wtorek, 13 grudnia 2022

Lek na wszystko? - 25

 W kwietniu  Teresa zaczęła podejrzewać, że chyba mają problem "ze zmajstrowaniem dziecka" i wybrała  się do swego lekarza. Nim ją zbadał to powiedział, że to zbyt krótki okres, by mieli wpadać  w panikę- zaczyna się szukać przyczyny dopiero po dwóch latach stałego "starania  się o  dziecko", więc ma się uzbroić w cierpliwość i nie wpadać w histerię. Przejrzał jej zapiski i z uśmiechem powiedział - jak widzę to naprawdę bardzo pracowici  państwo jesteście, dobrze, że wam obojgu taka pracowitość odpowiada. I cały czas się uśmiechał i uważnie przypatrywał Teresie. No chyba zgłupiał, mój doktorek- pomyślała. Wgapia się we mnie jak sroka w gnat. Naprawdę dwa lata?-jęknęła. To pewnie dlatego, że wciąż już bym chciała być w ciąży. Droga pacjentko - to pani organizm głównie ma mieć ochotę na to  dziecko, pani ochota ma niewielkie znaczenie w tym wszystkim. To może powinnam jeszcze porobić jakieś badania?  Bo od dwóch  tygodni ciągle  mi  się chce  spać, może mnie  coś dopada, jakaś infekcja? Pan doktor uśmiechnął się i powiedział- widzę, że cierpliwość nie jest pani główna cechą a żeby stwierdzić, że jest jakaś infekcja to też trzeba mieć więcej objawów niż tylko senność. Jest  wiosna, organizm jest po zimie, nie ma sensu właściwie bez powodu by zlecać jakieś badania. Widzimy się za miesiąc - tu pani zapisałem- i podał jej kartkę z datą następnej wizyty. W domu nawet się nie przyznała Kazikowi, że wybrała  się do lekarza - po co mam go denerwować- pomyślała.

W dwa tygodnie później, gdy nie było o właściwym  czasie okresu pomyślała, że chyba jednak to  ciąża , i ta  senność, która ją prześladowała to pewnie był sam początek. W wyznaczonym terminie pojechała razem z Kazikiem. Już niemal od progu powiedziała- chyba jednak jestem w ciąży. Zapewne, powiedział lekarz - już wtedy to podejrzewałem, ale zaraz sprawdzimy na USG. Oglądając obraz powiedział- nooo, jest premia za pracowitość. Nadal możecie pracować, tylko niezbyt ostro, ciąża nie przeszkadza w pożyciu. Wiele par do samego rozwiązania nie rezygnuje z seksu. Płodowi nic się nie  dzieje, jest dobrze chroniony. Będziemy się spotykać co miesiąc i kontrolować jak  się dziecko sprawuje. Proszę się nie objadać  słodyczami ale nie  wolno się również głodzić. Będziecie mieć prezent od natury pod  choinkę- o ile ją potrzymacie  w domu do Trzech Króli, dziecko to nie pociąg, nie trzyma  się rozkładu jazdy. A tak  w ogóle to jak się pani  czuje - ciągle bym najchętniej spała. Hmmm- zaśmiał się doktor -w ciąży nie jestem a też bym chętnie spał długo i namiętnie.Gdy wyszli z gabinetu Kazik podniósł Teresę mówiąc - nie wierzę, nadal jesteś leciutka i wspaniale, że się nam udało!!! To teraz zajmiemy się myśleniem nad tym co  się nam przyda w domu przy maleństwie. Powiemy dziś wpierw tacie, a potem zadzwonię do Krystiana. Coś czuję, że ślub przyspieszą po tej wiadomości. 

W drodze do siebie wstąpili do taty, który się przeogromnie  wzruszył i ucieszył. Szkoda, że mamy nie ma, byłaby bardzo szczęśliwa! Ciekawe jakiej płci będzie to dzieciątko. Wszystko jedno - powiedział Kazik- będę tak samo kochał, bez  względu na płeć, wszak to moje  dzieło!- w połowie- dodał w kilka  sekund  później. Gdy dotarli do domu Kazik zatelefonował do brata, ten chyba jednak był bardzo zajęty bo nie odebrał telefonu, więc Kazik wysłał mu sms: jesteś wujkiem, dziecko będzie  albo pod choinkę albo na  nowy rok. 

W dwie godziny później Krystian przysłał  pytanie - czy  możemy wpaść do was około siódmej wieczorkiem?  No jasne, nie idziemy  spać o ósmej- odpisał Kazik. Gdy Teresa zaczęła przygotowywać kolację, Kazik powiedział- kochanie, ty się nie przemęczaj, ty mi tylko powiedz co, a  wszystko zrobię.  Ziku, ja jeszcze  nie stoję nad grobem, ja jestem tylko w ciąży i przez te miesiące do rozwiązania mogę wszystko robić. No oprócz dźwigania i gruntownych porządków. Zachowaj zapał i siły na chwilę, gdy będę po porodzie w domu. Tak mówisz a potem sama cichcem pognasz na zakupy. No ale: primo- na ogół na zakupy chodzimy razem a secundo- zawsze gdy idę sama mam swój transportowy mercedes i wjeżdżam windą- tłumaczyła mu Teresa.

Krystian z Aliną przyszli z wielkim bukietem, a właściwie z wielkim koszem kwiatów azalii- ależ one są piękne! - wykrzyknęła Teresa.  Dziewczyny się wyściskały, Alina nawet uroniła nieco łez  z wielkiego wzruszenia, a Krystian  się śmiał, że może  w ramach gratulacji wycałować swą bratową. Gdy byli już po kolacji Alicja powiedziała - a ja mam coś dla  maleństwa - to taki przechodni drobiazg, bardzo stary - znalazłam go w tej skrzynce. Podejrzewam, że i ja  się tym pewnie bawiłam-  teraz to będzie  u was i będzie nadal w naszych rodzinach witać kolejne maleństwa - to jest grzechotka i wyciągnęła z torebki nieduże skórzane etui wyłożone nieco wyblakłym aksamitem w zielonym kolorze. Była to grzechotka wykonana z cienkiej złotej blaszki. Jej  uchwyt był w kształcie rurki, a główka , też  z cienkiej złotej blaszki była ażurowa i miała wewnątrz trzy złote kuleczki,  puste w  środku. W sumie  była lekka, nie  robiła dużego hałasu gdy się nią potrząsnęło i była dopasowana wielkością do rączki maleńkiego dziecka. To bardzo stara  zabawka i chyba wykonał ją mój pradziadek - był złotnikiem. I myślę, że każde maleństwo w naszej rodzinie bawiło się tym drobiazgiem. A teraz opowiadaj- powiedziała. 

No ale  co mam opowiadać, dziecko nawet jeszcze nie ma kształtu dziecka, ot taka fasolka. No to będzie Jaś Fasola- zaśmiała  się Alina. No a powiedz jak  się czujesz- powiedział Krystian-  no nieomal jak  zawsze, ale mam pociąg  do snu- chyba  mogłabym dobę całą spać. Ale nie mam mdłości, jak na razie  nie drażnią mnie jakieś zapachy, nie odczuwam jakiegoś wzmożonego głodu lub apetytu na coś określonego. Z zaleceń to mam po prostu nie zażerać  się słodyczami i nie odchudzać i nie dźwigać. Za to do samego końca  możemy czerpać frajdę z seksu, bo to nie  szkodzi dziecku. Oooo, ucieszył się Krystian-to bardzo cenna wiadomość bo myśl, że miałbym przez kilka miesięcy pościć przerażała mnie.

Tak tylko ci  się wydaje - powiedziała Teresa- jeśli kochasz  żonę i naprawdę chcesz  mieć  dziecko a ciąża jest  zagrożona, to jeśli masz po kolei pod  sufitem to przeżyjesz na pettingu. No fakt, zgodził się Krystian. Jeszcze nie jesteśmy na etapie majstrowania potomstwa.

W poniedziałek Teresa powiedziała kadrowej,że jest w odmiennym stanie.Kadrowa była zmartwiona, ale powiedziała,że się cieszy z uwagi na życie osobiste  Teresy. Tego samego dnia Teresa wysłała sms do Franka - napisała: będzie nas troje. W godzinę później spotkali się u Wedla i Kazik powiedział- wprawdzie za niemowlakami nie przepadam, ale mam nadzieję, że zrobicie ze mnie wujka dla waszego dziecka. Masz to jak w banku- zaśmiała  się Teresa- pewnie też będzie lubiło świeże daktyle. Smaki też się dziedziczy po rodzicach. Ale wyglądasz świetnie- szarmancko zapewnił ją Franek. Będziecie do mnie przyjeżdżać na weekendy. Ojciec się niedługo do mnie sprowadzi na stałe. Moją matkę żółć pewnie zaleje ze złości. Albo i  nie - stwierdziła Teresa- przecież proponowałeś, żeby przyjechała  choć zobaczyć twą hacjendę i nie chciała. No ale będzie zła, bo jej zdaniem powinienem mieszkać w mieście i ją u siebie w mieście  gościć. I wisi jej i powiewa, że mnie,  gdy byłem  nastolatkiem brakowało cały czas ojca- wierz  mi- chłopcu  brakuje  ojca gdy jest jeszcze  dzieckiem, zwłaszcza gdy się jest nastolatkiem.  Każdemu dziecku potrzebni są oboje , bo każde z nich jest  dla  dziecka jakimś wzorem do powielenia. A wiesz, że Alina i Krystian zaprosili mnie na  swój ślub?  A widzisz w tym coś dziwnego?- zapytała. Tak  się jakoś złożyło, że się zaprzyjaźnili z tobą to chyba  nie ma  w tym nic dziwnego - na ogół zaprasza  się na swój ślub, zwłaszcza ten pierwszy, swoich przyjaciół. Co innego my z Kazikiem - oboje po przejściach niezbyt miłych związanych z pierwszymi związkami. No fakt, mówił Kazik jakie  miał problemy ze swoją byłą.

Ale nie wiem czemu ty się rozeszłaś. Nie wpadłeś na to, gdy ci powiedziałam, że rozwód był szybki a winą sąd obarczył byłego? Po prostu mnie zdradził a ktoś "litosierny" podesłał mi dowód czarno na białym- zdjęcia z jego aktu płciowego. Ja nawet nie stawałam na rozprawie,  za mnie  był mój adwokat, ale  nie Krystian, a jego kolega. Dobrze jest  mieć prawnika w rodzinie. Już żałuję, że nie mam w rodzinie lekarza  położnika. Strasznie  się boję porodu, ale nic nie mówię Zikowi, niech przynajmniej on  się nie  boi. Zastanawiam się czy na poród nie pojechać gdzieś za  granicę. Mam na to fundusze i się wciąż zastanawiam.  Podyskutuję jeszcze o tym ze swoim lekarzem. Jeszcze jest czas. 

Szkolę na razie jakąś wtykę - żona kogoś z wiadomego resortu. Więc uważaj co mówisz i delikatnie uprzedź innych, niech lepiej nie ćwierkają za dużo. Poza tym nie ma  kobieta ani za grosz poczucia humoru i pamięć ma z gatunku "dobrą ale krótką". Mnie się nie podoba, no ja tu będę w sensie fizycznym tylko do porodu, a potem zgłoszę trzyletni wychowawczy i na pewno tu nie wrócę po tym czasie. Może Krystian  otworzy  swoją własną kancelarię to będzie potrzebował tak zwanej osoby do wszystkiego, czyli ekonomistka mu będzie pasowała. 

Szalenie mnie rozbawił tata, bo wciąż się cieszy, że będzie  dziadkiem i mówi: "no ale nie bój się ja ci dziecka na pewno nie rozpieszczę. Nie lubię rozpieszczonych bachorów". Zaśmiewamy  się z Zikiem, bo mnie to zawsze rozwydrzał, to mama wszystko trzymała w garści. Był z niej niezły Cerber. Szkoda, że nie doczekała do teraz. Może lepiej, bo bardzo przeżywałaby mój rozwód, a tak ciemne strony tego związku ją ominęły. Była pewna, że mój były to świetny kandydat na męża, bo z tzw. "dobrego domu". Jakoś nie dostrzegła, że to tylko pozory.

Kazik był cały czas dumny i blady, że będzie ojcem. Gdy na badaniu USG okazało się, że dziecię będzie płci męskiej to aż pobladł z emocji i powiedział: "więc czeka mnie ogromna odpowiedzialność". Teresa popatrzyła na  niego i powiedziała - no a gdyby to była dziewczynka to co? miałbyś mniejszą odpowiedzialność?  Wszak rodzice są odpowiedzialni za prawidłowe wychowanie każdego swego dziecka zupełnie  niezależnie od jego płci. Każde dziecko musi być tak wychowane by wyrosło na porządnego człowieka.  Tyle samo trzeba z siebie dać każdemu dziecku - dziewczynki potrzebują tyle samo troski co i chłopcy. 

Oczywiście, że pewnych rzeczy głównie ty będziesz chłopca uczył, ale moim zadaniem jest wtedy utwierdzanie  go w tym, że to co go uczysz jest ważne i potrzebne. To samo jest wtedy gdy jest  dziewczynka - będziesz musiał mnie  wspierać gdy będę jej tłumaczyła świat kobiet. Musimy, ucząc swe dzieci, wzajemnie się wspierać, wtedy jest szansa, że wyjdą na porządnych ludzi. Nie będę go uczyła naprawy roweru, zostawię to zdecydowanie tobie, chociaż umiem naprawić rower. Na mur beton nie będę go uczyła podstaw awiacji, ale będę się głośno zachwycać tym, że go tego uczysz i na pewno namawiać, by pogłębiał swą wiedzę w tej dziedzinie. Bycie rodzicem to naprawdę bardzo duża odpowiedzialność bez  względu na płeć dziecka. Bo każde z nas musi być dla niego wzorcem.

                                                                   c.d.n.

poniedziałek, 12 grudnia 2022

Lek na wszystko? -24

 Trzeba przyznać Frankowi, że gdy opuścił swoje żoliborskie mieszkanie zostawił je w nienagannym  stanie. Alina była  zachwycona. Wymeldowała  się z Otrębusów, zameldowała  się na Żoliborzu jako właścicielka  mieszkania. Teresa załatwiła jej wizytę u swojego lekarza ginekologa, który wpierw  ją skierował na  badania ogólne i dopiero gdy miała  wszystkie  wyniki przebadał specjalistycznie, a ponieważ nie  miała  zamiaru natychmiast  bawić  się w produkcję  dzieci, przepisał tabletki, takie same  jakie brała dotychczas Teresa. 

Teraz Teresa i Kazik podjęli decyzję o powiększeniu rodziny i Teresa  miała okres przejściowy, oparty na   antykoncepcji barierowej, który już się kończył i zacznie  się oczekiwanie na zajście w ciążę. Oboje  byli  szalenie tym przejęci i  zajęci przestrzeganiem zdrowej diety i nie  zarywaniem nocy, spędzaniem  czasu na spacerach. Krystian kibicował im  całym sercem. Oczywiście omówił z Aliną kwestię czy i kiedy oni się zdecydują na  dziecko i zgodnie uznali, że chcą jeszcze trochę pobyć  bez dziecka. Krystian zaopatrzył się u brata w "lekturę uzupełniającą", bo nie  dało się ukryć, że niezbyt doświadczony w kwestii seksu Krystian był przy Alinie nieomal chodzącą encyklopedią. Właściwie ta  sytuacja cieszyła go ale i śmieszyła niezmiernie.  Zaistniała  sytuacja miała niewątpliwie i swe dobre strony, bo wiedzę teoretyczną i praktyczną zdobywali razem. Byli dla siebie wzajemnie bardzo czuli i wyrozumiali. Po powrocie z pracy praktycznie  nie  rozstawali się ze  sobą. Istne  papużki nierozłączki. Żoliborskie mieszkanie wynajęli, umowa była na  razie podpisana na rok. 

Franek przynajmniej raz w miesiącu "dawał głos". Po jakimś czasie zaprosił obu braci z żonami na "kawę i coś  do kawy". Pojechali w  sobotę i okazało się, że Franek "poderwał ogrodniczkę-amatorkę warzyw i kwiatów" i owa ogrodniczka pomieszkiwała u niego, najczęściej w weekendy. Ogrodniczka była aktualnie na studiach na SGGW, mniej więcej na trzecim  roku. W ogrodzie kawałek powierzchni stał się ogródkiem warzywnym. Ogródek w dużym stopniu podlewał się niemal automatycznie, wystarczało odkręcić jeden kranik. W ogrodzie stanęła również altana z dwoma leżakami i małym stolikiem. Alina szalenie rozśmieszyła Franka, gdy opowiedziała  jak  kiedyś elegancko kosą skosiła cały ogród i wtedy zagładzie uległy również pomidory, których w tym szale koszenia jakoś nie odróżniła od innego zielska. Nie pochwaliła się jednak, jak kiedyś wysłana do ogrodu po koperek przyniosła do domu, opłukała i posiekała jakieś zielsko, które wcale nie było koperkiem. Dobrze, że jej mama zauważyła, że ten "koperek" wcale nie pachnie koperkiem, spróbowała odrobinę i natychmiast wypluła, bo to było bardzo  gorzkie zielsko, choć zdaniem Aliny wyglądało jak koperek. 

Ogrodniczka przyjechała około 2 godzin po przyjeździe warszawskich gości. Przyjechała skuterem, rzuciła ogólne dzień dobry i skierowała  się do  domu, mówiąc, że musi się przebrać. No to się przebierz i zrób sobie coś do jedzenia i picia. A jak ci poszło zaliczenie?  No jakimś cudem zaliczyłam, aż się nawet zdziwiłam. Chyba  miałam więcej  szczęścia niż rozumu. No ale najważniejsze, że zaliczyłaś - podsumował Franek. Gdy zniknęła w budynku powiedział - to córka mojej dalekiej kuzynki. Na tyle dalekiej, że nie jestem  w stanie określić stopnia pokrewieństwa między  nami. Pomagam jej w ten sposób, że płacę jej za to co tutaj robi w ogrodzie i w czasie sesji może się tu  spokojnie uczyć. Mieszka w akademiku, bo jednak dojazdy stąd byłyby zbyt uciążliwe, bo jak ma zajęcia w laboratorium to wracałaby tu po nocy. A mój ojciec sprowadzi się do  mnie w maju. Raz tu był i spodobało mu się tutaj. Bardzo się dziwił, że sprzedaliście mi dom z meblami. Poza tym bardzo mu się one podobają i, jak orzekł, dodają wnętrzu bogactwa. Zwłaszcza te kryształy. Gdy pokazałem w  dziale jaki mam teraz metraż i salon to im oczęta wyszły na wierzch z orbit. A żeby ich dobić to  powiedziałem, że po prostu się zamieniłem, bo byle mieszkanie w  Warszawie jest nieomal w cenie  takiego pięknego domu. Widziałem plany rozbudowy tych podwarszawskich terenów. Za dziesięć lat  tu już nie  będzie wolnych działek pod zabudowę. I jak się rozpędzą, to się okaże, że znów  mieszkam w mieście  a nie na  wsi. W każdym razie bardzo mi się tu podoba. Nawet te  dojazdy  nie są zbyt męczące. Nadal wyjeżdżam z domu  wcześnie, wycyrklowałem już kiedy jest stąd najmniejszy  samochodowy  exodus i jak na razie to nawet  w żadnym  korku  nie stałem. Śpi mi  się  świetnie,  co wieczór nieco  biegam pod lasem i wierzcie mi -jest mi tu naprawdę tak jak mi  się marzyło.

Matce jeszcze nie pisnąłem ani  słowa, że kupiłem dom pod Warszawą i że tu się przeprowadziłem. Nie jestem wcale  ciekawy jej  zdania  na ten temat i nie  chcę  słuchać  jej "jojczenia", że ma głupiego  syna bo się nie żeni i nie myśli o  tym, że na starość nie będzie  miał kto mu podać szklanki herbaty. I to mówi kobieta, która tak naprawdę porzuciła  swego męża.  Chyba  za którymś  razem  nie  wytrzymam i zapytam  się co mój ojciec ma  z tego, że się ożenił. Bo jak na razie  to nikt  mu tej  szklanki herbaty  nie podaje. Mam zamiar namówić tatę na turystyczny  wyjazd do Maroka i myślę, że może na jesieni byśmy razem pojechali, albo jeszcze w kwietniu? Trochę to uzależniam od tego jak będą  się układać moje  sprawy  służbowe. Ja tak gadam i gadam, a co u was słychać?

Prawdę mówiąc to cię trochę Franiu nie poznaję - chyba ci rzeczywiście mieszkanie  tu  służy. A u nas: przymierzamy  się do powiększenia  rodziny, dopóki jeszcze  stan odmienny u  mnie  nie będzie stanem podwyższonego ryzyka.  Już widzę minę kadrowej gdy któregoś pięknego  dnia jej  doniosę, że się rozmnożę.  A muszę jej to donieść wcześnie, bo przecież trzeba  kogoś  na  moje  miejsce znaleźć, resort musi mieć  czas na prześwietlenie kandydata, a ja  muszę przed  swym odejściem  na  macierzyński następczynię przeszkolić. I to jest  dla  mnie najmniej przyjemna  sprawa.   Planujemy, że po regularnym urlopie  macierzyńskim wezmę trzyletni urlop wychowawczy, a co potem- nie wiem. Za odległy termin na  moje możliwości przewidywania. Prawdę mówiąc to nie wyobrażam  sobie  tego użerania  się z personelem i z tymi hordami rodzin wyjeżdżającymi do swoich mężów, tatusiów itp. a ja  w czasie tego nawału interesantów w trakcie  ciąży i szkolenia następczyni. Myślałam nawet, żeby się po prostu zwolnić z pracy gdy już będę po pierwszych trzech  miesiącach, ale powstrzymuje mnie  tylko to, że ten urlop wychowawczy (co prawda jest  bezpłatny) wliczany jest do stażu pracy.

Alina i Krystian  mają na  Żoliborzu lokatorów i jak na dziś, to nie ma żadnych  z nimi problemów. A oni na razie  się jeszcze  nie rozmnażają ale przymierzają  się do ślubu. No właśnie , żeby miał mi kto tę herbatę podać gdy będę stary- powiedział  ze śmiechem Krystian. Jedno jest pewne, żadnego wesela nie  będzie, ślub tylko cywilny. Jak ma  być dobrze to i bez ślubu kościelnego  będzie. Kazik i Teresa swe pierwsze małżeństwa  mieli pokropione przez księdza i co ? I nico, rozleciały  się w  drebiezgi. Nam się nie pali pod stopami z tym ślubem, mieszkamy razem, chcemy wziąć ślub na początku czerwca i od razu pojechać gdzieś w plener, Alince się marzy ciepłe morze, więc może pojechalibyśmy do Włoch. Na razie to musi wyszukać swój akt urodzenia, więc  przekopuje  się przez papiery, żeby znaleźć swoją metrykę, wtedy będzie  wiadomo gdzie jej szukać, bo wprawdzie ma w dowodzie wpisane Warszawa jako miejsce urodzenia, ale nie ma pojęcia czy wtedy jeszcze byli zameldowani w Warszawie i gdzie ewentualnie jest jej metryka. Przekopywanie się przez te papiery idzie dość  wolno, bo praktycznie to ona każdy papierek  czyta i już się kilka razy mocno zadziwiła, bo wydawało się jej, że wszystko było inaczej.

A ja- powiedział  Franek- gdybym tak znalazł kobietę, która  miałaby cechy  kilku  znanych  mi pań to pewnie  bym  się ożenił. Pytanie  tylko czy chciałaby mnie za męża. No to Franiu długo jeszcze poszukasz - zaśmiał się Kazik. Poza tym nie masz gwarancji, czy upolowany  przez  ciebie  taki zestaw cnót niewieścich pokochałbyś, nie mówiąc już o tym, czy ona  pokochałaby ciebie. Na ogół , w  większości przypadków to jest tak, że się człowiek  zakochuje i nawet nie bardzo wie  dlaczego i dopiero potem  zaczyna się baczniej przyglądać obiektowi swych  amorów. Ja to się zakochałem w Tesi po pięciu latach odkąd ją poznałem. Drugie pięć lat usiłowałem wybić sobie  z głowy i serca to dziewczę i wreszcie los uznał, że jednak jesteśmy sobie  przeznaczeni. Oboje  byliśmy w związkach małżeńskich, ja się pierwszy rozwiodłem, a potem mąż Tesi wyciął taki numer, że rozwód dostała  w pięć minut, z orzeczeniem winy męża. 

A Teresa tak się jakoś błyskawicznie rozwiodła,  a potem wyszła  za ciebie, że niemal nikt w firmie  się nie połapał- poinformował Kazika Franek. 

Teresa  się śmiała - no wiesz, nagle  z powodu rozwodu nie urósł mi garb ani nie odpadła jedna  ręka co na pewno byłoby dla  wszystkich ciekawostką i atrakcją. Ale Kazik, gdy już mój rozwód był orzeczony wparował do biura z kwiatami i gdy wyszedł powiedziałam personelowi, że to mój przyszły mąż. Godzinę  się śliniły  z wrażenia.  A potem- dodał  Franek- przez  trzy dni opowiadały w działach, że masz  ekstra przystojnego męża. Ale żadna  nie powiedziała, że to "nowy mąż". Myślałem, że to wciąż ten  sam, tylko teraz akurat  się ujawnił. 

One przeżyły jeszcze jeden szok, bo najbardziej wygadana chciała mi przygadać i  powiedziała, że  się szybko uwinęłam ze znalezieniem sobie nowego męża, więc jej powiedziałam, że nie szukałam, bo znamy się  z "nowym mężem" od dziesięciu lat, tylko wtedy dokonałam złego wyboru i teraz wprowadziłam poprawkę. I skończył się im temat. Teraz tylko patrzą czy  mi tu i ówdzie nie przybyło w obwodzie. Gdyby one  były tak bystre w pracy którą wykonują to nie  musiałabym kilka  razy  dziennie posyłać wszystko "do jasnej  cholery". Naprawdę chwilami mam wrażenie, że mówię do słupów a nie do dziewczyn. Są takie okresy, że nie wszystko jest pilne, że nie ma tłumu interesantów pod  drzwiami i wtedy ich nie poganiam, ale to nie dowód, że może mi dziewczyna zniknąć na 5 godzin. Poza tym gdyby były przytomne sekretarki działów to też by wszystko szło sprawniej. 

Z tymi sekretarkami działów to wciąż nie wychodzi, bo sekretarka działu musi znać dość biegle angielski  i/ lub francuski - powiedział Franek.   Tak żeby napisała sama pismo o treści, którą jej powiem po polsku. Terminów technicznych to tam nie ma, a one dostają tak marne pieniądze, że po prostu chętnych do nas do pracy na takie  stanowisko brakuje -wyjaśnił Franek. Jak ja mam dziewczynie  wpierw wyłożyć po polsku co ma napisać, a potem po niej sprawdzić to mniej czasu stracę pisząc takie  pismo sam. Mnie pasowałaby taka, której dałbym list od kontrahenta z moim gryzmołem "proszę im odmówić" , a ona ubrałaby to wszystko w słowa i im odpisała, no ale takich dziewczyn nie ma. To są przeważnie dziewczyny po Studium dla Sekretarek ale nie wiem czego tam uczą. Teresa zaśmiała  się - większość z nich startuje potem na stewardesy do LOT-u, tam się muszą uśmiechać, nie muszą pisać. I tego pędu na stanowisko stewardesy to ja  nie rozumiem. No ale ja jakoś wielu rzeczy  nie rozumiem. Na szczęście nie  muszę rozumieć.

                                                                       c.d.n.






niedziela, 11 grudnia 2022

Lek na wszystko? -23

 W dwa tygodnie później rzeczoznawca obejrzał dokładnie calutki dom Aliny, opisał jego stan techniczny, pozaglądał w każdy kącik, pochwalił pomysł, by te wielkie, choć ładne  meble sprzedać razem z domem. Zgodził  się z opinią Krystiana, że ściągnięcie eksperta z DESA i  wycena,  a potem czekanie na kupca to kiepski interes. Dokładnie wymierzył calutki teren brnąc w śniegu, pochwalił, że dom jest cały czas ogrzewany, że nigdzie  nie ma śladu wilgoci i wszystko idealnie funkcjonuje. Przy okazji Krystian wypytał go  co on sądzi  o zamianie tego na trzypokojowe mieszkanie na  warszawskim Żoliborzu i wyszło na to, że to jest pomysł, "co ma ręce i nogi" i nie powinien budzić wątpliwości Urzędu Skarbowego. Podał nawet "widełki" kwoty za którą powinien ten dom pójść jak i kwoty za mieszkanie. Pan rzeczoznawca odjechał pierwszy, a Krystian jeszcze  raz posprawdzał, czy wszystko jest w porządku i zadzwonił do Aliny, mówiąc jej o wyniku wyceny. Potem zatelefonował do Franka i powiedział mu co stwierdził pan rzeczoznawca i zapytał, czy w dalszym ciągu Franek jest zainteresowany kupnem tego domu, bo jeśli nie to właścicielka da ogłoszenie o sprzedaży, bo testament już został otwarty. 

Franek stwierdził, że on w dalszym ciągu jest zainteresowany kupnem/zamianą i nie ma problemu z dopłatą różnicy pomiędzy jego mieszkaniem a  domem Aliny. A jeśli idzie o obejrzenie jego mieszkania to mogą  to zrobić nawet dziś lub następnego  dnia około godziny osiemnastej i podał adres, prosząc by w ciągu dwóch  godzin dali mu informację,  czy dziś przyjdą. Franek właśnie poprzedniego dnia wrócił z Maroka, w którym tym razem był zaledwie tydzień. Alina powiedziała, że jej jest obojętne, czy dziś czy następnego dnia i niech Krystian zdecyduje, którego dnia woli oglądać Franka mieszkanie. Ona może wyjść z pracy z pół godziny wcześniej żeby jeszcze coś w domu przegryźć, więc może to być nawet dziś. Bardzo to pasowało  Krystianowi i umówili się w domu - coś szybko zjedzą i pojadą na  Żoliborz.

Bez  trudu trafili  pod wskazany  adres - wejścia do budynków stojących  wzdłuż ulicy były od podwórek. Ulica była  szeroka, ponieważ jej środkiem "biegł" szeroki trawnik wysadzony po obu stronach starymi już drzewami. W niektórych  częściach tego trawnika  były miejsca parkingowe - nieliczne, jak zauważył Krystian. Nie feler - stwierdziła Alina- na szczęście  nie jestem zmotoryzowana. Ciąg podwórek pomiędzy  blokami był bardzo  zadbany. 

Mieszkanie Franka było na I piętrze.Były to rzeczywiście trzy pokoje , kuchnia, łazienka i oddzielne WC. A że było jeszcze sprzed wojny, to budynki nie były z "wielkiej płyty" ale z cegły i w łazience  mieściła  się normalnej długości wanna a nie  dziwne "coś" przypominające podłużną balię. Franek, w trakcie  remontu, zainstalował parawan by można  było w niej brać prysznic niekoniecznie  w niej kucając czy klęcząc. Armatura była nowa, z importu. Była też porządna, duża umywalka i mieściła  się też w łazience nieduża pralka, taka na cztery kilogramy prania. Podobała  się też Alinie podłoga  wyłożona antypoślizgową terakotą. W WC była zainstalowana mała umywalka i lustro. Kuchnia była obudowana szafkami kupowanymi bezpośrednio od producenta, wszystkie  "lica" szafek były kremowe, matowe,  boki, listewki wykończające i półki wewnątrz były ciemno brązowe. Część szafek była typu cargo. Tu też była na podłodze terakota antypoślizgowa, płytki były cieniowane w kolorze rudo brązowym, armatura kuchenna też nowa,  z importu. Zmieścił się tu nawet mały stolik i dwie osoby mogły przy nim jeść. 

W przedpokoju stała trzydrzwiowa  szafa i rozbudowany  wieszak na wierzchnie okrycia razem z dwiema szafkami, w tym jedna  na buty.Podłoga w przedpokoju też była  wyłożona terakotą, która do złudzenia przypominała parkiet. Podłogi w pokojach miały parkiet. Jeden z mniejszych pokoi był obudowany szafami i regałami i stała tu tylko "sofa z funkcją  spania", drugi mały pokój był sypialnią Franka z typowym podwójnym łóżkiem, "duży pokój" był tak  zwanym pokojem dziennym. Meble były "współczesne", całe mieszkanie miało około 60m kwadratowych. Uwagę Aliny zwróciły parapety okienne obstawione doniczkami z różnymi roślinami i teraz przestała  się dziwić, że Franek chce  mieć dom z ogrodem. 

Przy kawie i słodyczach made in Wedel, Franek potwierdził swe zainteresowanie zamianą ewentualnie samym kupnem domu w Otrębusach, zapytał się, czy  może  skorzystać z usług tego samego rzeczoznawcy, który oceniał "posiadłość" Aliny. On zgadzał się z opinią tego rzeczoznawcy co  do wartości domu Aliny, powiedział jakie ceny "chodzą" przy  sprzedaży takich mieszkań jak to jego i wyraził nadzieję, że transakcja dojdzie do skutku. Na koniec powiedział - mam wrażenie, że pani się dziwi widząc mój pociąg do zamieszkania poza Warszawą. Ja się "wyhodowałem" na wsi i dopiero gdy miałem iść do liceum przeprowadziliśmy się, a tak dokładnie to ja z mamą, do Warszawy. Bardzo mi brakowało ojca, który był agronomem i który za nic w świecie nie chciał ani zmienić zawodu ani miejsca zamieszkania. Opuszczony przez żonę agronom szybko znalazł "opiekę" i choć nigdy oficjalnie moi rodzice nie wzięli rozwodu nigdy też już nie zamieszkali razem. 

Mama nie mogła darować tacie, że "dla  dobra dziecka" nie chciał się osiedlić w mieście. Mieszka w Warszawie ze swoją kuzynką i jest na  mnie obrażona, że nadal jestem kawalerem. Teraz obrazi się jeszcze bardziej, bo kupię dom pod Warszawą. Ojciec będzie zachwycony i kto wie, czy  nie  zechce ze mną w tym układzie zamieszkać. Pewnie tak, bo kobieta, z którą dotychczas był, zmarła w ubiegłym roku z powodu nowotworu. A była bardzo dobra i lubiłem ją, bardzo dbała o tatę. Bardzo często te nieformalne związki są znacznie  bardziej udane,  bo, jak mówią, więcej w nich serca  niż rozumu. Gdy dorosłem nieco inaczej spojrzałem na swych rodziców i przestałem wyrzucać tacie, że nie zamieszkał w mieście. Jakoś nie dotarło widać  wtedy do mamy, że agronom to raczej nie może pracować w mieście w swym zawodzie. A teraz po latach tego rozdzielenia to już nawet na święta nie  zapraszam ich razem - już nie mają wspólnego języka i  z reguły staram się wyjeżdżać na święta, ewentualnie  tylko mówię obojgu, że nie będzie  mnie w tym czasie w Polsce. 

My oboje już nie mamy rodziców - moi zginęli w wyniku wypadku drogowego, zmiótł ich z drogi pijany kierowca TIRa, a Aliny rodzice odeszli z powodu chorób, których istnienie lekceważyli i sami chorzy i ich lekarz- powiedział Krystian. Ale ja mam szczęście bo mam super bratową i bardzo lubię i przyjaźnię się z jej ojcem, który do mojego brata mówi per  synu a ze mną jest po imieniu. Gdy oni wyjechali na urlop byłem u niego codziennie i często nocowałem. Inne pokolenie, ale mamy mnóstwo wspólnych tematów. I mam wrażenie, że takie "rodziny z wyboru  serca" a nie pokrewieństwa jakoś bardziej się sprawdzają.

Franek roześmiał się -to temat do dyskusji - partner życiowy to też teraz najczęściej wybór z serca, a patrz pan ile jest rozwodów! Mnie to nie  dziwi - stwierdziła Alina. Mało kto nazywa teraz rzeczy po imieniu  i   z powodu zwykłego zakłamania zwykły pociąg fizyczny jest nazywany miłością.  A to, że ktoś nas pociąga  fizycznie to nie dowód, że gdy zamieszkają po ślubie  razem to będzie  to udany związek. Za mało jest po prostu szczerości pomiędzy ludźmi a za dużo narzuconych ograniczeń z szufladki z napisem "to nie wypada" i tu sporo tłumaczeń dlaczego. Dwa główne tłumaczenia to "grzech" i obawa "co ludzie powiedzą". Wścibstwo i zakłamanie to główne cechy naszego społeczeństwa. 

Pan ma bardzo, ale to bardzo udaną bratową, bardzo ją lubię  i cenię pod  względem zawodowym. Czasem żałuję, że już nie jest wolna- stwierdził Franek. A ona też pana lubi i ceni - powiedział Krystian. Wyciągnął wizytówkę z namiarami na rzeczoznawcę, Franek zrobił sobie  z niej zdjęcie i w kwadrans później opuścili mieszkanie Franka. Po wyjściu przespacerowali się jeszcze po okolicy i Alina stwierdziła, że chyba nie chciałaby tu  mieszkać na stałe. No ale przecież nie będziesz tu mieszkać, będziemy mieszkać u mnie, zapomniałaś? To mieszkanie pójdzie pod wynajem. Tu będziesz tylko figurowała  jako właścicielka mieszkania, a stały meldunek będziesz  miała w naszym mieszkaniu tu gdzie teraz masz tymczasowy meldunek. Bo ja cię zameldowałem u siebie na pobyt tymczasowy, a dopóki nie sprzedaż domu to tam masz meldunek stały. Nie wolno mieć dwóch różnych stałych meldunków. A jest przepis, że jeżeli gdzieś będziesz dłużej niż dwa  tygodnie to musisz mieć meldunek tymczasowy. Ale po co? dziwiła  się Alina.  No bo państwo musi wiedzieć, gdzie ma  cię szukać. Wyobraź sobie, że nagle z jakiegoś powodu budynek mieszkalny wylatuje w powietrze i wtedy trzeba podać ile osób zginęło- wtedy zagląda się do administracji i spisuje kto tu miał stały meldunek, kto tymczasowy, spisuje się ocalałych bo akurat  mieli fart i byli poza budynkiem i wiadomo ile osób i kto w tym budynku zginął. Trzęsień ziemi u nas  nie ma, ale mimo tego zdarza się, że budynek wylatuje cały lub jego spora  część w powietrze bo ktoś coś majstrował przy gazie a ten ziemny mocno wybuchowy jest. 

No ale co ja zrobię, gdy tu będzie ktoś mieszkał a ty mnie wyrzucisz ze swojego mieszkania bo ja ci się już znudzę? Krystian nagle przystanął, obrócił ją twarzą do siebie i powiedział  - jeżeli to miał być żart, to jest kiepski,  a ja może i jestem głupi, ale nie  aż tak, bym się nie orientował w swoich uczuciach oraz w tym co mówię i obiecuję. Kocham cię, chcę byśmy byli razem do końca życia. Nie zakochuję się co kwadrans w każdej spotkanej kobiecie. A może to ty nie jesteś pewna swych uczuć do mnie? To, że nie zaciągnąłem cię jeszcze do łóżka wynika tylko i wyłącznie z tego, że chcę byś miała pełny komfort i stosowała to co ci lekarz  zaleci. Wszelkie barierowe zabezpieczenia nie dają kobiecie pełnego komfortu. Mówiłaś, że jutro masz wizytę u lekarza, podwiozę cię jutro i zaczekam w  samochodzie na  ciebie. Alina przytuliła  się do niego i wyszeptała - przepraszam, wciąż nie mogę uwierzyć, że mnie kochasz. No to uwierz  wreszcie, bo takie twoje wątpliwości pozbawiają mnie  chęci do życia.

Wieczorem zatelefonował Franek, że następnego dnia  wpadnie do niego rzeczoznawca i on po jego wizycie przekaże co ów pan stwierdził. I czy wtedy notariusza zorganizuje Alina, czy on  ma  się tym zająć. Wszystko jedno, jak pan woli. Ostatecznie miał być notariusz , u którego Franek już kilka razy załatwiał jakieś  sprawy, jego kancelaria była na Ordynackiej. Gdy Krystian zobaczył nazwisko i adres powiedział - znam go i pójdę razem z tobą. Jako twój prawnik, nie jako chłopak. Znam tego facia i nie za  bardzo poważam. Ale to prosta sprawa i mam nadzieję, że uda mu  się niczego nie pokręcić. Z Frankiem spotkali  się pod kancelarią notarialną i Franek wyraźnie  się ucieszył z obecności Krystiana mówiąc, że ma nadzieję, że jego obecność  zmobilizuje tego notariusza do dobrego załatwienia sprawy. 

Pan notariusz na widok Krystiana nieco "ogłupł" i do idącego za Krystianem Franka powiedział- ja przepraszam, ale wpierw załatwię pana mecenasa, tu wymienił nazwisko Krystiana, który powiedział: spokojnie kolego, ja towarzyszę mojej klientce, która zupełnie  nie orientuje  się w różnych przepisach i dlatego mnie poprosiła bym z nią przyszedł. Moja klientka ma  zamiar dokonać zamiany z panem Franciszkiem. Personel żeński wyszczerzył się w uśmiechu do Krystiana, który nie obdarzył jej nawet spojrzeniem. Pomimo wielu uśmiechów  personel nie  został nagrodzony nawet spojrzeniem Krystiana, a Franek powiedział do notariusza - a pani Jadwiga już nie pracuje? Pracuje, ale dostała  sanatorium i będzie  dopiero za dwa tygodnie. Ale damy radę z panią Joleczką.  Mam nadzieję, mruknął Krystian. No rzeczywiście dali radę, a różnicę w gotówce, przeliczoną wpierw przez Franka  a potem przez Krystiana Alina schowała do swej przepastnej torby dziękując swemu zamiłowaniu do dużych toreb skórzanych - teraz niezbyt modnych, ale wielce  przydatnych. Gdy wyszli Alina spytała - jak pan przyniósł tu taką ilość gotówki?  Normalnie, w plecaku. Taką ilość nie wypłacają w okienku a na zapleczu, więc nie odchodzę od okienka z nagle pełnym plecakiem. Już wcześniej mówiłem w banku ile będę pobierał i dlaczego potrzebuję gotówkę. W bardziej cywilizowanych  krajach  w każdym banku jest notariusz i tam  się przeprowadza takie transakcje. Ale jak widzę to pani Alinka nie  miała kłopotu ze schowaniem takiej ilości gotówki. Ale będę miała kłopot z  zamianą jej na walutę, już czuję tę radość z odwiedzania kantorów.  Pomału, pomału, jakoś się to zamieni, jest coraz  więcej kantorów. A poza tym są już banki prowadzące konta walutowe i najczęściej  mają własne kantory. W najgorszym razie zmieni pani po kursie NBP, co i tak się opłaca. Tylko musi pani  mieć przy sobie ten akt notarialny, żeby wiedzieli , skąd ma pani tyle gotówki.Rozstali się w przyjacielskiej atmosferze, każde z nich miało już komplet kluczy do nowego lokum. Franek obiecał, że postara  się zorganizować swą przeprowadzkę w najbliższy weekend, bo przecież nie  zabiera stąd mebli. I oczywiście będą w kontakcie.

                                                                     c.d.n.



sobota, 10 grudnia 2022

Lek na wszystko? - 22

 Krystian dotarł do domu po czterech godzinach  nieobecności, dzierżąc w dłoni, a dokładnie to pod pachą bukiet kwiatów. Gdy Alina usłyszała cicho otwierane drzwi wejściowe wypadła do przedpokoju i powiedziała- dobrze że jesteś, bo się niepokoiłam, czy aby nie wpadłeś gdzieś w poślizg. Krystian stanął jak  wryty- przecież mogłaś do mnie zadzwonić.

Krystian stał i rozwijał z kilku warstw papieru kwiaty, w końcu wydobył je na  zewnątrz i podał Alinie- to dla  ciebie, wiem, że lubisz storczyki i udało mi się kupić jeden do hodowli w domu i cięte, takie jak pantofelki baleriny. Te pantofelki to w ramach przeprosin za moje niezbyt eleganckie dziś zachowanie. Oczy Aliny w tym momencie zaczęły przypominać dwa  spodki od filiżanek,  przełknęła ślinę,  nabrała powietrza i wydusiła z siebie: Kris, nie masz  mnie  za co przepraszać,  niczego złego mi nie  zrobiłeś. Ja  się tylko teraz denerwowałam, bo strasznie  długo cię nie było! Objęła go i cmoknęła w policzek, dodając- naprawdę nie masz za co mnie przepraszać. To raczej ja powinnam  cię codziennie przepraszać, że zwaliłam ci  się na głowę ze swoimi pokręconymi kłopotami! Zdejmij buty i kurtkę, a ja zaniosę na chwilę kwiaty do kuchni. Krystian wyjął z kieszeni kurtki niedużą buteleczkę i powiedział- a tu są kropelki, jakieś zaczarowane chyba i trzeba dawać 5 kropli do wazonu z tymi "pantofelkami" a wodę do wazonu nalać "odstaną" i zmieniać najczęściej co trzeci dzień. Zaraz ci pomogę, mam gdzieś w kuchni taki wysoki wąski wazon, który powinien do nich pasować. A te storczyki w doniczce to trzeba podlewać raz na tydzień. Mam nadzieję, że będą dobrze się hodowały. Ubłagałem panią w kwiaciarni by mnie oświeciła jak te storczyki hodować. A długo mnie nie było, bo po myciu było woskowanie, przed nim dokładne suszenie  a potem "froterowanie". I błyszczy się teraz nasz samochodzik niemiłosiernie! Alina miała wielką ochotę palnąć, że to jego "samochodzik", a nie "nasz", ale w ostatniej chwili przypomniała sobie dobrą radę Teresy, że czasem lepiej coś przemilczeć niż na wszystko pod wpływem emocji odpowiadać.

Zaraz pomogę ci  w szykowaniu kolacji. Nie trzeba pomagać, stwierdziła Alina. Będą dziś racuszki serowe z dżemem, ciasto już gotowe, wystarczy je usmażyć. Będziesz  mógł wybierać bo mamy dwa dżemy-  jeden jest wiśniowo- czekoladowy a drugi z czarnej porzeczki. Ten wiśniowo - czekoladowy to jakaś  nowość, ale całkiem smaczny, bo go spróbowałam. 

W trakcie kolacji Krystian poinformował Alinę, że nie marnował czasu w czasie gdy mu szykowano  samochód i zatelefonował do znajomego rzeczoznawcy w kwestii wyceny domu i "człowiek" ma do niego oddzwonić następnego dnia wieczorem kiedy będzie mógł obejrzeć całą posiadłość. Oczywiście, jeśli Alina będzie mogła przy tym być to dobrze, a jeśli nie to tylko on będzie. Oczywiście byłoby mu sto razy milej gdyby i ona przy tym  była, ale rzeczoznawcy nie jest to niezbędne do dokonania oględzin. Poza tym  Krystian sprawdzi ceny po jakich "schodzą" mieszkania "z drugiej  ręki" na Żoliborzu. I oczywiście pojedzie wraz z nią by obejrzeć to mieszkanie na Żoliborzu. I gdy będzie w domu wraz  z rzeczoznawcą to zabierze stamtąd  wszystkie kryształy i te " duperelki" które są nad  sejfem. Wybiorą razem to co im się spodoba i zostawią, a to czego żadne z nich nie będzie  chciało to wstawią do DESA. Bardzo możliwe, że ten rzeczoznawca od wyceny obiektu zna się i na kryształach i będzie w stanie je  wycenić, bo być może, że Franek je kupi - bardzo pasują do tego kredensu w tej oszklonej gablocie. 

A tak ogólnie to zastanawiam się nad tym sejfem jak on jest przymocowany do podłogi - stwierdził Krystian. Podejrzewam, że przyszły właściciel będzie  chciał go sobie  zostawić, zwłaszcza, że często wyjeżdża  i chata stoi pusta. Wiesz co, a może byśmy  tam wpadli jutro, sami i jeszcze  raz wszystko obejrzeli, tym razem pod kątem tego co chcesz stamtąd wziąć dla nas, dla siebie.

Nooo, możemy. Ale w tym układzie to powiadomię Tesię, że nie przyjdziemy do nich jutro na obiad na 15,30, żebyśmy nie byli ograniczeni czasowo. Mamy na obiad jutrzejszy zamrożone gotowe niemal  sznycle, więc tylko się je  potem usmaży. To patent Tesi. A dziś mogę ugotować do nich ryż i jutro to się go doda gdy się będą smażyć sznycle. I zamiast surówki będzie do nich sałatka z pomidorów i papryki. No to zaraz do niej zadzwonię.

Teresa pochwaliła pomysł Krystiana i powiedziała, że jeśli Krystian nie ma dobrych pojemników, to może dziś wpaść do nich , bo mają do licha i trochę dużych pudeł z tworzywa z przeprowadzki taty i  mogą je im pożyczyć w razie potrzeby. I mają specjalne flanelowe kocyki do przekładania szkieł. W końcu umówili się tak, że 4 pudła wraz z kocykami to Kazik im dziś sam podrzuci, gdy będzie  niedługo odwoził tatę do domu. Teresa poprosiła jeszcze do telefonu Alinę i powiedziała, że będzie OK, jeżeli się na moment bracia zobaczą. Zabrzmiało to dla Ali nieco dziwnie, no ale jako jedynaczka nie miała pojęcia jak to bywa  między rodzeństwem bardzo ze sobą zżytym i gdy młodszy brat  zawsze był zapatrzony w tego starszego brata. Trzeba przyznać, że rodzice świetnie ich wychowali, co zawsze mówiła obu braciom Teresa.

Przed upływem godziny Kazik już był pod ich blokiem, nie  wjeżdżał na górę, tylko zaczekał na brata na  dole, przy zejściu do piwnicy. Pomógł Krystianowi w schowaniu pudeł w piwnicy i chwilę rozmawiali. Gdy Krystian dotarł z powrotem na górę Alina już kończyła sprzątanie po kolacji, a w pokoju na stole stało pudełko z wedlowskim "Ptasim Mleczkiem" a  Alina  parzyła  w kuchni waniliową herbatę rooibos, mając nadzieję, że przypadnie ona  Krystianowi do gustu. 

Skąd wiedziałaś, że lubię to Ptasie Mleczko - spytał Krystian? Nigdy ci o tym nie mówiłem. No fakt, nie mówiłeś, ale tak naprawdę to nie znam ani jednej osoby, która nie lubiłaby tego wyrobu Wedla. A mam, bo przecież Tesia pracuje blisko sklepu firmowego, a była ostatnio w pijalni czekolady i odnowiła  swoje zapasy wyrobów wedlowskich. A Tesia wie, że i ty i ja też lubimy tę piankę w czekoladzie. Wczoraj mi wrzuciła do mojej przepastnej torby dwa pudełka. My z Tesią to trochę jak siostry. Znamy się jeszcze z liceum. Jeśli się nie widzimy to chociaż ze sobą z raz  w tygodniu rozmawiamy. Gdy mama zachorowała i Tesia gdy zobaczyła rozpoznanie to zaraz  zaczęła mnie przygotowywać na odejście mamy. I odwiedzała moją mamę w szpitalu. W Warszawie mam tylko ciotkę, siostrę mego ojca, ale ona to czeka tylko na połowę  spadku po moim ojcu. 

No właśnie - przejrzałem z grubsza dokumenty i mam złą wiadomość dla  twojej cioci - nic nie dostanie, bo twoi rodzice mieli spisaną intercyzę przed swym ślubem. Mieli rozdzielność majątkową i dom pierwszy,  a potem każdy następny należał tylko do twego ojca.  I ten, w Otrębusach także należał do taty, ale w jakiś czas potem tata zrobił z niego darowiznę dla mamy. Miał prawo, bo w dalszym  ciągu  mieli rozdzielność majątkową.W niedługim czasie, chyba w dwa tygodnie po śmierci twego taty, mama spisała testament,  w którym dom z całym wyposażeniem jest zapisany na ciebie.

Pomyślałem sobie, że jeśli ten Franek naprawdę chce kupić ten  dom, to wszystko czego on z tego domu nie chce wziąć, np. meble ( których wycena i zawiezienie  do DESA będzie kosztowało kupę forsy) możesz zaproponować siostrze taty, bo coś mi mówi, że nie łączą was żadne ciepłe uczucia. Oczywiście możesz to zrobić przez swojego osobistego prawnika, żeby nie usłyszeć jakichś inwektyw.

Pomysł, byś się zamieniła z panem Frankiem na mieszkanie uważam za całkiem  dobry, jeżeli oczywiście tamto jego  mieszkanie jest rzeczywiście w bardzo dobrym stanie i ci  się spodoba. Bo nadal kupno mieszkania w dobrym miejscu w Warszawie nie jest wcale łatwe, wciąż  brakuje mieszkań. I, tylko proszę nie wyśmiej  mnie,  ale nie wyobrażam sobie już mieszkania bez  ciebie. I nie dlatego, że gotujesz - ja też potrafię gotować, poza tym jak widzisz więcej mnie w domu nie ma niż jestem, więc się stołuję w sądach, gdzie może nie jest to jedzenie porywające  ale nie jest też trujące. Bo ja się po prostu w tobie zakochałem i dotarło to do mojej świadomości dopiero wczoraj, gdy mnie zrugała Tesia.  Gdy  zamykam oczy to wciąż widzę cię na tym przystanku WKD, taką samotną, trochę nierealną niczym senna zjawa i nadal czuję nieprzepartą chęć by cię utulić, otoczyć ramionami i nigdy  nie wypuścić  z nich. Nie wiem tylko, czy możesz mnie  z czasem pokochać- takiego nieco rozdwojonego, którego większy kawałek jest  wciąż gdzieś w biegu, nawet gdy serce wyrywa  się  do ciebie. Boję  się, że może nie taki facet ci  się marzy, ale taki spędzający  wszystkie godziny  w domu nie  zanurzony w dokumentach i nie stukający wciąż w klawiaturę.

Kris, masz specyficzny i bardzo absorbujący  zawód i jesteś właściwie jeszcze na początku drogi zawodowej, musisz na razie  więcej poświęcać  czasu na pracę niż ktoś kto ma lat pięćdziesiąt i już wyrobioną na tym polu opinię. Podoba mi się takie  zaangażowanie w sprawy  zawodowe. Dużo pracujesz  w domu, ale wtedy jesteś blisko. Zobacz co napisałam do Tesi, to stary sms, spójrz na datę, to z okresu świąt. To ty się nieźle maskujesz Alinko, nawet przez  myśl mi nie przemknęło, że ci się podobam.  Alina zaśmiała się - a ty mi też jeszcze  ani razu  nie dałeś do zrozumienia, że ci  się podobam, że mnie  lubisz.  Krystian spojrzał jej w oczy - nie chciałem, byś pomyślała, że korzystam  z twojej niejako przymusowej sytuacji i że  wykorzystuję fakt, że u mnie mieszkasz. Alina leciutko uśmiechnęła  się - to właśnie powiedziała mi Tesia. Ona chyba się marnuje, powinna była  iść na psychologię!  

Krystian objął Alinę, dość obcesowo przyciągnął do siebie, uniósł palcami w górę jej  brodę i z wielkim westchnieniem ulgi zaczął ją całować. Oderwał się na moment od jej ust i powiedział - pachniesz  i smakujesz różami. Aż mi się zakręciło w głowie - poczułem się tak jak ktoś kto po przejściu bezwodnej pustyni odnajduje studnię z wodą. 

Cudnie całujesz, powiedziała  Alina. Marzy mi się, żebyśmy zawsze byli ze sobą szczerzy, by mówić otwartym tekstem o tym co się nam u  siebie wzajemnie podoba lub nie podoba i byśmy mówili szczerze o swoich uczuciach. Zwłaszcza teraz,  na początku, bo się bardzo mało znamy. Chcę byś wiedział, że jeżeli zadaję ci sporo pytań, to nie z takiej zwykłej ciekawości a dlatego pytam, bo chcę by ci za mną było dobrze, wręcz komfortowo. Ty też zadawaj mi mnóstwo pytań, przyrzekam, że zawsze ci powiem prawdę. I zawsze mi mów czego oczekujesz, bo nie jestem jakąś  jasnowidzącą  tylko dlatego, że cię pragnę, że  z tobą jestem. Samo uczucie do drugiej osoby nie wpłynie na to, że będziemy nagle wiedzieć co które  z nas myśli i czego pragnie. Częściowo taka sytuacja nastąpi za jakiś czas, ale na razie proszę - mów mi zawsze czego oczekujesz ode mnie, czego pragniesz.

Czego pragnę? - Krystian niczym  echo powtórzył pytanie- pragnę tego, byś mnie pokochała, pragnę być z tobą  i chcę byś ty pragnęła tego samego. Pragnę byś  się stąd  nie  wyprowadziła, byśmy się poznali dobrze pod każdym względem, tym intymnym także. I w tej sferze chciałbym byś była ze mną  zawsze szczera aż do bólu. Nie byłem nigdy posiadaczem haremu i zapewne daleko mi do tytułu mistrza seksu. Ale jeśli będziemy w tej sferze szczerzy to  będzie nam obojgu dobrze. To może niezbyt teraz  modne, ale chcę byśmy się pobrali. Ślub nie jest jakąś gwarancją wiecznej miłości i wierności, ale znakiem dla innych, postronnych osób, że tworzymy pewną całość. Jeżeli zażyczysz sobie ślubu kościelnego, to chociaż nie jestem praktykujący,  możemy sobie taki ślub zafundować, jestem ochrzczony. Zobacz- i Tesia i Kazik swoje pierwsze małżeństwa mieli z dwoma ślubami- i cywilnym i kościelnym- i nic z tego nie wyszło. Ale naprawdę - jeśli będziesz chciała również kościelnego ślubu - zgodzę  się.  Alina przytuliła  się do niego - nie mam najmniejszego zamiaru, wystarczy mi ślub w urzędzie. Gdyby ślub w kościele miał jakikolwiek  wpływ na trwałość małżeństwa nie byłoby tylu rozwodów.

                                                                        c.d.n.

piątek, 9 grudnia 2022

Lek na wszystko? - 21

Tak jak było zaplanowane Kazik z Teresą podwieźli Alinę i Krystiana pod  dom,  a potem pojechali na zakupy. Tym razem Teresa gotowała u  nich w domu i tylko zatelefonowała do taty by się  dowiedzieć co u niego słychać i powiedzieć, że Kazik zaraz po niego pójdzie, bo jednak jest  trochę ślisko- nie  wszyscy porządnie  oczyścili chodniki. Ale po co tyle zamieszania, mówił ojciec, przecież nic  się nie stanie jeśli zostanę  dziś  w domu, przecież mam co jeść. No a nie będzie ci tato milej, gdy u nas posiedzisz? - tak sformułowane pytanie  było z gatunku pytań poniżej pasa i Teresa  dobrze  wiedziała, że w odpowiedzi  na takie na takie pytanie to tata bez  szemrania zgodzi  się  do nich przyjść. 

Kazik się śmiał mówiąc - ty to zawsze postawisz na  swoim. Przelecę  się piechotką do taty i będzie  to dla mnie  spacerek, bo potem wieczorem to też go odprowadzę. A to co ugotujesz na  zaś, to wystawimy na balkon i szybko nam  to wystygnie, więc pewnie będę to mógł wynieść wieczorem odprowadzając tatę do domu. Byłem bardzo ciekawy co Kris odpowie na twoje stwierdzenie, że jest tylko kolegą i prawnikiem Aliny. Czułem, że  się chłopak całkiem zapowietrzył i zmilczał tę twoją uwagę. On tylko w  swojej wyobraźni jest podrywaczem, a tak naprawdę to jest nieśmiałym marzycielem i idealistą jeśli idzie o kobiety. Poprzednia to nie  za bardzo była z nim z jego inicjatywy - to ona go poderwała, tylko nie przewidziała, że on jeszcze dość zielony w układach damsko-męskich. Miała nadzieję, że będzie noszona  na rękach od rana do nocy, a tu  się okazało, że facet urobiony po uszy, wiecznie pod kreską czasową i nawet nie jest mężczyzną północy. 

A co to znaczy "mężczyzna północy"? - zapytała mocno zdziwiona Teresa. Aaa, to taki stary dowcip - facet dał ogłoszenie do rubryki towarzyskiej, że pozna panią, określił jakie  warunki ma spełniać i pod ogłoszeniem dał podpis "mężczyzna Północy". Znalazła  się  jakaś chętna i  potem powiedziała o nim, że faktycznie był to mężczyzna północy, bo drugą połowę  nocy to już tylko  spał.  Teresa stwierdziła, że to był bardzo ładny dowcip i że oni gdy  nie  są na urlopie to są parą północy. No właśnie, właśnie  strasznie nam ta nasza praca w życiu przeszkadza- stwierdził  Kazik. Wiesz, bardzo bym  chciał byśmy pojechali na urlop,  na którym nie będziemy zobowiązani miejscem do zwiedzania turystycznych atrakcji. Teresa chwilę pomilczała a potem powiedziała - wychodzi na to, że moglibyśmy pojechać znów w Bieszczady i właściwie nie  wychodzić poza ośrodek na Bystrem. Co najwyżej chodzilibyśmy wieczorami po terenie ośrodka a w ciągu  dnia na posiłki. Moglibyśmy wziąć ze sobą tatę - ręczę  ci, że w minut pięć zostałby przyjacielem pana kierownika. Wtedy moglibyśmy wziąć apartament w głównym budynku, bo to dwa oddzielne pokoje z  łazienkami  i salonikiem.

A tak poważnie - Alinie  się Krystian podoba, nie tylko pod  względem urody, w pełni docenia jego intelekt ale  nie jest  w stanie  zorientować  się jak on ją ocenia. Podejrzewa, że po prostu Kris jest bardzo  empatycznym facetem i  jej walory urodowo- intelektualne niewiele  go interesują. I, tu się przyznam bez bicia, celowo mu dziś tak wypaliłam, bo widziałam, że mu się obecność Franka nie podoba. I chyba go to trochę zabolało, ale Alina zrozumiała o co mi poszło. 

Mam wrażenie, że taka zamiana jak zaproponował Franek może być dla obu stron korzystna. Ja osobiście  to nie chciałabym mieszkać w tamtej okolicy bo zawsze mieszkałam na południe a nie na północ od  centrum. Ona z  kolei od dziecka mieszkała pod Warszawą i to chyba w trzech różnych miejscach. Pamiętam, że mieszkała w Komorowie, potem w Podkowie Leśnej, może i jeszcze  gdzieś- nie wiem. Więc dla niej Żoliborz jest taką samą dobrą do mieszkania dzielnicą jak każda inna. Pracuje  w centrum Warszawy, a centrum  miasta  jest teraz  dobrze skomunikowane z innymi dzielnicami. Nawet jeśli będzie  dojeżdżać z przesiadką to i tak lepsze to niż jazda poza  miasto i drałowanie późnym wieczorem od tej kolejki. Co innego wziąć taksówkę z centrum  miasta na Żoliborz a zupełnie inna bajka brać taksówkę z Warszawy do Otrębus.

A Franek najprawdopodobniej dobrze się czuje w jakimś niezobowiązującym układzie. Nigdy się nie żenił bo jak kiedyś powiedział "to samo można  mieć i bez ślubu a przynajmniej nikt niczego od ciebie nie chce i nie trzeba znosić na co dzień cudzych frustracji." A w biurze i tak go wszystkie babki lubią, bo jest uprzejmy i nawet umie dobrze powiedzieć całkiem zgrabny  komplement. Lubię jak wraca z podróży bo zawsze ma coś ciekawego do opowiedzenia. Poza tym wie, że jeśli mówię, że czegoś nie jestem w stanie załatwić ad hoc to jest to prawda  a nie wynik mojego lenistwa lub niekompetencji. Był zdumiony, że tak zupełnie w tajemnicy  się rozwiodłam i wyszłam po raz  drugi za mąż. Powiedziałam mu tylko, że nie  zawsze jest o czym opowiadać. A nie zorientował się, że wyszłam po raz  drugi za mąż bo w pracy wszyscy mówimy do siebie po imieniu. Gdy mój personel opowiadał  w działach, że mam bardzo, bardzo przystojnego męża, to nie  miał pojęcia, że to mowa o drugim  z kolei moim  mężu. Zrobiłeś na moim personelu niezatarte dotąd wrażenie. 

Jest w biurze kilka babek, które chętnie Franka przytuliły, ale kiedyś na jakimś imieninowym "posiadzie" powiedział, że on jest  wrogiem biurowych  romansów, czyli jasno się  określił. Podobała mu się z urody moja poprzedniczka- blondynka o piwnych oczach, ale jak kiedyś powiedział to ona była tylko ładna, a cała reszta absolutnie  nie do zaakceptowania. Fakt, była mocno zołzowata. Jak mi mówiła jedna z mojego personelu, to skarżyli się na  nią i specjaliści i oczywiście głównie ich  rodziny. Typowa "wrednota". Ciekawa jestem czy wrócą do Polski, bo on ma kontrakt przedłużony  a to może  zaowocować stałym kontraktem  u tamtego zatrudniającego go kontrahenta. I może wrócą do Europy,  ale nie koniecznie do Polski. W oczach Franka jestem uosobieniem równowagi, powagi i odpowiedzialności - ale to wiem nie od niego. Taką mi opinię kiedyś wystawił w mojej  dyrekcji.

Studzenie na balkonie zdało w stu procentach  egzamin i gdy wieczorem  tata  już wracał do  domu, Kazik wziął samochód by opakowane i podpisane jedzenie zawieźć do jego  mieszkania i wszystko umieścić w zamrażarce  albo w lodówce. Przed  domem taty spotkali tatową sąsiadkę z psicą, która z trudem dała  się przekonać, żeby nie wycałować taty. Sąsiadka powiedziała, że psica najwyraźniej bardzo tatę pokochała i bardzo często, gdy  się ją wyprowadza to zamiast schodzić do bramy wybiera  się na górę, do taty. "Bo pies, proszę pana, rozpoznaje dobrego człowieka" - poinformowała Kazika. 

 W czasie gdy nie było Kazika Alina zatelefonowała do Teresy informując ją, że na szczęście są wszystkie potrzebne dokumenty i nawet część dokumentów dotyczy poprzednich domów. I że chyba w tym układzie nie będzie musiał Krystian biegać po hipotece. Zapytała  się też, co Teresa  myśli o tej  zamianie jeżeli to mieszkanie Franka spodoba  się Alinie i czy będzie tak miła i też weźmie udział w oględzinach. 

No wezmę udział, wszak to ja  ci tego faceta naraiłam. Szczerze mówiąc to ja go nie rozumiem, bo facet raczej się chyba nie ożeni, skoro do tej pory tego nie zrobił a do tego dość często wyjeżdża. On wprawdzie nieurodny jest, ale tak w sensie towarzyskim to jest miły.Tylko nie mam pojęcia  na licho mu taki wielki dom pod Warszawą. Poza tym to naprawdę inteligentny facet. No mogę tylko założyć, że wie  co robi. A jak Krystian, bardzo na mnie obrażony?  Nie, jest uradowany, że są wszystkie papiery. Z tej radości właśnie poleciał na myjnię i woskowanie bryczki. I powiedział, że musimy poważnie porozmawiać i że dobrze, że jutro nie idziemy do pracy. A w tym pudełku to są dziadka narzędzia jubilerskie, sporo złota i trochę biżuterii, rozmiary w sam raz dla ciebie i dla mnie. To wszystko po dziadku już  schowałam do swoich rzeczy, biżuterię i to złoto chciałabym przechować u ciebie i już wybrałam dla ciebie kilka drobiażdżków. Oprócz narzędzi dziadka są tu jakieś medale i odznaczenia mojego taty, ich stare dowody osobiste, listy, jakieś  bliżej nieokreślone zapiski. Zastanawiam  się  ciągle,  dlaczego mama mi nic nie powiedziała, gdy szła  do szpitala, że mamy w domu sejf i że są w nim ważne dokumenty. Nie wykluczam i tej możliwości, że może tata jej wcale nie powiedział o tym sejfie, bo uważał, że mama plotkuje wciąż ze  sąsiadkami nie wiadomo po co i na co. A może wiedziała, tylko nie pamiętała o tym, żeby mi o tym powiedzieć. Ostatnie  trzy miesiące była na środkach przeciwbólowych w domu, a potem już na znacznie silniejszych, podawanych kroplówkami  w szpitalu  aż do samego końca. I nie za bardzo kontaktowała.

Alinko, przestań szaleć z jakimiś prezentami dla  mnie. Powiedz  mi a jak ty oceniasz Krystiana?  Podoba  mi się pod  wieloma  względami, w tym i urody. Ale ja to mu się chyba nie podobam. Tak sądzisz? To skąd  był ten ewidentny atak zazdrości i jego niechęć do Franka? - umiesz mi to  wytłumaczyć? - spytała Teresa.  A nie podrywa cię, bo uważa  zapewne  za nieetyczne podrywanie dziewczyny, której udzielił schronienia. Jeśli chcesz  mieć jasną sytuację to po prostu porozmawiaj z nim szczerze. On został porzucony przez dziewczynę, bo liczyła na  ciąg rozrywek i prezentów a on  był cały czas  zalatany i zapracowany. W niczym go  nie  wsparła, tylko miała  wciąż pretensje, że on nie ma  czasu. Możesz mu śmiało powiedzieć jak go widzisz, jak oceniasz, co do  niego czujesz, czy chciałabyś byście  się dalej poznawali i byli w jakiś sposób ze sobą. On ma 35 lat, musi zadbać o swą pozycję w gronie prawniczym, powiedz mu, że to wszystko rozumiesz, o ile  rzeczywiście to  rozumiesz. Zakładam, że tak, bo w sumie to jesteśmy do siebie bardzo podobne jeśli idzie o sprawy łączące ludzi  ze sobą. I zrób to jak najprędzej, bo biedaczek jeszcze  nie wie, że ty wszystko rozumiesz. Mam wrażenie, że on  wciąż jeszcze nie przetrawił tamtej Alicji i boi się powtórki z rozrywki. A na dodatek  ci muszę powiedzieć, że obaj bracia byli uświadamiani przez własnego tatę i jego znajomego lekarza i są pod wiadomym względem  bardzo odpowiedzialni. Ja jeszcze nie spotkałam faceta, którego uświadamiał własny ojciec, raczej wszyscy zdobywali wiedzę od starszych kolegów, jak który był bystrzejszy to starał się o lekturę. 

A masz z czego ugotować obiad na jutro? Bo ja mam zamiar zrobić jutro tadżin, czyli  obiad będzie po marokańsku. Warzywa i podziabany indyk będą się dusić przez kilka godzin w marokańskim  garnku, który dostałam w prezencie od działu, w którym pracuje Franek. Jeżeli nie masz na jutro żadnych planów obiadowych to przytruchtajcie  się do nas na lunch, zamiast iść do knajpy, będzie też tata, bo obiady w weekendy jemy zawsze u nas. Wy możecie się dołożyć deserem, czyli machnąć się przed przyjazdem do nas po rurki z kremem by były do poobiedniej kawusi. Lunch będzie o 15,30. Napisz  potem sms czy przyjdziecie. I nie zamartwiaj się na  zapas. Wszystko się pomału ułoży, czyli "jeszcze  tak nie było ,żeby jakoś  nie było". Uwielbiam  to idiotyczne powiedzenie. To na razie, łepetynka  do góry, uśmiech na usta nałóż, pa!

Gdy przyszedł Kazik opowiedział Tesie jak bardzo charcica kocha ich tatę i jeszcze trochę, a tata wzruszony gotów  wpaść na pomysł, by  chodzić na spacery razem z tą panią sąsiadką i psem.

                                                                            c.d.n.

czwartek, 8 grudnia 2022

Lek na wszystko?- 20

 Alina  z Frankiem i Krystianem poszli oglądać strych i jego "skarby", a Teresa i Kazik zostali w salonie. Teresa stanęła przy  serwantce z bibelotami i tym razem otworzyła drzwiczki oszklonej części serwantki.

Wiesz- szepnęła do Kazika- nie wiem czy  chcę mieć te duperele, chociaż  wiem,  że niektóre  z nich to bibeloty  kolekcjonerskie. Ale sam mebelek to mi  się podoba. Jakoś tak tylko krzywo  stoi względem ściany, albo ściany są krzywe- zauważyła. Poza  tym zobacz- ten serwisik kawowy to chyba dla lalek, w tych filiżankach to góra 4 łyżeczki herbaciane kawy wejdą. No ale  fakt, że jest śliczny. Tylko nie  rozumiem po jakie licho ktoś  go postawił na takiej paskudnej, już nieco brudnawej białej  serwetce. A może ta półka jest po prostu jakaś uszkodzona i serwetka to po  prostu  kryje. Zabawne, zamiast  cukierniczki jest  coś jak koszyczek o łódkowatym kształcie. Teresa  wzięła do ręki ów koszyczek  i obejrzała  dokładnie. Nieco nie pasował do spodeczków i filiżanek, jego kwiatki były w nieco innym kolorze. Gdy odwróciła ów koszyczek do góry dnem z lekka zdębiała- na tym naczynku  nie było znaku firmowego jak na innych częściach kompletu ale jakiś  siedmiocyfrowy numer. I był napisany odręcznie. Przesunęła  jeszcze kilka części kompletu, żeby zajrzeć pod  serwetkę w jakim stanie jest półka  nakryta tą brzydką  serwetką i znieruchomiała, bo zobaczyła najzwyczajniejszy w świecie metalowy zamek cyfrowy. Ziku- to jest sejf!!! Zawołaj Alinę, niech tu prędko przyjdzie! Zawsze  się zastanawiałam co kryje w  sobie  ta  szafka.

 To, że serwantki mają pod  oszkloną  częścią regularne szafki to wiedziałam, u  moich dziadków był taki mebel, tylko bardziej wymiarowy niż ten.  Kazik powędrował na  strych i w kilka  minut  potem pojawili się zdobywcy strychu. Po drodze Kazik im opowiedział o szczegółach. W chwili  gdy  wchodzili Teresa usiłowała tak przesunąć  tę serwantkę by stała równolegle  do ściany, ale mebel ani drgnął.  To rzeczywiście jest sejf, chyba  się jednak nie mylę - powiedziała  głośno. Niech któryś z was spróbuje to ruszyć z miejsca - zwróciła  się do płci męskiej. Ale żadnemu się ta  sztuczka nie udała. Alina obejrzała "odkrycie" Teresy, która powiedziała - te cyferki na odwrocie to jest odwrotny zapis twojej daty urodzenia- wpierw jest rok, potem miesiąc bez 0  i na końcu dzień miesiąca.  Kazik zaczął się  śmiać- no to nic  dziwnego, że pracujesz w paszportach i masz co jakiś  czas  z tego resortu kuszącą propozycję zmiany pracy. 

Alina wpatrywała  się długą chwilę w zapisane na porcelanie cyferki i powiedziała - masz rację, musiałam  sobie  w myślach przeczytać od prawej do lewej, żeby mi zajarzyło. Alina przykucnęła mówiąc - mam nadzieję, że te drzwiczki otwierają się tak jak drzwiczki na górze, bo nie widzę dziurki na kluczyk. Na pewno, tylko nie ciągnij za gałeczkę ale ją przekręć- albo tak  samo jak na górze w prawo, albo w lewo. Trzeciej pozycji na  szczęście nie ma.  Alina otworzyła drzwiczki i zobaczyli metalowe drzwiczki z dwiema sztabami i uchwytem. I co teraz?-  zapytała niezbyt mądrze. Teraz to ustaw tak cyferki zamka na półce, jak jest zapisane na tym porcelanowym cacku. Jak ustawisz  to sprawdź, czy dobrze ustawiłaś i przekręć ten uchwyt co robi  za klamkę. A w którą  stronę? Teresa  zaśmiała  się - w tę, w którą się uda go  przekręcić. Nie jestem włamywaczem, w pracy mam inną szafę pancerną. A nawet  dwie i codziennie wychodząc z roboty muszę plombować drzwi pokoju. A rano sprawdzać, czy plomba nie  ruszona. I dlatego muszę być zawsze przed personelem w pracy. 

Franek się zaśmiał - a ja podejrzewałem, że ty lubisz tak  raniutko ganiać do pracy. Skoro wiesz, że ja  bywam tak  raniutko  w robocie, to znaczy, że ty też tak rano przychodzisz. Franek zaśmiał się- ile  razy przyjeżdżam  samochodem  to muszę tak rano, żeby załapać miejscówkę na parkingu strzeżonym pod Metropolem. A ten kawałek od  Metropolu to mój spacer dla  zdrowia. No właśnie, fajny spacer śmiała się Teresa, w centrum miasta, wśród spalin. Masz  całkiem niezłą komunikację z Żoliborza. Taaak, czasami  z niej nawet korzystam. Gdy bryczka na  dłuższym przeglądzie. Coś podobnego, nie  sądziłam, że mercedesy też miewają przeglądy- zaśmiała  się Teresa. Znani mi posiadacze owej marki  zawsze mi wmawiali, że to  samochód przy którym niczego nie trzeba robić, nieomal sam się na  stacji myje i tankuje i nie  bywa w  warsztacie, bo nie ma potrzeby. A mnie osobiście  naprawdę obojętna marka, byle by jeździł.

Alina nabrała powietrza i bardzo skupiona ustawiła cyferki na  zamku, wpierw  sprawdziła  sama, potem poprosiła Teresę by sprawdziła czy jest  wszystko dobrze i przekręciła  uchwyt. Gdy upewniła  się, że przekręciła do końca pociągnęła drzwiczki do  siebie i sejf się otworzył. Był dość solidnie załadowany i Krystian przykucnął przy nim i zaczął wyciągać różne teczki z dokumentami, których było sporo. Na samym dole była drewniana skrzynka z pokrywką, obwiązana dwiema metalowymi taśmami. Była  bardzo ciężka. Alutko,  weźmiemy to  wszystko do domu, teraz tylko zajrzę, czy są dokumenty tego domu i testament. Na szczęście ojciec Aliny każdą z teczek opatrzył podpisami i wszystkie dokumenty były w bardzo dobrym  stanie.

Ciekawe co jest w tej skrzynce - zastanawiał się głośno Krystian. Ale nie będziemy już tu  dłużej pokutować, w domu się  tym zajmiemy. Grunt, że są te dokumenty dotyczące domu. A co do tej serwantki- ona jest chyba przymocowana do podłogi, więc raczej pozostanie  tutaj. 

No ale  chciałam dać Tesi to wszystko, co się jej podobało i..... Teresa przerwała jej potok słów mówiąc -niech ta serwantka tu  zostanie, ja sobie  zabiorę tylko tę dziewczynkę na huśtawce i damę z parasolką.W buduarku mam zamiar powiesić lekką półeczkę na takie fidrygałki. A na ważne dokumenty i cenne drobiazgi, jak będę miała tego  więcej to sobie  wykupię skrytkę w banku. Europeizujemy  się i już można mieć skrytkę w banku. Już mi tu  zimno się zrobiło. Wrzućcie tę skrzynkę do jakiejś torby na  zakupy, widziałam takowe w kuchni. Dokumenty to możecie do mojej siatki wrzucić, żeby się nic po drodze nie wysypało. My wracając pojedziemy jeszcze na zakupy, bo dziś trzeba obiadki na cały tydzień wymodzić. 

Na cały tydzień? zdziwił się Franek. Tak, na  cały tydzień. My obiady gotujemy u taty, porcjuję wszystko, opisuję i gotowe zamrażam. Kartofle  do obiadu lub ryż czy makaron oraz surówki to tata przygotowuje. Jemy razem z nim, mam przynajmniej kontrolę nad jego odżywianiem się. Przed  zimą to kolacje  jadał u nas, ale teraz to częściej  je sam w domu, no bo bywa ślisko i wtedy lepiej by nie wychodził.  

Krystian uśmiechnął się - ogromnie lubię waszego tatę, jest bardzo wyrozumiały, wspaniały, kontaktowy człowiek. Już się za nim stęskniłem.  Tata ma już nawet czterołapą przyjaciółkę - charcicę szkocką. Jak jej pańcia wychodzi z domu na dłużej to charcica zostaję u  niego w domu. Jak stanie na tylnych łapach to bez trudu może mi dać  buzi - śmiał się Kazik. No i jak przychodzi na przechowanie to ze  swoim własnym posłankiem. No to chyba się zbieramy pomału. Trzeba jeszcze  tylko drabinę odstawić od  drzwi strychu stwierdziła Alina i Krystian z Kazikiem poszli to zrobić. 

No i jak Franiu- podoba ci  się ta hacjenda?-zapytała  Teresa. Podoba. I chętnie bym tu zamieszkał na stałe. Na czas wyjazdów zostawiałbym chałupę pod dozorem, to nawet niedroga impreza. Pozostaje mi zaczekać na wycenę - zastanawiałem  się nawet czy nie zrobić takiej transakcji, że zamiast  sprzedaży to byśmy  się z panią Aliną oficjalnie zamienili na mieszkania a różnicę w cenie uregulowałbym gotówką. Mam trzypokojowe mieszkanie na Żoliborzu, na Krasińskiego. 

No wiesz, ja się w to nie będę mieszać, w moim odczuciu po mieszkaniu  poza  miastem wolałabym mieszkać w bloku, niż tu. I nie mam pojęcia co Alina wybierze. Na Krasińskiego to całkiem niezła lokalizacja, tam nawet sporo zieleni jest. Tylko ze  sklepami gorzej, z tego co pamiętam. Tam są stare bloki WSM-owskie. A na którym piętrze mieszkasz? Na pierwszym, blok czteropiętrowy. Mieszkanie spłacone, własnościowe, rok po remoncie robionym przeze mnie prywatnie - wymienione okna i wszystkie drzwi, w mieszkaniu parkiet a nie PCV.  Do sklepu to jest mniej więcej 250 metrów i jest całkiem nieźle zaopatrzony. Może pani, pani Alino, rozpatrzy taką propozycję i przyjedzie któregoś  dnia by obejrzeć to mieszkanie. Moglibyśmy  się umówić  albo któregoś dnia po pracy  albo w którąś sobotę czyli praktycznie za trzy tygodnie, bo znów jadę do Maroka. Już ci Franiu  załatwiłam wszystkie połączenia w obie  strony - zapewniła Franka Teresa. Przez Rzym w obie  strony?- upewnił się Franek. Tak, masz 3 godziny przerwy w locie. No to świetnie, czuj się zaopatrzona w świeżutkie, miękkie daktyle.

A ładnie jest w Maroku? - spytała Alina. Jak w każdym kraju - są miejsca przepiękne i są miejsca  paskudne. Lubię Maroko, lubię bywać na pustyni nocą, chociaż są drastyczne spadki temperatur  nocą. Nie przepadam za pobytem w miastach. Ale nie  da  się ukryć, że warto je  zobaczyć. Lubię kuchnię marokańską, to mieszanka kuchni mauretańskiej, europejskiej, śródziemnomorskiej. Bardzo aromatyczna. Dla nas   najlepiej  klimatycznie  wypada okres  od marca do końca maja. Na pewno warto zobaczyć Casablankę, Tanger, Marrakesz, Agadir, Fez, Meknes, Rabat. Najtaniej, jeśli idzie o turystykę jest w II połowie  stycznia, ale trzeba  zamawiać hotel  z ogrzewaniem lub mieć  ze sobą  śpiwór. Tyle tylko, że mini sukienki czy  szorty to nie jest pożądany strój, podobnie mocno wydekoltowane sukienki czy  bluzki. Maroko w dużym  stopniu  żyje  z turystyki,  zwłaszcza obszar nad Cieśniną Gibraltarską - najczęstszymi turystami to są Hiszpanie- w końcu mają do Maroka rzut beretem i bardzo  chętnie  do Maroka przyjeżdżają. Osobiście  lubię Marrakesz, bo jest u podnóża gór. Bardzo chętnie, gdy  tylko mogę  wyskakuję w góry Atlas. Śmieszne, bo już kilka  lat prowadzę ten  rynek a  nadal mnie Maroko fascynuje. I nawet polubiłem marokańską herbatę - to zielona herbata ze świeżą miętą i niebywale mocno osłodzona.

Na pierwszy raz  warto pojechać z biurem turystycznym. No i właśnie  na przykład  w  maju. W Marrakeszu temperatury  nocą spadają do 14  stopni, a w dzień  są od 15 do 29. Lipiec i sierpień dla większości z nas  są koszmarne - po prostu jest  koszmarnie  gorąco. Wychodzić można  tylko wieczorami a  dzień  spędzać w klimatyzowanych pomieszczeniach.

Gdy już wszystko pozamykali Alina i Krystian przesiedli się do samochodu Kazika,  bo stwierdzili, że to popołudnie spędzą w domu Kazików,  będą w  czwórkę przeglądać papiery, tak żeby Krystian na koniec weekendu wiedział na  czym   Alina stoi i co i w jakiej kolejności powinno się zacząć załatwiać od poniedziałku.  Panowie orzekli, że całkiem  sympatyczny ten Franek i że ten pomysł z tą zamianą domu na mieszkanie  wcale  nie jest taki głupi, tylko szkoda, że to Żoliborz, a więc dość daleko od Tesi i Kazika. Ale tak naprawdę to i tak bliżej niż te Otrębusy- zauważyła przytomnie Teresa. No fakt, ale wpierw trzeba to jego  mieszkanie dokładnie obejrzeć. Muszę zatelefonować do faceta, który zawodowo robi wyceny nieruchomości - stwierdził Krystian. Trzeba  wiedzieć ile można realnie  za ten dom dostać.

To wy przeglądajcie papiery, a ja zajmę się gotowaniem obiadów u taty.  Zrobię eksperyment z tym garnkiem co go dostałam w prezencie. Kochanie, gotuj u nas, ja jutro wszystko wyniosę do taty. A dziś nie jest ślisko i  może tata do nas przyjść na obiad. Możemy go nawet teraz po drodze zgarnąć i zamiast ciebie będzie przeglądał papiery. Tata jest skrupulatny i na pewno niczego nie przeoczy. 

Słuchajcie, nie wpadajcie w histerię, papiery to my z Alutką dziś sami przejrzymy, po prostu nie widziałem powodu dla którego facet ma wpierw jechać do nas a potem dopiero na ten jego Żoliborz. Chciał się pochwalić bryką to się pochwalił. Podrzućcie nas do domu i tyle w tym temacie. Jak chcesz, mnie jest wszystko jedno - stwierdził Kazik. Twoja broszka, nie moja.  Czyżby cię Franek czymś uraził?- spytała Teresa. Nie uraził tylko wkurzył - wdzięczył się do Aliny niczym małpa do lustra. Nie zauważyłam czegoś takiego - stwierdziła Teresa. No bo nie byłaś na strychu. Pani Alineczko z ust mu  nie schodziło.  

Teresa roześmiała  się - Franek wie, że Alina jest stanu wolnego, a ona mu się podoba. Jesteś Aliny kolegą i prawnikiem a nie narzeczonym lub mężem, więc o co biega? A może coś się zmieniło i ja o czymś nie wiem?  Wiem za to, że cudzych dziewczyn, o których  wie, że są z kimś to Franek nie wyrywa. To naprawdę kulturalny facet, tylko urody mu nieco brak. Ale jest dobrze wykształcony, po handlu zagranicznym, operuje biegle trzema obcymi językami, jest ceniony, bywały w świecie i ma tylko 42 lata. Dwa lata  starszy od Zika.  To, że np.  mi przywozi zawsze jakiś drobny souvenir  z podróży nie znaczy że się do mnie  zaleca- on tylko docenia mój wysiłek przy załatwianiu mu podróży. To samo robią niemal wszyscy pracownicy naszego biura. Taki zwyczaj. Weź popatrz w lustro, kudy jemu do ciebie. Ty to jesteś przystojny facet a o Franku nie można tego powiedzieć. Z daleka to on wygląda całkiem nieźle, garnitury   szyje u krawca,  ale z bliska? Rozpacz. Szkielet odziany w bardzo dobry i drogi garnitur. Ale to naprawdę jest po prostu porządny facet.

                                                                  c.d.n.


środa, 7 grudnia 2022

Lek na wszystko? - 19

 Wszystko mija i przeważnie  zbyt szybko, a zwłaszcza  wszystko to co  miłe. Noc Sylwestrową  (nie  całą  ale do godziny 4 nad  ranem) spędzili  w  czwórkę "u Kazików". Zjedli na  gorąco przygotowane przez Teresę pyszne  danie jednogarnkowe. Szykując ogromny gar Teresa  miała nadzieję, że połowa na pewno zostanie i "będzie  na  zaś", ale nie udało się - duszone polędwice dwóch gatunków mięs w grzybowym  sosie z uzbieranych przez tatę prawdziwków zniknęły w  zastraszającym tempie, podobnie  jak bukiet warzyw podany do mięsa oraz wypełniacz w postaci makaronowych "kokardek". Krystian, zajadając  się tymi smakołykami co jakiś  czas powtarzał: "ależ ty masz braciszku szczęście!", na co Kazik odpowiadał : wiem, ale oprócz talentu kulinarnego Tesia ma naprawdę jeszcze inne, o wiele ważniejsze zalety. 

Alina stwierdziła, że nie znalazła w Teresinym brulionie tego przepisu, więc  się dowiedziała, że to po prostu są połączone  dwa przepisy w jeden i że Teresa sama jest  nieco zaskoczona  wynikiem. Poza tym, wyjaśniła Alinie, że mięso w tym daniu to są polędwice- wieprzowa i wołowa, a według przepisów nikt przy zdrowym  rozumie nie używa  ich do tego typu dań. No i do sosu użyła śmietany, której używa  się  do ubijania na krem. Krystian słuchał tej  dyskusji i podsumował - z tego wniosek, że zaglądasz do wszelakich  przepisów tylko po to by mieć  co zmieniać  lub łączyć, czyli masz wyobraźnię. 

O północy złożyli sobie  wpierw  wspólnie życzenia, by nadchodzący rok nie był gorszy od tego, który  właśnie mija, potem szeptano sobie do uszu bardziej szczegółowe życzenia, opite kieliszkiem francuskiego szampana, przyniesionego przez Krystiana. 

Potem każdy opowiadał o swoich najlepszych i najgorszych  przypadkach sylwestrowych - Teresa opowiedziała jak to w którymś roku gdy szła na Sylwestra to lał deszcz, więc dotarła na  miejsce w przemoczonych  szpilkach, a do przejścia   od taksówki do budynku miała zaledwie pięćdziesiąt metrów,  a gdy wychodzili stamtąd nad  ranem to chodniki były pokryte warstwą lodu i zamiast wrócić do  domu wrócili na  salę balową, by przeczekać  aż okoliczni dozorcy posypią chodniki mieszanką soli i  piasku. Jej drugie  wspomnienie  było równie miłe - była z Robertem na balu w Instytucie Lotnictwa. Opłacone jedzenie było tragiczne, co jej nawet nie  zdziwiło, bo gdy weszli do sali na wszystkich  stolikach  stały talerze z pokrojonymi już wędlinami i pokrojonym  pieczywem i sądząc z wyglądu wszystko stało tak już od kilku  godzin i właściwie nie nadawało się do jedzenia. A na dodatek to Robert  kleił się do jakiejś dziewuchy i koniecznie chciał ją odwieźć do jej domu (bo jej chłopak się schlał), więc Teresa mu powiedziała, że jeśli  ją odwiezie, to niech od razu wraca  do swojej mamusi, bo ona go do  mieszkania nie  wpuści. 

Dla Aliny najgorszy Sylwester to była noc spędzona  na SOR, gdy jej ojciec  miał jakiś tajemniczy atak bólu, co dopiero w dwa dni później  zdiagnozowano jako kamicę żółciową, a dla Kazika każdy Sylwester aż do chwili rozwodu z Anką był koszmarem, bo w tym dniu Anka była dostarczana do domu przez  swoich kolegów w  stanie upojenia  alkoholowego. Umówili się, że w którąś sobotę trwającego karnawału wybiorą  się razem na  dansing, do którejś z lepszych restauracji.

Około czwartej nad  ranem Alina stwierdziła, że chociaż  było szalenie  miło, to jednak jest  już baaardzo śpiąca i bardzo  chętnie już by poszła  spać, więc Krystian stwierdził, że  żaden problem, wypił raptem jeden kieliszek szampana i to o północy,  więc bez obaw może usiąść za kierownicą i mogą wrócić do  domu. Jeszcze raz się  wszyscy wyściskali życząc sobie by w Nowym Roku "sprzyjały im gwiazdy" i Alina z Krystianem pojechali do domu. Kazik pomógł Tesi w uprzątnięciu  wszystkiego ze stołu i cały czas dziękował za przygotowanie tak miłego wieczoru.

Ziku, to że było miło to nie moja  zasługa, tylko tego, że w tym "zestawie" gości dobrze  się czujemy i  rozumiemy. No a że wszystko wszystkim smakowało to po prostu dlatego, że mamy wszyscy podobne upodobania. Dla niektórych byłby to zapewne koszmarny Sylwester, bez wódki, bez gara  bigosu , placka drożdżowego z kruszonką i kilku butelek wina. I oni i my jesteśmy jeszcze  wciąż na etapie wzajemnego poznawania  się. Nie mam nawet bladego pojęcia czy Krystian i Alina będą parą, ale mam wrażenie, że nieźle się dogadują. Wiekiem też  do siebie pasują, on jest właściwie  jej rówieśnikiem, zaledwie trzy lata od niej  starszy. Alina nie ma przewrócone w głowie, poza tym jest realistką. Nie marzy się jej królewicz  z bajki ani  amant filmowy. Co prawda w domu nie  musiała niczego robić,  ale umie o dom zadbać. Byłoby dobrze, gdyby się jej udało sprzedać to domiszcze i kupić jakieś mieszkanie w Warszawie. Teraz  sporo  się buduje nowych osiedli i odchodzą od wielkiej płyty, chociaż jak kiedyś widziałam, to jeszcze  sporo domów z niej się buduje, ale jednak mieszkania są już większe. W ogóle Warszawa pączkuje we  wszystkich możliwych kierunkach i tylko patrzeć jak zostanie kolejnym wielkomiejskim molochem. Przecież gdy byłam dzieckiem, to w miejscu gdzie teraz mieszkamy to były pola uprawne, stały jakieś zabudowania, na łąkach pasły  się krowy. To nasze  osiedle już się raczej nie rozbuduje, ale patrzę na Ursynów i widzę, że tam bez przerwy od kilku lat to osiedle się rozrasta. Za kilka lat "połknie" kilka małych osad, które będą potem jego dzielnicami- wykupią tereny prywatne dając w rozliczeniu mieszkania, zawsze bardziej interesujące niż domek na "kurzej łapce" pozbawiony miejskich mediów. 

Kochanie  moje, pomyślałem, że chyba dokupimy zmywarkę, zobacz ile nam  się uzbierało do zmywania! No nie  wiem, ale na  co dzień nie mamy tyle  zmywania, po posiłkach  dla dwóch osób to można bez problemu zmyć naczynia po każdym posiłku. Wiem, że moje koleżanki, przy dwóch osobach, korzystają ze zmywarki raz na 3 dni, zbierając naczynia, by było opłacalne  w niej mycie. Poczekajmy jeszcze, mnie zmywanie na nic nie szkodzi, paznokci nie lakieruję. Natomiast kupiłabym z chęcią większą suszarkę niż ta, taką "piętrową".  Też białą?- zapytał Kazik? Chyba tak, to uniwersalny kolorek dla takiego przedmiotu. 

Ach,  zapomniałem ci powiedzieć, że  zapisałem nas na badanie -termin to 8 stycznia, godzina 7 rano pobranie krwi a gdy będą wyniki to zatelefonują do mnie i wtedy nas  zapiszę do lekarza na któreś popołudnie. I powiedz mi - czy naprawdę nadal chcesz zmienić pracę? Bo jeśli tak, to ja  się rozejrzę i popytam wśród swoich różnych znajomych. Nie chcę  byś wciąż  wychodziła  z pracy pół żywa  ze  zmęczenia. A tak zupełnie  szczerze, to byłbym najszczęśliwszy gdybyś wcale nie pracowała, ewentualnie gdzieś na pół etatu.

Kochanie, jeśli uda  się nam zmajstrować dziecko to na pewno wezmę wtedy trzyletni urlop wychowawczy, ale na razie jeszcze tu trochę posiedzę - w gruncie  rzeczy to tu nawet  nieźle płacą. Życie mnie  nauczyło, że planowanie pod tą  szerokością  geograficzną z reguły  nie ma sensu, bo nikt  nie jest  w stanie  przewidzieć co rządzącym do łbów  wpadnie i dlaczego akurat tak coś zarządzili. A tymczasem to może byśmy sprawdzili czy nasze łóżeczko nadal jest tak samo wygodne? Już strasznie  jestem śpiąca. Ciekawa jestem ile psów tej  nocy "dało  w długą" gdy te bezmyślne matoły odpalały swe zabawki. W roku ubiegłym to wiem o pięciu zaginionych i tylko jeden się po trzech dniach odnalazł.  Poza  tym jest w tym  wszystkim również  wina  właścicieli, że wyprowadzają psy  nie na  smyczy.  A tak ogólnie  rzecz ujmując, to bardzo się to osiedle"zapsiło".W moim dawnym bloku jest dziesięć psów, więc statystycznie wypada, że w każdej klatce jest jeden pies.  

Zmęczeni nieco Sylwestrem spali spokojnie do drugiej po południu. Gdy zjedli "śniadanie"  Teresa  zatelefonowała do taty, złożyła mu życzenia noworoczne, przepytała  jak  się czuje, opowiedziała jaki był ich Sylwester i zaproponowała by zjadł z nimi obiado -kolację, bo oni  właśnie  dopiero teraz zjedli coś jakby  śniadanie. Tata podziękował, obiecał, że na obiado -kolację to przyjdzie sam i będzie to dla niego spacer, na  razie to ogląda w telewizorni  sport.  Później zadzwoniła Alina, że miała  telefon od Franka, który  się powoływał oczywiście na Teresę i umówili się na  najbliższą sobotę - Franek powiedział, że on przyjedzie po nią samochodem i że może uda mu się namówić na tę wycieczkę również Teresę. Alina powiedziała, że ona będzie w towarzystwie swego prawnika, a co do obecności Teresy to ona nie wie jakie plany na ten dzień ma Teresa. No ale  skoro pracują w tej  samej  firmie, to przecież  Franek sam  może  się  z nią porozumieć. 

Koniec  końców wybrali się tam w  dwa samochody. Franek zabrał Alinę i Krystiana, Teresa i Kazik przyjechali swoim samochodem. Dobrze, że Kazik wpadł na pomysł wzięcia łopaty, więc gdy podjechali pod dom, siła męska zajęła  się odśnieżaniem drogi od  furtki do domu. Z tego było widać, że sąsiedzi proszeni o nieco opieki nad  domem, wcale  się nim nie opiekowali. Ta warstwa śniegu o tym świadczyła.

Na  szczęście piec działał, choć może  w domu nie  było za ciepło, ale na pewno było kilkanaście  stopni  ciepła. Gdy weszli do kuchni Franek jęknął - ojej, taki sam kredens był u moich rodziców. Tylko gałki miał kremowe a nie seledynowe. Obydwie dziewczyny, niezależnie od  siebie odnotowały w  swej pamięci fakt, że Franek nie jest daltonistą. Obejrzał wszystko bardzo dokładnie i stwierdził, że kuchnia jego zdaniem nie wymaga żadnych inwestycji. Zachwycił się wanną w łazience, odnotował fakt, że stoi tu także miedziany piec z bojlerem, czyli w  razie  czego jest to zapasowe źródło ciepła i ciepłej wody, a podłączenie  go do sieci wodnej nie było skomplikowaną operacją. Lustro zostało zakwalifikowane  do wymiany jak i również jego oświetlenie, no ale zdaniem Franka "to małe piwo". Najbardziej Teresę śmieszyło, bo Frankowi wyraźnie podobała  się Alina i co spojrzał na jakiś obiekt w łazience zaraz  rzucał okiem na Alinę. Potem była  wizyta w salonie. Alina pościągała  narzuty, którymi były okryte krzesła,  dwa fotele i kanapa.  Alina  mu wyjaśniła, że gdyby chciał to kupić w całości z tymi meblami, to wtedy meble są wkomponowane w cenę, czyli czy kupuje z meblami czy bez to cena jest taka sama. Natomiast zawartość  kredensu w postaci wszystkich kryształów będzie wyceniona oddzielnie. Powiedziała, że do salonu  należą również obrazy, no ale nie wiszą, bo jej ojciec nie miał już sił by je powiesić, no bo trzeba by było stać na drabinie i wiercić dziury w ścianach. Obrazy są, ale zapakowane na  strychu. Alina wskazując na serwantkę powiedziała- proszę nie brać pod uwagę tej małej serwantki, bo ona wraz z jej zawartością powędruje do mojej przyjaciółki ( tu palcem pokazała Teresę) do jej małego buduaru. Pomogła mi w życiu wiele razy i myślę, że to będzie dobry dodatek do słów podzięki. Ten mebelek ma szybki kryształowe, a zawartość to ona zna, bo kiedyś często tu bywała. Ten zegar na kredensie ma jeden "feler"- nie jest na baterie, trzeba go nakręcać i do tej  czynności trzeba zdejmować  klosz ochronny, więc odkąd pamiętam był tylko ozdobą. Kredens  jest pojemny, mieści bez  trudu zastawę na dwanaście osób. Obejrzeli jeszcze znajdującą się obok łazienki toaletę  z malutką umywalką i lustrem oraz  dwa pokoiki służące za magazynki, w których  były puste szafy i półki. Sypialnie , trzy, są na piętrze. Oprócz sypialni jest tam też łazienka i toaleta.

                                                                        c.d.n.