piątek, 23 kwietnia 2021

To nie takie proste - 8

Gdy szli objęci do domu Wojtek powiedział- napędziłaś mi strachu, bałem się, że się źle poczułaś i zniknęłaś w ogrodzie tylko po to, by mamy nie zdenerwować. Kochany, ja nie jestem typem samobójcy lub cierpiętnika- gdyby mi coś dolegało, to bym powiedziała mamie. Po prostu jeszcze nigdy nie widziałam całego ogrodu i chciałam go wreszcie zobaczyć. I dobrze, że zobaczyłam, teraz wiem, że będzie nam się tu dobrze mieszkało. 

Wojtek mocno przytulił Patrycję i wyszeptał jej do ucha - uwielbiam cię, ale mam konkurentów w tej dyscyplinie - dwóch młodych huncwotów. Zrozumiałem to dziś na rozprawie, gdy siedziałaś  pomiędzy nimi. Wysoki sąd w postaci korpulentnej pani sędzi chyba umierał niemal ze zdziwienia. Aż mi się śmiać zachciało. A ja, gdy Krzyś się do mnie przytulił pomyślałam, że ten widok na pewno bardzo zabolał Helenę, przecież jest matką Krzysia.

Wszystkie nieporozumienia pomiędzy rodzicami zawsze uderzają w dzieci. Będziesz musiał teraz więcej się nimi zajmować w taki bardziej serdeczny sposób. I nie dziw się, gdy będę często obejmować i przytulać was troje. Bo teraz to oni i moimi dziećmi są - chciałam jedno, a mam troje. Wojtuś, dotarło do ciebie, tak do środka mózgu, że już masz rozwód? Że właściwie na nowo rozpoczynasz życie? I że masz okazję wyprostowania wszystkiego, co było dotąd pokrzywione?

I - Patrycja na chwilę zamilkła - mam wrażenie, że powinniśmy oboje porozmawiać z Heleną. Trzeba spokojnie i rzeczowo omówić sprawę jej wyprowadzki i może w tym pomóc. Może i nie była idealną matką i marną żoną, ale można powiedzieć, że i ty nie byłeś wzorem ojca. Model "ja tylko zarabiam, a ty się zajmuj resztą" nie jest wcale dobry, jeśli wychowaniem dzieci zajmuje się tylko jedna osoba, a druga żyje zajęta tylko własnym życiem. Wychowywać muszą  oboje, muszą mieć jakiś spójny program kształtowania psychiki dziecka. Pamiętaj, że choć mężczyzna i  kobieta pasują do siebie, to jednak te same problemy inaczej przeżywa mężczyzna a inaczej kobieta i dziecko musi od małego poznawać reakcje obu płci na to samo wydarzenie. Oczywiście, że oboje potępimy jakieś złe zachowanie, ale potem każde z nas użyje nieco innych argumentów. 

Kocham cię Wojtuniu, kocham tę fasolkę w  moim brzuchu, ale  zaczynam przywiązywać się do twoich chłopców i za jakiś czas będą w pełni moimi dziećmi. Zadzwoń do Heleny, może jeszcze dziś z nią byśmy porozmawiali, np. odwożąc chłopców. Oczywiście rozmawialibyśmy nie w ich obecności, no ale tam są wszak 3 pokoje. Dobrze, mój skarbie, zrobimy tak jak mówisz- zgodził się Wojtek.

Po obiedzie, który jak zwykle każdy obiad babciny był  udany i szybko znikał z talerzy, dziadek z dziećmi poszedł do ogrodu, Patrycja usadziła teściową w fotelu a sama zajęła się zmywaniem, postanawiając namówić Wojtka na  zakupienie i zainstalowanie jak najprędzej zmywarki do naczyń. Wojtek "ścigał" telefonicznie Helenę, wściekając się, że ciągle jest u niej zajęty telefon. W końcu, po trzech kwadransach udało mu się do niej dodzwonić i powiedział, że gdy wieczorem przywiezie chłopców to porozmawiają o kilku ważnych sprawach, ale nawet słowem nie wspomniał, że w rozmowie będzie również  brała udział Patrycja.

Gdy już wszystko było pozmywane i ustawione  elegancko na dwóch suszarkach Patrycja  powiedziała- musimy koniecznie kupić zmywarkę do naczyń. Powinniśmy teraz pojechać do najbliższego Pewexu prowadzącego również dział sprzętu gospodarstwa domowego i obejrzeć  zmywarki. Trzeba tylko przepatrzeć, w którym miejscu będzie ją można tu podłączyć. I obejrzymy też pralki. Ja mam na ten sprzęt pieniądze na koncie dolarowym. Wolę kupić w Pewexie niż polować na to wszystko w sklepie AGD.  

No proszę- zaśmiał się Wojtek - jesteś świetną partią do żeniaczki - ładna, zgrabna, mądra a do tego posiadasz  konto w dewizach. Będę musiał uważać, żeby mi ciebie ktoś w międzyczasie nie uwiódł i nie sprzątnął sprzed nosa. Też mam konto dewizowe, po ślubie dam ci upoważnienie na korzystanie z niego. A propos ślubu - zdecydowałaś coś  może w kwestii nazwiska?  Tak, ale nie wiem czy ci się będzie podobał mój wybór - będę miała dwa nazwiska, bo zamierzam nadal pracować  w swoim  zawodzie, a jestem tu znana pod swoim panieńskim nazwiskiem. Nie wezmę całego, trzyletniego urlopu wychowawczego, za bardzo bym wypadła "z obiegu", raczej wrócę do pracy po roku. Ale sam wiesz, że życie zawsze jakoś po swojemu weryfikuje nasze plany.

Wojtuniu, sprawdź, proszę, czy do łazienki na piętrze wejdzie w jakimś rozsądnym miejscu pralka. A jeśli nie wejdzie, to pewnie trzeba będzie zrobić na nią miejsce w piwnicy. Tata mówił, że w piwnicy można zrobić nawet warsztat, że jest doprowadzona woda i energia. To może zamiast warsztatu zrobić tam pralnię z miejscem do suszenia prania? Ale to trzeba wpierw omówić z rodzicami, to ich dom.  Bo prania przy pięcioosobowej rodzinie to będzie jednak sporo.

Pat, gdy mówisz do mnie per "Wojtuniu" mam zaraz ochotę łasić się do ciebie niczym pies. To nie mam tak do ciebie nie mówić? Ależ nie, mów tak, ja ci tylko mówię, co wtedy czuję. Mama tak do mnie mówiła gdy byłem mały, a teraz ty tak mówisz i to mnie jakoś rozbraja, ale jest cudowne.

Wiesz, pomyślałem, że do Pewexu możemy możemy wziąć  chłopaków to dziadkowie chwilę od nich odpoczną. Co o tym myślisz? Co myślę - no jasne, że ich weźmiemy, jeżeli tylko będą chcieli z nami jechać.  Pat, słowo "Pewex" działa na nich niezwykle podniecająco, bo Pewex to są klocki LEGO, to są do obejrzenia i zamówienia sobie u mnie różne inne zabawki, to są ciuszki, które ja potem im przywożę z delegacji, lub zamawiam je za granicą. Do Pewexu to oni zawsze są chętni.  I już  mam na oku dwa  Pewexy- jeden ze sprzętem łazienkowym i drugi z AGD i.....w obu nie ma klocków LEGO, ale o tym oni nie wiedzą. No to będą mocno rozczarowani - stwierdziła Patrycja- nie będą, każemy im wybierać  brodzik, bo mam dobry pomysł na  fajną kabinę prysznicową, chodź skarbie, pokażę ci. Jedna ścianka będzie z luxferów. I zaraz zabrał Patrycję do łazienki i tłumaczył w którym miejscu będzie kabina. A Pat pomyślała, że swą nową sytuację życiową Wojtek już oswoił i zaczyna się w niej odnajdywać.

Do Pewexu zabrali również dziadka, którego po drodze wtajemniczyli w swe plany, a dziadek wszystko zaakceptował. Pralnia i suszarnia w piwnicy - pomysł bardzo dobry, lepszy niż pralka w łazience. No i ta suszarnia w piwnicy to też dobry pomysł, w końcu nie zawsze wszystko może schnąć na dworze z uwagi na pogodę.Kabina prysznicowa - pomysł świetny, łatwiej wejść do kabiny niż do wanny, oni też sobie  zrobią kabinę ale musi w niej być stołek do siedzenia. Zmywarka w kuchni - no jasne, przecież teraz  się rodzina już powiększyła, każdy posiłek już teraz jest dla sześciu osób,  a z czasem będzie dla siedmiu.

W jednym z dwóch odwiedzonych sklepów dowiedzieli się, że najpóźniej za dwa tygodnie  będą w sprzedaży gotowe kabiny prysznicowe, z pełnym wyposażeniem. Dziadek z miejsca "zdeprawował" sprzedawczynię prosząc, by natychmiast do niego zatelefonowała gdy one nadejdą, bo jeśli to będą fajne kabiny to on nawet dwie zakupi i zostawił swoją wizytówkę. Po raz pierwszy Wojtek widział swego ojca w takiej  akcji i wymienili z Patrycją porozumiewawcze spojrzenia a Wojtek szepnął jej do ucha- nie podejrzewałem, że ojciec to taki "pies na baby", on ją regularnie podrywał. A Pat odszepnęła- szkoda, że ty siebie  nie widzisz, gdy tobie  się jakaś babka podoba. A nie zauważyłaś, że odkąd jestem z tobą to mi się żadna nie podoba?  I już w kilka delegacji nie pojechałem, w tym do Francji i Wielkiej Brytanii, aż się naczelny spytał czemu tak siedzę na tyłku i wysyłam innych. Będzie zabawnie gdy się pobierzemy, główny inżynier to pewnie popełni  harakiri z żałości, bo mu się przeogromnie podobasz. Masz na myśli Arka Z.? Toż on żonaty i ze dwadzieścia lat starszy ode mnie! Nie dwadzieścia, tylko dziesięć, tylko jakoś tak staro wygląda. 

Chłopcy dostali od dziadka "metrówkę", kartkę ze sztywną podkładką i długopisem na lince i mieli za zadanie spisać nazwę i typ każdej obejrzanej pralki a ponadto dokładnie ją wymierzyć i zupełnie uszedł ich uwadze fakt, że Patrycja zgarnęła z lady wszystkie prospekty owych urządzeń, które zaraz schowała do swej przepastnej torby.

By umilić dzieciakom fakt, że nie było w tych sklepach klocków Lego pojechali na włoskie  lody i blisko godzinę spędzili w kawiarni. 

Wieczorem  pojechali odwieźć chłopców i  spróbować porozmawiać z Heleną. Po drodze Wojtek kupił w cukierni ciasto czekoladowe z wiśniami, by rozmowa z Heleną miała jakąś milszą oprawę. Po drodze powiedział chłopcom, że mają się sami porządnie wyszykować do spania, bo dorośli mają teraz do omówienia kilka ważnych spraw, które wynikły z racji rozwodu Wojtka i Heleny. O tym, co dorośli ustalą chłopcy dowiedzą się albo już w sobotę albo dopiero w niedzielę. A Patrycja dodała, że wszystko co ustalą będzie zgodne z wyrokiem sądu, a ona ze swej strony nigdy nie będzie  im zabraniała kontaktu z ich matką. I że zaraz po zakończeniu roku szkolnego będą się przeprowadzać do domu dziadków i że najprawdopodobniej tegoroczne wakacje będą nieco inne niż dotąd, ale ma nadzieję, że chłopcy będą zadowoleni. 

Nim Wojtek otworzył drzwi mieszkania mocno przytulił Patrycję, a w jego ślady  poszli chłopcy. Gdy weszli rzuciły im się w oczy stojące w przedpokoju walizki i kilka pudeł. Zamykając za wszystkimi drzwi Wojtek zawołał- jesteśmy, porozmawiamy w moim pokoju. Chłopcy, idźcie do swojego pokoju i zajmijcie się czymś pożytecznym. Jutro sobota, możecie pójść spać nieco później. Tato, a zobaczymy się jutro? No jasne, nigdzie nie  wyjeżdżam, sami na noc na pewno nie zostaniecie. Będzie z wami albo matka albo ja i Pat. Obaj po kolei wpierw cmoknęli w policzek Patrycję, potem Wojtka.

Poszli do pokoju Wojtka, który wyraźnie był jego pokojem do pracy, przystosowanym również i do spania w nim. Funkcję łóżka pełniła rozkładana sofa.  Wojtek usadowił Patrycję w fotelu, jedynym jego zdaniem wygodnym meblu w tym pokoju , wziął ciasto, przepytał się co zrobić dla Pat do picia i wyszedł zamykając za sobą drzwi. Po piętnastu minutach wszedł z tacą, a na której stały dwie szklanki herbaty i jedna filiżanka oraz trzy talerzyki z ciastem, serwetnik. Helena za chwilę przyjdzie, tylko dosuszy włosy suszarką. Nie chciała paradować w lokówkach, chociaż mnie tego widoku nie szczędziła nigdy. Wojtuniu, nie bądź złośliwy, nie każdemu się włosy same kręcą.Wejdź w jej położenie, dzieci nie chcą z nią być, jej się rozpada dotychczasowe życie. A moje kilkanaście lat temu rozpadło się przez jej durnotę, bo myślała, że tabletki, które jej zapisał dermatolog chronią również przed ciążą, bo mają hormony.Wybacz Pat, nie umiem jej tego wszystkiego wybaczyć. Porozmawiamy o tym gdy będziemy sami, muszę to wreszcie z siebie wyrzucić. Dobrze kochany, porozmawiamy, musisz to kiedyś wreszcie zamknąć i nie wracać do tego.

Rozległo się ciche pukanie, zabrzmiało w ciszy wojtkowe "wejść" i do pokoju weszła Helena. Nie wiedziałam, że to będzie rozmowa w trójkę - powiedziała.  No to teraz wiesz głos Wojtka brzmiał bardzo niemiło - musi być w trójkę, bo to co ustalimy dotyczy głównie nas trojga. W tym momencie odezwała się Patrycja - pani Heleno, pomyślałam, że przecież może być pani potrzebna pomoc z naszej strony. Wojtek mi mówił, że swoje mieszkanie pani komuś wynajmuje, więc pewnie jest spisana jakaś umowa na konkretny czas tego wynajmu. Sąd, naprawdę nie wiem na jakiej podstawie, wyznaczył dla pani termin jednego miesiąca na opuszczenie tego mieszkania, bo mieszkanie jest własnością Wojtka, wyłączoną z majątku małżeńskiego. Czy ma pani spisaną z najemcą jakąś umowę? 

Nie, nie mam, tak naprawdę to mogę tam w każdej chwili wrócić, tam też są trzy pokoje, a wynajęłam je mojej dalekiej kuzynce, która jest na studiach. Płaci tylko czynsz i media. A moje rzeczy przewiezie mi pomału chłopak mojej kuzynki, ma samochód. A tak w ogóle to przepraszam, że dziś tak palnęłam o tym, że Wojtek panią zdradzi. Patrycja uśmiechnęła się - każdy z nas ocenia sprawy na podstawie własnych doświadczeń. No tak, temat przeprowadzki mamy jakby zamknięty. Teraz jest kwestia widywania się z chłopcami, ale wpierw chciałabym poruszyć inny temat, ponieważ w pewnym sensie będę teraz na etacie ich  mamy- chciałabym coś więcej o nich wiedzieć- czy mają jakieś uczulenia, na co chorowali, czy mają wszystkie szczepienia, chciałabym dostać całą ich dokumentację- to chyba się teraz nazywa książeczka zdrowia dziecka czy jakoś tak. Tak, każdy ma taką książeczkę. A gdy przestaną tu mieszkać to trzeba ich zarejestrować w poradni "D" tam, gdzie będą  zameldowani. Oni mało chorowali, nie bywali na świetlicy. Szczepienia mają wszystkie te, które dotychczas mieli mieć. Teraz to już chyba tylko przeciwgruźlicze będą, ale to ich powiadomią w szkole, bo wtedy muszą przynieść ze sobą  te książeczki do szkoły i na próby tuberkulinowe pójdą całą klasą.

A co do widywania się z nimi- będę się z nimi widywać tylko wtedy, gdy sami tego zechcą. I wbrew temu co dziś palnęłam sądzę, że będziecie razem, dzieci, pani, Wojtek- szczęśliwi. Przeprowadzać się będę "po kawałku", zostanę tu do ostatniego dnia maja.

                                                                        c.d.n.

To nie takie proste- 7

Prawnik zawiadomił Wojtka o terminie rozprawy osobiście mu wręczając zawiadomienie. Chłopcy mieli być "przesłuchani na okoliczność" tego samego dnia,  po Helenie i Wojtku. Głównie była wypytywana Helena, której w pewnym momencie puściły nerwy i powiedziała:  przymykałam oczy na wszystkie jego zdrady, zachowywał się jak niewyżyty satyr! Wysoki Sąd stwierdził, że nie wie jak się  zachowuje niewyżyty satyr, więc może ona przybliży  sądowi o co chodzi. Chcąc nie chcąc  musiała Helena  wyjaśnić, że nie była zainteresowana seksem i systematycznie odmawiała mężowi współżycia. Przepytano Helenę, skąd ona wie, że mąż ją zdradzał - "no bo mi powiedział, że skoro ja nie chcę to on poszuka seksu poza domem i wychodził z domu". No a pani złapała kiedyś męża na gorącym uczynku? No nie. Czyli tylko pani podejrzewała. A od kiedy państwo zaprzestali współżycia? Helena pogrzebała w pamięci i wyszło jej że tak około 12 lat wcześniej zaczęli sypiać w różnych pokojach i mąż nie egzekwował swoich praw  małżeńskich. A pani nie próbowała namówić męża by jednak ratować związek? 

Wysoki Sąd chyba dawno nie miał tak dziwnego przypadku, coś do siebie szeptali, w końcu podziękowali Helenie i poproszono Wojtka, który powiedział, że ożenił się z Heleną bo zaszła z nim w ciążę. I ożenił się nie z miłości, ale dla przyzwoitości, by nie robić wstydu dziewczynie, bo była z niedużego miasteczka, gdzie się wszyscy znali. W półtora roku później był uprzejma uszkodzić prezerwatywę i zaszła po raz drugi, a po urodzeniu drugiego dziecka przyznała się do tego, że uszkodziła prezerwatywę. Ponieważ dzieci były małe, nie  składał wcześniej pozwu rozwodowego i nie ukrywa, że utrzymywał związki poza małżeńskie a ze ślubną żoną nie współżył. Od pewnego czasu żyje stale z jedną partnerką i obecnie ona spodziewa się dziecka, kochają się i chcą stworzyć rodzinę. Adwokat Wojtka podsunął Wysokiemu Sądowi zaświadczenie o tym, że pani XY jest  aktualnie w 16 tygodniu ciąży. Wezwana Patrycja zeznała, że owszem jest aktualnie w 16 tygodniu ciąży, a sprawcą ciąży jest pan Wojciech L., z którym współżyje od roku i z którym chcą razem stworzyć rodzinę. Pytana, czy wie, że jej partner ma dzieci powiedziała, że wie o tym i nawet zna osobiście te dzieci- mili i mądrzy chłopcy.  Na korytarzu czekali rodzice Wojtka z  chłopcami- wpierw poproszono Adama- dziecię było odsztafirowane i straszliwie poważne. Zapytany o to, czy wie, że to sprawa rozwodowa powiedział, że oczywiście wie a na pytanie z którym z rodziców zamieszka jeśli nastąpi rozwód bez chwili namysłu powiedział - chcę mieszkać z ojcem i jego partnerką. Potem wezwano Krzysia, który również błyszczał i lśnił czystością i tak samo jak Adam stwierdził, że on chce mieszkać z ojcem i panią Patrycją, która będzie  żoną taty. 

Adwokat od razu uregulował sprawy mieszkaniowe, z których wynikało, że Helena ma opuścić mieszkanie należące do Wojtka i wprowadzić się z powrotem do swojego mieszkania. I ma to załatwić w ciągu miesiąca. Oczywiście  po zbadaniu wszystkich za i przeciw  sąd orzekł ustanie małżeństwa Heleny i Wojciecha L., a dzieci, synowie Adam i Krzysztof będą mieszkać ze swym ojcem, bo taką wyrazili wolę. Pozostała kwestia alimentacyjna - skoro dzieci przechodzą pod opiekę całkowitą ojca, alimenty będzie płacić Helena, która pracowała gdzieś na połówce etatu, więc aby podołać zasądzonym alimentom  będzie musiała podjąć pracę na całym etacie. Sąd nie pozbawił Heleny praw rodzicielskich, może -jeśli będzie chciała - odwiedzać dzieci. Obaj chłopcy siedzieli po obu stronach Patrycji, a Krzyś oparł swą łepetynkę na jej ramieniu.  Wysoki  Sąd doznał na ten widok lekkiego wytrzeszczu oczu.

Gdy "strony" opuściły salę Helena podeszła do Patrycji i powiedziała : mam nadzieję że panią też ten ogier będzie zdradzał. A Patrycja ze słodkim uśmiechem powiedziała - ale to już nie będzie wtedy pani zmartwienie, co właściwie powinno panią cieszyć. Do Heleny podszedł Wojtek i zapytał się którego dnia ona się wyprowadzi, bo on chce przy tym być. I niech już teraz odda swoje zapasowe klucze Adasiowi.

Zarówno Wojtek jak i Patrycja spodziewali się dużo dłuższej rozprawy a wszystko zakończyło się jakoś szalenie szybko. Dziadek twierdził, że to zasługa talentu pisarskiego Wojtka, który w sposób wielce dokładny i rzeczowy opisał rzecz całą. Drugi powód - Helena nie protestowała, chyba też już miała dość tego w sumie dziwnego związku.

Adam wręczył ojcu adresy i telefony szkół podstawowych i ponad podstawowych w okolicy domu dziadków, a ponieważ Wojtek wziął jeden dzień zaległego urlopu (zaległymi urlopami mógłby spokojnie obdzielić z tuzin osób) postanowił dziś podjechać tam i być może zapisać dzieci do szkół, bo zaraz po  zakończeniu roku szkolnego będą się   mogli przeprowadzić do domu rodziców. No i trzeba będzie wziąć ślub. Dokumenty rozwodowe będą  do odebrania za 2 tygodnie. W drodze Patrycja była bardzo zamyślona, co zwróciło uwagę Wojtka. Pat, dobrze się czujesz? Tak dobrze, ale dotarło do  mnie, że trzeba szybko kilka spraw omówić i zorganizować. Podjedźmy do tej podstawówki  i zapiszesz  Krzysia. Co do liceum Adama - czy omawiałeś z nim już jaki on chce profil? On chyba nie ma zacięcia do przedmiotów ścisłych, trzeba sprawdzić wpierw jakie są te licea w okolicy. No właściwie to masz rację. Ale to nie wszystko - ciągnęła Patrycja - trzeba się zastanowić jak się zorganizować do końca roku szkolnego no i co z wakacjami. Ustalałeś coś z Heleną w kwestii wakacji? Nie, to jest zawsze improwizacja. Gdy podjechali pod dom rodziców Wojtka dziadkowie już wysiadali wraz z chłopcami  z samochodu. Dziadek podszedł do Wojtka i powiedział - jeśli idzie o tę podstawówkę obok to ja mogę tam zapisać Krzysia sam, bo dyrektor to mój znajomy. Albo jak chcesz to możesz też pójść. Też pójdę - stwierdził Wojtek. Pat, przepytaj Adasia co do tego profilu, dobrze? Wiem, że to zrobisz znacznie lepiej niż ja. Patrycja tylko kiwnęła głową. 

Poszła do domu za  teściową i Adamem. Wpierw poszła do kuchni i wzięła dla siebie wodę i powiedziała - Adasiu, muszę z tobą porozmawiać o pewnej ważnej sprawie, chodź, pójdziemy do  pokoju. A co się stało? -Adaś był lekko przestraszony. Nic się nie stało, ale kończysz ósmą klasę i musisz wybrać jakieś liceum. Czy już myślałeś o tym do jakiego liceum chciałbyś iść? Bo teraz jest nawet sporo różnych profili. 

Adaś chwilę milczał, w końcu powiedział- większość tych profili to tylko jest na papierze. Ale nie chciałbym pójść do takiego,  o profilu matematyczno-fizycznym, cyferki budzą we mnie  złe emocje. Najchętniej poszedłbym do zwykłego, ogólnego liceum, bez żadnego profilu i możliwie jak najbliżej domu. Nie mam zielonego pojęcia co bym chciał w przyszłości studiować, no ale może przez cztery lata coś wymyślę, na jakiś pomysł wpadnę. 

Adasiu, ja cię rozumiem, mogę cię tylko pocieszyć, że niewiele dzieci nawet kończąc liceum wie na jaki ma iść kierunek. Często też postudiują coś przez rok lub dwa i zmieniają kierunek studiów. Ukierunkowanych talentem osób też nie jest wiele. I proszę cię, nie zadręczaj się tym, że jeszcze nie masz pomysłu na to, co chciałbyś w życiu robić. Ja to bardzo dobrze rozumiem i ręczę ci, że tata też to rozumie. 

Pat, nie jestem pewny, czy tata to rozumie, wścieka się gdy ja czegoś nie mogę zrozumieć z fizyki. No to będziesz z tym przychodził do mnie a nie do taty. A jeśli czegoś nie rozumiesz to pewnie dlatego, że masz jakieś braki z poprzednich lat, czyli ktoś ci czegoś wcześniej nie wytłumaczył, albo chorowałeś, nie byłeś w szkole a potem tego nie uzupełniłeś. No więc umawiamy się, że  jak ci coś nie będzie wchodziło do głowy to ja ci pomogę w tym, żeby weszło. Jeśli wiesz, że coś ci sprawia trudność teraz to też mi możesz przecież powiedzieć. Pat, ale ty jesteś w ciąży i masz się nie męczyć, tak tata mówił. No przecież nie będę cię dźwigać i nosić na rękach tylko ci coś tłumaczyć. Wydawanie z siebie głosu i myślenie mnie nie męczy. Nie licz na to, że będę  śpiewać, będę tylko mówić.

Adasiu, a masz jakiś pomysł na wakacje? Jak wyglądały dotąd wasze wakacje? Możesz mi powiedzieć? Tak sobie wyglądały- na ogół w sierpniu wyjeżdżamy z dziadkami nad morze do Krynicy Morskiej na trzy tygodnie, wracamy tydzień przed rozpoczęciem roku szkolnego. W lipcu to jeździliśmy z mamą na dwa tygodnie do Wilgi , a w tym roku  mamy sami pojechać na obóz żeglarski nad Zalewem Zegrzyńskim. A z tatą  gdzieś jeździliście?  Nie, bo tata mówił że nie może wziąć urlopu. Patrycja miała ochotę powiedzieć kilka brzydkich słów, ale powiedziała tylko - no to mamy przed sobą równanie z kilkoma niewiadomymi.  No i w to wszystko trzeba jeszcze gdzieś wsadzić nasz ślub.Powiedz mi tylko  - i niech ta rozmowa zostanie  między nami - a ze mną byście gdzieś pojechali i nie sprawiali mi kłopotu? Bo ja nie mam doświadczenia w opiece nad nieletnimi. No jasne, że będziemy się zachowywać dobrze i kulturalnie i będziemy robić tylko to, co nam pozwolisz.  Pat, tata i my bardzo cię kochamy. Przy tobie to tata się zmienił, można z nim normalnie porozmawiać. Tylko niech to też zostanie między nami- wyszeptał Adaś. No jasne- zapewniła go Patrycja. Adaś, idź się zapytać  babci, czy nie trzeba jej w czymś pomóc, proszę. Adaś wrócił za 3 minuty i powiedział -będę teraz kartofle obierał, a babcia się pyta czy nie chcesz czegoś zjeść. Nie, nie nie chce mi się jeść. To ty idź obierać kartofle a ja będę myśleć.

Patrycja postanowiła trochę pospacerować  i wyszła do ogrodu. Przechodząc obok kuchennego okna zawołała- jestem w ogrodzie, a teściowa jej pomachała ręką. No tak- myślała-znam i nie znam Wojtka jednocześnie. To taki typ, że jak kocha to góry przeniesie, ale gdy się mu podpadnie to nie ma  zmiłuj. On chyba w równym stopniu nienawidził siebie i Heleny. Ale faktycznie teraz się zmienił. Ciekawe jak szybko odtaje do końca gdy w pełni sobie uświadomi, że już ma rozwód, że Helena to czas przeszły. Fajny ten Adaś, kopia Wojtka w sensie urody i też w dużym stopniu charakteru. Zachciało  mi się dziecka- jednego - to mam od razu troje. Trzeba w tych dniach przemyśleć sprawy urlopu. I muszę mu zwrócić uwagę na to, że musi być żywym, a nie teoretycznym przykładem dla chłopców. Właściwie  to mi żal Heleny, ofiara własnej głupoty i środowiska, z którego pochodzi. Nawet nie wiem gdzie się oni poznali. Może przyjechała do pracy w Warszawie? A może któreś z rodziców? 

Na końcu ogrodu w jednym narożniku rosła stara, rozłożysta lipa, przy jej pniu  stał stół i dwie ławki. Patrycja usiadła na ławce i oparła się o pień drzewa. Było cicho, można było pomyśleć, że miasto zostało gdzieś bardzo, bardzo daleko. Patrzyła w górę i myślała, że za miesiąc lub półtora lipa cała obsypie się pachnącymi słodko drobnymi  kwiatami. Lubiła zapach lip. Wojtek ma naprawdę dobrych rodziców- przyjęli mnie tak, jakby znali mnie od lat. Mam wyrzuty sumienia, że zwalimy im się tu na głowę. Muszę dziś zmusić Wojtka do pomyślenia o kilku sprawach. Sprawa opieki nad chłopcami do końca roku szkolnego. Dopóki jest tam Helena to pół biedy, ale potem to Wojtek będzie musiał tam nocować. Szkoła jest na ogół do 25 czerwca. Oni nie są przyzwyczajeni do chodzenia z kluczem na szyi, gdy wracali to w domu była Helena. Zaraz - ona swoje mieszkanie komuś wynajmuje, więc nie wiadomo do kiedy ma z tym kimś umowę podpisaną. Chyba trzeba od tego zacząć. Będzie mi się tu dobrze mieszkało. Zwolnienie mi się kończy. Przeraża mnie myśl o porodzie. Dobrze, że to prywatna klinika. 

Patrycja otworzyła oczy i -trzy kroki od niej stał Wojtek, a za nim obaj chłopcy. Dobrze się czujesz? Adaś powiedział, że jesteś w ogrodzie, więc poszliśmy cię szukać. Myślałem, że zasnęłaś i nie chcieliśmy cię budzić. Wojtek podszedł i zgarnął Pat z ławki. Nie spałam Wojtuniu, mam zbyt dużo spraw do przemyślenia, musimy kilka równań z wieloma niewiadomymi rozwiązać. A coś jest nie tak? No właśnie dlatego, że jest tak jak chcieliśmy jest dużo spraw do omówienia i przemyślenia. A jak ze szkołą  Krzysia, mówcie! O, to - to pestka, załatwione, zapisany do klasy siódmej A. Ale byliśmy też w liceum, jest trochę dalej, jeden przystanek autobusowy. To zupełnie zwyczajne liceum, bez żadnego profilu i jeszcze  są miejsca. Bardzo miły dyrektor, można jutro składać papiery. Gdy będziemy wracać do domu  przejedziemy koło niego. A teraz chodź do domu, mama czeka z obiadem.Chłopcy, lećcie powiedzieć  babci, że znaleźliśmy Pat i już idziemy.

                                                                   c.d.n.



czwartek, 22 kwietnia 2021

To nie takie proste -6

 Badanie USG i wyniki  wykonanych analiz wykazały, że wszystko z Patrycją  i z dzieckiem jest w porządku. Troszkę się lekarz pośmiał z Wojtka, który nie mógł się nadziwić, że po Patrycji "nie widać wcale, że jest w ciąży." No i bardzo dobrze  - pochwalił Patrycję lekarz - kobieta powinna przybrać na wadze nie więcej niż 8 kg- czyli waga  dziecka + waga wód płodowych. Widać  pana żona odżywia się prawidłowo, nie je więcej z okazji ciąży, chodzi na spacery, jej gospodarka hormonalna jest jak widać bez zarzutu, ma prawidłowe spalanie. Tak na moje oko, to dopiero w 7 miesiącu wszyscy zobaczą ciążowy brzuszek. A wybrała już pani szpital, w którym chce  pani rodzić? Patrycja uśmiechnęła się - będę rodzić w prywatnej klinice, w tej, w której pan pracuje. Jestem przyszłą synową pani Antoniny L., to ona mnie do pana skierowała i podobno już zarezerwowała tam dla mnie miejsce. Pan doktor wyciągnął z szuflady jakiś notes i zajrzał - nooo, załapałem, mam tu wpisane dwa nazwiska, czyli pani i pana. Jedyne co mogę teraz państwu życzyć to  spokojnego i szybkiego rozwodu ojca dziecka. A pan ma dzieci z poprzedniego związku? 

Tak, dwóch już dużych chłopców, 15 i 13 lat. I będą po rozwodzie mieszkać z nami, jak na razie tak wybrali. A sprawa w sądzie będzie za 2 tygodnie i zobaczymy czy to samo powiedzą w sądzie. A oni wiedzą, że będą mieli rodzeństwo? Już wiedzą, zaakceptowali. I nawet pogodzili się z faktem, że płeć dziecka poznają dopiero gdy się ono urodzi. No my poznamy po połowie ciąży, przy następnym USG - oczywiście jeśli będą chcieli państwo  poznać płeć dziecka jeszcze przed rozwiązaniem. Bo jedni chcą, a inni nie- wyjaśniał lekarz. 

Z tego co pan mówi, wynika, że chłopcy chyba bardzo lubią panią, pani Patrycjo. Wojtek ciężko westchnął - niestety tak i co Patrycja powie jest święte - gorzej, bo dla mnie też. Ależ to jest świetny układ, chyba lepiej dla pana, że oni bez problemu zaakceptowali pana wybór. Wygląda  na to, że ominą państwa różne kłopoty, które z reguły trafiają się ludziom, gdy następuje  zmiana partnera życiowego w związku w którym są już dzieci.

A więc proszę nadal się tak samo odżywiać, chodzić na spacery, unikać zdenerwowania i koniecznie się wysypiać.  I unikać przeludnionych, zamkniętych pomieszczeń, np. sal kinowych o zerowej wentylacji. A gdyby coś pani dolegało, nawet spoza sfery ciąży - proszę natychmiast do mnie  dzwonić, na ten numer- i podał Wojtkowi wizytówkę. I proszę koniecznie pozdrowić panią Antoninę - swój pierwszy poród odbierałem w jej asyście - byłem pół żywy ze strachu, a ona dodawała mi odwagi. Ja ze strachu nie odróżniałem swej lewej ręki od prawej. Ale teraz już odróżniam - dodał śmiejąc się.

Wracali od lekarza oboje radośni, a Patrycja śmiała się, że nareszcie Wojtek przestanie się martwić, że nie widać po niej ciąży. A wiesz, że już  3/4  instytutu wie, że jesteśmy parą? Wystarczyło, że kilka razy z rzędu dowiozłeś mnie  do pracy. Ludzie to mają oczy dookoła głowy.Ja tu z nikim, poza tobą, nie mam kontaktów prywatnych i na ten temat nie rozmawiałam, ale ostatnio gdy byłeś cały dzień poza instytutem  Paweł P. zapytał się mnie, czy może wiem, gdzie jesteś. Odesłałam go do twojej sekretarki. A to ciekawe - zdziwił się Wojtek. Ale nie wykluczone, że to robota Heleny, ona się przyjaźniła z którąś z babek z rachuby płac.  A to straszne plotkary są. Nie mam pojęcia z kim się ona przyjaźniła lub przyjaźni nadal. Zresztą nigdy mnie to nie obchodziło. A gdy otrzymam rozwód  i się pobierzemy to przecież wszyscy będą o tym wiedzieć, kadrówki już o to zadbają. Ja to jestem dumny z tego, że jestem z tobą, to mi pochlebia. Niech mi inni zazdroszczą. 

Taaak, a ja wychodzę na dziwkę, która uwiodła żonatego faceta. No ale mnie to wcale nie boli. Po urlopie macierzyńskim będę pracować już gdzie indziej. Czy wiesz, że twój tata proponował mi bym pracowała na Politechnice? I kto wie, czy to nie jest dobry pomysł. No pewnie, że dobry pomysł, brawa dla mego taty, tylko dlaczego mi o tym słowem nie wspomniał?  No bo ostatnio tata żyje  remontem a mama robieniem sweterków i kocyków dla maleństwa. A ja nawet nie zajrzałam do żadnego ze sklepów z dziecięcymi akcesoriami. Pewnie będę kiepską mamą dla niemowlaka. 

Dla dziecka to ja przywiozę całą wyprawkę z zagranicy, stwierdził Wojtek. A dla chłopców też przywoziłeś? Nie, wydaje mi się, że Helena to chyba jeszcze jako dziewica, nim zaszła w ciążę  i nim się pobraliśmy  już kupowała wyprawkę. Ja to im tylko zabawki przywoziłem. Byłem i kiepskim mężem i kiepskim ojcem. Chyba jednak nie tak bardzo kiepskim, skoro chłopcy chcą mieszkać z tobą a nie z Heleną. Wojtek roześmiał się - im nie idzie o mieszkanie  ze mną, ale z tobą. Oczarowałaś ich obu,  bo traktujesz ich poważnie. Długo myślałem nad tym - nie karcisz ich, nie wyśmiewasz,  nie krzyczysz, formułujesz swoje wypowiedzi jasno i wszystko rozumieją. Odkąd jestem z tobą uważam na to co do nich i przy nich mówię. A czasami to mam ochotę walnąć, zwłaszcza młodszego, bo często przeciąga strunę.  

No to z nim porozmawiaj kiedyś o tym, co ci się w nim nie podoba, potraktuj go tak jakby i on miał 15 lat. To bardzo często skutkuje. Spokojna i poważna w tonie rozmowa czyni cuda. A gdy się urodzi nasze maleństwo będziesz musiał okazywać im obu sporo czułości i troski, żeby nie czuli zazdrości i nie czuli się w pewien sposób odrzuceni. I przytulaj ich często nawet gdy ci powiedzą, że już nie są małymi dziećmi. Ja też ich będę przytulała. Pat, a skąd ty to wszystko wiesz? A z książek Wojtusiu, z książek, stoją u mnie na regale. Przecież nie rodzimy się ze wszystkimi  mądrościami życiowymi ani z wszczepionymi  "płytkami wiedzy". Część tych książek służyła jeszcze moim rodzicom. Nigdy nie  byłam w domu bita, ani odsyłana do kąta za karę. I nauczyli mnie rodzice bym nie bała się mówić o tym co zbroiłam. Ale uczyli mnie bym   zawsze pomyślała nim coś zrobię. Największą dla mnie karą to były słowa taty, że go zawiodłam, bo nie pomyślałam o skutkach tego co robię. Czasem mi bardzo rodziców brakuje, choć już jestem przecież dorosła. 

Co się odwlecze to nie uciecze i w myśl starego przysłowia wycieczka z chłopcami do Kazimierza doszła do skutku. Patrycja przezornie zapakowała do bagażnika leżak turystyczny dla siebie, by posiedzieć na nim gdy "jej mężczyźni" pójdą na Górę Trzech Krzyży, na której ona już była tyle razy, że kolejny raz już nie miała ochoty na nią  dreptać.  Do Kościoła Farnego też nie poszła. Sama sobie pogratulowała, że wyposażyła towarzystwo w  książeczkę o Kazimierzu - bracia  ją sobie wyrywali z ręki, raz jeden a raz drugi wcielał się w rolę  przewodnika po Kazimierzu. Przy studni na kazimierskim rynku pozowała do zdjęć z każdym swych mężczyzn oddzielnie, a potem Wojtek poprosił kogoś z turystów o zrobienie  wspólnego zdjęcia całej czwórce. Rok później to właśnie zdjęcie było w albumie zrobionym przez Krzysia i miało podpis : "Z tatą i mamą na Rynku Kazimierza" i zawsze ten podpis, nieco koślawy, bardzo i Patrycję i Wojtka wzruszał. W piekarni trzeba było zakupić dwa koguty, bo jeden miał zawisnąć koniecznie w kuchni Patrycji, a  drugi  został przeznaczony dla dziadków.  Z Kazimierza pojechali na obiad do Nałęczowa, bo niestety wszędzie w Kazimierzu był tłok , a Wojtek przypomniał sobie, że przecież  Patrycja ma unikać zatłoczonych, zamkniętych miejsc. W Warszawie zajechali jeszcze do rodziców Wojtka, by im zostawić kazimierskiego koguta. Dziadek od razu pokazał chłopcom jak przebiegają prace remontowe i przepytał obu z tematu :"byłem w Kazimierzu i widziałem...", a babcia przepytywała Patrycję o wyniki badań, o to co  lekarz powiedział i w jakim kolorze uszyć zasłonki do okna na które będzie ze swego łóżeczka spoglądać  maleństwo. Wojtek, którego szalenie to rozśmieszyło powiedział- mama, ponieważ nie wiadomo jakiej płci będzie dziecko to najlepiej uszyć w kolorze bladozielonym albo z materiału w różowo- niebieską kratkę. A Patrycja poprosiła by na razie nic jeszcze nie szyć, bo te okna mają typowe wymiary i po prostu oni  kupią coś gotowego - szkoda marnować energii na szukanie materiału  a potem szycie. Poza tym głupio będzie gdy okna w sypialni będą miały różne  zasłony. No właśnie, właśnie szybko podchwycił temat dziadek- mówiłem Antosi, że to kiepski pomysł. Jak się potem zrobi dla dzieciny oddzielny pokój to się je wtedy zmieni, a może i nie.

Chłopcom podobało się, że każdy będzie miał swój własny pokój i że cała "piątka" będzie mieszkać na jednym poziomie. Oczywiście musieli również wysłuchać od dziadka, że gdy już zamieszkają będzie, obowiązek utrzymywania porządku w pokoju oraz  w swoich szafach i komodach bo przecież już nie są małymi dziećmi.Wojtek przypomniał Adamowi, że miał wyszukać adresy i telefony szkół w pobliżu domu dziadków, a jeśli nie wyszuka, to będzie musiał jeździć w drugi koniec miasta do szkoły i wstawać o 6 rano. Tatusiu, ja już zacząłem wypisywać, ale jeszcze mi jest potrzebny plan Warszawy do tego. W kilka minut później dziadek wręczył mu plan Warszawy. Wojtek zatelefonował do "jeszcze  żony", że dzieci dostarczy przed  godziną dwudziestą, bo teraz są u jego rodziców i zaraz będą jeść kolację. Tak wcześnie? zdziwiła się Helena. Tak, normalni ludzie  jedzą kolację tak wcześnie a nie 15 minut przed pójściem spać- niemal odwarknął Wojtek.

Gdy się żegnali już po kolacji  wszyscy dostali  pojemniczki z ogrodowymi malinami, a chłopcy dodatkowo biszkoptowe ciasteczka z kremem  czekoladowym.

W domu, tuląc się do Patrycji Wojtek powiedział - jestem szczęśliwy i nieszczęśliwy jednocześnie, że będą z nami chłopcy. Wolałbym byśmy mieszkali bez nich. Wojtusiu, ty chyba zgłupiałeś, a przecież nie jesteś chronicznie niedopieszczony. Co cię ugryzło? Masz niepowtarzalną okazję przerobienia chłopców na swój wzór i podobieństwo. Korzystaj z tego, że ty i ja tworzymy zgrany tandem. I nim będziemy z nimi w jednym domu ustalimy sobie czego będziemy od nich wymagać, co w nich chwalić a co ganić. Bo gdy maluszek przestanie być zawiniątkiem o walorach czysto fizjologicznych będzie podlegać tym samym prawom co chłopcy. Pomyśl o tym. 

A wiesz, że będę cię tak gdzieś od 20 tygodnia ciąży wykorzystywać do podsłuchiwania, czy maleństwo już się porusza? I będziemy musieli zapisać datę tego faktu. A potem zapiszemy datę gdy ja odczuję pierwsze ruchy dziecka. Zabawne, jestem w ciąży i ciągle jeszcze mam "niezdrowe zachcianki". I pomyśl jak dobrze, że jest wszystko w porządku i możemy swobodnie z tego korzystać. I to niemal do samego końca. Nie wierzyłam w to, gdy mówiła mi o tym Danka i pytałam się o to lekarza  na pierwszej wizycie i on to potwierdził.

                                                                          c.d.n.


środa, 21 kwietnia 2021

To nie takie proste -5

 Grunt to powiedzieć małolatom, że mogą  jechać lub nie jechać na wycieczkę - w sobotnie popołudnie Adam i Krzyś wydzwaniali do Wojtka by się dowiedzieć o której godzinie w niedzielę rano mają być gotowi do drogi. Wyczytali  w Przewodniku, że w niedzielę odbywają się koncerty i Adaś orzekł, że skoro tam będzie koncert, to muszą być porządnie ubrani. Ponieważ matka im powiedziała, że wystarczą na tę okoliczność czyste spodnie i czyste koszule oraz paznokcie "bez żałoby," postanowili sprawdzić prawdziwość tego twierdzenia u ojca. Mało tego, Krzyś dociekał, czy Patrycja też tak uważa. Wojtek, który sobotnie popołudnie musiał poświęcić na przeczytanie pewnych ważnych dokumentów stwierdził w końcu, że najlepiej będzie gdy chłopcy porozmawiają na ten temat z Patrycją i dusząc się  ze  śmiechu przyniósł słuchawkę Patrycji. 

Patrycja potwierdziła, że ich mama ma rację, te spodnie to mogą być również  dżinsy, byle czyste i nie  z dziurami, koszula może być z krótkim rękawem ale nie  wygnieciona i nie poplamiona, mogą być adidasy, oczywiście nie z błotem z boiska, czyste buzie, ręce i szyje a włosy zaprzyjaźnione z grzebieniem lub szczotką. Gdy odniosła słuchawkę na miejsce powiedziała - oni mnie chyba szybko znienawidzą powiedziałam, że mają mieć  czyste ręce, buzię i szyję oraz adidasy bez błota.

Wojtek śmiał się - no mają dzieciaki pecha, zakochałem się w Pani Porządnickiej! Ale podejrzewam, że to ich wcale nie zrazi do tego by z nami mieszkać. Widocznie uznali, że skoro ja cię kocham to i oni powinni.

Ale skoro już tu jesteś, to usiądź na moich kolanach i poczytaj ze mną, bo będę to omawiał w poniedziałek na naradzie, ale chcę to wpierw trochę z tobą przestudiować.    Szczerze mówiąc, to nie wiem jak ja będę pracował gdy ty będziesz na urlopie macierzyńskim  - albo będę  wciąż siedział  w domu albo zrobię jakiś pokój w pracy dla ciebie i dziecka. Jestem chyba uzależniony od twej  obecności.

Patrycja śmiała się -poczekaj, poczekaj, przyjdą takie dni,  że będziesz uciekał z domu  od płaczu dziecka.  No to się mylisz - to jest pierwsze dziecko które naprawdę chciałem i chcę.Nie mogę się wręcz doczekać, by już je trzymać w objęciach razem z tobą. I nie myśl, że będziesz z dzieckiem w oddzielnym pokoju, ono będzie spało obok naszego łóżka. 

No fajnie to wymyśliłeś - już widzę jak na naradzie ziewasz i nie za bardzo wiesz o czym mówią. Od razu przypomina mi się Budapeszt po naszej pierwszej i drugiej nocy- byłeś półprzytomny z niewyspania, wątpię czy wiedziałeś dokładnie co podpisujesz. Wiedziałem, chociaż cały czas miałem przed oczami ciebie golutką. Poza tym nie da się ukryć, że zaspokojenie kobiety a przewinięcie niemowlaka wielce różnią się od siebie pod względem wydatkowania energii. A często wstawałeś do chłopców w nocy? Może z raz, bardzo szybko mieliśmy różne  sypialnie. Gdy się urodził Krzyś to Adam spał w moim pokoju, żeby go nie budził płacz małego. Ale Adam z reguły spał jak zarżnięty. Czasem się budził nad ranem i wędrował do mojego łóżka. Przytulił się i dalej spał.

Wojtuś, a mogę ci zadać zapewne dość kłopotliwe dla ciebie pytanie? A właściwie kilka pytań. Możesz, ale nie wiem czy prawda ci się spodoba- bo powiem prawdę. Kochałeś Helenę? Wydawało mi się, że tak, ale gdyby zaraz po pierwszym razie nie zaszła to bym się nie ożenił.Ożeniłem się bo tak wypadało. A drugie dziecko jest bo chciała mieć dwoje w krótkim odstępie czasu i jakimś cudem prezerwatywa była "wadliwa", o co się usilnie postarała, do czego się po urodzeniu dziecka przyznała. To tyle w kwestii moich uczuć do Heleny. Pytaj dalej. A mnie też będziesz zdradzał tak jak ją? Nie nie będę, kocham cię tak, że gdyby trzeba było poświęciłbym dla ciebie bez  chwili namysłu własne życie. I nic tego uczucia do ciebie nie zmieni. Kocham nie tylko każdy skrawek twego ciała, kocham wszystko co z tobą jest związane, jesteś dla mnie całym światem.I kocham tę rosnącą w twoim wnętrzu fasolkę też, niezależnie od tego jakiej będzie płci. Szkoda, że nie mieszkamy w Japonii, tam imię Fasolka przeszłoby pewnie bez wrażenia - śmiała się Patrycja.

Po niemal trzech godzinach poświęconych sprawom służbowym Wojtek stwierdził, że Patrycja musi przecież wyjść  na spacer, więc pojechali do pobliskiego lasu.

Niedzielna wycieczka z chłopcami do Żelazowej Woli była bardzo udana, chłopcy przejęci, wypucowani, Adam z Przewodnikiem po Polsce pod pachą. Ponieważ koncert się chłopcom podobał Patrycja obiecała im, że zabiorą ich do opery na spektakl dla nich odpowiedni i do filharmonii na koncert. Gdy powiedzieli, że jeszcze nigdy nie byli ani w operze ani w filharmonii Patrycja tak się spojrzała na Wojtka, że omal nie  wpadł pod ławkę obok której właśnie przechodzili. Przepytała chłopców czy i jaką muzykę słuchają i poczuła się z lekka jakby była na ugorze, na którym chce uprawiać winorośl.

Gdy wracali z Żelazowej Woli podjechali jeszcze do Nieborowa, zwiedzili Pałac Radziwiłów i Park Arkadia.  Chłopcy byli zachwyceni całą wycieczką i dopytywali się czy w następny weekend też gdzieś pojadą. I to pytanie natchnęło Wojtka, by im wpuścić sprawę ciąży Patrycji. Powiedział, że zapewne gdzieś pojadą, o ile będzie dobra pogoda - to raz, a dwa- jeśli Patrycja będzie się dobrze czuła, bo tak mniej więcej za 25 tygodni przyjdzie na świat dziecko Patrycji i Wojtka. A kobiety oczekujące dziecka nie zawsze się dobrze czują. To znaczy kiedy będzie to dziecko? dopytywał się Krzyś. No przecież  mówię - za 25 tygodni. Weź w domu kalendarz i sobie odlicz te 25 tygodni. Nie wiadomo jeszcze dokładnie który to będzie dzień- tłumaczył spokojnie Wojtek. Widzę, że trzeba będzie z Wami jeszcze o tym wszystkim porozmawiać. Myślę, że pogadamy o tym w następny weekend. A to będzie chłopiec czy dziewczynka? - dopytywał się Krzyś. Nie wiadomo. Tata, a co byś wolał? Obojętne, grunt żeby dziecko było zdrowe. A nas nadal będziesz  kochał?- zaniepokoił się Krzyś. No jasne- gdybym was nie  kochał nie pytałbym się wcale u kogo chcecie mieszkać gdy się rozwiodę z waszą mamą.

W tygodniu Patrycji udało się kupić książkę J. Łopuskiego "Co chce wiedzieć każdy chłopiec" i Wojtek nieco odetchnął. Przejrzał dokładnie jej treść, zajrzał jeszcze do "Encyklopedii Zdrowia" i sobotnie popołudnie poświęcił chłopcom i uświadamianiu ich.  Szło całkiem nieźle, przy okazji udało mu się wyplenić z ich słownictwa kilka wulgaryzmów dotyczących części ciała. Musiał również odpowiedzieć na kilka pytań, bo młodsze dziecię należało do tych osobników, które muszą mieć wszystko wyłożone metodą "kawa na ławę". Ponieważ drzwi między pokojami były otwarte Patrycja chwilami nieco dusiła się ze śmiechu. W pewnej chwili młodszy zapytał ojca : "tata, a czy ty z Patrycją robisz te rzeczy?" Wojtek z kamienną twarzą  zapytał- a jakie rzeczy synku? - no te. Wojtek nadal udawał, że nie rozumie o co chodzi, aż w końcu mały zapytał- no czy się pieprzycie? Wojtek popatrzył na Krzysia i powiedział - pieprzy to się różne potrawy, chociaż pieprz  wcale nie jest taką zdrową przyprawą. Starszy w końcu nie wyrobił i pacnął młodszego w głowę mówiąc - ludzie się nie pieprzą tylko uprawiają seks, głąbie! W końcu Wojtek wyciągnął z szuflady biurka kupioną dla nich książkę i dał im do czytania mówiąc - przeczytajcie tę książkę uważnie, zakreślcie miejsca które są dla was mniej zrozumiałe i wymagają omówienia. I żebym nigdy więcej nie usłyszał od któregoś z was, że jakaś para się pieprzy. 

Patrycja w końcu  zlitowała się nad Wojtkiem i zawołała wszystkich na podwieczorek. W czasie podwieczorku zapadła decyzja, że w niedzielę pojadą do Kazimierza Dolnego. A jak mamy być ubrani?-dociekał Krzyś. Normalnie, będziemy zwiedzać Kazimierz i Wojtek wręczył chłopcom niewielką książeczkę o Kazimierzu. Odwiózł chłopców do domu i bardzo szybko wrócił. 

Patrycja  przytuliła się do niego i powiedziała- no widzisz, nie było to takie straszne, prawda?  No niby nie, ale chwilami myślałem, że zejdę  z wewnętrznego śmiechu. Dzieci to się powinny rodzić z wbudowaną płytką wiedzy, którą rodzic by uruchamiał w odpowiednim czasie. 

Nooo, taki mały robocik - stwierdziła Patrycja - patrzysz w kalendarz i na menu płytki i uruchamiasz odpowiedni fragment wiedzy. A jak się coś zatnie to bierzesz dzieciaka do serwisu i reperują. Albo sam kombinujesz i coś  ci się pokręci i dzieciak zamiast siadać na nocnik w łazience idzie  do kredensu w kuchni  i wyciąga  głęboki talerz. Wojtka aż skręcało ze śmiechu - Pat, powinnaś była z tą wyobraźnią zostać programistką, na mur-beton układałabyś bardzo ciekawe programy. Masz rację na pewno bym ułożyła taki program, że każdy matematyk dostałby świra. Ale mnie programowanie  średnio bawiło.

Niestety niedziela powitała ich deszczem, więc wycieczka nie miała racji bytu. Deszcz chyba wyrabiał jakieś zaległości w padaniu i padał  niemal cały dzień. Gdy się nieco rozpogodziło Wojtek zatelefonował do swych rodziców, by się dowiedzieć co u nich słychać.Ojciec się  bardzo ucieszył i poprosił by oboje do nich przyjechali, to omówią kolorystykę piętra bo trzeba zamówić farby. Poza tym mama ma jakiś interes do Patrycji. W pół godziny później już byli w objęciach starszych państwa. Okazało się, że remont piętra już się rozpoczął. Mając na uwadze fakt, że na piętrze będą mieszkać dzieci, rodzice wpadli na pomysł zrobienia ogrzewania podłogowego- wiadomo, że najczęściej wszystkie  dzieciaki urzędują na podłodze.

Zgodnie z projektem zrobionym przez Patrycję i Wojtka na górze miała być duża sypialnia z miejscem dla maluszka, dwa pokoje dla chłopców i gabinet dla Wojtka, część sanitarna miała pozostać taka jak jest obecnie. Sypialnia była dawniej salonem i z czasem można będzie z części sypialni zrobić jeszcze jeden pokój.Kolorystyka - tak zwana "łamana biel". Przylegający do sypialni nieduży pokój miał być wg Patrycji tzw. garderobą.Wojtek się śmiał, że napis będzie  głosił "garderoba" a czytać się będzie "graciarnia", zupełnie jak w angielskim. Mama po cichu zaczęła gromadzić "dobro wszelakie" dla maleństwa, a Wojtek stwierdził, że musi pojechać w kilka porządnych delegacji zagranicznych by kupić nieco przydatnych dla niemowlaka rzeczy, np. pampersy dla noworodka i bieliznę dla Patrycji na czas połogu, podgrzewacze do butelek. 

Wojtek opowiedział mamie  jakie to miał przeżycia gdy uświadamiał seksualnie młodych, bo go do tego zmusiła Patrycja, opowiedział też jak się chłopcy wyszykowali do Żelazowej Woli i że to co powie im Patrycja to niemal święte jest. W nadchodzącym tygodniu Patrycja miała mieć kontrolne USG,  które oczywiście będzie w obecności Wojtka. Ale płci to pewnie jeszcze nie będzie widać, ale tak naprawdę to wszystko jedno, bo on już szalenie kocha to coś, co nosi w sobie Patrycja. A mama Wojtka, gdy były same w kuchni, powiedziała Patrycji że odkąd Wojtek jest z nią to jest szczęśliwy - zupełnie inny niż przez ostatnie kilkanaście lat.

Wojtek z kolei twierdził, że odkąd chłopcy poznali Patrycję to jakby zmądrzeli i wygrzecznieli, na co Patrycja miała jedną odpowiedź - tę zmianę wywołał fakt, że Wojtek nareszcie zaczął ich dostrzegać i poświęcać im więcej swojego czasu. Wojtek przytulił Patrycję i powiedział- ale to wszystko twoja zasługa, bo zaakceptowałaś mnie razem z tymi przyległościami. A miałam inne wyjście skoro cię pokochałam?-spytała. Myślisz, że dobrze bym się czuła mając świadomość, że zabrałam dzieciom ojca?

Wiem, że czasami będzie nam ciężko, bo to jednak będzie trójka dzieci i duża różnica wieku pomiędzy nimi, ale jakoś sobie poradzimy.Wiesz Wojtuniu, chłopcy cię naprawdę  bardzo kochają, ale są w wieku, w którym nie bardzo potrafią to okazać. Trzeba tylko ich nauczyć,wytłumaczyć, przekonać, że mogą nam powiedzieć bez strachu wszystko co zrobią źle, bo my im pomożemy. I trzeba  pamiętać, że jeśli coś się zabrania to trzeba to w rzeczowy sposób wytłumaczyć, dlaczego. Ja tak miałam w domu i wiem jakie to ważne mieć świadomość, że mama i tata zawsze pomogą wybrnąć z najbardziej niedobrej sytuacji.

                                                                       c.d.n




 

To nie takie proste - 4

 Wojtek, tak jak planował, wybrał się w piątek po południu na rozmowę z synami. Zaproponował im wspólną "wyprawę" do Łazienek, bo chce z nimi o czymś ważnym porozmawiać. Powiedział im, że pozew rozwodowy  już jest szykowany przez prawnika, a oni muszą się zdecydować u kogo będą mieszkać po rozwodzie. Teraz takie pytanie zadaje im on, ale gdy będzie sprawa rozwodowa takie pytanie  każdemu z nich, oddzielnie, zada sędzia. Więc  niech się zastanowią teraz, żeby potem w sądzie wiedzieli jaką mają udzielić odpowiedź. Są  właściwie tylko trzy opcje - mogą obaj zostać z mamą, mogą obaj zamieszkać z ojcem, Patrycją i przyrodnim bratem lub siostrą, bo nie wiadomo wszak co się urodzi, może też jeden zostać z mamą a drugi z ojcem i jego nową rodziną. Więc niech się nad tym każdy z nich sam zastanowi, bo to co wybiorą będzie ich wyborem aż do okresu pełnoletności każdego z nich. Oczywiście niezależnie od tego co który wybierze zawsze będzie miał kontakt z rodzicem, z którym nie  będzie mieszkał. No i naprawdę Wojtkowi zależy na tym, by każdy sam wybierał z kim chce zamieszkać- to ma być samodzielny wybór każdego z nich a nie narada wojenna typu "jak się pozbyć niechcianego kreta z ogrodu". Odpowiedź ma  każdy z nich udzielić Wojtkowi indywidualnie , najpóźniej  pod koniec niedzielnej wycieczki, bo  on i Patrycja chcą z nimi pojechać do Żelazowej Woli. I jeśli chcą wiedzieć gdzie to jest i co tam zobaczą to niech poszukają w Przewodniku po Polsce, który stoi na półce w ich pokoju.  Oczywiście i Patrycji i jemu będzie miło, gdy obaj pojutrze z nimi pojadą, ale jeżeli któryś z nich uzna, że nie ma ochoty to przymusu nie ma, ale i tak  muszą dać Wojtkowi odpowiedź na temat wyboru miejsca zamieszkania po rozwodzie. A to my mamy Przewodnik po Polsce? zdziwił się Adam. Macie - jest na półce regału w waszym pokoju. Jeszcze chwila, a zacznę żałować, że go  wam kupiłem i dałem.  Tata, a dlaczego dziś przyjechałeś po nas  sam, bez  Patrycji? Bo dziś Patrycja uruchamia w pracy nowe urządzenie i musi wszystkiego dopilnować. Gdy was odwiozę do domu wpadnę tam zobaczyć jak im idzie i zabrać ją do domu, bo na pewno jest bardzo zmęczona.

Tata, a ty wiesz, że mama chce jechać do Anglii ? Na wycieczkę?- zapytał Wojtek. Nie, nie na wycieczkę, do pracy. A skąd ty wiesz Krzysiu, że się wybiera do Anglii, mówiła ci? Krzyś przecząco pokręcił głową- nie, ale chyba z jakąś głuchą wczoraj  rozmawiała, bo strasznie głośno nadawała. A to ciekawe, bo wasza mama nie zna angielskiego. Tata, jesteś opóźniony w rozwoju stwierdził Krzyś - teraz masa babek jeździ do Anglii- do sprzątania albo na kelnerki, do tego nie trzeba znać wielu słów. I ma zamiar niedługo złożyć wniosek o paszport. W głowie Wojtka zapaliła się czerwona lampka - trzeba szybko działać, zadzwonię dziś jeszcze do prawnika. 

Tata, a ja już przemyślałem z kim chciałbym mieszkać, mogę ci to już dziś powiedzieć, oświadczył Adam. Dobrze, ale nie mów głośno, dam ci karteczkę i napisz na niej, tylko zasłoń, żeby Krzyś nie widział i podpisz się. Wyciągnął z kieszeni mały notes i wyrwał z niego  jedną kartkę, potem podał ją i długopis Adamowi. Tata, ja też już wiem, daj mi też kartką i długopis powiedział Krzyś. Wojtek wyrwał drugą kartkę, ale zamiast długopisu dał mu automatyczny ołówek - napisz ołówkiem, bo nie mam przy sobie drugiego długopisu. Tata,  czym piszesz w pracy? Wiecznym piórem. Też bym chciał mieć wieczne pióro - zamarudził Krzyś. Jak będziesz dorosły to będziesz miał wieczne pióro. 

Wziął kartki od chłopców i powiedział- zadziwiająca wprost jest jedność waszych poglądów. Adam napisał- z Patrycją i z tobą, Krzyś napisał z tobą i panią Patrycją. Uprzedzam was tylko, że łatwo nie będzie. Patrycja wszystkie obowiązki traktuje serio i tego samego oczekuje od innych. I będziemy wszyscy mieszkać u dziadków. A dziadkowie już znają Patrycję? Tak znają, a dziadek to ją zna jeszcze z czasów gdy była studentką. O rany, jęknął Krzyś- no to długo. 

U dziadków każdy z was będzie miał własny pokój i każdy z was będzie musiał dbać o to, by był w nim porządek. I skończy się wreszcie to zwalanie  winy jeden na drugiego. Salon i kuchnia będą wspólne - dziadków i nasze. Do szkoły będę miał daleko- jęknął Krzyś. Przepiszę cię do innej szkoły, blisko domu. Adam, ty się rozejrzyj jakie licea są niedaleko domu dziadków i tam złożymy twoje  papiery. Tylko spręż się synku. 

Słuchajcie  chłopcy - nie jesteście już przedszkolakami i musicie zacząć trochę myśleć i to nie o  grach a o poważnych sprawach. I koniec z rozrzucaniem wszystkiego po podłodze nawet we własnym pokoju. Każdy z was musi utrzymywać w swoim pokoju porządek. Koniec z zabawkami leżącymi tygodniami na podłodze. Koniec zabawy oznacza, że zabawki  mają wrócić na swoje miejsce. To samo z książkami - koniec z książkami leżącymi na podłodze. Będę za takie niedbalstwo karał - bić nie będę ale znajdę sposób by winnego ukarać. Nie zapominajcie też o stosowaniu słów dziękuję, proszę, przepraszam. Zauważyłem, że coraz  rzadziej ich używacie. Od jutra koniec z "tata daj"- chcę słyszeć "tata poproszę daj mi". Jasne? Ponieważ wybraliście mnie, to musicie tak się zachowywać jak ja sobie tego życzę. I pamiętajcie, że Patrycja, która pozwoliła Wam mówić do siebie po imieniu nie jest waszą koleżanką z przedszkola lub szkoły czy też z podwórka. Jeżeli macie wątpliwości, czy wytrwacie w takich warunkach to wybierzcie  mieszkanie  z mamą.  

Adam podszedł blisko do Wojtka i powiedział - ja zostanę z tobą tato. I przejrzę książkę telefoniczną, wypiszę szkoły blisko dziadków - nie tylko licea, podstawówki też. Telefony też wypiszę. Bardzo będę ci synku za to wdzięczny, zaoszczędzę w ten sposób czas. Tylko pisz wyraźniej, żebym nie musiał się zastanawiać jaką to literę lub cyfrę nagryzmoliłeś. Adam tylko pokiwał głową, wiem, muszę po prostu wolniej pisać.

No dobrze- a teraz odwiozę was do domu i pojadę po Patrycję. Jutro do was zatelefonuję w sprawie tej wycieczki do Żelazowej Woli. I nie zapomnijcie o  Żelazowej Woli poczytać. Adaś, masz klucze od mieszkania? Tak, tato,mam. To dobrze, nie będę więc musiał wchodzić z wami  na górę. I jeszcze jedno - na razie nie mówcie nic  matce na temat tego gdzie będziecie mieszkać po rozwodzie. Tatuś - pozdrów, proszę, Patrycję od nas obu - z pełną powagą powiedział Adam. Dziękuję synku, na pewno pozdrowię.

Gdy ruszył z miejsca pomyślał - ależ ich cholernie zaniedbałem, wierząc, że Helena  nie pracując zajmie się nimi solidnie i wszystkiego nauczy. A ona niczego ich nie nauczyła. Gdy zajechał pod wejście do Instytutu portier wybałuszył oczy- pan dyrektor.... panie Siwiec czemu mi się pan tak przygląda? Tak, to ja. Badania w pracowni jeszcze trwają? Tak, chyba tak. No to dobrze, to idę do nich zajrzeć. Szybko minął zdumionego portiera i pomaszerował do pracowni, w której  Patrycja wyraźnie  kogoś rugała. Wszedł bez pukania i powiedział: no i co? kto nawalił? Projektant czy wykonawca? Chudy blondynek przypominający posturą patyczaka  wyjęczał - moja wina zrobiłem dwa błędy - w jednym miejscu zmieniłem niechcący miejsce podłączenia i zrobiłem jeden zimny "lut". I tego zimnego "lutu" najdłużej szukaliśmy. 

No dobrze, każdemu może się zdarzyć zły dzień, a ty chłopie masz go dziś po raz pierwszy odkąd tu pracujesz. Przyzwyczaiłeś  mnie, że zawsze wszystko robisz bezbłędnie i pewnie dlatego tak mi kiepsko szło szukanie tego błędu. Nooo, uśmiechnij się. Weekend przed nami, fruwaj do domu. Ja to już sama sprzątnę. "Patyczak" zaprotestował - proszę to zostawić, to mój obowiązek. Ludwiczku- słuchaj się starszych i zmykaj do domu. Mówię całkiem poważnie. Chcę to jeszcze pokazać panu dyrektorowi skoro już tu jest. Ludwiczek złożył ogólny ukłon i się ulotnił a Wojtek  mógł wreszcie wycałować  swoje bóstwo. 

Gdy już wyszli z Instytutu i wsiedli do samochodu Wojtek podał Patrycji obie  karteczki wypełnione przez  synów- no cóż, jakoś migiem nam się powiększyła rodzina - zaśmiała się Patrycja. Głodna jestem, jedźmy szybko do domu. Gdy zjedli Wojtek zatelefonował do prawnika, powiedział o tym jaką to decyzję podjęli chłopcy i powiedział o tym, co  podsłuchali . Oooo, świetnie że o tym wiemy, zaraz sprawę zablokujemy. To nie pierwsza taka sprawa. Mamy obowiązek zgłaszania takich spraw gdy o nich wiemy.

Pat, kochanie, byłbym zapomniał - Adam mnie poprosił bym ciebie od nich obu pozdrowił. Myślałem, że padnę z wrażenia gdy mi to powiedział. A tak w ogóle to uświadomiłem sobie dziś, że obarczyłem Helenę wychowaniem chłopców  nie zastanowiwszy się ,że ona nie ma o tym bladego pojęcia. Po prostu zrobiłem podział zajęć- ja pracuję zawodowo i zapewniam byt a ona nie pracuje i wychowuje dwójkę dzieci. W krótkim czasie stała mi się tak obojętna, że przestałem się interesować i nią i dziećmi. A z niej taki talent  do wychowania dzieci jak ze mnie łyżwiarz figurowy-nawet na łyżwach nie jeździłem. Uprzedziłem chłopców, że skoro wybrali mieszkanie z nami to będą musieli się zastosować do naszych wymagań, czyli koniec z bałaganem, pyskowaniem, kłótniami. I że jeżeli nie czują się na siłach to niech wybierają mieszkanie z matką. Pierwszy zapewnił mnie Adam, że da radę się  dostosować no i zaraz  za nim Krzyś. Powiedziałem, że będziemy mieszkać w domu rodziców. Wiąże się też z tym zmiana szkół i Adam mi powiedział, że przepatrzy w książce telefonicznej jakie szkoły są w pobliżu domu dziadków i wypisze mi telefony.  

Ej, zaśmiała się Patrycja- wyrabiasz się , nim  fasolka ujrzy światło dnia będziesz naprawdę fajnym ojcem. Słuchaj, czeka cię jeszcze dużo gadania z nimi z dziedziny wychowania seksualnego. Mówisz, że Adam już randkuje, więc musisz na tempo zorientować się co on wie z zakresu tej tematyki. Wiem, że wyszły całkiem niezłe dwie książki- jedna dla dziewczyn, druga dla chłopców, postaram się je upolować. Chyba nie  chcesz by zmajstrował dziecko którejś ze swoich koleżanek? 

Piętnastolatek?- Wojtek mało się nie zadławił ze zdziwienia kawałkiem ciasta. A tak kochany,  jak najbardziej realna sprawa. Piętnastolatki obu płci już wiedzą co to seks i praktykują łudząc się, że za pierwszym razem dziewczyna nie zajdzie w ciążę. A co jakiś czas sądy rodzinne dają zezwolenie na ślub nieletnim. Mojej znajomej siostrzenica w wieku 15 lat urodziła dziecko. Jeśli zauważyłeś, że twoja żona nie była w stanie nauczyć chłopców utrzymywania porządku to bądź  pewien, że z całą pewnością nie wpadła na pomysł, by ich uświadomić w tej dziedzinie. Swoją seksualność to dzieci teraz dość wcześnie odczuwają, rozwijają się wcześniej niż kiedyś. Już dwunastolatki miewają nocne polucje. A szkoła im co najwyżej truje o pszczółkach i motylkach zamiast mówić o tym, że seks  to nie grzech, ale praktykowany zbyt wcześnie, bez żadnych zabezpieczeń, może przynieść same szkody.Mam koleżankę,  samotną matkę i swemu synowi wszystko w kwestii seksualności i rozrodu ona tłumaczyła. 

Ale Adam i Krzyś mają wszak tatę, więc bierz się tatusiu do pracy i uświadamiaj synów. Jeśli uda mi się upolować te książki przeznaczone dla chłopców dasz im je do czytania i powiesz, żeby ci zadawali pytania,  jeżeli czegoś do końca nie pojmą. Będziesz miał mniej pracy wtedy.  Poza tym nie wstydź się przy nich mnie obejmować, całować, ucz ich jak się powinno traktować kobietę, która się kocha. Na razie to tylko wiedzą jak się traktuje kobietę, której się nie kocha. Twoi synkowie naprawdę są fajni i mądrzy. 

I pamiętaj, że za 25 tygodni przybędzie nowy członek rodziny i myślę, że można im o tym powiedzieć, skoro wybrali, że chcą z nami mieszkać, zapewne  poczują się wtedy bardziej z nami związani.

                                                                        c.d.n.

wtorek, 20 kwietnia 2021

To nie takie proste - 3

 Zgodnie z planem Wojtka, w niedzielę wraz z chłopcami pojechali do ZOO.Wojtek był zdania, że lepiej by na pierwszy raz chłopcy byli na terenie, który dość dobrze znają. Nowa partnerka ojca  a do tego nowe do zwiedzania miejsce- to może być  zbytnie obciążenie  dla nich. Patrycja z kolei stwierdziła, że to Wojtka dzieci, nie jej, więc on ma tu najwięcej do powiedzenia. Patrycja dzielnie  dreptała po ZOO, siedziała tylko w tym czasie, gdy chłopcy wpierw z Wojtkiem, a potem już sami sterczeli ponad godzinę koło wybiegu małp. 

Gdy razem siedzieli w ogródkowej kawiarni Patrycja zapytała się, czy byli kiedykolwiek w Kazimierzu Dolnym, opowiedziała im króciutko o tym miejscu i zapytała, czy może by tam pojechali w następny weekend, jeśli oczywiście  dopisze pogoda. A jeśli nie będzie pogody, to mogą  wybrać się razem do Muzeum Wojska Polskiego, bo ona już kilka lat nie była w tym muzeum, ale pamięta, że jest dużo ciekawych eksponatów do obejrzenia. 

Wojtek wpatrywał się w Patrycję tak, jakby była z zupełnie innej konstelacji gwiazd, pod stolikiem dyskretnie odszukał jej nogi i objął je swoimi. Oczywiście nie docenił bystrości swych synów, którzy zaraz rozszyfrowali te jego manewry. Gdy tak siedzieli w czwórkę Patrycja wypytywała chłopców które zwierzęta ich  najwięcej interesują, opowiedziała im, że gdy była jeszcze w szkole podstawowej to bardzo chciała pracować w Ogrodzie Zoologicznym i to koniecznie  być opiekunem  małp, ale jakoś z tych planów wyrosła i poprzestała na oglądaniu filmów dokumentalnych  z życia różnych ogrodów zoologicznych świata. A teraz czym się pani zajmuje? - niemal  "po dorosłemu "zapytał Adam. Elektroniką, jestem po studiach technicznych, jestem inżynierem elektronikiem. To chyba trudne studia - zauważył przytomnie Adaś, ja bym nie dał rady, nie jestem dobry ani z matematyki ani z fizyki, ale lubię chemię. Wierz mi Adasiu - gdy skończyłam podstawówkę i byłam w liceum, naprawdę nie wiedziałam przez pierwsze dwa lata, że będę studiować na politechnice. Po prostu zmieniają się nam z upływem czasu zainteresowania, a bardzo często mają wpływ na to nasi nauczyciele. Młodsza latorośl Wojtka w pewnej chwili włączyła się do dyskusji - a ja bardzo nie lubię geografii, pani od geografii mówi na nas, że jesteśmy durnie. Nikt w naszej klasie nie ma piątki z geografii, nawet dziewczyny! Patrycja spojrzała wymownie na Wojtka, ale ten milczał, więc powiedziała - no to naprawdę dziwne, bo z reguły dziewczęta są bardzo obowiązkowe.

Wojtek przysłuchiwał się wszystkiemu z uwagą i z prawdziwą przykrością stwierdził, że jego niechęć do żony w jakimś stopniu przeniosła się i na dzieci i zaniedbał je uciekając w pracę, w robienie doktoratu. Ale jednocześnie cieszył się  bardzo, że chłopcy z zainteresowaniem rozmawiają z Patrycją i wyraźnie przypadła im do gustu. 

Po wyczerpaniu tematu "szkolnego" Adam zapytał się Patrycji, czy naprawdę będzie żoną Wojtka. Patrycja obdarzyła Adama najpiękniejszym swym uśmiechem i powiedziała - tak, gdy sąd orzeknie rozwód. Wojtek dodał- to chyba jasne, mówiłem wam, że kocham inną kobietę i chcę by była moją żoną.

Ale Adaś zignorował to co mówił Wojtek i nadal przepytywał Patrycję - a będziemy mogli wtedy u taty nocować? Oczywiście Adasiu, rozwód dotyczy tylko małżonków, dzieci nadal są dziećmi swych rodziców. Bo ojcem i matką  pozostaje się  do końca życia. Będziecie już dorośli a nadal będziecie wciąż dziećmi dla swych rodziców.

Adam-przestań już wypytywać- przecież wszystko wam już tłumaczyłem!-Wojtek pomału tracił cierpliwość. Ale w tym momencie Patrycja powiedziała - kochanie, dobrze, że Adam mnie o wszystko wypytuje, ma do tego prawo. Po prostu zmienią mu się warunki w których dotychczas żył i to budzi jego niepokój. I  to, że mnie wypytuje o wszystko co go niepokoi świadczy o tym, że jest myślącym chłopcem. I tym jednym zdaniem wypowiedzianym spokojnie i z miłym uśmiechem Patrycja "kupiła" obu chłopców. Obaj chcieli wiedzieć kim dla nich będzie ewentualne dziecko Wojtka i Patrycji, więc powiedziała, że będzie to rodzeństwo  przyrodnie, bo będą mieli z tym dzieckiem tego samego ojca, ale dwie różne mamy. Chcieli też wiedzieć, jak mają się zwracać do Patrycji i ona zaproponowała, by po prostu mówili do niej po imieniu . Bo mama jest tylko jedna- a Patrycja  nie pretenduje do takiego tytułu dla nich.

A tak na bieżąco to byli zainteresowani czy jeszcze przed rozwodem będą mogli się spotykać z Patrycją i Wojtkiem i gdzieś razem bywać. Tym razem już obydwoje zapewnili chłopców, że oczywiście tak, będą się razem spotykać.  I zaprosimy Was również na nasz  ślub - zapewnił ich Wojtek. No to  fajnie- podsumował Adaś, a Krzyś mu przytaknął. 

Gdy żegnali się z Patrycją, obaj bardzo grzecznie podziękowali za to, że byli z Patrycją i Wojtkiem w ZOO, a Adam głośno powiedział do Patrycji- jesteś naprawdę równą babką, na co w odpowiedzi usłyszał- a wy obaj bardzo fajnymi chłopakami. Wojtek odstawił ich do mieszkania, sprawdzając przy okazji czy jest w domu jego "jeszcze żona".

Gdy wrócił do samochodu wpierw ucałował Patrycję a potem powiedział- przepraszam cię za ich namolność. Ale Patrycja była zdania, że wszystko było i jest w porządku - chłopcy są zaniepokojeni, bo przecież w jakiś sposób zmieni się ich życie- już mają jedną konkurentkę do uczuć Wojtka a zdają sobie sprawę, że przybędzie i kolejny konkurent- jakieś dziecko. Wojtek zastanawiał się na głos czy i ewentualnie co powiedzą chłopcy swej matce, bo już jakiś czas temu zauważył, że  jeśli robili w towarzystwie Wojtka to co im sprawiało wielką frajdę to nigdy o tym nie mówili swej matce, bo Helena miała niemiły zwyczaj ośmieszania i krytykowania wszystkiego co im  sprawiało przyjemność, a nie miało zupełnie związku z jej osobą.

W tygodniu Wojtek spotkał się z prawnikiem, który stwierdził, że ta sprawa rozwodowa jest prosta, bo Patrycja jest w ciąży. Byłoby natomiast dobrze, by Wojtek porozmawiał z synami jak oni widzą sprawę swego miejsca zamieszkania po rozwodzie, bo sąd na pewno zada takie pytanie bo to już naprawdę spore dzieci i mają prawo wypowiedzieć się w sądzie z kim chcą mieszkać. Często się zdarza, że jedno chce mieszkać z ojcem a drugie z matką. Wojtek jęknął - nie wpadłem na ten pomysł by ich o to przepytać- gorzej, bo nie wiem czy moja partnerka jest gotowa by od razu zająć się trójką dzieci. Co do starszego to podejrzewam, że nie za bardzo będzie chciał pozostać z matką. No nic, dziś muszę wpierw porozmawiać o tym ze swoją partnerką a z dziećmi w następnej kolejności. Dobrze, zgodził się prawnik, ja już zajmę się tym tematem by nadać sprawie bieg, ale przed rozprawą chciałbym wiedzieć jak się sprawa ma.

Po wyjściu od prawnika  Wojtek wpierw pojechał do swoich rodziców- czuł się nieco zagubiony, wręcz bał się, że Patrycja wobec możliwości  zostania nagle  matką trojga dzieci wcale nie będzie chciała zostać jego żoną. I ta myśl go przerażała. 

Rodzice Wojtka stwierdzili, że jeżeli jego synowie mają dobrze w głowinach, to na pewno wybiorą Patrycję, skoro tak jak mówi Wojtek, ona im się spodobała. Oni z kolei w takim razie szybko wyremontują piętro domu w którym teraz  mieszkają i Wojtek wraz z trójką dzieci i żoną będą mieli całe piętro dla siebie, tylko salon na parterze będzie wtedy wspólny oraz kuchnia. I naprawdę jeszcze mogą pomóc Patrycji w opiece nad dziećmi. A być może, że chłopcy wybiorą mieszkanie u dziadków a nie u Wojtka i Patrycji- zawsze lubili tu bywać, obaj mieli tu nawet swoje  grządki w ogrodzie. Wtedy wcale nie będzie problemu a i dla Patrycji może to być dobre rozwiązanie.

A co do mieszkania, w którym dotychczas mieszkał z Heleną i dziećmi- musi po prostu po rozwodzie wymeldować stamtąd Helenę a mieszkanie dać pod wynajem. A Helena wróci do mieszkania, w którym kiedyś mieszkała a teraz je  wynajmuje.Co do mieszkania, w którym mieszka Patrycja- też powinno pójść pod wynajem, jeśli nie będzie tam żadne z nich mieszkało.

Z sercem pełnym niepokoju pojechał do domu- chciał to wszystko przetrawić nim Patrycja wróci z pracy. Póki co przejrzał listę  zakupów i wyskoczył do sklepu, potem obrał kartofle tylko raz się zacinając nożem, bo bardzo był pochłonięty myślami o rozwodzie i zaklinaniem rzeczywistości, by Patrycja od niego nie odeszła. Doszedł do wniosku, że nie wyobraża już sobie życia bez Patrycji- równie dobrze mógłby umrzeć, gdyby go zostawiła.

Do chwili powrotu Patrycji zdążył zrobić i rozwiesić pranie oraz przelecieć całe mieszkanie odkurzaczem. Trzeba mu oddać sprawiedliwość- od momentu, gdy okazało się, że Patrycja jest w ciąży starał się jak najwięcej jej we wszystkim pomagać, zgodnie z powiedzeniem "zakochany mężczyzna wszystko potrafi zrobić, nawet pranie w pralce".

Pod koniec obiadu powiedział Patrycji o swej wizycie u prawnika i o tym, że musi przepytać dzieci u kogo chcą mieszkać po rozwodzie, bo takie pytanie z całą pewnością padnie na sprawie. A chłopcy już są w wieku, w którym przysługuje im wybór z którym z rodziców chcą zamieszkać po rozwodzie. Przyznał się też, że był już u swych rodziców i rodzice rozumiejąc problem proponują by oni, jeśli dzieci wybiorą zamieszkanie z Patrycją i nim, zamieszkali na piętrze willi rodziców. Piętro wymaga odświeżenia ale to żaden problem.Tyle tylko, że aby było  całej piątce wygodniej nie będą mieli na piętrze  salonu- salon będzie u rodziców na parterze, podobnie jak i kuchnia, która jest bardzo duża. Poza tym dookoła jest ogród i na piętrze taras, więc będzie miało maleństwo dobre  warunki do werandowania. No i rodzice we wszystkim im pomogą, oczywiście  w miarę swych możliwości.

Patrycja wysłuchała wszystkiego i powiedziała - no tak, wynika z tego,  że nagle możemy stać się całkiem sporą rodziną, pięcioosobową, o ile najbliższe USG nie wykaże, że jestem w ciąży bliźniaczej. Sześcioosobowa rodzina  też brzmiałoby interesująco.

A co zrobisz z Heleną, gdy dzieci wybiorą ciebie, a nie ją? Wyprowadzi się stamtąd a mieszkanie się komuś wynajmie. Przypomniało mi się, że ona nawet nie jest tam zameldowana na stałe, bo ma meldunek w swoim mieszkaniu, w którym kiedyś mieszkała, a które dostała od swoich rodziców.  My, jeśli się rozgościmy u rodziców też się u nich zameldujemy tylko tymczasowo. Chłopcy będą nadal na stałe meldowani tu gdzie teraz mieszkają, a u dziadków tylko tymczasowo.

Wojtuniu, przemyślę to wszystko nieco później, teraz chcę pomyśleć nad jednym problemem, bo jeden z układów nam nie działa. Muszę sprawdzić wszystko gdzie jest błąd. A co do nas - właściwie to mam tak naprawdę niewielki wybór, jeśli nie chcę pozbawić naszego dziecka obecności ojca w jego życiu od pierwszego samodzielnego oddechu.

A mogę ci coś pomóc w tym problemie z niedziałającym układem? Nie, po prostu muszę sprawdzić obliczenia czy były dobre, bo nie wykluczam, że któryś z techników coś spieprzył, brzydko mówiąc. Nie jest trudno się pomylić w podłączeniu lub niezbyt dokładnie coś przylutować. A ty chcesz dziś porozmawiać z chłopcami czy  dopiero w weekend? W weekend, a właściwie w piątek po pracy. Wojtuniu, a pomyślałeś o tym, że pomaganie nam może być zbyt męczące dla mamy? Pomyślałem i na pewno zatrudnię kogoś do pomocy, ten wydatek pokryje nam wynajęcie mieszkania. Moje chyba też wynajmiemy, jak sądzisz? Tak myślę, kochanie. Wojtuś, przytul mnie, mam nieprzyzwoite zachcianki. To cudownie, bo też jestem stęskniony. Pat, gdzie ty tę ciążę nosisz, zupełnie nie masz brzuszka - marudził Wojtek. Mam, mam, przytyłam w obwodzie 4 centymetry. A wiesz, że idziemy pojutrze na kontrolę? Wiem, pamiętam, mam zapisane.

Po zaspokojeniu nieprzyzwoitych zachcianek swej ukochanej kobiety Wojtek usłyszał, że oczywiście Patrycja zgadza się na to, żeby  zamieszkali u rodziców Wojtka.

                                                               c.d.n.



To nie jest proste - 2

 Następnego dnia Wojtek, tak jak planował, przeprowadził z synami bardzo poważną rozmowę. W jej trakcie dowiedział się od młodszego syna, że właściwie  rozwód nie jest potrzebny, bo przecież on i mama nie są małżeństwem bo nie  mają ślubu....kościelnego. 

Wojtka na moment zatkało i zapytał się skąd  młodszemu przyszło do głowy, że jego rodzice nie są małżeństwem bo nie mają ślubu kościelnego. Dziecię odpowiedziało, że gdy kiedyś był u nich ksiądz "po kolędzie" to powiedział mamie, w ich obecności, że tak naprawdę to tata i mama tylko się przyjaźnią a nie  są małżeństwem, bo nie brali ślubu w kościele. A starszy powiedział Wojtkowi, że dobrze, że ten ksiądz tak powiedział, bo od tej pory ksiądz już nie przychodzi z kolędą a oni nie chodzą na religię i to był największy pożytek z tej wizyty. 

Co do stosunków pomiędzy rodzicami okazało się, że obaj synowie Wojtka "funkcjonują od dawna na podsłuchu", jak większość ich koleżanek i kolegów. Ile razy są w domu a ich mama rozmawia przez telefon ze swoimi przyjaciółkami, oni każdą rozmowę podsłuchują i mama kiedyś powiedziała, że "ty tato masz jakąś dziwkę i że to dobrze, bo mama przez to ma  święty spokój." Wojtek poczuł się przez chwilę tak, jakby miał zwymiotować, ale się opanował i spokojnie wytłumaczył, że żaden kulturalny człowiek nie powinien używać takiego słowa mówiąc o kimś kogo nie zna. I niemal dwie godziny tłumaczył chłopcom, że miłość pomiędzy dorosłymi ludźmi bardzo często nie trwa do grobowej deski, bo to bardzo skomplikowane uczucie, które wymaga  stałej troski i w sferze psychicznej i fizycznej a jeśli to uczucie wygaśnie to lepiej jest rozstać się w przyjaźni a nie w złości i żalu. A ponieważ to uczucie już dawno wygasło pomiędzy nim a ich mamą, to on złoży w sądzie wniosek o rozwód. 

Ale to, że tata i mama nie będą małżeństwem nie znaczy wcale, że on przestanie nagle być ich ojcem - będzie nim nadal aż do swej śmierci. Starszy, bardziej zorientowany w sprawach życiowych  wręcz zapytał, czy Wojtek ma jakąś przyjaciółkę, a Wojtek stwierdził, że tak, że od  kilku lat kocha inną kobietę i chce  wreszcie być z nią razem. I nie jest to żadna "dziwka", a bardzo miła osoba, mądra i wykształcona, po studiach. A będziecie mieli dzieci ?- starszy nadal sondował temat. Wojtek patrząc dziecku w oczy powiedział- myślę synku, że tak, nie widzę przeszkód. Ale to i tak nie zmieni faktu, że nadal będę waszym ojcem. Tylko będę miał więcej dzieci niż tylko was dwóch. A będziemy mogli cię odwiedzać, gdy będziesz mieszkał z inną żoną? Oczywiście. I ona się zgodzi? Tak, przecież wie, że istniejecie , że was kocham i nadal jestem waszym ojcem. 

Gdy żona Wojtka wróciła  z aerobiku Wojtek poinformował ją, że składa pozew rozwodowy i że już powiedział o tym obu chłopcom. I że wyprasza sobie by ona o kimkolwiek mówiła "dziwka", zwłaszcza gdy danej osoby nie zna. Poza tym on się wyprowadzi jeszcze przed wyrokiem sądu a ponieważ mieszkanie jest jego własnością, wyłączoną ze wspólnoty majątkowej, zastanowi się z adwokatem jak tę sprawę rozegrać.  Prawdopodobnie  zapisze je testamentem chłopcom. A może znajdzie inne rozwiązanie. I przy okazji poradził jej, by rozmawiając z koleżankami przez telefon  mówiła ciszej lub umawiała się z nimi na rozmowy osobiste, bo chłopcy cały czas funkcjonują na podsłuchu.

O 21,30 był z powrotem u Patrycji. Opowiedział jej dokładnie całą rozmowę z chłopcami i zapytał się, czy Patrycja się zgodzi by on jej przedstawił chłopców jeszcze przed jego rozwodem, bo jest pewien, że jakaś wspólna wycieczka poza miasto lub np. do Ogrodu Zoologicznego dobrze im zrobi. Bo jak zna swą   żonę, ona ze wszystkich sił będzie się starała przedstawić chłopcom Patrycję w czarnych kolorach, więc taki osobisty kontakt  chłopców z nią jest wskazany. Gdy zaczął mówić o mieszkaniu Patrycja z miejsca orzekła- zapisz je chłopcom na razie testamentem, a gdy młodszy będzie pełnoletni możesz cofnąć testament i zrobić im z tego mieszkania  darowiznę. My się przecież pomieścimy tutaj.

Poza tym Wojtek zapowiedział, że będzie się jak najszybciej kontaktował z prawnikiem w sprawie rozwodu. I trzeba pamiętać, żeby wziąć od lekarza  zaświadczenie, że Patrycja jest w ciąży. Tego wieczoru Patrycja zasypiała kołysana szeptami Wojtka, a treścią były hymny pochwalne jaka jest kochana, cudowna a mała fasolka w jej wnętrzu cudem który im się przydarzył. Rano nie pozwolił jej wysiąść jeden przystanek wcześniej przed instytutem. W piątek wieczorem przyjechał do niej ze wszystkim swymi dokumentami i większością rzeczy osobistych. W pakowaniu i przewiezieniu pomagał mu przyjaciel. Dwa samochody typu combi były pełne po dachy. Dobrze, że Patrycja mieszkała w starym, przedwojennym jeszcze budynku, w którym same pokoje miały w sumie 60 m kwadratowych, a do tego były na pierwszym piętrze. Budynek jako trzypiętrowy  nie  miał windy.

Tak jak planował, Wojtek skontaktował się z prawnikiem. Oprócz sprawy rozwodowej były do "ogarnięcia" różne sprawy majątkowe. Wojtek poinformował swoich rodziców (oboje jeszcze  żyli i byli nawet całkiem przytomni) że się rozwodzi i że wkrótce przedstawi im miłość swego życia, czyli Patrycję. O tym, że pomiędzy Wojtkiem, a jego "jeszcze żoną" nie jest dobrze wiedzieli od dawna, zresztą " wcale nie piękna Helena" jak ją nazywał ojciec Wojtka nie była ich ukochaną synową. Wnuków jakoś tolerowali, ale mało entuzjastycznie podchodzili  do kontaktów z nimi. 

O Patrycji Wojtek już kilka razy opowiadał swemu ojcu a tym razem obiecał, że ją do nich przywiezie, żeby rodzice mogli ocenić, jaka to wspaniała osoba. Ponieważ rozmowa zeszła na tematy majątkowe ojciec wyraził chęć uczestniczenia w spotkaniu z prawnikiem. Na koniec wizyty Wojtek dowiedział się, że jeśli idzie o koszty  związane z jego rozwodem to ojciec je pokryje. Dopiero teraz dotarło do Wojtka jak bardzo jego "jeszcze  żona" była nielubiana przez jego rodziców.

W przeciwieństwie do "jeszcze  żony" Wojtka Patrycja czuła się w ciąży świetnie, można wręcz powiedzieć, że ten stan wyjątkowo jej służył. Żadnych mdłości, bóli głowy czy też ciągłej chęci na spanie. A wyglądała wręcz kwitnąco.

Któregoś piątkowego popołudnia Wojtek z Patrycją przyjechali po pracy do jego rodziców na obiad. Przyszły teść bardzo się  jej przyglądał i wreszcie powiedział- już sobie przypomniałem skąd panią znam- chyba była pani  Starostą Roku albo w Radzie Studentów i wykłócała się pani o przedłużenie sesji na W.S.I., bo ktoś ją nagle skrócił. Brałem udział w tej naradzie zamiast kolegi i bardzo mi się podobały pani argumenty. Ale to było strasznie dawno, chyba na drugim roku- stwierdziła Patrycja  i ja pana nie pamiętam. Ale pamiętam, że moja kłótnia jednak dała  pozytywny wynik. No bo argumenty były rzeczowe a nie wzięte z sufitu - podsumował sprawę ojciec Wojtka. I mam propozycję - lada moment będziemy rodziną to już sobie mówmy po imieniu. Wojtek się zaczął śmiać- to musiałaś Pat im nieźle nagadać, skoro ojciec do dziś to pamięta. Żebyś wiedział - wstrząsnęła profesorskimi sumieniami- dopowiedział ojciec.

Mama Wojtka zaanektowała Patrycję całkowicie. Dopytywała się jak Patrycja radzi sobie z sytuacją, że Wojtek ma "jeszcze  żonę", ale  Patrycja powiedziała, że oni są ze sobą już trzy lata, a w Instytucie jeszcze wcześniej  kursowały plotki, że Wojtkowe małżeństwo do udanych nie  należy. No popatrz kochana, to on ciebie już trzy lata przed nami ukrywa! Bo on czekał aż dzieci będą trochę starsze, teraz sam im powiedział o rozwodzie - usprawiedliwiała Wojtka Patrycja. 

O czym tak plotkujecie? - Wojtek podszedł i objął je obydwie. Mamuś, jeszcze nie wiesz, ale znów będziesz babcią- Patrycja ma w środku teraz już 14- tygodniową fasolkę. Niezależnie od tego jakiej płci - będzie to dziecko prawdziwej mojej miłości. Mamuś, nawet nie masz wyobrażenia jaki jestem szczęśliwy!  Nie da się ukryć, że ci ta ciąża służy dziecinko - wyglądasz pięknie!-zachwyciła się teściowa- wcale nie wyglądasz  ciążowo!  A tacie już mówiłeś?- dopytywała się mama - jeszcze nie, chciałem byś ty pierwsza się o tym dowiedziała i podpowiedziała nam dobrego lekarza położnika. Dobrze synku- rozejrzę się w temacie.  

Boguniu, kochany,  chodź tu do nas! znów będziemy dziadkami! Ale tym razem to będzie  dzieciątko wielkiej miłości, Patrycja jest w ciąży! A ja, stara położna, niczego nie zauważyłam, bo tak jej ta ciąża służy!

Mama Wojtka omal nie skakała z radości i zapewniła oboje, że chociaż już nie jest młoda , to zawsze jednak im pomoże przy  maleństwie i pod koniec ciąży gdy już na ogół kobieta jest zmęczona swym stanem, bo to jednak jest wysiłek dla organizmu. Te ostatnie dwa miesiące to będą do niej przyjeżdżać na obiady, żeby się Pat nie męczyła zakupami i gotowaniem. A gdyby Wojtek w tym ostatnim okresie jej ciąży wyjeżdżał za granicę, to Pat będzie wtedy albo u nich albo mama będzie nocować u niej.

Patrycja była szczęśliwa, że tak serdecznie ją przyjęli rodzice Wojtka. Niestety jej rodzice zginęli wkrótce po tym gdy skończyła studia i zaczęła pracę w Instytucie. Jechali z okazji 1 Listopada na grób rodziców jej ojca do Bydgoszczy. Samochód jadący z przeciwka wpadł w poślizg, wpadł na samochód rodziców i jadąca za nimi ciężarówka nie zdołała wyhamować. Mama zginęła na miejscu, ojciec w szpitalu, następnego dnia. Wojtek był jedną z nielicznych osób, które o tym wiedziały, ale powiedziała mu o tym dopiero w drugim roku bycia z nim razem.

O ósmej wieczorem Wojtek powiedział - koniec zabawy na dzisiaj, wasza synowa musi odpocząć, fasolka też ma zapewne dosyć wrażeń na dziś. Jutro odpoczywamy , bo być może w niedzielę wezmę chłopców do ZOO i oczywiście pokażę ich Patrycji. Mama od razu napomniała Wojtka - tylko niech się Pat za bardzo nie zmęczy, uważaj Wojtuniu. Wojtek objął mamę - mamuś, tam są ławki i jakieś ogródki kawiarniane. Poza tym chłopcy mają swoje ulubione miejsca, koło wielu tylko przechodzą lub przelatują w tempie rakiety kosmicznej. Poza tym tak ich wytresowałem, że część zwiedzają sami a ja spokojnie na nich czekam. To już duzi chłopcy. Adaś to już nawet na randki chodzi, Krzyś to już nawet rozmawia ze swoimi koleżankami z klasy. Ale i tak najchętniej sterczą przy wybiegu małp.

Gdy jechali do domu Patrycja powiedziała - a może byśmy pojechali z nimi w niedzielę do Kazimierza Dolnego? Co prawda w niedzielę jest tam tłoczno, ale przynajmniej coś zobaczą ciekawszego niż małpy. Tylko dobrze byłoby wyjechać nieco wcześniej niż o 10 rano. Ja im trochę o Kazimierzu mogę opowiedzieć. Nie tylko w Budapeszcie bywałam kilka razy. A ja to chyba nigdy nie byłem w Kazimierzu- stwierdził Wojtek. No to zobaczysz coś ładnego - zapewniła go Patrycja. A w Łowiczu byłeś? Nie -nie byłem. No to sobie w któryś weekend pojedziemy. I zawsze gdy chcesz możesz przecież wziąć chłopców. Może im nie zaszkodzi gdy zobaczą faceta, który kocha  kobietę z którą jest. Przecież dzieci czerpią wzory zachowań właśnie z domu.

                                                                  c.d.n.