Łazienek, ale spacer był tylko uzupełnieniem zwiedzania jakiejś wystawy czy też organizowanej w danym miejscu imprezy. Gdy rok  wcześniej spotkali się po raz drugi w tym samym Empiku i "dogadali się" w kwestii kupowania i wymieniania się zakupionymi książkami Jacek zapytał się tylko,  czy on spotykając się  z nią nie wchodzi komuś w paradę na co Marta zapewniła go, że nie, a nawet gdyby- to byłby to jej problem a nie jego. Ona nie  dopytywała się czy jest "wolny " czy może wprost przeciwnie. Wychodziła z założenia, że nawet jeśli Jacek jest żonaty a z nią spotyka się by iść na koncert, do opery czy też na jakąś wystawę, to zapewne jego małżeństwo jest taką  "firmą", w której bardzo wyraźnie jest deficyt "pracowników" ze sfery kultury, skoro z nią, a nie ze swą partnerką/żoną chodzi na różne imprezy. 

Marta miała 33 lata i miała poza sobą 2 lata małżeństwa, po którym nabrała  niechęci do tej instytucji. Mąż okazał się niezrównoważonym psychicznie facetem, przekonanym głęboko o tym, że Marta go stale zdradza, do tego stale niezaspokojonym seksualnie. Mniej więcej po pół roku małżeństwa Marta dowiedziała się od kuzynki swojej teściowej o swoim mężu, że on już raz zaliczył  roczny pobyt w zakładzie psychiatrycznym gdy miał siedemnaście lat. Była wstrząśnięta i przerażona. Bo co z tego, że teraz już wiedziała skąd jego ataki zazdrości - wynikało z tego tylko jedno - jej teściowa chciała się zapewne pozbyć z domu niezrównoważonego młodzieńca i to tak bardzo, że nawet zainwestowała w mieszkanie dla nich. Marta wybrała się więc do swej teściowej, by jej zakomunikować, że ona nie będzie dłużej trwać w tym małżeństwie. 

Teściowa "rwała włosy  z głowy" bo jej biedny, zakochany synuś zakochał się w tak nieczułej istocie jak Marta, a jest zazdrosny bo kocha Martę ponad życie. W tym momencie Marta pomyślała, że teściowie niestety jej w niczym nie pomogą, bo teściowa też chyba ma daleko do tak zwanego stanu normalności. Wróciła do domu i następnego dnia wyszła  dużo wcześniej z pracy, spakowała swoje rzeczy i najbliższym PKS-em opuściła to miasto. W kadrach, tuż przed wyjściem z pracy zostawiła podanie o natychmiastowe rozwiązanie z nią umowy o pracę z przyczyn rodzinnych. Oczywiście poinformowała kierownika  kadr o co chodzi.

Pojechała do Warszawy, do swej przyjaciółki. O tym co się stało poinformowała telefonicznie swoich rodziców, uprzedzając ich, że mogą się spodziewać nagłej wizyty jej męża, z którym ona weźmie rozwód, bo nie ma zamiaru być z kimś, kto jest chory psychicznie. Nie poda rodzicom ani miejsca  swego pobytu ani nawet telefonu kontaktowego. Sprawę rozwodu odda w ręce doświadczonego prawnika. Jej po prostu życie miłe, a ktoś kto robi jej codziennie sceny zazdrości może z czasem ją po prostu skrzywdzić.

Teoretycznie sprawa była prosta, nie mniej ciągnęła się cały rok. Teściowie usiłowali przekonać prawnika Marty, że najlepsza byłaby ugoda, bo "przecież wystarczy, że Marta będzie dbała o to by jej mąż brał systematycznie lekarstwa i nadal mogliby przecież być dobrym małżeństwem", ale na szczęście kuzynka teściowej Marty, która uważała, że teściowie dobrze wiedząc jak wygląda stan zdrowia ich syna zachowali to w tajemnicy i tym samym skrzywdzili Martę, jawnie, otwartym tekstem mówiła o wszystkich kłopotach zdrowotnych męża Marty. Marta po rozwodzie wróciła do swego panieńskiego nazwiska a swym rodzicom, nawet po rozwodzie nie podała swego adresu kontaktowego. Telefonowała do nich ze służbowego telefonu.

W całej tej sytuacji miała Marta trochę szczęścia - rok przed swym ślubem została spadkobierczynią  niedużego domu z kawałkiem ogrodu w jednej z podwarszawskich miejscowości.  I za radą rodziców wyłączyła ów spadek ze wspólnoty majątkowej gdy brała ślub. Miała zamiar z czasem wyremontować domek po babci  by mieć tam "letnisko", ale w zaistniałej sytuacji doszła do wniosku, że choć domek nie przedstawia żadnej wartości użytkowej, bo latami stał pusty i niszczał, to jednak ziemia na której stoi ma określoną wartość. Postanowiła sprzedać domek z ogrodem i całkiem dobrze trafiła, bo odległość około osiemdziesięciu kilometrów od stolicy, bliskość  lasu i niewielkiej rzeczki sprawiły, że miała nawet kilku potencjalnych kupców. Transakcja przebiegła bez żadnych problemów, zwłaszcza, że owa "posiadłość" była wyłączona ze wspólnoty małżeńskiej. Starczyło na kupienie w tzw. "drugim obiegu" dwóch pokoi z kuchnią na jednym z warszawskich osiedli i skromne ich umeblowanie. Meble kupowała w komisie meblowym, w którym niemal zaprzyjaźniła się z jego pracownikami.  Meblowała się co prawda dość długo, ale przecież  nikt jej nie popędzał.

Zabawne, ale i Jacek i Marta niewiele wiedzieli o sobie wzajemnie. O Jacku Marta wiedziała tylko, że jest pracownikiem Politechniki  i że mieszka ze swoim stryjem, który jest leciwy i chory. I jeśli Marta zatelefonuje pod numer stacjonarny, który jej podał, to jeśli stryj będzie sam w domu to na pewno nie odbierze telefonu, bo ma trudności z poruszaniem się, co jest efektem złamanego niegdyś i źle leczonego  stawu biodrowego. Wiedziała o tym jaką muzykę Jacek lubi, dokąd by chętnie pojechał na wycieczkę, czyj obraz może kontemplować godzinami, wiedziała jaką kawę lubi i jaki sport głównie ogląda w TV.

Jacek wiedział tylko o niej, że on  nikomu nie wchodzi w paradę, z czasem dowiedział się, że Marta zdążyła już zaliczyć jedno małżeństwo i że tego rodzaju rozrywki nikomu nie poleca. Wiedział też, że boks, piłka kopana, zapasy, żużel z całą pewnością nie należą do oglądanych przez nią sportów, podobnie jak ckliwe komedie romantyczne. Żeby było jeszcze śmieszniej, oboje posiadali  telefony komórkowe, ale nie wpadli na to, żeby wymienić się ich numerami.

Pod względem męskiej urody Jacek "mieścił się w jej standardach w tej dziedzinie, chociaż niewątpliwie mógłby mieć znacznie ciemniejsze włosy. Co prawda czuła się z nim często tak, jakby była na spacerze z żyrafą, ale zawsze miała wrażenie, że on z uprzejmości nie wyciąga się na całą długość swego "siatkarskiego" wzrostu , a na dodatek nie robi tak długich kroków jakie bez trudu mógłby, za to ona może swobodnie chodzić przy nim na wysokich szpilkach lub w butach  na platformie. Najbardziej ją rozśmieszyło, gdy raz narzekał, że mu wzrostu nieco brakuje, bo ma tylko 192 cm. Nie wytrzymała i zaczęła się głośno śmiać. No to co ja mam powiedzieć?- spytała - ja mam 30 cm mniej wzrostu od ciebie i zaczynam podejrzewać, że ty nawet nie za bardzo wiesz jak wyglądam, bo mnie z wysokości swego wzroku niemal nie  dostrzegasz. Nie jest tak jak myślisz - dostrzegam nie tylko czubek twej głowy, ale nawet podziwiam jak potrafisz sprawnie chodzić w tych "mini szczudełkach" i nie wykręcasz sobie w nich nóg. Doszedłem do wniosku, że to zapewne dlatego, że masz bardzo zgrabne nogi a do tego jesteś bardzo sprawna fizycznie. 

Och, to kwestia treningu - w szpilkach chodzę od szesnastego roku życia.Co prawda pierwsze dwa lata to tylko poza szkołą, ale potem to już zawsze. Mam za to problem gdy muszę włożyć jakieś sportowe pantofle. Po pierwsze bolą mnie mięśnie piszczelowe, po drugie brakuje mi tych kilku centymetrów wzrostu. W domu chodzę w klapkach na koturnie, a poza tym mam "przedłużacz wzrostu" specjalny stołeczek by za każdym razem nie wchodzić na drabinę gdy mam sięgnąć po coś z górnej półki. Poza tym drabina to mój ulubiony sprzęt - na szczęście rzadko kiedy muszę sięgać aż do sufitu, który jest na wysokości 265 cm. Zakładanie firanek i zasłon jakoś ogarniam z tej drabinki. I nawet ani razu z niej nie zleciałam.

Równo o godzinie 17,03 Marta wyszła z domu nie doczekawszy się telefonu od Jacka. No cóż- pomyślała- pewnie się jutro nie spotkamy w Empiku.  Szkoda, ale przecież nic nie trwa wiecznie. Jak zwykle wyszła z zajęć nieomal ostatnia, nie lubiła tego tłoku w szatni. Unikała zwłaszcza pewnego pulchnego szczebiota, który wdzięczył się do niemal każdej z pań. Pan był jak nic  w wieku 50+ a jego twarz mogłaby reklamować "tłusty czwartek". Poza tym gość był chyba nieco przygłuchy i ciągle o coś się dopytywał po kilka razy.

Gdy wyszła z budynku z przyzwyczajenia podreptała w stronę przystanku autobusowego. Daleko nie było, ale słyszała, a właściwie czuła, że ktoś idzie krok w krok za nią. Starała się przyspieszyć, ale ten ktoś nadal był tuż za nią, więc nagle zahamowała i obróciła się w miejscu.....wpadła na Jacka, który absolutnie nie spodziewał się tego. Jacek podtrzymał ją obejmując by się nie wywróciła odbijając się od niego i powiedział - no dobrze, że jeszcze mam refleks. Ależ masz szybki obrót- chyba zrobiłaś piruet na jednej nodze. Nie uszkodziłaś się przy tej kolizji? Przepraszam cię, ale miałem ochotę trochę popatrzeć jak uroczo stąpasz w tym szpileczkach i nie spodziewałem się, że tak nagle zrobisz zwrot przez rufę. Zawsze widzę cię głównie z góry i obok, a to nie to samo, co widok ciebie idącej w niedużej odległości przede mną. 

A ja myślałam, że to jeden z kursantów, którego ogromnie nie lubię, idzie  za mną. Poza tym wydawało mi się, że jest ze cztery kroki z tyłu, nie wyczułam, że to zaledwie  dwa kroki i dlatego na ciebie wpadłam, przepraszam- usprawiedliwiała się Marta. A w ogóle jak mnie tu znalazłeś, przecież nigdy ci nie mówiłam gdzie  dokładnie  mam zajęcia! Drobiazg -wiedziałam że jesteś we Wspólnej Sprawie, zatelefonowałem tam, podałem Twoje imię i nazwisko i po 15 minutach wiedziałem gdzie cię mam szukać. Trochę nałgałem, że jestem twoim kuzynem i muszę ci coś pilnego przekazać. Jak na razie niewiele jest punktów gdzie uczą "kabinowo". Przepraszam cię, że dziś nie zadzwoniłem, ale byłem na  zebraniu i nie bardzo mogłem stamtąd wyjść by zatelefonować do ciebie. Zadzwoniłem już z dziesięć minut po czasie, ale już cię  najwyraźniej nie było w domu.  Marta, mam wolną jeszcze jedną komórkę, dam ci ją jutro, będziemy mogli być w kontakcie nie tylko na numerach stacjonarnych, dobrze? 

Ale ja mam komórkę, tylko jakoś nie wpadłam na to, że nie wystarczy nam łączność stacjonarna, bo na ogół się umawiamy z góry na jakiś termin. Proszę, weź ją i wpisz mi swój numer - wpisz pod  "Jacek"- jak na razie to znam tylko jednego Jacka. I przy moim antytalencie do poznawania nowych osób zapewne następnego Jacka  szybko nie spotkam.A mój numer numer znajdziesz w kontaktach pod  moimi inicjałami- mam wpisany na wypadek gdybym go zapomniała .  

                                                                      c.d.n


I jak zawsze- czytamy  i komentujemy, słownie albo znaczkami:   ;(    lub ;)

Anonimowi -  podawajcie , proszę,  swe imię, bo czasami  jest Was kilka






czwartek, 29 kwietnia 2021

To nie takie proste - 18- epilog

W niedzielne przedpołudnie obie dziewczyny Wojtek przywiózł do domu. Jechał ze szpitala tak ostrożnie jakby wiózł pojemniki z nitrogliceryną. A czemu ty tak pomału jedziesz? Coś się z samochodem dzieje?- zaniepokoiła się Patrycja.

Nie, nic się nie dzieje, tylko nie chcę by telepało się nosidełko małej. No przecież jest przymocowane pasami,  z tego co widzę, albo mi się zdaje. A "telepanie" to nasze dziecko lubi. Uwielbia rytmiczne kołysanie, zaraz śpi. Kołyska i wózek to będą dwa najważniejsze sprzęty w domu. Na razie papu, sucha pupa i telepanie wystarczają jej do szczęścia.

Gdy wjeżdżali na posesję z domu wyszli dziadkowie i chłopcy. Dziadek pomógł Patrycji wydostać się z samochodu, a Wojtek wysupływał z niego nosidełko z bohaterką dnia. Mała spała słodko co jakiś czas poruszając buźką tak, jakby ssała. Oho, mała głodna - zaraz będzie miauczeć- stwierdziła Patrycja. Wojtuś, zanieś ją do domu. Przywitała się z rodzicami, wyściskała z  chłopcami i powiedziała- nakarmię, przewinę i porozmawiamy- dobrze? Gdy weszła do sypialni z lekka ją zatkało - w pobliżu ich łóżka stał mebel zwany przewijakiem, obok na dopasowanym stelażu stała wanienka z leżaczkiem, potem duży pojemnik z pampersami, głęboki wózek z zapasową częścią, czyli  "spacerówką", na ich łóżku leżał tzw."rogal", czyli gruby materacyk ułatwiający karmienie piersią oraz coś pośredniego pomiędzy becikiem a powijakiem. Patrycja stała i zbierało się jej na płacz, ale mała miała w nosie wzruszenia swej mamy i zaczęła narzekać, więc Pat szybko zebrała się, by ją nakarmić. Oczywiście karmienie było "publiczne"- dziadkowie, tata i bracia towarzyszyli małej gdy pracowicie ssała, potem cierpliwie czekali aż się dziecku odbiło, obejrzeli przewijanie  na przewijaku i rozeszli się dopiero wtedy, gdy Patrycja ułożyła ją w kołysce. Pat spojrzała na zegarek i powiedziała do Wojtka- nie wiem jak ty, ale ja muszę nieco odsapnąć, utulisz mnie troszeczkę? Tak, za 2 minuty- i wyszedł z sypialni. Wrócił i zameldował - wysłałem ich z dziadkami na spacer, wrócą dopiero na obiad. Na tuleniu, szeptaniu sobie samych miłych słów, pieszczotach i wspólnej drzemce spędzili ponad dwie godziny. Wojtek wciąż dziękował Patrycji za to, że mógł się wreszcie poczuć w pełni ojcem, przeżyć tę radość z narodzin dziecka. A Pat powiedziała-odkąd cię znam byłeś dobrym ojcem, choć niekoniecznie dobrym mężem dla innej, ale dla mnie byłeś  i jesteś cudownym facetem. Kocham ciebie i całą naszą trójkę tak samo, czuję się za nich odpowiedzialna, za chłopców tak samo jak za Ewę i będę się starała nigdy jej nie wyróżniać tylko dlatego, że ją to akurat ja urodziłam.

Wojtuniu, powiedz mi a skąd tu tyle tego wspaniałego zaopatrzenia dla małej? Nosidełko to wiem, sam kupiłeś, wózek też wiem- od kuzynki Andżeli a reszta? No to do karmienia i ten jakby becik to mama kupiła,  adres sklepu dostała od znajomej . Przewijak, pampersy już nie noworodkowe i wanienka to import, czyli robota Piotra. Nie wiem co im zrobiłaś, ale oboje cię wychwalają pod niebiosa i pewnie gdy wpadną  po przeprowadzce do nas to jak amen w pacierzu każde ci coś powie. Piotr jakimś cudem doszedł do wniosku, że dzięki tobie będzie miał wreszcie prawdziwą rodzinę. Czy wiesz o co idzie?  Patrycja uśmiechnęła się - trochę się domyślam- raz powiedziałam Piotrowi, że poza  biurem to on nie jest dla Andżeli wiceministrem ale jest w roli petenta, to mu powiedziałam w Zegrzu. A Angeli powiedziałam, że powinna porozmawiać spokojnie z Piotrem i dowiedzieć się o tym co łączyło go z "byłą" i dlaczego się rozszedł dopiero teraz,  a ostatnio  to jej  tylko powiedziałam, że pieszczoty, które obojgu sprawiają frajdę nie są czymś złym czy nagannym i warto mieć takie własne metody rozpieszczania. Pytała się jakie ale jej wytłumaczyłam, że to ona wie co Piotrowi daje frajdę- ja nie mam  pojęcia.  

A wiesz Pat, że  Piotr chce z uwagi na ciebie i przeprowadzkę przesunąć termin ich ślubu chyba na pierwszy tydzień grudnia? No i dobrze, będę miała wtedy już dłuższe przerwy w karmieniu. Tak zupełnie szczerze mówiąc to rola matki-karmicielki jest mało fajna. Dopiero ją zaczęłam a już mam dość. Któraś z rozlicznych kuzynek mojej mamy to karmiła dzieciaka piersią równe dwa lata, bo nie trzeba było gotować. A dwulatek to już chyba zęby posiada- stwierdził Wojtek - może lubiła być podgryzana?

Jak zauważyła Patrycja obecność niemowlaka w domu zmobilizowała obu chłopców do utrzymywania większego porządku i czystości. A Wojtek wciąż się wyłgiwał od wszelkich wyjazdów zagranicznych. Na pytanie naczelnego czemu nie chce nigdzie jechać powiedział- chłopie, wreszcie mam wymarzoną żonę,  cudne maleńkie dziecko i fajnych  dwóch dorastających chłopaków   i naprawdę nie chce mi się nigdzie jechać. I bez wyjazdów mam dla nich za mało czasu.

Ślub Piotra i Andżeli był równie skromny jak Wojtka i Patrycji, zestaw gości z zewnątrz podobny, czyli najbliższa rodzina i przyjaciele. Panna Młoda podczas przyjęcia głównie głodowała bo już sam widok jedzenia przyprawiał biedulę o mdłości i tym razem nawet jej ulubione czarne oliwki tkwiły na jej talerzyku nie ruszone. I chociaż Andżela twierdziła, że się kilka dni wcześniej pewnie struła lodami to Piotr  szepnął Patrycji - w lipcu albo będzie trzeci pik albo dama. Ale bez względu na płeć będę kochał. I rzeczywiście kochał tego trzeciego, tak samo jak bliźniaków. Widocznie nie jest mi pisana córka -stwierdził.

W kraju zachodziły zmiany gospodarcze i polityczne, padały i molochy i  nieduże zakłady, polską elektronikę "diabli wzięli". Trzej przyjaciele założyli prywatną firmę działającą na imporcie elektroniki z Azji. Instytut się rozpadł, Patrycja wylądowała na Politechnice, ale tylko na półetacie. Rodzice Wojtka coraz mniej mogli się  zajmować domem i ogrodem.

O biologicznej matce Krzysia i Adama słuch zaginął. A że nie popełniła  w kraju żadnego  przestępstwa, które by ujawniono i ścigano- nikt jej nie szukał. Własne dzieci też nie. 

Adam, ku wielkiemu zdumieniu własnego ojca, ukończył biotechnologię medyczną a dociekliwy Krzyś-farmację. Bliźniacy Piotra "wylądowali" na Politechnice -jeden na Architekturze, drugi na Geodezji i Kartografii.

                                                                     KONIEC