sobota, 15 lipca 2023

Lek na wszystko?- 161

 Styczeń jakoś bardzo szybko "przegalopował" przez Warszawę obdarzając  miasto na przemian śniegiem i deszczem. Kazik znosił do domu swój "majątek" zgromadzony w biurze i nagle okazało się, że ma zbyt mało miejsca na książki, czasopisma i najprzeróżniejsze notatki.  W związku z tym Teresa przeprowadziła "remanent" i to tak skuteczny, że jeden z regałów zrobił się pusty bo jego zawartość wywędrowała do  zapasowego mieszkania. 

No nie mam pojęcia jak to jest - ale mam wrażenie, że prawie  nie kupuję książek a one same do domu się zlatują - powiedziała Teresa do taty. Przecież tu jest pięć  pokoi i w każdym są regały, ewentualnie półki z książkami. Jeszcze trochę a książki będą w łazience, kuchni i toalecie. No i dobrze, tak być powinno- pocieszył ją tata. Powinniśmy po prostu przejrzeć wszystkie książki pod kątem czy jest sens by nadal dana książka z nami była, bo żadne  mieszkanie nie jest z gumy i  się nie rozciągnie. Te mieszkania teraz budowane  są niskie, raptem 2,65m wysokości. Przecież to mieszkanie na Mokotowie miało wysokość 3,00 metry a trzy pokoje z kuchnią miały sporo ponad 100 metrów powierzchni.  Najmniejszy z pokoi miał większą powierzchnię niż tu największy z pokoi. A książki których nie zatrzymamy oddamy- ja mam nawet telefon do człowieka, który z radością przyjmie  taką darowiznę, bo on wysyła polskie książki na Litwę- tam przecież nadal jest mnóstwo Polaków, którzy nie wrócili w ramach repatriacji. Nie każdy miał w Polsce jeszcze jakąś rodzinę, część rodzin była już "wymieszana" z miejscowymi i mocno "wrośnięta"  w swoje miejsce urodzenia i dla nich ojczyzną była Litwa, niezależnie od tego pod czyimi rządami była.

Kilka dni przed końcem stycznia dyrektor instytutu wpadł na - swoim  zdaniem- świetny pomysł by koniecznie spotkać  się w prywatnym gronie w jakimś miłym  miejscu. Kazik, który nie przepadał za takimi kontaktami zełgał bez  zająknięcia, że niestety  on nie może się nigdzie wybrać ponieważ jego ukochana żona jest złożona chorobą i on musi być popołudniami i  wieczorami w domu. No to w takim razie przełożymy to na czas, gdy twoja żona wydobrzeje. Zadzwoń koniecznie  do  mnie jak już się tam nieco rozgościsz- poprosił. 

Mam podejrzenie, że to prędko nie nastąpi, bo nim się tam na tyle ustabilizuję, że nie będę   ciągle poszukiwał gdzie  mam aktualnie być - to minie  sporo czasu. W lutym jest sesja i już mi ćwierkali, że będę brał w  tym udział, bo część godzin dydaktycznych mam też mieć w godzinach studiów wieczorowych.  Sporo osób pracuje i jednocześnie studiuje. 

No to ty idziesz tam na prawdziwą orkę - skonstatował naczelny.  No tak to właśnie jest gdy się ma doktorat - część mojej pracy to właśnie będzie  dydaktyka. Mam mieć do 180 godzin dydaktycznych. Mnie bardzo pasuje to, że będę miał czasem wolne przedpołudnia. Teresa  się śmieje, że w trakcie sesji będę  cierpiał na równi ze studentami, bo jeśli któryś nie  zda to będę siebie za to winił a nie studenta. No bo to jednak dość ciężki kierunek i wykład ma w głowie studenta rozjaśnić a nie dodatkowo "zaciemnić."  I pewnie moja  żona  znów będzie w roli króliczka doświadczalnego bo na niej będę testował "jasność" mojego tłumaczenia. Ona jest pod  tym  względem świetna bo potrafi wyłapać niejasności w treści, chociaż wcale nie ma wykształcenia technicznego, jest ekonomistką i to w takiej okrojonej nieco formie, bo po studium pomaturalnym. 

A często się kłócicie?-spytał Stanisław. A o co mielibyśmy  się kłócić? - zapytał Kazik. Znam ją nieomal od jej urodzenia, nasi rodzice się przyjaźnili, byliśmy niemal tak  samo wychowywani i mamy takie same poglądy na większość spraw. Oboje  dostaliśmy nauczkę od życia bo nasze pierwsze  związki były zupełnie nieudane i oboje  wiemy, że nie ma sensu toczyć bojów tylko po to, by wykazać drugiej osobie, że ja mam rację a nie ona. Jak dotąd to tylko raz miałem do niej pretensję i to głównie o to, że w czasie ciąży wytargała sama do piwnicy dość ciężkie pudło zamiast zaczekać aż wrócę  z pracy. Co prawda to go nie podnosiła, tylko ciągnęła po podłodze a po schodkach piwnicznych w dół to zsunęła po dwóch deskach. Tym  swoim potępionym przez mnie "wyczynem" osiągnęła to, że nie odkładam nic na potem tylko robię od razu, bo wiem, że jeśli ja tego nie  zrobię zaraz,  ona to sama zrobi.

Ty to jesteś bardzo w niej zakochany, zupełnie jakbyś ją dopiero co poderwał- stwierdził "naczelny". Kazik przerwał na moment przeglądanie dokumentów, chwilę pomilczał a potem powiedział - powiedz mi, ale tak szczerze- czy  fakt, że bardzo kocham  swoją  żonę w jakiś sposób umniejsza moje walory zawodowe? I nie bardzo rozumiem po co drążysz ten temat?  O co ci chodzi? Chcesz mi jakąś kobietę naraić? No  to przyjmij do wiadomości że nie jestem zainteresowany innymi kobietami poza  własną żoną. I nie mam przepisu na dobry związek - bo to co jest dobre dla mnie  niekoniecznie jest takie dla kogoś innego. Po prostu my oboje jesteśmy po nieudanych  związkach i wyciągnęliśmy z nich wnioski. Ty też jesteś w drugim związku i zapewne wiesz dlaczego tamten związek  się rozleciał. Jeśli  przeanalizowałeś czemu twoje małżeństwo legło w gruzach to już  wiesz  czego unikać by i kolejny  się nie rozleciał.

No wiem dlaczego się rozleciał - rozleciał się z mojej winy, bo spodobała mi się bardzo Majeczka. Nie podejrzewałem jednak, że jest aż tak głupia. Zero rozwagi i totalny wstręt do logicznego myślenia. A na dodatek absolutnie nie chce mieć  dziecka.  Kazik roześmiał się - a ty myślisz, że ciąża, poród, karmienie i siedzenie z dzieckiem  w domu to taka  szalona  atrakcja dla młodej kobiety?  Ani to atrakcja ani samo zdrowie jak usiłują to wmówić dziewczynom rodzice i niektórzy faceci. 

Przejdź się do księgarni, kup kilka książek w księgarni medycznej, poczytaj  sobie dokładnie o tym wszystkim a potem wyobraź sobie, że jesteś  tą  młodą kobietą i wczuj się w jej rolę. Może wtedy zrozumiesz kompletny brak entuzjazmu młodych  kobiet do zostania matką.  My zdecydowaliśmy  się na jedno, bo chociaż  ciąża była bezproblemowa to konieczna była cesarka i wszystko dobrze  się  skończyło bo była cały czas pod znakomitą prywatną opieką ale nikt nam nie  zagwarantuje, że drugi poród będzie lżejszy i bez komplikacji takich jak przy  tym pierwszym. Ze statystyk wychodzi, że jest 80% szans, że drugi poród będzie prawidłowy, ale przeanalizowaliśmy wszystko i nie  decydujemy  się na drugie dziecko. Bo "cesarka" to  nie jest równie mało dolegliwa sprawa co obcięcie paznokci przeznaczonym do tego celu obcinakiem. To jest jednak operacja a każda operacja, nawet usunięcie zęba, może się skończyć tragicznie. Tyle  tylko że się o tym nie mówi głośno. Więc się Majeczce nie  dziw, że  się nie pali do  ciąży,  porodu i wychowywania  dziecka. Może ona jest głupia, nie znam jej więc trudno mi to ocenić, ale  jednak kombinuje prawidłowo.  Doskonale  wie  co ciebie do niej przyciągnęło i nie widzi powodów by dobrowolnie rezygnować z tych swych  walorów, które ciebie przyciągnęły. Poza tym posiedź ze dwa dni z takim maleństwem sam w domu, wtedy inaczej spojrzysz  na atrakcje które niesie macierzyństwo. 

My mieliśmy i nadal mamy  super, bo mieszka  z nami ojciec  Teresy i od  samego początku włączył się do opieki nad  małym. Mały tak  samo spokojnie  zasypiał u niego na rękach jak u mnie czy u Teresy. A ja ten pierwszy rok  mogłem spokojnie pracować, bo Teresa nie była sama z dzieckiem, zawsze był tata. Dzięki temu nie musiała  ciągać  wszędzie ze  sobą  maleństwa, bo zostawało z dziadkiem. Poza tym zrozumiałem, tak przy okazji, że wielopokoleniowa  rodzina  to dobra sprawa i ważne jest dla  dziecka to mieszkanie pod jednym dachem. Instytucji własnego dziadka lub  babci nie zastąpi obca niania.

Kazik, a czemu się twoje pierwsze małżeństwo rozleciało? Przepraszam, że pytam, ale ty się wszystkim babkom podobasz, więc myślałem, że to był powód. Nie, nie dlatego,  ale dlatego, że moja  eks żona była alkoholiczką, więc  się rozwiodłem i wyjechałem by zarobić na własne mieszkanie. A  ona się po prostu zapiła na  amen i zmarła. Że już pominę fakt, że leciała na gazie każdemu do łóżka i zdecydowanie odmawiała leczenia. A w alkoholizm wpadła  w swojej pracy. Spirytus czysty, nie  skażony był do czyszczenia sprzętu, faceci co tam pracowali ją rozpili.Nie wiem  czy wiesz, ale kobiety znacznie szybciej i dużo łatwiej wpadają w uzależnienie.  A ożeniłem się z nią, bo stwierdziła, że jest w ciąży ze mną i mój ojciec mnie  zmusił do tego ślubu. Byłem pewny, że to nie było moje dzieło, ale ojciec  mi zagroził, że przestanie  mnie finansować na studiach. Po kilku latach, gdy już byłem mężem Teresy okazało się, że oprócz mnie z jej wdzięków korzystało jeszcze dwóch  facetów. Jej matka przysłała mi jej pamiętnik- szkoda tylko,  że go wcześniej nie  znalazła. I szkoda, że mój ojciec już wtedy  nie  żył i nie mogłem mu tego przeczytać.

A wiesz, że niedługo Kurt przyjeżdża?- zapytał Stanisław.  Wiem, bo będzie zapewne nocował u nas, mamy wiele spraw do obgadania, więc będzie spał u nas. Nie pierwszy zresztą raz. Nasze  żony bardzo się zaprzyjaźniły, a mój Alek wielbi jego chłopaków. To mały zna niemiecki? Nie, on nie zna niemieckiego, chłopcy Kurta  nie znają polskiego i świetnie  się jakimś  cudem  rozumieją. To są bardzo grzeczne  dzieciaki bo hodowane  w domu. Wiesz, jak masz trójkę i między kolejnymi jest dwa lata różnicy to zupełnie nie ma wtedy sensu praca  zawodowa  kobiety. Najmłodszy już poszedł do  szkoły. Bardzo mi  się podobają te  dzieciaki, bo są nauczone wzajemnego dbania o  siebie.  Być może, że na  wakacje razem gdzieś pojedziemy i to raczej my nad ich kawałek Bałtyku, mają jakieś upatrzone  miejsce. W najgorszym razie ja zostanę w Warszawie a Teresa pojedzie z Alkiem i tatą. A może wyślemy małego z dziadkiem a my zostaniemy sami? Tata zna niemiecki na tyle, że  się z Kurtem dogaduje. A my chcemy koniecznie  pojechać w pierwszej połowie września do Tlenia, w Bory Tucholskie. Poza  sezonem tam jest  naprawdę  super. Można  kilometrami wędrować po lesie. Turystów niemal  wcale nie ma. Byliśmy tam  w ubiegłym roku i bardzo  się nam podobało. No a co się tam robi- spytał  się Stanisław. 

Się chodzi po lesie i zbiera  się grzyby, można też pychówką popływać po jeziorze albo po rozlewisku Wdy. To takie raczej emeryckie  rozrywki - stwierdził Stanisław. Nie mógłbym na taki urlop  pojechać, umarłbym tam z nudów. Kazik roześmiał  się - przecież ja  cię  wcale tam nie  zapraszam, mówię ci tylko, że nam się tam podobało. Dzieciaki były zachwycone bo widziały żywe owce, krowy, konie, kury, kaczki,  gęsi, maluchy  zbierały grzyby i dla nich to też było bardzo ciekawe. Zasypiali nim skończyli mówić "dobranoc". A to drugie  dziecko to czyje? Mój bratanek, młodszy od Alka o rok i trzy  miesiące. Takim dzieciaczkom niemal  wszystko się podoba, nawet zwykła kura i zwyczajna sosnowa  szyszka. Przy takich malcach uświadamiasz  sobie, że świat jest piękny. Poza tym można pojeździć po okolicy, np. zobaczyć Grudziądz, wpaść na jeden  dzień do Torunia, ale my mało jeździliśmy, głównie włóczyliśmy się lasem wzdłuż Wdy. Dzieciakom to się wszystko podobało, nawet pająki i mrówki. Obiecaliśmy im, że gdy teraz  pojedziemy to wynajmiemy bryczkę i bryczką pojeździmy po lesie. Mamy już tam  znajomego faceta i on nam to załatwi.

Jeśli będziemy w tym samym domu co wtedy to jest tam w ogrodzie miejsce na ognisko i może  będziemy w tym roku piec kiełbaski i ziemniaki. Generalnie  wszystko co  dzieciaki  widzą po raz pierwszy jest ich  zdaniem piękne. Śniadania  robiliśmy w domu, a obiady i kolacje jedliśmy w pobliskiej restauracji.Mieliśmy tam  swój stolik a znajomy kelner  zawsze nam wybierał co danego dnia jest najlepsze.

A twój brat też taki zakochany w  swojej żonie jak ty? Wyobraź sobie, że nie - już są po rozwodzie od ponad  roku. I ma dziecko prawnie innego tatę, który szalenie kocha  jego mamę i jego. Żartujesz? Nie, to nie nadaje  się do żartów - rozeszli się, sąd przyznał dziecko matce, jej mąż wystąpił o pełne przysposobienie małego i mój brat wyraził na nie  zgodę i teraz dziecko ma innego ojca, który się nim świetnie  zajmuje, znacznie lepiej niż to robił mój  brat. Zresztą mój brat pracuje teraz  we Francji, o czym zresztą od  dawna marzył. I nie tęskni za dzieckiem?  Chyba nie, nie  widziałem żadnej jego reakcji na widok zdjęcia dziecka przytulonego do obecnego męża jego byłej żony. Dziecko ma teraz  kompletną rodzinę - tatę, mamę i dziadka. A ty znasz tego jego dziadka, to Jacek z N.W.M., teraz już na  emeryturze. Ależ on chyba jeszcze  nie jest w wieku emerytalnym! Przecież on jest na wojskowej emeryturze, tam się jakoś inaczej wszystko liczy. Moje dziecko ma teraz  dwóch  dziadków, bo na Jacka też mówi  dziadek , a Jacek obu chłopców  autentycznie  kocha. Nasze  dzieci mają dwóch  dziadków i  ani pół babci. A Jacek  mieszka bardzo blisko nas. A była żona mego brata to serdeczna, wieloletnia przyjaciółka mojej żony. Mogę ci pokazać zdjęcie rodzinne, mam w smartfonie. No pokaż. Kazik pokazał zdjęcie właśnie z Borów Tucholskich, które im zrobił pan Juleczek.  

Stanisław chwilę patrzył i powiedział - Jacek jakoś jakby odmłodniał! No wiesz, już ponad cztery  lata nie ma żadnych problemów  zawodowych to i jakby odmłodniał.  Przecież tam  zawsze miał kupę  spraw na głowie, bo był diablo odpowiedzialnym facetem. A tu zero problemów, chodzi na spacery z dwiema młodymi kobietkami i dwójką dzieci i jedyne jego zmartwienie to czy pogoda będzie na tyle  dobra, żeby dzieci mogły być na placu zabaw. Ja się z nim widuję niemal codziennie, wszyscy razem  często jemy razem obiady, w weekendy zwłaszcza. Jacek bardzo  się  zaprzyjaźnił z moim teściem - są z nich takie papużki nierozłączki. Zawsze razem oglądają jakieś wydarzenia  sportowe. A moja  żona  zawsze mówi, że Jacek jest dla  niej teściem. Lubią  się z Teresą i cenią. A syn Jacka to uwielbia Teresę, bo mu wyprawiła u nas przyjątko gdy obronił magisterkę. Co Teresa  powie to niemal święte.

                                                            c.d.n.


środa, 12 lipca 2023

Lek na wszystko? - 160

 Drugiego stycznia zima zreflektowała  się, że powinna ludziom przypomnieć jak wygląda śnieg i wczesnym popołudniem sypnęła  śniegiem i temperatura zaczęła  spadać.  Komunikaty w środkach masowego przekazu donosiły o "nagłym ataku zimy", co bardzo Teresę rozśmieszyło. Toż jest przecież styczeń, więc  chyba trudno oczekiwać, że będzie oszałamiające słońce i dwadzieścia stopni ciepła. W tropikach  zapewne jest ciepło i gdyby tam nagle  zaczął padać  śnieg to byłaby to sensacja, ale u nas śnieg i mróz w styczniu to dość normalna pogoda - powiedziała Teresa do taty. Jakoś nasza  administracja osiedla nie jest zaskoczona śniegiem i od świtu odśnieżają i posypują piaskiem wszystkie uliczki. Tylko ze spacerem będzie pewnie dziś kiepsko. Najlepiej gdyby jeszcze  trochę śniegu dopadało tak ze dwa dni i lekuchno zmroziło, już byłoby lepiej ze spacerem.  

Teresa wpadła nagle w głęboki namysł - co się tak zasępiłaś Kochanie - spytał Kazik.  Bo się zastanawiam czy Aleks wejdzie  jeszcze w ten zeszłoroczny kombinezon. On jest  świetny bo dwuczęściowy. A na dodatek  nie szeleści upiornie. Zagapiłam się i nie wykluczone jest, że będę musiała wyskoczyć  na "ciuchy do Rembertowa" po nowy kombinezon. Żaden problem - zapewnił ją Kazik - jak się obudzi to przymierzy ten i pojedziemy w sobotę do Rembertowa po coś nowego. A ten pewnie będzie  dobry dla Tadzia. Mam nadzieję, że "budkarze" już się przestawili na zimową odzież. No i buty też mu trzeba przymierzyć i rozejrzeć  się czy są ocieplane kalosze dziecięce. Bo jak nie będzie ani kombinezonu ani ocieplanych kaloszy to wyskoczymy do Berlina. Ale chyba bez niego. No jasne, że bez  niego, tylko trzeba  będzie go dobrze pomierzyć. Ja chyba i dla siebie kupię takie ocieplane  kalosze - są idealne na topniejący śnieg, a tu wciąż  będzie na  zmianę raz mróz  a raz  paciaja. Nie lubię zimy - najchętniej przespałabym calutką zimę przytulona do ciebie. 

Oooo, to byłoby najlepsze spędzenie  zimy, tylko mam wątpliwości  co do Alka - on jeszcze jest pełen  entuzjazmu i widok śniegu go raczej pociąga  niż odrzuca. Jak się zestarzeje to zmądrzeje- wygłosił sentencję Kazik. Ja też kiedyś  byłem zachwycony zimą i śniegiem, ale jakoś mi minęło.  No właśnie - mam wrażenie, że nie tak dawno jeszcze planowaliśmy zakup śladówek i wypady zimowe do Powsina - przypomniała mu Teresa.

Nie będę miał tej  zimy głowy do tego, będę  się musiał przygotowywać do wykładów. Co innego siedzieć w  wygodnym  fotelu i pisać i w razie niezbyt fortunnego sformułowania wszystko skorygować. A jak się coś palnie na głos to trudno to skorygować tak, by nikt nie zauważył, że się palnęło głupotę. Muszę uważać, żeby nie używać skrótów myślowych bo nie będę  wszak wśród profesjonalistów  z tej dziedziny. Nie wiem czy robię dobre założenie, ale zakładam,  że jeśli już ktoś zdał na ten wydział to chyba nie jest absolutnym dyletantem. Tak naprawdę to czuję się jakbym miał przed  sobą jakieś egzaminy do zdawania a nie prowadzenie wykładu.  Na  szczęście najprawdopodobniej  wykłady to zacznę od nowego roku akademickiego, na razie mam do wyboru  kilka nowych tematów do rozpracowania.

Gdy Alek przymierzył swój  zimowy kombinezon Teresa wymruczała cicho - chyba za dużo je i dlatego tak rośnie jak na  drożdżach. Przecież on  wcale nie je  dużo- stwierdził Jacek który przyniósł książki pożyczone od Kazika - ilościowo to on tyle samo je co Tadziś.  Przecież z tego co pamiętam to  Alek  zawsze był wzrostem w górnych granicach a wagowo w dolnych. Ma po kim rosnąć, Kazik jest wysoki. Jest wyższy od Krisa. A kombinezon to wezmę dla Tadzia dopiero wtedy, gdy kupicie nowy dla Alka. I mam wrażenie, że podskoczę razem z wami do tego Rembertowa, tylko sobie dokładnie wymierzę Tadzia. Jemu jest trudno coś przymierzyć w sklepie, bo strasznie tego nie lubi i robi cyrk. A nie zawsze to co głosi metka jest prawdą.  No fakt- potwierdziła Teresa- tylko nie wiem z czego to się bierze. Niemieckie ciuszki są dla Alka zawsze dobre  "wzrostowo" tylko objętościowo często nieco za luźne. A Alina też pojedzie? Ja jej nic nie powiem, że jadę do Rembertowa bo ona zaraz biadoli, że to wszystko jest takie  drogie,  a dziecko szybko rośnie. Po prostu kupię i nie powiem ile  zapłaciłem. Ona  nie zna cen i powiem, że było wszystko tańsze niż w sklepie bo to bazar. Nie odkładam pieniędzy  na pomnik czy grobowiec  dla siebie, emeryturę mam wysoką, nie muszę wydawać na lekarzy bo mi nadal przysługuje leczenie z resortu no i nie  choruję. A dodatkowo mam lekarza tam gdzie i wy.  No i mam nadzieję, że ty mnie rozumiesz, ja po prostu muszę nadrobić stracone okazje. Nadal mnie to gryzie, więc mam nadzieję, że nic nie powiesz Alince. Teresa uśmiechnęła  się - nic nie powiem, ale pod  warunkiem, że nie wpadniesz na pomysł by nam się rewanżować za ten kombinezon po Alku.

W dzień Trzech Króli, wieczorem do Teresy zatelefonował....Franek. Muszę ci to powiedzieć - ubawisz  się nieco. Jestem aktualnie na  spacerze z Dunią to ci opowiem coś fajnego. No mów, lubię posłuchać fajnych opowieści. 

No więc, jak wiesz Joanna wróciła sama z Anetką. Anetka nadal jest nieochrzczona, a moja żona śmiertelnie  skłócona  ze swoją matką.  Bo ten pociotek matki  żadnego chrztu w Rzymie nie załatwił. Poza tym powiedział,  że mała nie może dostać na chrzcie imienia Aneta, bo  żadnej takiej świętej nie było. Co najwyżej to można ją ochrzcić jako Annę. No i to w byle jakim kościele ale na pewno nie w Watykanie jako takim. Powiem ci szczerze, że omal nie wybuchnąłem gromkim śmiechem. A najlepsze ze wszystkiego jest to,  że mnie ta wyprawa kosztowała tylko bilety dla Joanny i jej zakwaterowanie, bo moja droga teściowa opłaciła swój pobyt i tego pociotka oraz ich bilety. A dopiero na miejscu się okazało, że pociotek nałgał, że ma miejsce zapewnione w którejś tam rzymskiej parafii i że na niego tam czekają. Oczywiście ów chrzest w Watykanie to też nie była prawda. Joannie udało się u polskiego przedstawiciela Lotu wyżebrać pomoc w załatwieniu powrotu  do Polski -  po prostu opowiedziała tę historię. Leciała siedząc na miejscu stewardes a nie na zwykłym fotelu. A najlepsze jest to, że  już się jej odechciało chrztu Anetki. Joanna  czuje się jak zbity pies, wdzięczy się nie tylko do mnie  ale i do taty a nawet do Duni. Podobno powiedziała  swej mamusi by ta  zapomniała jak najprędzej że ma córkę i wnuczkę i chce zmienić koniecznie numer swego telefonu, żeby mamusia do niej nie telefonowała. Koniecznie chciała  się dowiedzieć co to się stało, że Alina już nie jest z Krisem, więc jej powiedziałem, że to sprawa Aliny i Krisa a nie moja i jeśli ją  ciekawość zżera to niech  się pyta Krisa  albo Aliny. Ale ona nie ma telefonu do Aliny ani do Krisa, więc albo odpuści sobie  albo może do ciebie kiedyś zatelefonuje. 

Nie zatelefonuje - zapewniła go Teresa-  ja jak wiesz zmieniłam operatora i numer o  czym  cię powiadomiłam, ale jej nie, bo nie miałam w  wykazie numeru jej komórki- zmieniłam numer głównie po to by różne upiory z przeszłości do mnie nie dzwoniły, a głównie moja była teściowa i ewentualnie mój były mąż. Bo ona tu kiedyś na osiedlu mnie dorwała, bo szukała  swego skarbusia. Nie miała pojęcia, że jesteśmy po rozwodzie. Jak widzisz  różne  są układy w rodzinach. A mogę opowiedzieć Kazikowi o tym Rzymie? No jasne, że możesz- zapewnił ją  Franek-on też nie mógł tego pojąć, tak samo jak ty i ja.

Kazik wysłuchał  opowieści Teresy o włoskich przygodach Joanny a potem powiedział - żal mi trochę Franka, bo to bardzo porządny facet i dość marnie trafił z Joanną. Ale ma  w tej chwili szansę nieco sobie wychować swą żonę - uświadom mu to. A ty sobie  mnie  wychowałeś? - zapytała Teresa.  Nie musiałem sobie  ciebie wychowywać - oboje wyszliśmy z domu odpowiednio wychowani a poza tym oboje dostaliśmy  nieźle po uszach  w pierwszych związkach i dążyliśmy do tego samego. A Franek nie obruszy się z powodu tego, że mi to opowiedziałaś? Nie, bo się go zapytałam czy mogę ci o tym opowiedzieć i on stwierdził, że oczywiście mogę, bo ty też nie mogłeś zrozumieć na jakie licho  chrzciny akurat w Rzymie.

 Franek nie jest zbyt towarzyskim facetem powiedziała Teresa- mam wrażenie, że zawsze nieco przerażały go dziewczyny wielce towarzyskie a do tego flirtujące z nim. Nie wiem co wyniósł z domu w kwestii stosunków damsko -męskich.  Nigdy o tym z nim nie rozmawiałam. Mieliśmy zawsze tyle do ponarzekania na otaczającą nas rzeczywistość, że nie było wiele miejsca na inne tematy. Poza tym gdy się umawiasz z kimś na wspólny lunch lub wypicie czekolady to siłą rzeczy  dużo się nie pogada. Franek twierdził, że ja się marnuję w tym dziale i usiłował mnie przebranżowić i wsadzić na rynek afrykański. Musiałabym tylko zdać państwowy egzamin z angielskiego. A ja z kolei się nastawiałam na przeniesienie do biura którejś z linii lotniczych. A jak sam widzisz efekt końcowy to jakby zupełnie co innego. Po prostu jestem chyba  za mało ambitną babą. Albo mam po prostu wielce staromodne ambicje - żeby dziecko było dobrze  wyhodowane i wychowane, żeby w domu wszystko grało. Nie jestem zwolenniczką uniwersalności bez potrzeby - oczywiście jeśli muszę to zmienię sama koło w samochodzie, nawet gada umyję sama na myjni, wymienię żarówki,  ale jeśli ktoś może to zrobić za mnie to nie mam nic przeciwko temu. To, że coś potrafię wykonać z tak zwanych "męskich prac" nie znaczy wcale że marzę o  tym by to robić i  by wszystkim dookoła to  demonstrować na  zasadzie patrzcie jaka jestem wszechstronna, potrafię zrobić niemal wszystko co każdy facet.

Kazik zamknął ją w ramionach i cichutko  powiedział - kocham  cię właśnie taką z tymi jak powiedziałaś staromodnymi  ambicjami- te twoje staromodne  ambicje  sprawiają, że czuję  się dowartościowany, kochany, zadbany. Wiem, że wiele tak zwanych "męskich prac" potrafisz wykonać, a ja naprawdę potrafię sobie sam przyszyć guzik do płaszcza, ale nawet nie  wiesz jak mi miło pomyśleć, że to ty mi go przyszyłaś, bo o mnie  dbasz, a nie dlatego,  że mnie  uważasz za fajtłapę, który nie potrafi tego zrobić. Obiad też potrafię ugotować, ale jestem pewny, że nawet jeśli gotuję to samo co ty, według tego samego przepisu  to i tak obiad  przez ciebie ugotowany będzie mi bardziej  smakował. Mama zawsze mi kładła  do głowy, że takie  zwyczajne, codzienne troszczenie  się bez fanfar i oklasków nie jest łatwe, ale jest przejawem prawdziwego uczucia.  Nasz tata nie był ideałem faceta, czasem zapewne czuł się mniej uwielbianym panem domu i nieco mu się w łebku poprzewracało, bo podobał się kobietom, które dawały mu to do zrozumienia i wiem, że mama kilka razy przywoływała go do "porządku i do rzeczywistości". Czasami żałuję, że oboje  nie doczekali się naszego związku i Alka. Ale jak mówisz widocznie tak  miało być i nie należy narzekać na coś  czego już i tak nie ma jak  zmienić.

Zamiast pojechać "na  ciuchy" do Rembertowa dopiero w  sobotę pojechali w piątek, bo Kazik doszedł do słusznego zapewne wniosku, że w sobotę to będzie tam znaczne więcej klientów i nawet może być problem  ze znalezieniem miejsca na parkingu. Jacek w czwartek wymierzył dokładnie Tadzia, w piątek podwiózł Alinę z nim do Teresy by dzieciaki razem się bawiły,  jako że pogoda znów wcale nie była  spacerowa, co najwyżej można było ich powietrzyć nieco na loggii przy otwartych oknach. Dzieciaki lubiły to "wietrzenie" bo 150 metrów od ich budynku była  ruchliwa arteria komunikacyjna łącząca obydwa brzegi Warszawy, ruch był na niej spory no i jeździły nią autobusy, które się obu chłopcom bardzo podobały. Mieli obiecane, że gdy skończy  się zima to pojadą tą trasą na drugi, prawy brzeg Wisły.

Wyprawa w piątek była  całkiem niezłym pomysłem- Kazik wrócił nieco wcześniej (czyli koło południa) z pracy i pojechali jednym samochodem, tym razem Jacka i on siedział za kierownicą. Kazik się śmiał, bo zaopatrzenie było naprawdę znakomite, ceny takie jak w Berlinie i to według kantorowego przelicznika a nie według NBP. Po godzinie obie rodziny były "obkupione po uszy". Kazik i Jacek ogromnie  się uśmieli, bo wszystkie ocieplane  damskie kalosze  były dla Teresy za duże. W końcu zamiast nich Teresa  zakupiła półbuciki na grubej miękkiej podeszwie. Gdy już je kupiła i właściwie  już były zakupy  zakończone  trafiła na  kalosze ocieplane w rozmiarze 35 w nieco frywolnym pomarańczowym kolorze. Chciała by się cofnąć i zrezygnować z  zakupionych półbucików, ale Jacek z Kazikiem przekonali ją, że i jedne  i drugie się przydadzą bo półbuciki będą idealne  na zwykły deszcz a kalosze to będą na  zimowe roztopy. Wracając wstąpili jeszcze do cukierni po faworki, a Teresa powiedziała, żeby z racji takich udanych  zakupów Paweł przyjechał do nich na obiad a po obiedzie będzie kawa i faworki i Jacek przedzwonił do Pawła, że tego dnia obiad jest u Teresy.

Po obiedzie, ale jeszcze przed kawą nastąpiła rewia mody. Wpierw chłopcy przymierzyli kombinezony i kalosze, potem Alina została  zmuszona do przymierzenia kilku dzianinowych bluzek i kurtki lekkiej ale chroniącej przed  wiatrem, Teresa  zaprezentowała swoje nowe kalosze i buciki, tata musiał przymierzyć nowy pulower, którego wcale nie  zamawiał, oraz sweter bezrękawnik, Kazik zaprezentował "garnitur" z drobnego sztruksu  i kilka cienkich pulowerów rodem z Wielkiej Brytanii, ale istniało podejrzenie, że tylko metka jest rodem stamtąd, Pawłowi Jacek dokupił dwie dżersejowe koszulki polo z długimi rękawami  i kamizelkę zamszową. W sumie wszyscy byli zadowoleni zakupów, a gdy Alina usiłowała  się dopytać o ceny nagle  żadne  z nich nie pamiętało, ale  zapewniali ją, że to była "taniocha, bo to bazar".

                                                                    c.d.n.




poniedziałek, 10 lipca 2023

Lek na wszystko? - 159

Po raz pierwszy w  swym pięcioletnim życiu  Alek oczekiwał wraz z dorosłymi północy. Teresa przekonała Kazika, że nie  ma sensu go zaganiać do spania skoro dziecina wymyśliła  sobie, że zaczeka razem z całą  rodziną aż przyjdzie  Nowy Rok. Jeśli "padnie" ze zmęczenia to się go zaniesie do pokoju i położy do łóżka.  Tadziś już około godziny dwudziestej zasypiał na kolanach Pawła i został odstawiony do dziecięcego łóżeczka Anetki, w którym na  szczęście jeszcze  się zmieścił, a Franek włączył podsłuch, który nie tylko "dawał głos", ale dodatkowo pulsował czerwonym światełkiem.

Tata, a czy będzie widać ten  Nowy Rok? A jak go nie widać to może on wcale nie przyjdzie? A skąd będziemy wiedzieć, że już nie ma starego roku a jest nowy?  A dlaczego ludzie strzelają gdy ma przyjść  Nowy Rok?  A dlaczego ludzie się cieszą, że przychodzi Nowy Rok?  Kazik rozejrzał się po pokoju w nadziei, że uda mu się w dość przystępny sposób wytłumaczyć  dziecku tę w gruncie  rzeczy dość  zawiłą dla pięciolatka sprawę. Od razu na  wstępie powiedział, że sprawa dni, miesięcy i roku jest sprawą umowną. Wiesz co to znaczy umówić się na coś gdy się w coś bawimy.Tak, zapewnił Kazika Alek -umawiamy się, że ty masz zielone pionki w grze  a ja mam żółte- to taka umowa, prawda? No prawda. No więc na podstawie obserwowania przyrody, ludzie umówili się, że podzielą czas na kawałki i przez to mamy dzień i noc. Dzień i noc tworzą razem dobę, która trwa 24 godziny. I potem składając te kawałki umówili się, że 7 takich kawałków zwanych dobą to będzie tydzień. Sumując tygodnie stworzyli miesiące, a dwanaście miesięcy to jest rok. I to wszystko jest zapisane w kalendarzu. I gdy  mija rok, to od nowa liczy się godziny, doby, dni, miesiące. I zawsze po ostatnim dniu roku następuje kolejny rok, nowy. Gdy już będziesz chodził do szkoły dowiesz się więcej. Jak na  swoje pięć lat to i tak dużo się dowiedziałeś. W  szkole poznasz odrobinę astronomii, poznasz geografię i wtedy lepiej to wszystko zrozumiesz. 

Pytałeś dlaczego ludzie strzelają z tej okazji - po prostu z głupoty i braku wiedzy. Strzelają by odstraszyć zło. A zło to nie jest  coś co przylatuje z powietrza. A cieszą  się, bo mają nadzieję, że w Nowym Roku wszystko będzie im  się układało w życiu lepiej. Ale żeby się coś układało lepiej to strzelanie  na pewno nie pomoże. Może pomóc tylko przemyślenie tego co źle poszło i wymyślenie jak zrobić coś następnym razem żeby było lepiej. A my się zorientujemy, że jest Nowy Rok patrząc na zegar- gdy mniejsza wskazówka będzie na cyferce "12" a większa już troszeczkę za cyferką "12"  to będzie znaczyło, że już mamy Nowy Rok. Więc obserwuj uważnie  zegar. I zaraz z Nowym Rokiem pójdziesz spatuńki. Ale nie ma problemu byś wcześniej poszedł spać - Nowy Rok na pewno nadejdzie, niezależnie od tego czy będziesz  spał czy nie.

Gdy Kazik tłumaczył półgłosem synkowi kwestie związane z Nowym  Rokiem przy  stole  zapanowała cisza i wszyscy wpatrywali się w Kazika uważnie. Gdy  skończył, tata Teresy powiedział - świetnie to dziecku wyłożyłeś biorąc pod uwagę fakt, że Alek siłą rzeczy niewiele jeszcze  wie o świecie.  Potrafisz dostosować tłumaczenie zjawiska do poziomu słuchacza. Ze studentami, synku, pójdzie  ci łatwiej, bo już więcej o wszystkim  wiedzą. Alek siedział przytulony do Kazika, oczęta mu  się kleiły,  ale twardo wpatrywał się w zegar. 

No popatrz tato - rośnie  kolejny "nocny Marek" powiedziała  Teresa. Tata uśmiechnął się - on nie ma po kim być typem skowronka, wy oboje to takie  nocne  Marki jesteście. Mama twoja też do skowronków nie należała.  Tuż po północy Alek zameldował, że już jest Nowy Rok, wszyscy sobie wzajemnie złożyli życzenia i się wycałowali, a Kazik zaniósł Alka do przydzielonej im sypialni, mówiąc, że niedługo i oni pójdą spać.  Gdy Kazik układał Alka do snu nadeszły życzenia noworoczne od Krisa, na które Krisowi odpowiedziała Teresa, co tak bardzo zdziwiło  Krisa, że aż zatelefonował, pytając  czemu Kazik nie odpisał. Po wyjaśnieniu przez Teresę sytuacji prosił by złożyła  wszystkim  życzenia i powiedział, że on z Anisą są na ulicznym Sylwestrze, ale zaraz  się wybierają do  domu by coś ciepłego jeszcze  zjeść przed  snem.  

Teresa trąciła łokciem Franka i powiedziała - wyślij do swoich pań życzenia  noworoczne, pokaż, że jesteś facetem z klasą, bo wszak jesteś!  Eeee, ona pewnie już od kilku godzin śpi. Nie szkodzi, najwyżej przeczyta to rano. A ona wie, że u ciebie jesteśmy? Bo jeśli wie to złóż jej życzenia od nas. A nawet jeśli nie wie, to niech  się dowie, że nie jesteście z tatą sami i że my jesteśmy. Niech  się nauczy, że są takie  sytuacje w życiu, że nie  zostawia się rodziny samej. Głupia gówniara, podpadła mi. Dawaj tego smartfona, ja napiszę w twoim imieniu a ty tylko wyślesz.  Nie panikuj, trochę lodu na głowę jej  się przyda. Franek podał jej swój smartfon a Teresa napisała: "Kochana moja, szkoda że Cię z nami nie ma, masz życzenia noworoczne od Teresy, Aliny, Kazika , Pawła oraz Jacka i taty Teresy, dzieci już śpią a my sobie troszeczkę szalejemy. Całuję Anetkę i Ciebie, Franciszek."  P.S. Twojej Mamie też dobrego Nowego Roku życzę".

Ostro poszłaś- stwierdził Franek. Ja poszłam ostro? To ona poszła ostro, ja  tylko odegrałam jej zagrywkę. Niech nie będzie taka pewna. Ona i tak nadal sądzi, że ty i ja byliśmy kiedyś parą. Jeszcze jakieś  selfie by się przydało. Poczekaj - ustawię wyzwalacz na 4 sekundy. Stańcie razem, ja się wcisnę obok Zika jak nastawię. Dziwny trafem zdjęcie wyszło całkiem dobrze i Teresa  zaraz je przeniosła na smartfony Zika, Aliny i Pawła i swój. Widzisz Franiu - to jest efekt sześciu lat mojej pracy w CHZ. Nie zostawiać niczego bez  rozliczenia. A kiedy jedziesz po nich na lotnisko? Nie jadę, ten pociotek ma  samochód na lotnisku i podwiezie Joannę z Anetką do domu, wracają w Trzech Króli. Ona ma Twoje nazwisko czy przy  swoim została? Moje. Jeśli mi się uda ustalić jakim lotem wracają to pojedziesz po nią i Anetkę na lotnisko. Chyba że marzysz by tu gościć teściową i tego pociotka. Ja nadal podtrzymuję niektóre kontakty złapane w Orbisie i kilku liniach lotniczych, np. w KLM. Tylko jeśli się  dowiem to nie wygadaj się skąd  wiesz, bo wtedy nie opędzisz się od nagabywań by gdzieś kogoś wyeksportować  samolotem. Po prostu wiesz i tyle.

No coś ty - ostatnio byłem w Paryżewie- nie sam, kilka osób nas  było i ona nie mogła  pojąć, że nie chcę jej do Paryżewa zabrać, żeby sobie  zrobiła  zakupy. A po co chciała tam lecieć? Po biustonosz, bo ja jej powiedziałem, że nie będę miał czasu na latanie po sklepach a nie wiem czy będzie  coś takiego w strefie bezcłowej.  Oj,przesadza dziewczę, teraz w Polsce jest od  groma i trochę  dobrych biustonoszy. Jest spory import a nawet tubylcze  firmy szyją całkiem niezłe. Teraz to jej potrzebny tylko taki do karmienia, a jak przestanie karmić to się jej rozmiarek  zmieni. Niech sobie poszuka  w sieci, tam podają jak ma sobie  rozmiar dobrać. Czytać wszak potrafi, centymetrem pomierzyć obwody w dwóch miejscach to przecież żadna sztuka, złożenie zamówienia też  zerowy problem.  Poza tym we  wszystkich sklepach które nimi handlują można ów fragment garderoby przymierzyć. Może tylko poza budą na bazarze, bo tam przymierzalni nie ma.

O 1,30 w Nowym Roku jeszcze raz złożyli sobie  wszyscy życzenia i poszli spać. Gdy Teresa z Kazikiem trafili do "swego" pokoju Kazik cichutko powiedział do żony - coś nie najlepiej trafił Franek z tą Joanną. Fakt - potwierdziła Teresa. Mgr przed nazwiskiem nie gwarantuje wcale wysokiej kultury osobistej, to tylko znaczek świadczący o wiadomościach  zawodowych. Wyspowiadał  się  dziś nieco przede mną. Żal mi go bo to bardzo porządny facet i ma tak, jakby się ożenił  ze ścianą. A śmiałam  się kiedyś gdy mama mówiła, że należy wybierać osoby ze  swego środowiska. Jeszcze i tak nieźle, że ta jej famuła nie mieszka tuż za rogiem. A te chrzciny w Rzymie to mnie zupełnie rozłożyły.  Widocznie  formułka wygłoszona nie po polsku a po łacinie lub po włosku ma większe znaczenie.  Powiedziałam Frankowi, że musi ją nieco podciągnąć poziomem w górę a przed każdym spotkaniem na nieco wyższym poziomie  dać jej wytyczne z rodzaju o czym ma rozmawiać i czego nie mówić. Tak zwane "dobre maniery", które przez wiele lat były odłożone  ad  acta i wyśmiewane  jednak wróciły do łask  i nawet ci co je  wyśmiewali to się już ucywilizowali, choć czasami im słoma z lakierek wyłazi. 

Bardzo ładnie i mądrze Franek z ojcem przerobili  ten dom. Alina zadziwiona i zachwycona. I coś jej chodzi po głowie, że niektóre pomieszczenia  zostały po to ukryte by był niższy podatek, ale obie nie mamy pojęcia dlaczego  tak  było. Ja to niektóre  rzeczy wiedziałam jedynie z podsłuchu, bo nam w domu nie mówiono, żebyśmy nie wypaplały w  szkole. 

Ale i tak miałaś lepiej niż ja, bo  na okrągło słyszałem, że muszę dawać przykład młodszemu bratu a jedyne na co miałem ochotę by mu dawać to było  kilka razy  dziennie czymś twardym i ciężkim po łbie.  We  wszystkim mi ten dzieciak przeszkadzał. Mama to była bardziej trzeźwa, ale ojciec to piał z  zachwytu. Bo ja to pierwsze zdanie z sensem powiedziałem gdy miałem trzy lata i to przeszło do historii bo zażyczyłem sobie czekolady i powiedziałem to bez  seplenienia i jeszcze na pytanie ojca dlaczego wcześnie nie mówiłem powiedziałem, że mi się nie chciało mówić. Ojciec omal wylewu nie dostał ze złości. A Kris to paplał jak stary już gdy miał półtora roku. Ty to byłaś słodkim dzieckiem, mówiłaś mało i cicho i zawsze się zgadzałaś na wszystkie  moje pomysły. I tak ci na  szczęście zostało. Ja pewnie już wtedy cię kochałem, tylko o tym nie wiedziałem. 

Dla mnie to byłeś niemal dorosły, dla mnie obydwaj byliście już dorośli a ze mną rozmawialiście i znosiliście  obaj moją obecność i głupotę. No bo byłaś fajnym dzieckiem, nie bawiłaś się lalkami i szybko interesowałaś się np. samochodzikami i lubiłaś gdy rysowałem. A pamiętasz jak mi narysowałeś gołego faceta z dobrze widocznym siusiakiem a potem mu namalowałeś czarną świecówką  majtki i powiedziałeś, że nie można takiego gołego na obrazku zostawić, bo nikt nie chodzi po ulicy z siusiakiem na wierzchu. Miałam ten rysunek wiele lat, spaliłam dopiero z okazji wyjścia za mąż. 

A ja pamiętam z jakim zdumieniem "odkryłem" w klubie, że gdy tańczę z tobą tango to czuję twoje piersi i byłem pół żywy z podniecenia i przerażony, że może to widać. A teraz to wszystko moje i mogę do woli pieścić i całować. Nie mam pojęcia jak to robisz, ale nadal wciąż mi ciebie brakuje i ciągle mi ciebie mało. I za każdym razem w pewnym sensie odkrywam cię na nowo. Dla mnie to istne misterium a nie zwykłe zaspokojenie pożądania. Zik, ja po prostu reaguję na to co ty robisz, bo kocham ciebie i każdy twój dotyk, przytulenie, pocałunek wyzwala określone moje reakcje, z których ja nawet nie bardzo sobie zdaję sprawę. Najchętniej to bym  się od ciebie nawet na kilka minut nie odrywała. 

W minutę później Alek ze swojej części małżeńskiego łoża mamrocząc coś przez sen przeczołgał się przez Kazika i ulokował się  pomiędzy nimi, przytulając  swoim zwyczajem głowę do Teresy, ciągnąc rękę Kazika do siebie i swe nóżki kładąc na jego  brzuchu. No popatrz, jak się nami rozporządził cichutko zaśmiał się Kazik. Delikatnie zdjął nóżki dziecka ze swego brzucha, przemieścił się za plecy Teresy i objął oboje mówiąc - tę resztkę nocy prześpisz między nami, ja też chcę  się do ciebie  tulić.

Noworoczny ranek rozpoczął się około południa. Śniadanie jedli w kuchni, Tadziś i Alek siedząc na kolanach  swoich ojców i widać  było, że są bardzo z tego faktu zadowoleni. Dunia dostała swoją kaszę z kawałkami mięsa i ugotowanej marchwi, którą bardzo starannie omijała i w końcu na  misce zostały tylko grube plastry marchwi. Wszyscy się zaśmiewali, ale Franek powiedział, że potem tę marchew "uszlachetni" odgrzaniem w mięsnym sosie i wtedy Dunia ją  zje. Teraz to by ją zjadła gdyby jej dawać tę marchew z  ręki, ale nie chce psa przyuczać do tego typu zachowań. Pies ma jeść z miski, z ręki to może dostać tylko jakąś nagrodę za bardzo dobre wykonanie  jakiegoś polecenia. Nim się wszyscy zebrali nadeszła wiadomość od Joanny. Napisała, że wraca z Anetką sama trzeciego stycznia, Alitalią i żeby Franek po nie przyjechał na lotnisko. Teresa zaraz sprawdziła loty Alitalii, tego dnia samolot przylatywał około godziny siedemnastej. No to przyzwoicie, nie będę musiał zawalać całego dnia pracy- ucieszył się Franek. Ciekawe dlaczego już wraca i to sama z dzieckiem.  Teresa stwierdziła, że ona nie ma pojęcia, ale może dziecko już ochrzczone więc nie ma po co tam siedzieć. Z  dzieckiem w tym  wieku to zerowe zwiedzanie, zwłaszcza, że nie brała wózka a noszenie dzieciaka na rękach to średnia frajda a raczej żadna, bo to jednak kilka  kilogramów mało wygodnych  do noszenia. Ale że się miejsce znalazło to mnie  dziwi- stwierdził Franek.

 Mnie nie -niektórzy odwołują lot nawet na godzinę przed godziną odlotu. Sama tak  kiedyś  wracałam do Polski- biletów nie  było, koczowałam kilka godzin pod drzwiami LOT-u na lotnisku i okazało się, że trzech pasażerów zrezygnowało, lub nie zdążyło na odprawę i się załapałam. Przecież sam  wiesz z jakim  wyprzedzeniem rezerwuje się miejsca - do czasu podróży można ze trzy razy umrzeć i się ktoś może dość nieoczekiwanie  załapać na miejsce. A poza tym po takiej wiadomości to nie jedna by natychmiast przyleciała. Ona naprawdę jest przekonana, że byliśmy parą. Bo ona z tych, które sądzą że faceta z kobietą może łączyć tylko seks a nie przyjaźń. A tu Franiu podwójne  zagrożenie bo my wg niej byliśmy parą a na dodatek to kiedyś powiedziałeś, że Alina ci się bardzo podoba. No bo mi  się podoba- stwierdził Franek. Wiele kobiet mi  się podoba, ale to nie ma  żadnego znaczenia. Zosia Loren też mi się podoba, ale np. Ava Gardner  nie- przecież to nie ma żadnego znaczenia. Jeden lubi stokrotki a ktoś inny róże. A już sobie  wyobrażam, jak ją zżera ciekawość, że jest na zdjęciu Alina a nie ma Krisa. A Kris był jej idolem- że taki śliczny a do tego prawnik.  No cóż- powiedziała Alina - jeszcze  nie przekonała  się na  własnej  skórze że "nie wszystko złoto co się  świeci."

                                                                       c.d.n.

sobota, 8 lipca 2023

Lek na wszystko? - 158

 W kuchni Teresa pokazała cielęcego gnata Frankowi, który aż  się rozpromienił na jego widok i powiedział, że nikt z osób odwiedzających jego dom nigdy nie pomyślał o Duni i że on zaraz przepiłuje kość na pół i będzie  najlepiej gdy obaj chłopcy obydwa kawałki położą sami na misce Duni, oczywiście w jej obecności i tym sposobem ona i Tadzia zapamięta. Bo Alek to już,  jak widać gołym okiem,  ma utrwalone  miejsce w jej mózgu, jest jej ulubieńcem. Franek zajął się przepiłowywaniem kości,  a  Teresa poszła po chłopców. Dźwięk  piłowania wywabił z piwnicy jego ojca, który poszedł do piwnicy po butelkę wina,  ale nagle doszedł do wniosku, że musi uporządkować słoiki z przetworami, bo jego synowa znowu nabałaganiła, a przecież łatwiej jest coś  znaleźć gdy produkty są pogrupowane i gdy dżemy nie stoją na przemian z kompotami lub warzywami.

Bardzo się starszy pan ucieszył, że goście już są, wyściskał Teresę i poszedł przywitać  się z innymi gośćmi. Po chwili kuchnia się nieco zaludniła, bo Franek przyprowadził obu  chłopców, każdy dostał w rękę pół kości, a Franek zawołał Dunię słowem "miska" i psica węsząc przybyła do kuchni. A wtedy obaj chłopcy położyli kawałki kości na jej misce a  Franek poklepał ją po grzbiecie i powiedział- możesz jeść!

Dunia z pełną godnością podeszła do miski i zaraz zajęła  się pozbawianiem kości przyrośniętego do niej mięsa.  Alek podszedł bliżej i Franek na  wszelki wypadek powiedział, żeby żaden z nich nie pomagał jej chcąc potrzymać kość, bo ona  może źle ten gest zrozumieć. Tadzio szybko zrobił w tył zwrot i poszukał Pawła, a Alek ukucnął obok Duni, mówiąc jej, żeby uważała, bo kość jest bardzo twarda. W odpowiedzi Dunia machnęła dwa razy ogonem i zeszła do parteru trzymając obiema łapami kość. A Alek cały  czas do niej przemawiał mówiąc jej, że jest najpiękniejszym psem i że on ją bardzo kocha. 

W końcu w kuchni zostali tylko Franek, Alek przycupnięty obok Duni i Teresa, która stwierdziła, że pomoże Frankowi przy szykowaniu obiadokolacji dla reszty towarzystwa. Reszta towarzystwa poszła na zwiedzanie domu, a Alina opowiadała Pawłowi jak tu było wtedy, gdy ona tu mieszkała  z rodzicami. Paweł bał się trochę, że może  wspomnienia z tamtego okresu źle na Alinę wpłyną, ale ona zapewniła  go, że ostatnie lata gdy tu mieszkała  były sporą udręką, zwłaszcza, że ojciec chorował i obie  z mamą dostały wtedy nieźle w kość, bo ojciec był wtedy ciągle zdenerwowany i o wszystko co go złego spotkało w życiu obwiniał mamę i ją. Tak jakby to one spowodowały jego chorobę nowotworową. A ojciec miał raka dość typowego dla rodu męskiego,  ale do lekarza  to trafił dopiero po interwencji pogotowia ratunkowego. Ale wtedy to już nic nie mogło mu pomóc.  No a po śmierci rodziców to bardzo chciała się pozbyć tego domu. I nie ma stąd żadnych miłych  wspomnień, więc się do dziś cieszy, że już tu nie mieszka. A jej raczej dobrze służy fakt, że może o  tym wszystkim powiedzieć komuś kto ją rozumie i kocha. Lubiła poprzedni dom, który wynajmowali, który był w Podkowie Leśnej. Ale tamten było większy. Bardzo chwaliła Franka za  wszystkie przeróbki i dzięki temu za odnalezienie  ukrytych pomieszczeń.

Do kuchni wpadł też Kazik, zaniepokojony długą nieobecnością Alka. Od  razu wyraził Frankowi swój podziw, bo pamiętał  swój pierwszy pobyt w tym domu nim zamieszkał tu Franek. Przy okazji Franek zaczął się go wypytywać kiedy Teresa wróci do pracy. I bardzo się Franek zasmucił na wieść, że tego to nawet najstarsi ludzie  nie wiedzą, bo on zmienia pracę, przechodzi do resortu szkolnictwa wyższego i nie ma pojęcia jak mu tam się ułoży.  Opowiedział też o interesującej dla niego propozycji ze Stuttgartu i ile wiązałoby się  z tym kłopotu bo nie  chcą się rozstawać z przyjaciółmi. 

A Teresa, ku pełnemu  zaskoczeniu Franka  stwierdziła, że całkiem dobrze  się czuje w roli "pani domu" co nawet ją  samą nieco dziwi. I że mentalnie jest gotowa  na przeniesienie  się  z rodziną poza Polskę a i Berlin i Stuttgart jej się podobają. Stuttgart bardziej no i klimat nieco milszy niż w Berlinie. Ale za to w Berlinie  mają wszak wieloletniego przyjaciela Kazika a ona bardzo polubiła i jego i jego żonę. Trochę wysiłku będzie musiała  włożyć w naukę języka, no ale skoro nauczyła  się angielskiego to i zapewne nauczy  się niemieckiego. Oczywiście byłoby miło gdyby miała  w pobliżu Alinę z rodziną, ale i bez tego jakoś to przeżyje. Przecież jest jasne, że jej ojciec  z nimi  się przeniesie, a to jednak jest dla Teresy ważniejsze niż obecność w pobliżu Aliny i jej rodziny. Ale nie wykluczone, że Kazikowi wszystko się dobrze zawodowo ułoży i żadne roszady nie  będą konieczne.

Poza tym ile  razy wspomni swoje zamężne i dzieciate koleżanki z pracy, które były wiecznie zaganiane po uszy w pracy a po powrocie do domu zaczynały "II zmianę" bo trzeba było ogarnąć dom i dziecko to jakoś nie  za bardzo może wzbudzić w  sobie  entuzjazm i chęć podjęcia  pracy zawodowej. Może dlatego, że przez  tyle lat pracowała w  dziale, w którym  miała  stale "urwanie głowy" i dużą odpowiedzialność. A poza tym wcale się nie czuje poszkodowana z tego powodu że jest w pojęciu wielu osób "kurą domową". A Kazik nadal jej pomaga w domu, bo dzięki temu mają ze sobą lepszy kontakt- różnica polega głównie na tym, że sam tego chce, a nie że musi bo ona  by się z czymś  czasowo lub fizycznie  nie wyrobiła.

Teresa opowiedziała Frankowi doświadczenia Aliny z oddaniem Tadzia do żłobka i Franek był wyraźnie wstrząśnięty tą opowieścią. No ale można powiedzieć, że nie był to zły pomysł, bo Kris wyśmiewał Alinę gdy ona wciąż "mówiła do niemowy" czyli do Tadzia. A w  żłobku dopiero zaczął Tadzik mówić, nawet jeśli nie był to język salonowy. Nie podejrzewałem Krisa, że był taki dziwny - stwierdził Franek.

Obiadokolacja  była bardzo obfita niczym na pułk wojska, dzieciaki bardzo grzecznie pałaszowały to co miały na talerzach. Dunia ciągle jeszcze leżała w kuchni  obrabiając swą kość. A gdzie ty takie fajne kości upolowałaś?- dopytywał się Franek. A na bazarze w budzie z mięsem i wędlinami. Pomyślałam, że cielęca kość będzie dla psa zdrowsza niż wołowa. Ja to często kupuję cielęcinę na bazarze, bo cielaki - byczki idą pod nóż, wszak jeden byk na wiele gospodarstw wystarcza. Mam taką "znajomą" budę , w której raz na jakiś czas kupuję cały udziec cielęcy. I albo wszystko od  razu przerabiam i potem mrożę lub  wekuję  albo tylko kroję i porcjuję i surowe zamrażam. Sporo wekuję. Wolę raz na jakiś  czas spędzić cały  dzień w kuchni niż codziennie się bawić w gotowanie.

A dzięki Jackowi odkryłam perliczki, on jest specem od ich przyrządzania. Kiedyś to nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje. Kiedyś były na  wsiach częściej hodowane. A w ogóle one sobie żyły na wolności na  sawannach afrykańskich i oczywiście   zostały udomowione. Mięso jest delikatne i nie tłuste  i wygląda jak z dzikiego ptactwa a nie wymaga marynaty jak dziczyzna. Wyglądem to trochę do indyka są podobne, są  czarne  w drobne białe  cętki. Samice  znoszą  mniej jajek niż kury  i jajka są mniejsze i ponoć b.smaczne, ale jeszcze nie jadłam, więc nie wiem czy na pewno.  Perliczki są śmieszne z wyglądu, mają niemal łyse łebki, ale z czubkiem czerwonym lub żółtym, niebieskie policzki i czerwone podgardla. I mają śmieszny wygląd, bo są takie pękate.  Jacek je fajnie przyrządza.

Lubisz go, traktujesz go trochę jakby  był twoim drugim ojcem - stwierdził Franek. Taaak, w pewnym sensie tak, ale tak dokładniej to jest dla mnie teściem, bo on kiedyś traktował Kazika jak syna, o którym nie wiedział, że takowy istnieje. I on  wie, że ja go tak traktuję. To bardzo mądry i dobry z natury facet. Jest bardzo zaprzyjaźniony z moim ojcem. I  Alek ma teraz dwóch dziadków i z uwagi na układy rodzinne wolałabym byśmy z Kazikiem nie musieli wyjeżdżać z Polski. Bo nie mam pojęcia czy Paweł chciałby emigrować. Jacek zapewne nie  miałby nic przeciwko temu.

Fajnie byłoby gdybyśmy wszyscy mieszkali po sąsiedzku - stwierdził Franek. Ale mój ojciec jest tu bardzo szczęśliwy a już nie bardzo mógłby żyć sam. Ma ten kawałeczek  ziemi i rządzi się na nim tak jak mu pasuje. Nie byłby szczęśliwy w Warszawie. Oj widać,  że dawno nie byliśmy razem u Wedla- zaśmiała  się Teresa  - zupełnie już zapomniałeś, że co ma być to będzie i na ogół bez naszych extra starań. 

Powiem teraz coś dziwnego-tylko się nie śmiej - Franek zatrzymał Teresę na moment w kuchni - brakuje mi ....Maroka. Brakuje mi tego powalającego upału pustyni i lodowatej wręcz nocy gdy się dzwoni z  zimna zębami. Brakuje mi nawet samotności  i tego lęku, że może pomyliłem drogę i nigdy nie trafię do najbliższego miasta. Brakuje mi  widoku odległego Wysokiego Atlasu. Powiedziałem o tym nieopatrznie Joannie i wyśmiała mnie. Kiedy jej to powiedziałeś? No niedawno. Teresa spojrzała  się na niego i powiedziała - masz rację- chlapnąłeś to nieopatrznie. Zapewne gdybyś to powiedział jej jeszcze przed ślubem to byś się dowiedział, że dość ciężko będzie ci  się  dogadać z nią na każdy temat.  Nie każdemu się można zwierzać ze swoich tęsknot. Następnym razem powiedz  to Kazikowi albo mnie. Ani jego  ani  mnie to nie zdziwi, ani nie rozśmieszy chociaż żadne z nas nigdy nie było na pustyni i zapewne nie będzie. Bywałeś tam dość często i to wiele lat z rzędu. 

Mnie brakuje czasem widoku na Giewont choć nie można  mnie  zaliczyć do taterników i dla wyrównania  brakuje  mi posiedzenia na pustej plaży i wgapiania się w wodę. Głupie, ale tak jest. Ale nie mówiłam o tym dotychczas nikomu. Bo gdybym to powiedziała Zikowi to zaraz by  mnie zawiózł w te dwa  miejsca, a ja przecież spokojnie wyżyję i bez tego.

A ty, gdy Anetka podrośnie nieco możesz zabrać obie dziewczyny na urlop do Maroka. A może trafi ci się wyjazd służbowy do Rabatu i w ramach zadbania o gościa  zawiozą cię w jakieś miłe dla oka miejsce. Na pewno nie będzie to takie ekscytujące jak samotna wędrówka w góry, ale będzie na pewno bezpieczne co jest ważne bo masz przecież Anetkę, której jesteś potrzebny.  Idź się dowiedz co komu zrobić do picia a ja tymczasem poukładam te faworki na jakimś półmisku lub jakiejś tacy.  Franek zgiął się w chiński paragraf i zanurkował w czeluściach kredensu. Gdy stamtąd się wydostał trzymał w ręce srebrną tacę - położymy na  niej cieniutką folię i chyba wszystkie faworki się na  niej zmieszczą. Postaram się je jakoś zmieścić- zapewniła go Teresa. 

Franek wrócił z kartką, na której  każdy napisał co będzie pić, a najbardziej ubawiło Teresę, że Alek bardzo starannie narysował szklankę, co wyraźnie oznaczało, że będzie pił herbatkę rumiankową. A Tadzio przydreptał żeby powiedzieć, że on wypije to co Alek. Franek był zachwycony obydwoma chłopcami.

Tadzisiu,  a powiedz mi co robi Alek? - zapytała Teresa. Alek kocha Dunie - doniósł Tadziś. Chodź do mnie, muszę cię trochę ukochać, jesteś taki grzecznym, kochanym chłopczykiem! Teresa przykucnęła i objęła Tadzisia a ten ją cmoknął w policzek i powiedział: kocham ciocia.  Ja też cię bardzo kocham, a teraz idź grzecznie do taty i mamy.  Gdy mały wyszedł powiedziała do Franka- on dopiero przy Pawle nauczył się przytulać i mówić, że kogoś kocha. On jest dowodem na to, że Kris się nie nadawał wcale na ojca. Pamiętaj - okazuj Anetce swą miłość, wtedy ona się nauczy okazywać innym swoje uczucia. I nie słuchaj, jeśli ci Joanna powie, że rozpieszczasz małą. W pewnych kręgach okazywanie pozytywnych uczuć jest uważane za słabość i według  mnie ona właśnie z takich kręgów  wyszła. W moim domu moi rodzice  nie ukrywali tego, że się kochają, przytulali się i  całowali przy mnie. My też z Kazikiem nie ukrywamy przed  dzieckiem tego, że  się całujemy i przytulamy. Jeżeli tylko rano po przebudzeniu jest czas to się wszyscy troje  wzajemnie całujemy, przytulamy i mówimy  sobie , że się kochamy.

Franek ciężko westchnął- nie mogę się oprzeć  wrażeniu, że pod nieco złym adresem ulokowałem swe uczucia. Ale dopiero teraz  wychodzi  z niej jakaś taka zaściankowość. No popatrz- zaczynasz  szerzej oczęta otwierać i więcej  dostrzegasz. Od początku tak było tylko tego nie dostrzegałeś. Ale teraz widzisz, więc musisz reagować. Zrozum chłopie - ty dla niej jesteś  awansem społecznym więc  ciągnij ją w górę, nie  zniżaj  się do jej poziomu bo zrobisz sobie i dziecku krzywdę. 

Czemu mi o  tym nie powiedziałaś? Teresa uśmiechnęła  się - bo mówić napalonemu facetowi, że obiekt na który się napalił nie jest tego  wart to jakby chcieć kijkiem nurt  rzeki zmienić. Wiele osób musi wpierw pocierpieć żeby zmądrzeć. Masz  szansę ją nieco ucywilizować bo nie mieszkacie blisko jej rodziców, poza tym siedzi w  chałupie, więc jej durnowate koleżaneczki też nie będą miały na nią  wpływu. Pociągnij ją trochę do znajomych, do teatru na mądre  sztuki, zaznacz swą obecność, wytłumacz, że niewłaściwe wypowiedzi kompromitują  nie tylko ją ale i ciebie. Ona jest jeszcze młoda, jeszcze możesz ją ukształtować. 

Ale nie mamy z kim dziecka zostawić. Nie przesadzaj, twój tata jest jeszcze całkiem trzeźwy, możesz wziąć opiekunkę do dziecka na godziny bo będzie wtedy w domu również tata a nie sama opiekunka. A ponieważ mieszkacie na  zadupiu to grozi ci, że będziesz musiał taką panienkę przywieźć i odwieźć. Ale porozmawiaj z panią sąsiadką, bo może ona zna kogoś odpowiedzialnego kto mógłby zostawać z Anetką. My zostawialiśmy i nadal zostawiamy Alka z moim tatą, a jak nam  się zamarzyło razem polecieć do Berlina i do Stuttgartu to do taty dołączył Jacek. Tylko niech ci nie  wpadnie do głowy by zaangażować do tego jej matkę, bo to nie  jest właściwa osoba, czego świadectwo właśnie przerabiasz.

I wiesz - twój tata coraz  starszy i coraz częściej będzie potrzebował pomocy lekarskiej i nie obrobi ani domu ani ogrodu. I obydwaj będziecie z tego powodu cierpieć. I o tym też musisz pomyśleć. I pomyśl o tym, że bardzo szybko nadejdzie dzień,  w którym Anetka pójdzie  do szkoły, która nie jest zaraz za rogiem. I o tym też musisz pomyśleć. Po prostu życie jest wredne i niesie z sobą bardzo dużo problemów.

                                                                   c.d.n.



Lek na wszystko?-157

 Święta, święta , a po świętach do Kazików wpadł niespodziewanie  Franek, by zaprosić ich na Sylwestra do siebie. Teresa popatrzyła na niego jak na osobę, której rozum gdzieś przepadł bez  wieści, ale Franek stwierdził, że to nie jemu wysiadł rozum a jego żonie i jej matce. Jego teściowa  zabrała Joannę i małą Anetkę na Nowy Rok do......Rzymu.  Bo sobie umyśliła, że w Rzymie ochrzci wnuczkę. A Franek został z ojcem i sunią. Więc postanowił zadbać o własną przyjemność i zaprasza do siebie  przyjaciół, czyli Teresę z jej rodziną i przyjaciółmi.  

U niego w Sylwestra to będzie  cicho, sąsiedzi ( blisko ma tylko tych jednych) nie mają zwyczaju ganiania wokół budynków i strzelania. A miejsca do spania to u niego dużo.  Teresa  zaczęła  się śmiać - to w Polsce chrzest teraz  nieważny czy  tylko niemodny? No nie mam pojęcia- stwierdził Franek. Niedawno mi powiedziała, że ona będzie karmiła piersią aż do chwili gdy Anetka ukończy dwa lata. 

Teresę nieco skręciło ze śmiechu i powiedziała - jak ją mała ze dwa razy capnie porządnie  dziąsłami to po roku przestanie ją karmić. Ona chyba nie pojęła, że WHO tak długi okres karmienia  zaleca w krajach gdzie są bardzo trudne warunki życiowe, gdzie nawet o wodę pitną jest trudno i nie ma jak przyrządzić dla dziecka mleka w proszku. WHO kiedyś nałogowo wysyłała do tych krajów mleko w proszku i potem okazało się, że wiele dzieci umierało bo higiena przyrządzania była zerowa albo wręcz na minusie.  Ja karmiłam Alka tylko rok, potem przeszłam na mleko modyfikowane i zobacz jaki z niego dorodny chłopak.

No właśnie- jestem  nieco  zaskoczony, że Alek już taki duży, ale jeszcze  bardziej jestem zaskoczony zmianami w  waszej rodzinie - nie miałem  pojęcia, że Kris już nie jest mężem Aliny i że jego miejsce u jej boku zajął Paweł. Co prawda ja się widuję z Pawłem w pracy, ale obaj nie mamy czasu na jakieś pogaduchy.  Paweł po prostu bardzo poważnie podchodzi do swej pracy. I tego samego wymaga od  swoich ludzi.

Kazik opowiedział  całą historię zmian w skrócie,  potem pokazał Frankowi zdjęcia ze ślubu Aliny i Pawła. Jedyny komentarz Franka brzmiał - Alinka jak  zawsze wygląda pięknie i naprawdę nie  wiem jak można mając przy sobie taką  dziewczynę oglądać  się za innymi. 

Wiesz Franiu - Kris  należał do tych facetów którzy nie uganiali  się za dziewczynami, to za nim się dziewczyny uganiały. A tu nagle tabuny dziewuch się skończyły bo się ślicznotek ożenił a zamiast tych wdzięczących  się panienek miał obok  siebie  wrzeszczące niemowlę i nie dającą  sobie z tym rady żonę. Ja go nie rozgrzeszam, ale były chwile, że ciężko było z nią wytrzymać - wierz mi - powiedziała Teresa. Ale ona nie miała pojęcia, że jest chora i że ta choroba  z nią pozostanie  do samego kresu jej życia. A teraz już sytuacja opanowana. Alina wie co jest z nią źle, bierze stale lek, przez rok miała psychoterapię, Paweł też wie co jest grane. 

Co zabawniejsze to Tadzio sam, intuicyjnie zaczął mówić do Pawła "tata". No a jak się wydało, że Kris  ją zdradził to Alina zażądała rozwodu  a potem, po ślubie z Pawłem  tego by zezwolił Pawłowi na pełne przysposobienie dziecka. Bo jakiś prawnik wymyślił, że biologiczny ojciec dziecka musi dać  zgodę na  zaadoptowanie swego dziecka przez kolejnego męża swej byłej żony. Nie musi jej wydawać tylko wtedy gdy  sąd  rodzinny pozbawi go praw rodzicielskich. Alina z pomocą prawnika dogadała się z Krisem, obiecując że nie wyciągnie na forum publicum brudów Krisa. No a poza tym od chwili adopcji Kris przestał płacić alimenty, a sąd mu zasądził sporą kwotę bo on dobrze zarabiał. Bo to zdolny chłopak, wszystkie sprawy wygrywał to i pieniążki nieźle spływały.

A co on teraz robi? Prawdopodobnie siedzi we Francji i tam pracuje - w każdym razie tak było przed świętami. Trochę nim ten rozwód wstrząsnął. Widziałam to po jego minie gdy oglądał te  zdjęcia. Nawet mi go żal było.

Słuchajcie,  ale koniecznie przywieźcie obu tatusiów. Moje panie jutro odlatują do Rzymu. Jakiś pociotek Joanny jest księdzem i leci razem z nimi i on ponoć ma  się nimi opiekować w Rzymie. Nanosi  się chłopina przy nich setnie - to pewne. Przecież wzięły tyle  szmat ze sobą jakby miały robić pokaz mody. Joanna chciała  bym koniecznie leciał z nimi, więc jej wytłumaczyłem, że primo to jestem ateistą, czego nie ukrywałem przed ślubem, secundo, że jeśli chce bym miał cały urlop w lecie to nie mogę z nimi lecieć bo mi urlopu latem  zabraknie. Już nawet nie powiedziałem, że i tak mogę wziąć w jednym  rzucie  tylko dwa tygodnie. A jaka nieszczęśliwa, że  nie pojedziemy na Djerbę. Bo, jej  zdaniem można przecież małą zostawić u jej matki. Więc  jest nieszczęśliwa, że nie pojedziemy na  Djerbę a posiedzimy w kraju i do tego tu, w domu. Bo ja  chcę pobyć z dzieckiem i  z nią. Przecież ja  wciąż w jakieś delegacje jeżdżę.  W  takim domu to ciągle jest  coś do  zrobienia, nie przyjdzie pan z ADMu, tylko trzeba samemu wiele rzeczy zrobić.  

A  Alinka  z Pawłem mieszka tam obok was?  Nie - po rozwodzie zamieniła  się z Krisem na  mieszkanie -  jemu dała to na Żoliborzu, a ona wzięła to, bo ono blisko nas no i stąd ma blisko do terapeuty. A teraz ona mieszka w drugiej części naszego osiedla w mieszkaniu Pawła a to blisko nas poszło pod wynajem.     Wszystko poszło gładko, bo Kris przy ślubie zgłosił rozdzielność majątkową.

A gdzie się schował Alek?- zapytał Franek. Alek ma teraz własny pokój i już sam w nim sypia. To ten, który był kiedyś gabinetem Kazika. Idź zobacz jego włości - będzie  szczęśliwy- powiedziała Teresa. Idźcie obaj, a ja pójdę dorobić kawy i przy okazji zrobię kawę dla Alka. On pije Inkę z odrobiną kakao lub czekolady. Chyba czuje się co najmniej 5 lat starszy gdy pije  tę kawę z nami z prawdziwej filiżanki. Och, kiedy moja będzie taka duża - westchnął Franek idąc razem z Kazikiem do Alka.

Jak było do przewidzenia pokój  się bardzo podobał  Frankowi i stwierdził, że gdy jego Anetka będzie miała pięć lat, to zapewne jej szafa ubraniowa  będzie miała  ze trzy metry długości, bo już teraz jest nadmiar jej przeróżnych ubranek. 

Gdy Franek już  się z nimi żegnał Alek spytał się Franka, czy Dunia go rozpozna, bo on dawno nie był u wujka. Na pewno cię rozpozna, zapewniał go Franek - ona ma bardzo dobrą pamięć. Gdy dziś wrócę do domu to zaraz mnie dokładnie obwącha i jestem pewien, że będzie wiedziała, że byłem u was. To szalenie mądra psina. No to czekamy na  was w Sylwestra.

Gdy Franek wyszedł Teresa  zaraz zatelefonowała  do Aliny i opowiedziała jej, że są w komplecie zaproszeni do Franka na Sylwestra i że tam przenocują. Alina wysłuchała wszystkiego i powiedziała, że właściwie to się cieszy, że Joanny nie będzie, bo ona jakoś marnie ją trawi. Teresa pocieszyła ją, że nie jest w tej materii odosobniona. Doszły obie  do wniosku, że Franek to jednak fajny facet, bo inny to by  jej po prostu nie dał forsy na taką imprezę jak chrzciny w Watykanie.

Teresa na wyjazd do Franka przygotowała nieco jedzenia dla dzieci, o  czym poinformowała i Franka i Alinę. A dla wszystkich zamówiła "furę" faworków w cukierni. Miała też "łapówkę" dla Duni - ugotowane w warzywach cielęce okrawki i piękną kość cielęcą nieźle obrośniętą mięsem. Postanowiła też wziąć  dla  dzieci zapasową nakładkę na  deskę sedesową, skoro  mieli tam spędzić wiele godzin i nocować. 

Ojciec  Teresy był nieomal zgorszony tym wyjazdem Joanny - to nie wygląda w moim odczuciu dobrze- stwierdził. To jakoś  przerasta moją wyobraźnię. Bardzo to dziwne. Chyba Franek nie  bronił jej by tu, w Polsce, kraju katolickim, ochrzciła  dziecko. Teresa  się śmiała - tato, no ale pomyśl- przecież o  tym, że chrzest był w Rzymie będzie wiedziało z pół Polski, bo to jakaś płodna famuła i ona ma mnóstwo krewnych i będą jej tej imprezy zazdrościć, a tu to byłby obciach, bo Franek to  się nawet przeżegnać nie potrafi a przecież musiałby być na takiej imprezie. A tak to będzie trochę w dawnym stylu, że będą  tylko rodzice  chrzestni - bo przecież tak kiedyś było- rodzice chrzestni brali dziecię i szli je ochrzcić. Obecność rodziców biologicznych to miejski i wielkopański zwyczaj. A tu wspaniali chrzestni rodzice za pieniądze Franka mają wycieczkę do Rzymu by ochrzcić dziecko. Ale - widziały gały co brały. Ciekawa jestem co będzie mówił ojciec Franka, bo on  za nią nie przepada.

Sylwestrowa pogoda była nawet całkiem przyzwoita, aż pięć stopni ciepła, ale bez  deszczu i dla równowagi bez słońca. Teresa nieco naszukała się swojej piżamy, bo zwykle sypiali nago, w końcu przypomniała sobie, że  zapewne jest w neseserze, bo po każdej podróży i jej wypraniu  z reguły tam ją odkładała. Wzięła więc i piżamę Kazika, wzięła też swoje ręczniki, bo jak powiedziała to nie hotel, klapki plażowe dla nich i dla Alka.Trochę się z Kazikiem pośmieli, bo jechali  raptem  na jedną noc, a bagażnik był pełny, no ale było też jedzenie. Faworki wylądowały w kartonowym pudle wyłożonym folią. Obie  dziewczyny wzięły też ze sobą szpilki, żeby przy okazji nieco w ten wieczór potańczyć.

Zgodnie z umową przyjechali na  miejsce o godzinie siedemnastej. Tym razem już nie błądzili, trafili bez problemu. Nie ma Duni w ogrodzie - oznajmił Alek. Bo przecież w ogrodzie jest mokro- ona nie jest poza tym psem podwórzowym, to domowy  pies - wyjaśnił dziecku Kazik. Bramę otworzył Franek, uśmiechnięty od ucha  do ucha. Gdy wysiedli powiedział- niech wpierw głowy rodzin opróżnią bagażniki, bo jest jednak błoto, więc po co kilka razy wychodzić z domu. No to wszyscy panowie wzięli zawartość bagażników i wnieśli do domu, potem z samochodów  wygramoliły się mamy z  dziećmi  i poszły do domu. Gdy już się rozebrali z płaszczy i kurtek, a Kazik zaniósł do kuchni to co tam się powinno znaleźć, Franek wziął obu malców za rączki i powiedział - a teraz tu przyjdzie Dunia. A ona mnie pozna?- znów się zapytał Alek. Ona już cię czuje. Słyszysz jak uderza w pokoju nosem w drzwi?  

Franek pomału otworzył drzwi i wszedł razem z dziećmi do pokoju. Dunia wydała jakiś zduszony pisk i przypadła do Alka kręcąc ogonem młynka. Alek puścił rękę Franka i objął psicę za szyję i coś jej szeptał. Dunia po chwili zwróciła uwagę na niemal zesztywniałego ze strachu Tadzia i delikatnie trąciła go nosem. Pogłaskaj pieska - powiedział Franek i położył rękę Tadzia na łbie Duni. Tadzio z oczami niczym spodki delikatnie przejechał rączką po jej głowie. No to koniec powitania - Dunia na miejsce- rozkazał. Dunia grzecznie poczłapała na swoją kanapę a w ślad za nią na kanapę wdrapał się Alek. Tadzio, kompletnie oszołomiony wpatrywał się w psa i swego braciszka, który się do Duni przytulał. No widzisz- Dunia  cię nie  zapomniała- powiedziała Teresa. Bo Dunia to bardzo, bardzo mądra psina. Podeszła do Duni i poskrobała  ją wpierw za jednym uchem, potem  za drugim, potem przejechała ręką od głowy do ogona. Zdeprawujecie mi psa, będzie się potem dopominała wciąż pieszczot - powiedział ze śmiechem Franek. A gdzie twój tata? spytała  Teresa .  Zaraz przyjdzie, poszedł po coś do piwnicy. 

Alina ze zdumieniem przyglądała  się psu w końcu zapytała się czy i ona może ją pogłaskać - no pewnie, że możesz, tylko nie próbuj jej zabrać Alka, bo to jej maskotka. Alek i Teresa to tak naprawdę jedyne osoby spoza rodziny które mogą usiąść na jej kanapie. Na innych warczy. Co dziwniejsze jeżeli  posadzę tam Anetkę  Dunia zaraz złazi zdegustowana z kanapy. I nie wiem dlaczego- podejrzewam, że Aśka w tym maczała palce, chociaż twierdzi że nie.  A może mała wpakowała jej palec do oka - powiedziała Teresa i teraz  Dunia woli się wynieść z kanapy niż narażać się takie traktowanie.  Malutkie dzieci są zawsze bardzo zainteresowane oczami dorosłych i oczami zabawek.  I dlatego zawsze jak się kupuje dla dzieciaka jakiegoś pluszaka to nim się da dziecku to trzeba sprawdzić czy oczy są dobrze umocowane. Alek to bardzo lubił otwierać nam oczy i tylko raz mi wsadził w oko łyżeczkę plastikową. 

Tadzio nadal był nieco przerażony psicą i pilnie obserwował, siedząc na kolanach Pawła, co robi Alek. A Alek na przemian głaskał i obejmował Dunię i coś jej  szeptał do ucha. A co ty tak szepczesz Duni do ucha?- spytał Franek. Opowiadam jej o swoim pokoju i że mam ZOO i że już mam łóżko jak duży chłopak- odpowiedział Alek. I że będziemy z tatą montować samolot z klocków Lego, tylko nie wiem kiedy - i swoim zwyczajem dla podkreślanie stanu swej niewiedzy rozłożył rączki w geście niemocy.

Teresa wstała, kiwnęła na Franka i powiedziała - chodź ze mną na chwilę do kuchni, bo mamy coś dla twojej sunieczki. 

                                                                           c.d.n.


czwartek, 6 lipca 2023

Lek na wszystko? - 156

 Wigilia u Aliny i Pawła zapewne w niczym nie była zgodna z polską tradycją, chociaż nawet była ryba. I to dość rzadka ryba, czyli sandacz smażony, a oprócz niego był   pieczony indyk i perliczki - te ostatnie głównie dla dzieci w postaci sznycelków. Prezenty dla dorosłych były głównie z półki nie do jedzenia, nie do ubrania, bo były to bilety do Teatru Wielkiego na przedstawienia operowe względnie  balet i bilety do Filharmonii. I wszyscy się z tych biletów  cieszyli bo w Warszawie wcale nie było łatwo o bilety w te  miejsca. Poza tym pod  choinką  czekały też  bony na książki i każdy mógł sobie  sam wybrać w Empiku  co go zainteresuje. Chłopcy dostali różnego rodzaju klocki, Alek dostał  drewniane literki i cyferki, obie "dziewczyny" bony do zrealizowania na kosmetyki. Przezornie prezenty były rozdawane dopiero w trakcie "słodkiego", co sprawiło, że obaj malcy szalenie szybko zjedli zasadniczy posiłek, spoglądając wciąż na leżące pod  choinką paczuszki.

Teresa opowiedziała Alinie o wizycie Krisa, ale nie komentowała szczegółowo urody Anisy mówiąc tylko,  że na pewno nikt by jej nie zgłosił do wyborów miss. No i że Kris planuje za jakiś czas, gdy bardziej zgłębi tajniki prawa  europejskiego, powrót do Polski.

O 20,30  z uwagi na dzieci nastąpił koniec  spotkania. Gdy już siedzieli w  samochodzie Kazik zaproponował, że wydłużą sobie  nieco drogą do domu i pokażą Alkowi świątecznie oświetloną Warszawę i choinkę na Placu Zamkowym. I był to naprawdę dobry pomysł, mały był zachwycony, nigdy jeszcze nie  był "nocą" na mieście.

Tak jak planowali następnego dnia był wspólny obiad w mieszkaniu Kazików. Umówili  się, że po obiedzie dzieciaki się spokojnie pobawią a dziadkowie zasiądą najprawdopodobniej przed  odbiornikiem TV i obejrzą "jakieś tam narciarstwo". Generalnie   wszyscy byli nastawieni na odpoczynek. Kazik przezornie usunął z  zasięgu wzroku i rąk Alka klocki od Kurta.  Akurat gdy  wstawiał pudełko na najwyższą półkę w  regale do swego pokoju  wszedł Alek, który  miał nadzieję,że właśnie tego dnia  zacznie razem z tatą składać  samolot. Trochę pomarudził, ale Kazik "był twardy" i powiedział, że  po prostu jest tego dnia  byt mało czasu na złożenie samolotu a jest  tyle innych zabawek, którymi obaj chłopcy mogą  się  razem bawić,  więc samolot  będzie  składany w najbliższy weekend. A teraz to mogą bawić  się tymi klockami, które dostali  pod  choinkę, jest też przecież ZOO,  jest dużo książeczek i mają przecież samochodziki. Ale one nie  mogą jeździć po dywanie w moim pokoju- całkiem przytomnie zauważył Alek. No ale możecie je puszczać tu, w  salonie- tu nie ma wykładziny. Tylko klęczcie na poduszeczkach, żeby was kolanka nie rozbolały ( a  w domyśle było żebyście  dziur w spodenkach  nie  porobili). 

Paweł stwierdził, że powinni  się zastanowić nieco nad  wakacjami i wtedy Kazik uprzytomnił sobie, że on zmienia pracę i tak dokładnie nie bardzo może już teraz  zaplanować urlopu. Wrzesień, czyli wyjazd w Bory Tucholskie i to zaraz w pierwszej połowie września  wydawał  się jak najbardziej realny, ale dopóki nie będzie dokładnie znał rozkładu zajęć ze studentami to raczej niczego nie  może  planować. A do tego Teresa mu przypomniała, że przecież  umawiał się  wstępnie z Kurtem na wyjazd nad Bałtyk,  z tym, że ona to wolałaby wyjazd nie nad Bałtyk ale nad morze Śródziemne i to najlepiej  w czerwcu, bo czerwiec jeszcze nie jest "sezonem",  sezon zaczyna się od 1 lipca. Przed  sezonem to nawet ceny są niższe. No i wpadła na genialny pomysł, żeby w tym układzie pojechać z niemieckim biurem podróży, bo oni mają lepsze pensjonaty i lepszą organizację niż polskie biura. Poza tym oni są nastawieni na wczasy właśnie z małymi dziećmi i mają też opcję podróży z dojazdem własnym urlopowiczów. A skąd o tym wiesz?-dziwił się Kazik. Od Sophie. Z tym, że oni to są czasowo uzależnieni od wakacji dzieciaków, których letnie wakacje nie trwają tak jak u nas ponad  dwa miesiące jednym  ciągiem. Są krótsze, trwają 5 tygodni, ale potem jeszcze  mają wakacje  jesienne,  wiosenne i zimowe i każdy Land ma jakiś określony z góry termin na te ferie, żeby nie było tego co u nas,  czyli nagle wszystkie dzieciaki w kraju mają w jednym terminie wolne.

Moglibyśmy pojechać razem z dziadkami do Włoch, np. do Lido di Jesolo. Wzięlibyśmy wtedy 3 pokoje dwuosobowe, oczywiście  w niemieckim  biurze podróży. Pojechalibyśmy wtedy w dwa samochody, z jednym noclegiem po drodze, można nocować w Czechosłowacji w Wyszkowie, to jest niedaleko Brna, albo można zanocować na przedmieściach Brna. Polskie biura podróży też mają  swoje  mety w Lido di Jesolo, ale w gorszych hotelach. Polskie biura podróży proponują przejazd autokarem w obie   strony, właśnie z noclegiem w tym Wyszkowie, ale w moim odczuciu to nasi chłopcy  są jeszcze za mali na taką autokarową podróż.  A i wy i my mamy kierowców- zmienników.

Alina stwierdziła, że dla niej najważniejsze żeby pojechali  gdzieś  wszyscy razem, nawet nad ten zimny Bałtyk i to w Polsce, bo trochę przeraża ją dwudniowa podróż  samochodem do Włoch. Dyskusję przerwał Kazik, który stwierdził, że on dopóki nie  zmieni pracy, co nastąpi w lutym,  nie będzie  się zastanawiał nad problemem wakacji. Jeszcze nawet do końca  nie jest pewien  czy przechodzi razem z urlopem czy mu urlop przepadnie. 

A ja mam znajomych, którzy mieszkają w Gdańsku, ale  zakupili spory apartament w Sopocie, pięć minut od plaży- powiedział Paweł. Apartament  to cztery pokoje z kuchnią, w budynku jest garaż. Na plaży jest punkt gastronomiczny z piciem i smażonymi rybami, niedaleko od nich restauracja. Kuchnia wyposażona tak, że można w niej gotować. Zaletą niewątpliwą jest to, że przy nieco gorszej pogodzie można się wybrać do Gdańska i Gdyni, jest co zwiedzać. Można oczywiście gotować w  domu. Sopot jest dobrze skomunikowany z innymi miejscami Trójmiasta szybką koleją  miejską. Oni ten apartament wynajmują wczasowiczom za pośrednictwem biura turystycznego a sami mieszkają w Gdańsku.To jest całe osiedle apartamentowców i są tam też mniejsze mieszkania do wynajęcia w lecie. Ja się z nimi skontaktuję i wezmę namiary na to biuro.  I będzie to taniej i bliżej niż Lido di Jesolo. A  Sopot ma furę atrakcji dla dzieciaków. A i my nie zanudzimy się tam na śmierć, do Mola Sopockiego można się doczłapać w 20 minut. Jest sporo różnych rejsów, można popłynąć na cały dzień na Hel lub do Jastarni. Do Gdańska i Gdyni to się można wybrać elektryczną kolejką, też  się będzie  dzieciom podobać. Można pojechać do Oliwy do ZOO, gdzie  nie jest tak  ciasno jak w  warszawskim. Panie mogą sobie opalać  ciałka na plaży a my z dziadkami i dzieciakami możemy zaliczyć np. ZOO, Gdańsk z rejsem po porcie, popłynąć na Hel i zwiedzić fokarium. To mogą być naprawdę ciekawe wakacje.  Masz rację- poparła go Teresa, to skontaktuj się z tymi znajomymi, bo nawet jeśli nie będziemy mieszkać  w jednym budynku to i tak będzie  fajnie, skoro to jest  na jednym osiedlu.

Wieczorem Kazik powiedział do Teresy - nieco mnie  dziś zdumiałaś tym poparciem planu spędzenia wakacji w Sopocie, bo kilka minut  wcześniej mówiłaś o wakacjach nad  Morzem Śródziemnym. No tak, mówiłam,  ale  sobie uzmysłowiłam, że obaj dziadkowie już swoje lata mają i taka podróż daleka może im nie wyjść  wcale na  zdrowie. A na miejscu będzie o wiele goręcej niż nad Bałtykiem i to też nie będzie dla nich najlepsze. Czasem po prostu zapominam, że tata już nie jest młodzieniaszkiem, bo gdy z nim bywałam na wakacjach to był nieomal moim kumplem.  I zapomniałam, że gdy ostatnio byliśmy w tej wojskowej kolonii oficerskiej to można  się było urwać z nudów- dobrze, że Alek był jeszcze mały - teraz  by umierał z nudów. A podróż wielogodzinna w pozycji siedzącej z nogami w dół już nie jest dla obu dziadków wskazana. Dobrze, że sobie to uzmysłowiłam. Pocieszające, że jeszcze miewam chwile trzeźwości umysłu. 

Kochanie, ty zawsze trzeźwo myślisz a nie tylko chwilami - stwierdził Kazik. Myślę, że nie ma nic dziwnego, że i ty i Alina tęsknicie do wylegiwania  się nad morzem, bo obydwie macie  całkiem  sporo ruchu w domu. Kiedyś wydawało mi się, że mama to przesadza, mówiąc, że jest umordowana pracą w domu - teraz wiem, że nie było w tym przesady, jeżeli ktoś  się stara by zawsze w domu był porządek a domownicy najedzeni , czyści , zdrowi. 

A żebyś wiedział - gdy miałam w CHZ tak strasznie  dużo pracy to mi się wydawało, że gdy wreszcie przestanę chodzić do biura  to sobie w domu wypocznę. Chyba często popadamy w  złudzenia. Ale ja nawet nie narzekam, bo na szczęście wpierw ty mi ogromnie pomagałeś przy Alku, teraz mi pomaga tata, bo nie muszę iść na  zakupy razem z dzieckiem i albo  z nim zostanie   na placu  zabaw albo w domu. Dla mnie to duża  wygoda. Bo dla mnie  dziecko w sklepie to masakra! Podejrzewam, że dla dziecka  takie zakupy żywnościowe to też raczej udręka niż coś ciekawego.

A ja mam coś jakby tremę przed czekającą mnie zmianą pracy. Pocieszam się  tylko tym, że może na początek nie wepchną mi maksymalnej ilości godzin dydaktycznych. Tak jakoś podskórnie  czuję, że nie popracuję tam długo. Ciągle mi stoi przed oczami ten  Stuttgart. Bo tu tak naprawdę chyba nikomu nie  zależy na nowych opracowaniach, na wynalazkach. Kurt mi uświadomił, że wcale nie będę musiał osobiście tam szukać dla nas mieszkania - muszę tylko bardzo precyzyjnie określić swoje wymagania w tej materii, uwzględnić kwestię szkoły dla Alka. Poza tym to on nie widzi problemu w tym, żebym zaczął od Berlina, bo jednak mamy tam mieszkanie, w którym się pomieścimy razem z tatą, bo bez problemu można jeden z pokoi podzielić na dwa pokoje, a w międzyczasie bym się zorientował czy aby na pewno ten Stuttgart by mnie uszczęśliwił. Teraz się w Berlinie dużo buduje nowych budynków mieszkalnych w systemie spółdzielczym, poza tym Berlin jest miastem  bardzo kosmopolitycznym i jak się śmieje Kurt najtrudniej w nim znaleźć rodowitego Niemca poniżej 50 roku życia. I jeśli kiedyś przyłapiesz mnie na straszliwym zamyśleniu i odpowiedziach ni w pięć ni w  dziewięć to nie dlatego, że marzę o innej kobiecie, ale zastanawiam się co wybrać dla nas. Praca w Berlinie jak wiem usatysfakcjonuje mnie w zupełności a i przeprowadzić się będzie łatwiej.  Oczywiście ty i Alek będziecie się uczyć niemieckiego, ale zdaniem Kurta Alek bardzo szybko opanuje język. Nauczyciela można wynająć takiego, który będzie  przyjeżdżał do domu.  Problem może być tylko z szybkim ściągnięciem  Pawła z rodziną, bo w Berlinie są jak zawsze kłopoty z mieszkaniem, ale Kurt mnie zapewnia, że najtrudniej to jest znaleźć nieduże mieszkanie w centrum, ale większe, 70-100 lub powyżej 100m jest dużo łatwiejsze do znalezienia i to od 3 do 5 przystanków metra od centrum. Po prostu wiele starych, jeszcze przed wojną zbudowanych  domów jest zrewitalizowanych, mają ogrzewanie  centralne i windy - często zewnętrzne, nie mniej jednak są. W budynku,  w którym mamy mieszkanie też jest winda zewnętrzna. Wiesz - my tak mówimy ściągnięcie  Pawła z rodziną,   ale  tak na poważnie to ja jeszcze  z Pawłem, Aliną  i Jackiem tego nie omawiałem.  No bo nie było właściwie czego omawiać. Kris co prawda  mówił, że on  wróci do Polski gdy lepiej pozna  tajniki  prawa europejskiego, ale to nic pewnego. Jeśli  pozna tam jakąś kobietę, która go utrzyma  przy sobie,  to wątpię by chciała  zamienić  Francję na Polskę.

Kochanie - zrobimy tak, żebyś ty był zadowolony z pracy i jest dla  mnie jasne jak słońce, że będziemy mieszkać tam, gdzie twoja praca będzie ci dawała  zadowolenie. Możemy, w razie potrzeby sprzedać to mieszkanie  "zapasowe", albo to co   dostałam od taty jako darowiznę, więc będzie część pieniędzy na mieszkanie spółdzielcze w Berlinie. Możemy również sprzedać obydwa, a to, w którym teraz mieszkamy pozostawić i dać je pod  wynajem. Bo tata coraz  starszy i raczej nie powinien już mieszkać sam i to obojętne w którym mieście. 

                                                                      c.d.n.

środa, 5 lipca 2023

Lek na wszystko?- 155

 Kris dość długo milczał, w końcu powiedział - traktujecie  mnie jakbym był nieznośnym dzieckiem. No bo w pewnym sensie jesteś nieznośnym  dzieckiem - powiedziała Teresa. Zachowujesz się często jak niewyżyty małolat  a czterdziestkę już przekroczyłeś. Jesteś naprawdę inteligentnym facetem i nawet ci co za tobą nie przepadają wystawiają ci szóstkę oceniając cię od  strony zawodowej.  I mam wrażenie, że przez ostatnie lata wygrywałeś wszystkie sprawy, które prowadziłeś, co miało odbicie w twoich zarobkach i co sprawiło, że ci się chyba nieco przewróciło w głowie. Przystojny  młody prawnik kolekcjonujący ładne dziewczyny, stawiający kolacyjki w drogich  knajpach, jeżdżący jednym z droższych modeli samochodów.

Ale ty wybrałaś Kazika a nie mnie- stwierdził Kris. No bo ja  nie należę do tych, za którymi przepadają kolekcjonerzy a poza tym od pętaka się w nim kochałam. Z nim szlifowałam parkiet w klubie, nie  z tobą. Żebyś się nie  czuł odrzucony przez rodzinę, to ja postaram się wynaleźć ci psychoterapeutę - nie jakiegoś leciwego, ale kogoś zbliżonego do ciebie  wiekiem,  nie jakiegoś tetryka, dla którego rozmowa  na SKYPE będzie profanacją jego specjalności.Tylko zastanów się przed wyjazdem, czy tego chcesz, czy nie i mi daj znać jutro rano. Gdy sprawę załatwię podeślę ci namiary mailem. Rano u nas zaczyna się od 9,00.

Kris spojrzał się na brata  i powiedział - naprawdę nie wiem jak ty z nią wytrzymujesz. Kazik uśmiechnął się - dzięki niej jeszcze żyję a ty masz brata. Nie rozumiem, nie wiem co masz na myśli. Nie musisz tego rozumieć, to sprawa między mną a Tesią. Kiedy  wyjeżdżacie?  W niedzielę o świcie. Ona też kierowca? Na  szczęście nie. Drogę wybiorę tuż przed startem- są trzy trasy, nigdy nie wiadomo dzień wcześniej która trasa będzie  lepsza pogodowo. Dlatego nie rezerwuję z góry nigdzie  noclegu. Nigdy nie jest o tej porze roku tak, żeby nie było jakiegoś noclegu dla dwóch osób. Latem to bym popruł bez noclegu, ale teraz to niemożliwe.

No to my się już będziemy gubić. Fajnie było zobaczyć się z wami. A Alkiem jestem  wprost zachwycony. Super dziecko. I oby się spełniły słowa Tesi, że Tadzik też taki będzie. Ja się nie nadaję na wychowawcę-albo bym rozpuścił gnoja jak bicz dziadowski albo zamęczył. I, tylko się nie śmiej - kocham was oboje. Wiem, oboje o tym wiemy i pewnie dlatego czasem jesteśmy niestrawni- ale wiesz- dobre lekarstwo na ogół nigdy nie jest smaczne - z uśmiechem powiedział Kazik. A Teresa dodała- jeśli jeszcze nie masz dość rodzinnego ciepełka i opieprzania to wpadnijcie jutro na lunch bo mam w planie...... placki kartoflane. Ty naprawdę to powiedziałaś czy się przesłyszałem? W takim razie ja obiorę i utrę kartofle, o której mam być?- Kris wyraźnie  się ożywił. No ale chyba nie  zostawisz dziewczyny samej. Przyjedźcie o 14,00, pogadasz z tatą, bo chyba jutro rano wróci do  domu. 

Po wyjściu Krisa  i Anisy Kazik pomógł Teresie posprzątać,  napełnił zmywarkę i ją włączył. Potem zajrzał cichutko do pokoju Alka- dziecko spokojnie  spało a na krzesełku obok łóżka leżało jego ubranie a na nim leżało pudełko z klockami Lego. No to już wiadomo co jutro się zacznie - pomyślał. Wrócił do pokoju stołowego, otworzył okno i poszedł do kuchni sprawdzić czy zmywarka dobrze funkcjonuje i poszedł do sypialni, w której Teresa  stała  zadumana przy oknie. Stanął obok niej i czule objął pytając o czym tak duma.  Właściwie to o niczym. Zastanawiam się czy Kris skorzysta z usług psychoterapeuty. I trochę mnie poraziło to jego sformułowanie, że albo by dziecko  rozpuścił albo zamęczył. Często mam wrażenie, że on  sam nie bardzo wie do czego w życiu dąży.  

A mnie zaskoczył wygląd Anisy - figurę to ma w porządku, ale mam wrażenie że i dłuższe  włosy nie dodałyby jej urody. Pewnie poszła urodą w tatusia - z reguły dziewczynki są bardziej podobne do  taty niż do mamy. Ale pewnie ma dziewczyna tak zwane walory ukryte i jak Kris skończy leczenie  swej paszczęki to i znajomość się urwie. Wszystkie mało urodne dziewczyny które z nim widywałem były dla niego "przydatne" pod jakimś względem - gdy przestawały być przydatne to znajomość  szybko się kończyła. Już w liceum taki był. Albo bardzo mu odpowiada w łóżku i to go trzyma. A nie przyszło ci do głowy, że może on się w niej po prostu zakochał?- spytała  Teresa. Nie to mi do głowy nie przyszło - on był zakochany w Alinie, to się zapowiadało naprawdę dobrze, ale przerosły go problemy związane z jej chorobą. Ale jak sama mówiłaś kiedyś - zakochać się jest łatwo, ale kochać na dobre i na złe wcale nie jest łatwo. 

Gdy już byli w  sypialni Teresa powiedziała - trzeba zlikwidować łóżeczko Alka. Zawiozę je do tego sklepu z używanymi dziecięcymi akcesoriami i może na  coś zamienię tylko się  dowiem czy może Alina coś chce z tego sklepu- a właściwie to ją po prostu wezmę ze sobą. My to chyba nic nie musimy dokupywać dla Alka. Albo wywieszę ze trzy kartki, że mam do oddania darmo łóżeczko dziecięce i dołączę zdjęcie.  Dwie kartki wywieszę w naszych windach a jedną na drzwiach altany śmietnikowej. Muszę tylko je  wymierzyć. Nie chce mi się rozbierać go na części, potem upychać w  samochodzie i potem  stamtąd wyciągać. Szkoda na to benzyny. No i słusznie - przytaknął Kazik. Jak  to będzie ktoś z naszego bloku lub sąsiedniego to nawet nie będzie go musiał rozkładać do przeniesienia. A po chodniku to można przecież nim jechać, ma kółka, wystarczy je odblokować.

W poniedziałek rozejrzę się za choinką do stołowego i zobaczę co oferuje kwiaciarnia. Jeśli mam być szczera to chętnie  bym kupiła  sztuczną choinkę do stołowego i malutką  kwiaciarnianą do pokoju Alka. Muszę jutro się zastanowić nad pierwszym dniem świąt. Skoro wigilia jest u Aliny to może w pierwszy dzień świąt  zrobimy u nas obiad. Teresa nagle usiadła na łóżku - właśnie oprzytomniałam- to łóżeczko trzeba jednak rozebrać, nie przejdzie na szerokość przez  drzwi pokoju. Zapomniałam, że je montowaliśmy w sypialni właśnie  z tego powodu. No nie fajnie, już mnie  skleroza tłucze skoro o  tym zapomniałam. Nie  szkodzi, ono się łatwo  rozkłada i składa. Zrób tylko zdjęcie, ja jutro rano skoczę do piwnicy i przyniosę pokrowiec plastikowy na materacyk i chyba jeszcze są tam te kartony z łóżeczka.

Następnego dnia Kris przyjechał sam, mówiąc, że Anisa jest niedysponowana, bardzo boli ją głowa, więc postanowili, że ona po prostu poleży, bo następnego dnia przecież mają skoro świt wyjechać. Masz mikrofalówkę w tym mieszkaniu?-zapytała  Teresa. Mam, bo co? Bo to, że zawieziesz jej  jakiś obiad- nie będziesz jej ciągać po knajpach gdy ma  migrenę. Zrobię jej krupnik ryżowy z mięsem i weźmiesz też dla niej placki. Chodź do kuchni, kartofle są już obrane, możesz je już trzeć, a ja szybko zrobię ten krupnik dla niej. To zrób i dla mnie, wezmę ten krupnik i masę na placki i coś na czym to można usmażyć i zjem lunch razem z nią w domu.  Jak chcesz.  A co ją tak zmogło? Co miesiąc tak ją zmaga- leczy się, jest nieco lepiej, ale migreny z tej okazji ma nadal. Ale przynajmniej nie tonie we krwi. Miała termin na poniedziałek no ale może ta droga jej zaszkodziła a może coś źle sobie zapisała. Dwudziesty pierwszy wiek a nadal  masa kobiet ma problemy z gospodarką hormonalną. 

Albo powinna zmienić lekarza ginekologa na endokrynologa ze specjalnością ginekologiczną- powiedziała Teresa. Podpowiedz jej to - skoro są  tacy w Polsce to tym bardziej we Francji. Albo sam poszukaj w jakiejś informacji medycznej i podaj jej adres na tacy. W półtorej godziny później Kris wyruszył do swego mieszkania z krupnikiem, masą na placki, masłem klarowanym do smażenia, wędliną do kanapek i mrożonymi bagietkami do upieczenia. I daj znać jak się biedula czuje. I z drogi też daj znać jak wam się jedzie. Tesiu - jesteś wielka - nawet nie wiem jak mam ci dziękować. Jesteś wszak bratem Zika, a więc rodziną. A wielka nie jestem- nie mam nawet 165 cm wzrostu. Ale ty jesteś wielka duchem-to miałem na myśli. Ok, leć do Anisy.

Gdy Kris wyszedł z mieszkania Kazik wziął żonę w ramiona i powiedział - chociaż raz miał szczeniak rację. Teraz już wie, na własnej skórze poznał dlaczego ja ciebie uwielbiam.  W chwilę później do domu zjechali tata z Jackiem. Chyba widziałem samochód Krisa jak wyjeżdżał z naszej ulicy.  Dobrze tatku widziałeś- był u nas wczoraj i przed chwilą  a jutro  bladym świtem wraca do Francji. 

A my przywieźliśmy wam upieczone perliczki na obiado kolację - świeża dostawa. Co tam masz w garnku?- pysznie pachnie- stwierdził Jacek. Krupnik ryżowy z mięsem ugotowałam. Dobrze, że miałam podgotowany ryż i zawekowane mięso, bo się Kris bardzo spieszył. Chodźcie - wystarczy tego krupniku dla nas  wszystkich na lunch.

To nie jest najlepsza pora na długie trasy pokonywane samochodem - stwierdził tata. Dla normalnych ludzi na pewno nie jest - powiedział Kazik. Ale mój brat do normalnych to się raczej nie  zalicza. Ja nawet nie wiem po co on był teraz w Warszawie, bo mi nie powiedział. Zatelefonował pytając się czy może nas "nawiedzić"- telefonował w czwartek, więc go zwekslowałem by przyszedł w piątek, przyjechał z jakąś znajomą pochodzenia algiersko-francuskiego i nawet nie wiedział, że dziewczyna włada nieźle angielskim. No a jutro raniutko jadą z powrotem. Bardzo chciał zobaczyć zdjęcia Aliny i Tadzia, więc mu pokazałem zdjęcia z naszego pobytu w Tleniu i zdjęcie ślubne Aliny i Pawła. Jego znajoma stwierdziła, że Alina to bardzo ładna kobieta. Chciał dostać te zdjęcia  ale nie dostał a Tesia mu obiecała, że je dostanie gdy przepracuje u psychoterapeuty związek z Aliną, rozwód i rozstanie z Tadziem. I Tesia mu załatwi  speca w tej branży takiego, który będzie  miał z nim sesje  internetowo. Nie wiem co prawda skąd ona takiego człowieka wytrzaśnie, no ale skoro tak powiedziała to chyba wiedziała  co mówi.

No tak- powiedział tata - Kris jak zwykle zakręcony. Ale chyba mu tam nieźle idzie skoro tam siedzi. Teresa wzruszyła  ramionami - powiedział, że pracuje tam w  jakiejś kancelarii, nie ma wyboru spraw, musi brać to co mu szef wyznaczy. No i że wróci do Polski jak nieco więcej pozna prawo europejskie. Nie wiem, bo nie pytałam  go o to, ale być może, że wróci stamtąd z jakimś "papierkiem" określającym jego jakieś nowo nabyte umiejętności. W każdym razie w moim odczuciu on czeka aż przyschnie sprawa jego rozwodu. Bo mam podejrzenie że któryś z kolegów po fachu był mało dyskretny  i roztrąbił sporo szczegółów z tej sprawy. 

Grunt, że pracuje w zawodzie a nie został jakimś kurierem i nie telepie się na okrągło na trasie Polska-Niemcy-Francja przewożąc jakieś drobne przesyłki - stwierdziła Teresa.  Wprawdzie żadna praca nie hańbi, ale przekwalifikowanie  się z wziętego adwokata na kuriera lub kelnera w knajpie nie wyglądałoby dobrze  w jego dossier. Tak z zewnątrz to on nawet nieźle nadal wygląda, tylko chyba sporo nerwów go kosztował ten rozwód. I dlatego powiedziałam, że powinien jednak to przepracować  ze specjalistą. Ja po prostu skontaktuję się z tym facetem, który prowadził indywidualnie Alinę ( mam na niego namiary) i spytam  się czy on mógłby wziąć takiego zdalnego klienta i powiem mu kim jest ów klient dla mnie i kim był dla Aliny. Teraz takie  czasy, że wielu psychoterapeutów pracuje zdalnie. Możemy nawet z Zikiem opłacić mu te sesje a forsę potem ściągnąć w ratach od Krisa.  Ostatni rok pod  względem finansowym to Kris  miał bardzo dobry i raczej nie biedował. A teraz już nie buli alimentów, jest wypłacalny. Bo może być i tak, że faceta będzie urządzało by mu płacić  do ręki a nie wpłacać na konto. Po prostu pogadam  z nim na ten temat.

                                                                         c.d.n.