środa, 21 czerwca 2023

Lek na wszystko?-144

 Lato było nieco kapryśne i wiele osób marzło i mokło w większości wczasowisk. Alina z Pawłem szykowali mieszkanie pod wynajem. Alina  posłuchała dokładnie  wywodów Pawła i Jacka i złożyła wymówienie z pracy i po dwóch tygodniach od  chwili jego złożenia odeszła. To, co Alina  chciała zabrać do mieszkania Pawła to zostało zabrane i Alina  z dzieckiem przeprowadziła  się do Pawła.

Kris nadal nie interesował się dzieckiem, nie szukał z nim kontaktu. Pieniądze wpływały na konto Aliny najprawdopodobniej na podstawie  stałego zlecenia wydanego przez Krisa. Z bratem Kris również się nie kontaktował. Alina umówiła  wizytę swoją i Pawła u adwokata, tego co ją z Krisem rozwodził i na wizytę poszli  razem z Tadziem i Jackiem. Jacek był w tak zwanym odwodzie, by spolaryzować małego gdy się tą wizytą znudzi. 

Adwokat na własne oczy zobaczył i własne uszy usłyszał, że Tadzio jest ogromnie do Pawła przywiązany, że mówi do Pawła "tata".  Mały siedział na kolanach przytulony do Pawła a w rączce trzymał małą, pluszową małpkę i ją co jakiś czas głaskał. Adwokat powiedział Alinie,  że ponieważ Kris  się wcale  dzieckiem nie interesuje to może wystąpić o pozbawienie go praw  rodzicielskich, wtedy  nie będzie potrzebna  zgoda Krisa na "przysposobienie pełne", czyli usynowienie Tadzia. Ale lepiej będzie dojść z nim do porozumienia, bo na pewno Kris nie jest szczęśliwy z tego powodu, że płaci wysokie  alimenty. A może on wyjechał za granicę - zastanawiała  się na głos Alina. Że do mnie telefonuje to nic  dziwnego, ale do swego brata też  się nie odzywa.  Zdaniem  adwokata to Kris  nigdzie  nie  wyjechał, tylko jest śmiertelnie obrażony na Alinę, jak i  swego brata, który  nie  stanął po jego stronie, ale po stronie  swej bratowej. On jest i na  mnie obrażony, że  państwa rozwiodłem. Ale sprawę o "przysposobienie pełne" mogą państwo wnieść dopiero po zawarciu związku małżeńskiego. 

Poinformowali adwokata, że ślub jest wyznaczony na 10 września. I - jak powiedziała Alina - ślub bez fanfar, z minimalną ilością zaproszonych osób, świadkami będą brat Krisa i jego żona Teresa, ta którą pan mecenas reprezentował w sądzie kilka lat wcześniej na  sprawie rozwodowej, gośćmi - dwójka malców i dwóch ojców  - ojciec Pawła i ojciec Teresy.  I dodała, że będzie im bardzo miło gdy i on się pojawi na tym ślubie a potem razem z nimi skonsumuje lunch, który będzie  w domu Teresy i brata Krisa, bo dzieciaki  są jeszcze  zbyt małe by je  zabierać do restauracji.  Omówiono poza  tym szczegóły dotyczące wniosku o pełne przysposobienie, adwokat  zapisał  sobie w notatniku telefony do obojga i umówili się na kontakt zaraz po 10 września.  

A tak w moim prywatnym odczuciu to zapewne Kris liczy na to, że pozbędzie  się płacenia alimentów i nie będzie protestował - powiedział adwokat. Kris  zawsze kochał pieniądze i  zapewne te alimenty go bardzo bolą. Nie  wykluczam, że to nie odwiedzanie  dziecka jest celowym działaniem. A przy pożegnaniu powiedział do Pawła -  mały to jest nawet do pana podobny, ma takie ciemne włoski, bo pani to naturalna blondynka.

Gdy wyszli na korytarz i już zamknęli za sobą drzwi Paweł  uśmiechając się powiedział- ciekawe co miał facet na myśli mówiąc, że Tadziś  jest do mnie podobny- albo sugerował, że jesteś stabilna w kwestii męskiej urody albo było to podejrzenie, że Tadziś jest moim produktem i dlatego chcę go usynowić. Alina wzruszyła ramionami-  nie interesuje  mnie  za bardzo co ten facet sobie  myśli. Byle  dobrze poprowadził sprawę. A myślę, że poprowadzi, bo nie należy chyba do wielbicieli Krisa. Dla mnie wszyscy  prawnicy są podejrzani - mówią na okrągło, każdy z nich potrafi  tak sformułować swą  wypowiedź by nikt  nie mógł od pierwszego podejścia załapać o co mu chodzi. U nich to chyba  każde słowo ma kilka znaczeń. Przerobiłam to przy Krisie. Celowo zaprosiłam faceta  na ślub i lunch i mam wrażenie, że na pewno na lunch nie przyjdzie, no bo po co mu lunch w domu, w którym  będzie dwójka maluchów. Do knajpy to by pewnie przyszedł. To nawet zabawne - dopóki mnie los  nie pokarał Krisem to miałam bardzo  dobre  zdanie o prawnikach, teraz mam ogromny dystans  do osób  z tej branży, a do adwokatów zwłaszcza. No nic, na razie  musimy wziąć  ślub, a potem ewentualnie działać dalej. 

Paweł zajrzał Alinie  w twarz i powiedział - nie rozumiem dlaczego powiedziałaś  "ewentualnie" - zaraz po ślubie spotkamy się w obecności prawnika z Krisem, skoro zdaniem wymiaru  sprawiedliwości on musi wyrazić zgodę na to bym wystąpił o usynowienie Tadzisia. Powiedziałam  "ewentualnie" bo chcę byś sobie to dobrze, dogłębnie przemyślał, byś się potem sam na  siebie nie  wściekał, że wychowujesz  dziecko z obcymi genami i nie przeżywał rozczarowania. Dzieci od samego początku potrafią zajść swym rodzicom za skórę i być może łatwiej jest sobie  z tym poradzić gdy mordujesz się z wychowaniem własnego dzieciaka niż takiego, którego połowa genów nie jest twoja.

No ale geny, moja kochana, to nie  wszystko.Ważne jest też to kto i w jaki sposób wychowuje dziecko. Ja naprawdę wszystko dokładnie przemyślałem. Dziecko jest niezwykle plastycznym materiałem i bardzo ważne jest  w jaki sposób i przez kogo jest wychowywane. Geny mają znaczenie w kwestii zdrowotnej, bo jest wszak masa chorób przekazywanych genetycznie, nie  zawsze w linii prostej, czasem po dziadkach, to samo w kwestii uzdolnień, typu budowy ciała. Sama się teraz przekonałaś ile rzeczy dziecko łapie z otoczenia. Nie podejrzewam, że używasz takich zwrotów, jakie nam zaprezentował ostatnio Tadziś. Dzieci ogromnie  dużo wynoszą z domu - gdy posłuchasz jak  się maluchy do siebie  zwracają od  razu wiesz jak wygląda  jego rodzina, w której przebywa. Dzieci, które na co dzień w domu słyszą jak rodzice  do siebie  wrzeszczą tak samo wrzeszczą do innych dzieci. Fakt, że teraz jest trend by dzieci nie wychowywać i cały proces puścić na żywioł. Ale nikt  nie mówi głośno o tym, że zachowanie  się   dziecka jest wizytówką rodziny w której ono jest. Dla  mnie Tadziś to cząstka ciebie i kawałek "terra incognita"  którą należy poznać i prawidłowo zagospodarować. Uwierz mi - pokochałem Tadzia i dla mnie jest naszym  dzieckiem. I nie  zależy mi na tym bym posiał swoje  geny. Jacek z uwagą przysłuchiwał się ich rozmowie i powiedział - wspaniale  cię mama wychowała. Nic bym do tego nie dodał ale i  nic z tego nie ujął.  Jedźmy teraz  do domu , do mnie, Tadziś musi coś zjeść a my musimy napić się kawy i może coś do niej przegryziemy.  Potem dziecko trochę odpocznie w pozycji horyzontalnej. A co potem - to się zobaczy.   Ja to wpadnę sprawdzić jak panom malarzom idzie malowanie. Obiad na  dziś mamy, ale  wracając zrobię jakieś małe  zakupy. A ja wpadnę jednak do pracy, ale wyjdę przed szesnastą, żeby w korku nie sterczeć- zapowiedział wszystkim Paweł.  Zaczęły  się remonty nawierzchni w różnych punktach  miasta i można chwilami dostać  amoku. A ludzie zachowują  się tak, jakby dopiero co na  świat wychynęli i nie nauczyli  się jeszcze myśleć. Ale i tak teraz jest lepiej, bo jednak dużo osób jest na urlopach.

Przed  domem Tadziś upewnił się do którego mieszkania teraz pójdą i bezbłędnie trafił pod odpowiednią klatkę schodową, co Alina skwitowała cicho - a ja ciągle jeszcze sprawdzam numery na tabliczce, a ten "nie czytaty, nie pisaty" a wie do której ma iść. Paweł się roześmiał i powiedział do Aliny - on poznaje po kolorach - nasza klatka jest wymadźgana na niebiesko, a taty na  szaro. Potem następna na  zielono i kolejna na kremowo. Ale możesz też zapamiętać, że nasza klatka jest trzecia od lewego rogu chałupy, a taty czwarta, co nie oznacza, że ma taki numer. Ale  wzrokowo to tak jest łatwo zapamiętać. Ale  słyszałem w ADM-ie, że wszystkie mają być odnowione i w tym samym kolorze. To  wtedy wywiesimy w oknie coś kolorowego żebyś bez problemu trafiała. 

Tadzik po skonsumowaniu  porcyjki  makaronu z musem truskawkowo- śmietankowym przeniósł się z kolan dziadka na łóżko i bardzo szybko "odleciał" - jak to powiedział Jacek. Paweł pojechał do pracy,  Teresa pogrążyła  się w rozmowie z Tesią, której złożyła  sprawozdanie z tego co załatwiali. Teresa też była zdania, że Kris wie co robi,  zapewne albo sam obserwuje z daleka Alinę albo robi to ktoś za niego. Jemu na pewno dziecko nie jest potrzebne do szczęścia, bo jest niesamowitym egoistą. 

Ty Alinko, w bardzo niefartownym  dla niego momencie  złożyłaś pozew, bo faktycznie  w ub. roku bardzo dobrze  zarobił, więc mu zasądzono wysokie alimenty. A Kris rzeczywiście lubi mieć pieniądze i pokazać innym, że dobrze  zarabia i może dużo wydawać. Poszaleje znów z panienkami jak za dawnych lat i strup na głowie w postaci alimentów zacznie mu przeszkadzać. Postudiowałam  ciut w przepisach- można to  wszystko przeprowadzić i w ten sposób, że ty, jeszcze przed ślubem wystąpisz o odebranie mu praw  rodzicielskich, bo co prawda  alimenty płaci, ale nie pali się do kontaktu z dzieckiem. Ale to, jak amen w pacierzu, będzie dla wielebnego sądu za miałką podstawą do odebrania mu praw, bo alimenty grzecznie płaci. A masa facetów nie płaci i nadal nikt im  z tego powodu  nie odbiera  praw rodzicielskich. Być może, że dałoby się w tej materii pozbawienia go praw rodzicielskich coś ugrać wykorzystując fakt, że był brzydko zainfekowany. Bo na pewno wysoki sąd rodzinny będzie  się pytał czy zapraszałaś Krisa by przyszedł odwiedzić  dziecko i wtedy powiesz, że boisz  się kontaktu dziecka z Krisem, bo była taka historia i  wyciągniesz sprawę tego zakażenia. Ale trzeba by znaleźć do tej sprawy innego prawnika, najlepiej takiego który Krisa nie znosi. Nie pali się, weźcie spokojnie  ślub. Jak wpadniesz do nas z Pawłem, to ja  z nim o tym pokonferuję. Bo wszelkie kontakty z sądem rodzinnym mogą przyprawić najzdrowszego człowieka o wrzody żołądka i dwunastnicy. Te sprawy ciągną się  całymi latami, głównie pod hasłem, żeby czasem dzieciom nie  zaszkodzić.

Alina po skończonej rozmowie opowiedziała o wszystkim  Jackowi, a ten stwierdził, że niestety trzeba się po prostu uzbroić w cierpliwość i zacząć działać dopiero po ślubie. Poza tym on się jeszcze rozejrzy, bo zna kilku prawników i się z nimi spotka i przedyskutuje sprawę, burza  mózgów prowadzona na kilku frontach z reguły daje całkiem  dobre  efekty. I dodał - dobrze się składa, że Tadziś jeszcze taki malutki i niewiele spraw rozumie- popatrz- w ciągu kilkunastu minut nad jeziorem Paweł został mianowany tatą. To efekt tego, że Tadziś jest  jeszcze malutki, obaj i Kris i Paweł ciemnowłosi, młodzi a Tadzio dość długo, nie widział własnego ojca. Dla nas 3, 4 miesiące to pestka, ale dla takiego maluszka to zapewne lata świetlne. Gdyby dziecko widywało ojca  codziennie to nie ochrzciłoby innego faceta tatą. A do tego to Paweł jest chyba  bardziej kontaktowy w stosunku do dzieci niż Kris. Zerknij teraz córeńko na małego, żeby z łóżka nie zleciał, a ja skoczę po zakupy.  Alina uśmiechnęła się - ja pójdę, powiedz mi tylko co chcesz żebym kupiła, wezmę ze  sobą wózek zakupowy, nie będę dźwigać. Dobrze, tu masz  kartkę, bo już sobie spisałem. A jak wrócisz to pójdę zobaczyć jak idzie malowanie.

                                                                       c.d.n.

wtorek, 20 czerwca 2023

Lek na wszystko?- 143

 Dni  mijały niepostrzeżenie, minęły już cztery miesiące od chwili rozwodu Aliny i Krisa. Przez ten  czas ani razu Kris  nie odwiedził dziecka - tak jakby dziecko nie istniało. Alina  wcale  nie była  tym zmartwiona. A Paweł zupełnie nie mógł tego zrozumieć. Mógł zrozumieć, że Kris się zdystansował do Aliny, no ale żeby nie odwiedzić ani razu dziecka? Tego zupełnie nie mógł pojąć. 

Od  ponad miesiąca Paweł mieszkał w mieszkaniu Aliny, ślub był wyznaczony na pierwszą połowę września. Tymczasem zastanawiali się gdzie mają mieszkać po ślubie - w tym mieszkaniu, za którym Alina nie przepadała a za którym przemawiał jedynie fakt, że Alina ma blisko do pracy i mały  do żłobka a potem  do przedszkola, czy  może raczej  w mieszkaniu Pawła, które  było nieco dalej, ale  w sąsiedniej klatce mieszkał Jacek, który  w ramach pomocy zaoferował się jako zaopatrzeniowiec i kucharz. Co do odległości - Paweł nie widział problemu w codziennym odwożeniu i przywożeniu Aliny i Tadzia. Po prostu będzie nieco  wcześniej przyjeżdżał do pracy, co miało tę zaletę, że mógł spokojnie  wszystko przed godziną urzędowania sprawdzić i wyjść potem z 15 minut  wcześniej. Po bardzo krótkim namyśle, Alina  zdecydowała się, że po ślubie zamieszkają w mieszkaniu Pawła a na  swych świadków poprosili Teresę i Kazika.

Teresa, Kazik i tata szybko zauważyli dużą zmianę w zachowaniu Aliny- była  ciągle uśmiechnięta, o wiele bardziej rozmowna niż przedtem, zmieniła uczesanie,  zaczęła się nawet lekko malować. Oczywiście Teresa nie byłaby sobą, gdyby jej nie powiedziała o tym, jak bardzo Alina zmieniła się na korzyść. Alina powiedziała - bo Paweł naprawdę mnie kocha, liczy się z każdym moim zdaniem. Wszystko ustalamy  razem, nawet kolor  serwetek do serwetnika.  Tadziś  może  w każdej chwili wejść na kolana Pawła i nie musi w  tym celu pisać podania.Wreszcie przestałam być idiotką, która kompromituje własnego  męża.  Bo takie  zdanie miał o mnie Kris. A ja, idiotka kompletna, uwierzyłam  w  to.

Podejrzewam, że gdy się pokaże Kris to Tadziś powie "jakiś pan przyszedł" i będzie afera.  Po chwili wyciągnęła z kieszeni trzy klucze  i  dała je Teresie - tak na  wszelki wypadek zmieniliśmy w tym mieszkaniu zamki, bo chodzi mi po głowie, że były trzy komplety kluczy, a w domu jest tylko ten, który ja miałam i ten co odebrałam Krisowi, a trzeciego brak, choć przeszukałam dokładnie  całą chałupę. Podejrzewam, że Kris  go sobie odholował. Bardzo  się biedaczek  zdziwi gdy kiedyś wpadnie na pomysł odwiedzenia dziecka.

 My po ślubie zamieszkamy w mieszkaniu Pawła, w końcu po to była batalia o dwa mieszkania blisko  siebie by ojciec i Paweł mieszkali obok siebie. To mieszkanie damy pod  wynajem, w Warszawie wciąż brak mieszkań, więc je zapewne szybko wynajmiemy. Niech zarabia. Obiadokolacje w tygodniu to jemy u  Jacka, o  czym zapewne wiesz. No pewnie, że wiem- zaśmiała  się Teresa- a wiesz jaki jest dumny i blady  z tego powodu? I wiem, że mówisz mu "tato" co go szalenie cieszy. 

Wiesz, Paweł jest niezwykle delikatny i uważny, szalenie o mnie dba pod każdym  względem- zwierzała  się Alina. Czuwa nad  tym co jem, docieka  delikatnie jak  się danego dnia  czuję. Chwilami podejrzewam, że brał lekcje małżeńskiego savoir  vivre u twego Kazika. Opowiedział mi,  jaką mieli z Jackiem niesamowitą radość, gdy podarowałaś  im  portrety jego mamy. Wzrusza to ich obu do dziś.

Dostanę z okazji ślubu tydzień bezpłatnego urlopu i pomyśleliśmy, że może pojedziecie wtedy razem z nami na tydzień w Bory Tucholskie - nauczymy dzieciaki rozróżniać grzyby, pokażemy im prawdziwy las. Jacek ma znajomego w nadleśnictwie, załatwi nam gdzieś w Borach lokum.  A nie chcecie pobyć sami, bez  dziecka? Możecie go zostawić z Jackiem, ja ich mogę na ten czas obu  zaadoptować, mogą nawet u nas  mieszkać. Na ogół tak zaraz po ślubie to się nowożeńcy chcą  sobą nacieszyć a nie towarzystwem osób trzecich.

Nie wiem, oczywiście  powiem to Pawłowi, ale on marzy by pojechać w pełnym komplecie - wy z Alkiem,  my z Tadziem i Jacek z twoim tatą. Mam wrażenie, że Paweł przez całe  dzieciństwo marzył o rodzinie "z prawdziwego zdarzenia", takiej wieloosobowej. Ty i Kazik jesteście dla Pawła, zresztą i dla Jacka bardzo ważni, oni was autentycznie kochają, chociaż głośno tego nie mówią. A gdy wrócimy zastanowimy  się nad powiększeniem rodziny. Będziemy się nad  tym zastanawiać wspólnie z moim terapeutą i ginekologiem. Oczywiście  z góry wiadomo,  że poród byłby w  znieczuleniu. I jeszcze coś - Paweł wystąpi w sądzie o usynowienie Tadzia. I myślę, że nie sprawi wam kłopotu złożenie  zeznań w tej sprawie. Rozmawiałam o tym z tym adwokatem, który ciebie i mnie  rozwodził. Kris jest na niego ciężko obrażony, rozmawiają ze sobą tylko służbowo, więc nie  często.

A alimenty Kris przysyła?- spytała Teresa. Jak na razie to przysyła. A ja je na razie lokuję na nowym koncie. Adwokat nam powiedział, bo byliśmy u niego razem z Pawłem, że jeżeli Paweł usynowi  Tadzia to Krisowi ustanie obowiązek alimentacyjny, a ja będę mogła wystąpić o zmianę nazwiska Tadzia na nazwisko Pawła, jeżeli tylko Paweł wyrazi na to w Urzędzie zgodę. Nawet nie miałam pojęcia, że to takie proste. Oczywiście liczę  się  z tym, że Kris złośliwie  będzie się sprzeciwiał tej  adopcji, ale widać gołym okiem, że Tadziś go właściwie niewiele obchodzi. Adwokat twierdzi, że ten ostatni rok przed rozwodem był bardzo korzystny finansowo dla Krisa, prowadził sporo intratnych spraw, więc miał bardzo wysokie zarobki, więc i alimenty wypadły duże, co pewnie  Krisa  wścieka.

I jest mi cudownie zasypiać w objęciach Pawła. A rano zawsze budzi mnie pocałunkiem, Tadzia też tak budzi. A w soboty robi dla nas wszystkich śniadanie. I Tadziś ma teraz  tak jak Alek poranne pieszczotki razem z nami w weekendy. Nigdy  nie  miał tego przy Krisie i widzę, że bardzo to polubił i jest szczęśliwy. Chwilami aż się zastanawiam, czy mi się  to wszystko  aby nie śni.  A w którym USC będzie wasz  ślub? W naszym dzielnicowym, nie  chciałam w "Pałacu Ślubów"- to w końcu  zerowa impreza,  nam wystarczą do tego świadkowie, a będzie w godzinach przedpołudniowych i Tadzio będzie wtedy w żłobku. Z gości na tym ślubie to będą  Jacek i twój tata i pani Maria. Nawet nie masz pojęcia jak  się cieszy pani Maria, że się rozeszłam z Krisem. Ona uważa, że on jest nieludzki a wszystko robi na pokaz.

No i bardzo dobrze- stwierdziła Teresa. Po ślubie zjemy razem lunch, pomyślę tylko nad miejscem. Na myśl przychodzi mi "Kuźnia". Oni dobrze karmią i oczywiście zamawiając miejsca nie pisnę słowa, że to będzie ślubny lunch. To będzie część prezentu  ślubnego od nas.  Tylko mi szybko sprecyzuj ilość osób, bo ten  lunch , to znaczy  miejsca  trzeba pewnie już teraz rezerwować- oni codzienne mają  strasznie  dużo  chętnych bo mają świetną lokalizację. A druga część to będzie na was czekała w domu. Nie szalej z prezentami - powiedziała Alina. Przecież mamy wszystko. No to bardzo dobrze, nie kupimy więc wam pralki, lodówki, mebli, garnków itd., na dywan też raczej nie licz.  Aluniu,  a w czym chcesz wystąpić na ślubie? A w ogóle to którego września ten ślub? 

Dziesiątego, czwartek. Upału to już na pewno nie będzie, byłoby miło gdyby w tym dniu nie padało. A pójdę w garsonce. Kupiłam  ją jeszcze w ubiegłym roku i ani razu w niej nie  byłam.  Przecież z Krisem nigdzie nie bywaliśmy, a poza tym to mu się jej kolor nie podobał, uznał, że jest nijaki. No a jaki on jest?- spytała Teresa. Jasny, słomkowy, to cieniutka wełenka, rękawy 3/4. Mam do niej koronkową bluzkę z bardzo krótkimi rękawkami. Jest w szmaragdowym kolorze i jako komplet wygląda  moim  zdaniem  świetnie. A pacanowi się nie podobało. Niewątpliwie wymaga bym była umalowana, no i będę. Już nie mam niemowlaka któremu makijaż mamy nie  służy.  Obrączki Paweł wybrał z platyny i jest to prezent od Jacka. Chciał by moja  była z brylancikami,  ale mu to wybiłam z głowy. Brylanciki bajecznie podbijają cenę, a obawiam  się, że ponieważ jej  przecież nie będę zdejmować to przy pracach domowych te drobne brylanciki szlag trafi, mogą  wypaść, choć to przecież najtwardszy pod  słońcem kamień. A ponieważ zażyczyłam sobie klasyczną, taką gładką obrączkę jak ty masz, to w dniu ślubu dostanę od Pawła i taty srebrny pierścionek z błękitnym topazem. Bo topaz to symbol niezwykłej siły i mocy i pozwala swojemu właścicielowi wyzbyć  się złych myśli i pokonać  wszystkie trudności.

Paweł mnie najzwyczajniej w świecie  rozpieszcza - muszę uważać jeśli mi  się coś podoba by się za bardzo nie  zachwycić, bo najchętniej natychmiast pognałby do sklepu by mi to kupić. Nieopatrznie się zachwyciłam właśnie pierścionkiem z błękitnym topazem, bo nie  dość, że to  bardzo twardy kamień to ma taki piękny kolor no i dostanę go od nich, bo niewiele brakowało by każdy z nich kupił oddzielnie i miałabym dwa pierścionki z topazem. Tłumaczyłam jak komu mądremu, żeby nie przesadzali bo co zrobią gdy  się na przykład zachwycę zabytkową lokomotywą i co wtedy? poleci jeden z  drugim by ją dla mnie  kupić bo mi się bardzo podobała? A Jacek już prawie nie używa mojego imienia bo mówi na mnie córcia, córeczka, córeńka, Tadzik zaś jest skarbem i skarbeczkiem. Wzrusza mnie to, bo nawet  w domu rodzinnym nie miałam tyle ciepła, od ojca  zwłaszcza, bo pewnie  wolałby by był syn.  Teresa  śmiała  się- zakochani faceci tak mają, więc niech ten  stan jak najdłużej trwa. 

I mam mały problem z pracą- kontynuowała Alina- bo obaj bardzo, bardzo chcą bym  zrezygnowała z pracy i zabrała Tadzia ze  żłobka, bo bez problemu Paweł nas utrzyma, a ostatnio Tadzio "błysnął" bo mówi co prawda nie za wiele, ale w repertuarze już są mało eleganckie słówka jak : gówno, dupa. Ostatnio miał przemowę do misia pytając  się go czy chce kopa  w dupę- przemawiał tak, bo miś nie  chciał siedzieć  bez podparcia i padał na  nos.  Mówię obu, że muszę  sobie przecież wypracować staż do emerytury, ale zdaniem obydwóch to zdążę gdy Tadzik pójdzie  do  szkoły. Bo gdy teraz  zacznie operować brzydkimi słowami to potem będą one dla niego chlebem powszednim a  z czasem  repertuar mu się rozszerzy. I chyba jednak zaraz po ślubie wezmę go  z tego żłobka. Poza tym Jacek ma jakieś  działki, które kupił za grosze, a ich cena regularnie  wzrasta. I chyba jednak zrezygnuję z pracy i będziemy mogli być dwa  tygodnie na urlopie a nie tylko tydzień. No i Paweł chce by obaj malcy byli na ślubie i potem na lunchu.

Wiesz, to w takim razie zrobimy przyjęcie u nas, w domu, a nie  w restauracji - zdecydowała Teresa.  Zamówię po prostu catering na określoną godzinę. Bo w każdej restauracji to  dzieciaki umrą z nudów i będą cholernie  marudzić  a w domu to posiedzą chwilę przy stole i zostaną wyekspediowane do  pokoju dziecinnego, czyli dawnego gabinetu Kazika. Bo gabinet Kazika jest teraz w moim dawnym buduarze.Ty dawno u nas nie byłaś bo jesteś mocno zajęta pracą, Pawłem i dzieckiem. Co prawda Alek jeszcze nie śpi tam, nadal śpi z nami w naszej sypialni, co nam w niczym nie przeszkadza. Ale już załapał, że to jego pokój i często tam  się bawi i nawet własnoręcznie zrobił sobie tabliczkę ze swoim imieniem. Chodź, zobaczysz.  Idąc do dziecinnego pokoju "zawadziły" o dawny buduar, który "odzyskał" okno i stał się normalnym niedużym pokojem.  

Oooo- zachwyciła się Alina  gabinetem - wybiliście tu okno? Dali wam zezwolenie na wybicie okna? To okno to tu było zawsze, ale było przez Kazika zabudowane szafami i robiło za sejf - wyjaśniła Teresa. Też mi szczęka opadła ze  zdumienia gdy się o tym dowiedziałam. A teraz  chodź do pokoju dziecinnego. 

Tak Alek pisze- na drzwiach pokoju wisiał kartonik z napisanym dużymi drukowanymi literami słowem ALEKSANDER.  Co prawda niektóre z liter wyglądały jakby  się skręcały z bólu i nieco chwiały, ale dawało się to odczytać. On już sporo liter rozpoznaje, ma problemy z "P"  i "R", są jeszcze dla niego zbyt podobne. Ale jak na czterolatka to i tak jest niezły.  O Boże - on jest nadzwyczaj  zdolny!-zawyrokowała  Alina. Nooooo, on jest obciążony dziedzicznie , bo i ja i Kazik i Kris czytaliśmy w wieku pięciu lat. Ale bardzo  dużo  czasu mi zabrało wytłumaczenie mu, że Alek jest zdrobnieniem od Aleksander.

                                                                     c.d.n.

                                                                     

poniedziałek, 19 czerwca 2023

Lek na wszystko?- 142

 "Wyprawa"  nad Zalew Zegrzyński była bardzo udana, nawet nie  było tłumów, co jest normą nad tym zalewem, a że to był początek sezonu to nawet był jeszcze  czysty piach i nie było ani plagi  much ani plagi os, czego bardzo obawiała  się Teresa.  

Było bardzo  ciepło, nad chłopcami czuwali na zmianę dziadkowie oraz  Kazik z Pawłem. Woda w jeziorze  nie powalała niestety ciepłem, ale nie  była taka lodowata niczym  w górskim strumyku.  Alina "oswajała  się", jak sama to określiła z widokiem Pawła w krótkich szorcikach w czerwono-granatową kratkę. Szybko dotarło do niej, że nawet w tak skąpym stroju chłopak się bardzo dobrze prezentuje a  poniektóre  panie obrzucają go uważnym spojrzeniem.  Teresa się śmiała  z niej, że przecież co tydzień go widuje na basenie w czarnych pływackich slipach, a więc w jeszcze bardziej skąpym stroju. No ale na tym basenie to oszczędzają światło  a i te panie głównie dość zmarnowane, a tu jest zupełnie inna  sceneria- tłumaczyła Tesi Alina. No i tam to go nie smarowała, a tu, w biały dzień to wszystko jakoś inaczej wygląda.Paweł z kolei nie ukrywał, że jej dotyk sprawia mu prawdziwą przyjemność i mówił o  tym otwartym tekstem,  wychodząc z  założenia, że są wszak w gronie prawdziwych przyjaciół.

Obie  rodzinki były w czapkach z dość dużymi daszkami by chronić twarz i oczy i na każdej czapeczce królował symbol Berlina,  czyli niedźwiadek. Paweł bez  skrępowania  często obejmował i przytulał Alinę, a wtedy na twarzy Aliny pojawiał się uśmiech i Paweł "załapywał się" na całusa.  Tadziś był wielce  zachwycony, bo Paweł brał go na ręce, wchodził z nim do wody  (ale tak by nie  zamoczyć  swych eleganckich  szortów) i odpowiednio trzymając Tadzia  nad wodą mówił mu, że teraz  jest pszczółką i lata  nad  wodą. Malec piszczał z radości  i wołał  "tata, jesce latać".  Po pierwszym takim okrzyku Pawła aż przytkało ze  szczęścia i powiedział dobrze synku, będzie jeszcze. Kazik, który to słyszał powiedział do Pawła - już jest twój, uznał cię za swego. Masz bracie najlepszy dowód jak iluzoryczny był kontakt Krisa z dzieckiem.

 Do Warszawy wracali wczesnym popołudniem, bo obie mamy uznały, że dosyć  już tego pobytu na słońcu. Lunch był u Teresy i Kazika, a po drodze udało im  się kupić nieomal pierwsze w tym roku truskawki krajowe a nieco dalej dopiero co zebrane pomidory, więc wiadomo  było, że na deser będą truskawki wzbogacone bitą śmietaną.

Obaj chłopcy po obiedzie zostali wyekspediowani na poobiednią drzemkę- Tadziś wylądował w łóżeczku Alka, a Alek został ułożony w małżeńskim łożu rodziców,  z jednej strony  miał dosunięte  swoje łóżeczko z leżącym w nim Tadziem,  drugiej strony zrobiony wałek z dwóch kołder. Obydwaj byli zmęczeni i pełni wrażeń- Tadziś zasnął w 5 minut, Alkowi zasypianie  zajęło  aż kwadrans.

Przy  kawie Kazik opowiedział o tym, że Tadziś już w 100% zaakceptował Pawła. No i bardzo dobrze- orzekła Teresa. Dziecko bardzo dobrze wyczuwa kto do niego podchodzi z sercem, a kto  jest wobec niego obojętny.  Teoretycznie Kris chciał dziecko, to było planowane  dziecko a nie niespodzianka. Nie wiem, nie mam  bladego pojęcia co się z tym facetem porobiło. Wiedział przecież, że gdyby miał jakieś kłopoty to mógł bez problemu porozmawiać z Kazikiem, tatą, ze mną. A to, że akurat wtedy Alina  miała najgorszy czas swej choroby i nie bardzo mogła  sobie poradzić z noworodkiem, domem i sobą to tylko wyzwalało w nim  złość i nawet tratwa ratunkowa  w postaci pani Marii niewiele pomagała. On miał taki zryw, przez miesiąc dość intensywnie pomagał Ali, ale potem  wszystko "siadło". Może jestem wobec    niego niesprawiedliwa, ale kilka  razy to miałam ochotę go powiesić na najbliższym drzewie. Przecież w pewnym momencie to była u nich doświadczona pielęgniarka do dziecka i uczyła wszystkiego Alinę i była pani Maria, a u nich wszystko się "sypało". Powiem wam szczerze - mam żal do siebie, że tak późno uruchomiłam bardziej konstruktywne myślenie i zajrzałam do encyklopedii. 

Tesiu- powiedział tata- to nie ty trzymałaś Alinę w  nieświadomości nie tłumacząc  dziewczynie, że jest  nieuleczalnie  chora i że musi zawsze brać lek. Zapewne jej mama nie mówiła jej tego by jej nie dołować. Chciała jak   najlepiej a wyszło jak wyszło. Ale teraz wszyscy o tym wiemy, będziemy  zawsze Alinę wspomagać, pilnować, obserwować i  gdy coś  zauważymy to przecież jej zaraz pomożemy. I  ona wie o tym. A Krisem jestem mocno zawiedziony. Pomyślałem nawet, że może on też potrzebuje pomocy jakiegoś specjalisty. Przyszło mi to do głowy po ostatniej z nim rozmowie. Bo wyraźnie bredził. A może  myślał, że mam już taką  sklerozę, że można mi wcisnąć każdy kit.

Oni oboje to już wszak dorośli ludzie. W moim odczuciu - tak patrząc z boku- to typowy pech, że połączyły się  dwie osoby niewłaściwie ustawione przez  dom rodzinny- powiedział Paweł. Ala, dzięki tej terapii i własnemu wysiłkowi i chęci wyjścia z tej sytuacji zmieniła  swój tok  myślenia i robi  się coraz bardziej otwarta. I to nie jest tak, że patrzę na  nią  oczami zakochanego, który nie  dostrzega większości wad obiektu swej miłości. Alunia w dalszym  ciągu jeszcze nie jest siebie pewna, bo zapewne jest przekonana o swej  niedoskonałości i chyba nie wierzy do końca, że jej przypadłość nie  dyskwalifikuje jej jako pełnoprawnego i pełnosprawnego członka społeczeństwa. A taki tok myślenia narzucał jej i ją  w tym utwierdzał Kris, który według  mnie jest chorobliwie  zarozumiałym facetem. Nie neguję, że jest bardzo inteligentnym człowiekiem, że ma dużą wiedzę  w  swej dziedzinie, ale brak mu takich zwykłych, ludzkich odruchów. 

 Nie mogę pojąć dlaczego on odciął się od dziecka, które  wszak jest jego cząstką. To jest tak, jakby własne  dziecko winił za ten rozwód. Być może, że ja jestem jakiś zacofany w  swych poglądach, ale jego zachowanie jest karaniem dziecka za to, że on w pewnej chwili przestał kochać Alę. Znacie wszyscy historię mojej mamy i mego ojca. Gdy już byłem na tyle duży, że mogłem sporo zrozumieć bo miałem 15 lub 16 lat, mama mi powiedziała, że uciekła z Warszawy bo bardzo kochała mego ojca, a była przekonana, że gdyby została to jej obecność zwichnęłaby mu karierę w wojsku, bo wszak była w ciąży. Wtedy wydawała mi się bohaterką, a nie że w pewien  sposób skrzywdziła tym i mnie i ojca. Siebie też, bo w tym kołtuńskim społeczeństwie samotne macierzyństwo, bez ślubu - to stygmat. Kocham Alusię i Tadziś też już jest w moim sercu. I mam nadzieję, że za jakiś czas Alusia mnie pokocha i zgodzi się by za mnie wyjść, bym mógł się nią i Tadzisiem opiekować w pełnym  wymiarze. Przepraszam, że się tak przed  wami wywnętrzam, ale jakoś tak  się wszystko poukładało, że mam was  wszystkich za rodzinę. 

Pewnie nie  wiesz - powiedziała Teresa - ale to co powiedziałeś przed  chwilą to nam  wszystkim niesamowicie pochlebia - po prostu związki krwi to nie  wszystko, ponad nimi jednak góruje rozum i uczucia. Ja twojego tatę mianowałam  w swojej głowie ojcem Kazika i jest dla mnie teściem. Bo za Kazika naturalnym ojcem to nie przepadałam, choć ani przez minutę nie był moim teściem bo zginął nim się z Kazikiem odnaleźliśmy. A wtedy twój tata bardzo Kazikowi pomógł by go wydobyć z dna rozpaczy. Co prawda bardziej rozpaczał z tego powodu, że razem z ojcem zginęła mama.

Alina przytuliła  się do Pawła i powiedziała - lubię cię przeogromnie, podziwiam, podobasz mi się jako mężczyzna  - ja tylko nie wierzę w siebie, nie wierzę w to, że ktoś może mnie pokochać na zawsze, boję się nowego związku usankcjonowanego prawnie. Poznaj mnie trochę lepiej, nie znasz mnie z bliska, możesz się rozczarować. To tak jak z jakąś rzeczą - gdy oglądasz na  wystawie lub  w  sieci jesteś  zachwycony - super kolor, super fason, na  zdrowy rozum wszystko jest OK, ale dopiero w bezpośrednim kontakcie okazuje  się, że ani piękny kolor ani fason nie powodują, że ta rzecz jest wygodna i naprawdę  dobrze  skonstruowana. Ani tobie  ani mnie  nie jest potrzebne nagłe rozczarowanie, pobądźmy wpierw w stanie nieformalności.

Alina ma rację - powiedział Jacek. Masz  szczęście synu, że nie jestem 20 lat młodszy, bo już bym  był jej mężem. Podoba  mi się od pierwszej chwili odkąd ją zobaczyłem, chociaż  wiem, że nie była mną zachwycona. A tak to mam szansę być teściem, to też fajna perspektywa dla mnie.  Alina zaczerwieniła  się lekko i powiedziała- ale chyba już  wiesz, że to się zmieniło.  Wiem Alu, wiem. I wiem, że będziecie dobranym  stadłem. Lata pracy z młodymi ludźmi nauczyły mnie  wiele. Ale nie odczytałem prawidłowo tylko jednego przypadku, tego dotyczącego mnie osobiście. Dziś już wiem że byłem komuś potrzebny tylko jako pomost. Wtedy zabrakło mi spojrzenia z pewnej perspektywy.

Toczącą się rozmowę przerwał głosik Alka, który stanął w drzwiach i zameldował: siku muszę .  Kazik od razu ruszył do akcji, a Alina powiedziała - zajrzę do Tadzia i wstała z kanapy. Pójdę z tobą-  Paweł natychmiast też podniósł się z kanapy i wyszedł za Aliną.  Teresa  została  z dwoma  dziadkami i powiedziała- jeśli nadal będzie taka fajna pogoda to chyba pojedziemy jutro z  dzieciakami do ZOO- Tadziś tam jeszcze nie był, mam nadzieję, że mu się spodoba. Oczywiście możecie jechać z nami, ale uprzedzam - można dostać żylaków od tego stania przy klatkach  nim  się dzieciaki napatrzą. Na hasło -jedziemy do ZOO od razu wskakuję w najwygodniejsze adidasy i grube, mięciutkie skarpety. I tego  dnia  biorę po śniadaniu witaminę C, by sobie poprawić kondycję. Bo wszystkie zwierzęta są dla maluchów atrakcyjne i należy się im dokładnie przyjrzeć i  zadać 1200 pytań. Kiedyś Alek  się  zapytał, czy misie lubią zupę pomidorową, bo on nie lubi. 

A nie pojechanie nie będzie źle odebrane?-spytał tata. Nie, tylko gdy wrócimy  będziesz musiał wysłuchać  sprawozdania i obejrzeć z razem z Alkiem encyklopedię  zwierząt. No to ja jednak zostanę w domu - stwierdził tata. 

Ale bardzo możliwe, że zamiast do ZOO pojedziemy na lotnisko, bo Alek coś ostatnio majaczy o lotnisku-  ale nie o samolotach a .....o tych automatycznych drzwiach. Myślałam, że mnie skręci  ze śmiechu gdy spojrzałam na minę Kazika. Powiedziałam mu tylko - to nieźle, może w życiu dorosłym  zajmie się automatyką lub konstruowaniem  robotów.

Eeeee, nim dorośnie to jeszcze wiele  razy będziecie  zaskoczeni jego zainteresowaniami- pocieszył ją Jacek. Syn mojego kolegi miał tysiące pomysłów, interesowało go wiele dziedzin, a został geologiem i pracuje za granicą, łazi po różnych górach i szuka oprócz okazów geologicznych.....skarbów. Złaził już Afganistan, był w Chinach, w Indiach.  Zaliczył już dwie żony, no bo która chce  siedzieć przez większość roku sama w chałupie i czekać aż jaśnie pan przypomni  sobie, że ma dom, żonę a na dodatek dziecko.

Wydaje  mi  się, że faceci, a może tylko duża  ich  część jest wyposażona w jakiś gen włóczykija i/lub poszukiwacza przygód, a tkwienie w domowym ciepełku, cały czas przy tej  samej kobiecie  męczy ich niemiłosiernie - stwierdziła Teresa. Mam całą masę koleżanek, które są po rozwodach ( to takie dla mnie nieco pocieszające, że mało kto może ze mną wytrzymać) i większość  zdradzających ich  mężów twierdziło z uporem maniaka, że co prawda zdradzili,  ale nadal ogromnie  kochają te  swoje  zdradzone żony. I chyba nie starcza mi inteligencji żeby to zrozumieć. Dla mnie jest to porażający brak logiki. Nie  mogą się oprzeć wrażeniu, że każdy młody człowiek powinien obowiązkowo przechodzić jakieś kursy  autoanalizy, żeby umiał się rozeznać we  własnych uczuciach. 

                                                                      c.d.n.



niedziela, 18 czerwca 2023

Lek na wszystko? -141

 Przy obiedzie Paweł i Jacek śmieli  się, że wreszcie będzie  się opłacało włączanie zmywarki codziennie i wreszcie  skończy zmywanie co 2 lub trzy dni.

Po obiedzie Paweł wziął Tadzia za  rączkę i powiedział - a teraz pójdziemy do innego pokoju - tam  czeka  coś na Tadzia. To "coś" to był zestaw dużych klocków Lego,  rowerek bez pedałów, bardzo dużo książeczek dla dzieci z obrazkami, na których pies wyglądał jak prawdziwy, a nie jak koszmar senny pana weterynarza,  sporo książeczek tak zwanych interaktywnych, z muzyką, dzwonkami lub czytanymi na  głos wierszykami,  blok z kartkami do rysowania, kredki świecowe dla dzieci, ukochany miś z czasów dzieciństwa Pawła, dwie plastikowe książeczki do oglądania w trakcie  kąpieli, kolorowe rybki by umilały dziecku kąpiel  w wannie i......ciężarówka napędzana pedałami, na tyle  duża, by mógł w niej siedzieć nawet czterolatek. Alina stała pośrodku pokoju z nieco opadniętą szczęką, wreszcie przerwała milczenie mówiąc - niech mnie ktoś uszczypnie, bo mam wrażenie, że śnię. 

Paweł podszedł do niej, objął ją i pocałował - nie śnisz - to wspólne "dzieło" - ojca, moje, Tesi. My wszyscy wiedzieliśmy wcześniej, że twoje małżeństwo chyli się gwałtownie ku  upadkowi, a Tesia i mój tata wiedzieli, że cię kocham, no a tata już był zżyty z Tadziem. Część zabawek to spadek po Alku, np. ten rowerek bez pedałów. Kazik go zaniósł do was, a pan mecenas go piżgnął do piwnicy, więc Kazik go stamtąd  zabrał i przyniósł tutaj mówiąc, że kiedyś się przyda, bo rowerek nie jest przypisany do jednej płci. A ja się zastanawiałam gdzie on  się podział, bo pamiętałam, że Kazik go do nas przyniósł i pomyślałam, że może potem go zabrał z powrotem. A ten ostatni rok dał mi w kość, nie nadążałam za niczym.  Aż  się do dziś dziwię, że nie  zwariowałam kompletnie  tylko tak trochę- cicho powiedziała Alina.

Tadzik , gdy zobaczył, że Paweł obejmuje Alinę natychmiast przylgnął do obojga, więc Paweł wziął go na ręce i teraz oni oboje obejmowali Tadzia. Jacek migiem wyciągnął z kieszeni komórkę i uwiecznił całą sytuację na zdjęciu, które zaraz  wysłał do swego przyjaciela a drugim  adresatem  była Tesia. A Tesia odpisała cytatem "i słowo ciałem  się stało" i niech tak trwa, nie  zapomnijcie  z tej radości, że dziś mamy basen!!! A Alina obejmując Tadzia i czując bliskość Pawła pomyślała - nigdy czegoś takiego nie było w moim małżeństwie, nie istnieliśmy jako jedność z dzieckiem. I pewnie chciał dziecka tylko dlatego, że Kazik już miał.  I znów mi się płakać chce! 

Tadziś, jak każdego dotąd "basenowego dnia" nie został tym razem pod opieką obu dziadków,  ale  tylko dziadka Jacka i to w domu Pawła. Co prawda Alina była  zdania, że to może być  za dużo zmian na raz, ale mały był  tak bardzo zajęty nowymi zabawkami i czytaniem razem z Jackiem książeczek, że nie chciała go stamtąd wyciągać.  Paweł podwiózł Alinę do jej mieszkania, by zabrała  ze sobą "zestaw basenowy" i tym razem w  dwa samochody pojechali na basen. Tym razem obie panie mało pływały - no ale przecież Alina  musiała  wszystko swej przyjaciółce opowiedzieć. 

No - powiedział Kazik - jestem pewien, że nie  zostawiły na nas  suchej nitki- nie wiem tylko po co wchodziły na basen, mogły sobie pogadać w kawiarence. Zobacz jak one fenomenalnie wolno pływają - cud, że  się nie potopią. Mam nadzieję - powiedział Paweł- że Tesia na tyle mnie lubi, że nie przekona Ali, że związek ze mną to głupi pomysł. Śpij  spokojnie - Kris tak nabruździł, że gdyby nagle się pokazał przed oczami Tesi to pewnie by mu dała  kopa w krocze - zawiódł ją na całej linii i ona mu tego nigdy nie  wybaczy. Powiedziała, że jest gorszym śmieciem niż jej były mąż. A o byłym mężu nie miała nigdy dobrej opinii.  Jeśli nie wiesz nic o poprzednim  związku Tesi to nic nie tracisz - zapewniam  cię. Oboje jesteśmy po wielce nieudanych związkach i oboje potępiamy Krisa.

Marzę o tym, by Ala mnie pokochała - cicho powiedział Paweł. Pokocha  cię, każdy z nas chce kogoś kochać i być kochanym. To naturalne pragnienie. Mam wrażenie, że mój brat już dawno odkochał się w Alinie, bo ona wymagała przez jakiś czas opieki i pomocy, a on  zawsze był egoistą, bo tak  go ustawili nasi  rodzice. Nie docierało do niego, że bezpieczeństwo materialne w związku to stanowczo za mało. A może posiedźmy sobie  dziś w jacuzzi? Zaproponuję to gdy do nich podpłyniemy. Posiedzisz bliziutko Ali, poflirtujesz z nią trochę nogami pod wodą - zgoda? Ale czy one zechcą?- Paweł był pełen wątpliwości. Spokojna głowa - zechcą, będą sobie szeptać. One zawsze mają mnóstwo spraw do omówienia. Posadzimy je obok siebie,  a my posiedzimy po ich zewnętrznej, żeby się nikt  do nich nie  zalecał pod  wodą. 

Podpłynęli do dziewczyn i Kazik powiedział - prawie nikogo nie ma w jacuzzi i my tam idziemy. Idziecie  z nami? No jasne- odpowiedziała Tesia- lećcie zająć dobre miejsca. Nie  zaszkodzi się wygrzać w ciepłych bąbelkach. Panowie szybko podpłynęli do schodków i wyszli z basenu. Obie  się im przyjrzały gdy szli w stronę jacuzzi i Teresa powiedziała - fajni są obaj, trzeba iść ich popilnować, żeby jakieś niedopieszczone się nimi nie  zajęły. Bo jak mówi przysłowie - strzeżonego to i Bóg strzeże. Zastanowimy  się razem nad weekendem, ma być ładnie, więc może się wybierzemy w  dwa samochody na łono przyrody. Zamontowali w wozie Pawła dziś fotelik? Tak i to nawet jakoś szalenie szybko, nawet Paweł był mocno zdziwiony, że tak szybko to poszło. No wiesz, oni mają wprawę. I te foteliki są dobre, atestowane. Jaki wybraliście kolor? Taki ciemno wiśniowy, z tymi bocznymi oparciami na główkę. Niespiesznie wyszły z basenu i poszły do jacuzzi. 

A co tak pusto? -zdziwiła  się Teresa. Bo mecz  dzisiaj, jakaś piłka kopana. Nasi dziadkowie to pewnie będą oglądać, ale ja nie mam zamiaru - stwierdził Kazik. Ja to chyba tylko raz oglądałam jakiś mecz - 22 facetów bezproduktywnie gania za jedną piłką. No ale  dobra- zakładam, że faceci niektórzy cierpią na nadmiar energii, ale dla mnie piłka nożna kobiet to już graniczy ze zboczeniem. Zawsze mam wrażenie, że to jakieś zaburzenie. Tak  samo z podnoszeniem ciężarów. Nie potrafię  w tym dostrzec jakiejkolwiek przyjemności. Jak już mam  się męczyć to mogę zrobić w  domu generalne porządki w jeden dzień a nie w dwa lub trzy. Poza tym nie bawi mnie udowadnianie  innym, że w czymś jestem równie  dobra  a może nawet lepsza. Brak mi ducha rywalizacji.

A ja oglądałem kiedyś w TV jakieś zawody w jedzeniu pączków- powiedział Kazik. I od tej pory nie  zjadłem już ani jednego pączka. Już samo oglądanie mi wystarczyło. A ja nie lubię pączków bo są z lukrem. A mama robiła  takie malutkie pączki, bez lukru, na jednego gryza - wspomniał Paweł. Ciasto takie jak na  zwykłe  pączki, ale szybciutkie  smażenie i nie musi być do tego fura oleju, z którym nie bardzo wiadomo co potem  zrobić. Szkoda, że  woda  w basenie nie jest taka  cieplutka jak ta- jęknęła Tesia. Gdyby była taka  cieplutka to byś po przepłynięciu dwóch długości basenu padła umordowana- zapewnił ją Paweł. W basenie, w którym się naprawdę pływa temperatura powinna mieć 26 stopni, w takim rekreacyjnym to  28- 30 stopni. Tu w jacuzzi jest, wg tutejszego termometru 35 stopni.  

26 stopni to jest temperatura  w lecie  w Morzu Śródziemnym, tam, gdzie woda sięga mi do talii - powiedziała Teresa. A na płyciźnie dla  dzieci to jest jeszcze  cieplej. Gdy byliśmy w Bułgarii z tatą to tam też była taka fajna ciepłą woda, że się nie  chciało z niej wychodzić i potem  musiałam sobie na tempo opalać same  nogi, bo ciągle łaziłam  w  wodzie takiej do pół uda i to wyglądało śmiesznie, bo od połowy ud do pięt to byłam biała a reszta opalona na brązowo.

Panowie, myślcie gdzie spędzimy weekend razem z dziadkami - zarządziła Teresa. Przecież nie  zostawimy ich samych. Ja niewiele podpowiem, a nad Bałtyk na sobotę i niedzielę to chyba  się nie opłaca jechać- stwierdził Paweł. No raczej nie  - zgodziła  się Tesia. 

Dość blisko to mamy Nieporęt, 30 km od centrum Warszawy lub Białobrzegi- 32 km od  centrum, obydwa miejsca są nad Zalewem Zegrzyńskim. Wiem że w Białobrzegach  można wypożyczyć rowery wodne i kajaki. Droga  jak po sznurku, praskim brzegiem do drogi wzdłuż Kanału Zegrzyńskiego i potem tą  drogą aż do Nieporętu, tam  się  skręca na Białobrzegi. Na teren można  wjechać samochodem za całe 10 złotych. Picie i jedzenie weźmiemy własne, wszak mamy termo-torby. I oczywiście słój kremu do opalania, coś od słońca na głowy dla dorosłych i dla dzieci, jeśli będą parasole to tam weźmiemy, minimum  dwa. A że będziemy przejeżdżać przez  Nieporęt to zajrzymy wpierw co tam jest. A na następny weekend można pojechać do Koszelówki nad Jezioro Zdworskie. Byłam tam kiedyś, ale nie wiem jak tam teraz  jest ze sprzętem pływającym,  wtedy mieliśmy własny ponton, Robercik go sobie przywłaszczył jeszcze przed  rozwodem. A jezioro ładne i  czyste. 

A co robiłaś na Zegrzu?- spytał Kazik.  Pływałam z kumplami Robercika żaglówką, taką diablo szybką żaglówką regatową Latający Holender. Oni tam  mieli regaty i po regatach ja z nimi pływałam. Robercik też? - nie, biedaczek cierpiał na łodzi na tak zwaną "chorobę morską" i rzygał dalej niż mu wzrok sięgał. On nawet na kajaku miał mdłości. Dlatego odholowanie  sobie przez  niego tego pontonu odebrałam jako zwykłą złośliwość. Przed każdym lotem samolotem to  się pasł jakimiś tabletkami. Dziwnym trafem nie mdliło go gdy prowadził  samochód.

Ty to chyba nie za bardzo kochałaś tego Robercika - skonstatował Paweł. Teresa zaśmiała  się - brawa dla ciebie- odgadłeś.  Ale mój obiekt pożądania ożenił się z inną, bo mnie uważał za dziecko a na dodatek byłam dzieckiem dobrych znajomych  jego rodziców.  Więc w ramach zemsty gdy Robercik, jego rówieśnik, dostrzegł we mnie  kobietę, a nie  dziecko - wyszłam za niego. Nie wpadłam na to, że ukarałam tym siebie a nie Kazika. Ale widać, że byliśmy sobie z Kazikiem przeznaczeni - bo jednak jesteśmy razem. 

A ten jak mówisz Robercik?  Robercik? - postarał się o to, by rozwód był tylko i wyłącznie z jego winy więc się rozeszliśmy i on zapłacił za mojego adwokata, który zamiast  mnie  stawał w sądzie. A poza  tym to Robercik gdzieś  zniknął, w pewnej chwili jego matka szukała go na naszym osiedlu a ja wtedy już byłam dawno po rozwodzie, po ślubie  z Kazikiem i był Alek na świecie.

Ja też wierzę w przeznaczenie- stwierdził Paweł. Mama zawsze mówiła, że co ma być to będzie. Ja też tak mówię - ucieszyła  się Teresa. Bo bardzo  często człowiek nieomal ze skóry wychodzi, żeby coś  zmienić i nic z tego się nie udaje.

                                                                                 c.d.n.

sobota, 17 czerwca 2023

Lek na wszystko?- 140

 Alina przez  długą  chwilę spoglądała na przemian na Pawła i na trzymaną w  rękach niedużą, srebrną paterę z tortem. Świeczki mrugały do niej porozumiewawczo a ich płomyczki stawały  się coraz  bardziej rozmazane.  Paweł wyciągnął z kieszeni małą paczkę  chusteczek, wyjął jedną i delikatnie ocierał kapiące z jej oczu łzy mówiąc - przepraszam,  chciałem ci sprawić przyjemność a nie przyprawić cię  o łzy! Po prostu  niezdara jestem, przepraszam!  Daj ten tort, pokroję go - tu pewnie masz jakiś nóż? - spytał  wskazując na  szufladę pod blatem. 

Alina zabrała mu z ręki chusteczkę i otarła łzy mówiąc - nie jesteś  niezdarą, po prostu  mnie ogromnie wzruszyłeś, już  dawno nikt nie  obchodził w ten  sposób moich urodzin. Każdy, nie wiem po co, czci imieniny, a nie urodziny, które są naprawdę  bardziej osobistym  świętem niż  imieniny. A noże są w głębi  szuflady, tak żeby  nie  wpadły przypadkiem w  ręce  dziecka gdy mu  się uda  ją otworzyć. To ja  cię przepraszam, że się zachowuję jak debilka, ale ostatnich kilka  miesięcy wytrąciło mnie  z równowagi.

Każdego wytrąciłyby takie  wydarzenia  z równowagi - a ty światu  nie pokazywałaś łez, pewnie wylewając  je w ukryciu, przed  dzieckiem  zwłaszcza.  Alina machnęła  ręką - te moje łzy w tej  chwili to nie są łzy za czymś lub  za kimś, ja  się po prostu wzruszyłam twoim pomysłem i  dziełem.  Sam zrobiłeś ten tort?  Paweł pokiwał głową - tak,  mama co roku robiła taki tort na moje urodziny, a ja wymyśliłem , że zrobię dla nas  wspólny tort. To jest tort bezowo- migdałowy z masą czekoladową. Najważniejsze, że udało mi  się kupić taką małą tortownicę. Bo mamy tortownica  została na  wyposażeniu  gdańskiego mieszkania.

Alina przypatrywała się Pawłowi z uwagą, w końcu powiedziała - pierwszy raz widzę cię tak z bliska i to tak "w  cztery oczy" - czuję się tak, jakbym cię  zobaczyła pierwszy raz.  I co? ujdzie  w tłoku?- zapytał Paweł. Alina roześmiała  się -raczej nie, bo jest z ciebie bardzo przystojny osobnik i bardzo jesteś do Jacka podobny - trudno byłoby mu się wyprzeć, że nie jesteście jednej krwi.  

No fakt -wszyscy, którzy  znają nas obu tak mówią,  a geny  to potwierdziły - roześmiał  się  Paweł.  No  a co jeszcze zauważyłaś, bo gdy tak mi  się przypatrujesz  czuję się jakbym był poddawany tomografii komputerowej z kontrastem. 

Alina roześmiała się -wygląda , że  wszystko funkcjonuje prawidłowo, tylko że ja nie mam zbyt wielkiego pojęcia o medycynie. Mogę tylko powiedzieć, że czuję się w twoim towarzystwie bezpiecznie i jestem spokojna, nie doszukuję się ukrytych znaczeń w tym co mówisz i jest to dla mnie miłe novum, bo przez cały czas trwania małżeństwa  musiałam  się  zastanawiać nad ukrytym sensem tego co "były" do mnie mówił.  Paweł,  ty pewnie wiesz, że ja jestem obciążona nieuleczalną  chorobą i końca życia  będę musiała brać lek, więc....

Wiem, przerwał jej Paweł, wszyscy to z naszego grona  wiemy. Spędziłem dość  sporo czasu w  czytelni biblioteki  medycznej, rozmawiałem też z lekarzem o tym. Będę pilnował byś stale brała lek i będę dbał o twoją stabilność psychiczną i nie będę ci przysparzał sytuacji destabilizujących, jeżeli oczywiście mi na to pozwolisz. Nie przeraża ani nie  zraża mnie to, że masz chorobę afektywną, dwubiegunową. Naprawdę kocham cię od  roku i mam cichutką nadzieję, że mnie  z czasem polubisz. A to, że jestem od ciebie cztery lata młodszy teraz już nie ma żadnego znaczenia. Twój synek już dawno mnie polubił. Będę robił wszystko, żeby tobie i jemu było ze mną dobrze.

Mój ojciec wie o moich uczuciach względem ciebie i nie dziwi go mój wybór. Nie wiem skąd,  ale on wiedział, że wasze małżeństwo nie przetrwa długo. Może widywał gdzieś Krisa z jakimiś panienkami, nie mam pojęcia. Ale cały czas bardzo pilnował bym ja cię nie zaczął uwodzić - "bo nie wyrywa  się mężatek". I zdaję  sobie  sprawę  z tego, że może zjawiam  się za wcześnie w twoim życiu, bo tak zaraz  po rozwodzie i możesz mnie po prostu wyrzucić. Ale naprawdę pragnę być z tobą i Tadziem, chcę  się wami opiekować. Nie  "z doskoku" w razie potrzeby, ale codziennie, 24 godziny na dobę. A tak mniej skomplikowanie  mówiąc - chcę cię prosić, byś została moją  żoną.  Umiem w domu wszystko zrobić, mama nauczyła mnie  wszystkiego. I gdyby jeszcze żyła to wiem, że zostałybyście prawdziwymi przyjaciółkami.

Pawełku, ja cię bardzo lubię, chociaż na początku nie lubiłam Jacka, nie lubiłam i ciebie, bo zwyczajnie  byłam zazdrosna o uwagę, którą wam poświęca Teresa. Bo bałam się, że przestanie wtedy przyjaźnić  się ze mną. Ale to ona odkryła, że jestem prawdopodobnie  chora, ona kazała Krisowi by mnie  zapisał do lekarza, ona mu zrobiła  jego zdaniem awanturę,  że nie pilnuje bym brała lek jak i o to, że mnie nie  wspiera i nie dostrzega poprawy. Nie mam już żadnej bliskiej rodziny i uważam  Teresę za swoją siostrę, której nigdy nie miałam. I rano, lub wieczorem na basenie opowiem jej o tym wszystkim co się tu teraz u nas dzieje. Paweł wziął jej dłoń, przytulił do swego policzka i powiedział - powiedziałaś "u nas", dla mnie to brzmi cudownie. Jestem w pewnym  sensie dłużnikiem Tesi - zrobiła dla mnie takie piękne przyjęcie  z okazji mojej magisterki, ona czasem przypomina  mi moją mamę. A mój ojciec Tesię i Kazika traktuje tak jakby to były jego dzieci a Alek prawdziwym jego wnuczkiem. Tadzia też już "uwnuczkowił". 

A mnie tata Tesi pozwala bym mówiła do niego "tato" i to jest dla mnie piękne. Kiedyś mi powiedział, że więzy krwi są tak naprawdę mało istotne. Mając takie pozwolenie nieomal cieszę  się, że mój ojciec  już nie żyje, bo nie da się ukryć, że nie był łatwy w życiu rodzinnym - był szalenie apodyktycznym  facetem i często doprowadzał mamę do łez, a mnie  do wściekłości.

Paweł zerknął na zegarek - już północ, już jesteśmy po naszych urodzinach. Czy ty aby nie powinnaś już iść spać? Na którą idziesz  do pracy?  Na ósmą, ale muszę  wstać o siódmej. Śniadanie mały je  w żłobku, w większym gronie lepiej mu to idzie. Wychodzimy z  domu  za dwadzieścia ósma, docieramy za pięć  ósma. Ja jem w domu, bo muszę  wszak łyknąć tabletkę. A ty na którą jeździsz?   

Ja jadę na dziewiątą, ale muszę  się  jeszcze przebrać, nie chodzę w  dżinsach do pracy. Normalnie  to wstaję o 7,30 . Jem w pracy, bo tak rano to jakoś nie umiem. Biorę  sobie  do pracy  pierwsze i drugie śniadanie, bo pracuję 9,00 -16,00 o ile nie ma żadnej awarii, bo i to się zdarza. Kiedyś to nawet do domu nie  wróciłem, bo skończyłem zabawę o 5 rano, więc  tylko sobie  zrobiłem mocną kawę i posiedziałem w robocie do południa, gdy już miałem pewność, że wszystko gra. Ale to się rzadko zdarza - na  szczęście. To teraz dam ci już spokój i pojadę do siebie.  O której wyjdziesz  z pracy?  Z reguły to wychodzę 15 lub 20 po szesnastej - muszę wszak wpierw dać  się wycałować, potem dziecko ubrać. No to w takim razie ja po was przyjadę i pojedziemy do mnie na obiad. Funkcjonuję na patencie Tesi - wyciągnij z  zamrażalnika, rozmroź w mikrofali, odgrzej w garnku lub w piekarniku. Będę o tobie  tej nocy  śnił. Ujął jej twarz w  dłonie i ucałował ją w usta. Minutę później wyszedł z mieszkania Aliny. A Alina stała nadal i palcem przejeżdżała po swoich ustach, a w głowie stukała jedna myśl - przecież mogłaś go zatrzymać. W minutę potem oprzytomniała i pomyślała trzeźwo - nie mogłam - on był w dżinsach.

Leżąc już w swoim łóżku rozmyślała  - cztery lata młodszy, ale w tym wieku to już nie problem. Nie podejrzewałam go o to, że  choć trochę go obchodzę. Ciekawe co powie na to Teresa. A może wiedziała o tym? Czuję  się tak, jakby mi się to wszystko tylko przyśniło. W kuchni , gdy chciała schować  do lodówki  paterę z resztką tortu zauważyła,że do patery jest przymocowana jego wizytówka  a na niej odręczny dopisek - prezentem jest patera, a nie torcik, o czym zapomniałem ci powiedzieć, Paweł. No wariat kompletny wariat, wydał na to sporo forsy, przecież to srebro! Obejrzała dokładnie paterę, szybko sięgnęła po komórkę i wysłała do Pawła  wiadomość - patera jest śliczna, ale  chyba zwariowałeś obdarowując  mnie tak drogim prezentem! Porozmawiamy o tym gdy się zobaczymy. Ala.

Nim  zasnęła przeanalizowała dokładnie niemal każde słowo, które do niej powiedział, by na końcu samą siebie obrugać, że koniecznie  chce  znaleźć "drugie dno", bo życie z Krisem ją tego nauczyło. I że Paweł to nie Kris, u którego każde słowo miało kilka znaczeń, zależnie od okoliczności, w których je powiedział.

Rano, gdy zaterkotał budzik Alina wstała półprzytomna. W ramach śniadania "wykończyła" torcik, który nadal  jej szalenie  smakował, zażyła tabletkę, wypiła "cienkie kakao", obudziła i ubrała Tadzia i jak zwykle poszli spacerkiem do żłobka. W pracy była nieco rozkojarzona, no  ale nie było to nic dziwnego, bo po wieczornych rozmowach z Pawłem  długo nie mogła  zasnąć. Zastanawiała  się, czy Paweł rzeczywiście po nich przyjedzie i zabierze do siebie na obiad. Gdy skończyła pracę i poszła na  salę by zabrać Tadzia do szatni i go ubrać, przez oszklone  drzwi wejściowe  dostrzegła Pawła. Ubierając dziecko powiedziała, że zaraz pojadą do domu wujka Pawła na obiad. Lubię wujka Pawła - powiadomiło ją dziecko. No to świetnie, nie  zapomnij się ładnie z  wujkiem przywitać. Idąc do drzwi wyjściowych widziała, że Paweł stoi przy furtce i wpatruje  się w drzwi. Wyszła razem z dzieckiem a wtedy Paweł przykucnął przy furtce i otworzył ręce jednocześnie wołając dziecko. Tadzik  wyrwał swą rączkę z ręki Aliny i pobiegł do Pawła, który go złapał i podniósł wysoko do góry, a potem  do siebie przytulił i ucałował. Zaczekał aż podeszła do nich Alina, pochylił się lekko do niej i cmoknął w policzek, a potem powiedział - stoję na parkingu, tu musiałbym stanąć połową samochodu na chodniku i tarasować ludziom  chodnik.

Gdy wsiedli do samochodu powiedział - dziś obiad u mnie i będzie na nim ojciec, jutro pójdziemy na obiad do niego. Gotujemy z ojcem na  zmianę. Nawet sobie nie  wyobrażasz jak  się ucieszył, że wy dziś będziecie na obiedzie! A w soboty i niedziele będziemy obiadować u ciebie, będziemy gotować razem ty i ja, o ile nie będziemy gdzieś jeździć na jakieś wycieczki. Na jutro jestem umówiony na montaż fotelika dla Tadzia. Już go kupiłem, jutro wyskoczę w ciągu dnia na montaż. Ten fotelik, który jest w  samochodzie Krisa też powinien być wymieniony, wiem  to od Kazika. No ale podejrzewam że pan mecenas nie przewiduje wożenia dziecka- i dobrze  robi- nie jest godzien tego by mieć dziecko. Mały bardzo się ucieszył, gdy przyjechali do Pawła, bo tam już urzędował dziadek  Jacek. Jacek wpierw objął Alinę i coś jej chwilę  szeptał do ucha, potem przytulił Tadzia i zaczął go rozbierać, mówiąc, że już się za nim bardzo stęsknił. Gdy już usiedli do stołu okazało się, że dla Tadzia jest wysokie krzesełko by mógł razem ze  wszystkimi siedzieć przy  stole. Widząc zdziwienie Aliny Jacek powiedział - byłem  dziś na Ursynowie  w sklepie z używanymi dziecięcymi akcesoriami - tam jest  wszystko,  aż  dziw,  że nie można tam kupić używanego dziecka w bardzo dobrym  stanie. Po prostu dzieciaki bardzo  szybko rosną i czasem dwa razy w  roku trzeba wymienić jakiś sprzęt. To fajny sklep, bo można  również w nim jakiś sprzęt wypożyczyć- np. jakiś wózek typu parasolka. Alina  westchnęła  - Tesia zawyrokowała, że panu mecenasowi szybko minie miłość ojcowska, a ona zna pana mecenasa znacznie  dłużej niż ja, bo Kazik i Kris znają ją od  chwili jej pojawienia  się na tym świecie.

Jacek wypytywał  się jak  się Alinie pracuje, jak Tadzik  się  czuje  w żłobku, cieszył się, że psychoterapeuta stwierdził, że kuracja   zakończona i to z pomyślnym wynikiem,  że Alina ma bliziutko do pracy. A potem dodał - a najwięcej to ja  się cieszę z rozwodu pana mecenasa. Bo nawet jeśli dziecko odziedziczy jego pewne  cechy, to nie będzie pod wpływem tego pana na  co dzień i one się nie  rozwiną. I byłoby świetnie, gdyby jak najrzadziej bywał bo wtedy będzie "podkładka", gdy ktoś, z kim będziesz na stałe będzie  chciał dziecko usynowić.  Alina stwierdziła, że być może praca, którą teraz wykonuje nie jest porywająca,  ale ma tę  zaletę, że jest bardzo blisko miejsca  zamieszkania, że jeżeli Tesia będzie  chciała wrócić do pracy w sposób czynny to nie będzie  problemu z miejscem w przedszkolu, bo ona je  załatwi.

Ale Kazik jest wrogiem takiego rozwiązania a tak ogólnie to trudno pod tą szerokością geograficzną planować coś długoterminowo, bo może Kazik będzie pracował w innym kraju i wtedy nie będzie problemu z przedszkolem. Wiesz kochanie- powiedział Paweł - my wtedy też wyjedziemy tam, gdzie będą oni.  I albo pojedzie od razu cała wycieczka albo się pojedzie na raty- np. wpierw Kazik i ja żeby tam  wszystko przygotować a potem reszta. Tesi też  się tam  szalenie podobało.

                                                                 c.d.n.


piątek, 16 czerwca 2023

Lek na wszystko - 139

 Alina  z Teresą siedziały na jednej z ławek na placu zabaw i obserwowały tatę i Jacka, którzy z bliska pilnowali Alka i Tadzia wspinających  się na drewnianą budowlę. Alek był już bardzo sprawnym wspinaczem  a Tadzik starał się ze  wszystkich swych  sił naśladować starszego swego stryjecznego brata. Nadal 15 miesięcy różnicy w ich  wieku było  swego rodzaju "przepaścią." A obaj dziadkowie z jednakową troską opiekowali  się chłopcami. 

Alina wpatrując się w  dzieci i dziadków powiedziała - dojrzałam do rozwodu. Może jestem głupią wariatką i histeryczką, jak mówi Kris,  ale nie umiem już mu zaufać. Nie wierzę w jego miłość do mnie i  do dziecka, śpię przytulona do ściany a nie do niego, z całych sił powstrzymuję  się by go tak  zwyczajnie nie wykopać  z łóżka. Nie  chcę by mnie  dotykał. A on  się wścieka i odgraża, że odejdzie  do innej. Wczoraj  wieczorem powiedziałam mu, że może odejść, bo ja nadal nie umiem mu  zaufać, a na samą myśl o seksie  z nim dostaję mdłości. Oczywiście skonstatował, że widocznie ktoś inny zaspokaja moje potrzeby w tym  zakresie.  I może to jest mój psychoterapeuta, bo  wciąż  do niego "latam". I wielce obrażony wyniósł się do drugiego pokoju zabierając  swoją pościel. 

Rano się na  szczęście do mnie nie odzywał. I właśnie  rano doszłam do tego odkrywczego  wniosku, że powinnam się jednak rozejść. Nie wierzę w ani jedno jego słowo a nie  da się żyć pod jednym dachem z kimś do kogo nie ma się  ani za grosz  zaufania. A to jego tłumaczenie, że to był wypadek, bo on  wcale tego nie planował  ani nie chciał - to mnie przyprawia o mdłości.  I z tego wszystkiego dojrzałam  do rozwodu. Tadziem to on  się już od  dość  dawna nie  zajmował. Zajmował  się tylko na początku gdy jeszcze  byłam w  szponach  dwubiegunówki, potem pałeczkę przejęła pani Maria. Pomyślałam sobie, że wyrwanie  się z tej  dwubiegunówki sprawiło, że zaczęłam patrzeć trzeźwo na to co mnie otacza. Zaczęłam zauważać, że więcej uwagi poświęcają mi inne niż on osoby  - ty, pani Maria, obaj dziadkowie a nawet Paweł. I sobie  pomyślałam, że lepiej mi jednak  będzie w życiu bez niego i jego "miłości", która chyba jednak nie jest tak naprawdę miłością.  Czepia się tego, że jeżdżę z wami na  basen, więc mu powiedziałam, że może przecież też  tyłek ruszyć  i jeździć z nami na basen, to mi powiedział, że on  nie ma  czasu na głupoty.

Alinko - zrobisz tak, jak uważasz  za stosowne. Bardzo,  ale to bardzo i ja i Kazik jesteśmy rozczarowani postawą Krisa. Kazik mu powiedział, że powinien przeanalizować swój stosunek do życia, bo jest bardzo nielubiany przez  swoich  kolegów, bo ma przerost ego i marzenia o własnej spółce prawniczej może zakopać, bo chętnych do niej  nie znajdzie. Oczywiście  nie powiedział od kogo to wie. Nie puść mu farby, że twoje  zaświadczenie od lekarza jest u nas, ono niestety  może się jeszcze przydać. Muszę  się zapisać na niemiecki, a może uda mi  się znaleźć kogoś dobrego prywatnie, żeby przyjeżdżał do domu, to wtedy mogłybyśmy uczyć  się  we dwie. Alka mamy  zamiar prowadzić dwujęzycznie - Kazik będzie do niego mówił po niemiecku, ja po polsku. Podobno on jest w idealnym do tego  wieku. Jego już interesują literki. Czytałam, że dziecko może  się nauczyć czytać w wieku 4-6 lat i to jest najlepszy do tego okres.

Obaj malcy i dziadkowie zakończyli urzędowanie przy domku do wspinania się, bowiem nadeszła pora drugiego śniadania, które było zaplanowane u Teresy. Mamy zabrały  dzieci do domu, a dziadkowie  poszli jeszcze na  zakupy, Jacek przepytał Alinę co ma kupić dla niej i Alina, nieco ociągając się, wydusiła z siebie  co potrzebuje.  W domu Alina wzięła  się za wyczyszczenie obu chłopców  z kurzu i brudu, a Teresa  w tym czasie  szykowała dla  nich jedzenie. 

Gdy dziadkowie wrócili z  zakupów malcy już byli po śniadaniu i zostali "oddelegowani" do zabawy. Nie da  się ukryć, że Alek nieco "rządził" młodszym bratem,  ale Tadziś nie protestował i zgodnie  się bawili, więc dorośli mogli w  spokoju napić  się kawy z zakupionymi przez dziadków precelkami obsypanymi  grubo  mielonymi orzechami - nowość, która bardzo  wszystkim  smakowała. Oczywiście każdy z malców też dostał po precelku a do picia mieli kakao z kawą zbożową. Obaj  byli  zachwyceni, bowiem pili swoją "kawę" przez rurki.

Wczesnym popołudniem Alina powędrowała z Tadzisiem i zakupami do swego mieszkania, a Jacek niósł zakupy i odwiózł Alinę pod  same drzwi mieszkania.  Gdy wrócił z powrotem do Teresy powiedział-  gdybym był z piętnaście lat  młodszy to bym powiedział Alince, żeby kopnęła tego bałwana w tyłek i wyszła  za mnie!  To taka miła, kochana dziewczyna! W życiu nie przypuszczałem, że rodzeni bracia tak bardzo mogą  się różnić od  siebie. 

No różnią  się bo jeden poszedł w mamę  a drugi  w tatusia. Mam szczęście, że zakochałam  się  w Kaziku, który genami poszedł w mamę. Kris jest bardzo zdolny, ma sporą wiedzę, jest dobrym prawnikiem, tylko charakterek ma  nieco dziwny - stwierdziła Teresa. Ale to chyba wina obojga  rodziców, bo oboje  wpatrywali  się w niego jak  w tęczę - powiedział tata. Tak naprawdę nie był zaplanowanym  dzieckiem, był dziełem przypadku. Mogli bracia robić coś tak  samo, ale to co robił Kazik nie  było chwalone, a to co robił Kris było głośno chwalone i podziwiane. I faktycznie Kazik był ukochanym dzieckiem mamy, a Kris taty.  Ich małżeństwo kilka  razy chwiało  się w posadach, ale "dla dobra dzieci" trwało nadal.

A małżeństwo Krisa raczej się rozleci - jego ojciec nie  wykręcił chyba  aż takiego numeru jak Kris. Alina jednak zdecyduje  się zapewne na rozwód, bo stwierdziła, że nie jest w stanie żyć z nim pod jednym dachem. Dziś mi to powiedziała. Bo zawsze będzie się zastanawiała czym  naprawdę jest  spowodowany jego późny powrót  do domu i jaką zarazę tym razem jej sprezentuje. I ja  się jej wcale nie  dziwię. Powiedziałam jej, że ja jej niczego nie doradzę - ani rozwodu ani pozostawienia wszystkiego tak jak jest. To wszak jej życie, nie  siedzę w jej mózgu. Jestem co prawda pewna, że Kris za rozwód  będzie obwiniał nas  wszystkich, a głównie  mnie, twierdząc, że to ja  namówiłam Alinę na rozwód. No bo przecież nie od dziś wiadomo, że ja go nie lubię, przecież wybrałam Kazika. Bo nie  zauważył biedulek, że ja go nigdy nie brałam pod uwagę. I ma szczęście, bo Alina zleci tę sprawę jego dobremu koledze, temu który mnie rozwodził. To jest o tyle dobry wybór, że ten facet zajmuje  się tylko rozwodami i Kris, który  się tym wcale nie  zajmuje nie stanowi dla niego jakiejkolwiek konkurencji na  rynku, więc facet  raczej nie rozpowie w szczegółach co było przyczyną rozpadu związku. A w swoich kręgach to Kris  jest znany jako podrywacz, zawsze  się za nim snuło sporo dziewczyn, bo wszak urodny chłopak i z gestem.

Alina, tak jak zaplanowała, wybrała  się do adwokata, powiedziała, że nie chce Krisowi "podłożyć świni" więc niech pan prawnik wymyśli  co ona ma napisać w pozwie. Gdy już wszystko było omówione, napisane, powiedziała Krisowi, że podjęła jednak decyzję o rozwodzie, bo nie widzi innego rozwiązania i oczywiście mu powiedziała komu zleciła sprawę. Jeszcze tego samego wieczoru Kris pognał do swego kolegi by się dopytać czy to prawda. Dowiedział się, że prawda i że Kris ma bardzo przyzwoitą dziewczynę za żonę, która nie pragnie  wcale by mu "dokopać" wywołując skandal, chce natomiast by to przebiegło bez rozgłosu i możliwie szybko, więc  niech Kris nie protestuje, bo wtedy "była" może przedstawić dodatkowe powody poparte  dowodami.  Tego wieczoru Kris nie nocował w mieszkaniu Teresy, co ona  przyjęła z wielką ulgą. Była nieomal  zdziwiona  własnym spokojem.  Poinformowała Teresę, że ruszyła  do przodu  w kwestii rozwodu i wyraźnie jej samopoczucie się poprawiło. I, co może nieco dziwne, już nie interesuje  się tym, że nie ma go  w domu, chociaż już dobiega  godzina 23,00. Teresa od  razu powiedziała o wszystkim  mężowi, który tylko wzruszył ramionami i powiedział -  i dobrze  zrobiła, to nie jest dobry materiał na  męża i ojca. A to jest bardzo dobry prawnik i zadba by sprawa była rozpatrywana przez dobry zespół a nie przez  jakichś nawiedzonych zwolenników trwania w czymś co nie ma  sensu, bo jest dziecko w  związku. A jak znam Krisa to jemu bardzo szybko minie miłość do Aliny jak i miłość ojcowska do Tadzia. To typowy motylek, z kwiatka na kwiatek. Zresztą może jestem dziwny, ale nie rozumiem jak można kochać żonę a pieprzyć się, niczym dziki królik, z inną  babą. W niecałe trzy miesiące później odbyła  się sprawa  rozwodowa. Na korytarzu sądowym czekała na Alinę Teresa i zaraz zabrała  ją do domu. Gdy salę opuścił Kris nikt na niego nie czekał.

Jeszcze przed  sprawą Alina dopilnowała  by Kris zabrał z mieszkania wszystkie swoje rzeczy i zostawił drugi komplet  kluczy. Alimenty, jak określił Kazik, były takie, że zmuszały Krisa do nieunikania pracy. W tydzień po sprawie sądowej Alina zaczęła nową pracę jako intendentka w kompleksie żłobkowo - przedszkolnym.  Tadzik na razie hodował się w domu pod okiem pani Marii, którą nazywał babcią. Kris nie przychodził do dziecka, a zapytany przez Kazika czemu nie odwiedza  dziecka powiedział, że to dla niego zbyt bolesne na razie.  No jasne, znów tylko o sobie myślisz, a nie o dziecku. Ale wiesz, to może nawet lepiej, bo jeśli Alina kogoś  pozna i wyjdzie  za mąż to dziecko szybciej uzna go za ojca. Ciekawe to co mówisz - "odgryzł" się  Kris - już widzę ten tłum facetów  chętnych do ożenku z samotną matką! Masz bujną wyobraźnię. Kazik uśmiechnął się - masz rację - cały czas wyobrażałem  sobie, że  mam brata mądrego i kulturalnego a okazało się, że to tylko jednak moja wyobraźnia  a nie  rzeczywistość.  

Alina dobrze funkcjonowała  w nowej rzeczywistości, do pracy  miała 15 minut niespiesznym  spacerem z dzieckiem, a  Tadzik dobrze się czuł w najstarszej żłobkowej grupie, zwłaszcza, że zawsze mógł się  zobaczyć w trakcie  dnia z własną mamą. Alina nadal jeszcze bywała na wizytach u psychoterapeuty, ale już tylko raz  w tygodniu, po pracy. W te dni do żłobka wpadała Teresa i zabierała małego do siebie. Mniej więcej po miesiącu pracy Aliny pan terapeuta stwierdził, że właściwie terapia jest zakończona a rozwód i praca bardzo  pozytywnie wpłynęły na Alinę. Ale oczywiście, jeśli coś  się będzie  działo z Aliną, to niech od  razu do niego telefonuje i jakoś ją "wciśnie" między pacjentami. Alina bardzo  szczerze i wylewnie dziękowała mu za poświęcany jej czas, a na ostatnie  zajęcia przyniosła piękny album "Góry Świata", bo pamiętała  z którejś z rozmów, że on uwielbia górskie  wycieczki i marzy o urlopie w Alpach. 

Nadal jeździła na basen z Teresą, Kazikiem i Pawłem a w tym czasie dziadkowie opiekowali  się  chłopcami. Czas mijał, Kris nadal nie odwiedzał dziecka, co nawet cieszyło Alinę. Nie  była  spragniona jego widoku i obecności a dziecko wcale o nim nie  wspominało. W któryś majowy wieczór zaćwierkała jej komórka - to telefonował Paweł, mówiąc że bał się zadzwonić domofonem, żeby nie obudzić Tadzia, bo już po ósmej, to może śpi. Nie, nie śpi, ale już jest przygotowany do spania. Naciśnij przycisk i ja ci otworzę drzwi, winda  działa, a potem naciśnij u  mnie klamkę, a ja go tymczasem wyprawię do łóżka. Wejdź i idź do living roomu. W 10 minut później, po kilku całuskach Tadzio już zapadał w sen, Alina zamknęła drzwi jego pokoju i weszła do living roomu, ale tu nie było Pawła. Poszła więc do kuchni - Paweł stał przy kuchennym blacie pod oknem i coś na nim robił.  Alina stanęła w drzwiach i obserwowała go bez  słowa, a Paweł powiedział cicho - wiem, że już jesteś, ale jeszcze kilka sekund. Po chwili odwrócił się do niej, trzymając w rękach tort i mówiąc dziś są twoje i moje urodziny, więc  zrobiłem dla nas urodzinowy tort. Wszystkiego co najlepsze, cudowna dziewczyno! Dzielą nas cztery lata, ale nie sądzę by to była przeszkoda by razem spędzić ten  wieczór. Skąd wiedziałeś?  A bo jakoś tak się złożyło, że od  roku gromadzę wszystkie informacje o tobie, takie moje hobby od  roku. To podobno u zakochanego faceta jest dość normalne, w każdym razie  nie kwalifikujące go do zamkniętego psychiatryka. Wcisnął jej tort w ręce i powiedział- potrzymaj, to zapalę świeczki- jest ich tylko symboliczna ilość. Zapalił świeczki i Alina  nieco zdębiała - na torcie były dwa  rządki  świeczek- w górnym  3, pod spodem dwie. Alina patrzyła w milczeniu, w końcu powiedziała - przepraszam  cię, ale oświeć mnie- nie kapuję o  co chodzi. Paweł uśmiechnął się - to jest tak śmiesznie  zapisana liczba 32, która  jest średnią arytmetyczną naszych zsumowanych lat urodzin. Mam tylko nadzieję, że nie przeszkadza ci fakt, że jestem od  ciebie 4 lata młodszy. A tobie nie przeszkadza, że jestem od ciebie 4 lata starsza a do tego rozwiedziona i z dzieckiem?

No właśnie jakoś to tak dziwnie jest, że miłość rządzi się jakimiś  swoimi prawami, jakąś inną logiką i to nie ma  znaczenia. A wiem o tym, że jesteś ode mnie starsza już od dawna. Pomyśl - co znaczą cztery lata wobec  wieczności?

                                                               c.d.n.

czwartek, 15 czerwca 2023

Lek na wszystko?-138

 Tata, gdy dotarł dwoma autobusami do Krisa, zatelefonował od  razu do Tesi z  wiadomością, że kolację zje z Krisem,  a potem Kris go odwiezie,  bowiem umówił  się z Aliną, że będzie nocował  u niej i zostanie w  ciągu  dnia z Tadziem, gdy Alina pójdzie  na psychoterapię. Nie ma pilnych  spraw, więc odwiezie Alinę do Instytutu, podjedzie z Tadziem do Parku Wilanowskiego, tam pospacerują i potem odbiorą Alinę z Instytutu. Tesia po wysłuchaniu tej  wiadomości powiedziała  do Kazika - twój brat chyba nieco normalnieje. Nie  dość, że zgodził  się, żeby razem z Aliną i pomocą psychoterapeuty przepracować to co narozrabiał to jeszcze sam bohatersko pojedzie   z dzieckiem do parku. Może  pracuje na jakąś odznakę, np. "wzorowego rodzica". Kazik  roześmiał się - przeceniasz go, on po prostu zorientował  się, że rozwód, po jego dobrym roku finansowym, będzie go za dużo kosztował.  On umie liczyć.

Masz o nim jeszcze  gorsze  zdanie niż ja - stwierdziła Teresa. Pewnie  dlatego, że go dłużej i bliżej  znam niż ty. Uprzedź Alinę, by pod  żadnym pozorem nie udostępniła  mu tego zaświadczenia  lekarskiego. To dobry haczyk na niego. To zaświadczenie jest u nas  w domu- powiedziała Teresa. Alinka jest z tak zwanego gatunku "cwana gapa" i łepetyna jej całkiem dobrze funkcjonuje. I prędzej mu nakłamie, że to już podarła, niż powie, że zdeponowała to u nas. A to bardzo dobrze i niech tak zostanie- pochwalił Alinę Kazik. Tata też nie wie, że to jest u nas, tak samo jak nie wie, że Alina przerzuciła do nas to wszystko co zostało po pracowni jubilerskiej jej ojca. A jej ojciec gdy się zorientował, że się nie wyciągnie z choroby to zamienił gotówkę na złoto, bo to jednak nadal cenny kruszec, bo nie tylko w jubilerstwie jest potrzebny, w technice też. 

Alina  chciała mi koniecznie dać kilka pierścionków w prezencie i  z trudem jej wytłumaczyłam, że ja jedyne złoto, które noszę to jest mój znak zodiaku, to wariatka przetopiła je u znajomego jubilera na płytkę i dała ją do ocechowania i płytka leży u mnie z wygrawerowaną literą T. Z tym, że na mój gust to ta płytka musiała być z większej ilości złota niż z kilku pierścionków. Trzymam to wszystko w skrytce  bankowej, do której masz upoważnienie. Kazik zaczął się  śmiać - no ale ty to masz przynajmniej pewność, że nie ożeniłem  się z tobą dlatego boś zasobna. Dla mnie to ty jesteś największym skarbem. Mój ojciec to ładował pieniądze  w  działki budowlane i z ich sprzedaży mieliśmy obaj mieszkania, bo jednak  ziemia szła  w cenę. A i tak musiałem jeszcze  trochę dorobić do nich, bo chciałem większe mieszkanie niż dwa pokoje  z kuchnią.

Około dwudziestej pierwszej wrócił tata. Dobra była  kolacja?- zapytała Teresa. Bo u nas jest kasza  gryczana z mięsem.  Nie, nie  dziękuję, kolacja  była rodem z barku Europejskiego, czyli odsmażone pierogi z mięsem. Po raz pierwszy się dowiedziałem, że dorosły facet może  zostać zgwałcony przez  kobietę. Może raczej sprowokowany przez kobietę? - Kazik usiłował doprecyzować sytuację.  Kilka go zgwałciło?  on sierotek był jeden i horda bab? Bo słyszałem kiedyś, że panie więźniarki, które pracowały w którejś z polskich kopalń zgwałciły któregoś z pracowników kopalni, no ale ich było kilkanaście a on jeden.Doprowadziły go do stanu gotowości i taśmą lub  sznurkiem zablokowały odpływ krwi. Uratowano faceta, ale miał po tym problemy   zdrowotne. Nie bardzo wyobrażam  sobie gwałt w sytuacji jeden na jeden. Na  moje oko bliższa życiu jest  sytuacja, że to mężczyzna przymusza kobietę lub przymuszony facet  nie jest, ze względów technicznych zdolny do odbycia  stosunku. Jednak do tego trzeba choć trochę chcieć. Tata uśmiechnął się - nie  dopytywałem się, chciał się wygadać, no to  się wygadał. Z grubsza  to podobno wyglądało tak,  że wypił na pusty żołądek dwie  wódki za czyjeś tam  zdrowie,  a był samochodem i koleżanka,  która  mieszka  blisko zaproponowała , by wpadł do niej, wypił kawę i trochę odespał. A gdy się ocknął to ona  zabawiała  się w amazonkę. Kazik i Teresa  zaczęli chichotać a Teresa powiedziała do Kazika - fenomen z Krisa- może powinien taki wyczyn  zgłosić do księgi rekordów. Ciekawe ile on ma przygotowanych  wersji tego wydarzenia. Alina słyszała od niego podobną wersję, ale przyznał się jej, że wylądował w łóżku tej babki, o gwałcie na jego osobie nie było mowy.  A na moje oko to polazł do jakiejś agencji towarzyskiej i sobie  ulżył. Namnożyło  się  tych nielegalnych burdelików, na naszym osiedlu też była taka atrakcja , ale już ją  zlikwidowali, bo sąsiedzi donieśli na policję, że ciągle przyłażą na klatkę schodową jacyś obcy faceci.  

Jedyne w co mogę uwierzyć to fakt, że być może wypił jakiś alkohol  i nie chciał po nim  prowadzić samochodu. No ale to mógł, do ciężkiej  cholery, zamówić  sobie taxi,  albo do mnie  zatelefonować, to bym do niego pojechał i go przywiózł- powiedział ze  złością Kazik. Nie byłbym szczęśliwy, ale jednak bym mu pomógł w takiej  sytuacji.

Ciekawa jestem co on powie na psychoterapii? Przecież jak puści tekst, że został w czasie  snu zgwałcony to ludzie padną ze śmiechu. Doradziłam Alinie tę psychoterapię, bo to głównie jej pomoże, ale po tym co teraz  usłyszałam to jakoś nie dostrzegam szans  na utrzymanie tego związku. No ale może się mylę. Najlepsze  w tym wszystkim jest  to, że on cały  czas twierdzi, że bardzo kocha Alinę i Tadzia i że nie wyobraża  sobie życia bez nich. Gdyby to nie byłoby takie  smutne to byłoby zabawne.

Odniosłem  wrażenie, że on jest jednak mocno sam sobą zniesmaczony, ale nie jestem w stanie wydedukować czy ta "przygoda" czegoś go nauczy - powiedział tata. I szalenie mi  żal Alinki, bo ona go naprawdę kocha.  No to się pewnie odkocha jak jej jeszcze raz  czymś podpadnie- bo mu się tak  zbiera, ale  w pewnej  chwili  Alina  się ocknie i go wygoni - powiedziała Teresa.  Ona jednak pomału wraca do takiej Aliny, którą była  kiedyś. Nie idzie  to szybko, ale jednak idzie  do przodu.

Aż żałuję, że to wszystko się wydarzyło teraz,  kiedy już rodzice  nie żyją - wiecznie  słyszałem, że muszę mu ustępować bo maleńki, potem pieli z zachwytu jaki to on nadzwyczajnie  zdolny no i tatusia  zachwyt, że studiuje prawo i tak świetnie mu to idzie. Ciekawe co by teraz  ojciec  powiedział -zastanawiał  się Kazik.  

Mogę ci powiedzieć - powiedziałby, że to wszystko wina Aliny bo za mało się starała. Twój ojciec z jakiegoś  powodu nie lubił  młodych kobiet, nie lubił dorastających  dziewcząt - powiedziała Teresa. To wiem z tak  zwanego podsłuchu, gdy nasze mamy rozmawiały. Ja nie za bardzo lubiłam twego ojca, mamę to lubiłam - miała poczucie  humoru i takie  ciepło w  sobie.

Teoretycznie życie w domu Aliny i Krisa  wróciło do normy. Terapia nie podobała  się  ani Krisowi  ani Alinie, Alina z niej zrezygnowała  po jednym  spotkaniu- stwierdziła, że więcej jej  daje  rozmowa o tym co  się  wydarzyło ze swoim psychoterapeutą. Kris po trzech spotkaniach zrezygnował. 

Krisowi nie podobało się, że Alina razem z Teresą jeździ na basen i to w towarzystwie Kazika i Pawła.  Alina powiedziała o tym Teresie, Teresa Kazikowi i któregoś dnia Kazik przyszedł do Krisa i powiedział- jeśli ci się nie podoba , że jeździmy w czwórkę na basen, to nie widzę problemu w tym, żebyś ty też jeździł - dobrze by ci zrobiło nieco wysiłku fizycznego,  a ten rodzaj wysiłku jest bardzo równomierny nie można  się tu przetrenować. Naszym żonom  bardzo  dobrze  robi to chodzenie na  basen, nie rozumiem  czego się czepiasz. Tym bardziej, że z dziećmi nie ty zostajesz  w domu a tata i Jacek.  

Nie podoba  mi się, bo się  wszystko odbywa  bez mojej zgody- warknął Kris. Kazik spojrzał na niego i powiedział - sugerujesz, że Alina powinna się była ciebie, który się  łajdaczyłeś z jakąś dziwką, pytać o  zgodę? Ty chyba  zupełnie ogłupiałeś! Uważaj, żebyś potem nie płakał gdy  ona cię jednak  wykopie i wystąpi o rozwód a do sprawy twojej zdrady doda, że ją tyranizujesz i zabraniasz  chodzenia na  basen. Ocknij się, idź do psychologa, bo chyba nie bardzo  wiesz na jakim świecie  żyjesz.  Jak ci  się nie podoba, to co robi Alina, to masz drugie mieszkanie, wyprowadź  się tam i nie  zatruwaj kobiecie życia  swoim głupim gadaniem. 

Nie pouczaj mnie, co mam robić- wrzasnął Kris. Ja cię nie pouczam. Nie bardzo mogę  zrozumieć co cię napadło. Pojedź z nami na basen, może ci  się spodoba. Żebym  się utopił? Nie pływam  dobrze. No to się przy nas  nauczysz, to basen rehabilitacyjny, możesz na początek pływać z deską, nie będziesz jedynym tak pływającym. Wydoroślej Kris,  tatusia  już nie ma, żeby cię pogłaskał po główce i pochwalił  jaki jesteś zdolny , mądry i ładny.

I jest coś, co ci powinienem powiedzieć - jeśli jesteś  tak  samo miły dla  swoich kolegów jak dla mnie, Aliny, Teresy, to możesz  się pożegnać z myślą, że utworzysz  z kimś spółkę. Wszyscy cię uważają za wielce  zarozumiałego bubka i nikt raczej z tobą  spółki nie podpisze. Masz zbyt rozbuchane  ego jak mi powiedział któryś z twoich  kolegów po fachu. Weź to pod uwagę, bo nie jest  wykluczone, że my wyemigrujemy  a koledzy  się na ciebie wypną. I szanuj Alinę,  bo tak naprawdę to powinna cię kopnąć w zadek i poszukać  sobie innego faceta. I przerażenie  mnie ogarnia, gdy sobie pomyślę, że  Tadzik  może  sporo cech po tobie odziedziczyć. Jeśli chcesz z nami jechać na basen to się dogadaj  z Pawłem w kwestii transportu, bo przez ten zamontowany  fotelik dziecięcy nie ma jak jechać w piątkę naszym wozem,  a nie będę go co tydzień demontował, zwłaszcza, że na montaż  dają gwarancję gdy montują  fachowcy,  a gdy ja  zamontuję to nie ma  gwarancji. Teraz   jeździmy jednym samochodem.

A dokąd byście  wyemigrowali? Do Niemiec, już tam na  mnie czekają. W Berlinie? Nie, nie  w Berlinie. Chciałbym żeby pojechali  z nami  tata, Jacek i Paweł. I pewnie  się to uda. Paweł ma dobry  zawód. To nie będziesz pracował z Kurtem?  Nie, Kurt ma  dobrą pracę w Berlinie  a ja dostałem propozycję gdzie indziej, w sympatyczniejszych  klimatycznie  rejonach, bardziej południowo-zachodnich.  Ja ci kiedyś już mówiłem, że w Niemczech jest sporo Polaków i dwujęzyczni  prawnicy zawsze znajdą pracę. I nie ukrywałem przed  tobą, że  zamierzam  stąd wyjechać,  ale ciebie to nie interesowało. A jesteśmy w Unii i możemy się bez problemu osiedlać w każdym kraju unijnym. Wystarczy mieć mieszkanie wynajęte lub  własne i zameldowanie. A co z tymi mieszkaniami  w Warszawie? Albo  sprzedamy albo pójdą pod  wynajem. A tam kupisz mieszkanie? Nie wiem jak będzie tam, ale mam mieszkanie w Berlinie, jeszcze je spłacam.  Kupiłeś tam mieszkanie? Tak, dobrze  zarabiałem, nie wydawałem na  dziewczyny i dostałem kredyt, sporo wpłaciłem gotówką, resztę spłacam. Cwany jesteś. Nie ma  w tym żadnego cwaniactwa, bardzo ciężko i uczciwie pracowałem, dostawałem dobre wynagrodzenie i nie wydawałem na głupstwa. Poza  tym tu też dobrze  zarabiałem i miałem patenty i dostawałem z tego powodu pieniądze. Nie  wiedziałem - stwierdził Kris. No to teraz  wiesz.

                                                                            c.d.n.