piątek, 18 lutego 2022

Ryzykantka -19

 Opowieść o psie ogromnie rozbawiła Alinę. A Franek z 10  minut  nabijał się z Roberta, że jednak wygrał z psem  walkę o zostanie domowym  zwierzątkiem Ewy. Alina  zaraz "od  ręki" skontaktowała się z Niną, mówiąc jej o tym, że jest do kupienia  "jeszcze  ciepłe", nie używane  mieszkanie w Miasteczku Wilanów. Oczywiście powiedziała kto  chce je  sprzedać i  z grubsza wyjaśniła dlaczego. Nina dopytała się dokładnie ile  pieniędzy sprzedający już w  ten biznes włożył, stwierdziła, że wie po jakich cenach "chodzą" aktualnie  mieszkania w tej lokalizacji, stwierdziła, że ją urządza pokój dzienny otwarty na przedpokój,  i że jak najszybciej chciałaby sfinalizować tę  transakcję i wcale  nie musi tego mieszkania oglądać, więc  może umówiliby się do notariusza- ona ma swojego,  bardzo "oblatanego" w  temacie, więc może by Robert podał termin, w którym mógłby dokonać transakcji.  

Robert był nieco zdziwiony, że Nina   chce  kupić to mieszkanie  "w ciemno", ale Alina stwierdziła - nie martw się, to kobieta  na  cztery nogi kuta, dobrze wie, że ci co na tym osiedlu wykupili lub wykupują mieszkania  nie należą do biedaków i szybko zostaną jej klientami - ona obsługuje  nie tylko wesela i  komunie ale i  zwykłe przyjęcia domowe. Poza tym mam  wrażenie, że chce  mieć przy okazji zakamuflowane  mieszkanie tylko dla  siebie. Czy wiecie, że ona  spotyka się z tym profesorem, który był świadkiem Roberta? I wcale nie rozmawiają tylko o pszczółkach i motylkach. Podobno ten  gość jest bardzo dziarski i  z wielką fantazją w "bliskich spotkaniach trzeciego stopnia". 

I ona tak o tym opowiada? - zdziwiła się Ewa. A Alina stwierdziła- kolejna której się wydaje, że tą drogą można sobie ustawić karierę życiową. Ty  Ewuniu masz własny tytuł zawodowy, a niektórym go brak i wykorzystują tytuł swego męża.  W niektórych kręgach tytuł "pani profesorowa" brzmi dla uszu  lepiej niż tylko pani "iksińska", restauratorka po szkole  gastronomicznej. A on  wszak rozwiedziony chyba jest. A jeśli nie, to ona  na łbie  stanie i go rozwiedzie. To kobieta z powiedzonka, że gdy  diabeł nie może czegoś  załatwić to babę  pośle. Znam się  z nią od czasu przedszkola- jedno co trzeba jej przyznać- w interesach jest bardzo uczciwa. A jeśli się  za tego kolegę Roberta wyda to będzie o niego dbała niczym kura o pisklaka.  No, no, Robert pokręcił głową - jak mu odbije to się  gotów  z nią ożenić. Alina roześmiała się - kochany, jego gotowość  nie ma tu nic  do rzeczy- jeśli ona stwierdzi, że ją  wielce takie małżeństwo urządza to za niego wyjdzie. Mało tego - tak go podprowadzi, że facet będzie święcie przekonany, że to jego pomysł a nie jej. Nie wiem jak ona to robi, ale już dwóch mężów przećwiczyła.  I nawet ją w pewnym sensie  podziwiam, że ma taki talent.

To jak z tym paszportem Pawełku? No nie mam, muszę go  załatwić. No to szybko załatwiaj, polecimy do Zurichu samolotem. Gdy już będziesz  znał termin odbioru paszportu to mi go podaj, zarezerwuję dla nas bilety i hotel. 

A tak jeszcze w temacie  mieszkaniowym - uważam, że Wasz pomysł  z zamieszkaniem w domku razem z rodzicami Ewy jest bardzo dobry. Ale  zostawcie  sobie  jedno mieszkanie wolne, żeby było w rezerwie, niech nawet  nie  zarabia  na siebie. Bo tak myślę, że gdy Paweł całkowicie się  wyleczy z traumy dzieciństwa to zapewne poczuje chęć do  samodzielnego mieszkania. Zwłaszcza wtedy  gdy się  zakocha. On teraz odrabia zaległości z dzieciństwa - ma wreszcie ojca, czyli element/wzorzec  niezbędny dla każdego chłopca, ma Ewę, która choć sama tego nie  wie, emanuje ciepłem i troszczy się o swych domowych  mężczyzn, widzi też, że wy się kochacie i wzajemnie  szanujecie - ma to wszystko czego mu w dzieciństwie  brakowało i ogarnia to już nie intuicją dziecka ale rozumem. Wiem, że chcesz go Ewuś  skierować na psychoterapię - zaczekaj jeszcze, bo mam  wrażenie, że sam pobyt z wami, wasza  bliskość i uczucia wasze wzajemne i wasze do niego mają moc terapeutyczną. I jest to kuracja mniej  bolesna  niż psychoterapia. 

Zmieniłaś mojego  brata, który był w pewnym okresie swego życia tak miły jak  dotyk kolców opuncji, więc  jestem pewna, że i Paweł się zmienia w wyniku kontaktu z tobą, z wami obojgiem. Pomyśl ile lat miał skorodowaną rodzinę - wpierw regularne kłótnie rodziców, potem permanentny  brak ojca a obok siebie miał kobietę, która nie potrafiła sprostać wychowaniu dziecka, ale nim manipulowała dla własnych  korzyści.  Uważam, że jest z  niego bardzo myślący chłopak, właściwie  już mężczyzna i sam, mając świadomość, że oboje go kochacie , dojdzie do równowagi. Nie każdy ma w życiu takie  szczęście Pawełku - powiedziała odwracając się  w stronę bratanka.  A twoi rodzice Ewo też będą  mieli w tym udział, że tworzą wraz z Wami rodzinę dla Pawła. A wiecie co w tym wszystkim jest bardzo ważne? Wiecie? Ewa i Robert pokręcili  głowami na  znak  zaprzeczenia- najważniejsze jest to, że my o tym wszystkim tak szczerze i rzeczowo rozmawiamy. Życie  mnie nauczyło, że o wszystkim trzeba rozmawiać ze swymi mężami, żonami, partnerami, rodzicami, dziećmi- tylko wtedy  można się wzajemnie zrozumieć, każdy konflikt jest rozwiązywany w  chwili  nim dorośnie do rangi konfliktu. Franek do dziś narzeka, że ciągle gadam, ale już się nauczył że warto o wszystkim rozmawiać. Co prawda jakoś  mu nie starcza tej wiedzy przy Klonach. Bo nie da się ukryć, że dwoje maluchów na raz to przez długi okres prawdziwy koszmar. Na początku myślałam, że się  powieszę - w pieluchy to lali jednocześnie, ale wrzeszczeli z przesunięciem w  fazie. Jeden spał,  to drugi go  budził  swoim wrzaskiem, potem pierwszy zasypiał, to drugi go budził wrzaskiem. Wyrywali sobie  wszystko z rąk- nie szkodzi, że każdy  miał swoją  bułkę w  łapie- na pewno ten drugi miał lepszą bułkę, należało mu ją zabrać. Czułam się jak w małpim cyrku. Niewiele  brakowało a trzymałabym ich w  klatkach - byli upiorni. 

Ewa zanosiła się śmiechem. Jak to dobrze,  że mam już dorosłego syna! Bez  ciąży, porodu, pieluch i karmienia  piersią! - stwierdziła, I w pełni tę sytuację  doceniam! Alinko, twoje opowieści o dzieciach  są cudne!

Ciociu, a co jeśli się nie wie dlaczego się coś  zrobiło?- spytał Paweł. Alina uśmiechnęła się - wbrew pozorom zawsze się to wie, tylko nie  zawsze sobie to człowiek  potrafi uzmysłowić lub po prostu nie chce. Gdy śpisz lub   masz wysoką temperaturę lub jesteś z innego powodu pozbawiony świadomości to wtedy możesz coś  zrobić nieświadomie. Nasze działania  jednak  zawsze wynikają  albo z bieżących okoliczności albo z przeszłych. Po prostu trzeba analizować  swoje postępowanie, trzeba poznać  siebie  samego, co czasem ani miłe ani bezbolesne. Nasi rodzice zawsze gdy coś przeskrobaliśmy zamęczali nas pytaniami dlaczego to zrobiliśmy i to było największą karą. I ani twój tata ani ja nigdy nie byliśmy bici. A za grzeczni to też nie byliśmy.

My z Frankiem mieszkaliśmy z moimi rodzicami do samego ich odejścia, chociaż  marzyłam o tym, byśmy  mieszkali oddzielnie. A starszy wiek niesie  za sobą wiele dziwnych  niespodzianek. Starsi ludzie  nie zdają sobie  zupełnie sprawy z tego, że  już nie są tak sprawni jak kiedyś, że reagują nie tylko wolniej na  zaistniałe  sytuacje  ale i też często niewłaściwie. To przez to, że nikt nie jest w stanie zaobserwować dokładnie  siebie z zewnątrz. Teraz brat Franka  mieszka z ich rodzicami i często z nimi rozmawiamy o tym i obśmiewamy niektóre  sytuacje- łatwiej wtedy to wszystko znieść. Ojciec  Franka  już kilka razy "zagubił" się na terenie  własnego ogrodu, który jest naprawdę ogromny, bo jest tam plantacja  porzeczek, którą  sam  zakładał.  Teraz  brat Franka postawił kilka masztów z kolorowymi chorągiewkami i tata wie, że trzeba iść od  masztu do masztu a największa zielona chorągiewka oznacza, że blisko niej jest  dom. Długość życia  nam się poprawiła , niestety wydolność organizmów  niewiele. I jeszcze  coś - nie oszczędzajcie zbytnio rodziców-  ruch, konieczność rozwiązywania pewnych problemów są dobrą  gimnastyką ich mózgów a poza tym oni wtedy czują się potrzebni. Co prawda czasami coś nie coś trzeba po nich poprawić i człowiek myśli "po jakie licho matka to robiła, teraz i tak muszę to zrobić", ale jeśli ma się tę świadomość, że nas  czeka to samo, to łatwiej wtedy wznieść się na wyżyny wyrozumiałości.

Śmiejemy się z Frankiem, że jego  brat  niedługo będzie  musiał w ogrodzie  zainstalować system tabliczek informujących rysunkiem gdzie co jest (niczym na  szlaku turystycznym), żeby się tata  nie pałętał po ogrodzie  niczym turysta po jakimś  ogromnym parku narodowym. A ja się śmieję, że powinien też zainstalować  w ogrodzie WC, bo z końca plantacji do domu tata nie  zdąży się doczłapać  i będzie wielki płacz, że się  zsikał, bo wiadomo, że nie pójdzie  podlać  nawet płotu, nie mówiąc o drzewach lub krzakach porzeczek. A pampersa też nie chce  nosić, chociaż są  takie dla  mężczyzn. I wtedy brat Franka będzie mógł dawać etykietkę, że ma porzeczki "bio" bo zbieracze mają  normalną, regularną toaletę z umywalką i nie  sikają w  miejscu zbierania  owoców. Bo gdy jest rok, że porzeczki naprawdę świetnie owocują to  on zatrudnia  zbieraczy. Kiedyś, gdy pomagaliśmy mu w zbiorach, wzięliśmy ze sobą Klony, ale tak się  najedli porzeczek, że skończyło się to wizytą u lekarza a oni do dziś nawet  nie spojrzą na porzeczki. A mówiliśmy- nie jeść nie  mytych- prosto z krzaka wcale nie są czyste, bo muchy na  nich siadają. A wiadomo, że muchy na wszystkim siadają ,  na gnojówce u sąsiada również. W trzy dni później dorwałam ich gdy się przymierzali do  degustacji truskawek prosto z grządki. Wielkie  zdziwienie, że znów się mogą pochorować - "mamuś, to na truskawkach też siadają  muchy?"
Te nasze klony to ani miejskie ani wiejskie dzieciaki. Stoi jeden  z drugim u sąsiada  koło gnojówki która przylega do ściany obory w której akurat jest otwarta  dolna  klapa, przez którą  właśnie wylatują nieczystości a te orły się pytają "a z czego jest ta gnojówka i dlaczego tak śmierdzi"- no ręce opadają. A  zaprowadziłam ich tam właśnie po to, by zobaczyli te stada  much i poczuli ten ożywczy smród.

Wszyscy się śmieli a Franek stwierdził, że byłoby dobrze, gdyby Ewa ze  swymi "przyległościami" częściej u nich bywali, bo jednak powietrze u  nich lepsze niż warszawskie, nawet jeśli rodzice Ewy mają ogródek- po prostu nie ma takiego  zapylenia  jak nad Warszawą.  Gdy ostatnio wyczytał  jakie jest zapylenie  nad Warszawą to go  zatkało z wrażenia. A przecież teraz już jest zakończony sezon grzewczy, elektrociepłownie pracują na pół gwizdka, dają tylko ciepłą wodę. Stąd  wniosek, że wszystkiemu  winien jest ruch  samochodowy. 

Zaproszenie zostało przyjęte, tylko Robert zastrzegł, że pod żadnym pozorem  nie  da się  zaprowadzić w okolice tego sąsiada, który  posiada gnojówkę. A Ewa stwierdziła, że może gdy będą  to wybiorą się  wszyscy do lasu, bo już  bardzo dawno żadne  z nich  nie było w lesie i jej rodzice  zapewne też chętnie  się wybiorą do lasu.

Alina w pewnej chwili powiedziała - umieram z ciekawości jak nasze  dzieciaki zareagują na  Pawła- pewnie go zamęczą- taki duży a  młody kuzynek to atrakcja!

                                                                           c.d.n.


czwartek, 17 lutego 2022

Ryzykantka - 18

 W cukierni zakupili ptysie (wiadomo, dla Pawła), eklerki dla Roberta, czekoladowo-kokosowe ciastka dla Ewy, dla rodziców coś bardziej tradycyjnego -mały torcik bezowo-czekoladowy i keks ogromnie "wypakowany" bakaliami a wśród  nich skórką pomarańczową, czyli czymś co zdaniem Ewy było niejadalne.

Mamcia była tego dnia w dobrej formie - bez problemu rozpoznała od razu Roberta, potem spojrzała na Pawła i stwierdziła, że jest szalenie podobny do Roberta, pochwaliła wybór,  którego dokonali w cukierni, a  nawet zaczęła zwracać się do Roberta po imieniu. Gdy mamcia zniknęła na moment w kuchni Ewa  zapytała  ojca: czy mama bierze amfę, że taka  nagle  zorganizowana i przytomna?  Ojciec zaprzeczył - nie, dostaje  różne tabletki, ale amfetaminy tam nie ma. W ośrodku jest  nowy lekarz bardzo sympatyczny. Zapisał  suplementy ułatwiające przepływ krwi w mózgu, witaminęD3, cały wachlarzyk witaminy B. A zauważyłem, że mama rzadko się widuje teraz z twoją byłą teściową. Bo ona się obraziła, gdy mama jej powiedziała,  że wyszłaś za mąż i masz bardzo dobrego i przystojnego męża. Podejrzewam, że owe rzadkie spotkania to najlepsze lekarstwo. Nie wiem, czy ona  mamę czymś podtruwała czy  może tylko to jej ględzenie tak na mamę źle działało. Poza tym zmusiłem mamę do codziennych spacerów, codziennie jeździmy do parku wilanowskiego. Byliśmy tam nawet na wystawie  rzemiosła. 

Oj, to super, ucieszyła się Ewa. To zrozumie, bez trudu, że  Robert i Paweł należą do rodziny i Paweł jest w pewnym sensie  waszym wnukiem. Zresztą Paweł Wam to ułatwi - zgodziłam się, żeby mówił do mnie  "mamo". Fajnie jest mieć już takie gotowe dziecko,  bez tych  etapów pośrednich w rodzaju ciąży, porodu, karmienia i pieluch.

Tatuś, a moglibyśmy dziś dokładnie obejrzeć całe "gospodarstwo"? Gdy byliśmy poprzednim razem było już późno a i ja byłam  mocno padnięta. No i nie miałam jeszcze wtedy dziecka- zaśmiała  się. I wiesz, chciałabym obejrzeć plany tego domku. Bo przyszło mi na myśl, że moglibyśmy tu wszyscy razem  mieszkać, wystarczy tylko trochę pokombinować.  Można by też zawalczyć  o rozbudowę wszerz na krańcach, ale to wtedy byłby za duży bałagan. Zezwolenie by dali, bo to rozbudowa tyłu domu by była  a nie od  strony ulicy. My w trójkę na  górze, wy na dole. Bo to, że teraz  akurat  mamci lepiej, nie będzie zapewne stanem constans.  I, żeby było jeszcze ciekawiej, to my mamy gdzie  mieszkać, ale Młody jest orędownikiem rodzin wielopokoleniowych mieszkających pod jednym dachem. Miał wredne dzieciństwo i marzy mu się pełna rodzina.  Zadziwił mnie, on marzy o mieszkaniu z nami, nawet gdy będzie  miał własną rodzinę. A ja dla Roberta zrobię  wszystko - to  facet  mojego życia- jego dziecko  jakoś stało się dla mnie moim  dzieckiem. Teraz syn Roberta  mieszka w paskudnym miejscu, na Świerczewskiego. Robert ma dostać (za ciężkie pieniądze, nie za  frajer) mieszkanie 3 pokojowe na Miasteczku Wilanów  do końca tego roku, więc na  potem planowaliśmy taką  roszadę- Robert i ja  bierzemy Wilanów, Paweł bierze  moje  mieszkanie  a ta imitacja  mieszkania  na Świerczewskiego idzie pod wynajem. Ale ruszyło mnie, że ten dzieciak miał zrujnowane dzieciństwo przez matkę i potrzebuje ciepła rodzinnego i stąd ten mój pomysł.

On kończy informatykę, w lutym będzie  miał absolutorium a pracę  magisterską już pisze. Nie baluje,  nie pije, nawet piwa  nie rusza, nie pali, nie łajdaczy się. I umie dbać o porządek. I wiesz, on bardzo chciałby, żeby mógł do was mówić per "babcia, dziadek". Aż mi się płakać  zachciało, gdy to powiedział. Pomyślałam, że musiał mieć  super   wredne dzieciństwo. Robert dawał babie (matce Pawła) pieniądze,  ale nie sprawdzał jej wydatków. Alimenty płacił takie, jakby był sułtanem. I nadal płaci, tyle tylko, że babsko ma  już  zablokowany dostęp do tych pieniędzy. Przestanie płacić gdy Paweł skończy studia i zacznie pracować. No bo wiesz, do ukończenia 26 roku, dopóki się dzieciak uczy przysługują  mu alimenty.A w sądzie dzieciak nie wybrał ojca, bo matka mu cały  czas  mówiła, że ojciec jeździ wciąż za granicę bo tam ma kochankę i za którymś  razem nie wróci a wtedy dziecko zabiorą do Domu Dziecka. A to podła świnia- podsumował ojciec. Co prawda porównanie jej ze świnią ubliża świni- to są dobre matki.

Córeńko, to straszne. Ja mu zaraz  sam  zaproponuję, by  mi dziadkował - szepnął Ewie do ucha. W tej  chwili mamcia  zawołała, że prosi o pomoc w zabraniu herbaty z kuchni, więc  szybko do kuchni ruszył Paweł. A ojciec Ewy podszedł do Roberta, poklepał go po ramieniu i powiedział- masz naprawdę fajnego syna. Widzę, że Ewa jest z tobą  szczęśliwa, możesz mi mówić nie  tylko po imieniu, możesz mnie nawet nazywać tatą, a  twój syn będzie mi "dziadkował". Wypijemy herbatę i pójdziemy zobaczyć dom od strony ogrodu, potem pokażę wam go w środku.

Gdy Paweł przyniósł tacę ze szklankami herbaty i wszyscy  nałożyli sobie na talerzyki to co lubią, ojciec Ewy  powiedział  zwracając się do swej żony -  Kruszynko  moja, dzięki małżeństwu Ewy  doczekaliśmy się już gotowego, dorosłego wnuka. Popatrz, Kruszynko, marzyłaś o wnuku i masz. Nie  grymasi, nie  marudzi a nawet pomaga. Będzie nam  miło, gdy ten  młody człowiek będzie  nam mówił tak jak jest w zwyczaju mówienia do swoich dziadków.  Paweł lekko się zarumienił i powiedział- dziękuję, jestem naprawdę szczęśliwy. Wypicie herbaty  nie zajęło dużo czasu i wszyscy znaleźli się wkrótce w ogrodzie.

I tu czekała Ewę mała niespodzianka - okazało się, że ojciec Ewy  zaczął zakładać mały japoński ogród kamienny. Na  razie wyglądało to jak bardzo płytki basen wyłożony żwirem - szarym i matowym, półprzezroczystym   białym, w jednym  jego miejscu były usytuowane trzy  stare kamienie, robiące wrażenie  jakby  były w tym miejscu "od  zawsze". Po przeciwnej stronie, po skosie rosły zminiaturyzowane sosny wysokości może  z 70 centymetrów w ich pobliżu miał powstać mały basenik z  zamkniętym przepływem wody. Co prawda prawdziwy Japończyk postukałby się  wymownie  w głowę, bo w prawdziwym japońskim ogrodzie kamiennym każdy element coś wyraża, ale jak powiedziała Ewa, tu nic niczego nie symbolizowało, ale po prostu dzięki temu było mniej trawy do koszenia. W  kolejnym  miejscu kamiennego  placyku były wkopane różne  kamienie obrośnięte wokół mchem i rosły miniaturowe  iglaki. Poduszeczki mchu miały określone  kształty. Robert stwierdził, że o taki ogród to on mógłby dbać i bardzo  mu się taki ogród podoba. 

Tata w pewnej chwili powiedział- pewna  małpa  nas podgląda, Ewa pokaż jej, jak bardzo kochasz  swego męża- no tego to Ewie  nie trzeba  było  dwa razy powtarzać zaraz  zawisła na szyi Roberta, a on jak zwykle  zajął się jej  całowaniem i tuleniem. Rodzice i Paweł poszli dalej i dziadek tłumaczył świeżo upieczonemu wnuczkowi - podgląda nas sąsiadka, która kiedyś była teściową Ewy. O fajnie, podchwycił Paweł i zatrzymał  się  zawołał głośno: mamoo, tatoo, chodźcie prędzej. Ewa i Robert ruszyli w jego stronę nadal się całując, jako że całowanie się w marszu  nie stanowiło dla  nich problemu. Gdy doszli do Pawła, oboje go objęli. W tej chwili usłyszeli trzask  zamykanego ze złością okna.  "kruszynka" zadowolona szła obok swego męża mówiąc - od jej wzroku to nawet  kamienie są w stanie  zwiędnąć. Dobrze, że się ta   znajomość skończyła. A Ewa  powiedziała- musiało to nieźle wyglądać jak taki dryblas  jak Pawełek woła  mamę wielkości nieco wyrośniętego krasnoludka i ojca  nieco od siebie niższego. 

Oprócz tego jeszcze  niedokończonego  kamiennego ogrodu stała tu nieduża  altana latem okryta pnączami. Ławki były w środku podnoszone, żeby ewentualnie rozłożyć  w niej leżak. Doszli do miejsca, w którym była drewniana wiata na 2 samochody. Jej dach był okryty grubą plandeką, która letnią porą była częściowo zrolowana, a  zimą, opuszczona w dół spełniała rolę ściany, chroniąc  samochody przed  zacinającym śniegiem. A okalający posesję żywopłot był zimozielony i przystrzygany przez  zaprzyjaźnioną  firmę ogrodniczą.

Wrócili do  domku i zaczęło się oglądanie wnętrza- piwnica  zrobiła na Robercie i Pawle  wrażenie- stały w  niej specjalne  regały, które ojciec Ewy  ściągał jeszcze z NRD. Przechowywano tu  niemal wszystko, łącznie z przetworami na  zimę. Pod jedną ze ścian stały szafy ubraniowe, bo jak tłumaczył Ewie tata, oni na górze przechowują tylko odzież na dany sezon i dzięki temu wystarczają dość małe szafy. Było  czyściutko i schludnie, wszystko  opisane i zabezpieczone by się nie kurzyło. W  kąciku stał odkurzacz, bo tu też się sprząta, jak poinformowała "kruszynka".

Po oględzinach Ewa  stwierdziła, że tak naprawdę by tu zamieszkać  w dwie  rodziny to trzeba by powiększyć  kuchnię  usuwając z niej stół i krzesła, ale to nie problem, bo obok kuchni był pokój, który przedtem był werandą łączącą dwie części domu,a gdyby przebić do niego drzwi  z kuchni, mógłby służyć  za  małą, codzienną jadalnię. No i może jeszcze  dokupić  zamrażarkę i drugą  lodówkę. Lodówka  mogłaby stać w  małej jadalni, a  zamrażarka stanęłaby w  tej pięknej piwnicy. Co prawda wtedy na dole  byłyby tylko dwie  sypialnie a nie trzy. A na górze są naprawdę trzy duże pokoje i tylko trzeba  pomyśleć, czy zrobić na tej  powierzchni 4 mniejsze pokoje, czy  zostawić tak jak jest, bo jest jeszcze strych i gdyby dobrze  docieplić  dach , wstawić veluxy lub innego typu okna to tam wyszłyby fajne pokoje  do pracy, minimum  dwa. Tam co prawda są okna, ale  za małe. Nie mam pojęcia  czy i jak on jest ocieplony.  Ja to mogę mieć  w razie  czego biurko w  sypialni- stwierdziła Ewa. A ja wcale  nie będę potrzebował biurka stwierdził Robert. Ja też nie, gdy  napiszę już  magisterkę - powiedział Paweł.

"Kruszynka" nagle  stwierdziła- chyba pójdę jutro zapalić  świeczkę w kościele, żebyście podjęli decyzję zamieszkania  z nami. Ewa uśmiechnęła się - szkoda powietrza  zatruwać. Musimy to  wszystko spokojnie przemyśleć. Ale myśleć to będziemy dopiero  w poniedziałek, bo jutro przyjeżdża do Warszawy siostra Roberta  i będą u nas około południa.

Około godz 20,30 Ewa zarządziła powrót do domu. W drodze stwierdziła, że skoro  następnego dnia jest to spotkanie  rodzinne, to właściwie byłoby bezsensem odwozić Pawła na Świerczewskiego, niech on zostanie u nich na noc.  Paweł  nie ukrywał, że go ten fakt  bardzo cieszy.

W domu jeszcze dość długo trwała dyskusja na temat  czy  nie będzie  aby im wszystkim  za ciasno na tym piętrze. Zdaniem Ewy trzeba by się  zainteresować tym strychem  nawet  nie szykując go na miejsce  zamieszkania i sprawdzić jak  jest z jego ociepleniem. Bo tam  można mieć dodatkowe  szafy na rzeczy  mniej potrzebne  na co dzień. A te  pokoje na górze to są spore, mają po 22 metry, czyli są o 5 metrów kwadratowych większe niż pokój, w którym śpią teraz. Będą mieli na górze 1 pokój  "rezerwowy"  w razie choroby któregoś z nich a na co dzień będzie służył jako pokój dzienny. Małych dzieci wszak nie ma, więc  1 pokój dzienny na 3 osoby to świat i ludzie, zwłaszcza, że na dole był jeszcze "salon". Mieszkanie na Wilanowie zupełnie  nie podobało się Ewie. Tak naprawdę były to dwie sypialnie i pokój dzienny łączony z przedpokojem i żeby zamknąć go drzwiami trzeba by było dorobić kawałek ściany, by móc w niej zrobić drzwi.  A nie wiadomo czy spółdzielnia, dopóki mieszkanie  nie jest spłacone, zezwoliłaby na dorobienie tego kawałka ściany. Bo zdaniem jakiegoś  architekta to było nowoczesne, ciekawe rozwiązanie. Zdaniem Ewy to nawet na lokatę się nie nadawało.

Robert stwierdził, że dojrzał do decyzji, by dać ogłoszenie o sprzedaży tego  jeszcze nie  zamieszkanego mieszkania. Przyznał się , że zapisując się na to mieszkanie zupełnie się nie interesował  szczegółami. Bo myślał, że to są rzeczywiście 3, normalne,  regularne pokoje. W tym układzie może jedynym  mądrym posunięciem jest "powachlowanie" mieszkaniami tak  by Robert został właścicielem tych dwóch pokoi z kuchnią, które oczywiście albo od razu potraktuje  jako darowiznę dla Pawła albo zostawią je jako mieszkanie rezerwowe  i tylko od razu zrobi  zapis testamentowy na Pawła.

W niedzielę, tak jak było planowane, Robert pojechał na umówione  miejsce, skąd  przyholował Alinę i Franka. Alina oczywiście przywiozła  w  termo torbie już upieczone  kurczaki. Poza  tym mnóstwo różnej zieleniny i jajek od kur  "zielononóżek". Robert rżał ze śmiechu. Kury  zielononóżki! Jakieś kosmitki czy co? 

Oczywiście  nie obeszło się bez opowieści jak to się Paweł od Harpii wyprowadzał, była też opowieść o tym, że chyba będą mieszkać z rodzicami  Ewy i Pawłem, a na  koniec  Robert  powiedział, że ma do "spuszczenia" jeszcze  nie zasiedlone  mieszkanie. Jesteś pewien? Ależ tak, zapewnił ją Robert. No to może ja  mam kupca, a raczej kupcową. Okazało się, że pani restauratorka Nina jest  mocno zainteresowana  mieszkaniem w Miasteczku Wilanów. Umówili się  z nią na popołudnie by jej pokazać plan  mieszkania i zawieść ją do Miasteczka,  by obejrzała lokalizację.

A potem Alina powiedziała - Pawełku, mój kochany  bratanku - od  chwili twego przyjścia na świat minie  niedługo 25 lat. Przez te  wszystkie lata  w dniu twych urodzin, na  Boże  Narodzenie i Wielkanoc odkładałam różne  kwoty na  założone dla  ciebie  konto. Był  i jest tylko jeden mały szkopuł -to konto jest w Banku Szwajcarskim, ponieważ  tu nie można było założyć konta  noworodkowi. Drugi problem - by teraz sobie przepisać to konto na siebie musisz  pojechać ze mną do Szwajcarii z przetłumaczonym przez  tłumacza przysięgłego odpisem swego aktu urodzenia, czyli metryki. Jeśli nie masz paszportu to musisz go szybko wyrobić. Szwajcaria jest W UE, wiza nie będzie potrzebna. Jednocześnie wyrób sobie  konto walutowe w którymś z banków w Polsce- na to konto dewizowe, by je  założyć wpłacisz  zawartość tej koperty. Oczywiście załatw sobie byś mógł dokonywać operacji on line. Co do reszty operacji- wszystkiego dowiemy się na miejscu. Tu masz aktualny wyciąg z tego twojego konta- i to jest   prezent od nas na twoje 25 urodziny. I ogromnie się ciesze z dwóch rzeczy - że wreszcie mój brat ma  normalną żonę a mój bratanek super fajną tak zwaną  macochę.  I nie palnij przypadkiem, że to jest za dużo. Gdybym  była bardziej systematyczna to byłoby  dwa razy tyle. Moje dzieci dostaną więcej, bo i Franek odkładał dla  nich,więc nie gadaj, że to  za dużo. A Paweł siedział jak skamieniały i tylko łzy mu leciały po policzkach. A teraz wytłumaczcie mi co było z tym psem?  Stanowczo odradzam posiadanie  psa w mieście, za duży kłopot!

                                                                  c.d.n.


Ryzykantka -17

Sobotnie zakupy odzieżowe z dwoma facetami, którzy nie mieli pojęcia jakie noszą rozmiary ubrań, nie wiedzą  jaką lubią kolorystykę a na dodatek każdą przymiarkę  traktują  jak  najcięższą karę, porównywalną do kary  dożywocia w więzieniu o najsroższej formule, mogą każdego przyprawić o rozstrój nerwowy.

Po wyjściu z jednego ze sklepów Ewie puściły nerwy i oświadczyła, że jeśli jeszcze raz usłyszy, że któryś z nich nie wie jaki nosi rozmiar, nie wie co mu się podoba lub wygłosi, że jemu nie potrzeba wcale  ani nowej bielizny ani nowej koszulki ani nowej kurtki, ani spodni bo mu wydarte  kieszenie  nie wadzą  itp. to ona ich w sklepie pobije, albo weźmie te swoje wszystkie  niewykorzystane  urlopy i wyjedzie  sama na wycieczkę  z Orbisem, najlepiej do Meksyku albo na Alaskę. 

Orbis nie ma wycieczek na Alaskę - beznamiętnym głosem stwierdził Paweł. A poza tym głupio mi, że chcecie mnie ubierać, bo ja sobie  z czasem przecież na to  zarobię. W tym momencie Robert nieco oprzytomniał mówiąc Pawłowi, że oni usiłują nadrobić to wszystko czego byli pozbawieni bo ktoś inny dbał o Pawła  zaopatrzenie , a on  wprawdzie  dawał pieniądze,  ale nie kontrolował  w jaki sposób są wydawane. A on sam nie przepada za takimi zakupami, bo przecież większość  swego życia spędza w stroju służbowym. A poza tym to on nie rozumie, czemu Ewa  nic dla siebie  nie kupuje. 

Gdyby wzrok Ewy mógł zabijać obaj leżeliby już na ulicy martwi gdy wściekła wysyczała - bredzisz jakbyś się chloroformu naćpał- jak na razie to w sklepach  z męską odzieżą nie  kupuje się damskich ubrań. Poza tym to szafa  mi się nie  domyka, tyle mam ciuchów. I systematycznie coś z ciuchów  wymieniam na  nowe. Nie  moja wina, że ty tego nie dostrzegasz, że nie dociera do ciebie, że niemal  każdego dnia jestem w czym innym. Nawet  zapyziały Zigi i ta zgraja biurowa to dostrzega. 

Idziemy na kawę - muszę się uspokoić- zarządziła. Kawą się będziesz  uspokajać?- zdziwił się Robert. To może wdepnijmy do Wedla na gorącą  czekoladę, czekolada poprawia humor, mamy stąd bliziutko. Ewa ruszyła przodem, ale do jej uszu dobiegły słowa Pawła- niedobrze,  zdenerwowaliśmy mamę Ewę. Ewa policzyła w duchu do siedmiu  i.....odpuściła- udała, że nic  nie słyszała. 

Sącząc czekoladę, którą "chłopcy"zagryzali wafelkami  czuła jak jej  topnieje serce i  mija  złość. Przy okazji zakupili bardzo dużo słodyczy wedlowskich by je potem w niedzielę dać Alinie i Frankowi, którzy mieszkając w Legionowie  nie mieli blisko do firmowego sklepu Wedla. Dopiero teraz powiedzieli Pawłowi, że następnego dnia jest u nich rodzinne spotkanie z Aliną i Frankiem, ale  Klonów nie spotka, bo są u swych dziadków. Z jakim Frankiem? To ciocia ma  nowego męża?- zdziwił się Paweł.  Nie, tylko Franek, który na chrzcie dostał  Jan,Franciszek używa teraz drugiego imienia, żeby go ludzie nie  mylili z jego ojcem.

Gdy wyszli z pijalni czekolady Ewa stwierdziła, że tak się jej poprawił nastrój, że aż może zajrzeć do któregoś  sklepu z damskimi ciuchami i zostawiła ich przed sklepem "obładowanych" ich zakupami. W kilka  minut później wyszła z  maleńką paczuszką. Co kupiłaś?- dopytywał się Robert.  Figi i rajstopy. Tak bez mierzenia? - udawał zdziwienie Robert. Tak, bo ja  kupuję je  na oko a nie na pupę- wyjaśniła.

Kupili jeszcze  buty dla Pawła i to takie, które mu się bardzo podobały i czarne firmowe dżinsy. W samochodzie, gdy jechali do domu Ewa tłumaczyła Pawłowi, że fakt, że studiuje informatykę  nie zobowiązuje go do chodzenia na okrągło we flanelowej koszuli w kratkę , rozciągniętym we  wszystkie    strony swetrze i wydartych, brudnych i postrzępionych dżinsach. Ona zna informatyków, którzy na co dzień chodzą w garniturach a jeśli się mają czołgać pod biurkami i kotłować w kablach to zakładają robocze kombinezony.

W domu przy kawie z ulubionymi Ewy słodyczami (czyli bakaliami i gorzką czekoladą)  Ewa naprowadziła rozmowę na temat urodzinowego prezentu dla  Pawła. Powiedziała, że chcą mu z okazji jego ćwierćwiecza sprawić prezent, który by mu sprawił prawdziwą radość. I w związku z tym, niech on wymieni kilka rzeczy, które sprawiłyby mu  radość a on dostanie jedną z nich. I żeby jednak była to niespodzianka, a jednocześnie  jakieś pole  manewru dla  nich,  to dopiero w dniu urodzin zobaczy co to jest.

Przy okazji rozmawiali o swych marzeniach. Gdy przyszła kolej Pawła na powiedzenie o czym  marzy powiedział - powiem, ale pod  warunkiem,  że nie wyślecie  mnie  natychmiast do szpitala psychiatrycznego. Bo mnie się marzy, byśmy mogli mieszkać razem, albo w jakimś  dużym 5, 6 pokoi  mieszkaniu albo w jakimś domu. I to nawet wtedy, gdy założę własną  rodzinę. Kocham was oboje, wasza obecność daje  mi siłę i wiarę w to, że sobie poradzę w życiu, że nie  narobię głupot. Nie bardzo rozumiem ten pęd do tego by koniecznie  mieszkać bez rodziców. Kiedyś właśnie w  tej jedności rodziny była siła. Zazdroszczę jednemu z kolegów- mieszka w domu,  w którym mieszkają trzy pokolenia. Chcieli mu  kupić w Warszawie jakieś mini  mieszkanie, żeby  nie dojeżdżał codziennie na uczelnię, ale on wolał dojeżdżać niż mieszkać sam.

To marzenie  nie kwalifikuje cię do psychiatryka, tylko uświadamia mi synku,  jak bardzo byłeś samotny i cierpiałeś z powodu rozpadu naszego małżeństwa - stwierdził ze smutkiem Robert. 

A chciałbyś mieć babcię i dziadka? - spytała Ewa. Bo  moi rodzice jeszcze żyją i w pewnym sensie są też w tej chwili i twoją rodziną. Jeżeli odpowiada ci większa rodzina, możemy dziś  po południu do  nich podjechać i poznasz ich. Mojego ojca polubisz zapewne " z marszu",  to kontaktowy człowiek. Mama jest nieco  zagubiona w tej rzeczywistości, być może to wynik, że ma za mało bodźców z zewnątrz. Rutyna każdego wysysa. Mieszkają sami w piętrowym domku, wykorzystują tylko parter, góra stoi nieużywana, ale jest regularnie sprzątana, wietrzona i w pełni sprawna. Domek ma media miejskie i jest niedaleko od  nas. Jest też nieduży ogród. My liczymy się  z tym, że może nadejść taki moment, że będziemy się musieli tam przeprowadzić. Na górze są trzy duże pokoje i łazienka, na dole jeden duży , trzy sypialnie, nieduże, łazienka i kuchnia. Piwnica jest sucha i pięknie urządzona, bo w pewnym okresie rodzice urządzali ją na wzór niemieckich piwnic w  domkach  jednorodzinnych. Kiedyś w piwnicy stał piec do ogrzewania  całego domku, teraz jest tam centralne ogrzewanie i ciepła woda z elektrociepłowni, domek jest podłączony do miejskiej kanalizacji, więc "przemeblowali" piwnicę. Jest też wiata na dwa samochody.

Jeżeli ty i moi rodzice przypadniecie sobie  do gustu, nie  ma przeszkód byś tam zamieszkał. Oczywiście nie jest to nasza propozycja  na twój urodzinowy prezent, myśl szybciutko nad tym, co chciałbyś dostać.

I myślę, że nie będą obrażeni, gdy będziesz ich tytułował babcią i dziadkiem. Oni zapewne też poczują się pewniej  mieszkając pod  jednym dachem z kimś pełnosprawnym. No to jak, mam do nich zadzwonić, że dziś im przywiozę  swego przybranego syna a im przybranego wnuka?- spytała przewiercając spojrzeniem Roberta.  Robert pokiwał głową i powiedział - tylko weź Pawełku pod uwagę, że gdy dziadkowie odejdą z tego świata to ich miejsce na parterze  zajmiemy my. Ewa jest jedyną spadkobierczynią.

Paweł (185 cm wzrostu) wpatrywał się w Ewę niczym dwulatek w jakiegoś żonglera. I naprawdę będę mógł mówić o twoich rodzicach, że to moi dziadkowie?  Nie obrażą się? Myślę  że nie. Oni mają do mnie żal, że im nie  wyprodukowałam wnuczki lub wnuczka. Ale mój pierwszy mąż nie nadawał się na ojca  moich dzieci. A Twojego tatę  spotkałam nieco za późno - nie zdążylibyśmy naszego wspólnego dziecka wychować, poza tym rodzicielstwo w tym wieku to zbyt duże ryzyko.  Z punktu widzenia  biologii jesteśmy za starzy na reproduktorów.  Na szczęście dla nas jesteś ty. Dla mnie jest ważne, że jesteś dzieckiem mego męża. A ja twojego tatę kocham przeogromnie.  

A jeśli mi twoi rodzice pozwolą się  nazywać dziadkami to czy wtedy mógłbym do ciebie  mówić  mamo? Powiedziałaś, że matkę ma się jedną, ale to ty mi okazałaś więcej serca niż moja biologiczna  matka. Masz w sobie  takie  samo ciepło jak ojciec. Gdybyś mnie  adoptowała to mówiłbym ci "mamo". I nikogo by nie obchodziło czy jesteś za młoda  czy za stara  na moją matkę. Wiem, dorosłych się nie  adoptuje.

Dyskusję przerwał Robert - dzwoń Ewuś do rodziców, podjedziemy do  nich, po drodze wpadniemy do cukierni, tylko powiedz, że przywieziemy ze sobą słodkie, żeby twoja mama nie rozpaczała, że nie zdąży nic upiec. Iiiii...... będę szczęśliwy, jeśli tak jakoś poza sądownie  adoptujesz Pawła. Rozumiem go, domyślam się, że chyba bardzo  brakowało mu prawdziwego domu.

Ewa wzięła do ręki komórkę, zatelefonowała do ojca i pokrótce przedstawiła mu rzecz całą. Ojciec Ewy dość szybko połapał się w całej sprawie i umówili się, że młodzi przyjadą o 16,30. W chwilę później Robert i Paweł wspólnie  szykowali lunch. A Ewa leżąc na sofie myślała nad tym jak bardzo i w gruncie rzeczy szybko zmieniło się jej życie. Tak mniej więcej o 180 stopni. Myślała też nad tym, jak bardzo nieszczęśliwy był Paweł, gdy tak podle  manipulowała nim jego własna  matka. 

W pewnej  chwili pomyślała - dobrze, że tej  zarazy  nie znam, bo bym chyba ją zabiła za to jak wykorzystała Roberta i skrzywdziła  Pawła. Nie ubędzie mnie od tego, że będzie do mnie fajny, młody chłopak mówił "mamo".  Ciekawa jestem co na to wszystko powie  jutro Alina - ona jest wielce racjonalną  kobietą, trzeźwo patrzy  na świat.  

Potem zaczęła się zastanawiać jak jej mama zniesie  całą tę sytuację. Bo mama  miał cały czas wielki żal do Ewy, że się rozeszła z mężem, bo przecież  facetowi wolno chodzić na boki, że nie wyprodukowała  wnuczki lub wnuczka, a wszystkie jej znajome panie "babciowały" że tak rzadko u nich bywa. 

Potem sobie uświadomiła, że wystarczyłoby nieco pomyśleć, sprawdzić plany domku, zapewne trochę zmienić wewnętrzny układ i spokojnie  mogliby tam wszyscy razem mieszkać - oni z Pawłem na piętrze, na dole rodzice. Przypomniała sobie, że kiedyś przecież zlikwidowali werandę , więc na dole jest jest duży pokój zwany przez mamcie  salonem i 4 mniejsze, w sam raz na sypialnię lub gabinet.Rodzice  zawsze spali w jednej sypialni razem, druga była rezerwowa w razie choroby, trzecia była gościnna i ta w  miejscu werandy również.

No i pewnie w dzisiejszy wieczór sporo będą z Robertem dyskutować. Ciekawe, skąd młody wpadł na to, że właśnie te rozbudowane  domy rodzinne dawały ludziom siłę przezwyciężania trudności.W końcu przed II wojną przeważnie były rodziny wielopokoleniowe w jednym  domu.

                                                                     c.d.n.


środa, 16 lutego 2022

Ryzykantka - 16

W niedzielny poranek Ewa jak zwykle przebudziła się o 6 rano, delikatnie wyplątała się z objęć Roberta, okryła swą goliznę szlafrokiem i pomaszerowała do kuchni starannie zamykając za sobą drzwi.  Zmieszała wszystkie składniki,  wylała otrzymaną  "paciaję" na blachę wyłożoną pergaminem, ustawiła w piekarniku właściwą temperaturę i  czas pieczenia i pozostawiła owsiankę jej własnemu  losowi. Gdy  już miała zamiar wrócić do pokoju w otwartych cicho drzwiach kuchni stanął Robert w stroju Adama. Wracaj, do łóżka, bo nie umiem spać bez ciebie- wyszeptał teatralnym szeptem. A chce mi się jeszcze spać. Ewa cicho zachichotała - dziecko obok w pokoju, a ty latasz  nago po domu. Zapewne on już wie dobrze co robią ze sobą osobnicy odmiennej płci a poza tym sądzę, że jego nie  zgorszyłaby  moja nagość. Ma takie  samo wyposażenie  jak ja. No chodź, bo bardzo jestem stęskniony.

Łagodzenie tęsknoty jakoś bardzo otrzeźwiło oboje i już nie zasnęli. Słyszeli około dziewiątej, że Paweł już wstał i jest w łazience, więc postanowili też się ruszyć i zjeść śniadanie  w szlafrokach. To będzie tak rodzinnie, po domowemu,  zawsze mi  takich domowych obyczajów  brakowało - stwierdził Robert. Zjedzmy śniadanie w kuchni. Chodź, nie szkodzi, że nie jesteś nieuczesana ,  nieuczesana  też pięknie wyglądasz. 

Gdy szli do kuchni Robert podszedł pod drzwi łazienki i powiedział- otwórz synuś szufladę z niebieską gałką, tam jest maszynka do golenia  i możesz potem założyć ten szlafrok w paski i przyjdź na śniadanie. Zjemy w  kuchni. Co ci zrobić do picia? Wszystko jedno, tato, wypiję to co wy, ogolę się po śniadaniu, już  wychodzę.

I jak ci się tu spało synku?- zaciekawił się Robert. Oj świetnie - wygodne  łóżko i cisza. A na dodatek śniło mi się, że jadę razem z wami nad  jakieś  jezioro i po drodze jechaliśmy skrajem lasu.  A potem okazało się, że w tym jeziorze nie wolno się kąpać, ale nie wiem dlaczego. Ojej, jak ta owsianka apetycznie pachnie i wygląda!

Bo to taki wabik na  facetów by któregoś łatwiej złowić- śmiała się Ewa. Nie  wiem, czy gdybym nie nakarmiła twego taty tą owsianką to byłby ze mną. A przygotowanie tego proste niczym  budowa cepa. Szybko się  nauczysz jak ją przygotowywać- dam ci przepis - zapewniła go Ewa.

Paweł, chcę z tobą omówić kwestią  twojego odżywiania się - chciałbym byś zrezygnował z tej studenckiej stołówki - stwierdził Robert.  Myślę, że byłoby lepiej gdybyś głównie u nas jadł obiady. Nie  mogę się oprzeć wrażeniu, że jednak jesteś niedożywiony. Wystarczy jeśli raz na jakiś  czas, awaryjnie,  tam zjesz jakiś obiad. Poza tym będziesz  miał do  czasu uzyskania dyplomu zawsze jakieś  "papu" zamrożone w swojej lodówce. Rozmrozisz w  mikrofali i potem je albo wsadzisz w piecyk, albo odgrzejesz też w mikrofali. Mam wrażenie, że masz już teraz nie  za wiele wykładów a pomiędzy  Świerczewskiego a  nami jest dobra  komunikacja. Pomiędzy twoim wydziałem i nami także. Do pisania  magisterki mózg  musi być dobrze odżywiony, do obrony pracy również.

Nie  musisz się nam  spowiadać z niczego, ale jeśli nie będziesz mógł danego dnia przyjechać na obiad, to pchnij sms, że cię nie będzie. Tylko tyle. Nie  musisz tłumaczyć dlaczego. Będziemy cię informować co planujemy w weekendy i jeśli będziesz  miał ochotę to zawsze będziesz mógł nam towarzyszyć. Sam lub z kimś. Przestaw się na tor  myślenia, że teraz masz prawdziwą rodzinę. Wiem, że to może być trudne, bo nigdy tak naprawdę tej rodziny nie było, ale spróbuj. I pamiętaj, że jesteś pełnoprawnym członkiem tej rodziny - jeśli coś ci nie będzie odpowiadało to po prostu to zwerbalizuj - wszystko można przedyskutować. Oboje z Ewą uważamy, że nie mogą w rodzinie  zalegać po kątach pytania  bez odpowiedzi. A gdy się już przeprowadzisz to wybierzemy się któregoś  dnia do cioci Aliny.  Paweł kiwał głową, że wszystko rozumie a w końcu  powiedział - szkoda, że nie mogę mówić do Ewy "mamo".  

Słysząc to Ewa roześmiała się - za młoda jestem na tak dorosłego syna a poza tym matkę ma się tylko jedną. Ale w pełni doceniam to co teraz powiedziałeś i bardzo ci za to dziękuję.

A raz na tydzień pojedziesz z Ewą na  zakupy ( bo ja  nie zawsze mogę) i zadbasz o to, żeby niczego nie dźwigała ani żeby się  nie schylała do niższych półek. Będę spokojniejszy, gdy pojedzie na  zakupy z tobą niż sama. A i ty pewnie lepiej się  poczujesz, że nie "pasożytujesz" na nas . Kochanie,  nie rób ze mnie  kaleki- zaprotestowała Ewa. Nie robię, ale nie chcę byś miała nawrót tego, co cię  do mnie  skierowało. 

Przeprowadzka Pawła od jego matki do kawalerki ojca przebiegła bez problemu.  Paweł wpuścił matce wersję, że przeprowadza się do swojej dziewczyny na peryferie miasta.  Matka co prawda  koniecznie  chciała by podał  jej  adres, ale Paweł twierdził, że nie pamięta  adresu, bo zawsze trafia tam na pamięć i że jest to prawie w Ursusie, na osiedlu Skorosze, z tyłu za Leroy Merlin. Gdy  już taksówka  bagażowa ruszyła spod  domu  powiedział swym kolegom, że celowo podał matce zły adres, bo nie chce by matka  zakłócała spokój jego i jego dziewczyny. Obaj się z nim  zgodzili, że dobrze  zrobił, każdy  z nich zrobiłby to samo. 

Wieczorem tego dnia przyjechał do Pawła  Robert  z termo torbą pełną  zamrożonych  produktów, wszystko było popakowane dodatkowo w  foliowe torebki i opatrzone etykietkami. Oprócz tego  dostał książkę kucharską i zeszyt z różnymi przepisami - wśród przepisów była oczywiście i pieczona owsianka. Oprócz tego dostał fartuch  kuchenny, w białe i czarne pasy, z prośbą by używał, bo jednak w kuchni łatwo sobie poplamić ubranie. Oprócz tego były też dwie termo odporne rękawice, by bezpiecznie wyciągać z piekarnika  gorące  naczynia. Robert powiedział, że następnego dnia przyjedzie  razem z Ewą, bo Ewa chce własnym,  babskim okiem  zobaczyć,  czego jeszcze Pawłowi w kuchni brakuje. Gdy Robert wychodził Paweł po raz  pierwszy od lat objął Roberta i bardzo mocno się do niego przytulił mówiąc - dziękuję tobie i Ewie za wszystko co dla mnie robicie. Postaram się byście tego nawet przez  sekundę nie żałowali. Kocham was oboje i naprawdę uważam w głębi serca, że Ewa jest dla mnie matką.  Robert nagle poczuł się tak, jak wtedy, gdy Ewa przyjęła jego oświadczyny. Długo obaj trwali w uścisku nic nie mówiąc.

Po powrocie do domu Robert opowiedział o tym Ewie - była wzruszona ale i szczęśliwa. Robert promieniał - popatrz Ewuś-  nagle  mamy wspólnego syna. A wiesz co dla  mnie jest najważniejsze w tym wszystkim?-  to że ty i Paweł odnaleźliście się w tej dżungli stworzonej przez okoliczności i Harpię. Paweł bardzo się zmienił od chwili gdy  go poznałam do teraz. Zauważyłeś, że nabrał pewności siebie? Nie da się ukryć, że każde dziecko potrzebuje obojga rodziców, ich  miłości, uwagi i szacunku. I pewności, że zawsze będą dla niego ostoją. Ja to miałam w domu,  on dopiero teraz  zaczyna to mieć. Ma trochę spóźnione dzieciństwo, ale to nie  szkodzi. Pojedziesz ze mną jutro do niego? -zapytała. No jasne, lubię mieć was oboje koło siebie, a on skoro on twierdzi, że kocha  nas oboje to mu oboje spadniemy na głowę.

Rozmowę przerwał im dzwonek telefonu - to dzwoniła Alina.Wybierali się z Frankiem do Warszawy w niedzielę na ślub kolegi Franka, Klony będą u rodziców  Franka, więc wymyślili, że mogli by się spotkać z Ewą i Robertem po tym  ślubie, bo ślub  jest o "niechrześcijańskiej porze" czyli o 10 rano, a na wesele  nie idą bo ma być gdzieś w jakimś Domu Weselnym koło Warszawy, razem z noclegiem. Umówili się  więc, że w niedzielę o 11,00 "Franki" podjadą na parking kina "Moskwa", gdzie będzie na nich czekał Robert, który potem ich "poholuje" na osiedle. A macie  kontakt z Pawłem?- zapytała Alina-bo bardzo chcielibyśmy się z nim  zobaczyć.  Oczywiście mamy z nim kontakt, nieomal codzienny. Żartujesz?- Nie , nie żartuję, poważnie, sama  zobaczysz. Ojesuuu, umrę z  ciekawości. Nie  warto Alinko, życie choć nie jest romansem to jednak  bywa  czasami piękne. Więc nie umieraj tylko przyjeżdżaj. No to zabiję nie dwa a trzy kurczaki. Alinko,  nie  zabijaj, mam pełną  lodówkę jedzenia plus zamrożone w  zamrażarce. Ale ja już im to obiecałam, muszę je utłuc. No dobra, to przywiozę je gotowe a nie  surowe. Ale Ewuś, puść trochę farby z tym Pawłem. Nie  mogę, bo chcę zobaczyć twoją minę. W tym momencie włączył się do rozmowy Robert - siostrzyczko, to ma być  niespodzianka, ale  nie będzie to pies, to ci  mogę obiecać. Ojesuuu, skonam przez was. Nie konaj, tylko przyjeżdżajcie w niedzielę! Sorrrki, ktoś się do drzwi dobija. I rozmowa dobiegła końca. Robert i Ewa nieomal płakali ze śmiechu. Ale poleciałeś  z tym psem!!! Ma teraz Alinka prawdziwą zagadkę! To twoja wina- śmiał się Robert, że słowo niespodzianka  zaraz mi się kojarzy z psem.

Za dwa tygodnie  są  25 urodziny Juniora, musimy obmyślić jakiś prezent -stwierdził Robert. Nie bardzo wiem co się kupuje dorosłemu dziecku.  A może tym razem,  zamiast wymyślać co mu kupić po prostu  zapytamy się  co by chciał od  nas dostać, ale żeby mimo wszystko miał jakąś niespodziankę to niech wymieni ze trzy rzeczy, które chciałby  dostać - stwierdziła Ewa- a my jedną  z nich kupimy. I wiesz co, na  moje oko trzeba mu uzupełnić garderobę. Może byśmy w najbliższą sobotę wybrali się  z nim  na takie ubraniowe  zakupy. Przy okazji ty też powinieneś coś niecoś sobie  kupić. Ja wiem, że najlepiej się czujesz w kitlu lekarskim, no ale nie chodzisz w tym przecież na ulicę. Nie wiem tylko  w którym sklepie sprzedają takie   "chude" ciuchy by na Pawle nie wisiały. 

No ale przecież  zakochałaś się we mnie gdy byłem w  służbowych  ciuchach - śmiał się Robert. No bo widziałam tylko te twoje  nieziemsko niebieskie oczy, nie patrzyłam na resztę. A potem to leżałam głównie  na brzuchu, więc też nie widziałam wiele poza twoimi zdrowotnymi  chodakami i tylko odnotowałam, że masz miły dotyk. A potem tak mnie omotałeś troską, że nawet nie  zastanawiałam się nad twoim wyglądem. A potem mnie  tak zaczarowałeś, że aż mi łzy same leciały- pamiętasz? Pamiętam to było coś niebywałego, dla mnie też,  miałem wrażenie, że wychodzę ze swego ciała i unoszę  się gdzieś w przestworzach. Taki eksterytorialny stan mi    się przydarzył. Teraz też tak jest, gdy się kochamy, ale  dla mnie nie  jest to żadne  zaskoczenie tylko ogromna radość, że jest tak zawsze- powiedziała Ewa. Uwielbiam twoje pieszczoty, dotyk, pocałunki. A ja uwielbiam twoją reakcję na każdy mój ruch i dotyk. Jesteś Ewuś niesamowicie czułym instrumentem. A gdy śpisz przytulona do mnie  to z wielkim trudem się powstrzymuję przed tym by cię nie pieścić. No to się nie powstrzymuj, to musi być cudne - obudzić się bo cię ukochana osoba pieści. A wiesz  kochany, że Junior jest do ciebie ogromnie podobny? I to podobieństwo bardzo się uzewnętrzniło ostatnio - kształt głowy, profil, kształt ust, wykrój oczu. Tylko kolor oczu inny- przyjrzyj się kiedyś- oczy ma szaro-zielone z brązowymi  ciapkami, a raczej kreseczkami. Włosy ma od ciebie  jaśniejsze, ty masz ciemniejsze. Ma też taką samą sylwetkę jak ty. Pod względem psychiki też jest podobny. Zaimponował mi tym, że nauka  ważniejsza od amorów. Ale na wszelki wypadek pogadaj  z nim żeby działał zawsze systemem PZU. A co ma do tego PZU? - zdziwił się Robert - nie  rozumiem. PZU to skrót od  Przezorny Zawsze Ubezpieczony, czyli wyposażony zawsze w prezerwatywy. I nie idzie akurat o ciążę, o zdrowie również.

Zauważyłeś, że już są efekty tego, że lepiej się odżywia? Młody organizm szybko reaguje gdy się go właściwie odżywia.  Nadal jest bardzo szczupły, ale ty też jesteś szczupły. I jeszcze mnie coś łączy z tym Młodym- obaj cię kochamy- stwierdził Robert.  A na dodatek znów się  za tobą stęskniłem, muszę się przytulić.

Gaszenie owej tęsknoty było długie i oboje  bardzo solidnie, na wiele sposobów  starali się ją ugasić. Koło północy, co chwilę się  całując robili kolację, która w końcu ograniczyła się do kilku owoców i soku.

Dobrze, że mam dziś wolne, stwierdził rano Robert, bo  chyba bym nie wystał za stołem operacyjnym. Ale na samo wspomnienie tego co było wieczorem jeszcze  mnie dreszcz przechodzi. To było coś, czego jeszcze w takim stopniu nie przeżyłem.Wycieczka eksterytorialna w dubeltowym wymiarze, to było nieziemskie. Działasz na mnie w niewyobrażalny  wręcz  sposób, odleciałem  chyba aż na antypody. Nic cię kochanie  nie boli po tym szaleństwie?  Nie, to było raczej bardzo silne metafizyczne przeżycie-coś tak jakby się w pewnej chwili złączyły się nasze synapsy . Myślałam, że mi mózg  wyparuje, tak to jakoś  czułam.Tak jakoś od czubka głowy, w dół i z powrotem do góry i potem rozchodziło się jak fale. I cały czas patrzyliśmy sobie  w oczy, to było cudowne.Raz na ułamek sekundy je  zamknąłeś, ale zaraz wróciłeś.

Robert wstał pierwszy. Gdy wrócił po porannej toalecie stwierdził, że wcale nie jest fizycznie  zmęczony, raczej czuje  swego rodzaju rozedrganie wewnętrzne, ale  fizycznie jest wszystko w porządku. Ja też  czuję tylko takie wewnętrzne rozedrganie ale  zero zmęczenia. Śpiąca też nie jestem. To wszystko było na poziomie  emocjonalnym, ale tych dobrych emocji, które nie  demobilizują. To było inne niż wszystko co dotychczas z tobą przeżyłam. Choć za każdym razem szczytuję.To było cudowne i zupełnie tajemnicze. A do tego najdziwniejsze, że przeżyliśmy to razem, jednocześnie. I miałam wrażenie, że połączone są nagle  wszystkie nasze komórki nerwowe. Masz rację, też bym to tak określił dodał po zastanowieniu Robert. Nie mówiłam ci tego jeszcze - jesteś pierwszym mężczyzną z którym doświadczyłam szczytowania. I to właśnie  wtedy, za naszym pierwszym razem.Gdy nic o sobie właściwie nie wiedzieliśmy, ledwo się  znaliśmy.  Widać z tego, że muszę kogoś  naprawdę kochać żeby tego doświadczyć. A może zbyt niewielu  miałam w życiu mężczyzn. Przed tobą męża, a przed mężem kolegę z liceum. Zero  frajdy od obu.

A może po prostu oni cię za mało kochali. Wiem- to brzmi patetycznie - ale życie bym za ciebie oddał. I, prawdę  mówiąc jesteś jedyną kobietą, którą tak kocham. I którą tak odczuwam każdym milimetrem  mego ciała. Bierzesz mnie  za rękę, a całe moje  ciało woła- przytul mnie, pogłaszcz, pocałuj. Gdy w klinice spoglądam na twoje zdjęcie rozmawiam z tobą w myślach. I za każdym razem wyrażam ci bezgłośnie wdzięczność, że jesteś ze mną.

                                                               c.d.n.



Ryzykantka - 15

Paweł siedział u nich do wieczora. Razem z Robertem obejrzał jakiś  "ważny mecz" siatkówki a Ewa w tym czasie w sypialni, przy swoim  małym biurku przeglądała jakąś dokumentację Po meczu i krótkiej dyskusji z ojcem na jego  temat Paweł się ocknął- okropnie się u was zasiedziałem, powinienem już  dawno wyjść. Robert się  roześmiał-  wiesz , to jest  takie  jakieś bardzo  dziwne  miejsce.  Mnie po pierwszej tu wizycie to nawet kijem nie udało się Ewie wygonić. 

Ewa  stwierdziła, że Paweł może jeszcze  zjeść  z nimi kolację a nawet może przenocować i wrócić do domu wieczorem następnego dnia. Tylko może powinien zawiadomić  matkę,  że nie wróci na noc. Paweł tylko machnął ręką - to by jej nie zdenerwowało, że mnie  na noc nie ma, bo  na ogół w  weekendy mnie nie ma. Ale gdybym tak zatelefonował i powiedział, że nocuję u  was, to chyba by dostała wylewu. Tato, ona cię po prostu nienawidzi. Masz  uroczą ksywkę - "ten drań". Nauczyłem się nie słyszeć tego, co do mnie mówi. A pan dentysta ma od  kilku miesięcy ksywkę "pawian". Ciekawy jestem jaką ksywkę mam ja, ale  nie mam skąd  się tego dowiedzieć. 

Ewa roześmiała się - biedna kobieta -może się  załamać, skoro raz trafiła na  drania a teraz na pawiana. Śmieję się, choć to właściwie nic śmiesznego, że tyle w tej kobiecie złości i nienawiści. Jeśli chcesz Pawełku, to możesz tu spać, a jutro, jeśli będziesz  chciał, po prostu spędzisz z nami jeszcze jeden dzień.

Może w takim razie podjedziemy jutro na Świerczewskiego, bo  wydaje, mi się, że ty tam synu nigdy nie byłeś. Pomieszkasz tam do czasu naszej przeprowadzki na Wilanów co ma nastąpić do końca tego roku, a potem wprowadzisz się tutaj. Bo tamto mieszkanie jest naprawdę strasznie  malutkie. Pokój z widną kuchnią, mini przedpokojem i łazienką. A wanna tam jak dla  niemowlaka. Mnie  służyła za wysoki  brodzik do prysznica. A ja stamtąd wezmę przy okazji resztę  swoich rzeczy osobistych, żebyś miał gdzie  umieścić swoje. 

Ponieważ ja nie w każdej chwili mogę się ruszyć ze szpitala to trzeba wybrać na przeprowadzkę sobotę lub niedzielę. Tato, jeśli zostawisz mi klucze ja wezmę do pomocy dwóch  kolegów i wtedy matka  na pewno uwierzy, że się przeprowadzam do jakiejś dziewczyny, bo tak  jej to wpuszczę. 

Zresztą  wcale kolegom nie powiem, że to będzie moje  samodzielne  mieszkanie, im też wpuszczę wersję, że to mieszkanie  jakiejś mojej dziewczyny. Po prostu uniknę nagabywań w rodzaju "udostępniania  chaty". Muszę się szykować do absolutorium i  muszę pisać magisterkę, nie mam czasu ani na własne amory, ani ochoty na wypożyczanie  komuś chaty. Zresztą te dziewczyny jakieś dziwne teraz , a może ja jestem dziwny.

No popatrz, nie wiedziałem, że teraz dziewczyny są dziwne. A na czym ta dziwność polega? 

Po prostu nadają sprzeczne  sygnały. To tak jakby chciały być jednocześnie  noszone  na rękach i ciągnięte  za włosy po piachu. Nie neguję tego, że potrafią robić niemal to wszystko co mężczyźni, ale powiedz mi czy  muszą się upijać w trupa żeby udowodnić  facetowi, że kobieta wszystko może?  Mnie coś takiego zupełnie  nie imponuje ani nie  budzi w stosunku do takiej najmniejszego szacunku. 

A ty często bywasz na takich popijawach? Nie, raz w życiu się upiłem u kolegi, bo próbowaliśmy  różnych alkoholi z barku jego ojca. Miałem wtedy chyba  już 18 lat. Zchorowałem się  jak norka, byłem pewny, że wyrzygam wszystkie wnętrzności, w głowie mi się dwa dni kręciło i to było jeszcze  gorsze niż te wymioty. Od tej pory nawet piwa nie piję. Już od samego zapachu alkoholu kręci mi się w głowie. Gdy byłem  kiedyś na weselu brata  mojego kolegi, już po tym  zatruciu, to po 15 minutach zniknąłem stamtąd, bo strasznie na tej sali było czuć alkohol i zaraz  zaczęło mi się kręcić w głowie.

A co ty powiesz matce,gdy się  zaczniesz  pakować? Jeśli zauważy to powiem, że się wyprowadzam do dziewczyny, której tak naprawdę  aktualnie nie mam. A jeśli nie  zauważy- poinformuję ją telefonicznie, że się wyprowadziłem. Ona jest tak zajęta śledzeniem ile zarabia pan dentysta, że o  bożym świecie nie wie.

On ma tam zrobione trzy gabinety i one pracują na  dwie  zmiany- w sumie tam pracuje  sześciu dentystów. Gabinety są na parterze, część mieszkalna  na piętrze. W garażu pod domem od jakiegoś czasu stoi rtg. Jeszcze 2 lata wcześniej matka siedziała w charakterze recepcjonistki i kasjerki, a on przyjmował w jednym z  gabinetów- raz  przed a raz po południu. Każdy dentysta daje pacjentowi kartkę, ile ma  zapłacić. I każdego dnia każdy dentysta od razu dostaje "swoją dolę". Kiedyś to robiła matka, teraz pan dentysta. No i kiedyś była sprzątaczka, teraz mama sprząta gabinety. Podobno sprzątaczki mają teraz przewrócone w głowach i chcą za dużo zarabiać, więc matka przelatuje z mopem po  gabinetach. Ale  na kucharkę ich stać.

No i dobrze, że mają kucharkę -zaśmiał się Robert. Nie żebym był złośliwy, ale twoja matka i gotowanie to coś, co nigdy nie  szło w parze. Widocznie  pan dentysta też to odkrył. A gdzie w takim razie ty się  stołujesz? W uczelnianej stołówce, nie trują tam nas, chociaż nie rozpieszczają. 

Ewa słuchała tego wszystkiego i skóra na niej cierpła. U  niej w domu było nie do pomyślenia, żeby ona jadała w stołówce studenckiej. Miałam , w porównaniu z tym chłopakiem jedwabne życie. Normalny dom i troskę obojga rodziców, chociaż się moim przecież nie przelewało - pomyślała.

Paweł, a ile  ty  miałeś lat gdy się twoi rodzice  rozwodzili?- spytała Ewa. Czternaście. Wybrałem mieszkanie  z matką, bo ojciec często wyjeżdżał, był rzadko w  domu a  matka twierdziła, że ojciec ma  za granicą jakąś kochankę  i na pewno za którymś razem nie wróci do Polski, a wtedy zabiorą mnie do Domu Dziecka.

Robert zbladł. Więc dlaczego nie  zapytałeś mnie o to dlaczego wciąż wyjeżdżam, dlaczego tak rzadko jestem w domu? Mogłeś mnie o to zapytać nawet w sądzie. Ile razy chciałem  z tobą gdzieś iść, ty mówiłeś, że nie chcesz, że nie interesuje cię to co ja proponuję. Fakt, byłem bardzo pochłonięty pracą i nie  wpadłem na to, że jesteś przez matkę bez przerwy ogłupiany. Jesteś już dorosły, więc teraz  mogę ci wszystko opowiedzieć. I nie idzie mi o to, by się wybielić. Ale już jesteś dorosły i wiedza o tym co było już ci nie zaszkodzi.

Ożeniłem się z twoją matką,bo zaszła w ciążę i to zaraz na  samym początku naszej znajomości. Nie zmusiłem jej do stosunku, jak to mówią "sama chciała", twierdząc, że możemy się pieścić bez obaw. A ja, naiwniak, uwierzyłem. Nie kochałem jej, ale bardzo mi się podobała. Do ślubu zmusił mnie mój własny ojciec, chociaż ktoś inny dobrze radził, by owszem, uznać dziecko, dać mu swoje nazwisko   ale  nie żenić się, tylko płacić alimenty.W dniu ślubu  miałem 26 lat i ukończone studia  w wybranym przez siebie  zawodzie. Zacząłem robić specjalizację co naprawdę  wymagało i nadal wymaga poświęcenia temu dużo czasu, to jest jak drugie studia. Urodziłeś się pełne trzy tygodnie przed czasem a ja wtedy przebywałem na  szkoleniu we Francji. Oczywiście dowiedziałem się, że celowo wyjechałem do Francji. A potem już było tylko  gorzej, bo zacząłem habilitację, chciałem pracować  naukowo. Nie  zdradzałem twojej matki, chociaż ona  mi to stale  zarzucała. Ale nie podejrzewałem, że ciebie też w to stale wciąga. W końcu  miałem wszystkiego dość i wystąpiłem o rozwód. Miałem nadzieję, że wybierzesz mnie, ale wybrałeś ją.  Całe twoje ówczesne  zachowanie względem mojej osoby wstrzymywało mnie od walki o ciebie- ty mnie nie chciałeś i dawałeś mi to  do zrozumienia. A twoja matka mi kiedyś wykrzyczała,  że  nigdy mnie nie kochała ale wyszła za mnie, bo chciała sobie inaczej ułożyć życie. No i jak widzisz - ułożyła sobie. I dowiedz się jeszcze jednej rzeczy- to Ewa mi otworzyła oczy, że być może ty mnie potrzebujesz. Bo ja każdy twój telefon odbierałem, że jesteś mną zainteresowany tylko i wyłącznie jako ostoją finansową, tak jak twoja matka.   Ewa ma jakiś szósty zmysł.

Paweł wpatrywał się w Ewę jak zahipnotyzowany, potem wstał, podszedł do Ewy, przykucnął przy niej i mocno objął mówiąc-słów mi po prostu brak, wiem, że "dziękuję" brzmi w tej chwili wręcz trywialnie. Ewa ujęła w dłonie jego twarz, cmoknęła w czoło i spojrzała w oczy mówiąc - będzie dobrze, zła passa minęła. Poradzimy sobie  ze wszystkim. Tylko musimy wzajemnie sobie  ufać i zawsze mówić prawdę. Sądzę, że po prostu twoja matka  nie wyniosła z domu dobrego wzorca i nieco pogubiła się w życiu. Tak się bardzo często dzieje.

No to jak - chcesz u nas nocować?- spytała. Paweł pokiwał głową. No to chodź, wyciągniesz sobie  z szuflady pościel i pościelisz sobie łóżko. Będziesz spał w małym pokoju, my sypiamy tutaj. Robert, daj mu jakąś swoją piżamę. I szczoteczkę do zębów, z zapasów. I jakiś kubeczek. I duży ręcznik.  Możesz spać do której zechcesz, jeśli nie musimy to nie  wstajemy wcześnie. Tu masz prześcieradła na materac, wybierz sobie  kolor, w tej  drugiej są poszwy na kołdrę i  poszewki na poduszkę. Chcesz jedną poduszkę czy np. poduszkę i mały jasiek? Poduszkę i mały jasiek. Ewa uśmiechnęła się - tak jak twój tata. No to idź pierwszy do łazienki, ja tu jeszcze ci wywietrzę pokój przed snem. Tata już ci pewnie  wszystko w łazience przygotował.

Macie przeze mnie kłopot- stwierdził Paweł. No coś ty, nie trzeba  cię kąpać, ani sprawdzać czy umyłeś porządnie uszy i szyję, więc nie widzę tu żadnego kłopotu. Łóżko sam sobie przygotowałeś- wszystko jest jak należy. Rano na śniadanie dostaniesz pieczoną owsiankę. Nie znam czegoś takiego, znam tylko płatki owsiane na mleku - Paweł popatrzył zdziwiony na Ewę.  No  to  ci po znajomości sprzedam ten patent. Jak raz zjesz taką pieczoną owsiankę to już w życiu nie zjesz ani płatków na  mleku ani klusek na  mleku. A pomijając smak, to jest to  bardzo praktyczne jedzenie, bo jedna  blacha upieczonej owsianki wystarcza spokojnie  na dwa dni. No to idź do łazienki. A potem śpij dobrze.

Ewa zajrzała do kuchni by napełnić do końca  zmywarkę, ale ta już była włączona. W pokoju było ciemno, a drzwi na  loggię szeroko otwarte, tylko jakoś nie było widać Roberta. Ewa wyszła na loggię ostrożnie pokonując dość wysoki i  szeroki próg. Robert siedział na niskim stołeczku oparty, o szorstką ścianę, pokrytą drobnymi kamykami. Wpatrywał się  w nocne już niebo, jego ręce mocno obejmowały kolana. Ewa cichutko  przykucnęła obok i objęłą go - chodź do pokoju, nie jest mi tu wygodnie, a chcę być  do ciebie przytulona. Pomógł jej wstać, chronił gdy przekraczała próg i objęci weszli razem do pokoju. Ewa zasunęła zasłony i  zapaliła malutką nocną lampkę. Niespiesznie  zaczęła się rozbierać i zaraz do tej czynności włączył się Robert. 

Czuję się okropnie, tak jak bym porzucił Pawła w jakimś oknie życia i odszedł szczęśliwy, że się  go pozbyłem. Wyrządziłem mu wielką krzywdę, że tak szybko  zrezygnowałem z walki o niego. Głupstwa pleciesz, właśnie odzyskujesz swoje dziecko, więc  skup się teraz  na tym. I to dziecko odziedziczyło  nie tylko twoją urodę - lata kontaktu z  Harpią nie uszkodziły w nim twoich dobrych cech. Będziesz miał z nim teraz częsty kontakt a on jest w wieku,  w którym zaczyna się już trochę inaczej postrzegać swoich rodziców i doceniać to co mówią i robią.  Byleś teraz nie uderzał w mentorski ton. Traktuj go jak młodszego przyjaciela, nie jak dziecko i wszystko będzie dobrze. 

W piwnicy mam  poskładane kartony po przeprowadzce, tylko trzeba  będzie  dokupić taśmę do ich sklejania, bo już mam jej niedużo. Myślę, że będzie dobrze jeśli kilka z nich weźmiemy  jutro ze sobą i pojedziemy tam w dwa  samochody.Weźmiemy też worki próżniowe. Jest u ciebie  odkurzacz? bo trzeba przecież  czymś powietrze z nich odessać. Przecież nie  wziąłeś ani wszystkich swoich rzeczy ani książek. Mam też w piwnicy taki "dinks" do naklejania taśmy na pudła i odcinania jej, to nawet niezły patent. I ponieważ przed nami kolejna przeprowadzka część pudeł z twoimi rzeczami pozostawimy zapakowane w piwnicy. Czas do naszej przeprowadzki szybko zleci. I jakoś nie chce mi się  wierzyć, że wszystkie rzeczy Pawła zmieszczą się w dwie lub trzy walizki.

                                                                 c.d.n.




wtorek, 15 lutego 2022

Ryzykantka - 14

 Następnego dnia rano wychodząc do pracy Robert  powiedział Ewie, że spróbuje zaprosić syna  na  najbliższą sobotę, bo sobie przypomniał że w następną sobotę to będzie  miał niestety dyżur.  Ewę już dawno śmieszyły te szpitalne  dyżury, bo  niemal we wszystkich  szpitalach z jakiegoś  względu zakładano, że w weekendy wszystkie  choroby też mają weekendy i na weekend pacjenci zdrowieją, więc wystarczy na  cały szpital jeden lekarz. Już dawno "podpatrzyła", że  w większości szpitali  piątek był dniem nieoperacyjnym - nic  dziwnego, skoro  w weekendy obsada lekarska  była wielce  zminimalizowana. A od  dawna wiadomo, że operacja  to nie jest obcięcie i opiłowanie paznokcia i różnie może się po operacji  z pacjentem wydarzyć.  

Zapytała się nawet kiedyś jednego z lekarzy dlaczego tak się dzieje- zdaniem jej rozmówcy był to wynik stałego niedofinansowania służby zdrowia i niskie pensje lekarzy. Nie garnęli się do pracy w szpitalach, za to bardzo chętnie pracowali w różnych przychodniach lekarskich działających na  zasadzie spółdzielni. W państwowych szpitalach najlepiej  zarabiali kardiochirurdzy. Koleżanka Ewy  opowiadała, że gdy sama  leżała w  klinice kardiologicznej, to operacje były "na okrągło", blok chirurgiczny działał dzień i noc i na tamtejszej chirurgii nie było dni  nieoperacyjnych. Z własnych pobytów w szpitalach Ewa  pamiętała te dyżury -  dyżurny lekarz  wchodził na salę  z pielęgniarką z danego oddziału, od progu rzucał pytanie w gatunku "no i jak  się drogie panie  czują?  Nic nikomu nie potrzeba? No to życzę paniom dobrej nocy." A ponieważ leżała za każdym razem na chirurgii to w niedzielny poranek i niedzielny wieczór powtarzała się ta  sama scena.

Z każdego z tych szpitali wychodziła w piątek rano czasem jeszcze  ze szwami, a czasem już po ich zdjęciu, jeśli tak się zdarzyło, że można je było zdjąć w czwartek.  Ale tu było trochę inaczej - każdy z oddziałów miał "swojego" lekarza dyżurującego. Robert przed każdym dyżurem sprawdzał którzy lekarze będą w tym samym czasie na dyżurze. Z niektórymi chętnie  dyżurował, bo mieli o czym  ze sobą rozmawiać, gdy nie było nikogo z tych,  z którymi lubił rozmawiać to zaraz po wieczornym obchodzie kładł się spać. Bardzo lubił jednego z młodych chirurgów miękkich, który jego zdaniem był rewelacyjny w  swym fachu, już miał doktorat chociaż miał dopiero 35 lat.  Specjalizował się w  przepuklinach i po jego operacjach nigdy żaden pacjent nie wracał za jakiś czas na  reoperację. 

Ewa się śmiała, że Robert dlatego lubi tego kolegę, bo on podobnie jak Robert  bardzo krótko znał swoją żonę przed ślubem. Po trzech  dniach  znajomości oświadczył się, miesiąc później  brali ślub i mają już dwoje  dzieci. Wszyscy ich znajomi przepowiadali rychły koniec takiego "związku na  chybcika", ale oni są razem już sześć lat.

Syn Roberta z niejakim  zdziwieniem przyjął zaproszenie ojca na  najbliższą sobotę. Spotkali się na  mieście i Robert przywiózł go do domu około godziny  trzynastej. Nie mówił po drodze, że Paweł pozna nową żonę Roberta.  Ponieważ Robert zaparkował na parkingu strzeżonym do budynku  szli na skróty. Młody rozglądał się dookoła, stwierdzając, że osiedle nawet całkiem ładne, dużo zieleni i widać, że administracja osiedla dba o nie- ławki pomalowane, wszędzie kosze na śmieci, place zabaw dla dzieci ogrodzone a sprzęt w nich nie zniszczony. Był nawet teren zabaw dla.....psów.

O, to mieszkasz w niskim bloku, wydedukował Paweł gdy stanęli przed  jedną z klatek czteropiętrowego bloku. Tak, do tego na pierwszym piętrze, więc się przynajmniej nie  namęczę po schodach. Robert  otworzył kluczem drzwi klatki  schodowej i poszli na piętro. Dość wysoki jest tu parter-  zauważył syn. W wielu blokach można każdemu  do chałupy przez okno  zajrzeć.  Stanęli przy drzwiach z nr 14 i Robert otworzył drzwi puszczając syna przodem. Zapalił w przedpokoju światło i powiedział głośno - kochanie, już jesteśmy. Z kuchni z uśmiechem wyszła Ewa. Młody wytrzeszczył  oczy, potem cicho powiedział - jestem Paweł, dzień dobry pani. Ewa podała mu rękę, mówiąc : a ja jestem Ewa. Cieszę się, że do nas przyjechałeś. Wyskakuj  synku z  butów, zaraz ci dam gościnne klapki - powiedział  Robert. 

No a teraz idź przed siebie, do pokoju. Co będziesz pił - kawę czy herbatę czy  może chcesz colę. Kawę. Robert popchnął go do pokoju mówiąc - klapnij, gdzie chcesz. A  może chcesz ręce umyć, ręcznik gościnny jest w kolorze czerwonym, przy umywalce. A toaleta zaraz obok łazienki. A co ty taki cichutki jesteś?  

Nie wiedziałem, że mieszkasz nie sam ale z kobietą. Mieszkam z  kobietą bo to jest  moja żona. Należę do tych co nie mieszkają z kobietami na  "kocią łapę". Macie  fajną kabinę prysznicową- spora - zauważył Paweł. No umyj te  ręce, pokażę ci resztę tego niewielkiego ale  ustawnego mieszkania.

Kawa na stole - zawołała Ewa. Idziemy już. Tata,  a jak mam do Twojej żony mówić? Zapytamy się jej, chodź, nie bój się, nie gryzie i nie wrzeszczy.

Na stole w pokoju stała srebrna taca z ptysiami i eklerkami, drugą połowę tacy zajmowały bakalie i kawałki różnych czekolad oraz świeże daktyle. Ojej, westchnął młody - ptysie! Wieki całe nie  jadłem! No to teraz możesz się napchać nimi do oporu - stwierdził Robert. Ewuniu, Paweł się  zastanawia jak się ma do ciebie zwracać, więc powiedziałem, że to ty musisz to określić.

Ewa roześmiała się - ja po prostu jestem Ewa, nie ubliży  mi mówiąc do mnie  moim imieniem z pominięciem słowa "pani". Mam w pracowni ze trzech równie młodych ludzi i wszyscy mówimy  sobie po imieniu. Ewa jest  architektem - uzupełnił Robert.  A dawno wzięliście ślub?  Nie , niedawno. A coś na kształt mini wesela urządziła dla nas w swoim domu ciocia Alina. Ta co ma bliźniaki? - zapytał Paweł. Tak, ta sama. A bliźniaki już  skończyły 10 lat. Zastanawiam się jak Alina  ich rozróżnia. Bo ja  mam zawsze wrażenie, że widzę podwójnie. 

Powiedz mi synku a jak tam z twoimi studiami? Zacząłem już pisać magisterkę, chociaż jeszcze  nie mam absolutorium- zrobię je w lutym- tak planuję. No a co potem?  Jeszcze dokładnie nie wiem. Pewnie wyjadę, na początek do Niemiec. Informatycy są potrzebni niemal w każdej branży. A to ty znasz niemiecki? Nie wiedziałem o tym. No nie znam, ale przyjmują również z  samym angielskim. Możliwe, że na początek zacznę w  dawnym NRD. Nawet tam lepiej płacą niż tu. Tata, ale nie mów nic matce, bo ona nie chce żebym wyjechał. Masz to jak w  banku, ja przecież z nią nie rozmawiam. A jak ci się układają stosunki z jej mężem? Jak psu z jeżem - stwierdził Paweł. Mam podejrzenie, że oni się chyba rozejdą, bo wciąż są jakieś awantury. Nie wiem o co. Między innymi i dlatego chcę wyjechać. Nie chcę z nimi mieszkać.  A jak panu dentyście biznes idzie?  Chyba dobrze, bo wciąż jest pełno klientów. On już teraz sam  ludziom w zębach  nie dłubie. A co robi? Nic i dlatego matka się awanturuje. Bo teraz on siedzi na recepcji i kasuje pieniądze.

Słuchaj Paweł - nie wyjeżdżaj tylko dlatego, że nie masz w tej chwili gdzie mieszkać. Pomyślimy z twoim ojcem  nad tym i będziesz  miał gdzie mieszkać. I to w niedługim czasie- stwierdziła Ewa. No właśnie - Ewa ma rację - dodał Robert. 

Paweł, a czy matka ma jeszcze upoważnienie do twego konta  bankowego? - spytał Robert. Jeżeli jeszcze ma to załóż sobie inne konto, w innym Banku, np. w Alior  Banku i przenieś te  pieniądze które masz. I podaj mi potem nowe konto, żebym  miał gdzie  alimenty wpłacać.  Do 26 roku twego życia będę ci wpłacał, o ile nie zaczniesz wcześniej regularnie  pracować. Zostaw na koncie tylko jakąś symboliczną kwotę, góra 200 złotych.

A jak ci załatwimy  mieszkanie to nie podawaj matce adresu, bo będziesz ją miał na głowie. Jesteście  zameldowani w mieszkaniu tego dentysty? Tak. No to fajnie, ona na pewno w razie rozwodu wydębi od niego jakieś mieszkanie dla siebie. Umie  zadbać o siebie. A my załatwimy mieszkanie  dla ciebie. A jak ci się podoba to nasze?  Fajne. To osiedle jest w porządku. Jest tu cicho i czysto.

Ewa wstała od stołu i wyszła do kuchni. Po chwili  zawołała - Robert, zdejmij mi coś z góry. Gdy wszedł do kuchni szepnęła -przewieziemy w dwa  dni twoje rzeczy osobiste ze Świerczewskiego i niech Paweł tam zamieszka. Potem "powachlujemy" mieszkaniami i ty zapiszesz mu to, a tamto będzie  zarabiało na siebie. Idź mu to powiedzieć, że na razie będzie na Świerczewskiego a co dalej to się zobaczy. Ja tylko włączę piecyk i zaraz  przyjdę.

Robert wrócił do pokoju i powiedział - zastanów się nim  mi odpowiesz- mam do ciebie dwa pytania- pierwsze to w jakim  czasie jesteś w stanie się spakować, drugie- czy umiesz na tyle  o siebie  zadbać, byś sam mieszkał. I nie idzie tu o płacenie czynszu za mieszkanie, tylko o sprawy porządkowe  jak  dbanie o mieszkanie, szykowanie sobie posiłków. Bo  mamy z Ewą pewien pomysł - na początek  zamieszkałbyś w moim mieszkaniu i to "teraz- zaraz", na Świerczewskiego, potem, czyli pewnie  w pierwszym kwartale przyszłego roku przeprowadziłbyś się tutaj i dostałbyś to mieszkanie ode mnie. Bo my chcemy z Ewą zamienić się "papierkowo" na mieszkania. Gdy już  będę właścicielem tego mieszkania przepiszę je  notarialnie na ciebie- jako darowiznę, żebyś nie płacił podatku. A tamto będę wynajmował. My powinniśmy się  do końca roku wprowadzić do nowego mieszkania, blisko kliniki, w której pracuję. Przeanalizuj to sobie w swoim na wpół skomputeryzowanym mózgu. To jest propozycja głównie Ewy.  A ja się  z nią zgadzam. No to w jakim  czasie jesteś w stanie  się spakować?  W dwa dni i pewnie w trzy walizki. Dlaczego pytasz?

W tym momencie Ewa zawołała obu do kuchni, by przenieśli talerze z obiadem do pokoju. Młody wyglądał na nieco ogłuszonego i zdezorientowanego, ale  posłusznie  powędrował za Robertem do kuchni i zabrał swój talerz do pokoju.  

Gdy usiedli do stołu Ewa powiedziała -  poważne rozmowy  będziemy kontynuować po obiedzie,  przy kawie,  lodach i bakaliach. Teraz zajmijmy się jedzeniem. Ewentualne dokładki są dostępne bez problemu, wystarczy przejść się do kuchni i otworzyć piecyk.  Paweł w niesamowitym tempie pochłonął zawartość  swego talerza przyglądając się niemal każdej  muszelce, w końcu zapytał - a kto te  muszelki robił? Nie wiem, odpowiedziała Ewa - kupiłam je po prostu w jednym ze sklepów, który ma tylko i wyłącznie makarony. Całkiem niedawno został otwarty a te  muszelki bardzo mi się spodobały. Być może, że są włoskiej produkcji, bo Włosi ubóstwiają makarony. Nooo, ruszaj Paweł po dokładkę! Cieszę się, że ci to smakuje. Oj tak, bardzo! Gdy wyszedł z pokoju Robert szepnął do Ewy - ubóstwiam   cię!!!

 Gdy już była kawa a  lody w małych kryształowych miseczkach Ewa powiedziała - mieszkanie  mamy małe, więc słyszałam co ci , Pawle, mówił ojciec. Nie  musisz  niczego dokupywać z wyposażenia mieszkania w sensie   mebli, bo mamy zamiar kupić nowe meble. Po prostu niezależnie od tego w którym  z mieszkań zamieszkasz będzie ono  z pełnym wyposażeniem- meble, pościel, wyposażenie  kuchni. Dopóki nie  zaczniesz regularnie pracować i zarabiać nie będziesz płacił czynszu. Ale jest jeden warunek - rozwód rodziców na pewno odcisnął na tobie  swoje piętno, więc musisz odbyć psychoterapię, żebyś potem  nie powielał błędów  swoich rodziców. 

Psychoterapeuta to nie psychiatra - on, lub ona, na  podstawie odpowiedzi na zadawane tobie pytania wytłumaczy ci zawiłości psychiki byś lepiej  zrozumiał postępowanie ojca, matki i siebie  samego. Pamiętaj, że psychoterapeuta  nie ocenia postępowania pacjenta, pomaga tylko by każdy sam lepiej zrozumiał siebie, swoje  reakcje i reakcje otaczających go ludzi. Widzę cię pierwszy raz i widzę, że ogromnie  mocno wszystko przeżywasz i sądzę, że nim podejmiesz kolejne życiowe decyzje powinieneś uwolnić swą psychikę od tego co  cię spotkało z racji tego, że rodzice się nie dobrali. Myślę, że jesteś na tyle dorosły by porozmawiać z ojcem na temat jego małżeństwa z twoją matką. Ja ze swojej strony  obiecuję ci, że zawsze z tobą na każdy temat porozmawiam i powiem ci prawdę.  Bardzo kocham twego ojca i chcę by był szczęśliwy i nigdy nie będę zazdrosna o wasze wzajemne kontakty i uczucia.

A teraz idę nakarmić zmywarkę, więc sobie obaj przemyślcie to co powiedziałam.  Psychoterapię my sfinansujemy. A jeśli któryś z was chce jeszcze kawę to trzeba do expresu dosypać ziaren i zmielić. I zjedzcie do końca te  ciastka, bo jutro to one  już nie będą smaczne.

                                                                 c.d.n.

Ryzykantka - 13

Poślubny tydzień był dla obojga  bardzo pracowity. Robert codziennie operował  poza tym przyjmował pacjentów w przyszpitalnej przychodni. 

Ewa co prawda zaczęła tydzień od wtorku, ale skoro  miała więcej pracować w domu musiała się do tego przygotować. Gdy powiedziała kolegom, że z uwagi na stan  zdrowia  będzie  przychodziła  raptem  raz w tygodniu, panowie  zapytali się  kiedy rozwiązanie. W odpowiedzi dowiedzieli się, że są stadem  bezmyślnych baranów i do końca dnia  nie odezwie się do żadnego. Większość dnia spędziła  w  "norze Ziga" . Ustalili plan działania  na  najbliższy  miesiąc - Zigi stwierdził, że jeśli  "coś się  będzie  paliło" to on przyjedzie do niej do domu. A Ewa obiecała, że raz w tygodniu, np. we wtorki będzie w firmie i na  wtorki mogą umawiać klientów którzy są zainteresowani jej projektami. No a co do tych "terenów zielonych" to oczywiście, gdy będzie taka potrzeba pojedzie z  szefem "oglądnąć rzecz w naturze" jak to nazywał Zigi. Gdy zakończyli sprawy służbowe Ewa pochwaliła szefa za to, że ogolił smętne resztki włosów na głowie , jeszcze raz mówiąc, że ma naprawdę bardzo kształtną czaszkę.  No i teraz mogę myć twarz  razem z głową-  zaśmiał się Zigi.

Gdy Ewie  minęła złość na kolegów za  głupie pytanie, wysłała  stażystę do pobliskiej  cukierni po ciastka   i "nakarmiła" służbowy express kawą. I dopiero teraz poinformowała wszystkich, że wyszła za mąż i teraz ma dwa nazwiska,  więc już za dwa- trzy dni będzie się posługiwała nową pieczątką. To dlaczego nie nosisz obrączki - zapytał się najstarszy z pracowników, który nosił bardzo ozdobną,  szeroką i masywną obrączkę i zawsze tak układał ręce by  rozmówca mógł ją podziwiać. 

Ależ noszę, noszę, tylko musisz nieco wzrok i swą bystrość wyostrzyć.  Zobacz- odpięła bluzkę  pod  szyją i pokazała swój obrączkowy wisiorek. My idziemy z duchem czasu i mamy oboje takie "wisiorkowe"  obrączki.  Nie muszę tego zdejmować do  jakichś prac domowych. I twój mąż to nosi? Nie protestował, że to mało męskie?- zdziwił się jeden z kolegów. 

Ewa spojrzała na niego jak na błoto naniesione na wypolerowaną posadzkę - wiesz co Mały? Mój mąż wygląda dostatecznie  męsko chociaż nie chodzi w pracy w powyciąganym T-shircie który  nosi na sobie ślady popiołu i wypitych tego dnia napojów. Weź ty się ogarnij, bo jeszcze  trochę i portier cię do budynku  nie  wpuści. To, że nie chodzicie do pracy w garniturach i pod krawatem  nie znaczy, że  możecie chodzić rozmamłani. A rozmamłanie , kochasiu, nie jest wcale oznaką  męskości a tylko niechlujstwa. Racja - poparł ją szef i przejechał ręką po swej świeżo ogolonej głowie i mrugnął do Ewy. Wyciągnął z kieszeni portfel, z niego 100 złotych i wcisnął  młodemu w rękę. Idź do sklepu i kup sobie nowego, przyzwoitego T-shirta, oddasz mi forsę przy wypłacie.  Ależ  szefie, ja  mam  pieniądze -  zaprotestował. No to na  co czekasz, wysuwaj do sklepu i kup coś przyzwoitego na grzbiet. A jeśli jeszcze raz przyleziesz taki rozmamłany, to poszukasz sobie innej pracy.  To nie przytułek  dla bezdomnych, tylko biuro projektowe.

Dwóch kolegów bardzo było zainteresowanych tymi "nowoczesnymi" obrączkami, gdzie kupione, za ile, ale  Ewa powiedziała, że nie ma pojęcia, bo je  dostali w prezencie od siostry jej męża. Ale obiecała, że się dowie. Wszyscy zgodnie twierdzili, że to dobry patent, bo większości mężczyzn obrączki noszone  na palcu przeszkadzały - większość miała znacznie  większy obwód stawu palca niż obwód samego palca  i obrączka na palcu odstawała często zahaczając o jakieś wystające części. Więc albo ich wcale nie nosili albo....gubili, bo zdejmowali do jakiejś pracy  fizycznej i potem o nich zapominali. Jeden powiedział, że już dwie umywalki  "nakarmił" obrączkami.

Pierwszy dzień "poślubny" w szpitalu minął Robertowi na dwóch operacjach. Gdy wreszcie mógł nieco odetchnąć i wrócił do swego  gabinetu znalazł tam na biurku "laurkę" -  pocztówkę ozdobioną fotką  dwóch białych gołębi trzymających w  dziobach dwie  splecione obrączki  oraz napisem "Wszystkiego Najlepszego na  Nowej Drodze  Życia" . Wewnątrz były podpisy i było ich znacznie więcej niż osób zatrudnionych  na samej ortopedii. No ciekawe skąd wiedzieli? - zastanawiał się przez  chwilę. W końcu doszedł do wniosku, że to " krecia robota" R. Widocznie   powiedział którejś z pielęgniarek o ślubie Roberta. 

Nie  zostało nic innego niż zejść do kantyny i zlecić, by wszystkim podpisanym zaniesiono kawę i po kawałku tortu. No cóż- pomyślał - jak mówią  "szlachectwo zobowiązuje". W gruncie rzeczy był zadowolony. Postanowił, że wdepnie po pracy do Rossmanna i wywoła  jedno ze zdjęć Ewy, które miał w komórce. Umieści je pod szkłem z tyłu tabliczki z jego imieniem i nazwiskiem, która stała na jego biurku. Pacjenci będą widzieli tyko jego  dane, a on będzie mógł spoglądać na zdjęcie Ewy. Ona tu wygląda  jak podlotek - pomyślał. I poczuł nagle tak wielką tęsknotę, że  szybko napisał do niej sms : kocham, strasznie tęsknię, wrócę  około 15,00. Kilka minut później miał odpowiedź - ja też tęsknię i kocham, zaraz jadę do domu. 

Gdy dotarł do domu dochodziła już szesnasta - był co prawda  naprawdę dobrym chirurgiem ,  ale nie bardzo mógł sobie poradzić z samoobsługą wywołania  zdjęcia i musiał poczekać aż zrobi to ktoś z obsługi sklepu. No cóż- nie muszę przecież być zwierzęciem uniwersalnym - rozgrzeszył się szybko. 

W drodze do domu nieco nagiął przepisy drogowe do  swych potrzeb, ale na szczęście nie wychwycił go radar, poza tym  nie on jeden grzeszył na tym odcinku.  Usiłował się  Ewie wytłumaczyć, dlaczego się spóźnił, ale ta powiedziała - ja nie jestem Cerberem i wiem, że czasem można się spóźnić.  Ale , gdybyś  jeszcze w ciągu godziny nie wrócił byłabym  zaniepokojona, czy nie przytrafiło ci się coś  złego. Jak ci poszły dziś operacje? Nie wybił cię ten ślub "z uderzenia"? Chodź, obiad już gotowy, opowiesz mi po obiedzie , albo w trakcie, jak będziesz chciał. 

Siedzieli przy kuchennym stole  niczym para  kochanków - na przeciw siebie, a Robert pod stołem obejmował jej nogi swoimi. Opowiedział o życzeniach które znalazł na swoim biurku, o tym, że postawił  kawę i  tort, jak i o tym, że zrobił odbitkę  jej zdjęcia i teraz  zawsze będzie mógł na nią spoglądać. Ewa opowiedziała z kolei o tym, że Zigi ogolił głowę i naprawdę wygląda teraz przyzwoicie, opowiedziała historyjkę o młodym w rozciągniętym i brudnawym T-shircie i o reakcji Zigi.  

A Robert spoglądając na nią rozanielonym wzrokiem stwierdził, że teraz spełniają się jego marzenia o tym, jak powinno wyglądać małżeństwo. Ewa zamieniła krzesło na kolana  Roberta  i powiedziała - czuje się szczęśliwa i bezpieczna.  

Ewuniu, ty powinnaś sporo czasu przebywać w pozycji horyzontalnej, więc  zamienimy krzesło na sofę. A wieczorem  zatelefonuję do rehabilitanta. Zaproponuję mu, by przyjeżdżał do nas - ja też wezmę trochę  zabiegów- to stanie przy stole jest nieco wyczerpujące. Co dziwne, nie czuję tego gdy stoję przy stole, ale w  kilka  godzin  później.Tyle tylko, że wypożyczę stół do masażu, więc będzie nam "dekorował" większy pokój. Z pracy wypożyczysz? Nieee , jest taka wypożyczalnia sprzętu medycznego, od  nich wypożyczę. Najlepsze jest to, że sami nam ten stół przywiozą i potem  zabiorą.

Rozmawiałem ze Spółdzielnią- w piątek możemy obejrzeć mieszkanie- pomiędzy piętnastą a szesnastą. Wiesz, doszedłem do wniosku, że wzniosę się nieco ponad poziom Harpii  i faktycznie zrobię smarkaczowi darowiznę z tego mieszkania, tak  jak to wymyśliłaś. Będzie tylko trochę papierkowej krzątaniny z zamianą "pro forma", ale damy radę. Nie przepadam za nim, no ale masz rację - nie jego wina, że  ożeniłem się z jego matką. Jak znam Harpię, będzie zaraz węszyła jakiś podstęp, wszak każdy ocenia innych podług siebie. Na szczęście chłopak  ma nieco więcej oleju w głowie  niż ona.

No przecież musi mieć  i po tobie  nieco cech, nie tylko płeć odziedziczył - śmiała się Ewa. A  może byś go zaprosił na któryś  weekendowy dzień do nas? Pomyśl - ona mu robi cały czas pranie mózgu, więc może nie byłoby źle gdybyś ty trochę mu ten mózg osuszył. Kiedy widziałeś się  z nim ostatnio?  Ty nawet przez telefon  z nim rzadko rozmawiasz. 

Fakt - rzadko z nim rozmawiam. A on telefonuje do mnie tylko wtedy gdy chce  samochód pożyczyć, żeby zaszpanować, albo gdy mu nagle  zabraknie pieniędzy-stwierdził Robert. I mam wrażenie, że dzwonił po pieniądze głównie wtedy, gdy ona ich potrzebowała. Nie byłem i nie jestem dobrym ojcem, to fakt. Ale Harpia stwarzała mi cały czas piekło w domu. 

Ewa objęła go i powiedziała - ale chyba coś do niej czułeś, skoro zdarzyło się to dziecko. Robert milczał dość długo, w końcu powiedział - z całą pewnością jej  nie  kochałem, podobała mi się zewnętrznie, nie analizowałem co ma w głowie. Zaszła za "drugim podejściem".  Miałem 26 lat i kończyłem studia gdy się pobieraliśmy. Kiedyś, czasie którejś z awantur wywrzeszczała mi, że wyszła za mnie  wcale nie  z miłości tylko z wyrachowania, bo chciała dostać się "na wyższy stopień  drabiny społecznej" i przestać być córką zapitego robola. Alinka to jej od samego początku nie lubiła. Mnie Harpia mówiła, że jej rodzice już nie żyją. Tę samą  bajeczkę opowiadała moim rodzicom  i Alinie. Ale  Alinka uparła się, by się dowiedzieć coś niecoś o rodzinie  Harpii- tyle tylko, że już wtedy było po ślubie. Długo to trwało nim dotarła do prawdy. Jej ojciec rzeczywiście był zapitym robolem.

No tak, to bardzo  smutna historia, nie mniej  nie jest winą  juniora, że  zaistniał na świecie, pomyśl o tym. Może junior wcale nie jest taki jak Harpia i gdy zrozumie, że go akceptujesz to się wasze stosunki jednak "wygładzą"? Może to, że  zawsze coś od Ciebie  chce to według  niego jest sposób na to by zdobyć twoje  zainteresowanie jego osobą. Nie jestem co prawda psychologiem, ale coś tak czuję. Wiem od kilku koleżanek, że rozwód rodziców  zawsze jest dla  dzieci ogromną traumą, nawet gdy jedno z nich zdecydowanym alkoholikiem lub "przemocowcem" i tyranizuje żonę i dziecko.   Rodzice  mojej koleżanki rozeszli się gdy ona była już dorosła i miała ponad 30 lat a jej brat chyba 28, a  obydwoje bardzo mocno to przeżyli.  Byłam tym zdziwiona- to przecież byli dorośli ludzie. Powiedziała mi, że dla  nich to było takie przeżycie  jakby nagle osunął się w przepaść dom,  w którym  mieszkali. Przemyśl to. Możesz zaprosić go do nas albo możemy się z nim  spotkać gdzieś na mieście - masz wybór. 

Robert bardzo mocno przytulił Ewę  i stwierdził, że woli  w takim razie zaprosić syna do nich, do domu. Wiem, to egoizm,  ale ja się tu tak cudownie  czuję,  a wiem, że to spotkanie  nie będzie dla  mnie miłe. Dobry wybór pochwaliła Ewa- tyle tylko, że zupełnie  niepotrzebnie się "usztywniasz" i na zapas już się trochę denerwujesz. Ty masz tu  zaplecze w postaci mnie, jemu będzie trudniej - będzie sam. Możesz zaprosić go pod hasłem   " zmieniłem mieszkanie, przyjdź zobaczyć". I umów się, że po niego wpadniesz bo będziesz  na mieście, wtedy  nie będziesz podawał adresu. Przy dobrze  zastawionym stole zawsze lepiej się rozmawia.  On mieszka sam czy  razem z Harpią?  Z Harpią - sprzedała   to mieszkanie  w którym my  mieszkaliśmy. Paweł powiedział, że za te pieniądze wyjechała kilka razy za granicę i rozbudowała gabinet swego obecnego  męża a sama siedzi tam jako kasjerka i współwłaścicielka.   Mam tylko wyrzuty sumienia, że przeze mnie ty będziesz miała więcej gotowania.  Kochanie - przecież to tylko jedna porcja więcej, czyli np, jeden kotlet więcej,  zamiast dwa będę    smażyła trzy a na patelni i tak się mieszczą cztery.  Zrobię po prostu albo lazanię  albo muszelki - pamiętasz nasz wspólny obiad z muszelkami?  No ta ja ci w tym pomogę, te  muszelki były świetne!No jasne, że były świetne, one  zawsze się udają. A co słodkiego junior lubi? Kiedyś to ptysie i lody. No to rano w dniu wizyty wyskoczysz do cukierni po ptysie,  a lody to u nas są wszak zawsze.

                                                                       c.d.n.