środa, 14 kwietnia 2021

Czerwcowy urlop - epilog

W poniedziałek, bladym świtem Artur z Marią wracali do Warszawy. Żegnając się z rodzicami Artura Maria  miała łzy w oczach, bo jak się nie wzruszyć, gdy się słyszy, że obca dotąd osoba mówi nam, że teraz będzie ci we wszystkim pomagać i masz się z nią dzielić wszystkimi swoimi problemami tak, jakby była twoją rodzoną matką. Ustalili, że  świadkami na ich ślubie będzie brat Artura, a drugim świadkiem będzie mama Artura. Umówili się też, że Artur sprawdzi, czy da się jeszcze załatwić pobyt w Sopocie dla Maćka i jego narzeczonej w tym samym terminie w którym oni mieli być (czyli przełom sierpnia i września) i od razu zadatkuje dla nich też takie dwuosobowe mieszkanie. Rodzice Artura wyrazili nadzieję, że teraz Artur będzie częściej wpadał do Krakowa, oczywiście zawsze z Marysieńką. Zamiast wesela miał być rodzinny obiad w restauracji. Dla rodziców zarezerwują hotel, Maciek z Elwirą i Elą będą nocować u nich, bo u nich jak na razie są trzy pokoje a w każdym mebel do spania.  Mama-Emilia podsunęła pomysł, podpatrzony w jakimś "daleko zachodnim" czasopiśmie, by zamiast obrączek nosili płaskie złote obrączki -zawieszki z wygrawerowanymi imionami - na zawieszce Marii byłoby  wygrawerowane ARTI, na zawieszce Artura MARYŚ. Jeśli im się ten pomysł podoba, to będzie to prezent od rodziców. Mama od razu ustaliła długość łańcuszków i ogromnie się cieszyła, że pomysł się młodym spodobał.

W drodze powrotnej pałaszowali mamine przysmaki, a zmniejszona dawka leku bardziej służyła Marii, która była już  w lepszym nastroju i nie zasypiała "na siedząco". Artur promieniał, bo Maria bardzo podobała się jego rodzinie, która zawsze  bardziej ceniła rozum niż urodę kobiet. Co prawda do urody Marii nie mieli żadnych zastrzeżeń, a Maciek stwierdził, że trafiła się Marysia jego bratu niczym ślepej kurze  ziarno, a nie dość, że bardzo zgrabna i ładna to na dodatek mądra, a te przymioty razem są raczej rzadkością.

W drodze do Warszawy Maria powiedziała Arturowi, że czuje potrzebę zatelefonowania do Wojtka i porozmawiania z nim o Alicji "na żywo" a nie tylko przez telefon. I jeśli on nie ma nic przeciwko temu, to ona zaprosi Wojtka do nich do domu. Bo na pewno Wojtkowi też nie jest lekko,  po otrzymaniu sygnału od rodziców Ali, że on jest dla nich nikim. Bo dla niej Wojtek nie jest nikim,był wielką miłością Ali i przecież mieli się pobrać, nawet gdyby rodzice Ali byli temu przeciwni. Oczywiście Artur nie miał nic przeciwko temu, tylko prosił by Maria nadal brała jeszcze te tabletki. Poza tym on wolałby być obecny przy tej rozmowie, co dla Marii było "oczywistą oczywistością". I przypomniał jej, że za kilka dni idą na wizytę kontrolną do  lekarza i powiedzą, że sami zmniejszyli dawkę leku. 

W czasie wizyty kontrolnej Maria "załapała" następne długie zwolnienie  lekarskie, dostała nowe leki, "regenerujące" system nerwowy oraz skierowanie do kolegi tego lekarza na jeszcze kilka sesji psychoterapeutycznych, oczywiście w ramach ubezpieczenia. Jeszcze nim wyszli z gabinetu porozumiał się telefonicznie z tym kolegą i prosto od niego mieli tam pojechać by się Maria zarejestrowała.  Gdy wyszli z gabinetu Maria wymruczała- no popatrz jakie to proste gdy się jest pacjentem "po znajomości." Mam nieodparte wrażenie, że to oni cię wyciągali z załamania - prawda?  Artur kiwnął głową - tak i jak widzisz wyciągnąłem się z tego z ich pomocą, więc wierzę, że i tobie pomogą, a i ja im w tym pomogę. Kto wie, może i z tym Wojtkiem tu przyjadę. Ważne jest by sobie wzajemnie pomagać. Maria przytuliła się mocno i  szepnęła - uwielbiam cię! Ja ciebie też- odpowiedział Artur całując ją w czubek głowy.

Wieczorem Maria zatelefonowała do Wojtka, który był wręcz wdzięczny jej za to chce się z nim zobaczyć i następnego dnia, wieczorem, do nich przyjechał. Było nieco łzawo, bo Wojtek naprawdę bardzo się wzruszył, że nie jest dla Marii "kimś obcym", że oboje chcą mu pomóc. Powiedzieli mu też o swoim ślubie, a Wojtek przeprosił, że raczej nie przyjdzie na ślub, bo zwyczajnie nie da jeszcze rady, co dla obojga było zrozumiałe. Artur  przejrzał swój grafik i umówił się na któreś popołudnie, by zawieźć Wojtka i oddać go w ręce lekarza. Oboje zapewnili Wojtka, że zawsze gdy mu będzie potrzebne jakiekolwiek wsparcie to może na nich oboje liczyć, bo jak powiedziała Maria, to że Ali już nie ma nie przekreśla faktu, że była jej najlepszą przyjaciółką. Gdy się żegnali Wojtek powiedział- cieszę się i to bardzo, że trafiłaś Marysiu na takiego wartościowego człowieka i że się kochacie. A oni zapewnili go po raz drugi, że zawsze może na nich liczyć, a Artur powiedział- wiesz, przyroda nie znosi pustki - za jakiś czas spotkasz inną kobietę, z którą będziesz szczęśliwy, choć teraz wydaje ci się to niemożliwe. Wiem coś o tym. Tylko wszystko wymaga po prostu czasu.

Artur, tak jak obiecał, załatwił Wojtkowi wizytę u lekarza leczącego Marię, mówiąc mu, o tym, że ma pacjenta, który był narzeczonym zmarłej przyjaciółki Marii i że oboje z Marią proszą, by go pan doktor wziął pod opiekę. Na zakończenie wizyty lekarz  powiedział, że gdyby wszyscy ludzie byli bardziej na siebie otwarci, bardziej sobie pomagali, choćby tylko w ten sposób jak to zrobili Maria i Artur w stosunku do Wojtka, byłoby znacznie mniej cierpienia i nieszczęść, bo człowiek, gdy ma wielki stres a nikt mu w tym momencie nie pomoże, wpada w taką depresję, że grozi to nawet śmiercią. 

Na ślubie Artura i Marii oprócz najbliższej rodziny było trzech najbliższych kolegów Artura i....Wojtek, który uznał, że da radę jednak przyjść, bo będzie to z jego strony pewien sposób uczczenia pamięci  Alicji. Artur  żartował, że Wojtek jest adoptowanym bratem Marii, więc na przyjęciu siedział w kręgu rodzinno- przyjacielskim i szalenie podobał się nastoletniej bratanicy Artura. Nic dziwnego, skoro traktował ją jak osobę dorosłą. Gdyby mu wtedy ktoś powiedział, że właśnie poznał swą przyszłą żonę zapewne by wtedy mówiącego te słowa po prostu wyśmiał lub nazwał wariatem. Ela miała wtedy 15 lat a on 13 lat więcej.

O swym zamążpójściu Maria poinformowała rodziców już po fakcie. W ramach prezentu ślubnego przysłali im zaproszenie do Australii i bilet "open" ważny rok, ale Maria nie chciała lecieć do nich, poza tym właśnie robiła profesjonalny kurs dla masażystów.

Dwa tygodnie spędzone w Sopocie cała "piątka" uznała za wielce udane. Elwira i Maria na zmianę zajmowały się gotowaniem, panowie zaś zaopatrzeniem - dostawali po prostu wykaz  tego co mają kupić a ich "konsultantką" na zakupach była Ela. Zmywanie załatwiała zmywarka. W Boże Narodzenie odbył się kościelny ślub Elwiry i Maćka, na którym oczywiście byli Maria i Artur.

W niecały rok po ślubie Artur wraz z kilkoma kolegami otworzyli przychodnię rehabilitacyjną i spełniło się marzenie Artura by mógł pracować razem z Marią. 

Do Australii nie polecieli nigdy, rodzice Marii z kolei nigdy nie wrócili do Polski.

                                                                  KONIEC

 


wtorek, 13 kwietnia 2021

Czerwcowy urlop - 10

 Rano Maria nie pojechała do pracy -Artur powiózł ją do przychodni lekarskiej i lekarz wystawił jej 9 dni zwolnienia lekarskiego, wystawił cały wachlarz skierowań na wiele badań, bo zorientował się, że badania kontrolne i Maria to dwie  zupełnie różne bajki i ostatnie to miała robione trzy lata wcześniej. Artur zatelefonował do pracy, że będzie, ale się trochę spóźni i był obecny w czasie  całej wizyty, bo Maria wyraziła na to zgodę. Plik skierowań plus zaleceń wręczył Arturowi- na wierzchu była kartka z napisem - "proszę jej dziś  nie zostawiać samej!", a żegnając się z nimi powiedział -pobierajcie się, choć to niezbyt modne, ale życie oddzielne tylko pozornie jest dobre, na co usłyszał od Artura: tak samo uważam, postaramy się to zrobić jak najprędzej. I zgodnie z zaleceniem by nie zostawić Marii samej, zabrał ją do siebie do pracy. Śmierć Ali była dla Marii potężnym wstrząsem - były ze sobą zżyte, Ala była niemal rok młodsza od Marii, ale to nie miało żadnego znaczenia. Przyjaźniły się od wielu lat, dzieliły się swoimi wszystkimi radościami i smutkami. W Warszawie obie były same, rodzice Marii byli w Australii, a Alicji co prawda w Polsce, ale widywali się z nią rzadko. Maria nadal była  w szoku, choć z lekka "znieczulona" lekami, które w nią wmusił Artur. Na początek oddał ją w ręce masażystek, potem zabrał na swoje zajęcia zbiorowe, w przerwie pomiędzy pacjentami kupił dla niej w kiosku ze sportową odzieżą czepek i kostium pływacki i dorzucił ją do grupy ćwiczącej w basenie, krótko tłumacząc koleżance  co jest grane.  Najbliżsi koledzy Artura pomagali mu w tym zabierając Marię na swoje grupowe zajęcia. Około południa, gdy  Maria  już była solidnie zmęczona fizycznie trafiła na spotkanie z psychoterapeutą i to był strzał w dziesiątkę. Była na sesji grupowej a potem indywidualnej. Zwierzyła się psychoterapeucie, że nie jest w stanie iść na pogrzeb Ali i to ją boli. Ale doświadczony psychoterapeuta i ten ból ukoił. Gdy wracali do domu Maria była już w znacznie lepszym stanie psychicznym, niemal całkiem "ogarnięta". W domu była już w stanie porozmawiać z Wojtkiem, od którego dowiedziała się, że rodzina już zabrała Alę ze szpitala, ale nie raczyli mu powiedzieć gdzie i kiedy będzie pochowana a na koniec mu powiedzieli, żeby więcej nie  dzwonił bo jest dla nich nikim i dla Ali też był nikim bo nie był jej mężem. W tym momencie dotarło do świadomości Marii jak wiele dla niej zrobił  Artur zabierając ją rano do swej pracy i włączając w opiekę nad nią swoich przyjaciół, a przecież "urzędowo" to i ona nie będąc jego żoną  jest dla niego nikim w pojęciu wielu osób. I zaraz mu o tym powiedziała, a ponieważ użyła zwrotu "jestem twoją dłużniczką" usłyszała: "tak, jesteś, a jedynym sposobem umorzenia  tego długu jest to, byś została oficjalnie moją żoną".

Następnego dnia razem odebrali z USC dokumenty Artura i złożyli je wraz z dokumentami Marii,  ustalając termin ślubu na pierwszy tydzień sierpnia, na czwartek. Do rodziców Artura postanowili pojechać w najbliższy piątek gdy Artur wróci z pracy. Trochę się Artur zezłościł, bo sam lot do Krakowa trwał krótko, ale wymóg by ze względów bezpieczeństwa być 1,5 do 2 godzin wcześniej na lotnisku wydłużał podróż, więc postanowili pojechać samochodem. W pracy bliżsi koledzy Artura dopytywali się o stan Marii, przekazywali dla niej pozdrowienia. A Darek zapewniał wszystkich, że to bardzo miła i serdeczna osoba i jak widać uczuciowa, skoro tak mocno przeżywa   śmierć  przyjaciółki.

Podróż do Krakowa przebiegła gładko, Maria przygotowała  "obiad na drogę"- paszteciki z domowym nadzieniem i ciepły barszcz czerwony z termosu. Nie wstępowali po drodze do żadnej restauracji, zjedli na jednym z leśnych parkingów. Maria początkowo miała zamiar część pasztecików zostawić w zamrażarce " na  zaś", ale w końcu spakowała wszystkie i dobrze zrobiła. Artur zjadł wszystkie, choć jak twierdził to  już nie z głodu a ze  zwykłego łakomstwa. Maria  była  trochę niespokojna, bo nie zdążyła przez te wszystkie zawirowania wybrać się do fryzjera i miała na głowie "bałagan", ale Artur ją zapewniał, że i tak się jego rodzinie spodoba- przecież nikt nie wie jaka powinna być właściwa długość jej włosów. Poza tym jemu się takie  jej uczesanie podoba, a to przecież  najważniejsze.

Rodzice  Artura przywitali oboje tak samo serdecznie, a prezentacja Marii przez Artura  brzmiała : no to przywiozłem moją Maryś żebyście mieli więcej dzieci do kochania. W pierwszy tydzień sierpnia bierzemy ślub.Cieszycie się?  Mama popatrzyła  na Artura z ukosa  i powiedziała: cieszymy się ale i trochę  nam smutno, że nie będzie tego ślubu w Krakowie i że nie chcecie wesela. Objęła Marię i powiedziała - no to wreszcie mam w domu córkę. Tak chciałam mieć córkę, a urodziłam dwóch synów.

Marysieńko,witaj w tej zwariowanej nieco rodzinie, ja mam na imię Emilia, możesz mi mówić  po imieniu, choć byłoby mi niezmiernie miło gdybyś mówiła  na mnie "mama". Dziękuję, od lat nie mam do kogo mówić "mamo", choć nie jestem sierotą. W tym momencie ojciec Artura objął  Marię i powiedział- a ja wolę byś do mnie mówiła tato a nie po imieniu. Ja jestem staroświecki. A czemu Marysiu nie masz do kogo mówić mamo i tato skoro nie jesteś sierotą?- dopytywał się ojciec. No bo moi rodzice od ośmiu lat siedzą w Australii i.....kangury macają, wtrącił Artur. Oj, to daleko są. No i bardzo dobrze, podsumował Artur i ruszył do kuchni. Wy się tu do mojej Maryś przytulajcie a ja tymczasem zrobię dla nas coś do picia. Najadłem się pysznych Marysinych pasztecików i teraz pić mi się chce.

Maryś, napijesz się wody z domowym sokiem z pigwy? Jeśli ty lubisz to ja pewnie też, ale jeszcze nigdy nie piłam soku z pigwy. To pigwy z ogródka rodziców, więc ekologiczne, bez chemii - zachwalał Artur.

Weźcie sobie picie i idźcie do pokoju, albo do ogrodu, ja zaraz naszykuję dla nas wszystkich kolację. To ja pomogę, stwierdziła Maria. Nie, nie , ty idź odpocząć w fotelu- jakby na to nie spojrzeć, to siedzenie kilka godzin w samochodzie, nawet w najelegantszym,  nie jest wypoczynkiem. Tusiek, chodź do mnie, pomożesz mi trochę. Tusiek, tzn. ojciec Artura szybko przyszedł, objął po drodze i cmoknął w policzek Marię, mówiąc przy tym, idź do ogrodu  dziecinko. Arti, a jak twój tata ma na imię? Nie wiesz? No a skąd mam wiedzieć, nie przeglądałam dokładnie twoich dokumentów, a "Tusiek" to mi się z niczym nie kojarzy. Tusiek, czyli Wojtusiek, czyli Wojciech- proste, prawda? Nie jesteś jedyną kobietą, która zmienia imię swego męża. O rany, zaśmiała się Maria - to ja jestem mężatką? No prawie jesteś, już papiery złożone, teraz poznałaś teściów to możesz się czuć jak mężatka. Chodź do mnie, na kolana, bardzo się za tobą stęskniłem, nie całowałem cię od ostatniego postoju na parkingu. Powinni opracować model samochodu, w którym można się całować siedząc za kierownicą. To ja mam lepszy projekt- za kierownicą powinien tkwić manekin,a na tylnym siedzeniu można wtedy się spokojnie całować. Podobają mi się twoi rodzice, są tacy naturalni. To są od teraz i twoi rodzice. Arti, nie będę więcej brała tych tabletek na uspokojenie, ciągle mi się chce spać. Już przetrawiłam śmierć Ali. Szkoda tylko, że ukrywała przede mną, że miewa problemy z sercem. Z drugiej strony to ją trochę rozumiem, gdy mnie coś boli też się tym nie chwalę, no ale przynajmniej idę do lekarza. Maria siedziała na kolanach Artura  z twarzą wtuloną w jego szyję i z lekka przysypiała. No chyba za mocne te prochy dał jej ten lekarz- pomyślał Artur- ona faktycznie zasypia. Zabawne - snuł dalej rozmyślania - jest mi tak dobrze z nią, że aż chwilami muszę się uszczypnąć, czy mi się to aby nie śni. 

Za żywopłotem stanął starszy brat Artura, Maciek - starsza wersja Artura i z uśmiechem im się przyglądał. Rozczulił go ten widok, a może i przypomniał chwile gdy on tak siedział ze swą żoną na ogrodowym fotelu. Wyciągnął ponad żywopłot rękę, w której trzymał aparat fotograficzny i zrobił zdjęcie, wcale nie będąc pewnym czy ono wyjdzie.

Maryś, skarbie, Maciek przyszedł i zrobił nam zdjęcie- szepnął Artur. Maria natychmiast oprzytomniała- ojej, no popatrz, znowu zasnęłam. Wiem, ale uwielbiam gdy zasypiasz przytulona do mnie. Mniej to lubię gdy zasypiasz w samochodzie przytulona do szyby. 

Za żywopłotem Maciek powoli zmierzał do furtki, którą otworzył własnym kluczem. Maria chciała zejść z kolan Artura, ale ten ją przytrzymał - siedź na moich kolanach, on tu podejdzie i się poznacie. Maciek podszedł mówiąc - witaj bratowo, siedzicie zupełnie tak jak ja tu siadywałem z Laurą. Zrobiłem wam zdjęcie, ale nie wiem czy wyjdzie, światło już marnieńkie. Przysunął sobie drugi fotel i usiadł  obok. Ja jestem Maciek, a ty jak masz na imię? Maria, czyli też na "M". Zmęczeni pewnie jesteście? Nie - zaprzeczyła Maria, tylko biorę tabletki uspakajające  i okrutnie mi się po nich chce spać. Maryś straciła kilka dni temu przyjaciółkę, rówieśnicę i  była w ewidentnym szoku. Lekarz zapisał jej  leki, ale mam wrażenie, że za dużą dawkę. Jutro dam jej połowę tabletki, a za kilka dni pewnie  będzie można już odstawić- wyjaśnił Artur.  Maciek pogłaskał Marię po policzku - rozumiem i to bardzo dobrze, moja Laura odeszła gdy miała 28 lat. Śmierć jest następstwem życia i wszyscy o tym wiemy,  ale o ile śmierć kogoś, kto dożył starości tylko nas  smuci,  to śmierć osoby młodej budzi w nas bunt i zawsze jest szokiem. Rozumiem cię Marysiu. Ale z czasem  umiemy się z tym pogodzić.

Dzieci, kolacja - nawoływała mama. Bracia uśmiechnęli się do siebie. No popatrz, to się jakoś nie zmienia. Dla nich zawsze będziemy dziećmi. 

Po kolacji Panowie  zabrali się za zmywanie a mama wypytywała Marię, czy nie trzeba jej czasem w czymś pomóc przed ślubem, czy już wie w jakiej kreacji będzie brała ślub, co jej ewentualnie brakuje z wyposażenia domu. Maria, zgodnie z prawda powiedziała, że tak naprawdę to ma wszystko jeśli idzie o gospodarstwo domowe, bo rodzice wyjechali "tylko na wycieczkę", więc wzięli ze sobą tylko rzeczy osobiste, by bagaż nie przekraczał 20 kg na osobę. Gdy nie wrócili w terminie a w  liście napisali, że zupełnie niespodziewanie postanowili zostać w Australii na stałe, Maria "poszła po rozum do głowy" i przejrzała na oczy- sprawdziła w biurku ojca, że zabrali ze sobą wszystkie dokumenty, które mogłyby być im potrzebne - czuła się oszukana i porzucona, choć miała już wtedy 21 lat. Rodzice przysłali dla niej zaproszenie i bilet otwarty, ale ona była  pełna żalu, że ją tak potraktowali i odmówiła wyjazdu do Australii. Dziś wie, że dobrze zrobiła, bo spotkała Artura , który wyraźnie jest miłością jej życia. A jej rodzice aktem notarialnym przekazali jej mieszkanie, w którym oni teraz z Arturem mieszkają, kupili też samochód, nie piszą do niej a co jakiś czas wpłacają jej na konto dolarowe  jakieś  pieniądze. Co do ślubu - oboje nie chcą żadnej wystawności, żadnego wesela. No tak, Artur już miał jeden wystawny ślub i wesele, co jakoś wcale  małżeństwu  na zdrowie nie wyszło- zauważyła mama.  A wiesz co było ,że wystąpił o rozwód? wiem mamo, powiedział mi. A nam powiedział tylko, że po prostu do siebie nie pasowali. Bo chyba wcale nie jest  łatwo pasować do siebie, małżeństwo wymaga od obojga wielkiej wyrozumiałości i wielu dobrych chęci by się wzajemnie zrozumieć- stwierdziła Maria. A Artur jest, mamo, bardzo wyrozumiałym człowiekiem. Aż się dziwię, że ze mną wytrzymuje.

Panowie skończyli kuchenne ablucje i przyszli do saloniku. Artur oczywiście zaraz przylepił się do Marii. Przyniósł jej pół tabletki lekarstwa, które miała brać trzy razy dziennie i wodę. To znów zasnę na siedząco- protestowała Maria- ale zobacz Maryś, to jest tylko pół tabletki, nie cała. A sen jest naprawdę bardzo dobrym lekarstwem. A jeśli zaśniesz na siedząco to cię zaniosę do łóżka i rozbiorę i dalej będziesz spała. Na pytające spojrzenie  matki wyjaśnił - dostała szoku, bo zmarła jej serdeczna przyjaciółka, jej równolatka. I lekarz zapisał jej te tabletki, ale jest lepiej i zredukowałem ilość, bo mi w samochodzie zasnęła przytulona do szyby. Tu w ogrodzie też zasnęła. Mamo, ona była w takim stanie, że musiałem ja wziąć ze sobą do pracy. I wszyscy koledzy i koleżanki mu pomagali w tej opiece nade mną- uzupełniła Maria. On ma bardzo miłych kolegów i chyba go bardzo lubią, co mnie akurat nie  dziwi.

A gdzie się poznaliście? W Juracie. Ktoś nas przydzielił do jednego stolika- szybko wyjaśnił Artur. Obejrzałem wpierw kto siedzi przy stoliku przy którym i ja mam siedzieć i od pierwszego spojrzenia  byłem trafiony. A tak nieprzystępnej kobiety to dawno nie spotkałem. I tak nieufnej.  Za nic w świecie nie chciała uwierzyć, że ją kocham. No ale chyba w końcu uwierzyła skoro się pobieracie- zauważył trzeźwo tata. No tak, ale się straszliwie napracowałem. I nadwyrężyłeś finansowo przy oświadczynach- mamusiu, ten wariat kupił z 50 róż i to nie na targu ale w hotelowym kiosku z kwiatami. Widać uznał, że jesteś tego warta. A macie już obrączki? No nie,  ja to nie będę nosił bo bez przerwy w pracy myję ręce, to raz, poza tym mam  bardzo szczupłe palce i jeśli mi obrączka przechodzi przez staw to odstaje potem na palcu i o wszystko zahacza. Pomyślimy o jakimś innym rozwiązaniu. Maria  nachyliła się do Artura i szepnęła- naszyjnik dla mamy...Przynieś z pokoju moją torebkę, proszę. W kilka minut potem Artur wręczył mamie naszyjnik bursztynowy, a Maria  jego ojcu różę na srebrnej łodyżce, mówiąc,że  nie było nic "na poziomie" co nadawało by się  dla mężczyzn, więc pomyślała, że taka róża może zdobić ojca biurko lub stać na nocnym stoliku.  A kiedy ty tę różę dorwałaś? -zdziwił się Artur? Gdy  wracałam z pracy, przeszłam jeden przystanek piechotą i ją  upolowałam. I nic mi nie powiedziałaś? Bo zapomniałam- włożyłam do torebki i zapomniałam. Przypomniałam sobie dopiero gdy się pakowałam na drogę. I jest jeszcze ten wisiorek dla twojej brataniczki.  Faktycznie, byłbym o tym zapomniał. Maciek, a właściwie dlaczego nie przyszła z tobą Ela? Bo jej nie ma, jest na wyjeździe ze swą przyszłą mamą. Są aktualnie w Szczyrku, wrócą za tydzień. Elwira prowadzi obóz i wzięła ze sobą  Elę. No to weź ten wisiorek dla Eli, dasz jej gdy wróci. Dziękuję, ucieszy się, ale będzie niepocieszona, że  was nie widziała.

                                                                         c.d.n.


Czerwcowy urlop -9

W poniedziałek rano Artur żegnał się z Marią tak, jakby nie jechał do pracy ale na wyprawę krzyżową na której ani chybi polegnie. Maria szybko przygotowała obiad dla pięciu osób, bo Artur miał przyjechać z trzema kolegami i wyruszyła po kartony, których zakupiła aż 30. Wiedząc, że przyjadą koledzy  Artura zostawiła samochód  z kartonami w środku przed domem, nie korzystając z uprzejmości panów pijaczków. Zresztą kartony powinny zostać odwiezione do mieszkania Artura, wszak stamtąd trzeba było zabrać książki.

Rzeczywiście koledzy Artura nie  należeli do wątłych. W ciągu 20 minut małżeńskie łoże zmieniło miejsce postoju a Artur wziął samochód Marii by odwieźć  kartony do swego mieszkania. Maria  poprosiła, by wszyscy wrócili razem z Arturem do nich na obiad. W godzinę później przyjechali w świetnych humorach, a na pytanie czemu musiała tak długo na nich czekać dowiedziała się tylko, że to niespodzianka.

Niespodzianka polegała na tym, że gdy siedzieli już przy kawie i cieście ucztę przerwał dźwięk domofonu a wszyscy się poderwali i razem z Arturem opuścili mieszkanie, zapewniając, że szybko powrócą i.....przywiozą książki. I rzeczywiście.  W godzinę później byli już z powrotem. Śmiali się, że właściwie zamiast wydawać pieniądze na siłownię powinni zająć się przeprowadzkami. Wszyscy trzej wgapiali się w Marię, w końcu jeden powiedział - coś mi się wydaje, że najwyższy czas się ożenić. Artur wie co robi, cwaniak. No ale on ma mieszkanie, a my jeszcze czekamy. A kiedy masz dostać mieszkanie- zainteresował się Artur. Za rok, jak nie  będzie poślizgu, już nawet piwnice są zrobione. Mogę któremuś z was wynająć to, w którym byliście po książki. Nie zedrę  z wynajmującego - opłacicie tylko media i czynsz- zależy mi na tym, żeby nie generowało kosztów i żeby go nie zniszczyć. Całe wyposażenie mieszkania, garnki, meble, pościel  zostawiam do dyspozycji. Na koniec tego tygodnia już będzie opróżnione z tego, co zabieram tutaj. Oferta ważna  48 godzin od tej chwili. Mówisz poważnie?- powątpiewał platynowy blondyn- mógłbyś za to zgarniać co miesiąc dwa tysiące. Mógłbym, jasne,że tak, ale nie od kumpla. I pani się na to zgadza?- platynowy blondyn  nie odpuszczał kierując pytający wzrok w stronę Marii. Oczywiście, że się zgadzam. To jego mieszkanie, nie moje. Ważne jest to  by nie generowało kosztów. Pustostan niszczeje znacznie  bardziej niż normalnie używane mieszkanie, szkodzi mu nawet ten fakt, że nie przepływa rurami woda, bo się w rurach wtedy gnieżdżą i mnożą jakieś drobnoustroje. Jest tylko jeden mankament - dodał Artur - dookoła sami starsi ludzie tam mieszkają, więc nie jest to miejsce do imprezowania. Blondyn wyglądał przez moment jak ryba wyciągnięta z wody - wy naprawdę  mówicie to poważnie? Tak, stary, mówimy to poważnie. Komorne to jest 300 zł miesięcznie, ale za jakiś czas na pewno wzrośnie i za rok już będzie wyższe, opłata za media zależna jest od tego ile prądu, gazu i wody zużyjecie. A mógłbym od was zatelefonować do mojej dziewczyny? No jasne, dzwoń. Telefon jest w tym pokoju, z którego zabraliście łóżko.

Maria odniosła wrażenie, że nagle wszystkim facetom wydłużyły się uszy, więc wyszła z pokoju  i po cichu zamknęła drzwi od dawnej sypialni, z której telefonował blondyn. Artur, a kiedy wy się pobieracie?-zapytał któryś z kolegów. Jeszcze nie wiemy, ale nie wiem też czy będziemy brać ślub w Warszawie czy w Krakowie. Jeszcze nawet papierów nie wyciągnęliśmy z USC. Blondyn wrócił z rozmowy i powiedział - ale te kobiety to są okropne- nie chciała mi uwierzyć, że mówię prawdę, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie wynajmuje tak  tanio mieszkania. W końcu jej powiedziałem, że  nawet jeśli ona nie wierzy, to ja się tam sam wprowadzę i będzie mogła mnie czasem odwiedzać. I naprawdę ja się tam nawet sam przeprowadzę, będę miał wreszcie bliżej do pracy stąd niż z Targówka. Poza tym to towarzystwo "targówkowe" mnie dołuje. No a przejazd przez Warszawę do Konstancina to gehenna. Jasne - tamto mieszkanie jest bardzo blisko Wisłostrady,  więc droga do Konstancina prościutka - stwierdził Artur, wsiadasz na swego "rumaka" i jedziesz. Co najwyżej raz na jakiś czas zabulisz mandat- zaśmiał się któryś z kolegów. Blondyn łypnął okiem na Artura i powiedział - koniec z szaleństwami, dziecko musi mieć ojca, wyhamowałem. Jeżdżę statecznie. Oooo, to gratulacje, a co będzie? chłopak czy dziewczynka? Dziewusia. Ślub weźmiemy za miesiąc. A wiesz stary, tam niedaleko to jest nawet żłobek - poinformował kolegę Artur. Przedszkole też tam jest blisko i szkoła. Artur- odezwała się Maria- spiszcie umowę i zamelduj tymczasowo pana w Urzędzie Dzielnicowym i zgłoś to w Administracji. Nawet przy własnościowych, spłaconych mieszkaniach trzeba to robić. I ubezpiecz mieszkanie, możesz w Warcie lub w TUZ. TUZ ma lepsze warunki, a w tych mrówkowcach to lepiej jednak gdy mieszkanie  jest ubezpieczone. To moje też mam ubezpieczone, choć to nie mrówkowiec.  

Koledzy Artura wyraźnie świetnie się czuli w ich mieszkaniu, które z wielkim żalem opuścili pod wieczór. Artur był w tzw. "siódmym niebie", bo każdy mu do ucha szeptał jakieś komplementy na temat Marii, a on niemal puchł z dumy. 

Ponieważ następnego dnia Artur pracował od godziny czternastej, rano pojechali oboje do USC po swe  dokumenty. Maria odebrała swoje niemal od ręki, Artura  miały być dopiero za dwa  dni.  Nie omawiali jeszcze kwestii ślubu-gdzie i jacy świadkowie, mieli zrobić to dopiero wieczorem. Marii było to zupełnie obojętne- postanowiła, że kwestia ślubu pozostanie w gestii Artura, ona zgodzi się na każdą jego propozycję poza - ślubem kościelnym, który i tak nie wchodził w grę, bo z pierwszą żoną Artur brał  ślub kościelny. Niespiesznie ugotowała obiad na  najbliższe dwa dni, uprała rzeczy obojga  przywiezione z urlopu, zatelefonowała do Alicji, ale ona  chyba nadal była jeszcze w szpitalu, postanowiła wieczorem  zadzwonić do jej chłopaka. Zrobiła też porządek w szafie ubraniowej, zmieniając nieco jej wnętrze, przejrzała ubrania Artura czy aby nie trzeba czegoś uszyć i doszła do wniosku, że on chyba jeśli  coś się odpruje czy oderwie to się  takiej rzeczy pozbywa i kupuje w to miejsce nową.

Zajrzała do przyszłego  gabinetu, pogrzebała nieco w książkach i natknęła się na jedną z wielu książek z dziedziny seksuologii. Przejrzała książkę na temat erotyzmu i technik seksualnych wschodu a ryciny przyprawiły  ją o gromki śmiech- wynikało z nich, że oboje partnerzy powinni mieć stawy i kości raczej z gumy, lub od niemowlęcia powinni  wykonywać takie ćwiczenia by potem móc stosować takie pozycje w trakcie stosunku. Poczytała również nieomal instrukcję w jaki  sposób doprowadzić ukochaną kobietę do szczytowania, przejrzała cały wachlarz różnych pieszczot mogących zaspokoić partnera i partnerkę, poczytała też porady psychoterapeuty i akcje Artura poszły wyraźnie w górę. Postanowiła też by spróbować bardziej wyrafinowanego pettingu na początek sesji, doprowadzając rzecz do finału. Zwróciła uwagę na to, że wszędzie podkreślano, że nic co ludzkie nie może być obce, że wstyd wpajany obu płciom od dzieciństwa rujnuje wielu ludziom życie intymne, przestudiowała uważnie męskie strefy erogenne, przeczytała porady by w czasie zbliżeń intymnych nie myśleć o tym, co jeszcze jest w domu do zrobienia. Po przeczytaniu owych kilkudziesięciu stron doszła do wniosku, że ma szczęście, bo trafiła na mądrego faceta. A jej pierwszy partner był zerem seksualnym i zaspokajał tylko siebie. Pooglądała prospekt z gadżetami erotycznymi.

Właśnie odkładała na bok książkę, którą chciała poczytać, gdy usłyszała zgrzyt zamka w drzwiach. Była siódma wieczorem, a Artur miał być w domu dopiero po  dwudziestej. Zostawiła książkę i pobiegła do przedpokoju. Co się stało, że już jesteś? Konstancin się rozleciał? Chyba nie, gdy wyjeżdżałem jeszcze  stał, ale straszliwie się za tobą stęskniłem. To dobrze, bo ja też. To chodź, szybciutko się odświeżę, miałem okropnego pacjenta, musiałem się nieźle powstrzymywać by mu nie dołożyć. Odświeżysz się ze mną? Tak, mogę cię nawet calutkiego umyć, bardzo to lubię robić. A co jeszcze lubisz robić? Całować cię, przytulać  się do ciebie,patrzeć ci w oczy, wtulać twarz w twą szyję i czuć jak ci krew pulsuje i lubię czuć cię w sobie. Tak naprawdę to lubię wszystkie twoje pieszczoty. Jestem od ciebie uzależniona. A ja od ciebie i to naprawdę ogromnie. Nie podejrzewałem, że tak bardzo będziemy do siebie pasować. Nigdy czegoś takiego nie przeżywałem. I mam podejrzenie, że jesteś pierwszą kobietą, którą naprawdę kocham. A wśród chłopaków zrobiłaś  furorę. Darek to dałby się pewnie za ciebie żywcem pokroić. Arti, ale ja  nie wiem który to jest Darek. No ten, który mieszka w moim  mieszkaniu. Aaa, ten platynowy blondyn. On ma te włosy takie jakby były rozjaśniane chemicznie. Zawsze miał takie, odkąd go znam, na studiach też. To bardzo porządny facet, trochę pechowiec. Bo trzeba  mieć pecha by prezerwatywa trzasnęła akurat w połowie  cyklu. I też się bardzo z Izą kochają, są ze sobą już chyba 4 lata. Gdy powiedział, że kobiety są dziwne, bo ona nie chciała uwierzyć w taką okazję to mało mnie nie skręciło w środku ze śmiechu. Arti, ale ja już wierzę w to, że mnie kochasz. I wiem, że jesteś naprawdę wspaniałym facetem. I że mam naprawdę dużo szczęścia, że cię spotkałam. Chodź, zjemy obiado-kolację i zrobimy sobie dobrze. To brzmi interesująco. A tak dokładnie to co masz na myśli? Zobaczysz, cierpliwość popłaca. Nigdy tego nie robiłam  ale mam nadzieję, że się uda- nie święci garnki lepią. No powiedz, bo umrę z ciekawości. Z ciekawości się nie umiera. Zjemy dziś w szlafrokach. No powiedz, proszę. Arti, jeśli powiem, to już nie będzie niespodzianka. Gdy Maria podała kolację Artur powiedział - no to dziś mamy wieczór niespodzianek- ogromnie lubię tak przyrządzone mięso i takie kartofle. A ja też - robi się szybko a jest smaczne. A skąd wiedziałaś, że to lubię? Nie wiedziałam, zrobiłam w ciemno, mając nadzieję, że też to lubisz. A na deser też jest to co ja lubię, czyli krem z poziomkami. A skąd ty wzięłaś poziomki? Wieki ich nie jadłem! Z prywatnego warzywniaka na naszym osiedlu - to ta  betonowa budka w paskudnym szarym kolorku, ale ma dobre zaopatrzenie. Pycha- rozpływał się w zachwytach Artur. A ten krem to z czego? Bita śmietana z odrobiną  cukru. Zaraz  dołożę jeszcze poziomek, trzeba je dziś zjeść. Wiesz, jeszcze nie spotkałam w życiu człowieka, który nie lubiłby poziomek. Co prawda i tak najlepsze są te leśne, ale te ogrodowe są niewiele gorsze. Wyskrobując  z kryształowej miseczki resztkę poziomek Artur powiedział - zupełnie zapomniałem ci powiedzieć- rozmawiałem dziś z mamą i powiedziałem jej, że mam narzeczoną i że chyba przyjedziemy do nich w tę sobotę, jeśli oczywiście ty będziesz mogła. I obiecałem, że jeszcze dziś oddzwonię w tej sprawie. Zgadzasz się, moja cudna? Oczywiście. Gdzie ty Kajus, tam ja Kaja. A czym pojedziemy? Jeszcze nie wiem, może polecimy samolotem. Jutro się zorientuję w tej materii. Chodź, zadzwonimy do mamy. Poza tym oprotestowałem w pracy ten tryb w którym  pracujemy i chłopcy mnie co do jednego poparli, dziewczyny też. Chcemy pracować na zmiany tygodniami a nie każdego dnia zmiana. Wściec się można w takim trybie. 

Telefon do mamy był zabójczo  krótki - "mamuś, będziemy w sobotę, ale nie wiem o której, dam znać jak będę wiedział." 

No to czekam na następną niespodziankę. To poczekaj jeszcze  trochę bo to łóżkowa niespodzianka.  Ja już jutro idę do pracy, to muszę wcześniej wstać i dziś nieco wcześniej niż o północy zasnąć. Połóżmy się około dziesiątej. Arti, a jak jutro pracujesz, bo już  się pogubiłam - jutro idę rano, wychodzę z pracy o 14,00. Posłuchaj więc - mięso masz już zrobione, jest w  garnku w lodówce, dorób do niego surówkę i ugotuj albo makaron albo kartofle, co wolisz. Ja będę normalnie, czyli przed siedemnastą. To może ja bym po ciebie przyjechał samochodem? Nie ma sensu -z biura mam do autobusu ze 200m, tak jak tu z autobusu. Tam nawet nie ma gdzie zaparkować.Gdyby było gdzie parkować to bym jeździła samochodem. Idę umyć paszczękę, a ty pościel łóżeczko. Gdy już leżała w łóżku zadzwonił telefon, wiec wstała  i odebrała go. 

Gdy Artur wrócił z łazienki Maria  leżała w łóżku z twarzą wbitą w poduszkę i płakała - okazało się, że tego popołudnia zmarła w szpitalu Alicja. Zapalenie płuc w końcu wyleczono ale serce nie wytrzymało. Jakimś cudem zbyt późno zorientowano się, że ma  wadę serca, ale nie zdążono przenieść ją na leczenie do specjalistycznego szpitala.

                                                                          c.d.n.


poniedziałek, 12 kwietnia 2021

czerwcowy urlop 8

Przed wyjściem do mieszkania Artura Maria szybko rozrysowała plan swojego mieszkania i wszystko zwymiarowała.  Artur zaproponował, by sypialnię zrobić w pokoju od południowego zachodu, bo jego okna  wychodzą na  duży trawnik, a okna dotychczasowej sypialni wychodzą na uliczkę, którą co i rusz podjeżdżają samochody. Co do przestawienia łóżka to żaden problem, bo on ma w pracy kilku silnych i chętnych kolegów i pomogą mu w przestawieniu mebli jak i przerzuceniu jego mebli i rzeczy z jego mieszkania do mieszkania Marii.  Maria całkiem przytomnie  zauważyła, że jeśli Artur  wynajmie komuś swoje  mieszkanie, to chyba raczej z umeblowaniem, a ona ma pieniądze na  meble u siebie, tylko trzeba teraz razem pomyśleć nad urządzeniem i przelecieć się nieco po sklepach meblowych i coś kupić.  A gdy kupią meble to razem z ich montażem. 

Mieszkanie Artura było dwupokojowe, w wieżowcu i jak twierdził Artur, jedyną jego zaletą to był widok z okien, bo mieszkanie było na 8 piętrze. Na szczęście windy były dwie i nie psuły się zbyt często, bo w bloku było tylko dwoje nieletnich dzieci, które nigdy same nie urzędowały poza mieszkaniem. Mankamentem dodatkowym była bliskość ulicy o sporym natężeniu ruchu miejskiego. Wspólnie doszli do wniosku, że najmądrzej będzie gdy Artur weźmie tylko wszystkie swoje rzeczy osobiste i oczywiście książki. Maria podsunęła pomysł, że skoro przeniosą sypialnię do innego pokoju, to w byłej sypialni dobrze będzie zrobić miejsce do pracy, wstawi się tam regały z książkami i biurko i dwa fotele, żeby było wygodnie  czytać, a gdy Artur zdecyduje się  jednak robić doktorat to będzie miał wygodny  gabinet. A skąd ci wpadło na myśl, że może będę robił doktorat? Nie wpadło mi, tylko coś raz na ten temat napomknąłeś, więc pomyślałam, że taki pokój byłby przydatny. Wiesz, może nie jestem najmądrzejsza pod słońcem, może nie potrafię już teraz nikomu w pełni zaufać,  ale pamiętliwa to jestem. Pamiętam wszystko co mówiłeś odkąd pierwszy raz się do mnie odezwałeś. A poza tym uważam, że mógłbyś doktorat zrobić, bo nie ma zbyt wielu fizjoterapeutów z tym stopniem. I jestem pewna, że bez problemu zrobiłbyś  doktorat. A np. w takiej prywatnej przychodni rehabilitacyjnej to przyciąga pacjentów. 

Maryś, ty mnie powalasz na kolana- uwielbiam cię, zaskakujesz mnie nieustannie! Wierzysz, że bez trudu zrobię doktorat a jednocześnie nie możesz uwierzyć, że cię naprawdę kocham!  Arti, to są dwie różne rzeczy. Zobaczymy co tobie wpadnie do głowy gdy będziesz musiał gdzieś sam, beze mnie wyjechać. Złe myśli przychodzą nam do głowy głównie z powodu naszych wcześniejszych złych doświadczeń.

Przyznasz sam, że to wszystko między nami miało tempo lotu rakiety kosmicznej. Oszukał mnie ktoś, komu ufałam i znałam sporo czasu, ponad rok, nim znalazłam się z nim w łóżku. A z tobą to było zupełnie inaczej, chwila - moment i byłam gotowa iść za tobą na koniec świata. Więc cały czas tłumaczyłam sobie, że to nie miłość z twojej strony ale zwykła chęć przeżycia  przygody wakacyjnej, więc nie powinnam ci wierzyć, bo przecież już raz się tak  bardzo zawiodłam, a tamtego przecież znałam o wiele dłużej.  A każdy z nas gromadzi przecież w pamięci wszystko co przeżył i te nasze  przeżycia i wysnute z nich wnioski pozwalają nam podobno nie popełniać kolejnych błędów. I trochę mnie przeraziło, że moje ciało nie słucha mojego rozumu. I też się zastanawiam jak ja bez ciebie przeżyję te 10 godzin na dobę. I bardzo mi się podoba projekt bym się przekwalifikowała i byśmy pracowali razem. I wiesz co, jeszcze nigdy nie powiedziałam nikomu tyle o sobie, o swych wątpliwościach, lękach -nawet Alicji.

Artur tulił Marię, delikatnie całował, w końcu powiedział - przepracowałem traumę gdy padło moje małżeństwo- to były dwa lata z życiorysu. Ty jesteś zupełnie inna, przede wszystkim jesteś mądrą kobietą, łączysz urodę i wdzięk  z mądrością. I tak naprawdę rozumiem twoje obawy. I też byłem bardzo zaskoczony tempem w jakim się w tobie zakochałem. 

Teoretycznie jestem raczej racjonalnie myślącym człowiekiem, ale wierzę, że nie wszystko od nas zależy, że istnieje jakaś zbiorowa mądrość i czasem mamy do niej dostęp i wtedy znajdujemy tę swoją drugą połowę, kiedyś od nas "odkrojoną", wpadamy na genialny pomysł, lub dokonujemy jakiegoś wynalazku. Wiesz Maryś- dla mnie  cudowne jest to, że mówimy sobie o wszystkich swoich wątpliwościach i czuję cały czas, że nadajemy na tych samych częstotliwościach. 

Nim wszedłem na stołówkę to wiedziałem, że będę siedział z dwiema młodymi osobami płci żeńskiej, bo ktoś kiedyś  wpadł na pomysł, by przy stoliku siedziały, w miarę możliwości, osoby z tego samego miasta, bo wtedy łatwiej jest nawiązać rozmowę. Obserwowałem cię chwilę stojąc przy recepcji i pierwszą myślą było - czemu ja jej nie poznałem wcześniej? Już pierwszego wieczoru czułem, że się pogrążam w uczuciu do dziewczyny, której wcale nie znam. Byłaś nieco zalotna ale jednocześnie trzymałaś mnie na dystans. Taka dziwna mieszanka. 

Arti, wyłóżmy na tapczan wszystkie rzeczy, które chcesz zabrać, to będziemy wiedzieć ile pudeł trzeba będzie w poniedziałek zakupić. Oczywiście ubrania możemy zabrać już dziś. Planowałam, żeby książki były nie na otwartych regałach, ale w szafach bibliotecznych, nawet znalazłam punkt,  gdzie można je zamówić za  całkiem przyzwoitą cenę, wybrać kolor okleiny, dopasować rozmiar. A dopóki nam nie zrobią szaf książki pomieszkają w pudłach.

Pościel też tu zostaw, u mnie czego jak czego, ale pościeli nie brak- wszak rodzice ponoć nie planowali zostania w Australii i pościeli, garów , w ogóle wyposażenia domu  na wycieczkę nie zabrali. Muszę się przejechać do banku i sprawdzić swoje dolarowe konto- ostatnio przestali przysyłać wyciągi z konta - takie nowe udogodnienie. Trzeba się pofatygować osobiście i swoje odstać w kolejce.

Maryś, weź łaskawie pod uwagę, że ja się włączę do wszystkiego finansowo - brałem sporo prywatnych fuch a mało wydawałem, bo nie piję, nie  gram w karty, nie wydawałem też na dziewczyny, bo nie szukałem wrażeń. I będą też jakieś pieniądze z wynajmu tego mieszkania. I wiesz o czym pomyślałem? Trzeba się przejść do spółdzielni i rozejrzeć za jakimś większym mieszkaniem - ta nasza spółdzielnia nadal przecież buduje mieszkania, więc trzeba zobaczyć gdzie i jakie. Wiem, że oni chętnie biorą stare mieszkania w rozliczeniu, a ty jako ekonomistka ogarniesz sprawę na ile się to opłaca. Bo może lepiej jest zamienić te dwa na jedno, większe ale z ogłoszenia na wolnym rynku. Stąd jest co prawda dobry dojazd i do centrum miasta i do Konstancina. Ale to nie pilne i wykonalne dopiero po ślubie. Nie mniej już teraz nie myśl w kategoriach ja, on, ale zaakceptuj do wszystkiego słówko MY. To takie miłe, ładne słowo! Wiesz co, ja to się już czuję jakbyśmy byli małżeństwem. Maria popatrzyła się na niego nieco zdziwiona - a to człowiek się inaczej czuje gdy jest żonaty? W pewnym sensie tak, bo czujesz się odpowiedzialna za tę drugą osobę. No to ja jestem w takim razie od samego początku twoją żoną, bo cały czas czuję się jakoś za ciebie odpowiedzialna- żebyś nie był głodny, żebyś się nie zaziębił, żebyś był ze mną szczęśliwy. I  jakoś wcale mi do tego nie jest potrzebne świadectwo ślubu, wystarczy to, że cię kocham.  Arti, przecież ty się też cały czas, odkąd jesteśmy razem, o mnie troszczysz - pilnujesz żebym się nie przemęczała, nie wychłodziła i żeby mi było z tobą dobrze na wielu poziomach. Świadectwo ślubu nic do tego nie ma. 

Artur chwilę milczał, potem powiedział - masz rację. Nie rozmawialiśmy jeszcze o jednej sprawie - czy będziemy mieć dzieci? Jak to widzisz? Tak naprawdę to jeszcze nie wiem - na pewno nie teraz-zaraz. Mam wrażenie, że wpierw trzeba razem zatęsknić za posiadaniem dziecka, bo gdy tylko jedno tego chce, to z czasem dziecko będzie czynnikiem konfliktogennym. Na razie ten temat wkładam ad acta, nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Ale nie wykluczam takiej możliwości. Wydaje mi się, a raczej jestem tego pewna, że musimy oboje za tym zatęsknić, a nie tylko jedno z nas. Arti, a ty już tęsknisz za dzieckiem? Artur skrzywił się - tak naprawdę to nie czuję jeszcze potrzeby posiadania potomstwa, tylko chciałem wiedzieć jak ty na to patrzysz. No widzisz, do wszystkiego trzeba po prostu dojrzeć a do macierzyństwa i ojcostwa zwłaszcza. Poczekajmy jeszcze, korzystajmy z dobrodziejstwa patentu, nacieszmy się po prostu sobą. 

Arti, włóż do torby to co ci będzie potrzebne na najbliższe dwa tygodnie. I zauważ, że w tej torbie jest jeszcze jedna torba, wzięłam dwie. Sprawdzę w piwnicy ile mam tam kartonów. Do pracy wracam dopiero w środę, więc będę miała trochę czasu na kupienie kartonów. Jest taka  fajna firma na dalekiej Ochocie z kartonami i wszelakimi opakowaniami. I mili panowie tam pracuję, "samotnej kobiecie" załadują do samochodu rozłożone kartony, a za trzy piwka któryś z pijaczków spod sklepu wniesie mi to do mieszkania.  Ja mam u nich chody, bo jednego poratowałam kiedyś plastrem z opatrunkiem. Stał sierota przy sklepie z rozbitym łukiem brwiowym i krew mu kapała.   A że ja zawsze mam jakiś plaster z opatrunkiem przy sobie to mu to zakleiłam i zawiozłam faceta do przychodni. Znałam jego żonę, ale ona przewinęła się na raka i on zaczął się po jej śmierci "znieczulać". Nie przyznałam się, że znałam jego żonę, nie czuję się na siłach by być terapeutką obcego faceta.I zawsze mi się grzecznie pijaczkowie kłaniają nazywając mnie "panią sąsiadką". Przed południem to są jeszcze dość przytomni. I nigdy przy mnie nie przeklinają.

                                                                        c.d.n.



niedziela, 11 kwietnia 2021

Czerwcowy urlop -7

 Jazda w dwa samochody najczęściej jest dość męcząca. Ustalili, że Maria będzie  jechać na pierwszej pozycji, Artur za nią. Wyjechali zaraz po śniadaniu. Najgorzej jechało się im  przez cały Półwysep a na obwodnicy Gdańska był korek  spowodowany pracami drogowymi. Maria uprzedzała Artura, że ona nie ma zwyczaju jeść po drodze a korzystanie z toalet na stacjach benzynowych też jest dla niej udręką, więc w drodze "żywi się" głównie czekoladą i ewentualnie je jabłko gdy się jej zachce pić. Poza tym trasa do 400 km to dla niej przysłowiowa "pestka", ale kiedyś się zmęczyła jadąc  do Kołobrzegu, bo to jednak jest z Warszawy ponad 500 km i musiała nieco w drodze odpocząć. Jak zawsze wszystko zależy od tego jaka będzie płynność przejazdu - po prostu płynny przejazd  jest mniej męczący. Gdy już wreszcie wyplątali się z gdańskiej obwodnicy Maria nabrała "wiatru w  żagle" . Co prawda nie żyłowała samochodu, ale przejazd był na tyle płynny, że poza odcinkami wymagającymi zdjęcia nogi z  gazu z powodu nakazu ograniczenia szybkości, jechała 100-110 km/godz. Od Palmir już jechała znacznie wolniej - po prostu kilka razy zdarzyło się jej zapłacenie mandatu na tym odcinku. Artur nie wiedząc czemu Maria tak bardzo zwolniła martwił się, że może  źle się czuje, ale gdy już wjechali w granice  wielkiej Warszawy to i tak musieli zwolnić. Zgodnie z umową zajechali wpierw do mieszkania Marii. Gdy tylko zaparkowali Artur wyskoczył z samochodu by się dowiedzieć, czy z Marią wszystko w porządku, czy się aby za bardzo nie zmęczyła i poprosił by sama nie wyciągała i nie niosła do domu swej wielgachnej torby. Arti, ta torba może i wygląda na ciężką, ale wcale nie jest ciężka, waży góra 12  kilogramów, ważyłam ją przed wyjazdem, dam radę ją wnieść, w końcu mieszkam na pierwszym piętrze.  A leżaki wezmę do domu później. Bierz swoje rzeczy i idziemy. A samochody odstawimy na parking strzeżony później. 

Gdy tylko zamknęli za sobą drzwi wejściowe mieszkania Artur stwierdził, że już się za nią niesamowicie stęsknił i że jeżdżenie w dwa samochody jest do kitu.  Maria wyciągnęła z lodówki 1 butelkę zimnej wody, w dzbanku pomieszała wodę z lodówki z wodą, która czekała na nich w mieszkaniu i oboje czym prędzej uzupełnili poziom płynów. Włączyła piekarnik, wstawiła do niego zamrożony obiad i stwierdziła, że musi iść do sklepu, bo trzeba kupić "coś zielonego" do obiadu no i "resztę" produktów na kolacje i na śniadania aż do poniedziałku. Oczywiście zaraz się dowiedziała, że mogą albo pójść razem, albo ona mu napisze co ma kupić i on pójdzie sam. Wygrała wersja pójścia do sklepu we dwójkę. Do sklepu to było coś około 120 metrów i ku wielkiemu zdumieniu Artura Maria wzięła wózek zakupowy i dwie siatki, ale na szczęście nie zadał typowo męskiego pytania  " a na co ci tyle siatek i jeszcze wózek"? W sklepie dostał polecenie, by wybrał to co on lubi jeść, zakupy na dziale mięsnym zrobili wspólne, wędliny lubili na szczęście te same, potem wspólnie wybrali  "coś słodkiego", owoce, "materiał" na surówki. Gdy pakowali wszystko do torby zakupowej i dwóch siatek Artur sam sobie  gratulował, że nie wyraził głośno zdziwienia na co biorą taką ilość  siatek. Arturowi przypadło niesienie dwóch całkiem pełnych toreb zakupowych, a Maria bez problemu ciągnęła  torbę-wózek, która  miała na tyle duże kółka, że można było bez trudu wciągnąć ją po schodach. Tak przy okazji Maria wyjaśniła, że ona  zawsze używa tej torby na kółkach, żeby nie  dźwigać, bo zakupy to robi raz na kilka dni.

Potem wspólnie kroili  "zieloności" na surówki, Maria pokazała  gdzie są przyprawy. Tymczasem obiad nie tylko się rozmroził ale i solidnie odgrzał co zachwyciło Artura, który już był głodny. Maria z zachwytem patrzyła jak znika jej dzieło obiadowe - pilaw z mięsem drobiowym i marchewką. Ona zjadła raptem ze trzy łyżki, co zmartwiło Artura, ale wytłumaczyła mu, że przez drogę pasła się czekoladą a to bardzo kaloryczne jedzonko i po prostu jeszcze nie zgłodniała. Artur przed drogą też dostał tabliczkę czekolady już połamanej na kawałki, ale zupełnie o niej zapomniał i nic nie jadł.

Po obiedzie była kawa, sernik, truskawki oraz lody. I wreszcie stęskniony Artur mógł przytulić i całować swój skarb. A skarb, nieco jednak zmęczony, bardzo mocno objął Artura, wtulił się w niego i...najzwyczajniej w świecie zasnął. Artur bał się poruszyć,  by przypadkiem Marii nie obudzić, w końcu i jego zmorzył sen. Obudzili się niemal jednocześnie po dwugodzinnej drzemce. 

Maria stwierdziła, że teraz Artur powinien obejrzeć jej mieszkanie. Dużo do oglądania to nie było, raptem 3 pokoje z kuchnią, łazienką i WC. Okna dwóch pokoi wychodziły na południowy zachód, okno kuchenne i trzeciego pokoju na północny-wschód. Pokój dzienny(od strony południowo-zachodniej) posiadał loggię i to całkiem sporą. Jej mieszkanie było o kilkanaście metrów większe od jego mieszkania i Maria  zaproponowała, żeby Artur wprowadził się do niej. Skoro kiedyś mieszkała tu razem z rodzicami i jakoś z tym metrażem 56 metrów kwadratowych "wyrobili" w trzy osoby, to w dwie tym bardziej się pomieszczą. Sypialnię Maria urządziła sobie w pokoju wychodzącym na północny wschód, w dużej ubraniowej szafie było jeszcze sporo miejsca na ubrania dla drugiej osoby, a łóżko było podwójne. Drugi mały pokój miał dwuosobową wersalkę, regały i biurko, pokój dzienny stał nieco ogołocony z mebli, bo siostra jej matki  zabrała meblościankę, która zdaniem Marii była paskudna, ciemna i na "wysoki połysk". Teraz w pokoju dziennym stał tylko tzw. "stolik kawowy", przy nim dwa fotele, całość "wzbogacała"  wersalka. Posiłki wszystkie Maria jadła w kuchni a gości po prostu nie przyjmowała. Ma co prawda pieniądze na meble ale jakoś cały zapał do meblowania zniknął jej po kontakcie "z niedoszłym, niewiernym". A jeśli się Artur do niej sprowadzi, to swoje mieszkanie może wynająć komuś, nie będzie  wtedy generowało kosztów. Tylko niech jeszcze spokojnie się zastanowi, czy naprawdę chce być z nią, czy może to był tylko wakacyjny kaprys. 

Artur podszedł do niej, ujął jej twarz w dłonie, zatopił wzrok w jej oczach i cicho zapytał- powiedz mi, dlaczego mnie ranisz? Kocham cię, pragnę być z tobą, chcę byśmy się pobrali, czy ty tego nie rozumiesz? Tak najzwyczajniej w świecie się w tobie zakochałem i chcę być z tobą jak długo mi życia starczy. Co mam zrobić byś mi wreszcie uwierzyła? To ja raczej powinienem się  dziwić że chcesz być ze mną - nie jestem bogaty, nie jestem sławny, do Adonisa też mi daleko. Pomyśl jeszcze i o tym, że bardzo rzadko zdarza się to co przydarzyło się nam za naszym pierwszym razem - szczytowaliśmy jednocześnie, co niektórym parom udaje się bardzo rzadko, a większość kobiet nigdy nie szczytuje. I nie myśl, że wiem o tym z własnego doświadczenia - mam kolegę seksuologa a w domu mnóstwo książek od niego właśnie. Gdybym cię nie kochał, nie wychodziłbym z skóry byś miała orgazm - mogłem (jak większość) po krótkiej grze wstępnej wejść w ciebie i w kilka minut sprawę zakończyć a potem się zapytać czy ci było dobrze, a ty pewnie byś powiedziała, że tak, bo nawet nie bardzo wiedziałaś dotąd co  znaczy to "dobrze". Maria miała łzy w oczach, a gdy Artur je delikatnie ocierał powiedziała - przepraszam cię, nie chciałam cię zranić, tylko mi jakoś trudno uwierzyć, że mnie pokochałeś. No to uwierz wreszcie, głupiątko kochane.  Oczywiście, że się do ciebie wprowadzę. I to jeszcze w ten weekend, bo nie zasnąłbym bez ciebie. A w tygodniu odwiedzę USC rano,gdy będę miał popołudniową zmianę i wezmę swoje dokumenty. A ty idź tam w poniedziałek rano po swoją metrykę, chyba że masz  metrykę w domu. I złożymy dokumenty. A w któryś weekend pojedziemy do Krakowa, chcę byś poznała  moich rodziców i mego brata. Wydmuchaj nosek, pełno w nim łez. A potem mi zademonstrujesz swoje umiejętności jako masażystka, dobrze? I wiesz co? gdy się pieścimy koryguj mnie, mów jeśli coś ci mniej będzie odpowiadało, dobrze? Dobrze, ale mnie wszystko odpowiada co ze mną robisz - zapewniła go Maria- no to  mów mi o tym, chcę wiedzieć co czujesz. Gdy mnie będziesz masować ja na pewno ci powiem co czuję, gdzie mnie  boli w czasie masażu albo gdzie chcę być dłużej masowany.

Arti, nie gniewaj się, ale czy mógłbyś mi powiedzieć z iloma kobietami żyłeś nim się poznaliśmy? Mogę- jesteś czwarta, w tym liczę też żonę. Ale od czasu żony to jesteś pierwsza. A ty mój skarbie ilu zaliczyłaś? Jednego, niedoszłego-niewiernego. No popatrz Maryś, jacy szalenie rozwiąźli z nas młodzi ludzie! Wstrząsające! To gdzie będzie ten masaż? W sypialni, tylko wpierw trzeba rozłożyć prześcieradło kąpielowe, żeby nie wybrudzić pościeli olejkiem. Zaraz je przyniosę, jest w łazience.

Razem rozłożyli duże frotowe prześcieradło i Maria zarządziła- no to się rozbieraj, do golasa. Artur spojrzał  na nią uśmiechając się - to bardzo dziwne, że mam być goły do masażu.A chcesz mieć bokserki wytytłane olejkiem? A poza tym bardzo lubię oglądać cię gdy jesteś golutki. A ty będziesz ubrana? Prawie- będę w majtkach i staniku. Rozumiem, to będziesz ubrana niczym mniszka. No to kładź się na brzuchu. A jak ty się tu do mnie dostaniesz? Nie martw się, to moje zmartwienie. Powąchaj olejki i wybierz który wolisz. Ten zielonkawy, a co to jest? Avocado. To się  podobno je, ale jakoś nie miałem odwagi. To żałuj, zrobię gdy będzie. Maria rozsiadła się na jego udach i zaczęła od delikatnych ruchów by dobrze rozprowadzić olejek. Ooooo, to nawet miłe - stwierdził Artur. Masz taki delikatny dotyk. Ale wkrótce ten delikatny dotyk bardzo się zmienił i co jakiś czas rozlegało się  "ała, to boli, czym ty to robisz?"  Ręką - zapewniała go Maria- wytrzymaj chwilę, zaraz ci to rozmasuję i przestanie boleć. Po 20 minutach lekkich tortur pleców zabrała się za pośladki, informując Artura,  że  prawy mięsień gruszkowaty zaraz go zaboli, bo musi w niego wbić swój kciuk. A jutro to będzie go trzeba rozciągnąć, takim jednym prostym ćwiczeniem, potem zabrała się za uda, na końcu za łydki.

No to druga strona- zarządziła. Ale druga strona była co nie bądź nie gotowa do masażu, za to w pełnej gotowości bojowej do innych zadań. Widzisz co zrobiłaś? teraz ja się nad tobą poznęcam, śmiał się Artur. "Znęcanie" się było wielce satysfakcjonujące dla obojga a Maria uczyła się mówić o tym co czuje, co jej odpowiada a co nie za bardzo.

Wieczorem odprowadzili  samochody na strzeżony parking a wracając z parkingu szli przytuleni, więc oczywiście musieli spotkać kilka znajomych sąsiadek Marii i zaprzyjaźnionego z Marią psa, który uznał, że skoro Maria idzie przytulona do  faceta, to ten facet jest też jego przyjacielem i Artur został protekcjonalnie liźnięty, a właścicielka psa powiedziała do Marii - Kuba się zna na ludziach!

Gdy wieczorem  już leżeli w łóżku Maria powiedziała- ostatnio coś sporo rzeczy spotyka mnie po raz pierwszy w życiu. Po raz pierwszy szczytowałam, ty jesteś pierwszym mężczyzną, który spędzi noc  w mojej sypialni, ty jesteś pierwszy, z którym wypróbowałam "patent" i jesteś pierwszym , z którym rozmawiam o seksie tak jak o innych sprawach. No i to napawa mnie dumą- stwierdził Artur. I wiesz co -szkoda, że nie zrobiłaś zawodowego kursu- czy wiesz jaki masaż mi zrobiłaś? Wiem, uproszczony rolfing. Zgadza się, tylko pacjent ci się trafił kiepski bo jest w tobie po uszy zakochany i wciąż ciebie spragniony  i każdy twój dotyk przeogromnie na mnie działa. Pomyśl nad tym zawodowym kursem, moglibyśmy razem pracować. Bo chcemy w kilku zorganizować prywatną placówkę rehabilitacyjną. To jeszcze melodia przyszłości, zdążyłabyś zrobić w międzyczasie kurs. Zastanawiam się jak ja wrócę do pracy? tyle godzin bez ciebie, koszmar jakiś.

Jutro podjedziemy do mojego mieszkania, muszę trochę rzeczy zabrać i zastanowimy się nad meblami, bo część może weźmiemy ode mnie. Czy twoi rodzice przyjadą na  nasz  ślub? Chyba  żartujesz?  Oni mnie zostawili, więc nie czuję się w obowiązku informowania ich, że mam zamiar wyjść za mąż. Przecież oni nawet do mnie nie piszą, tylko co jakiś czas wpłacają  coś na konto. Są śmiertelnie obrażeni, że nie chcę do kangurów polecieć. 

Nie martw się Maryś, moja rodzina cię zaadoptuje w całości, dodatkowo będziesz  miała szwagra i pewnie szwagrową, bo coś mi się obiło o uszy, że chce się żenić.On jest wdowcem i ma córkę, więc bardzo długo nie mógł się zdecydować na małżeństwo.  Może w następny weekend pojedziemy do Krakowa? Bardzo chcę się tobą pochwalić. No to muszę w takim razie iść do fryzjera i zrobić porządek z włosami. A co to znaczy porządek z włosami? Chyba nie chcesz ich obciąć na krótko? Na krótko to nie, ale trzeba je trochę wyrównać. Będą o 2 cm krótsze i zaraz będą się same dobrze układać. Ale ja lubię jak masz taki lekki bałagan na głowie- marudził Artur, lubię szukać w nich twoich uszek, lubię  się nimi bawić. A ja lubię całować cię w szyję, bo się wtedy z twoim ciałem różne dziwne rzeczy dzieją, podobnie jest gdy ci przejeżdżam palcem po kręgosłupie. I w ogóle uwielbiam cię całować, no właśnie zauważyłam, że dawno tego nie robiłam, pewnie już ze 20 minut.

                                                                              c.d.n.


Czerwcowy urlop -6

 Po tak spokojnie przespanej nocy postanowili podjechać do Helu i popłynąć do Sopotu. Obejrzeli w Sopocie nowe, nadmorskie osiedle. I stwierdzili, że może  drugą część swych urlopów spędzą właśnie w  Sopocie, w którymś z tych mieszkań, które głownie były  wykupione właśnie  pod wynajem przez letników. Mieszkania były w pełni urządzone i wyposażone łącznie z akcesoriami kuchennymi, był też garaż.  Marii nie przeszkadzało, że czeka ją na takiej kwaterze gotowanie, a na dodatek Artur zapewniał ją, że on też potrafi gotować, więc  razem na pewno szybko się uporają z gotowaniem. A skoro będą się sami zajmować przygotowywaniem posiłków to będą sobie gotować tylko to co lubią. 

Przeszli się do biura, w którym można było zrobić rezerwację i zadatkowali mieszkanko dwupokojowe na 2 tygodnie na przełomie sierpnia i września. Do plaży mieli z tego budynku mniej więcej około 350 metrów, w pobliżu była też całkiem miło wyglądająca restauracja a na  plaży, blisko wejścia na nią, była smażalnia ryb, poza tym można było tam kupić coś zimnego do picia oraz kawę. Sprawdzili też na planie, że  niedaleko, mniej więcej w odległości pół kilometra jest nieźle zaopatrzony bazar, na którym można się zaopatrywać w zieleninę i nabiał, a do dobrze  zaopatrzonego dyskontu jest raptem 1,5 km. Przetestowali od razu ryby w smażalni i nadmorskim bulwarem przeszli w stronę mola. Oczywiście Maria zaraz pociągnęła Artura do niezliczonych wręcz kiosków z wyrobami z bursztynu, uprzedzając go, że ona chce tylko popatrzeć a nie kupować. Ale w jednym z kiosków Artur wypatrzył naprawdę ładny srebrny pierścionek z bursztynem i udało mu się ubłagać Marię by pozwoliła mu kupić ten pierścionek dla niej. Trzeba oddać Arturowi sprawiedliwość - wybrał naprawdę piękny pierścionek. W kolejnym kiosku poprosił by Maria pomogła mu wybrać jakiś wisiorek dla jego nastoletniej bratanicy i Maria wyszukała niewielką, bursztynową różyczkę na  srebrnym łańcuszku, a dla jego mamy wybrała naszyjnik z bursztynowych łezek.

A ty nic nie kupujesz swoim? -zapytał wyraźnie zdziwiony. Maria pokręciła przecząco głową- nie, bo moi siedzą od kilku lat bardzo daleko od Polski, w Australii. I nadziwić się nie mogą, że mnie się nie chce jechać do kangurów. Mieszkają w Sydney. A twoi rodzice są w Warszawie? Nie, w Krakowie, więc nieco bliżej niż w Australii. No fakt, zaśmiała się Maria. W porównaniu do Australii zwłaszcza. Czasami czuję się jak sierota, ale  naprawdę mnie do Australii nie ciągnie. Nie wiem dlaczego nie wybrali Austrii, też na "A"a znacznie bliżej, zaśmiała się Maria. Może powinnam się cieszyć, że nie wybrali np. Angoli,też jest na "A" i dostatecznie daleko od Polski. Co jakiś czas mnie nagabują bym przyjechała ale ja nie mam ochoty. Już właściwie przebolałam ich nieobecność. Jest mi tu całkiem nieźle bez nich. Przynajmniej nikt mi głowy nie truje i wiem, że jestem sama za siebie odpowiedzialna. Wyjechali gdy miałam 21 lat, no więc byłam dorosła. A wyjechali "na wycieczkę", zaproszeni przez  kolegę ojca. No i nie wrócili. 

Tak mniej więcej po pół roku ich nieobecności siostra mojej matki zorientowała się, że mieszkam sama  i przydreptała do mnie. Wpierw włosy z głowy rwała, że taka młoda osoba to nie powinna mieszkać sama, potem namawiała mnie żebym koniecznie do rodziców pojechała ale jak się zaczęła za bardzo szarogęsić to powiedziałam jej kilka niemiłych rzeczy i dała mi spokój. Rodzice przepisali na mnie to mieszkanie, w którym mieszkam i co jakiś czas coś mi wpłacają na konto dolarowe, żebym nie była  goła i bosa. Spoza ścisłej rodziny to tylko Ala od początku wie, że jestem w Polsce sama. Teraz i ty wiesz, a "niedoszły, mało wierny" nic o tym nie wiedział. Artur patrzył na nią z pełną powagą,  wziął ją za rękę i powiedział - ja cię nie zawiodę, przysięgam. 

Ale przecież - zaczęła mówić Maria, ale Artur przerwał jej- nawet jeśli mnie  nie zechcesz to i tak cię nie zawiodę. W moim wieku to już się człowiek orientuje we własnych uczuciach. Wybacz, że mówię ci to w tak nie romantycznych  okolicznościach, ale ja cię po prostu kocham. Nie tylko twe walory zewnętrzne ale i to wszystko jaka jesteś. Po prostu kocham cię i marzę żebyś chciała być ze mną na zawsze. Na twoich warunkach, chociaż prawdę mówiąc myślę, że o małżeństwie, jakie ono powinno być, to mam takie samo zdanie jak ty. I nie zastanawiając się wcale, że są na bulwarze przyciągnął ją do siebie i scałował czające się w kącikach oczu łzy. Rozejrzał się i powiedział - chodź, zejdziemy na plażę, klapniemy w którymś wolnym koszu i porozmawiamy. 

Dzień był bardziej wycieczkowy niż plażowy, więc wolnych koszy było sporo. Artur wyjął z plecaka ich bluzy, swoją położył  na siedzeniu, w drugą ubrał Marię, objął ją i przytulił do siebie - chwilkę milczał a potem powiedział - zakochałem się w tobie niemal od pierwszego spojrzenia. Nie wierzyłem, że jeszcze pokocham jakąkolwiek kobietę, a jednak stało się - wiem, że cię kocham. Oferuję ci swą miłość i przyjaźń, wierność i opiekę. Marzę by być co dnia z tobą, byś każdego wieczoru zasypiała wtulona we mnie, tak jak wczoraj. Chcę zasypiać wieczorem z tobą i rano  się z tobą budzić. Jeżeli nie chcesz wziąć ślubu zgodzę się, chociaż z wielkim  żalem,  nawet na taki układ. Byleby być z tobą. Maria przytuliła się mocno do Artura i wyszeptała- chcę być z tobą, bardzo chcę- i trochę mnie to przeraża. A jednocześnie wierzę we wszystko co mówisz, czuję podskórnie, że mówisz prawdę. Nie wiem tylko, czy będę dla ciebie dobra pod względem intymnym, mam bardzo małe doświadczenie w tej dziedzinie, ale....ale dalej to Artur zamknął jej usta pocałunkiem a potem powiedział - chodź idziemy na molo i wracamy do Helu. A obiad zjemy dziś w Domu Zdrojowym - dziś na obiad w naszym pensjonacie ma być wątróbka a tego to tygrysy nie lubią. Sprawdziłem dzisiejsze menu przed wyjściem. To gdzieś jest zawsze wywieszone menu?- zdziwiła się Maria- jakoś nie zauważyłam jak dotąd. Bo ty  się z reguły nie  rozglądasz  na boki, a menu wisi obok recepcji, wystarczy zrobić jeden krok w  lewo i już go można odczytać. Nie rozglądasz się na boki i nie wiesz nawet jak bardzo wielu facetów wgapia się w ciebie. Ja się rozglądam, bo często prowadzę zajęcia zbiorowe, więc muszę ogarnąć wzrokiem kilkanaście osób. A pacjenci są czasem niczym dzieci- gdy wie, że na niego patrzysz to ćwiczy, ale gdy tylko odwracasz wzrok zaraz przestaje ćwiczyć. Więc się nauczyłem patrzeć na boki bez odwracania w daną stronę głowy.Kwestia wyćwiczenia wzroku.  Popatrz Maryś, już płynie nasza łajba. Za 5 minut dopłynie, wypluje tych z  Helu i zabierze nas. A co byś powiedziała na to, żebyśmy dziś po obiedzie popławili się nieco w luksusie a do Juraty wrócili dopiero jutro? Nie rozumiem co masz na myśli - co ma być tym luksusem? Po prostu byśmy zostali na noc w Domu Zdrojowym i wzięli sobie zabiegi w SPA dla dwojga. U nich nie ma SPA dla dwojga, przeglądałam ich ofertę. W Warszawie w zwykłym zakładzie kosmetycznym są lepsze propozycje, np. maska czekoladowa na całe ciało. Oczywiście, możemy tam zjeść i kolację i przenocować a zamiast SPA popływać przed kolacją w tamtym cieplejszym basenie. Ale masaż to ja ci zrobię, chcę wreszcie poznać twoje całe ciało, jego reakcję na mój dotyk. Będziesz pierwszym masowanym przeze mnie mężczyzną, doceń to. Umiesz robić masaż?- Artur był wyraźnie zdziwiony. Umiem, byłam na kursie, ale trenowałam tylko na kobietach. Umiem też robić akupresurę i stosuję na własny użytek. Zaintrygowałaś mnie, zawsze mnie czymś zaskoczysz. Ty też mnie dziś zaskoczyłeś i to bardzo.  A czym cię Maryś zaskoczyłem? No tym, że mnie kochasz i że chcesz być ze mną. Aż mi się wierzyć nie chce, że tak jest, jakieś za piękne mi się to wydaje. Maryś, ale tak właśnie jest, naprawdę. Zobacz, regaty sobie dziś  jakiś klub zrobił no i do portu już niedaleko. W piętnaście minut później już opuszczali  mały stateczek. 

Wpadli na moment  do swoich pokoi żeby się przebrać, Artur wpadł do pokoju Marii żeby zabrać i jej rzeczy oraz dopilnować aby wzięła koniecznie kurtkę, bo tegoroczny czerwiec nie rozpieszczał temperaturami. Maria wzięła dwa różne olejki do masażu i kostium kąpielowy, choć wcale nie była pewna czy będzie pływać , dresy no i oczywiście kurtkę. Tym razem pojechali jej samochodem, bo jak twierdziła Maria, trzeba nim jednak co kilka dni choć kawałek się przejechać. Ale tym razem za kierownicą usiadł Artur, bo jak twierdził nigdy jeszcze daihatsu nie jeździł.Zapytany "no i jak ci się jedzie", stwierdził, że nie widzi zbytnich różnic między  samochodem Marii a swoim.

Maria była wyraźnie przygnębiona, ale Artur postanowił nie zgłębiać w czasie obiadu przyczyny. Po obiedzie, w czasie gdy pili kawę Artur poszedł wynająć dla nich pokój, koniecznie z widokiem na morze. Gdy wypili kawę wpierw zaprowadził Marie do wynajętego pokoju i powiedział, że musi jeszcze wyskoczyć na  parking, by wziąć rzeczy z samochodu.  Maria stała przy oknie i wpatrywała się w widok za oknem- morze było w kolorze jasnego granatu i leciutko wzburzone, bo wzmógł się wiatr. Gdy usłyszała, że się otwierają drzwi odwróciła się szybko od okna. W drzwiach ukazał się Artur - w jednej ręce trzymał plecak z ich rzeczami, a drugą rękę ukrywał za plecami. Wrzucił plecak do pokoju i  nogą zatrzasnął drzwi. Trzymając w dalszym ciągu jedną rękę za plecami podszedł do Marii i zza pleców wyciągnął rękę z ogromnym bukietem róż mówiąc - niestety więcej ich nie mieli. Maryś, proszę cię, zostań moją żoną, błagam. Kocham cię i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Maria zawisła niemal na jego szyi.......i znów miała oczy w bardzo mokrym miejscu. Słodka moja, nie płacz, kocham cię i nic na to nie poradzę. Gdzieś  ty te róże wyszabrował? Są przepiękne, ale nie mam gdzie ich wstawić. Artur wypuścił ją z uścisku mówiąc - zaczekaj, zaraz coś wykombinuję. Po kilku minutach wrócił z wiaderkiem w którym były nim je  zakupił. Nalał do niego wody, postawił na stoliku a Maria umieściła w nim róże. Arti, jesteś wariatem, tyle róż dla mnie! No to pomyśl, że one są dla nas obojga, przecież ja też się nimi zachwycam.  Ale ty jesteś dla mnie o wiele piękniejsza od tych róż. Jeszcze cię dziś porządnie nie zdążyłem wycałować, muszę to nadrobić i nim cokolwiek Maria zdążyła powiedzieć znalazła się na stojącym obok  wielkim łóżku, a Artura pochłonęła walka mająca na celu wyzwolenie jej z sukienki. Jak się okazuje nie łatwo jest zdejmować  dziewczynie sukienkę nie przestając jej  całować a do tego ściągać z łóżka zmyślnie  ułożoną kołdrę.W końcu w wyzwalaniu się z sukienki pomogła Maria, a w tym czasie Artur pozbył się swojej  garderoby i wreszcie mógł przytulić się do niemal  nagiej Marii. Zdjęcie z niej bielizny już nie było takie trudne , odpięcie dwóch haftek i usunięcie fig też poszło łatwo.

Przyglądali się sobie wzajemnie z ciekawością chociaż widywali się przecież  niemal nago pływając na basenie. Artur zaczął systematycznie obcałowywać Marię, w przerwach pomiędzy pocałunkami mówiąc jej jaka  jest śliczna i jaki jest szczęśliwy, że może ją pieścić i całować. Był cały czas bardzo ostrożny i delikatny obserwując jej reakcje na jego pieszczoty, czekając na sygnał jej ciała, że już jest gotowa go przyjąć. Bardzo chciał, by to pierwsze zbliżenie dało jej jak najwięcej satysfakcji, powstrzymywał się i dopiero jej cichutki jęk uświadomił mu, że udało mu się i gdy "odlatywał" czuł i jej "odlot". Długo jeszcze leżeli zespoleni całując się i szepcząc słowa miłości. Tuląc się mocno do Artura Maria powiedziała - wiem, że nie mam zupełnie wprawy w te klocki, ale to było coś takiego, jakbym nagle oderwała się od ziemi i odleciała gdzieś wysoko. Wiem kochanie, udało się nam razem szczytować. Odlecieliśmy razem. Jesteś po prostu cudowna.Uwielbiam każdy skraweczek twego ciała. A nic cię nie bolało gdy wchodziłem głębiej i mocniej? Maria pokręciła przecząco głową- nie bolało nic, ale było tak jakoś łaskotliwie przyjemnie. Pierwszy raz tak to wszystko odczuwałam, nawet nie za bardzo umiem to opisać. Arti, kocham cię, pobierzemy się. No pewnie, że się pobierzemy, kiedy tylko dojdziesz do wniosku, że jesteś na to gotowa. Chodź, pójdziemy się trochę opłukać.

                                                                   c.d.n.

sobota, 10 kwietnia 2021

Czerwcowy urlop - 5

Dni mijały szybko, wieczory spędzali głównie w  Jastarni w Domu Zdrojowym - albo na basenie, albo na parkiecie. Artur bardzo wziął sobie do serca informację, że Maria nie chce się niczego domyślać i ciągle werbalizował to wszystko co czuł gdy idzie o jej osobę. Dochodziło do takich sytuacji, że buzie im się nie zamykały, bo Maria też nie ukrywała swoich myśli. Co prawda chwilami twierdziła, że Artur patrzy na nią przez różowe okulary, a on jej tłumaczył, że wcale nie, jest do bólu trzeźwy w ocenie jej osoby, no ale co ma począć, skoro właściwie wszystko mu się w niej podoba. A Maria zastanawiała się na głos jak Artur będzie ją oceniał gdy wrócą do Warszawy i Artur będzie ją widział wtedy gdy jest na maksa zdenerwowana, gdy wszystko jej z rąk leci bo się ogromnie spieszy lub jest  wściekła. W rewanżu Artur tłumaczył, że on też z całą pewnością będzie się inaczej, znacznie gorzej prezentował gdy wróci zdołowany i zmęczony z pracy. I postanowili od zaraz gromadzić  "miłe chwile urlopowe" by je sobie wzajemnie potem przypominać, gdy będą mieli w Warszawie trudne dni.  Śmiali się zgodnie, gdy Artur marudził, że on będzie wracać dzień wcześniej, bo dzień wcześniej zaczął tu pobyt. Ale Maria  zaraz przedstawiła mu aż dwie możliwe wersje wydarzeń- pierwsza to ona wyjedzie tego samego dnia co on, druga możliwość- on zostanie dzień dłużej i przenocuje w pokoju Marii, wszak jak się okazało potrafią razem kilka godzin przespać w jednym pokoju. Natomiast musi się Artur  pogodzić z faktem, że pojadą dwoma samochodami- niestety jednym się nie da, bo nie ma co zrobić z drugim. Co prawda zastanawiał się na głos czy by jednego samochodu nie umieścić na lawecie, no ale jego zapał ostudziła Maria, która kiedyś musiała lawetą ściągać samochód z Gdyni do Warszawy. I to całkiem sporo kosztowało, a ceny takich przyjemności raczej poszły w górę niż w dół. Maria tłumaczyła Arturowi, że ją osobiście bardzo urządza o dzień wcześniejszy powrót do domu, przynajmniej nie będzie się musiała zbytnio sprężać, spokojnie się rozpakuje, zrobi pranie i zakupy. Wrócą w piątek, czyli w dzień, w którym ruch z północy na południe jest mniejszy w tych godzinach, w których oni będą jechać, będzie po prostu lepszy przejazd. Wyjadą zaraz po śniadaniu, przyjadą na miejsce w porze obiadowej i obiad zjedzą u Marii, bo ma już ugotowany- wystarczy go do piekarnika wstawić. Żeby było zabawniej, dopiero  teraz się dogadali, że mieszkają całkiem niedaleko od siebie a do tego należą do tej samej spółdzielni mieszkaniowej.

Maryś, a czy ty wiesz, że jestem od ciebie sporo starszy? Wiem, ale to żadna różnica. Gdyby to było 20 lub 25  lat różnicy to za następne 20 lat można by to uznać za jakiś problem. A tobie  to sprawia jakiś ból, że jestem od ciebie młodsza?  Z tego co widzę w lustrze to na uczennicę szkoły podstawowej też nie wyglądam więc  nikt ci nie zarzuci, że podrywasz nieletnią. A może za głupia jestem dla ciebie? Artur szybko przytulił ją do siebie - po prostu się zastanawiam czy mnie zechcesz. Wiesz, jak będziesz takie głupoty plótł to będę się musiała nad tym poważnie zastanowić. Przecież my się dopiero poznajemy - jak na razie to wiemy o sobie niewiele, bo się spotkaliśmy w nieco specyficznych warunkach- na  urlopie. A przed nami codzienność z jej pułapkami - zmęczeniem, nerwami, brakiem czasu. Dobrze mi z tobą i mam nadzieję, że dalej też tak będzie. Jesteś po większej traumie niż ja, więc przypatruj mi się dokładnie w sensie zachowania, moich reakcji itp., a ja ci mogę tylko przyrzec, że nie będę się maskować- za leniwa jestem na to. Podobasz mi się, nie tylko pod względem urody, emanujesz spokojem, mam wrażenie że zawsze mogę na tobie polegać.  Mówisz na razie zawsze o tym, co ci się we mnie podoba, ale chcę byś mi mówił też co ci się we mnie nie podoba. Bo nie jestem ideałem, naprawdę.

I cała bardzo poważna rozmowa została utopiona w ramionach Artura i szaleńczo długim pocałunku, po którym Maria nie mogła złapać tchu. Nie wypuszczając jej z objęć wyszeptał jej do ucha - jest źle ze mną, śnię nocą o tobie. Całując go  w szyję odpowiedziała też szeptem - to masz makabryczne sny a antidotum może  uda się ci zaaplikować za 3 dni. Tak podejrzewałem, jesteś taka bladziutka i masz podkrążone oczy. Arti, jesteś niebezpiecznym facetem, prześwietlasz  mnie na wylot, nic się przed tobą nie ukryje - Maria spojrzała na niego z uznaniem. No wiesz-fizjologia nie jest dla mnie czymś obcym, chodź  akurat ta sprawa nie podlega rehabilitacji. Posiedzimy dziś w koszu, który od środka wyłożymy matą, to nic cię nie zawieje, i ustawimy tak,  żebyś nie siedziała   w pełnym słońcu. A na wieczór weźmiemy telewizor i może coś obejrzymy. Albo po prostu porozmawiamy, bo  jak twierdzisz musimy się wzajemnie o sobie jeszcze wielu rzeczy dowiedzieć. I rzeczywiście spędzili popołudnie na plaży, kosz wyłożony matą spełniał swe zadanie, był w nim ciepło i dość miękko, no a najwięcej Arturowi pasowało, że byli do siebie cały czas przytuleni.

Po kolacji Maria stwierdziła, że czuje się na tyle rześko, że najchętniej poszłaby na spacer nad zatokę i mogliby trochę pourzędować na molo- nie ma wiatru, więc będzie miło. Tyle tylko, że pójdzie w  dresie i adidasach, czyli nie będzie wyglądać wytwornie i ponętnie. Artur tylko się  roześmiał - według niego Maria we wszystkim zawsze wygląda wytwornie i ponętnie. 

Gdy wrócili do pensjonatu Artur stwierdził, że musi jeszcze popływać, więc Maria wyraziła ochotę popatrzenia jak będzie robił za morsa, bo woda w tym basenie nadal była chłodna. Ale Artur zapewnił ją, że nie zmarznie bo po prostu będzie szybko pływał, zrobi z 15 nawrotów, co mu na pewno tylko  wyjdzie na zdrowie. Byli na basenie całkiem sami, bo nikomu nie chciało się pływać w wodzie niewiele cieplejszej od tej w Bałtyku. Maria cierpliwie czekała na Artura z dwoma kąpielowymi ręcznikami i gdy wyszedł wreszcie z basenu zaczęła go troskliwie wycierać, co bardzo Artura wzruszyło, bo jak  twierdził żadna dziewczyna go jeszcze nie wycierała. No wiesz, gdyby tu było ciepło to tylko bym ci plecy wytarła, ale tu jest zimno, więc powinieneś jak najprędzej być suchy. Nie wiem, dlaczego to cię dziwi, to chyba logiczne. Owiń się tym moim ręcznikiem, on jest większy i wracamy szybciutko do mojego pokoju. Dobrze, że mamy blisko. I razem pobiegli do jej pokoju. 

Tu Maria szybko wstawiła wodę na herbatę i wyciągnęła "coś do pochrupania", czyli jabłkowe chipsy, którymi się od kilku dni zajadali.  Nie  zapomniała też o  pochwaleniu sylwetki Artura , był naprawdę bardzo ładnie zbudowany. Artur śmiał się, że zawód zobowiązuje go do tego, by dbał o swą sylwetkę. Nie wyobrażam sobie fizjoterapeuty zatłuszczonego, ze sflaczałymi mięśniami i sterczącym brzuchem- stwierdził. Poza tym często muszę sam pokazać jakieś ćwiczenie, pokazać pracę mięśnia. 

Maryś, a co robimy jutro? Bo może pojechalibyśmy jutro  np. do Gdyni? Maria spojrzała się na niego - a może raczej popłynęlibyśmy do Gdyni z Helu lub Jastarni? W tamtą stronę zwykłym stateczkiem a wrócili poduszkowcem? Będzie ciekawiej. A możemy też wrócić pociągiem - możemy rano podjechać do Jastarni,  zostawić  samochód w Jastarni, popłynąć albo do Gdyni  albo do Sopotu a potem wrócić pociągiem do Jastarni, zjeść obiad w Domu Zdrojowym i wrócić samochodem do Juraty. Po prostu zobaczymy jaka jutro będzie pogoda.  A taka wyprawa nie będzie dla ciebie zbyt męcząca?- martwił się Artur . Arti, przecież nie będziemy ganiać po mieście, wpadniemy gdzieś na kawę i na lody, na statku czy też w pociągu to będę przecież siedzieć. W Sopocie przejdziemy się statecznie  "monciakiem", w Gdyni przedrepczemy przez Skwer Kościuszki, a plecaczek z naszymi bluzami nie będzie ważył tony. Poza tym zainwestowałam w pewien patent mechaniczno-hormonalny, dzięki któremu niedyspozycja przestała być  dla mnie upiorną sprawą, 7 dni koszmaru zamieniło się w 3 dni nie koszmarne a na dodatek działa "anty". Kosztowało mnie to nieźle, bo musiałam płacić w dewizach- badania wstępne, patent i instalację. Ale to wydatek raz na 5 lat,  w skali rocznej jak najbardziej opłacalne. Robiłaś to za granicą? Nie, w Polsce, ale prywatnie. Nie wiem jak w twojej  branży, ale w kilku medycyna poszła do przodu i tak jakby nie tylko w kierunku skuteczności ale i większej wygody pacjenta. Ale najlepsze w tym wszystkim jest to, że zainstalowałam to dosłownie w kilka dni przed zerwaniem, niemal się uśmiałam potem.

Czy nie przeszkadza ci, gdy mówię na ciebie Arti zamiast Artur? Nie pasuje do ciebie to ostro brzmiące imię bo jesteś ciepłym,  życzliwym człowiekiem i dlatego cię nieco przechrzciłam. Nie  gniewasz się na mnie  z tego powodu? Tylko powiedz prawdę, proszę. 

Prawdę mówiąc nie lubię swego imienia i podoba mi się jak mówisz na mnie Arti. To takie bardzo indywidualne, podkreślające, że jestem dla ciebie kimś bliższym niż zwykły znajomy. Przynajmniej ja to tak odbieram. Maria przytuliła się do niego - no bo faktycznie jesteś. Coraz więcej  miejsca zajmujesz w moich myślach. Aż się boję, że się uzależnię od ciebie. A między nami jest tylko 7 lat różnicy, więc chyba nie jestem dla ciebie za młoda ani ty dla mnie za stary. Arti, zostań dziś u mnie, chcę spać w twoich ramionach, choć chyba jeszcze tej nocy nie skrócimy dystansu do minimum. Ale jakoś tak bardzo mi dziś brakuje twojej bliskości. Przynieś  tu swoją piżamę, tylko szybko wróć, ja idę teraz pod prysznic, więc możesz  zamknąć pokój na klucz. Zaczekaj na mnie z tym wejściem pod  prysznic, proszę, wejdziemy do kabiny razem. Zaraz wrócę.

I rzeczywiście bardzo prędko wrócił. Artur uparł się, że nie tylko umyje Marii "plecki" ale i ją całą i kąpiel trwała tak długo, że Maria  miała nieodparte wrażenie, że rozpuszczą się oboje od tego mycia i tej ilości wody.

Rano oboje stwierdzili, że spało im się cudownie, co  zabawniejsze chyba wcale nie zmieniali w nocy pozycji. Artur już się zamartwiał jak to będzie  dalej, bo ma podejrzenie, że nie będzie mógł zasnąć nie mając w swych objęciach Marii. A Maria nie mogła się z kolei nadziwić, że przespała całą  noc w jednej pozycji i ani razu się nie przebudziła w nocy.  Bo jak dotąd to zawsze budziła się w nocy kilka razy i nie zawsze mogła od razu zasnąć. I oboje , choć każde nic o tym głośno nie powiedziało, zaczęli ten fakt analizować. W głębi duszy Maria była oczarowana Arturem, podobał się jej pod względem urody, poza tym była zaskoczona jego troskliwością i wsłuchiwaniem się w jej potrzeby, dbałością o jej wygodę.

                                                                            c.d.n.