środa, 6 grudnia 2023

Córeczka tatusia - 51

 W poniedziałek, pomimo protestów Wojtka, Marta pojechała z teściem na te jego badania. Przezornie  wzięła  ze sobą  dla niego kanapki i dwie  butelki wody mineralnej niegazowanej. A ty będziesz cały czas przy mnie?- dopytywał  się teść. Nie, w trakcie badania to na pewno nie będę, ale będę  cały czas pod gabinetem. Gdy przyjedziemy to tak jak mówiła ta babka  w rejestracji - posadzę  cię pod gabinetem, który jest na I piętrze i pójdę do rejestracji, a stamtąd  wrócę do ciebie. 

Rano  sprawdziła czy ojciec ma  skarpetki bezuciskowe i nie za ciasną gumkę w talii swoich bokserek. Teść był przejęty a Marta się martwiła  jak  się będzie  czuł po tym badaniu  bo z opowieści tych co już mieli angiografię to wyglądało to dość hardcorowo, z tym że tamte osoby nie  miały angiografii bezinwazyjnej bo jeszcze nie było takiej nowoczesnej aparatury.

Pod Instytut zajechali za kwadrans ósma i......pilnowacz nieomal  wskoczył Marcie pod koła  bo, jak zaraz jej powiedział,  "trzymał dla niej  miejsce". Marta podziękowała, poprosiła  go jeszcze  by trzymał kciuki za jej tatusia, zaparkowała  i poszli do Instytutu. Marta odstawiła ojca pod gabinet, sama  zaniosła "świstek" do rejestracji, została pochwalona, że już przyjechali i  że ojciec  już siedzi pod gabinetem  zabiegowym, więc automatycznie będzie  pierwszy. Marta była nieco zdenerwowana, ale sympatyczna dziewczyna powiedziała, żeby się nie  denerwowała, bo to nie będzie wkłucie w tętnicę udową lub inną  a wkłucie  tylko w żyłę.  A na kontrast to niewiele osób ma uczulenie poza alergikami, którym nieomal wszystko szkodzi.  

Marta poszła pod gabinet  zabiegowy i powiedziała ojcu, że na  szczęście  nie będzie wkłucia w tętnicę udową lub inną, bo gdyby  było to musiałby zostać ze dwa lub trzy  dni w szpitalu, a tak to po  badaniu będą mogli jechać do domu. Zaraz  też wysłała  wiadomość do Wojtka, że już są pod zabiegowym i że nie będzie wkłuwania się w którąkolwiek tętnicę. A wynik badania będzie do odbioru za kilka dni. Wojtek odpisał, by tam gdzie wydają wyniki wpisać jego dane, bo to on je odbierze,   bo  nie ma problemu by wyjść z pracy gdy nie prowadzi danego dnia wykładów.

Teść gdy już  wchodził do gabinetu wezwany przez  pielęgniarkę  miał nieco przerażony wyraz twarzy a Marta upewniła go tylko, że będzie  cały czas pod  gabinetem i że na pewno będzie  wszystko dobrze. Chwilę później pod gabinet podeszła jakaś kobieta i zapytała  się czy Marta czeka w kolejce do tego gabinetu - Marta jej wyjaśniła, że nie. Kobieta  była  wyraźnie przerażona  czekającym ją badaniem i chciała koniecznie  rozmową z Martą rozładować swój strach, ale Marta wcale a wcale nie była w nastroju do rozmowy. 

Po blisko godzinie pielęgniarka poprosiła do gabinetu Martę - lekarz  się z nią przywitał i na "dzień dobry" poinformował ją, że badanie  wykazało, że ojciec jest po niewielkim zawale.  To można mieć zawał i o tym nie wiedzieć? - zdziwiła  się Marta. Można - przy lekkim  zawale lekarz internista może objawy pomylić z  silnym zapaleniem oskrzeli i moim  zdaniem tu właśnie  miało to miejsce. A na EKG to nie wychodzi?   Czasem nie wychodzi. No a co teraz będzie?- spytała Marta. 

Teraz będzie pani tatuś pod naszą opieką. Zmienimy lek na  nadciśnienie, wyślemy pana do sanatorium  specjalistycznego, tam się nauczy żyć z pozawałowym sercem. Dobrze, że już pracuje  tylko na pół etatu i że źródło utrapienia już nie ma z tatusiem kontaktu. Powinien codziennie chodzić na  spacery poza dniami gdy mróz już dochodzi do  -10 stopni, lub upał jest powyżej +25 stopni,  słońce pełne w porze letniej też nie jest  wskazane. Dobrze  byłoby gdyby tatuś teraz pojechał  do sanatorium - teraz to jeszcze mało atrakcyjna pora, więc powinny być miejsca. A poza tym to tam jest trochę prywatnych kwater w pobliżu tego sanatorium. Wielu pacjentów  woli mieszkać prywatnie a do sanatorium tylko przychodzić na posiłki i przepisane zabiegi.   

Lekarz, który pana do nas skierował  trafnie rozpoznał sytuację. Skierowanie będzie do odbioru  razem z opisem wyników badania. Przy okazji pobraliśmy i krew do badania. Powinien  pan  zawsze  mieć przy sobie to badanie krwi niczym kierowca rajdowy.  Bo w tych chorobach  serca to i 15 minut zwłoki może mieć tragiczny skutek. Ale ogólnie to nie jest jeszcze  z panem źle. I chyba  nie wymęczyliśmy pana za bardzo - mam nadzieję.  Nie, nie  czuję się źle po tym badaniu  - powiedział ojciec. Chociaż,  nie ukrywam, że trochę się bałem.

Gdy wyszli z  gabinetu pacjentka  która czekała na badanie bardzo  uważnie przyjrzała  się ojcu, ale Marta miała minę z gatunku "bez kija  nie podchodź"  i pacjentka tylko bezgłośnie otworzyła usta i  szybko   je zamknęła.   Podeszli jeszcze do okienka rejestracji i ojciec poprosił by dopięto do jego karty informację , że wyniki odbierze syn. 

Pilnowacz ucieszył się bardzo, że "starszy pan" nie został w szpitalu, Marta wcisnęła mu w rękę 2 monety i powiedziała - dobrze pan te kciuki trzymał, nie trzeba na  razie kłaść taty do szpitala.  Ile mu dałaś? spytał potem  teść. Dychę. Ojciec  westchnął - ty to wszystkich rozpieszczasz. Nie  rozpieszczam- ja po prostu robię to co mi  się opłaca. A poza tym nie  rozumiem co masz na myśli mówiąc, że  wszystkich rozpieszczam. Po prostu uważam, że lepiej ludzi rozpieszczać niż z nimi wojny toczyć. Ty tato też nas rozpieszczasz, bo nam obiadki  gotujesz, chociaż jest jasne jak  słońce, że mogłabym to robić  sama, bo co jak co,  ale gotować umiem. A Wojtek też potrafi gotować.  Mnie po prostu często żal tych różnych "wykolejeńców" bo najczęściej wszystkie uzależnienia powstają w okresie wczesnej młodości i często ich źródło jest jeszcze w  dzieciństwie. Nie każdy z nas miał szczęśliwe dzieciństwo i odpowiedzialnych i mądrych rodziców.

Ponieważ ojciec nie  chciał zjeść w poczekalni, pojechali prosto do  domu. Zjedli razem śniadanie, Marta poprosiła  by tego dnia ojciec wypił ze 2 litry wody, żeby jak najprędzej wypłukać z organizmu kontrast. Ojciec  się trochę  zastanawiał czy ma pojechać  do pracy  czy nie, ale Marta mu odradziła i że zamiast do pracy to mogą pójść do kwiaciarni po Misię i z nią razem pokrążyć  po  spokojnych osiedlowych ulicach. A wracając   zrobią niewielkie zakupy, a potem to ona się trochę pouczy a tata może spokojnie poleżeć i poczytać. Przejrzą też na internecie  jak  się prezentuje Nałęczów i jak się tam jedzie, bo jakoś jak dotąd to nigdy tam nie  byli.  Poczytają opinie kuracjuszy, a ojciec orzekł, że on woli dopłacić do tego  biznesu i mieszkać prywatnie a nie  w sanatorium. A Marta stwierdziła, że mogą  się nawet wybrać w sobotę lub  niedzielę na rekonesans i wszystko zobaczyć na  miejscu. Bardzo się ojcu ten projekt  spodobał.

Tato - ile razy będziesz w nieco gorszym nastroju to wtedy najzwyczajniej w świecie nocuj u nas - jest wystarczająca ilość pokoi i w niczym nam twoja obecność  nie przeszkadza. Jak sam widzisz stan psychiczny też ma  znaczenie. Już nawet trwają badania nad powiązaniem  umysł - serce.  No i gdy będziesz się nieco gorzej  czuł pod jakimkolwiek względem to zaraz masz mnie lub Wojtkowi to powiedzieć. Nie  chcę cię ciągle  wypytywać jak  się czujesz, bo to będzie dla ciebie mało fajne,  po prostu  jeśli tylko coś ci  się wyda dziwne lub nietypowe w twoim samopoczuciu to od  razu to zgłoś mnie lub Wojtkowi. Jak sam widzisz przeszedłeś zawał i jakiś durny konował go nie rozpoznał. I jakbyś zaczął kaszleć i odczuwać jakiś ból w klatce piersiowej tak mniej więcej w odległości szerokości dwóch dłoni poniżej nasady szyi  na środku to musisz to natychmiast nam zgłosić.  No przecież serce jest  po lewej stronie - stwierdził tata. Teoretycznie tak, a praktycznie po lewej stronie  mostka. I dlatego leżenie na lewym  boku nie  szkodzi sercu i do operacji tną  mostek, a nie przecinają żeber po lewej stronie. 

Tak naprawdę to podziwiam kardiochirurgów i nawet nie  dziwię się, że najczęściej to nieco zarozumialcy i mają  się za lepszych chirurgów od innych. Ja w ogóle tak naprawdę podziwiam wszystkich chirurgów - to jednak potrzeba sporo odwagi by majstrować we wnętrzu żywego organizmu. Andrzej - ten lekarz, który skierował  cię na operację do swego kolegi, to choć operuje codziennie to twierdzi, że przed każdym pierwszym cięciem czuje się tak, jakby  to była jego pierwsza operacja  w życiu, choć każdy planowy  zabieg ma wcześniej przemyślany. Tyle  tylko, że każdy pacjent to w pewnym sensie terra incognita, wszak nikt nie jest przezroczysty i dopóki nie rozkroisz to nie wiesz co ma  w środku i w jakim stanie. Tak zupełnie szczerze - znamy się z Wojtkiem od wielu lat, a pomimo tego czasem zaskakują nas wzajemnie nasze  reakcje na różne  sprawy.  Na  szczęście oboje nauczyliśmy się przez te lata nie  ukrywać tego co nas dziwi lub się nie podoba. Nadal mamy wobec  siebie tę dziecięcą szczerość i chyba dzięki temu wszystko między nami dobrze  się układa.

Wojtek w 100%  zaakceptował weekendowy wyjazd do Nałęczowa i postanowili pojechać tam w  sobotę. Pati była kilka  razy w Nałęczowie, raz na wczasach a innym  razem odwiedzała  koleżankę, która tam była na leczeniu  sanatoryjnym. Ładny ten Nałęczów- stwierdziła-  rozbudował się a z uwagi na klimat wszystkie  sanatoria  przyjmują teraz  głównie  sercowców. No nie  wiem, czy to dobry pomysł by twój teść mieszkał poza  sanatorium- jeśli dopłaci do tego co oferuje  ZUS to na pewno dostanie pojedynczy pokój. Tam powstała masa nowych sanatoriów a  te starsze są odremontowane i sporo jest pokoi jednoosobowych. Jest tam  też kilka  Szpitali Uzdrowiskowych i to bardzo dobra  sprawa, bo jednak sporo jest osób po operacjach kardiologicznych i tam dochodzą do zdrowia. No oczywiście  po operacji raczej nikt nie  zatańczy w balecie nawet po pobycie  w takim szpitalu, ale przynajmniej będzie  miał dobre warunki do rekonwalescencji.  

Dobrze Martuniu, że wysłałaś teścia  na te badania do kardiologa. Trochę mnie  dziwi, że nie  wyszło twojemu teściowi na EKG, że miał zawał. No ale jednak coś się temu lekarzowi nie spodobało w tym jego  sercu, skoro go wysłał do Instytutu. Ale znam kogoś, u którego na SORze  nie rozpoznano zawału w trakcie jego trwania i dopiero  gdy któryś z lekarzy wpadł na pomysł, by zrobić badanie  USG przezprzełykowe okazało się, że jest zawał i facet natychmiast wylądował na stole operacyjnym.  I co? - zapytała Marta. No i uratowali faceta. Tylko nie wiem po co, bo jak chlał tak nadal chleje. Tyle  tylko,  że zamiast wódką  zapija  się czerwonym winem. Teraz to podobno pije  z rozpaczy, bo mu żona umarła, a tak dokładnie to sama sobie pomogła by umrzeć. To okropne - stwierdziła Marta. Nooo, okropne - zgodziła się  z nią Pati.  Ale ona nie potrafiła od niego odejść bo wciąż miała nadzieję, że on się zmieni i przestanie pić. Naiwność ludzka jest bezgraniczna. A do tego Nałęczowa nie bierzcie Misi, zostanie u nas.

Gdy Marta z Wojtkiem  wracali do  domu zahaczyli o Delikatesy i Marta powiedziała - spójrz - najdłuższa kolejka jest do  działu, w którym jest sprzedawany alkohol. Dobrze, że mamy jeszcze   w domu czekoladę. Pomyślałam, że może byłoby dla  twego taty dobrze, by trochę pomieszkał z nami - bo nie mogę  się  oprzeć wrażeniu, że jest trochę przerażony. Mamy przecież cztery pokoje, więc się spokojnie pomieścimy. Mieściliśmy się z moim tatą to i z twoim się pomieścimy. A jak wróci z sanatorium to już będzie na pewno w lepszej kondycji psychicznej. A do czasu jego wyjazdu to będziemy przygotowywać więcej "gotowców" by nie sterczał przy garnkach.  Mam nadzieję, że twoja mama nie nawiedzi nas szybko. Bo jak na razie to kontakt  z nią  wyraźnie  szkodzi twemu tacie  na  zdrowiu. 

Wojtek chwilkę milczał i powiedział - a jesteś pewna, że nie będziesz się czuła skrępowana jego pobytem?  Nie, nie będę skrępowana, bo jak zapewne zauważyłeś nie mam zwyczaju biegać nago po mieszkaniu, a twój tata dba o porządek i nie rozrzuca wszędzie  swoich rzeczy. Misia już go w pełni zaakceptowała. W tej drugiej sypialni szafa jest prawie  pusta. Podleczy się w tym sanatorium i na pewno  dojdzie  do siebie. Ta heca z matką naprawdę  mu zaszkodziła. Pomożemy mu tylko w zabraniu jakichś  rzeczy z jego mieszkania, żeby sam tego nie  taszczył do i z  samochodu. Wojtek objął Martę i powiedział - też o tym myślałem a ty to zaproponowałaś. Ja dziś  zatelefonuję do matki i powiem jej by przypadkiem znów nas nie nawiedziła.

Marta uśmiechnęła  się - tylko na nią nie krzycz, bo krzyk jest i prowokacją i jednocześnie w pewnym  stopniu wyrazem bezradności. A my wszak nie jesteśmy bezradni. Trochę  szkoda, że musimy  czekać na to skierowanie, ale tak jest  zawsze- jedni prowadzą badania a inni potem opisują wyniki.

                                                              c.d.n.


poniedziałek, 4 grudnia 2023

Córeczka tatusia - 50

 Czegoś nie  rozumiem - powiedziała Marta do męża - twój tata ma pojechać do tego Instytutu Kardiologii żeby dostarczyć skierowanie i żeby mu wyznaczyli termin badań a jednocześnie ta recepcjonistka, jak twierdzi tata, złapała mu jakiś termin. I tak siedzę i  zastanawiam się kto ma  świra- recepcjonistka,   tata czy ja.  Bo na  zdrowy babski rozum to skierowanie powinno być przesłane mailem z tej naszej przychodni do Instytutu i odpowiedź powinna zawierać termin badania i wyszczególnienie jak pacjent powinien się do niego przygotować. W byle budzie z plackami kartoflanymi nad polskim  morzem są komputery lub inne tego rodzaju ustrojstwa. A jakby tata  miał kłopoty z poruszaniem  się to też musiałby drałować do tego Anina by wręczyć swoje  skierowanie? Oczywiście pojadę z tatą, to żaden problem, tylko nie mogę pojąć dlaczego zawsze pacjent ma  w zębach  aportować skierowanie. Ciągle jesteśmy bliżej Dalekiego Wschodu  niż Zachodu tuż za miedzą i to mnie  złości. 

Nie wiem Kochanie, mam zerowe kontakty ze służbą zdrowia od strony organizacji jej pracy- sądząc "z oglądu" to każda przychodnia ma komputery, ale nie mam pojęcia czy po prostu cały system służby  zdrowia jest dobrze  zorganizowany. Ale już się spotkałem z opinią osób, które w pracy muszą pewne czynności wykonywać na komputerze, że owszem komputer rzecz fajna bo można  sobie pograć w jakąś grę, ale pracować  się nie da i tu następowała wyliczanka co się  w danej instytucji nie da na komputerze zrobić. No i wszyscy narzekali, że szkolenia niewiele im  dały i mają problemy z obsługą. I narzekały nie tylko panie w wieku  bliskim emerytury ale i całkiem młode osoby. Jeżeli trzydziestoparoletnia osoba  mówi, że komputer ją męczy bo druk jest  za mały i oczy się jej męczą, to znaczy, że po prostu były  źle prowadzone szkolenia na tym sprzęcie, skoro ona nie ma pojęcia jak sobie "literki powiększyć."

Zgodnie  z zaleceniem by dostarczyć skierowanie Marta "zapakowała" do swego  samochodu  teścia, dopilnowała by miał wszystkie  swoje  dokumenty razem z papierami z operacji usunięcia stercza jak i z wynikami badań kontrolnych po operacji. Teść się nie mógł nadziwić po co to bierze. ale Marta mu wytłumaczyła, że to jedyne EKG, które miał ostatnio robione, więc może się przyda by ocenić czy nastąpiły jakieś  zmiany. Oczywiście na parkingu przy Instytucie  nie było miejsc, ale zaraz przybiegł do nich jakiś "ciuch" jak go określił teść i  zaoferował miejsce na chodniku i oczywiście  swoją usługę w charakterze  dozorcy. Teść był zgorszony a Marta tylko się  roześmiała, mówiąc, że to  w stolicy normalne, zawsze pełno takich chętnych i w samym  centrum miasta przy Dworcu Centralnym.  Marta wzięła od teścia to skierowanie i podeszła do rejestracji mówiąc - miałam dostarczyć skierowanie mego ojca, mam ze sobą i skierowanie i ojca i podała pani w okienku skierowanie. Pani zerknęła na świstek, potem powiedziała  do koleżanki - zobacz  doktor  N-ski przysłał nam pacjenta, ty chyba  z nimi wczoraj rozmawiałaś. Koleżanka  wyszczerzyła  zęby w uśmiechu i powiedziała - pewnie tęskni za nami, a potem zwróciła  się  do Marty - czy pacjent może przyjechać na godzinę 8,30?. Oczywiście- powiedziała Marta, przywiozę tatę. Czy ma  być na czczo? O tak, byłoby  dobrze bo na pewno pobierzemy krew do badania.

W takim razie zapraszam  w poniedziałek na 8,30. Jeśli pani tatuś ma jakieś wyniki badań z ostatnich 3  miesięcy to proszę przywieźć.  Marta  zabrała kartkę z  zapisaną datą i godziną wizyty oraz numerem gabinetu i została pouczona, że tatusia posadzi przed gabinetem a  sama przyniesie do rejestracji tę kartkę. Marta podziękowała, zabrała  kartkę i razem z teściem powędrowała do swego samochodu, przy którym faktycznie  stał ów "ciuch". Ojej - zdziwił  się  "dozorca-amator"- tak krótko? No dziś krótko,  ale a w poniedziałek pewnie będzie dużo dłużej - powiedziała Marta- bo będą badania. A ile jestem panu winna za to pilnowanie? Tylko  dwa złote. Marta  skinęła głową i wcisnęła mu w rękę 5 zł. "Ciuch" zgiął się w ukłonie i powiedział- pani to jest prawdziwa dama i zna  się na rzeczy. W poniedziałek też popilnuję pani samochodu. A jak się jeździ tym samochodzikiem?  Bardzo dobrze - jestem  z niego  zadowolona- powiedziała Marta. Gdy wyczołgała  się  z tego  miejsca "ciuch" jeszcze raz się ukłonił a potem pokiwał dłonią na pożegnanie.  Teść zerknął na  nią i powiedział - jesteś niesamowita!- ja to bym przepędził tego pijaczka.  Co on wyplata o pilnowaniu!  Tato, ja  wiem, że to nałogowy alkoholik i że zaraz przechleje tę forsę, ale gdy pilnuje to wtedy nie pije. Pilnuje tego,  by ci stojący obok wycofując  się nie porysowali mi samochodu. Pilnowacze stają wtedy pomiędzy naszymi  samochodami  i wtedy mnie inny nie zawadzi. To ich jedyna praca- nikt ich nigdzie nie  zatrudni.  No i nikt mi się do samochodu  nie  włamie. I tak jest to tańsze niż regularny parking.

Rozległy ten Instytut- stwierdził teść. No, spory.Na  szczęście  nie machnęli  tu wieżowca. Jak skończą te roboty  drogowe to będzie świetny dojazd od nas.  Dobry jest ten  Most Siekierkowski - stwierdziła Marta. Tyle  tylko, że nieco za szybko nim ludzie jeżdżą - tu jest dozwolona  "osiemdziesiątka", której ja  nie przekroczyłam i wszyscy  mnie  wyprzedzali, ale ja mam ten  zwyczaj, że nie przekraczam dozwolonej szybkości. Zresztą to mały samochód i tym samym  dość lekki. Gdy jeździmy Wojtka samochodem to też nie  żyłujemy prędkości - jeszcze nam życie  miłe.  Poza tym nie mam  zamiaru dotować policji  swoimi mandatami.

A ja pierwszy raz jadę tym mostem - stwierdził teść. To się pociesz, że ja też zbyt często nim nie jeżdżę, bo mnie pasuje  Most Łazienkowski. A widziałeś,  że tu komuś inwencji zabrakło i te uliczki równoległe przed dojazdem do Alpejskiej, przy której jest Instytut,  mają nazwę Poprzeczna  i są ponumerowane? Przy III Poprzecznej miałam wrażenie że  zabłądziłam.  A jakoś nie zwróciłem na to uwagi, patrzyłem raczej na stan domów. Sporo jest starych,  ale zadbanych.

Tato, a ty jadłeś rano śniadanie?  Nie, jakoś za rano mi było. No to w takim  razie zjemy razem  śniadanie bo ja też nie  jadłam. Mam mrożone czarne jagody, więc  zrobimy  sobie omlet z jagodami. Wrzucę je na moment do mikrofalówki i się rozmrożą. Możemy je  sobie "popsikać" niezdrową bitą śmietaną. A dlaczego ta śmietana jest niezdrowa? - zdziwił się teść. Bo pewnie jest z cukrem a cukier jest wysokokaloryczny a więc szkodliwy. Nie rozumiem tylko dlaczego ktoś nie napisze otwartym tekstem, że  po prostu życie jest szkodliwe. Czy będę używała cukier  czy nie to i tak umrę. I jest mi generalnie zupełnie obojętne czy umrę od jedzenia  cukru czy od tego skażonego powietrza warszawskiego. Oboje z Wojtkiem nie świrujemy z jakimiś dietami. Gdy dojechali do domu Marta wysłała  wiadomość do Wojtka, że już wrócili i w poniedziałek będzie ciąg  dalszy.

Po śniadaniu wypili jeszcze razem kawę, a teść przekonywał Martę, że w poniedziałek może  sam pojechać do Instytutu Kardiologii, ale Marta mu wytłumaczyła, że nie ma takiej opcji, bo będzie na czczo, będzie  miał pobieraną krew i tu na tym świstku to ona  widzi, że będzie bezinwazyjna  angiografia,  czyli tomografia komputerowa żył i tętnic, czyli będzie podany kontrast i " jak amen  w pacierzu" to wszystko nie będzie krótko trwało i chociaż jest to tak  zwane badanie nie inwazyjne to i tak będzie przy nim dwóch lekarzy, czyli kardiolog i anestezjolog.  A skąd ty to wszystko wiesz? - zdziwił  się teść. Z książek tatku - kosmetologia jest działem  medycyny estetycznej i mamy sporo wiadomości z medycyny. Co prawda kosmetolog dba o zdrowie i estetykę skóry, ale zawsze bezinwazyjnie, nie  naruszając jej powłoki  w sposób krwawy, ale  tak przy okazji łyka  się  wiele innych wiadomości z medycyny. Jako kosmetolog nie będę nigdy zszywała skóry pacjenta, ale znam rodzaje nici chirurgicznych. Taką  wiedzę łyka  się przy okazji- nie znaczy to, że wszyscy ją  łykają, ale sporo osób tak. 

A czemu nie poszłaś w takim razie na medycynę?  Chyba jestem za mało ambitna - zawód lekarza jest bardzo wymagający i trzeba mu się bez reszty poświęcić. Sześć lat studiów a potem drugie  sześć by zrobić specjalizację. A ja chcę mieć jak zwykła baba - męża i dziecko. I chcę to dziecko sama, po swojemu wychować a nie żeby było hodowane przez żłobek, przedszkole i szkolną świetlicę, lub jakąś babcię czy wynajmowaną niańkę. I chcę mieć czas dla własnego męża i dla dziecka. A- nie wiem czy wiesz- Wojtek to popiera. Będąc kosmetologiem mogę  spokojnie pracować na 1/2 etatu - nie  muszę mieć dyżurów.  Jak widzisz jestem mało współczesną dziewczyną. I nie mam zwyczaju by wszystkim wciskać ciemnotę, że jestem równie  silna i mądra jak mój mężczyzna. Nie ukrywam, że dla mnie informatyka to niemal czarna magia. Nie ukrywam  też, że lubię  niczym  stara babcia robić na  drutach lub  szydełku, lubię być po prostu stuprocentową kobietą w nieco starym  stylu. Umiem zmienić w razie konieczności koło w  samochodzie, ale nie jest to moje hobby i zawsze  zostawiam to facetowi. Ja po prostu w pewnym sensie nie przystaję do dzisiejszych czasów.  Moda to mnie obchodzi tyle co zeszłoroczny śnieg- chociaż lubię oglądać w telewizji pokazy mody haute couture, bo na ogół są wtedy prezentowane piękne materiały i zawsze te kolekcje  są "odlotowe"- takie  w sam  raz do popatrzenia a nie do noszenia.

Teść przyglądał się jej uważnie i w końcu powiedział - to nic dziwnego, że Wojtek świata poza  tobą nie widzi. Gdybym był na jego miejscu też by tak było. Oddajesz  Bogu co boskie i cesarzowi co cesarskie. Masz córeczko pełne  moje poparcie. Naprawdę jestem szczęśliwy, że jesteś jego żoną. I jestem wciąż pełen podziwu dla twego ojca -nie zrobił może wielkiej kariery zawodowej ale wychował cię wspaniale. I ogromnie się cieszę, że nie jest sam, bo Patrycja, podobnie jak ty, jest wspaniałą kobietą. Zazdroszczę mu i ciebie i Patrycji. I jestem dumny, że jesteś moją  synową i mam ogromną frajdę, gdy mówię do ciebie "córeczko".

Mnie się marzyło by mieć dwoje dzieci, ale Wojtuś był strasznym "rozdarciuchem" - ciągle płakał i gdy pomyślałem, że kolejne też tak by się darło - odpuściłem. Z perspektywy czasu widzę, że oboje nie byliśmy  jeszcze przygotowani na dziecko a jego płacz przyprawiał nas o drgawki. Jego własna matka nie bardzo wiedziała dlaczego on płacze a były wtedy jakieś głupie  "poradniki" według których nie należało się płaczem dzieciaka przejmować. Niemowlak miał być najedzony, przewinięty a między karmieniami spać. Była nawet u nas "niania", ale się panie pokłóciły i odeszła. Potem tylko słyszałem cały  czas wyrzuty, że niańka rozwydrzyła Wojtka. A potem byliśmy na placówce i tam też  była niania i Wojtek był do niej bardzo przywiązany. Nie pamiętam cię córeczko z podstawówki, ale  wiem, że twój ojciec nie pojechał na placówkę, bo musiałby przez kilka  pierwszych miesięcy zostawić cię tu z twoją matką, a ona- przykro mi to mówić- nie była  zbyt odpowiedzialną osobą.

No nie była - potwierdziła Marta- prawie  zawsze  wracałam do pustego mieszkania.Nie wiem co się wydarzyło, bo mi szczegółów tata nigdy nie powiedział, ale wystąpił o rozwód i byłam z tego powodu szczęśliwa. Ona mnie  chyba nienawidziła. A my z Wojtkiem już  wtedy się przyjaźniliśmy. A potem oboje cierpieliśmy gdy pojechaliście do Austrii. Nie wierzyłam że Wojtek  wróci do Polski, że wróci do mnie. Ale jednak wrócił.  Zdaje  mi się, że niewiele takich szczeniackich miłości kończy  się małżeństwem. Jesteśmy z Wojtkiem jakimś wybrykiem  natury. Ale jesteście  cudownym  wybrykiem natury - kocham  was oboje - cicho powiedział teść.

                                                               c.d.n.


niedziela, 3 grudnia 2023

Córeczka tatusia - 49

 Zgodnie z życzeniem Marty  teść został na tę noc u nich. A że tym razem poszedł wcześnie  spać, a nie jak  zwykle po północy, to wstał jeszcze przed młodymi. Strasznie go korciło by im przygotować śniadanie, ale się powstrzymał bo nie  bardzo wiedział  co dokładnie miałby im przygotować.  Siedział w kuchni i oglądał dokładnie podwórko.Przyszło mu na myśl, że pierwszy raz od chwili rozwodu on czuje  się spokojny i.......szczęśliwy. To dzięki temu, że mam dobry kontakt  z dziećmi - jakie  to szczęście,  że oni się kochają i rozumieją. A Wojtek przy niej stał się uważniejszy i o byle  co kopii nie kruszy. I dobrze, że wyjechałem z Austrii, będę  się starał im pomagać. Przecież kiedyś będą mieli  dziecko, więc jeszcze im  się na coś przydam.  Przypomniał sobie, że miał zamówić  sobie  wizytę w klinice, więc zatelefonował. Recepcja już działała  i ku jego ogromnemu  zdumieniu recepcjonistka zapisała go na  następny dzień na wizytę u kardiologa.  No tak - pomyślał - coś za coś - abonament tani nie jest, ale przynajmniej  można bez problemu dostać  się  do lekarza.

Gdy młodzi  wyszli  z  domu zastanowił  się  chwilę  czy ma  wszystko by ugotować obiad, spisał  sobie wszystko co powinien  dokupić, szybko zrobił zakupy w pobliskim  kiosku  warzywno- owocowym i zabrał  się za gotowanie  obiadu. Gotując rozmyślał o  tym, że wreszcie  może się  wyżyć kulinarnie i że  to gotowanie  sprawia  mu o wiele  więcej satysfakcji niż  to  wszystko co robi w  wyuczonym  zawodzie. Wręcz żałował, że nie jest ze 20 lat młodszy, bo wtedy wyjechałby z Warszawy do jakiejś miejscowości o walorach wypoczynkowych i prowadziłby tam jakąś małą restaurację, czy też bar. Ale od  razu przyszło mu na myśl, że  wtedy nie mógłby być razem z Wojtkiem i Martą i raczej  niezbyt często  by ich  widywał. Około godziny 13,00 pojechał do swojej "normalnej" pracy.  

Tegoroczna wiosna była bardzo  chłodna a na dodatek  mokra. A drugiego majowego dnia, po pierwszomajowym deszczowym dniu Warszawę spowiła....regularna  śnieżyca. Na  szczęście  nie  bladym świtem gdy  naród podążał nieco zaspany do  swych miejsc  pracy ale niemal w  samo południe. Starsi ludzie zaraz  zaczęli wspominki, że w roku, w którym umarł Piłsudski właśnie  w maju padał śnieg, co było zgodne z jakąś przepowiednią pewnej wróżbiarki. Marta  z obojętną  miną  słuchała opowieści  swych zawsze  "wszystkowiedzących"  koleżanek  i tylko pomyślała, że bardzo  dobrze, że ma opony całoroczne. Po dwóch godzinach  lekkiego  zamieszania wszystko powróciło do normy, śnieg stopniał dość szybko i Marta wracała do  domu po wykładach  w pełnym słońcu, chociaż trudno było ten  dzień nazwać  ciepłym. Gdy padał  śnieg Wojtek natychmiast  wysłał żonie  wiadomość  by się tym śniegiem  nie  denerwowała, bo ma  całoroczne opony a mrozu to raczej  nie będzie. W odpowiedzi dostał tekst - "wiem kochanie, jesteś cudownym facetem, dziękuję". 

Tego dnia Marta miała  dość nieoczekiwanie  rozmowę z doradcą, która wytłumaczyła Marcie, że naprawdę nie ma potrzeby by Marta pisała pracę licencjacką, skoro postanowiła  kontynuować  naukę by mieć  magisterium. To samo usłyszała od kierownika laboratorium, w którym szybko poznano  się na  niej i traktowano ją poważnie widząc w niej przyszłego współpracownika.  Kierownik proponował nawet  Marcie  by przez okres  wakacji popracowała u  nich na połówce etatu, wszak  zawsze nieco podreperuje budżet domowy, ale Marta bardzo  serdecznie podziękowała i powiedziała, że ma różne zobowiązania rodzinne i  wolny czas  bardzo się  jej przyda. 

Ale proszę to jednak spokojnie przemyśleć- nie musi mi pani dawać odpowiedzi natychmiast- proszę to spokojnie przeanalizować, naradzić się z mężem, bo to byłaby tylko połówka etatu. I nie będzie pani  zatrudniona przy produkcji a w laboratorium badawczym- tłumaczył Marcie  szef laboratorium. Marta była mile  zaskoczona tą propozycją i obiecała, że  sprawę rozpatrzy i w ciągu tygodnia da odpowiedź. Na koniec kierownik poprosił by nie mówiła o tej propozycji swym koleżankom - to program "pilotażowy", a on  wie już z doświadczenia, że sporo ze  słuchaczek byłoby chętnych, tyle tylko, że on  nie potrzebuje do pracy rąk ale mózgi i jak na  razie to tylko ją  widzi w laboratorium. Możemy to tak zorganizować by pani nie  musiała przyjeżdżać  codziennie na cztery godziny, bo to byłoby jednak uciążliwe i myślę, że to nam po prostu wyjdzie  w trakcie pracy. No i taki staż ma  spore  znaczenie gdy pani już ukończy studia - kusił szef. 

Marta zaraz po skończonej rozmowie wysłała wiadomość do Wojtka - Wojtek oczywiście  w tym roku już nie miał wakacji  jak w czasach studenckich. Oczywiście nie odpisał zaraz, ale  w czasie przerwy i napisał, że jest z niej  dumny, że tak ją wysoko cenią. I że na pewno dobrze jej  doradzają, by jednak  nie pisała pracy licencjackiej, skoro będzie kontynuować studia na II stopniu. Na końcu było pytanie- a w jakim wieku jest ten pan szef produkcji?  Pytanie  wielce  rozbawiło Martę i odpisała - jest  w wieku naszych ojców i ma młodą żonę i nieduże dziecko, a pierwsza mu umarła - jak wieść gminna  niesie. I nie była nigdy studentką tej uczelni. W odpowiedzi dostała serduszko i tekst- "tęsknię  za tobą!!!". 

O tej propozycji Marta napisała jeszcze do swego taty a do teścia  wysłała zapytanie jak  się czuje, bo ten majowy śnieg  wiele osób przeraził. I że byłoby miło , gdyby następnego dnia po wizycie u kardiologa napisał co kardiolog  stwierdził. No i oczywiście będzie miło gdy do nich wdepnie po pracy i razem z nimi zje kolację. Teść odpowiedział, że czuje się dobrze i że na pewno nic groźnego nie  dzieje  się z jego sercem i aż mu głupio, że będzie kardiologowi  głowę zawracał swą osobą.

Ten zupełnie  niespodziewany atak zimy wielu osobom nie wyszedł na  zdrowie, zwłaszcza tym   które głównie patrzyły na datę  w kalendarzu  a nie  temperaturę na termometrze zaokiennym.Zaowocował ten niespodziewany atak  zimy przemoczonymi letnimi już butami i przemarznięciami pasażerów na przystankach komunikacji miejskiej. Następnego dnia na uczelni Marty była mniej więcej połowa  studentek i Marta pomyślała z wdzięcznością o Wojtku i  swoim tacie, którzy  "wmusili w nią" by jeździła na uczelnię samochodem.

Teść zaraz po wizycie u kardiologa napisał do "dzieci", że będzie  miał następne badania, bo jednak coś się w jego sercu kardiologowi nie podoba i będzie miał badania w Instytucie Kardiologii w Aninie i dostał pochwałę od kardiologa, że się do niego zgłosił, ale przecież ta pochwała należy się nie jemu tylko Marcie, bo to ona go wysłała do kardiologa. I od  razu pielęgniarka  złapała  mu termin w tymże Instytucie Kardiologii i  będzie tam  miał zapewne i dodatkowe badania, jeśli zajdzie taka potrzeba. A on tam jutro ma  się zgłosić ze skierowaniem i wyznaczą mu konkretny termin badania, bo wpierw musi go obejrzeć tamtejszy kardiolog.  

Marta stwierdziła, że to ona pojedzie  z teściem do Anina na te badania, bo jak opuści wykład to dziury w niebie  nie będzie a Wojtek to musiałby szukać  zastępstwa. Ona tylko zgłosi, że jej nie  będzie  danego  dnia i po sprawie - żaden problem - potem sobie uzupełni notatki. Tak jak nie było problemu z urwaniem  się na jego obronę. Bo ona ma nadzieję porozmawiać z owym lekarzem. Tylko powiemy, że jestem twoją  córką  a nie  synową  bo  medycy mają jakieś  dziwne przekonanie że synowa to ktoś obcy. Wojtek zgodził się  z nią w tym temacie, a teść powiedział - dla mnie jesteś córką, kocham  cię tak  samo jak Wojtka.

No ale do chirurga na badania to wysłaliście mnie z jej ojcem  a nie  z nią - przypomniał ojciec. No bo to dotyczyło innego twego narządu i zrobiliśmy to dlatego, żebyś się nie  czuł skrępowany gdybyś potrzebował jakiejś pomocy "technicznej" - wyjaśnił mu Wojtek. Ona to by się nie  zgorszyła  ani nie  zawstydziła,  ale zadbaliśmy po prostu o twój komfort psychiczny.  Poza tym miałeś dużo wypić już na  miejscu i chodzić po tym parku przyszpitalnym, więc mogło się zdarzyć, że musiałbyś się wysikać gdzieś pod drzewem do kaczki a ona nie miałaby jak cię zasłonić bo jest w porównaniu z tobą mała.  No tak, tak, nie pomyślałem. Marta objęła teścia i powiedziała - nie przejmuj się tata na  zapas, wszystko będzie  dobrze, wiem o co mam się pytać bo już poczytałam trochę o tych  sercowych  sprawach. Miałeś ten ostatni  rok trudny pod względem psychicznym a to ma niewątpliwie wpływ na pracę  serca i w ogóle  całego organizmu. Wszystko w naszych ciałach jest w  jakiś  sposób połączone  ale dopiero teraz, dzięki wciąż trwającym badaniom lekarze to odkrywają.  I to powiedzenie, że komuś pękło serce z rozpaczy wcale  nie było metaforą -  mógł po prostu nastąpić zawał, bo silne  emocje  mają wpływ na pracę  serca, na krążenie krwi. Cały nasz organizm to system naczyń połączonych

Wojtek od razu opowiedział też ojcu o tym, że Marta dostała propozycję pracy w wymiarze pół etatu w trakcie wakacji i to w pracach badawczych a nie przy produkcji. I że  szef laboratorium jeszcze pomyśli nad tym by nie musiała codziennie wpadać na te  4 godziny, bo na pół etacie to ona musiałaby pracować 4 godziny dziennie i jakoś to sobie inaczej poustawiają, żeby miała wolne piątki. A że to prace badawcze, to zawsze jest szansa jakoś to sobie  dobrze ustawić.  A mnie się już skończyły długie wakacje - tyle  tylko, że w czasie  wakacji nie  będę miał godzin dydaktycznych.  Ogólnie  to jestem zadowolony z tej pracy, chociaż na początku krzywiłem się wewnętrznie na temat doktoratu, ale mój profesor to facet z poczuciem humoru i co ciekawe ci sami ludzie oglądani z punktu widzenia  studenta i teraz jako "koledzy z pracy" to zupełnie inne egzemplarze. Może najmniejszą różnicę widzę w kontaktach z Michałem, który był moim promotorem i jeszcze  wtedy przeszliśmy "na ty". W hierarchii moich przyjaciół zajmuje  drugie  miejsce, zaraz po Andrzeju, z którym uważamy  się za braci. A teraz, to gdy już się skończą korowody i będzie wiadomo  kto będzie moim promotorem to odpadną mi regularne godziny dydaktyczne, zostanie  praca  naukowa a tylko czasami  w sytuacji podbramkowej będę miał godziny dydaktyczne w ramach  zastępstwa i to pojedyncze godziny i jak znam życie to najczęściej za Michała. Ale już opanowałem    jego hieroglify w  notatkach do wykładów. W sumie to  dość zgrana grupa. A cieszą  się z dokooptowania każdego nowego pracownika, bo  wciąż pokutuje pogląd, że praca ciężka a  zarobki "lekkie" i nikomu nie odpadnie kieszeń ani nie pęknie portfel z nadmiaru gotówki. A Michał i panie z dziekanatu już naplotły chyba  wszystkim na wydziale, że mam  bardzo fajną żonę i przystojnego teścia. No i będziemy  musieli w któryś weekend wpaść do Michała do domu. Bo on już tyle naopowiadał swej żonie o nas, że doszła  do wniosku, że byłoby miło gdybyśmy do  nich  wpadli.

Ledwie Wojtek skończył opowiadać gdy zadzwonił domowy telefon. Tata Marty powiedział, że  zaraz do nich  przyjdzie   razem z Misią, bo  psinka  skaleczyła  sobie na trawniku łapkę, zapewne  na kawałku szkła, Było rozbite  szkło koło trawnika to ojciec je zebrał i wyniósł do śmietnika, ale widocznie i na trawniku był wbity jakiś odłamek. Więc tata przyjdzie po psią książeczkę zdrowia i zabierze Misię do weterynarza. To my z nią podjedziemy do weterynarza, zadecydowała Marta. A u nas jest mój drugi tata, więc  sobie  spokojnie przez ten  czas porozmawiacie. Oooo, to fajnie, ucieszył się tata. Za 5 minut będę. Gdy tata Marty przyniósł Misię oboje aż  zatkało - na łapce tkwił opatrunek wielkości  średniej pomarańczy, a Misia usiłowała go pogryźć na kawałki. Marta i Wojtek  już nie dyskutowali tylko wzięli szybko Misię do samochodu i pojechali do prywatnej lecznicy weterynaryjnej. Na  szczęście  nie było kolejki i chociaż lekarz już  kończył dyżur to przyjął Misię. Marta założyła Misi medyczny kaganiec  i ją przytrzymywała  w trakcie zdejmowania tego dziwnego opatrunku, a lekarz wpierw się  zapytał czy Marta  aby nie  zemdleje  na  widok  krwi bo różnie to bywa z właścicielami pokaleczonych zwierzątek, ale Marta zapewniła go, że ona nie  z tych co mdleją. Misia dostała wpierw  zastrzyk  znieczulający, bo lekarz  stwierdził, że musi obejrzeć czy aby coś nie tkwi w tej  rance a to może Misię  zaboleć. Wpierw lekarz obejrzał pozostałe łapki i  spod jednego pazurków drugiej tylnej łapki usunął malutki okruch  szkła, a potem obejrzał dokładnie krwawiącą łapkę, zajrzał w to rozcięcie, pogrzebał w nim , potem starannie łapkę wydezynfekował i zaaplikował antybiotyk w  zastrzyku.  Na koniec Misia załapała  całuska w czółko i dostała na pocieszenie mały kawałek suszonego cielęcego ucha. Wszystko zostało dokładnie opisane w psiej książeczce zdrowia i za dwa dni pan doktor ją  zapisał na kontrolę . Na  zabandażowaną łapkę na  spacery miała  mieć zakładaną folię plastikową. Została też wyposażona  w kaganiec żeby  nie zdjęła  sobie  sama opatrunku.

                                                                            c.d.n.



piątek, 1 grudnia 2023

Córeczka tatusia - 48

 Ojciec obudził  się po mniej więcej  dwóch  godzinach, wielce  zdumiony, że zasnął. Ani chybi Wojtku dałeś mi jakieś  krople nasenne a nie na  nerwy- stwierdził. Tato, one nie są nasenne, można je kupić w aptece bez recepty, one po prostu mają lekkie  działanie uspakajające. Nigdy ich  nie  brałeś, zadziałały, uspokoiłeś się, a że byłeś  zmęczony to się  zdrzemnąłeś. Nie ma  w tym nic złego.  No ale co sobie Martusia o mnie  pomyśli? - zmartwił  się ojciec.

 Taaatooo, Martusia ma po kolei pod  sufitem i nawet  się ucieszyła  się, że  zasnąłeś, bo to oznaczało, że  kropelki zadziałały i nie  wzrosło ci ciśnienie ponad  miarę. Ona  tylko sprawdziła gdy spałeś czy równo oddychasz . I zjesz  z nami kolację, dziś będą placki z cukinii. I może dziś u nas  zanocujesz, żeby  cię samego w  domu nie  dopadły wieczorem niemiłe myśli.  Ale ja  się w twoją piżamę nie  zmieszczę, jestem bardziej mięsną  sztuką niż  ty synku- stwierdził ojciec. No ale  w dół piżamy wejdziesz bez problemu, a zamiast piżamowej góry dam  ci podkoszulek z długim  rękawem- spokojnie w niego się  zmieścisz bo on jest  elastyczny wielce. 

Marta jedzie  jutro na 8,30, ja na 9,00 a ty chyba zaczynasz jutro pracę koło południa, więc możesz sobie  spokojnie pospać. Maszynki do golenia mam dwie, jedna niemal nie używana a w szafce są  nowe szczoteczki do zębów, wybierz sobie,  ręczniki zaraz ci dam  świeże.  A co z psiną? - spytał ojciec? Misia już jest u Pati - ona ma dwa domy - nasz i rodziców Marty. Nie  siedzi nigdy  cały dzień  sama. W kwiaciarni Misia  jest  rodzajem  maskotki i Pati  się śmieje, że jeszcze  trochę a Misia będzie umiała  sama  sprzedawać kwiaty.

Kolację zjedli razem w kuchni,  a ojciec  stwierdził, że od  lat nie  czuł  się tak miło i swojsko jak przy tej kolacji. Pośmiali się z miny matki Wojtka gdy usłyszała, że ojciec mieszka razem z nimi bo mieszkanie Wojtka jest  wynajmowane.  A potem ojciec powiedział - mam tylko nadzieję, że ten facecik z tej  fotki, którą nam pokazała nie  zrobi jej  w konia  i nie ograbi z pieniędzy. Ale mam podejrzenie, że ten tekst o tym, że to jest jej "narzeczony" niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Niewątpliwie  on lepiej  się prezentuje na zdjęciu niż facet z którym naprawdę  żyła - tamten jest tylko dwa lata  starszy ode mnie  a spokojnie tak na oko wygląda  jakby był z 10 lat ode mnie  starszy.  Ja tylko nie bardzo mogę zrozumieć po co ona tu do nas przyjechała - no bo argument, że chciałaby  swój biznes przepisać na Martę jest mało przekonujący. Ktoś zdrowo myślący wpierw wybadałby grunt zdalnie a dopiero potem przyjeżdżał. Bardzo podobała mi  się jej mina gdy Wojtek przeczytał jej przepisy dotyczące wymogów właściciela gabinetu kosmetycznego. Nie da  się ukryć, że część "właścicieli" przeróżnych prywatnych biznesów to tak zwane "słupy", czyli osoby spełniające regulaminowe  wymogi władz odnośnie danej placówki a faktycznym właścicielem jest ktoś inny. Ale to już jej zmartwienie jak ona  to sobie urządzi. To już  duża dziewczynka, jak mówi Martusia.

Po kolacji ojciec  stwierdził, że chyba jednak pójdzie  do siebie, żeby im  rano nie przeszkadzać, ale Marta zaprotestowała mówiąc, że  będzie  spokojniejsza, jeśli jednak ojciec  zostanie u nich na noc. A poza tym to właśnie  zaczął padać  deszcz. No i byłoby dobrze by ojciec zarezerwował sobie wizytę lekarską, bo tak na jej oko to dość dawno był kontrolowany, więc należy  sprawdzić czy wszystko jest z  jego sercem w porządku. Bo może trzeba zmienić lek na  nadciśnienie lub  zwiększyć  dawkę tego, który ma teraz, ale to wymaga by był przebadany. No ale  czy mnie tam przyjmą tak od ręki"- zmartwił  się ojciec. 

No przecież jesteś w tej samej przychodni co my i rodzice Marty, dopisałem  cię  do rodzinnego abonamentu - powiedział Wojtek. No popatrz - zupełnie o tym  zapomniałem, skleroza chyba  mnie  dopada - sumitował   się ojciec.  Marta uśmiechnęła  się i powiedziała- nie martw  się- skleroza to fajny stan- nieomal  co dzień ma wtedy człowiek niespodzianki i nowe  wrażenia. A ile radości jest wtedy gdy nagle  znajdziesz  w domu coś czego szukałeś kilka dni i już nabrałeś przekonania, że tę  rzecz zgubiłeś, a ona nagle, nie  wiadomo  skąd,  leży w  szafie nie na górnej półce (jak  zawsze) a na  samym  dole. 

Ojciec spojrzał na nią i zapytał- a ty skąd o tym wiesz? - za młoda  jesteś na  sklerozę.  Wiem, bo tak  się  dzieje często, bo my wiele  rzeczy robimy całkiem automatycznie, odruchowo,  nie myśląc  wcale o tym co robimy. I potem się  wracamy trzy razy by sprawdzić czy na pewno zamknęliśmy drzwi na wszystkie  zamki, lub bierzemy na mieście taksówkę i gnamy do  domu bo nie pamiętamy czy na pewno wyłączyliśmy żelazko, którym przed  wyjściem prasowaliśmy na tempo jakąś  część garderoby.

O tak! niemal ucieszył się ojciec - zawsze  się wracam by sprawdzić czy na pewno zamknąłem dobrze mieszkanie. To chyba jest dość powszechne- wiele osób tak ma. Już nawet pomyślałem, że może powinny się  zaświecać jakieś kontrolki, gdy coś jest źle.  

To można wyćwiczyć- teoretycznie to proste- wystarczy tylko każdą rzecz robić z pełną  świadomością, czyli myśleć o tym co w danej chwili robisz - zapewniła go Marta. Wychodzisz z mieszkania to powiedz sobie w myślach "wychodzę i muszę zamknąć drzwi na klucz, wyciągam  klucz, zamykam te drzwi, chowam klucz do kieszeni- w  wersji dla kobiet chowam klucz do torebki". Robisz to i cały  czas myślisz o tym co robisz.I wtedy będziesz  pamiętać, że zamknąłeś  drzwi mieszkania i nie będziesz się wracał by sprawdzić. I tak trzeba podchodzić do każdej czynności - na początku to dość męczące, ale można to sobie  spokojnie  wytrenować. A wymyślili to Hindusi i to wcale  nie ostatnio a bardzo, bardzo dawno. Po prostu nie należy myślami odbiegać od tego co się  w danej chwili robi.

Ojciec  chwilę milczał a potem powiedział - ty masz  rację! Faktycznie wiele czynności robimy zupełnie automatycznie i myślimy zupełnie o czymś innym niż to co aktualnie robimy.  Jak  się zastanowić to my tak z 90% czynności wykonujemy nie myśląc w trakcie  wcale o  tym co robimy. Czy obierając kartofle ktoś cały  czas myśli o tym, że właśnie obiera kartofle? Zwłaszcza teraz gdy są takie fajne obieraczki do tej  czynności. Struga się te kartofle automatycznie, nawet nie trzeba pilnować grubości  obierania i to mi się w  tych  nowych akcesoriach kuchennych podoba. A tak a propos kuchni - macie  jakieś  życzenie względem jutrzejszego obiadu? 

Tato - ty świetnie  gotujesz, mamy właściwie takie  same upodobania kulinarne jak ty, a najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że ja nie muszę wymyślać co mam ugotować. Poza  tym gotuj to co cię  nie przyprawi  o długie sterczenie przy garach. Nawet nie masz bladego pojęcia jak oboje jesteśmy ci  wdzięczni, że dla nas gotujesz.  A w sobotę, jak zawsze zrobimy większe  zakupy na  cały tydzień, więc przepatrz tato co jest w zamrażarce i co trzeba dokupić a  my z Wojtkiem zrobimy zakupy  na  cały tydzień. Na moje szczęście zaczęłam wszystko co mrożę opatrywać kartkami z nazwami i nawet  tak się ucywilizowałam, że  już dodaję  jakie to mięso zamroziłam a "paczuszki" z gotowymi już potrawami też są dokładnie opisane. Nauczyłam  się  tego,  gdy kiedyś byłam pewna, że mam zamrożone  już usmażone kotlety, ale one były  surowe i pognaliśmy z Wojtkiem  do restauracji. Teraz  to już mamy mikrofalówkę, więc nie  byłoby  dużego problemu, ale wtedy jeszcze nie  mieliśmy. 

Nooo - roześmiał  się tata - człowiek najlepiej  się uczy na  własnych błędach. A na te zakupy to ja bym  się wybrał z wami, ale i tak zrobię spis, żebyśmy o czymś nie  zapomnieli. Kilka  dni temu jeden z kolegów mi powiedział, że na Ursynowie lada moment będzie oddany do użytku tak zwany "inteligentny dom", naszpikowany elektroniką  tak zwanie "do wypęku" a rzecz w tym, że nadal jeszcze  są w nim wolne mieszkania. Jakoś brak  chętnych, ale nie  podali w  wiadomościach dlaczego brak  chętnych. Wojtek wzruszył ramionami  - nie  dziwi mnie  to, bo każdy użytkownik, właściciel  mieszkania,   musi sobie  wszystko na początku skonfigurować - a to dla laika wcale nie jest  łatwe no i każdy jest  mocno nieufny i boi  się, że będzie to rodzaj inwigilacji. A sam budynek jest najzwyczajniej brzydki. Nie interesowałem się nim a im  mniej elektroniki w  domu tym lepiej. Nawet nie  wiem jaki system wybrali, czy przewodowy czy bezprzewodowy, czy może są oba. A ludzie  są nieufni, co mnie  nie dziwi, bo gdy się  czyta o tym, że w przymierzalniach odzieży w centrach  handlowych są  zamontowane kamery a panowie od czuwania by klient  nie  "zwinął" nowych  ciuchów  kręcą nielegalnie filmiki  gdy  ciuchy przymierza  jakaś atrakcyjna osóbka to jak potem uwierzyć, że ktoś/coś co  czuwa nad  wszystkim co się dzieje  w każdym mieszkaniu nas nie podgląda gdy sobie tego nie życzymy. Teraz i kamery i mikrofony są naprawdę maleńkie i łatwe do ukrycia. Też bym nie  chciał mieszkać w takim  budynku.

A co wy  jecie rano na śniadanie - dociekał ojciec.  Prawie nic - powiedział  Wojtek.  Marta jogurt grecki z owocami i owsem i bierze sobie jakąś  kanapkę na uczelnię, bo jej tamten  bufet nie pasuje, a ja nie mam stałego repertuaru, ale wstaję razem z Martą i jem normalne śniadanie, które sobie  robię i biorę jakąś kanapkę do pracy. Michał zawsze wychodzi po jakieś "papu" i kupuje w prywatnej piekarni fajne bułeczki z makiem i prywatną szynkę w zaprzyjaźnionym kiosku i mamy drugie śniadanie. No i panie parzą nam kawusię w  sekretariacie, bo mają nasz stary express do kawy.  Marta je  sporo owoców i warzyw najchętniej w postaci surowej. Gdy widzę jak ona chrupie surową marchew  lub kalarepkę lub kalafiora albo brokuł to nie mogę  się nadziwić, że to jej nie  szkodzi.  Aż się dziwię, że kartofle  to je  gotowane.   

Nie  szkodzą mi te  warzywa  na  surowo, bo one nie mają skrobi. A zapach gotowanego kalafiora mnie przyprawia o mdłości  - dopowiedziała  Marta. Ale  co dziwne, to całkiem niezłym daniem są  same  różyczki kalafiora  smażone na patelni, zwłaszcza gdy się go zetrze na tarce. No i ja niemal do  wszystkiego dodaję albo łagodne curry albo garam masalę - może  miałam kiedyś jakichś hinduskich przodków. Może któraś z pra-pra-pra- babek wydała się za Hindusa. Misia bardzo lubi mięsko doprawione łagodnym  curry. Ja jej wcale nie daję surowego mięsa, zresztą weterynarz powiedział, że nie ma takiej potrzeby. Dostaje mięso wymieszane z ryżem gotowanym razem z marchewką. Surową też pochrupie, ale  tylko młodą. A śmieci wtedy niesamowicie. Nie wypuszczam  jej  wtedy  z kuchni a i tak potem mogę  znaleźć drobiny marchewki  w jej posłaniu. Nie wiem jak ona  to robi.

Tato, ale ty nie  musisz wstać rano razem z nami - wyleż  się spokojnie, masz przecież klucze od naszego  mieszkania to zamkniesz je  na dolny zamek gdy będziesz wychodził. Alarmu nie  włączaj,  bo gdy jesteśmy w Warszawie to go nie włączamy, a gdy wyjeżdżamy na dłużej to wtedy zawiadamiamy firmę ochroniarską  i jeśli zostanie uruchomiony alarm to oni tu przyjadą, mają klucze do naszego mieszkania. Poza tym sąsiedzi czuwają, bacznie obserwują kto wchodzi do budynku. Zwłaszcza sąsiadka nad  nami wykazuje się niebywałą czujnością i zawsze  wie czy jesteśmy  w domu czy nie. Ale lubi Misię, bo Misia nie  szczeka bez potrzeby i zawsze mówi o niej "ta mądra  suczka".  Ciebie też rozpoznaje, więc jej już powiedziałam, że jesteś  moim  teściem . Strasznie ją ciekawiło kto to do nas przychodzi  co dwa, trzy dni przed południem, a zapytała się tak sympatycznie, określiła  cię "ten elegancki pan", który do państwa przychodzi gdy państwa nie ma  w domu.  Bardzo zasmucił ją fakt, że tata już tu  nie mieszka, ale się kobiecina pocieszyła  faktem, że się ożenił a na dodatek "z tą  taką przemiłą panią z kwiaciarni". Bo ta pani jest przemiła dlatego, że często daje jej za darmo jakieś doniczkowe kwiatki, które jakoś nie miały powodzenia. Do Pati już dotarło, że kwiatki u  mnie to mają wyjątkowo krótki żywot, bo albo je utopię albo  zasuszę. Nie ma trzeciej opcji.

                                                                           c.d.n.




czwartek, 30 listopada 2023

Córeczka tatusia - 47

 Teściowa rozglądała  się chwilę po pokoju i potem wydała opinię - "jakoś nic  się  tu nie  zmienia" i spojrzała na  syna.

Wojtek lekko wzruszył ramionami, podniósł z podłogi Misię, potarł swoim  nosem o jej psi, wilgotny nosek i powiedział - naszym  zdaniem to nie ma potrzeby by coś  tu  zmieniać. We  wrześniu będzie  drobny remont łazienki i przedpokoju. Jesteśmy  zdania, że "lepiej jest  wrogiem dobrego" i jeżeli coś  się sprawdza w trakcie użytkowania  to nie ma  sensu tego  zmieniać. Nam się  tu wszystko podoba. 

A dlaczego ojciec mieszka z  wami, a nie u siebie? - ciągnęła matka wbijając  wzrok w syna. No bo moje mieszkanie jest wynajęte, a umowa   jest podpisana  od razu na trzy lata - szybko, bez zająknięcia skłamał Wojtek i posłał ojcu uśmiech.  Poza tym nam  się z tatą bardzo dobrze  mieszka - to przecież  całkiem duże  mieszkanie.  

A ile  pieniędzy dostajesz  z tego stypendium doktorskiego? - mini śledztwo trwało nadal. Mamo, to jest stypendium doktoranckie  a nie doktorskie i dostaję 57% pensji profesorskiej.  Nam wystarcza, zwłaszcza że Marta nadal jest na utrzymaniu swego taty. A tak w ogóle nie  chcę być niemiły, ale nie przypominam  sobie  bym się do ciebie zwracał o jakieś  dofinansowanie, więc nie  rozumiem twego zainteresowania stanem naszych  finansów.  Jak widzisz  nie głodujemy, nie  chodzimy obdarci, więc o co idzie?

A ty się Martusiu jeszcze uczysz?- zapytała swą  synową. Taaak, właśnie kończę I stopień i mam przed  sobą jeszcze dwa lata do magisterium- odpowiedziała Marta przywołując na usta  uśmiech.  Teściowa  wzruszyła ramionami - nie rozumiem ciebie - po tym pierwszym  stopniu  masz przecież  tytuł dyplomowanej kosmetyczki i możesz pracować  w jakimś dobrym zakładzie  kosmetycznym.  

Ale ja nie  chcę być kosmetyczką, chcę być kosmetologiem a nie usuwać klientkom zaskórniki z twarzy, depilować brwi i wąsiki z górnych  warg lub usuwać owłosienie intymne. Interesuje  mnie poprawa stanu  zdrowia  skóry a nie  gmeranie  w niej - odpowiedziała  spokojnie  Marta, choć tak naprawdę miała ochotę wstać od  stołu, ubrać  się i wyjść  z domu, by być jak najdalej od  swej teściowej.  

A Wojtek, który nie  był zachwycony wizytą swej matki  nie  wytrzymał i  spytał - a co,   pouciekały ci pracownice z twojego SPA?   Bo z tego co wiem, to już od dawna uważały, że są wykorzystywane bo zawsze  skąpiłaś pieniędzy na  ułatwianie im życia.  Od dawna wiem, że masz w Polsce  biznes o profilu kosmetycznym - Warszawa  jest jednak mała, to nie  Nowy Jork ani Londyn ani Paryż  i przejechanie z jednego końca  miasta w  drugi nie jest problemem i ludzie  jednak krążą bez trudu pomiędzy dzielnicami. O twoim własnym biznesie to wiem od lat, wpadłem na  to zaraz po rozpoczęciu studiów. I    teraz  żałuję, że od  razu tej wiadomości nie przekazałem tacie. Bo może wcześniej otworzyły by mu  się oczy i  nie byłby ostatnim człowiekiem w Grazu, który dowiedział się o tym, że jest zdradzany.

Misia, która siedziała dotąd spokojnie  na kolanach Wojtka zaczęła  się kręcić, bo zapewne  wyczuła jego zdenerwowanie, więc Marta wstała od  stołu, zdjęła psinę z kolan Wojtka i powiedziała - trzeba ją wziąć na spacer, dawno nie była na spacerku.  W pięć minut później wyszła z Misią na spacer.  Gdy Misia odwiedziła  dwa trawniki Marta zajrzała  do kwiaciarni i opowiedziała Pati o tej wizycie. Pati stwierdziła, że wyjście  Marty z domu z psem było dobrym, strategicznym  krokiem, niech  sobie oni w trójkę wygarną to co ich boli. Bo tak  się  składało, że  od chwili ślubu Marty i Wojtka ta "trójka" raczej  nigdy nie była razem bez osób postronnych. Misia  z  zachwytem odwiedziła  wszystkie  zakątki kwiaciarni, twarz Pati została  dokładnie oczyszczona z resztek pudru, a Misia wiła się pod  ręką Pati by każda część jej niewielkiego  ciałka dostąpiła kontaktu z ręką Pati.

Gdy w trzy kwadranse później Marta dotarła po spacerze do mieszkania, teściowej już nie  było, a teść był już po łyknięciu kropelek na uspokojenie i zgodnie z  zaleceniem Wojtka przyjął pozycję horyzontalną. Obaj przepraszali  Martę za to co zaszło, ale  Marta powtórzyła to co usłyszała  od Pati,  że nie ma  czego roztrząsać. Za kilka dni obaj - ojciec i  syn- podzielą opinię  Pati, że sprawa jest zakończona i dobrze, że sobie  wzajemnie pewne  rzeczy  powiedzieli. Nie  są przecież jedyną na  świecie  rodziną, która  się rozpadła.  

No ale nie zgadniesz po co moja matka tu przyjechała- powiedział Wojtek. No pewnie żeby sprawdzić księgi rachunkowe - stwierdziła Marta. Nie - powiedział Wojtek - ona chciała byś ty przejęła ten jej biznes, bo ona wychodzi za mąż, ale wcale nie  za tego faceta z którym romansowała za plecami taty. Nawet strzeliła jakimś nazwiskiem, ale ani ojciec  ani ja nie  znamy człowieka a na zdjęciu to on jest tak z 15 lat od  niej młodszy. 

Mówiłem jej, że w świetle aktualnych przepisów ty możesz firmować jakiś gabinet kosmetyczny dopiero będąc magistrem kosmetologii a nie po pierwszym stopniu studiów.  Była zdumiona bo nie wiedziała ,  że teraz tak to wygląda.  Odnalazłem nawet  w sieci  aktualne przepisy dotyczące prowadzenia gabinetów kosmetycznych, bo nie  chciała mi  wierzyć. A widziałaś jaki miała sygnet na palcu?  Nie, nie patrzyłam się na twoją mamę, bo musiałabym wtedy  za bardzo  pracować nad swoją mimiką - powiedziała Marta. Patrzyłam  się  tylko na twego tatę czy mu  aby  ciśnienie  za bardzo nie  wzrasta, ale  chyba jakoś mu ta wizyta  za bardzo nie  zaszkodziła.  Chyba nie, wcisnąłem mu kropelki na uspokojenie i kazałem  mu trochę poleżeć i chyba zasnął, zaraz do niego po cichutku zajrzę. A wiesz co najbardziej matkę zdenerwowało?   Nie mam pojęcia- jeszcze  nigdy nie było z jej udziałem takich afer- zapewniła męża Marta.  

Najbardziej  ją  siekło gdy powiedziałem, że ojciec u nas  mieszka- tylko zupełnie  tego nie  rozumiem co ją obchodzi z kim my  mieszkamy. A może chciała nam przyprowadzić tego faceta, ale  nie  chciała  by go widział mój ojciec?  No ale pokazała wam jego zdjęcie - więc chyba nie o to szło - stwierdziła Marta.  Wojtek spojrzał na Martę  i powiedział - a jaką ja mam mieć pewność, że ten facet z nią na  zdjęciu jest na pewno kandydatem na jej  męża?  Ja w ogóle  nie mogę rozgryźć po co do nas przyszła. 

No przecież nadal jesteś  jej synem - to, że jesteś  żonaty nie  zmieniło tego faktu, a matki, a przynajmniej większość z nich, zawsze interesują się życiem  swego dziecka nawet wtedy gdy jest dorosłe, samodzielne i ma partnera i własne  dzieci. Nie dociekaj - w życiu na ogół tak jest, że w końcu prawda  sama wychodzi na  wierzch. To, że twoja mama już nie jest młódką nie  znaczy, że nie ma potrzeb w  zakresie seksu i od  niego stroni - wszak dała  ojcu powód do rozwodu. 

A że facet wygląda na  dużo młodszego - może to taki typ urody. Poza tym są faceci, którzy gustują  w nieco starszych paniach, których już nie trzeba  niczego uczyć, a które nadal tego seksu pragną.  A niektórzy po prostu nie mają mieszkania i gotowi są utulić i  zaspokoić zachcianki samotnej bardzo dorosłej kobiety tylko dlatego,  że brak im domowego ciepełka. Poza  tym  lekarze twierdzą że menopauza nie pozbawia kobiet chęci na  seks, tylko na ogół po wielu latach oboje zaczynają mniej dbać o dobre  relacje w  związku. Po prostu oboje przestają  się  starać o to by być nadal atrakcyjnymi dla  swego wieloletniego partnera.

Pamiętasz Maryśkę, taką z długimi warkoczami, która  chodziła na treningi łyżwiarskie na  Torwar? Spotkałam ją kilka razy. Jej rodzice  się  rozwiedli i jej matka  wyszła ponownie  za mąż za faceta młodszego od  siebie o 14 lat i gdy Maryśka miała 20 lat i już była mężatką ( bo wydała  się zaraz po maturze)  matka urodziła jej brata - tak zwanie przyrodniego. Matka  miała  wtedy 43 lata. Wszyscy pękali  ze śmiechu, a okazało się, że byli  małżeństwem  zgodnym.  Obiło mi się o uszy, że matka  Maryśki już nie żyje, bo miała nowotwór. Ale nie  wiem czy tak było naprawdę,  bo mówiła to jedna  z dziewczyn z równoległej klasy.

Nie  rozumiem tylko dlaczego nikt nie pęka  ze śmiechu gdy  siedemdziesięcioparolatek żeni  się z kobietą która jeszcze jest przed trzydziestką. To jest dla każdego jakimś  cudem do zaakceptowania a układ w  drugą stronę budzi wybuchy śmiechu. 

Twój ojciec   nie  dociekał za bardzo dlaczego  twoja matka nie ma ochoty na  seks i jak sam powiedział zwalał to na menopauzę. A ta "menopauza twojej mamy" miała ręce i nogi, jakąś twarz i konkretne  imię i może niekoniecznie imponowała twojej mamie akurat majątkiem tylko adoracją  jej  wdzięków i facet  był może lepszy "w te  klocki" od twego ojca.  Wiele  kobiet nigdy nie mówi partnerowi co im  się podoba  w pieszczotach a co nie, a do tego spory odsetek nigdy nie ma orgazmu, a tylko udają, by facetowi  nie  sprawić przykrości lub by go nie stracić.  A na  dodatek tak z 80% facetów  nie ma pojęcia o tym jak  działa organizm  kobiety, nie mają nawet bladego pojęcia o grze  wstępnej i zapewne  myślą, że to jakiś  nowy rodzaj gry  w karty. I z reguły mało która  w stałym  związku  sama inicjuje seks. Dziwi mnie  tylko,  bo lektury na ten temat jest mnóstwo, są też poradnie, do których można pójść  samej lub z partnerem czy też  z własnym  mężem.  Takich par jak my, razem studiujących  "pierwsze kroki", mówiących  szczerze co się nam podoba to jest naprawdę mało. Nie jestem w  stanie ocenić jakie było małżeństwo  twoich rodziców, ale gdy byłam  z moim  tatą u was, to ci zazdrościłam  matki i  odnosiłam  wrażenie, że twój tata jest  dość  chłodnym człowiekiem  i nie chodziło o jego relacje  ze mną i takie  wrażenie  miałam  bardzo długo.   Może on już wtedy był "odstawiony od piersi" przez twoją mamę. Dopiero po naszym ślubie jakoś go polubiłam , no ale teraz to odbieram go  jak własnego tatę. Myślę, że już dość  długo  było dziwnie  w ich  związku no i twój tata   wkładał jakiś pancerz i przez  to go źle odbierałam.  

Co do mnie  to masz pewne jak w szwajcarskim banku, że  zawsze ci powiem co mi się podoba lub nie podoba w naszym  związku. I nie chcę byśmy przed sobą ukrywali zwłaszcza to co nam  się  nie podoba lub sprawia  nam przykrość. Zresztą na pewno dobrze pamiętasz nasze  wspólne lekcje anatomii.  Do jednej z moich licealnych koleżanek jej chłopak zaczął mówić "sadełko kochane", bo ona dość wyraźnie przytyła po leku który  musiała  brać. Jemu się  wydawało, że   nie ma  w tym zwrocie  nic niemiłego ale dopiero gdy któregoś dnia "nie  wyrobiła" i trzasnęła go w twarz tak, że kilka dni był opuchnięty  i nie  chodził do szkoły to pojął, że zwrot "sadełko kochane"  nie  był w jej mniemaniu zwrotem pieszczotliwym. 

Nie wiedziałem, że są leki po których  można utyć- zdziwił  się Wojtek. Są -  tyje  się po sterydach a na  dodatek wzrasta agresja, niektóre środki antykoncepcyjne też powodują tycie  jak i  niektóre leki antydepresyjne. A potem taki nieszczęsny pacjent, który  musi brać taki lek jest obwoływany grubasem lub  wręcz żarłokiem chociaż  się  wcale nie objada. A jak sam wiesz nasz naród nie grzeszy nadmiarem  wiedzy medycznej ani umiarem i taktem przy  wysławianiu  się.

Zajrzyj cichutko do taty, posłuchaj czy równo oddycha czy nie za wolno lub zbyt  szybko. Tylko  go nie budź jeśli drzemie. Wojtek złożył ręce  jak do modlitwy i powiedział - zajrzyj  ze mną , ja mogę  coś przegapić. Marta delikatnie postukała  męża  w czoło i razem  z nim zajrzała do pokoju. Ojciec Wojtka spał, obok leżała książka, którą  zapewne zaczął czytać gdy  się położył.  Oddychał równo i spokojnie. Marta i Wojtek wycofali  się cichutko zamykając  za sobą drzwi.

Gdy znaleźli  się z powrotem w  stołowym Wojtek powiedział -a co byś powiedziała na to, żeby ojciec dziś u nas  spał? Zje z nami kolację, w moje spodnie piżamowe  wchodzi a zamiast piżamowej góry dostanie podkoszulek z długim  rękawem, który jest  w przeciwieństwie do piżamowej góry bardzo rozciągliwy. 

Niech śpi ile chce i oczywiście  może  spać u nas, a jeżeli się uprze, że woli u  siebie to go odprowadzisz- stwierdziła Marta.  Ale podejrzewam, że ten projekt  mu się  spodoba. Jestem zła na twoją matkę, że tak bez zapowiedzi tu  wparowała jak do siebie. Tata i Pati chociaż mają klucze to czegoś takiego nie  robią.

                                                                       c.d.n.


Córeczka tatusia - 46

 Andrzej jeszcze kilka  razy upewniał się czy taka zamiana  mieszkań jest możliwa, więc ojciec Wojtka powiedział, że zaraz zatelefonuje  do swego znajomego notariusza i zapyta  się czy taka transakcja jest możliwa. Trochę to trwało, bo pan  notariusz był na mieście, więc poprosił by zatelefonować do niego za  jakieś pół godziny, bo już będzie  wtedy w domu.  

Jak stwierdził pan notariusz taka zamiana jak najbardziej była możliwa, ale żeby wszystko było elegancko załatwione, to byłoby dobrze, żeby obaj panowie umówili  się wpierw na spotkanie z prezesem tej spółdzielni i by on o tym wiedział, że nagle  zmienia  się lokator - musi  być porządek w dokumentach od  samego początku żeby potem nie było jakichś nieporozumień.Wojtek szybko przejrzał swój kalendarz, pokręcił głową i stwierdził,  że on wpadnie w poniedziałek rano sam do prezesa, bo to jedyny realny termin  a na logikę biorąc to Andrzej nie jest do tego potrzebny. Dobrze, że to jest ta  sama spółdzielnia a nie  dwie  różne. Jak się już dogada z prezesem to zaraz powiadomi o tym Andrzeja, który zaraz poda ojcu Wojtka  jakiś późno popołudniowy termin, w którym mogą wpaść do notariusza na  spisanie umowy. Jako wielce przewidujący  człowiek Wojtek wziął od Andrzeja kopie jego  dokumentów złożonych w  spółdzielni, a niezależnie od  wszystkiego obaj postanowili wpaść w niedzielę na Ursynów, żeby Andrzej zobaczył gdzie stoi blok, w którym Wojtek ma mieć to mieszkanie.

W niedzielę na Ursynowie Wojtek spotkał się nie tylko z Andrzejem ale i  z resztą ich rodziny, bo Lena  i dzieci też  chciały zobaczyć Ursynów. W przeciwieństwie  do Andrzeja  Wojtek był  sam, bowiem Marta się uczyła a ojciec  Wojtka miał spotkanie  ze  swym kolegą.

Ursynów zrobił na Lenie i Andrzeju dobre  wrażenie, bo w  sumie  było to naprawdę dość nieźle zaprojektowane osiedle , a i do lasu blisko i sporo sklepów. Wojtek  się śmiał, że gdyby Andrzej chciał zmienić miejsce pracy to jest tu olbrzymi szpital onkologiczny i na pewno nie cierpi na nadmiar lekarzy chirurgów, jest kilka  dużych marketów, jest kino, osiedle  ma już własny Ratusz, jest  duża  Klinika  Weterynaryjna,  jest SGGW, jest Hala Sportowa, jest również prywatna  wyższa uczelnia i jest dużo  zieleni. Jest również coraz  więcej przychodni lekarskich prywatnych. Są szkoły i przedszkola, ale Wojtek  nie wiedział czy są żłobki. 

Jak określił Wojtek Ursynów jest zaprojektowany systemem łączonych niedużych  osiedli, co może i nie  było złym pomysłem, ale przez   to czasem ciężko gdzieś trafić komuś, kto jest tu pierwszy raz, bo ulice często są prowadzone po linii koła lub kwadratu. No i pod Lasem Kabackim jest końcowa stacja Metra. A niedługo będzie uruchomiona  ulica  łącząca Ursynów z Miasteczkiem  Wilanów i będzie  wytyczona przez Błonia Wilanowskie. A nazwy poszczególnych  części Ursynowa to nazwy dawnych małych podwarszawskich  osad lub  wręcz majątków. Na koniec objazdu Ursynowa tam, gdzie  miało być mieszkanie Wojtka,  wylądowali w miłej kawiarni,  w której  był nawet kącik  zabaw  dla  dzieci. Na koniec Wojtek objechał dookoła cały Ursynów i Andrzej  stwierdził, że Ursynów jest olbrzymi i faktycznie jest miastem w mieście. 

A wy nie chcecie  się przeprowadzić na Ursynów? - dopytywała  się Lena.  Raczej nie, jesteśmy bardzo zżyci z tamtą częścią Mokotowa, żona mego teścia  ma tam swoją kwiaciarnię, ze 300 metrów od miejsca w którym  mieszkają. My w tej  części Mokotowa mieszkamy od dzieciństwa. Pierwsze  domy powstały tu w 1948 roku. I, choć to może  śmieszne,  chcemy nadal mieszkać w tej części Mokotowa.  Marta też ma  mieszkanie na Ursynowie ale je po prostu wynajmuje. Zrobimy remont w tym mieszkaniu, w którym  mieszkamy i nadal będziemy tu tkwić. Nawet sobie nie  wyobrażasz jak ja  tęskniłem  za Mokotowem gdy cztery lata  mieszkałem w  Austrii. Tam mieliśmy własny dom a ja zaraz po maturze uciekłem  stamtąd do Warszawy. Na  szczęście Marta czekała na  mnie, chociaż nie bardzo w to wierzyłem. Ja nie  wierzyłem, że ona nadal na mnie  czeka a ona nie  wierzyła że ja tu kiedyś jednak  wrócę. Trochę żałuję, że wcześniej się nie pobraliśmy, ale z drugiej  strony  chciałem być już odpowiednim kandydatem  na męża z  zawodem i dyplomem  w garści. No i się jej oświadczyłem dopiero po skończeniu uczelni. 

A ty nie chciałeś studiować  w Wiedniu?- dziwił się Andrzej. No wyobraź sobie, że nie  chciałem. Po prostu cały  czas tęskniłem za Martą. Przez te cztery  lata jakoś nie zżyłem  się z  żadnym kolegą. Matce mojej to się chyba marzyła  austriacka synowa, ale mnie  się żadna nie podobała. Z Martą to mogłem zawsze o  wszystkim porozmawiać, nie było tematów "tabu", miała i ma  nadal taki  sam  jak ja odbiór otaczającej nas  rzeczywistości. Rozumieliśmy  się  zawsze w pół słowa. Tamte  to miały jakieś dziwne poczucie  humoru - wręcz zdychały  ze śmiechu gdy się którejś z nich coś nie udało  albo się wywaliła na boisku gdy grały w hokeja na trawie. A na dodatek matka miała tam znajomą, która miała chyba  z lekka niedorobioną  córeczkę i gdy byłem chyba w drugiej lub trzeciej licealnej moja matka ubzdurała  sobie, że ja pomogę tej dziewczynie zaaklimatyzować  się w  szkole, bo ona  właśnie  zaczynała liceum. Na  całe moje szczęście  ci z czwartych klas byli wyznaczani przez  szkołę do opieki nad tymi nowymi. Nie wiem  tylko dlaczego mną się nikt nie opiekował gdy przyszedłem do I licealnej.  Kiedyś była tam u nas  ta matki znajoma  razem z tą swoją córką i miałem szczęście, że była jakaś transmisja ze zjazdów i mój ojciec razem ze mną oglądał transmisję i dzięki temu uniknąłem zabawiania owej dziewczyny.  Siedziała obok nas i  chyba nawet nie bardzo wiedziała co ogląda.

W poniedziałek rano Wojtek wpadł do Zarządu  "swojej" Spółdzielni i w dziale prawnym omówił kwestię zamiany swego mieszkania , które będzie do odbioru za dwa miesiące i doradzono mu, że będzie najprościej jeżeli to on odbierze to mieszkanie i zamieni  się z kolegą dopiero po odbiorze. I wtedy po prostu przedstawią w zarządzie  spółdzielni umowę notarialną o zamianie. Obydwa  mieszkania  są typu własnościowego, to Andrzeja jest o kilka tysięcy droższe ale suma  nie powala na kolana. A mieszkanie Wojtka jest drogie  bo jest na pierwszym piętrze i z tego powodu różnica  w ich cenie jest niewielka. Wojtek  wziął plany obu  mieszkań i pojechał do pracy. W czasie swej przerwy napisał o wszystkim do Andrzeja,  dołączył też plany obu  mieszkań z prośbą by jeszcze  raz  wszystko przeanalizował pod  swoim kątem, bo Wojtek i tak nie  będzie  mieszkał na Ursynowie. Ma Andrzej na te analizy  nieco czasu, bo mieszkanie Wojtek będzie miał oddane  dopiero za dwa miesiące. I podobno  nie będzie "poślizgu", bo wszystkie prace budowlane  są już  zakończone, zostało tylko czyszczenie lokali po budowie i uporządkowanie terenu wokół budynku.

Do Wojtka, zupełnie niespodziewanie zatelefonowała któregoś  dnia jego własna  matka. Ponieważ telefonowała w trakcie gdy prowadził wykład oczywiście miał wyłączony dźwięk, więc  w czasie przerwy zajrzał do telefonu kto to  wprawił jego smartfona  w drgawki usiłując  się dodzwonić. Oczy mu lekko wyszły z orbit, że to telefonowała matka, więc jej tylko wysłał wiadomość, że do godziny 16,30 nie może odbierać telefonów bowiem jest  w pracy. A do  domu dotrze  pewnie około godziny 17,00 i wtedy  mogą rozmawiać. Przy okazji nadał wiadomość do swego ojca, że telefonowała  matka i że pewnie  zatelefonuje około godziny  17,00.  Jeszcze nim wyszedł z pracy zaalarmował go kolejny telefon  -  co prawda inny numer niż telefonu jego matki, ale też numer   austriacki, więc nie oddzwaniał.  Nie  miał zwyczaju by odbierać telefony, których numerów  nie miał zapisanych w telefonie.  W ostatnich  miesiącach namnożyło się przeróżnych dziwnych usługodawców i  sprzedawców dóbr  wszelakich, którzy wybierali numery na chybił-trafił  szukając klientów.

Marta  była już w  domu i wiedziała od  swego teścia, że do Wojtka telefonowała jego matka, ale nie  rozmawiali bo telefonowała  w czasie  gdy prowadził  zajęcia ze studentami. A do ciebie też telefonowała? - spytał Martę Wojtek.  Nie, nie jestem pewna  czy w ogóle miała zapisany mój numer. Z reguły rozmawiałam z twoją mamą przez stacjonarny telefon. 

Przyjechała zapewne sprawdzić jak idzie jej biznes - stwierdził ojciec Wojtka. Albo  może nie było wolnych  miejsc w hotelu i chce u was przenocować - dodał. Wojtek wzruszył ramionami - nie  wiem, odpisałem tylko na jej numer, że jestem w pracy, nie mogę rozmawiać  i że w domu będę około godziny 17,00.

Spokojnie zjedli  w trójkę obiad, na który ojciec  zrobił pieczone kotlety mielone, które ich wręcz  zachwyciły. Ojciec  był dumny, bo wyczytał w którymś z czasopism przepis na takie  właśnie kotlety mielone-  miały w swym  wnętrzu drobniutko starte pieczarki i żółty ser. Do kotletów  był ryż delikatnie podostrzony łagodnym  curry i sałatka z lekko zakwaszonej  kapusty. W ramach deseru były czarne  jagody z niewielką  ilością bitej śmietany dosłodzonej oryginalnym  cukrem trzcinowym.

Misia załapała się na kurczakowe pulpeciki z  ryżem. Pulpeciki dla Misi były wielkości prawie piłeczki do ping ponga a mięso było dokładnie wymieszane  z ryżem i nie udało się jej zjeść samego mięsa.

Gdy już kończyli deser ktoś zadzwonił do drzwi wejściowych - pewnie dozorca z jakimś nowym zarządzeniem-  zawyrokowała Marta i wstała  by otworzyć drzwi. Siedź, dokończ spokojnie deser- ja otworzę, stwierdził teść i ruszył dziarsko do drzwi, zapalając jednocześnie    światło w przedpokoju. Otworzył drzwi i znieruchomiał - na progu stała jego była żona, równie  zaskoczona jak i on. Marta, gdy tylko teść ruszył do drzwi szybko wzięła Misię na ręce i teraz razem z psem wyszła do przedpokoju. Na widok swej teściowej wydała  z siebie krótkie "ooo" i zaraz powiedziała  głośno - ale niespodzianka! Proszę, niech mama wejdzie. Teściowa lekko zapowietrzona widokiem byłego męża, który ( nie da  się  tego ukryć) wyglądał stokroć lepiej niż wtedy gdy wyjeżdżał z Grazu wydusiła  z siebie  krótkie pytanie - a ty skąd się tu wziąłeś?  Były mąż wzruszył ramionami i powiedział - przecież mieszkam w Warszawie i jestem tu codziennie. Nie  spadłem z Księżyca. A Wojtulek jest? -spytała.

 Wojtek oczywiście jest, ale  chyba  dojada deser po obiedzie- poinformowała teściową Marta, przyciskając łepek Misi do swej twarzy.  Niech mama  wejdzie i  nie  stoi w drzwiach - dodała. Teść odsunął byłą żonę od  drzwi i je delikatnie  zamknął, a Marta  powiedziała- w mieszkaniu jest ciepło niech mama zdejmie tę kurtkę. A może mama zje obiad, my właśnie już skończyliśmy, ale nie ma problemu z podgrzaniem.  Wojtek, który właśnie rozmawiał cicho z Andrzejem spojrzał dość nieprzytomnie na  matkę i powiedział do Andrzeja - właśnie przyjechała moja matka, zadzwonię później, przepraszam.

A gdzie ty pracujesz, że nie możesz telefonu odebrać jak normalny  człowiek - ostrym tonem spytała Wojtka matka.  Na Politechnice, nie mogę rozmawiać  w trakcie gdy prowadzę wykład. Nie da  się. A co tu robi twój ojciec?  Mieszka z nami - i jest nam z ojcem bardzo dobrze.  Nawet nie masz pojęcia jak ojciec świetnie  gotuje - dodał.  A Marta zapytała - podgrzać mamie obiad?  Nie, dziękuję,  już jestem po obiedzie.  A napije  się mama kawy czy herbaty? - Marta udawała, że nie  zauważyła niezadowolenia swej teściowej, która na pewno  nie  spodziewała  się, że  zastanie tu byłego męża.

Wszystko jedno - stwierdziła teściowa.  Mnie na pewno, bo mam zamiar napić się tylko soku - powiedziała Marta, ale wolałabym wiedzieć co mam mamie przynieść. Może być kawa, jeżeli masz do niej śmietankę - łaskawie zapodała teściowa. Teść w tym czasie  zebrał ze  stołu talerze, a Wojtek pomału delektował się jagodami ze śmietanką.

I co robisz na tej politechnice ? - spytała nadal wyraźnie zła matka.  Pracuję, mam stypendium doktoranckie, pracuję naukowo i mam też godziny dydaktyczne.  

Przecież tam kiepsko płacą - stwierdziła. Mnie wystarcza - spokojniutko odpowiedział Wojtek Nie wiem  czy  wiesz, ale niewiele jest osób, które mogą zaraz po studiach otworzyć przewód doktorski.

Marta przyniosła do pokoju kawę,śmietankę do kawy i pozostałości ciasta  czekoladowo-orzechowego pokrojone na  zgrabne kawałki.

                                                                        c.d.n.






wtorek, 28 listopada 2023

Córeczka tatusia - 45.

 Mając na  uwadze sobotnią  wizytę  w domu Leny i Andrzeja Marta  kupiła dla chłopców dwa rodzaje  klocków - dla starszego duży  zestaw plastikowych klocków- liter, litery były w różnych kolorach by przypadkiem jakiś mały  "cwaniak" nie kojarzył danej litery tylko z jednym kolorem, a dla młodszego  drewniane  klocki, z których  można  było ułożyć sześć różnych obrazków.W zestawie  były oczywiście obrazki, które  można  było ułożyć. Wojtek stwierdził, że to "za mądre"  dla obu  zabawki, ale Marta mu udowodniła, że wcale tak nie jest - obaj z pewnością będą  mieli dobrą  zabawę. Bo starszy jest w wieku, w którym już może się uczyć  czytać  wyrazy o nieskomplikowanej pisowni, a młodszy to bardzo bystre dziecko i dobry obserwator i na pewno  bez trudu ułoży klocki według obrazków. 

A jak  widać obaj  chłopcy zdolni "po tatusiu" który ma  świetną opinię nie  tylko w  swej klinice a o Lenie też  nie da  się powiedzieć,  że to "słodka  idiotka".  Ona jest tylko  "zarobiona" tą  opieką nad  dziećmi, bo siłą  rzeczy Andrzej mało jej  w domu pomaga. Niestety ma  chłopak ciągle dyżury a poza tym, jak on sam to określa, w domu jest  często na  zasadzie "obecny-nieprzytomny"  bo albo tkwi w obcej literaturze  fachowej albo musi przemyśleć  sobie kolejną operację. 

To szalenie ciężki  zawód - kiedyś  czytałam, że bardzo wiele małżeństw w których nawet tylko jedno jest lekarzem rozpada  się. W liceum  miałam dwie koleżanki z małżeństw "lekarskich" - powiedziała  Marta- jedna miała mamę dentystkę, druga tatę lekarza, który był chirurgiem . Obydwa  małżeństwa nie wyrobiły - jedni się rozeszli gdy dziecko było jeszcze  w pieluchach, drugie gdy było w  szkole podstawowej. I w końcu obie dziewczyny miały  z ojcami minimalny kontakt - tę od dentystki to hodowała  babcia, tę drugą tylko matka,  żłobek i przedszkole.

Poza tym Marta postanowiła, że tym razem to ona coś upiecze , bo ma świetny przepis i oczywiście od  razu  skonsultowała  z Leną czy jej domownicy  lubią  ciasto orzechowo-czekoladowe. Bo to jest takie  ciasto, które można upiec również  w postaci małych ciasteczek, więc ona  chętnie  zrobiłaby dwie  wersje. Jedna  dla  dorosłych i  druga  dla dzieci. Lena była ucieszona, że się wkrótce  zobaczą, bo zauważyła, że odkąd na  świat przyszło drugie  dziecko to drastycznie  zmniejszyła  się ilość osób ich odwiedzających. A z kolei oni sami bez  dzieci nie często "idą  w gości"  bo zdają sobie  sprawę z faktu, że dla babci opieka  nad  dwójką przez kilka  godzin to już nieco za wiele  wrażeń. To może wy do nas przyjedziecie  z dziećmi  - zaproponowała  Marta. Nie, bo jak na  razie mamy zamontowany tylko jeden fotelik dla  dziecka. Poza tym to wtedy jest cała  wyprawa bo obaj już nie  są "pieluchowi", więc trzeba brać odrębne  "akcesoria".  Jest znacznie prościej gdy do nas  przyjeżdżają  goście,  mama wtedy się nimi  trochę zajmuje a i dzieciaki są grzeczniejsze gdy wiedzą, że my jesteśmy za ścianą.

Wojtek, który słuchał całej rozmowy, po jej  zakończeniu powiedział - cały czas podejrzewam, że jedno dziecko nam  do  szczęścia wystarczy w zupełności. Nie mówiłem ci jeszcze,  ale możesz spokojnie studiować, bo nikt nie udowodnił, że najlepiej  jest gdy kobieta urodzi  dziecko przed trzydziestym rokiem życia- wystarczy byś urodziła  przed ukończeniem trzydziestego piątego roku  życia. Rozmawiałem o  tym z Andrzejem. Więc możesz spokojnie  studiować  "jednym  ciurkiem." No chyba, że czujesz przemożny pociąg do tego by już być matką.

Aaaa, to macie  z Andrzejem  ciekawe tematy- zaśmiała  się Marta. Ja to  się  tylko zastanawiam nad  tym kiedy najpóźniej  mogę zajść w ciążę- jakoś  wcale mi się  nie  spieszy do tego totalnego uwiązania - tego karmienia na początku co trzy godziny i trzymania odpowiedniej diety żeby mój pokarm nie  szkodził dziecku. I najbardziej pod słońcem  przeraża mnie to, że mogą  się trafić bliźniaki. To że dwa pokolenia  wstecz ich nie  było nie jest dowodem na to, że  się  nam nie przytrafią. W rodzinie taty to jeszcze można by  poszperać, ale w rodzinie mojej matki to mało realne. Nie przypominam  sobie bym znała kogokolwiek z jej rodziny - może tata kogoś z tamtej rodziny  znał. Ale myślę, że gdyby znał to by mi o tym powiedział i może by wiedział gdzie jest moja matka. A co do studiów- temat który mi podsunął szef działu może z powodzeniem być rozszerzony i być tematem magisterki. Mam czas do końca maja by dać odpowiedź czy kończę studia na I stopniu czy idę dalej. Na uczelni  wszyscy mi kładą do głowy, że powinnam  koniecznie iść  dalej i sobie  głowy nie  zawracać licencjatem. 

Kochanie  moje - ja też tak uważam, ale ta  decyzja  należy tylko i wyłącznie do ciebie. Nie musisz wcale studiów przerywać, ja już pracuję, ostatnio odkryłem,  że naprawdę  nie wydajemy na życie  dużo  pieniędzy,   drugi samochód mało kosztuje, bo nie jeździsz na króciutkie trasy a droga na twoją uczelnię nie jest utkana światłami, nie włóczymy się po knajpach, nie balujemy.  Mój tata świetnie  się sprawdza jako kucharz a do tego jest  szczęśliwy bo on  zawsze lubił pichcić tylko matka go nie  dopuszczała do  garów. Ostatnio stwierdził, że wreszcie przebolał fakt, że go matka  zdradzała. Nie wiem czy  zauważyłaś, ale on jakoś jakby "wyładniał" - już nie  wygląda jakby  go bolały  wszystkie zęby, wyraźnie poprawiła  mu się  sylwetka, nie tyle  schudł,  ale jakby  się  wyprostował i nawet jeśli nie ma uśmiechu na ustach, to ten uśmiech jest w jego oczach, w spojrzeniu.  Oni bardzo rzadko się przy mnie  kłócili, ale mam wrażenie, że za moimi plecami to często. Bardzo mi się ten mój odmieniony ojciec podoba.  Zadowolony jest z tej połówki etatu, ma w dalszym  ciągu kontakt  z językiem, ale jak mówi- nie  cierpi na tęsknotę  za Austrią. I mam wrażenie, że pozrywał kontakty z dotychczasowymi wspólnymi znajomymi matki i swoimi. Największym jego problemem jest co ty lubisz jeść, czytać oglądać itp. Stałym pytaniem jest  czy ty zaakceptujesz to co on zaserwuje.  Misię rozpieścił straszliwie a ona uwielbia siedzieć w jego kieszeni bluzy. Psinie to się już chyba  zupełnie pomajtoliło w łebku i uważa  się za królewnę.

No fakt - Misia owinęła  sobie twego tatę wokół swoich  łapek. Śmiać mi się chce, bo ona się  wręcz nie może  doczekać tej chwili gdy ojciec po przyjściu  do nas założy wreszcie bluzę dresową i weźmie ją na ręce. Ona niemal przestępuje nerwowo z łapki na łapkę i wpatruje  się w niego kiedy  wreszcie ojciec zdejmie pulower i sięgnie po bluzę.  Ale i tak już jest postęp, bo ojciec już wstaje  mając  ją w kieszeni - po prostu podtrzymuje ją ręką  od  spodu. Przedtem  siedział jak przyklejony do fotela.

Nie mogę  tylko pojąć dlaczego twoja mama nie  dzwoni do ciebie i nie odbiera telefonów od ciebie. To co zaszło pomiędzy nimi to przecież nie twoja  wina- o ile się orientuję to nie  ty jej naraiłeś tego faceta.  No pewnie, że nie ja, ja nawet nie rozpoznałbym go na ulicy gdybym go zobaczył. Nazwisko jego nie jeden raz obiło mi się o uszy, Graz to małe miasto, ale nie jestem w stanie  skojarzyć nazwiska z wyglądem tego faceta. Poza tym to dość popularne nazwisko jak Nowak lub Kowalski w Polsce. Wiem, że jeden z  bardzo popularnych wyciągów narciarskich zaraz za granicą, a może nawet  w granicy   miasta jest jego własnością, ale wiem to dopiero po tej aferze. Nie jeździłem tam na  nartach , trochę się ścigałem na łyżwach, ale generalnie to nie lubię się pocić zimą.

A sobotnia wizyta u Leny i Andrzeja bardzo się podobała wszystkim, zwłaszcza, że  Andrzej jeszcze w czwartek zatelefonował do Wojtka,  żeby wzięli ze sobą ojca Wojtka i jeśli można to razem z Misią. Bo Andrzej "wygadał się", że ciocia i wujek mają malutkiego pieska, który najbardziej to lubi siedzieć w kieszeni bluzy dresowej ojca Wojtka. Wojtek się uśmiał, powiedział, że nie może tego obiecać na 100%, bo nie  wie jakie plany na sobotę ma jego ojciec. No ale na  szczęście  dla synków Andrzeja ojciec nie  miał oporów by do nich pojechać z Misią "za pazuchą". 

W tym układzie dzieciaki Andrzeja  miały moc  wrażeń. Gdy  do mieszkania  weszli "goście" chłopcy stali nieomal na baczność  i pilnie wypatrywali pieska. Ojciec Wojtka tuż przed wejściem  do budynku namówił Misię by odwiedziła pobliski trawnik, po czym starannie wytarł psinie łapki i wziął ją na ręce. Gdy weszli, starszy wypatrując psa na  smyczy wyszeptał - "nie ma psa" i dopiero Marta powiedziała- jest, ale na rękach dziadka. Obaj  chłopcy wydali jednocześnie westchnienie ulgi, Misia na moment została  wzięta na ręce przez Wojtka, a chłopcy wpatrywali się w psinę tak, jakby  za moment miała odfrunąć lub  zamienić  się w  "nie wiadomo co".

Misia była w gruncie rzeczy przyzwyczajona do kontaktów z nieznanymi jej osobami, bo często "pracowała" razem z Pati i była przyzwyczajona, że do niej  zagadywano i się nią  zachwycano. Bo tylko na początku swej "kariery w kwiaciarni"  siedziała na  zapleczu a potem miała swe miejsce na stoliku poza ladą, więc była przyzwyczajona do "obcych". Bez problemu dała  się wziąć na ręce Andrzejowi, dała  się też pogłaskać dzieciom siedząc na jego kolanach i w końcu wylądowała  w swojej "dziupli", czyli  w kieszeni bluzy Wojtkowego taty. Dopiero wtedy  dzieci nieco oprzytomniały i starszy zauważył, że to " naprawdę mały piesek".

A potem to były "ochy i achy", bo Marta rozdała chłopcom prezenty i w bardzo krótkim czasie obaj byli szalenie zajęci swoimi klockami. 

I ku zdziwieniu Wojtka dwulatek Jacuś nie miał  problemu z ułożeniem klocków zgodnie z obrazkiem, a  Piotruś  też  szybciutko przyswoił sobie nazwy liter swego imienia.  Misia szybko doszła  do wniosku, że wcale nie jest  ważne gdzie się  znajduje, skoro jest jej "sługa uniżony" ze  swoją kieszenią. Pod koniec wizyty Piotruś umiał już bez problemu ułożyć imiona swoje , braciszka oraz swoich rodziców oraz Misi  oraz  ułożyć  wyraz pies. A Andrzej stwierdził, że Marta  się marnuje, bo byłaby  super nauczycielką najmłodszych  dzieci. 

Pod koniec wizyty Wojtek powiedział Andrzejowi, że najdalej za dwa miesiące dostanie klucze do swego mieszkania, które będzie na Ursynowie i  ma w  związku z tym propozycję, by  Andrzej pojechał razem z nim na Ursynów obejrzeć to mieszkanie, bo Marta wymyśliła, że jeżeli ono będzie Andrzejowi odpowiadało, to mogli by  się zamienić mieszkaniami - Wojtek by wziął to, które ciągle jeszcze jest w budowie a Andrzej wziąłby to, które już jest do odbioru. Różnica w metrażu to raptem 4 metry, czyli ten czwarty pokój. Oczywiście Wojtek ma plan tego mieszkania więc zrobi  z niego odbitki, żeby  sobie Lena i Andrzej mogli obejrzeć i  się zastanowić. Bo Wojtek i Marta  nie  chcą się wyprowadzić z tego  starego osiedla  bo  mają tam blisko rodziców Marty i ojca Wojtka i raczej będą mieszkanie, które otrzyma Wojtek, wynajmować albo je sprzedadzą. A  z miejsca, w którym stoi ten blok jest o niebo bliżej do kliniki w której Andrzej pracuje niż z tego domu,  w którym  tu mieszkają. A poza tym Ursynów już jest świetnie  zagospodarowany, jest dobrze skomunikowany z resztą miasta i właściwie jest miastem w  mieście. Mogę też któregoś dnia po godzinie szesnastej pojechać tam z tobą, byś obejrzał lokalizację. W ciągu dnia to mam godziny dydaktyczne, więc musiałbym szukać chętnego na  zastępstwo.

Andrzej nieco zaniemówił i spytał - ty to mówisz poważnie? Naprawdę jest taka możliwość? Aż mi  się nie chce  wierzyć. Naprawdę tak myślicie?  No naprawdę, bo to na moje oko nie jest temat do żartów- zapewnił go Wojtek. My z rodzicami Marty mieszkamy na tym samym osiedlu, mój ojciec ma mieszkanie nie na tym samym osiedlu, ale bardzo bliziutko w bardzo solidnym i nie nadgryzionym zębem  czasu budynku zbudowanym  tuż przed  wojną. 

Jakoś bomby go ominęły gdy w czasie Powstania w 44 roku był bombardowany Mokotów. Obok zburzyli dwie duże wille, a ten duży budynek ocalał - potwierdził ojciec  Wojtka. Trzeba być bardzo dobrym i do tego doświadczonym pilotem by precyzyjnie bombardować. A to był już 44 rok i Niemcy mieli coraz  mniej doświadczonych pilotów. 

Prześpijcie się z tym tematem, nie musisz mi dawać odpowiedzi dziś, to jeść  nie  woła. Odbiór dopiero za dwa miesiące, mam nadzieję, że już nie będzie poślizgów. Wrzucę ci na maila plan tego mieszkania z  zaznaczonymi stronami świata. Potem zerknął na Martę i powiedział - i północ nie  będzie  tu "na górze" bo to nie mapa. Swoją drogą nigdy nie pojmę jak można zaprojektować mieszkanie z pokojem  dwa na  dwa metry a do tego nazwać to "pokojem dziecięcym"  skoro to klasyczny karcer.

                                                                      c.d.n.