niedziela, 6 sierpnia 2023

Lek na wszystko?- 175

 Następnego  dnia dokończono formalności dotyczących  sprzedaży/ kupna/ wynajęcia mieszkania przez Gerda  - lokator podpisał umowę najmu, Gerd zapłacił podatek od kupna  mieszkania, a po południu do zapasowego  mieszkania Kazików przyszedł Paweł by porozmawiać o pracy w Berlinie.

Gerd rozśmieszył Pawła niemal do łez, bo powiedział, że on to nie ma nawet bladego pojęcia o tym co robi informatyk - on tylko wie, że w firmie potrzebny jest informatyk, więc tak naprawdę to byłoby jednak najlepiej, gdyby jednak Paweł przyjechał na jeden dzień do Berlina. Kazik,  z trudem utrzymując powagę zaproponował, by Gerd zatelefonował do człowieka, który zgłaszał mu zapotrzebowanie na informatyka i jeżeli ten człowiek zna angielski, to przecież może przepytać Pawła czy Paweł się na tym zna co im do szczęścia  brakuje. 

Podejrzewam, że sprawa dotyczy tworzenia utility software, czyli tworzenia programów użytkowych do jakiegoś projektowania, a do tego to jest potrzebna jednak bardzo dobra znajomość języka niemieckiego, by to co jest potrzebne  zaprogramować - powiedział Paweł.

Ja jestem administratorem sieci, czyli mam  stały nadzór nad funkcjonowaniem sieci lokalnej do której należą  serwery, sieciowe urządzenia aktywne, drukarki. Poza tym wdrażam nowe oprogramowanie sieciowe, pilnuję archiwizowania danych, tworzenia kopii bezpieczeństwa i stopnia  dostępu do zasobów sieciowych poufności. Przetłumacz to Kaziku na  niemiecki powiedział Paweł i podał mu kartkę z zapisanymi zadaniami które on teraz wykonuje. Jeśli idzie o polskie  warunki to mi niemal wszyscy tej pracy zazdroszczą  bo  to jest stanowisko- marzenie każdego informatyka,  zwłaszcza, że nie jest to np. szkoła, gdzie  bachory ciągle coś psują, a pensja dobra. Tak zupełnie  szczerze-chodzi mi o Alinę, bo jest szalenie przywiązana do Tesi. Rozmawiałem z jej terapeutą, bo Tesia dała mi na niego namiary. I on powiedział, że on też nie wie co dla niej będzie lepsze - bo i tęsknota za przyjaciółką będzie ją gryzła, ale zupełnie nowe i obce otoczenie, brak znajomości języka może być nawet jeszcze trudniejsze dla  niej do przeskoczenia. Mogę tu zwiększyć aktywność pani Marii, żeby częściej bywała. I w tym układzie raczej nie pojedziemy razem z wami w Bory Tucholskie, niech  się Alina nieco odzwyczai od Teresy. Ojciec załatwia pobyt w okolicach, nad którymi latałeś. Gdy Alina pozbiera  się  po waszym  wyjeździe  to wg terapeuty tak na 90% wystarczą jej częste kontakty telefoniczne i może  raz  na kwartał wizyta w Berlinie.

Jak coś nie będzie "grało" to weźmie ją na indywidualną terapię. Tata też  smutny bo mu nagle  kumpel zniknie i drugi synek. Ale będzie bardzo zajęty Aliną, więc o niego to  się nie boję. Alina na początku bała się. że tu zostaniemy sami , ale dotarło do niej, że  tam będzie jej jeszcze trudniej, bo wszystko dookoła będzie obce dla niej. I tak samo byłoby w każdym innym kraju a nawet w Polsce ale w  zupełnie obcym mieście. Chciałem byśmy pojechali na trochę do Gdańska - nie chciała. Nic mnie  nie łączy z Gdańskiem- stwierdziła. No to jej mówię,  że ja jestem z Gdańska, ale nie  chciała.

Kazik, wszystko co powiedział Paweł, przetłumaczył na niemiecki i Kurt aż się za głowę złapał - przecież to jest prawdziwa tragedia - biedna Alina ale i Paweł biedny. Jakie szczęście, że jest  z nimi Jacek!  Ale    mam nadzieję, że sytuacja Aliny i Pawła  nie powstrzyma was od powziętego planu i się przeprowadzicie. No jasne, że tak - zapewnił go Kazik. Przecież muszę gdzieś pracować a nie  chciałbym nagle na starość przestawiać się projektowo na transport samochodowy.  W tym układzie dobrze, że to Berlin  a nie Stuttgart.

A Kris już wie, że się przeprowadzacie do Berlina?- spytał Kurt. Nie wie, dowie się gdy już  się tam urządzimy. Ucieszy  się, bo będzie miał do nas  bliżej. Jemu to by najbardziej pasowało gdybyśmy byli w Stuttgarcie, bo miałby do nas przysłowiowy  rzut beretem. Ale jak twierdzi to latem może do nas do Warszawy dojechać samochodem raptem w 12 godzin bez noclegu. To teraz  będzie mógł w  siedem. Kurt - chodźcie ze mną do kuchni. Gdy już byli w kuchni powiedział - wszystko co jest na półkach w lodówce jest do waszej dyspozycji. Herbata, kawa, cukier, miód, dżem, pieczywo jest na stole. Masło jest w tym pudełku- to takie termiczne pudełko - dzięki niemu utrzymuje świeżość ale daje  się smarować.  Ja jutro wpadnę do was po dziewiątej rano. Klucze mam, nie będę was ściągał z łóżek dzwonkiem, zrobię to ręcznie.

A teraz razem z Pawłem znikamy. Śpijcie dobrze, drzwi za nami zamknijcie na  zasuwkę. Gdy wyszli na ulicę Kazik powiedział - Paweł- jesteś niesamowicie  porządnym facetem. Teresa też rozmawiała z tym terapeutą, bo zaczęła mieć wyrzuty sumienia, że zostawia Alinę, ale on powiedział, że to matka Aliny powinna je mieć, a nie ona, bo matka nie  zadbała o to, by Alina od wieku nastu lat wiedziała co z nią jest. Im  wcześniej pacjent  wie, tym ponoć lepiej. Zastanawialiśmy się z Tesią czy może gdybyście wy mieszkali  z Kurtami, a my w moim mieszkaniu to byłoby dla Alinki lepiej, ale gdy byliśmy kiedyś razem z nimi na  wakacjach, gdy Alek był jeszcze malutki,  to Alina nie za bardzo tolerowała Sophie, bo dla niej była to nowa sytuacja - obce dwie osoby dorosłe, obce miejsce i na dodatek trójka  dzieci. Co prawda bardzo grzecznych, nie wrzeszczących  dzieci. Szkoda, że nie pojedziecie  do Tlenia. Paweł uśmiechnął się - tak podobno będzie lepiej- wierzę temu terapeucie. To wszystko się pomału ułoży, tylko trzeba   się uzbroić w  cierpliwość. 

Pewnie byłoby z Aliną lepiej gdyby nie te przejścia z Krisem. Oboje wyszli z tego pokaleczeni. Trudno się rozejść bez wyciągania brudów i głównie dlatego Kris wyjechał. Alinka powiedziała niedawno do Tesi, że Kris jest bardziej poszkodowany - jest sam, ma zaropiałą w Polsce opinię i stracił synka, a ona ma męża, ojca i  dziecko. Ona tak to widzi - powiedział Kazik.

Następnego dnia wczesnym popołudniem Kazik odwiózł Kurta i Gerda na lotnisko, a Teresa  zajęła się wyszukaniem sklepu specjalizującego się w różnego rodzaju opakowaniach transportowych. Sklep był świetnie  zaopatrzony a na dodatek personel potrafił dobrze  doradzić, więc  sprzedano im specjalne kartony na książki. Przed odlotem Kurta oboje mu powiedzieli, że absolutnie niczego nie chcą z wyposażenia tych co wylatują do Brazylii, bo oni mają zamiar  wziąć z Polski wszystkie swoje meble, więc będzie dobrze gdy tamci ludzie zostawią puściutkie  mieszkanie. Przeprowadzka  logistycznie nie była łatwym przedsięwzięciem i całe  szczęście, że Kazik już nigdzie nie pracował.

W pierwszej kolejności  wzięli  się za pakowanie książek, których było mnóstwo, co nie było dziwne, bo były to książki taty, Teresy i Kazika, w  związku z czym  zdarzały się i trzy egzemplarze niektórych tytułów. Wybierali wówczas najładniejsze  wydanie  a dwa pozostałe miały pójść do ludzi. Teresa od razu robiła  spis książek i dołączała do każdego pudła. W trakcie tej pracy doszli do wniosku,  że z Warszawy to zabiorą tylko niektóre meble, w tym na pewno meble Alka oraz regały na książki, które były kiedyś robione na  zamówienie. "Wpadli" na ten pomysł dlatego, że znacznie łatwiej szły pod  wynajem umeblowane  mieszkania niż "całkiem gołe".  Postanowili, że gdy  zwolni się mieszkanie, które mają objąć w posiadanie to pojadą do Berlina by zakupić tam meble, bo gdy wpadł do nich na rekonesans człowiek z firmy przeprowadzkowej to okazało się, że to wszystko co chcieliby wziąć trzeba by umieścić w dwóch wozach  i koszt będzie taki, jakby kupili tam meble. Do Kazika  "dotarło", że regały na książki są przecież rozkładane, tak samo jak mebelki Alka i wtedy reszta "dóbr" popakowana w pudła  bez większego problemu zmieści  się w jeden wóz. Wyglądało  na to, że nim zamieszkają w Berlinie to kilka  razy będą  musieli w nim się znaleźć. Kazik  na razie nie kupił tego mieszkania, ale umówił się z właścicielem, że je wynajmie na rok, więc będzie musiał pojechać podpisać umowę. Dzięki temu odpadł im kłopot z racji odświeżenia i pomalowania całego mieszkania.  A do Teresy Kazik powiedział - nie mam pojęcia  czy dobrze nam się tam będzie mieszkało i jeśli coś nam nie będzie pasowało to wtedy  się przeniesiemy do naszego mieszkania, bo w dalszym  ciągu umowa jest tam podpisywana na 6 miesięcy.

Przez rok to się zorientujemy jak nam  się tam  mieszka, poza tym jeszcze tam nie pracuję, a nie mam zamiaru zarzynać  się i kupować mieszkania za gotówkę. Zacznę pracować i wtedy, po roku, jeśli nam nadal będzie pasowało to je kupimy.  No a nim stąd wyjedziemy to zawiadomię Krisa, że się wyprowadzamy z Warszawy. I załatwię Tleń dla nas  i Gerda z jego żoną.  I chyba byśmy wzięli ten sam dom, fajny jest ten ogród i do restauracji blisko. Niedaleki spacerek przed i po posiłku to samo  zdrowie.

Wieczorem Kazik zatelefonował do Krisa. Przepytał go jak mu  się żyje i pracuje i zapytał się kiedy planuje wpaść do Warszawy. Nie  wiem, na razie nie mam spraw w Polsce. A co u was? Wszyscy cali , zdrowi i zadowoleni?  No tak jakby- powiedział Kazik. Na razie  zaczęliśmy się pakować,  bo się wyprowadzamy z Polski.  Zamieszkamy razem z tatą w Berlinie.  Na razie pakujemy książki, rozbieramy regały. Straszliwie  człowiek obrasta we wszelakie dobra- mamy okazję do przeprowadzenia remanentu.

Będziemy na razie mieszkać w tym samym  domu co Kurt i Sophie. Jeśli nam  się będzie  dobrze mieszkało to kupię to mieszkanie i tym samym drugą połowę ogrodu. Oczywiście wezmę kredyt  z  banku. Pracę zacznę najpóżniej od 1 października. A w pierwszej połowie września pojedziemy w Bory Tucholskie, ale   nie z Aliną i Pawłem a z moim szefem i jego połowicą.  Terapeuta prowadzący Alinę orzekł, że ona musi się odzwyczaić od Teresy- to raz, a dwa - przez jej chorobę Paweł  nie może się przeprowadzić do Berlina. No i przy okazji tata i Jacek są poszkodowani bo ich  drogi  się rozejdą. A ja już nie mam co robić ze swoją specjalnością w kraju, więc  się przenosimy.  Będziesz mógł teraz wpadać do nas w drodze pomiędzy Strasburgiem a Warszawą  i nawet przenocować w  salonie-czytelni.

No to dużo się teraz u was  dzieje- skonstatował Kris. A jak mały Tadzik? W porządku, rośnie i nawet zrobił się gadułą. Zapatrzony w Pawła i Jacka. Teresa sprzedała swoje mieszkanie na Górnym Mokotowie, więc będą pieniądze na umeblowanie się tu. Moje mieszkanie pójdzie pod wynajem, mieszkanie taty, to na naszym osiedlu, będzie stało puste, ale pod opieką agencji zarządzającej nieruchomościami, tak samo jak to które pójdzie pod wynajem. Mogę ci podać namiary na tę agencję, bo lepiej by ktoś jednak doglądał takie puste  mieszkania no i administracja ma z taką agencją kontakt  w razie jakiejś awarii.

Dobrze, że zadzwoniłeś. A ten telefon będziesz miał nadal?  Na razie tak, ale gdy się już przeprowadzę to będę miał niemiecki numer, Tesia i tata też. Jak  zwykle promocja rodzinna jest najkorzystniejsza  cenowo. A kiedy się przeprowadzicie? Jeszcze nie wiem, ale cię powiadomię z tydzień wcześniej. Na razie czekam kiedy się poprzednicy wyprowadzą, bo jadą do Brazylii. I właściciel musi to mieszkanie oczywiście odmalować i odświeżyć. A jakie to mieszkanie? Cztery pokoje z kuchnią i łazienką w willi z ogrodem, I piętro . Jest tam ogromny przedpokój i zrobimy sobie  w nim salon. A co na to wszystko mówi tata? Nic nie mówi, ale się cieszy, że nie zostanie tu sam. Na pewno mu będzie  smętnie za Jackiem, ale zaraz po przyjeździe  muszą się moi wziąć za niemiecki, nie będzie  czasu na jakieś tęsknoty.

A jak wypadniesz finansowo? No właśnie po to Tesia sprzedała  mieszkanie żebyśmy mieli na meble, bo stąd to tylko bierzemy regały na książki, książki i meble Alka- całą resztę kupimy tam. Wiesz, najlepiej się w Warszawie wynajmują mieszkania umeblowane, z pełnym zestawem mebli kuchennych. Weźmiemy zapewne trochę naczyń, ale tym to się Tesia zajmie. Muszę wpaść do Berlina by podpisać umowę najmu i wtedy się skonsultuję z Kurtem odnośnie  zmywarki, pralki itp.

A ile będziesz zarabiał? O trzy tysiące więcej niż wtedy gdy tam wcześniej pracowałem. Nic mi to nie mówi-stwierdził Kris. Nie  szkodzi, wtedy jak wiesz nie narzekałem na  zarobki.

                                                                         c.d.n.

piątek, 4 sierpnia 2023

Lek na wszystko? - 174

 Po krótkiej naradzie na lotnisku Kurt namówił szefa, by obaj nocowali w zapasowym mieszkaniu Teresy i Kazika, bo dzielnica cicha i bardzo zielona no i  zawsze  w domu jest przyjemniej  niż  w hotelu i nie będą musieli spać w jednym pokoju. Szef  twierdził, że to będzie  ewidentne wykorzystywanie przyszłego pracownika, ale Kurt stwierdził, że on nie będzie  spał w hotelu, bo w każdym mu  się źle śpi, więc on będzie  spał w mieszkaniu u Kazika, a szef niech sam śpi w hotelu. No ale będą może jakieś  sprawy do omówienia więc faktycznie lepiej będzie spać  w mieszkaniu zapasowym - skapitulował w końcu  szef.

Co prawda każdy coś tam  w domu przed lotem przegryzł, ale Kazik wpierw zawiózł ich do "zapasowego" mieszkania by zostawić ich bagaż podręczny a potem pojechali na śniadanie do Kazików. Alek powitał Kurta jakby był prawdziwym,  a nie "przyszywanym" członkiem rodziny, a szef z 10 minut tłumaczył się, że właściwie to został przez Kurta i Kazika  zmuszony żeby nocować w  zapasowym  mieszkaniu a do tego wylądować u nich na śniadaniu. Po śniadaniu była jeszcze poranna kawa z domowym biszkoptem, a po śniadaniu Alek zameldował rodzicom, że musi iść do swego ZOO i zniknął z pola widzenia  dorosłych.

Kazik opowiedział Kurtowi jak wyglądało jego definitywne rozstanie  z Politechniką, które bardzo go urządzało, bo jednak  pożegnanie z Warszawą związane jest z załatwieniem mnóstwa spraw nie tylko urzędowych. Kurt przepytał się kiedy będą  się mogli spotkać z Pawłem i czy mogłoby to nastąpić np. tego dnia wieczorem. Kazik wysłał więc sms do Pawła i umówili się na wieczór w zapasowym mieszkaniu- oczywiście obecność Kazika w charakterze tłumacza była nieodzowna. Teresa zapytała  się kiedy szef chce obejrzeć mieszkanie, ona proponuje by zrobić to teraz. 

Kazik ze śmiechem powiedział, że obecny najemca  zanosi modlitwy do nieba, by się szefowi to mieszkanie  nie  spodobało, bo jemu  się tam dobrze  mieszka a pracuje stosunkowo blisko miejsca zamieszkania. No ale ja chcę  tylko kupić ewentualnie to mieszkanie a do końca  roku to może sobie tam facet mieszkać- stwierdził szef. No dobrze, powiem mu to, ale skoro zmienia się właściciel mieszkania to on musi podpisać z panem nową umowę i załatwimy to  dziś u tego samego notariusza u którego pan i  ja będziemy podpisywać umowę kupna/sprzedaży- stwierdziła Teresa.  A jeśli pan będzie  chciał by to mieszkanie było puste, to dobrze byłoby je dać w opiekę pewnej prywatnej firmie która zarządza nieruchomościami i utrzymuje kontakt z administracją budynku i panem. No bo zawsze trzeba  brać pod  uwagę fakt, że coś  się może złego wydarzyć, jakaś awaria i będzie potrzebny dostęp do tego mieszkania. A administracja oczywiście będzie  powiadomiona, że mieszkaniem zarządza firma specjalistyczna, do której ma kontakt. A ta firma zna język niemiecki? - spytał szef. No nie zna, ja też nie znam  ale zawsze panu przecież w tym wszystkim Kazik pomoże- stwierdziła. Nawet wtedy gdy mnie zwolnisz  z pracy- dodał Kazik.  Kaz, ja już trochę mam sklerozę, ale durny to nie jestem - takich pracowników nikt przy  zdrowych  zmysłach nie  zwalnia.

Tata z Alkiem w międzyczasie ubrali się i powędrowali na spotkanie  z Jackiem, Aliną i Tadzisiem. W kwadrans później Teresa z Kazikiem i gośćmi pojechali obejrzeć mieszkanie na Mokotowie. "Pan najemca" był w domu - celowo wziął jeden dzień urlopu by w razie czego od  razu wiedzieć na  czym sprawa  stanęła.  Ponieważ Kazik zapewniał szefa, że nigdy nie było żadnych problemów z tym najemcą i mieszkanie  jest zadbane, czynsz regulowany regularnie i bez problemu, to stanęło na tym, że do końca tego roku panowie podpiszą umowę u notariusza a w listopadzie szef się  zastanowi co do następnego roku. Do notariusza Teresa  zaraz zatelefonowała i umówiła szefa wraz z najemcą na następny  dzień.

Szefowi bardzo podobał się i sam budynek i rozkład pokoi w mieszkaniu. Stwierdził, że dobry architekt to projektował i system szaf w ścianach oraz projekt kuchni jest świetny. A schody rzeczywiście nie są wcale męczące. I klatka schodowa widna, bo są duże okna i wszystkie drzwi i futryny są z pełnego, litego drewna i widać, że ktoś dba tu o czystość. Teresa  wyjaśniła, że dozorca wraz z  rodziną mieszka w tym budynku na parterze i że teraz dozorcą jest syn tego pana, który w 1939 roku był tu dozorcą. Teresa , gdy już wychodzili z budynku, zapukała do jego mieszkania i powiedziała panu dozorcy, że teraz nowym właścicielem jej mieszkania będzie pan, który jest Niemcem a jednocześnie przyjacielem i pracodawcą jej męża.

Mój Boże - zawołał dozorca- jest pani pierwszą lokatorką, która  mnie informuje o takiej  zmianie! Inni to nawet słowem nie pisną, a wciąż się tu lokatorzy co jakiś  czas zmieniają. A jak się czuje pani tatuś? Bardzo dobrze, chodzi nawet codziennie z wnukiem na spacery. No to proszę tatusia serdecznie ode mnie pozdrowić!  Oczywiście pozdrowię- zapewniła go Teresa.

Teraz, gdy już mieszkanie się szefowi spodobało Teresa zatelefonowała  do notariusza, że już do niego jadą. U notariusza stracili kolejne 2 godziny, bo wszystko co mówił  Gerd lub notariusz mówił do Gerda musiał oczywiście tłumaczyć w obie  strony tłumacz przysięgły. Korzystając z jego obecności  sporządzono też umowę najmu pomiędzy Gerdem a panem, który wynajmował aktualnie mieszkanie od Teresy. Na całe szczęście Teresa  wzięła  z domu umowę, którą miała sporządzoną z tym lokatorem, więc nie było problemu ze  spisaniem jego danych i notariusz mógł przygotować tego dnia umowę  na dzień następny.

W drodze do domu zahaczyli jeszcze o Urząd Skarbowy by sprawdzić  czy nic  się nie zmieniło w podatkach i okazało się, że ponieważ od darowizny na rzecz Teresy już upłynęło 5 pełnych lat to nie musi płacić podatku.   Gdy dojechali do domu Gerd natychmiast zrobił przelew na Teresę na jej konto dewizowe i kwota ta już następnego dnia była wykazana na jej koncie. Długo tam nie pobyła bowiem Teresa przelała ją na wspólne konto niemieckie Kazika i  swoje. 

Pomimo protestów Gerda i Kurta na stół wjechał obiad, a oni obaj nie mogli pojąć kiedy go Teresa przygotowała, bo była przecież z Gerdem, Kurtem i Kazikiem na  mieście. Panowie - nie wiem o co wam idzie- ja zawsze mam przynajmniej jeden obiad w zamrażarce. Przed  wyjściem wyciągnęłam z zamrażarki i teraz już tylko czekamy na ugotowanie  się makaronu, co pewnie nastąpi za 3, 4 minuty. Po obiedzie była jeszcze kawa i wafelki w czekoladzie i  Kazik wraz z Gerdem i Kurtem poszli na krótki spacer by obaj panowie poznali nieco osiedle.

 No to teraz  będziemy  się  wszyscy zajmować tylko i  wyłącznie kwestią przeprowadzki - zapowiedziała Teresa tacie, gdy panowie poszli na spacer. Musimy się zastanowić dokładnie nad tym co weźmiemy ze sobą - to będzie  wspaniały remanent! Bo trzeba będzie przejrzeć przy okazji wszyściutkie dokumenty łącznie ze  zdjęciami, bo mam wrażenie że mamy zakamuflowane  całe tony zdjęć. A w piwnicy, w tym  zapasowym mieszkaniu, są pudła  jeszcze nie rozpakowane od  chwili gdy ja  się tam sprowadziłam. Nie wykluczam, że są tam też jakieś rzeczy lub dokumenty Robercika. Ale mam wrażenie, że chyba nikomu do niczego nie były potrzebne, skoro nadal tam leżą. Ale przejrzeć trzeba, bo mogą tam  być jakieś zdjęcia, więc nie można ich wyrzucić na śmietnik bez ich zniszczenia. Do "altan śmietnikowych" ciągle wdzierają się różni zbieracze i je systematycznie przeszukują. Jeżeli znajdę tam jakieś rzeczy byłego to ubrania zwyczajnie wywalę do śmietnika  a wszystkie zdjęcia zniszczę. A jeśli będą jakieś jego dokumenty to któregoś wieczoru podrzucimy pudło lub kopertę pod drzwi mieszkania jego mamuśki, tylko wpierw  sprawdzę czy nie ma  czegoś mojego w środku. 

I nie  chcę jakichś mebli po tych ludziach co się do Brazylii wyprowadzają. Będziemy  musieli wpaść do Berlina jak tylko ludziki się wyprowadzą. I trzeba powiedzieć Kurtowi, że niczego po nich nie chcemy- żeby ci wyprowadzający  się wszystko usunęli, żeby ich usuwanie  nie spadło na Kurta i na nas. I tak sobie kombinuję, że fajnie byłoby obudować regałami ten przedpokój. A regałów u nas multum. Cztery pokoje  + czytelnia  to nam całkiem do szczęścia starczy. Ja to bym wygłuszyła wszystkie drzwi i do tego przedpokoju wrzuciła duży telewizor i sofę. Pytałam się Sophie czy nie  chcą wykupić tego piętra, ale tylko się skrzywiła i powiedziała, że oni mają troje  dzieci i mają nadzieję, że  wreszcie kiedyś dorosną i się z domu wyprowadzą, a oni wreszcie pomieszkają jak ludzie, bez  dzieci. Dorosną i niech idą w świat i sami sobie  radzą. A Petera to będą na pewno mieli bardzo długo przy sobie bo to taki nieco zbyt delikatny  chłopak.  Sophie się  śmieje, że on pewnie  jeszcze  w brzuchu u niej wiedział, że nie spełnił jej oczekiwań co do płci i dlatego jest taki delikatny. 

Wiesz tato- mnie to przypomina podejście  mamy, która mi powiedziała, że skoro stwierdziłam, że jestem tak dorosła, że wychodzę za mąż to muszę  sobie sama już ze wszystkim  radzić "w domu i na  zagrodzie". I jak mi będzie źle to nie mam do niej się wypłakiwać, bo wzięłam sprawy we własne  ręce w chwili wyjścia  za mąż. A Robercika to nie lubiła z całego serca. A jaka była zła na ciebie, że  mi pozwoliłeś w tym mieszkaniu mieszkać z Robertem. Miałam fart, że mama umarła nim ten patafian mnie tak śliczniutko zdradził. Mama by mi tą jego  zdradą  życie obrzydziła  do reszty. Za to od  chwili  naszego ślubu to nosiła by Kazika na rękach  i  co chwilę do mnie by dzwoniła  z  zapytaniem czy  może ugotować to czy tamto i czy on to lubi.  Tata uśmiechnął się - bo wasze matki ułożyły sobie, że ty i Krystian będziecie parą, bo wg nich obu 5 lat różnicy pomiędzy małżonkami jest najkorzystniejsze dla związku. Mama brała od uwagę nie Kazika dla ciebie, ale Krystiana. Czy zauważyłeś tatku, że ja ciągle  byłam dla niej rozczarowaniem? Nie taka uroda, nie taki charakter, nie takie stopnie  w szkole, nie takie zainteresowania. Aż mi jej żal z perspektywy czasu. Chyba cierpiała z mojego powodu. Dla mnie Alek jest małym cudem, od pierwszego mojego spojrzenia na niego. Bo on jest cudem, córeczko, dla mnie też.

W ramach spaceru po osiedlu Kazik zawędrował z Kurtem i Gerdem aż w okolice domu Pawła. Obydwie części osiedla podobały  się gościom i stwierdzili, że obie  rodziny mają do siebie  bardzo blisko i że na pewno w Berlinie może być kłopot ze  znalezieniem mieszkania dla Pawła i Aliny w tak niedużej odległości. Kurt, jeśli te rozmowy z tym informatykiem okażą się owocne, to mi przypomnij wieczorem bym zatelefonował do kogoś kto mieszka niedaleko was, bo facet chce się przeprowadzić w te okolice, gdzie Kaz ma mieszkanie. Będziesz  pamiętał?  Będę pamiętał. A dlaczego chce się przeprowadzić ten facet? - spytał się Kazik. Bo tam jest blisko dobre gimnazjum.

Ja to się wcale jeszcze nie połapałem w tym nienieckim systemie szkolnictwa- stwierdził Kazik. To się połap- powiedział Kurt. Podstawówka to jest osiem klas, liceum to 4 lata.  I jest tak, że po ukończeniu 4 klasy szkoły podstawowej dzieci które są zdolniejsze mogą iść do gimnazjum, w którym program klas 5,6,7,8 jest rozszerzony w stosunku do zwykłego programu  szkoły podstawowej i klasy 9,10,11,12 kończą się maturą i te dzieciaki z reguły idą na  studia. I dostają  się. Po zwykłym tak zwanym liceum z reguły nikt nie idzie na studia ale do jakiegoś zawodu. W liceum można  zrobić tzw. "małą maturę" po ukończeniu  dziewiątej klasy. Poza tym bardzo zdolne  dzieci mogą "przeskakiwać" klasy jeszcze  w klasach 1-4 lub iść do  szkoły dla małych geniuszy, ale to głównie ci uzdolnieni matematycznie - nie wiem tego dokładnie. Żaden  z moich nie jest geniuszem . 

Zamieszkasz- sprawdzimy, bo Alek to bardzo zdolne  dziecko.  I na pewno przez  rok opanuje język. Już moje  diablęta się o  to postarają - oni go bardzo lubią. Peter ostatnio zapytał się sąsiadki kiedy oni wreszcie wyjadą. A gdy ona się go zapytała czemu o to pyta  to stwierdził, że chciałby żeby przysłali pocztówkę z Copacabana. Ale my nie będziemy w Rio de Janeiro - powiedziała sąsiadka - my będziemy w Recife. A potem musiałem mu na  mapie pokazać Brazylię i Recife. A sąsiedzi mają dzieci? - spytał Kazik. Tak, taką chudzinkę, strasznie  nieśmiałą dziewczynkę. Nawet nie  wiem czy już chodzi do  szkoły, prawie  nigdy jej  nie  widuję. Co zabawniejsze to żona faceta załapała kontrakt bo zna ponoć dobrze portugalski. Jest laborantką medyczną, ale  zapewniali ją, że jeżeli jej mąż zna  angielski to na pewno załapie jakąś pracę dla siebie na etacie inżyniera. Twierdzi, że napisała dla żartu, gdy gdzieś przeczytała ogłoszenie, że poszukują laborantów medycznych, ale ponoć oferują bardzo dobre  warunki. Ja nie  wiem, ale mam wrażenie, że ona nie jest Europejką. W gruncie  rzeczy mało mnie obchodzi  skąd ona jest  rodem.  Słyszałem, że sporo Niemców wybiera Brazylię bo ponoć tam lepiej płacą niż tu,   a koszty życia znacznie niższe niż w Niemczech.

                                                                   c.d.n.

 


środa, 2 sierpnia 2023

Lek na wszystko?- 173

 W  niedzielę około ósmej  rano , wyściskani przez Sophie i Kurta,  zaopatrzeni w "przegryzkę" i termos z kawą, wysłuchawszy ostatnich przykazań i rad, Teresa z Kazikiem wyruszyli w drogę powrotną  do Warszawy. Zrobili jedną krótką przerwę na wypicie kawy i zjedzenie pysznych rogalików upieczonych przez Sophie i o godzinie 15,00 dojechali do domu. 

Alek był szczęśliwy, bo dziadek nastawiał go, że rodzice zapewne przyjadą dopiero późnym popołudniem. Gdy już  się dziecko nacieszyło przyjazdem rodziców i sprawozdało nieomal godzina  po godzinie co w czasie ich nieobecności robiło, Kazik przedstawił tacie obecny "gry plan", mówiąc, że jeśli tata będzie  wolał by mieszkali nie w jednym  domu z rodziną Kurta, to oni oczywiście zaraz  skoryguję plan dotyczący ich  zamieszkania w Berlinie. Ale tata stwierdził, że Kurt ma wielce trzeźwe podejście do życia i ten plan nie jest zły, a kawałek własnej trawy koło domu to dobra  sprawa, nie trzeba  będzie chodzić do parku, poza tym zawsze jest powietrze w takiej "zielonej dzielnicy" lepsze niż w miejscu w którym jest tylko ulica, jezdnia i po obu stronach ulicy szpalery kamienic a środkiem jeżdżą samochody. Zaraz wyciągnął plan Berlina by zobaczyć lokalizację "domu z ogrodem" oraz lokalizację mieszkania , które było własnością  Kazika. Też się zastanawiał czy Paweł naprawdę jest chętny do przeprowadzenia  się do Niemiec. Co do sprzedania mieszkania szefowi Kurta i Kazika tata nie miał żadnych zastrzeżeń a z opowieści Kazika już dawno wywnioskował, że szef to bardzo uczciwy  człowiek, dbający o  swój personel. 

Co do Aliny, to podobnie jak Teresa nie był w stanie przewidzieć co będzie dla jej samopoczucia lepsze - czy pozostanie w Warszawie bez Teresy, do której jest jednak bardzo przywiązana, czy bycie z nią w jednym, choć obcym mieście, w odległości zaledwie trzech przystanków metra. I może faktycznie byłoby nieźle by znaleźć im mieszkanie w tej samej dzielnicy,   jak najbliżej miejsca, w którym będzie  mieszkała Teresa. I wtedy Kazik z Teresą w pełni docenią ten kawałek własnego ogrodu, bo dzieciaki będą miały  się gdzie bawić, a dzieci Kurta są bardzo dobrze wychowane. Trochę się tata dziwił, że widełki ceny wynajmu mieszkań są regulowane odgórnie i poniżej  obowiązującego limitu można wynająć mieszkanie tylko komuś ze swej rodziny ale tylko o 30% taniej. Co do stosunku Pawła w kwestii wyjazdu z Polski tata  nie był w stanie nic powiedzieć,  ale był pewien, że Jacek na pewno chętnie  stąd wyjedzie. Gdy już wszystko omówili z tatą, Kazik stwierdził, że teraz trzeba  Alkowi powiedzieć o przeprowadzce.

Pierwszym pytaniem zadanym przez Alka było upewnienie się, czy wyjadą wszyscy razem z dziadkiem Tadkiem. Kazik od razu powiedział dziecku, że nie ma pojęcia czy ciocia Alinka wraz z Tadzisiem i wujkiem Pawłem i dziadkiem  Jackiem też  wyjadą, ale jeśli idzie o nich, to oni wyjadą  wszyscy i będą mieszkać w jednym domu z Kurtem, Sophie i chłopcami. No i ta wiadomość spowodowała, że Alek znów odtańczył swój taniec  radości, aż  Teresa powiedziała żeby tak  nie skakał, bo sąsiadom pod nimi tynk ze sufitu odpadnie. Trochę był zawiedziony, że nie będą mieszkać wszyscy razem w jednym mieszkaniu, a tylko w jednym domu, ale Kazik szybko mu wytłumaczył, że to jest dom, w którym są tylko dwa mieszkania a nigdzie nie ma tak dużych mieszkań, żeby w nich wygodnie mieszkało 9 osób, a tyle przecież osób w  sumie mają ich dwie rodziny. I wiecznie byłyby kolejki do  łazienki i toalety no i trzeba  by mieć kotły do gotowania  a nie zwykłe garnki. No i ja mam przecież ZOO - zauważył Alek. No właśnie podchwyciła Teresa i szybko wyszła  z pokoju, bo ją skręcało ze śmiechu. No tak- pomyślała- mamy na szczęście ogród zoologiczny, ten fakt wiele rzeczy  tłumaczy.

Kazik zatelefonował do Pawła mówiąc, że już wrócili i jest sporo nowin do omówienia, więc dobrze byłoby się spotkać na kawie po lunchu i właściwie wszystko jedno czy u Teresy czy u Aliny i wybór padł na  mieszkanie Teresy i Kazika, bo dzięki temu dzieciaki wylądują w pokoju  Alka i nie będą  się im plątać pod nogami.

W niecałe  dwie godziny później Paweł przywiózł samochodem swe dwa skarby i Jacka. Dzieci szybko wyniosły  się do pokoju  Alka i dorośli mogli spokojnie porozmawiać.  Gdy tylko Kazik powiedział, że ma już podpisaną wstępną umowę i od 1 października podejmie pracę w Berlinie, w firmie, w której pracował wcześniej, w oczach  Aliny zabłysły łzy. Paweł przytulił ją i powiedział - nie płacz, my też tam możemy wylądować. Może nie od 1 października ale na przykład od nowego roku. I pojedzie z nami też tata, nie będziesz sama cały dzień w domu. Posłuchaj spokojnie i z uwagą co mówi Kazik. Ty od dość dawna już nie pracujesz, ale zaczyna być w różnych firmach mało zabawnie, ludzie zrobili  się bardzo dziwni. Jest jakaś  "powtórka z rozrywki" i jeszcze trochę to nie będzie można swobodnie oddychać jeśli nie będziesz tego robić zgodnie z rytmem oddechu partii przewodzącej i zaczną sprawdzać czy chodzisz co niedzielę do kościoła. A nieślubnym dzieciom pewnie będą wypalać piętno w miejscu,  w którym się nosi zegarek. Mnie nie obchodzi czy moi znajomi chodzą do kościoła czy też nie i nie podoba  mi  się, że kogoś interesuje czy ja  chodzę  czy też nie. Tam jest normalnie- chodzisz do kościoła, to płacisz na jego utrzymanie. Nie chodzisz, bo nie jesteś osobą  wierzącą to płacisz podatek  na cele społeczne. Ja też nie znam niemieckiego, ale na szczęście zapewne na początku wystarczy mi angielski i zacznę się szybko uczyć niemieckiego. Porozmawiam z szefem Kazika gdy tu przyjedzie.  

No ale my tam nie mamy mieszkania - argumentowała Alina  nieco łamiącym  się głosem. No to sobie wynajmiemy - tu możemy i taty i moje mieszkanie wynająć i za te pieniądze tam wynajmować mieszkanie- tłumaczył jej Paweł, a twoje mieszkanie nadal wynajmować, niech nam pieniądze zasilają konto.

Myślę, że będziecie  na początku mogli mieszkać w moim mieszkaniu- powiedział Kazik. A Kurt powiedział, że postara  się dla was coś znaleźć  blisko  ich mieszkania.  Bo my będziemy mieszkać w domu, w którym mieszka Kurt. Lokator z piętra się wyprowadza do Brazylii i mieszkanie po nim ja wynajmę. Pomiędzy tymi dwoma miejscami zamieszkania jest odległość trzech przystanków  metra, a  z jednego i drugiego mieszkania dojście do metra jest poniżej 300 metrów. A metro kursuje  średnio co 5minut.  A jeśli będzie się nam dobrze  mieszkało w jednym domu z Kurtem to kupię ten kawałek domu i pół ogrodu. No ale przedtem  musimy tu sprzedać mieszkanie, a może  nawet dwa. Nie wiedząc jeszcze jak się nam ułoży z moją pracą planowaliśmy, że mieszkanie Tesi na Mokotowie  sprzedamy, żeby mieć swobodne  fundusze na przeprowadzkę. I może je sprzedamy znajomemu Niemcowi. To mieszkanie damy pod  wynajem, a  zapasowe będzie stało puste, by było gdzie  spać w  razie przyjazdu do Warszawy. Ja z wielką ulgą opuszczę ten kraj. Nie mam zamiaru z nikim  walczyć, bo coraz  więcej osób ma jakąś papkę zamiast mózgu, wolę wyjechać. To moje mieszkanie też jest w dobrej dzielnicy, w dawnym "Zachodnim" Berlinie.  A co do języka- spotkałem tam i takich rodaków, którzy mieszkają tam od 30 lat i nadal ani słowa po niemiecku poza "dobrego dnia" i "bardzo dziękuję" nie opanowali. W Berlinie jest podobno 100 tysięcy Polaków, a sam Berlin jest miastem "wieloetnicznym". Spotkasz w metrze wszystkie możliwe kolory skóry. Gdyby nie miłość do Tesi to bym do Polski nie wracał - mnie tam było naprawdę bardzo dobrze, tylko ogromnie za nią tęskniłem. Berlin, jak każde duże miasto ma i bardzo ładne miejsca jak i zupełnie nieciekawe. Ale w granicach miasta jest kilka jezior, jest sporo terenów zielonych. Doszedłem do  wniosku, że przed wojną Berlin był na pewno bardzo ładnym miastem. Jest sporo dzielnic willowych. Ale wystarczyło, że się dorwał do władzy jeden oszołom i naród zdurniał w krótkim czasie. 

A kiedy przyjeżdża do Polski ten twój szef?- spytał Paweł. Za dwa tygodnie. On chce kupić to mieszkanie na Mokotowie, które jest własnością Tesi. Nawet się nie skrzywił, gdy powiedziałem, że to budynek bez windy a  mieszkanie jest na trzecim, ostatnim piętrze.  Dla niego istotne, że to jest cegła a nie beton. A to było ładne mieszkanie - powiedziała Alina- pamiętam ten pokój z wykuszem, był od południa i były takie  fajne oszklone drzwi do drugiego pokoju,  a ten pokój od północy to miał balkon. I była tam bardzo ładna łazienka z zielonymi kafelkami. I taka normalna długa wanna, na  normalnego faceta  a nie na  jakiegoś  kurdupla- dodała Teresa. I w piwnicy nie  cuchnęło kocimi sikami. Ciekawa jestem kto wpuszcza koty do piwnic na tym osiedlu.  Ostatnio administracja założyła siatki na okienkach, pan dozorca  umył tam podłogi i znów śmierdzi. Drzwi wejściowe do piwnicy są pełne, nie mają dziury, drzwi wejściowe na klatkę stale  zamknięte a znów w piwnicy cuchnie kotami. Jak ktoś taki troskliwy to niech sobie weźmie kota do mieszkania.

Kurt wraz z szefem przylecieli do Warszawy rzeczywiście w dwa tygodnie później. Kazik  się ładnie znalazł i przyjechał po nich na lotnisko. Dzień wcześniej poszedł do profesora mówiąc, że niestety nie może już dłużej tu pracować, zresztą tak naprawdę to już nie ma tu nic  do roboty,więc chyba nie ma  sensu by tylko wygrzewał krzesło, więc prosi szanownego pana profesora by wydał kadrom odpowiednią dyspozycję.  Ja pana, panie kolego nie rozumiem, ja nie  rozumiem o co panu chodzi? Mnie tylko idzie o to, by mi dziś wydano moje dokumenty w kadrach - powiedział Kazik demonstrując w uśmiechu swe ładne, bielutkie i równiutkie zęby. No a gdzie pan będzie pracował?  Mogę w kilku miejscach, na przykład w Świdniku. Wyjedzie pan z Warszawy? Taki mam zamiar. Przemyślał pan  to? Oczywiście. Pan profesor podniósł słuchawkę telefonu i poprosił sekretarkę by spowodowała w kadrach wydanie dokumentów pana doktora XYZ teraz/zaraz.  Kazik jeszcze  raz się uśmiechnął, powiedział -dziękuję panie profesorze i wyszedł  udając, że nie  widzi ręki wyciągniętej na pożegnanie.

W kadrach  pani Jadwiga była szalenie zdziwiona skąd taka nagła decyzja, ale Kazik nie podjął tematu. Odebrał swe dokumenty, podziękował miłym paniom i  wyszedł. Gdy wyszedł jedna z młodszych pań powiedziała- nie rozumiem dlaczego fajni faceci odchodzą a  zostają same stare  zgredy. Nie mam pojęcia- odpowiedziała jej koleżanka. Może młodzi i fajni do zgredów nie pasują? Może zgredy  się boją, że młodzi ich wygryzą w  szybkim tempie ze stanowisk?

W drodze do domu Kazik wstąpił do Wedla po zaopatrzenie dla juniorów Kurta i do jubilera,  u którego w biżuterii  oddanej w komis wypatrzył ładną ażurową, srebrną oksydowaną bransoletkę z trzema niedużymi opalami o nieregularnych kształtach. Nim ją kupił wyciągnął z kieszeni jedną z bransoletek Teresy, a ekspedientka powiedziała - szkoda dla dziecka takiej bransoletki. Ale to nie  dla dziecka, to dla mojej żony. Specjalnie  wziąłem z domu bransoletkę, która jest dobra  rozmiarem, żeby potem nie kombinować jak ją zmniejszyć. Bo ja mam taką chudzinkę  za żonę. Wie pani- mało je, mało waży, łatwo ją nosić i ciuszki nieduże to i biżuteria nieduża. A czarne australijskie opale rzadko można znaleźć oprawione  w srebro, a ona woli srebro niż złoto. A ta bransoletka jest bardzo oryginalna. 

No to się jej dotychczasowy posiadacz  ucieszy, bo ona już kilka miesięcy leży, bo rozmiar wielce nietypowy- powiedziała sprzedawczyni. A ma pani może jakieś etui żeby do  niej pasowało?  Momencik - poszukam. Zanurkowała pod  ladę i po chwili podała Kazikowi  podłużne szare etui. Ale pan to  się zna na kamieniach, jest pan pierwszym klientem, który od razu rozpoznał co to za kamienie. Pan pewnie jest geologiem. Nie, nie jestem, A znam się to za dużo powiedziane, po prostu niektóre kamienie  rozpoznaję, zwłaszcza te, które się żonie podobają.

W domu Teresa aż zapiszczała z  zachwytu! Cuuuudna! Tata zobacz, jaka śliczna! I rozmiar w sam raz! No po prostu super! Będę  w niej stałe chodziła! Pozwolisz? - spytała Kazika. No to przecież jest twoja, dla ciebie ją kupiłem, ale zdejmuj ją do spania i  może do kąpieli. Rozpieszczasz mnie, jest śliczna!!!! A przy okazji wpadłem do Wedla po słodycze dla chłopaków Kurta. Teresa  wpatrywała  się w opale i powiedziała - zobacz, ten w głębi ma dwie szafirowego koloru drobiny, w tym drugim prześwieca czerwień, a ten trzeci ma czerwień i zieleń w głębi. I każdy ma inny kształt. A te płytki srebrne to każda jest ciut inna, choć wszystkie zbliżone  kształtem do serca. Kochanie,  a  z jakiej okazji jest ten prezent. No tylko  z tej, że cię przeogromnie  kocham. A poza tym wprawiłem dziś w  stupor pana profesora, bo poprosiłem go by mi dziś  wydano moje  dokumenty, potem mu palnąłem, że wyjeżdżam z Warszawy i napomknąłem,  coś o Świdniku, a potem  nie  zauważyłem ręki, którą do mnie wyciągnął w ramach zapewne pożegnania. A propos tej bransoletki - nie noś jej przy szefie- już lepiej noś przy nim tę, którą ci Kris przysłał, bo ona to nawet nie wygląda na  złotą.  Jak  zobaczy te opale  to dojdzie  do wniosku, że  śpimy na gotówce zamiast na materacu. Co prawda to ta bransoletka nie była zbyt droga bo to komis i ta bransoletka podobno już wiele miesięcy leży bo ludzie nie znają się na  kamieniach a po drugie to rozmiar jak dla pięciolatki. Babka była pewna, że to dla dziecka i powiedziała, że szkoda jej dla dziecka. No to ją uświadomiłem, że mam żonę malutką, chudziutką, leciutką, która nosi małe ubranka i lubi opale, zwłaszcza czarne.  

A jutro pojadę po Kurta i szefa na lotnisko i przywiozę ich do nas na śniadanie. Bo nie sądzę by tak o świcie coś  chłopcy jedli w domu. Więc jutro nie pośpimy rano ale  możemy dziś wcześniej się położyć, żeby  zdążyć się wyspać. Jestem jakiś bardzo śpiący dziś. Nie wiem czy chłopcy mają hotel czy szefa z Kurtem  nie zamelinujemy w zapasowym  mieszkaniu. Albo samego szefa  a Kurta u nas.Ale to zaraz sobie  z Kurtem wyjaśnię. A Paweł będzie pod telefonem i przybędzie gdy będzie trzeba. On ma wielką ochotę na  wyjazd, a Franek w kółko powtarza, że nawet gdy był kompletny burdel w waszym CHZ to i tak było to piwo z sokiem malinowym w porównaniu do tego co teraz  się wyprawia. Gdyby był sam to już by zabrał Dunię i ojca i czmychnął do Maroka do którejś ze znajomych firm. Twierdzi, że mógłby komuś tam sprzedać Joannę, bo takie  blondynki są tam  w cenie. A masz klucz od swojego mieszkania? Mam, facet wraca dopiero za 4 dni i modli się, żeby szefowi się mieszkanie nie  spodobało, bo chciałby jeszcze  trochę w stolicy popracować. Powiedziałam  mu, że być może załatwię mu mieszkanie Pawła albo Jacka. A notariusz? Gotowy- ma  w kompie treść umowy, moje dane, wpisze  sobie  tylko dane szefa gdy podjedziemy do niego i oczywiście  cenę. I upoważnienie dla Kurta to zrobimy gdy przyjedziemy, doprecyzujemy tylko czego będzie dotyczyło oprócz tego co już  jest.  Paweł się śmieje, że Jacek już zwija  onuce. A tak naprawdę dziś jest w ZUSie i drąży temat pod kątem swoim i taty, przywiezie druki do wypełnienia. Ja na pojutrze jestem umówiona z tym facetem u którego jestem zatrudniona. Facet jest z tej naszej umowy  zadowolony, tylko musi się zorientować czy dalej to ciągnąć. Z tym, że jeśli nie to nic wielkiego, bo ja i Alek będziemy u ciebie ubezpieczeni. No jest trochę latania, ale dopóki jesteśmy w UE to wszystko jakoś funkcjonuje. Dzwoniłam też dziś w sprawie martwych już członków naszej  rodziny. Jeżeli nieboszczyk jest w tzw. części wieczystej to na  niektórych cmentarzach można opłacić co roku pielęgnację grobu. Jeśli to nie jest miejsce wieczyste to trzeba je co jakiś  czas opłacać, żeby nie wypatroszyli grobu. Mama jest na  wieczystym, ale nie wiem jak jest z grobem twoich rodziców. Ja też nie wiem,  muszę zdzwonić do Młodego, on się tym zajmował wtedy. Powiedzieli mi dziś, że jak grób ma już 21 lat to można ekshumować szczątki i przenieść do innego grobu. 

Nie byłem ani razu na ich grobie, nawet nie odnalazłbym go. Ja to tylko wiem, że są na dawnym Wojskowym. No to tak jak moja mama. To pewnie można zamawiać pielęgnację. Podjedziemy do tamtejszej kancelarii i sprawdzimy, tylko trzeba podać rok i miesiąc. Ale myślę, że Młody powinien te dane  znać. Wiesz, może jestem głupia a może bez serca, bo nie jeżdżę na cmentarz. Dla mnie mamy tam nie ma. Raz byłam z tatą, staliśmy nad tym grobem, potem zapaliłam znicz i poszliśmy. Zero uczuć, zero wzruszeń. Powiedziałam o tym tacie a on powiedział- nawet gdyby tam leżały jej kości a nie prochy to też by jej tam nie było. Ważne by o niej pamiętać że była, że nas po swojemu kochała i tyle. I pamiętać tylko dobre chwile a złe wymazać z pamięci. Kazik przyciągnął Tesię do siebie - odkąd jesteśmy razem już jestem w stanie myśleć o ojcu bez nienawiści. Popełnił błąd, ale jak mówisz każdy jakieś głupie  rzeczy robi i mówi. Wiesz - twój tata stale okazuje mi, że dla niego wiele znaczę, że darzy mnie uczuciem, że mnie docenia - mój ojciec kochał tylko Krisa, zrobionego na ratowanie związku, był dowodem, że zdrada była przypadkiem bez najmniejszego znaczenia. Ale o tym  to  się dowiedziałem  gdy już nie żyli. Dlatego tak się wpieniłem na Krisa, gdy dowiedziałem się o tym, że Alinę zdradził. Cały tatuś.

Zik, kochanie to już nas nie dotyczy, jesteśmy razem kocham cię ogromnie, jesteś dla mnie najważniejszy. A tata naprawdę cię kocha i podziwia. I wychowamy Alka tak, jak należy. Jesteś dla niego wzorem. Pamiętasz, jak się golił golarką do swetrów? Robił to wszystko w takiej kolejności jak ty.


wtorek, 1 sierpnia 2023

Lek na wszystko? - 172

 Gdy wychodzili z budynku, Kurt tak energicznie poklepał Kazika po ramieniu, że ten aż  się potknął. Ooo, coś straszny  z ciebie  delikatesik  się zrobił - zaśmiał się Kurt. A tobie, przyjacielu  to bardzo wyraźnie  wzrosła  waga - odgryzł się Kazik. Weź się stary za siebie, bo ci serducho wysiądzie, a masz przecież taki fajny przychówek i chyba warto ich  zobaczyć gdy będą już dorośli - pogadaj na ten temat z Tesią, ona to nawet hipopotama potrafi odchudzić bezboleśnie, bez głodowania.

Przepraszam,  ale od twego przyjazdu jestem w stanie  euforii, która teraz  sięga  apogeum, bo stary jest wyraźnie  tobą  zachwycony. Naprawdę ogromnie  się cieszę, że tu będziecie!  I wpłyń na Tesię, żebyście mieszkali z nami w jednym budynku. Kocham całą waszą czwórkę! Zawsze mi brakowało rodziny. No przecież masz  rodzinę - masz żonę, trójkę chłopaków - nie jesteś przecież  samotnym facetem - tłumaczył spokojnie Kazik. No ale  się bardzo zżyłem z tobą, gdy tu byłeś i nawet twoja nieobecność tego nie  zmieniła. I wiesz - gdy będziemy mieszkać tuż obok  siebie to twoi szybciej się nauczą języka. Ja wiem, że Tesia nie marzyła i nie marzy o domku z ogródkiem, ale tym ogrodem to ja  się głównie  zajmuję, ale nie ma obawy- nigdy tu żadnych upraw nie będzie - ani warzywek ani kwiatuszków. Tu się na wiosnę przycina krzewy i robi  to fachowiec i ewentualnie usuwa facet uschnięte  gałęzie  drzew ze względów bezpieczeństwa, a gdy jest zbyt sucho to podlewam ogród żebyśmy się  nie  czuli jak w Azji na stepie.

A tam, w tych lasach gdzie  byliście naprawdę jest tak super? No naprawdę, bo wrzesień to już dla dzieci szkoła, a poza tym to moi rodacy najchętniej jeżdżą nad morze i to ciepłe albo do jakichś ośrodków wczasowych żeby mieć zagwarantowane z góry wyżywienie a nie dopiero na miejscu szukać gdzie można coś  zjeść.  Zastanawiam się tylko, czy załatwiać ten sam dom, czy  może dla nich coś mniejszego, oddzielnego. Nie mam pojęcia jak będzie z wakacjami rodziny Jacka - jeżeli oni zgłoszą chęć wyjazdu z nami to wtedy będę musiał dla szefa znaleźć inny domek. 

I zastanawiam się czy Paweł naprawdę chce zmienić pracę, czy to tylko chwilowy pomysł. Pomyślałem  sobie, że gdybyśmy mieszkali w jednym domu z wami to moje mieszkanie wynająłbym im za tę samą kwotę. No to zapytaj się, gdy wrócicie co oni planują- doradził Kurt. Bo widzisz- ciągnął dalej Kazik-jest jednak problem z Aliną. Ona ma afektywną chorobę dwubiegunową i najlepiej by miała bardzo stabilną sytuację życiową- ona wciąż musi brać lek i zbyt duże zmiany w jej życiu nie są  wskazane, a sytuacja która  się wytworzy przez to, że my jednak się przeniesiemy będzie dla jej psychiki obciążeniem. Ona i Tesia znają się i przyjaźnią od 15 roku życia, są jak siostry, a rodzice Aliny już nie żyją. Dla Aliny będzie obciążeniem każda  sytuacja- i to, że my wyjedziemy  i nie będzie  się widywać z Tesią jak i zapewne ta, że wpadnie w nowe otoczenie, a nie będzie  mieszkała tuż obok nas. Czuję, że Tesia pewnie zaraz po powrocie poleci na konsultacje do faceta, który prowadził psychoterapię Aliny i jemu powie jaka kroi się sytuacja i poprosi o radę jak to rozegrać.  Oczywiście Jacek by tu był razem z nimi. 

Kurt chwilę milczał, w końcu powiedział- to może w tym układzie rozejrzałbym się za jakimś lokum blisko nas. Skrzywdziłem ją w swoich myślach, bo miałem ją za marudną kobietę, a ona po prostu była  chora a nie marudna. Nooo, Tesia to cały czas nie może sobie  wybaczyć, że się na nią "wydzierała", no ale skąd ona mogła wiedzieć, że Alina jest chora, skoro Alina  sama o tym nie wiedziała. I wiem, że Tesię wciąż  to "gryzie". I nie jest dla niej pocieszeniem fakt, że to ona wysłała Alinę na badania, bo zajrzała w pewnej chwili do encyklopedii medycznej. 

A Krisa, który od pętaka był bachorem rozwydrzonym, cała ta sytuacja przerosła i tyle. Ale nie myśl, że go usprawiedliwiam. W efekcie on nie ma ani żony ani dziecka, bo Paweł małego usynowił. Kris mówi, że zgodził się dlatego na usynowienie Tadzia przez Pawła, by dziecko "nie trwało w rozkroku psychicznym", ale ja sądzę, że była to kwestia tego, że mu zasądzili bardzo wysokie  alimenty, bo jego zarobki w roku poprzedzającym sprawę były bardzo wysokie. Jak widzisz nie mam najlepszego zdania o własnym bracie. Ale ostatnio to nawet jakby się trochę zmienił, bo Tesia załatwiła mu zdalną psychoterapię i teraz gada chłop bardziej do rzeczy.

Gdy dotarli do domu Sophie obrugała obu, że nie zadzwonił żaden z nich jaki jest wynik rozmów. Kazik podał jej swój egzemplarz umowy przedwstępnej i powiedział - przeczytaj to Tesi, ale po angielsku. A Kurt dodał - stary się w nim zakochał.  Ale ci odbija! - powiedział Kazik. To dlatego, że mam doktorat, co zresztą powiedział. Teraz widzę, że warto było się napracować.  Zresztą dla mnie był to świetny czas, bo miałem stypendium i siedziałem głównie w domu bliziutko Tesi. 

Sophie przetłumaczyła Teresie umowę na  angielski, a na końcu zapytała  się, dlaczego dopiero od października ma być Kazik zatrudniony.  Kurt popatrzył na  żonę i powiedział - włącz myślenie - oni nie przyjadą tu z wizytą, oni  zmieniają na stałe miejsce pobytu. I muszą jeszcze wiele spraw załatwić nim tu się zjawią.  Stary wyraził chęć zakupu mieszkania Tesi w Warszawie. Za dwa tygodnie jedzie do Polski.

A co nasze  diablęta robią?- spytał Kurt.  Oni planują jak przemeblować jeden z pokoi żeby  Alek mógł spać razem z nimi w jednym pokoju. Ostatni z projektów przewiduje zbudowanie pokoju pomiędzy piętrami. I wszyscy są chętni by go uczyć niemieckiego. Doszli do odkrywczego wniosku, że każdy z nich mógłby go uczyć dwa dni a niedzielę miałby Alek wolną od nauki. Jak widać nie macie już możliwości nie  zamieszkania tutaj, razem z nami. Oni już wam  wszystko zaplanowali. No a naukę  Tesi łaskawie scedowali na mnie . I będzie to bardzo proste, bo będziemy robić razem zakupy, gotować i sprzątać więc Tesia bardzo szybko opanuje  niemiecki. Gdy Kazik przetłumaczył to Teresie na  polski ta  stwierdziła, że to typowe męskie myślenie. A wizja pokoju "zawieszonego"  pomiędzy piętrami  bardzo się jej spodobała. I koniecznie powinien ów pokój być duuużą windą - powiedziała Tesia. Jak nam będą przeszkadzali to najzwyczajniej w świecie zablokujemy towarzystwo między piętrami. Genialne! Stwierdziła Sophie. Powinnaś dostać za ten projekt Nobla!

Ponieważ Kazik i Teresa postanowili, że wrócą do Warszawy w niedzielę, gdy młodzież została  już wygoniona do spania, dorośli zabrali  się do planowania  wspólnego zamieszkania pod jednym dachem. Teresa i Kazik w żaden sposób nie potrafili przewidzieć  kiedy uda im się zjechać na stały pobyt w Berlinie. Mieli nadzieję, że może w lipcu uda im się już zagospodarować w Berlinie. Teresa  spisywała  sobie co jeszcze muszą sprawdzić przed przeprowadzką. Kurt w swoich "papierach" odnalazł plan mieszkania z naniesionymi dokładnymi  wymiarami. A Teresa wpatrując się w niego stwierdziła, że gdyby wyciszyć wszystkie drzwi w pokojach, to przedpokój mógłby  być pokojem bibliotecznym, bo na wszystkich ścianach mogłyby być regały z książkami. Przypomniało się jej, że kiedyś była u znajomych, którzy z przedpokoju zrobili salon, bo był też taki duży i przyjmowali w nim gości. Taka ewentualność bardzo  się spodobała Sophie, która stwierdziła, że to jest świetny pomysł, bo zaraz za drzwiami wejściowymi na  dole jest  duża wnęka, w której można zrobić wieszaki na wierzchnią odzież i buty i wtedy nie będzie problemu z codziennym zamiataniem i czyszczeniem schodów. A co tam trzymacie teraz?  Jakiś nieużywany dziecięcy sprzęt sportowy, który z powodzeniem  może wylecieć do piwnicy- o ile się nie mylę - stwierdziła Sophie.

Teresa siedziała  tak bardzo zamyślona, że aż Kazik zapytał co się dzieje - czy  może boli ją głowa i chce już iść  się położyć. Nie, nic mnie  nie boli, tylko zastanawiam się jak to wszystko najdelikatniej przedstawić Alinie by nie poczuła  się niczym niemowlę brutalnie odstawione od piersi matki. Zik, jak daleko jest stąd do twojego mieszkania? Niedaleko, 3 przystanki metrem, wystarczy tak zwany krótki bilet. On jest stosunkowo niedrogi. A i tu i tam do metra jest blisko, w granicach 300 metrów.  

Kochanie, u nich to trzeba zacząć od Pawła - ja się go w poniedziałek dopytam  jaki jest jego stosunek do zmiany lokalizacji, bo za 2 tygodnie będzie w Warszawie szef z Kurtem. Dla Aliny to co powie Paweł będzie ważniejsze niż to co my jej powiemy - ona teraz praktycznie na nim wisi. O - muszę sobie  zapisać dane z dowodu osobistego Kurta - bo zrobię na  niego upoważnienie notarialne do załatwiania w Berlinie różnych spraw, między innymi, gdyby Paweł reflektował na Berlin to i wymówienie mieszkania tym, co u nas mieszkają. Kurt - daj mi swój dowód , muszę sobie zapisać twoje  dane, bo gdy będziesz w Warszawie to dam ci szerokie upoważnienie notarialne - pomyśl tylko co możesz zamiast mnie załatwić w ramach upoważnienia notarialnego bo nie mam pojęcia czy tu są takie same przepisy jak w Polsce. Tłumaczenie na niemiecki też od  razu załatwię. 

Tesa, a ty nie miałaś przypadkiem w rodzinie jakichś Niemców? Nie, ale kawałek rodziny był pod zaborem pruskim. A dlaczego pytasz? Bo jakoś lepiej się dogaduję z tobą niż z moimi koleżankami, które są Niemkami- stwierdziła Sophie. Teresa zaśmiała  się i powiedziała - nic w tym dziwnego, ja mam tylko wygląd kobiety, ale posługuję się męską  logiką, co bardzo zaskakuje facetów, bo nie wiadomo dlaczego wciąż uważają nas za jakieś niedorobione umysłowo istoty, a z kobietami to się dość rzadko dobrze rozumiem, bo większość ma pod  czaszką straszny bałagan i mało która posługuje się logiką i konsekwencją w  działaniu. 

Do dziś nie mogę pojąć na jakiej zasadzie zostałyśmy z Aliną przyjaciółkami. Bo jesteśmy zupełnie  różne  i czasem doprowadzała mnie do takiej wściekłości, że mogłam ją udusić. A teraz już wiem, że jest i była chora i wstyd mi, że ją nie jeden raz obrugałam. Długo uważałam, że ona po prostu jest szalenie rozpieszczona przez  swoją mamę.  I teraz się zamartwiam co będzie dla niej lepsze - zostanie z mężem, dzieckiem i teściem w Polsce gdzie poza mną nie ma żadnych  przyjaciółek, czy jednak  wyjazd. Jakby nie  było to jej dwa filary wspomagające, czyli jej mąż i teść będą z nią i tam i tu, a tu według mnie życie jest prostsze nawet dla nich obu. Tak z ręką na sercu - gdyby Kaz nie był tak bardzo rozczarowany tym, że jego pomysły są odkładane na półkę i czuje  się z tego powodu bardzo źle, to ja bym mogła w Polsce nadal siedzieć, co najwyżej częściej bym przeklinała. Ale on się tam marnuje a żaden facet nie  znosi dobrze świadomości, że jego wykształcenie, wiadomości, pomysły nie są potrzebne. Chyba  za  bardzo go kocham.

Oj nie kochasz go za bardzo, kochasz go tak, jak on  na to  zasługuje. Gdy cię poznałam zrozumiałam dlaczego był tak bardzo nieszczęśliwy te ostatnie pięć lat  nim ty się rozeszłaś - powiedziała Sophie. Nigdy nie opowiadał ze szczegółami, mówił tylko, że kocha się w pewnej mężatce, którą zna od  dawna. Gdy na was patrzę to wiem, że zostaliście  dla  siebie stworzeni, to widać. A twego tatę to on kocha  więcej niż kochał swego ojca.

Teresa uśmiechnęła - Kaz bardzo kochał mamę, a jego brat tatę. A ja zawsze bardziej kochałam swego tatę i nie wyobrażam  sobie byśmy bez niego mieszkali. Gdyby wpierw umarł tata i została mama to nigdy bym z nią nie mieszkała w jednym mieszkaniu. Nie wyrobiłabym nerwowo. Była perfekcjonistką wielce przekonaną o swej nieomylności. A co do  tego Kazikowego kochania się w mężatce  - przez długi czas wciskał mi tekst, że kocha się w pewnej mężatce i jest nieszczęśliwy, bo on nie "wyrywa" mężatek. A ja, sierota, nie miałam pojęcia, że on mówi o mnie. Poprawiła mu się psychika, gdy mu powiedziałam, że nie jestem wcale a wcale szczęśliwą żoną i postanowił jednak nie wyskakiwać  z okna wieżowca. Tylko kupił czym prędzej mieszkanie blisko mnie i często bywał w Polsce, więcej chyba  niż w Niemczech. 

No bo on wtedy brał stąd temat, jechał do Polski, tam opracowywał i gotową pracę tu przywoził. Podejrzewam, że trasę Berlin-Warszawa mógł pokonać z zamkniętymi oczami - powiedziała Sophie.

                                                                        c.d.n.

poniedziałek, 31 lipca 2023

Lek na wszystko? -171

 Spotkanie z szefem było dwuetapowe - wpierw spotkali się w przytulnym barku i Kazik  w skrócie opowiedział szefowi jak to odszedł ze swojego  instytutu, zwabiony możliwością dość  ciekawej pracy na  politechnice, opowiedział też o swym rozczarowaniu faktem, że nawet jeśli coś nowego i ciekawego wymyśli to i tak będzie to tylko leżeć na półce a nie ma  tak naprawdę  szans na wdrożenie do produkcji, bo rządząca obecnie  ekipa jest zajęta głównie  szukaniem zysków dla siebie, swoich  pociotków i  zwolenników a nie jakimś rozwojem całego kraju, zacytował też wypowiedź profesora na temat tego, w jakim to kraju Kazik publikował swoje prace i że z tego powodu nie mogą być uznane za dorobek liczący  się do habilitacji w Polsce. Oczy szefa robiły się coraz  większe i powiedział, że on od  samego początku nie mógł zrozumieć dlaczego akurat ta formacja wygrała wybory, bo przecież  to gołym okiem  widać, że z taką polityką stracą wielu wartościowych ludzi, którzy po prostu opuszczą kraj. Ja byłem szalenie zaskoczony takim wynikiem wyborów - powiedział Kazik. Nie podejrzewałem nawet, że ta formacja  może wygrać wybory, ale pomógł im wybitnie kościół, bo był bardzo zaangażowany w te wybory, a poprzednia ekipa  widocznie  zbyt mało udzielała  się na prowincji, gdzie jeden  drugiemu w  garnki i pod kołdrę zagląda.  I to wszystko sprawiło, że postanowiłem, że jednak zmienimy kraj, zwłaszcza, że zgodnie z przepisami Unijnymi mamy taką możliwość. A ja nie jestem w najmniejszym stopniu zainteresowany polityką, ja chcę po prostu pracować a nie łączyć każdej dziedziny swego życia z polityką i kościołem.

Powiem teraz coś co może zabrzmi nieco dziwnie, wręcz nieładnie- powiedział szef- ale jestem gotów wysłać tej ekipie podziękowania  za ich politykę, bo dzięki temu znów będziesz tu pracować. Wiem, że już jesteś żonaty, że masz słodkiego synka i z chęcią oboje przy okazji poznam.  Bo często się z Kurtem i jego urwisami spotykamy na gruncie prywatnym. A teraz wpadniemy na moment do firmy i dogadamy szczegóły. A żona też chce tu pracować? - zapytał.

Kazik uśmiechnął się - na razie to zupełnie niemożliwe, bo żona i mały nie znają niemieckiego - muszę im jak najprędzej zorganizować naukę niemieckiego, najlepiej by ktoś przyjeżdżał do nas do domu, bo razem z nami będzie mieszkał jej ojciec. Teść nieco zna niemiecki, ale i on będzie  się musiał douczyć. Żona dobrze operuje  angielskim. Na razie, do chwili wyjazdu ja będę mówił do dziecka tylko po niemiecku, żona się  śmieje, że i ona  się nieco dzięki temu osłucha i będzie jej łatwiej potem tu  się uczyć.

No to jedziemy do firmy.  Kaz, a kiedy się  kończy twoja praca na tej waszej uczelni zwanej politechnika? Za miesiąc. Jest jeszcze kwestia likwidacji naszej obecności w Polsce. Chcemy sprzedać jedno mieszkanie, którego właścicielką jest moja żona, drugie, które należy do mego teścia zostawimy,żeby było na  wypadek gdy coś nas zmusi do bytności w Warszawie, a to, w którym aktualnie mieszkamy po prostu wynajmiemy- w Warszawie też brak mieszkań, a poza tym nowe są bajecznie  drogie. 

A jakie jest to, które chcecie sprzedać?  To jest mieszkanie w budynku przedwojennym, oddanym do użytku w 1939 roku, trzy pokoje z kuchnią, łazienką, osobnym WC, podłączone do elektrociepłowni i gazowni, bez windy, a mieszkanie jest na  trzecim piętrze. Najmniejszy pokój ma 20m kwadratowych. Ale są bardzo wygodne schody, szerokie stopnie i nie tak wysokie jak w tych nowoczesnych domach, w których projektant  musi oszczędzać miejsce. I to był przed  wojną bardzo ładny budynek, jest bardzo ładny hol. Mam nawet jego zdjęcie w smartfonie. Te  dwa pozostałe mieszkania to tak zwany system wielkopłytowy, czyli budynki z fabryki domów, z tym że w dawnym NRD metraże były większe niż w Polsce - śmieliśmy  się, że u was były budowane z wielkich płyt a u nas z małych. W tym systemie w Polsce mieszkanie 2 pokoje z kuchnią gdy rządził Gomółka miało 38 m kw., a teraz mają powierzchnię 42,5 metra. W Niemczech ponoć były większe metraże, ale nie wiem ile. Tylko raz byłem w Dreźnie,  ale mieszkałem wtedy pod Dreznem w jakimś ośrodku wczasowym.

Oj, tu też nie jest łatwo o mieszkanie a ceny idą wciąż w górę. Rekordy to chyba bije Poczdam. Moja  księżna pani bardzo by chciała byśmy tam mieszkali, ale byłem niegrzeczny i powiedziałem, że niestety zbyt mały posag miała wychodząc za mnie- zaśmiał się  szef.

No to wracając do meritum - chcę żebyś myślał i wprowadzał nowe rozwiązania- czyli byś robił to co już robiłeś, bo świetnie ci to szło. Tylko zarobki będziesz  miał lepsze, bo widzę, że nie będziesz chwilowym pracownikiem. A w kwestiach mieszkaniowych to ci na pewno pomoże Kurt. Kurt natychmiast przytaknął, mówiąc, że on się zajmie sprawą mieszkania dla Kazika, a Kazik powiedział , że ma taką nadzieję. 

A zostanie tam w Polsce jeszcze jakaś twoja rodzina? - spytał szef. Nie - ani moja,  ani żony. Mój brat aktualnie pracuje we Francji, w Strasburgu, jest prawnikiem. Żonaty, dzieciaty?  Nie, już jest rozwiedziony, dziecko zostało przy jego żonie. I jak mu w tej Francji się wiedzie? Ma dużo pracy, bo sporo tam mieszka Polaków a podobno  mało kto wyjeżdżając z kraju ma uporządkowane sprawy prawne. To zapewne jedna  z naszych wad narodowych i nie wiem  czy to skrajny optymizm czy skrajna głupota, czy może zupełny brak wyobraźni.

Kaz, a ty lubisz ludzi uczyć?  Nie wiem, politechnika skusiła mnie głównie tym, że miałem brać udział w badaniach naukowych a do tego miałem mieć do 180 godzin dydaktycznych w roku akademickim. No ale wyszło jak wyszło a wszystko rozeszło się o habilitację. Gdy mnie do siebie  wabili, bo to oni mnie znaleźli - ja ich nie szukałem- to była mowa, że zacznę  się zabierać za habilitację od razu, a gdy już byłem na miejscu okazało się, że dopiero po przepracowaniu  trzech lat mogę się za to zabrać, czyli realnie tytuł mógłbym dostać za 6 lat. No a wynagrodzenie  okazało się być niższe niż obiecywali. Bo ja planowałem wyjazd stamtąd ale dopiero z tytułem doktora habilitowanego. Więc przepracowałem mniej niż miesiąc i po rozmowie, która mi "otworzyła  oczy" złożyłem wymówienie. Nie lubię nieuczciwej gry. Ja wiem, że im brakuje wykładowców i może ludzi do myślenia, ale niech się dalej bawią  beze mnie.

A ty jeszcze latasz? Nie, odkąd jestem z Tesią straciłem ochotę do latania. To zabiera  szalenie  dużo  czasu, bo jednak trzeba sporo czasu "polatać" na symulatorze. Nie da się być dobrym pilotem tylko w niedzielę czy też w sobotę, jeśli się nie pracuje nad  tym. Wiem, że są i tacy, którzy na symulatorze  spędzają tylko wymagane minimum, ale ja do ryzykantów nigdy nie należałem. Warunki lotu od nas  nie zależą i zawsze może się coś niedobrego z pogodą zdarzyć albo coś się w maszynie wygruzić. A gdy lecę rejsową maszyną jako pasażer to nadsłuchuję jak pracuje silnik. I wolę trasę Warszawa -Berlin  robić  samochodem. A twoja żona prowadzi?  Tak i to bardzo dobrze i nie należy do tych, które  szarżują. A długo się znacie? Jakoś tak od chwili gdy zaczęła sama chodzić będąc poza  domem, miała wtedy ze 2 lata a ja o te 9 z kawałkiem  więcej. Nasi rodzice się przyjaźnili i znam ją "od  zawsze". Była zawsze bardzo  grzeczna. I była zawsze szalenie wierną przyjaciółką, ale ja, idiota, bardzo długo uważałem ją  za dziecko. No ale gdy nam obojgu pierwsze nasze małżeństwa  nie wypaliły to się odnaleźliśmy. Straciliśmy przez  to 10 lat. Ale liczy  się tylko to, że jesteśmy razem i mamy cudownego synka. A ile on ma lat?  W grudniu skończy 6 lat.  

A moi chłopcy to za Aleksandrem wprost przepadają - stwierdził Kurt. To bardzo mądre i grzeczne  dziecko. Byliśmy razem na  wakacjach gdy on  był jeszcze  całkiem malutki. Nigdy  nie płakał, siedział na rękach Tes albo Kaza i spokojnie wszystko oglądał. A Tesa mu cały  czas tłumaczyła i pokazywała świat. Przy niej to nawet moje diablęta były  grzeczniutkie. Najlepsze jest to, że gdy nasze dzieci są razem to jakimś cudem świetnie się rozumieją, choć moje nie znają  polskiego a on niemieckiego. Kaz, pokaż zdjęcia małego i Tesy.  Ale ja nie mam aktualnych zdjęć bo ostatnio mało chodziłem z nimi na  spacery- mam tu tylko zdjęcia z września ubiegłego roku, gdy byliśmy na wakacjach. Pokaż, nie żałuj. Kazik pokazał zdjęcie Teresy i Alka zrobione gdy byli sami na grzybobraniu i Alek demonstrował na nim swój mały koszyk pełen dorodnych podgrzybków. Tu u was  można tak sobie po prostu wejść  do lasu i zbierać grzyby? - szef był  zadziwiony, Kurt zresztą też.

No jasne że można, o ile  dany teren  nie jest rezerwatem przyrody, bo w rezerwacie  nie  wolno zbierać grzybów. A lasów prywatnych u nas  nie ma.  Zresztą gdyby ktoś powiesił tablicę z ostrzeżeniem, że to las prywatny i  nie wolno zbierać  w nim grzybów to w minutę ta tablica byłaby zdjęta a las zapewne przeryty na pół metra  w głąb. Akurat w tamtym okresie  było sporo grzybów, zresztą to Bory Tucholskie i tam z reguły są grzybne lasy, a my byliśmy we  wrześniu gdy już skończyły  się ludziom urlopy i  dzieciakom  wakacje, więc grzyby były a zbieraczy nie  było. Dzieciakom wszystko się tam podobało- Alek zachwycał się i kurami i owcami, krowami- wszystkie  zwierzaki były piękne, grzyby  także. Całymi dniami chodziliśmy po lasach. Wynajęliśmy  cały dom, śniadanie robiliśmy sami a obiady i kolacje jedliśmy w pobliskiej restauracji. Sami byliście?  Nie, była z nami Alinka z Tadzisiem i jej mąż, który teraz jest prawnym ojcem Tadzisia.   To Alinka już nie jest z Krisem? - zdziwił się Kurt. No nie, Kris ją zdradził i tak  się zakończyła ich wielka miłość. A mężem Aliny jest syn Jacka, którego wszak znasz. On jest informatykiem.  I on też chciałby tu być?- dopytywał się Kurt. Ostatnio on też poczuł odór, który wydala  z siebie  obecna władza. On jest administratorem sieci w jednym  z ministerstw, kolega Tesi załatwił mu tę pracę. Przedtem pracował w Akademii Technicznej. Teraz dostał ad hoc jakiegoś pomocnika, o którego nie prosił, bo ma podległy sobie personel, z którym wszystko ogarnia i bardzo mu się ten pomocnik nie widzi, wydaje  się  być czyimś  uchem i okiem. Pawełek tam dobrze zarabia, więc chęć zmiany miejsca  nie wynika z powodu kiepskich  zarobków.

Kurt, potem o tym porozmawiamy, muszę  wpierw dojść do jakiegoś konsensusu z Kazem - szef  sobie  przypomniał kto tu rządzi i po co tu przyszli. Słuchaj Kaz, widzę cię dalej na miejscu konstruktora, tylko bym ci chętnie dodał świeżo upieczonego inżyniera byś go wyszkolił - stąd było moje pytanie czy lubisz uczyć. Bo pod takim indywidualnym kierunkiem facet szybciej się nauczy prawidłowego myślenia. Poza tym możesz w niego orać. A teraz pomówmy trzeźwo  o realnym terminie podjęcia przez  ciebie pracy. Na moje oko ( to którym lepiej widzę) to ponieważ przeprowadzasz  się z całą rodziną, napiszemy w umowie przedwstępnej datę 1 października jako ostateczny termin podjęcia przez ciebie pracy. Bo w moim odczuciu skoro przenosicie  się całą rodziną, to wpierw  się musicie spokojnie tu przenieść i dopiero wtedy możesz ze spokojną głową podjąć tu pracę. Gdy byłeś samotny to na pewno zjechanie  tu było prostsze- dwie walizki i koniec pakowania. Teraz masz inną sytuację - żona, dziecko teść,  trzeba spokojnie podejść do wszystkiego żebyś potem nie musiał nerwowo krążyć między Warszawą a Berlinem, tylko teraz wszystko spokojnie  dopiąć na przysłowiowy ostatni  guzik. Powiedziałeś, że chcecie  sprzedać mieszkanie żony - ja bym chętnie kupił mieszkanie w Warszawie, ale muszę je wpierw obejrzeć w naturze. Będę za dwa tygodnie w Warszawie, może nawet razem z Kurtem i wtedy chętnie  bym obejrzał to  mieszkanie. Lubie stare, ceglane  budynki. Będziecie mieli trochę "latania" związanego z tą przeprowadzką. Ale mam nadzieję, że  wszystko pójdzie gładko.Jeśli idzie o wynagrodzenie to będzie ono wyższe od poprzedniego równo o 3 tysiące Euro. Oczywiście premie też nadal istnieją. I mam dla ciebie jeszcze jedną, chyba dobrą wiadomość - ruszy produkcja tego opatentowanego, wymyślonego przez  ciebie elementu. Ojej- naprawdę? To rewelacyjna dla mnie wiadomość, nawet jeśli jego produkcja nie będzie przecież szła w tysiące sztuk. A stawka mego zatrudnienia też mi odpowiada. 

No bo masz wszak doktorat- ten tytuł nigdzie piechotą  nie  chodzi i nie jest przyznawany na piękne oczy. Wiem, że Stuttgart też ci proponował pracę, ale jak widzę wybrałeś nas i to mnie  satysfakcjonuje. A teraz z prywatnego poletka - jeżeli będziecie jechali w te grzybne lasy to uwzględnijcie, proszę, obecność moją i mojej żony. Ona co prawda jest entuzjastką campingu ewentualnie caravaningu, a to jest coś, czego ja nie  znoszę, więc będzie  musiała przeżyć domek. Kazik uruchomił smartfon i pokazał domek,  w którym mieszkali wtedy w  osiem osób.  Nie jestem w stanie przewidzieć w tej chwili jak będzie wyglądała  sytuacja w tym roku - w każdym razie zaraz po powrocie to sprawdzę i do pana napiszę. Nie do "pana"- jesteśmy wszak po imieniu - skorygował szef. Kazik uśmiechnął się - doceniam to w pełni, dziękuję. A dla was też dwa tygodnie pobytu? Ooo tak, moja to by mogła tam być i rok gdyby woda obok była. No woda to tam obok jest, jest jezioro, rzeka Wda i jej rozlewiska. No to każę jej wziąć składak- będzie sobie pływać, a ja z wami zbierać grzyby. A ile wolno wynieść grzybów z lasu? No tyle ile znajdziesz, na ogół to można rankiem wiadro uzbierać. Wygłupiasz  się - stwierdził szef. Nie wygłupiam, ale wtedy wychodzi się  z domu bladym świtem i jedzie  się trochę dalej od domu,  każdy zbiera do pełnego w kosz  lub  w wiadro, jedzie  się do domu, po drodze wstępuje do suszarni, rozkłada grzyby na  sitach, oznacza  się sito i późnym popołudniem odbiera ususzone grzyby.  No to tam jest raj wyraźnie - roześmiał się szef. Widzisz Kurt - czasem dobrze jest nie mieć dzieci w  wieku szkolnym- można pojechać we wrześniu. Ależ się rozmarzyłem - jak ja do tego września się doczekam.  Kurt, a pomożesz  przyjacielowi w kwestii mieszkania?  No to chyba jasne - odpowiedział Kurt. Pomogę.

                                                                     c.d.n.




niedziela, 30 lipca 2023

Lek na wszystko?- 170

 Po lunchu, przy kawie, gdy Alek poszedł sprawdzić czy w jego ZOO wszystko jest w porządku,Teresa powiedziała do taty -  zaistniała trochę niekomfortowa  sytuacja, bo Kazik złożył wymówienie na Politechnice i przepracuje  tam co najwyżej miesiąc. Ja go w pełni rozumiem i popieram i na jego miejscu zrobiłabym to samo. I mamy tatku  do ciebie prośbę, byś od świtu w piątek aż do niedzielnego późnego popołudnia  zajął się Alkiem, bo my musimy pojechać  do Berlina. Bo sytuacja jest taka w kraju w tej branży, że tak naprawdę to Kazik nie ma gdzie kontynuować pracy w  dziedzinie która go interesuje i w tym układzie najprawdopodobniej przeniesiemy się do Berlina, ale oboje mamy nadzieję, że ty tato razem  z nami zamienisz Warszawę na Berlin. Bo jeśli ty nie pojedziesz  z nami, to ja tu zostanę z tobą i Alkiem a Kazik będzie tam i będziemy się widywać najwyżej raz na tydzień.

Tato- powiedział Kazik - ja po prostu zostałem oszukany- pomijam to, że umawiałem się z pracodawcą na inne zarobki niż mi dziś zaoferowano, ale przy okazji dowiedziałem  się, że nie będę mógł do habilitacji wykorzystać swoich publikacji, które były wydane  w Niemczech, na dodatek dowiedziałem się, że publikowałem w kraju naszych wrogów i w ogóle to wiadomo, że nie popieram działań obecnie  rządzącej formacji. No i  się z lekka "zagotowałem", bo na  dodatek we  wrześniu nie mogę  wziąć urlopu, chociaż  na rozmowach wstępnych  gdy  zgłaszałem taki termin to profesor  nie protestował.  Oczywiście mógłbym na tej zasmarkanej uczelni  zostać a z czasem poszukać innej pracy,  ale Kurt mnie  już od  dłuższego czasu namawia na powrót do Berlina. Mieszkanie tam mamy, serdecznych przyjaciół w osobach Kurta i jego rodziny także  a ja już od dłuższego czasu nie mam co tu robić pod  względem zawodowym, a tam będę miał ciekawą pracę. Boję się  tylko, że ty nie  zechcesz opuścić Warszawy, bo masz tu serdecznego kolegę. 

Tata chwilę milczał , a potem powiedział - kolega to nie rodzina, dla mnie wy troje jesteście  rodziną, a nie Jacek, Paweł, Alina.  Odległość pomiędzy Warszawą a Berlinem  nie powala, nawet nie ma 700 kilometrów, pociągi kursują codziennie i to co najmniej dwa, samolot lata. Natomiast cieszy mnie to, że chcecie, bym z wami był. I rozumiem cię Kaziku w pełni - Jacek się cieszy, że Paweł odszedł z tej wojskowej instytucji, cieszy  się  też, że on sam już jest na  emeryturze, bo według niego robi  się tu "duszno". A Paweł też coś przebąkiwał, że z wielką chęcią  zmieniłby klimat. Mam nadzieję, że nie będę wam zawalidrogą w tym Berlinie. A  to co ci powiedział ów profesor to dość symptomatyczne dla sympatyków tej ekipy- takie zagrywki na  najniższych ludzkich odruchach. Możecie spokojnie jechać na ten weekend do Berlina i oby wszystko układało się po waszej myśli. Tylko na razie nie mówcie jeszcze nic Alkowi, dopóki nie będzie już  coś postanowione. 

Teresa uśmiechnęła się i powiedziała- ja już nawet wymyśliłam, że jeśli zapadnie  decyzja via Berlin, to  sprzedam to mieszkanie na Mokotowie, to twoje, które jest zapasowym to zostanie mieszkaniem zapasowym żeby nie biegać po hotelach w  razie przyjazdu do Warszawy, a to, w którym teraz  mieszkamy damy pod  wynajem. 

Wtedy tym mieszkaniem i tym "zapasowym" będzie się opiekować prywatna  agencja "Zarządzanie Nieruchomościami' na podstawie  sporządzonych umów notarialnych. Ty  ją podpiszesz i  Kazik. A ja sprawdzę procedury odnośnie przeniesienia się do Berlina - wiem, że trzeba  wypełnić odpowiednie  druki w NFZ i ZUS, odnośnie przesyłania twojej emerytury  do Niemiec, a tak dokładnie to rzecz w przesyłaniu twojej składki zdrowotnej na konto wybranej przez ciebie niemieckiej kasy chorych. A teraz chcemy pojechać porozmawiać konkretnie o pracy dla Zika no i zależnie od tego zawiadomić najemców berlińskiego mieszkania, że nie przedłuży im Kazik najmu. 

I chcę to mieszkanie  dokładnie  wymierzyć, zrobić jego plan  i zastanowić  się które meble stąd  weźmiemy, bo Zik miał tam umeblowany tylko jeden pokój a kuchnię minimalistycznie. Ty nadal będziesz  miał tam swój pokój, a ja wymyśliłam, że  albo się zrobi z pokoju o dwóch oknach dwie sypialnie- naszą i Alka i wtedy jeden z pokoi będzie pokojem dziennym, a kuchnia jest tam  duża to w niej zrobimy aneks jadalny. Na razie  muszę to wszystko zobaczyć i rozrysować. A co do przeprowadzki - jest w Warszawie kilka firm specjalizujących  się w przeprowadzkach po Europie.  Mogą nawet sami popakować  wszystko w pudła. Trochę mnie to pakowanie przeraża, ale to okazja to zrobienia  remanentu. Bo z latami każdy obrasta  w całą kupę często zupełnie  zbytecznych  drobiazgów.  Jedno jest pewne - Alek, ja i pewnie ty też będziemy  musieli  się uczyć niemieckiego. I pewnie będzie najlepiej gdy nauczyciel będzie do nas przyjeżdżał. Do trzech osób to już mu się zapewne  będzie opłacało.

Nie zamartwiaj się córeczko na  zapas  pakowaniem, nie  sądzę byśmy się musieli spakować w trzy dni łącznie z  wczorajszym - wpierw niech  się wyjaśni sytuacja zawodowa Kazika i wtedy dopiero zaczniemy się pakować.  Nie umiem przewidzieć co na to wszystko powie Jacek, ale z reguły mamy nieomal na wszystko taką  samą opinię. On przynajmniej  ze trzy razy w tygodniu cieszy  się, że już jest  emerytem i "żaden żłób"  nie wcina mu się w jego życie.  I sam przyznaje, że najlepszą stroną  życia w dużym mieście jest anonimowość.  A wiesz kto najbardziej u nich będzie optować za przeprowadzką do Berlina?  Nie wiem,  ale podejrzewam , że może Paweł - powiedziała  Teresa. Nie, nie Paweł - Alina. Teraz żałuje, że się razem z Pawłem nie  sprowadziła tu bliziutko nas, tylko to mieszkanie wynajęła. No przecież może do nas  zawsze doczłapać  się góra w 20 minut idąc  wolnym krokiem, przecież to jest blisko. Gdy usłyszy, że stąd wyjeżdżamy to zaraz utonie  we łzach, bo co ona  zrobi bez  swojej niemal siostry?   

Wiem tatusiu, ale dla mnie  ważniejsze jest dobro Kazika. Zresztą  może i oni się przeprowadzą, tyle  tylko, że na pewno nie znajdą mieszkania tuż obok nas. Tam naprawdę znalezienie mieszkania w przyzwoitym miejscu graniczy z cudem. Bo nie każda z dzielnic jest miła i ładna. Tam są też fragmenty miasta zupełnie  nieciekawe, jest naprawdę sporo domów starych, które stosunkowo dobrze  wyglądają z zewnątrz a w środku dno i mogiła. 

Kazik dlatego wynajął mieszkanie trzypokojowe  bo było w dobrej dzielnicy, stosunkowo niedaleko centrum i w zrewitalizowanym  budynku. Kurt też mieszka w ładnym miejscu, ale ma dość daleko do pracy i musi podjechać kawałek autobusem i przesiąść się na metro. W Berlinie to się wybiera dzielnicę kierując  się tym, czy szkoła podstawowa jest blisko,  bo dziecko do chwili ukończenia 10 roku życia  nie może  samo wędrować do szkoły a zwłaszcza  dojeżdżać do niej komunikacją miejską. Tu, u nas, często na plac zabaw  same docierają  nawet trzylatki, tam tego nie ma. Sam widzisz - tu  dzieciaków na placu zabaw  jest znacznie więcej niż dorosłych osób. Na plac  zabaw  tu nie przychodzą dzieciaki chodzące do przedszkola, tylko dzieci matek niepracujących. W Polsce przedszkola z reguły mają własny  ogród. Tam jest sporo takich mini-przedszkoli i dzieci wtedy przychodzą na ogólny plac  zabaw, no ale  zawsze są 2-3 panie pilnujące ich.  Tu bardzo często widzę takie 3, 4 -latki same, bez nikogo.

Nikt Alinie nie zagwarantuje, że znajdą mieszkanie w tej samej  dzielnicy w której  my będziemy  mieszkać. A jeśli będą mieszkali na tyle  daleko, że trzeba by podjechać metrem lub  autobusem to na pewno byśmy się dość  rzadko widywały, bo komunikacja niestety tania nie jest. Poza tym opłaty za mieszkanie to też  spory koszt. Kazik już ma  spłacone swoje mieszkanie, brał kredyt z banku i już go spłacił. Obawiam  się, że dla Aliny Berlin  byłby wielkim rozczarowaniem gdyby mieszkali gdzieś  dalej od  nas. Oczywiście ja jej to wszystko powiem jeśli tylko Kazik dogada  się w kwestii podjęcia pracy w Berlinie. Nie będę jej nic mówić dopóki się sytuacja nie  wyklaruje. Na  szczęście  gdy Paweł w pracy to pod ręką jest  zawsze Jacek i ona nie jest sama z dzieckiem. I ciągle mi przychodzi  do głowy, że jej matka bardzo ją  skrzywdziła  ukrywając przed  nią, że  ona ma dwubiegunówkę. Gdyby  nie ukrywała, to Alina na pewno to tego czasu nauczyła by się z tą chorobą żyć  w odpowiedni  sposób. I ciągle mam wyrzuty sumienia, że ją opieprzałam  zamiast się nad  tym zastanowić spokojnie. 

No ale to właśnie ty odkryłaś co to może być, więc nie powinnaś mieć  sobie nic do zarzucenia - stwierdził Kazik.  Szczerze mówiąc  to  ja też nie bardzo widzę Alinę w Berlinie - może mieć sporo rozczarowań a Jacek sporo kłopotu  z jej chorobą. Bo Paweł, jakby nie było to kawał dnia będzie poza  domem. Ale możliwe, że gdy oni nie wyjadą i zostaną tutaj, to też Alinie ta  sytuacja może wpłynąć na pogorszenie się jej stanu zdrowia psychicznego. To naprawdę jest koszmarna  choroba. I wciąż nie wiadomo dlaczego niektórzy mają akurat taką konfigurację genów.  

No nie  wiadomo -zgodziła  się z nim Teresa- ale tak na mój prosty rozum, że skoro to są zaburzenia neuroprzekaźników w mózgu, to chyba z czegoś się wzięły. Mogę się zgodzić, że nie jest to schorzenie  z gatunku przekazywanych genetycznie, ale skądś się bierze takie a nie inne ustawienie genów, coś musiało je spowodować. Wiem od Aliny, jeszcze  z czasów licealnych, że jej tatuś był wielce towarzyskim facetem i nie wylewał mocnych trunków za kołnierz tylko je wypijał i nie jeden raz wracał do domu zalany tak, że go musiały z matką z taksówki wyciągać z pomocą  taksówkarza. A skoro tak się zapijał to pewnie robił to i  wcześniej, więc nawet sobie pomyślałam, że Alinkę zmajstrował pod  wpływem procentów i stąd ta jej choroba. Ale  Alinka i jej mama nie uważały go za alkoholika, bo zapijał się "tylko okazjonalnie" a nie regularnie. Z czasów  licealnych to pamiętam, że nie jeden raz był pobity i okradziony  gdy wracał wieczorem z Warszawy i był mocno nietrzeźwy. Alina wypełniając ankietę w Instytucie napisała, że rodzice nie byli alkoholikami, a ja miałam za mały kontakt z jej rodzicami by to weryfikować. No i nigdy nie widziałam jej ojca "w stanie  wskazującym na spożycie  alkoholu" ale w czeluściach kredensu zawsze stało kilka butelek wina jak i wyżej procentowych napitków.

Ja wiem, że teraz to i panienki chleją niczym przysłowiowy dorożkarz i jak mówią lekarze to i do porodu przywożą w trupa pijane rodzące, a potem niemowlę jest na głodzie alkoholowym. Zresztą ponoć noworodki na głodzie narkotykowym to też teraz  nic niezwykłego. Na naszym osiedlu utopiła się w wannie dwulatka, bo jej mamuśka w tym czasie popijała  sobie na poprawę nastroju i nie  zauważyła, że mała zniknęła jej z pola widzenia. Picie  alkoholu jest tak mocno wkomponowane w życie naszego narodu, że ktoś kto nie pije kłuje ludzi w oczy tym  swoim zachowaniem. Jeszcze trochę i będzie jak u sąsiadów za Bugiem - nie pije to znaczy, że jest szpiegiem albo donosicielem.

W piątek o świcie  Kazik z Teresą wyruszyli w drogę samochodem. Pogoda była całkiem cywilizowana, nie mżyło ani nie padało. Kazik zostawił na nocnym stoliku przy łóżku Alka nową książkę - Małą Encyklopedię Ryb. Jeśli idzie o jej wymiary wzdłuż i wszerz to rzeczywiście  można było uznać, że była to mała książka - pomiędzy okładkami  o wymiarach  20  na 14 centymetrów mieściło się około 900 stron pełnych tekstu i  fotografii. Kazik się  śmiał, że gdy  wrócą to  się okaże,  że rybki są takie śliczne i mały zaraz zechce mieć akwarium.  Żaden problem - stwierdziła Teresa- pojedziemy  z nim w któryś weekend  do ZOO, wpadniemy do pawilonu z terrarium i akwariami i zaraz dojdzie  do wniosku, że mamy za mało miejsca  w domu na rybki.  Jedno jest pewne - długo będą tę encyklopedię z dziadkiem czytać. A  tata nigdy nie  był zwolennikiem hodowli ryb, więc bez trudu go przekona, że w warunkach  domowych to żadna frajda, bo nie będzie  miejsca na takie  duże akwarium a w takim małym to z kolei mogą być tylko małe gupiki które ani piękne ani ciekawe. A w najgorszym przypadku kupi mu się na  razie 1 welonkę, która mu się znudzi najdalej po miesiącu. A poza tym  zapewne będziemy zajęci przeprowadzką i nie będą mu rybki chodziły po głowie. W kilka minut po takiej  wiadomości zaraz  zacznie  się wypytywanie a jak daleko  stamtąd jest do dzieci Kurta i do najbliższego placu zabaw i czy dziadek Jacek też będzie  mieszkał w Berlinie . Najbardziej mnie  śmieszy, że dla niego ważniejsza będzie informacja,  czy z rodziny będzie  mieszkał w Berlinie dziadek Jacek - chyba w jego hierarchii najważniejszy jest w tamtej rodzinie Jacek a reszta to takie  mało ważne uzupełnienie tworzące tylko tło obrazu a nie pierwszy plan. Jeśli idzie o ustawienie u nas, to na pierwszym miejscu jesteś ty, tuż za tobą tata a na końcu ja bo zawsze biednemu  dziecku albo czegoś zabraniam albo, co gorsze, coś nakazuję. A najgorsze, że nie pozwalam mu spać z jego zwierzątkami z ZOO, a one przecież są czyste bo on je codziennie mokrą ściereczką myje. Ciekawa jestem jak  długo będzie trwała ta jego fascynacja  zwierzakami. W końcu skądś się biorą weterynarze. Co prawda nie  zawsze wybór tego zawodu ma swe źródło w fascynacji zwierzętami w okresie dzieciństwa. 

Zgodnie z przewidywaniami Kazika do Berlina dojechali po pięciu godzinach i czterdziestu minutach, bo nigdzie się nie  zatrzymywali. Dojeżdżając do Berlina Kazik wysłał Kurtowi sms o treści "Ich befinde mich innerhalb der Grenzen Berlins", który już miał wcześniej napisany a teraz wysłała go z jego smartfona Teresa. A co to była za wiadomość? dopytywała się Teresa. Napisałem, że jestem w granicach  Berlina.  Gdyby po drodze były jakieś wykopki to już byśmy dostali od niego wiadomość, żeby zmienić zwykły dojazd  do nich. Ale na  szczęście nic nie odpisał, to znaczy, że  wszystko jest w porządku. Berlin od  chwili zjednoczenia Niemiec jest ciągle w stanie "wykopków", bo przecież trzeba tę jego wschodnią część doprowadzić do normalności. A poza tym jak to w każdym dużym a starym mieście co jakiś czas są awarie lub trzeba coś profilaktycznie  wymienić. 

W kwadrans później oboje  tonęli w uściskach Kurta i reszty rodziny. Chłopcy byli nieco niepocieszeni, bo  zaraz wszyscy trzej szli na  swoje zajęcia sportowe, no a przecież wiadomo, że pewnie o czymś ciekawym będą dorośli rozmawiać. Najmłodszy doniósł, że rano dwa razy kichnął, a Sophie pocieszyła go, że woda w basenie znakomicie mu oczyści śluzówkę nosa i nie będzie miał kataru. I że ona z Tesią przyjdą po niego na  basen. Gdy młodzież wyszła  z domu Kazik wyciągnął z  samochodu walizkę z wedlowskimi słodyczami, a Sophie zaczęła  się  śmiać, mówiąc, że  ten gest świadczy o tym, że Kazik już ma ojcowskie ostrogi i dobrze wie, że nie należy tego typu rzeczy pokazywać dużo  wcześniej nim będą się mogły znaleźć w dziecięcych  buziach. No a teraz  siadajcie, kawa już jest gotowa, bo mamy strasznie  dużo  spraw do omówienia a na 18,00 jesteśmy umówieni z szefem. To znaczy Kazik i ja, wy to będziecie mogły spokojnie posiedzieć w domu. Zwłaszcza gdy pozwolicie  młodym pogrąć w jakieś gry elektroniczne.  Będą siedzieć jak zombie  wpatrzeni w ekraniki komórek lub w komputer i co jakiś  czas tylko coś któryś  wrzaśnie. 

A teraz  powiedz mi Kaz, jak stoisz  finansowo i jak szybko musisz podjąć pracę. Bo jest taka sprawa- powiedzcie mi czy wam, razem z tatą wystarczyłoby takie mieszkanie jak to nasze, czyli  cztery pokoje  z kuchnią,  z tym, że jeden pokój to jest dość nieduży. Bo nasi sąsiedzi chcą  się przenieść do.....Brazylii. Facet twierdzi, że zarobi tam dużo  więcej niż tu i za półtora miesiąca zabierają  się stąd. A kim on jest z  zawodu ?- spytał Kazik - elektrotechnikiem  i chyba ma dyplom inżyniera, ale tego to nie jestem pewny. A ona jest jakąś laborantką  medyczną, mają  jedno dziecko,  dziewczynkę. Taka mała, wiecznie płacząca dziewczyneczka, co się boi własnego cienia. I wpadłem na pomysł, żebyście zamieszkali tu, a tamto mieszkanie nadal ludziom wynajmowali. To mieszkanie nie jest drogie a gdy już będziesz  pracował to dostaniesz z banku kredyt na to mieszkanie.  Ja ci mogę pożyczyć na część tego mieszkania, ale nie na całość bo do końca  roku mam fundusze zablokowane. Myślę, że czynszem z tamtego mieszkania mógłbyś swobodnie spłacać kredyt. 

No to ja ci teraz  powiem jak stoję finansowo - chcemy sprzedać jedno mieszkanie, które jest własnością Tesi. Jeśli się przeprowadzimy to mieszkanie, w którym teraz   mieszkamy pójdzie pod wynajem, a to mieszkanie taty będzie po prostu stało puste, żeby można w nim w razie potrzeby zanocować  zamiast się uganiać za jakimś hotelem, gdy  się będzie  musiało  wyskoczyć do Warszawy, bo coraz trudniej o hotel w Warszawie. 

A to mieszkanie nad tobą jest tego faceta czy on je tylko wynajmuje? Tylko wynajmuje, a meble są jego. Dziś i jutro ich nie ma bo pojechali pod Berlin do Tropical Islands to jest w Brandenburgii,  60 km od Berlina i 90 km od polskiej granicy, żeby pokazać małej jak pięknie  jest w tropiku. Ale ja mam klucz i możemy tam zajrzeć. No dobrze, zgodził się Kazik - zajrzyjmy. Na górze rozkład pokoi był taki sam jak u Kurta. Wszystkie  meble  rodem z IKEI, niewątpliwie przydałoby się odmalować ściany. A co facet zrobi z meblami?-spytała Teresa? Da ogłoszenie w sieci, że odda je darmo, tylko muszą je sobie  chętni sami stąd zabrać.  I zapewne w 15 minut po pojawieniu  się ogłoszenia  wszystko zniknie i to zapewne razem z pościelą i wyposażeniem kuchni. Po prostu nawet gdyby to były antyki to ich transport do Brazylii byłby istnym nonsensem z uwagi na  koszty. Rozmawiałem z właścicielem tego domu i on chce to mieszkanie  albo sprzedać  albo wynająć. Ja nasze mieszkanie wykupiłem i jeszcze spłacam kredyt. A jak wygląda sprawa gruntu, na którym stoi ten dom? Przy wykupie jest uwzględniona cena za grunt, który nie  był wtedy własnością prywatną, więc był  tani. Media mamy miejskie, bo kiedyś podłączono całą ulicę.  Co do ogrodu na wiosnę wydatek bo trzeba niektóre krzaki przyciąć bo podejrzewam, że żadna  drabina mnie nie utrzyma a trawę to ja przelatuję co jakiś czas kosiarką elektryczną. Prześpijcie  się z  tą propozycją, wpierw i tak musisz  wiedzieć na  czym będziesz stał zawodowo. 

Szef pewnie siedzi teraz u fryzjera by wypaść na  zadbanego i w pełni  sił faceta. Ostatnio  sobie brodę zapuścił bo mu włosy na głowie zaczęły wyraźnie rzednąć. Nie przewidział, że broda też  wymaga wprawnej opieki i już wyglądał jak straszydło. Bo szef bardzo nie lubi  się golić, więc zapuścił brodę.

                                                                  c.d.n.





sobota, 29 lipca 2023

Lek na wszystko?- 169

 Pewnego kwietniowego  dnia, gdy Alek był na spacerze z dziadkami, Aliną i Tadziem, a Teresa zajęta sprzątaniem, zupełnie  nieoczekiwanie,  w samo południe,  do domu  zawitał Kazik. Rzut oka wystarczył Teresie, by ocenić, że Kazik jest ogromnie  wzburzony, ale próbuje to ukryć.   Kazik zabrał jej z ręki odkurzacz i powiedział - usiądź, ja poodkurzam. Złożyłem dziś wymówienie. Przepracuję tu tylko jeszcze  miesiąc.  A co cię tak nakręciło? - spytała Teresa. Wszystko, wszystko. Chyba na weekend pojedziemy do Berlina, muszę  porozmawiać z Kurtem. Nagle  się okazuje, że habilitować to się będę  mógł gdy tu odrobię trzy lata,czyli może za 6 lat będę doktorem habilitowanym i że moje publikacje w Niemczech nie będą brane pod uwagę - mało tego - po prostu okazuje się, że pracowałem i publikowałem w niewłaściwym kraju, bo Niemcy to nasi  wrogowie. No i poza tym nie sympatyzuję z obecną  polską prawicą. No i urlopu też bym nie dostał we  wrześniu. No i bardzo  się wzbudziłem i złożyłem wymówienie. No i w tym układzie za miesiąc będę bezrobotny.  No i dobrze! - powiedziała Teresa. Praca ma dawać człowiekowi nie tylko pieniądze ale i satysfakcję. To jakieś novum, że pracownicy naukowi powinni popierać konkretną partię polityczną. Jeszcze trochę a okaże  się, że jesteśmy na czarnej liście - do kościoła nie chodzimy,  dziecko nie ochrzczone, krzyżyków i medalików nie nosimy - chyba nie nadajemy się do tego kraju - ze złością stwierdziła Teresa.

Franek też ostatnio przebąkiwał o tym, że głupio zrobił, że nie został w Maroku. Ale nie drążyłam tematu, myślałam, że to reminiscencje kolejnej kłótni z Joanną. Dobrze, że mamy to mieszkanie w Berlinie. I że Alek jeszcze  nie chodzi do szkoły. Nie będziemy przerabiać tego pokoju z dwoma oknami na  dwa pokoje - tamta kuchnia jest duża i zrobimy w niej aneks jadalny. Tylko będzie na początku kłopot z językiem, ale podejrzewam, że Alek nauczy się go szybciej niż ja. Ciekawa jestem reakcji taty na tę wiadomość. Musimy wymierzyć dokładnie wszystkie pomieszczenia i wszystko rozrysować - stwierdziła Teresa.

Więc będzie lepiej gdy pojedziemy bez Alka- wydedukował Kazik.  Ale się Kurt zdziwi i pewnie z jednej  strony będzie oburzony, a  z drugiej  zadowolony, bo  wciąż powtarza,że szkoda, że cię u nich nie ma. A Alina to się zapewne  zapłacze. A tata z Jackiem to pewnie będą się  wciąż odwiedzać-stwierdziła Teresa.

Zobacz , Tesinko, jak to dobrze, że Polska już jest w Unii Europejskiej. Zaraz  zatelefonuję do Kurta, że się przeprowadzimy do Berlina. A wiesz co jest  w tym wszystkim najśmieszniejsze? Że kupiłem to mieszkanie w Berlinie  głównie dlatego, że byłem przekonany, że mnie odrzucisz i wtedy po prostu wyprowadziłbym się do Niemiec. Zaraz  sprawdzę jakie formalności musimy załatwić dla ciebie, taty i Alka. Trzeba  pojechać do tej firemki, w której jesteś oficjalnie zatrudniona. Jeśli im nadal taka sytuacja pasuje to sobie  tylko zmienią w papierach, że jesteś oddelegowana na placówkę jako stały przedstawiciel. A jeśli nie - to nie ma problemu, będziecie na moim ubezpieczeniu - ty i Alek. Tata będzie musiał złożyć dokumenty w ZUSie i uzyskać zgodę NFZ na przekazywanie jego składki zdrowotnej na konto wskazanej przez niego  niemieckiej  Kasy Chorych. A tych Kas Chorych to jest od  metra i trochę, Kurt pomoże mi wybrać właściwą. No popatrz- a już  się niemal zamartwiałem tym otwartym wykładem i sytuacja się sama ładnie  wyklarowała. Najemcy mają umowę podpisaną do 30 czerwca, więc gdy tylko omówię wszystko z Kurtem zawiadomię ludzi,  że muszą sobie  szukać innego lokum, bo ja wracam do  Berlina. Nie  wykluczone, że będę musiał nieco wcześniej, przed wami być w Berlinie żeby dopilnować  wszystkiego od  strony formalnej. Coś, co mi wyraźnie poprawiło humor to była mina pana profesora gdy mu wręczyłem rezygnację z pracy. Przypominał mi nieco karpia któremu zaczyna brakować wody w wannie.

A ty nie jesteś na mnie  wściekła, że zrezygnowałem z tej Politechniki bez uzgodnienia tego z tobą? Zik, a to miała być praca dla mnie czy dla ciebie? Zastanów  się - raczej należy  się cieszyć, że facet tak wcześnie odkrył karty- zawsze łatwiej i  mniej problemów jest gdy się zrezygnuje nim narosną jakieś konflikty czy inne problemy. Facet zagrał nieładnie. I wygląda mi coś na to, że to jego stała zagrywka. Bo jak mówiłeś, facet nie ma opinii łatwego we  współpracy. W tym nowym układzie  musimy pomyśleć co z mieszkaniami- to nasze  zapasowe jest taty i niech tak zostanie. Moje, które mam jako darowiznę to jest to na Mokotowie, a to jest twoje. To na Mokotowie to ja bym chętnie sprzedała, bo na pewno będzie sporo wydatków. To zapasowe bym trzymała puste pod opieką "agencji nieruchomości", żeby nie trzeba tu ciągle przyjeżdżać  i by mieć gdzie  się przenocować gdy nas jakieś  sprawy przygnają do Polski. A to po prostu dalibyśmy pod  wynajem, niech zarabia na  nas. Oczywiście  będziemy płacić podatek, najlepiej  ryczałtowy, żeby sobie  głowy nie  zawracać. I ono też by  było pod opieką agencji o nazwie "Zarządzanie  nieruchomościami."  Byłoby dobrze  wpaść do tego berlińskiego mieszkania i zorientować  się  w kwestii umeblowania, czyli co mamy wziąć ze sobą stąd. Bo przecież nie  miałeś umeblowanych trzech pokoi tylko jeden i kuchnię.  Oczywiście zapytamy się wpierw taty, czy chce z nami wyjechać, czy może chce jednak zostać w Polsce - mieszkanie ma na 1 piętrze a z jego  mieszkania jest równie  blisko do Jacka  jak od nas. Mam nadzieję, że jednak będzie chciał z nami wyjechać - chyba jesteśmy mu jednak bliżsi niż Jacek.  Tego, że z nami pojedzie to jestem pewien - przecież by tu umarł z tęsknoty  za Alkiem- nie chcę cię martwić,  ale nasz syn ma w sercu taty mocniejszą pozycję niż my oboje - powiedział Kazik.

W chwilę potem Kazik zatelefonował do Kurta, zapytał się wpierw czy Kurt może w tej chwili swobodnie i nieco dłużej porozmawiać, Kurt kurtuazyjnie stwierdził, że dla przyjaciół to on  zawsze i każdej porze ma  czas, więc Kazik powiedział, że ze względów bezpieczeństwa Kurt powinien usiąść, bo gdy to usłyszy nowinę to może paść z wrażenia. Pierwsze co Kurt powiedział to było pytanie czy to dobra czy  zła nowina. I dobra i zła -wyobraź sobie, że za miesiąc już mnie nie będzie na Politechnice - dziś złożyłem wymówienie, bo poczułem się zrobiony w konia. Habilitację mogę zacząć dopiero za 3 lata, bo tyle  czasu mi zajmie napisanie i opublikowanie tych ośmiu publikacji a to co publikowałem w Niemczech to się nie liczy. Pomijam fakt, że finansowo będę miał nieco gorzej niż w Instytucie, bo tu nie ma żadnych premii. Poza tym, oględnie rzecz nazywając,  gustuję w niewłaściwej  opcji politycznej, ale szczegóły to ci opowiem osobiście, bo to nie są  rozmowy na telefon. I tym sposobem za miesiąc będę mógł podjąć pracę gdzieś indziej.  I chcemy z Tesą przyjechać na ten weekend do ciebie - bez  dziecka.  Ci u mnie mają umowę najmu do 30 czerwca, więc wpadnę do nich i im wymówię. 

Mówisz poważnie czy mnie nabierasz - spytał się Kurt. Nie nabieram - zaraz jutro sprawdzę jak wygląda sprawa wyszykowania wyjazdu taty, bo nie  posądzam go o to, by zechciał mieszkać tu bez nas. Będzie  tu trochę latania po urzędach, a praktycznie to tylko po dwóch, jeśli idzie o jego osobę. Mam nadzieję, że miesiąc to spokojnie wystarczy. 

No i bardzo dobrze - zaraz pójdę do naczelnego - stwierdził Kurt. A ten informatyk też chciałby zmienić barwy klubowe?  Nie wiem, nie rozmawiałem  z nim o tym, jesteś poza Tesą jedyną osobą, która zna tę  nowinę.  Taty aktualnie nie ma w domu, więc też nic jeszcze nie  wie.  Kurt zaśmiał się - jutro są urodziny szefa, powiem mu, że mam dla niego super prezent. Naprawdę się zdecydowałeś? Naprawdę. A musimy przyjechać  żeby zorientować  się w kwestii umeblowania, bo tam ja  miałem umeblowany tylko jeden pokój no i na pewno weźmiemy stąd meble. No i muszę temu facetowi wymówić jak najprędzej, żeby nie było potem draki.  

A co z tymi mieszkaniami, które macie? - pójdą pod wynajem? - spytał Kurt. Pod wynajem pójdzie to, w którym mieszkamy. To zapasowe taty będzie stało  nie  zamieszkane, żeby mieć w razie  czego gdzie zanocować gdy nas coś przygna do Warszawy, a mieszkanie Tesi pójdzie na  sprzedaż. To zaczekajcie ze sprzedażą, bo może  ktoś znajomy by to kupił - stwierdził Kurt. Bo nie  da  się ukryć, że każda przeprowadzka generuje koszty. Poza tym weźcie do nas plany i metraże  wszystkich trzech mieszkań i info o cenach. Nie gniewaj  się Kaz - ale ja  się ogromnie  cieszę, że   właściwie  już skończyłeś przygodę z Politechniką. A tytuł profesora to masz u nas gwarantowany - środowisko naukowe wywalczyło sobie by nie histeryzować i ci co mają doktorat i pracowali  w placówkach naukowych  mają profesurę. A Sophie to będzie  skakać z radości, gdy jej powiem, że przyjedziecie nie tylko na ten weekend ale pewnie i na stałe. Wiesz, u nas też jest coś takiego  jak politechnika, tylko się  nieco inaczej to nazywa. I nikt nie będzie  dociekał w co wierzysz ani którą opcję polityczną preferujesz. Owszem, zapytają się  was  czy należycie do jakiegoś kościoła, bo wtedy będą z pensji potrącać podatek na tę instytucję. Kościoły wszak finansują wyznawcy danego kościoła. A jeśli jesteś bezwyznaniowiec to jakiś procent twego podatku idzie  na cele  społeczne, no ale to przecież już znasz. Tu się to nie  zmieniło. A wy w ten weekend przyjedziecie czy w następny? W ten i chyba przyjedziemy samochodem ale dam ci jeszcze znać dzień wcześniej. No ale nie rezerwujcie hotelu, przenocujecie u nas, mamy strasznie dużo do obgadania.  No i jestem niezdrowo podniecony- stwierdził Kurt. Panowie  na  zakończenie rozmowy poprzesyłali buziaki dla pań i dzieciaków i zakończyli rozmowę.

No to ja wyskoczę jutro do Wedla po zaopatrzenie w  słodkości- powiedziała Teresa. A  my chyba  wyjedziemy stąd w piątek  bladym świtem. Bo nie będziemy  szaleć na  szosie- sprawdzę prognozy na piątek- bo jeśli będzie lało to wtedy polecimy samolotem, szpulowanie szosą w  deszczu jest mało zabawne. A w piątki nie powinno być kłopotu z miejscami - stwierdził Kazik. 

Nasi to pewnie zaraz wrócą do  domu. Mały będzie zachwycony, że już jesteś w domu. On jest najszczęśliwszy gdy jesteśmy wszyscy w komplecie. Zaraz ci sprawozda dokładnie  co było na spacerze - dowiesz  się wszystkiego ze  szczegółami. Nic się przed jego wzrokiem nie ukryje -wszystko wypatrzy. Ostatnio mi doniósł, że dziadek Jacek ma nowe buty, "takie sportowe, ciemne z grubymi sznurowadłami". On zawsze  wie, czy mam umalowane oczy czy tylko tusz na rzęsach. I bardzo lubi podglądać gdy się maluję. I nie lubi gdy maluję usta błyszczykiem, bo wtedy one  się lepią, lubi gdy tylko je delikatnie zaznaczam konturówką i smaruję balsamem. I na pewno już po drodze wypatrzy, że twój samochód stoi na parkingu. Śmiejemy  się z Aliną, że rośnie nam detektyw albo szpieg. A jaki się zrobił opiekuńczy dla Tadzia - jak mamy przechodzić przez jezdnię to już 10 m wcześniej mówi do niego, żeby dał rękę mamie bo zaraz będzie  jezdnia. On oczywiście też mi daje swą łapinkę. A na placu zabaw tylko nasze  dzieci się nie wydzierają do nas z daleka, tylko wpierw przybiegają i mówią co potrzebują. Ciekawa jestem czy Paweł zdecydowałby  się na wyjazd. Dostał do pomocy jakiegoś nawiedzonego i na  wszelki wypadek rozmawia z nim tylko na tematy służbowe bo mu się facet nie podoba. Jacek go pochwalił, bo jest tak samo zachwycony ostatnią ekipą jak i my. I cieszy się bardzo  z tego że jest już na emeryturze i z tego, że Paweł już nie jest w Akademii. Bardzo przeżył wynik ostatnich wyborów. 

W dwadzieścia minut później wrócił tata z Alkiem. Kazik został w związku z tym witany z takim dzikim entuzjazmem jakby go dziecko nie widziało co najmniej od miesiąca i zaraz zaczęło się sprawozdanie z wydarzeń na spacerze. Mamuniu - relacjonował Alek - a Rafał wpadł do kałuży, takiej głębokiej i mu się woda nalała do buta, ale nic mamie na początku nie powiedział, ale potem mu było zimno w nogi i się przyznał i mama na niego nakrzyczała i dała mu klapa. Synku, a co to za Rafał?- spytała Teresa. On mieszka w naszym bloku, na jedenastym piętrze - doinformował Teresę Alek. I zaraz zabrała go mama do domu a on nie chciał iść, bo jest na placu  taka karuzela dla dzieci. Ale dziadkowie nam nie pozwolili na niej siadać bo była  zabłocona. No i to taka kiepska karuzela, bo ktoś musi ją popychać. To nie jest taka jak ta z konikami w Wesołym Miasteczku, co jeździ sama. No i bardzo dobrze, że dziadkowie nie pozwolili wam na  niej jeździć. A ciocia Alina ma nową czapkę i bardzo się złościła bo ta czapka jest za duża  i musiała ją dwa razy wywinąć i wtedy jej wiało w uszy i dziadek Jacek zrobił kulkę z dwóch chusteczek, włożył do czapki i zapiął w czapce kulkę i wtedy już wystarczyło jedno zawinięcie. No to świetnie, że był dziadek Jacek, bo dziadek Jacek jest bardzo zaradnym człowiekiem. Kazika z lekka skręcało ze śmiechu, ale starał się zachować pełną powagę.

No to teraz zjemy jakiś lunch. Dziś jest pilaw z warzywami - zapowiedziała Teresa. Ja bardzo lubię taki ryż- zapewnił Teresę Alek. A Kazik dodał - wszyscy w tym domu lubimy taki ryż, nie tylko ty.

A w weekend zostaniesz  w domciu sam z dziadkiem , bo my z mamusią musimy pojechać do Berlina- mamy kilka spraw do załatwienia - wyjedziemy w piątek  bardzo wcześnie rano, gdy jeszcze będziesz spał i wrócimy w niedzielę późnym popołudniem.  A dlaczego ja nie  mogę z wami pojechać? Będę grzeczny. Wiem, że będziesz grzeczny, ale my będziemy tam bardzo zajęci  oboje, a  dzieci wujka  Kurta mają w sobotę zajęcia sportowe  i nie będą się mogły  z tobą bawić. Siedziałbyś sam u nich domu. A jesteś jeszcze za mały na to, by siedzieć samemu w domu bez osoby dorosłej- wyjaśnił dziecku Kazik.

                                                                    c.d.n.