poniedziałek, 3 lipca 2023

Lek na wszystko? -154

 Na powitalno- pożegnalną kolację  Kris jednak przyprowadził swą "znajomą". Nieomal stojąc jeszcze  w progu tłumaczył się z jej obecności mówiąc, że ona bardzo chciała poznać jego rodzinę. No to  się trochę dziewczyna  wynudzi - stwierdził Kazik. Teresa, dość odruchowo, podając jej rękę wyrecytowała po angielsku, że bardzo jej miło, że Kris ją przyprowadził do nich, na co w odpowiedzi usłyszała, że ona się cieszy, że ją jednak Kris zabrał ze sobą.  Krisowi w sposób dość widoczny opadła szczęka ze  zdziwienia a oczy wyraźnie się powiększyły i wyszeptał po polsku - a  to niespodzianka, nie miałem pojęcia, że ona  zna angielski.  Natychmiast to zdanie przetłumaczył na francuski, a jego towarzyszka powiedziała, że jak dotąd nie miała okazji by mu o  tym powiedzieć.

Anisa, bo tak miała na imię, była wysoka, szczupła i bardzo zgrabna, ale na pewno trudno ją było zaliczyć do ładnych kobiet. Teresa patrząc na  nią pomyślała, że dobry makijaż wyrównałby z pewnością pewne braki jej urody i złagodziłby jej rysy twarzy. Kris wyraźnie nie  był szczęśliwy z jej obecności, a na pytanie Teresy, czemu jest w takim złym humorze powiedział - bo polazła do fryzjera  w Europejskim i ten baran obciął jej włosy i wygląda tak, że mogłaby grać w teatrze męskie role. 

No ale przecież włosy jej odrosną, a zimą, gdy się nosi czapki to krótkie włosy są znacznie wygodniejsze- tłumaczyła  Krisowi Teresa. No ale ty masz dość długie- zauważył. No bo moi mężczyźni uwielbiają się nimi bawić, a  zimą to ja tylko przebiegam od domu do samochodu i nie chodzę na spacery- wszystko z powodu moich kiepskich zatok, więc kaptur kurtki mi wystarcza i nie noszę czapki. Marzy mi się klimat bez takich zim z wiatrem, śniegiem i mrozem lub marznącą mżawką. 

To ty masz jeszcze jakiegoś mężczyznę oprócz Kazika? Ładnie to tak?- spytał Kris.  Teresa  roześmiała  się - obaj siedzą z nami przy stole. Gdy byliśmy na rodzinnych wczasach w Borach Tucholskich to jeden z kelnerów Tadzia i Alka nazywał  "mali mężczyźni". A masz jakieś zdjęcia z tego pobytu?- spytał Kris.  Ona nie ma, ja mam w swoim laptopie, pokażę ci przy kawie - powiedział  Kazik. Porobiłem tam sporo zdjęć i tylko jedno jest nie zrobione z ukrycia. Bo Tesia na widok kamery jakoś drętwieje - ona bardzo nie lubi się fotografować.

Kris, zrobiłam ci kilka niedużych słoików tych buraczków. To takie  porcje na  jeden raz. Są pasteryzowane, nie musisz ich trzymać w lodówce. Przepis wrzucę ci na maila. Ty mnie chyba jednak trochę lubisz - stwierdził Kris. To nie jest wyraz tego, że cię lubię, po prostu jesteś bratem Zika, a ja dbam  o swą rodzinę i bliskich  przyjaciół i staram się sprawiać im takie drobne radości- wycedziła przez zęby Teresa.

Alek bardzo szybko skończył kolację i zapytał się Kazika czy może iść  się pobawić w swoim pokoju. Oczywiście otrzymał pozwolenie, a potem podszedł do Teresy i cichutko zapytał, czy  może pokazać wujkowi jaki ma teraz pokój i oczywiście też dostał takie pozwolenie, więc podszedł do Krisa i powiedział: "a ja mam już swój pokój. I już sam śpię w pokoju". A będę mógł zobaczyć twój pokój?- zapytał Kris, a Teresa słysząc to pomyślała - podróże jednak kształcą- kiedyś by o to dzieciaka nie  zapytał. Kris szepnął coś do ucha  Anisy i poszedł za bratankiem.

Alek z dumą otworzył szeroko drzwi do swego pokoju i zapalił w nim "normalne" światło. Ojej - ty masz prawdziwy pokój jak dla dziecka, które już chodzi do szkoły! - pochwalił wnętrze  Kris. Alek szybko włączył nocne oświetlenie i wyłączył zwykłe. I od  razu wyjaśnił Krisowi, że to jest na wypadek gdyby musiał w nocy wstać do toalety. Potem znów zmienił tryb oświetlenia i pokazał swoje ZOO. Krisa nieco zdumiała  ilość książeczek, a jeszcze bardziej fakt, że Alek znał wszystkie tytuły w swojej biblioteczce. Na koniec pokazał pudełko z klockami Lego do zmontowania samolotu i powiedział, że w weekend będzie razem z tatusiem budować samolot. A te klocki to dostał od wujka Kurta, bo już jest duży i sam śpi w pokoju. 

Kris, który wiedział głównie to "jak  się dzieci robi" a jego wiadomości na temat wychowywania kilkulatków oscylowały wokół zera poczuł się trochę dziwnie, ponownie pochwalił wystrój pokoju i powiedział , że on już wróci do stołowego, na co dostał zgodę bratanka. Gdy wrócił do stołowego powiedział, że Alek jest niesamowicie nad  wiek rozwiniętym dzieckiem i że jego pokój jest naprawdę świetnie urządzony, bo jest ładny i funkcjonalny.

Teresa popatrzyła  na niego i powiedziała : zapewniam Cię, że dziecko Aliny też takie będzie, chociaż bardzo starałeś się o to by nie rozwijał się w zgodzie ze swymi możliwościami. Alina, tata Tadzia, którego Tadziś sam  sobie wybrał  i dziadek starają się o to i rezultaty już widać. Wszyscy troje ogromnie go kochają, a jak wiadomo prawdziwa miłość czyni cuda. I wierz mi - gdybyś nie zgodził się na pełne przysposobienie Tadzia  nie byłbyś tu teraz z nami. I nie miałby dla mnie  znaczenia fakt, że jesteś bratem Zika. A teraz powiedz co robisz w tym Strasburgu. 

Pracuję, ale nie jako wolny strzelec tak jak tutaj. Po prostu my, Polacy, jesteśmy najliczniejszą diasporą nie tylko w Europie, prawdopodobnie i na świecie. Więc dwujęzyczni prawnicy mają rację bytu. Pracuję w kancelarii prawniczej. Chwilami muszę  się dobrze nagłowić bo potrzebna jest znajomość nie tylko polskiego i francuskiego prawa ale i europejskiego. No i nie mam tego luksusu jak tu, że mogę sobie wybierać  sprawy tylko te, które mnie interesują. I ciągle  się przy okazji uczę. Ale jak mówił nasz ojciec nauki nigdy za wiele. Tesia - ale powiedz mi prawdę- Alina dobrze  sobie  daje  radę?

Posłuchaj Kris -ta choroba będzie jej towarzyszyła do końca  życia i do końca będzie musiała brać lek. Być może, że wynajdą jakiś nowy z czasem. Ale oprócz leku każdy pacjent musi mieć pełną świadomość tego na co choruje i zgłosić się do lekarza gdy tylko coś go zaniepokoi. Alina, gdy się zorientowała, że Paweł jest jej niezmiernie bliski od  razu skonsultowała się z psychoterapeutą - bała się czy to nie nawrót choroby i to  w  fazie "hurra optymizmu"- po raz pierwszy w życiu zaczęła się analizować. To wspaniały objaw świadczący o jej powrocie do normalności. Chociaż pojęcie normalności niewątpliwie jest względne. Chociażby dlatego, że coś co uważane jest w jednym społeczeństwie za normalne to w innym  może  wcale takie  nie być. Twoja partnerka wie o tym, że jesteś rozwiedziony i że istnieje Tadziś?  Tak, wie. Ale nie traktujemy naszego związku jako coś przyszłościowego. Dla nas obojga jest to sytuacja przejściowa. Ona chce wyjechać na stałe do Algierii, a mnie tam nawet na urlop nie  ciągnie.  Ona jest tak zwaną higienistką dentystyczną i ma ambicje by krzewić oświatę medyczno-dentystyczną w krajach Magrebu. Robi odpowiednie  kursy i jednocześnie pracuje, wszak  trzeba  z czegoś żyć. Poznałem ją u swojego dentysty, gdy zastępowała jedną z pomocy dentystycznych.  Nie planujemy wspólnego życia. Poza tym mam zamiar za jakiś czas powrócić do Polski. Na razie wolałem zniknąć na jakiś czas. Wrócę gdy bardziej zgłębię prawo europejskie. Mieszkacie  razem? - spytał Kazik. Nie, nie widzimy takiej potrzeby.  Pokaż nam te zdjęcia z waszych wakacji. Anisa  jest ciekawa jak wygląda  Alina.  Kazik wyszedł po laptop a Teresa powiedziała - nadal kolekcjonujesz kobiety, których imiona  zaczynają się na "A". Może powinieneś  zmienić literę alfabetu?  Faktycznie, zgodził się z nią Kris, na to wyszło. Jeszcze trochę a wymyślisz, że powinienem przerzucić się na facetów bo mi z kobietami marnie  wychodzi. W pewnym  sensie to i z facetami ci nie wychodzi - z tego co wiem nikt za tobą nie  zatęsknił wśród twoich kolegów - stwierdziła Teresa.

Kazik przyniósł laptop i powiedział - zdjęć jest dużo, mam nadzieję, że rozpoznasz nas bez trudu i sam opowiesz swej przyjaciółce kto jest na zdjęciach. A ja tymczasem pójdę spolaryzować Alka. Jedyną obcą osobą  jest "Juleczek" - do dziś nie wiemy czy to imię, czy może  nazwisko albo ksywka. Ale był facet wielce pomocny. I mamy zamiar następnej jesieni też tam pojechać. Naprawdę tam wypoczęliśmy. Pogoda była dobra, jedzenie świetne, dzieciaki wszystko zjadały, my robiliśmy sobie w domu jedynie śniadania i kawusię. No i ceny były naprawdę wielce przystępne.

Kris przysunął się bliżej Anisy i zaczął oglądać zdjęcia. Pierwsze zdjęcie nie było z wakacji, ale z USC w chwili gdy Alina i Paweł opuszczali  salę ślubów. Alina wyglądała na tym zdjęciu naprawdę ślicznie w  swym blado-złocistym kostiumie ozdobionym żywym kwiatem lilii tygrysiej. Anisa powiedziała cichutko - piękne jest to zdjęcie, twoja była żona to bardzo ładna kobieta. Kolejne zdjęcia były już z pobytu w Borach. Na wszystkich zdjęciach wspólnych Pawła i Tadzisia  malec zawsze był do Pawła przytulony, ewentualnie, gdy stał to zawsze starał się być jak najbliżej  Pawła. Sporo było zdjęć Teresy z Aliną - zawsze objęte, zawsze uśmiechnięte, a jeżeli  któraś z nich była z dzieckiem to zawsze był to moment gdy malec ściskał swą mamę. Było też zdjęcie Jacka gdy siedział na ławce i na kolanach trzymał obu chłopców. Sporo też było zdjęć krajobrazowych jak i nazbieranych grzybów. 

Gdy Kazik wrócił z ułożenia Alka  do  snu Kris wciąż jeszcze przeglądał zdjęcia.Teresa patrzyła na Krisa gdy oglądał zdjęcia i nawet się jej zrobiło go żal. Widać było, że trochę go zabolał widok Aliny i Tadzia. On nie miał ani jednego zdjęcia Aliny i Tadzia i dlatego poprosił  Kazika o udostępnienie  zdjęć. 

 Kazik popatrzył się na brata i powiedział- to nie jest dobry pomysł. Nie pozbierałeś  się jeszcze po tym wszystkim co sam swą durnotą spowodowałeś. Bo rozpad waszego związku to nie była wina Aliny. To wina słabości twojego charakteru. Gdy tylko choroba Aliny ujawniła  się i jeszcze nikt z nas, łącznie   z nią, nie wiedział co się dzieje ty chciałeś się z nią natychmiast rozejść i zabrać jej dziecko i o tym mi powiedziałeś. A jedyną twoją pomocą Alinie było to, że załatwiłeś jej pierwszą wizytę u profesora w Instytucie, a potem cię to wszystko mało obchodziło. Wpierw  wynająłeś pielęgniarki tak jak  ci doradziła Tesia, potem nastała pani  Maria. Potem to nawet nie  dopilnowałeś by codziennie  brała  lek a na końcu nie  zauważyłeś, że wychodzi na prostą. To nie ona rozwaliła wasz  związek tylko ty- a na dodatek ty ją zdradziłeś i jeszcze naraziłeś jej zdrowie na szwank. Żal mi ciebie bo siedzisz na obczyźnie, nie masz żony, dziecka, przyjaciół, ale jednocześnie  wiem, że tu zraziłeś do siebie mnóstwo kolegów. Tam jesteś od niedawna i jeszcze nie zdążyli cię wszyscy bliżej poznać. 

Kris - weź się za siebie - już nie ma na świecie  naszych rodziców, którzy ci wszystko wybaczali bo jesteś malutki. A ty już nie jesteś ani malutki ani młodziutki. A wpatrując się w  zdjęcie Tadzisia będziesz się tylko użalał nad  sobą  a nie  zastanawiał się   nad tym jak się zmienić by kolejny związek nie ugrzązł w martwym punkcie. Podpowiem ci coś - nawet tam będąc możesz mieć kontakt z polskim psychoterapeutą - wszak jest internet i  SKYPE. Nie pracuje się w cywilizowanej Europie 24 godziny na dobę  i jedną lub nawet dwie  sesje tygodniowo z psychoterapeutą są jak najbardziej realne. I będzie to tańsze niż wizyta w gabinecie. A zdjęcie Tadzia dostaniesz jak wyjdziesz na prostą.

Kaaz, a czy mógłbym zostawić u was klucze od  swego mieszkania i podać w swoim ADM wasz numer telefonu, gdyby była jakaś awaria, żeby można było tam wejść?  Nie, ale są w stolicy firmy o nazwie "Zarządzanie Nieruchomościami" i one  się tym zajmują. My mamy dwa mieszkania na głowie oprócz tego, w którym  mieszkamy.To na naszym osiedlu, w którym mieszkał tata i drugie, które aktualnie ktoś od nas wynajmuje.

Czuję się wykreślony z rodziny - powiedział Kris. Nie wpadaj w histerię- nawet dostajesz buraczki które dla ciebie zrobiła Tesia, doceń to - zwrócił mu uwagę Kazik. Weź pod uwagę fakt, że mnie nie ma w domu około 10 godzin i w związku z tym masa obowiązków spada na Tesię. Skończyło się pisanie  w domu doktoratu.Tata coraz  starszy i nie możemy go niczym obarczać. I tak dużo Tesi pomaga bo czyta małemu, uczy go różnych rzeczy, gdy jest dostatecznie  dobra pogoda jest z nim na spacerze. Nie wychodzi sam gdy jest ślisko.

                                                                 c.d.n.




niedziela, 2 lipca 2023

Lek na wszystko?-153

 Gdy pokój Alka został już w pełni gotowy do tego by dziecko mogło w nim zamieszkać Alek spędzał w nim całe dnie, ale nadal chciał spać w sypialni  rodziców. Kazik i Teresa nie naciskali, czekali bardzo cierpliwie aż  dziecko samo zadecyduje, że będzie sypiało w swoim pokoju. Teresa od pierwszych  dni pojawienia  się na świecie Alka wciąż powtarzała że dziecko to też  człowiek i należy liczyć  się z jego pragnieniami i niechęciami.

Przed "mikołajkami"  do Warszawy przyjechał na trzy dni Kurt. Ponieważ miał być krótko  obaj z Kazikiem zdecydowali, że będzie  nocował u nich na sofie w gabinecie Kazika. Przecież mieli mnóstwo spraw do omówienia. 

Bardzo się Kurtowi podobał pokój Alka i  z pomocą słownika powiedział dziecku, że każdy z jego synów marzy o takim pokoju tylko dla siebie, ale po prostu jest  zbyt mało pokoi w ich mieszkaniu, więc dlatego śpią w jednym. Kurt przywiózł  dla  Alka prezent, który Kazik miał schować pod kołdrą w łóżku Alka. A przed wyjazdem, Kurt znów z pomocą słownika zachęcił małego do spania w nowo urządzonym pokoju, bo pokoje dziecinne to takie dziwne miejsca, w których na dzieci czekają w łóżeczku przed pierwszą przespaną tam nocą ciekawe prezenty. 

A tak ogólnie  Kurt nie mógł odżałować, że Kazik nie podejmie pracy w Berlinie i umówili się, że tego lata postarają się razem spędzić urlop nad Bałtykiem, bo "odkryli" piękne miejsca na Rugii.  Kazik oczywiście nadal był pełen obaw, czy sprawdzi się w nowej zawodowej rzeczywistości, ale  zdaniem Kurta Kazik nawet po niemiecku wszystko świetnie tłumaczył, więc po polsku będzie to tak  samo a może nawet jeszcze lepiej. Do Berlina Kurt uwoził pół sklepu wedlowskiego, o co zadbała Teresa. Poza tym był również kupon jedwabiu milanowskiego jaśniutko błękitnego w ciemno błękitne kwiaty. O tym, że Kris się rozszedł z Aliną i że zgodził się by Paweł usynowił Tadzia, Kurt dowiedział się dopiero teraz. Stwierdził, że to bardzo mądre rozwiązanie by dziecko po rozwodzie rodziców nie żyło w swego rodzaju "rozkroku emocjonalnym" i Kris udzielając takiej zgody bardzo zyskał w jego oczach. Na lotnisko Kurta odwiózł Kazik razem z Alkiem. Zaczekali na tarasie aż do momentu odkołowania samolotu na start. Alek z pełnym zapałem machał ręką wujkowi Kurtowi na pożegnanie, a Kazik stwierdził, że nie ma  sensu tłumaczyć  dziecku, że wujek na pewno go nie widzi. Gdy już  szli na parking Alek powiedział, że kocha wujka Kurta chociaż nie zawsze rozumie co wujek mówi.

Gdy już siedzieli w samochodzie Kazik zatelefonował jeszcze do Teresy czy aby nie potrzeba  czegoś kupić, bo mogą po drodze odwiedzić któryś ze  super marketów na Ursynowie. Jedyne "braki" ujawniły się w....lodach, które często były deserem.

Gdy wrócili do domu Alek zaczął się dopytywać gdzie jest to miasto Rugia, więc zaraz Kazik wyciągnął Atlas Geograficzny i wpierw dziecku wytłumaczył, że to nie jest miasto a wyspa. Przy okazji wytłumaczył, że każdy kawałek lądu otoczony wodą  nosi nazwę wyspy, że wyspy mogą być na morzu, jeziorze a nawet na rzece, potem pokazał na mapie gdzie w Europie jest Polska a gdzie Niemcy, pokazał też gdzie jest Berlin i na koniec pokazał gdzie jest wyspa Rugia, która jest bardzo blisko lądu. Mówiąc to wszystko zastanawiał się, czy aby nie mąci małemu w głowie nadmiarem wiadomości, ale w chwilę potem odkrył, że dziecko całkiem dobrze zniosło te nowości i nawet potrafiło się nimi podzielić z mamą i dziadkiem, którym zaraz opowiedział, że wujek Kurt zaprosił ich na wakacje do Niemiec na taką wyspę, która jest blisko i można na nią popłynąć siedząc w samochodzie, bo samochód stoi na takim stateczku dla samochodów. 

Potem dziecko dokładnie opowiedziało co było na lotnisku i że widział jak startował samolot i trochę był u taty na rękach, żeby lepiej widzieć wszystko co było na lotnisku. I sprawdził, że samolot startował pod wiatr.  A potem pojechali do supermarketu i tata z nim razem wszedł do tego działu, w którym drzwi mają to sztuczne oko. W sumie  dziecię było bardzo zadowolone z faktu, że razem z tatą odprowadzał wujka na lotnisko. Teresa słuchając tego wszystkiego pomyślała, że to fajnie mieć takie bardzo rozgarnięte  dziecko, ale przecież on się zanudzi w pierwszej klasie niczym przysłowiowy mops. I po raz pierwszy pomyślała, że może byłoby lepiej dla dziecka  gdyby  jednak wyjechali do Niemiec. Bo tam są takie  dzieci doceniane i są szkoły dla dzieci bardzo zdolnych. Poza tym jeśliby oni wyjechali to zapewne pociągnęliby za sobą i Pawła z rodziną. Może nie od  razu, ale po roku na pewno by i Paweł z rodziną zjechał.

Tydzień przed świętami do Kazika zatelefonował Kris, z zapytaniem czy może do nich następnego dnia wpaść wieczorem. A gdzie ty jesteś? - niezbyt przytomnie  zapytał się Kazik.  W Warszawie jestem, w  swoim mieszkaniu- wczoraj przyjechałem. Ale nie jestem sam, jestem ze  swoją znajomą. Jedyny mankament, że ona mówi tylko po francusku i nie  wiem czy lepiej ją zostawić w mieszkaniu czy zabrać ją do was. A jakiego typu to znajomość?- zapytał Kazik. No można powiedzieć, że jesteśmy ze  sobą. Ona jest urodzona w Algierii, tata rodem stamtąd, mama była Francuzką. Wychowała się we Francji, ma obywatelstwo francuskie. Jest w  wieku Tesi.

Oczywiście, że możesz do nas wpaść. Nie doradzę ci nic w kwestii czy masz ją tu przyprowadzić  czy też nie. To musisz  sam sobie rozstrzygnąć - nie  znam jej i trudno mi zdecydować czy lepiej by się nudziła w domu u ciebie czy u nas. Żadne z nas nie  ćwierka po francusku, więc  się będzie czuła jak na tureckim kazaniu. Po co ją tu przywiozłeś, wiesz przecież, że nie jesteśmy francusko języczni.  A po co ty ciągnąłeś Tesię ze sobą do Berlina?- odciął się Kris.  Chyba  zapomniałeś - odparował Kazik- że Tesia, gdy ją wziąłem bo Berlina to już znała i Kurta i Sophie, a z Sophie  to sobie  rozmawiały po angielsku, zresztą Kurt też kapuje   angielski, gorzej ma tylko z mówieniem.  

A będziecie się przeprowadzać do Niemiec? Nie wiem, na razie zmieniam pracę, jeśli mi to wszystko wypali i będzie mi się podobało to raczej nie będą pracował w Niemczech. Jeszcze nie mogę powiedzieć na 100%, że zostanę w Polsce bo kusi mnie ostatnia propozycja, którą  miałem ze Stuttgartu. A sam Stuttgart jako miasto bardzo się nam obojgu podobał. I klimatycznie jest znacznie  milszy niż Berlin, no ale gdybym się na to zdecydował to z pół roku trwałoby urządzanie się tam, bo musiałbym wszystko od  zera załatwiać - jakieś spore mieszkanie dla nas i taty,  a może  wręcz jakiś domek a nie mieszkanie i musiałbym wziąć wtedy kredyt. To kłopot i stres. No i Tesia i Alek musieliby mieć nauczyciela języka i to tak intensywnie, codziennie.  Berlin to byłby dla mnie jak Warszawa, znajome  miasto, znajomi współpracownicy, dla mnie  zero stresu, a Alek miałby kontakt z dzieciakami Kurta i  szybko by się języka  nauczył.  

No fakt - przytaknął Kris. Ale gdybyście  zamieszkali w Stuttgarcie to bylibyśmy stosunkowo blisko siebie, bo ja jestem w Strasburgu. A na co zamieniasz instytut? Na Politechnikę - trzeba jakoś wykorzystać ten doktorat. Nie po to wysilałem mózg by pozostać tu gdzie jestem i może będę się habilitował, chociaż tytuł profesora jakoś mnie nie podnieca. Co prawda już mógłbym o niego zawalczyć, bo mam staż w zagranicznej placówce  naukowo-badawczej, ale mi się tak  zwyczajnie nie chce. Politechnika też prowadzi wiele prac badawczych tylko mało kto o tym wie. Kaaz, a mógłbym wpaść tak już po dwudziestej? Możesz, ale raczej jutro bo w sobotę rano nie  muszę się rano wybierać do pracy. Jakoś ostatnio przyzwyczaiłem  się, że o 22,00 już jesteśmy w łóżku. Trochę dał mi  w kość ten  doktorat - intensywna praca umysłowa jednak męczy. Nawet mnie to trochę  zdziwiło, bo jakby nie było temat był dla mnie oczywisty. No to w takim  razie wpadnę jutro około dwudziestej i pewnie  sam - w domu to sobie dziewczyna albo coś poogląda bo jej jakiś film wezmę z wypożyczalni albo coś poczyta bo wpadnę z nią do Empiku i może coś  sobie  wybierze.

Kaaz, a jak Alina?  Alina? - super. Zdrowa, przytomna i jak mówi Tesia jest taka jak była gdy już po maturze chodziły do studium. A Jacek i Paweł rozpieszczają (ale  w mądry sposób) ją i Tadzia. Tadziś wpatrzony w Pawła a Paweł w niego i Alinę. Niedawno był u nas  Kurt- dopiero teraz się dowiedział, że się pozmieniały układy rodzinne i powiedział, że szanuje  ciebie za to, że dałeś zgodę na usynowienie Pawłowi Tadzia,  dzięki czemu dziecko nie żyje w stanie "rozkroku emocjonalnego". I ja też tak uważam. To i w moim odczuciu było dobre posunięcie.  Czy masz na jutro jakąś kulinarną zachciankę, na  coś czego tam nie jadasz? Mam, Tesia robiła super sałatkę z czerwonych buraczków, taką delikatnie kwaskową. Super byłoby ją  zjeść i dostać przepis jak ją samemu zrobić. No dobrze, w takim razie jutro do was wpadam o dwudziestej.

Fajnie, zjesz  z nami kolację i zobaczysz  Alka, będzie z nami jadł. Nie wiem czy będzie tata, bo już od kilku dni tata i Jacek o jakimś meczu mówią, więc będą go oglądać w domu  Jacka i tata zapewne tam zostanie na noc.

Gdybyśmy  się przeprowadzali do Niemiec to musiałbym od  razu ściągać tam Jacka i Pawła z Aliną i małym. Tata i Jacek  są niczym zrośnięci bliźniacy i rozdzielenie  ich może się  skończyć śmiercią  lub w  najlepszym razie kalectwem.

Bracia zakończyli rozmowę, a Tesia, która od dłuższej chwili słuchała ich rozmowy stwierdziła, że w drodze łaski zrobi dla Krisa kilka słoików tej sałatki, niech sobie  chłopak weźmie ją do Francji.  No, chyba trzeba Alka wyciągnąć od  taty. A co tam się dziś odbywa? Dziś tata jest przepytywany z geografii. Jeszcze trochę  a mały każe nam  wsiadać  na statek i płynąć na  Polinezję albo Wyspę Wielkanocną. Wiesz, skoro go nie ma to ja mu teraz  wsunę do łóżka ten prezent od Kurta. Może go znajdzie dziś,  a może dopiero jutro. A co mamy dziś na kolację - spytał Kazik.  Prawie pyzy, czyli ciemne kluski ziemniaczane. Już są ugotowane, ja tylko na  chwilę je  wstawię do piekarnika. Alek je bardzo lubi. Ostatnio odkrył parmezan i sobie nim posypuje niemal wszystko.

Przy kolacji Teresa poinformowała tatę i Alka, że prawdopodobnie następnego  dnia będzie na  kolacji Krystian.  To wujek już wrócił?- Alek starał się uściślić obecny status  Krisa.  Nie kochanie, wujek jeszcze do Polski nie  wrócił, jest tu tylko służbowo kilka dni. I jutro zje  z nami kolację. A w niedzielę wraca do Francji, do pracy. Samolotem? Nie synku, samochodem. 

To będzie długo jechał, stwierdził tata. Pewnie zanocuje gdzieś po drodze, bo na moje oko to czystej jazdy jest na pewno ponad 12 godzin. A on ma  zmiennika do prowadzenia?  Raczej nie i pewnie gdzieś będzie  nocować.  My, gdybyśmy jechali to byśmy sobie  zrobili dwa noclegi, bo pogoda to teraz wszędzie raczej  byle jaka i wcześnie  się robi ciemno - powiedziała  Teresa. Poza tym może możliwe  są już przymrozki i śliska  nawierzchnia. Pewnie  przewozi  jakieś rzeczy skoro przyjechał samochodem.  A nadbagaż  w transporcie   lotniczym bardzo podrożał,  cargo też. Zresztą  zawsze  cargo było drogie, nadbagaż też.

Byłem tak zaskoczony jego telefonem, że nawet nie  zapytałem po co przyjechał, zresztą tak naprawdę ta wiadomość  nie jest  mi do czegokolwiek potrzebna. 

Mamuś, a takie kluski jak dziś to ja bardzo lubię, mogą być stale na kolację. Nie mogą, bo po trzech dniach by ci  się znudziły.Wystarczy gdy je  zjesz raz na tydzień. To idź teraz do swojego pokoju, w łóżku jest twoja czysta piżamka. A to co z siebie zdejmiesz to ładnie połóż na krzesełku obok łóżka a nie jak ostatnio na podłodze.

W chwilę później dziecię przybiegło i powiedziało: tata, tam coś jest. Gdzie kochanie, zapytał Kazik, z trudem powstrzymując  śmiech. W łóżku, tata, chodź ze mną. Kazik mrugnął do Teresy i poszedł z Alkiem, który kurczowo trzymał go za rękę. Gdy weszli do pokoju, Alek zatrzymał się i powiedział wskazując palcem - tam, pod  kordłą. Chyba pod kołdrą, chciałeś powiedzieć.  To pewnie twoja piżamka zwinięta w kłębek- podnieś kołdrę i zobacz. Tu nie ma dzikich zwierząt, żadne z twojego ZOO nie uciekło. Kazik podszedł do łóżka i powiedział - no podnieś kołdrę, przecież stoję  obok ciebie. Alek pociągnął do siebie kołdrę - jego oczom ukazała  się nowa piżamka, a pod nią leżało kolorowe spore pudełko z kolorowym zdjęciem samolotu. Ojej, tata, co to. Pudełko z klockami Lego, które dla ciebie przywiózł w prezencie wujek Kurt. Z  tych klocków   można złożyć taki samolot. Pamiętasz co wujek ci powiedział?  Powiedział ci, że  dzieci, które wreszcie śpią we własnym pokoju w  swoim  łóżeczku znajdują w nim fajne prezenty. A teraz marsz do łazienki umyć ząbki. Alek w dalszym  ciągu nie był jeszcze całkiem przytomny z wrażenia- odwrócił się- w drzwiach stała mama i dziadek. Przytuptał do Teresy i zapytał : "mama, widziałaś?". Tak kochanie, teraz pójdziemy do łazienki, umyjesz rączki, buźkę  i ząbki i pójdziesz spać, a jutro otworzymy pudełko z klockami i będziemy z nich budować samolot. Teraz będą na ciebie  czekać w jeszcze zamkniętym pudełku. A pudełko postawimy na komodzie, żebyś je widział. W nocy będzie się w twoim pokoju świeciło maleńkie  blado zielone światełko, takie  samo w przedpokoju i toalecie, żebyś w razie czego trafił. Ale ty przecież już nie  wstajesz w nocy na siku, to wszystko jest tylko tak na  wszelki wypadek. A ty już jesteś dużym chłopcem. Za rok już pójdziesz do zerówki a potem już do szkoły. Gdy Alek już leżał w łóżku Kazik zgasił normalne oświetlenie włączył nocne oświetlenie a Alek powiedział- jak pod wodą, tak pięknie. Wycałowane i poprzytulane dziecko  szybko zasnęło.

                                                           c.d.n.




sobota, 1 lipca 2023

Lek na wszystko? -152

 Teoretycznie była już zima. Było wciąż paskudnie, mokro, błotniście i brudno. Zamiast spacerów było wietrzenie dzieci na loggii. Kilka razy prószył śnieg, ale znacznie  częściej padał deszcz  ze  śniegiem. Teresa wypatrzyła w sieci sklep internetowy z meblami dla  dzieci. Wydrukowała  sobie tę stronę by spokojnie  się wszystkiemu przyjrzeć i wszystko wymierzyć.  Mebelki były z płyty laminowanej w kolorze- jak to kreśliła Teresa- "przechodzona biel" lub zbyt często  myty jasno popielaty kolorek.

Komplet obejmował: łóżko o wymiarach 80 x 160cm z szufladą na pościel i materacem kokos-pianka oraz z  barierką ochronną o długości 1 metra, którą można było z czasem zdemontować, regał 70 x180 x 44cm, który miał cztery półki a na dole była szafka, szafę ubraniową dwudzielną podzieloną na część wieszakową i z półkami  oraz komodę z trzema  szufladami. Było też jeszcze biurko, ale było jeszcze  za wcześnie by je kupować, bo trudno było przewidzieć, ile wzrostu będzie  miał Alek gdy pójdzie do szkoły.

Meble  były do samodzielnego montażu jeśli się je zamawiało przez internet, ale były również w jednym ze sklepów w Warszawie i tam można było kupić te meble razem z montażem w domu klienta i oboje byli skłonni tak właśnie zrobić. Zdaniem Teresy cena kompletu była nieco wygórowana, ale postanowili pojechać do tego dużego sklepu meblowego i obejrzeć je z bliska. Jak mówiła Teresa - nie ma to jak pomacać towar przed  zakupem. Pojechali razem z tatą i Alkiem. Alek był szalenie przejęty, że będzie  miał  "swój pokój z własnymi meblami". 

No a gdy już będziesz miał własny pokój to będziesz musiał dbać o to, by był w nim porządek  - zapowiedział Kazik.  Planowali poza tym całą podłogę wyłożyć wykładziną dywanową, bo wiadomo, że dzieciak  będzie urzędował głównie na podłodze. Ułożenie wykładziny też zamierzali zlecić fachowcom jeszcze przed zakupem mebli.

Mebelki były nawet dość dobrze pomyślane- nie były to "meble na lata", ale wiadomo, że dzieci mają ten feler, że rosną, więc nie opłaca  się robić mebli z dobrej lub bardzo dobrej jakości drewna. A te mebelki były nawet starannie wykończone,  wszystkie miały lekko zaokrąglone kanty, były jasne,  ale miały zmywalną powierzchnię. Wykładzinę wybrali w sklepie z wykładzinami, od razu wybrali listwy. Po długim namyśle  "padło" na wykładzinę "tkaną" z trzech odcieni brązu. Wykładzina wraz z panami do jej ułożenia  miała przybyć do nich za tydzień, a mebelki z panem montażystą dopiero za trzy tygodnie. Generalnie mieli tydzień na opróżnienie obecnego pokoju dziecinnego, w którym na szczęście stało mało rzeczy, które na czas kładzenia wykładziny, czyli na jeden  dzień mogą  być wstawione do living roomu.

Alek już przeżywał fakt, że będzie spał  sam w  pokoju "dorosłym łóżku". Zamartwiał się jak to będzie  w nocy gdy mu się na przykład  zachce  siku. Żaden problem - pocieszał go Kazik -w twoim pokoju zawsze będzie włączona maleńka lampka nocna, więc nie będzie całkiem ciemno, tak samo w przedpokoju i toalecie, więc wstaniesz, założysz kapciuszki i powędrujesz do toalety, w której też zamontuję takie delikatne oświetlenie. Twoja nakładka na deskę sedesową wisi tam stale i masz przecież tam ten malutki stopieniek, żebyś mógł sam wygodnie usiąść, papier toaletowy też  jest w miejscu do którego bez trudu dosięgasz. A gdy będzie mi się coś smutnego śniło?  No to zawołasz mnie lub mamę - Kazik na  wszystko znał sposób. 

O tym, że będzie miał swój pokój  swoje meble i że będzie spał sam w "dorosłym łóżku" Alek  z dumą poinformował Alinę, dziadka Jacka i wujka Pawła oraz  swego młodszego braciszka, na którym owa wiadomość nie  zrobiła  żadnego wrażenia, jako że on od pierwszych swych dni w domu spał w innym pokoju niż rodzice, co nie znaczyło, że nie lądował bardzo często w ich małżeńskim łożu w środku nocy.

W dzień, w którym przyjechała dwuosobowa  ekipa  z wykładziną podłogową Alek z tatą od rana był u dziadka Jacka a potem razem z Aliną i małym Tadziem nieco spacerowali. Kazik tego dnia został w domu, twierdząc, że  pańskie oko  konia tuczy, a poza  tym nie ma nic pilnego w biurze do zrobienia i większy będzie  z niego pożytek w domu. Panowie wpierw sprawdzili jak się trzyma podłoża mozaika parkietowa, w kilku miejscach  dodali pod drewniane płytki jakiegoś kleju i namiętnie po tych miejscach deptali, by lepiej wszystko przylegało, potem ze trzy razy przemyli parkiet by ściągnąć z niego resztki pasty do podłóg zwłaszcza wzdłuż ścian i wreszcie rozłożyli na podłodze wykładzinę. Wzdłuż ścian przykleili do podłogi jakąś importowaną szeroką taśmę dwustronnie klejącą i bardzo starannie przykleili do niej wykładzinę, potem tę samą czynność powtórzyli przy każdej ze ścian. Na koniec wykładzina  została przymocowana listwami przypodłogowymi ze śrubkami i przymocowali listwę plastikową w charakterze progu. Na sam koniec otworzyli okno, zamknęli drzwi i rozpylili na wykładzinę jakiś  "dywanowy dezodorant" by wykładzina straciła swój chemiczny zapach. W pół godziny później swoim odkurzaczem, który zdaniem Teresy wydawał ryk wściekłego bawołu, ściągnęli z wykładziny ów pochłaniacz zapachów.  W kwadrans później posprzątali po sobie, z wyraźną przyjemnością wypili kawę, którą im zaproponowała Teresa, pozachwycali się ciastkami z pobliskiej cukierni, zostawili wizytówkę z namiarami na siebie i wyszli.  Gdy wyszli Teresa  stwierdziła, że czuje się jakby oglądała film zagraniczny bo pierwszy raz natknęła się na taką kulturalną ekipę montażową. Panowie bowiem byli ubrani w czyściutkie kombinezony, wszystko mieli czyste i nowe, nie cuchnęło od nich wódą ani papierochami. A na dodatek nie przeklinali. Oby ci, co będą montować meble też tacy byli.

Gdy tata z Alkiem wrócił ze  spaceru zaraz wysłuchał opowieści o nadzwyczajnych panach montażystach, a Alek wpierw stał w pokoju w niemym zachwycie a potem.....położył się na podłodze i kilka razy przeturlał. Kazik stwierdził, że specjalnie  do tego pokoju kupią nowy odkurzacz,  ale z "turbo-szczotką", bo takim lepiej się czyści wykładziny. Tata, a kiedy kupisz ten odkurzacz?- dopytywał się Alek. Może nawet jutro, jeżeli będzie w galerii handlowej na Ursynowie. Tam gdzie są te drzwi ze sztucznym okiem?- dopytywał się Alek. Tak, właśnie w tej galerii. Po prostu wracając z pracy tam zajrzę. Tata, a w jakim kolorze? Nie mam pojęcia w jakim kolorze będzie, poza  tym kolor odkurzacza to sprawa obojętna,  ważne by był trwały i dobrze wciągał wszystkie śmieci. 

Tata, a mogę wziąć do mojego ZOO te kawałki dywanu?  Możesz. Mały zaczął podskakiwać z radości mówiąc - to będzie dla misia na zimę, bo  dziadek Tadek powiedział,że zrobimy misiowi na zimę gawrona.  Gawrona?- zdziwił się Kazik. Myślisz, że misie lubią jeść gawrony? poza tym gawrony nie są w tym kolorze. Taaato, to będzie do spania, nie do jedzenia. Czyli chcesz byście z dziadkiem zrobili gawrę - taki zimowy niedźwiedzi domek nazywa się gawra a nie gawron. Gawron to taki ptak. Mamy ich na osiedlu sporo tam gdzie rosną topole, tam gdzie są psie place zabaw. One na topolach budują gniazda, lubią takie bardzo wysokie drzewa. Tata,  a jak ptak buduje gniazdo, on nie ma rąk?  Ale ma dziób i tym dziobem buduje gniazdo. Wstąpię do wypożyczalni filmów, może będą mieli jakiś film o ptakach. Nie wiem co prawda, czy akurat o gawronach, ale każdy ptak używa  dzioba do budowy gniazda, więc zobaczysz na filmie jak ptak dziobem buduje gniazdo. Na pewno będzie ci  się podobało.

Taaata, a kiedy będą moje meble?  Powinny być za dwa tygodnie. Zaznaczę w kalendarzu w kuchni kiedy powinny być, narysuję ci stołek obok tej daty. Ale pamiętaj, że mogą być równie dobrze jeden lub dwa  dni  później. One nie są produkowane w Warszawie, ale gdzieś pod Poznaniem, to jest trochę ponad 300 kilometrów stąd. Daleko - stwierdził Alek. Tak synku, daleko. I ktoś je przywiezie? Tak, przywiozą te twoje meble w częściach i będą montowane u nas w mieszkaniu. I będę widział? Myślę, że będziesz się mógł przyglądać gdy będą je montować. Ja będę grzeczny - zapewnił Kazika Alek - nie będę przeszkadzał.  Wiem, że nie będziesz przeszkadzał i poprosimy żebyś mógł trochę popatrzeć gdy będą montowane. 

Tata, a kiedy będzie śnieg? Nie wiem synku. Może na święta, w grudniu. A może dopiero  w  styczniu. Klimat się zmienia i już nie ma takich długich ostrych zim jak kiedyś. Tata, a gdzie jest wujek Kris? Dlaczego do nas nie przychodzi? Nie przychodzi, bo nie mieszka teraz  w Polsce, mieszka w innym kraju, we Francji. A to  daleko? Tak, daleko. Znacznie dalej niż do Berlina. Tata, a ja wolę wujka Pawła. On zawsze ze mną mówi i powiedział, że kocha mnie tak samo jak Tadzisia.  A wujek Kris nie mówił tak. Wujek Paweł mówi, że kocha nas wszystkich. Ja też wujka Pawła kocham i ciocię Alinę i dziadka Jacka. Dziadek Jacek mówi że  Tadziś i ja jesteśmy jego skarbami. I że nas  bardzo kocha. 

Wiesz  synku- jeśli dziadek Jacek tak mówi to na pewno tak jest. Tata, a ty nie przestaniesz kochać mamy i mnie? No pewnie, że nie przestanę was kochać, zawsze będę was kochał, nie mógłbym żyć bez ciebie, mamy i dziadka Tadka. Gdy będziesz  już dorosłym człowiekiem to nadal będziesz moim ukochanym synkiem. Mama i tata zawsze kochają bardzo swoje dzieci, a potem dzieci swoich dzieci, czyli wnuczęta. Tak to już jest na świecie. 

Tata, a te święta to będą z choinką?  Tak, to są święta na które do domu  zaprasza  się  choinkę. I będzie stała w moim pokoju? Myślę, że będzie  stała na stoliku w dużym pokoju. Ale jeśli bardzo chcesz to do twojego pokoju kupimy jakąś niedużą, ładną choinkę w kwiaciarni - pójdziemy tam razem i ty sam wybierzesz taką, która ci się będzie podobała.  Albo kupimy jodłowych gałązek i sami zrobimy małą choinkę i postawimy ją na twojej nowiutkiej komodzie. Mamy w piwnicy całe duże pudło z dekoracjami na choinkę. A ty wiesz, że w grudniu, już po świętach, skończysz całe pięć lat?  A Tadziś?- spytał Alek. Tadziś jest od ciebie rok i trzy miesiące młodszy.  Tata, a wujek Kris jest od  ciebie młodszy czy starszy? Wujek Kris jest ode mnie całe pięć lat młodszy. A mama? Oooo, mama jest jeszcze młodziutka jest ode  mnie dziewięć lat młodsza.

Kazik podniósł się z podłogi, na której obaj siedzieli i powiedział - muszę pomyśleć jak ustawić meble w twoim pokoju, żeby było ci wygodnie. I pomyślimy gdzie ustawić twoje ZOO, żeby ci nie przeszkadzało i żebyś miał do niego wygodny dostęp. Muszę to sobie  rozrysować. Tata, mama ci pomoże, mama robiła kiedyś taki plan i wycinała takie niby meble z kartonu. I ty to pamiętasz?- zdziwił się Kazik. Alek pokiwał główką i powiedział - to było bardzo ładne i podobało mi się bo mama co chwilę przesuwała te niby meble. A dziadek Tadek powiedział, że zrobi ze mną nowe ZOO na jakiejś  tacy i będą siatki z większymi dziurkami.A na tacy będzie coś leżało, jakiś "pokład", żeby nie było ślisko. Pewnie miał dziadek na myśli podkład a nie pokład - stwierdził Kazik. To świetnie, w takim razie ZOO będziesz urządzał razem z dziadkiem Tadkiem. Dziadek lepiej się zna na tym ode mnie.

Nadeszło ze sklepu zawiadomienie, że meble już dotarły i mogą  być montowane w najbliższą środę, czyli za dwa dni. Kazik  szybko narysował plan pokoju i zapisał gdzie  co ma stać.Z samego rana musiał być w biurze, ale uwinął się w godzinę i przyjechał do domu w chwilę po przyjeździe mebli i ekipy. Ekipę stanowili ci sami dwaj panowie, którzy kładli wykładzinę, co bardzo ucieszyło Teresę i Kazika.

Alek zaraz zajął z góry upatrzoną pozycję, a jeden z panów powiedział mu, że może być nawet  w pokoju, w którym najpierw panowie starannie okryli  wykładzinę grubym płótnem żeby się  nie  zabrudziła  lub nie uszkodziła. Kazik dał im plan i wycofał się do przedpokoju, mówiąc Alkowi, że ma się stosować do poleceń tych panów. A jeden z panów  szepnął Krisowi do ucha - to super chłopak, grzeczny i mądrutki.  Może i mój taki będzie, na razie ma tylko pół roku. Kazik uśmiechnął się - nawet pan  sobie  nie wyobraża jak szybko z takiego maleństwa robi  się pięciolatek. Czas tak niesamowicie  szybko ucieka, dopiero co byłem przy jego porodzie a on po świętach kończy pięć lat. A w pewnym momencie zapewne  bardzo się zadziwię, że już jestem  dziadkiem. 

Wpierw zostało zmontowane łóżko a Alek został poproszony by się na nim położył by w odpowiednim miejscu  zamontować  "barierkę" zapobiegającą  spadaniu kołdry i dziecka. W trakcie montażu okazało się, że projektant  tych mebelków przewidział  fakt, że  dzieci rosną i były trzy warianty mocowania w  szafie wieszaków, to  samo dotyczyło wysokości i rozstawu półek w regale. Za grzeczność Alkowi zamontowano z zewnętrznego boku regału dodatkowe półeczki, takie w sam raz na odłożenie czytanej aktualnie książki, pokazano też, że do tej barierki dobrze jest dorobić kieszeń, n.p. z cienkiego kolorowego filcu, który można  zakupić bez problemu w  sieci. Alek w rewanżu pokazał im  swoją ukochaną maskotkę i swoje ZOO w pokoju dziadka.

Po montażu panowie zostali podjęci kawą i tym razem domowymi wypiekami Teresy. W trakcie rozmowy okazało się, że są kuzynami,  a młodszy  z nich aktualnie  studiuje wieczorowo  elektronikę  na Politechnice.

                                                                   c.d.n.

                                                   



piątek, 30 czerwca 2023

Lek na wszystko? -151

 Następnego dnia Kazik rzeczywiście pojechał na późniejszą godzinę, więc rano odbyło  się "rodzinne mizianie i łaskotanie", czyli  coś  co Alek  ogromnie  lubił, bo przecież, jak mówiła Teresa, dziecko było obciążone genetycznie  zamiłowaniem  do przytulania,  całowania i głaskania. W pewnej  chwili dziecko usiadło i powiedziało - idę ukochać dziadka Tadka, żeby  nie był smutny, bo nie ma go kto ukochać. Oboje pochwalili pomysł dziecka i Alek założył kapciuszki i pobiegł ukochiwać  dziadka. No popatrz jaki on jest kochany- powiedziała  do męża Teresa gdy mały wyszedł z pokoju- pamiętał o dziadku. Chwilę później Alek wrócił i doniósł, że już ukochał dziadka i dziadek kazał mu  się ubrać, bo coś słabo grzeją dziś  "kalofery", pewnie jest awaria i woda prawie zimna leci. No ciekawe - wysiadł wymiennik ciepła w naszym bloku czy awaria w elektrociepłowni - zastanawiała się Teresa. Kazik wzruszył tylko ramionami- wszystko jedno, trzeba mu chyba założyć ciepłe skarpetki. 

Akurat gdy wchodzili do kuchni by zrobić śniadanie zatelefonował Jacek z pytaniem czy jest u  nich ciepła  woda i doszli wspólnie do wniosku, że to jakaś poważniejsza  awaria, skoro obie  części osiedla i zapewne kawałek miasta jest pozbawiony  ciepła. No to jest szansa, że szybko usuną  awarię -zauważył przytomnie tata.  Gdyby dotyczyła tylko naszego budynku to mogłoby to dłużej potrwać. Dobrze, że zimna woda jest, zawsze można ją podgrzać. 

Przy śniadaniu Teresa powiedziała  tacie, że rozmawiała wieczorem z Krisem, który podobno jest we Francji blisko niemieckiej granicy, że pracuje i jest  zdrowy. Na ciele zapewne tak - wyzłośliwił się Kazik - chyba nieco gorzej z mózgiem. Chwilami to ma wyraźnie jakieś zaniki połączeń w mózgu.

Alek, który poszedł do dziennego pokoju wrócił stamtąd z wiadomością, że pada deszcz. No bo właśnie tak jest  syneczku jesienią- dni są coraz  chłodniejsze i  często pada deszcz i czasem pada deszcz  ze śniegiem. To dziś pewnie nie pójdziemy na spacer- wydedukował Alek. No pewnie  nie- zgodził się z nim Kazik. No  ale ja niestety muszę się zbierać- stwierdził Kazik. Coraz bardziej mam ochotę na  zmianę instytucji.  Dam głos gdy skończę, bo może zdałoby  się coś kupić po drodze. Po co masz  się kręcić w tę paskudną pogodę. 

Ja to najwyżej podskoczę do zamrażarki i coś stamtąd przyniosę- stwierdziła Teresa. No to załóż buty i kurtkę i cię tam podrzucę i odstawię do  domu,  nie chodź po deszczu. Dobrze- zgodziła się Teresa i szybciutko się ubrała do  wyjścia, biorąc dwie torby. W dwadzieścia minut potem już była z powrotem. Przy okazji dowiedziała  się, że najprawdopodobniej jeszcze tej  nocy  awaria będzie usunięta.

Zrobiła  sobie kawę i zatelefonowała do Aliny. Powiedziała jej, że rozmawiała z Krisem, bo jakby  nie  było to jest on bratem Kazika i wie, że chociaż Kazik był na Krisa  zły, to jednak  się martwił, że Kris nie  daje  znaku życia. No i co? Żyje? Tak, żyje, jest we  Francji i jak twierdzi ma pracę, w  swojej dziedzinie i jest blisko niemieckiej granicy, ale nie zapytałam go gdzie  dokładnie.  Widziałam po minie i zachowaniu Zika, że mu ulżyło, że z Krisem  ponoć  wszystko w porządku. Nie rozmawiał z Krisem, tylko ja rozmawiałam. Ochrzaniłam gada , że nie dzwonił i powiedział, że odniósł wrażenie, że my go skreśliliśmy i dlatego nie  dzwonił. No to mu powiedziałam, że nie ze mną się rozszedł. Całą rozmowę dałam na głośnik i Zik słuchał. 

A  Zik mi powiedział, że gdy  wyjechał do Niemiec  po rozwodzie z Anką to też  nie  dzwonił do Polski i pierwszy raz  zatelefonował po roku i tylko do mnie. I prosił mnie  wtedy bym nikomu nie mówiła, że mam z nim  jakiś kontakt. No więc  zachowałam to dla  siebie.  Kazik powiedział, że jego  zdaniem Krisowi pasowało,  to usynowienie Tadzia przez Pawła. On zawsze chciał wyjechać  do Francji i tam  mieszkać. Tylko nie wiem po jakie  licho zrobił dziecko, wiedział, że z malutkim dzieckiem to emigracja nie jest dobrym pomysłem. A potem pogubił się kompletnie  z twoją chorobą. Wiesz - jedni są  dobrzy na ciężkie czasy i  nie tracą głowy a jemu pod  wpływem tego stresu i nie radzenia  sobie  z tą sytuacją synapsy zaczęły źle funkcjonować. Ja też nie błysnęłam wtedy inteligencją i jeszcze  cię opieprzałam. I nie mogę sobie tego  wciąż wybaczyć. 

No ale  skąd miałaś wiedzieć, że ja jestem chora, skoro ja sama o tym nie miałam pojęcia. Cały początek znajomości z Krisem był u mnie na  fazie super optymizmu. Gdybym  wtedy  miała po kolei we łbie to bym ci wytłumaczyła, że zimą  podróże Otrębusy -Warszawa to mrzonka.  Wszystko mi się jarzyło jako piękne, nawet ten jego zagracony niemal po sufit pokój, zwany magazynem.  Posiadanie  dziecka, ciąża, poród to wtedy dla mnie na tamtym etapie  choroby były "pestką"- byłam przekonana, że ze  wszystkim  sobie  śpiewająco poradzę. Przy pierwszym bólu porodowym myślałam że za sekundę skonam i bolało nawet bez skurczów. I potem ta porażająca bezradność gdy mały płakał. Nawet anioł by nie zniósł mnie wtedy. Opieprzałaś mnie, ale i tak mi pomogłaś bo znalazłaś mi pomoc. Krisowi też  się wtedy od  ciebie oberwało  nieźle. Dziś myślę, że gdyby on wtedy  chodził na terapię to pewnie bylibyśmy nadal rodziną. Popatrz, już mogę o  tym wszystkim mówić tak zwyczajnie jak o tym co ugotować na obiad. To nawet dość zabawne, że pokochałam  faceta, którego wpierw nie  znosiłam, bo miałam wrażenie, że on mi zabiera ciebie, twoją przyjaźń- on i Jacek. A teraz oni  mnie na  wyścigi rozpieszczają - jestem doceniana, kochana i stoję na pewnym gruncie. 

Kris chyba wcale  nie pragnął dziecka - nigdy  nie  zajmował  się dzieckiem tak jak Paweł lub Jacek.Ale teraz dziecko ma obok  siebie  dwa bardzo dobre  wzorce do powielania. Gdybym wtedy wiedziała o sobie to wszystko co wiem teraz to po pierwsze wytłumaczyłabym  ci, że zimowo-wieczorne jazdy do stolicy są super  chorym pomysłem. I na pewno nie  zamieszkałabym wtedy u Krisa  tylko u  was, co mi zresztą proponowałaś. Dom pewnie bym jednak i tak  sprzedała, ale być może dostrzegłabym jakieś pozytywy z kontaktu z Frankiem. Miałabym pewnie w nim przyjaciela. Wiesz, ja to wszystko przepuściłam przez  swój mózg na tej terapii. Bo nie  było tam tematu tabu. 

Przeanalizowałam na zimno i  spokojnie  to co czuję do Pawła, bo bałam się, że może  to nie miłość  z mojej strony a głównie wdzięczność, że mnie dostrzegł, że o  mnie dba, że mówi mi na każdym kroku jaka jestem fajna. Nawet się spotkałam w tym celu dwa razy z terapeutą - już bez  skierowania wpakował mnie między pacjentami- cieszył się jak  dziecko, że zaczęłam sama siebie analizować. 

Alinko, a może byśmy się wybrali któregoś dnia do klubu - bo Paweł dobrze tańczy. Zresztą mój Zik też. Możemy  się  wybrać w tygodniu- wtedy grają tylko do 23,00, bo w soboty to ponoć i do 2,00 w nocy. A twój teść to tańczy wręcz bajecznie i super prowadzi. Pewnie  Paweł odziedziczył te umiejętności po tacie. Stroje dowolne  zwłaszcza w tygodniu chociaż i w weekendy nie ma tam gali.  A Paweł tam kiedyś był?- spytała Alina. No był, z jakąś panią cybernetyczką, pracowała tam gdzie  wtedy Paweł.  Jej się wydawało, że skoro ukończyła taki kierunek to jest arcy atrakcyjna i mądra, ale  się biedula przeliczyła. Do teatru nie  chodziła, bo nie ma na co, "wszystkie  sztuki takie  miałkie", czytać też nie miała co bo "sam chłam w księgarniach". No to była raz w tym klubie i chyba  była zbyt nadęta żeby dobrze tańczyć. No i nie podobało się jej bo muzycy nie byli w garniturach i pod  krawatem. A to grają amatorzy, którzy szkoły muzyczne pokończyli w czasach szkolnych a są z zawodu inżynierami i grają dla własnej frajdy, bo granie to ich hobby. Jacek też wtedy był i się przynajmniej trochę wytańczyłam. Z tą babką to zupełnie nie było o czym pogadać. A myślisz, że Jacek by został z Tadziem? No jasne, u nas  zostanie z małym tata. Pomyśl o tym. Pomyślę- obiecała Alina.

Alina z Pawłem  zapowiedzieli, że tegoroczne święta Bożego Narodzenia  dla obu rodzin będą u nich - co prawda oni tak jak Teresa i Kazik nie biegają z tej okazji do kościoła, ale będą to wszak  dni wolne od pracy i będzie okazja do spotkania  się w dwie  rodziny by razem coś dobrego zjeść, wymienić  się swoimi myślami, planami i pokazać dzieciom nieco bardziej odświętną stronę życia.  Prezenty pod  choinkę mają być dla dorosłych głównie symboliczne, góra do 200zł, a dla  dzieci uzgodnione, żeby potem jeden z drugim nie tonęli w np. samochodzikach. I prezentami dla dzieci mają się zająć tatusiowie, głównie z racji płci. Bo obie  rodziny  nie  hołdują trendowi  zrównywania na  siłę obu płci. Gdyby to było dla ludzkości korzystne to natura sama by na to wpadła i tak jak to się dzieje u pewnego gatunku  ryb, w sytuacji  gdy zaczyna w sposób zagrażający gatunkowi brakować np.  samców, to część populacji zmienia płeć.  No i mają to być zabawki rozwijające intelekt - żadnych pistoletów itp. I żadnych premii finansowych wkładanych pod poduszkę - dodała Alina. 

No niestety takiej opcji  z forsą pod  poduszkę w tym roku  nie będzie - wtedy  rok był wyjątkowo dobry pod  względem finansowym - po prostu podzieliłem się ze  wszystkimi swoją nagrodą, były to pieniądze extra a nie z oszczędności - powiedział Kazik. A w ogóle  to podjąłem decyzję o zmianie pracy- w lutym przejdę na Politechnikę,  na etat  naukowo-dydaktyczny.  To trochę dla mnie wyzwanie, ale mam nadzieję, że się sprawdzę. Ta zmiana sprawi, że jednak póki co nie zmienimy  miejsca zamieszkania. Ale i tak zaczniemy prowadzić Alka dwujęzycznie. Mam nadzieję, że zmiana miejsca  pracy nie będzie miała  wpływu na naszą przyjaźń z Kurtem i nadal będziemy w dobrym kontakcie. Byli dla mnie  rodziną przez kilka lat. Tak samo serdecznie jak mnie przyjął Tesię i Alka. Mam nadzieję, że w nowym roku przyjadą jednak tu na  wakacje.

Nie bądź taki skromniutki - powiedział Jacek- znam cię bardzo dobrze, i jestem pewien, że  się sprawdzisz na tym nowym  stanowisku. I ogromnie się cieszę, że nie wisi nad  tobą widmo zmiany miejsca  zamieszkania - ja wiem, że to dla ciebie nie straszne, bo już tam mieszkałeś. Ale będzie straszne  dla nas, bo będziesz daleko. Nie  wyobrażam  sobie byście  byli tak daleko od nas.

Jacku, byłem już przygotowany na to, że jednak się przeprowadzimy i planowałem osiedlenie  się nie tuż  za rogiem,  czyli w Berlinie, ale w Stuttgarcie. Dostałem stamtąd świetną propozycję pracy, ale... - i tych "ale" jest  dużo. Musiałbym wpierw pojechać tam sam i wszystko od podstaw przygotować do sprowadzenia Tesi, taty i Alka. I znając realia niemieckie zajęło by mi to mnóstwo czasu, być może nawet pół roku. Nie  stać mnie psychicznie na taką rozłąkę, jestem  chyba  zbyt rozpieszczony przez Tesię, tatę i was. I oczywiście zaraz  ściągałbym do siebie  Pawła z całą rodziną, choć wcale nie wiem, czy wy byście  chcieli stąd wyjeżdżać na stałe. 

Oczywiście nadal mogę nieomal w każdej chwili podjąć pracę w Berlinie, mam tam własne mieszkanie, ale znacznie ciekawszą pracę miałbym w Stuttgarcie, a klimatycznie to miasto jest znacznie milsze niż Berlin.  I też  mieszka  w nim  wielu Polaków.Tam w granicach  miasta są winnice. Tesi podobał się Stuttgart, mnie  też. Więc na razie zmienię miejsce pracy i zobaczę jak to się będzie  sprawdzało,  a tak dokładnie życie pokaże jak ja się sprawdzę w nowych realiach. Nie mam po prostu praktyki w dydaktyce. Mam kilku znajomych  wykładowców, ale nie mam pojęcia  jak ja się w tym odnajdę. Na razie  wiem, że w ciągu roku akademickiego czeka mnie do 180 godzin dydaktycznych, a 10 godzin dydaktycznych to jest 7,5 godzin zegarowych. Urlopu będę miał w roku 36 dni roboczych. Dni wolne od pracy ustawowo nie są wliczane do urlopu. I chcę wam jeszcze jedno powiedzieć- Tesia rozmawiała z Krisem -żyje, mieszka we Francji i podobno pracuje. I, jak to mówią- kamień spadł mi z serca, bo się nieco o chłopa  martwiłem. Sporo głupot narobił w życiu i nie jeden raz miałem ochotę go sprać porządnie.

                                                                            c.d.n.


czwartek, 29 czerwca 2023

Lek na wszystko?-150

 Czas - pojęcie wymyślone przez ludzi, podzielone na sekundy, minuty, godziny, dni - mijał obojętny na to co się w tym czasie wydarzyło. Kris zniknął - dziwne było to, że nikt nic o nim nie wiedział. Kazik podejrzewał, że jego brat wyjechał do Francji i tam podjął pracę. Nie dziwił się, że nie daje  znaku życia, bo pamiętał, że gdy on wyjechał po rozwodzie do Niemiec też przez  bardzo długi czas nie pragnął kontaktu ze znajomymi. Po roku nieobecności zatelefonował do Teresy, ale do rodziny nie miał zamiaru się odzywać. Prosił ją  by nikomu nie mówiła, że ma z nim kontakt i Teresa tę prośbę spełniła. Może i Kris ma jakąś przyjaciółkę lub przyjaciela którego oni nie  znają. Poza tym nie  wykluczone jest, że nie za bardzo mu się wszystko we Francji dobrze ułożyło i że nie ma  się czym pochwalić, więc się nie odzywa. Bo Kris zawsze bardzo starannie ukrywał swe niepowodzenia, za to chwalił się każdym swym nawet małym sukcesem.

Teresa szybko zrobiła ciasto ziemniaczane na krakersy dla dzieci. Postanowiła  zrobić ich znacznie więcej, bo i dorośli je  chętnie podjadali. Dla dorosłych były z odrobiną chili, wędzoną papryką ale i z  makiem oraz grubo zmielonymi orzechami laskowymi i włoskimi. Gdy wkładała już drugą blachę z krakersami do piekarnika usłyszała, że otwierają się drzwi wejściowe i pomyślała, że tata z Alkiem dość krótko byli na  spacerze, no ale późno jesienne spacery z  reguły były dość  krótkie.  

Wyszła do przedpokoju i zamiast swego taty i Alka zobaczyła własnego męża, który powinien być o tej porze jeszcze w Instytucie. Kazik szybko zrzucił buty i jeszcze  będąc w kurtce przytulił mocno Teresę mówiąc - stęskniłem się  za tobą i szybciej wróciłem. Żle mi się pracuje gdy nie mam cię blisko siebie. Pociągnął nosem i powiedział- a ty, niepoprawna  pracusia, znów nas rozpieszczasz i coś pieczesz! Zaraz  umyję ręce i ci pomogę  w kuchni. Poza tym mam nowinę. Jesteś w  ciąży? -zapytała ze śmiechem Teresa-  a może wymyśliłeś coś latającego ze skrzydłami w kształcie  skrzydeł nietoperza? Nie, ale muszę się z tobą naradzić, bo dostałem dziś dość ciekawą propozycję i wtedy nie będę musiał codziennie bywać tyle godzin poza  domem. I będą ci płacić za to siedzenie w domu? No właśnie i to mi się podoba. Będę mógł pracować i w domu i na Politechnice i będę co nieco wykładał. Muszę to  wszystko sobie spokojnie z tobą przemyśleć, umówiłem  się, że dam odpowiedź za tydzień. A kiedy byś tam przeszedł? W lutym. Pomyśl Tesiuniu - będę miał w roku 36 dni wolnych od pracy przy pięciodniowym tygodniu pracy. Wziąłem całą rozpiskę możliwości - będę miał etat badawczo-dydaktyczny Nie podejrzewałem, że 10 godzin dydaktycznych to się równa 7,5 godzinom  zegarowym, a ja będę miał rocznie 180 godzin dydaktycznych na tym etacie. Muszę to sobie  wszystko dokładnie porozpisywać i się dobrze zastanowić. Oczywiście finansowo to też wypadnie lepiej niż tu. Staszeczek udaje, że mu będzie przykro gdy odejdę, ale wiem, że odetchnie. Gdy tylko przestało dla mnie przychodzić stypendium to biedak odetchnął, bo ono każdego w oczy kłuło i każdemu musiał tłumaczyć, że to nie idzie z puli instytutu. Trochę się pośmieliśmy, bo któremuś się wydawało, że każdy, kto będzie robił doktorat to dostanie stypendium.  Jeden taki napalony na doktorat pytał się go czy instytut może mu znaleźć promotora i da stypendium. A poza tym to niestety jakoś ostatnio niewiele nowego tu się dzieje. 

A junior z seniorem są na  spacerze? Tak,  dziś mieli być na południowym placu zabaw, bo oni raz są na naszym a raz na tym nowym, Jackowym. Na tym nowym to latem będzie nawet basenik  z fontanną. Na razie  jest tam tylko to miękkie podłoże do skakania. Jeśli to będzie nie ogrodzony teren, a tak przewidywał projekt, to stanie  się najdalej po tygodniu zbiornikiem śmieci i nieczystości. Na osiedlu jest masa psów i przynajmniej połowa  z nich łazi bez  smyczy zwłaszcza  wieczorem, to w "try miga" zanieczyszczą ten plac  zabaw. W naszym bloku są tylko 4 psy, ale w niektórych  tych czteropiętrowych blokach to w każdej klatce przynajmniej jeden pies na dziesięć mieszkań. I to takie spore psiska jak owczarki niemieckie. Ostatnio  widziałam tam mocno starszą panią, taką kruchutką, wątlutką, jak prowadziła na  smyczy dobermana, a właściwie to on ją prowadził i ona ledwo za nim nadążała. Pomyślałam, że kobiecina sporo ryzykuje bo jak psa coś zdenerwuje i jak da w długą to babcię przeczołga po chodniku. 

Powinniśmy w  sobotę wyskoczyć  do IKEI po jakiś mebel do spania dla Alka - trzeba go już  wyrzucić do jego  własnego pokoju. Kazik uśmiechnął się- niech wie od małego, że życie  nie jest jak muzyka rozrywkowa, czyli  lekkie, łatwe i przyjemne.

Właściwie to nie musimy nawet jechać do IKEI, mamy katalog w  sieci i możemy zamówić razem z materacem,weźmiemy mu takiej twardości jak my mamy. Przejrzysz ze mną katalog?- zapytała męża. Tak, oczywiście, że razem przejrzymy, ale pod  warunkiem, że będziesz mi siedziała na kolanach, lubię cię mieć tak bliziutko. A ja myślałam, że będziemy pić kawusię, degustować krakersy i przeglądać katalog. No zgoda,  ale możesz przecież pić kawę siedząc na moich kolanach. Nie mogę wtedy pić kawy, bo się  do ciebie tulę i  się co chwilę całujemy - śmiała  się Teresa. A poza tym to zaraz wrócą nasi, bo Alkowi trzeba będzie  coś wrzucić na ruszt. Przyzwyczaił się, że wraca ze spaceru i coś zjada. My też chyba coś zjemy. Mam na tę okoliczność zupę pieczarkową z zacierkami. Dodałam do niej kilka suszonych podgrzybków i  wyszła  świetna.

W tej chwili otworzyły  się  drzwi wejściowe i wszedł tata z Alkiem. Taaata, wrzasnął Alek radośnie i szybko pozbył się swoich adidasów i jeszcze  w kurtce i czapce pobiegł do Kazika. Kazik rozpiął mu kurtkę, ściągnął z główki czapkę i przytulił synka do siebie mówiąc- idź założyć kapciuszki i pójdziemy umyć ręce, bo mama zaraz da na stół pyszną  zupę.

Zupa wszystkim smakowała a Alek powiedział Teresie, że on najbardziej to lubi właśnie takie domowe kluseczki w zupie. Bo mu nie  tylko smakują, ale bardzo wygodnie się je, bo nie zsuwają  się z łyżki jak makaron.

Po lunchu Teresa  zrobiła kawę, do której były domowe krakersy, które też zostały przez  Alka pozytywnie ocenione. Alek oczywiście też pił kawę w eleganckiej filiżance i jego kawa była osłodzona syropem daktylowym. Kazik spróbował tę jego kawę i stwierdził, że wieczorem, po obiadokolacji też będzie pił tę kawę z syropem daktylowym  zamiast herbaty.

Po lunchu Alek zajął się swoim ogrodem zoologicznym, tata przeglądał prasę a Kazik z Teresą zaczęli przeglądać meble- nie tylko te w IKEI. W jednym ze sklepów Kazik wypatrzył łóżko typu "dwa w jednym"- dolne łóżko było wysuwane spod górnego i Kazik zaczął się zastanawiać, czy nie kupić właśnie takiego łóżka. Bo teraz dziecko spałoby na tym dolnym i "w razie  czego" nie potłukłoby się zlatując z niego w nocy, a gdy się już przyzwyczai do spania na łóżku o szerokości 90 cm to będzie spał  "piętro wyżej" a jego dolna część będzie wsunięta. Będzie przy okazji w domu jedno miejsce więcej do spania. Poza tym podejrzewał, że Alkowi będzie  się takie spanie podobało i lepiej zniesie "wyprawienie" go do łóżka w innym pokoju. Ale nim  się to łóżko zamówi nie  zaszkodziłoby obejrzeć je  w naturze. Teresa miała jednak zastrzeżenia, że gdy się wysunie tę dolną część to mebel jest wtedy szerokości 180 cm i zabiera tym samym bardzo dużą powierzchnię pokoju, który wszak nie ma 20 metrów kwadratowych. No tak- niestety masz rację - stwierdził Kazik. Może będzie lepiej zakupić jakiś dziecięcy mebel do spania, bo one  są niższe niż łóżka dla dorosłych. Po prostu na początku będzie mu się przystawiało krzesła by nie spadała mu kołdra lub i on.  I niech  się od  razu przyzwyczaja  do spania na łóżku szerokości 90 cm. No to w sobotę wyruszymy szukać legowiska dla Alka- stwierdził Kazik-  nie ma lekko.

Wieczorem, gdy Alek już wycałowany, poprzytulany zasnął, Teresa powiedziała do Kazika - nie wiem czemu, ale trochę mnie dziwi i niepokoi, że Kris nie  daje znaku życia. Rozumiem, że nie kontaktuje się z Aliną, ze mną, no ale z tobą przecież mógłby. Nie mógłby - powiedział Kazik- przecież świadkowałem Alinie, to tak jakbym go zdradził. A to zawzięty osobnik. Możesz do niego zatelefonować, według mnie na pewno ma przy sobie swój smartfon. Albo napisz do niego maila. No ale ja też go zdradziłam, też wszak świadkowałam. Spróbuj zadzwonić, to wbrew pozorom nie kosztuje majątku, on pierwszy nie zadzwoni dopóki nie  zostanie kimś na  szczeblu. Ale twój telefon ma  w bazie i nawet jeśli nie odbierze to go mile połechce, że ty do niego dzwonisz. Jeśli nie odbierze to jutro też zadzwonisz, to go zastanowi. Ja myślę, że się trochę przeliczył ze swoimi możliwościami. Poza tym, żeby mógł pracować w  swoim zawodzie to musiałby znać perfect prawo francuskie a nie sądzę by był w tej materii biegły.No i tu miał małą styczność z językiem francuskim, a gdy językiem obcym mało operujesz to on ulatuje  z głowy. Może on wcale nie  wyjechał z Polski tylko się zadekował gdzieś na prowincji i tam robi karierę na  zasadzie, że mu warszawskie zapylone powietrze  nie służy. Przyjrzałem mu się w sądzie - jemu ten rozwód z Aliną pasował i pasowało mu pozbycie się dziecka w taki sposób by wyjść na  swego rodzaju ofiarę. On naprawdę był przerażony stanem Aliny, bał się, że ma nieuleczalne zaburzenia i że dziecko to wszystko po niej odziedziczy.  Popatrz - nawet ty się nie połapałaś na początku, że ona jest chora, byłaś na nią wiele razy wręcz wściekła, a byłyście wszak przyjaciółkami tyle lat.

Teresa pokiwała głową - no fakt, byłam pewna, że nadal jest rozkapryszoną, rozpieszczoną przez mamę panienką. Do dziś sobie  to wyrzucam, że wcześniej na to nie  wpadłam. I mam wrażenie, że może być z Krisem tak jak mówisz i on do dziś nie bardzo wierzy w to, że Tadziś jest i będzie normalnym dzieckiem. No i poza  wszystkim "szlachectwo zobowiązuje" dobrze go zaszachowano tym, że jego brzydka przygoda może się stać jego wizytówką i straciłby klientów. 

Wiesz, za nim się zawsze uganiał tabun dziewczyn a on był taki bawidamek jak nasz ojciec. Czasem to go nawet podziwiałem. Bo ja nie  miałem takiego talentu.Wpierw wbagniłem  się w Ankę a potem zakochałem się w pewnej mężatce na  zabój. Ale powiem ci, że warto było się w tej mężatce  zakochać, choć to wtedy okrutnie  bolało. Kocham cię, choć nadal jesteś mężatką - śmiał się Kazik. Zadzwoń do tego mojego  durnego brata. I daj na głośnik.

Teresa wybrała numer Krisa i po dłuższej chwili usłyszała: " o Boże, co  się stało"? Nic się nie stało, dzwonię bo się o ciebie tak zwyczajnie, po ludzku, martwię. Jakby  nie było jesteś bratem mego męża i w pewnym sensie jesteśmy rodziną, a ja się zawsze martwię o  swoją rodzinę - powiedziała Teresa. Powiedz  mi lepiej gdzie jesteś, czy jesteś zdrowy, czy masz pracę i masz gdzie mieszkać. Rozszedłeś się nie ze mną i nadal jesteśmy rodziną. No jestem zdrowy, pracę mam, jestem we Francji, blisko granicy niemieckiej, mieszkanie wynajmuję. Ufff, powiedziała Teresa to dobrze. A dlaczego, paskudny padalcu, nie dajesz znaku życia i nie dzwonisz ani do Zika ani do mnie? Bo pomyślałem, że już mnie oboje skreśliliście. No to cię muszę zmartwić nie skreśliliśmy ciebie, choć się o to wyraźnie prosiłeś. Jeżeli prawdą jest to co mi teraz powiedziałeś, że masz pracę i jesteś zdrowy to się cieszę i Zik się ucieszy i  zapewne do ciebie któregoś  wieczoru  zapika. Trzymaj się i dbaj o siebie. Pa. Dziękuję,że ty zapikałaś, pozdrów Kazika, pa.

Kazik objął Teresę i długo obcałowywał jej twarz w końcu powiedział- no widzisz stary kocur  wylądował na czterech łapach. I jak cię, mężatko, nie kochać? Ten padalec, jak go ślicznie nazywasz, wystraszył się twego telefonu, ale to dobrze, niech pamięta, że są jeszcze inni oprócz niego na świecie. Podejrzewam, że to któryś z jego klientów mu ten wyjazd naraił. Teraz  wielu prowadzi interesy z zagranicą, wszak CHZety zostały zlikwidowane, a pańskie oko konia tuczy i trzeba jakoś tych spraw  pilnować. Idziemy spać, a jutro nie jadę rano do Instytutu tylko na Politechnikę i to nie o świcie.

                                                              c.d.n.



 


wtorek, 27 czerwca 2023

Lek na wszystko?- 149

 W dwa dni później Alina pojechała do profesora, do którego weszła przez  sekretariat, omijając tym samym kolejkę pacjentów  czekających przed drzwiami profesorskiego gabinetu.  Pan profesor nawet bystro ją  skojarzył z tą zastraszoną, nieco zapłakaną osobą, która dwa lata wcześniej była u niego na wizycie.  Był mile zaskoczony kolosalną zmianą jaka w niej zaszła - tym razem siedziała na przeciw niego młoda, bardzo ładna i pewna siebie młoda kobieta i spokojnie referowała sprawę, dlaczego jej potrzebne jest zaświadczenie o stanie jej zdrowia psychicznego.  Od razu poprosił sekretarkę by przygotowała odpowiednie pismo, w którym ma być wyjaśnione, że choroba afektywna dwubiegunowa w  żaden sposób nie dyskwalifikuje Aliny do sprawowania pełnej opieki nad  swym nieletnim dzieckiem. Nie wolno też traktować osób na  nią chorych jako osoby chore psychicznie i nie  w pełni poczytalne.  Alina w trakcie rozmowy zapytała się, czy jego zdaniem mogłaby urodzić drugie dziecko, ale pan profesor powiedział, że lepiej byłoby pozostać przy jednym dziecku, bo jednak ciąża, poród i te pierwsze miesiące po rozwiązaniu to zawsze są bardzo stresujące i nikt nie jest w stanie przewidzieć jak ona to zniesie i wyraził nadzieję, że jej obecny partner to zrozumie. Sądząc po obecnym pani stanie jego obecność przy pani jest dla pani w pełni korzystna. 

Alina przy okazji powiedziała, że najbardziej w trakcie leczenia pomogła jej  indywidualna terapia (tu wymieniła nazwisko swego terapeuty), bo dzięki niemu nauczyła  się działać tak by jak najmniej obciążać swój organizm, umie sobie poza tym tak ułożyć  dietę by nie tyć i wreszcie  wbiła  sobie  do mózgu świadomość, że do końca życia  będzie brała lek i to jej już nie martwi i przestała uważać, że jest z powodu tej choroby mniej wartościowym człowiekiem. Tego samego dnia Paweł zawiózł tę opinię do prawnika. 

W kilka dni później  prawnik zatelefonował do  Aliny i powiadomił ją, że już ma wszystkie dokumenty z jej strony zgromadzone, teraz powiadomi Krisa, że będzie się zajmował tą sprawą i że byłoby rozsądnym posunięciem z jego strony, by wyraził zgodę na pełną adopcję Tadzia przez Pawła, to wtedy uniknie w sumie dość przykrej rozprawy w sądzie rodzinnym, czyli publicznego prania jego brudów. A Warszawa nie jest wielkości Londynu i wszelakie plotki o prawnikach migiem się rozchodzą i więcej z tego szkody będzie  miał niż pożytku.

W dwa dni później, pod wieczór, przyjechał do domu Kazika Kris. Teatralnym gestem wyciągnął z kieszeni pisemko od prawnika  wynajętego przez Pawła i Alinę i zapytał - które z was doradziło Alinie tego faceta?  Kazik spojrzał na niego ze  zdziwieniem i zapytał o  co chodzi, bo nie ma pojęcia o jakim facecie on mówi.  Kris wymienił wówczas nazwisko, ale i Teresa i Kazik tylko wzruszyli ramionami mówiąc, że nic im to nazwisko nie mówi. A to, że Alina wyszła  za mąż to wiecie?  Oczywiście, że wiemy- powiedział Kazik- byliśmy nawet świadkami na jej ślubie, ale Alina po mężu  ma inne nazwisko niż to wymienione przez  ciebie. 

Ale wiesz co braciszku? - Alina jest pełnoletnia i nie musiała  się pytać ciebie o zgodę na wyjście za mąż. Zresztą wyszła  za mąż za bardzo porządnego i kulturalnego człowieka, którego my wszyscy znamy i cenimy. Ty też go znasz.  I on bardzo pokochał Tadzia, Tadziś jego też i tworzą szczęśliwą rodzinę. I może powiedz o kim mówisz machając tą kartką, ja takiego nazwiska  z nikim znajomym nie kojarzę, sądzę, że Tesia także nie - powiedział Kazik.

No to masz, czytaj - Kris wepchnął Kazikowi pismo do ręki. Kazik przeczytał  i powiedział- na twoim miejscu to bym przystał na tę propozycję. Nie  znam tego prawnika, z tej branży to znam tylko ciebie i tego gościa, który rozwodził Tesię - zresztą sam go nam poleciłeś, ale on  chyba miał inaczej na imię, a nazwiska to zupełnie nie pamiętam.  O ile się nie mylę to sąd ci zasądził wysokie alimenty, bo miałeś  widocznie w ostatnim roku wysokie dochody. A jeśli się dobrze  orientuję w tych klockach, to gdy mąż Aliny zaadoptuje  Tadzia to ty pozbędziesz  się tych alimentów. I myślę, że zdrowiej będzie nie cieszyć panów prawników w sądzie rodzinnym wyciąganiem przyczyn rozpadu twojego małżeństwa i tym, że zadawałeś  się z jakąś panienką zakażoną jedną z chorób z rodziny WR. Bo to raczej chwały ci nie przysporzy.  

A za kogo ona wyszła?- spytał Kris ponurym głosem.  Za syna Jacka - to dobra partia, bo facet dobrze wykształcony, kulturalny, ma  dobry zawód. Tadziś za nim przepada  a on za Tadzisiem. Zapewne nie  wiesz, ale to Tadziś go sobie wybrał na tatę.  Przecież to młokos- burknął Kris. No nie wiem czy facet po trzydziestce, dobrze  zarabiający, z samodzielnym stanowiskiem w ministerstwie to młokos- powiedział Kazik. Alina przy nim jest spokojna i naprawdę rozkwitła. On wie  wszystko o jej chorobie i bardzo  dba o Alinkę.  Było braciszku nie pchać się po pijaku lub na trzeźwo na obcą, z przeproszeniem, dupę. Sam sobie zrobiłeś tym samym tak zwane "kuku" - dałeś dowód tego, że nie kochasz i nie  szanujesz Aliny i swego dziecka. A dziecko też  cię niewiele obchodzi, co udowodniłeś całkowitym brakiem zainteresowania jego osobą po rozwodzie.

Osobiście uważam, że propozycja tego prawnika jest całkiem rzeczowa i satysfakcjonująca dla ciebie - Kazik kontynuował spokojnie.  Wiesz stary - kto kocha kobietę to jej nie zdradza- ani po pijaku ani na trzeźwo. Przemyśl sobie  to wszystko sam, spokojnie, posłuż się logiką a nie emocjami. Zresztą nie oszukuj sam siebie- już dawno Alina stała  się dla ciebie ciężarem.  Znajdź sobie inną, może sporo od siebie młodszą i nie żeń się - ty się po prostu nie nadajesz do życia w małżeństwie. Jesteś taki, jaki był nasz ojciec, z którym mama trwała w  związku przez lata tylko dla dobra dzieci i pozostała gdy przy nim gdy mu już chucie odeszły bo już mu sprawności nie  starczało.

Chcesz może herbatę z melisy na uspokojenie myśli?- zapytała Krisa Teresa. A niech cię diabli wezmą - wybuchnął Kris. Wzajemnie - powiedziała spokojnie Teresa a Kazik podniósł się z krzesła i powiedział- wyjdź stąd natychmiast i nie wracaj tu raczej nigdy. Uprzedzam cię, że ja będę w sądzie świadczył przeciw tobie. Jesteś obrzydliwym egoistą. I ta twoja kancelaria nigdy nie powstanie i to nie dlatego, że ja ci nie pożyczyłem pieniędzy, które ciężką pracą zarobiłem, ale dlatego, że nikt nie chce z tobą pracować. Masz po prostu paskudny charakter. Przemyśl sobie to wszystko spokojnie w domowym zaciszu. I może popracuj nad  sobą. Z takim podejściem na pewno nie znajdziesz poklasku w  swej branży  ani tu ani we Francji, dokąd ponoć masz ochotę na  stałe wyjechać.

Kris niechętnie podniósł się z krzesła i wydusił z siebie - przepraszam, nerwy mnie poniosły.Przepraszam cię Tereso. I masz Kaziku rację, lepiej nie  robić z siebie pośmiewiska. Może rzeczywiście nie nadaję się do życia w trwałym związku. To ja już pójdę- powiedział cicho i ruszył do drzwi. Kazik ruszył za nim i zamknął je  za nim. Potem podszedł do Teresy i mocno ją objął mówiąc - przepraszam cię, że  to wszystko widziałaś i  słyszałaś. Nic mi się nie stało - spokojnie odpowiedziała Teresa - on po prostu sam ze sobą nie może sobie poradzić. Mam nadzieję, że jednak podpisze  zgodę  na pełne przysposobienie Tadzisia. Jakieś resztki rozsądku mu  jeszcze się tłuką po mózgu.

W pół godziny później do domu dotarł tata z Alkiem, którzy byli  w "prawdziwym kinie", jak to określiło szalenie przejęte dziecko, na filmie rysunkowym dla dzieci.  Tata powiedział, że było to bardzo dziwne doświadczenie bo mocno nieletnia publiczność ogromnie przeżywała akcję filmu - dzieciaki doradzały bohaterom filmu co mają robić i bardzo żywiołowo na  wszystko reagowały. Dźwięk był podkręcony chyba na  maksimum a dzieciaki też się wydzierały i tata stwierdził, że następnym  razem weźmie z domu stopery do uszu.

Gdy Alek już poszedł spać Kazik opowiedział tacie o wizycie Krisa i jak ta wizyta się zakończyła. Tata długo milczał, w końcu powiedział - chwilami to mi go nawet  żal, bo ewidentnie  jest jakiś zagubiony- wyrósł w przekonaniu o tym, że jest nadzwyczajnym dzieckiem, a życie wciąż mu usiłuje to przekonanie wyperswadować. Jak sobie tę sprawę spokojnie przemyśli to na pewno wyrazi zgodę na tę pełną adopcję. I na pewno zadecyduje tu kwestia finansowa, bo on bardzo lubi szpanować,  a szpanowanie niestety sporo kosztuje.  Bo głupi to on  nie jest, tylko jest mocno przekonany o swojej nadzwyczajności i to mu wyraźnie szkodzi. I mam wrażenie, że każdy jego związek będzie jednak niewypałem. No chyba, że jakaś naiwna będzie w niego  bezkrytycznie wpatrzona  i będzie robiła  wszystko pod jego dyktando. Ale wtedy zapewne dojdzie do słusznego wniosku że ta osoba jest bezdennie głupia. Zgodnie ustalili, że nic nie powiedzą Alinie i Pawłowi o wizycie Krisa. Bo nie miało to wszak żadnego znaczenia dla sprawy.

W miesiąc później prawnik zawiadomił Alinę i Pawła, że sprawa już jest złożona w sądzie rodzinnym i że Kris wyraził na piśmie zgodę na pełne przysposobienie Tadzia przez Pawła. Teraz tylko trzeba uzbroić się w cierpliwość, bo musi się odbyć sprawa sądowa, sąd musi porozmawiać ze stronami i wydać wyrok. A sąd jest zawalony sprawami, więc to może nieco potrwać, ale na pewno wyrok sądu będzie dla Aliny i Pawła po ich myśli. No a jak już będzie  wyrok sądu to wtedy w USC Tadzikowi będzie można dać nazwisko rodziców, czyli Pawła i Aliny. Na znalezienie się sprawy na  wokandzie czekali ponad dwa miesiące. Pomimo zgody wyrażonej przez  Krisa szanowny sąd wysłuchał co mają  na ten temat do powiedzenia Kazik i Teresa. Teresa starała  się nie "obsmarować" zbytnio swego szwagra i sugerowała, że po prostu Kris i Alina zbyt krótko się znali przed ślubem i to też  zapewne miało bardzo niekorzystny  wpływ na  związek, a nie leczona wtedy  choroba Aliny też nie  sprzyjała temu, by relacje pomiędzy  nimi były dobre. Teresa opowiedziała też o tym, że matka Aliny ukrywała przed  nią i znajomymi fakt, że Alina  jest chora  na nieuleczalną chorobę i musi codziennie brać lek. Powiedziała też, że Kris od  chwili rozwodu  ani razu  nie odwiedził dziecka. Opowiedziała też jak nad Zegrzem Tadzik zatytułował Pawła tatusiem chociaż nikt- ani Alina ani którekolwiek z nich nie  sugerowało  dziecku by tak Pawła  nazywało.

Wysoki  Sąd przepytał  się jeszcze Krisa, czy podtrzymuje swą zgodę na to by Paweł adoptował jego syna, a Kris powiedział, że świadomie  podjął taką decyzję,  dziecko jeszcze  małe, a on najprawdopodobniej wyjedzie  na jakiś czas z Polski i nie będzie mógł tym samym sprawować nad dzieckiem opieki, więc będzie dla  dziecka lepiej gdy Paweł będąc mężem matki dziecka  przejmie nad  dzieckiem opiekę. Wysoki Sąd, już po rozprawie, był świadkiem zachowania się Tadzia gdy z sali wyszedł Kris  i Paweł. Tadziś  stał na korytarzu z dziadkiem  Tadeuszem i Alkiem i czekał na mamę i tatę,  a  gdy zobaczył Pawła wyrwał  się z ręki dziadka i szybko podbiegł do Pawła  z okrzykiem  "tata jest!" a na Krisa nawet nie  zwrócił uwagi. Sędzia prowadzący powiedział półgłosem - to mówi samo za siebie. A Tadzio już "ukochiwał" Pawła, a Alek  stał nadal grzecznie z dziadkiem czekając na swoich rodziców. Teresa powiedziała do męża - może  szkoda, że na początku tego nie widzieli, rozprawa byłaby zapewne krótsza. Popatrz jaki Alek grzeczny, stoi grzecznie obok dziadka i spokojnie na  nas czeka. Żal mi trochę Krisa, ale  czasem wiadro zimnej wody wylanej na głowę może uzdrowić człowieka. Może  to odejście od  niego Aliny i dziecka  coś zmieni w jego psychice. Kazik popatrzył na  nią i tylko powiedział - jesteś optymistką i to wielką. Ja nie mam złudzeń. To jest niereformowalny facet.

W trzy tygodnie później Tadzisiowi wystawiono nową metrykę i dostał nazwisko Pawła. By uczcić ten fakt Jacek zrobił u siebie w weekend małe "przyjątko".

                                                                         c.d.n.




poniedziałek, 26 czerwca 2023

Lek na wszystko? -148

 W trzy  dni po powrocie  z wakacji Paweł skontaktował  się z prawnikiem w sprawie usynowienia Tadzia, ten  zaś stwierdził że do poprowadzenia tej sprawy poleca  swojego kolegę, który ją na pewno poprowadzi lepiej od niego, bowiem ma częsty kontakt z takimi sprawami, poza tym nie jest bliskim kolegą Krisa. Jak tłumaczył Pawłowi to każdy z prawników w pewnym  sensie specjalizuje  się w pewnym obszarze prawa- ja najchętniej i najlepiej rozwodzę małżeństwa. 

Prawnik, którego państwu polecam  specjalizuje  się  właśnie  w takich sprawach prowadzonych przez sąd rodzinny i na pewno poprowadzi tę sprawę lepiej ode mnie - przekonywał Pawła. Pozwoliłem  sobie dać mu skrócony obraz tej sprawy i on sądzi, że to nie jest sprawa nie do wygrania. To, że jedną ze stron jest któryś z naszych kolegów nie ma  znaczenia. A ma pani nadal ten twardy dowód, że Kris panią zdradził?- zapytał. 

Tak, mam to nadal i jest w bezpiecznym miejscu.  Alina uśmiechnęła się -lekarz psychoterapeuta, który pomagał mi w powrocie do równowagi powiedział, że w razie potrzeby dostanę opinię lekarza o tym czy mój stan  zdrowia pozwala mi na pełnowymiarową opiekę nad dzieckiem - mówię to dlatego, że  znając Krisa  jestem pewna, że w sądzie powie o mojej chorobie dwubiegunowej i że był czas, gdy dziecko było niemowlakiem, a ja nie bardzo sobie dawałam radę z opieką nad  nim i Kris musiał mi pomagać i zaangażować pomoc do prowadzenia  domu.  

Oczywiście wiem, że na pewno nie powie w sądzie, że ja nie miałam pojęcia o tym, że mam chorobę afektywną dwubiegunową i że odstawiłam samowolnie lek, który brałam jeszcze nim osiągnęłam pełnoletność. Bo moja matka ukrywała przede mną fakt, że jestem "dwubiegunówką."  I gdyby nie bratowa Krisa, z którą się znamy od ukończenia  szkoły podstawowej to  bym pewnie jeszcze długo nie nadawała  się do życia. Bo to ona skojarzyła moje zachowanie i to , że zawsze musiałam brać jakiś lek gdy byłyśmy jeszcze  w liceum, postudiowała w encyklopedii zdrowia i wysłała mnie do psychiatry, do Instytutu Psychoneurologii. Muszę tu powiedzieć, że wtedy Kris mi nawet załatwił tę wizytę. Teraz już proces leczenia jest zakończony a ja codziennie biorę lek. I będę go brała do końca życia.

Pan prawnik wpatrywał się w Alinę jakby nagle zorientował się, że przed nim siedzi jakiś zamorski stwór, więc Alina dodała - to nie jest choroba dziedziczna, nie przenosi się na potomstwo, o ile obydwoje rodzice nie mają takiego układu genów. Tu chodzi o układ genów a nie o jakąś ich  wadę. A choroba jest dość trudna do zdiagnozowania, bo każdy z nas ma okresy złego nastroju lub bardzo dobrego i dopiero dłuższa obserwacja pozwala na zdiagnozowanie, bo w tej chorobie występuje cykliczność. Bardzo dużo osób na to choruje i o tym nie  wie. Pogarsza się gdy chory ma jakieś przykre przeżycia lub pogorszenie  stanu zdrowia  fizycznego. Ja w dość niedługim czasie straciłam rodziców - wpierw ojca, potem mamę.

A my, z żoną, mamy nawet  nagranie rozmowy telefonicznej pomiędzy nią a byłym mężem - to taki przykład jak mało jest Kris zainteresowany dzieckiem. No i przez cały  czas nawet  słowem nie  zapytał się o dziecko. To wygląda tak, jakby dziecko nie istniało. A nie było to dziecko z przypadku, tylko jak najbardziej zaplanowane - poinformował Paweł.

A to taki miły chłopaczek i nadal  z niego taka "przylepka"?- zapytał prawnik. Tak, ale zabraliśmy go ze żłobka i  żona przestała pracować i jest  z nim  w domu. Ale mały ma  kontakt z innymi dziećmi i z bratankiem Krisa, razem się bawią teraz  codziennie. Tamten jest piętnaście  miesięcy starszy od naszego synka. To jeszcze  spora różnica wieku, ale to  się  czasem wyrówna.

Prawnik dał Pawłowi "namiary" na swego kolegę, panowie uścisnęli swe prawice, pan prawnik cmoknął Alinę w dłoń i wyszli. Alina spojrzała na adres, pod którym można znaleźć nowego  prawnika i powiedziała - ten to nawet dość blisko nas ma  swoją siedzibę. Tylko ciekawe czy będzie tam gdzie zaparkować. To zaraz sprawdzimy wracając teraz do  domu - powiedział Paweł. Zresztą zaraz do niego zatelefonuję i  dowiem  się kiedy będzie osiągalny. Nie pogniewałbym się, gdy można się spotkać z nim  dziś, bo nie  za bardzo mogę w tym tygodniu wyjść z pracy. Teoretycznie każdy  z nich  przyjmuje nie tylko od 8,00 do 16,00.  Niektórzy to przyjmowali w godzinach 20,00 - 24,00 - powiedziała Alina ze  śmiechem.  

Paweł zatelefonował, przedstawił się z czyjego polecenia  tu trafia i......zamiast do domu pojechali do następnego prawnika. Alina tylko zatelefonowała do Jacka, że teraz  jadą do następnego prawnika, nie mają pojęcia ile  czasu im  to zajmie. Jacek oczywiście zapewnił ją, że nie ma problemu, da Tadziowi kolację, więc niech  się nie  spieszą, wszystko jest pod kontrolą. 

Kolejny prawnik miał na imię Andrzej, z wyglądu był nieco starszy od Krisa. I, jak zauważyła Alina, był bardzo  przystojnym mężczyzną. Ale tym wrażeniem nie podzieliła  się z Pawłem. Prawie godzinę prawnik wypytywał dokładnie Alinę o całą sprawę i notował. Potem zapytał co upewniło Alinę, że została  zdradzona, więc opowiedziała dokładnie o całej sprawie i że  ma wyniki badań sprzed zakażenia i po nim. Opowiedziała również o tym, że wprawdzie Kris przysyła regularnie  alimenty, ale od  chwili rozwodu ani razu nie odwiedził dziecka i nawet się o niego nie pyta. A świat dziecka najwyraźniej nie znosi próżni, bo mały sam, z własnej inicjatywy zaczął Pawła tytułować tatą i to jeszcze przed ich ślubem. I jak pan na to zareagował? Poprosiłem Alinę by została moją żoną - kochałem  się w niej już od  roku, ale należę do tych, którzy  nie podrywają cudzych żon - powiedział Paweł.  A Tadzio jest wspaniałym dzieckiem i jestem  szczęśliwy, że mnie uznał za tatę. I wiem, że będę go tak wychowywał i dbał o niego jakby miał moje geny.  

A Kris nie proponował pani byście  się jednak zeszli? Majaczył nieco,  że mnie kocha, że zdrada to był przypadek   dlatego, że  się upił.  Ale jeszcze nieco wcześniej, nim odkryłam u siebie dolegliwości  spowodowane  zakażeniem czepiał się wszystkiego i widziałam, że jestem mu raczej  zbyteczna. Tłumaczył to faktem, że chce  założyć spółkę i ma  same kłopoty, a na dodatek brat nie  chciał mu pożyczyć na ten cel pieniędzy. Ja przez ostatni rok leczyłam się, miałam psychoterapię, bo  mam chorobę afektywną, dwubiegunową. Ale poza załatwieniem  mi pierwszej wizyty u psychiatry Kris mnie nie  wspierał, nawet nie  zauważył, że proces psychoterapii  dał mi powrót do normalności. Moja bliska przyjaciółka, czyli bratowa  Krisa to zauważyła od razu, że jestem taka jaka byłam kiedyś. Kris tego nie  zauważył. Jestem pewna, że w sądzie pierwsze co powie to właśnie to, że jestem chora psychicznie, co nie jest prawdą. W Instytucie  mnie  zapewniono, że wystawią mi zaświadczenie, że mogę się opiekować dzieckiem.

Ma pani rację, to pewne, że to wyciągnie. Dam pani karteczkę do biegłego, da mu pani  namiary u kogo się pani leczyła. Z tego co wiem, to bardzo wiele osób z tą chorobą jest na świecie i nikt nie nazywa ich chorymi psychicznie. O tej spółce Krisa to słyszałem,  ale Kris to ciężki partner do współpracy, wszystkich uważa za głupców, więc chętnych  to raczej  nie znajdzie. On jest nawet dobrym prawnikiem, jest tak zwanym łebskim  facetem, ale niech zapomni o jakiejkolwiek spółce. Jako wolny strzelec radzi sobie naprawdę dobrze.

A on wie,  że pani wyszła  za mąż?  Nie, przez kilka miesięcy nawet do mnie nie zadzwonił żeby  się dowiedzieć jak się czuje  dziecko, czy  zdrowe, czy może chore. Do mnie  zatelefonował tylko po to i to ze trzy tygodnie temu, że nie może się dostać do mieszkania,  w którym mieszkaliśmy razem przed  rozwodem, bo tam jest remont. Z okazji rozpadu związku przestaliśmy razem mieszkać i zamieniliśmy się mieszkaniami - on wziął moje na  Żoliborzu, a ja zostałam w tym, które było przedtem jego. To jest zamiana przeprowadzona  notarialnie. Tak naprawdę to trochę wymusiłam na nim tę zamianę - powiedziałam i wtedy  dotrzymałam  słowa, że nie dołączę do pozwu świadectwa  lekarskiego. Rozmawiał ze mną chwilę, ale  nawet nie  wspomniał o dziecku. Mamy z mężem nagraną tę rozmowę - może się przyda. 

Rok temu byliśmy w dwie rodziny w Bieszczadach, tam też dał popis, jaki  z niego miły człowiek. Wszyscy byli bardzo zdziwieni jego zachowaniem, aż  się brat go pytał czy  aby  nie zmienia płci bo się zachowuje jakby  miał klimakterium.  Poza tym cały czas wyśmiewał mnie, że ja ciągle  coś mówię do dziecka, bo przecież taki maluch to nic z tego nie  rozumie.

Czy ktoś będzie stawał w sądzie i świadczył w  pani sprawie?  Tak -  to będzie Krisa brat, jego żona, jego teść. Ja mam stale z nimi kontakt, ojciec bratowej Krisa jest zawsze z dziećmi gdy są na spacerach. Mnie, proszę mi wierzyć, nie zależy by zniszczyć Krisa, nie mam zamiaru dokopać mu tylko dlatego, że mnie zdradził. Kris nigdy nie brał małego na kolana, mój mąż jest zawsze dostępny dla małego i Tadzio bardzo jest do niego przywiązany. Po prostu Paweł tłumaczy dziecku świat, a Kris nigdy tego nie robił.

No dobrze - wezmę tę sprawę. Tu jest list do tego biegłego, tu jest jego wizytówka, znajdzie pani tego człowieka właśnie w Instytucie. Poproszę o kontakt z panią, żebym mógł zatelefonować gdy mi będą potrzebne jeszcze jakieś  informacje. I proszę  zacząć od tego biegłego. Alina spojrzała na wizytówkę i powiedziała - ja byłam na wizycie u pana profesora.Wpierw  miałam psychoterapię grupową a potem  mi zlecił indywidualną i to dało naprawdę efekty.  No to się świetnie  składa - nie będzie pewnie pani czekała tygodniami na spotkanie.

Nigdy nie współpracowałem z Krisem, ale on nie jest głupi. Będę się starał iść z nim na ugodę, by wyraził zgodę na pełne przysposobienie małego przez pani męża. Taka sprawa powinna przejść biegiem. On ostatnio prawie nie prowadzi spraw, a jak nie ma spraw to nie  zarabia- grzecznie płaci alimenty a  zasolili mu spore alimenty i pewnie z końcem roku złoży wniosek o zmniejszenie kwoty z uwagi na spadek zarobków. No nic, prześpię się  z tym. Napisałem do pana profesora by opinię dał pani do ręki, więc gdy będzie to proszę ją do  mnie dostarczyć. Ostatnio  zmniejszyło się moje zaufanie do poczty.

Gdy wyszli Paweł objął Alinę mówiąc - no popatrz, udało się nam dziś całkiem  sporo załatwić. Do pana profesora  sama pojedziesz czy podrzucić cię samochodem?  Sama pojadę, to trzy przystanki autobusem. Tylko wpierw  zadzwonię czy przyjmuje  pacjentów w tych samych godzinach. Tadzia zostawię z tatą, bo jeśli będę musiała posterczeć pod  gabinetem to tam nie bardzo byłoby co z małym zrobić. A wiesz, że ja go brałam ze sobą gdy jeździłam na terapię indywidualną i on tam zasypiał? Po prostu ten terapeuta  był uosobieniem  spokoju i mały się tam idealnie wyciszał. Jutro tam podjadę.

                                                                   c.d.n.