sobota, 11 marca 2023

Lek na wszystko? - 69

 Gdy domowy słodziak, czyli  Alek przeniósł się wieczorem w objęcia  Morfeusza, Teresa powiedziała do męża, że musi dziś "postudiować" Encyklopedię Zdrowia. A co się stało? Boli  cię coś? - zaniepokoił się Kazik. Nie, mnie jak na  razie nic  nie jest, ale cały  wieczór   "chodzi" mi po głowie  sprawa Aliny. Bo przypomniało mi się, że takie zachowanie się Aliny to ja już kiedyś widziałam i wtedy ona brała  przez  bardzo długi  czas jakiś  lek. I być może,  że lęk jej  matki dotyczący stanu jej zdrowia nie był tak zupełnie bezpodstawny. Ale muszę trochę poczytać, bo wiesz jak jest - jeśli czegoś nie  poczułeś na  własnej  skórze to na ogół nie  wiesz jak to jest. 

Mówisz zagadkami  - stwierdził Kazik- oświeć mnie  trochę, proszę. Idzie mi o  to, że może ona   naprawdę jest chora, a raczej ma nawrót choroby. Bo ona brała kiedyś jakiś lek, który, jak mi wtedy mówiła jej matka, będzie musiała  brać do końca życia, nawet gdy nie będzie  miała  żadnych dolegliwości. No ale o co chodzi- denerwował się Kazik.  Teresa, uśmiechnęła się i powiedziała- wyjaśnię ci gdy poczytam o tym co mi do głowy przyszło.  I powiesz mi? - zapytał. No jasne, że ci powiem. Aż  się boję, że być może to co mi do głowy przyszło właśnie się dzieje z Aliną.

Teresa poszła do swego "buduaru" i pogrążyła  się w czytaniu Encyklopedii Zdrowia. Po niemal godzinie wyszła stamtąd z bardzo smutną miną. Otworzyła książkę i zaczęła czytać półgłosem Kazikowi objawy choroby afektywnej, zwanej też chorobą dwubiegunową. Gdy skończyła  czytać Kazik powiedział - widzi mi  się, że objawy Aliny pasują do tego opisu. I co  zrobimy? 

My to niewiele możemy zrobić - po prostu damy Krystianowi do poczytania, a  ja na pewno nie opieprzę jutro Aliny. Co najwyżej mogę się ją zapytać,  czy nadal bierze ten lek. Jedno co jest pewne - tak naprawdę nie wiadomo skąd się ta  choroba  bierze i jak tu ładnie  i pokrętnie napisali zamiast  jasno napisać  "nie mamy bladego pojęcia co wywołuje  taką chorobę" napisali, że to taki "układ genów". Dziedziczna jest tylko wtedy gdy i ojciec i matka mają tę "dwubiegunówkę."   Może  się mylę, ale mam wrażenie, że takie wydarzenie jak  wpierw śmierć matki,  potem zmiana    miejsca  zamieszkania, miłość ,ślub, ciąża, poród - mogły  w sumie spowodować nawrót tej choroby. Jedno jest pewne - trzeba z nią o tym spokojnie, delikatnie porozmawiać i koniecznie ją zaprowadzić do lekarza. Gdy zacznie z powrotem brać lek to wszystko się unormuje. Zacznę  chyba niedługo w  duchy  wierzyć, że chyba przeleciał mi przez mózg jakiś dobry  duch, że mi  się przypomniało, że ona  miewała takie chwiejne momenty  "nierównowagi psychicznej". To niestety jest nieuleczalne - jak na dzisiejszy stan medycyny.  No ale jeśli będzie współpracować  z lekarzem i łykać ten lek, to wszystko się ułoży.  Jestem sama sobą zniesmaczona, że poszłam  po najmniejszej linii oporu i  nie pomyślałam o tym, że   przecież ona  miała kiedyś takie  epizody. Dobrze, że  Tadzika już prawie nie karmi piersią, bo mam wrażenie, że żaden lek nie jest dobry dla matki karmiącej. Nie wiem czy oni mają Encyklopedię Zdrowia, to jest najnowsze wydanie. Zresztą jest ważne tylko to, żeby Krystian to przeczytał i namówił ją na wizytę u lekarza. W naszej prywatnej przychodni jest psychiatra, na  czas jej wizyty ( bo wg mnie Kris powinien  z nią pojechać)  wstawią dziecko do nas. Żaden problem dla  mnie, mieszankę niemowlęcą jeszcze potrafię przygotować.

No a ja mogę wtedy zostać w domu - mam teraz przecież nienormowany czas  pracy - dodał Kazik. Ja  się zajmę Alkiem, ty Tadzikiem. Wiesz, bardzo dobrze, że w naszej przychodni na drzwiach gabinetu nie wisi tabliczka z nazwiskiem i specjalnością przyjmującego lekarza.  Teresa wyjaśniła - gdyby  wisiała to musieli by  zatrudnić kogoś do regularnej  zmiany tabliczki, bo w jednym gabinecie przyjmują kolejno minimum dwaj specjaliści.

Zaraz napiszę wiadomość do Krisa. No ale napisz tak, żeby Alina nie wiedziała o  co biega - bo może to tylko mój brak rozeznania. Nie ma obawy, napiszę po niemiecku- zresztą on już wytresował Alinę, że nie  wolno jej zaglądać do jego komórki jak i wypytywać od kogo jest jakaś  wiadomość. To Kris zna  niemiecki? - zdziwiła  się Teresa. Słabo, ale na tyle że się pokapuje, on  się uczył niemieckiego w szkole- miał angielski i  niemiecki w liceum.

W kwadrans później zazgrzytał klucz w  drzwiach wejściowych i stanął w nich Krystian. Kazik dał mu do ręki Encyklopedię i powiedział - możesz oddać ją jutro. Masz stronę założoną i na marginesie uwagi Tesi. Krystian objął Tesię, potem Kazika i powiedział - dobrze, że mam was oboje. Jak poczytam to napiszę. Kris - powiedziała Teresa- gdy z nią pojedziesz  do lekarza to dziecko zostawisz u nas- nie ma po co małego ciągać ze sobą, jeśli jest gdzie zostawić. Zik powiedział, że on  wtedy zostanie w  domu. Kocham was i dziękuję. Uciekam już, bo oficjalnie jestem w piwnicy. To miejsce  do którego można ją tylko wołami zaciągnąć. Pa, kochani.

Gdy Krystian wyszedł Teresa przytuliła  się do Kazika mówiąc - schowaj mnie przed tym "nielitosiernym" światem pełnym  chorób przeróżnych. Kazik objął ją i powiedział - nie musisz się nigdzie  chować, dobrze, że to wynalazłaś, na pewno wkrótce wszystko wróci do normalności. Dziwiłaś się, że ona chce mieć  drugie  dziecko - teraz masz wytłumaczenie skąd ten jej entuzjazm, którego jakoś nie  było zaraz po porodzie, który był  przy znieczuleniu. No i ten lęk by zostać  samej z dzieckiem w  domu. To  wszystko razem to książkowy przypadek. Jak myślisz, kochanie, uda się Krisowi namówić ją na  wizytę u lekarza?- zastanawiał się na głos Kazik. 

Nie  wiem, ona ostatnio kiepsko kontaktowała i odruchowo ograniczałam z nią kontakt. Ciekawe na  kiedy uda  się Krisowi załatwić wizytę u psychiatry, bo gdzieś  czytałam, że czeka  się miesiącami - martwiła  się Teresa.   Nie martw się, jeśli nie uda  się "normalnie" to Kris  ma  zawsze wersje "awaryjne"- przejrzy listę swych byłych, zadowolonych  klientów od których nigdy nie bierze  ani złotówki ponad ustaloną na początku kwotę (zresztą nie jest to kwota  brana  z sufitu bo  wszystko ma swą oficjalną  stawkę), ewentualnie pogada z którymś z kolegów, czy ma któryś dobre  dojście do renomowanego lekarza  w tej specjalności  i załatwi wizytę. Bardziej się martwię jak  sobie poradzi z namówieniem Aliny na  wizytę u lekarza. Ale wierzę, że sobie  mój  braciszek poradzi. Jego stać nawet na  sprowadzenie lekarza  do niej  do  domu jeśli ona nie będzie  chciała iść do niego. Jego maksyma brzmi - wszystko można załatwić tylko trzeba  się do tego przyłożyć. A on się umie przyłożyć gdy  mu na  czymś zależy. Kris naprawdę kocha Alinę i uwielbia synka. Naszego tatę też kocha. Pamiętasz jak często zostawał na  noc u taty?  Jego zachwyt tatą wcale nie  zmalał od tamtego  czasu.

Rano  "ćwierkanie" Alka obudziło Teresę i  Kazika. Teresa szybciutko przygotowała poranną porcję mieszanki odpowiedniej do  wieku Alka,  Kazik go nakarmił, w tym czasie Teresa przygotowała śniadanie dla dorosłych. Po śniadaniu zjedzonym .....w łóżku,Kazik stwierdził, że tego dnia popracuje w domu, ale wpierw jeszcze podrzemie razem z Alkiem, który zawsze po śniadaniu jeszcze "dosypiał". Trochę był rozczarowany, bo Teresa mu przypomniała, że to dzień,  w którym przychodzi pani Maria, więc długo nie pośpi. Ale może pospać potem, gdy pani Maria już posprząta. W trakcie śniadania nadeszła wiadomość od Krisa.  Alina zgodziła  się na pójście do specjalisty, kolega Krystiana  ma  załatwić wizytę dla Aliny w Instytucie Psychiatrii. Oczywiście Krystian będzie jej towarzyszył.  To bliziutko, raptem dwa przystanki autobusem,  więc nawet nie  wezmą samochodu. A sprawę załatwił, jak  stwierdził -po męsku - po prostu dał Alinie do przeczytania rozdział, który on wcześniej przeczytał. Wizyta będzie następnego dnia przed południem.  Alina się oczywiście popłakała, marnieńko u  niej z układem nerwowym. Ale taki płacz to dobre  rozładowanie napięcia. Wypłakała  się i jest spokojna teraz. 

Tata, który wszystko słyszał, powiedział, że on w takim razie przyjdzie do niej i Tadzika, niech Kris spokojnie pracuje, bo jutro to nie wiadomo ile  czasu zajmie  im ta wizyta w Instytucie. A następnego dnia to do nich przyjeżdża pani Maria i na pewno popilnuje Tadzia gdy ich  nie będzie. A jeśli nie, to wstawią małego do Tesi. 

A Teresa dostała na swój telefon sms o treści:  " I znów jestem Twoim dłużnikiem". Kazik przeczytał i powiedział - masz niepowtarzalną okazję zamówienia sobie u  niego futra z norek albo kurtki z białych lisów.  Nic  z tego - powiedziała Teresa - w sklepie  futrzarskim  nie ma  tak małych futer- był taki jeden, który chciał mnie przyodziać w  futro i zrezygnował, bo dla mnie to trzeba szyć na  zamówienie, co mnie okrutnie ubawiło, bo płaszcz  z wełny bywa  w moim rozmiarze,  ale nawet najmniejsze  futro jest za duże. A pani w sklepie wytłumaczyła wtedy, że futra są dla bardziej reprezentacyjnych kobiet. Robercik zbierał ze zdziwienia szczękę z podłogi, bo pani mu uświadomiła, że ma  biedak nie reprezentacyjną żonę. Podsumowała mnie kobietka nieźle. A poza  tym to ja nie lubię futer. 

Ale gdy byłaś mała, to miałaś zimowy  płaszczyk z kołnierzykiem z szynszyli i zawsze się czuliłaś do tego kołnierza - przypomniał jej tata.  Bo byłam głupia, nie  miałam pojęcia ile szynszyli musieli ubić na taki kołnierzyk. One  są malutkie, a na kołnierzyk idą pewnie same grzbieciki. To jakbyś szył coś z futra myszek- one są niewiele większe od  nich. Ale o wiele ładniejsze.  Widziałam szynszyle u koleżanki - one są malutkie,  ale muszą mieć bardzo dużą klatkę, bo są bardzo ruchliwe. Muszą mieć specjalny piasek do kąpieli piaskowych i  nie lubią przytulania i głaskania. I trzeba je przynajmniej raz  dziennie wypuszczać z klatki, czyli muszą mieć specjalny wybieg. Moja koleżanka miała dwie sztuki. Gdy je  widziałam to już  miały pięć lat,  w sklepie powiedzieli, że jak dobrze będzie o  nie dbała to mogą żyć 20 lat. Zupełnie jak zadbany kot.

Aaaa, zapomniałem wam powiedzieć, że idąc do spożywczaka widziałem  matkę Roberta, wyraźnie chciała wejść do klatki, do naszego zapasowego mieszkania, bo majdrowała przy domofonie - powiedział tata.   O, to bardzo ciekawe- a nie pomyliłeś jej z kimś innym? - spytała Teresa. Nie, nie pomyliłem, trudno tę jej facjatę pomylić z kimś innym. Na  szczęście byłem w  ciemnych okularach, poza tym szalenie dawno ona mnie  widziała. A w kapeluszu i ciemnych okularach to zapewne nigdy. No  chyba nie  szukała Roberta- stwierdził Kazik-  chyba wie, żeście się  rozeszli. Teresa wzruszyła  ramionami - nie mam pojęcia, a poza tym to  mnie ona i jej synuś nic  nie obchodzą. Nie można wykluczyć , że ona nie wie gdzie on jest, może wyjechał nie  zapodając kierunku- to bardzo w jego stylu by było. Może jej wcale nie poinformował, że się ze mną rozszedł, bo choć za mną nie przepadała to ponoć uważała mnie  za dobrą żonę. A może po pijaku  w Moskwie uległ jakiemuś wypadkowi - to też możliwe.Nie mam pojęcia, jeśli to była ona, co mogłaby ode mnie chcieć. I wcale mnie to nie obchodzi. CHZetu, w którym pracował już nie ma, podobnie jak mojej firmy. I całe szczęście, że odeszłam na ten urlop wychowawczy, bo on wprawdzie bezpłatny,  ale wlicza  się do lat pracy. No i  dobrze, że przezornie wzięłam wszystkie swoje osobiste dokumenty i nie muszę się zadręczać ich  szukaniem gdzie one  są złożone na przechowanie. Szefowa kadr chyba mnie lubiła, skoro mi je wydała, bo wiedziała, że w niedługim czasie firma się rozleci.  Aliny biuro projektów też się rozleciało, ale to wiem nie od  niej - wyczytałam to  na necie. I nie mam zamiaru jej o tym mówić.  Taka wiadomość na pewno nie wpłynęłaby dobrze na jej psychikę teraz.

Nie zamartwiaj się teraz tym, że nie masz dokąd wrócić po wychowawczym- powiedział Kazik. Zrobię doktorat i  wszyscy razem wyjedziemy - ostatnio Kurt mi powiedział, że mam pamiętać o  tym, że oni bardzo cenią ludzi z doktoratem.  Muszę jeszcze  tylko szepnąć słówko Krisowi, by podszlifował niemiecki i trochę poczytał ich przepisów. Jest bardzo dużo Polaków za Odrą i dwujęzyczni prawnicy są potrzebni. A tatę też zabierzemy, nie zostawimy go tutaj. Na razie to trzeba ustabilizować Alinę. I ruszymy na podbój Berlina.

                                                                      c.d.n.


piątek, 10 marca 2023

Lek na wszystko?- 68

Po wyjściu Pawła Teresa w skrócie opowiedziała mężowi jaka to "tajemnicza  sprawa" sprowadziła  do niej Pawła. Oboje  stwierdzili, że i Paweł i jego ojciec to naprawdę  fajni ludzie, a Kazik stwierdził, że teraz, gdy już jego rodzice nie żyją on coraz bardziej docenia, jakimi byli wspaniałymi ludźmi. I zaraz dodał - nasz tata też jest cudownym człowiekiem o wielkim sercu- czasami nawet zbyt wielkim. I twoja psiapsióła to paskudnie wykorzystuje.  A mój brat to coś nie ma szczęścia  do kobiet. Poprzednia to go "żyłowała" z pieniędzy i była  zajęta tylko sobą. Była co prawda dość atrakcyjną babką, tylko pustka w jej głowie przypominała otchłań oceaniczną.  Mam tylko nadzieję, że tata się dziś za bardzo nie umęczył na tym dyżurze u boku Tadzika. Mam ochotę opieprzyć szanowną bratową, ale wiem, że wtedy Kris miałby do mnie żal do końca mojego życia.  

Teresa roześmiała  się - przecież ty nie potrafisz opieprzyć kobiety. Ja się jutro do niej wybiorę albo się poświęcę i pójdę z Alkiem i z nią na spacer i na spacerze usłyszy ode mnie,  że tata to jest nasz a nie jej, no i posłucha kilku dobrych rad.  I prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie by miała drugie dziecko,  skoro  z tym jednym to nie  za bardzo daje  sobie  radę, a powinna bo wszak odpadło jej sprzątanie.  Jej dziecko jeszcze nie zagląda w każdy kąt w domu, na okrągło jest albo w łóżeczku albo.....w wózku. Proponowałam, by już wzięła kojec, ale ona  stwierdziła, że "nie jest przekonana do trzymania dziecka w kojcu". Nie to nie, kojec zapakowałam i jest w drugim mieszkaniu. Ale jego brezentowa podłoga jest u nas, bo przyda  się na jakieś wypady z małym w plener. 

I doszłam do wniosku, że ten opieprz to będzie ostatni, jaki ona ode mnie usłyszy. Naprawdę nie sprawia mi frajdy wychowywanie dorosłych kobiet.  Mam wrażenie, że ona ma  jakąś opóźnioną depresję poporodową. Bo zapewne jej się wydawało, że dziecko to będzie niczym muzyka rozrywkowa, czyli rzecz lekka, łatwa i przyjemna i ona sobie ze  wszystkim śpiewająco poradzi, a tu  się okazało, że żywe dziecko to nie jest tą lalką z dzieciństwa i bywa uciążliwością.  A mówiłam, jak  komu mądremu, by przychodziła i obserwowała jak to jest gdy już dziecko jest na świecie. Ale ona to olała. Na mój rozum to ona powinna iść na jakąś psychoterapię. Ja rozumiem, że ją dotknęło pełne sieroctwo, ale  was obu także i to nie "na raty" a od  razu, co na pewno  było większą traumą. Raz powiedziałam Krystianowi otwartym tekstem o tym, jak była hodowana Alina, dałam mu dobra radę by jej jednak nie rozpieszczał wszystko odpuszczając, bo tylko sobie  narobi kłopotu. I nie  mogę się oprzeć wrażeniu, że gdy mały skończy 10  miesięcy to  sensowne jest oddanie go do prywatnego żłobka i wysłanie Aliny do pracy. Nie mam pojęcia co ona robi gdy mały śpi w ciągu dnia- podejrzewam, że ona także. Przestałam do  niej telefonować w ciągu dnia, bo zawsze twierdziła, że ją budzę.

Kazik słuchał tego wszystkiego, w końcu  powiedział- a  wszystko przeze mnie, że wpadłem na pomysł by Kris  po  nią pojechał wtedy  gdy  nie  mogła dojechać  do Warszawy.  No ale  skąd  mogłem wiedzieć, że Krystianek się w  niej  zadurzy? Teraz to mają  dziecko,  a dziecko  musi  mieć oboje  rodziców. 

Eee, mnie to nie  dziwi, bo faceci wolą wszak blondynki - powiedziała  Teresa- zwłaszcza  ci, co  mają  ciemniejsze  włosy. No to  może ja nie  jestem facetem?- zastanawiał się na głos Kazik. Sprawdzę to wieczorem, bo za chwilę junior  się ocknie i badanie  będzie  bardzo powierzchowne - odpowiedziała  ze śmiechem Teresa. Ale zakładam, że jesteś, bo Anka była blondynką, co prawda tlenioną. Alina jest naturalną, wszystkie jej zazdrościłyśmy włosów bo miała ich cholernie  dużo i zaplecione w  warkocze sięgały poniżej pasa. Gdy  przed  maturą je  ścięła to na  nią nakrzyczałyśmy.  

Kazik tulił Teresę i mówił - a ja pamiętam, jak chodziłaś uczesana w kucyki i w klubie też tak  raz  byłaś. No bo jak skończyłam 18 lat i  miałam  dowód to mogłam się tak  czesać- a najbardziej  lubiłam gdy mnie  wtedy proszono o dokumenty i patrzeć na ich głupią minę. Ale  tylko trzy razy  miałam taką radochę, bo tam był stały  zestaw  cerberów.  Ale ty bardzo dużo pamiętasz z tamtego okresu, zwłaszcza, że nie przychodziliśmy tam razem i na ogół tańczyliśmy razem nie więcej niż trzy kawałki. No tak, tam tak śmiesznie zestawiali  - rock, tango, samba- przypomniał Teresie. Byłaś jedyną,  z którą tańczyłem tango i sambę. Wiem, bo cię cały czas podglądałam i chyba  sobie  wtedy po tym  zbyt  dużo obiecywałam. A potem trzask-prask i  ożeniłeś  się z Anką.

No właśnie - stwierdził z westchnieniem Kazik. Ale nadal razem tańczyliśmy ten zestaw. A co powiesz na to, żebyśmy kiedyś poszli potańczyć? Z juniorem na rękach? - zapytała Teresa. Nie kochanie, sami. Jest takie  miejsce, gdzie w tygodniu można potańczyć od 17,00 do 22,00.  Co prawda  nie byłem  tam ani razu, ale kolega mnie  zapewniał, że fajny zespół tam gra.  Zarezerwuję dla  nas  stolik, na którym  zapewne będzie lepszy zestaw napojów  niż był  w naszym klubie. Z tym, że pojedziemy tam po kolacji  juniora. Junior zostanie po prostu z tatą. Wrócimy zaraz po 22,00, bo pojedziemy  samochodem- po prostu jedno  z nas  nie będzie piło wina i mogę to być ja. Możemy być  sami, a możemy np. kogoś dokooptować, może na początek z tym moim kolegą i jego kandydatką na żonę. Drugą żonę. To nie jest ogólnodostępny lokal, to klub. Ale ma jeszcze jeden plus - na sali nie  wolno palić, jest tam gdzieś oddzielna palarnia. Oooo, to super- ucieszyła  się Teresa. A myślisz, że tata da sobie radę z juniorem?- spytała. Da, junior tatę kocha na równi z nami. W razie   czego to tata do nas  zatelefonuje i w kwadrans dotrzemy do domu, przecież będziemy samochodem. Nie możemy stać  się zakładnikami dziecka. Do nas, gdy rodzice chcieli wybyć wieczorem to przychodziła  córka sąsiadki, już "stara", bo była studentką pedagogiki.

W czasie kolacji opowiedzieli tacie  jaki mają "niecny plan", a tata ich zapewnił, że to żaden problem dla niego, że pomału powinni zacząć wychodzić wieczorami  i nie  zamykać się w czterech ścianach z uwagi na  dziecko.  Mógłby być problem gdyby  brali do pilnowania kogoś obcego, kogo mały mało lub  wcale  nie  zna. Przy okazji Kazik powiedział tacie, że ma do niego ogromną prośbę, żeby tata więcej nie pomagał Alinie. Bo to niestety w  sumie działa na jej niekorzyść, bo utrwala w Alinie to wszystko co może zepsuć jej związek z  Krystianem.  Alina i Teresa są z tego samego rocznika, Alina nie ma  jakichś "ubytków" pod  względem fizycznym, więc skoro Teresa dawała  sobie ze  wszystkim radę to i Alina powinna.  Zwłaszcza teraz, gdy odpadło jej sprzątanie całego mieszkania a Kris nadal bardzo dużo pomaga Alinie w domu. I robi zakupy a do tego często gotuje. A Teresa uważa, że Alina powinna się zgłosić do psychiatry, bo ma wyraźnie zwichrowaną psychikę głównie przez  swoją  mamę, która histerycznie bała  się o  zdrowie i życie Aliny, chociaż nic jej nie  dolegało. 

A kiedy chcecie się tam wybrać? W którąś sobotę? Teresa wzruszyła  ramionami - tak naprawdę to nam jest wszystko jedno, oni podobno  tylko w poniedziałki nie grają, co nie  znaczy, że klub nie  działa. Może wpierw wpadniemy właśnie w poniedziałek, żeby obejrzeć to miejsce i potem sobie zrobimy rezerwację stolika. I przejrzymy razem z tobą tato program sportowy TV, żebyś nie  był pozbawiony transmisji, którą chcesz obejrzeć.  Nooo, nie przesadzajcie- stwierdził tata - nie będzie dziury w niebie,  jeśli czegoś nie obejrzę.  A swoją drogą to bardzo miłe z waszej strony, że o  tym pomyśleliście.  Co do Aliny - mam wrażenie, że masz rację córeczko.  Tadzik jest zdrowym dzieckiem,  nie ma żadnych alergii, nie  choruje, więc i opieka nad nim nie jest utrudniona . Mnie  tylko czasem jej żal, bo już nie ma rodziców. 

Tato - Kris też jest sierotą. Mam wrażenie, że on jest dużo bardziej wrażliwy niż Alina - stwierdziła Teresa- ale  nie robi  z siebie cierpiętnika. Więc nie utrwalaj w Alinie przeświadczenia, że jej należy pomagać bo ona jest biedactwem.  Fizycznie jest odporniejsza ode mnie,  a ja, odkąd przychodzi pani Maria to odżyłam i mam luz. I bez problemu wyrabiam i  zakupy i gotowanie i spacery z Alkiem, które są  bardziej męczące niż kiedyś, bo on tupta, więc wymaga ode mnie większej uwagi  niż wtedy gdy był tylko w  wózku. Ostatnio gdy z nim byłam to spotkałyśmy panią sąsiadkę z psicą,  a że on akurat tuptał, to się trochę jej bał, no bo ona przy nim to prawdziwy olbrzym. A ona jest szalenie mądra bo to wyczuła i zaraz zaczęła "warować". Obie  z panią sąsiadką tłumaczyłyśmy małemu, że piesek go kocha, że można go głaskać i w końcu mały ją "ukochał". Psica jest  niesamowita, wszystko zniosła z pełnym zrozumieniem sytuacji. 

W tygodniu zatelefonował Jacek z prośbą o namiary na firmę przeprowadzkową, bo mieszkanie na trzecim piętrze już jest gotowe, więc można już tam umieścić  Pawła. Doszli razem do wniosku, że wspólnie to będą mieszkać na trzecim piętrze, a to mieszkanie  na siódmym to będzie zapasowe. Jacek jest przeciwny jego wynajmowaniu. Pod wynajem natomiast pójdzie  mieszkanie Pawła w Gdańsku, a warszawskie mieszkanie Jacka, w którym obecnie  mieszka Paweł to albo sprzedadzą albo pójdzie pod wynajem. Ale raczej sprzedadzą, bo to bardzo atrakcyjna lokalizacja, więc pójdzie za dobre pieniądze. I być może, że wtedy kupią jakąś działkę nad morzem i postawią tam letni domek. 

Entuzjazm do takiej inwestycji zaraz ostudziła Teresa, która  w jakieś wakacje mieszkała z rodzicami w takim domu, który był zamieszkały tylko od maja do połowy września, a potem stał pusty. Idealnie "zionął" wilgocią, właściciele musieli go przed każdym sezonem dość intensywnie osuszać i wietrzyć, bo woda lała  się po ścianach pokoi. I że  jednak bardziej opłacalne jest wynajęcie porządnej kwatery w całorocznym domu wczasowym, których na Wybrzeżu nie brakuje.  Poza tym, gdy przyjeżdżasz  "nasty" raz w to samo miejsce to zaczyna być nudno, ale  mimo tego przyjeżdżasz, bo przecież wydałeś na ten dom sporo forsy i nadal sporo wydajesz, bo musisz przed  sezonem go osuszyć i pomalować na nowo pokoje. A jeśli do tego domek ma dookoła coś jakby ogródek to musisz komuś płacić by ten ogródek wiosną obrobił.

Gdy skończyli rozmowę Kazik się śmiał, że jakoś tak jest, że rozmowa z Teresą to jest okład trzeźwiący z lodu na  rozpaloną gorączką  głowę rozmówcy.  

No przecież komuś, kto jest mi obcy i obojętny to  bym nawet słowa nie pisnęła - powiedziała Teresa. No ale Jacek to nasz przyjaciel, więc uważam, że należy człowiekowi powiedzieć prawdę, skoro on  sam tego nie  wie. Alina to już wie,  że własny dom z ogrodem to niezły strup na głowie i stały ubytek pieniędzy z kieszeni. Ona to się w ubiegłym roku zastanawiała czy aby  nie  sprzedać tego mieszkania na  Żoliborzu, bo jako właścicielka ona ponosi koszty napraw awarii wynikłych "samych  z siebie" no i za każdym razem trzeba tam pojechać, obejrzeć by sprawdzić czy to naprawdę powstało "samo z siebie".  Oczywiście  Alinka od  razu usiłowała  w to wrobić Franka bo przecież od niego "wzięła"  to mieszkanie, no ale Franek to stary wyjadacz. Jakby  nie  było jest po handlu zagranicznym, więc zacytował jej fragment umowy, w którym był omówiony stan techniczny mieszkania, potwierdzony przez fachowców. A ja  jej wytłumaczyłam, że skoro ona z Krisem ma rozdzielność majątkową, to lepiej by miała jakieś zabezpieczenie finansowe. Ona umowę najmu zawiera z najemcą co roku, bo wszak zmieniają się ceny eksploatacji.  Kazik  słuchając tego co mu Teresa mówi zaśmiewał się, że Teresa ma  wciąż wyrzuty sumienia, że nie skończyła SGH i nie ma tytułu mgr, ale wiadomości i sposób myślenia to ma jak mgr ekonomii, a na dodatek to posiada wyczucie zawodowego oficera śledczego.

                                                                     c.d.n.





              

czwartek, 9 marca 2023

Lek na wszystko? - 67

 Następnego dnia, równiuteńko o godzinie 14,00 zadźwięczał dzwonek przy  drzwiach  wejściowych do budynku. Teresa jak  zawsze  rzuciła  do słuchawki domofonu pytanie "kto tam", na co w odpowiedzi usłyszała imię i nazwisko Pawła.  Po dość długim czasie dotarł do mieszkania  Paweł. Teresa przyjrzała mu się i spytała czy winda jest czynna, bo coś długo trwało dotarcie do ich  mieszkania. Nie wiem, chyba tak, ale szedłem schodami - to zamiast siłowni lub porannego człapania truchtem po osiedlu. I tak się zastanawiałem jak  sobie dają radę matki z małymi dziećmi gdy jest winda nieczynna. 

Teresa uśmiechnęła się - ten blok stoi tu  już przynajmniej 12 lat i tylko raz były obie windy nieczynne. Jeśli się taka  sytuacja zdarzy to ja z dzieckiem i tatą przeniesiemy  się do drugiego mieszkania, które jest na pierwszym piętrze, w innym  bloku  i wszystko w nim jest urządzone  tak, że zaraz można tam zamieszkać. Co najwyżej junior spałby w turystycznym łóżeczku. Jesteś Pawle   szalenie punktualnym człowiekiem, to dziś dość rzadka cecha, którą bardzo  cenię.

Nie obrazisz  się, że potraktuję  cię "jak swego" i zjemy lunch w kuchni a do tego w towarzystwie Alka? Bo zawsze mi łatwiej zebrać  coś z podłogi  w kuchni niż z wykładziny dywanowej w pokoju. A mały jest teraz  na etapie "jem sam" i zawsze  coś na podłodze ląduje. Co prawda to "jem  sam" polega głównie na  tym, że chwyta moją rękę  z łyżeczką  lub widelcem i czasami zawartość ląduje na podłodze.

I możesz już zacząć mi mówić, co cię "natchnęło" by ze mną porozmawiać. Mam nieodparte  wrażenie, że czymś ci podpadłam.  Oj nie, nie mów tak, wcale  tak nie jest - żachnął się Paweł. Bo to jest tak: wymyśliłem sobie, że będę mieszkał z tatą w jednym  dużym  mieszkaniu, a tata mi powiedział, że po rozmowie z tobą i Kazikiem doszedł do  wniosku, że  lepiej będzie gdy weźmiemy dwa mieszkania bardzo blisko siebie. Mogłabyś mi to wytłumaczyć?  Teresa uśmiechnęła  się - mam nadzieję, że gdy sobie  teraz porozmawiamy to sam to pojmiesz, bez mojego tłumaczenia. Tylko uprzedzam  cię, że mogę ci zadać kilka nieco niedyskretnych pytań w trakcie  rozmowy.  Poza tym to żadne  z nas nie wskazało palcem, które  mieszkanie będzie dla was lepsze.

Ja wiem, że wszyscy się  łapią za głowę, gdy mówię, że mieszkamy razem z moim tatą. I tu mówię wyraźnie - z ojcem Kazika nie mieszkałabym w jednym mieszkaniu - teść to jednak facet i to byłoby dla mnie po prostu krępujące, bo mam zwyczaj spania w stroju Ewy i musiałabym chcąc wyjść nocą z pokoju do łazienki w coś  się ubrać lub rozejrzeć, czy nikogo po drodze nie znajdę. Własnego ojca się nie krępuję, byłam z ojcem na plaży nudystów, poza tym moi rodzice nie byli pruderyjni, zresztą akurat Kazika rodzice też nie. Nasi rodzice  się przyjaźnili, znamy się z Kazikiem "od  zawsze".  Ale zdecydowana większość ludzi uważa nagość za coś nieprzyzwoitego i zaraz  ma jakieś  "kosmate" myśli.  Powiedz mi- masz jakąś dziewczynę,  z którą jesteś na tyle  związany uczuciowo, że chciałbyś się z nią budzić rano i zasypiać  wieczorem?

Paweł się lekko skrzywił - jakoś na moim kierunku nie było dziewczyn, które byłyby na tyle  atrakcyjne, że chciałbym się  z nimi widywać poza uczelnią. Teresa uśmiechnęła  się - to znaczy były takie jak ja. Moi koledzy, równoletni, też za mną nie przepadali i nie miałam powodzenia. Zawsze się mną interesowali ci starsi ode mnie. Mój pierwszy mąż był z tego samego rocznika  co Kazik.

No więc powiedzmy sobie szczerze, nie masz bladego pojęcia,  czy dziewczyna, którą kiedyś poznasz i z którą będziesz chciał razem  mieszkać będzie  chciała mieszkać z tobą i twoim ojcem w jednym mieszkaniu.  Jeśli teraz weźmiecie dwa mieszkania trzypokojowe, to dopóki jesteś sam, ojciec też  jest  sam, możesz mieszkać razem z ojcem. A drugie mieszkanie możecie  mieć tak jak my, jako mieszkanie "awaryjne" lub je wynajmować. Poza tym - twój ojciec jest rozwiedziony i nie jest wykluczone, że pozna jeszcze jakąś panią, z którą by chciał spędzić resztę życia. I gdyby to było jedno, duże  mieszkanie to zapewne musiałby ojciec szukać dwóch mieszkań - jednego  dla ciebie, drugiego dla siebie i swojej wybranki. I zapewniam cię Pawle, że twój ojciec to wciąż atrakcyjny facet. A miłość  dopada każdego człowieka, bez względu na jego wiek.

Paweł wpatrywał się tępym wzrokiem w swój pusty już talerz i chyba nieco bezwiednie przytakiwał głową jej słowom. Gdy  skończyła mówić powiedział cicho - jestem debil, nie pomyślałem o tym w ten sposób. To co powiedziałaś jest  zgodne  z logiką.  Teresa chwilkę milczała, a potem powiedziała- ty nie jesteś  debil, ale jesteś dzieckiem z rozbitej, zwichrowanej rodziny, w której matka nie  zdążyła ci przekazać wszystkiego na temat  dorosłego życia. A może po prostu nie potrafiła tego zrobić.  Jej decyzja by zniknąć z życia Jacka też nie była  właściwa.  Każde z was zostało skrzywdzone jej  decyzją, siebie też skrzywdziła. Ojciec teraz stara  się "nadrobić zaległości z zakresu ojcostwa" i tylko czasem nie  bardzo wie jak to wszystko ci ma powiedzieć. Ja na twojego ojca  spoglądam oczami mego męża,  bo Kazik zna go lepiej i dłużej niż ja. I ma o twoim ojcu jak najlepsze  zdanie. I może po prostu jeszcze  wciąż ze sobą zbyt mało szczerze rozmawiacie. Myślę, że możesz mu powiedzieć o tym, że byłeś u  mnie i rozmawiałeś ze mną o tym co cię gryzie. Na pewno się na ciebie nie obrazi, masz mądrego tatę. A to, że mówi bardzo stanowczym głosem to wieloletni nawyk szefowania,  a nie tego, że brak mu czułości. Za rok będzie mówił zupełnie inaczej, bo dotrze do niego, że ma zupełnie inne audytorium. A ty nie ukrywaj przed nim swych uczuć, poczuj się trochę dzieckiem, 27 rok życia nie zobowiązuje cię do śmiertelnej powagi. Daj ojcu odczuć, że tak naprawdę jesteś szczęśliwy, że jesteś z nim - bo jestem pewna, że tak właśnie jest. Potraktuj  to jako uszanowanie pamięci o mamie. Ona go bardzo kochała, a złamała  serce i sobie i jemu i trochę tobie.

A teraz obsłuż express,  a ja położę Alka do łóżeczka i pewnie troszkę dziecko pośpi. Wybierz sobie w kredensie w czym chcesz pić kawę. Mnie nalej do  białej filiżanki. Wzięła dziecko na ręce, szepnęła mu, by zrobił " pa, pa," wujkowi i wyszła.

Paweł zrobił kawę i gdy w myślach sam siebie  ganił za to, że nie wpadł po drodze do  cukierni by kupić coś słodkiego, wróciła Teresa i wyciągnęła  z lodówki słodki "dyżurny" deser - małe bezy tym razem z kremem czekoladowym, co wywołało wielki entuzjazm Pawła.  Małego mamy z głowy, pośpi minimum trzy  kwadranse-  mam nadzieję, że nie  wyczuje  czekolady. Paweł stwierdził, że jest okrutnym łakomczuchem i chciałby  się nauczyć jak takie desery robić. Był bardzo zdziwiony, że bezy są kupione w sklepie, a krem czekoladowy to bita śmietana i rozpuszczona w kąpieli wodnej tabliczka czekolady. Teresa obiecała mu, że da mu do skserowania swój brulion z różnymi przepisami, bo właśnie ma  zamiar by go odzyskać od bratowej Kazika. Paweł zaoferował, że w takim razie zrobi jeszcze jedną kopię by i owa bratowa miała te przepisy. 

Nim  się z drzemki ocknął Alek, do  domu przyjechał Kazik. Śmiał się, że zwabił go zapach kawy i czekolady.  Ucieszył się, że jeszcze jest Paweł, któremu załatwił  prace  zlecone, co na pewno podreperuje jego budżet nim podejmie pracę w WAT. Od  razu umówili się na  następny dzień, że Paweł rano spotka się z Kazikiem i obaj pojadą do Instytutu. Paweł był wręcz wzruszony i stwierdził, że czuje  się tak jakby Teresa i Kazik byli jego bliską rodziną.  Kazik z kolei wychwalał Jacka mówiąc, że to jedyny  porządny zawodowy wojskowy, którego on  zna, a poznał ich wielu. I że bardzo się  cieszy, że obaj będą mieszkać raptem kwadrans spacerkiem od nich. I że tego  dnia rozmawiał z Jackiem i za miesiąc obydwa mieszkania  będą już gotowe po remoncie do zasiedlenia. Jacek mówił,  że chce jak najwięcej swoich rzeczy od razu przerzucić do nowego mieszkania. Ma tylko kłopot  z rzeczami swej byłej żony, bo on spakował i wysłał do Kanady tylko to co mu  spisała, a zostało jeszcze  sporo. Kazik mu doradził, by razem   z Pawłem popakowali  wszystko w plastikowe  torby i porozwozili po okolicznych miejscowościach i by je  zostawiali w jakichś kartonach, w śmietnikowych  wiatach. Jest  więcej  niż pewne, że  wszystko zniknie w kilka godzin. W tych małych miejscowościach jest sporo ludzi bez pracy. Kazik sam widział taką praktykę w Berlinie - w pomieszczeniach śmietnikowych ludzie  zostawiali w otwartych kartonach to czego już nie potrzebowali a komuś innemu mogło się przydać. Na wierzchu zawsze  zostawiano kartkę, że to już nie jest potrzebne właścicielowi. Nie da się ukryć, że mentalnie całe społeczeństwo  nie było przygotowane na taką zmianę ustrojową. Ci z niezbyt dobrym wykształceniem, wyhodowani w "państwie opiekuńczym" a tak naprawdę na przeróżnych nakazach,  nie potrafili  się w nowej rzeczywistości odnaleźć. Można też spróbować oddać darmo do sklepu z używaną odzieżą. A taki sklep jest na tym osiedlu, na którym będziecie  mieszkać- powiedziała Teresa. W tym ciągu "handlowym". I jak widziałam to tam  zawsze się kręci sporo klientów, głównie kobiet- dodała Teresa. Ciuchy z "lumpeksów" są teraz  w modzie. I wiesz co - na tamtym osiedlu są parkingi, nawet strzeżone. Oczywiście płatne.

Elektroniczna niania przekazała "ćwierkanie" Alka i Kazik niemal biegiem ruszył do sypialni. Ojej, ależ Kazik jest zakochany w dziecku - westchnął z podziwem Paweł. Nie wiem wprost, jak mam ci dziękować, że zgodziłaś  się ze mną porozmawiać. I postaram się trzymać twoich wytycznych. Jesteś bardzo dobrą i bardzo mądrą dziewczyną. Teresa uśmiechnęła  się - większość z nas  z wiekiem mądrzeje. Gdybym  była taka mądra kiedyś jak  dziś, to bym za  byłego  nie  wyszła  za mąż. Ale  z tobą to można o wszystkim porozmawiać - stwierdził Paweł. Mylisz się Pawełku - nie o  wszystkim- o informatyce, silnikach, o  aerodynamice  itp, nie uda się - nie pojmuję tego. To poza moim zasięgiem.

Gdy Kazik wrócił z Alkiem uczepionym jego nogawki spodni Paweł zaczął się żegnać i przepraszać, że tak bardzo się zasiedział, ale Kazik stwierdził, że on też chce porozmawiać z nim, więc  niech Paweł jeszcze  zostanie i przecierpi jeszcze obiad w ich towarzystwie. Może odrobić ćwiczenia  z opieki nad nieletnim i poczytać  Alkowi nową książeczkę, której Alek jeszcze  nie zna.  I tak zupełnie przypadkiem to był strzał w dziesiątkę, bo Paweł potrafił naśladować głosy różnych  zwierząt, co zachwyciło nie  tylko Alka ale też jego rodziców.  No to masz  Pawle już przechlapane - stwierdził Kazik - jeśli  się nam zamarzy wieczór bez  dziecka to wynajmiemy ciebie a my pójdziemy  w miasto poszaleć.  Zobacz- maluszek jest zachwycony!

W pewnej chwili Kazik rozejrzał się i spytał - a gdzie jest tata?  No w domu twojego brata- zapewne- stwierdziła Teresa. Bo był umówiony na spacer z Aliną i małym. No nie - tego to już za wiele- zaczynam rozumieć twoją wściekłość Tesinko. Zacznijcie już jeść, ja muszę iść po tatę - zjem później, razem z nim. Jak uważasz, ale może lepiej byś wpierw  zjadł. Nie, bo ze złości nic  nie przełknę. W pięć minut później już go  nie było, a Teresa wysłała mu wiadomość - odbierz od A. mój brulion z przepisami, jest  mi potrzebny. Paweł był wyraźnie zaskoczony takim obrotem sprawy. Alek z kolei  rozczarowany, że ukochany tata zniknął z jego pola widzenia a Teresa kilka razy tłumaczyła małemu, że tata zaraz wróci. Paweł namówił Teresę, by jednak poczekać z jedzeniem   na Kazika, bo zapiekanka może postać  wszak w  wyłączonym piekarniku i nie ostygnie gdy będzie zamknięty. W pół godziny później Kazik był już z powrotem, w  ręce trzymał brulion Teresy, a tata był nieco wystraszony. Teresa nie  wypytywała co zaszło, po prostu podała obiad, po obiedzie deser bezowy i kawę dorosłym, mały dostał jabłuszko i herbatniczek.

Tata po obiedzie stwierdził, że pójdzie  się trochę położyć, bo jest zmęczony, na co Teresa  powiedziała - nic dziwnego- strasznie  długo spacerowaliście, tak ze  cztery godziny.  Gdy ojciec poszedł do  swego pokoju Kazik opowiedział co  zastał gdy przyszedł - Alina spała w  sypialni, pani Marii już  nie było a tata czuwał przy Tadziku.  Więc pomimo protestów taty Kazik obudził Alinę i powiedział jej, że prędko to nie będzie mogła u  siebie gościć taty. W drodze  do domu tata powiedział, że gdy wrócili ze  spaceru to Alina narzekała, że ją boli głowa i poszła  się położyć i zasnęła a  tata nie chciał jej budzić. A na  spacerze to byli tylko pół godziny. Kazik powiedział, że Teresa już nie będzie musiała opieprzać Aliny, bo on ją w tym wyręczył.  A na dodatek jej powiedział, żeby uważała co robi, bo w pewnej chwili Krystian sam lub z czyjąś pomocą przejrzy na oczy i małżeństwo jej się rypnie. No i kazałem jej by oddała ten brulion twój i to szybko, bo mam obiad na stole. Zła jak osa powiedziała, że poskarży  się Krystianowi, więc jej tylko powiedziałem, że jeśli chce by Krystian szybciej oprzytomniał, to  niech  się poskarży i zostanie  znów panną do  wzięcia, bo taka z niej matka i żona jak z koziego tyłka trąbka.

Teresie niemal szczęka opadła ze  zdumienia - w końcu powiedziała- zmyślasz. Niestety  nie  zmyślam, byłem na maksa  wściekły. Bo chłopak  tyra by miała  wszystko a ona nie  wie na jakim świecie żyje. Przecież w te dni, w które nie ma pani Marii to on gotuje obiad, sprząta co ona nabrudzi w  kuchni, zabawia małego. Ty jeszcze  jednej rzeczy nie  wiesz - ona chce mieć  drugie  dziecko. Muszę koniecznie porozmawiać z Krystianem. O cholera - przecież ona  z jednym  się od  samego początku nie  wyrabia- stwierdziła Teresa. No właśnie- powinienem chyba z dziesięć razy  dziennie dziękować opatrzności, że ty jesteś inna. 

Teresa roześmiała  się - miał Franek szczęście, że się jej nie podobał pod względem urody. Tyle  tylko, że on to by się od początku z nią nie cackał.  On lubił trzeźwe kobiety- trzeźwe i pracowite. I Joanna bardzo do niego pasuje.

Paweł słuchał tego wszystkiego z niemym zdumieniem, w końcu powiedział - jakie to życie  jest strasznie skomplikowane. Teresa popatrzyła na niego i powiedziała- to nie życie jest skomplikowane - to ludzie  są do niego nieprzygotowani.   Osoba, o której mówimy tak została w domu "wyprofilowana", bo była jedynym dzieckiem, które się udało rodzicom nie tylko wyprodukować ale i zachować przy życiu. Ją po prostu trzeba raz na jakiś czas brutalnie sprowadzać na  ziemię i przypominać na  czym polega życie we  dwoje. A mój szwagier jest na to  zbyt delikatnym,  subtelnym   facetem. Mój ojciec też tego  nie potrafi. Do tego potrzeba takiej super  zołzy jak ja. No fakt - powiedział Kazik. Ty to nawet  wzrokiem możesz zabić gdy ci ktoś mocno podpadnie. A drugim twoim sposobem jest niesamowity wprost brak kontaktu z tą osobą która ci podpadnie- potrafisz popatrzeć na człowieka tak, jakby go tam zupełnie nie było, jakby był idealnie przezroczysty.  Skąd wiesz? - zdziwiła  się Teresa.  Widziałem jak patrzyłaś na Ankę w sądzie.

                                                                c.d.n.



środa, 8 marca 2023

Lek na wszystko ? - 66

 Już ponad  miesiąc "nowi sąsiedzi" mieszkali "tuż  za rogiem" a jeszcze  ani razu  Alina i Teresa nie spotkały  się na  spacerze.  Alina  się nieco temu dziwiła, ale gdy Teresa powiedziała jak wygląda u  niej rozkład  dnia, a głównie  posiłków i drzemek, to okazało  się, że spacery wypadają w nieco innych porach. Ale tata ze trzy razy w tygodniu towarzyszył Alinie. I Alina  wreszcie  jakoś naocznie  się przekonała, że we wczesnym  wieku dziecięcym  piętnaście  miesięcy w życiu  dziecka to jest jednak duża  różnica w jego rozwoju i rozkładzie  jego dnia.  

Któregoś dnia  zatelefonował do Teresy Paweł, pytając czy mógłby z nią porozmawiać, ale może nie wisząc na telefonie a osobiście. No pewnie, możesz. A kiedy będziesz  sama?  Sama? - zdziwiła  się Teresa- ja nigdy nie jestem sama,  ja mam małe  dziecko, z którym jestem całą dobę.  A co ci  się urodziło takiego, że musisz ze mną "konspirować"?   A nie wolałbyś porozmawiać z Kazikiem? Zawsze mi  się zdaje, że faceci lepiej się rozumieją - bo jak zauważyłam, to dla facetów niektóre  słowa mają zupełnie inne znaczenie niż dla  kobiet.  No ale dobrze, jeśli chcesz i masz czas to wpadnij do mnie jutro. Tak około godziny 14,00. Będę tylko z Aleksem, bo tata będzie  na  spacerze z Aliną i dzieckiem. Uprzedzam  cię tylko lojalnie, że powiem Kazikowi, że mam z tobą spotkanie. I nie przynoś żadnych kwiatków, zjemy razem mały lunch, bowiem zauważyłam że przy jedzeniu jakoś lepiej się rozmawia. Bo jeśli nagle nie wie się co odpowiedzieć pakuje  się coś z talerza  do ust i żucie pomaga myśleć, a przynajmniej  daje  czas na zebranie  myśli. Mózg potrzebuje kalorii.

Gdy Kazik wrócił z pracy Teresa powiedziała mu, że syn Jacka ma do  niej jakiś "romans", który pewnie jest  dość długi i skomplikowany bo chce porozmawiać osobiście. Na wszelki wypadek zabroniłam mu by przytargał jakieś  kwiatki i powiedziałam, że zjemy mały lunch, bo przy jedzeniu się lepiej  myśli - donosiła Kazikowi. Ojej- zaśmiał się Kazik - mam tylko nadzieję, że nie zrobił jakiejś panience  dziecka - bo kto wie, czy to  nie jest aby dziedziczne.  A nic  nie wspominał czego ta sprawa dotyczy? Nie - powiedział tylko, że to za długie na telefon- poinformowała Teresa.  Wiesz Zik- mnie jest go okrutnie  żal- para idiotów spieprzyła mu dzieciństwo, bo wiesz jak jest w naszym społeczeństwie traktowane dziecko gdy nosi nazwisko  samotnej matki.  Pytałam się go, czy  może nie lepiej by z tobą porozmawiał, bo facet z facetem łatwiej się dogaduje, ale się dowiedziałam, że woli ze mną porozmawiać.  

A ja  załatwiłem mu od pierwszego pracę zleconą w jego specjalności - niech się trochę "przetrze  w Warszawce" nim wdepnie do WAT-u. Zadzwonię do niego wieczorem - ciekawy jestem  czy powie  mi o  tym, że poprosił cię o rozmowę. Nie wiem - może ci powie, a może nie. Ale  nie naciskaj chłopaka, jeśli  ci powie, że się do mnie  wybiera, by ci powiedział po co. Ty przecież  wiesz, jak to jest gdy już się jest dorosłym a czasem jednak brak mamy. Wiem, ale odkąd jesteśmy razem to jednak przestałem tęsknić za mamą. I już nawet wyparował  ze mnie  żal, który miałem do ojca, że kazał mi  się żenić z Anką. Bo ty jednak masz rację- wszystko zapewne po coś jest w naszym życiu. A jak ty się kochanie  dziś czujesz, bardzo cię zmęczył nasz  skrzat?  

 Nawet mnie  nie zmęczył i po raz pierwszy mi zameldował słownie, że jest głodny - podreptał do kuchni i powiedział "am,am".  I chyba  muszę kiedyś nagrać ukradkiem jego "rozmowy" z tym pieskiem, którego mu przywiózł Jacek.  Dziś śpiewał pieskowi kołysankę, co brzmiało: "aaaa, cici da", czyli aaaa, kotki dwa. I jakiś  ząbek mu idzie, bo zajączek był dziś cały czas w dziobie. I nie chciał dać  sobie umyć ząbków. Poza tym straszliwie się  ślini. I dziś bohaterką  w książeczce była rybka, czyli  "jipka".  No i mówi "piciu", gdy  mu się chce pić. "am,am" wyraźnie  dotyczy  czegoś do pogryzienia. Strasznie  śmieszny jest teraz, bo jednak  sporo rozumie, tylko jeszcze nie potrafi tego wszystkiego powiedzieć.  Ma jeszcze trudności z powiedzeniem  dziadzik, wychodzi mu "ciacik". Ale on bystrutko wszystko łapie, trzeba uważać co się głośno mówi. Dziś układaliśmy domek z plastikowych klocków - jak już był gotowy domek smarkul popatrzył na  mnie, powiedział "bum" i rozwalił domek.  Naprawdę? -zdumiał się Kazik. To on naprawdę mądrutki się  robi.  

Tata się  śmieje, że gdy on skończy dwa lata to już będzie  mógł iść na politechnikę.  Nie wiem tylko co mu się bardziej podobało - ten lekki hałas gdy klocki spadały na podłogę, czy te  rozrzucone  w nieładzie klocki. I wiem już co to jest  "pacieje" - to po prostu spacerek. Tata mówi, że ty jesteś w znacznie lepszej  sytuacji niż on był gdy ja byłam w  wieku Alka. Bo jego to  nie  było od rana do wieczora w domu. A dres to jest "djeś".  Dziś mu pokazałam , że  włożymy dres i poprosiłam by mi go podał - podał anonsując- mama, djeś.  A tata cały czas  mi powtarza, że ten jego rozwój jest taki dobry, bo stale do niego mówię i jestem cały  czas z nim. Kazik przytulił Teresę - ja też tak myślę. I to cudownie, że dużo do niego mówisz.

I wiesz  co, on sam siebie nazywa Alek, więc pomyślałam, że może będziemy na niego mówić Alek, a nie Aleks. Nooo, czemu  nie, może być. Miałem w  szkole kolegę, który też był Aleksandrem, ale mówili na  niego wszyscy Alek. Tak chyba jest po prostu dzieciom  wygodniej. A tamten Aleksander był fanem boksu i raz na jakiś czas przychodził do szkoły po treningu nieźle posiniaczony. O niee, żadnego  sportu powodującego takie urazy - zapowiedziała Teresa.  

Kochanie, jakiś sport na pewno będzie  nasze  dziecko uprawiało i w każdym  sporcie można doznać urazu - tłumaczył Kazik. Nie  w każdym- zaprotestowała - może trenować szachy lub brydża sportowego. Są nawet mistrzostwa świata w brydżu sportowym. I są już mistrzostwa świata w szachach.  Ale uprawiając te  dwie  dyscypliny też można odnosić  kontuzje - Kazik nie odpuszczał. Uprawiając te  dwie  dyscypliny  można się nabawić odcisków na pupie od ciągłego siedzenia i zaniku mięśni obu łydek i mięśni jednej ręki. No ale jak mózg się rozwija!- wskazywała pozytywy Teresa. Może właśnie dlatego, że grałeś w brydża zostałeś konstruktorem. Raczej nie - stwierdził Kazik- nauczyłem  się chodzić na wagary i kłamać a nawet trochę paliłem. A ja nie grałam w brydża a na wagary chodziłam- stwierdziła Teresa. Ojej - mam nadzieję, że nasze  dziecko nie odziedziczy po nas  tych brzydkich nałogów. Ja też ciut paliłam, ale jakoś mi te  papierosy  nie smakowały. Mnie też nie smakowały i szybko przestałem fajczyć.

Dziś się bawiłam z Alkiem  w chowanego, mało się nie posikałam  ze śmiechu , bo według jego logiki jeśli on sobie zasłoni oczka rączkami albo szalikiem to już jest  "schowany". Tak naprawdę to szalenie  mi się podoba  to siedzenie z nim na tym urlopie wychowawczym. Łebskie dziecko nam rośnie.  Dziś kilkanaście  razy nazywałam jego paluszki - słuchał z pełnym zaangażowaniem, musiałam kilka razy mu pokazywać palce i je  nazywać. Potem mi pokazywał  któryś ze swoich paluszków i musiałam go nazywać. A jak się entuzjazmował gdy obierałam jabłko obieraczką - i gdy wykroiłam gniazdo nasienne pokazywał mi pestki i mówił mi "be".  Nie  zdawałam  sobie  sprawy  z tego, że to może być dla  niego  wręcz fascynujące. Praktycznie gdy jestem w zasięgu jego wzroku to cały czas mu mówię co robię. Najfajniejsze jest to, że wszystko mu  się podoba. Siedzi w  swoim krzesełku i patrzy zafascynowany. A najfajniej  jest gdy może sam łyżką w garnku zamieszać siedząc u mnie na rękach.  Ja  takich rozrywek  nie  miałam, nie  byłam wpuszczana do kuchni. I on już odróżnia kubek od  szklanki. Biorę go na ręce , podchodzę  do szafki, otwieram i mówię  żeby wybrał kubeczek,  w którym dostanie mleczko - nałogowo wybiera  twój i mi mówi - tata. Wtedy mu przytakuję, że tak to taty kubek,  potem przypominam, by wybrał kubeczek dla  siebie i dopiero wtedy wybiera swój z misiem. Straszny  cudaczek  się  z niego  robi.

I doszłam  do wniosku, że po każdym praniu będziemy odłączać kabel pralki - bo za bardzo go pralka fascynuje. Sam nie wetknie wtyczki do gniazdka bo nie dosięgnie, ale sam może ją niechcący włączyć. Dziś był ze mną w "buduarze" - szaleńczo podobała  mu  się moja toaletka, a najbardziej go zachwycało jego własne odbicie w lustrze. Trochę  mnie  zdziwiło, że dopiero dziś bardzo świadomie  zobaczył się  w lustrze-  widocznie wcześniej nie kojarzył swojego odbicia  z  sobą. Teraz  był zachwycony, że jest w lustrze. Potem przyniósł swojego pieska i pieskowi pokazywał swoje i jego odbicie  w lustrze. 

Kochanie, a gdzie jest nasz tata? Tata ugrzązł dziś u Aliny, bo dziś Kris ma popołudnie i  wieczór  w sądzie, więc u Aliny jest pani Maria i tata. Myślę, że koło siódmej  wieczorem któreś z nas  pójdzie po niego.  Jeśli mam być  szczera, to mnie Alina wnerwia. Chyba ogłupiała  kompletnie - ona się boi być sama w domu  z dzieckiem gdy  nie ma  Krystiana. Jak  mieszkała  na tym swoim  zadupiu w Otrębusach to nie bała  się lecieć  sama przez  las ani tkwić  sama w tej wielkiej chałupie. A tu się  boi sama być  w domu, w budynku w którym  jest cała masa ludzi, a do nas to może na jednej  nodze  doskakać, bo jest tak blisko.  Ona naprawdę wymaga co jakiś  czas opieprzenia  z góry na dół i z dołu do góry. Wpierw jęczała, że  źle, że oni nie  mieszkają blisko, teraz jest jej źle, bo nie jest  wstanie się zorientować gdzie co tu jest. Bo wiesz, nasze osiedle jest wielkości pustyni w Newadzie lub może nawet wielkości  całej  Afryki. Już raz ją obtańcowałam, że tu to  może zaprosić tatę na  spacer i w trakcie  spaceru porobić wszystkie zakupy a tata zostanie z wózkiem pod  sklepem. I tłumaczę jak komu mądremu, że ja chodzę w innych godzinach na spacery niż ona, bo Alek  jest w innym wieku niż Tadzik, nie je co trzy godziny i nie  śpi po każdym jedzeniu. Równie  dobrze  mogłabym mówić do słupa - efekt byłby ten  sam.  Muszę któregoś  dnia kazać Krisowi by ją przeprowadził po osiedlu, bo ma wszystko pod  nosem. Tylko było znacznie  wygodniej gdy wszystkie  zakupy  robił Krystian. Mogłaby  spokojnie  zrobić  zakupy gdy jest pani Maria - zostawiłaby małego na pół godziny i obskoczyła  wszystkie zakupy. I  mogłaby sobie kupić  wózek na  zakupy, żeby tego  co kupi nie dźwigać.

Kazik śmiał się - jesteś na nią rzeczywiście wściekła. Pójdę po tatę i po drodze powiem tacie, żeby  nie rozpieszczał Aliny, bo to szkodzi Krisowi.  W porównaniu ze mną to Kris  jest  w domu  zarobiony, zupełnie tak,  jakby Alina  była w stanie  ciąży zagrożonej. I też mi się to nie podoba. I wiem, że ci jest niemiło, bo to twoja wieloletnia koleżanka. No ale weź poprawkę na to, że to nie  ty ich skojarzyłaś, Alinę nie ty wychowywałaś, nie  swatałaś Krisa  z nią, więc odpuść sobie  nerwy.  Z tatą to ja sam porozmawiam. Chodź, przytul  się  do mnie, zobaczymy  co mały zazdrośnik zrobi.  No jak to  co  zrobi - roześmiała  się  Teresa- zaraz  się ułoży między  nami, jedną łapinkę  da tobie  do całowania,  drugą łaskawie  mnie podstawi do całowania, potem nam zbada  dziurki w nosie, sprawdzi elastyczność powiek, sprawdzi nam stan uzębienia, sprawdzi czy uszy nam  się dobrze  głowy trzymają , przejrzy ci włosy czy  aby nie masz łupieżu, na końcu ukocha ciebie i  mnie i będziemy musieli się iść  umyć bo będziemy obślinieni. Ale najzabawniejsze jest  to, że będziemy oboje  z tego powodu zwyczajnie szczęśliwi. 

Wiesz, idź po tatę teraz, nim pani Maria stamtąd wyjdzie. Bo jak Maria wyjdzie, to  Alina zrobi płaczliwą  minę i tata nie da  się stamtąd zabrać. A tak to co najwyżej pani Maria z Aliną zostanie a jak znam Krisa to zaraz  jej zapłaci nadgodziny i jeszcze odwiezie  do domu. A nie masz jakiegoś poradnika  by sobie Alina poczytała?- spytał Kazik.  Nie mam, zresztą jak widzę, to słowo pisane nie  za bardzo do  niej trafia. Muszę ją po prostu raz a dobrze opieprzyć, czyli walnąć jej prosto w oczy co o tym  myślę i zagrać  nieco poniżej pasa strasząc, że w pewnej  chwili Kris  oprzytomnieje i skończy się bajka o księżniczce na groszku, czyli groszek zostanie  a materace  zostaną zabrane. Te książeczki, które jej dałam o pielęgnacji  niemowląt to czytał tylko Kris,  ona tylko łaskawie posłuchała gdy czytał na głos.  

A może wpadniemy tam razem?- spytał Kazik. Tym sposobem odwalisz wizytę na  nowym miejscu, a że będziemy z Alkiem, to siłą rzeczy nie będziemy długo. Weźmiemy parasolkowiec, bo to bliziutko.  No dobrze, zgodziła  się Teresa, to ja wezmę dla  nich  talizman do sypialni - łapacz  snów. W dziesięć minut później już wędrowali do Krisa. Alek był "cały  w skowronkach", bo "paciejek" był co prawda krótki ale  z tatą! 

Po drodze Teresa powiedziała - zobaczysz jaka zła  będzie Alina -  ona  musi być do wszystkiego nastawiona i przygotowana- zero improwizacji. Improwizacja wytrąca ją z równowagi. Kiedyś też tak miałam, ale  z tego wyrosłam.  I to dzięki Robercikowi - on był z reguły nieprzewidywalny.

                                                                                c.d.n.

poniedziałek, 6 marca 2023

Lek na wszystko? - 65

Niemal miesiąc trwało szykowanie  nowego mieszkania  dla Krystiana i Aliny. Krystian zakupił mnóstwo pudeł i z pomocą pani Marii pakowali dobytek.W dzień przeprowadzki wcześnie  rano Alina z podręcznym wyposażeniem  dla  dziecka  została przewieziona do  mieszkania taty. Przetransportowanie dobytku poszło bardzo  sprawnie, bo " nie takie przeprowadzki, robimy,  panie   mecenasie- dziś wieczorem już wszystko będzie ustawione tak jak pan to namalował i wszystko podłączone" - zapewniał Krystiana szef firmy przeprowadzkowej. Alina  siedziała  w  mieszkaniu taty i nerwowo obgryzała paznokcie, Krystian wypił dwie  herbatki z melisy,  a Teresa "umierała z ciekawości", czy  rzeczywiście wszystko będzie wieczorem  gotowe do użytku. Pani Maria poszła z Tadzikiem na spacer, Alina przywołana do  porządku przez Teresę nawet odgrzała gotowy obiad i około godziny 18,00 zatelefonował szef  ekipy, że już jest  wszystko ustawione, podłączone i może się  pan mecenas z żoną i dzieckiem przenieść  do nowego mieszkania. W 10 minut później  ruszył "kondukt mieszkaniowy", czyli Alina, Krystian, wózek  z dzieckiem i pani Maria. Teresa stwierdziła, że ona to wpadnie następnego dnia, niech oni teraz  spokojnie  się w nowym  miejscu zagnieżdżą. Gdy  tylko dotarli na  miejsce Krystian zatelefonował do Kazika mówiąc, że pomysł Kazika  by wziąć  specjalistyczną  firmę był "genialny". Wszystko jest  już rozpakowane i pochowane tak jak było w poprzednim mieszkaniu, a kartony złożone i wyniesione do piwnicy.To niesamowite - dziwił się Kris - książki na  regałach są tak  samo ustawione  jak były w poprzednim mieszkaniu. Mogliśmy właściwie nawet  nie pakować rzeczy dziecka - stwierdził. Kosztowała  ta przeprowadzka,  ale warto  było z tej usługi skorzystać.  Podziwiam  ich, jak oni  to szybko i porządnie  zrobili. Czyli  zupełnie  niepotrzebnie  się zamartwiałem - cieszył się Krystian. Kazik  tylko się roześmiał i powiedział  - teraz  wiesz, że zawsze należy się słuchać starszego brata. 

A starszy brat to ma się  zawsze słuchać  żony - powiedziała Teresa- to był mój pomysł i ja ich wynalazłam. A skąd ty wiedziałaś? - dopytywał się Kris. Ooooo, śmiał się Kazik- Tesia wie  wszystko na temat przeprowadzek bo wysyłała ludzi w różne  strony świata, nie  tylko  z jednej ulicy na  drugą. A, że moja żona to dociekliwa osoba, to zawsze "przesłuchiwała" wyjeżdżających, spisywała  firmy i opinie o  nich i potem gdy się ktoś pytał umiała dobrze  doradzić. Nie  wiem  czy wiecie,  ale być może  Jacek i jego  syn będą mieszkali na osiedlu południowym. Na razie się zastanawiają potężnie  co wybrać. No i  muszą się  szybko decydować.  Kazik opowiedział o rozterkach Jacka, a Kris  stwierdził, że on też by wybrał dwa mieszkania w tym  samym  bloku ale w różnych klatkach.  Bracia śmieli  się, że ponieważ jeden i drugi mieszkali dotąd poza Warszawą, to firma przeprowadzkowa, o ile  z niej  skorzystają powinna jakiś procent ze swego  zysku podrzucić Kazikowi.  Ale Teresa powiedziała, że jej  zdaniem przeprowadzka Jacka będzie w gestii wojska i  tylko przeprowadzka Pawła  wchodzi w grę. A Paweł to ma  na pewno mini -wyposażenie mieszkania. Ponieważ pani  Maria już  wybierała  się  do domu, Krystian stwierdził, że ją odwiezie, bo faktycznie  zrobiło się późno. Protesty   pani  Marii na  nic się  nie  zdały i została odwieziona przez Krystiana do swego  mieszkania.

Wieczorem, gdy Aleks już spał zatelefonował Kurt, że przyjeżdża służbowo do Warszawy, ale nie  sam tylko  ze swoim szefem, będą tylko trzy dni a tak mają  napięty plan, że nie ma pojęcia czy da radę wpaść do domu Kazika. I że jest zdziwiony, że Kazik nie jest wymieniony  jako uczestnik rozmów. No bo mnie niemal  nie ma- wyjaśniał Kazik - mam otwarty przewód doktorski. Jestem  codziennie w Instytucie, ale się  nie udzielam, bo temat jest tajny przez poufny. Po prostu znaleźli sposób na przytrzymanie mnie  w Instytucie, dostałem trzyletnie stypendium. No to rób ten doktorat, rób, my  bardzo cenimy ludzi z tytułem doktora - stwierdził Kurt. Wiem o  tym, ale może jednak uda ci  się do nas wpaść. Dziś przeprowadził się blisko nas Krystian, ich  blok widać z naszego kuchennego okna. A Aleks bardzo się postarzał. Dziób mu się nie  zamyka, ciekawe czy cię rozpozna. Jest wzrostem nieco ponad średnią wiekową ale wagowo poniżej średniej. Czyli jest taki "wycieniowany" jak ty - śmiał  się Kurt. Kaz, szykujcie się w tym roku na  wakacje u nas, przecież urlop to chyba możesz  mieć- prawda? Pewnie tak, nie słyszałem by był zabroniony gdy  się robi  doktorat, ale chciałbym wcześniej  znać termin, żeby sobie poustawiać prace.  No i tatę weźcie ze sobą. Nie zapraszam w tym roku Krystiana, bo będziemy gdzie indziej, nie w naszym  domku. A  rodzice swój już sprzedali.  Nasz też sprzedamy. Pojedziemy w tym roku nad morze. Będziemy  mieli wspólny domek- to znaczy wy i my. Albo będziemy obok siebie w szeregowcu. Kurt, co do taty to  nie wiem, bardzo możliwe, że on w okresie wakacyjnym będzie pod  Warszawą mieszkał, u swego przyjaciela. Poza tym  dla niego wyjazd za granicę to trochę już za męcząca zabawa.

A jak Tesa? Tesia dostała ode  mnie prezent  w postaci pani, która przychodzi  trzy razy w  tygodniu i sprząta. I od razu Tesi jest lepiej. Nie  wyrabiała  się czasowo , bo jednak  chodzi z małym na  długie spacery, ja teraz  wcale nie pomagam w domu i też mi  z tego  powodu lepiej. Ta  sama pani pracuje też u Krystiana, który też odetchnął, bo bardzo dużo przedtem pomagał w  domu.  Kurt,  a pamiętasz takiego szefa wojskowego u którego robiłem pilotaż?  Przechodzi na emeryturę jesienią , będzie mieszkał blisko nas, kwadrans idąc męskim spacerkiem.  Myślisz o tym z okolic Mo...coś tam?  Tak, z okolic Modlina,  śliniłeś  się na widok jego  żony, takiej dość przystojnej blondyny.  No coś ty, była  bardzo sympatyczna i taka fertyczna. No i co z nim?  Porzuciła go, wyjechała do Kanady i rozwiodła  się z nim.  Kurt prychnął - eee,   żaden problem,  dzieci  nie  mieli .  On ma syna, z nieformalnego związku - syn  właśnie zrobił magisterium z informatyki i teraz ten szef robi za matkę i ojca, bo matka chłopaka nie żyje. I tak sobie  myślę, że w sumie to ty i ja mamy farta - mamy normalne związki i mamy dzieci. No wiesz- śmiał się Kurt - dzieci to mam ja, ty to masz tylko jedno dziecko. I niech tak  zostanie, z uwagi na Tesę. Ona poza  tym to delikatna  dziewczyna, niech ci się drugie dziecko nie  zamarzy!  No jasne, że  nie, ona  nie marzy o drugim dziecku, ja też nie - powiedział Kazik.  

Słuchaj,  Kaz, a jak językowo stoi ten syn tego szefa? Bo jeśli zna angielski to  może by na trochę do nas przyjechał, informatycy są w cenie. Zarobiłby sobie  chłopak. Powiem mu, on ma  coś obiecane na WAT. Ale wiesz, on wreszcie ma dla siebie ojca, którego nie  miał praktycznie przez całe życie i jest szczęśliwy, że będą  razem.

Kurt,  a kiedy przyjedziecie z dziećmi do nas? Nie wcześniej niż jesienią na ferie jesienne. Tylko te jesienne, w październiku, wchodzą  w grę. Narobili u nas  tych ferii  i tylko są problemy bo co zrobić z dziećmi w październiku, gdy już pogoda do niczego?  I kto ma tyle urlopu, by obskoczyć te  wszystkie ferie? Istny dom wariatów.

Gdy po skończonej  rozmowie Kazik  spojrzał na zegarek to nieomal  się za głowę złapał - rozmawiali z Kurtem ponad pół godziny. Teresa się tylko śmiała i w końcu powiedziała - a ja zawsze  słyszę, że to kobiety są gadatliwe i  wiszą na telefonie godzinami,  a panowie to najwyżej 5 minut rozmawiają. Ale wiesz- mnie to  nie przeszkadza, że rozmawiałeś tyle  czasu z Kurtem. A co u  nich? Bo jak  wiesz w kwestii niemieckiego to niestety nic nie rozumiem. Kazik w skrócie  opowiedział co nowego u Kurta,  że są zaproszeni na  wspólne  wakacje i  że to będą wakacje nad  morzem.  

Wiesz co - stwierdziła Tesia - nie mogę  się oprzeć wrażeniu, że my mamy to samo  morze co oni, bo nie  sądzę by  myślał o  Morzu Północnym. A nie  da się ukryć, że my z Warszawy mamy bliżej do Bałtyku niż wstępując  po drodze  do Berlina.  Wolałabym pojechać nad Bałtyk w  czerwcu, nim się w Polsce skończy szkoła. Wtedy nie ma tłumów,  jest spory wybór kwater.  A Jacek mówił, że załatwił by nam prywatną kwaterę na kolonii oficerskiej w Mrzeżynie i będziemy mieli piękną plażę, czystą i pustą . Tam jest ponoć pięć kilometrów  plaży, która  należy do tej kolonii oficerskiej i na  niej jak jest raptem 10 osób to się mówi : "ale dzisiaj  są tłumy!" I wtedy weźmiemy tatę, bo nam załatwi 2 pokoje. I jest tam też prywatna stołówka.   A dlaczego on mi tego nie powiedział a powiedział tobie? - dociekał  Kazik.  Bo go ostatnim  razem zapytałam o Rogowo, bo  wiem, że tam jest wojskowy ośrodek wczasowy i wtedy mi powiedział o tym Mrzeżynie.  No, no, muszę uważać,  bo jeszcze  mi ciebie zabierze.  

Teresa spoważniała - wiesz kochanie - jest takie powiedzenie - jak suka nie  chce to  pies jej nie ruszy. Więc przestań wygadywać głupoty. Lubię Jacka, ale tak samo jak jego lubię jeszcze kilkunastu facetów.  Takie żarty wcale nie są śmieszne, więc  proszę  cię byś nigdy więcej tak nie mówił. Kocham tylko ciebie, inni faceci dla mnie nie istnieją jako obiekty moich uczuć - zapamiętaj to sobie. Takimi tekstami to  mi robisz po prostu przykrość. Ja naprawdę nie  zauważyłam by Jacek mnie  w jakikolwiek sposób podrywał.

Mam wrażenie, że Jacek, chociaż to starannie ukrywa, przeżywa fakt, że go żona porzuciła. Usiłuje teraz wmówić sam w  siebie, że wcale nie  była ani ładna  ani mądra, że nie  miała o wielu sprawach pojęcia i że po  nim to wszystko spłynęło jak  woda po kaczce. A garnie się do nas, bo chyba nie ma żadnej bliskiej rodziny. A na dodatek ma  syna, niewątpliwie owoc  miłości a obecność tego syna na pewno mu stale przypomina jego matkę. Więc ma  człowiek takie jakieś rozdwojenie. Lubi do nas przychodzić, bo jak twierdzi (tacie  tak  powiedział)  czuje tu takie  zwyczajne ludzkie  ciepło. Widziałeś jaki był wzruszony gdy zrobiliśmy to przyjęcie dla Pawła.

Widziałem kochanie, obaj byli bardzo wzruszeni. Przepraszam cię, że zrobiłem  ci przykrość swoim gadaniem. Szalenie cię kocham, ty i Aleks jesteście dla  mnie całym światem. No to sobie zapamiętaj- dla mnie są trzy osoby najważniejsze - ty, a potem Aleks i tata- przypomniała mu Teresa.

Chodź, pójdziemy już  spać - o której jutro wstajesz?  Wszystko jedno, jutro jadę na Politechnikę, nie do Instytutu i wrócę dość wcześnie i będę z wami. Jeśli nie  będzie padać to może nam jakiś wspólny spacer wyjdzie. Bo coś mi mignęło, że jutro ma padać. Nie wiem- im te prognozy to jakoś kiepsko się udają. I wiesz - miałeś genialny pomysł z tą panią Marią. Alina tak  się do niej garnie, jakby Maria była  jej matką, a Kris zachwycony, bo ma więcej czasu na swoje służbowe sprawy i pani Maria już nauczyła Alinę kilku rzeczy w zakresie "kuchennym".  A ja też jestem zadowolona, jest mi teraz o wiele łatwiej, jednak sprzątanie całego mieszkania, gotowanie obiadu i jeszcze spacer z Alkiem to trochę  za wiele dla  mnie jak na jeden  dzień. Muszę chyba  wrócić do systemu gotowania na kilka dni, porcjowania  i  mrożenia tego. Tylko dokupię kilka małych pojemników do zamrażania.

W sypialni pośmieli się troszkę ze  swojego synka, który troskliwie obejmował wszystkie swoje zabawki- pieska, miękką piłeczkę, zajączka i.... połówkę biszkoptowego herbatnika. Herbatnik został mu  zabrany, reszta została w jego objęciach. Przed zaśnięciem Kazik jeszcze opowiedział Tesi, że jego bratowa na czas małżeńskich pieszczot wystawia łóżeczko ich synka z  sypialni, żeby dziecko nie widziało. Może oni są bardzo głośni w tej sytuacji i dlatego? - dociekała Teresa.  Nie,  podobno nie  są głośni,  ale żeby  nie widziało. No to przecież można zawiesić jakiś cienki kocyk, przecież nawet jeszcze  nie  siedzi, więc  się  nagle nie podniesie i nie wyjrzy z łóżeczka.   No to muszę ze  swoją kumpelką któregoś dnia pogadać. Bo ja mam zamiar wyekspediować słodziaka z  sypialni jak będzie  miał 3, może 4 lata. W każdym razie jedno jest pewne - nasz jak zaśnie to śpi i możemy przy  nim cicho rozmawiać- to go  nie budzi. I wcale  nie przestaniemy  się przy nim obejmować i  całować - niech od  dziecka wie, że trzeba  sobie  wzajemnie okazywać czułość.

Ja to spałem w sypialni rodziców aż do chwili gdy mama wróciła ze  szpitala z Krystianem. Już z tydzień wcześniej mi mówiono, że teraz będę miał własny pokój, a z rodzicami będzie  spał "dzidziuś", a ja, taki dorosły, będę spał w dziecięcym pokoju. Potem mi go dokooptowali gdy  już miałem 10 lat i byłem obrażony, że śpię z małym dzieckiem w jednym pokoju. Teraz te pięć lat  różnicy jakby  nie istnieją, no  ale na początku to była straszna różnica.  Jeden z moich kolegów wpierw  miał córkę i gdy ona  miała już trzynaście lat przydarzyła się jego żonie druga ciąża - to była istna tragedia- dziewczynka była bardzo kobieca z wyglądu i jakaś pańcia, gdy dziewczynka  z wózkiem stała pod  sklepem powiedziała na głos, że taka młoda i już ma  dziecko! Dziewczę dostało ataku histerii i normalnie musiała iść na psychoterapię.

                                                                      c.d.n.


niedziela, 5 marca 2023

Lek na wszystko?- 64

 Gdy prezes już opuścił dom Kazików Teresa powiedziała - sympatyczny  facet, trochę zabawny- nie miałam pojęcia, że masz tak rozległe znajomości, nigdy mi o nim  nie mówiłeś.  Kazik przyjrzał się żonie, potem rzekł z uśmiechem - nie bardzo rozumiem o co ci idzie. Gdy w pewnym  momencie w czasie  swego pobytu w Niemczech przyjechałem do Polski, to stwierdziłem, że powinienem rozejrzeć  się za  mieszkaniem dla siebie, bo raczej wykluczałem opcję zamieszkania  na stałe w Niemczech, choć mnie wiele osób tam namawiało, bym wystąpił o  niemieckie obywatelstwo, bo ich  zdaniem mogłem się "załapać od  ręki". Miałbym silne poparcie od firmy,  w której   pracowałem. Ale tu  miałem rodziców - jeszcze. Wtedy jeszcze się to osiedle  budowało i ponoć wszystkie mieszkania były  już wykupione. Wpadłem na pomysł by się zapisać na  audiencję do prezesa i  z nim sprawę przedyskutować. Gdy już wreszcie do niego dotarłem, powiedziałem, że mnie urządza duże  mieszkanie, może być w  wieżowcu. Powiedziałem, że pracuję w Niemczech, mignąłem  mu wyciągiem ze swojego konta, żeby wiedział, że nie opowiadam bajek i stać mnie na kupno dużego mieszkania. I w ramach pomocy w znalezieniu takiego mieszkania obiecałem mu tygodniowy pobyt w Berlinie - trochę w ciemno go zapewniając, że jego zmartwieniem  będzie  tylko koszt podróży w obie  strony, ja pokryję resztę. I poskutkowało, z tym, że musiałem od razu sporo wkładu wpłacić. Nic  nie  było załatwiane z nim "na lewo", prezentem ode mnie był jego tygodniowy pobyt  w Berlinie. Bardzo mi wtedy pomógł Kurt,  bo umieścił go u swojego dobrego kolegi. A ponieważ nigdy nic  potem od  niego nie chciałem to nawet  nie bardzo o nim pamiętałem. Krystian od  dawna był członkiem tej spółdzielni, jeszcze  gdy studiował, bo  mu rodzice kazali się zapisać, o czym nawet  długo nie wiedziałem. A nigdy ci o nim nie mówiłem bo tak naprawdę później  już nic nigdy  od niego nie potrzebowałem. Nie opowiadam ci o moich znajomych,  z którymi nie mam częstego kontaktu, bo nie są tego  absolutnie  warci by ci nimi głowę zaprzątać. Poza tym to są głównie faceci, tylko głupek opowiada swojej żonie o znajomych facetach. Jeszcze by ci  się któryś   bardziej ode mnie  spodobał.  Zresztą ty mi też nigdy o  swoich koleżankach  nie opowiadałaś, nawet o Alinie.  A teraz to Krystian wreszcie ruszył tyłek do Spółdzielni i ja  się do niego nie mam  zamiaru wtrącać.  Chcę trochę pomóc Jackowi, bo wiem, że on jest wart tej pomocy.

No bo tak naprawdę to przyjaźniłam się tylko z Aliną,  a w pracy  nie nawiązywałam żadnych przyjaźni, bo nie  miałam na to czasu ani siły - odparowała Teresa. Zresztą dużo milsi byli faceci, ale to byli tylko i wyłącznie koledzy.  Franek mi kiedyś , na początku mojej  pracy bardzo pomógł, bo miałam spore "potknięcie" gdy go ekspediowałam, a on wszystko ukrył i wziął winę na siebie. Poza tym nie był upierdliwy i nachalny. A nasze najintymniejsze spotkania to było picie  czekolady w biały dzień u Wedla. No i robił mi prezenty w postaci świeżych daktyli. Ale prezenty to robiły mi również branżystki i inni faceci. Na obiady chodziłam zawsze sama, dzięki temu takie wypady były krótkie i niemal niezauważalne dla pani kadrowej.

Nooo, o tym to mi Franek też opowiadał i ogromnie  cię chwalił. Ale nigdy nie powiedział, że kiedyś  coś ci nie wyszło. No właśnie, to cały Franek - dopowiedziała Teresa. Zik, a czy ja nadal ci  się tak samo podobam jak  kiedyś? Kazik przecząco pokręcił głową - nie kochanie, nie tak jak  kiedyś, ale dużo bardziej niż kiedyś. Naprawdę? - dopytywała  się Teresa. To dlaczego rzadziej się kochamy? Odbieram to jako znak, że ci się nieco znudziłam. Kazik objął ją, bardzo mocno przytulił i powiedział -jesteś cudowne głupiątko! Często jesteś bardzo zmęczona wieczorem, co mnie zupełnie  nie dziwi. Mało ci teraz  w domu pomagam, sprzątasz, gotujesz, dbasz o dom, chodzisz z Aleksem na spacery. I gdy widzę, że jesteś bardzo zmęczona przyhamowuję swe pragnienia i wmawiam w siebie, że mi wystarcza utulenie  ciebie i zaczynam myśleć o doktoracie. Ty szybciutko zmęczona zasypiasz, a ja przyglądam ci się i zastanawiam się czy nie wynająć kogoś do sprzątania, byś miała nieco mniej pracy.  

Witek ma rację, że nazywanie tych trzech lat "urlopem" jest infantylizmem.  Jaki Witek ?- spytała Teresa. No prezes, on ma Witold na imię - wyjaśnił Kazik.  Pogadam z nim na ten temat - może mi poda kontakt do którejś  z firm sprzątających, bo przed oddaniem mieszkań lokatorom są one sprzątane. Ty pójdziesz z Aleksem na  spacer a tata dopilnuje osoby, która  nam posprząta. I bez tego sprzątania będziesz  miała jeszcze sporo na głowie. Myślę, że mogłaby bywać u nas dwa a może nawet trzy razy w tygodniu. I mogłaby też sprzątać u Krystiana- ich skarb jeszcze  nie brudzi tak jak nasz bo jest "spolaryzowany" w łóżeczku. I co o tym myślisz?

W oczach Teresy zabłysły łzy - to prawda, że wieczorem padam ze zmęczenia, ale nie  wiedziałam, że to aż tak jest widoczne. Kiepska ze mnie żona, przepraszam. Nie jesteś kiepską żoną, tylko po prostu jesteś perfekcjonistką z natury- nie potrafisz robić  wszystkiego "po łebkach". Kocham cię ogromnie i muszę tę sytuację nieco ucywilizować- nie  możesz się tak męczyć - stwierdził Kazik. Ty gdy sprzątasz odkurzaczem nie "przelatujesz" podłogi biegiem,  tylko odkurzasz porządnie raz koło razu - tak  jak cię mama nauczyła. Przyglądałem się  w pracy jak te nasze panie sprzątają - dobrze, że nie ma u  mnie w pokoju wykładziny bo pewnie bym zmarł na jakąś pylicę- podłogę w pokoju takim jak nasz  living babka przelatuje  odkurzaczem w trzy minuty, a potem mokrą ścierą, ani razu w trakcie nie przepłukaną, w minut pięć, wliczając w to wyciśnięcie  ściery po jej zmoczeniu. I jestem pewien, że jedna miska wody starcza  jej na kilka pokoi. Tylko raz miałem w pokoju porządnie posprzątane - było jakieś zastępstwo i była pani w  wieku ok.50-ki. Wiesz, w domu to  chyba każdy  ma czyściej, bo  nikt  nie łazi w butach po pokojach. Przez jakiś czas zmieniałem buty wyjściowe na drewniaki, ale jak były kłopoty z ogrzewaniem to przestałem zmieniać. Zresztą ja  mało chodzę ulicami, tyle co na parking w pracy i tu. Zgodzisz się, żebym załatwił kogoś do sprzątania? Teresa przytuliła  się do Kazika - oczywiście, załatw. Ja po prostu chyba zbyt często sprzątałam, bo co drugi dzień. Tylko "buduar" był raz  na tydzień sprzątany, bo tam często się nie chodzi.

Tego samego dnia Kazik obgadał sprawę z bratem i teściem. Obaj przyklasnęli pomysłowi a tata powiedział, że jemu Tesia  nigdy nie pozwala sprzątać, dobrze, że pozwala by załadował zmywarkę i pralkę oraz sam prasował swoje rzeczy. Krystian ucieszył się ogromnie i od  razu obliczył ile  godzin w tygodniu  zyska na  swoje służbowe sprawy, bo wyśle Alinę z dzieckiem na spacer w tym czasie a sam będzie mógł popracować w domu. Przy okazji powiedział bratu, że weźmie te trzy pokoje w tym ceglanym bloku i za kilka dni będzie omawiał z wykonawcą co chce zmienić w wyposażeniu. I od razu mu położą w przedpokoju terakotę, którą on sam zakupi. Drzwi to oni kupią, on tylko poda im nazwę tych drzwi. I że na tej zamianie zyskają 10 metrów kwadratowych powierzchni.

Kazik, tak jak postanowił, znalazł panią do sprzątania mieszkania.Była to właśnie ta kobieta, która mu kiedyś na  zastępstwie sprzątnęła porządnie pokój. Spotkał ją kiedyś na korytarzu innego piętra i spytał, czy nie  zechciałaby zmienić pracy. Powiedział jakie stawia warunki i ile jest skłonny płacić za 3 dni w tygodniu- prosił by pani sobie  wszystko przeanalizowała i dała  mu odpowiedź w ciągu dwóch, trzech  dni. Pani Maria, bo tak właśnie miała na imię, powiedziała, że ona to  może również pomóc młodej mamie w kuchni i że bardzo ją urządza zmiana pracy, bo ona  mieszka na Powiślu i  miałaby do  nich dobry dojazd. I wpierw by sprawdziła ile czasu musi poświęcić na sprzątanie u Kazików, bo  może w tym układzie  sprzątałaby w te same dni u obu braci. Kazik dowiedział się ile  ona zarabia w Instytucie i zaproponował jej takie samo wynagrodzenie i oficjalne  zatrudnienie, by miała  zapewniony ZUS i emeryturę.

Pani Maria bardzo przypadła do gustu tacie i Teresie. Obejrzała dokładnie "pole" swego przyszłego działania, zapytała,  czy będzie  mogła u  nich przechowywać swoje pantofle i fartuch roboczy, żeby ciągle tego ze sobą nie  wozić,"dogadała" się z Teresą co do używanych środków czystości, pozachwycała się Aleksem i stwierdziła na końcu, że pan inżynier stanowczo za dużo chce jej płacić, bo tu jest znacznie mniej pracy niż ona ma w instytucie. No chyba, że to ma  być opłata za sprzątanie w obu domach. Ale Kazik i Teresa powiedzieli, że u pana mecenasa też będzie  zatrudniona oficjalnie na takich samych jak u  nich warunkach. Pani Maria nieomal zemdlała z wrażenia, bo sądziła, że taka pensja to za sprzątanie w obu mieszkaniach,  a nie że będzie zatrudniona oficjalnie  w obu.  Na  koniec dowiedziała  się, że niedługo drugi  z  braci będzie mieszkał bardzo blisko i Kazik pokazał jej z okna w kuchni w którym bloku będzie mieszkał jej drugi pracodawca. Nim wyszła od Kazików przyjechał Krystian i zabrał panią Marię do siebie, by zobaczyła również i drugie  miejsce pracy. Krystian od  razu napisał dwie umowy o pracę, napisał też wymówienie pracy, które ma  wręczyć w Instytucie, pani Maria omówiła z Aliną co będzie u  nich robić i doszły zgodnie do  wniosku, że u  nich to pani  Maria będzie we wtorki i czwartki, a w piątki to będzie u każdego z braci.

Królewiątko Kazików  bardzo  szybko przywykło do obecności pani Marii, która z własnej inicjatywy dostarczyła Kazikowi swoje świadectwo zdrowia, z którego wynikało, że nie jest nosicielem żadnych groźnych zarazków. Kazik tak się tym  wzruszył, że  aż jej zwrócił koszty badania, co  z kolei spowodowało potok  łez  wzruszenia u pani Marii. Tesia szybko odkryła zalety  faktu  że nie  musi sama sprzątać pokoi, kuchni i łazienki i nawet  w dni, w których nie było pani Marii nie padała  wieczorem "martwym  trupem".  Tata był zadowolony, bo  miał  z kim powspominać "dobre, stare czasy", bo jakoś tak się składa, że w większości przypadków  czas młodości, gdy miało się więcej sił, jawi  się każdemu jako lepszy niż  czas teraźniejszy. Krystian nie mógł się wręcz nachwalić pani Marii, która poza sprzątaniem nauczyła Alinę kilku nowych potraw oraz wielu "sztuczek kulinarnych", poza tym teraz miał w mieszkaniu idealny porządek i w niczym nie  musiał pomagać Alinie. Ponadto pani  Maria nauczyła Alinę  jak posługiwać się w prawidłowy sposób szydełkiem i odczytywać wzory ściegów na  szydełko. 

W kilka tygodni później odezwał się Jacek. Okazało się, że prezes Witek powiadomił go, że ma z odzysku     dwa mieszkania trzypokojowe na południowej części ich osiedla, czyli spacerkiem od  mieszkania Kazików to będzie z kwadrans i jest to blok-wieżowiec tuż obok części handlowej osiedla, więc do sklepu spożywczego jest stamtąd "aż" pięć minut. Mieszkania są w tym samym  bloku, ale w  różnych klatkach schodowych, aczkolwiek sąsiednich klatkach, jedno na trzecim piętrze drugie na siódmym. Jest też mieszkanie takie jak Kazików, ale przy głównej ulicy, vis a vis szpitala, a pod domem jest przystanek autobusowy,mieszkanie na IX piętrze, geograficznie tak usytuowany jak  mieszkanie Kazików.  No i teraz Jacek "zgłupiał" i  czuje  się jak "osiołek któremu w  żłoby dano".  

Kazik się uśmiał i powiedział, że gdyby sprawa dotyczyła jego, to wziąłby te  dwa  mieszkania , które  są w tym samym  bloku a na różnych klatkach. Uzasadniał swój  wybór faktem, że "Młody" jeszcze nie  ma żadnej dziewczyny i że nie   wiadomo czy dziewczyna z którą się kiedyś pobierze będzie  chciała  mieszkać w jednym mieszkaniu z teściem. Kazik tylko wie, że jak na razie to większość  młodych  dziwi  się, że oni mieszkają z ojcem, "bo to przecież  chore". Więc niech to sobie Paweł spokojnie przemyśli, bo przecież trzeba myśleć perspektywicznie. Przejście  się z jednej do drugiej  klatki w tym samym budynku nie jest wyprawą na Spitsbergen i można to zrobić nawet w kapciach, o ile deszcze nie pada. A to duże mieszkanie jest na wprost Instytutu Psychiatrii, gdzie  również jest szpital o takim profilu. To znaczy, że ty mi niczego nie chcesz doradzić - marudził Jacek. No jasne, że ci nic nie  doradzę- nie  można doradzić w sprawie, która ma tyle niewiadomych - kapujesz?  My z Tesią jesteśmy nietypowi, że już pominę kwestię wieku, mojego zwłaszcza. Paweł to jeszcze młodziak, nawet trzydziestki jeszcze  nie ma. Co prawda i Tesię i  mnie  zawsze mało obchodziło zdanie innych i kwestia tego  co modne  a co nie. Tesia to nawet modę w kwestii ubioru olewa - nosi to  w czym jej wygodnie. Jeśli tak bardzo Młody chce mieszkać z tobą w jednym  mieszkaniu to niech  mieszka z tobą  w jednym a to drugie niech wynajmuje komuś lub niech stoi puste jak u nas. Wstawisz tam drugą lodówkę i zamrażarkę i różne zapasowe rzeczy. Poza tym zdarzyć się  może że nagle zatęsknisz za kobiecym  ciałem, więc będziesz  miał "metę", "czyli  chatę, szkło i adapter" jak to kiedyś mówiono. Przeceniasz mnie - stwierdził Jacek. No ale babkom się podobasz, nie bądź taki skromny- śmiał się Kazik. Teresa słysząc całą rozmowę  skręcała  się ze śmiechu w końcu podeszła i powiedziała do  słuchawki- weźcie te  dwie trójki, Kazik  ma rację. I naprawdę podobasz się babkom, np. mnie i  bratowej Kazika. A my mamy obie  niezły gust, jeśli idzie o facetów.

                                                                         c.d.n.



sobota, 4 marca 2023

Lek na wszystko? - 63

 Następny  dzień był chyba zdaniem Kazika "międzynarodowym dniem poszukiwania  mieszkania" - Jacek miał "audiencję" u prezesa spółdzielni  na Ursynowie,  a Krystian w towarzystwie Kazika  wybrał  się do ich "macierzystej" spółdzielni w sprawie tego  trzypokojowego  mieszkania " w nowych  blokach".

Nowe  bloki były znacznie  lepsze jakościowo od tych wybudowanych przed laty bo nie  były  budowane  z gotowych płyt betonowych,  ale, jak Bóg przykazał, z cegły no i metraże mieszkań były większe. Kazik, gdy zaraz  po rozwodzie  z Anką kupił to  mieszkanie, w którym teraz  mieszkał z rodziną kilka razy spotkał  się z panem prezesem na gruncie prywatnym. Teraz  panowie wpierw  dość  długo rozmawiali na tematy ogólne i prywatne, w końcu rozmowa  zeszła na to ostatnie mieszkanie trzypokojowe, które jest jeszcze nie  wykupione. Okazało się,  że chętnych to było nawet  sporo na  nie,  ale spółdzielnia  je sprzedawała  za gotówkę i mało kto był w stanie "wyrobić to  finansowo". Ostatni chętny nie dostał po prostu  pożyczki z banku. 

No ale kandydatura Krystiana, jeśli tylko ma pieniądze jest na pierwszym miejscu - no  w końcu dla brata  Kazika na pewno uda  się wszystko przeprowadzić  dość bezboleśnie. No i za kandydaturą Krystiana przemawia fakt, że w rozliczeniu zostawi swoje  mieszkanie, które jednak  było sporo tańsze od tego, więc szybko zostanie  wykupione. Między  wierszami pan prezes wymienił nazwę banku, który jako nieliczny na polskim  rynku bankowym,  po wcześniejszym  spłaceniu całej sumy pożyczki nie dopisywał procentów i zamykał całą sprawę.  Ponadto  bracia w towarzystwie  pana prezesa mieli pojechać obejrzeć to ostatnie mieszkanie, a gdy pan prezes był zajęty rozmową z osobą, która  miała  się zająć od  strony formalnej sprawą Krystiana, Kazik na  chwilę wyszedł z  gabinetu i przeprowadził krótką rozmowę z Tesią, pytając  się  czy  może niespodziewanie przyprowadzić do domu prezesa z Krystianem - i jak się  spodziewał- Tesia nie widziała  w tym planie  żadnego  problemu. Najwyżej pójdzie  na spacer z Aleksem nieco później,  dziury  w niebie nie będzie  z tego powodu. Gdy panowie zaczęli w końcu liczyć to okazało się, że pożyczka z banku będzie nie powalająca, bo przecież Krystian zostawia Spółdzielni  swoje, już spłacone  mieszkanie. A przeprowadzić  będą  się mogli niemal zaraz po zakończeniu formalności w spółdzielni. Pan prezes radził, by jeszcze przed przeprowadzką zdecydowali  się co chcą tam zmienić, bo teraz jeszcze są ekipy budowlane, te od  prac wykończeniowych w sąsiednim  bloku, więc nie  będzie problemu by coś u Krystiana zmienić. Kazik od  razu "postawił" na wszystkie drzwi. łącznie  z drzwiami do boksu piwnicznego. 

Gdy wychodzili ze spółdzielni Kazik do swego samochodu zabrał pana prezesa, Krystian swoim wozem  pojechał do domu, oznajmić Alinie dobre  wiadomości, po  czym wrócił do Spółdzielni by zacząć załatwiać formalności, począwszy od obejrzenia tego nowego mieszkania. Spisywał  sobie  skrupulatnie co chciałby  zmienić oprócz  drzwi. Ponieważ zaczęła  mu się ta lista wydłużać postanowił obejrzeć to  mieszkanie razem z Kazikiem i kilka pozycji  skonsultować. 

Poza terenem Spółdzielni prezes z Kazikiem mogli wreszcie swobodnie porozmawiać, czyli mówić  do siebie  po imieniu. Przeszli na " ty" jeszcze w czasach gdy Kazik kupował to mieszkanie,  w którym teraz  mieszka, teraz w skrócie powiedział prezesowi co u niego prywatnie się dzieje. Prezes był zdziwiony, że Kazik nie zatelefonował do niego prywatnie w sprawie  mieszkania dla swego brata, ale Kazik stwierdził, że Krystian to wszak dorosły facet i sam powinien umieć o  siebie  zadbać.  Ale gdyby  Spółdzielnia miała z odzysku jakieś mieszkanie takie jak to, w którym mieszka Kazik, to byłoby miło, gdyby prezes dał znać, bo bliski przyjaciel Kazika szuka takiego dużego mieszkania dla siebie i  swego syna. Facet wypłacalny, bo sprzedał sporą "posiadłość" w Świdrze.

Wizyta prezesa przeciągnęła  się nieco, a Teresa zamiast kawy zaserwowała lunch, który od  dawna czekał w  zamrażarce  w drugim mieszkaniu,  a teraz w piekarniku "nabierał rumieńców".  Kawa i "dyżurny deser" w postaci mini bezików z bitą śmietaną i musem owocowym zwieńczyły lunch. W lunchu towarzyszył dorosłym Aleks. Prezesa zachwycił Aleks, który zapatrzony był w beziki - mały  wsunął swój lunch niemal błyskawicznie a jego mina, gdy wreszcie beziki wylądowały na blaciku  jego  krzesełka mówiła  jedno - "no! nareszcie!"

Prezes  nie ukrywał swego podziwu dla decyzji Teresy o wzięciu urlopu wychowawczego. Śmiał  się, że nazywanie wychowywania  małego  dziecka urlopem jest swego rodzaju infantylizmem, bo to przecież nie  ma nic  wspólnego z urlopem- to tak naprawdę ciężka praca. Przepytał się gdzie  Teresa pracowała przed tym "urlopem", coś  sobie zapisał w notesie i stwierdził, że to jeszcze półtora  roku do końca tego urlopu, na razie dziecko jest super "cywilizowane" i grzeczne. 

Kazika rozpierała  duma, w końcu powiedział - to teraz  chyba mi wierzysz, bo nie byłeś przekonany, gdy ci mówiłem, że mam powody do prawdziwego szczęścia. No masz, masz - ale uważaj, żeby  ci się  nie przewróciło w głowie. Znam kilku facetów, którym się wydawało, że taka  sytuacja nie  zmusza ich do dbania o to by tak było zawsze i teraz są "tatusiami na przychodne".  Dobre układy w małżeństwie są jak cieplarniany kwiatuszek - trzeba bardzo o nie dbać, stale a nie  tylko od święta.  Tata zaraz stanął w obronie zięcia - zapewniam pana, że Kazik nadal bardzo dba o Tesię,  małego i dom a nawet i o mnie - powiedział. 

Patrząc na  was myślę, że większość  z nas musi wpierw dobrze  dostać  w tyłek, żeby sobie prawidłowo ustawić priorytety. Moje pierwsze małżeństwo nie przetrwało próby czasu. Chyba  byliśmy oboje niezbyt dojrzali do tego by słowo "ja"  zamienić w słowo "my". Ja jeszcze kończyłem studia i byłem przysłowiowym "gołodupcem", a jej się wydawało, że będzie opływać w dostatkach gdy tylko otrzymam dyplom. Po trzech latach stałych awantur rozeszliśmy się. Dość długo byłem sam, nie  chciałem być związany  ślubem - zdecydowanie łatwiej rozstać  się gdy  nie ma  tych formalności. Ale samemu też źle, w końcu  się ożeniłem, teraz oczekujemy dziecka-  mam tylko nadzieję, że na mój widok z wózkiem nikt nie powie, że to dziadek idzie z dzieckiem na spacer. 

No coś ty, masz raptem sześc lat  więcej ode mnie - stwierdził Kazik. No tak, ale chyba  się źle prowadziłem,  bo już mam nieco siwych włosów, tylko są mniej widoczne, bo jestem z natury blondynem- stwierdził ze smętną miną prezes. Teresa uśmiechnęła  się  - Kazik też już ma kilka siwych włosów, na lewej skroni, policzyłam je,  jest ich aż piętnaście - powiedziała. I zapewniam pana, że większości kobiet siwe włosy partnera  nie przeszkadzają, jeżeli kobiety wiedzą i  czują, że  są przez  niego kochane.  A naszemu synkowi wcale nie przeszkadzają siwe włosy mego taty, kocha go tak  samo jak Kazika i często zasypiał u niego na rękach tak samo jak u Kazika czy u  mnie. Teraz już jest za ciężki by go trzymać na rękach i już albo sam zasypia  albo gdy go któreś z nas  głaszcze po główce - uświadomiła prezesa Teresa. On już jest dość mądrutki  i podobnie jak my oboje nie  reaguje na zegarek a tylko na to co  czuje i z tego powodu u nas  nie ma stałej godziny  kładzenia go na drzemkę - to wszystko zależy w dużej  mierze od  tego jak on danego  dnia się czuje, z kolei jego samopoczucie w dużym  stopniu zależy od pogody. To wielce "barometryczne" dziecko. I już  teraz  wiem, że w przedszkolu mogą być kłopoty z tym spaniem w  dzień.

Oj, coś mi się wydaje, że będę musiał prosić panią o przeszkolenie mojej żony w temacie wychowywania dziecka. Bo wasz  synuś jest super ułożony i grzeczny.  Teresa uśmiechnęła  się - wychowując dziecko trzeba pamiętać, że to taki sam  człowiek jak  my i  gdy jest  maleńki ma prawo inaczej wszystko odczuwać niż my,  dorośli, którzy do swoich odczuć dodajemy swoje dotychczasowe  doświadczenie i rozum. Na pewno większość z nas nie reaguje tak bardzo na ciśnienie atmosferyczne i potrafi zasnąć z tak zwanego rozsądku. A maleństwa są bardzo podatne na czynniki zewnętrzne. Nie  musimy wrzeszczeć ani kląć by dziecko odczuło nasz niepokój, zdenerwowanie.

Kazik, a kim jest facet, któremu by się przydało to duże mieszkanie gdzieś w pobliżu was? To były szef jednostki, w której uczyłem  się pilotażu i  z którą miałem  sporo do czynienia. Ja już teraz nie latam, uziemił mnie fakt posiadania cudownej kobiety i cudownego dziecka. Teraz robię doktorat i co najwyżej siedzę w symulatorze. Ale myślenie o doktoracie jest tak samo wyczerpujące jak pilotowanie, tylko  brak w tym euforii. Oooo, zdziwił się prezes - nie wiedziałem, że potrafisz latać.

No popatrz- śmiał się Kazik - nigdzie o tym nie pisali! Mało kto z moich  znajomych wie, że ukończyłem kurs pilotażu nie tylko szybowcowy. Bo ja jestem po prostu konstruktorem, nigdy zawodowo nie pilotowałem samolotu. I wszystkie moje sukcesy zawodowe są związane  z konstrukcjami a nie z lataniem samolotem w tę i z powrotem.  Może, gdybym był bardzo bogatym facetem i nie  mieszkał  w Polsce to kupiłbym  sobie jakąś małą  awionetkę i latał zamiast jeździć. Ale wątpię, czy bym kupił. Dla mnie awionetka to jak motocykl, a bardzo nie lubię motocykli. 

Podzielam twoją niechęć do motocykli - stwierdził prezes. Nie jestem fanem tych pojazdów- dla mnie to takie kuszenie  losu- może jeszcze tym razem uda  się bez  szwanku dojechać do celu- bo w razie kraksy to żaden kask ani kombinezon nie ochroni przez przeprowadzką w zaświaty. W ten  sposób straciłem jednego dobrego kolegę. W pół roku po zakupie super drogiego, wypasionego motoru osierocił dwoje dzieci i żonę. I jeszcze musiała  spłacać raty za ten jego motor. Słuchaj Kazik, a może byście wpadli z małym  do nas? 

Kazik  skrzywił  się - on jeszcze jest  za mały by  z nim chodzić gdzieś w gości. To raczej wy możecie do nas wpaść. My z nim to nawet do  mojego brata nie  chodzimy. A kiedy się u was pojawi dziecko?  Nie mam pojęcia - mówię oczekujemy,  a my dopiero oczekujemy, że Lilka wreszcie zajdzie. No tak,  znamy ten  ból. Przestańcie przede  wszystkim tak wyczekiwać bo życie  przewrotne  jest - im się człowiek  bardziej  spręża tym gorzej  mu to wychodzi. Porozmawiaj z  żoną co będzie jeśli się nie uda  wam zmajstrować  dziecka. A długo już "majstrujecie"? Bo wiesz jak  jest - dopiero po dwóch latach włącza  się do tego medycyna. Kazik wyciągnął swój telefon i powiedział - masz tu numer do naszego magika od  tych spraw. I niech sobie twoja pani przypomni jak to wyglądało w jej rodzinie w kwestii potomstwa- to ważne, bo wiele problemów jest dziedzicznych. Możesz się oczywiście powołać na  nas, na pewno nas  dobrze pamięta. To bardzo dobry specjalista  a poza tym serdeczny facet. A ile wiosenek ma twoja  żona? Ona ma już chyba 35 skończone, ale jak twierdzi, to nigdy nie była  w ciąży. No a badania   przed  tym staraniem się o baby robiliście?  A to trzeba robić?- zdziwił się prezes. No może nie  zawsze to jest konieczne, ale dobrze jest wiedzieć, że oboje jesteście zdrowi i nie przekażecie  dziecku jakichś  wad.  My  wpierw robiliśmy,  potem  Krystian z żoną też robili wpierw  wszystkie badania i wyszło w nich, że ona ma pewne niedobory hormonalne i  była dość krótko leczona. No patrz - zdenerwował się prezes- jakoś nie  wpadłem na to. Dobrze, że mi o  tym powiedziałeś.  No tak, jak  się człowiek w różnych układach  raczej wystrzegał ciąży, to  mu się  zdaje, że za każdym  razem  jest nieoczekiwana wpadka. To daj mi namiary i na lekarza dla  mnie- poprosił. No przecież ci dałem - będziecie oboje u jednego lekarza. O cholercia,  człowiek stary się robi a głupi niczym małolat. Aż mi  wstyd. Kazik poklepał go po ramieniu- nie martw  się- nie jesteś pierwszy ani ostatni w takiej sytuacji. W Polsce o pewnych sprawach nie mówi  się jawnie.

                                                                c.d.n.