niedziela, 5 czerwca 2022

Trudny wybór -36

 Emil złościł się - tak pięknie  sobie  zaplanował ich urlop w Austrii nad jeziorem, a tu się nagle okazało, że wszystkie  miejsca  blisko jeziora już dawno  są wykupione. Podobno  już w  marcu nie było ani jednego wolnego  miejsca w niedalekiej  odległości od  jeziora. Poza tym z rozmów w Urzędzie  Patentowym wynikało, że aktualnie  może przejść Adela i mogłaby  zacząć pracę od 1 sierpnia, a Emil  dopiero od października. Na razie  musieli  w  czwórkę pojechać do Zurichu. No a skoro nie jadą potem do Austrii a przejść muszą po wykorzystaniu urlopu, Adela  zaproponowała  by pobyt w Zurichu i podróż w obie  strony ograniczyć do minimum.Więc po prostu zamiast  się tłuc samochodem polecą  samolotem, dwie lub trzy  noce  spędzą w hotelu w Zurichu co i tak będzie znacznie tańsze niż pobyt nad jeziorem  w Austrii. 

A ona podzwoni  do dwóch  koleżanek, które pracują w biznesie turystycznym i może pojechaliby w  czerwcu na urlop - jeśli nad  morze to może do Turcji, a może by tak w rodzime  góry, do któregoś  z uzdrowisk albo na Słowację albo może do  Hiszpanii? Helena i Piotr  stwierdzili, że oni to chętnie pojechaliby do Zakopanego albo  na Słowację albo do Nałęczowa lub  Ciechocinka. Nie mają ochoty na zbyt długie  wojaże.  Adela obstawiała Włochy, Turcję lub Zakopane. Emil Hiszpanię ewentualnie  Zakopane.

Hiszpania odpadła  w przedbiegach, bo na  Costa Brava musieliby dojechać  własnym transportem a i oferty nie były  zbyt ciekawe. W  końcu  Hiszpania nie jest tuż  za rogiem, jak  stwierdziła Adela.

Po długich  i nieco burzliwych  dyskusjach zdecydowali  się na  Zakopane. Burzliwe dyskusje były głównie pomiędzy Adelą a Emilem, który dobrze  pamiętał, że Adela była w Zakopanem  z Kamilem. Tak, mówiła mu Adela- byłam z Kamilem,  ale byłam tylko raz i to zimą. I ty mi wmawiasz, że nie jesteś   zazdrosny o to, że kiedyś byłam  z Kamilem parą!  Ja  się nie  czepiam z kim sypiałeś  przede mną. Nie  znaliśmy  się wtedy,  nie  wiedzieliśmy o  swym istnieniu więc o  co tu boje  toczyć?  Ja jeszcze nigdy  nie byłam  latem w Zakopanem. 

Do środy koleżanka  trzyma dla nas 2 pokoje z kuchnią i łazienką w dobrym miejscu. 100m od tego  domu jest dom wczasowy,  w którym możemy sobie załatwić albo  całodzienne  wyżywienie  albo tylko obiado - kolacje. I trzyma  także  dwa pokoje w kompleksie Antałówka& Med ze śniadaniami i obiado-kolacjami.  Z Kamilem mieszkałam w hotelu, który teraz jest przebudowany i super  luksusowy, z koleżanką mieszkałam w kwaterze  prywatnej,  gdy  byłam  sama to też mieszkałam na kwaterze prywatnej i  miałam pokój trzydziestometrowy  z wyjściem  na ogród, na który nie  wychodziłam. Gdybyśmy  wzięli te  2 pokoje  z kuchnią i łazienką to moglibyśmy  mieszkać  wtedy razem  z rodzicami - oczywiście  jeśli chcesz. A tak w ogóle- jedziemy  w pierwszej  połowie  czerwca i nie  będzie  problemu  ze znalezieniem  czegoś na  miejscu. Od  mojego ostatniego  pobytu Zakopane  się przeogromnie   rozbudowało a poza tym czuje oddech  Słowacji, która już  wcześniej miała lepszą infrastrukturę  niż Zakopane i jest tańsza niż Zakopane. A jest tańsza bo oni weszli do strefy euro  a my nie.Więc  może wpadnijmy  do rodziców, powiemy  co i gdzie jest proponowane i zdecydujemy. 

No i jest jeszcze  jedna opcja -  możemy po prostu 2  tygodnie  posiedzieć  w Warszawie. Przemyśl sobie  to  wszystko w miarę  szybko. A ja potem wpadnę  do piwnicy i skasuję pozostałość  po Kamilu - może wtedy będzie  ci lepiej. Mnie te moje podobizny  nie były i nie są potrzebne.A jego wiersze - już pocięte.

Maleństwo, przepraszam, trochę jestem  zawiedziony tym, że ta  Austria  nie wypaliła. I ciągle mi  żal, że nie poznaliśmy się wcześniej.

No ale się jednak poznaliśmy, jesteśmy  razem, kocham cię ogromnie i byłoby  mi najlepiej, gdybym  mogła być tuż obok  ciebie  całą dobę. Ale się  nie da.

Gdy się  rozstałam z Kamilem jedynym moim odczuciem  był żal do siebie  samej,  że uległam jego urokowi, temu, że o mnie jednak dbał. I jak widzisz  robił to  do końca- tę pracę  załatwił   mi już po rozstaniu bo wiedział, że trudno  mi jednocześnie studiować i być tą  asystentką dyrektora. Nie  będę ci wszystkiego opowiadać o nim i o mnie - niech  ci  wystarczy to, że nigdy nie przeżyłam z nim tego, co przeżywam z tobą za każdym razem. I gdy mi się to właśnie  z tobą przydarzyło pierwszy raz  w życiu - byłam wręcz przerażona. A ty mi  tylko scałowałeś łzy i tak cudownie  długo, długo trzymałeś   mnie w objęciach i nadal byłeś we mnie. I nie  zadałeś mi idiotycznego pytania czy  było mi dobrze - ty wiedziałeś, że było. 

Może nie tyle wiedziałem co  czułem, wyprzedziłaś  mnie o dwie  sekundy i to było dla mnie też  cudowne przeżycie. A teraz wpadamy razem na metę i to też jest cudowne, wiesz? Chodź Maleństwo, bo jeszcze chwila i  donikąd   nie dojdziemy, poza łóżkiem. 

I może weźmy to mieszkanie, bo ja naprawdę wolę jeść śniadanie w domu, z tobą na moich  kolanach , rodzice  się   nie zgorszą gdy będziemy jeszcze  w negliżu, zresztą weźmiemy  ze sobą szlafroki. Wiesz co, nawet nie mów o tym kompleksie na  Antałówce. Możemy oczywiście tam wpaść na jakieś  zabiegi lub  basen, o ile jest. 

Jest  basen, z widokiem na Giewont. Koleżanka, z którą  byłam  w Zakopanem była na  nim kiedyś latem ale był wtedy tylko basen, żadnego ośrodka jeszcze  nie było. Poza tym, skoro będziemy  samochodem to możemy  pojechać na Bukowinę  do term. Zrobić  wypad  na Słowację. Byłam raz,  ale  strasznie  dawno z jakąś zbiorową wycieczką, oczywiście  w  zimie.

Emil zatelefonował  do ojca, że chcą do  nich  na moment  wpaść i  porozmawiać o urlopie, bo chyba  z tych  wszystkich  planów  najlogiczniejszy jest  wyjazd  do Zakopanego, więc jeśli i oni są takim  wyjazdem zainteresowani, to zaraz on z Adelką przyjdzie i wszystko omówią  wspólnie. Ojciec się ucieszył, że młodzi  przyjdą, bo Helenka zrobiła prawdziwe pyzy i zaraz będą je  gotować. Och,  to już do was lecimy.

Przed  wyjściem  Emil  jeszcze raz przytulił Adelę i spytał - niczym  mały  chłopczyk - a już nie  gniewasz się na mnie? Adela ujęła jego twarz w dłonie i  powiedziała- ja się nie gniewam na ciebie, jestem po prostu smutna, że sobie tak spaprałam  życie Kamilem.  Maleństwo, myślę, że dla  mnie lepiej, że to był żonaty i dzieciaty  Kamil rozrywany pomiędzy uczuciem do ciebie a obowiązkami wynikającymi z ojcostwa. Gdyby to był ktoś wolny, to już nie miałbym pewnie  szans, już  byłabyś mężatką. Ty Maleństwo masz rację - widać tak  musiało być.

Helena z Piotrem nagotowali pyz jak na pułk  wojska. A Adela i Emil objedli się okrutnie, bo domowe pyzy rzadko się pojawiały.

Pomysł z wyjazdem  do Zakopanego  zyskał pełną   aprobatę rodziców, a  zwłaszcza fakt, że będzie  to po prostu  mieszkanie  z pełnym wyposażeniem, dwa pokoje sypialne, jeden pokój  dzienny, kuchnia, łazienka, pralka. Helena i Piotr byli zdania, że wygodniej  jest  zjeść rano  w domu niż wychodzić  gdzieś  na śniadanie, tym bardziej, że w czasie  tego pobytu  nie będą  musieli się "spinać " i będą mogli pospać spokojnie do 9 rano.

Młodzi opowiedzieli o tym, że Adela  pierwsza zmieni pracę, Emil dopiero  na jesieni, za to oboje  będą  nadal w jednej instytucji pracować. Emil  zapewnił  ojca, że jeżeli coś nie wyjdzie  z tą spółką Arkadiusza  to Emil ma na tę okoliczność odłożone  pieniądze, bo dzięki swej  niezwykle trzeźwej żonie  nie  kupił domku w Hiszpanii na  Costa  Brava. Chociaż mu się taki domek  marzył.

Urlop wzięli oboje jednocześnie,  co  nieco zdenerwowało naczelnego,  ale "przyjaciółka" Adeli wyjaśniła mu, że mają  takie prawo bo gdyby był sam Emil to też byłby zakład bez rzecznika. Nie jest to wszak dział taki, że ktoś mógłby rzecznika  zastąpić, a ponadto  pan  rzecznik ma sporo zaległego urlopu i on bierze zaległy urlop. A Adela przyszła tu z niewykorzystanym jeszcze urlopem z poprzedniego miejsca pracy. Jednocześnie  Adela  złożyła prośbę o rozwiązanie  z nią umowy o pracę w drodze porozumienia  stron.

W rozmowie z naczelnym Adela wyjaśniła, że ona specjalizuje  się  w prawie ochrony  własności i brak jej jednak doświadczenia inżynierskiego, więc tak naprawdę nie mogłaby zastąpić Emila gdy będą występowały kwestie techniczne.

W ostatni tydzień maja polecieli razem z rodzicami do Zurichu. I Emil i Piotr już tu  bywali, ale Adela i  Helena były tu po raz pierwszy. Obu bardzo  podobało się miasto, ale znacznie  mniej podobały im się  ceny. Co prawda "jakość" niemal kłuła w oczy,  ale ceny przyprawiały o  zawrót głowy. Ale największego zawrotu  głowy Adela dostała w  banku gdy zobaczyła swoje konto - bo Emil, tak jak mówił wszystkie zarobione na kontrakcie pieniądze podzielił na pół i połowę dał Adeli na konto. Helena  też była zaskoczona , bo Piotr zrobił to  samo ze swoim kontem. Poza tym obaj  dali  swym  żonom upoważnienie  do swoich osobistych  kont. Zostały też określone sumy, które miały być przekazywane na konta Adeli i Heleny w Polsce. Emil ubłagał wręcz Adelę by sobie  tu kupiła coś  z ubrania, bo naprawdę stać ich na te wydatki, więc z bólem serca kupiła  półszpilki, cardigan z włóczki kaszmirowej w kolorze  śliwkowym i dwa biustonosze. A po przyjeździe  do Polski, nie mogła się  nadziwić skąd w jej  szafie  znalazły się dwa półgolfy i torebka, którą w sklepie oglądała, chwaląc jej  liczne przegródki. I śliczny, lekki szlafrok bardzo mięciutki w ciemnobłękitnym  kolorze. Teraz  dopiero  do  niej dotarło, że Emil z ojcem wyszli z kawiarni   nieco  wcześniej, mówiąc, że chcą jeszcze  coś zobaczyć w sąsiednim sklepie z aparatami fotograficznymi. Helena kupiła dla siebie kurtkę sportową "wielofunkcyjną", tak zwaną "trzy  w jednym" , sportowe spodnie i buty trekkingowe, a Emil ciepły sweter. Piotr nabył aparat fotograficzny.

                                                               c.d.n.


czwartek, 2 czerwca 2022

Trudny wybór- 35

 Żal mi tej matki  Kamila - dobrze, że choć bratowa  z nią  mieszka. W starszym  wieku mieszkanie  samemu może być nie  tylko przykre  dla psychiki  ale i  niebezpieczne, jeśli  nikt nie  opiekuje  się starszym  człowiekiem. Skończyły  się wielopokoleniowe  rodziny  mieszkające pod  jednym dachem. Jak to  dobrze, że Helena wyszła za Twego tatę i mieszkamy tak  blisko  siebie! Umówiłam się  z Heleną, że z raz  w tygodniu zatelefonuje  do  swej siostry i  przepyta się co u  nich.  I wiesz, jesteś  absolutnie   niesamowity, że zaoferowałeś matce Kamila naszą pomoc  w razie potrzeby. Jestem  dziwnie  pewna, że niewiele osób zrobiłoby  coś takiego!

Emil roześmiał  się- kochanie  moje,  ja nie jestem zazdrosny o to co łączyło ciebie i Kamila, to minęło, no a teraz gdy Kamil  nie żyje  to tym bardziej  nie ma  znaczenia to, że jakiś  czas byliście parą. A gdyby  żył to on by cierpiał, a nie ja. Nie  mniej  tak  się jakoś  złożyło, że poznaliśmy  się przez  niego. A zawartość pudełka  możesz  sprawdzić  nawet przy mnie,  nie przeszkadza  mi to. Nie jestem  zazdrosny o to co  było kiedyś,  tylko  mi trochę  szkoda, że my nie poznaliśmy  się  wcześniej. Ale złożyło się tak,   a nie inaczej i  zakładam, że tak właśnie  z jakiegoś powodu musiało być. Może po prostu oboje  musieliśmy nabrać  doświadczenia życiowego, przeżyć trochę  rozczarowań by umieć docenić to co mamy teraz. 

Przejrzę zawartość pudełka przy tobie, nie mam przed tobą żadnych tajemnic i nie chcę  ich mieć. Ale tak na  wszelki wypadek zaparzę  dla  siebie herbatkę  z melisy, wszak muszę dbać o  stan swoich nerwów. No to ja  ci tę herbatkę  zaparzę, a ty zacznij przeglądać co tam jest. Jestem zawsze za rozwiązywaniem trudnych spraw jak najprędzej a nie odkładanie  ich "na  zaś" - powiedział Emil podając jej  swój scyzoryk. Poprzecinaj tę  taśmę, tak  będzie  prościej- odklejanie  jej jest  karą   za wszystkie grzechy, przeszłe i przyszłe.

To ty przetnij taśmę, ja  nożem to  tylko kurczaka dobrze operuję. Emil obejrzał dokładnie   pudełko, potem  obmacał, zrobił trzy  nacięcia wzdłuż krawędzi i  podał pudełko Adeli - proszę, udało  się otworzyć bez dynamitu - powiedział ze śmiechem. 

Pudełko  było pełne zaklejonych kopert. Na każdej adresatem była Adela,  ale na tej, która  była na  samym  wierzchu adresatami byli oboje- Adela i Emil. Adela  szybko przełożyła pudełko dnem do góry, tak, by leżący dotąd  na  samym spodzie  list    był pierwszym do otwarcia.   W większości kopert były zdjęcia robione  Adeli " z  zaskoczenia" lub w czasie  snu. Te  w czasie  snu to były  głównie wybrane  fragmenty jej ciała. I trzeba  przyznać, że były to naprawdę bardzo  dobre  zdjęcia. Do zdjęć były dołączone ich klisze. W kilku kopertach  były wiersze adresowane do Adeli.

Ojej, jęknęła Adela- jakoś nie mogę pojąć, że on pisał  wiersze, bo na co  dzień nie było w nim  ani skrawka poezji.  I po co komu fotografować moje  ślady na piasku  albo wygnieciony koc w grajdole i pisać, tu przed  chwilą   leżała  Adela. Jestem nieco przerażona, że byłam  z kimś, kto  się tak znakomicie maskował w życiu  codziennym, że uważałam go  za wzorzec trzeźwości i racjonalności umysłu. Ukrywał przede mną to kim jest  naprawdę. Ja nawet  nie  wiedziałam zbyt  dobrze co lubi jeść, jakie książki czyta i co lubi u  mnie, we  mnie. I cała masa  zdjęć jest robionych niemal  z ukrycia. Te wszystkie  zdjęcia to niczym  zdjęcia "Lenin  w czapce i bez czapki". Takie "mono" w pełnym  wymiarze - i kolorystycznym  i tematycznym. Teraz  do mnie  dotarło, dlaczego tak  źle znoszę fotografowanie. Spójrz, normalnie  wszystkie  odbitki u fotografa mają na odwrocie  jakieś  znaczki, podejrzewam, że sam wszystko wywoływał, pewnie u  matki. I nigdy  mi ich  nie pokazał.

Maleństwo, ale obiektywnie rzecz ujmując to miał facet talent  do robienia  dobrych  zdjęć. Te monochromatyczne jego  zdjęcia  są po prostu świetne, te kolorowe tylko niektóre są tej  samej  klasy. Ja myślę, że on  był bardzo "rozdarty" wewnętrznie. Zobacz, jest naprawdę piękna ta czarno biała panorama Tatr. I zobacz - kawałek zapewne twojej ręki wskazującej na jakiś  szczyt, ale  nie  wiem na jaki. Adela  zajęta unicestwianiem poezji Kamila  spojrzała na fotografię - pokazywałam mu gdzie jest Świnica. 

Kochanie, prościej będzie jeśli te listy wsadzisz  do  niszczarki, łapięta  cię  będą  bolały od tego  darcia. Tylko  nie  wkładaj  do niszczarki więcej  niż 3 kartki na jeden  raz, bo ona jest  taka  domowa,  mała. To my mamy niszczarkę?- zdziwiła  się Adela. No pewnie, że mamy, przywiozłem ją do  domu, gdy likwidowaliśmy Milanówek. Zaraz ci ją tu przyniosę z piwnicy. I mam do ciebie  prośbę - nie niszcz  tych zdjęć, one naprawdę  są dobre. Pójdę teraz do piwnicy a potem zrobimy sobie przerwę na kolację i na spanie. Jutro dokończysz przeglądanie tych kopert. Adela pokręciła przecząco głową- wolę  dziś to  zakończyć. Po prostu zaraz otworzę  wszystkie koperty, jutro sobota,  nie  musimy rano wcześnie się  zrywać.

Emil powędrował do piwnicy po niszczarkę a Adela otworzyła teraz , poza  kolejnością, kopertę zaadresowaną do nich obojga. List był pisany zapewne tuż po  tym gdy Kamil i Emil rozmawiali ze  sobą. Było to tylko  kilka  zdań, w których Kamil stwierdzał, że oboje dokonali bardzo dobrego wyboru i że    jest pewien, że to będzie bardzo dobry i trwały związek a on im  życzy by  zawsze  się kochali i dbali o siebie wzajemnie. Oboje  zasługujecie na życie w  szczęściu - tak brzmiało ostatnie   zdanie. Adela wyjęła potem wszystkie inne listy i już bez  czytania przygotowała je do unicestwienia. Zdjęcia  powędrowały do plastikowego pudełka, które Adela  opatrzyła  tytułem "zdjęcia od Kamila". Dosyć tej ceremonii pogrzebowej - stwierdziła.

Gdy z piwnicy  wrócił Emil,  Adela stwierdziła, że zaraz  zrobi  kolację, na którą  będą jego ulubione  racuszki ze serka  śmietankowego z dodatkiem wiórków  kokosowych. A ty wiesz, że dopiero przy  tobie polubiłem smak kokosa?- przedtem to nawet ciastek kokosanek  nie jadłem. Ale te racuszki  mnie wręcz uwiodły! Te  wszystkie  listy do pocięcia?- spytał. Tak, koniec  ceremonii pogrzebowej  w  tym domu. Czuję  się oszukana przez  Kamila. I dlatego  proszę cię - mów mi  zawsze co robię nie tak jak ty to sobie  wyobrażasz, mów co lubisz,  czego  nie lubisz i błagam-  niech ta ocena  nie  dotyczy  tylko jedzenia. Chcę wiedzieć co ci  się podoba i  nie podoba  w tym co robię, co gotuję,  w co się ubieram, sposób w jaki cię pieszczę. Nie  chcę  zasłony  dymnej typu "wszystko co  robisz jest  cudowne". Bo na pewno nie jest, a my jeszcze  wciąż jesteśmy na początku wspólnej  drogi,  więc mówmy  sobie  prawdę. Prawda nas  nie  rozdzieli, tylko bardziej  nas  scali.

Emil przyglądał się jej zdumiony - ale ja naprawdę nie widzę w twoim postępowaniu, zachowaniu, sposobie prowadzenia  domu itp. czegokolwiek co by mi  nie odpowiadało- naprawdę  wszystko mi jak najbardziej  pasuje. Mogłabyś tylko częściej stosować  swój pewien  patent - uwielbiam gdy to robisz! Adela wytrzeszczyła oczy- jaki patent, nie mam  żadnych  patentów. Emil uśmiechnął się - masz, ale o  nim nie wiesz. Uwielbiam, gdy zewnętrznym grzbietem dłoni tak delikatnie  przejeżdżasz mi wzdłuż pachwiny- oczywiście  wtedy gdy jestem goły. A poza tym wszyściutko co robisz jest  naprawdę  cudowne, to nie jest  z mojej  strony zasłona  dymna.

 A ty wiesz jak bardzo  delikatne  masz  ciało w pachwinie? Zupełnie  jakbyś był maleńkim dzieckiem. Ale ponieważ zawsze wywołuje to u ciebie lekkie drgnięcie,  a nie powiedziałeś  nigdy, że ci to sprawia frajdę, to rzadko to robię. I nawet się  boję cię tam  całować, bo może to wcale nie sprawia  ci  przyjemności? - tłumaczyła  Adela.  

Maleństwo kochane,  ja  naprawdę uwielbiam wszystkie twoje pieszczoty,  nawet i  to gdy mi czasem przy kąpieli dłubiesz w pępku tłumacząc, że najlepiej  jest myć pępek patyczkiem do czyszczenia uszu. I uwielbiam gdy  mi głowę myjesz bo mamy wtedy bardzo ciekawą pozycję. Ja  naprawdę uwielbiam  każdy twój  dotyk. Zrobiłem się przy  tobie  stworzeniem wielce dotykowym. Podejrzewam, że często jestem  jak pies, który  zawsze  reaguje całym  swym  ciałem na pieszczotę od  swego pana. 

A zauważyłeś czym najczęściej się kończy to mycie  twojej  głowy i jak  bajecznie  długo trwają nasze ablucje? No ale ja  nie umiem nie  reagować gdy stoisz obok golutka a na  dodatek mnie  dotykasz. To ponad  moją  wytrzymałość. Masz taki cudowny,  zmysłowy dotyk. 

Dobrze,  że  weszła  nam  do łazienki ta kabina 120 cm. A ojciec wziął dziewięćdziesiątkę, twierdząc, że na jedną osobą dość szczupłą to wszak taka powierzchnia jest wystarczająca.  Więc mu delikatnie  tłumaczyłem, że ja  muszę  być obok ciebie w kabinie żebyś przypadkiem się nie poślizgnęła i  nie upadła. Wpierw popatrzył na  mnie jak  na kompletnego wariata,  a potem powiedział rozumiem,  rozumiem, będziesz tam robił za chodzik, bo na tak wyrośnięte  dziecko nie produkują. 

Adela  śmiała  się- dobrze, że tata  ma poczucie  humoru i nie jest ponurakiem. No i że mnie  traktuje tak jak  ciebie, jakbym  była jego  dzieckiem.Twój tata w pewnym  sensie  mnie  adoptował. Tak, masz rację- zgodził  się z nią Emil. Przypadłaś mu do serca od pierwszego  spotkania. Powiedział mi- no wreszcie  przyprowadziłeś miłą, kulturalną i  ładną   pannę. Zupełnie tak  jakbym dotychczas przyprowadzał jakieś wyciruchy. A  ja nigdy od przyjazdu nie przyprowadziłem do  domu jakiejkolwiek kobiety. Więc strasznie mnie ta jego  uwaga  rozbawiła. A wiesz Maleństwo  co  ciągle  mam przed oczami? Pewnie  mnie, bo stoję przed tobą- roześmiała  się  Adela. No pewnie, że  ciebie, ale w chwili gdy otworzyła  się brama, ty zrobiłaś pół kroku do przodu, popatrzyłaś przez  moment na samochód, nabrałaś powietrza  i prościutko , leciuteńko kręcąc biodrami szłaś do  samochodu. Pomyślałem- nooo niezła ta  nowa. Byłaś na bardzo wysokich szpilkach i jak zwykle  pomyślałem  sobie - że też  się te  kobiety  nie pozabijają na tych cieniutkich  obcasach. A potem, gdy jeszcze  siedziałaś w  sekretariacie ciągle słyszałem od konstruktorów  jaka jesteś ładna, miła, uprzejma i  kulturalna. I byłem bardzo  ciekawy,  czy Kamil  dotrzyma  słowa i skieruje ciebie do mnie.

Na ogół to on  słowa  dotrzymywał. On był specjalistą od inwestycji i jako  taki miał jechać  do Iraku.Namawiał  mnie, bym jechała też, czyli żebym rzuciła dopiero co  rozpoczęte  studia i pojechała na 2 lata do Iraku.Powiedziałam wtedy, że nie pojadę i że nie będziemy  się więcej widywać bo to nie ma  sensu. Jeśli wróci za dwa lata i jeszcze  coś będziemy do  siebie czuli to wtedy porozmawiamy co  dalej.

Wiedział, że narzekam na pracę w ministerstwie - sekretariat tu to kaszka manna  z malinami, a tam ciągle urwanie  głowy.Byłam pewna, że dzwoni z Iraku, więc wyobrażasz sobie co przeżyłam gdy usłyszałam jego głos gdy ty do niego wszedłeś, mówiąc, że mnie  przywiozłeś.

Ale nie przychodziłeś często do sekretariatu, z tego co pamiętam. Nie, nie przychodziłem i bez tego byłem nieco  skołowany, bo bardzo  mi się podobałaś. I tak sobie kombinowałem - nie  nosi obrączki, miała dwa pierścionki srebrne na lewej  ręce, no  ale chyba już dość dorosła, bo Kamil wszak starszy  był ode mnie,  a mówił, że znacie się na gruncie  prywatnym. No tak, był od ciebie  starszy o osiem lat. 

A ja wychodząc pomyślałam- o do licha, oryginalna  włoska  pięćsetka,  a więc  nie kupiona  w Polsce,  a za kółkiem średni blond bardzo  dobrze wychowany, bo ruszył  zadek zza kierownicy i  to   w dobie, gdy szczytem uprzejmości  jest otwarcie  pasażerowi  drzwi od  środka. Druga  refleksja- blondyn,  ale fajny. Trzecia  refleksja- kolor   oczu  nie pasuje do blond włosów. I to był koniec  refleksji bo gdy usłyszałam  głos Kamila to  miałam  przemożną  chęć uciec. Ale stanął na  wysokości zadania - po imieniu mówił do  mnie  tylko półgłosem i tylko  wtedy, gdy  byliśmy sami. I moje zatrudnienie u ciebie  uzależnił od tego jakie odniosę wrażenie  podczas  naszej pierwszej  służbowej rozmowy. Może  szkoda, że poszedł do psychologa  tylko w  sprawie  syna, jemu też by się pewnie  przydała  jakaś  dobra psychoterapia. Po tej rozmowie  z jego matką to jego  śmierć przestała  być dla  mnie  czymś tajemniczym. Myślę, że  życie go jednak  przerosło - kiepskie małżeństwo a do tego kłopoty teraz z  synem i- o czym jestem  przekonana- jego pewność, że on ma  nadal  "końskie  zdrowie" tylko lekarze  są przewrażliwieni, więc żadne  tabletki  nie są  mu potrzebne, doprowadziło do jego śmierci. I- chociaż to  brzmi może nieludzko - dobrze, że zmarł nagle   a nie dostał np. udaru mózgu i leżał zawieszony pomiędzy życiem a śmiercią. Roślinka w kształcie  człowieka.

No patrz , byłabym   zapomniała- wiem za co "cudnego" wygrzmocili z placówki - uwodził niewłaściwą kobietę, bo żonę szefa  placówki. Moja nowa "przyjaciółka" mi to  doniosła. Szalenie  mnie to ubawiło. Ale zrobiłam duże oczy i  powiedziałam "ojej, to okropne". A pomyślałam - widocznie  szef placówki był dość kiepski w "te  klocki". I w ogóle to "cudny"  jest ponoć już dwukrotnym rozwodnikiem, ale dzieci swym  byłym  żonom  na  pamiątkę nie zrobił. A nasze  biurowe panie są nim  zachwycone, więc obie czekamy która mu się podłoży. Przyjaciółka  moja już wie, której  się bardzo podoba- kobietka jest  rozwódką z dzieckiem płci   męskiej, dwunastolatkiem,  ona ubiera  się  jakby była nastolatką a wiosenek ma czterdzieści. Ty podobno też  byłeś na jej celowniku, no ale ja ją w  wyścigu do  ciebie ubiegłam. I obie  mamy niezłą  zabawę.  Ja ją chyba  z raz  widziałam na oczy, ale nawet  nie wiem  w jakim  dziale  pracuje- jedno jest pewne, nie u konstruktorów ani nie  w tym obok - w tym obok pracuje jedna blondynka, aktualnie  w stanie odmiennym. I ponoć ma męża wiecznego studenta, bo on już chyba trzeci fakultet robi.

                                                              c.d.n.                 



Trudny wybór - 34

 Dni mijały  jakby  niepostrzeżenie. Dom -praca, dom- praca i tak w kółko. Odbierając swój paszport Adela doznała lekkiego  szoku - nie  wytrzymała i  powiedziała do urzędniczki: przecież jak któryś z pograniczników naszych lub  zagranicznych  spojrzy  na to zdjęcie i   na  mnie to  mnie  zamkną  za nieuprawnione przekroczenie  granicy.  Urzędniczka   spokojnie   wytrzymała jej  spojrzenie i  powiedziała - oni  co innego  widzą na tym  zdjęciu  niż pani, to  zdjęcie to nie portret do powieszenia na ścianie lub zdjęcie  na pamiątkę. Proszę  sprawdzić  czy  wszystkie  dane  się  zgadzają. Adela  sprawdziła i jakimś  cudem  wszystko się  zgadzało.

Pewnego późnego popołudnia, gdy  już byli po obiedzie zadzwoniła komórka i Adela doznała  lekkiego  szoku-  na ekraniku wyświetlił  się numer komórki.......Kamila. Była tak  zszokowana, że aż jęknęła-  przecież to niemożliwe żeby telefonował Kamil! 

Emil podszedł,  wyjął jej  komórkę  z ręki i się zgłosił. Starczy damski głos po  drugiej  stronie   zapytał się czy może  rozmawiać z panią Adelą , Emil odparł, że oczywiście i że  zaraz żona  podejdzie do telefonu. Wręczył  komórkę  Adeli mówiąc szeptem- spokojnie, to jego matka pewnie. Adela  nieco drżącym  głosem powiedziała - tak,  słucham? Starsza  pani  wpierw przeprosiła, że ją niepokoi, ale jej syn, przed  tym niefortunnym  wyjazdem do Niemiec był u  niej i zostawił dla Adeli pudełko, ona  nie  wie  co tam jest,  ale syn  to określił, że to są pamiątki i on chce je zwrócić, żeby  nie trafiły w niepowołane  ręce, gdyby jemu się  coś stało. Nie  wiem czy pani  wie, ale syn umarł nagle w tej  delegacji. On chyba przeczuwał, że się  coś  złego stanie. Czy mogłaby pani do  mnie po  to przyjechać, bo ja już prawie  nie  wychodzę  z domu. 

Oczywiście, a czy mogłabym to zrobić jeszcze  dziś ? Przyjechałabym razem  z mężem, tylko proszę mi podać  swój adres. Matka Kamila mówiła adres, Adela  go powtarzała a Emil  zapisywał. W takim  razie my będziemy u pani w ciągu pół godziny - zapewniła  Adela  matkę Kamila.

Maleństwo, weź tabletkę z walerianą,  bo się ogromnie  zdenerwowałaś- stwierdził Emil. Myślę, że to  całkiem  miłe  ze strony tej  pani, że zatelefonowała  do ciebie. Jak  znam życie  to większość zbolałych mam albo by przejrzała i  wyrzuciła,  albo najzwyczajniej odłożyła jako  pamiątkę  po synu. Myślę, że dla każdego z rodziców przeżycie  własnego dziecka jest straszliwą  traumą. Bo o ile naturalne  jest, że to dzieci odprowadzają  rodziców do  grobu, to odwrotna sytuacja jest nienormalna.

Podany adres był na Górnym Mokotowie. Ulica jeszcze  z czasów przedwojennych nosiła   ślady  swej urody. Były tu stare  wille, niektóre modlące  się wręcz o remont,  ale było też sporo pięknie wyremontowanych. Willa, która była pod  podanym Adeli  adresem musiała  być kiedyś piękna, teraz po prostu przydałoby  się odnowienie  elewacji. Nacisnęli  guzik  domofonu zgodnie  z instrukcją udzieloną przez telefon, Emil  podał swoje   nazwisko i furtka otworzyła  się. Emil obejmował Adelę i prowadził wprost do  drzwi, w których stała   starsza pani  w czerni, powtarzając- proszę, proszę, wchodźcie.

W tle przesunęła  się jakaś wysoka  chuda kobieta  mówiąc - zaraz  podam herbatę, już się  zaparzyła. Emil szarmancko pochylił się nad podaną mu dłonią,  ale nie  cmoknął jej, Adela po prostu wymieniła  z matką Kamila uścisk ręki.  Pokój  do którego weszli miał piękne, jeszcze przedwojenne  meble,  na ścianach wisiały obrazy, a serwantka pełna  była ozdobnych drobiazgów.  Adela podeszła do jednego z obrazów  mówiąc - ojej, to  przecież Kossak!  Tak, jak najbardziej, stwierdziła starsza pani- chciałam im dać ten  obraz, ale  synowej się nie podobał. Jej się tu  nic  nie podobało, nie  mówiąc już o  mnie. Na przeciwnej ścianie wisiał portret bardzo ładnej ciemnowłosej dziewczynki i niewiele od  niej  starszego chłopca. A na tym portrecie to chyba jest pani! - skonstatowała  Adela i to pewnie  pani brat. Tak, to ja i mój brat, był straszliwie  nadąsany, bo musiał siedzieć grzecznie w jednym  miejscu kilka godzin. Całą wojnę te obrazy przetrwały w piwnicy i choć tu się  toczyły w czasie  powstania w 44 roku całkiem  zajadłe walki, to żadna bomba nas nie  dosięgła. Może dlatego, że w willi obok mieszkali Niemcy. Chuda, nieco  tyczkowata  kobieta przyniosła na tacy filiżanki i dzbanek herbaty, oraz kryształowy  koszyk pełen  malutkich  ciasteczek. Teresko,  nalej  nam  herbaty, bo ja to  zawsze coś rozleję obok, chociaż  ręce mi się jeszcze  nie trzęsą. A te  ciasteczka to takie na jeden łyk, Tereska je piecze  coraz  mniejsze, bo ja łakoma jestem. Tereska to  moja  bratowa, od śmierci mego  brata mieszka  ze mną. We dwie raźniej.

Pomyślicie pewnie  państwo, że jestem nienormalna, ale nie zaakceptowałam nigdy żony Kamila i bardzo się ucieszyłam, gdy Kamil poznał panią i zaczął mówić o rozwodzie i bardzo przeżyłam jego rozstanie z panią. Sporo mi o pani opowiadał a ja już w  wyobraźni widziałam was jako małżeństwo. Przepraszam, że o  tym mówię,  ale skoro pani tu przyjechała  z mężem, to zapewne pani mąż o  nim wie.  W ubiegłym roku, nie, dwa lata wcześniej, Kamil miał atak serca i wylądował w szpitalu, miał operację, ale wcale o siebie nie dbał. Nawet nie  wiem, czy na pewno brał przepisane  mu leki. No nic,  nie mówmy już o nim. Teresko, kochana, przynieś to pudełko, które  leży na  moim nocnym  stoliku.

Pani Adelko, a pani  rodzice  zaakceptowali pani męża? Adela roześmiała  się - u  mnie  rodzice na trzy tygodnie  przed  ślubem  dowiedzieli  się, że wychodzę  za mąż. Od szesnastego  roku życia  mieszkałam  z siostrą  mojej mamy a gdy skończyłam  18 lat to się do niej przemeldowałam. A ciocia zaanektowała  mego męża w stu  procentach. I żeby było zabawniej wyszła za mąż za mojego teścia. Obie panie słuchały opowieści Adeli z wielkim przejęciem. Ależ to naprawdę  chyba  rzadko spotykana  historia- stwierdziła bratowa. 

Podniosła  się z krzesła i poszła  do  sypialni pani  domu. Za chwilę  przyniosła  nieduże pudełko oklejone starannie elastyczną,  srebrną taśmą i podała je Adeli. Adela  spojrzała na nie i powiedziała- ulubiony sposób Kamila  na pakowanie - koniecznie elastyczna,  srebrna  taśma.  Potrząsnęła pudełkiem i powiedziała - pozwoli pani, że  zajrzę tam  dopiero w  domu? Podejrzewam, że tam są po prostu zdjęcia i to chyba ich  sporo. 

Ależ oczywiście, niemal chórem odpowiedziały obie  panie. Milczący dotąd  Emil  powiedział - a gdyby trzeba było paniom  w czymś pomóc to proszę  do nas  zatelefonować. Jestem  coś winien  Kamilowi - dzięki niemu  poznałem Adelę gdy już nie byli parą. 

Mój Boże - westchnęła matka  Kamila - są jednak jeszcze w tym kraju kulturalni ludzie! Ale nawet jeśli niczego  nie  będę potrzebowała to chętnie  bym  państwa  u siebie  zobaczyła.W kwadrans potem po wymienieniu wszelakich uprzejmości,  wracali  już do domu.

Matka Kamila była kiedyś bardzo ładną kobietą, piękny jest ten jej portret.  Myślę, że jest jej bardzo  ciężko bez niego. Trochę  się obawiałam tej  wizyty, ale już  się uspokoiłam. Nie  miałam pojęcia, że Kamil opowiadał swej matce o nas. On  chyba  naprawdę nie  kochał swojej żony. Tylko dlaczego się z nią ożenił?

Nie  wiesz? zdziwił się Emil - zapewne klasyk - zaszła w ciążę i trzeba  było albo usunąć  albo wziąć  ślub. Podobno usunięcie pierwszej  ciąży jest  wielce  szkodliwe, ale  kiedyś pewien położnik powiedział, że tak  samo niebezpieczne i  szkodliwe dla  kobiety jest każde usunięcie  ciąży, nieistotne jest czy to pierwsza czy piąta ciąża.   Niebezpieczne tak  samo jak każda interwencja  chirurgiczna, a  szkodliwe, bo następuje gwałtowne przemeblowanie hormonalne. Organizm już jest nastawiony na dziecko a  tu nagle dziecko  znika. Mnóstwo jest takich bredni wygłaszanych. Tak  samo jak  brednią jest to, że gdy kobieta  nie  urodzi  dziecka to na pewno  będzie  miała  raka piersi. A raka piersi mają i wieloródki i te które nigdy nie  rodziły. Jedna z sąsiadek w Milanówku, matka czwórki dzieci też miała raka piersi, jakoś jej  te  porody  przed rakiem  nie uchroniły.

Nie wiedziałam, że Kamil miał leczony  operacyjnie zawał  serca, nie  pochwalił mi się  tym gdy byłam w  sekretariacie. On był tak naprawdę  strasznie zestresowany  tym dyrektorowaniem i ten  awans  go wykończył a nie wiadomość, że się  pobieramy. A do tego miał kłopoty z synem, narzekał, że  musi dzień w dzień siedzieć  wieczorami  w domu, żeby smarkacza pilnować. Bo smarkacz już trenował dorosłość- palił, kilka  razy  się upił a na dodatek zaczynał ćpać. Musiało nie być  zabawnie  skoro nawet do psychologa poszedł. Bo zawsze  się  dziwił  tym, którzy wędrowali ze  swymi problemami  do psychologa. Bo jego  zdaniem on  sobie  sam  ze wszystkim  świetnie  radził. Żony nie kochał,  ale dzieci tak- w końcu to był jego produkt.

                                                               c.d.n.

środa, 1 czerwca 2022

Trudny wybór - 33

 Konrad absolutnie  nie chciał  przyjąć  pieniędzy  za  wspólne  zdjęcia Adeli i Emila, ale Adela  zagroziła, że w takim  razie nigdy więcej tu nie  wpadnie, choć  mieszka  niemal  tuż obok. Obejrzeli jeszcze serię  zdjęć dwojaczków, które teraz miały dwa lata a ich starszy brat 3 lata.  To tyś się ożenił zaraz po szkole- wydedukowała Adela. A twoją żonę  znam czy  nie? Chyba  znasz, to Baśka M. z równoległej klasy, była tam "przewodniczącą klasy", wiesz o kim mówię?  Wiem, wiem, pamiętam  ją -stwierdziła  Adela starając  się  zdusić  w sobie  pytanie co też Konrad dostrzegł w  owej Baśce, bo zdaniem  wielu osób była wielce  niemiłą  osobą- zarozumiałą nie wiadomo  z jakiego powodu. 

To ty biedaku  studiowałeś niańcząc dzieci- stwierdziła.  No nie, ja tylko studiowałem a dzieci  niańczyła  Basia i jej mama. A teraz od  rana do wieczora  jestem  w pracy, więc nadal Baśka i teściowa  się nimi  zajmują. Teściowa jest na wcześniejszej emeryturze, bo to nauczycielka z  zawodu, więc  stwierdziła, że  żłobek i przedszkole nie jest  miejscem odpowiednim  dla jej  wnuków.  A my  z teściem mamy  dzięki temu  święty  spokój, bo obaj pracujemy,  nie ingerując wzajemnie w to  co myślimy i robimy. No a teraz  na  co  dzień elektronika wyparła chemię w  zakładzie fotograficznym. Nie  mniej jeszcze  robię nieco zdjęć starymi technikami.

Adela wstała mówiąc - bardzo  się  cieszę, że mamy cię tu  za sąsiada. Ale teraz to już musimy iść,  wpadliśmy tu w drodze z pracy do  domu. Wpadajcie tu państwo  czasem, nawet gdy  nie  będziecie potrzebować  zdjęć - miło zobaczyć kogoś,  z kim się przez  cztery  lata umierało ze strachu  przed niektórymi klasówkami - powiedział Konrad, odstawiając ich licealne   pożegnanie, czyli "niedźwiedzia" z Adelą i Emilem.

Idąc do  samochodu Adela powiedziała-  coś jest  w tym porzekadle, że góra  z góra  się nie  spotka,  a człowiek  z człowiekiem  zawsze. Głos po mutacji nic  mu się nie zmienił, ale mijając go na ulicy to bym go  nie poznała. To był jeden z milszych kolegów, nigdy  nie przeklinał i dobrze  się uczył. I zawsze  wyglądał jakby przed  momentem wytarł głowę ręcznikiem i nie skorzystał potem  z grzebienia. Mam wrażenie, że mu każdy  włos na  głowie  rośnie pod innym kątem.  On  zawsze mówił na mnie  Adelajda, bo mi powiedział, że  Adela to brzmi jak  "szpadela", a Adelajda to bardziej romantycznie  brzmi. No i w końcu  musiałam reagować na Adelę, Adelajdę i Adę. A najzabawniejsze, że to są tak naprawdę trzy  zupełnie  różne imiona. 

I będziesz do niego wpadała?- zapytał Emil. Sama na pewno nie. Poza tym  nie sądzę, żeby mi więcej  zdjęć  było potrzebnych. A wspólnych tematów do rozmów  szybko by nam  zabrakło. Mnie naprawdę nie interesuje  ani jego Basia  ani jego  dzieci.  Mnie na  razie jeszcze  żadne dzieci nie interesują, nie ma we mnie  ani cienia instynktu  macierzyńskiego.  Jestem  samolubna, chcę  mieć  ciebie tylko i  wyłącznie  dla siebie a nie  dzielić  się tobą  z dzieckiem.  Dziecko powinno być czymś wymarzonym, bardzo  chcianym. 

A to się świetnie  składa - stwierdził z pełną powagą Emil- odczuwam to samo co ty, na razie jeszcze nie pragnę dziecka, też  jestem samolubny, nie  chcę się tobą  z kimś  dzielić, nawet z naszym  dzieckiem. Jeszcze poczekajmy aż  zatęsknimy za dzieckiem. I nim  się  zdecydujemy to musisz  być dobrze i dość wszechstronnie przebadana, żeby  nie było tak jak  z naszymi  matkami.

Wpisałaś się na jutro do książki wyjść? Tak, wpisałam. No to świetnie, to weź teraz z mojego portfela dowód  rejestracyjny  samochodu. Nie  wiem dlaczego nie wydają tego w  dwóch  egzemplarzach,  skoro samochód jest  zapisany  na dwóch właścicieli. Zawsze  mnie  zadziwia  jakiś niedowład umysłowy ludzi rządzących.

Rano Adela  chciała podwieźć Emila do autokaru, ale ten stwierdził, że to nonsens, bo  wsiądzie  w pospieszny  autobus i pojedzie  nim do śródmiejskiego przystanku autokaru albo wręcz pojedzie podmiejskim pociągiem, bo dla niego spacer od  stacji do biura to przysłowiowe  "małe piwko", a deszczu na  następny  dzień  nie przewidują.

Adela złożyła swe dokumenty w tempie zaiste ekspresowym, była trzecia  w kolejce. Do pracy dojechała tuż po  godzinie 11,00. Panowie  strażnicy zrobili  "wielkie oczy", Adela  zajechała na parking i poszła  do "biurowca". Pokój  był zamknięty, więc poszła  do sekretariatu, bo Emil z reguły tam zostawiał klucz gdy opuszczał pokój a nie było w  nim  Adeli. Klucz  był,  a  sekretarka poinformowała ją, że Emil jest  w gabinecie  naczelnego. To fajnie - stwierdziła Adela,  wzięła  klucz i pomaszerowała do ich  pokoju. Zrobiła  sobie  kawę, wyciągnęła przygotowane  poprzedniego dnia  czasopisma , które miała przejrzeć i  zagłębiła  się w lekturze robiąc w trakcie  czytania  notatki. W godzinę później wrócił  do pokoju Emil.

Ucałował Maleństwo, zapytał czy długo czekała na  złożenie dokumentów, zrobił sobie kawę a gdy usiadł powiedział- zaczyna  być  ciekawie, "cudny" chce  pozbyć  się technicznego. To  mnie  akurat  nie  dziwi, stwierdziła  Adela, Kamil twierdził, że większego bufona i głąba to on jeszcze nie widział. Ale nie zdążył się go pozbyć, bo  za krótko tu pracował.

Naczelny jest  mną  baaardzo rozczarowany bo  zaproponował mi wstąpienie  do jedynej słusznej partii, a ja powiedziałem, że nie jestem  zwolennikiem żadnej partii,  tak jak nie jestem zwolennikiem któregokolwiek kościoła  czy też  religii. A zaproponował mi to dlatego, że chce  moją kandydaturę zgłosić na  stanowisko technicznego. Bardzo był  zdziwiony, że zupełnie  nie jestem zainteresowany takim   awansem. Oczywiście przynależność do partii byłaby wtedy bardzo pożądana. Bo zawsze tak było zawsze i wszędzie, że na stanowiskach  muszą być ludzie zaufani. Tak jest  zresztą na całym świecie, tylko się o  tym głośno  nie mówi.  Tłumaczyłem  mu, że ja nigdy do żadnej organizacji nie  należałem, ani do harcerstwa ani nawet  do motoklubu- czuję po  prostu organiczny  wstręt  do  wszelkich takich  struktur zrzeszających  ludzi wzajemnej  adoracji. Być może, że coś przez  to tracę, ale generalnie  nie jest  mi z  tym  źle. Poza tym powiedziałem, że wtedy nie  moglibyśmy pracować ty i ja w jednej firmie, a tego właśnie  chcemy. Stwierdził, że to się nam  znudzi, bo bycie  ciągle razem zawsze  w pewnej  chwili  się  znudzi każdej parze. 

Powiedziałem mu jeszcze, że ja  na pewno pomogę mu w pozbyciu  się naszego kiepskiego technicznego, ale niech moją kandydaturę sobie odpuści, bo  mnie się taki  awans nie marzy- nie lubię rządzić  ludźmi, nie mam do tego predyspozycji. A poza tym nie miałby rzecznika  patentowego bo ty jesteś dopiero co po aplikacji i jeszcze kilka  miesięcy, może nawet rok  minie  nim będziesz mogła pracować  samodzielnie, zwłaszcza, że nie masz wyszkolenia  zawodowego w  elektrotechnice, a tu jest ono niezbędne.  Bo jesteś co prawda  świetna  w kwestiach  praw własnościowych, ale jeszcze istnieją tu kwestie techniczne. A ja nie za bardzo  mogę sobie wyobrazić  pracy jako dyrektor  techniczny jednocześnie wspomagający ciebie w sprawach  patentowych. I na koniec  wyjaśniłem mu twój udział w projekcie tej paskudnej lampki. Na razie po prostu posiedzimy tu i  zaczekamy  spokojnie na rozwój sytuacji. Nikomu tu  nie przeszkadza, że pracujemy razem, podwyżkę wynagrodzenia  dostaniesz dlatego, bo zrobiłaś stopień  rzecznika i to ci się po prostu  z przepisów należy,  a nie dlatego, że jesteś  moją żoną. I każdy o tym  wie.  

Jest jeszcze  jedna opcja - już mi kilka  razy to proponowano - praca  w naszym Urzędzie Patentowym. Kokosów tam nie ma, ale nam   akurat  na kokosach nie  zależy, poza tym mamy dobry  dojazd, mają parking, otoczenie też przyzwoite, Park Mokotowski po drugiej  stronie ulicy i Biblioteka Narodowa , Stodoła i SGH po tej  samej  stronie ulicy co  Urząd- żyć  nie umierać. Jeśli nawet  nie będziemy w jednym  pokoju to przynajmniej  w jednym budynku. W każdym  razie  wydaje  mi się to pewniejsze od pracy z Arkadiuszem. Kilka lat wcześniej  to nie chciałem tam iść, potem  zaliczyłem kilka  nieciekawych  miejsc i  w końcu wyjechałem.

No to rozejrzyj się w Urzędzie - stwierdziła  Adela. Zaoszczędzimy  na paliwie. Bo masz rację - mogę  zawsze bez problemu dać  sobie  radę od strony prawnej, ale mogę  nie wychwycić niektórych niuansów technicznych robiąc rozeznanie  patentowe.  I chyba byśmy się  wynieśli  dopiero po urlopie,  bo nie wiadomo  czy  przyjęto  by nas  z niewykorzystanymi urlopami. Tylko nie mów  "cudnemu" dokąd  mamy  zamiar  się przenieść,  nie  musi  wszak  wiedzieć.  

To jasne, że nic  mu  nie powiem, niech ma złudzenie, że przechodzimy  do kancelarii prawnej. Wiesz  Maleństwo, nie bardzo mi się ten "cudny" podoba. Nie  wiem  czemu,  ale  facet  nie  budzi mego pełnego  zaufania. Kamil jako dyrektor o  wiele  bardziej mi odpowiadał.  Nie miałem nigdy nawet cienia  wątpliwości że jest  szczery.  Pomijam  już fakt, że dzięki niemu  poznałem   ciebie. 

Adela  roześmiała  się - pomiń, pomiń . A wiesz, on  wtedy  bardziej  zadbał o  mnie  niż o ciebie. Wręcz mi powiedział, że jeśli mi się nie  spodobasz po naszej pierwszej  służbowej  rozmowie to trafię do planowania.  No ale mi się spodobałeś jako  mój przyszły  szef.  Dobrze  zareklamowałeś to  co  będę mogła  robić.  Ciekawe czy gdyby  wtedy  przewidział, że się w  sobie   zakochamy to też by  mnie u ciebie umieścił. Pewnie tak,  bo on   nie miał natury psa  ogrodnika.  I dobrze  wiedział, że moje "nie" znaczy tylko i wyłącznie "nie"   a nie  może jednak?"

Wiesz Maleństwo, jestem  pewny, Kamil cię naprawdę  kochał nawet gdy  już nie byliście  razem, bo mało który facet potrafi  się odnaleźć  po zerwaniu  jako prawdziwy  przyjaciel.  Mógłby zaśpiewać  ci stare tango "y  todavia te quiero", czyli   "i nadal cię kocham". Nie  mógłby, nie  miał  za pięć  groszy talentu  do  śpiewania, musiałby kogoś  do tego  zatrudnić - stwierdziła  Adela. Zaczynasz mnie uczyć hiszpańskiego?  Zwrot  "te quiero" znam i wiem, że  "corazon" znaczy   serce. 

Emil roześmiał  się - no to podstawowe słownictwo już  znasz, mi carinito! Odpowiada ci kochanie taka  nauka  języka obcego? Tak i chciałabym  zawsze, do końca  swych dni  słyszeć od  ciebie "te  quiero!"

A wiesz Maleństwo - jeszcze żadnej  kobiecie, poza  tobą, nie powiedziałem "te quiero", ani w Polsce ani w Meksyku. Bo to bardzo  ważne  słowa, które mówi się tylko wtedy, gdy jest to prawda. Jesteś moją pierwszą, prawdziwą  miłością, moją dziewczyną  ze snów. Może to brzmi  dziwnie w ustach niemal trzydziestosześciolatka, który  nie trwał w celibacie, ale do pewnych rzeczy wcale nie  jest potrzebne prawdziwe uczucie, wystarczy zwykłe pożądanie. Siedziałaś na wprost mnie a ja teoretycznie   zaczytany w tym co mam przed  sobą rozłożone zastanawiałem  się czy ci jest  wygodnie, czy w pokoju nie jest zbyt  zimno lub  może  za ciepło dla ciebie i rozmyślałem  nad  tym jak cię chronić przed wszystkimi i nawet przede  mną. Nie byłem  nigdy  nieśmiałym facetem a nagle nie potrafiłem  się  ciebie   zapytać  wprost czy masz kogoś,  czy jesteś  w jakimś  związku. Zrobiłem to  w końcu, nieco  pokrętnie,  a potem  bałem się tego co  mogę  usłyszeć. A potem byłem niemal  nieprzytomny ze szczęścia. Po prostu kocham  cię, jesteś dla  mnie najważniejsza, jesteś tym co mnie  prowadzi w życiu, wręcz  motywuje do wielu rzeczy.

                                                                    c.d.n.



wtorek, 31 maja 2022

Trudny wybór - 32

No to mamy o czym myśleć i  dyskutować - stwierdził  w domu Emil. A powiedz  mi Maleństwo co i  komu ty powiedziałaś u konstruktorów. Adela wzruszyła  ramionami- czort wie co i komu  powiedziałam,  w ogóle  nie przypominam  sobie tego. Jeśli tam  bywam  raz na dwa  miesiące to góra. Coś  się  chyba "cudnemu" pokićkało. 

Nie lubię tam  chodzić, bo im  się  wydaje, że do dobrego tonu należy coś jakby podryw bez zobowiązań. A ja  wszystkie  komplementy od  facetów w pracy traktuję wrogo, to nie grill u cioci ani herbatka  z tańcami, guzik  komu do tego jak  wyglądam. Może  wzięło się to  z tego, że byłam przez  kilka lat sekretarką, a dobra  sekretarka musi umieć zachować  dystans do płci  przeciwnej. Gdy idę  z kimś na kawę to nie przeszkadza mi, że powie że ładnie  tego  dnia  wyglądam, ale  w pracy takie odzywki są w  moim odczuciu nie na miejscu. Tam od  niedawna jest  wielu chłopaków zaraz po studiach, bardzo dużo nowych przyjęli, a są mniej więcej w moim wieku. Z tego co wiem to Kamil ich przyjmował, bo poprzednik Kamila podpisał umowę  patronacką z Politechniką.  

I podejrzewam, że "cudny" miał na myśli to, że powiedziałam żeby zrobili cały korpus jakiejś lampki, której nawet na oczy  nie  widziałam,  z tworzywa  sztucznego lub  z drewna to im  się coś tam  nie będzie  nagrzewać i nie będą  musieli kombinować jak ominąć rozwiązanie stosowane  przez innych. A wpadło mi to na myśl bo widziałam kiedyś w Zakopanem cały korpus  nocnej lampki wykonany  z drewna, nawet  abażur był z płytek  drewnianych  grubości kartki papieru i bardzo mi się ta  lampka  podobała,  ale kosztowała  majątek. Nigdy  nie podejrzewałam, że można drewno podzielić na  tak cieniutkie płaty.

No to  jesteśmy   w domu- teraz  wiem dlaczego dali do wykonania cały korpus takiego małego  szkaradzieństwa typu  lampka - grzybek z tworzywa- stwierdził Emil. Jak na to wpadłaś? Wcale  nie  wpadłam, tylko  się strasznie kłócili o metodę uniknięcia opatentowanego rozwiązania a mnie  się  spieszyło, więc im przerwałam mówiąc, że lampka  z drewna lub odpowiedniego tworzywa by się nie nagrzewała. Ale  nie wiem  do  dziś co im  się nagrzewało. I wtedy mnie  zauważyli, bo przedtem to stałam w drzwiach i  się im przyglądałam mając nadzieję, że  może  zaczną się  bić. 

A gdzie był wtedy Michał, ich  kierownik? Nie mam pojęcia, ja  miałam romans do Henryka, jednego z tych stażystów. Bo on  robił jeden  z opisów, którego  nie mogłam pojąć i  musiałam  się  dowiedzieć  "co poeta  miał na myśli?"  Ten opis tak wyglądał jak tłumaczenie Googla z któregokolwiek języka  na polski. A przecież  studiował w Polsce, a nawet w Warszawie, a nie gdzieś  w świecie.

Emil  się śmiał - no popatrz, w wyobraźni naczelnego jesteś niemal wynalazcą. Na razie to Arkadiusz szuka nadal  lokalu, co  wcale nie jest proste. Już  chociażby  "pożenić " ze sobą trzy główne  sprawy - ma być duże, wielopokojowe, nie do generalnego  remontu, najlepiej parter lub pierwsze piętro no i  w dobrej cenie. Nie wiem co ty o  tym  sądzisz- siedźmy na  razie  tu, nim  Arkadiusz znajdzie to czego  szuka to może i pół roku upłynąć. I tak sobie pomyślałem, że może na  razie niech tata wejdzie  z nim  do spółki, bo  wtedy nie  będzie  mógł  nas  nie przyjąć  do pracy .  A jak  się  coś poślizgnie  finansowo, to będę  ojca  ratował tą forsą, co mam na domek w Hiszpanii,  a którego ty nie chcesz. Ty Maleństwo właściwie  masz rację, że ktoś musiałby się nim  zajmować tam i że pod względem  finansowym  to nam  się bardziej opłaca lecieć rok  w rok do tej Hiszpanii niż inwestować w domek. Po prostu  czasem brakuje  mi języka  hiszpańskiego. 

No to mógłbyś mnie uczyć  hiszpańskiego, ty masz talent do pedagogiki. A może brakuje  ci nie tyle języka hiszpańskiego co Meksyku i tego co tam  było?

Nie kochanie,  nie brakuje mi Meksyku ani kogokolwiek stamtąd. I dobrze, będę cię uczył hiszpańskiego tak, jak  dzieci uczy  się mówić. Nie będzie gramatyki, odmiany itp. A w czerwcu, w pierwszej połowie pojedziemy z rodzicami na dwa dni do Zurichu a stamtąd do Burgerlandu nad Jezioro Nezyderskie. To jezioro graniczy z Węgrami, jest na terenie Parku Narodowego, ma ciepłą  wodę, "piękne plaże" zdaniem  folderów i jest fantastycznie płyciutkie. W najgłębszym miejscu woda ma niewiele ponad  metr głębokości. Ci  co byli to głównie  się  zachwycali tym, że jest bardzo ciepłe a woda taka czysta, że można ją pić wprost z jeziora.  Co prawda pomyślałem sobie, że może to i prawda,  ale raczej  przed  sezonem  a nie wtedy gdy Węgrzy , Austriacy i inne pobliskie  kraje moczą się  w tym  samym  czasie  w jeziorze. Będziemy mogli uprawiać wind surfing i pławić  się  całymi  dniami  w  wodzie. A pomieszkamy w Rust. W pierwszej  połowie  czerwca to jeszcze  się  załapiemy na jakiś pensjonat. Mam taką   nadzieję. Ceny jak  w Nałęczowie, tylko odnowy  biologicznej  nie będzie.

A jeśli się nie uda to  po prostu pobędziemy w Austrii na zasadzie wędrowania w stronę  Polski z noclegami. Na początku  czerwca jeszcze  nie będzie  dużo ludzi. I sądzę, że  pojedziemy jednym  samochodem. I co  tym myślisz?  Adela przytuliła się do niego mówiąc - mnie jest  wszystko jedno dokąd  pojedziemy, byleby razem. No i żeby Helena i  tata  za bardzo  się podróżowaniem nie  zmęczyli.  

No więc  dlatego  pojedziemy jednym   samochodem , ja i  ty na zmiany za  kierownicą, noclegi w motelach lub małych   hotelach. A jak  się nam gdzieś po  drodze  bardziej  spodoba to tam  zostaniemy  dłużej. Zgadzasz  się? No jasne, że się  zgadzam. A po co jedziemy do Zurichu? Och, drobiazg, musimy po prostu  złożyć kilka podpisów. No i  trzeba szybko wysłać ojca i  mamę by wyrobili sobie paszporty. Ojej, ja też muszę  sobie  wyrobić  nowy paszport! Dowód  zmieniłam  a o paszporcie  zapomniałam! To ja  w takim  razie  jutro pod  szyldem Urzędu Patentowego wpadnę złożyć  wniosek o  zmianę paszportu.

Najgorsze, że muszę  wpierw wpaść w tym układzie  do fotografa. Na KEN-u jest  fotograf u którego zdjęcie odbierasz po 10 minutach. To  w tym układzie jutro po pracy  wpadnę do fotografa, a pojutrze  do Biura  Paszportów. Wiesz,  mam dylemat językowy - ulica ma  w skrócie  nazwę KEN i wciąż nie  wiem  czy mówić na KEN-u czy na  KEN-ie. Bo jak  zauważyłam  głównie mówią  "na  KENu". I jedna i druga  forma nie jest poprawna - tak  mi się zdaje,  ale  z kolei  mówić za każdym  razem  pełną , trójwyrazową   nazwę to się nikomu nie chce. Ale można  by też mówić że coś jest na  ulicy KEN, To "na KENu" to taki skrót myślowy, jakby. Żargon Ursynowiaków  powstaje.

No, to w takim  razie jutro po pracy podjedziemy  do fotografa a na pojutrze  wpiszesz  sobie Urząd i rano  pojedziesz   wpierw złożyć  dokumenty  na paszport i przyjedziesz do pracy potem. Zostawię ci samochód, żebyś  miała czym  dojechać. A ja  pojutrze  rano pojadę  autokarem. A wiesz, że do paszportów to mamy  zaledwie jeden przystanek  autobusowy? Już czynny jest nasz ursynowski  Ratusz. Jeden przystanek w stronę Powsina i ze 150 metrów per pedes. Parking mają nawet  całkiem  duży, więc  jedź  samochodem.

Następnego  dnia przed  wyjściem  z pracy Adela  spędziła kilkanaście  minut przed lustrem, które ukryte  było w bibliotece za regałami, w pomieszczeniu do którego  wchodziły  tylko panie  bibliotekarki. Nawet  lakier do  włosów  miały, więc  Adela  była uczesana "jak należy".

Na owej ulicy KEN, budzącej tak wielkie wątpliwości językowe Adeli, udało się zaparkować nieomal tuż koło fotografa. Oczywiście Emil wysiadł razem  z nią, przecież nie mogła biedaczka iść  sama w tak deprymującej  ją sprawie  jak zdjęcie  do paszportu. Gdy  weszli nikogo w lokalu nie było, dobiegł ich  tylko męski głos- "proszę chwileczkę  spocząć, zaraz będę". Adela stwierdziła, że skądś ten  głos zna, ale  nie mogła  sobie  przypomnieć  skąd. W pięć minut później już wiedziała - to był głos jej kolegi    jeszcze  z liceum. I faktycznie z zaplecze wszedł Konrad - tak samo kudłaty jak w  szkole, a do tego dochodziła nawet starannie  przycięta  broda. Konrad przyglądał  się kilkanaście  sekund Adeli, wreszcie  wystękał- "o Jesu, Adelajda!"  Adela pokiwała głową- no właśnie, ja. A ty co tu  robisz?- spytała  się niezbyt  mądrze. No pracuję, to zakład mojego teścia. 

Adela oprzytomniała i powiedziała do Emila- kochanie, to jest Konrad, chodziliśmy razem  do liceum. Panowie uścisnęli wzajemnie swe prawice, a Emil powiedział- a ja jestem mężem Adeli. Konrad roześmiał  się - no nie mogę,  a  miała  nie wychodzić nigdy za mąż! Widać  zmieniła  zdanie - stwierdził Emil.  

To czym  mogę  państwu służyć? - Konrad  przypomniał sobie, że jest  w pracy.  Potrzebuję  zdjęcie  do paszportu - zakomunikowała  Adela. I najlepiej  gdybym je  mogła odebrać od razu,  muszę je  rano złożyć w paszportowym. 

Nie ma problemu, mamy  wspaniały Polaroid. Tylko się nie uśmiechaj, teraz  do zdjęć paszportowych i tych do  dowodu osobistego  nie wolno. Masz być poważna, wyobraź sobie, że masz za chwilę klasówkę z matematyki.  Poustawiał oświetlenie i powiedział - Adelajda, patrz prosto w obiektyw, te do paszportu są koszmarne, zupełnie  jakby się fotografowało nieboszczyka , któremu nikt oczu nie  zamknął.

W chwilę potem zdjęcie  było gotowe. A może ja bym teraz państwu zrobił jakieś wspólne zdjęcie? Ja wiem, że Adelajda nie lubi się fotografować, ale może jednak?  Adelajda,  masz grzebień? No mam,  a po co ci?  Usiądź jeszcze na moment i nie protestuj. Adela podała mu grzebień, a Konrad  niczym rasowy  fryzjer w dwie  minuty  zmienił jej uczesanie mówiąc- tak się powinnaś czesać, to zgodne  z twoimi  rysami.  To co, usiądzie pan koło żony na tym  wysokim  taborecie, dobrze? Adelajda, przypomnij sobie gdy wszyscy zwiewaliśmy  z lekcji albo gdy był dzień kobiet w Bazyliszku.

Emil,  rozbawiony  całą  sytuacją usiadł obok Adeli i ją objął, a Adela  jak  zawsze  w takiej  chwili uśmiechnęła  się i Konrad  zrobił zdjęcie. Potem  jeszcze  chwilę rozmawiali, Emil  cały  czas trzymał Adelę a Konrad strzelał zdjęcia. 

Potem pokazał je obojgu. To tylko polaroid,  ale bardzo dobrej  jakości, a te zdjęcia  są  zupełnie nie pozowane. Adelajdzie  nie można robić  zdjęć pozowanych bo ma jakiś uraz do zdjęć, ale gdy na chwilę o  nim  zapomni to przecież  wygląda świetnie! I przeczesz włosy z prawej na lewą, tak ładniej  wyglądasz.

A gdzie teraz  mieszkasz?  Na Ursynowie, na tyłach Jastrzębowskiego, rzut beretem  stąd. A co robisz, to znaczy co skończyłaś? Prawo. Mam  magisterium z prawa i zrobiłam  aplikację na rzecznika patentowego. Czekam na wynik egzaminu. Konrad gwizdnął - dobra  jesteś. Konrad  wyciągnął z kieszeni swoją wizytówkę.  Ojej - to ty chemię skończyłeś? No to co tu robisz? Zarabiam  na życie,  z tej chemii nie wyciągnę tyle co tu. A tak to mamy podział zajęć- żona z dziećmi siedzi  w domu, teściowie jej  w tym pomagają a ja mam święty spokój. Robię też sesje ślubne. 

A dużo masz tych dzieci?  Trochę dużo- troje. Zachciało mi się  córeczki i urodziło  się dwóch chłopaków, bliźniacy, zamiast dziewczynki. No i mamy trzech chłopców.

                                                                          c.d.n.

niedziela, 29 maja 2022

Trudny wybór- 31

 W drodze  do  domu Emil  stwierdził, że  zaczął wierzyć w środki  farmakologiczne, bo  nie  da się ukryć, że te  zastrzyki, które lekarka  przepisała Adeli bardzo  jej pomogły. No tak, pomogły - potwierdziła  Adela,  ale do  dziś mnie bolą miejsca,  w które  można  się  wkłuwać, bo  duże one nie są, a te zastrzyki były bardzo bolesne, bo to jakaś oleista  mikstura  była. Wiem  tylko,  że na pewno była tam witamina B1  oraz  B complex. To były jakieś "kompozycje", ale  fakt, pomogły  mi bardzo. Zostawiłam  sobie ostatnią  pustą   fiolkę, żeby ewentualnie powtórzyć taką  kurację gdy  znowu  będę kłębkiem nerwów  a nie  sobą.

I wiesz co? Za chwilę będziemy w domu i....zastosujemy  kolejny lek, domiejscowy, zwany łóżkoterapią. A skąd wiedziałeś, że jestem obolała? 

Skarbie, przecież  mam oczy, widziałem jak ostrożnie  siadasz i jak się krzywisz gdy musisz uruchomić  mięśnie pośladków. I dlatego  ci pomagałem  zakładać  botki i wprowadziłem post w konsumpcji związku. Ogromnie podoba  mi  się nazwa "konsumpcja  związku",  a tobie? No fakt, to nawet dość logiczna  analogia - zgodziła  się Adela. Ale ja już też mam dość postu, ogromnie  się  stęskniłam  za tobą - zupełnie tak, jakbyś był nie wiadomo  jak  daleko ode mnie.

Z parkingu szli do  domu mocno przytuleni. W domu Adela powiedziała - zadzwoń do taty, powiedz, że już wróciliśmy i że się później do  nich odezwiemy. Wiem, że oni oboje też  się o mnie  martwili, choć cały  czas przekonywali mnie, że na 100 procent  będzie  wszystko  dobrze.

Do rodziców odezwali  się około godziny osiemnastej, po pieszczotach i drzemce. Miejsca po zastrzykach zostały w ramach "rehabilitacji" wycałowane  a potem bardzo  delikatnie   wymasowane z pomocą  specjalnego olejku do masażu ciała skomponowanego przez jakiegoś "ojca Grzegorza", którego podobizna była na etykietce. Ów ojciec  Grzegorz  był przyodziany w  barchanowy brązowy  habit z kapturem i Adela  nawet przez  moment  zastanawiała się, czy użycie  tego olejku do  masażu pośladków nie  będzie  jakąś profanacją,  ale  w końcu  skonstatowała, że wszak  pośladki to też  dzieło tego samego twórcy co reszta   ciała. A co  się przy okazji pośmieli to przy  nich  pozostało.

U rodziców Emila  czekały na Adelę piękne storczyki w doniczce, a do  nich  była  dołączona  broszurka informująca  jak  z nimi postępować. Jak  powiedziała  Helena-  wybraliśmy te, bo są w kolorze, w którym  ci do twarzy, a poza tym jest to odmiana  najłatwiejsza do dalszej  hodowli. I nie musisz ich codziennie podlewać.  Wiem, że zawsze o tym zapominasz, więc tu masz kalendarz do  kuchni i  w nim zaznaczone  dni, w których  masz kwiatek podlać. Zaznaczyłam je w całym kalendarzu kolorem zbliżonym do koloru storczyków. 

A dziś na obiado - kolację są placki ziemniaczane - kupiliśmy sobie blender z różnymi wymiennymi duperelami i zamiast  trzeć kartofle  na tarce wrzuciliśmy  je do blendera. Kolosalna  wygoda! - choć  cena niewiele  niższa od  ceny małego fiata - poinformowała  rodzinę  Helena. Adela popatrzyła na talerze całej  czwórki - ojciec   miał placki posypane  cukrem brzozowym, Helena posmarowane  śmietaną i posypane drobniutko  posiekanym  koperkiem, Emil posmarował je dżemem śliwkowo - czekoladowym wzmocnionym cynamonem i  curry a Adela nałożyła  sobie  chatney własnej, domowej roboty.  I wszyscy zgodnie  stwierdzili, że  placki kartoflane są pyszne. 

A  zauważyliście, że każdy  z nas je  te placki  z  zupełnie innymi dodatkami? - to prawie  tak, jakbyśmy mieli  kanapki z tego  samego  chleba, tylko każdy z nas czym innym obłożone -  powiedziała Adela. Helena  rozejrzała  się po talerzach i  stwierdziła - no tak  ale jakby na to nie  spojrzeć to łączą nas placki kartoflane.  

A tak naprawdę to łączą nas  wcale nie placki tylko  miłość- nawet  nie umiem powiedzieć jak  ogromnie  was  wszystkich  kocham i jak bardzo jestem  wdzięczna losowi, że jestem  z wami i że ze mną wytrzymujecie i  zawsze mnie  we  wszystkim  wspieracie powiedziała  Adela  nieco łamiącym  się głosem.  

Maleństwo kochane, nie  dodawaj soli do  chatneya, bo  ci placek  przestanie  smakować! Twoje  łezki zawsze są słone!  Przecież my wszyscy  też cię kochamy i dlatego jesteśmy  z tobą! - stwierdził Emil. No właśnie - poparł go ojciec - po prostu  wszyscy się  kochamy i niech tak  będzie  zawsze!

Około godziny  21,00 Emil  zabrał do  domu  swoje  Maleństwo dzierżące w ręce  termo torbę w której była  doniczka  ze storczykiem i kalendarz z niektórymi  kartkami w różowo-fioletowym kolorze.

W pracy Adela  musiała kilka  razy opowiedzieć jak wyglądał ten  egzamin. Emil  się śmiał, że może powinna zwołać zebranie i wszystkim  za jednym  zamachem  wszystko opowiedzieć.  Adela  nie mogła  się nadziwić, że osoby, które ledwo znała z widzenia dopytują  się jak  jej poszedł egzamin. Około południa  upewniła  się  telefonicznie  czy jest lekarka i powędrowała do  niej. Podziękowała jej  za te przepisane leki, bo stwierdziła, że wiedza o  tym,że  faktycznie  one pomagają na pewno dla każdej normalnej lekarki ma  znaczenie,  tym bardziej, że  zapisując je nie ukrywała, że Adela jest  pierwszą pacjentką, której te zastrzyki  zapisuje. I rzeczywiście   lekarka  była bardzo zadowolona  z tego, że Adela się pokazała po tej  kuracji.

Około godziny 15,00 drzwi  ich pokoju otworzyły  się  i wszedł  "cudny" naczelny. Pani  Adelo - no i jak tam było na egzaminie?  A zrobić panu kawę, panie  dyrektorze? - odpowiedziała  Adela pytaniem.  Tak, jeżeli i państwo będziecie  pili. Emil  wziął  się  za robienie  kawy, a Adela opowiedziała  ze szczegółami jak  wyglądał ten egzamin i co pisała. Wyników jeszcze  nie zna, mają ją  zawiadomić listownie. 

A ja przyszedłem z propozycją byście jednak państwo nie przechodzili do tej kancelarii, jeżeli to  jest kancelaria, która dotychczas nie  miała rzeczników. Bo są w Warszawie od bardzo  dawna dwie kancelarie tak zwane patentowe, ale zakłady produkcyjne i instytuty, które stać na utrzymanie  rzecznika patentowego mają jednak własnych   rzeczników i nie chcą  się ich pozbyć. I powiem szczerze - ja wcale nie chcę byście państwo odeszli. Pani od przyszłego miesiąca dostanie wynagrodzenie tylko nieco  niższe od  obecnego wynagrodzenia pani męża. Doceniam w pełni waszą pracę i to, że trzymacie państwo rękę  na pulsie  wszystkich nowinek w  naszej  branży. Podejrzewam, że nieco państwu dokucza  nasza  lokalizacja,  ale za dwa  miesiące powinniśmy otrzymać nowiutki autokar a więc i  dojazdy będą lżejsze. Poza tym przed  nikim nie  musicie  się tłumaczyć dokąd i po  co się  udajecie. 

Wiem, że kuszą nowych rzeczników wyliczeniem, że w kancelarii rzecznik może  zarobić 10 tys złotych  miesięcznie, ale postudiowałem dokładnie  wyceny poszczególnych usług i jakoś  mi tak  wychodzi, że wtedy każdy rzecznik musiałby prowadzić jednocześnie około dziesięciu klientów, co jakoś wydaje  mi  się mało realne. Poza  tym zupełnie  nie  mogę  zrozumieć,  dlaczego rzecznik, który jest  magistrem  prawa nie  może podejmować działań  cywilno  prawnych  nie związanych z działaniami rzecznika.  A pani to rozumie, pani Adelo? Adela pokręciła  przecząco głową- też tego nie pojmuję, że jeżeli raz załatwię coś co jest  zgodne  z moim  kierunkiem wykształcenia  to stracę prawo do bycia  rzecznikiem. Ale   z dziką  przyjemnością  zapytam  się o  to znajomego prawnika- może on  wie. Nie  zastanawiałam  się  zbytnio nad  tym, bo  miałam ten egzamin na głowie.

No i jeszcze  coś - dyrektor  nadal siedział,  choć już była 15,30 - konstruktorzy  mi powiedzieli, że pani Adela  bardzo  dobrze  się orientuje w kwestii sprzętu elektrotechnicznego, co według  mnie też jest cenne i nawet, choć zapewne o tym nie wie, podpowiedziała jednemu  z konstruktorów coś,  co  pozwoliło mu ominąć cudzy patent.  Naprawdę? - zdziwiła się  Adela- ja do konstruktorów bardzo  rzadko  zaglądam i nawet ich nie  rozróżniam z imienia i nazwiska- dla mnie tworzą swoistą  całość- konstruktorzy. A co  do orientowania  się w elektrotechnice - nie latamy już na zwykłych miotłach mamy teraz miotły elektryczne. Myślę, że wszyscy teraz jesteśmy  zmuszeni do jakiejś  wiedzy  w tym  zakresie. 

Naczelny uśmiechnął  się- jeżeli nie jesteście  dziś państwo samochodem to was odwiozę, trochę  się rozgadałem, za co przepraszam. A pani mam jeszcze przekazać pozdrowienia od dyrektora, którego była pani asystentką. Do dziś nie może odżałować, że pani  odeszła. I już wiem co się  w pani  wyglądzie zmieniło - kolor  włosów! Adela  roześmiała  się - u kobiet kolor  włosów to rzecz  nabyta, można  zmieniać nawet co tydzień! Już nawet  nie pamiętam jaki  wtedy  miałam.

No to kończymy na dziś i bardzo  proszę- przemyślcie państwo to o czym rozmawialiśmy. Naprawdę  nie chcę  was  stracić! I jeszcze  coś - zostaliśmy wiodącym ośrodkiem rozwojowo- badawczym w naszej branży dla całej  Polski.

W drodze  do domu Adela  stwierdziła, że ona ma podobne obawy jeśli idzie o te  nowe kancelarie  rzecznikowskie bo też przeglądała te  wyceny i ma  spore  wątpliwości  czy kancelaria się  sprawdzi. Bo jeśli się  prawnicy  tropną, że  zarabiają przez jakiś  czas głównie oni na utrzymanie dla  wszystkich to się  to z hukiem  rozleci. Trzeba  będzie  się przepytać Arkadiusza jak on  to widzi. Ale  nie mam  żalu, że się namęczyłam ucząc się na rzecznika, bo mam o tyle dobrze, że za mnie płaciło biuro a nie ja  z własnej   kieszeni.  

I wiesz  co, w przyszłym  tygodniu idę do mojego magika od  odwrotnej  perspektywy.Pójdziesz  ze mną?  No jasne, że tak, przecież mówiłem ci, że pójdę. Nim  dojechali  do  domu ścignął ich telefonicznie syn pana ogrodnika, w sprawie przeniesienia  drzewka z donicy  do gruntu. Umówili  się na najbliższą sobotę, bez  względu na pogodę. No tak- stwierdził Emil - już  wiem  dlaczego  nie chciałem być ogrodnikiem - nie lubię  pracować  na dworze w  deszczu i grzebać  się  w  ziemi. A skąd  wiesz, że w sobotę będzie padać?- zdziwiła  się Adela. Nie wiem, ja tylko mówię  czego   nie lubię.  

Zdziwiła  mnie dziś trochę ta wizyta naczelnego. Mam wrażenie, że o coś innego mu chodziło stwierdził  Emil.   Adela parsknęła śmiechem - on cię wyraźnie  podrywał, cały  czas wpatrywał się w ciebie jak  sroka  w gnat. I mam wrażenie, że jeszcze  nie  skończył tej  rozmowy, tylko może uznał, że lepiej  coś powiedzieć na raty a nie od  razu. Też odniosłaś takie  wrażenie?

                                                                            c.d.n.

sobota, 28 maja 2022

Trudny wybór - 30

 Zwolnienie lekarskie  plus seria zastrzyków pomogły Adeli  wrócić  do  równowagi. Przestały ją dręczyć  złe przeczucia i  z nowym zapałem wzięła  się do pracy. Całymi  dniami  "studiowała" korespondencję z Urzędem  Patentowym, miała  setki pytań  do Emila,  a on  się  z tego bardzo cieszył i zawsze  niezwykle cierpliwie wszystko jej  wyjaśniał. A ponieważ  dochodziły go wciąż  "słuchy" o tym jak  trudno  będzie  niedługo dostać  się na  aplikację  rzecznikowską i jaki będzie potem  końcowy egzamin to ze wszystkich  sił pomagał Adeli w przygotowaniu  się do tego egzaminu. Poza tym  ciągle jej przypominał, że jeśli ona tego egzaminu  nie  zda, to nic  złego się  nie stanie. Już sam fakt, że ją dopuszczono do egzaminu ma pozytywne  znaczenie. 

Co kilka  dni telefonował  do Emila Arkadiusz i meldował o  kolejnych kłopotach  ze znalezieniem  lokalu odpowiedniego na  nową  kancelarię prawną.  Było jasne, że musi być w centrum miasta, jeżeli na piętrze to koniecznie  budynek musi być wyposażony w  windę  i musi to być lokal kilkupokojowy. Kwestia udziału Emila  w tym  biznesie  była jeszcze  wciąż otwarta, bo Emil nie palił  się  do ruszenia pieniędzy zarobionych na kontrakcie. 

Ciągle chodził mu po głowie pomysł dotyczący kupna jakiegoś  domu letniskowego w Hiszpanii. Ilekroć Emil  zaczynał  mówić o kupnie jakiegoś  domu w Hiszpanii Adela studziła  jego  zapał. Tłumaczyła, że każdy  dom  zostawiony  sam  sobie  niszczeje, a ewentualnym  wynajmowaniem  go wtedy, gdy oni  z niego  nie korzystają musiałyby się zajmować  dwie  osoby- jedna tam, na miejscu a druga  w Polsce. No i wiadomo, że nikt nie robiłby tego za darmo. Tak, że praktycznie  domek by tam stał, niszczał i generował koszty. 

W tej  materii wspierali jej  argumenty ojciec i Helena. Ojciec  nawet przeprowadził kilka  symulacji by unaocznić  synowi, że to mogą  być pieniądze tak zwanie  wyrzucone  w błoto. Adela  z kolei opowiadała mu jak to jest w  kraju, że ci co mają  działki poza  miastem niemal  do  zimy muszą tam bywać co tydzień, żeby sprawdzić  co się dzieje. Tak naprawdę  nie wiadomo jak jest na wybrzeżu blisko  granicy z Francją, Europa robi  się pomału bardzo  wspólna w złym tego  słowa  znaczeniu i pozostawienie domku  własnemu losowi może mu  "nie wyjść na  zdrowie". Poza  tym automatycznie człowiek  skazuje  sam  siebie  na spędzanie  urlopów ciągle  w tym  samym  miejscu.

A co do spółki z Arkadiuszem - ojciec wszedłby w  nią, ale  tylko jako udziałowiec, bo przecież on nie jest już czynny  zawodowo. A pieniądze ma, bo ostatecznie Milanówek sprzedał  się  świetnie, mieszkanie Adeli także, poza  tym on i Helena wpłacili  za  swoje  mieszkanie tylko połowę jego  wartości i jeszcze  są te pieniądze. 

Emil był nieco zdziwiony tym, że mieszkanie ojca  nie jest  własnościowe a spółdzielcze, no ale w końcu to ojca mieszkanie i Heleny  a nie jego.  Tak naprawdę  nie  miało to  większego znaczenia  dopóki nie  chciało  się  go  sprzedać. A jak  na razie  nie zamierzali się nigdzie przeprowadzać - mieszkało im  się tu  całkiem dobrze.

Pewnego popołudnia, a tak  dokładnie   bliżej  kolacji zatelefonował do Emila Jacek. Od  chwili pobytu Emila i Adeli u Jacków minęły już  dwa  miesiące. Jacek telefonował, by zaprosić Emila  na przedświąteczny  weekend, bo urządza  "posiad" kolegów z roku. Emil stwierdził, że niestety na pewno  nie weźmie  w tym udziału bo zaraz po świętach  Adela ma  egzamin i każdą  wolną  chwilę on jej  poświęca by bezstresowo mogła  się udać na  egzamin i by  zdała.  

Na to usłyszał, że jest  pantoflarzem, bo kto to  słyszał żeby się tak przejmować  babskimi egzaminami , wiadomo, że "babeczka  tyłkiem  zakręci przed nosem egzaminatora i zda bez problemu". Emila  z lekka  zatkało, potem powiedział, żeby Jacek nigdy, przenigdy do niego   nie dzwonił, po czym wyłączył komórkę i  zablokował Jackowy  numer telefonu. Adela, która właśnie  szykowała jakąś  sałatkę  do podania  razem z risottem spojrzała  zdziwiona na męża, ale nie  zapytała  się o  co  chodzi. Życie już  dawno ją nauczyło, że lepiej facetów nie wypytywać od razu tylko spokojnie  zaczekać aż sami dojrzeją  by powiedzieć co było przyczyną ich gwałtownej  reakcji. Tę mądrość  życiową zdobyła będąc  jeszcze z Kamilem. 

Widać, że w niektórych aspektach  życia  większość mężczyzn reaguje  podobnie. W godzinę później gdy już byli po kolacji  Emil powiedział  Adeli, że telefonował  Jacek i  zapraszał go na imprezę, którą robi u  siebie. A gdy Emil odmówił to Jacek "wypluł" z siebie ową ordynarną  opinię na temat kobiet i  ich  sposobu zdawania  egzaminu. 

I dlatego mu powiedziałeś żeby nigdy  do ciebie  nie telefonował?  A może tak  wyplatał, bo był pijany?   Może - przez telefon  nie  czuć od człowieka  alkoholu, ale gdyby nawet powiedział to  dlatego, że był pijany to  tym  bardziej niech  tu  nie dzwoni. Nie mam ochoty podtrzymywać kontaktów z kimś, kto się upija. Nie chodzę na żadne popijawy, mierzi mnie to. Dziwię  się  tylko  Jadwidze,  że to  toleruje. A już powiedzenie, że wystarczy by dziewczyna  tyłkiem  zakręciła na egzaminie i egzamin  zaliczony to mnie wściekło.  Ciekawe  skąd on  to wie. 

Adela uśmiechnęła się - zapewne  z życia to wie. Na pierwszym  roku, zupełnie  nie wiem  dlaczego, mieliśmy również matematykę i trzeba ją było zdać- egzamin był ustny. Na szczęście nie byłam  w typie wykładowcy, ale wiem od jednej z pań, że kiedy  zaczęła tworzyć na egzaminie nieistniejące teorie by rozwiązać  zadanie, pan egzaminator zaproponował jej intymne  spotkanie - tak je  właśnie nazwał. I było to "intymne  spotkanie" po którym przyszła na  drugi termin i  zaliczyła egzamin. 

Kolegowałam  się z nią nieco i mi o tym opowiedziała. Ale  nie wiem co u niej teraz , bo ostatni raz to ją widziałam  zaraz po absolutorium, poszłyśmy do Hacjendy na jakiś lekki  lunch, który mi paskudnie  zaszkodził. Chyba  ta   śmietana którą były polane ogórki miała  w sobie coś  wrażego. A ja  sobie  pomyślałam, że facet był chyba  mocno  wyposzczony albo  z gatunku "przerżnąć  wszystko co  jest jeszcze ciepłe i się   rusza", bo ona  miała tylko  buzię  ładną i dolne  kończyny a reszta do tej ładnej  buzi nie za bardzo pasowała. Więc  może Jacek też miał wiadomości od którejś z dziewczyn. Tyle tylko, że nie powinien podciągać pod ten wzór innych kobiet.

Emil  był wstrząśnięty tym  co usłyszał od Adeli. Mileczku, życie  po prostu bywa paskudne. Być może, że  facet  się  kiedyś na  tym przejedzie.Wiele osób chodzi z dyktafonem  w kieszeni żeby nie  robić notatek, a może w jakiś inny sposób wpadnie. W każdym  razie od  razu przestało mi  przeszkadzać wtedy, że wyglądam jak nastolatka jeżeli  nie jestem w garsonce i na  szpilkach. 

Egzamin był wyznaczony na wtorek 9 kwietnia na godzinę 10,00.W tym ostatnim  tygodniu Adela odstawiła  całkowicie  kawę, Emil pilnował by kładli  się  wcześnie  spać, po obiado-kolacji, jeżeli tylko  pogoda była  znośna chodzili na spacer  po osiedlu. Przy okazji  "odkryli" kilka  nowych  punków usługowych i różnych  sklepów a nawet  całkiem  sympatyczną kawiarnię. Ursynów nadal  się  rozrastał, pączkował w  różnych  kierunkach, ale nadal  wszystko było tak  rozplanowane, by było sporo zieleni.

Emil chciał na dzień egzaminu Adeli  wziąć dzień urlopu  wypoczynkowego,  ale kadrowa kazała  mu  się w głowę postukać i zgłosić po prostu  służbowe wyjście do Urzędu  Patentowego. Przecież pani Adela to nie  tylko pana żona, to też pana pracownik, którego  pan szykował do tego zawodu- tłumaczyła. 

W poniedziałek Emil  miał jeszcze  rozmowę z dyrektorem "cudnym", który powiedział, że gdy  tylko oni oboje zaczną pracę w kancelarii to OBR w  dalszym  ciągu będzie  chciał korzystać  z ich usług. On już wie ile to będzie zakład  kosztowało i wszystko to jest uzasadnione. I wie, że i inne zaprzyjaźnione placówki też  będą korzystały z tej kancelarii. 

We wtorek o 9,30  Emil przywiózł Adelę do Urzędu Patentowego. Adela  swe  zimowe  botki  zastąpiła szpilkami a botki powędrowały do torby, która zawisła w szatni na wieszaku. Adela  była w wełnianej garsonce w popielatym kolorze- a wybrała tę, bo żakiet  miał dobre,  pojemne  kieszenie, które zawierały: dowód osobisty, dwie  chusteczki do nosa, tabletki od  bólu  głowy i  tabletki  nawilżające  gardło, komórkę którą teraz oddała Emilowi oraz 3 długopisy i.....zdjęcie Emila w płaściutkim przezroczystym etui. Pod salę,  w której miał być egzamin Adela  poszła  sama. Emil udał  się na wysiadywanie  krzesła w  barze. Pod salą już było kilka  osób i w kilka  minut później  zaczęli napływać następni. Rzeczywiście były tylko dwie  kobiety. Ta  druga  kobieta  była  sporo  starsza od Adeli. Tak na oko to dopuszczono około jednej  czwartej osób. Adela  była nieco  zdziwiona, bo wiele z tych osób zobaczyła  dziś po raz  pierwszy. To byli  ci, którzy podchodzili po raz  drugi do tego egzaminu.

Opiekun  grupy otworzył  drzwi  sali. Stolików  było tyle co osób. Adela  wybrała stolik w rzędzie  blisko drzwi, by nie  musiała wędrować przez  całą salę gdyby  musiała w trakcie pisania na chwilę ją opuścić.

Sprawdzono  listę obecności, rozdano arkusze - były  już opatrzone  nazwiskami piszących, były też opieczętowane. Rozdano też  arkusze na brudnopisy, także opieczętowane.  Po skończonym pisaniu należało podpisać  arkusz  w dwóch  miejscach- pod  skończonym tekstem i na pierwszej  stronie przy  swoim wydrukowanym  nazwisku. 

Czas , w którym należało napisać pracę wynosił trzy  godziny. Poza  tym każdy dostał dużą i małą kopertę opatrzone  swoim  nazwiskiem, w której był nadany mu  znak identyfikacyjny w dwóch egzemplarzach. Po  zakończeniu pracy  należało obok nazwiska  nakleić swój znak identyfikacyjny, czystopis i brudnopis  włożyć do koperty,  zakleić ją i oddać osobom nadzorującym przebieg  egzaminu. Do małej  koperty należało włożyć drugi znak identyfikacyjny, zakleić ją, opatrzyć  swoim  nazwiskiem i przed rozpoczęciem  pisania  oddać ją prowadzącemu.

Temat bardzo Adelę ucieszył- należało zrobić  dokumentację zgłoszeniową wynalazku do ochrony. Coś co już potrafiła  zrobić  sama, bez pomocy Emila.

Adela na arkuszu przeznaczonym jako brudnopis  wypisała  sobie  tylko wykaz  dokumentów, które  muszą być napisane  by wynalazek  zgłosić do ochrony, żeby o niczym  nie  zapomnieć. Któryś ze zdającym  zadał pytanie, które  wszystkich  wprowadziło w dobry nastrój- no dobrze, a jaki to wynalazek?

Wszyscy  wybuchnęli śmiechem a ktoś powiedział- dowolny- może być  automat do  drukowania  pieniędzy.

Adela  nie pisała wpierw "na  brudno". Przecież  robiła to w  swojej pracy zawsze od razu  "na  czysto". Pisała pracę długopisem, który w przeddzień egzaminu  dostała od.......kadrowej. Zachwalała, że  bardzo wygodnie  się nim  pisze, nie  ślizga  się  w palcach  bo ma   nieco elastyczną, cienką nakładkę. 

Dwa razy przeczytała to  co napisała, w trakcie pierwszego  czytania  dodała jeden przecinek. Po  drugim  czytaniu stwierdziła, że już  może pracę oddać, więc złożyła równiutko napisaną pracę, równie  starannie złożyła brudnopis, wszystko włożyła do dużej koperty, spojrzał na  zegarek- właśnie  minęły  dwie  godziny.

Rozejrzała  się po  sali, większość przepisywała  prace z brudnopisu.  Zakleiła  kopertę z brudnopisem i  czystopisem, napisała na  niej  swój numer identyfikacyjny i podeszła do  stolika nadzorującego. Ten  spojrzał na jej  nazwisko, wyszukał małą kopertę, z jej  nazwiskiem,  otworzył ją , wyjął z niej znaczek identyfikacyjny, sprawdził  z tym na kopercie i nakleił go na zamknięciu  dużej koperty.

Szybko się pani uwinęła-  zauważył. Dalsze informacje  dostanie pani  listem poleconym na  swój  adres. Adela uśmiechnęła się i powiedziała-  miłego dnia życzę, do widzenia. Po wyjściu  z  sali odszukała w pierwszej  kolejności toaletę, potem zjechała na dół windą, by odszukać Emila. Siedział w  barku i grzebał widelczykiem  w jakimś  ciastku. Ucieszył  się na widok Adeli, przytulił ją i  zapytał no i jak? Skończyłam jako pierwsza. Opowiedziała mu co napisała i że wyniki nadejdą  pocztą. No, przecież wiedziałem, że dasz sobie  ze wszystkim  radę. Zaczekaj  koło  barku, przyniosę  nasze  rzeczy z  szatni, możesz iść w tym  czasie  do łazienki. Już byłam,  zaraz po wyjściu z  sali, pójdę razem  z tobą  do  szatni.

                                                                    c.d.n.