czwartek, 15 czerwca 2023

Lek na wszystko?-138

 Tata, gdy dotarł dwoma autobusami do Krisa, zatelefonował od  razu do Tesi z  wiadomością, że kolację zje z Krisem,  a potem Kris go odwiezie,  bowiem umówił  się z Aliną, że będzie nocował  u niej i zostanie w  ciągu  dnia z Tadziem, gdy Alina pójdzie  na psychoterapię. Nie ma pilnych  spraw, więc odwiezie Alinę do Instytutu, podjedzie z Tadziem do Parku Wilanowskiego, tam pospacerują i potem odbiorą Alinę z Instytutu. Tesia po wysłuchaniu tej  wiadomości powiedziała  do Kazika - twój brat chyba nieco normalnieje. Nie  dość, że zgodził  się, żeby razem z Aliną i pomocą psychoterapeuty przepracować to co narozrabiał to jeszcze sam bohatersko pojedzie   z dzieckiem do parku. Może  pracuje na jakąś odznakę, np. "wzorowego rodzica". Kazik  roześmiał się - przeceniasz go, on po prostu zorientował  się, że rozwód, po jego dobrym roku finansowym, będzie go za dużo kosztował.  On umie liczyć.

Masz o nim jeszcze  gorsze  zdanie niż ja - stwierdziła Teresa. Pewnie  dlatego, że go dłużej i bliżej  znam niż ty. Uprzedź Alinę, by pod  żadnym pozorem nie udostępniła  mu tego zaświadczenia  lekarskiego. To dobry haczyk na niego. To zaświadczenie jest u nas  w domu- powiedziała Teresa. Alinka jest z tak zwanego gatunku "cwana gapa" i łepetyna jej całkiem dobrze funkcjonuje. I prędzej mu nakłamie, że to już podarła, niż powie, że zdeponowała to u nas. A to bardzo dobrze i niech tak zostanie- pochwalił Alinę Kazik. Tata też nie wie, że to jest u nas, tak samo jak nie wie, że Alina przerzuciła do nas to wszystko co zostało po pracowni jubilerskiej jej ojca. A jej ojciec gdy się zorientował, że się nie wyciągnie z choroby to zamienił gotówkę na złoto, bo to jednak nadal cenny kruszec, bo nie tylko w jubilerstwie jest potrzebny, w technice też. 

Alina  chciała mi koniecznie dać kilka pierścionków w prezencie i  z trudem jej wytłumaczyłam, że ja jedyne złoto, które noszę to jest mój znak zodiaku, to wariatka przetopiła je u znajomego jubilera na płytkę i dała ją do ocechowania i płytka leży u mnie z wygrawerowaną literą T. Z tym, że na mój gust to ta płytka musiała być z większej ilości złota niż z kilku pierścionków. Trzymam to wszystko w skrytce  bankowej, do której masz upoważnienie. Kazik zaczął się  śmiać - no ale ty to masz przynajmniej pewność, że nie ożeniłem  się z tobą dlatego boś zasobna. Dla mnie to ty jesteś największym skarbem. Mój ojciec to ładował pieniądze  w  działki budowlane i z ich sprzedaży mieliśmy obaj mieszkania, bo jednak  ziemia szła  w cenę. A i tak musiałem jeszcze  trochę dorobić do nich, bo chciałem większe mieszkanie niż dwa pokoje  z kuchnią.

Około dwudziestej pierwszej wrócił tata. Dobra była  kolacja?- zapytała Teresa. Bo u nas jest kasza  gryczana z mięsem.  Nie, nie  dziękuję, kolacja  była rodem z barku Europejskiego, czyli odsmażone pierogi z mięsem. Po raz pierwszy się dowiedziałem, że dorosły facet może  zostać zgwałcony przez  kobietę. Może raczej sprowokowany przez kobietę? - Kazik usiłował doprecyzować sytuację.  Kilka go zgwałciło?  on sierotek był jeden i horda bab? Bo słyszałem kiedyś, że panie więźniarki, które pracowały w którejś z polskich kopalń zgwałciły któregoś z pracowników kopalni, no ale ich było kilkanaście a on jeden.Doprowadziły go do stanu gotowości i taśmą lub  sznurkiem zablokowały odpływ krwi. Uratowano faceta, ale miał po tym problemy   zdrowotne. Nie bardzo wyobrażam  sobie gwałt w sytuacji jeden na jeden. Na  moje oko bliższa życiu jest  sytuacja, że to mężczyzna przymusza kobietę lub przymuszony facet  nie jest, ze względów technicznych zdolny do odbycia  stosunku. Jednak do tego trzeba choć trochę chcieć. Tata uśmiechnął się - nie  dopytywałem się, chciał się wygadać, no to  się wygadał. Z grubsza  to podobno wyglądało tak,  że wypił na pusty żołądek dwie  wódki za czyjeś tam  zdrowie,  a był samochodem i koleżanka,  która  mieszka  blisko zaproponowała , by wpadł do niej, wypił kawę i trochę odespał. A gdy się ocknął to ona  zabawiała  się w amazonkę. Kazik i Teresa  zaczęli chichotać a Teresa powiedziała do Kazika - fenomen z Krisa- może powinien taki wyczyn  zgłosić do księgi rekordów. Ciekawe ile on ma przygotowanych  wersji tego wydarzenia. Alina słyszała od niego podobną wersję, ale przyznał się jej, że wylądował w łóżku tej babki, o gwałcie na jego osobie nie było mowy.  A na moje oko to polazł do jakiejś agencji towarzyskiej i sobie  ulżył. Namnożyło  się  tych nielegalnych burdelików, na naszym osiedlu też była taka atrakcja , ale już ją  zlikwidowali, bo sąsiedzi donieśli na policję, że ciągle przyłażą na klatkę schodową jacyś obcy faceci.  

Jedyne w co mogę uwierzyć to fakt, że być może wypił jakiś alkohol  i nie chciał po nim  prowadzić samochodu. No ale to mógł, do ciężkiej  cholery, zamówić  sobie taxi,  albo do mnie  zatelefonować, to bym do niego pojechał i go przywiózł- powiedział ze  złością Kazik. Nie byłbym szczęśliwy, ale jednak bym mu pomógł w takiej  sytuacji.

Ciekawa jestem co on powie na psychoterapii? Przecież jak puści tekst, że został w czasie  snu zgwałcony to ludzie padną ze śmiechu. Doradziłam Alinie tę psychoterapię, bo to głównie jej pomoże, ale po tym co teraz  usłyszałam to jakoś nie dostrzegam szans  na utrzymanie tego związku. No ale może się mylę. Najlepsze  w tym wszystkim jest  to, że on cały  czas twierdzi, że bardzo kocha Alinę i Tadzia i że nie wyobraża  sobie życia bez nich. Gdyby to nie byłoby takie  smutne to byłoby zabawne.

Odniosłem  wrażenie, że on jest jednak mocno sam sobą zniesmaczony, ale nie jestem w stanie wydedukować czy ta "przygoda" czegoś go nauczy - powiedział tata. I szalenie mi  żal Alinki, bo ona go naprawdę kocha.  No to się pewnie odkocha jak jej jeszcze raz  czymś podpadnie- bo mu się tak  zbiera, ale  w pewnej  chwili  Alina  się ocknie i go wygoni - powiedziała Teresa.  Ona jednak pomału wraca do takiej Aliny, którą była  kiedyś. Nie idzie  to szybko, ale jednak idzie  do przodu.

Aż żałuję, że to wszystko się wydarzyło teraz,  kiedy już rodzice  nie żyją - wiecznie  słyszałem, że muszę mu ustępować bo maleńki, potem pieli z zachwytu jaki to on nadzwyczajnie  zdolny no i tatusia  zachwyt, że studiuje prawo i tak świetnie mu to idzie. Ciekawe co by teraz  ojciec  powiedział -zastanawiał  się Kazik.  

Mogę ci powiedzieć - powiedziałby, że to wszystko wina Aliny bo za mało się starała. Twój ojciec z jakiegoś  powodu nie lubił  młodych kobiet, nie lubił dorastających  dziewcząt - powiedziała Teresa. To wiem z tak  zwanego podsłuchu, gdy nasze mamy rozmawiały. Ja nie za bardzo lubiłam twego ojca, mamę to lubiłam - miała poczucie  humoru i takie  ciepło w  sobie.

Teoretycznie życie w domu Aliny i Krisa  wróciło do normy. Terapia nie podobała  się  ani Krisowi  ani Alinie, Alina z niej zrezygnowała  po jednym  spotkaniu- stwierdziła, że więcej jej  daje  rozmowa o tym co  się  wydarzyło ze swoim psychoterapeutą. Kris po trzech spotkaniach zrezygnował. 

Krisowi nie podobało się, że Alina razem z Teresą jeździ na basen i to w towarzystwie Kazika i Pawła.  Alina powiedziała o tym Teresie, Teresa Kazikowi i któregoś dnia Kazik przyszedł do Krisa i powiedział- jeśli ci się nie podoba , że jeździmy w czwórkę na basen, to nie widzę problemu w tym, żebyś ty też jeździł - dobrze by ci zrobiło nieco wysiłku fizycznego,  a ten rodzaj wysiłku jest bardzo równomierny nie można  się tu przetrenować. Naszym żonom  bardzo  dobrze  robi to chodzenie na  basen, nie rozumiem  czego się czepiasz. Tym bardziej, że z dziećmi nie ty zostajesz  w domu a tata i Jacek.  

Nie podoba  mi się, bo się  wszystko odbywa  bez mojej zgody- warknął Kris. Kazik spojrzał na niego i powiedział - sugerujesz, że Alina powinna się była ciebie, który się  łajdaczyłeś z jakąś dziwką, pytać o  zgodę? Ty chyba  zupełnie ogłupiałeś! Uważaj, żebyś potem nie płakał gdy  ona cię jednak  wykopie i wystąpi o rozwód a do sprawy twojej zdrady doda, że ją tyranizujesz i zabraniasz  chodzenia na  basen. Ocknij się, idź do psychologa, bo chyba nie bardzo  wiesz na jakim świecie  żyjesz.  Jak ci  się nie podoba, to co robi Alina, to masz drugie mieszkanie, wyprowadź  się tam i nie  zatruwaj kobiecie życia  swoim głupim gadaniem. 

Nie pouczaj mnie, co mam robić- wrzasnął Kris. Ja cię nie pouczam. Nie bardzo mogę  zrozumieć co cię napadło. Pojedź z nami na basen, może ci  się spodoba. Żebym  się utopił? Nie pływam  dobrze. No to się przy nas  nauczysz, to basen rehabilitacyjny, możesz na początek pływać z deską, nie będziesz jedynym tak pływającym. Wydoroślej Kris,  tatusia  już nie ma, żeby cię pogłaskał po główce i pochwalił  jaki jesteś zdolny , mądry i ładny.

I jest coś, co ci powinienem powiedzieć - jeśli jesteś  tak  samo miły dla  swoich kolegów jak dla mnie, Aliny, Teresy, to możesz  się pożegnać z myślą, że utworzysz  z kimś spółkę. Wszyscy cię uważają za wielce  zarozumiałego bubka i nikt raczej z tobą  spółki nie podpisze. Masz zbyt rozbuchane  ego jak mi powiedział któryś z twoich  kolegów po fachu. Weź to pod uwagę, bo nie jest  wykluczone, że my wyemigrujemy  a koledzy  się na ciebie wypną. I szanuj Alinę,  bo tak naprawdę to powinna cię kopnąć w zadek i poszukać  sobie innego faceta. I przerażenie  mnie ogarnia, gdy sobie pomyślę, że  Tadzik  może  sporo cech po tobie odziedziczyć. Jeśli chcesz z nami jechać na basen to się dogadaj  z Pawłem w kwestii transportu, bo przez ten zamontowany  fotelik dziecięcy nie ma jak jechać w piątkę naszym wozem,  a nie będę go co tydzień demontował, zwłaszcza, że na montaż  dają gwarancję gdy montują  fachowcy,  a gdy ja  zamontuję to nie ma  gwarancji. Teraz   jeździmy jednym samochodem.

A dokąd byście  wyemigrowali? Do Niemiec, już tam na  mnie czekają. W Berlinie? Nie, nie  w Berlinie. Chciałbym żeby pojechali  z nami  tata, Jacek i Paweł. I pewnie  się to uda. Paweł ma dobry  zawód. To nie będziesz pracował z Kurtem?  Nie, Kurt ma  dobrą pracę w Berlinie  a ja dostałem propozycję gdzie indziej, w sympatyczniejszych  klimatycznie  rejonach, bardziej południowo-zachodnich.  Ja ci kiedyś już mówiłem, że w Niemczech jest sporo Polaków i dwujęzyczni  prawnicy zawsze znajdą pracę. I nie ukrywałem przed  tobą, że  zamierzam  stąd wyjechać,  ale ciebie to nie interesowało. A jesteśmy w Unii i możemy się bez problemu osiedlać w każdym kraju unijnym. Wystarczy mieć mieszkanie wynajęte lub  własne i zameldowanie. A co z tymi mieszkaniami  w Warszawie? Albo  sprzedamy albo pójdą pod  wynajem. A tam kupisz mieszkanie? Nie wiem jak będzie tam, ale mam mieszkanie w Berlinie, jeszcze je spłacam.  Kupiłeś tam mieszkanie? Tak, dobrze  zarabiałem, nie wydawałem na  dziewczyny i dostałem kredyt, sporo wpłaciłem gotówką, resztę spłacam. Cwany jesteś. Nie ma  w tym żadnego cwaniactwa, bardzo ciężko i uczciwie pracowałem, dostawałem dobre wynagrodzenie i nie wydawałem na głupstwa. Poza  tym tu też dobrze  zarabiałem i miałem patenty i dostawałem z tego powodu pieniądze. Nie  wiedziałem - stwierdził Kris. No to teraz  wiesz.

                                                                            c.d.n.

środa, 14 czerwca 2023

Lek na wszystko?- 137

 Na basen Alina i Teresa jeździły dwa razy  w tygodniu, w poniedziałki i piątki. Podstawowy skład obstawy to był Kazik i Paweł.  Dziewczyny  zauważyły szybko,  że basenowe  życie  towarzyskie kwitło- najczęściej po przepłynięciu kilku basenów grupka  znajomych udawała  się  do  jacuzzi, gdzie  tkwili godzinami i jak powiedziała Teresa aż dziw, że się w tak ciepłej wodzie  nie rozpuścili. Zaraz pierwszego wieczoru, po powrocie do domu  Teresa powiedziała przy kolacji do taty: bałabym  się puszczać Zika  samego na ten  basen, bo męska część pływających jest w bardzo marnym  stanie  fizycznym - średnia  wieku to  faceci bliżej  sześćdziesiątki,  a do tego z 90% z nich z zaawansowaną ciążą pokarmową, o którą  bardzo dbają, bo zaraz po basenie  pędzą do barku i zakupują  ciastka, pochłaniają je a potem  siedzą w ciepłym jacuzzi. My z Aliną na tle tego basenowego towarzystwa to niemal jak małolaty wyglądamy.  A na  Kazika i Pawła to stałe  bywalczynie  rzucają  głodne spojrzenia, więc  gdy wychodzimy  z basenu to zaraz robimy demonstrację z gatunku "on jest mój". 

Na Jacka i ciebie tato, gdy jesteście  w stroju plażowym to miło popatrzeć, bo macie nienaganne  figury, zero ciąży pokarmowej.  A co to jest ta  ciąża pokarmowa?-zapytał tata. Nooo, zapasione brzuszysko sterczące nad gatkami. Aż dziw  bierze, że nie gubią tych gaci w  wodzie. Alina podejrzewa, że może  mają je przyklejone, ale ja podejrzewam, że po prostu kupują o numer  za małe i jak z trudem  w nie się wcisną to potem równie  trudno je  zdjąć. Najśmieszniej  to wyglądają z profilu, bo gatki  z tyłu sięgają do talii a z przodu jest wywalony brzuch. I bardzo się nam wszystkim podoba jedna pańcia, wielce zadbana, w dobrym gatunkowo kostiumie, która włazi do basenu w pełnym makijażu. Kosmetyki też ma  dobre  gatunkowo, zapewne wodoodporne. Jestem pełna podziwu, bo te wodoodporne to podobno niszczą  skórę. I babka ma chyba kilkanaście kostiumów, bo za każdym razem ma inny na  sobie. 

Jak wiem z podsłuchu, to większość tego towarzycha to stali bywalcy, przychodzą codziennie, to byli pacjenci, którzy byli tu leczeni. I pływanie jest dalszym, niezbędnym elementem utrzymania status quo po zabiegach. I większość z nich to kręgosłupowcy, więc dla nich pływanie to podstawa. Jak  się posłucha  w tej damskiej  łazience o tym jakie są schorzenia to się żyć odechciewa. I radość mnie rozpiera, że tylko nie jestem tak zgrabna jak przed urodzeniem Alka, ale na  szczęście  nie miałam żadnych urazów kręgosłupa. Bo nawet takie nie operacyjne urazy ciągną  się  za człowiekiem niczym spaliny za  samochodem. 

Kazik popatrzył na nią i powiedział - chyba  musisz iść na badania okulistyczne, bo cię wzrok okłamuje. Wyglądasz tak  samo jak przed urodzeniem Alka. I kocham każdy centymetr twego ciałka, więc  się przypadkiem nie  zacznij odchudzać. Nie umiem się odchudzać- stwierdziła Teresa- nie jestem w stanie zrezygnować z jedzenia czekolady, orzechów i różnych tuczących owoców, np. winogron, jabłek itp.

Kris, zgodnie z radą udzieloną mu przez Alinę, w największym pokoju swojego mieszkania urządził sobie biuro, o czym jej zaraz powiedział i prosił by zechciała je obejrzeć. Alina jednak nie miała  zamiaru obejrzeć biura i powiedziała - ty chyba nie za bardzo zrozumiałeś  co  ci    nie tak dawno powiedziałam - dla mnie już nie istniejesz jako obiekt mego zainteresowania. Stałeś się dla mnie zupełnie obcym człowiekiem. To nie ja zepsułam nasze małżeństwo tylko ty, pamiętaj o tym. Masz już gdzie  mieszkać i pracować, więc myślę, że możemy wybrać się razem do adwokata by się oficjalnie rozejść. On wie, że chcę rozwodu bo mnie  zdradziłeś, ale nie pokazałam mu dowodu, więc doceń to i nie stawaj okoniem, bo wtedy powiem wszystkim znajomym o twojej wpadce. Twoim zdaniem wszyscy zdradzają się wzajemnie, moim natomiast nie, jeśli łączy ich prawdziwe uczucie. 

Doceniam to, że zgodziłeś się na zamianę tych mieszkań - ja na pewno jeszcze bardzo długo będę chodziła na terapię i wizyty kontrolne, zapewne do końca życia. Nie będę ci robiła trudności w kontaktach z Tadziem, ale gdy ci się zamarzy by u ciebie nocował, to wtedy będziesz musiał mi przedstawić aktualne świadectwo zdrowia, czyli ujemne WR. Postaraj  się podejść do naszego rozwodu  zdroworozsądkowo a nie  emocjonalnie.  Po prostu zastanów  się nad  tym co zrobiłbyś gdybym  to ja przyniosła  ci jakąś chorobę weneryczną, skoro jak sam twierdzisz  wszyscy naokoło się zdradzają.

Jesteś nadal przystojnym facetem, umiesz nieźle uwodzić kobiety, możesz po rozwodzie ożenić  się po raz drugi, założyć drugą rodzinę. Być może, że i ja znajdę jakiegoś odpowiedzialnego mężczyznę, który pokocha  nie tylko mnie  ale i Alka i wtedy wyjdę  drugi raz  za mąż. Na razie rozejrzę  się za jakąś pracą, bo moja dawna  firma już nie istnieje. Gdy będę wiedziała, że będę  zatrudniona to oddam Tadzia do tego żłobka na osiedlu, a gdy skończy trzy lata to pójdzie do przedszkola, które jest w tym samym budynku.

Mam wrażenie, że ty już masz kogoś - stwierdził Kris. Tak, mam, Tadzia. I mam nadzieję, że wychowam go tak, by nigdy nie  zdradził kobiety, której mówił, że ją kocha. Pomyśl Kris o jakiejś terapii dla siebie, bo sobie też  zrobiłeś krzywdę tą zdradą. I używaj zabezpieczeń , bo często te ładne, urodziwe opakowania  są nosicielkami  przeróżnych chorób. Poza tym powinniśmy chyba omówić kwestię finansów nim się urzędowo rozejdziemy. 

Nie ma problemu- stwierdził Kris - mam do ciebie pełne  zaufanie, bierz nadal pieniądze z mojego konta, wiem, że nie wydajesz pieniędzy na głupoty, mam przecież do wglądu na co wydajesz pieniądze, bo zawsze płacisz kartą, a gotówki pobierasz bardzo mało. I wiedz, że nie przestałem  cię kochać i będę robił wszystko żeby cię odzyskać. Alina uśmiechnęła się - myślę, że nie ma takiej opcji w najbliższym czasie. Nadal przychodzi mi z trudem rozmowa z tobą, to nadal mnie  boli, bo naprawdę cię kochałam. Podeptałeś to wszystko bez minuty zastanowienia. Nas, w sensie ty i ja już nie ma i nie będzie. Taka jest prawda.

Po wyjściu Krisa Alina długo płakała. Gdy zatelefonowała  do niej Teresa, Alina w skrócie jej opowiedziała o ich rozmowie. Słuchaj Alisiu - tak jak  ci mówiłam- nic a nic  ci nie doradzę w tej sprawie. To wszystko wymaga czasu, a nie  zawsze pierwszy odruch w tej sytuacji jest najlepszy. Być może oboje musicie jeszcze nie jeden raz o tym porozmawiać. To nie pożar w mieszkaniu, że trzeba chwycić dokumenty, pieniądze i kosztowności, jeśli się je posiada i zmykać co sił w nogach. Macie dziecko, coś bardzo, bardzo wspólnego. Wiem, że Kris dzwonił do mego taty i prosił o spotkanie i tata, bo jest jednak niespotykanie dobrym  człowiekiem, będzie u Krisa dziś około 17,00, w tamtą stronę pojedzie  sam, Kazik go odbierze, gdy skończą rozmowę. Kazik się do tego nie  miesza, bo jak powiedział to mógłby zbyt mocno Krisa uszkodzić. A gdy będziesz na swojej terapii to porozmawiaj o tym z tym terapeutą, bo jestem pewna, że on ci pozwoli lepiej zrozumieć twoje własne uczucia, które teraz masz wobec Krisa. Bo ja, podobnie jak Kazik, najchętniej bym Krisa zatłukła z zimną krwią.  

Znam kilka  małżeństw, które już miały  się  rozwieść, "publiczność", czyli znajomi popierali to rozwiązanie jako logiczne, a jednak do rozwodu  nie  doszło, a po tym extra zawirowaniu wszystko się w  związku wyprostowało i jak to bywa- żyli dalej razem  długo i  szczęśliwie.  Może dobrze  wam zrobi, gdy jakiś czas pomieszkacie osobno, może Krisa  zmieni fakt, że mając tam swoje  biuro będzie więcej przebywał poza  domem i będzie tęsknił do waszej obecności? Nie wiem,  za mało znam Krisa i nie  zamierzam go bliżej poznawać. Kris już jest z tego pokolenia,  w którym seks przestał być tabu i przestawał być wyrazem uczuć - fizjologia i nic  więcej. Teraz to jest nagminna sytuacja, dziewczyny u mnie  w pracy miewały niemal tylu krótkotrwałych partnerów ile miały palców u rąk i nóg. Jedynym liczącym  się kryterium była uroda  faceta i to,  czy miały z nim orgazm czy też nie. Mało tego - intelekt faceta, wierność to były dla  nich sprawy drugo- lub nawet trzeciorzędne.

A nas obie nasze  mamy wychowały na swój wzór i podobieństwo i myśmy to skonsumowały. Teraz, będąc z Kazikiem wiem, że nawet gdyby mnie tak Robercik spektakularnie  nie  zdradził to i tak by się  ten związek  rozpadł.  Bo tak naprawdę to wyjście za Roberta było moją nieuświadomioną  wówczas zemstą na Kaziku  za to, że mnie, młodszej od  siebie o 10 lat nie brał pod  uwagę jako partnerki. Patrz Alisiu- Kazik i ja kochaliśmy  się, ale wcale sobie  tego bardzo długo nie uświadamialiśmy, bo wszystko to co nas  łączyło nazywaliśmy z pełnym przekonaniem tylko przyjaźnią. I dopiero noc w Baligrodzie, którą Kazik przegadał z panem Henrykiem uświadomiła jemu, że mnie kocha i że ta nasza cała przyjaźń to po prostu i  zwyczajnie miłość. I od tamtej pory tak bardzo polubiliśmy Bieszczady. A jakim  cudem on nas wtedy dowiózł bez wypadku do Warszawy to do  dziś oboje  nie wiemy. Spał zaledwie dwie lub trzy godziny.

A może byście  się razem z Krisem wybrali na jakąś terapię, ten twój terapeuta może zna kogoś  dobrego w te klocki? Naprawdę, porozmawiaj  z nim o tym, tym bardziej, że na pewno każde zawirowanie  w twoim życiu ma  jakiś wpływ na twoją dwubiegunówkę,  nawet gdy cały czas bierzesz regularnie lek.

Szkoda, że ty nie jesteś psychoterapeutką - stwierdziła Alina. Ale jako psychoterapeutka  na pewno nie mogłabym bezstronnie udzielać rad  swoim przyjaciołom, bo zawsze miałabym spojrzenie przez  pryzmat tego co mnie z przyjaciółmi łączy. A psychoterapeuta musi być całkowicie  bezstronny, nie  związany uczuciowo z obiektem, któremu udziela porad. A ja jestem  wszak emocjonalnie  związana i z tobą i z Krisem.  I nie dlatego, że jakoś Krisa  szczególnie lubię, on mnie szalenie  często denerwuje, ale jest bratem Kazika,  który też względem Krisa ma  mieszane uczucia. I właśnie dlatego ci mówię, że nie umiem ci nic mądrze doradzić i wysyłam do psychoterapeuty.

Ktoś mi dzwoni domofonem, zadzwonię później- powiedziała Alina i przerwała  rozmowę. Tym kimś był Kris, który zostawił  w pokoju aktówkę,  w której miał kilka potrzebnych  mu dokumentów oraz klucze od obydwu mieszkań. Dobrze, że  się zorientowałem w połowie  drogi i że ty jesteś jeszcze  w domu, bo miałaś wyjść- powiedział.

No miałam,  ale zatelefonowała Tesia i  chwilę rozmawiałyśmy. Kris, jeśli naprawdę mnie kochasz, to idźmy razem na psychoterapię. Nie jesteśmy jedynymi ludźmi, którym  się taka rzecz przydarzyła, a psychoterapia na pewno nam pomoże  przeanalizować nasze uczucia  względem siebie  wzajemnie. Zapytam się tego swojego psychoterapeuty czy zna kogoś, kto mógłby nam pomóc. Zróbmy to dla dziecka,  mniejsza o nas.

Czuję w tym inicjatywę Teresy - powiedział Kris. Zołza z niej okropna, ale mądra baba. Już raz nam bardzo pomogła. W tym samym stopniu ją podziwiam jak i jej chwilami nie  znoszę. Dobrze, nie jestem entuzjastą psychoterapii, ale się godzę, właśnie z uwagi na Tadzia. I dlatego, że cię kocham. Nie chcę rozwodu. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie i Tadzia. Umówiłem się dziś z ojcem Tesi, u mnie. On jest o wiele bardziej wyrozumiały niż Tesia lub Kazik. 

Nie doceniasz Tesi, ona wcale a wcale nie namawia mnie na rozwód i masz rację, podpowiada psychoterapię, żebyśmy oboje znaleźli przyczynę tego co się stało, bo jak zawsze mówi, to nie ma dymu bez ognia, tylko czasem bardzo trudno znaleźć przyczynę, nie powód. Bo powód to tylko wyzwalacz, a gdzieś  tkwi przyczyna.  Tesia  jest dla mnie niczym matka, ale o tyle lepsza, że nie ukrywa  przede mną prawdy. Dzięki niej funkcjonuję  i nie dopada mnie dwubiegunówka. I już nie  czuję się napiętnowana tym, że mi grozi gdy przestanę brać lek, bo wiem, że nie przestanę. Muszę go brać, bo Tadziś musi  mieć zrównoważoną mamę a nie rozchwianą  emocjonalnie.

A pozwolisz, że będę dziś  spał tu, a nie na  Żoliborzu? No przecież jesteś tu zameldowany. No to do wieczora.  Po wyjściu  Krisa Alina zatelefonowała do Teresy i powiedziała, że to Kris się wrócił.

                                                                           c.d.n.


wtorek, 13 czerwca 2023

Lek na wszystko? -136

 Przed wyjazdem do Niemiec Teresa zrobiła  dla  Alka specjalny kalendarz. Na  każdy dzień ich nieobecności przypadał inny zwierzak, im było bliżej powrotu rodziców tym zwierzę było mniejsze, na dzień powrotu wybrała  fotkę  wiewiórki.

Stuttgart podobał  się Teresie. W 83 roku nowej ery w tym  miejscu została założona przez Rzymian osada. Podobał  się ten teren Rzymianom, bowiem klimat był łagodny a ziemia urodzajna. Do dziś w granicach  miasta znajdują się....winnice. Podczas II wojny światowej od 1940 roku do 19.IV.45r. miasto przeżyło 53 naloty i było ogromnie  zniszczone, ale- jak mówiła Teresa do męża- sami chcieli, więc mi ich  nie żal. 

Podobał się Teresie Schlossplatz  z największym  pałacem Neues Schloss, który został wzorowany na Pałacu Wersalskim.  Zwiedzanie pałacu jest co prawda ograniczone, bowiem urzędują tam przedstawiciele  rządowych instytucji,  ale wcale ten fakt  nie  zmartwił Teresy. Z przyjemnością  natomiast  zwiedziła   dwa  samochodowe Muzea -  Mercedesa  i Porsche  i obejrzała 160 pojazdów.  Obejrzała również Chiński Ogród, nieduży , ale z ładnymi chińskimi zabudowaniami, mostkami i jeszcze  bez  wspaniałej  roślinności z uwagi na porę  roku.  W Stuttgarcie co roku odbywa  się festiwal wina Weindorf. Wjechała też na  wieżę telewizyjną, która jest pierwszą na świecie  wieżą wybudowaną z żelbetu.  Na  szczycie wieży jest restauracja a ceny bardzo "wysokogórskie", jako że  wieża ma  wysokość 216,6m ale widoki , jak stwierdziła Teresa- warte grzechu. Na tej wieży była aż dwa razy - raz sama a potem razem z Kazikiem i owym Hansem i tym razem zjedli tam "lekką kolację za  ciężkie pieniądze". Jedzenie  było  bardzo smaczne a ponadto  b. ładnie podane, a nocny Stuttgart też  się Teresie podobał. Hans nieco operował angielskim, więc  jakoś się udało Teresie zamienić z nim kilka zdań. 

Na drugą w mieście  wieżę widokową nie poszła, bowiem wymagało to pieszej wycieczki po dziwnych  wiszących  schodach pnących  się  spiralnie  w górę. Obejrzała te schody na folderze i powiedziała - jeszcze  długo nie,  a potem  wcale. Ja tu przyjechałam odpocząć a nie męczyć  się.  Codziennie pisała sms-y  do obu dziadków i raz rozmawiała z tatą i Alkiem. Jak się potem dowiedziała, to po zakończeniu rozmowy Alek cmoknął komórkę, żeby całusek do mamy i taty poleciał.

Przed odlotem Kazik powiedział - jeżeli się przeprowadzimy to właśnie do Stuttgartu.  Jest  tu dla  mnie  dobra  praca. W przeddzień odlotu pojechali jeszcze nad Jezioro Bodeńskie i do Konstancji i była to bardzo ładna  wycieczka.

Tym razem na lotnisku w Warszawie czekali na nich obaj dziadkowie z Alkiem. Alek zawisnął wpierw  na  szyi taty, potem przyciągnął do siebie  głowę mamy i z dziesięć  minut przytulał oboje do siebie.

W samochodzie doniósł, że codziennie był grzeczny, że się ani razu nie wywalił na rowerku, że ciocia Ala przychodziła z Tadziem codziennie i wujek Paweł też przychodził po pracy do nich. I że winda jedna była zepsuta, a  druga dobrze jeździła, a dziś obie jeżdżą.  A dziadek Tadek spał na łóżku taty i przyniósł swoją pościel ze swojego pokoju a pościel taty przełożył na mamy stronę. A dziadek Jacek raz  spał u nich, bo dziadkowie oglądali razem mecz. Poza tym ocenił, że Tadziś jest marnym budowlańcem i jego domy zaraz  się rozsypują, bo Tadziś nie potrafi dobrze łączyć klocków Lego. Kazik od razu powiedział  dziecku, że gdy on był taki malutki jak teraz Tadziś to też niezbyt dobrze  łączył klocki ze sobą i też było sporo katastrof budowlanych. Teresa  zaśmiewała  się niemal do łez i powiedziała do taty- rośnie nam  agent 07, wszystko  zauważy, nic się przed jego okiem i uchem  nie ukryje.

W domu, gdy dziecko poszło do  swych porannych obowiązków, czyli sprawdzić, czy  wszystkie  zwierzątka  są  zdrowe, dziadkowie  nie mogli  wręcz przestać chwalić Alka, jakie  z niego rozumne i grzeczne  dziecko. Obaj też zauważyli, że kontakt obu malców dobrze im obu robi, bo Alek uczy  się, że trzeba  młodszemu pomagać, a młodszy  z wielką  chęcią  wzoruje  się na  starszym. Alina też pomału dochodzi do siebie. A gdy  szła na terapię to  odważyła  się zostawić dziecko pod opieką dziadków. I -jak powiedział  Jacek- chyba była nieco rozczarowana faktem, że mały wcale nie płakał gdy jej nie było w pobliżu. Kris jeszcze nadal  mieszka z Aliną i nawet raz  się pytał dziadków, czy  nie trzeba  im  czegoś np. kupić, lub  w czymś pomóc.  Alina raz rozmawiała  bardzo długo i poważnie z tatą i stwierdziła, że niestety nie jest  w stanie wybaczyć Krisowi tej  zdrady i czuje  do niego wręcz  wstręt, unika nawet podawania  mu ręki. I bardzo  wątpi w to, że czas  leczy wszystkie rany.  A Tadziś już  wybrał sobie  "męski wzorzec" i jest pełen uwielbienia  dla.... Pawła. A Paweł z tego powodu dumny i blady i  cały w skowronkach i powiedział Jackowi, że chętnie by Krisowi nieco zdewastował jego urodę, bo miał kretyn obok siebie piękną kobietę,  super dziecko i taką podłość im  odstawił.

Teresa  zatelefonowała  do Aliny i zapytała  się,  czemu nie przychodzi. No bo uznałam, że jesteście po podróży i pewnie  chcecie się nacieszyć dzieckiem i domem- padła odpowiedź. No to zbieraj  się do kupy i przychodź, już  się nacieszyliśmy, wypijemy w twoim towarzystwie kawę. W nagrodę dostaniesz  coś ładnego na lato. A za co ta  nagroda?- zdziwiła  się Alina. No za to, że jesteś. Nie zagaduj tylko przychodź.

Tadziś, gdy  tylko przekroczył próg  mieszkania podreptał szybciutko do obu dziadków by dać im  buziaczka, potem się zreflektował, że jeszcze jest ciocia Tesia i ten drugi, tak podobny do jego taty i też dał buziaczka, a potem razem z Alkiem poszli się bawić klockami. 

Teresa zaciągnęła Alinę do sypialni i powiedziała- rozbieraj  się, mam nadzieję, że trafiłam z rozmiarem i podała jej jednoczęściowy kostium  na  basen. Wymyśliłam, że teraz, skoro dzieci już mamy nieomal duże możemy sobie z raz  w tygodniu pojechać  na basen do Konstancina- to jeden z nielicznych, bezpiecznych pod  względem  czystości  basenów w Warszawie. Będziemy tam  sobie jeździły po południu, bo rano to są w nim  zabiegi rehabilitacyjne. Alina obejrzała kostium i powiedziała- no  chyba mnie nie   doceniłaś rozmiarowo. Załóż, a potem ponarzekasz- rozkazała  Teresa. Okazało się, że jednak rozmiar dobry, a kostiumy świetnie wymodelowały obu paniom  sylwetkę. Chodź, idziemy  się pokazać  dziadkom,  niech mają jakąś frajdę. Oni to potrafią docenić nasze  wdzięki. 

Gdy weszły do  pokoju obu dziadkom i Kazikowi oczy nieco wyszły z orbit a Kazik powiedział - nigdzie sama w tym kostiumie nie pójdziesz, bo zaraz będzie  się snuł za tobą  sznur facetów.  No sama nie pójdę, pójdę z Aliną, będziemy jeździły do Konstancina ze dwa razy w tygodniu, wieczorem.  Bo w dzień to on nie jest dostępny dla publiki. Będziecie jeździły z obstawą- powiedział Kazik. Namówię Pawła i będziemy jeździć razem z wami. Ja też mogę robić za ochroniarza - zauważył Jacek. Możemy obaj z Tadeuszem z nimi jeździć. Tiaa, w starym  piecu diabeł pali- mruknął Kazik. Wiesz przecież, że nie wyrywam cudzych żon- stwierdził Jacek. Ale  dziękuję, że doceniasz  moje możliwości w tej  dziedzinie. 

Alina i Teresa wymaszerowały  z pokoju, w którym zaległa nagle głucha  cisza. Obie postały  chwilę przed  dużym lustrem w przedpokoju i  stwierdziły, że jeszcze  całkiem dobrze  wyglądają, bo te kostiumy  wyraźnie modelują sylwetkę. Kurczę- chyba sobie sprawię jakiś gorset - wyszeptała Teresa. Od razu wyglądam po ludzku. Muszę pogadać z Sophie, żeby mi kupiła jakiś gorset. Podeślę jej swoje  zdjęcie w tym kostiumie. I jak znam życie to zaraz  się u siebie rozejrzy za czymś takim. Ona wszak po trzech ciążach. Jak chcesz to i dla ciebie  zamówię. Od razu  mi lepiej gdy widzę  się w tym kostiumie. Chyba próżne  ze mnie babsko. A myślałam,  że skoro ledwo było tę ciążę widać to mi się  figura  nie popsuła. Naiwność i to bezgraniczna! I fajnie, że Zik zazdrosny, nie będę musiała  sama ślepić wieczorem  za kierownicą. Nie lubię jeździć wieczorami, rażą  mnie  światła innych samochodów, a kawałek będziemy miały szosą, bez latarń. Będziemy jeździły na osiemnastą, żeby  dzieciaki potem ułożyć do łóżek najpóźniej o dwudziestej pierwszej. Wtedy przynajmniej  nie będą nas budziły bladym świtem.  Chłopakom też  dobrze  zrobi jak trochę popływają  z nami w basenie. A idzie  w stronę lata, to i  dzień  będzie  coraz  dłuższy.  

Wiesz, bardzo  mi się podobał Stuttgart. Klimatycznie  dużo lepszy niż Berlin lub  Warszawa.  I być może tam się osiedlimy jeśli wyemigrujemy. Byłam nad Jeziorem Bodeńskim, pięknie tam jest  a Konstancja też jest bardzo pięknym miastem. W ogóle jest kilka pięknych  miejsc na świecie w które chciałabym pojechać. I zapewne na chceniu się  skończy. Ja to  się chyba nie nadaję  za bardzo do małżeństwa i macierzyństwa. Pieprzysz głupoty - stwierdziła Alina. Nadajesz się i do małżeństwa i do macierzyństwa. Jakoś to wszystko ogarniasz i to funkcjonuje. 

Gdy was nie było rozmawiałam dość długo z twoim tatą. Niczego mi nie doradzał, niczego nie sugerował. Po prostu dał mi się spokojnie wygadać. On też  nie rozumie Krisa. Jest bardzo zdziwiony jego postępowaniem. Teraz  Kris  się stara, jest milutki i wciąż ględzi jaki jest nieszczęśliwy z tego powodu, że chcę rozwodu. I jakoś nie dociera  do niego, że on po prostu mnie  zawiódł. I bez problemu odbyło się  to podpisanie umowy i zamiana  mieszkania. Facet pod koniec  miesiąca  się wyprowadzi, znalazł sobie mieszkanie na Wilczej, dwa pokoje z kuchnią, ale metrażowo prawie takie jak tamte  trzy pokoje. A mieszkać będzie  wszak w  centrum i jak stwierdził to do pracy będzie mógł chodzić piechotą. Na  Żoliborzu  miał przed oknami zieleń, tu ma dookoła domy. Kris  usiłuje  mnie przekonać, że bardzo mnie nadal kocha, że kocha  dziecko, ale jakoś nie mogę w to uwierzyć. Skarżył się na ciebie, bo nie chciałaś go wysłuchać i byłaś niemiła. Pozuje na  biedne, skrzywdzone niewiniątko. 

No fakt- powiedziała Teresa-powiedziałam mu, że mnie nie obchodzi dlaczego wylądował w łóżku innej kobiety i żeby mi nie opowiadał o swym życiu intymnym, bo  zwymiotuję. I że taki ojciec jak on to żadnemu dziecku  nie jest potrzebny. I że to co ty postanowisz w żadnej mierze nie  zależy ode mnie. A tata wszystko słyszał, bo nie  zaprosiłam Krisa  do pokoju, tylko przetrzymałam go w przedpokoju. Nazwał mnie  wredną, więc  się  zgodziłam, że jestem  wredna, a każda  wredna  może sporo namieszać. No i się wyniósł. A tata potem wyszedł ze  swego pokoju i powiedział, że takiej to on mnie nie znał dotąd. Ale  chyba  nie był mną za bardzo  rozczarowany.No i Kris się pytał z którym prawnikiem  się kontaktowałaś, więc powiedziałam, że nie wiem, ale jest w Warszawie ze dwudziestu dobrych w te klocki, których on  zna i oni znają jego.

On teraz podobno dopilnowuje odnawiania tego mieszkania - w każdym razie rano wybywa  z domu i bardzo późno wraca. I wcale a wcale mnie  już nie obchodzi gdzie on jest i co robi. No i jest podobno w trakcie leczenia. Ciekawe ile zdążył zarazić.

Kazik mówił, że zawsze za Krisem ciągnęły  się stada dziewczyn, bo fakt, że ładny z niego chłopak, a do tego zawsze  szarmancki, zapraszał na kolacyjki w dobre miejsca, kupował kwiatki. Ja to nawet  sporo kwiatków od niego dostałam. Kazik tylko się śmiał. Prawdę mówiąc, to bardzo mnie  zaskoczył i zadziwił tą zdradą. A już to jak  się zachowywał w Bieszczadach to mnie  zupełnie  zadziwiło. Tak sobie  wtedy pomyślałam, że powinien pójść na jakąś terapię, bo gryzie go coś, z czym  nie może sobie poradzić. A on pewnie zaczął jakiś podbój i nie mógł go dokończyć bo go wywieźliśmy w Bieszczady -zaśmiała  się Teresa. A przed nami zgrywał nieszczęśnika, któremu kancelaria nie  chciała wypalić. Kancelaria- ładne imię dla dziewczyny.

                                                            c.d.n.


poniedziałek, 12 czerwca 2023

Lek na wszystko?- 135

 W kilka  dni później, przed południem wpadł do Teresy  Kris. Przyszedł ją, najmądrzejszą,  prosić, by wytłumaczyła Alinie, że rozwód nie jest najlepszym  rozwiązaniem, że przecież  dziecko potrzebuje również ojca, że on kocha  Alinę, że po prostu był na popijawie i potem chciał otrzeźwieć i pojechał do znajomej i "tak jakoś, nawet nie bardzo wie kiedy znalazł się w jej łóżku i...stało się."

Teresa patrzyła na  niego z odrazą i w końcu powiedziała - nie interesuje  mnie dlaczego wskoczyłeś do łóżka innej kobiety- nie opowiadaj  mi o swoim życiu intymnym, bo za moment zwymiotuję,  a bardzo tego nie lubię.  Będąc na miejscu Aliny to bym nawet  jednego  dnia nie była z tobą w jednym mieszkaniu po tym co jej  zrobiłeś. A takiego ojca, który ma takie "przygody" jak  twoja, to żadnemu dziecku nie potrzeba.  Jesteś zwykłym nadętym bubkiem przekonanym, że jesteś najprzystojniejszy, najmilszy, najmądrzejszy a wszyscy inni ci do pięt nie dorastają.

Skup się lepiej na  tym byście  się rozeszli bezproblemowo, byś miał jakiś kontakt z Tadzisiem i zamień się z Aliną na mieszkanie-  ona nie ma już rodziny, ma tylko mnie i  moją rodzinę. Ty nie masz bladego pojęcia jak bardzo zawiodłeś jej  zaufanie, jak ogromnie ją  zraniłeś. Weź pod uwagę fakt, że stąd to ona  nawet spacerkiem  może dojść do Instytutu, a to co jej zrobiłeś musi jakoś odreagować na terapii i nie  dlatego, że ma  dwubiegunówkę- taka sprawa każdego by rozstroiła.  I wiesz, nie za bardzo ci wierzę, że dopiero teraz zdradziłeś Alinę, według mnie zrobiłeś  to kolejny raz. Jesteś po prostu podłym gnojkiem.

A teraz idź już nim przyjdzie mi na myśl jakby ci w  życiu zaszkodzić. Bo Alina to moja przyjaciółka a ja mam zwyczaj  chronić  swoich przyjaciół. Jesteś bardzo niemiła - stwierdził Kris. A jest jakiś powód bym miała być dla ciebie miła?  Sam do tego doprowadziłeś.  A kogo ona  wybrała z adwokatów?  Nie  wiem, ale jest w Warszawie ze dwudziestu świetnych w takich sprawach i zapewne każdego z nich znasz i oni ciebie.

Jesteś wredna, wiesz? Wiem - i bardzo się z tego cieszę. I pomyśl sobie ile mogę namieszać w związku z tym. I właściwie może powinnam, bo te  wredne tak mają. Kris ruszył do drzwi wyjściowych - no to w takim razie do zobaczenia- powiedział. Cześć- wypluła z siebie Teresa zamykając za nim drzwi.

Z pokoju wyszedł tata  mówiąc - takiej to cię jeszcze  nie  znałem, nawet go do pokoju nie  zaprosiłaś. A po co go miałam do pokoju zapraszać? żeby  mi zaczął wciskać kit jaki to był niedopieszczony , niedoceniony, zagłodzony itp. przez Alinę?  Przecież ja na nim  suchej nitki nie  zostawię, bo będę świadkiem Aliny. Tatku, w tym małżeństwie już od  dawna nie było dobrze. Alina wreszcie na oczy przejrzała, bo wiecznie  się jej czepiał. On nikogo nie kocha  oprócz  siebie. Widziałeś chyba  w Bieszczadach jak mało go obchodził Tadziś. Tam nigdy nie było tak jak u nas, że dziecko mogło w  każdej chwili wejść ojcu na kolana, lub  się pobawić z ojcem. Przecież on  nawet do Tadzia prawie  wcale  nie mówił i jeszcze  wyśmiewał Alinę, że ona wciąż  do niego zagaduje.  Jacek powiedział, że on też może świadkować Alinie i też na Krisie suchej  nitki nie  zostawi. Nie da  się ukryć, że w Bieszczadach to Kris sam  sobie  wystawił kiepściunią  wizytówkę. On sobie jeszcze  nie  zdaje  sprawy z tego,  z kim zadarł. Kazik też nie będzie zeznawał na jego korzyść. Więzy krwi to nie  wszystko.  I przypomniało mi  się,  jak Kris ostro potępiał Roberta, że nie dość, że mnie  zdradził to jeszcze  dał  się sfotografować. Ale mi nie podrzucił, na  szczęście, żadnego  choróbska. 

Tato, czy naprawdę większość facetów  zdradza  swe żony? Myślę, że nie, ale nie wiem tego na pewno - odpowiedział tata. Mogę ci tylko powiedzieć, że nigdy nie zdradziłem twojej mamy. Czasem nie mogliśmy się dogadać, bo każde z nas co innego wyniosło z domu, ale kochałem twoją mamę i nie interesowałem  się innymi kobietami. Może dlatego, że dla mnie seks był dopełnieniem związku, wynikał z łączącego nas uczucia a nie był czymś oderwanym od  uczuć. A dla wielu osób płci obojga seks jest  oderwany od uczuć, jest tylko i wyłącznie sprawą  fizjologii a nie umysłu i uczuć.

Jest mi ogromnie przykro, że Kris ma takie podejście  do całej  sprawy. W pewnym  sensie zawiodłem  się na nim. On faktycznie na tym wyjeździe w Bieszczady pokazał wszystkie  swe złe strony. Jacek też to widział i podziwiał Alinę, że to znosi. Mam wrażenie, że Kris  wcale  nie chciał jechać  w Bieszczady, choć wtedy nie  miał żadnych pilnych spraw zawodowych. Rozmawiałem z nim wtedy o tej jego spółce, tłumaczyłem jak komu mądremu, żeby wpierw popracował jakiś czas u kogoś w takiej kancelarii i wtedy by zobaczył z bliska jak to wygląda, ale patrzył na mnie jak na idiotę. On ma o  sobie  bardzo wysokie mniemanie. I przez to jeszcze nie jeden raz przeżyje rozczarowanie.  A Kazik to niemal jego przeciwieństwo pod  tym względem. Popatrz - rodzeni bracia, a tak różni.

Teresa  roześmiała  się - Kazik twierdzi, że Kris wdał się w tatę, a on w mamę. Zresztą nie tak dawno o tym rozmawialiśmy i okazało się, że Kazik uwielbiał mamę, bo jak mówił  można było z nią konie kraść, a ja z kolei uważałam, że  z tobą mogę  konie kraść, a z mamą to się  średnio dogadywałam. I nadal  cię tato ogromnie  kocham a Kazik i Alek tak  samo. Ma moje  dziecko dwa super  wzorce do naśladowania. Nie da  się ukryć, że Kazik jest naprawdę super ojcem- zawsze go podziwiam, choćby tylko  za to, że jest zawsze dla Alka dostępny i był nawet wtedy gdy pisał pracę- powiedział tata. Bardzo  się córeczko dobraliście. I jestem  szczęśliwy, że mieszkam z wami. A Kazik to poza  tobą świata nie  widzi - każda propozycja wspólnego spędzenia czasu jest zawsze opatrzona zastrzeżeniem, że będzie tak, jeśli ty się zgodzisz, jeśli ty będziesz  chciała, ewentualnie opatrzone "pieczątką" Tesia tak lubi. I zawsze mnie to w jakiś sposób wzrusza i zachwyca. Za jakiś kwadrans pewnie przyjdzie Jacek i chyba pewnie wyjdziemy na trochę na spacer z Alkiem. Chodniki suche to może niech dziś pojeździ trochę na rowerze.  Alina też z nami pójdzie? Raczej  nie bo ona ma  dziś chyba kontrolę lekarską, tak zwany "bilans". Zważą, zmierzą, wyczeka się w poczekalni i najlepsza  część dnia na  spacer przeminie na takiej  rozrywce. Jak pójdziecie na spacer to ja w tym czasie wyskoczę na  zakupy- zrobię wszystko na osiedlu. Obliczyłam, że to co zaoszczędzę na cenie to wydam na paliwo i parking, więc mogę tu wszystko kupić. Przyprowadź Jacka po spacerze do nas - zrobię dziś na lunch naleśniki- część z soczewicą, żeby był odżywiony nasz mózg a część na słodko z truskawkami polanymi czekoladą. Alek je uwielbia, Jacek też, ale  wstydzi się do tego głośno przyznać. A na obiad machnę dziś mielone, które przyniosę z  zapasowej lodówki. To są eksperymentalne, bez bułki w środku, z marchewką zmieloną  razem z mięsem. Zik mi mruczy w kieszeni- Teresa wyjęła komórkę i powiedziała - moje szczęście będzie za kwadrans w domu bo się stęsknił i popracuje w domu. Brzmi ciekawie - podsumował z uśmiechem tata. Też tak uważam.  W tej chwili zachrobotał klucz w  zamku- to przyszedł Jacek, więc Teresa  zajęła  się ubieraniem Alka na spacer.

Kazik rzeczywiście  za kwadrans był  w domu - zjawił się  w kilka minut po wyjściu z mieszkania  dziadków z Alkiem. Jesteś sama? to cudownie - będę  się mógł trochę utulić z tobą. Jakoś mi trudno być tak długo bez  ciebie w  zasięgu ręki. W przyszłym tygodniu polecimy ty i ja, do Stuttgartu, hotel już zamówiłem,  bilety też. Alek zostanie z dziadkami. Będzie ci się Stuttgart podobał, miasto jest ładne. Już powiedziałem  Hansowi, że będę z żoną, która nie kuma  po niemiecku.  Kurt też pewnie będzie. Chyba nie  znam tego Hansa - stwierdziła Teresa. No nie,  ale to równy facet a ciebie  zna ze  zdjęcia. Wylecimy w poniedziałek rano, wrócimy w piątek przed południem. Ojej,  jak mi źle  się siedzi poza  domem! Szalenie  lubię  nasz dom, brak mi twojej i Alka obecności.  

Oj, rozbisurmaniłeś  się Kotku! -stwierdziła  ze śmiechem Teresa. Ale muszę teraz szybciutko zrobić lunch dla chłopaków  gdy wrócą ze spaceru. Miałam też w tym czasie zrobić zakupy.  To ja ci pomogę  zrobić lunch, a co zaplanowałaś? Naleśniki z  soczewicą czerwoną i naleśniki z truskawkami polane czekoladą. A   na obiado-kolację muszę przynieść z drugiego  mieszkania zamrożone kotlety mielone. 

To zróbmy szybko te naleśniki, zostawimy je im na  stole, potrafią  wszak je odgrzać, a potem pójdziemy razem na  zakupy, potem wpadniemy do drugiego mieszkania, wsadzimy do lodówki i  zamrażarki nowy towar , pobroimy trochę i zabierzemy część zaopatrzenia do domu. Bo przecież trzeba już tamte mrożonki tu przerzucić. No dobrze, zgodziła  się Teresa szykując ciasto na  naleśniki.

Smażyli na  dwie patelnie, na trzecim palniku gotowała się obłuskana soczewica.  Cała akcja "naleśniki" trwała  zaledwie pół godziny, Teresa  zostawiła tacie kartkę, że jadą jeszcze na zakupy i że "gdy wrócą to będą" i wtedy ona  naszykuje obiado-kolację. Zakupy zrobili  na Ursynowie, zabrało im  to niewiele  czasu, bo z reguły o tej porze  nie było wielu klientów.  Teresa się śmiała, że robili zakupy na  zasadzie "co w oko  wpadnie", przy  okazji trafili na jakiś "festiwal" suszonych owoców i zakupili ich  spore ilości. Niestety  nie były tanie, ale Kazik zdecydował, że należy je kupić, bo to w końcu bardzo  zdrowa przekąska, można je  jeść  w tej postaci  a i do  ciasta i deserów  się nadadzą. W drodze powrotnej znów  wpadli do drugiego mieszkania, popakowali wszystko w pojemniki już oznakowane naklejkami, w termo torbę  wzięli to co mieli zabrać na najbliższe 3 dni i już "nie  brojąc"  pojechali do domu. Alek powitał ich oboje jak bohaterów, którzy  wrócili z  wyprawy na biegun północny, pochwalił się, że miał na rowerku wywrotkę, ale  się nie potłukł, tylko ubrudził spodnie od  kombinezonu.  A jakim cudem ty się wywróciłeś? - dopytywała  się Teresa. Krajędzi nie zauważyłem - powiedział Alek. Czego? Krawężnika przy trawniku nie  zauważył - wyjaśnił Jacek- bo się oglądał za jakimś psem.  Kazik zrobił marsową minę- to mam nadzieję, że gdy następny raz będziesz na  rowerku to już zapamiętasz, że w czasie jazdy nie wolno  się oglądać do tyłu. A na pewno nic cię po tej wywrotce nie boli? Nie trzeba nic rozmasować albo ucałować?- zapytała Teresa. Pokaż to kolano - muszę je  zobaczyć. Oględziny wypadły dobrze, a Teresa jeszcze  dodatkowo pouciskała całą nóżkę obserwując jego buźkę czy się  mały nie skrzywi z bólu.

Wieczorem do Teresy zadzwoniła Alina mówiąc, że Kris był z nią u notariusza  i podpisali umowę zamiany mieszkań - on został właścicielem mieszkania żoliborskiego, ona natomiast tego. I powiedział, że podpisał tę zamianę  głównie dlatego, że ją kocha. I zaproponował, że się tam jak najszybciej przeprowadzi i prosi Alinę by jeszcze nie  składała pozwu rozwodowego i spróbowała  mu jednak wybaczyć, bo czas leczy wszystkie rany. On gdy  się przeprowadzi oczywiście będzie  codziennie ją i  dziecko odwiedzał. No i co mu odpowiedziałaś? Że może odwiedzać jeśli przyniesie certyfikat z aktualnym ujemnym wynikiem WR. Powiedział, że jest w trakcie leczenia. Ale rzecz  w tym, że ja  wcale nie mam  zamiaru mu tego wybaczyć- stwierdziła Alina.  Rozumiem  cię, ale ja ci nic w tym temacie   nie doradzę, nie umiem być w tej sytuacji bezstronna. Może faktycznie pozostaw to czasowi, ale  chyba nie  dłużej niż na trzy  miesiące.  Przez ten  czas przeanalizujesz swe uczucia. Teraz jest jeszcze  chyba  zbyt wcześnie na analizę. Za wiele żalu. Alisiu, w przyszłym tygodniu mnie i Kazika  nie będzie w Polsce, bierze mnie  ze sobą do Niemiec. Alka zostawię z dwoma  dziadkami, bo na pewno wtedy Jacek będzie  tu mieszkał, żeby się Alek czuł bezpieczniej. On już ich  obu traktuje tak  samo, jakby  obaj byli autentyczną jego rodziną.

                                                                 c.d.n.



niedziela, 11 czerwca 2023

Lek na wszystko - 134

 Alina po kilku przepłakanych dniach poprosiła Kazika, by wpadł do nich po południu gdy już będzie po pracy i po obiedzie, bo ona  chce porozmawiać z Krisem o rozwodzie, a boi się jego reakcji, bo on gdy wpada w złość bywa bardzo niemiły.  Poza  tym uprzedzając go o tym, że chce  rozwodu może mu obiecać, że nie zgłosi w pozwie prawdziwej przyczyny rozwodu, bo zawsze jest szansa, że któryś   z kolegów dotrze do powodu wniesienia  pozwu i na pewno nie  zjedna to Krisowi poklasku. No i w  zamian za podanie innego powodu zaproponuje  mu, żeby się  zamienił z nią oficjalnie na  mieszkania, tam też  są trzy pokoje i jest to stara, znana ludziom  dzielnica.  Kazik zaproponował, że owszem przyjdzie, ale nie sam ale ze swoim teściem. Bo jeśli będzie sam to ma podejrzenie, że skończy się to awanturą. Poza tym Kris darzy tatę dużym szacunkiem, więc tak będzie  zdecydowanie lepiej. Alina  zgodziła  się bez problemu na takie rozwiązanie. 

I tym sposobem w pewien czwartkowy czas pomiędzy obiadem a kolacją do mieszkania  Aliny i Krisa przyszli Kazik razem z tatą.  Drzwi otworzyła Alina, Kazik porozumiewawczo do niej  mrugnął i szarmancko zapytał się, czy nie przeszkadzają w  czymś. Do przedpokoju przytuptał mały Tadzio i uśmiechnął się do swego wujka tak bardzo podobnego do jego taty i wyciągnął rączki w  górę, co niechybnie oznaczało, że mały chce  się  znaleźć na rękach wujka. Kazik wziął małego na ręce, ucałował malca w czubek główki i oddał go Alinie mówiąc - wsadź go do kojca bo jeszcze go któryś z nas rozdepcze.  Alina kiwnęła głową i wstawiła małego do kojca pełnego zabawek. Z living roomu wyjrzał Kris i powiedział- za minutę będę, tylko dokończę jedno  zdanie. Ponieważ Alina poszła  do kuchni to Kazik z tatą poszli za nią, mówiąc, że z chęcią posiedzą tutaj  zamiast w pokoju. Kris rzeczywiście za kilka minut do  nich dołączył proponując  by przeszli do pokoju. Alina spojrzała  się na tatę, który powiedział - ta kuchnia jest taka ładna, że z chęcią tu posiedzę i spojrzał się wymownie na Alinę. Alina nabrała powietrza i powiedziała  - Kris, poprosiłam Kazika i tatę na świadków mojej z tobą rozmowy. Wiem, że mnie zdradziłeś, postarałeś  się nawet o to, bym miała tego namacalny dowód.  Kobieta , z którą mnie  zdradziłeś jest chora wenerycznie, zakaziła ciebie, a ty z kolei mnie. Poszperaj w  swej pamięci ile jeszcze kobiet zaraziłeś  oprócz mnie. I nie wypieraj  się, tu masz oświadczenie lekarza a w nim daty - wyniki mojej wizyty przed zakażeniem i datę, w której zauważyłam nieprawidłowości i wynik badania. Któraś z pań zakaziła  cię chlamydią. I w związku z tą sytuacją, oraz z faktem że cię coraz  mniej od roku obchodzę i dziecko też  cię mało interesuje, chcę podać sprawę do sądu i rozejść  się z tobą. Straciłam do ciebie kompletnie  zaufanie i  szacunek. Podeptałeś moje uczucia. Już rozmawiałam z adwokatem, mam teraz tylko złożyć pozew.

Kris wpatrywał się w zaświadczenie od lekarza i w końcu powiedział - to tylko kopia. Tak, masz rację, to tylko kopia, oryginał jest zabezpieczony u prawnika. Przemyślałaś to?- zapytał. Nie sądzisz, że jednak robisz głupstwo? Głupstwo to bym zrobiła gdybym wiedząc to wszystko została z tobą. Zrozum - ty mnie po prostu zawiodłeś na całej linii. Kris wzruszył ramionami- a nie jest to kolejny etap twojej choroby? Jesteś pewna tego co mówisz i co chcesz zrobić? Jestem pewna. I nie mam kolejnego etapu choroby, cały  czas biorę  lek i jestem pod  stałą opieką lekarską. Rozdzielność majątkową już mamy, widać, że teraz nadszedł czas, żebyśmy  się rozdzielili  i przestali być małżeństwem. 

Ty to jesteś jakaś rąbnięta  idealistka!  Każdy facet ma jakieś zdrady na  sumieniu!  Alina uśmiechnęła się leciutko. Rzecz w tym, że mnie  zupełnie nie interesuje co każdy inny facet ma na  sumieniu - interesuje  mnie tylko to co ty masz na sumieniu. A ja- powiedział Kris - zastanawiam  się czy ty aby jesteś odpowiednią osobą  by się opiekować naszym synem.   Miło, że się nad  tym zastanawiasz. Już rozmawiałam na ten temat w Instytucie - w razie potrzeby przedstawią sądowi opinię, która  się liczy dla sądu. 

Nie będzie  się liczyła dla sądu. Mylisz się, będzie, wystawi ją  biegły sądowy.  Zastanów  się Kris nad tym wszystkim spokojnie, bo nie wiem czy będziesz szanowany w  swoim środowisku gdy rozejdzie  się fama, że załapałeś  się na chorobę przenoszoną ewidentnie drogą płciową, a nie dlatego, że ktoś obok ciebie kichał lub kaszlał nie zasłaniając ręką ust i nosa. Grozisz mi? - wrzasnął Kris. Nie grożę  ci, ale mogę o tym napisać, ewentualnie  sądowi opowiedzieć i oczywiście przedstawić dowody. Bo to są dowody  nie mnie kompromitujące ale  ciebie. Ja jestem  w tym  wszystkim po prostu ofiarą twojej bezmyślności.  Możemy rozejść  się kulturalnie bez wyciągania niewygodnych dla ciebie szczegółów. Tak robią  wszyscy, którzy  wykonują  zawód, w którym liczy  się nienaganna opinia. 

I pewnie chcesz  za to bardzo wysokie  alimenty by móc utrzymać sobie panią Marię- mruknął Kris. No popatrz,  sama na to nie  wpadłam, że mogę za moje milczenie coś  chcieć, ale mi podpowiedziałeś. A więc dobrze - nie rozpowiem szczegółów, ale tylko wtedy, gdy się ze mną zamienisz na mieszkanie - ja bym została z Tadziem tutaj, a ty się przeprowadzisz na Żoliborz. Bo tu mam po prostu przyjaciół i znacznie bliżej do Instytutu niż z Żoliborza. Już dałam znać najemcy, że nie wiem, czy przedłużę  z nim umowę, już szuka  czegoś innego i bierze  się za odświeżenie mieszkania, co oczywiście przewiduje umowa, którą skorygowałam. Tam też są trzy pokoje, jeden swobodnie  możesz mieć na biuro, a Żoliborz jest dobrą  starą dzielnicą  miasta, bardziej znaną niż to nasze  zadupie.

Kris ze złością spojrzał na brata i tatę - wiedzieliście o tym?  O czym? -zapytał tata - o tym, że coś złapałeś? No właśnie się dowiedzieliśmy i ja osobiście jestem bardzo zaskoczony, że nie używasz żadnej ochrony, bo  miałem  cię za rozsądnego człowieka. Kazik roześmiał się głośno - tato, on i rozsądek to dwie  różne  sprawy nie mające ze  sobą nic wspólnego.

Mały zaczął nawoływać mamę, więc Alina poszła  do niego, po chwili wróciła trzymając go na  rękach. Tadzio, który już  się przyzwyczaił do widoku swego przyszywanego  dziadka wyciągnął do niego rączki i Alina posadziła go na kolanach  taty. Kazik spojrzał na  zegarek - no i uciekły mi 2 godziny. Wstał i powiedział do Krisa - masz mało czasu do namysłu co do warunków waszego rozwodu, bo pojutrze Alina idzie już do adwokata.  Ciekawe do kogo- wysapał zły jak szerszeń Kris.  Do bardzo dobrego adwokata. Jak wiesz adwokatów  w tym mieście  nie brak, chociaż brak jest chętnych do twojej wymarzonej kancelarii. Po twojej sprawie będzie ich zapewne jeszcze mniej i możesz mieć problemy nawet jako "wolny strzelec", jeśli się wyda twoja niefartowna wpadka. Przemyśl sobie  to wszystko. I uważaj na  wszystko co robisz i mówisz, żebyś  się później w  sądzie nie  musiał za wiele tłumaczyć. Obaj czule się pożegnali z Aliną i dzieckiem i opuścili mieszkanie Krisa. Gdy  szli do swojego  mieszkania Kazik się śmiał - jestem pewien, że teraz to ten baran jest przekonany, że ma w  mieszkaniu podsłuch i ukrytą kamerę.

W domu  zastali Jacka i Pawła. No i jak poszło? - zapytała Teresa. No chyba nieźle, ma chłopak nad czym pomyśleć. Przed  wyjściem  wpuściłem mu tekst, który może  sugerować, że ma w domu podsłuch i podgląd. Ten patafian stwierdził, że każdy facet  zdradza swoją kobietę i że Alina jest idealistką, bo każdy ma na sumieniu jakąś zdradę. I zaimponowała  mi Alina  swoim opanowaniem- powiedział Kazik. 
Ta Alinka to bardzo fajna babeczka - stwierdził Paweł.  

No pewnie, że fajna,  ja  się nie przyjaźnię z niefajnymi osobami, niezależnie od ich płci. A z Aliną  znamy się od I klasy liceum.  Ona się szalenie podobała Frankowi, tylko on  się jej nie podobał. Doszła  do smętnego wniosku, że ta afera z Krisem to kara  za to, że wybrała urodziwszego faceta. W pewnym  sensie ma rację. Pocieszyłam ją, że mnie też  się Franuś nigdy nie podobał, ale to naprawdę fajny i mądry facet.  Jacek śmiał się - moja  babcia zawsze mówiła, że "każda potwora  znajdzie  swego amatora" i że uroda ma tak naprawdę drugorzędne znaczenie, bo uroda z wiekiem przemija a wychodzą na wierzch cechy charakteru.

Mnie się od  zawsze podobał Kazik, chociaż Kris jest do niego bardzo podobny to mnie się on  nie podobał, a obaj byli starsi ode mnie. Ja to chyba jeszcze  na łożu śmierci będę wspominał gdy ta małolata wparowała do klubu studenckiego, odpicowana, umalowana, z dekoltem niemal do pasa z tyłu i do pół piersi z przodu i zaczęła z którymś z kolesi tańczyć rocka, demonstrując w każdym obrocie  swoje figi- powiedział Kazik.  Ze mną to tylko tanga namiętnie tańczyła. Teresa śmiała  się- starałam  się jak mogłam żeby mnie poderwał, a ten uważał mnie  wciąż za dziecko.  Chyba trzeba  by się do klubu wybrać na jakieś zawracanie  głowy nogami - stwierdziła Teresa. Byłoby fajnie gdyby i Alina  mogła pójść, ale teraz gdy rozwód wisi w powietrzu to raczej mało realne.

Myślisz, że  się jednak rozejdą?- spytał Jacek.  Jestem tego pewna, ten patafian ją ewidentnie  zdradził i ma dziewczyna  dowody  nie do obalenia. Ale już się pozbierała. Teraz rzecz idzie  tylko o to, żeby się z nią zamienił na  mieszkanie , by zamiast tu pozostać zamieszkał na Żoliborzu. I na moje oko to tak się stanie. Ona ma tylko nas, jej rodzice  nie żyją, jej ciotka, siostra jej ojca z nią nie  rozmawia, bo liczyła na  kawałek spadku, ale go nie  dostała, bo ojciec  Aliny przed śmiercią  przepisał dom na  swą żonę, bo mieli rozdzielność majątkową, a matka zrobiła  zapis testamentowy na swą jedyną  córkę. Alina  miała tego domu powyżej  dziurek w  nosie, ja rozgłosiłam rzecz w  swojej firmie i Franek  się napalił  na dom, bo jego ojciec był agronomem i marzył o  swoim kawałku ziemi. No i teraz i Franek i jego tata są zadowoleni. Alina za ten dom dostała część w gotówce i 3 pokoje  z kuchnią na Żoliborzu. Najlepsze jest to, że Kris, nie wiemy dlaczego, zrobił rozdzielność majątkową z okazji ślubu,  a  Alina sobie  założyła oddzielne konto, na które wpłaciła to co dostała gotówką za dom i na które nie  dała upoważnienia  Krisowi, a zyski z wynajmu poszły częściowo na to mieszkanie, w którym mieszkają teraz i jeszcze jakieś  grosze są na koncie.

Wieczorem, gdy już leżeli w łóżku Kazik powiedział - dobrze, że byłem  z tatą. Kris dzięki temu widzi, że Alina ma obrońców . Nawet  nie  wiesz, jak mi  wstyd za tego bałwana. Ale mu powiedziałem, że jak  się rozejdzie po sądzie  wiadomość, że miał taką wpadkę to nie  tylko nigdy  nie znajdzie  chętnych do swojej kancelarii ale może mieć nawet kłopoty i jako wolny strzelec. Oczywiście powiedział Alinie, że nie jest pewien, czy ona jest odpowiednią osobą do opieki nad  dzieckiem, a  Alina z pełnym  spokojem mu powiedziała, że już rozmawiała o  tym w Instytucie i będzie  miała oczywiście  opinię    fachowca w tej materii. Widziałem, że jej spokój i pewność  siebie go wyraźnie  wściekają. I taką miałem ochotę palnąć go w dziób, że nie masz pojęcia.  A Tadzio zażyczył sobie siedzieć na kolanach taty i panoszył  się tam jakby to był jego najprawdziwszy  w świecie dziadek.

                                                                                c.d.n.

sobota, 10 czerwca 2023

Lek na wszystko? - 133

 Piątek był bardzo pogodnym, niemal wiosennym dniem, co Teresa  skwitowała przypuszczeniem, że pogoda też  się  cieszy, że to już koniec tygodnia i że  się rozpoczyna weekend. Około godziny 10,00 rano wpadł niespodziewanie Jacek, który poinformował Kazika, że  pojadą do Instytutu razem, bo on też jest zaproszony na tę obronę. Do Komisji?-  zdziwił się Kazik. Nie, ale to przecież nieomal święto Instytutu i biorę w nim udział. 

Oj, to bardzo fajnie - stwierdziła Teresa. Chyba  miło jest  mieć  na  sali kogoś znajomego o kim  się  wie, że nam dobrze  życzy i jest właściwie  rodziną. No to i razem wrócicie  a ja przez ten  czas  wymodzę jakiś dobry obiad dla nas  wszystkich. Jacuniu, zawiadom też Pawła, że dziś jest obiad  u nas. Ja się tam  z nim  spotkam - stwierdził Jacek. Sala będzie na pewno pełna.  

No bez przesady, kilka osób to jeszcze nie pełna sala - stwierdził Kazik. No to cię uprzedzam, że sala będzie  pełna, opinia o twojej pracy już jest wydana, praca oceniona i będą same "tuzy" instytutu, czyli wszyscy, którzy coś znaczą  w Instytucie. A  Staszeczek nic  ci nie mówił? - spytał Jacek. Nie, powiedział tylko, że on  się  wszystkim zajmie. No i się zajął - stwierdził Jacek. 

Teresa zaczęła  się  śmiać, a  Kazik z ponurą miną powiedział - nie wiem co cię tak bawi. Teresa  spoważniała - głównie mnie bawi to, że twój dyrektor lepiej zna ciebie niż ty jego. Nic ci nie powiedział, bo wie, że jesteś w niedzisiejszy sposób skromnym facetem, a on jako dyrektor  tak ważnego instytutu musi dbać o jego renomę i na każdym kroku go reklamować. Pewnie jest to po to, by więcej dobrych, zdolnych inżynierów starało się iść w twoje ślady i doktoryzować  się. Sam wiesz jak bardzo jest ten trend popularny w Niemczech i jak wiele jest tam bardzo młodych ludzi, którzy zaraz po studiach na stopień magistra  podejmują  studia doktoranckie. To ,  że Stanisław sobie  zafundował młodą żonę to nie  dowód, że nie myśli o rozwoju i dobrej marce instytutu. Jeśli czujesz  się nieco podenerwowany zaparzę ci podwójną melisę, humor ci  się poprawi.

Słyszałem od Staszka, że napisałeś świetną pracę i że została świetnie doceniona. I że coś tam będzie opatentowane, więc nie  rozumiem, co cię przeraziło w tym, że będzie to upublicznione na terenie instytutu. Zero sensacji w tym  wszystkim. Sensacja by była gdybym przyprowadził na tę obronę Tesię i Alka i na dodatek wmówił wszystkim, że te rozwiązania wpadły ci do głowy dzięki Alkowi -zaśmiał się Jacek. Przecierasz Instytutowi ścieżkę by mógł "wypuszczać w świat" następnych doktorów. I żebyś nie  szukał po świecie  innego miejsca do życia.

Teresa przyniosła melisę lekko osłodzoną miodem dla Kazika i kawę dla reszty towarzystwa - była też kawa dla Alka i to nie  w kubku, ale w porcelanowej filiżance, co mały skwitował zachwytem. Jacek z Kazikiem  wyjechali z domu tak, by być tam na godzinę 13,30. Przed wyjściem z domu Kazik zamknął Teresę na długą  chwilę w ramionach i wyszeptał jej do ucha - przepraszam za ten atak niezrównoważenia.Wrócę z tarczą, nie na tarczy.  A głośno powiedział - chyba jednak kup w aptece tę melisę, najlepiej w dwóch postaciach. A co dziś dasz na obiad? Niespodziankę, ale na pewno z barszczem czerwonym do popitki.

W domu Teresa szykując wołowe zrazy zawijane, zupełnie  nieklasyczne bo z polędwicy wołowej, zastanawiała  się, czy aby nie powinna zaprosić na ten obiad również Krisa z rodziną. W końcu doszła do wniosku, że jednak  nie na dzisiejszy obiad i że wpierw omówi ten krok z Kazikiem. Bo to w końcu jego uroczystość, a Kazik lepiej zna Krisa niż ona i być może  taka uroczystość tylko wzbudzi w Krisie kolejny atak  zazdrości.  

Tata z Alkiem wybrali się do sklepu, w którym można było kupić zwierzątka do Alkowego ZOO, bo po rozmowie przeprowadzonej z dziadkiem Tadkiem Alek zgodził się, że niestety kozia nóżka nie da  się już przykleić. Tym razem ZOO powiększyło się  o dwa kangury i dwie zebry, a pani kangurzyca miała  w torbie dobrze przymocowane kangurzątko. Nie dokupili nowej kozy, bo jak stwierdził  dziadek Tadek ta też miała "kiepskie nóżki", które też mogą ulec złamaniu gdy będzie skakać.

Dokupili za to nieco "ogrodzeń" i po powrocie z zakupów powstawały nowe  zagrody. Pani ekspedientka  w sklepie nie mogła  się nadziwić,  że trzylatek tak dużo wie o zwierzętach.

O 16,30 wrócili do domu Kazik i Jacek, a w chwilę później dotarł Paweł, który też  był na tej obronie. Kazik powiedział, że było znośnie, Jacek z kolei stwierdził, że było bardzo dobrze i ciekawie i że Kazik wcale nie  miał tremy i nie  wiadomo po co w domu histeryzował. I że Kazik podkreślił, że dużo zasługi mają również pracownicy działu doświadczalnego, bo bez ich wkładu pracy niczego by nie  dokonał. Ponoć miał szczerą  chęć  powiedzieć, że cały czas czuł wsparcie swej żony, ale stwierdził, że to byłoby zbyt intymne wyznanie. Ale teraz, w rodzinnym gronie to mówi, że Tesia cały czas pomagała mu swą dobrocią i wyrozumiałością i zwolnieniem go z niemal wszystkich  domowych obowiązków. A przecież był to "szmat czasu" i trud prowadzenia  domu Tesia dzieliła  z tatą i ich przyjaciółmi. 

Gdy już byli sami, w  stałym zestawie domowym, Teresa powiedziała Kazikowi, że nie zaprosiła na ten obiad Krisa z rodziną  celowo, bo....i tu opowiedziała jak się ostatnio Kris popisał. Kazik był nieco wstrząśnięty. Dopytywał się jak to wszystko zniosła Alina i bardzo cieszył się, że ona nadal jest pod opieką terapeuty.  Gdybym wiedział, że to coś pomoże, to bym go zwyczajnie sprał, ale nie jestem o tym przekonany. Niektórym nic nie pomoże na zwykłą podłość. Bo jeżeli mu miłość do Aliny wygasła to powinien od niej odejść wyjaśniając jej wpierw to  wszystko a nie zdradzać a na dodatek z jakąś cichodajką.  Bardzo dobrze zrobiłaś, że nie zaprosiłaś ich dziś na obiad. I dobrze, że włączysz Alinę i małego do spacerów z dziadkami. Wstyd  mi za Krisa i bardzo  mi przykro, że to spotkało Alinę. On już w Bieszczadach  dziwnie się zachowywał. Ale zwalałem to na  karb tego, że mu idzie opornie to   założenie spółki z kolegami. Gdy się rozwodziłem z Anką to miałem takiego starego prawnika, nie wiem nawet  czy pamiętasz.  

Nie, nie pamiętam. Alina dała mi na przechowanie wszystkie swoje dokumenty i to co zostało po jej ojcu, bo stwierdziła, że  całkowicie straciła do Krisa  zaufanie. Ona chce mu zaproponować by on  wziął dla siebie tamto jej mieszkanie na Żoliborzu a ona by została tutaj, blisko nas.  Rozśmieszyła  mnie w pewnej chwili, bo powiedziała, że Kris to pewnie kara  boska za to, że się jej Franek bardzo nie podobał w sensie urody, że chciała  ładniejszego no to ma teraz  ładniejszego. Powiedziałam jej, że mnie też  się Franek z urody nigdy nie podobał, ale tak naprawdę to jest fajnym, porządnym facetem  i bardzo  go lubię, bo ma dobrze  wszystko poukładane  w głowie. Poza tym Alina już rozmawiała z tym adwokatem co mnie rozwodził i on jej powiedział, że ta spółka  Krisowi nigdy nie wypali, bo nikt  sobie  nie wyobraża sytuacji, by on stał na jej czele.  Dziwię się tylko, że nikt mu tego  w oczy nie powie.  I Kris nawet nie podejrzewa, że to Alina wystąpi o rozwód. Ona twierdzi, że już od blisko roku nie  ma w Krisie żadnego wsparcia. Zresztą ja ci kiedyś mówiłam, że gówniarz nawet nie  zauważył, że z psychiką Aliny jest znacznie lepiej. On poza  sobą samym  to świata nie widzi.

Bo moim  zdaniem to wszyscy prawnicy są  dziwni -nigdy nie mówią prawdy  w oczy - stwierdził Kazik. Zawsze się usłyszy  od  nich zapewnienia  w rodzaju, że coś jest możliwe i to nawet  wtedy gdy ty sama wiesz, że to jest tak naprawdę niemożliwe.  Bardzo nie lubię rozmów z prawnikami, są mało konkretni, a gdyby ktoś nie  nadesłał tych zdjęć Roberta to pewnie do dziś byście  się  przepychali w  sądzie.  Powiedziałem ci, że Krystian  to wykapany ojciec. Nasz ojciec też się kiedyś zbiesił i zaczął romansować z  jakąś panienką, ale miał pecha, bo ktoś ze  wspólnych  znajomych ich przyuważył na molo w Sopocie, gdy byliśmy na wczasach w Jastarni. Ale to był facet bardziej  chyba przyjazny mamie niż tacie, bo do nich podszedł i nadał tekst, że ma  sprawę do mojej mamy i zapytał się  gdzie ona jest razem z dziećmi. A ojciec potem miał pretensję do mamy, że ma takich  debilnych przyjaciół, więc  się dowiedział, że to on jest debilem, że mając dwoje dzieci podrywa jakieś siksy i migdali  się z nimi na molo w Sopocie. Przez miesiąc rozmawiali ze sobą przez nas, nie odzywali się do siebie bezpośrednio. 

No to Kris jest większym pechowcem- roześmiała  się Teresa- załapał coś. Obydwie jesteśmy ciekawe czy się zorientował czy  nie. Alina powiedziała, że jeśli mu się przypomni, że ma żonę i zacznie  się do niej przymilać to ona  wtedy zażąda od niego wyniku badania WR . I pokaże mu swój wynik i kopię zaświadczenia lekarskiego, że teraz już jest czysta. A oryginały są u mnie. On nie ma pojęcia z kim zadarł, bo jako świadek na pewno go nie oszczędzę.

W sobotni ranek Alina nadesłała Kazikowi gratulacje a gdy zdziwiony dopytywał się Teresy skąd Alina o tym  wie, bo przecież wieczorem nie rozmawiały  ze sobą, ta tylko westchnęła- znów mnie nie doceniasz. Napisałam jej tylko sms o treści: yes, yes, yes!!!  Kris nie wie, że  wczoraj broniłeś, zakazałam Alinie mówić mu o  tym, żeby nie miał  biedaczek kolejnego ataku  zazdrości. 

Gdy przebudził się Alek, zaraz  zaczęły  się rodzinne miziania,   całowania i śmieszki, potem dziecię przyniosło nowych lokatorów swego ZOO. Na koniec  się Kazik dowiedział, że : "ta pani w sklepie powiedziała, że jestem duży i mądry". No to sam się ubieraj, skoro jesteś już taki duży i mądry - zarządził Kazik. I dziecko całkiem nieźle  sobie poradziło z ubieraniem, chociaż nieco długo to trwało. Przy śniadaniu Teresa wciąż  się przypatrywała Kazikowi, aż w końcu zapytał  się czemu ona tak intensywnie wpatruje się w niego, więc powiedziała - szukam jakichś oznak twojego nowego tytułu, ale raczej nic  się nie  zmieniło w twoim wyglądzie - jesteś tak  samo ponętny dla mnie jak zawsze. A tata powiedział ze śmiechem, że to tylko głupota emanuje na zewnątrz  a mądrość  się  skrywa. 

Po śniadaniu, przy porannej kawie, gdy Alek sprawdzał w  swoim ZOO stan  zdrowia zwierząt, Kazik oględnie powiedział tacie o Krisie i o prawdopodobnym rozpadzie związku Aliny z Krisem. I że byłby wdzięczny, gdyby i Alinę z małym włączyć do spacerów.  Wiesz Kaziu - jestem totalnie zawiedziony Krisem, nie mam pojęcia co go napadło - stwierdził tata. Jego nic nie napadło, tylko geny tatusia go dopadły - odrzekł Kazik. Przecież to kalka mojego ojca - tylko on wszystko wie i oczywiście wie najlepiej, bo wszyscy inni to półgłówki. I tej spółki to on w życiu nie stworzy, bo nikt nie  chce pracować pod  jego światłym kierunkiem. Tak wygląda prawda. Alina rozmawiała  z adwokatem, który rozwodził Tesię i on jej powiedział, o tym, że nikt  się nie pali by współpracować z Krisem. Oczywiście poprowadzi też sprawę Aliny, bo to ona  wystąpi o rozwód, oczywiście z  Krisa winy. Ma wszak na to dowody. Zastanawiam  się  tylko jak go przymusić  by się z Aliną zamienił na mieszkanie, żeby ona  mieszkała  blisko nas, a on na Żoliborzu.  Ale nad  tym to pewnie będzie  się też głowił jej adwokat. Mam ochotę stłuc Krisa tak, żeby do końca życia omijał mnie  z daleka. Tyle tylko, że to i tak go  nie zmieni.

Tego dnia jeszcze  zatelefonował Franek z gratulacjami, bo i on  wiedział kiedy Kazik  broni i też dostał tego śmiesznego smsa od Teresy.  Po obiedzie, na kawę bez ciasta, ale z  zabójczym kremem bananowym przyszli Jacek i Paweł. A ponieważ pogoda była  całkiem znośna wybrali  się na  spacer i razem z nimi tym razem poszła i Alina  z małym Tadziem. A mój brat jest  w domu?- spytał Kazik. Tak, złapał jakąś sprawę  i namiętnie  coś stuka na laptopie. No proszę- wymruczał Kazik - czasem nawet jakąś pracę złapie  a nie  tylko syfilis. On co innego złapał, to się nazywa chlamydia- wyszeptała  Teresa. Niewielka różnica - stwierdził Kazik- o tyle lepsze, że szybciej  się ujawnia. A skąd wiesz?- zapytała. Bo sprawdziłem w encyklopedii.

                                                                        c.d.n.



piątek, 9 czerwca 2023

Lek na wszystko - 132

  Randka obronna- jak to wydarzenie  nazwała Teresa - była wyznaczona  na piątek, na godzinę 14,00. Wszyscy dorośli domownicy plus Jacek i Paweł byli bardzo przejęci. Kazik po raz  setny przeglądał swoje "dzieło"  zastanawiając  się które fragmenty mogą budzić w komisji jakieś zupełnie niespodziewane pytania i oczywiście  dzielił się  swym  niepokojem z Teresą. 

Wiesz  kochany - ja to tak naprawdę od początku do końca niewiele z tego rozumiem bo się na tym wcale a wcale nie  znam, ale wiem, że jest w tej pracy jedność czasu, miejsca  i akcji bo  pod tym kątem to sprawdzałam, a treść  dla mnie tak naprawdę to ciemna  magia. Skoro twój pan promotor jest z tej pracy zadowolony to jestem pewna, że i reszta  towarzystwa  podzieli jego zdanie. Toż są to faceci z tej branży a nie z farmacji lub hodowli bydła. Załóż koniecznie ten nowy krawat, bo on ma kwadraciki w kolorze tej nowej błękitnej koszuli. I załóż ten garnitur z tej "setki" tkany z ciemnej i o ton jaśniejszej nitki. A może chcesz żebym ja  cię odwiozła albo np. Jacek?  

Kazik uśmiechnął się - skoro dałem radę dowieźć nas oboje do porodu i potem z małym po porodzie do domu, to tutaj  też się sam "dowiozę". Już przestałem panikować. Ale jeśli ten szaleniec Stanisław wpadnie na pomysł, żeby wielebną komisję zaprosić na obiad to wtedy zadzwonię po ciebie, żebyś wzięła taxi i pod  wskazany adres przybyła. No ale chyba tak walnięty to on jeszcze  nie jest. Poza tym mam cichą nadzieję, że każdy  z nich będzie  chciał jak najprędzej znaleźć się w domu po całym tygodniu pracy. Z ćwierć słówek pana promotora  wywnioskowałem, że niedawno zamienił starą żonę na  znacznie nowszy egzemplarz, a w takich sytuacjach każdy raczej spieszy w domowe progi niż z nich wycieka. Chyba że trafił mu  się jakiś  bubel.

We wtorek rano zatelefonowała do Teresy Alina z pytaniem, czy mogłyby  się spotkać same bez żadnych
przyległości, np. teraz/zaraz. Co się stało?-spytała Teresa.  Powiem ci jak się zobaczymy, po prostu przyjdź do mnie, bo przy moim małym to jeszcze można rozmawiać, a twój za  dużo już  rozumie. Dobrze, najdalej za 20 minut będę, tylko powiem tacie, że wychodzę. I faktycznie 20 minut później już była u Aliny. Alina wyglądała na solidnie spłakaną. Pokłóciliście  się? - spytała Teresa. W pewnym sensie można to tak określić.

Alina - ja jestem dziś pod kreską czasową, więc  nie mów  zagadkami, powiedz o co chodzi. Po prostu mnie mój szanowny mąż zdradził, na co mam namacalny dowód bo mi sprzedał chlamydię trachomatis. To się przenosi tylko drogą płciową. I załapał to w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Skąd wiesz, że właśnie  w tym czasie? Bo trzy miesiące temu jeszcze byłam zdrowa, byłam wtedy u ginekologa. A byłam dlatego, że mój mąż prawie  ze mną nie współżył, twierdząc, że po porodzie się "rozkalibrowałam" i on ma zerową frajdę i żebym coś z tym zrobiła. Co dziwniejsze to w 8 tygodni po porodzie jakoś mu to nie przeszkadzało, zaczęło mu to przeszkadzać dopiero ze 3 miesiące temu. Wybrałam się do lekarza, bo pomyślałam, że może trzeba jakąś plastykę zrobić, ale pan doktor mnie obejrzał na  wszystkie  strony, wziął materiał do cytologii i powiedział, że jest wszystko prawidłowo. Oczywiście powiedziałam Krisowi co powiedział lekarz. Kris się sprężył i raz na tydzień się meldował. Ale tak ze dwa tygodnie temu zaczęłam mieć brzydkie upławy, więc poleciałam do lekarza i wynik badania mnie powalił. Zobacz- i podała Teresie wynik badania. Już dostałam antybiotyki i muszę mu pokazać ten wynik badania i ten  sprzed trzech miesięcy. Na wszelki wypadek zrobiłam z tych  wszystkich  wyników ksero, mało tego gin mi napisał zaświadczenie, że trzy  miesiące  wcześniej miałam badanie i  wszystko było w porządku. Weź to moje zaświadczenie, oryginał na przechowanie, bo znając Krisa to on to podrze nim pomyśli o  tym  co robi. Ja mam kilka egzemplarzy ksera, kolorowego zresztą i zrobiony skan w komputerze. I myślę, że powinnam się z nim rozejść. Nie mam w nim właściwie  za grosz oparcia. Niewiele  mi pomógł w kwestii mojej choroby, mam swoje mieszkanie, za dwa miesiące po prostu nie podpiszę kolejnej umowy z najemcą i  się przeprowadzę razem   z dzieckiem. Jestem skłonna mu zaproponować by on  zamieszkał na Żoliborzu,  a ja bym została tu, byłabym bliżej was. Małego dałabym do tutejszego  żłobka, podobno to całkiem dobry żłobek, obok jest przedszkole. Jako samotna matka mam pierwszeństwo. Umówiłam  się z tym, który  ciebie rozwodził - wysłuchał i powiedział -  Kris zawsze był mendowaty. 

Teresa  wyrzuciła  z siebie kilka niecenzuralnych wyrazów i powiedziała- słuchaj, w ten piątek Kazik o 14,00 broni doktoratu, więc proszę- wytrzymaj do końca piątku z tymi rewelacjami. Bo jak znam Kazika to rozpęta się piekło gdy  się o tym dowie. To teraz wiadomo, dlaczego ta wymarzona spółka Krisa nie może  się urodzić.  Chyba  muszę  się napić melisy nim wrócę do  domu.

Dam ci coś lepszego - kieliszek  "melisany Klosterfrau"- powiedziała Alina.  A co ci Alinko ten debil  powiedział na wynik tego badania, że jesteś zakażona?  Jeszcze  nic nie powiedział, bo mu nie powiedziałam, że jest chory. Na razie on się do mnie nie  dobiera, więc możliwe, że zauważył coś u  siebie ale nie  wiem jak jest z jego poziomem wiedzy medycznej, ale  chyba kiepsko. Gdy się zacznie przymilać to mu powiem, że ma  mi przedstawić aktualny wynik badania WR.  

To chyba kara boska za to, że mi  się Franek  nie podobał pod względem urody -  złasiłam  się   na ładnego chłopa no i mam- stwierdziła Alina. Alinko- mnie też się Franek nie podobał z urody, ale fakt, że to porządny facet i Joaśka mu do pięt nie dorasta intelektem. A dziewuszynkę mają ładniutką.  Nie widziałam jej, Kris był u  nich sam, bo mały miał coś jakby początek przeziębienia i nie chciałam go tam ciągać. Poza tym jakoś źle trawię Joannę. No bo ona nie jest "lekkostrawna" - bo prostu zawsze z niej wyjdzie małomiasteczkowość -  z tym, że teraz już mniej niż na początku - stwierdziła Teresa. Franek naprawdę świetnie wymalował pokój dla małej - jest kolorowo i wesoło, ale  zdaniem  Joanny to jest nieeleganckie . Kolorowe  ściany jej  zdaniem są nieeleganckie, ale  białe, szpitalne są super eleganckie. A poza tym to  się bieduni przytyło i to tak  więcej niż dwa rozmiarki. Zrobiłam  jej kabacik by miała  się czym otulić  w czasie karmienia , trafiłam  w  dziesiątkę,  pendant  do ścian pokoju małej i Joanna ledwo  się w to upchnęła. A na imię mała ma Anetka.

Teresa objęła Alinę - nawet nie umiem ci powiedzieć, jak mi jest przykro z powodu tego,  co cię  spotkało. Zwykły podlec z pana mecenasa. Nie zdziwię się, jeśli Kazik  się nie opanuje i walnie go gdy się o tym dowie. Kazik twierdzi, że  Kris poszedł niemal pod każdym względem w  tatusia. A śmiejemy  się, bo Kazik stanowczo wolał mamę, z która można  było konie kraść, a ja z kolei wolałam swojego tatę, bo z nim można było konie kraść. To, że się Kazik ożenił z Anką to była  zasługa jego tatusia. Głupota i naiwność w jednym ciele. I jeszcze  stary pryk  miał do mnie pretensję, że świadczyłam w  sądzie przeciwko Ance. A ona przecież chlała. Alisiu,  ale nie wygadaj  się, że Kazik  ma obronę w piątek.   Alinko, a  ja ci mówiłam, że napisała  do  mnie matka Anki?   Nie, chyba  nie mówiłaś, pamiętałabym. A co chciała od Ciebie?  Znalazła pamiętnik Anki - ta  artystka  sypiała z trzema na raz, w tym i  z Robertem i gdy  zaszła to nie wiedziała z którym, tylko sobie  wybrała  Kazika- no wiesz- chłopak  "z dobrego domu", w którym rządził "honorowy tata" to i go do ślubu  zmusił. Kazik nie miał pojęcia, że był jednym  z trzech.  No i  zapiła  się na śmierć, na szczęście Kazika tu nie było, już byli po rozwodzie dawno.

A masz jakieś info o Robercie? - spytała  Alina. A skądże! Jego mamuśka go tu  szukała na osiedlu. Raz ją widział tata gdy była przy bloku,  w którym mieszkałam z nim,  a potem byłam z małym na spacerze, był jeszcze  w wózku i ona  mnie niestety poznała, więc ją uświadomiłam, że nie mam bladego pojęcia gdzie jest bo dawno jesteśmy po rozwodzie i jeżeli ona go szuka to niech zgłosi  na policję, że zaginął. Wiesz, możliwe, że jednak dostał tę Moskwę i może się nawet z jakąś Rosjanką  ożenił. Nie mam pojęcia co się  z nim  stało. Gdyby  mi na tej  wiadomości  zależało to bym się mogła dowiedzieć, ale mnie to nie interesuje.

Alina wyszła na  chwilę z pokoju i po chwili  wróciła z niedużą aktówką- wręczyła ją Teresie mówiąc- weź to- straciłam całe  zaufanie do Krisa i wolę by te  wszystkie  dokumenty były u ciebie  w domu.  Może przesadzam,  ale na dzień dzisiejszy tak  to właśnie wygląda.Włożyłam tam też oryginały wyników badań. I wiesz - dzięki tobie zniosłam to  wszystko nieźle, bo stale  biorę ten lek i nadal  chodzę na terapię. I wcale  nie przeraża mnie myśl, że być może rozejdę  się z Krisem. Stan na  dziś wygląda tak, że jestem o tym przekonana w 95%. Teresa wzięła aktówkę i wsadziła ją do torby na  zakupy i powiedziała- muszę już znikać, zaraz Kazik wróci. Tacie też na razie nic nie powiem co się u ciebie wydarzyło. A kiedy Alisiu masz terapię? Jutro -i pewnie podjadę tam z małym, już kilka  razy byłam  razem  z nim. On jest tam bardzo grzeczny i nawet potrafi tam  zasnąć.  Ten terapeuta emanuje  wręcz  spokojem i chyba dziecko to czuje. Nie jest taki rozkojarzony jak  Kris. A rozmawiałaś  z nim o Krisie? Jeszcze nie, ale pewnie porozmawiam. Z nim można o  wszystkim  rozmawiać i to jest super  sprawa. Ale jeżeli będzie jutro pani Maria to zostawię Tadzia z nią, podjadę sama.

Wiesz co- dobra ta  Melisana- już mnie tak  nie rypie  w środku ze złości . Gdzie ją kupiłaś? W naszej aptece, to  chyba  dość uniwersalny środek bo i na żołądek pomaga, chociaż to nalewka na spirytusie. Teresa ucałowała małego, potem wyściskała  się z Aliną i poszła  do  domu.

W kwadrans później do domu dotarł Kazik. No to mam jeszcze trzy dni wolnego. I chyba jutro wpadnę do  medycyny  lotniczej i zrobię sobie badania jak co roku. Tylko muszę pamiętać, żeby rano nie zjeść śniadania. Wprawdzie nie latam, ale badania nadal mi przysługują. A długo tam będziesz? Nie wiem, zależy ilu będzie chętnych do badań. A czemu pytasz? No bo skoro cię  rano nie będzie to poszłabym w tym czasie podciąć  trochę  włosy, bo mają jakąś taką dziwną długość i mi przeszkadzają. Ale nie obetnij ich przypadkiem na krótko, bo czym się będziemy z Alkiem bawić? - poprosił Kazik.  A wiesz, że ty też powinieneś trochę skrócić włosy? Bo ci  się jakieś  loczki zaczynają robić w okolicy uszu. Jak chcesz to mogę pójść do fryzjera nie jutro ale pojutrze razem z tobą. A jutro to podetnę trochę włosy Alkowi, żeby mu na karczku nie leżały.

Ej, żono ukochana, a co ty piłaś? Melisanę Klosterfrau, bo coś  mnie stukało w żołądku i Alina  mnie tym potraktowała. Jutro kupię w aptece do naszej domowej  apteczki. To taka jakaś uniwersalna nalewka, bo sądząc z tego co napisali na etykiecie to dobra na  wszystko - na uspokojenie, na żołądek i nawet na przeziębienie. I można  się nawet tym smarować przy przeziębieniu i bólu mięśni. No to rzeczywiście- dobra na wszystko- stwierdził Kazik. A ty wiesz jakie to mocne? Ledwo to przełknęłam, chyba z 90% spirytusu. No nalewka lecznicza zapewne musi być mocna, żeby pacjent poczuł,że to lek a nie  woda - śmiał się Kazik. A jak Alinka?  W porządku, bierze lek regularnie , chodzi nadal na indywidualną terapię i czasem nawet razem z Tadziem, który podobno  tam  nawet potrafi zasnąć, bo jak twierdzi  Alina, pan terapeuta  emanuje  spokojem. 

A Tadzio najadł się nieco mojego pudru w kremie, bo mnie całował  na pożegnanie. Muszę sprawdzić, czy on przypadkiem  nie jest słodki, bo może dlatego on  mnie tak namiętnie całował całą swą otwartą buźką.

Ciągle jeszcze mało mówi i Alina stwierdziła, że musi z nim więcej rozmawiać na spacerach, bo wtedy jest więcej do mówienia niż w  domu,  w którym Kris śmieje się z niej, gdy ona do małego mówi. Naszemu to się dziób nie  zamyka, muszę Alinę trochę włączyć do naszych spacerów bo mi szkoda małego. Kris teraz stosunkowo dużo czasu jest w domu, pewnie projektuje kancelarię wielkości PKiN. A Tadziś na mnie mówi  "ciacia". Kazik roześmiał się- no bo wie, że jesteś "ciacho", zna się chłopak na  rzeczy.

                                                                          c.d.n.