wtorek, 22 listopada 2022

Lek na wszystko ?- 6

 Gdy dojeżdżali do ulicy przy której  mieszkała,  Teresa powiedziała - widzę samochód Roberta. Kazik natychmiast przyhamował i  spojrzał we  wskazanym kierunku. No tak, to chyba jego, czyli poluje na  ciebie koło twego domu. Spojrzał we  wsteczne lusterko  i cofnął się się kilka metrów w tył, by sprawdzić numer  na tablicy rejestracyjnej. Rzeczywiście był to samochód Roberta - samochodów tej marki, w tym kolorze,  bardzo mało było w Warszawie, była to limitowana seria. 

Podwieźć cię pod  dom czy  może po prostu pojedziemy do  mnie? Przycumuj tu na  moment, podejdę na piechotę pod  dom,  a ty mi po prostu podrzucisz  potem moje  rzeczy, masz przecież klucze od  mojego mieszkania. Pójdę między blokami, tak jakbym wracała  na przykład  ze spaceru. Jak znam  życie i Roberta to sterczy zaczajony gdzieś by mnie uwiecznić na  zdjęciu gdy mnie  ktoś podwozi pod  dom lub odprowadza. Pewnie sobie wymyślił, że będzie  miał dowód mojej  niewierności jako rozgrzeszenie  tego, co  zrobił na delegacji. 

Boję się o ciebie byś szła sama do domu - on jest na pewno wściekły- lepiej cię podwiozę. Tyle  tylko, że twoje  rzeczy podrzucę ci później,  albo wręcz jutro raniutko i cię przy  okazji odwiozę do pracy. Teraz dostaniesz  tylko torbę papierową z orzechami. Zaparkował przed skrętem do domu Teresy, wypakował z bagażnika zwykłą kilogramową szarą papierową torebką i podał ją Teresie. Co to jest ?-  zdumiała  się Teresa. No twoje orzeszki w  czekoladzie! Uprosiłem babkę by  mi  w  sumie  sprzedała  kilogram. Będę do ciebie przychodził na orzeszki. Zwariowałeś kompletnie stwierdziła. Ale weź chociaż kilka paczek, bo torebka się  nie domyka, jest  zbyt pełna. Połowa  będzie u  ciebie, a połowa u mnie. No dobrze- zgodził  się łaskawie.

To jedźmy - poprosiła  Teresa. Gdyby nalegał, że chce  wejść do  mieszkania bo  chce ze mną  rozmawiać to zagrożę, że  zacznę wrzeszczeć. A na tyle  mnie  zna, że wie  na  co mnie stać gdy się zezłoszczę. Najwyżej  sąsiedzi będą  mieli ubaw. Kazik uśmiechnął się- jeżeli bardzo chcesz  dostarczyć im rozrywki to poproś swoją sąsiadkę z parteru, by  wyszła ze  swym psem. Ten pies, z jakiegoś nieznanego mi powodu, strasznie  nie lubi Roberta i na  niego warczy a Robert się  go boi.  A to taki miły, duży piesek. Jak stanie  na tylnych łapach to bez  trudu może  mnie polizać,  co zresztą  kiedyś  zrobił gdy  do niego zagadałem i  powiedziałem, że jest ślicznym  pieskiem. Jego pańcia  to mnie z kwadrans  przepraszała. Tego psa to  się sporo osób  boi, jest naprawdę duży. A on tak naprawdę jest  łagodny, sąsiadka ma  małe  wnuki i pies  je  ubóstwia. Nie mam pojęcia  czym Robert  mu podpadł- roześmiała  się Teresa. To pies dobry do  dbania o linię, bo  wymaga  długich spacerów, to chart szkocki.

Gdy podjechali  pod klatkę schodową bloku w którym było mieszkanie Teresy, Kazik wysiadł. Rozejrzał się bacznie dookoła , obszedł samochód, otworzył drzwi samochodu i pomógł Teresie wysiąść. Potem dość ostentacyjnie uścisnął rękę Teresy i wycisnął na  niej pocałunek mówiąc: zadzwonię do ciebie   z domu, mam klucze, sam  sobie wszystko pootwieram. Teresa dzierżąc w dłoni papierową torebkę z orzechami podreptała do domu. Roberta nigdzie  nie było widać. W 20 minut później nadszedł sms od Kazika - on jest u mnie. Współczuję - odpisała.

Około  godziny 23,00 zatelefonował Kazik mówiąc - właśnie  ode mnie  wyszedł, więc te  rzeczy przywiozę ci jutro rano i przy okazji odwiozę cię do pracy. Mam wrażenie, że dopiero teraz  do niego dotarło, że ten rozwód jest rzeczą nieodwołalną. Podobno jego matka się do  ciebie  wybiera, by  ci wytłumaczyć, że każdy może  w życiu  mieć  chwile  słabości i że jeśli cię  zdradził to na pewno  dlatego, że nie byłaś dla niego  zbyt  czuła i że  przecież taki jeden wyskok po 10 latach  małżeństwa nie powinien doprowadzić do  rozwodu bo on  cię  kocha. Zapytałem się  go  czy bardzo  chce by jego mamusia obejrzała te piękne  zdjęcia, bo gdy  się zezłościsz to będziesz jej co kilka  dni wysyłała te  zdjęcia, bo masz je w  służbowym komputerze. A gdy się jeszcze  bardziej zezłościsz to stać  cię na to, żeby je wysłać do jego dyrekcji i do BRH  w Moskwie. I wygląda na  to, że dopiero teraz  do niego dotarło, że ma przechlapane  nie  tylko u  ciebie  ale i z wyjazdem może  się raczej pożegnać. 

Bo tak naprawdę to nie  wiadomo dokąd jeszcze te  zdjęcia trafiły i nie wiadomo  również kto i  dlaczego je  robił. On w tej  delegacji był z jedną ze  swych pracownic i  zaczyna podejrzewać, że to jej robota. Z jego niezbyt  jasnych  wynurzeń  wygląda na to, że ona   chyba też tam była na tym przyjęciu,  a scena  łóżkowa była pod innym adresem niż to przyjęcie. Trochę  się  facet pogubił w tym  wszystkim. Bardzo  się  zmartwił, gdy mu powiedziałem, że jeśli umie  liczyć, to niech  nie liczy na to, że ja  się  za nim wstawię u ciebie, bo według  mnie zrobił rzecz  niewybaczalną. Można przestać kogoś  kochać,  ale wpierw trzeba jednak o  tym powiedzieć, potem  odejść a nie demonstrować w ten  sposób swój  brak uczuć. Wypomniał mi mój rozwód z Anką, więc  mu tylko przypomniałem, że Anka wpadła w alkoholizm i odmawiała  stanowczo leczenia. A w alkoholizm wpadła  w swoim miejscu pracy, bo ją koledzy rozpili. Chciałem  by  stamtąd odeszła, to nie  chciała zmienić firmy. Zresztą pamiętasz to  wszystko. No i oczywiście trafił jak kulą w płot mówiąc, że ja  powinienem mu pomóc bo wtedy to ty mi pomogłaś, a teraz trzeba pomóc tobie, byś podjęła dobrą decyzję i  nie  rozbijała  małżeństwa. Tak słuchałem  tego i  miałem szczerą  chęć mu przywalić bo chyba sam  nie wie  co plecie.  Bo ja  wtedy dzięki tobie rozszedłem się z  nią, by samemu nie  wpaść w jakiś nałóg ze zwykłej bezsilności. Wypalałem wtedy po 60 papierochów dziennie, kilka  razy się znieczuliłem wódą, a ty mnie z tego wszystkiego wtedy wyciągnęłaś. A Anka zapiła się na śmierć.

Wiem, ciebie tu wtedy nie  było,  już byłeś poza krajem. I cieszyłam się, że cię tu nie ma, bo nie  byłam wcale pewna, czy nie załamałbyś się. Twoja mama prosiła  mnie, bym  ci przypadkiem nie napisała o tym co się stało. Byłyśmy zgodne w tym temacie. Bardzo lubiłam twoich rodziców. Kazik  uśmiechnął się - oni też  cię  bardzo lubili - ojciec zawsze  mówił, że gdyby miał ciebie  za  synową  to by  cię na  rękach cały  czas nosił. Nigdy im  się Anka  nie podobała, nawet na  samym  początku.

No jasne, że pamiętam. I pamiętam jak  mnie zatkało gdy mi pokazałeś jej schowek w rezerwuarze toalety. I pamiętam, że świadkowałam na twojej sprawie rozwodowej. Nie  było to miłe przeżycie. I dlatego bardzo chcę załatwić tę  sprawę szybko i stosunkowo  bezboleśnie  dla obu  stron. Robert prawdopodobnie nie  załapie się na ten  wyjazd, nie  robi  się kariery zawodowej gdy daje  się  ludziom  do ręki dowód, że jest się mało odpowiedzialnym facetem. Na placówki wysyła  się  głównie  żonatych a nie rozwiedzionych. I on o  tym wiedział, to  nic  nowego. Przepraszam cię, że cię wplątuję w  swoje  sprawy. Fajnie, że mnie jutro odwieziesz. Zaczekam na ciebie na dole, o 7,30 to chyba  nam wystarczy, ale  jeśli ci pasuje wcześniej to ja  mogę być wcześniej  gotowa.  Nie, nie - 7,30 to jest w sam raz. Do jutra.

Rano Teresa czekała już u wylotu uliczki, żeby się nie musieli wyplątywać się  z niej z  całą kawalkadą samochodów. Gdy wysiadała pod  biurem Kazik zapytał,  czy będzie  dobrze gdy przyjedzie po nią o 16,20 na parking przy  Zgody. No będzie  dobrze, ale nie  widzę powodu dla którego masz mnie wozić w tę i  z powrotem. Ja widzę, ale powiem ci o  tym powodzie innym  razem.  Być  może, że  dziś już spotkamy się z panem adwokatem. Trzymaj  się, miłego dnia  ci życzę bez  tłumu pod  drzwiami. Marzyciel z ciebie - ze śmiechem odpowiedziała Teresa.

Tłumu pod  drzwiami nie  było,  ale stale było kilka osób. A  z każdym ze  zdających  paszport specjalistów  Teresa  musiała chwilę porozmawiać   na temat ich pobytu poza  granicami kraju, czy to już  koniec kontraktu  czy  wracają z powrotem do kontrahenta i  kiedy, czy coś się  zmieniło w  ich  życiorysie na tyle, że należy złożyć  nowy druk paszportowy.  Biuro  mieściło  się  w starym  budynku, brakowało recepcji z prawdziwego zdarzenia, wszyscy pracownicy cierpieli na  dotkliwy brak przestrzeni.

Po ośmiu  godzinach spędzonych w takim młynie Teresa  wychodziła  z pracy "pół żywa". Nieomal  w ostatniej  chwili  przypomniała  sobie, że  dziś nie ma  iść  do autobusu tylko na parking na  sąsiedniej  ulicy, bo przecież  jest umówiona z Kazikiem. Kazik już na  nią czekał. Widział, że jest naprawdę   bardzo  zmęczona i powiedział- coś mi  się  widzi, że  moje  życzenia nie  za bardzo miały  moc  sprawczą,  wyglądasz biedulko na  wykończoną, więc zaczniemy od  nakarmienia  cię- dziś zjesz u  mnie, odpoczniesz i na  godzinę 18,30 pojedziemy na spotkanie z mecenasem. A masz  jakąś  zupę? Muszę coś mokrego zjeść, podjedźmy  do  mnie, mam jarzynówkę i gulasz z kaszą  gryczaną. I na  ciebie  przerzucę  trud przygotowania tego, bo prosto z lodówki będzie  za  zimne, trzeba  to jednak ogrzać. A u ciebie zjem jakąś  kolację gdy  wrócimy. I mam  nadzieję, że  nie  zasnę przy  stole. Generalnie  to  czuję  się tak  jak  dziwka  w burdelu o piątej  nad  ranem  - jak mawia  jedna  z moich koleżanek. Ciekawi mnie skąd ona to wie. Mam nadzieję że nie z  własnego doświadczenia.  No dobrze, pojedziemy do ciebie, ja  nie mam zupy-zgodził się Kazik.  Dziwnym trafem znalazło się  nawet miejsce nieomal przy  samym wejściu. Teresa  z ulgą pozbyła  się wysokich szpilek i położyła  się na  sofie. Ziku, a do mięsa to po prostu odsmaż makaron. 

Nakryję cię czymś, jakoś nie  za ciepło tutaj. Nie, nie  ja  za pięć  minut już  wstanę. Jeśli  mnie nakryjesz  to natychmiast  zasnę. Widzisz  jaka ze mnie atrakcyjna dziewczyna?  Angażuje  faceta do wożenia, do szykowania jedzenia  a sama uderza  w kimono. Więc może nic  dziwnego, że  Robercik   poszukał gdzie indziej  wrażeń. 

W weekend pomyślimy we dwoje jak zorganizować się obiadowo - oświadczył Kazik. Trzeba po prostu raz na  jakiś czas poświęcić sobotę  lub  niedzielę na  zrobienie drugich dań w wekach. W takim weku to spokojnie się  zmieszczą 4 porcje obiadowe mięsa. Samo ugotowanie  do niego makaronu ewentualnie kaszy, ryżu lub kartofli  nie będzie  już obciążające. A poza tym wpadnę na  sąsiednie osiedle, tam są podawane obiady domowe. Ja tam raz nawet jadłem - czyste, smaczne, jadalne za nieduże pieniądze. Może się z nimi jakoś dogadamy i będziemy po prostu u  nich  kupować  na  wynos. A Robert  ci pomagał w gotowaniu? W gotowaniu??? On mi tylko pomagał w  jedzeniu no i nosił zakupy. Wiesz, gotowanie to było  dla  niego za mało twórcze zajęcie. Czasem mi pomagał w pieczeniu ciasta ewentualnie ciastek. Ale stosunkowo  nieźle  sprzątał. Na początku to chodziliśmy na obiady domowe do jednej  pani - gotowała  rewelacyjnie, przez  dwa lata było super. A potem żeniła  syńcia  i obiadki bardzo straciły na  smaku bo chyba  oszczędzała  na wesele. A potem odkryłam, że gotowanie  to żadna  sztuka i gotowałam głównie  dla siebie, bo Robert jadał gdzieś na mieście w jakimś barze, a ja po stołówkowym jedzeniu to  chorowałam. Przeważnie  wszystkie  zupy  robię na  mięsie i od  razu  gotuję gar rosołu, przecedzam, zlewam do wyparzonych  słoików i mam na zupy  na  cały  tydzień. A mięso najchętniej jem samo lub z warzywami, niekoniecznie gotowanymi. I często robię chińskie dania, nawet wok kupiłam na tę okoliczność. Oczywiście "chińskość" polega głównie  na  sposobie  obróbki termicznej bo przyprawy to  niekoniecznie  są chińskie. Mnie to twoja  kuchnia  bardzo smakuje i  chętnie  się poduczę i będziemy razem gotować, raz u  ciebie  a raz u  mnie - pasuje  ci taki układ? Chyba musimy się pomału  zbierać.  Muszę wziąć  coś do pisania i zapisania.

                                                                                      c.d.n.


poniedziałek, 21 listopada 2022

Lek na wszystko? - 5

 Na recepcji czekała na nich spora, mocna papierowa torba, którą Kazik od  razu schował do bagażnika. Na pytające  spojrzenie  Teresy powiedział - mamy tu drugie i trzecie śniadanie i twoje ukochane orzechy laskowe w  czekoladzie. Z torby wyłuskał dwie małe torebki orzechów i podając  je Teresie  powiedział - to na  drogę samochodem i  kolejką. A drugie  śniadanie mamy dlatego, że zapłaciłem z rozpędu za dzisiejsze wyżywienie. Gdy wczoraj wyszedłem z łazienki ty już spałaś, a  mnie  sen odleciał w siną  dal, więc wyszedłem na  spacer. I spotkałem pana  kierownika i sobie ucięliśmy fajną pogawędkę o życiu.

No wiesz, przecież mogłeś mnie  obudzić i byśmy pogadali,  skoro nie mogłeś  zasnąć - stwierdziła. Nie  mogłem,  miałem wielce  nieprzyzwoite myśli i  zachcenia. A tak  pospacerowaliśmy po terenie, pogadaliśmy o życiu i jego zawiłościach i o 2 już wróciłem. Widziałem, że byłaś  wczoraj wykończona i nie  chciałem  byś dziś wyglądała niczym strzyga. Spałem  całe  6 godzin, dość rzadko  sypiam więcej, jak na razie  tyle  mi wystarcza. Nie  wiem tylko dlaczego leżałaś w poprzek łóżka dziś   rano. Gdy  się kładłem to leżałaś jak należy  na  swojej połowie łóżka,  zwinięta w kłębuszek, plecami  do  mnie.

Teresa  śmiała  się -pewnie szukałam  głową północy, bo  w domu tak jest ustawione  łóżko- głową na północ. Ale podobno jako dziecko,  gdy już wyrosłam z dziecięcego łóżeczka takiego ze  szczebelkami dookoła, to na noc rodzice przystawiali do mego łóżka krzesła, żebym  nie  zleciała na podłogę, bo raz mi się  to zdarzyło. A że byłam dobrze otulona  kołdrą to się nawet nie przebudziłam. Tego to ja nie pamiętam,  ale pamiętam te krzesła ustawione koło łóżka. Już do  szkoły  chodziłam, a jeszcze  mi te krzesła  przystawiali, twierdząc, że wprawdzie  nie spadam  już  z łóżka ale zrzucam na podłogę  kołdrę. Ja  bardzo  dziwne rzeczy wyprawiam we śnie - kiedyś Robertowi przygrzmociłam pięścią w oko. Kazik wybuchnął śmiechem - jakoś nigdy  mi  się  tym nie pochwalił. Twierdził, że w pracy powiedział, że niechcący go kolega  uderzył. Z  tydzień spał na kanapie, taki był na  mnie obrażony. Najzabawniejsze to było to, że tak  mu przywaliłam, że  aż  się obudziłam. Byłam  absolutnie  nieprzytomna i zupełnie  nie  wiedziałam dlaczego on  się na  mnie  w nocy drze. Ja na ogół nigdy  nie pamiętam  co  mi  się  w nocy śniło, a ten  mnie z tydzień przepytywał co  mi się  wtedy śniło. Tak, że  miałeś  szczęście że się  do ciebie tylko przytuliłam głową a na przykład  nie pobiłam  cię lub  nie zamordowałam. No fakt,  miałem  sporo szczęścia - śmiał się  Kazik. Mogłaś  mi tak  zwanie  "z byka" przywalić i teraz  bym  był na operacji a nie jechalibyśmy pętlą. A co to znaczy " z byka"? -dopytywała  się Teresa. 

Tesiu, z byka  to  cios wyprowadzony głową. Młodociani mają czasem takie  pomysły i w trakcie bójki walą przeciwnika głową  w twarz łamiąc mu nos i ogólnie dewastując buziuchnę. Pojedziemy teraz "Bieszczadzką kolejką leśną" , tylko musimy podjechać do wioseczki Majdan. Kolejką  się powleczemy do Balnicy,  tam  sobie  zmitrężymy pół godziny i  tą  samą kolejką  wrócimy. Nic tam właściwie  nie ma, są resztki cmentarza prawosławnego. Kiedyś  była  tam  cerkiew zbudowana w 1856 roku a w1944 roku ten teren opanowała sotnia Weselego z bandy UPA. Miejsce ładne, dalekie od  zgiełku i jak całe Bieszczady zmuszające do przemyślenia, czy  człowiek  ma  wszystko w  głowie po kolei. Łemków wysiedlili, cerkiew rozebrali, cześć po prostu zniszczyli, niektóre fragmenty wyposażenia przeniosła jakąś  dobra  dusza do innych cerkwi. A tą wąskotorówka to kiedyś szły transporty  drewna po  zrywce  drzew. A dziś my  pojedziemy pogryzając orzechy w  czekoladzie. Jechałaś  kiedyś tą kolejką?-zapytał. Nie, nigdy, Robert nienawidził jazdy "czymś  takim." Zresztą on nie  lubił Bieszczad, bo to żadne góry. Bardzo chciał jechać  w Alpy, ale trafił mu  się wyjazd  służbowy do Armenii i przez pół roku słyszałam w kółko jak tam jest pięknie, jakie piękne dziewczyny, jakie pyszne wino i jacy sympatyczni faceci. A potem słyszałam, że gdy on  się załapie  do pracy w BRH to koniecznie pojedziemy do Armenii. Chwilami to miałam  chęć udusić go, żeby  tylko przestał bredzić.

Kolejka  bardzo statecznie jechała , raz  na jakiś czas przenikliwie gwiżdżąc. W Balnicy to  był  właściwie  tylko  smutek, resztki prawosławnego  cmentarza pozarastane  były różnorodnym zielskiem na  wysokość  pół metra. Kazik zrobił kilka  zdjęć starych nagrobków. Teresa poprosiła  by  zrobił też kilka  zdjęć rosnących  tu kwiatów  łąkowych, bo jej zdaniem to na  nizinach mazowieckich takie  nie rosną. W pełnym sezonie  turystycznym był tu podobno grill i sprzedawano  grillowane  pstrągi. Teraz już było po sezonie i oprócz Teresy i Kazika kolejką w obie  strony jechało ze  30 osób.

Gdy wrócili  do Cisnej zgodnie  podjęli  decyzję,  że nie  będą  już wysiadać  z  samochodu po drodze, tylko przejadą pętlą  do Leska  tempem spacerowym i pojadą do Warszawy. I może gdzieś po drodze zjedzą obiad. To może w takim razie zajedziemy do Sandomierza do Lapidarium pod Ratuszem. O tyle  dobrze, że możemy zrobić tam  rezerwację z  drogi, np. gdy będziemy  na  stacji benzynowej w Rzeszowie. Co prawda ostatni raz, proszę  wycieczki, byłem tam w ub. roku ze znajomymi Bułgarami, ale papu  mają  bardzo dobre i nawet dietetyczne mogą zrobić. 

No fajnie, bo zwykle tylko przejeżdżam koło Sandomierza - ucieszyła  się Teresa. Kazik uśmiechnął się - mówisz  serio, czy  tylko chcesz  mi zrobić przyjemność? Ziku,  naprawdę  zawsze tylko przejeżdżałam obok Sandomierza. Gdy jeździliśmy z Robertem to nigdy nigdzie  po drodze nie  wstępowaliśmy poza  stacjami benzynowymi. Po drodze to mógł być tylko postój wypoczynkowy na leśnym parkingu. Co prawda udało mi  się kilka  razy zjeść  coś po drodze na przykład do Zakopanego, bo po drodze był motel tuż przed  w Krakowem. On tam  lubił jeść. No racja, on tylko w góry jeździł i raz pojechał w kopczyki. Dwa razy - poprawiła Teresa - raz w Bieszczady  i raz w Beskid Sądecki. A gdzie wtedy byliście? W Piwnicznej. Nawet zrobiliśmy wycieczkę do Krynicy- oczywiście i  tu i tam  to były pagórki.

W trakcie  nabierania paliwa Kazik zatelefonował do Sandomierza, powiedział gdzie  aktualnie jest i poprosił o zarezerwowanie  dla nich stolika. No to mamy zrobioną rezerwację- stwierdził po skończeniu rozmowy. Jeśli ci  się tam  spodoba, to następny weekend możemy spędzić właśnie w Sandomierzu. Wyjedziemy z Warszawy w sobotę  rano, wrócimy w niedzielę po południu. Zgadzasz się? No chyba jasne, że  się zgadzam. Ziku, a ja nie  wchodzę przypadkiem komuś w paradę?  Wchodzisz, ale sama sobie. Przecież gdybyś komuś "wchodziła  w paradę" jak to ślicznie określiłaś, to już  byś o  tym  wiedziała. Nawet gdybym milczał. Czasem mam wrażenie, że siedzisz w  moim mózgu ukryta w moich synapsach i dlatego wszystko o mnie  wiesz. Ale to są bardzo małe przestrzenie, nie  zmieściłabym się tam- śmiała  się Teresa. No chyba, że ktoś, kiedyś, gdzieś, gdy robił nasze mózgi to synapsy twoje i  moje brał z tego samego pojemnika, przypadkowo lub celowo. Ale my  nie jesteśmy z tego samego rocznika, więc trochę mi brak  pomysłu na to zjawisko - dodała  Teresa. 

Coś w tym  wszystkim  jest tajemniczego. Miałeś pozostać za granicą a wróciłeś. Nie rozmawialiśmy ze  sobą trzy lata, bo cię nie było, wróciłeś gdy coś zaczęło się psuć pomiędzy Robertem a mną. A jestem pewna, że on ci nic mówił na ten temat, bo jego zdaniem wszystko było w porządku na linii on-ja. Podejrzewam, że w jego opinii nadal  jest wszystko między  nim  a mną w porządku, tylko ja jestem histeryczka a do tego  złośliwa baba i  nie chcę uwierzyć, że cała ta  sprawa została sfingowana, bo go spili, wsadzili go na  gołą babę i  sfotografowali biedaczka. Nie  dziwiłam się, że po śmierci rodziców postanowiłeś pozostać w Niemczech. Masz tu tylko stryjka, ale nie jest w Polsce sam, ma córkę. No i jest jeszcze  co prawda  Krystian,  ale wy  zawsze  ze  sobą  koty drzecie. Nawet się  trochę dziwiłam, że wróciłeś.

Nooo, ja też się dziwiłem, że wróciłem. Do dziś gdy rozmawiam ze swoim byłym szefem w Niemczech za każdym razem słyszę, że mogę  w każdej chwili wrócić. Niezłe pieniądze tam zarobiłem, a ponieważ nie szalałem ani tam,  ani tu, to zainwestowałem w kawałek ziemi, który z roku na  rok ma  większą wartość. I tylko ty jedna o tym od tej  chwili wiesz. Nikomu o tym nie mówiłem, nawet Krystianowi. Jesteś jedyną osobą do której mam pełne  zaufanie. Minęły czasy gdy podobnym zaufaniem  mogłem obdarzyć Roberta.

Jutro będę się widział z Krystianem i poda mi namiary na twojego adwokata. Jeśli nie masz nic przeciwko temu, to na pierwsze spotkanie z nim pójdziemy razem - zgadzasz  się? No pewnie, że  się zgadzam, to chyba jasne. Mam tylko prośbę, byś mi powiedział dzień wcześniej i to najlepiej rano, żebym mogła  sobie przeorganizować dzień w pracy.

Oczywiście, jak znam życie to facet jest dostępny i wieczorem. Panowie prawnicy którzy nie pracują gdzieś na  stałym etacie to właściwie  są dostępni niemal całą  dobę. 

Ciekawe czy Robert będzie miał adwokata - bo na ogół to wszystkie moje rozchodzące  się  koleżanki mi mówiły, że  część spraw omawiali  między sobą adwokaci obu  stron. Ale tu nie ma  nawet co omawiać - to nie  moje podejrzenia, tu jest niezbity dowód. I jedyne czego ja chcę to rozwód z orzeczeniem jego winy. Nie wnioskuję o  podział  mieszkania, bo mieszkanie nie jest moje,  ale mojego ojca,  nie  chcę połowy jego samochodu bo  mi samochód nie jest na  co dzień potrzebny, nie  chcę odszkodowania za poniesioną szkodę moralną. Ja  mu nawet w obecności  sądu zwrócę obrączkę, bo on kupował obrączki. Będzie  miał dla następnej, bo jakoś tak  się złożyło, że do grawera  ich  nie  daliśmy na  wygrawerowanie daty ślubu i imion.  Ja  tylko chcę by ten  związek przestał istnieć. Tylko to mnie interesuje. Tak sobie  pomyślałam, że byłoby najpiękniej gdybym wcale już nie  musiała  się z nim zobaczyć w tym sądzie, gdyby to  wszystko mógł za mnie załatwić adwokat. Może  jutro zrobię skan tego oświadczenia, że tata  mi pozwala mieszkać w tym mieszkaniu, które jest jego własnością i skoczę do spółdzielni po pieczątkę. Bo takie  oświadczenie jest też w  spółdzielni złożone, gdy się tu meldowałam.

Spokojnie, wpierw porozmawiamy z panem adwokatem, posłuchamy jakie  papierki trzeba dostarczyć, jeśli to z naszej spółdzielni to ja ci to  załatwię bo ty mi  wystawisz upoważnienie, a twój podpis poświadczy ci twoja kadrówka. Nie do  wszystkiego musisz  mieć poświadczenie notarialne podpisu.

No - za niedługo będziemy w Sandomierzu. No i dobrze, bo już nawet zgłodniałem, a ty? Ja też  chętnie zjem  coś  ciepłego.

Restauracja   bardzo  się Teresie podobała, wzięli żurek staropolski i pieczony schab z pieczonymi kartoflami. Kazik namawiał Teresę na torcik czekoladowy, w końcu się zgodziła pod  warunkiem, że on   zje większą  część jej porcji.

Po obiedzie poszli na króciutki spacer, czekała ich jeszcze trzygodzinna jazda do  Warszawy. Zik, ty  zawsze  dajesz takie królewskie napiwki? Kazik uśmiechnął się- bystrota  z ciebie, że  zauważyłaś. Dałem bo zasłużył. Czym?  Podał coś extra i  nie  policzył?  Nie, ale zapytał się czy żonie obiad smakował. Dostał za tę "żonę". Dobra wróżba dla mnie. A ty wierzysz we wróżby?- zdziwiła  się. Czasami, bardzo rzadko. 

Szkoda, że weekendy są takie krótkie. Mógłbym tak jechać  z tobą obok przez  całą Polskę i Europę. A nie  chcesz przypadkiem bym prowadziła? Nie jesteś już  zmęczony? Nie, nie jestem. A odkąd ty lubisz prowadzić po  zmroku?  Nauczyłam się radzić sobie z tym problemem - po prostu na  dwupasmówce biorę pas  między nogi i problem   z głowy.  Oooo, to jakiś kierowca ciężarówki ci  rad udzielał. Ale to raczej nocą dobre,  teraz jest jeszcze za duży ruch, musiałabyś  z tego pasa często zjeżdżać.  A Robert ci pozwalał tak jeździć?  Robert zasypiał i  mi głowy  nie  zawracał. Bliżej Warszawy to się nie  dawało tak jeździć, ale tak jak tu - szło nieźle. Ja  tylko bardzo źle toleruję na  drodze mgłę i to obojętne  czy w  dzień czy wieczorem. W mieście  też. Nie lubię też mgły nad  morzem bo wtedy są włączane te  cholerne "buczki"- mają taki porażająco ponury dźwięk.

                                                                        c.d.n.

niedziela, 20 listopada 2022

Lek na wszystko? - 4

 W Sanoku uzupełnili paliwo. Gdy zajechali na parking wczasowiska  w Baligrodzie  Kazik z radością w głosie  powiedział - świetnie  się mój samochodzik spisał, czystej jazdy mieliśmy 6 godzin i 10 minut. Uważam, że to całkiem dobry czas, tylko 5 minut gorszy od przewidywanego, no  ale kazałaś mi na pewnym odcinku  zwolnić. Daj swój dowód, pójdę nas  zameldować i opłacić. Bo  nie  wykluczam, że jutro prosto z pętli pojedziemy do stolicy. W kwadrans później wchodzili  już do przeznaczonego  dla  nich domku, a Kazik powiedział: szef cię pozdrawia, puściłem  mu farbę, że się rozwodzisz, bo się dziwił, że nie ma  "pana Roberta". No  więc mu wyjaśniłem, że jeśli "pan Robert  zjedzie  to już na pewno z inną, niż  ty, panią. Na dodatek zapewnił mnie, że zimą też będziemy mogli dostać lokum, bo oni teraz  mają ośrodek  czynny cały  rok. Domki mają już centralne ogrzewanie no i dodatkowo kominek. Poza tym  stoją w lesie,  więc wiatr  nimi  nie pomiata. Jak się rozpakujemy to od  razu możemy iść na kolację. Podobno są pyszne pierogi z mięsem polane prawdziwą śmietaną. No to umrę gdy zjem  taką  kolację- taka prawdziwa  śmietana to każdemu  może  wykończyć wątrobę-  stwierdziła Teresa. No  to będę  miał okazję by  cię  reanimować techniką usta-usta, śmiał  się Kazik. A poza tym to nie ma jeszcze  śniegu i karetka szybko przyjedzie.  

Kocham pana, panie  Sułku - fajnie, że mnie  tu przywiozłeś. Po kolacji możemy jeszcze pójść trochę na  spacer- albo po terenie ośrodka  albo  szosą, którą  nikt nie jeździ, wieczorem i  nocą zwłaszcza. W dzień, w pełni sezonu ten ośrodek jest dla prawie  100% ludzi jedynym  celem na tej  drodze. Bo za nim to już tylko kilometry pustki. A chodziłeś  po okolicy gdy tu  byłeś? Nie, przecież tu  nic  nie ma dookoła. A ja  chodziłam. Chodziłam kawałek  do przodu , czyli za ośrodek i tam,  w prawo,  jest całkiem  szeroka,  dobrze utrzymana  żwirowa droga. I są już tylko kamienne podmurówki po dawnych domostwach, które  stały nad potokiem. Strasznie przygnębiający  widok, takie  wspomnienie po domu. I na pewno były to porządne  domy, zapewne piętrowe  sądząc po wysokości podmurówki. Tu  kiedyś  mieszkali Łemkowie,  w ramach akcji "Wisła" zostali wysiudani z Polski. Łemkowie  byli karpackimi  góralami.To kolejny  naród  żyjący w  diasporze. Szczerze mówiąc to po tym  spacerze i obejrzeniu tych kilku resztek domów do końca  pobytu nie  mogłam  przestać o tym  myśleć. Oni byli greko-katolikami. Gdy  się pojedzie  tą szosą "do nikąd" prowadzącą to trafi się na stare cerkiewki. Ale  większość  z nich zniszczona,  a te które ocalały można tylko z zewnątrz obejrzeć, są zamknięte.

Kolacja była  rzeczywiście bardzo smaczna, na  stole  stał dzbanuszek ze śmietaną i kto  chciał mógł sobie pierogi ową śmietaną polać. Oprócz tego miały  omastę z dobrze wysmażonych skwarek. W ogóle na  dwie osoby to tego jedzenia było stanowczo,  zdaniem Teresy, za  dużo,  no ale Kazik był tą  ilością jedzenia zachwycony. Bo nie tylko  było go  dużo ale i było to smaczne   jedzenie. Po kolacji wybrali się jeszcze na  niedługi  spacer, żeby "uruchomić proces trawienia". Spacer po terenie  ośrodka był dość krótki, ale tu przynajmniej świeciły  się latarnie, a poza ogrodzeniem ośrodka było kompletnie  ciemno i oboje  żałowali, że nie  wzięli  z domu latarek. Śmieli  się  sami  z siebie, że nie  wpadło im  do głowy, że w połowie  września nie jest widno tak długo jak w czerwcu. Poszli więc jeszcze do kawiarni do części dla niepalących. 

Kazik przyprawił Teresę o wytrzeszcz  oczu, gdyż zamówił dla  siebie pokaźnych  rozmiarów kawałek tortu czekoladowego z posypką orzechową i lampkę wina a Teresa  zamówiła mały, ale  za to najdroższy koniak i opakowanie orzechów laskowych  w  czekoladzie. Gdy Teresa chciała  płacić za swoje zamówienie Kazik tak  się na  nią spojrzał, że natychmiast schowała portfel do torebki. Oj, oj, widać, że  dawno nigdzie  nie byliśmy razem - stwierdził Kazik. Zapomniałaś  już jak  się umawialiśmy? Te zasady nie uległy zmianie. Mam wrażenie, że nadal jesteśmy niemal rodziną, więc się nie liczymy. Czy mam ci przypomnieć ile razy ty płaciłaś za mnie i ile  razy w  roku cię objadam wpadając nie  zaproszony?  Teresa, gdy  tylko spróbowała tych orzechów w czekoladzie powiedziała  - ja  chyba tu  zostanę na  zawsze, one  są w gorzkiej czekoladzie! Uwielbiam takie! Kazik uśmiechnął się - no to ile paczek mam wziąć? dziesięć czy dwadzieścia? Jeszcze jedną, wariacie.  Kazik  wstał i podszedł do lady. Dość  długą chwilę go nie  było, a gdy wrócił powiedział - załatwione. Będą jutro na nas czekały w recepcji, już zamówiłem. Ile zamówiłeś? No chciałaś jedno opakowanie to będzie jedno opakowanie. Ona  tu w tej  chwili nie ma  więcej,  a musi mieć kilka, bo one mają powodzenie. 

No, idziemy napalić w kominku - stwierdził Kazik, bo  chyba  się jednak ochłodziło. Zresztą sama  wiesz jak  to jest z kominkiem - ciepło jest głównie blisko niego. A ten pokój kominkowy to jednak jest  spory. Oooo, jeszcze  kupię zapałki,  bo nie  spojrzałem czy są tam, a my jako  nie palące istoty nie mamy ani  zapałek   ani  zapalniczki. Gdy dochodzili do domku Teresa powiedziała - spójrz  w górę- to coś  czego nie zobaczymy  w Warszawie- niebo na gęsto usiane gwiazdami. Chodź mała, rozpalimy w kominku, założymy kurtki i wyjdziemy na  balkonik pooglądać   gwiazdy. Ależ  tu cicho, aż dziwne - stwierdził.

Rozpalanie  w kominku poszło gładko, bowiem drewno było już  w nim "fachowo" ustawione, wystarczyło przytknąć   zapałkę do garstki wiórków i......gotowe. Założyli kurtki i poszli na pięterko by wyjść na  balkon. I był to bardzo dobry pomysł - z tej  strony domku już  był las i stali na  balkonie  zachwyceni ciszą, otoczeni  starymi, wysokimi  świerkami, z wygwieżdżonym  niebem nad głowami. Miałeś świetny pomysł z tym przyjazdem tutaj - powiedziała  Teresa otulona  ramionami Kazika. Śpimy w tej  sypialni czy wolisz na dole? - spytała.  Na dole, bo wiem, że  schody są twoją  słabą stroną, twoje wszystkie kontuzje są pochodzenia  schodowego - lekko uśmiechając  się stwierdził Kazik. No przecież raptem tylko dwa razy miałam zbyt bliski kontakt ze  schodami - raz  to jeszcze  w  dzieciństwie, to  się chyba  nie liczy a w życiu dorosłym też  tylko raz.  Ale też wolę na  dole. Chodź,  zrobię jeszcze owocową herbatkę - skoro się "rozwydrzamy" to na  całego. Mam herbatę malinowo- cytrynową i słodką wiśnię i rooibos waniliowy. Rooibos waniliowy - stwierdził Kazik. I mam jeszcze   coś co lubimy oboje- ciekawe czy  zgadniesz- zastanawiała  się głośno Teresa. Słodkie,  czy konkretne?- dopytywał  się Kazik. Słodkie. Nawet bardzo  słodkie. I ktoś mi  to przywiózł z Niemiec. Miał przesiadkę we Frankfurcie. Normalnie  musiałby facet przylecieć  do Polski dwa  dni później, ale puściłam  go przez Frankfurt, bo to nie miało akurat  wpływu na  cenę  biletu bo całość  się mieściła  w milażu. A to jeden  z moich ulubionych branżystów- nigdy  się nie  wścieka że brak miejsc na taki termin, który  mu pasuje, więc ma u  mnie  "chody". I jeszcze na  tyle przytomny, że nie wręcza prezentu na oczach  personelu, tylko  mnie wywołał z pokoju telefonicznie. Nazwa tego słodkiego jest dwuczłonowa i po polsku to p.m. Nie mam pojęcia, powiedz, bo będę  całą  noc  zgadywał. To pianki marshmallow. A jemu się  spieszyło do kraju bo jego córeczka szła na  usunięcie migdałków, więc chciał być w dniu  zabiegu już w  domu. To jedyny facet który jest normalny w tym  biurze - nie  wdzięczy  się, nie podrywa,  nie  wykłóca. 

Nie lubisz  być podrywana? Dziwił się Kazik śmiejąc  się jednocześnie. No popatrz Zik - jaka jestem dziwna- nie lubię  być podrywana w pracy. Podrywanie koleżanek w godzinach pracy uważam za chodzenie na łatwiznę. Poza tym ja mam naprawdę spory młyn w pracy i każda pomyłka może zaowocować dużymi problemami i kosztami. Poza tym mam przez  większość roku straszne  ilości ludzi z  zewnątrz. Przez kilka  miesięcy w  roku obsługujemy po 500 osób miesięcznie. No normalnie zgłupieć  czasami można. I dlatego  pewnie przez  większą część  roku chodzę  stale wściekła. Do tego wszystkiego mam jakieś niedorobione dziewczyny, którym  się wydaje, że są tu głównie  do ozdoby  a nie  do  roboty.

A do tego wszystkiego to muszę się  słuchać głównie nie swego naczelnego ale cudzego i  potem swojemu tłumaczyć dlaczego coś jest nie do przeskoczenia. Chciałam wyekspediować Roberta na kontrakt do kraju płacącego dobrymi pieniędzmi, bo wtedy wyjechałabym stąd na jakiś czas, no to widzisz jak to  się porobiło. Zaczęłam się poważnie zastanawiać nad  zmianą pracy. Miałam jedną bardzo ciekawą pod względem finansowym propozycję, ale tylko pieniądze były w tym wypadku ciekawe- reszta  absolutnie   nie. Zwłaszcza, że nie mogli, lub  nie  chcieli sprecyzować co bym tam robiła. No a skoro mi nie  powiedzieli co konkretnie  miałabym tam  robić to zaraz  mi  się zaświeciła  czerwona  żaróweczka w mózgu i odmówiłam. Robert  się  śmiał, że najbardziej to im  się  spodobało moje  zacięcie  do dochodzenia  do sedna  sprawy. Ale pomimo tego talentu nadal  nie mam pojęcia kto  mi nadesłał te urocze  zdjęcia mego męża w akcji. Praca w każdym  BRH daje  sporo korzyści a do tego akurat w tym kraju to nasi  robią  różne interesy z  miejscowymi. No ale dla mnie  wyjazd na 2 lub 4 lata do Moskwy to byłaby katorga. Prawdę mówiąc to ja nawet nie wiem czy te  zdjęcia to były z ostatniej jego bytności tam  czy może wcześniejsze. Gdyby nie był goły to wiedziałabym, bo przecież od  tego facet ma  żonę by mu ciuchy  na  wyjazd szykowała.

Kazik objął ją i przytulił -wiem, że ci bardzo ciężko. Ale wiem, że nie da się tego odfajkować bezboleśnie. Połóż się na brzuszku, zrobię ci masaż rozluźniający, jesteś ogromnie spięta. Powiem to co ty często sobie i innym powtarzasz - co ma być to i tak będzie, nawet gdybyśmy nagle zaczęli chodzić na  rękach. I nie ma tego  złego co by na dobre  nie  wyszło.

Chcesz pierwsza iść  do łazienki czy ja mam iść? Pójdę pierwsza, rano się kąpałam, szybko się uwinę. Gdy wyszła z łazienki Kazik pokazał jej, że są nowe naprawdę nocne lampki- dawały blado zielonkawe światło i były w listwie przypodłogowej za wezgłowiem łóżka. Nie  raziły i  mogły być włączone  całą  noc. Gdy wyszła  z łazienki roześmiał się - kochana, wyglądasz w tej piżamce w  misie na  całe 7 lat. Właź szybko pod kołdrę, bo tu nie za ciepło. Gdy wyjdę z łazienki położę jeszcze  koce na kołdrach, bo to pewnie  jeszcze  letnie kołdry. Gdy wrócił z łazienki Teresa już spała. Nakrył ją jeszcze kocem, sobie  też położył koc na kołdrę, popatrzył jeszcze na Teresę i pomyślał - biedna mała a ja dureń ją jednak kocham.

O ósmej rano obudził się z przeświadczeniem, że spóźni się do pracy. I że coś kudłatego leży mu na szyi. Otworzył oczy i nieco zdębiał - to  coś kudłatego to była głowa przytulonej do niego Teresy. Leżała bardzo dziwnie, głowę miała przytuloną do jego szyi a reszta  Teresy  leżała  nieomal w poprzek drugiego łóżka. Obudził ją delikatnym głaskaniem po włosach mówiąc - śniadanie i pętla na  nas  czeka. W końcu cmoknął ją  czule w czoło i przerażona  wyraźnie Teresa otworzyła  oczy. Ojej - gdzie ja jestem- dlaczego ja tak dziwnie leżę?  Tesiu, a  skąd ja mam wiedzieć dlaczego leżysz  w poprzek łóżka? Obudziłem się bo coś kudłatego leżało na mojej szyi.  Okazało się, że to ty, a że już ósma to zacząłem cię budzić. Trzeba iść na śniadanie i ruszać na pętlę albo na Połoninę Caryńską. Na Połoninę nie  pójdę, bo przecież jutro idę do pracy, padłabym  tam martwym  trupem- stwierdziła Teresa. 

Nie ma problemu - pojedziemy na Wielką Pętlę, to  tylko 144 kilometry   do przejechania. Zatrzymamy  się w Cisnej, Kalnicy, Smereku, Lutowiskach, Ustrzykach  Dolnych i zjedziemy  do Leska no i stamtąd już hulniemy do Warszawy. Uwielbiam  z  tobą  jeździć, bo  nie  marudzisz po  drodze,  żadne piciu, siusiu, gorąco ,  zimno. Jesteś cudownym towarzyszem do samochodu. I jak widzisz  jakieś  zagrożenie to mówisz o  tym spokojnym  głosem, zero paniki. Może dlatego, że jesteś naprawdę  dobrym kierowcą i sama wiesz co kierowcę rozprasza. Jeśli będziesz chciała  trochę poprowadzić to powiedz, w każdej chwili możemy  się  zamienić miejscami,  a przestawienie fotela i lusterek to wszak  żaden problem. Ale  ja lubię być  wożona, chociaż lubię też sama prowadzić. Ty czasem jeździsz za  szybko, ja nie mam zbyt wielkiego zaufania  do innych użytkowników drogi, trudno czasem przewidzieć jaki bezmyślny manewr odstawią i trochę  się boję, że mogę wtedy nie opanować samochodu.

                                                                     c.d.n.


sobota, 19 listopada 2022

Lek na wszystko? - 3

 Podjedź wpierw pod dom- poprosiła Teresa- mam otartą piętę i nie chcę cierpieć idąc  z parkingu. A masz w domu plaster?- zapytał Robert. Chyba  mam ale i bez plastra  sobie  poradzę. To ja jeszcze podjadę  do apteki - poinformował  ją Robert. Teresa wzruszyła  ramionami - jak chcesz, przeżyję i bez plastra. A w myśli dodała: bez ciebie  też.

Gdy weszła do mieszkania z lekka  ją zatrzęsło - w łazience na podłodze leżały koło pralki koszule i bielizna Roberta, rzeczy które miał ze  sobą  w  delegacji. No jasne, jak  zwykle nie  wie  biedaczek co z czym razem można prać -  tępy drań! Z odrazą popatrzyła na ten bałagan, nogą odsunęła rzeczy które leżały na podłodze  zbyt  blisko umywalki i umyła ręce. W pół godziny  później zazgrzytał klucz  w  zamku drzwi wejściowych i usłyszała - kochanie, mam plastry i kupiłem po drodze śliwki i pączki. 

Teresa zbyła tę wiadomość głębokim  milczeniem. Dobrze wiedziała, że jej milczenie jest dla  niego deprymujące, więc nadal milczała. Przepraszam, że  zostawiłem w łazience wszystko na  podłodze! Teresa nadal nie reagowała. Stała  w kuchni zastanawiając się co ma w zamrażarce takiego, za czym Robert nie przepada. Jej wzrok padł na gotową już jakąś "rybę po grecku". Fajnie-pomyślała- na dodatek będą frytki - bajecznie durne  zestawienie, ciekawe  jak  to zniesie. Nastawiła  piekarnik, po chwili wstawiła  do niego frytki, po  czym zajęła  się przeglądaniem jednego z czasopism kulinarnych. Robert wszedł do kuchni informując  ją, że rzeczy  do prania  wrzucił do kosza, a później pod  jej kierunkiem nastawi pranie. Teresa nadal milczała  jakby była głucha a do tego niemową. Kochanie, mam nadzieję, że tylko zażartowałaś, że złożyłaś pozew rozwodowy, to nie  był dobry żart - wygłosił.

Teresa  westchnęła głęboko - no cóż, jak  wiesz "nadzieja to matka  naiwnych" i ja  naprawdę złożyłam już sprawę w sądzie. Nie  sądzisz chyba, że mając taki dowód twojej miłości do mnie nadal będę twoją żoną. I  nie kompromituj  się w moich oczach bardziej usiłując mi dowieść, że ktoś manipulował tobą lub  tymi zdjęciami i że to nie  ty leżysz między nogami blondyny, z którą się na innym zdjęciu całowałeś. No chyba, że były tam bliźniaczki a ty całowałeś  się z jedną a spółkowałeś z drugą. I bardzo cię proszę - opuść jak najprędzej moje mieszkanie, nie wiem czy  wiesz, ale ty, w przeciwieństwie  do  mnie, nie jesteś  tu  zameldowany. Nie  zmuszaj mnie  bym poszła na policję i poprosiła by oni  cię stąd wynieśli. A jestem pewna, że gdy im pokażę te piękne  zdjęcia i opowiem wszystko to na pewno mi pomogą. I doceń fakt, że nie wysłałam tych  zdjęć do twojej mamusi - nie wysłałam, bo bałam  się, że dostanie biedna  ataku serca z radości na widok kolejnej swojej ewentualnej synowej. 

Gdy  zjesz to spakuj swoje rzeczy i jedź do swojej mamy. Wytłumaczysz jej, że po prostu przestałeś  mnie  kochać,  a ja zamiast ci ten fakt wybaczyć  czepiam  się i założyłam  sprawę rozwodową. Dopilnuj sobie frytek by się nie  spaliły i wstaw rybę do mikrofalówki. Ja już jadłam dziś obiad, byłam w knajpce na  Zgody. Na deser to sobie kupiłeś pączki, więc sobie je zjedz. Wiesz, dobrze, że ja nie lubię pączków. 

I myślę, że to tyle w tym temacie i nie mamy już o  czym dyskutować. Samochód jest twój, ja się obędę całkiem  dobrze bez samochodu, z domu mam 150 m do autobusu, z niego niewiele więcej do biura. I nie  myśl, że mam kogoś "na podmianę" w twoje miejsce - mam nieodparte wrażenie, że dużo wody upłynie w Wiśle nim spojrzę przychylnym okiem na jakiegoś faceta.  I jeszcze coś - uświadom swoją mamę, że to nie ja ciebie zdradziłam tylko ty mnie. Jeżeli tego nie  zrobisz to dostanie ode mnie te dwa twoje piękne  zdjęcia z nową twoją miłością. Mam ich skany w służbowym komputerze. Mogę, gdy  się bardziej wścieknę, co  tydzień wysyłać jej takie zdjęcie. Zajrzyj do piekarnika, bo spalone frytki nie są smaczne. I z miną księżnej udzielnej wyszła  z kuchni. W czasie gdy Robert jadł obiad, spokojnie przełożyła jego pościel do skrzyni sofy w  dziennym pokoju.

Wieczorem gdy zadzwonił telefon Robert natychmiast podniósł słuchawkę. Teresa siedziała akurat w łazience z maseczką odżywczą na twarzy. A Robert celowo mówił bardzo głośno, by ona  będąc w łazience słyszała co on mówi Kazikowi. Robert poinformował Kazika, że Teresa  dostała  chyba  fioła, bo podobno złożyła pozew rozwodowy. W trakcie rozmowy Robert zaprosił Kazika by wpadł i obejrzał te zdjęcia. Z tego co mówił Robert  wynikało, że Kazik widział te  zdjęcia i nie ma zamiaru ich oglądać po raz  drugi. No szkoda, że nie masz  czasu by tu wpaść. Zapytał się jeszcze  czy to brat Kazika wie o tej sprawie, ale Kazik stwierdził, że jego  brat raczej unika zajmowania  się sprawami rozwodowymi i nawet gdyby go o wzięcie tej sprawy poprosiła Teresa to by odmówił. Potem Robert upewniał się, czy na pewno nie  przysługuje mu w razie  rozwodu połówka mieszkania i czy naprawdę ona  może go wyeksmitować z pomocą policji.

Jeszcze  tego samego wieczoru, około godziny 23,00 Robert spakował najpotrzebniejsze mu rzeczy i nie mówiąc nawet "do widzenia" poinformował Teresę, że po resztę rzeczy przyjedzie w sobotę. Był tak zestresowany, że nawet nie zaprotestował, gdy Teresa kazała  mu zostawić jego komplet kluczy do mieszkania, mówiąc, że niestety to on doprowadził do takiej sytuacji, że ona całkiem straciła do niego zaufanie.  W planie miała zainwestowanie w nowe drzwi razem z patentowymi zamkami, o  czym oczywiście go nie poinformowała. Ekipa je instalująca miała przyjechać w piątek około godziny 15,00 a całej pracy miał doglądać Kazik, bo  łatwiej było się jemu urwać  z pracy niż  Teresie. Poza tym on już miał takie  drzwi od  dwóch lat i bardzo je  sobie  chwalił.

W sobotę Robert przyjechał już o  godzinie 9,00 rano. Teresa cały czas patrzyła mu na ręce co zabiera, dołożyła nawet kilka rzeczy, o których  Robert już nie pamiętał, że sam je kupił lub przywiózł z którejś delegacji, zapewniła  go, że na pewno nie pójdzie  z nim na żadną ugodę i że ich następne spotkanie będzie już  na  sali sądowej. Powiedziała , zgodnie  z prawdą, że nie ma pojęcia kto będzie prowadził sprawę, bo jeszcze nie wybrała  adwokata. Powiedziała  też, że na pewno nie będzie to brat Kazika, bo on się nie  zajmuje rozwodami, o  czym ona  wie od dawna. Ale na pewno w najbliższym tygodniu ona  zajmie się tą  sprawą.  Robert usiłował jeszcze  raz ją przeprosić i przekonać, że tylko ją kocha,  ale Teresa poprosiła  go by się przestał kompromitować, bo to co zobaczyła "czarno na  białym" przewróciło jej życie do góry nogami i jemu to pewno już w nic  nie uwierzy. Gdy wychodził z ostatnim pudłem zauważył, że są nowe drzwi. 

No, nowe drzwi sobie  sprawiłam. Pomału  będę wprowadzać  różne zmiany  w  swoim życiu i realizować dotąd niespełnione plany - powiedziała. To może i do Zanzibaru się wybierzesz - zaśmiał się Robert. Noo, nie wykluczam takiej możliwości. Wszystkiego dobrego Robercie i pozdrowienia  dla twojej mamy. 

Gdy już zamknęła za nim nowe drzwi odetchnęła z ulgą. Była  bardzo zmęczona całą tą aferą a przed  nią jeszcze  była  sprawa rozwodowa. Całe szczęście, że nie zdecydowałam  się na  dziecko - pomyślała. Zanzibar? Podobno tam jest super, muszę nad  tym pomyśleć. Ale daleko i gorąco i nie  w te najbliższe wakacje.  Gdy wróciła  do pokoju zatelefonowała do Kazika - Ziku, już się wyprowadził, pilnowałam by zabrał wszystko, by nie  miał pretekstu by mnie nawiedzać. A drzwi zauważył gdy już wychodził - to był dobry pomysł, by były w  tym samym obrzydliwym kolorku co inne drzwi na  klatce.

A jak się czujesz po tym wszystkim? Pogoda jest  niezła, to może  chcesz byśmy sobie  dziś pojeździli bez  celu po Warszawie a potem zjedli jakiś wykwintny obiadek w Europejskim? Trzeba przecież jakoś uczcić początek twojego nowego życia -  zaproponował Kazik. Myślę, że dobrze ci  zrobi jeśli teraz nie będziesz  siedzieć  w  domu  sama i rozmyślać nad  tym co cię spotkało i  dlaczego. Na pytanie "dlaczego" i tak  nie  znajdziesz nigdy właściwej odpowiedzi - tego nie  wie nikt. A może chcesz pojechać w jakieś konkretne miejsce i to niekoniecznie w Warszawie? Możemy  nawet w Bieszczady pojechać, jest  młoda  godzina. Bieszczady jesienią są piękne, możesz  mi  wierzyć.

 Dobrze, mogą być Bieszczady,  nie będę musiała być  w szpilkach i w makijażu wyjściowym. Jesteś naprawdę dobrym przyjacielem, doceniam  to w pełni. No wiesz - jakoś tak  się  składa, że nie jeden raz ty mnie  ratowałaś, a teraz ja  mam okazję rewanżu- stwierdził Kazik. Kiedyś mnie odwiodłaś od  skoku  z ósmego  piętra i tak zamotałaś mi  w głowie, że do  dziś się cieszę, że tego nie  zrobiłem.Wyszykujesz  się w pół godziny czy  chcesz  więcej czasu? 

Zdążę, wezmę coś dla nas na  drogę do przegryzki. I zaparzę kawę w termosie. Fajnie  a ja szybciutko zamówię domek w Baligrodzie . Taki z kominkiem. Posiedzimy jak para  starych tetryków  przy kominku. Tam nawet jest kawiarnia. Wiem, przecież też tam  kiedyś byłam. Byłaś,  ale nie  ze mną. Fakt,  zgodziła   się Teresa.

W pół godziny później Teresa  wsiadała do samochodu Kazika. Nooo, wyglądasz jak  rasowa turystka, daj łapkę. Ooooo, jak widzę to już obrączkę zdjęłaś i założyłaś fajny pierścionek. Wiedziałem, że tak  zrobisz. To pierścionek po  mamie, bardzo go lubiła i mówiła, że przynosi  szczęście. Nie wiem tylko,  czy sama wierzyła  w to co mówi. Dobrze, że mama odeszła w  złudzeniu, że moje małżeństwo będzie szczęśliwe.

Zawsze mi mówisz, że  wszystko co nas  w życiu spotyka chyba  ma jakiś ukryty cel, tylko  czasem naprawdę trudno jest odgadnąć jaki - powiedział Kazik.  Może gdzieś czeka, dojrzewając do tego wydarzenia jakiś facet, który jest tą drugą twoją połówką. Wiemy oboje, że wiele nas  łączy, że bardzo dobrze się rozumiemy, ale ani ty ani ja  nie  widzimy siebie razem w  związku na  całe życie a naprawdę jesteśmy parą przyjaciół, wiemy o sobie wzajemnie aż  za dużo jak tylko na przyjaciół,  już kilka pań stwierdziło, że ja cię kocham, że ty mnie  też a jednak znając  się tak  długo nie jesteśmy małżeństwem. Nie wiem co ty o tym myślisz - po dziesięciu latach z Robertem u boku. Teresa  spojrzała na niego zdziwiona - to  ty każdej z nich o mnie opowiadasz?  No  nie każdej z  nich, tylko tym, które jakimś szóstym lub siódmym zmysłem na to wpadają. To dla mnie wciąż jest jakąś zagadką, ale zawsze gdy mi się pod  czaszką aż gotuje z nadmiaru myśli tych  niedobrych, to ty w godzinę, czasem dwie  później do  mnie dzwonisz- ot tak w celach towarzyskich i po rozmowie z tobą, chociaż nic  nie  mówiłem co mnie  gryzie wszystko zaczyna  mi  się w głowie wygładzać, wskakiwać na  miejsce. Tak jakbyś przeszła  się po moim mózgu i uporządkowała  wszystko. Oczywiście, że czasem dzwonię do ciebie i bezgłośnie wołam "ratunku" skarżąc się na to lub owo.  Umiesz  to wszystko rozgryźć, wytłumaczyć?  Żadna ze znanych mi kobiet, dziewczyn, nie działa tak na  mnie. Nie  wiem Ziku, może kiedyś byliśmy rodzeństwem? To  wszystko takie  nieco  trudne  i dziwne. A po czym poznam, że ten ktoś po Robercie jest moją drugą połówką? 

Jedź trochę wolniej, to odcinek gdzie  lubią łapać  chłopcy-radarowcy. Stoją patafiany w krzakach i  zawsze podejrzewam, że od  tego wyskakiwania z krzaków nabijają im  się cyferki na  ekran. Poza  tym przecież się nam nie  spieszy. Który domek nam dali?  Blisko głównego pawilonu  a tym samym i parkingu. No to fajnie, lubię mieć  blisko do jadalni zwłaszcza  gdy zimno lub  pada. Wiesz  co, my  chyba oboje  mamy nie po kolei w głowach- szpulujemy ponad 400 kilometrów w jedną  stronę po to by się wybrać na Połoninę Caryńską - stwierdziła  Teresa. Ale  fakt, że Bieszczady  jesienią to lubię. To taki fajny nietrudny szlak tylko cholernie długi. A może zamiast na  Caryńską  zrobimy sobie jutro pętlę bieszczadzką samochodem z licznymi przystankami po drodze? I może jak dzieci przejedziemy się wąskotorówką i obskoczymy po  pstrągu? Jak już mamy świra to miejmy go na  całego!  To bardzo dobry pomysł - stwierdził Kazik. Strasznie dawno nie  jechałem pętlą,  a pamiętam, że było tam kilka bardzo fajnych miejsc widokowych.                 

                                                                    c.d.n.



piątek, 18 listopada 2022

Lek na wszystko?- 2

 W piątek późnym popołudniem Kazik przywiózł odbitki zdjęć i zabrał od Teresy oryginały. Tesiu, te  zdjęcia  są niezbitym dowodem, że to nie była  zabawa w pozowanie. Mamy kilka odbitek w  zapasie. oryginał i 2 kopie  są już w sejfie u mojego brata. Tu masz   napisany na maszynie  pozew rozwodowy, z kopią.  Datę  wstawisz  gdy się będziesz podpisywała. Schowaj to, żeby twój porządny  mąż  nie  znalazł tego  przedwcześnie. Ja muszę w weekend załatwić kilka spraw poza  Warszawą, ale wracam  wieczorem w poniedziałek.  

Sprawa prosta  niczym   maszt na jachcie. Ciekawe  czy te  zdjęcia tylko ty  dostałaś  czy  może i dział kadr jego CHZ. Z twojego punktu  widzenia jest  to chyba  dość obojętne kto to zaaranżował. On, bo  mu pierś  wezbrała, czy ktoś  z centrali kto miał ogromną ochotę na ten  wyjazd. Z tym, że jeżeli już od nowego  roku miał się tam znaleźć, a  ma dobrą pozycję przetargową to mu w  wyjeździe  nie  zaszkodzi. Sprawy tak  czy owak nie poprowadzi mój brat, ale jego bardzo  dobry  przyjaciel, bo  Krystian stwierdził, że tak będzie  zręczniej- a na  dodatek to ten  facet to nawet świętego by rozwiódł.  A jak u was wygląda  sprawa  mieszkaniowa? Ono jest na ciebie czy na  niego wykupione?  

Teresa uśmiechnęła  się-  to mieszkanie  wykupił mój ojciec i jest zrobiony testament i jestem jedyną spadkobierczynią. No a ojciec jeszcze  żyje - słabiutki bo słabiutki, ale jeszcze żyje. Ojciec  twierdził, że tak  jest lepiej,  niż gdyby mieszkanie  było darowizną a ja z "jakimś chłystkiem" miała  wspólnotę  majątkową. No i okazuje  się, że miał tata rację. Mam nadzieję, że nie  wpadnę  w  szał i nie stuknę tego skurwiela młotkiem  w łeb.  Miałam niefart poznania kilku jego pracownic - mało  się nie  zatchnęły od   tych "achów i ochów" chwaląc Roberta jaki miły, kulturalny i mądry.Usiłowały  mi  wmówić,  że nieomal  boga   złapałam  na  męża. 

Na  wszelki wypadek cały  czas  biorę te "kropelki na  nerwy", żeby się nie  awanturować tylko spokojnie z nim rozmawiać. Aż  się  dziś w pracy  dziewczyny dziwiły, że bez  awantur zmieniłam dyrektorowi trasę przelotu i nie wyrzuciłam  z pokoju interesanta, który  wlazł 10  minut przed  czasem. Wiesz- czuję wprost przemożną chęć wysłania dwóch zdjęć do mojej teściowej z podziękowaniami, że tak świetnie wychowała swego  synusia.

A tak ogólnie  to naszła  mnie  dziś myśl, że może te zdjęcia i przysłanie ich do mnie to jego pomysł, bo na tyle  mnie  zna, że jest pewien, że zażądam  rozwodu. Wiesz, on  lubi rozwiązywać  różne sprawy cudzymi  rękami. By  swoich nie ubrudzić.

Kazik słuchał spokojnie, nic  nie mówił, w końcu  powiedział - a o której przylatuje  jutro ten samolot? Nie  wiem dokładnie,  nie  sprawdzałam,  skoro podjęłam  decyzję, że po niego nie pojadę. Na ogół to tak  jakoś około 17,00 lądują, to nim  się wygrużą do wyjścia, nim  do niego dotrze, że  mnie na lotnisku  nie ma i nim złapie  taxi lub dojedzie  dwoma  autobusami to w najlepszym przypadku dotrze tu o 19,30 lub 20,00. Mam ochotę zostawić  mu w miejscu  widocznym te dwa najgorętsze  zdjęcia a  samej  się  gdzieś  wynieść. Z drugiej strony ciekawa jestem jak  się będzie zachowywał gdy nie  będzie nic wiedział, że ktoś te zdjęcia   przysłał na  nasz  adres. Obawiam się,  że gdy mnie obejmie i zacznie  całować to dostanę mdłości lub  zacznę  wrzeszczeć.

No to, moja miła, zrobimy  jutro tak: zostaw mu te  zdjęcia w dobrze  widocznym  miejscu a sama przyjdź do mnie najpóźniej około czwartej po południu, bo ja muszę  wyjechać  z  domu o 16,30.  Możesz  u  mnie  jeść i  spać jak  długo  zechcesz. Zostawię  ci drugi  komplet kluczy. Lodówka  pełna. Nie odbieraj telefonów, nie  reaguj na  domofon ani na  dzwonki do drzwi. Zasuń żaluzje i zasłony. Wizjer  w drzwiach mam  zaklejony, więc  nawet gdyby  ktoś  się  dostał  pod  drzwi , bo czasem jakaś łajza nie  raczy zamknąć drzwi na klatkę schodową, to nie  zobaczy, że się świeci światło. To jednak 8 piętro i stojąc na dole nikt  nie  zobaczy  przez  żaluzje, że jest  włączony telewizor lub  nieduże  światło. Już to sprawdzałem, gdy udawałem, że mnie  w domu  nie ma. A kto  cię nachodził?- spytała  zaciekawiona. No wiesz, czasem  się można pomylić i  zadać  się z niewłaściwą  osobą to raz,   a na dodatek podać jej swój adres, czyli drugi  błąd.  Słuchaj,  ja będę niedaleko  Warszawy, muszę  stryjkowi zainstalować   bojler i będę się starał zrobić  to jak najszybciej i wrócić w niedzielę wieczorem. A ty, miła,  idziesz  w poniedziałek   do pracy? Idę, nie mogę  wziąć  urlopu, bo go już nie mam, poza tym w dalszym  ciągu jest nawał roboty i mam jeden  nowy durny personel. Ale zawsze  mogę kazać  dziewczynom by tylko one  odbierały  telefony i zapisywały kto telefonuje. Robert gdy  do  mnie  telefonuje  zawsze  się przedstawia, zresztą nawet ta  najgłupsza już go poznaje  po głosie. Powiem personelowi, że mam z mężem "ciche  dni" i  nie mam  zamiaru rozmawiać z nim przez telefon, więc  będą  mówiły, że jestem na  jakiejś nasiadówce. On w poniedziałek będzie  w pracy,  a że go nie  było cały tydzień  to na  pewno też będzie  obłożony  robotą. Może powinnam jeszcze oprócz tych  zdjęć zostawić mu kartkę  by  zrobił sobie komplet badań WR i to zaraz  w poniedziałek. On jest  tak  zielony w "te klocki", że  aż boli ten  jego brak wiedzy. Dzieciaka z trądzikiem gotów podejrzewać o brzydką chorobę,  ale mu do łba  nie przyjdzie, że nawet najpiękniejsza dziewczyna może mu  sprezentować jakieś paskudztwo.

Chodź Zik do kuchni, zrobimy sobie  coś do jedzenia. Mam zamrożone domowe gołąbki z dużą ilością mięsa a małą ilością ryżu. Jadasz  gołąbki? No pewnie, wieki całe  nie  jadłem gołąbków. Sztuka kulinarna mojej ostatniej  dziewczyny  nie  wychodziła  poza gotowego pieczonego  kurczaka i sałatę polaną śmietaną i posypaną  koperkiem. Lubisz  gołąbki z  sosem pomidorowym czy  może  zrobić sos  serowy? A do popicia   jest jeszcze  barszcz czerwony. Może  być  serowy, nie przepadam   za pomidorowym. No to fajnie, bo ja też  wolę serowy.

Gdy zjedli Kazik powiedział - biedny będzie teraz Robercik - nie poje dobrych rzeczy gdy się rozejdziecie. A czy ja mu kazałam pokładać się z innymi babami? - spytała Teresa. On  dobrze  wiedział jakie zasady gry obowiązują w związku ze mną. Nie musiał się ze mną żenić, sam chciał. On to z tych, co od  kobiety wymagają by była wyłącznie dla niego, ale jemu to wolno z każdą. No to  się  dowie jakie są takiego zachowywania  się  skutki.  Mam tylko nadzieję, że te  zdjęcia są na  tyle istotne, że nikt nie  wpadnie na pomysł,  by robić jakąś  "rozprawę  godzącą". To nie jest tak, że ja go o coś podejrzewam, ja po prostu nie  zgadzam  się należeć  do haremu Roberta. I  podejrzewam, że to nie  był jego pierwszy wyskok. Pomału mi się otwierają oczy. To nie miał być otwarty związek. 

W sobotę, tak jak było umówione Teresa przyszła do  mieszkania Kazika. Miała  ze  sobą piżamę i ubranie do pracy na poniedziałek.  Całkiem  miło spędziła  czas w sobotę oglądając  filmy ze zbioru Kazika.W niedzielę przed  południem  ugotowała  dla Kazika  "na zaś" obiad, poczytała, pooglądała jeszcze dwa krótkie  filmy, nie  reagowała  na dzwoniący  co jakiś  czas  telefon, a wieczorem,jeszcze  przed godziną 22,00 wrócił Kazik. Zachwycił się  faktem, że w ramach  podzięki  za pomoc w trudnych  chwilach Teresa ugotowała  mu obiad. Kazik odsłuchał sekretarkę. Jeden  z telefonów  był od Roberta z pytaniem  czy  może Kazik wie, gdzie  się  podziała Teresa, bo "wyciekła"  z domu  nie podając  kierunku.

Kazik zatelefonował do Roberta pytając,  czy  już  mu  się zguba odnalazła, a zguba  w tym  czasie skręcała  się ze śmiechu. Robert pytał się czy może wpaść do Kazika, ale ten powiedział, że  raczej  nie bo nie jest sam i oboje raczej nie  są dziś nastawieni na innych a tylko na  siebie wzajemnie. A to coś poważnego?- spytał Robert. Chyba tak, dostatecznie długo byłem bez kobiety. A dom bez  kobiety nie jest fajnym  domem. Pozdrów ode  mnie Tesię gdy dotrze  do  domu- zakończył rozmowę i odłożył słuchawkę.

Potem  dość  długo się zaśmiewali, a przed północą zasnęli w  dwóch  różnych pokojach. Rano Teresa została odwieziona do pracy przez Kazika. Walizka z jej rzeczami na razie została w domu Kazika, który wziął od  niej klucze od jej mieszkania i w ciągu dnia pracy miał do jej  mieszkania wstawić jej walizeczkę,  a potem dostarczyć do niej  do pracy klucze od  mieszkania. Swoich na  razie nie odebrał. Robert kilka  razy w ciągu dnia  telefonował do Teresy do pracy,  za każdym razem był informowany, że pani Teresa nie  może odebrać  telefonu bo:  nie ma jej  w pokoju, jest na  naradzie u szefa, pojechała do MSW, rozmawia  właśnie z interesantem, wyszła  do bufetu. Za każdym razem zapewniano  go, że przekazano informację, że on  telefonował, ale to jest  poniedziałek, tu jest urwanie  głowy. Teresa  śmiała się "wewnętrznie", ale zaczęła  podejrzewać, że Robert może wpaść na pomysł by po nią przyjechać. Na razie na pięć  minut wpadł Kazik i oddał jej klucze od  mieszkania. Swoich nadal nie odebrał,  mówiąc, że będzie lepiej gdy ona je będzie  miała przy  sobie. Przy okazji podpisała pismo  do sądu, które następnego dnia  miał złożyć brat Kazika.

Gdy wyszła z pracy od  razu zobaczyła, że faktycznie Robert  po nią przyjechał. Stał w  niedozwolonym miejscu, udając, że coś naprawia w  samochodzie. A stał w takim miejscu, że nie  bardzo miała jak  go ominąć. Zapłacisz zaraz mandat, już ktoś  cię spisał- powiedziała. No to  co?-warknął. Gdzie  byłaś ? Na pewno nie w Moskwie- odpowiedziała. Nieomal wepchnął ją  do  samochodu, szybko zamknął klapę silnika i szybko uruchomił samochód. Przez  chwilę milczał, potem spytał tonem inkwizytora - skąd masz te  zdjęcia? Z poczty polskiej, przyszły w kopercie. Nadane zostały w Warszawie. A w ogóle to gdzie ty byłaś dwie  noce? Powiedziałam ci - na pewno nie  w Moskwie. Jest jeszcze  w tym  mieście kilka osób u których mogę bez problemu przenocować. Nawet  nie mówiąc dlaczego. 

Z tymi zdjęciami to nie jest tak jak myślisz - stwierdził Robert. Zostałem spity i  wrobiony. Kochany - ja o tych  zdjęciach  nie  myślę, ja je po prostu bardzo dokładnie obejrzałam. Zostałeś biedaczku spity, wrobiony i ktoś  ci złośliwie wsadził w jej pochwę członka. Czy ty masz mnie  za debilkę? Po pierwsze to ty po jednym kieliszku nie nadajesz  się do stosunku, po  drugie- obejrzyj  sobie to zdjęcie  przy pomocy lupy. Po trzecie - to jest koniec  naszego małżeństwa. Nie umawiałam  się z tobą na  związek otwarty, nie umawialiśmy  się na to, że każde z nas spółkuje z kim  sobie  tylko zamarzy. Po czwarte - jeśli chcesz do czasu orzeczenia rozwodu mieszkać ze mną pod jednym  dachem to przynieś mi wynik badania WR. Zrobią ci za darmo, zgłoś  się po prostu do poradni W.  Przykro mi, ale tak wygląda rzeczywistość. I szczerze mówiąc byłabym ci wdzięczna gdybyś się wyprowadził do  swojej mamusi. I możesz jej pokazać te  zdjęcia, niech  wie  jak będzie wyglądała twoja następna  żona. Nie  wykluczam, że będzie  się jej podobała  bardziej  niż ja. 

Nie chcę się z tobą rozwodzić, ja cię kocham! Teresa zaczęła  się głośno śmiać. Ty to  masz poczucie humoru - łajdaczysz się z obcą babą w delegacji i mnie  kochasz?  Ty chyba jeszcze nie otrzeźwiałeś  od tego pobytu w Moskwie.Wbij sobie do głowy -związek ty i ja już nie istnieje, ty go po prostu unicestwiłeś. I bardzo cię proszę - uwolnij mnie od  swojej obecności.  Ale ja  nie mam mieszkania. No to sobie jakieś wynajmij lub  kup. Sprzedaj samochód, twierdziłeś, że stać cię i na  samochód i na  mieszkanie i co - nagle nie masz pieniędzy? To mieszkanie, w którym teraz  mieszkamy nie jest nasze, to mieszkanie mojego taty, on nam tylko pozwolił w nim mieszkać. Ale musisz  zrozumieć, że po tym co utrwalono tak pieczołowicie na zdjęciach ja nie chcę z tobą mieszkać, ja się po prostu ciebie brzydzę. Możesz  się przecież  wprowadzić z powrotem do swojej mamusi. Ty nawet nie jesteś od  niej wymeldowany, nie ma problemu. I wiedz, że mówię całkiem poważnie o tym, że musisz mi pokazać wynik badania WR. Jeśli pan Wasserman wypowie się o tobie negatywnie pozwolę ci mieszkać do chwili orzeczenia rozwodu. A pozew rozwodowy już złożyłam. 

                                                                     c.d.n.




czwartek, 17 listopada 2022

Lek na wszystko?

Podobno miłość jest lekiem na  wszystko. Ale tylko podobno. Od miesiąca Teresa była rozwódką.  W pewnym sensie  rozwód "spadł" na  nią  niespodziewanie - brzmi  to śmiesznie i jakoś niedorzecznie,  zwłaszcza, że to Teresa  wystąpiła z pozwem rozwodowym. 

Pewnego pięknego jesiennego dnia znalazła  w skrzynce listowej kopertę ze  zdjęciami.  Zdjęć było siedem, na trzech  z nich był uwieczniony jej własny mąż. Zdjęcia były monochromatyczne i fotografował ktoś, kto miał "dobre oko  do  zdjęć". Na jednym ze zdjęć mąż Teresy siedział przy zastawionym  stole z zupełnie nieznanymi Teresie osobami płci obojga, na drugim całował się namiętnie z jasną blondynką a na trzecim świecił gołymi pośladkami leżąc pomiędzy nogami gołej, całowanej uprzednio blondyny w bardzo jednoznacznej pozycji i szczerząc  się uroczo w uśmiechu do osoby fotografującej.  

Teresie, gdy zobaczyła to ostatnie  zdjęcie zrobiło się słabo. Usiadła czym prędzej, bojąc  się, że za moment upadnie. Wpatrywała  się tępym wzrokiem w te zdjęcia i aż się uszczypnęła w rękę, by się przekonać, że to nie  zły sen ale zła rzeczywistość. Obejrzała jeszcze raz wszystkie  zdjęcia,  tym razem patrząc, czy  na odwrocie  nie ma jakiegoś podpisu. Ale odbitki najwyraźniej nie były robione w jakimś zakładzie fotograficznym, ale u jakiegoś  fotoamatora w prywatnej ciemni. Obejrzała również dokładnie kopertę - list był nadany w Polsce, w Warszawie i sądząc z daty na stemplu pocztowym był wysłany pięć dni  wcześniej. Pierwsze co pomyślała - poczta w tym mieście kiepsko funkcjonuje. Druga  myśl - dobrze, że go nie ma, bo chyba bym go  zamordowała i  zgniła w więzieniu.  Trzecia - no cóż, świetny prezent dostałam na dziesiątą rocznicę  ślubu. Co prawda ta  dziesiąta rocznica  ich  ślubu wypadała dopiero na początku  grudnia a teraz był środek  września.

W dwie godziny później zatelefonowała do ich wspólnego przyjaciela pytając się, czy mógłby do niej wpaść do domu, bo chce  mu coś  ciekawego pokazać. Po kilku jękach i narzekaniu, że się Teresie nie  chce wyjść z  domu by spotkać  się na  mieście, przepytaniu się czy Teresa  dysponuje kawą i ciastkami, obiecał, że wpadnie  do Teresy za dwie,  może dwie i pół godziny. Teresa szybko ubrała  się i odwiedziła pobliską piekarnię,  w której można było również kupić codziennie świeże pączki. W "spożywczaku" kupiła pieczonego kurczaka i gotowe "kopytka". Dla siebie w aptece kupiła kropelki o  wdzięcznej nazwie nerwosol. Za  wszelką cenę  chciała być spokojna i nie  wpaść w histerię.

Zaczęła przebiegać  myślą ostatni rok - Robert od dwóch  lat pracował w CHZ i bardzo często wyjeżdżał w zagraniczne delegacje. Częściej go w domu  nie było niż  był. Teresa zawsze go odwoziła na lotnisko lub po niego przyjeżdżała.

Twierdził, że tylko pracując w Handlu Zagranicznym ma  szansę na zatrudnienie w którejś z placówek BRH- najkorzystniejsze warunki, nie tylko finansowe, były jego zdaniem w Moskwie.  Ona też pracowała w CHZ, ale jak mówiła ona eksportowała głównie polską  myśl techniczną ukrytą w głowach ludzkich. Z tym, że ów "eksport" był przez  wielu specjalistów wielce pożądany, a kierunki pod  wieloma względami ciekawe, bo obejmujące  tzw. "kraje rozwijające się". Inwestorzy, niczym szarańcza "opadali" na taki kraj "rozwijający się ", czyli głównie kraj dotychczas kolonialny, który niedawno otrzymał niepodległość i w takim kraju zaczynali inwestować. Brakujących  fachowców- specjalistów  różnych  dziedzin werbowano w  różnych krajach i płacono im  nieźle, zwłaszcza, że  miejscowa siła  robocza była tania. A że tania siła  robocza  czasem  niosąc coś potrzebnego na plac budowy lub  na inne stanowisko po drodze  zasypiała  w krzakach lub po drodze szła wędkować -głównie  wszystkich śmieszyło : "oni  są jak małe  dzieci, wdrożą  się z czasem". 

Wyjazd z Robertem do Moskwy zupełnie nie wzbudzał w Teresie entuzjazmu - od stałych bywalców  w tym  mieście  wiedziała, że strasznie  dużo wszyscy  piją, że tak naprawdę to się tam  można  "urwać z nudów i co najwyżej wpaść w alkoholizm". Była  w Moskwie dwa razy i  nie marzyła  o tym by tam zamieszkać. Oczywiście mówiła o tym mężowi, a on  z kolei mówił, że on nie ma  najmniejszej ochoty by pojechać do któregoś  z krajów Afryki lub do Iraku czy też na Kubę.

Kazik, z którym Teresa  chyba  była bardziej zaprzyjaźniona niż Robert, przyjechał w dwie godziny po ich rozmowie.  Gdy ją obejmował na powitanie, zapytał - no co? dwie kreseczki zobaczyłaś  na wskaźniku i przeraziłaś się?  Teresa popatrzyła na  niego jak na  wariata - nie bredź, proszę, nie jestem w  ciąży, bo jak ci już kiedyś mówiłam musi mi  się zachcieć być  w ciąży, a póki co to jakoś nadal nie mam na to ochoty. I bardzo dobrze, że nie mam. Jeśli jesteś głodny to możesz dostać kurczaka plus  kopytka, a  jeśli nie, to dostaniesz kawę i świeżutkie pączki. 

Dawaj wszystko, głodny jestem. Ale nie mów mi jeszcze co mi chcesz pokazać, bo jeśli to nie te dwie  kreseczki, to pewnie nic fajnego.  No chyba się  już przyzwyczaiłeś, że jeśli chcę się  z tobą zobaczyć to na pewno nic fajnego się nie dzieje. Ostatnio gdy cię wzywałam to wiozłeś mnie z krwotokiem do lekarza i dzielnie  robiłeś  za mojego nieobecnego wówczas męża.  Kazik  się śmiał - nooo, jak tak  dalej pójdzie to którejś nocy znajdziesz  mnie w swoim łóżku.

Przy kawie Teresa podała mu kopertę ze zdjęciami mówiąc - to dziś znalazłam w skrzynce na listy. Kazik obejrzał wpierw kopertę i stwierdził, że list był wrzucony do skrzynki w centrum Warszawy, a długo szedł, bo skrzynki  tylko teoretycznie są opróżniane co kilka godzin- ostatnio to raczej co kilka  dni,  a nie co kilka  godzin. Gdy doszedł do ostatniego zdjęcia brzydko podsumował - o kurna! Robercik usiłuje komuś udowodnić, że jeszcze  może i ma  czym!

Tesiu, nawet nie  wiem co powiedzieć! Znasz kogoś z tego grona? No poza Robertem to nikogo. Za to on zawsze opowiadał, że prawdziwa kobieta to powinna być  blondynką, więc do ślubu kazałam sobie ufarbować  włosy na czarno. A ze trzy lata wstecz  zrobiłam się na blondynkę, ty chyba  wtedy byłeś  na jednym  ze  swych niemieckich  wojaży. Ale jak widzisz  wróciłam do ciemnych  włosów, chociaż już nie do czarnych. 

Kazik wpatrywał się  w  zdjęcie siedzących  przy  stole, w końcu powiedział - coś mi mówi, że cały ten komplet  zdjęć jest z którejś jego delegacji, pewnie do Moskwy. Mówił ci, że poznał tam małżeństwo, ona jakaś aktorka teatralna a on polskiego pochodzenia jakiś redaktorzyna. Oczywiście to polskie pochodzenie to dawno zruszczone i oni go ponoć  zawsze goszczą. To może to u  nich w domu? Ale niezależnie od tego u kogo to zrobione , to jest  to piękne zdjęcie do rozwodu.  Jeżeli o to idzie to mój brat cię- jeżeli sobie tego  zażyczysz - rozwiedzie. I to bezboleśnie. Daj mi Tesiu te  zdjęcia, zrobię u znajomego fotografa ich kopie. A oryginały schowam u siebie w domowym sejfie. Pojutrze przyniosę ci kopie  tych  zdjęć. A kiedy on wraca? W sobotę około 17,00. No to spoko, zdążę. Dostaniesz kopie, bo gdy je mu pokażesz, to, jak  amen  w pacierzu, on je podrze. A ich oryginały będą u mnie.  Kurczę , a zawsze go uważałem  go za arcy porządnego i uczciwego faceta!

Zabawne,  zaśmiała  się Teresa, bo ja tak  samo. Czuję się jak ten  jeż złażący ze szczotki. I pewnie będzie  się idiotycznie tłumaczył, że był pijany a pozycję kolankowo-łokciową przybrał celowo do zdjęcia. Tyle tylko, że pozowanie do takich zdjęć do honorowych zajęć raczej nie należy.  Chyba  nie pojadę po niego na lotnisko w sobotę. Niech  sobie poszuka mnie na lotnisku  w hali przylotów a potem postoi w kolejce  do taksówki.

Jeśli chcesz, to ja  mogę po niego pojechać - zaproponował Kazik. No co ty, to facet, w  ciąży nie jest, a jeśli tylko skacowany to da radę znaleźć taksówkę i postać w kolejce. Świeże powietrze lotniska dobrze mu zrobi na oskrzela. Ma  raptem jedną walizkę a teczkę pewnie do niej upchnie, bo już  nie  musi uważać, żeby sobie  ciuchów  nie  pognieść.

P.S.

Pisać dalej? Ale tym razem całość już nie będzie taka długa jak ostatnio. Wiem, że część ma problemy z komentowaniem- co zabawniejsze ja tez je  mam, więc aby odpowiedzieć na komentarze (na  moim  drugim  blogu) loguję  się na inną przeglądarkę i dopiero z niej odpowiadam   na komentarze. To paranoja, ale wiem ,że można  u mnie komentować jako "anonimowy", tylko wtedy jest prośba, by komentator wpisał swoje imię,żebym  wiedziała co to za  anonim. Serdeczności dla Was;)

piątek, 11 listopada 2022

Trudny wybór - Epilog

 W dziewięć miesięcy i 5 dni od daty ślubu Wandzi i Leszka na  świat przyszła dziewczynka, dorodna, dość wrzaskliwa i "żarta" jak mówił Leszek. Owego porodu Leszek omal  nie przypłacił zawałem - tak bardzo przeżywał  ten  poród. Wanda rodziła  w klinice,   w której pracował Leszek, a na świat dziecko sprowadzał   sporo starszy położnik,  jeden z kolegów  Leszka. Podobnie jak  Adela Wandzia  rodziła  w znieczuleniu. I podobnie jak Adela stwierdziła, że to jednak  mało miła  "rozrywka". Dziewczynka na imię dostała Marzena, jako że marzeniem i Wandzi i Leszka  była właśnie  dziewczynka, chociaż oboje, gdy jeszcze  płeć  dziecka nie  była znana, twierdzili,  że im  "zupełnie obojętne jakiej płci będzie dziecko." 

Ostatni trymestr ciąży Wanda poświęciła na intensywne zgłębianie "sztuki pielęgnowania niemowlaka oraz organizacji dnia" bywając niemal codziennie u Adeli  i spisując  sobie różne, swoim zdaniem ważne sprawy. Adela powiedziała któregoś  dnia mężowi, że gdyby powiedziała, że dla  dobra dziecka i związku Wanda powinna  codziennie łaskotać Leszka w pięty to ta zapewne by zapisała tę wiadomość bez  zastanowienia.

Dziewięć  miesięcy to jednak długi okres  czasu. Cichutko i bez  cierpień odeszła z tego świata mama Arka. Arek "dojrzał" do utworzenia kancelarii , a Adela do robienia aplikacji na adwokata. Był to tak zwany "ostatni  moment" bo już były plany podwyższenia opłat za aplikacje i wydłużenie jej czasu trwania oraz brak możliwości wyboru mentora przez  aplikanta. 

Gdy ostatni raz rozmawiałam z Adelą i Emilem on rozważał wyjazd całą  rodziną z Polski - nie wyobrażał sobie innego rozwiązania niż wyjazd razem z żoną,  dzieckiem  i rodzicami. Leszek razem z Wandzią i córeczką też rozważał takie rozwiązanie.

                                                                       KONIEC