wtorek, 12 września 2023

Córeczka tatusia - 8

 Na sobotnie zakupy postanowili wyruszyć  razem  z tatą, który  stwierdził, że z okazji ślubu kupi  sobie nową koszulę i bardzo chętnie odwiedzi razem z Wojtkiem pewien znany  w Warszawie sklep z garniturami i może też  sobie zafunduje jakiś garnitur. Decyzja taty wielce  przypadła Wojtkowi do gustu.  A Marta powiedziała, że byłoby dobrze, gdyby  Wojtek jeszcze raz  przymierzył ten swój garnitur, bo ona  ma nieco spaczone spojrzenie, bo Wojtuś  we  wszystkim się jej podoba, nawet w  samych bokserkach.   Po raz  drugi poczytała o tych męskich garniturach i doszła  do wniosku, że chyba to nie powinien  być typowo letni garnitur, bo one , sądząc po zdjęciach to wyglądają jakoś szmaciano - więc  może lepiej kupić jakiś całoroczny  model. Tata poprzeglądał zdjęcia w  sieci i stwierdził, że on to kupi sobie chyba  garnitur w jakąś delikatną kratkę co go trochę odmłodzi. A  ja- powiedział Wojtek- najchętniej kupiłbym gładkie  spodnie i marynarkę w delikatną kratkę. 

Panowie- zapowiedziała Marta- pojedziemy w takim  razie wpierw do Blue City w Aleje Jerozolimskie, bo tam  swój sklep ma firma, która sprzedaje  gotowce ale jednocześnie można  u nich coś na  miarę uszyć. I właśnie jak  widzę ma też jakieś kratki i strasznie mi  się tu jeden garnitur spodobał, tylko te chłopy na  zdjęciach wyglądają jakby wszystko było za ciasne. A który ci  się spodobał? - spytał Wojtek. Jeśli idzie o garnitur to ten w ciemno burgundowym kolorze- w  sam raz dla ciebie Wojtusiu. I jest też  delikatna  kratka dla taty. Bo z facetów to żaden mi  się nie  spodobał.  To może i coś dla siebie w tym Blue City upoluję. Tam jest od metra  różnych  sklepów. Ja tam kiedyś  zabłądziłam i nie mogłam trafić na parking, gdy już miałam  wracać. Ale dorwałam  jakąś panią sprzątającą i mnie doprowadziła  do właściwego wyjścia. I trzeba  sobie  zapisać na jakiej części parkingu zostawia się  samochód. Tam każda część parkingu ma inne oznaczenie. I wydaje mi  się, że były to jakieś oznaczenia "odzwierzęce ", ale nie  wykluczam, że pomyliłam ten parking  z innym , też w jakimś Centrum Handlowym.  Hmmm- wymruczał Wojtek - taki nieco ekstrawagancki kolor, ale na ślub  może być.  Wojtusiu - to tylko w Polsce jest tak bardzo ograniczona gama kolorów męskich ubrań - świat już dawno poszedł do przodu i kolory goszczą w męskich ubraniach.

A ten burgund to fajny kolor- w  sumie to ten  garnitur  jest dość ciemny, ale mnie  się podoba. To twarzowy kolor. To są twarzowe i nietwarzowe kolory? -  zdziwił się Wojtek.  Oczywiście, ale to ma związek z karnacją, kolorem oczu, kolorem włosów.  Z tym, że są kolory w których niemal każda osoba  wygląda dobrze i takie, w których nie wszyscy dobrze wyglądają.  Na przykład  w tkaninach , które są w kolorze beżowym niektórzy wyglądają dobrze a inni tak, jakby za minutę mieli umrzeć, bo są ciężko chorzy.  I do tych osób należę ja.

No cóż- westchnął Wojtek - minęły czasy gdy wszyscy chodzili w listkach figowych latem a w zimnej porze  roku okutani futrzanymi skórami. Gdyby tak teraz cała populacja  ludzi chciała  się przyodziać w futerka  zwierzęce to zabrakłoby zwierząt nim okrytych i toczyłyby się walki  o futra. Może kiedyś ktoś nakręci film "Walka o futra", bo "Walka o ogień" już był.

Okazało się, że ani tata ani Wojtek nigdy nie byli w Blue City- Atrium Galeria. Gdy weszli do holu tata zauważył z ulgą, że jest tu kawiarnia a Wojtek jęknął - tu są dookoła sklepy, sklep obok  sklepu i sklepem pogania.  Mam nadzieję, że nie odwiedzimy wszystkich. 

Wojtusiu, chodź, nie narzekaj, sprawdzimy na tablicy informacyjnej gdzie  jest ten sklep z tymi garniturami. Gdy już załatwimy to co najważniejsze  z zakupów, czyli wasze ubranka, to sobie posiedzicie w kawiarni a ja  się przelecą po piętrach i zobaczę co tu jest. I może  sobie  coś kupię z ciuchów. W tym holu są często organizowane  fajne   imprezy- oczywiście  fajne  dla mnie, nie dla  was, bo związane z różnymi hobby- była wystawa haftów i przy okazji sprzedaż różnych akcesoriów  z tym związanych. Mnie się to Centrum Handlowe podoba. Ale ja  chcę być z tobą i zobaczyć co sobie  kupujesz, żebym wiedział na przyszłość co ci się podoba- stwierdził Wojtek. No ale ja nie chcę żebyś  się psychicznie męczył skoro  wędrówki po sklepach sprawiają ci dyskomfort psychiczny. Tu są nie  tylko sklepy z ciuchami, inne też  bywają. Ten z garniturami to ponoć jest na pierwszym piętrze. Wydaje mi  się dość istotne, że to sklep producenta  tych garniturów, bo nie będzie  problemu gdy zajdzie  potrzeba jakichś minimalnych poprawek w objętości lub długości.  A to Włosi mają tę firmę?- dopytywał  się tata. Nie wiem, ale bardziej podejrzewam, że to jakaś polsko-włoska spółka. Zwłaszcza, że materiał na ten garnitur jest wyprodukowany w Polsce i jest to jakaś nowość, jakiś nowy patent  - mieszanka poliestru, wiskozy i elastanu. To są zalety Unii Europejskiej - nie ma problemu ze złączeniem się z firmą będącą jak my w UE.

W naturze kolor garnituru okazał się nieco ciemniejszy niż  "wychodził" na ekranie monitora i jak stwierdził Wojtek to jemu ten kolor odpowiada. Pan sprzedawca nawet nie  zapytał się jaki rozmiar ma podać,  obszedł Wojtka dookoła i ściągnął z wieszaka  odpowiedni egzemplarz. Był to komplet  trzyczęściowy, czyli była również i kamizelka. Gdy Wojtek wyszedł z przymierzalni Marta powiedziała do taty - no, chyba nie będę go nigdzie puszczać samego w tym ubranku - wygląda super! Pan  sprzedawca obejrzał Wojtka dokładnie i powiedział- przydałoby  się odrobinę  skrócić , dosłownie o centymetr skrócić rękawy marynarki. Nie jest pan szeroki w barach, mięśni pod pachami też nie ma pan za bardzo rozwiniętych, więc dobrze będzie je odrobinę skrócić. Jeżeli  się państwu nie  spieszy to za pół godziny już będzie ta poprawka gotowa. Tata jeszcze  wciąż spacerował szukając czegoś dla siebie a Wojtek powiedział niemal szeptem - teść szuka dla siebie jakiegoś "odmładzającego" go garnituru, mówił  coś o garniturze  w  delikatną kratkę. Wojtek poszedł do przebieralni by zdjąć mierzony garnitur, a sprzedawca podszedł do wieszaków, przyjrzał się nieco tacie Marty, potem podszedł do oszklonej szafy, w której  były garnitury, jeszcze raz zerknął na tatę, wyciągnął garnitur w kolorze jasnego grafitu. Kratkę tworzyły dwu milimetrowe nitki w delikatnym kolorze  niebieskim, zupełnie niewidoczne  z daleka, ale  z bliska   wzór kratki był widoczny. Tata poszedł do przymierzalni a Wojtek powiedział do Marty - chyba kupię  sobie jeszcze jakąś marynarkę w kratkę. Podszedł do sprzedawcy mówiąc, że na co dzień chodzi w czarnych spodniach, najczęściej  dżinsach i chciałby właściwie mieć do nich jakąś marynarkę,  więc może się coś  znajdzie, najlepiej  też nie gładką, ale w  kratkę. 

Po chwili sprzedawca  przyniósł marynarkę ciemno-szarą, której kratka była jaśniejsza niż tło a materiał wyglądał na  wełnę samodziałową. To wełna? zapytała Marta. Nie, nie  wełna to taki sam skład jak w garniturze, to nowy materiał, choć jego składowe są takie  same jak w garniturze, tylko inne są proporcje i nitka jakoś inaczej przed tkaniem preparowana. To nowa tkanina, opracowana przez polskiego inżyniera. Cieszy się dużym wzięciem bo materiał ładnie  się układa, nie odkształca i nie  gniecie, co jest sporym atutem. No i  dobrze przyjmuje barwniki. Tata tymczasem wyszedł z przymierzalni i podszedł  do Marty mówiąc : ja  się sobie podobam w tym ubraniu, tylko chyba objętość tych  spodni jest dla mnie nieco za  duża, ale to pewnie paskiem można zebrać.  

Och nie, nie paskiem - zaraz zobaczę jak to wygląda- odezwał się sprzedawca.  Ale marynarka leży na panu doskonale. Zaraz  sprawdzę jak to można  poprawić. Ale wtedy nie będzie pan mógł utyć. Ech, chyba mi to  nie grozi, ważę od lat wciąż tyle  samo, nie objadam  się  słodyczami - zapewnił  tata. Pan coś sobie  zapisał,  pospinał  szpilkami i powiedział, że może już tata zdjąć cały garnitur. Tata poszedł do przebieralni a sprzedawca  obiecał, że za trzy kwadranse  ubrania będą do odbioru.

Gdy wyszli z tego sklepu Marta powiedziała- no to teraz  ja idę na rekonesans. Posiedźcie sobie obaj w kawiarni  a ja, jeśli uznam, że potrzebuję porady to po prostu do was zatelefonuję. No nie  rób  mi tego - powiedział Wojtek, chcę być razem  z tobą. Tata stwierdził, że on pójdzie jednak do kawiarni i może  sam posiedzieć, bo po drodze wpadnie do księgarni, która jest na dole. Gdy wyszli  Marta zapytała  się, czy Wojtek ma odpowiednie buty do garnituru, bo nawet najbardziej markowe adidasy nie pasują do tego garnituru. No a jakie mam mieć buty, twoim zdaniem? Primo- wygodne, sekundo albo skórzane półbuty albo mokasyny. No i czarne byłyby najlepsze.  Wygodne-mówisz- to najlepsze będą mokasyny skórzane, nie  zamszaki. Bo nie wiem  czemu, ale te  zamszaki obecnie to są  dziwne- nogi  się  w nich pocą. Jeśli tu nie kupimy to stąd pojedziemy na Chmielną.  Ja tam  zawsze sobie  buty kupowałem.  Ja też. Wiesz - jestem zdumiona ceną tych garniturów - u Bossa to można  zemdleć gdy się zerknie na cenę. Poniżej 2 tysięcy to tam raczej trudno kupić garnitur. Takie  centrum handlowe to dobra rzecz, bo wtedy są znacznie niższe ceny wynajmu powierzchni, co przecież też  się nakłada na cenę tego czym handluje  sklep.  Czynsze lokali użytkowych  szalenie wzrosły.  W wielu miastach na świecie takie centra handlowe istnieją i dobrze prosperują, bo tak naprawdę to wygodniej jest kupić jak najwięcej tego co potrzebujesz  w jednym  miejscu niż latać po mieście z wywieszonym językiem.  Ja to już nawet  zakupy żywnościowe robię chętnie w L'Eclercu, tym bardziej, że w tych centrach też już wynajmują  powierzchnię prywatni wytwórcy żywności a nie tylko duże, państwowe firmy. Ostatnio w jednej  z galerii sprzedawali podpłomyki. I żeby  było zabawniej to ludziska stali w kolejce do tego stoiska. A co to są te podpłomyki- nie słyszałem nic o podpłomykach. Toż to najstarsze pieczywo na świecie- ciasto z  mąki i  wody, bez drożdży , jajek, mleka. Mogę kiedyś w domu  zrobić- upieczemy je w piekarniku. Chodź, wejdziemy tutaj, chociaż to co jest na  wystawie to mnie jakoś nie podnieca. Same miniówy z marszczeniami na brzuchu

Wiesz - pomyślałam, że chociaż burgund świetnie prezentuje  się z kolorem złotym ewentualnie brązem ja sobie umyśliłam, że zapoluję na jakąś ciemno zieloną  sukienkę. W moim odczuciu ciemna  zieleń jak najbardziej pasuje do burgunda.  I chciałabym by była taka  podkreślająca moje kobiece kształty, więc dobrze by była dość dopasowana do ciała, ale żeby spódnica była rozkloszowana. Do tego zafunduję sobie czarne szpilunie, a czarną małą kopertówkę mam.  Gdy weszli zza zaplecza wysnuła  się jakaś panienka, która na  widok Wojtka dość  wyraźnie poprawiła  swą  sylwetkę ściągając mocno łopatki i wciągając   brzuch - Marta z Wojtkiem podeszła do stelaża  z wiszącymi  sukienkami - przeleciała je  wzrokiem i powiedziała do Wojtka- tu nic dla mnie nie ma, nie te kolory, nie te  fasony i pociągnęła go do drzwi. Gdy wyszli powiedziała - z taką sprzedawczynią to właściciel  szybko zbankrutuje. Wyglądała jak naćpana. Nie wykluczone  to jest - dopowiedział Wojtek - słyszałem, że masa młodych ludzi ćpa. No to pewnie my już nie jesteśmy młodzi - zawyrokowała Marta. Tak  dokładnie to ja chyba nigdy nie  byłam młoda,bo nie  zdarzyło mi się nawet spróbować. I nawet się ani razu nie upiłam. Ale i tak nigdy nie  wypiję więcej niż dwa kieliszki lekkiego wina w ciągu wieczoru i zawsze jest to do solidnej  kolacji. Kiedyś u jednej z dziewczyn ze studiów byłam w domu po notatki, bo to jedna  z nielicznych, która robi notatki z wykładu. Reszta  czasem ostentacyjnie włącza  dyktafony, ale ja stwierdziłam, że jakimś  cudem lepiej  mi wchodzi do głowy, gdy robię notatki. Podejrzewam, że  wtedy automatycznie   bardziej uważam. No i gdy u niej właśnie sobie  spisywałam co ważniejsze rzeczy wparował jej brat - nieomal w trupa pijany, a chłopak raptem o półtora  roku od nas starszy. Ona  zaczęła na niego krzyczeć, że znów  się  upił, że go wywalą  z pracy no to szybko porwałam  to co już sobie przepisałam i  szybko stamtąd wyszłam.  Ona twierdzi, że on to już jest alkoholikiem. I to nie jest jakaś dysfunkcyjna  rodzina w której np.jest melina pijacka lub któreś z rodziców  się  zapija. Ona się bardzo dobrze uczy, jest bardzo miłą i uczynna dziewczyną i czeka na koniec tego semestru jak na  zbawienie żeby pójść do pracy i razem ze  swoim chłopakiem wynająć gdzieś  małe mieszkanie. Już ma  nawet dogadane  miejsce pracy. Powiedziała, że mi zazdrości, że ja będę robiła II stopień i gdyby nie ten jej zaropiały braciszek to by jeszcze trochę posiedziała w domu i zrobiła ten drugi stopień, no ale  skoro chce  się wyprowadzić, żeby się odciąć od  rodziny to musi zacząć pracować.

Przeszli przez dwa następne  sklepy, ale wyszli z nich z pustymi rękami i gdy Marta już chciała odpuścić ten  zakup w tym dniu, weszli do sklepu, w którym siedział mężczyzna- tak na oko bliżej pięćdziesiątki niż czterdziestki i jak zauważyła Marta miał całkiem miłą  powierzchowność. Na ich widok szybko się  podniósł z wysokiego stołka, na którym siedział, z uśmiechem wymienił z nim pozdrowienie, spytał czym  może służyć, więc Marta  wyłuszczyła  czego szuka - pan uważnie słuchał,  gdy skończyła mówić stwierdził, że ma nadzieję spełnić jej życzenie.  Są "na  stanie" aż dwie,  zielone- ciemno zielone  sukienki. Jedna jest z miękkiego szyfonu, cała - oprócz  rękawów -na ciemno-zielonej podszewce. A druga  - druga jest z satyny, zielona w białe groszki. Wyjął obie sukienki, powiesił na wieszaku i powiedział - proszę obydwie obejrzeć jak są uszyte, potem obydwie przymierzyć i dopiero wtedy podjąć decyzję,  w której jest pani wygodniej,  w której się pani sama sobie  bardziej podoba - proszę się nie  spieszyć, gdy pani założy  sukienkę to proszę  w niej chwilę pospacerować- bo ważne jest również to jak  się sukienka układa w czasie  ruchu. Dam pani takie  służbowe  pantofelki na obcasie, bo to też  ważny detal. Są tu takie   szpilki rozmiar  36- chyba najczęściej występujący  w przyrodzie  rozmiar. A tu proszę włożyć na stópkę taki plastikowy ochraniacz,  żeby  nie przyczepiły  się jakieś  zarazki. Potem go pani wrzuci do kosza w kabinie .O, a tu może pan usiąść i będziemy razem podziwiać pana żonę w tych kreacjach. Wziął obydwie  sukienki razem z wieszakami i poprosił, by Marta poszła do kabiny. W kabinie powiesił obie  sukienki, ukłonił się lekko i powiedział- proszę się nie  spieszyć, tłumów  wszak nie  ma.

Marta weszła do kabiny zdjęła swoje buty, założyła  "pokrowczyk" na stopy i wpierw założyła sukienkę  szyfonową. To była bardzo ciemna  zieleń, sukienka  była odcinana w tali i plisowana. Dekolt był kopertowy ,  długie  rękawy ujęte  były w mankiety zapinane na dwa guziczki. Sukienka  była krótka, ale zakrywała kolana. W talii był szeroki i długi pasek do zawiązywania - można było nawet  zawiązać go w kokardę.

Wyszła z kabiny, a miły pan powiedział- proszę się spokojnie obejrzeć w dużym lustrze, przespacerować zerkając  w lustro . Stojąc w tym dużym lustrze widzi się pani i z przodu i z tyłu, bo za panią też jest lustro. Marta podziwiała miękkość tego szyfonu jak i podszewki. Sukienka delikatnie  falowała gdy szła i Marta zapytała  się Wojtka jak mu się ona widzi w tej kreacji. Martuniu , pięknie wyglądasz, ale obejrzymy też i drugą  sukienkę.  Marta powędrowała do kabiny i przymierzyła  drugą sukienkę. Ta była też  zielona, ale nie taka ciemna i miała gęsto nadrukowane białe groszki wielkości 10-groszówki, dekolt też był kopertowy, rękawy miała 3/4, była odcinana w talii i spódnica  była  więcej  niż z połówki koła i sięgała do połowy  łydki. Była równie  wygodna i dobrze  się układała , tak jak i poprzednia. Gdy stanęła przed Wojtkiem ten powiedział - bierzemy obydwie!  W obu wyglądasz świetnie!  W tych groszkach to weźmiesz ślub, a ta druga będzie na jakieś wytworne okazje.

Pan ma rację - rzeczywiście  w obu wygląda pani świetnie . I nie ma u mnie  w sklepie i nie było więcej takich sukienek. Na ogół szyjemy 2 lub trzy  sztuki, więc jest minimalna  szans, że spotka pani drugą osobę w identycznej kreacji.  A  ja tam zobaczyłam jeszcze jedną sukienkę , w tej  szafie opatrzonej napisem medyczne.  Czy mogłabym ją zobaczyć? Oczywiście - to faktycznie sukienka dla pań związanych z medycyną. Jest uszyta  z elastycznej tkaniny, ma dwie  duże kieszenie w tym w jednej kieszeni jest druga, wydzielona na  komórkę i jest jeszcze kieszonka  na piersi, Pierze się w 40 stopniach, nie trzeba prasować, schnie bardzo szybko. Bo my również szyjemy sukienki dla medyków. Jaki kolor mam podać? Może ten ciemno błękitny?  Tak, proszę. Przymierzy pani? Właściwie to tak bo i tak przecież muszę te groszki z siebie  zdjąć.  Marta obejrzała  się  w lustrze i stwierdziła, że sukienka  jest super- prosta, wygodna i ładna a do tego w dobrej  cenie. 

Gdy doszło do płacenia Marta  zorientowała  się, że mężczyzna  nie uwzględnił w rachunku ceny sukienki medycznej i natychmiast to powiedziała.  Pan się  zaśmiał i powiedział - bo to prezent ode mnie dla pani  - przyda się pani na pewno. Odchodzimy od szycia  tej odzieży- za mało jej schodziło. A prezent  się należy, bo nie codziennie ktoś kupuje na raz dwie  sukienki.

                                                                 c.d.n.


 


poniedziałek, 11 września 2023

Córeczka tatusia - 7

 Gdy jechali do Pałacu  Ślubów Marta  powiedziała - jestem  zdania, żeby ślub  wziąć  już po naszych sesjach egzaminacyjnych, bo nawet taki ślub bez wesela to jest jednak nieco  zamieszania, więc może uda  się nam znaleźć jakiś termin w lipcu lub  w sierpniu. Masz rację - postaram się wszystko pozdawać w jeszcze  przed  sesją, w zerowym terminie- stwierdził Wojtek. Zresztą  zawsze tak robię. A ty kiedy masz ostatnie  zaliczenie? Za tydzień, bo trochę przesunęli i  muszę  się wziąć  ostro do roboty. No to tylko ci zajmę  z godzinę do półtorej, żebyśmy obejrzeli ten domek na Ursynowie, może nawet dziś lub jutro. Ja też muszę się trochę przyłożyć do tego by zdać jeszcze przed sesją. I mam spotkanie  z promotorem.

Ślub udało się załatwić na 29 lipca - poniedziałek, godzina  14,00. Świetne  rozpoczęcie  nowego tygodnia - stwierdziła urzędniczka. I potem uśmiechając  się powiedziała -  to w dniu pani imienin. 

No w pewnym sensie tak,  ale ja to świętuję  głównie urodziny bo uważam że to jest dla mnie ważniejsze niż dzień imienin jakiejś świętej, której imię mi dano - odpowiedziała Marta. A jak widać na metryce to urodziłam  się wiosną.  A poza  tym to doczytałam  się  w kalendarzu, że 27 lipca  też jest dniem  imienin  Marty. Biorąc pod uwagę ilość imion to kiedyś  chyba sami święci chodzili po tym łez padole - powiedziała ze śmiechem Marta. 

Czy spodziewają się państwo jakiejś większej ilości osób na uroczystości?  No bo jeśli będzie  dużo gości to muszę tu więcej  czasu zarezerwować. Na pewno nie będzie  więcej niż 30 osób - zapewnił  ją Wojtek- poza tym chcielibyśmy  wypić z  widzami po kieliszku szampana - poinformował Wojtek panią urzędniczkę. Moja narzeczona nie przepada za dużymi imprezami, ja  zresztą też nie, więc nie będzie jakiegoś super  spędu z tej okazji. Poza tym lipiec to miesiąc urlopowy, więc wiele osób będzie już na  wakacjach. A dane  drugiego świadka to uzupełnię jutro - bo zupełnie  nie pamiętam jego danych. A o której pan będzie? - to umówię od razu kolegę, który będzie  podczaszym. 

Najbardziej by mi pasowało tak około 10 rano. A czy ewentualnie mogę wtedy  zmienić świadka, bo prawdę mówiąc to jeszcze mu nie mówiłem, że będzie świadkiem. A to pana brat pewnie, bo to samo nazwisko - pani wyraźnie  należała  do bystrych urzędniczek. Nie, to mój ojciec. No jasne, żaden problem, tylko żeby  miał dowód osobisty przy  sobie na państwa  ślubie. Dowodu polskiego to pewnie ojciec   nie ma,  ale ma ważny polski paszport, a dowód to ma austriacki - dopowiedział Wojtek.

Zastanawiam się nad  tym w co mam  się ubrać - tak tam elegancko, że dżinsy raczej odpadają, poza tym skoro będą jacyś twoi potencjalni klienci to muszę jakoś  wyglądać- stwierdziła Marta gdy  wyszli z USC. Podjedźmy do ciebie to przymierzysz swój garnitur - bo może trzeba go odświeżyć w pralni i  może coś wymiarowo jeszcze poprawić, bo może schudłeś lub utyłeś od  chwili gdy go nabyłeś.  Albo kupić nowy. A ja dziś przepatrzę co mam w  szafie oprócz kilku par dżinsów, kilku spodniumów i stosu różnych bluzek i sweterków. Chyba  wybiorę  się w sobotę na  polatanie po sklepach. No to i ja się  z tobą wybiorę, jeśli oczywiście pozwolisz.

Przemyślałeś tę  decyzję?- spytała. Bo mam zamiar  wpierw przelecieć przez pawilony prywatne na Królewskiej, jak tam nic  mi w oko nie  wpadnie to przejdę się na Chmielną i może w Al. Jerozolimskie vis a vis dworca, bo tam też kiedyś były niezłe kiecki. Nie  chcę kupić czegoś  co założę tylko na te pół godziny.  I chyba  sobie zafunduję jakieś  nowe  szpileczki.  I będę musiała umówić  się z fryzjerką. I musimy pomyśleć gdzie sobie  zamówimy jakieś małe przyjątko, czyli obiad poślubny. Mam na oku  dwa miejsca - restauracja w Bristolu  albo w Europejskim. Oczywiście zamówimy sobie po prostu  stolik  na  pięć osób i  każdy  sobie  weźmie do jedzenia  to na  co będzie  miał ochotę.   Najchętniej kupiłabym  sobie jakiś taki  ciuch, w którym mogłabym potem pójść  do teatru czy na jakieś lepsze wyjście. No i byłoby miło gdyby  pogoda nam  dopisała i nie padał deszcz. I żeby  było ciepło ale  nie upalnie. I muszę  sobie kupić małą torebkę - kopertówkę. Muszę przecież gdzieś trzymać chusteczkę  do nosa,  dowód osobisty, prawo jazdy.  Taka mała  torebka to niezła  rzecz, bo czasem nie wiadomo  co z rękami zrobić, więc się je  zajmuje torebką.

Przymierzymy dziś w domu obrączki - bo moja już nieżyjąca babcia, mama tatki, dała obrączki dla mnie  jako powitanie na tym świecie. Obie są ażurowe, mają po 3mm szerokości. Ładne i oryginalne. Ale nie wiem czy ta męska będzie dobra dla ciebie. Damska jest dla mnie  dobra. I dlatego trzeba byś swoją jak najprędzej  przymierzył bo może trzeba  będzie szukać "ratunku" u jubilera. Poza tym są w domu jakieś "kawałeczki" złota  bo moja matka rzekomo zgubiła obrączkę jeszcze przed rozwodem i potem gdy  się wyprowadziła tata ją znalazł w szafce łazienkowej robiąc porządki, bo matka zostawiła masę resztek swoich "upiększaczy" - była w słoiku z resztką jakiegoś kremu. A słoik był z matowego szkła i bardzo mi się podobał i poprosiłam tatę, by mi dał ten słoiczek. Tata otworzył, by sprawdzić co tam jest i tam była jej obrączka.

Chyba  powinieneś dziś poinformować   rodziców kiedy jest ślub jak i o  tym, że to nie będzie żadna super gala tylko zupełnie prosta formalność. No i powiesz  mamie, że ja mam wszystko do ślubu co mi jest niezbędne już kupione. Pewnie będzie niepocieszona, że nie będzie  miała okazji polatać ze mną po sklepach. I chyba będzie trzeba kupić materac do tego łóżka po cioci i z jednego pokoju zrobić typową sypialnię. Przecież ich nie  wyrzucimy do hotelu,  skoro twoje  mieszkanie będzie stało puste. Tylko trzeba to łóżko ciocine wymierzyć. Zrobimy to gdy już przymierzysz  garnitur.

Przymierzanie garnituru, który był z wełny setki a do tego ciemny uświadomiło Wojtkowi, że trzeba się rozejrzeć za jakimś garniturem - najlepiej letnim, jaśniejszym.  No to w sobotę rozejrzymy  się też za jakimś garniturem dla ciebie- podsumowała  sprawę Marta. Z tym, że w tym wyglądasz  dobrze i nic mu nie dolega i niezależnie od tego w jakim kolorze kupię sukienkę to każda będzie pasowała.  Ale na pewno nie  sprawię  sobie jakiejś białej sukienki. Poczytałam  sobie w necie o ślubnych strojach dla obu  płci i z lekka się omal  nie zadusiłam  ze śmiechu. No bo oczywiście  wszystkie kreacje głównie dotyczą ślubu kościelnego, do którego "prawdziwy mężczyzna" powinien iść w czarnym  garniturze i oczywiście  w białej koszuli i w  związku  z tym ważny jest krój garnituru a tak  dokładnie  to krój marynarki. Strasznie  dużo tam napisali, ale po przeczytaniu tego  wszystkiego to tylko głupsza jestem  w temacie. I wg nich typ garnituru -tego obowiązkowo czarnego- ma się komponować z sukienką panny młodej, jako że stare panny ślubu nie biorą, więc  wpierw  powinno  się wybrać suknię dla niej a potem dobierać  garnitur. W związku  z tym  my wpierw  się rozejrzymy za garniturem dla  ciebie, albo pójdziesz  w tym, a potem coś na  siebie  kupię. Bo skoro  ktoś  bierze ślub kościelny to wiadomo, że suknia będzie biała,  mniej lub bardziej strojna, więc nie pojęłam  co w garniturze ma być do tej białej sukni dobrane.   Jest lato, ten ślub  cywilny to nie rozdanie Oskarów, więc możesz być w letnim garniturze, bo ci  się po prostu potem przyda. A ja najchętniej kupiłabym coś w "błękicie królewskim"  a może  coś wesołego-wzorzystego. A może coś zielonego?

Podprowadziła Wojtka do okna, odsunęła  firanki,  przyjrzała  się garniturowi  i powiedziała- ten garnitur to bardzo, bardzo ciemna zieleń  i z daleka to marnie  widać  tę zieleń, wygląda niemal jak czarny. No to ja  zapoluję na coś ciemno chabrowego lub ciemno-zielonego. I wpadniemy też do sklepu z kieckami ślubnymi, bo tam bywają też sukienki na wesele i może tam coś  być. Koleżanka kupiła tam dla  siebie sukienkę w pięknym kolorze czerwonego wina. I wcale się nie wybierała na ślub czy wesele- to była fajna tak  zwana koktajlowa sukienka i była  w niej na  zabawie  sylwestrowej.

Wojtek przyglądał się Marcie z zaciekawieniem , w końcu  powiedział - czuję się tak, jakbym  był w obcym kraju i nie znał jego języka i trochę mnie  wyobraźnia  zawodzi. Rozpoznaję tylko podstawowe kolory a i to najlepiej gdy są na kablach. A ty mi  się podobasz cały czas i to niezależnie w jakim ubraniu, choć najbardziej lubię cię oglądać w bikini - mam nawet takie  twoje  zdjęcie - w zielonym bikini w jakieś białe cętki. Marta zaczęła  się  śmiać - to nie były cętki tylko kwiatki. Strasznie   szybko wypłowiał ten kostium na  słońcu. Ale lubiłam go. Wiesz co? wracajmy lepiej do domu, podobno mamy  się uczyć a poza tym to ja  muszę jeszcze 4 dni odczekać, żeby minęło mi równe dwa tygodnie.  A o co chodzi bo nie wiem?  Co ci dolega? - Wojtek  wyraźnie  się zaniepokoił. 

Nic- nic mi nie  dolega,  zaczęłam brać tabletki i muszę od pierwszej zaczekać równe dwa tygodnie. To miała być niespodzianka  dla ciebie. No i jest a ja już z pół apteki wykupiłem w ramach zabezpieczeń! Pani farmaceutka   z trudem hamowała  śmiech.  Czemu mi nic nie powiedziałaś? No bo chciałam, żebyś miał niespodziankę. No i mam - nie śmiałem  cię nawet prosić byś brała tabletki. Jesteś naprawdę nadzwyczajną dziewczyną. Jestem po prostu nadzwyczajnie i  ciągle w tobie  zakochana - zupełnie mi to  zaczadzenie  z podstawówki nie minęło. Wojtek przytulił ją - to bardzo, bardzo dobrze, bo mnie też nie minęło tylko się jeszcze pogłębiło.  I wcale mi nie przeszkadza, że takie historie  rzadko  się zdarzają. Tak twój tata twierdzi. Wiesz , chyba dziś zamówię on line materac do tego drugiego łóżka. Niech przywiozą mi do domu - można u nich umówić  się na określony dzień- najwyżej jeden  dzień przesiedzę w domu. A to łóżko bez materaca to nawet nie jest ciężkie, tylko muszę pomyśleć jak tam  wszystko ustawić. Jak facet przyleci z tym materacem to z nim to łóżko przeniosę, bo nie chce mi się go rozkręcać na części. A bokiem przejdzie spokojnie.

No to chodź - popatrzymy, poprzesuwamy tam meble i to łóżko na boku postawimy i przesuniemy. Postawimy je na tym paskudnym kocu po cioci i da  się lekko przesunąć. I potem ten koc wyleci na śmietnik gdy będziemy wychodzić. Ten koc to chyba  był starszy od  cioci, tylko już jest cholernie wysłużony- stwierdziła Marta. I kolor ma  mocno nieciekawy. Bo to historyczny koc- z wełny wielbłądziej utkany- ponoć z takich koców były  beduińskie namioty-wyjaśnił Wojtek. Ciocia go podobno z Egiptu przywiozła.  Marta zaczęła  się  śmiać- a jak się  już koc wysłużył jako część namiotu to go wciskali turystom na pamiątkę - śmiała  się Marta. Bardzo możliwe - ale aż się dziwię, że go nie chciała  wziąć ze sobą do zakładu. Pewnie dlatego go zostawili bo ma dwie dziurki i psułby obraz reszty rzeczy. Nim go wyrzucimy to się jednak  zapytam taty czy może  go chce - bo może on też ma jakieś wspominki w  związku z tym kocem, skoro go nie wyrzucili.  Bo nawet zrobili "kupkę rzeczy do wyrzucenia", ale pewnie koc  był złożony i  tych  dziur nie  zauważyli. 

I pomyślałem, że na czas ich pobytu w Warszawie to my tu sobie pomieszkamy, a jak wyjadą to wrócimy do taty. I to do wspólnego pokoju, a nie do dwóch różnych. Tylko kiepsko bo będę musiał pisać  pracę, ale chyba gdzieś na dwa tygodnie  uda  się nam wyskoczyć w sierpniu. Mama to pewnie będzie nas męczyła żebyśmy u  nich trochę pobyli - przecież musi się pochwalić, że została  teściową. Poza tym to ona  cię uwielbia - jeszcze nigdy nie powiedziała o tobie "Marta" - zawsze jesteś Martusia. Nie mówiłem  ci, ale mnie tresowała bym zawsze mówił ci same  miłe rzeczy. Tak jakbyś mi była obojętną dziewczyną.

Bo twoja mama jest z natury  serdeczną osobą - wytłumaczyła Wojtkowi Marta.  Do ciebie  zawsze mówi "Tusiek" albo "Wojtuniu"- przecież to miłe. Zapewniam cię, że to dużo milsze niż słuchanie od  własnej matki, że jej w życiu przeszkadzasz  bo jest przez ciebie uwiązana. Ty jesteś dzieckiem miłości swoich rodziców  a ja  dzieckiem z  nie pożądanego przypadku. Taka różnica. Od taty nigdy  nie usłyszałam "daj mi spokój" - tata trochę był przerażony  swoim niespodziewanym ojcostwem  ale był po uszy  w niej  zakochany gdy ją poznał.  A tak z opowieści taty to sądzę, że ona po prostu bardzo  chciała wyjść ze  swojego rodzinnego domu i to  był wg niej najlepszy  sposób. A tatko, zakochany naiwniak, wierzył, że ona się "na tym zna", wie kiedy absolutnie  nie powinno się kochać nawet z prezerwatywą bo jakością nie grzeszyły i zawsze mówiła tacie, że nie lubi tego "osprzętu". Ja myślę, że ona  wcale  nie kochała taty. Mnie  zresztą też nie kochała. Zawsze mi mówiła, że jestem brzydkim  dzieckiem bo jestem podobna do taty. A przecież tata wcale nie jest brzydkim człowiekiem. Tata mówi, że pewnie dlatego go zdradziła bo on często  wyjeżdżał w delegacje i ona  się  czuła  samotna. Mój tata to każdego niemal stara  się rozgrzeszyć.  A co mają w takim  razie powiedzieć żony marynarzy?  Na pewno czują  się samotne,  ale to nie powód by leźć z kimś do łóżka.  A jeśli zdarzyło  się tak, że jej miłość do taty uleciała  w niebyt to mogła przecież mu o tym  powiedzieć i poprosić go o to, by się  rozeszli.  

Ale wtedy to pewnie sąd przyznał by ciebie jej- bo zawsze dziecko  nieletnie  sąd przyznaje matce, zwłaszcza dziewczynki- zauważył Wojtek. Gdybyś ty na tej rozprawie nie powiedziała otwartym tekstem, że nie chcesz  być u matki i nie opowiedziała o tym, że matka ci mówi, że jesteś dla niej kłopotem i ciężarem to by cię z nią zostawili a tata by płacił alimenty. A twoja mama nigdy po tym rozwodzie nie była u ciebie?  Nie, nigdy. To  chyba  jednak jakiś  dowód na to, że wcale  mnie  nie kochała. No tak gdy się kogoś kocha to się go nie zdradza, a ona zdradziła i twego tatę i ciebie.

Wojtuś, a ty tu, przez ten czas studiów nie byłeś z żadną dziewczyną?  Nie - nie byłem. Przyjaźniłem się z tobą, wiesz sama jak bardzo mało  miałem wolnego czasu. To naprawdę trudny wydział. A jak miałem troszkę wolnego czasu to spędzałem go  tobą.  Gdy ja tu  wróciłem ty jeszcze kończyłaś liceum. A potem zacząłem już trochę projektować i miałem  z tego niezłe pieniądze, ale to też  zabierało czas. Pamiętam jak bardzo byłaś  zdziwiona, że nie zostałem w Austrii. A wiesz, że ja cię przez jakiś czas  szpiegowałem? Nie wierzyłem, że nie chodzisz z jakimś chłopakiem. No a potem odetchnąłem bo wylądowałaś po szkole wśród  samych dziewczyn. Na uczelni miałaś tylko koleżanki, a po uczelni to starałem  się być jak najczęściej z tobą. 

Fajnie - ja cały czas podejrzewałam, że masz jakąś dziewczynę bo mnie nie przytulałeś, nawet nie trzymałeś  za rękę w kinie i bardzo często chodziliśmy  razem z moim tatą. A tak strasznie chciałam by wróciły te wszystkie nasze "niegrzeczności". Też tego chciałem, ale takie  "niegrzeczności" jak je nazwałaś zupełnie inne skutki mają gdy się jest nastolatkiem a zupełnie inne gdy się jest już te kilka lat starszym. Myślałem, że się wykończę. Przy okazji zauważyłem, że pragnienie mam mocno ukierunkowane na ciebie a nie na jakąś inną  kobietę jako taką. Nie umiałem, nie miałem chęci na inną dziewczynę. Nie wiem jak to zrobiłaś, ale jestem w całości twój. Jak byłaś na pierwszym  roku to wiedziałem, że raczej małżeństwo ci nie posłuży - byłaś nieco przerażona tym ogromem wiedzy tak różnej od tego co się wyniosło z liceum, więc  czekałem. Między innymi gdy tylko zacząłem kumać na studiach to zacząłem pracować - nie  szło mi o forsę ale o zabicie  czasu. Myślenie męczy nie  tylko umysł. No ale forsa  się przydała- wpłaciłem na mieszkanie.

No to wychodzi na to, że mieszkań będzie u nas dostatek - zaśmiała  się Marta - podobno niedługo będzie też moje mieszkanie do odebrania. I myślę, że będziemy je wynajmować, tam będą tylko trzy pokoje, tu mamy cztery.  Wojtuniu - a ty naprawdę zgadzasz  się żebyśmy mieszkali razem z moim tatą? No pewnie, on jest dla mnie bardziej tatą niż mój rodzony ojciec.

                                                                       c.d.n.



sobota, 9 września 2023

Córeczka tatusia - 6

 W poniedziałek, gdy Marta wychodziła ze  swojej uczelni przed budynkiem zobaczyła Wojtka, który nigdy po  nią nie przyjeżdżał,  bo zajęcia na  swojej uczelni  kończył znacznie później. Na jego widok zamiast się ucieszyć......zdenerwowała  się, bo pomyślała, że stało się  coś niedobrego  z tatą.  Co  się stało?-zapytała.  Nic się nie  stało, po prostu przyjechałem po swoją narzeczoną, żeby  mi jej ktoś nie porwał. Wyszedłem wcześniej, więc pojedziemy teraz-zaraz do tego Archiwum i może  załapiemy się na te numerki.

Daj buźki zamiast prowadzić śledztwo - niech  wszyscy  widzą, że masz faceta i nie jesteś wolna. Gdy "dała  buźki"  wsiedli do jego samochodu  i pojechali na Służewiec. No ale nie mamy tych starych metryk - zauważyła.  No to co? - zapewne  mało kto ma - tylko dowód osobisty jest potrzebny- dzwoniłem tam dzisiaj. Dziś jest jakiś  dobry dzień na  załatwianie  spraw. I umówiłem się na drugą  część tygodnia z facetem, który będzie moim promotorem.  Jeśli nam nie  wydadzą dziś tych metryk to napiszemy upoważnienie dla tatki  - mam nawet jego numer  Dowodu Osobistego, bo go poprosiłem  by mi podał.

Szalenie  się uaktywniłeś - stwierdziła Marta. No to ci jeszcze powiem, że posprzątałem dziś mieszkanie i dołożyłem  jeszcze jeden zamek do drzwi, do którego moi szanowni  rodzice nie mają klucza. Dlaczego? Co dlaczego? Sprzątnąłem,  bo po zabraniu przez  moich  rodziców rzeczy cioci wyglądało jakby tajfun przez  chałupę przeleciał. Przy okazji wywietrzyłem elegancko pokój w którym była ciocia i wywaliłem materac z jej łóżka bo nie  wyglądał  najlepiej i wyobraź  sobie, że  w ciągu godziny  już   się komuś przydał. Mam  w planie odmalowanie tego pokoju, ale  chyba wynajmę kogoś  do tej roboty. Mogę  wtedy go pilnować i pisać jednocześnie pracę.  A dlaczego dodałem jeszcze jeden  zamek? Bo pewnie mieszkanie będzie stało puste. Przecież nie  chcesz by tata mieszkał sam. Rozmawialiśmy wczoraj o  tym z tatą. Po ślubie mamy przecież  mieszkać  z nim razem. Przed ślubem będę mógł u was nocować, żebyśmy nie tracili  czasu na randki, bo ja  muszę pisać  a ty żebyś  się  spokojnie uczyła.  Tak  się  dogadałem z twoim tatą. A to moje  mieszkanie możemy udostępniać  mojemu ojcu gdy raz na jakiś czas tu  zjedzie  sam albo z matką.

A ślub możemy wziąć albo w Wilanowskim  USC albo Ursynowskim i wtedy zapłacimy  raptem 84 złote,  Albo możemy  zamówić  sobie urzędnika by udzielił ślubu poza USC i wtedy zapłacimy 1000zł. Można płacić przelewem lub gotówką, z tym,  że inne jest konto  do opłaty za ślub poza USC. Już to też  dziś sprawdziłem. Moja matka jest na mnie wściekła, że wyjechałem tu na studia, bo oni chcą byśmy wszyscy mieli obywatelstwo austriackie  (można mieć dwa, jak w Niemczech) tylko trzeba nieprzerwanie mieszkać 6 lat. Oni oczywiście już mają, ja też mógłbym  mieć bo nadal jestem u  nich zameldowany, więc niby  mieszkam, ale nie wystąpiłem o "ichnie" obywatelstwo, więc  cierpi bo niestety ona  nie może o nie dla mnie wystąpić. 

Rzeczywiście  ten dzień był dobry na  załatwianie  różnych spraw - nie  dość, że dostali numerki, to  powiedziano im, że za dwie  godziny będą mogli odebrać swoje metryki. No to w takim razie  pojedźmy do domu, zjemy szybko jakiś  lunch  i wrócimy. Nie przepadam  za  jedzeniem  na mieście- stwierdziła  Marta. Lubisz omlet? Mogę  zrobić taki szybciusi lunch czyli omlet  z groszkiem zielonym. A obiad  to zjemy gdy wrócimy. Zobaczę przy okazji co trzeba do domu dokupić. Musisz mój kochany zacząć jeść obiady  z prawdziwego zdarzenia a nie te ze studenckiej jadłodajni. Należy  dobrze odżywiać twój mózg, bo musisz  napisać dobrą pracę. Będziemy  jedli dużo warzyw i owoców, minimalne ilości wieprzowiny, z mięsa głównie drób,cielęcinę, ryby. Podasz mi listę  tego, czego absolutnie  nie jadasz i tego co najbardziej  lubisz. Ty masz zajęcia na Nowowiejskiej chyba. Tak. Ale teraz to już mam stosunkowo mało zajęć, nie ma już siedzenia cały dzień na uczelni. Teraz  sporo w domu pracuję. To dobrze, tata ci zawsze coś podsunie do zjedzenia. Tata świetnie  gotuje a poza  tym lubi to robić. Bo ja co prawda gotuję nieźle,  ale jak tata mówi "same  wynalazki" żeby  przypadkiem za długo przy garach  nie stać. Ale rosół to raczej bardzo  długo gotuję - kiedyś gotował się do 5 rano, bo o nim zapomniałam- ale był na takim najmniejszym gazie. Dobrze, że tata tego nie  widział, bo zdenerwował by  się.

Szybko zjedli lunch i pojechali z powrotem do Archiwum. Tacie Marta  zostawiła kartkę  z informacją, że pojechała z Wojtkiem  do Archiwum, zjedli w  domu lunch  i wrócą pewnie  za 3 godziny. 

W drodze  do archiwum Wojtek  rzucił propozycję  by od  razu dziś zdecydowali się, w którym USC chcą brać ślub  i tam wpadli zorientować  się jakie  są terminy oczekiwania na tę uroczystość. Ja myślę, że możemy wziąć ślub na Ursynowie, mają tam  całkiem ładny ratusz z dobrym, rozległym parkingiem. A ja muszę na  nasz  ślub zaprosić kilkanaście osób, więc trzeba  będzie zorganizować toast z jakąś mini zagryzką. I żeby zminimalizować liczbę osób na pewno nie  wybierzemy soboty. Zresztą soboty są z reguły mocno "obłożone"  - to wiem od kolegów. Zastanawiam się nad  tym ślubem poza USC, ale nie bardzo widzę gdzie można by to zrobić. Gdybyśmy mieli jakąś willę z ogrodem to wtedy można  by coś takiego wymodzić.  A tak nawiasem - jaki jest twój stosunek do posiadania jednorodzinnego domu o powierzchni mieszkalnej do 200 metrów kwadratowych? Bo ja wiem?- zastanowiła  się Marta. Na pewno domek pod  Warszawą to mi  zupełnie  nie pasuje, bo kiedyś zapewne zafundujemy sobie  jakieś  dziecko i gdy będzie w  wieku przedszkolnym  a potem  szkolnym to nam nosem wyjdzie  wożenie bachora do  szkoły, bo dobre lokalizacje  to już dawno są zabudowane.  A w Warszawie to raczej już nie ma  szansy na  nowy dom- to wszystko co  się teraz  buduje to jest ze 30 km od  centrum miasta i nim się ucywilizuje i będą wszelakie  zdobycze jak  sklepy, opieka  zdrowotna, szkoła, przedszkole to schodzi lekko 5-10 lat. A czemu pytasz? 

Bo znajomy, który ma taki segment na Ursynowie ma zamiar opuścić Polskę i pyta czy jestem zainteresowany kupnem. Pomyślałem, że obejrzeć  można i się nad  tym zastanowić. Oczywiście musiałbym zaraz  sprzedać to mieszkanie które mi wnet powinni oddać do użytku i szybko podjąć pracę, żeby wziąć kredyt w jakimś banku. Powiedziałem mu, że teraz to  się żenię i muszę to wpierw z tobą omówić. Lokalizacja jest  w porządku , to jest takie mini osiedle, na Kabatach, podłączone  do mediów  miejskich. Twój tata mówił mi niedawno, że gdy był już po rozwodzie to przegapił kupno domku na Sadybie - ktoś go sprzedawał bo nie miał forsy na podłączenie go do miejskich mediów, więc  go sprzedawał,  a tata go nie kupił bo był spory ogród i bał  się, żebyś  sama  siedziała w domu po powrocie  ze  szkoły. Możemy tam wszyscy razem podjechać i obejrzeć. Facet ma  wobec  mnie pewien dług, głównie wdzięczności, bo mu coś prawie darmo opracowałem i  czuje się zobowiązany. Bo jeszcze  się zdarzają na świecie porządni ludzie. To na końcu Ursynowa, ale niedaleko jest już zbudowana końcowa  stacja metra. Za to blisko spacerkiem do Lasu Kabackiego. A nim się ewentualnie  rozmnożymy to i  szkoła tam będzie. Zaproszę go na  ślub,  to dobry klient.  Zresztą szkół i przedszkoli  to na Ursynowie  nie brak. Szalenie  się ten Ursynów rozrasta i zabiera stare podwarszawskie osiedla. Ale trzeba przyznać, że jest nieźle zaprojektowany. Co prawda trafienie gdzieś bez planu osiedla grozi śmiercią lub kalectwem, bo nazwa ulicy dziwnym trafem  nie odpowiada  adresowi, pod którym stoi dany budynek. 

Nie rozumiem o co biega - stwierdziła Marta. Wyjaśnij mi to.  No bo jedziesz ulicą o jakiejś tam nazwie a budynki po obu stronach tej ulicy mają zupełnie inne adresy- popatrz- i zaczął rysować- jedziesz np. ulicą jakiegoś  pana o nazwisku R. a na budynkach po prawej  stronie są adresy ulicy na literę M. a po lewej na literę S., ale  adresu zgodnego z ulicą  którą jedziesz nie uświadczysz.  No normalnie oszaleć można. Ja już to rozgryzłem, ale dopiero jak widzisz  plan osiedla to zobaczysz na czym to polega. To jest jakby zbiór malutkich osiedli, nie mających adresowo nic  wspólnego z tą główną ulicą. Istne kuriozum adresowe. Ale osiedle fajne, już jest tam pełna  cywilizacja. No i sporo jest domów z cegły a nie z wielkiej płyty. Te wcześniej budowane to były głównie z wielkiej płyty. 

Oczywiście możemy popatrzeć na ten segment. Mam  tylko nadzieję, że nie ma  tam za wiele ogrodu bo ja to raczej  z tych które  są  beztaleńciem  ogrodniczym.  Albo  doniczkowy kwiatek  zasuszę  albo  zatopię- nie ma trzeciej opcji. I na pewno nie będę niczego hodowała  w ogródku i na  wszelki wypadek powinna tam  być posiana trawa taka jak na boiska sportowe, bo jest wytrzymała, więc może i moją opiekę by wytrzymała. Wojtek zaśmiewał się, ale Marta powiedziała bardzo poważnie - ja nie żartuję, naprawdę nie mam talentu do hodowli roślin. I poważnie się zastanawiam nad  tym czy będę miała  kiedyś ochotę na dziecko - może odziedziczyłam geny po matce i dojdę  do wniosku, że  dzieci to nie moja   bajka. Przemyśl jeszcze dokładnie czy na pewno chcesz mnie za żonę.       

Już to przemyślałem. Kilku naszych kolegów ze szkoły już się rozmnożyło, na studiach też już mam kilku dzieciatych. Na pewno nie przewiduję dziecka w najbliższej przyszłości i też nie  wiem czy posiadanie dziecka to moja  bajka.  Za to wiem i jestem pewien, że chcę być z tobą razem. Męczę się gdy cię nie ma obok  mnie.

Gdy odebrali  odpisy swoich metryk i wyszli z Archiwum Marta powiedziała - czy ty naprawdę zaprosisz swych, w pewnym sensie  służbowych,  znajomych?  Tak, jak najbardziej. Kontaktów prywatnych niemal nie mam, kolegów z uczelni raptem dwóch na tyle dobrych, że mogę ich na ślub zaprosić. W czasie gdy się nawiązuje przyjaźnie to ja byłem w Austrii, a na takich studiach jak  moje to się raczej nie  nawiązuje przyjaźni. Praca informatyka raczej nie  sprzyja takim kontaktom.  

No to w takim razie pojedźmy do tego Pałacu Ślubów, bo tam jest możliwość  zorganizowania toastu, a skoro nam dzień jest obojętny, to może jakiś termin się znajdzie za te 30 dni. Poza tym to jest miejsce  dość znane, łatwo  trafić i łatwo dojechać miejską komunikacją.  

A ty zaprosisz jakieś swoje koleżanki z uczelni?  Nie, nie mam tam jakichś aż tak zaprzyjaźnionych dziewczyn, żeby je  na ślub  zapraszać. Z dziewczynami z liceum  też  się kontakty pourywały. Niby wszystkie się wybierały na  studia a z tego co wiem to połowa wyjechała do pracy poza kraj, z pięć rzeczywiście studiuje w Warszawie, część robi tylko licencjaty, z tej piątki to jedna poszła na polonistykę, jedna na prawo a reszta  to nie wiem. Rodzinę , z uwagi na ten  rozwód też mamy mocno okrojoną. Tata był jedynakiem,  a dziadkowie jakoś dość  wcześnie poumierali.

Swoją matkę ostatni raz to widziałam na  sali sądowej w czasie rozprawy. Nie mam pojęcia czy jeszcze żyje,  czy jest w Polsce czy  może gdzieś wyjechała  na stałe. Nigdy jej nie obchodziłam a  po rozprawie to zapewne była na  mnie śmiertelnie obrażona, że wybrałam tatę. A powinna mi być wdzięczna, że jej spadłam z głowy,  skoro mało ją  obchodziłam. Długo nie wiedziałam, że tata zrezygnował z alimentów i dopiero gdy miałam z 15 lat dotarło do mnie, że chodziło mu o odizolowanie  mnie od  niej, skoro tak naprawdę ja jej wcale nie obchodziłam. Już dawno jestem dorosła,  ale nadal nie rozumiem jak można wykreślić  ze  swego  życia własne dziecko. Rozumiem, że można przestać kochać swego męża gdy ten nie jest dobrym mężem, ale nie  rozumiem jak można porzucić dziecko, które niczemu wszak nie zawiniło. Ja w ogóle  wiele spraw z obszaru damsko-męskiego nie  mogę pojąć. Nie rozumiem jak można się wbagnić  w nieplanowaną ciążę, bo wszak już nie  średniowiecze. Jeśli nie kochała taty, nie pragnęła  dziecka, to mogła po prostu nie brać z nim ślubu a mnie dać do adopcji. Jest mnóstwo małżeństw które chcą adoptować dziecko bo na  własne nie mają  szans. No ale mam przynajmniej doskonałego tatę. I szalenie dla mnie ważne jest to, że tata cię zaakceptował w 100%. Trochę był zdziwiony,  ale tak pozytywnie, że nasze uczucia przetrwały tyle lat. I to bardzo był zdziwiony, a nie  trochę - powiedział Wojtek. Bo to podobno  często  się  nie zdarza - tak  mi powiedział.

                                                               c.d.n.

czwartek, 7 września 2023

Córeczka tatusia - 5

 Rodzice  Wojtka  dotarli bardzo późno - ojciec pozostał tylko kilkanaście minut i wypożyczonym  samochodem  pojechał do hotelu, w którym już czekał na  niego szef.  Mama była przybita i nie bardzo wiadomo  dlaczego miała pretensje  do Wojtka, że "zaniedbał  ciocię". Z kolei Wojtek nie  czuł  się winny, mówiąc, że szanowną  ciocię to widywał tylko wieczorami - opiekunka przychodziła o 7 rano i najczęściej była do  godziny 19,00, bo przed  wyjściem szykowała  ciocię  do snu. 

Przecież ci mówiłem, że ciocia coś nie  za bardzo kontaktuje, a ty mi powiedziałaś, że to normalne na  starość a poza tym za mało  z ciocią  przebywam.  A ja nigdzie wieczorami nie  wychodziłem gdy wychodziła już  ta opiekunka.  Ja  się nie  znam na chorobach - jak  się czuła gorzej bo miała katar lub kaszel to wzywałem lekarza i wtedy opiekunka  nocowała w jej pokoju. Równie  dobrze może  się każdy dziwić, że ojciec wcześniej nie załatwił bardziej  fachowej opieki dla  cioci lub nie wziął jej do Austrii by mieszkała razem  z wami. Mnie  już tam dawno nie ma i macie  przecież  spore mieszkanie. Zresztą ciocia jest tylko 5 lat  starsza od taty. Nie pięć, ale osiem - to jej wymysł, że jest  tylko 5 lat starsza  - powiedziała  ze złością mama.  Chyba wiesz ile w Austrii kosztuje opieka - tu jest znacznie taniej. Mam nadzieję, że będziesz odwiedzał ciocię w tym Wiśniewie.  

Nie  sądzę - zaczynam pisać pracę magisterską i nie będę miał czasu na  jeżdżenie do cioci. W weekendy też będziesz  zajęty?- dziwiła  się mama. W weekendy będę odpoczywał a  odwiedzanie niekontaktującej starszej osoby trudno nazwać odpoczynkiem. Poza tym to ona naprawdę słabiutko kontaktuje. Myślisz, że była  w pełni świadoma tego, że przyjechał jej brat z żoną ? A może ucieszyła  się, że będzie teraz miała opiekę w zakładzie  sióstr?  Ciocia już od ponad  roku prawie nie kontaktuje, powtarza głównie  to co usłyszy od  swego rozmówcy. 

No ale przez  całe studia u niej mieszkałeś, nie  w akademiku. 

Chciałem mieszkać w  akademiku, to tata szybko zapisał to mieszkanie na mnie. Mamo, proszę  cię- oboje  wiemy, że kochana  ciocia Helenka nigdy nie była ulubienicą rodziny i była uważana za dziwoląga, bo nigdy nie  wyszła  za mąż. Zupełnie tak, jakby wyjście  za mąż było nobilitacją a stan wolny jakąś skazą. Z uwagi na  ciocię to cieszę  się że będzie teraz pod fachową opieką.  Mam nadzieję, że zawiadomiliście tę panią opiekunkę, że udało  się załatwić zakład.  Oczywiście, zaczekała na nas do chwili naszego powrotu i nawet pomogła  w pakowaniu rzeczy cioci. Tata nawet dał jej jakąś gratyfikację. No i fajnie - podsumował Wojtek- rozrywkowego życia przy cioci to nie  miała. 

Dobrze, że już kończysz  studia, bo nie  da się ukryć, że ten zakład kosztuje, nie wystarczy na niego to co ciocia dostaje z ZUS-u.  No to się jeszcze uciesz, z tego, że nie  chcemy żadnego wesela i wystawnego ślubu, bo to dopiero w tym kraju kosztuje.

Zrobiłeś  się synku złośliwy. Wojtek wzruszył ramionami - zawsze taki byłem, tylko od kilku lat widujemy się sporadycznie i krótko to tego nie  zauważyłaś. Poza tym to mamy specjalny fundusz na twoje małżeństwo- zawsze  chcieliśmy być miał dobry  start - informowała go mama. 

Marta, która była  zaskoczona całą tą rozmową włączyła się i powiedziała - najważniejsze w starcie młodego człowieka jest jego wykształcenie by mógł  dzięki temu znaleźć dobrą pracę. A Wojtek kończy taki kierunek, że bez trudu znajdzie dobrze płatną pracę. No i tak jak to uzgodniliśmy z Wojtkiem- nie  chcemy żadnego wesela i wystawnego ślubu.  

A kiedy chcecie wziąć ten ślub?  No na pewno nie teraz  / zaraz, jeszcze nawet z Wojtusiem nie rozmawialiśmy o tym szczegółowo. Na pewno wszystko będzie podporządkowane faktowi, że musi wpierw znaleźć promotora i napisać pracę, co może potrwać nawet rok. Nie znam  się na kierunku, który on ukończy- w czerwcu będzie  miał ostatnie egzaminy, ale  z tego co wiem od różnych koleżanek i kolegów to na niektórych  kierunkach  pisanie pracy może trwać wiele miesięcy, nawet rok, jeżeli są potrzebne jakieś wyniki prowadzonych z tej okazji badań czy doświadczeń. Mam na SGGW koleżankę - absolutorium zrobiła w ubiegłym roku, zaraz zaczęła pisać swą pracę magisterską, ale jeszcze jej nie ukończyła, bo przeprowadza  różne doświadczenia i nie może skończyć pisać dopóki nie będzie  miała wszystkich wyników tych badań.  A ja mam jeszcze przed  sobą 2 semestry na I stopień i potem 4 semestry na ukończenie studiów II stopnia. I nie ma jak tego przyspieszyć. Ale o tym wszystkim  to Wojtuś  wie. 

No to kiedy wy będziecie mieć dzieci?!- nieomal wykrzyknęła mama.

Mamo - a gdzie jest powiedziane czy zapisane, że musimy  mieć dzieci?  Czy twoim zdaniem ludzie  tylko po to biorą ślub by produkować dzieci?- spytał Wojtek.  Gdyby nie całe tony durnych przepisów, które wręcz do rozmnażania  się zachęcają to 3/4 osób żyłoby  sobie dobrze i  spokojnie  bez ślubów. W wielu krajach jest uznawany konkubinat, ale Polska zawsze była jest i będzie  zacofana pod  tym względem. W tym kraju dziecko urodzone w konkubinacie ma przechlapane i ma etykietkę nieślubnego dziecka. W innych krajach, które uznają instytucję konkubinatu, jeśli jest on zgłoszony jako forma związku, partner nie może bezkarnie wyrzucić partnerki z ich  wspólnego mieszkania,  a tu może- wszak to nie jest ślubna  żona. Sama wiesz jak jest w Austrii - tam przecież uznają konkubinat. Polska jest w grupie 11 krajów europejskich, które nie uznają  konkubinatów. 

Marta, którą cała ta rozmowa  nieco wytrąciła  z równowagi, poszła  do kuchni  w której siedział tata i miał przed sobą krzyżówkę. Marta przytuliła  się do niego i cichutko powiedziała - czuję się tak jak jeż, który odkrył swą pomyłkę złażąc ze  szczotki ryżowej. Nigdy więcej nie pojadę z wizytą do Austrii - teraz rozumiem dlaczego Wojtek wolał być w Warszawie niż w Grazu. Zawsze mnie  to dziwiło - teraz  przestało. 

Tata uśmiechnął się - nigdy nie mów nigdy. Na pewno pojedziecie tam z Wojtkiem nie jeden  raz, jakby na to  nie spojrzeć to jest jego matka.  Wojtek "poszedł" w tatę, choć ostatnio  po Wieśku  widać nieco wpływ szanownej małżonki.  Wiesz jak mówią - z kim przestajesz takim  się stajesz. Gdy ci ktoś  codziennie wkłada do głowy, że jesteś bardzo  wysoki, to po jakimś  czasie, choć jesteś konusem to zaczyna ci  się wydawać, że masz 2 metry wzrostu, tylko lustro źle odbija. A Wojtek ostatnio tak wygląda jakby zdobył Everest a nie  dziewczynę.  Przyprowadź tu Wojtka pod jakimś pretekstem - porozmawiam  z nim chwilę, a ty zajmij swą teściową jakąś babską rozmową- najlepiej o  ciuchach. Oni już w poniedziałek wieczorem wyjeżdżają, przetrzymasz. Tym łatwiej, że oboje  macie zajęcia na  swoich uczelniach,  a ja jestem odporny na jej "wielkopaństwo". Wyciągnę ją na miasto, czasem  dobrze jest mieć nienormowany  czas pracy. Pociąg mają w poniedziałek  wieczorem. A jutro możemy się wybrać na jakieś "ukulturnienie", może do muzeum  albo do Centrum Nauki - nie będzie  mogła gadać. Nooo, do  tego Centrum Kopernika to bym nawet  chętnie poszła,  a do  Muzeum Narodowego  też bym poszła - stwierdziła  Marta.

W niedzielę pojechali  razem zwiedzić Zamek, bo okazało  się, że teściowa jeszcze  nigdy nie widziała jego wnętrz. W którejś  z sal Wojtek, który cały czas obejmował Martę powiedział jej do ucha, że nie jest pewien czy to był dobry pomysł, bo matce może się zachcieć umeblować mieszkanie  w Grazu "podróbkami z epoki". Obiad zjedli w jednej ze staromiejskich restauracji i jeszcze przedreptali trochę po uliczkach Starego Miasta.

Przyszłej teściowej udało się nieco  zszokować Martę, bo powiedziała, że wprawdzie mieszka  w  Grazu wiele lat, ale  ani razu nie  zwiedzała tam żadnego zabytkowego obiektu, bo  nie  czuła takiej potrzeby. Do muzeum też nie  chodzi - przecież   lepiej  wszystko widać na  ekranie telewizora. No i to dreptanie po salach jest bardzo męczące. A ja lubię  zwiedzać zabytkowe obiekty- powiedziała Marta.To prawda- chodzenie po takich  salach jest  męczące,  ale ci co  w tych wnętrzach żyli, codziennie musieli się  całkiem  sporo nachodzić. Gdy już opuścili Zamek mama stwierdziła, że wyrobiła  chyba  aż dwuletni limit zwiedzania. Dopytywała  się, czy jest jeszcze w Warszawie giełda staroci, bo ona by chętnie na taką giełdę poszła, bo tak często można kupić "za psie pieniądze" jakieś  starocie.  Marta spojrzała na  zegarek i powiedziała - szkoda ,że wcześniej  nie powiedziałaś ciociu o tym, że masz chęć odwiedzenia tej giełdy. O tej porze to tam już nikogo i niczego nie ma, bo tam bardzo wcześnie rano zaczyna się sprzedaż,  podobno już od  siódmej  rano ludzie  rozkładają się z towarem.  Ale podobno tam jest sporo podróbek, rzeczy  są postarzane. 

Jeżeli chce  się kupić coś starego i oryginalnego a nie podróbkę  to trzeba się wybrać do DESY, bo oni nie  skupują podróbek. Ale ceny tam takie, że oko bieleje. Ciocia  mojej koleżanki miała  w domu niedużą szafkę- biblioteczkę, która na dole miała dwie szafki, których drzwiczki były ozdobione chińskimi  malowidełkami - mebelek  był śliczny, sprzedała go bardzo drogo, a stał w DESIE chyba  z rok no bo taki mebel musi być w pokoju, w którym reszta będzie się z nim komponowała.  Widziałam też u  niej  szafę z hebanu i drzwi tej szafy były rzeźbione - przedstawiały sceny z jakichś bitew. To było piękne, ale nikt tego nie kupił i mam podejrzenie, że szafa albo do  dziś  stoi albo wymontowano same  drzwi i były jako ozdoba  ścienna. Ta szafa była pioruńsko ciężka bo te deski miały grubość 7 cm i nawet w kilka  osób trudno było tę  szafę ruszyć  z miejsca. 

A w ubiegłym  roku sprzedawano w Warszawie meble z Indii. Były z litego drewna  i na przykład odsunięcie krzesła od stołu wymagało całkiem  sporego wysiłku. Szafy były dziwne i śmieszne, bo drzwi miały ażurową kratkę. Były też olbrzymie  kufry, w takim jednym to byśmy się obie  spokojnie mogły schować. Dość długo te  meble były, w końcu zniknęły i więcej już nikt  nie importował mebli z Indii. Moja koleżanka "upolowała" tam wtedy składany  drewniany parawan i  też wcale nie był lekki- no ale przynajmniej  był bardzo stabilny. Do przeniesienia  go trzeba  było wziąć solidny wózek platformowy i na ten wózek  to go wstawiało trzech krzepkich facetów.  Bardzo ładny był jedwab, który był przymocowany do tych kratek parawanu - taki mglisto zielony a na nim ciemno zielone listki. Według opisu to był tkany ręcznie, nie  maszynowo, bo to była  zabytkowa tkanina. Cena tego parawanu po dwóch przecenach nadal  mogła przyprawić człowieka o  atak  serca, ale ona go kupiła. No ale ona mieszkała w domu wolnostojącym i jej sypialnia to miała ze 25 metrów kwadratowych.  A najlepszy  numer to był z jego transportem, bo  musieli wynająć samochód z windą i tych trzech facetów, którzy  potem go wtaszczyli do ich domu na pierwsze pięterko.  

A po co kupiła  ten parawan? - spytała prawie teściowa. No bo się jej podobał, a nie  cierpiała na brak gotówki. Ja to bym tego nawet darmo nie wzięła. Podobał mi  się tylko ten kawałek jedwabiu- byłaby z tego ładna  bluzeczka. 

 A w czym  ty masz zamiar iść do ślubu? Marta wzruszyła ramionami - jakoś jeszcze  nie  myślałam o  tym. Trudno myśleć o tym w co się ubrać, gdy  się nawet jeszcze  nie wie kiedy to będzie. Mam w domu dwa odpisy swojej metryki i nie można ich użyć, bo wyszło zarządzenie, że odpis  metryki jest  ważny tylko trzy  miesiące. W  związku z tym w tym archiwum są codziennie kilometrowe kolejki. Przychodzisz, pobierasz numerek i siedzisz aż twój numerek się pokaże na tablicy. Tyle tylko, że jest jakaś określona ilość numerków wydawana w dwóch  rzutach, bo jest dwugodzinna przerwa  w ciągu dnia. Ktoś mi mówił, że trzy razy "podchodził" nim  mu  się udało załapać  numerek. Ale ponoć  dobrze  jest wziąć z domu ten stary odpis, bo na  nim są jakieś  znaki tajemne według których łatwiej jest paniom urzędniczkom znaleźć  księgę,  w której  jest wpisana dana metryka. Może z czasem zdigitalizują i wtedy będzie łatwiej  odnaleźć wpis  do księgi. 

Nie ma lekko,  wszystko jest problemem ciociu.   A gdy już  się wydostanie te metryki to od  chwili   złożenia dokumentów obowiązkowo  trzeba odczekać 30 dni by wziąć ślub.  Z góry wiadomo, że naród przesądny, więc w miesiącach z literą "R" może być kłopot z  załapaniem pasującego delikwentom terminu.  Soboty to chyba już do końca  świata są zajęte.   

Do lekarza państwowego też trzeba  wpierw odstać w kolejce  do zapisu, a potem odsiedzieć lub odstać w dniu wizyty. Bo to, że ma się kartkę, z datą i godziną  nie  znaczy, że będzie  się o tej godzinie przyjętym. Do wielu specjalistów czeka  się i rok na  wizytę,  chociaż na skierowaniu jak byk jest napisane CITO. No więc ja  chodzę do prywatnego lekarza i już się zapisałam do prywatnej przychodni. Jest o tyle  dobrze, że część badań pokrywa ZUS rozliczając  się z tą prywatną placówką. Moja znajoma, która ma już tylko jedną nerkę  to do nefrologa jest  zapisana na wizytę  za rok.

Wiesz Martusiu słucham tego jak bajki o żelaznym wilku- nie  miałam pojęcia, że tak  się wszystko tu posypało. Muszę powiedzieć Wieśkowi, że mieliśmy  szczęście, że udało się Helenkę umieścić w tym prywatnym domu opieki. Udało się "od  ręki". No bo pewnie któraś z pensjonariuszek odeszła  w lepszy wymiar i zwolniło się miejsce - cicho powiedziała Marta.

                                                       c.d.n.



środa, 6 września 2023

Córeczka tatusia - 4

 To była nieco dziwna sobota  - Wojtek byłby najszczęśliwszy gdyby mógł trzymać Martę cały czas w ramionach ale wtedy nie  da  się siedzieć przy stole, pić kawy,  pochłaniać tort a do tego  odpowiadać z sensem na pytania rodziców, którzy naprawdę się cieszyli z faktu, że Marta  będzie ich synową. 

Mama, jak to każda  normalna  mama, zaraz włączyła opcję z półki matczynej pomocy i  wypytywała  się o stronę organizacyjną - o jakim ślubie marzą i gdzie go wezmą, bo mogą albo w Grazu albo w Warszawie, czy i jakie  chcą mieć wesele i w ogóle w  czym ona i ojciec  mogą im pomóc, bo przecież oboje  są bardzo zapracowani na  swych uczelniach. 

Wojtek wybrnął z tego klasycznie - on zgadza  się na  wszystko czego będzie  sobie życzyła  Martusia, bo dla niego najważniejsze jest to, że zgodziła  się by się pobrali. Wtedy tata Marty powiedział, że dopóki nie pozbędą  się najemców mieszkania  Marty, to młodzi mogą mieszkać w tym mieszkaniu, wszak są tu cztery pokoje,  a poza tym Marta i Wojtek mogą mu zlecać załatwienie różnych spraw, ale muszą mu dać upoważnienie , np. do Archiwum USC w którym obecnie są wszystkie metryki  i jest zupełnie  gdzie indziej niż ich dzielnicowy USC. I tata ma  znajomego notariusza, więc mogą się do niego razem wybrać, bo człowiek urzęduje również w godzinach popołudniowo - wieczornych i dodatkowo może im podpowie co jeszcze może tata załatwić posiadając odpowiednie upoważnienie. Jedno jest pewne - podstawą jest ślub cywilny. Jest wybór Urzędu - może być dzielnicowy USC  albo USC zwany Pałac Ślubów, jeśli przewidują  wielu gości.  

Marta westchnęła i powiedziała - pewnie podpadnę, ale  rzecz wygląda tak, że ja nie przewiduję żadnego uroczystego, okazałego ślubu - chcę po prostu uprawomocnić nasz związek w naszym, zwykłym USC.  Ślubu kościelnego  też nie  przewiduję, wesela też nie. Moi rodzice  mieli ślub kościelny. Przysięgali sobie  miłość i wierność przed ołtarzem, potem było ponoć całkiem huczne  wesele  a jak  się to skończyło to wszyscy wiemy - ostatni raz widziałam swoją matkę na sprawie rozwodowej - nawet nie  wiem czy żyje i czy nadal mieszka w Warszawie. A nie była pozbawiona praw rodzicielskich. Tata zrzekł się alimentów bo od chwili ciąży nie pracowała.  

I dość wcześnie  doszłam do wniosku, że  kwestia  jaki ma być ślub, gdzie zawierany  itp. jest zupełnie nieistotna dla trwałości związku. Jeśli z  jakiegoś powodu wygaśnie uczucie to nic a nic się na to nie  poradzi.  To nie dziura w skarpetce którą można ładniej lub mniej ładnie załatać. Poza tym znam kilka par, które żyją razem bez ślubu i tylko można im pozazdrościć tego jak  się wzajemnie o siebie  troszczą. W wielu miejscach  funkcjonują tylko na podstawie wzajemnych upoważnień, z których niektóre są poświadczone notarialnie. I dlatego mnie do szczęścia wystarczy zwykły, cichy ślub typu my i  nasi świadkowie i rodzice. Oczywiście potem możemy się  wszyscy razem wybrać na jakiś dość wytworny lunch.

A ja  się w pełni zgadzam z Martunią - powiedział Wojtek. I mam nadzieję, że tata nie każe się nam przeprowadzić do tamtego drugiego mieszkania i będzie tu razem z nami nadal mieszkał. To całkiem  spore mieszkanie, a my oboje to  tylko w weekendy i święta będziemy w domu  cały czas.Tata wyraźnie  się wzruszył i powiedział, że to szalenie kusząca propozycja i faktycznie bez problemu się tu pomieszczą i postara  się być jak najdłużej przydatnym współlokatorem.

Ojciec Wojtka siedział zamyślony i jakby lekko nieobecny aż Wojtek zapytał nad  czym tak rozmyśla. Och, przepraszam- uświadomiłem  sobie, że trzeba w tym układzie coś zmienić w opiece nad Helenką. Muszę się zorientować jakie są możliwości umieszczenia  jej w jakimś prywatnym domu opieki lub znalezienie kogoś na stałe. Tam  chyba jest w tej  chwili ta jej opiekunka? Tak, powinna  być - powiedział  Wojtek. To ja w takim razie zostawię was teraz na trochę i pójdę do Helenki- chcę porozmawiać z tą panią.  Pojadę z tobą, dawno nie widziałam Helenki - stwierdziła mama Wojtka. Jak chcesz - może coś wymyślimy po drodze - bo nie będziemy brać taksówki, to nieomal  rzut beretem, bo można pójść na skróty a trochę ruchu dobrze mi  zrobi. A może was podwieźć - spytał Wojtek.  Nie  synuś, znam drogę na skróty, przejdziemy się.

Gdy wyszli Wojtek pomógł Marcie sprzątnąć ze  stołu, napełnił zmywarkę i ją włączył. W międzyczasie Marta przeglądała w sieci strony szukając prywatnych domów opieki w Warszawie lub w pobliżu. Wypisała  sobie adresy i numery telefonów. Wojtek zajrzał jej przez ramię - w Warszawie to praktycznie nic  nie ma- powiedział. Już  raz szukałem. Jest w Konstancinie coś co miało być budynkiem  mieszkalnym dla osób starszych, z recepcją, z kontaktem z lekarzami itp., ale ceny tych mieszkań były zaporowe i teraz jest tam coś jakby na kształt domu opieki a koszt miesięczny to zaczyna się od kwoty 8000 zł.I na mur beton nie jest to jakiś dom opieki, bo to  wielopiętrowy budynek. Ooooo, są oceny byłych pacjentów, czyli  nie ma  tam stałego pobytu tylko jakieś pobyty czasowe, rehabilitacyjne. No to odpada. W moim odczuciu to ciocia  powinna być w jakimś domu dla alzheimerowców, bo ona  coraz  mniej kontaktuje. Zobaczymy jak rodzice ją ocenią. Mam jeden adres to jest w Wildze a właściwie w Trzciance koło Wilgi, bo Wilga jest podana  jako gmina, w której ten dom jest.

A mówiłeś rodzicom, że coś z ciocią "nie  halo"? Jak raz powiedziałem to mama stwierdziła,  że każdy stary człowiek jest mało kontaktowy i każdego czeka starość. A że chwilami się mnie pyta kim jestem to moja  wina bo od  rana do wieczora nie ma  mnie  w  domu. Więc jestem bardzo ciekawy jaki będzie efekt tej wizyty.  

Ja należę do spółdzielni i całkiem niedługo będę miał mieszkanie na Ursynowie, ale rodzice o tym nie wiedzą, więc zachowaj tę wiadomość dla siebie. Ojej, a ja myślałam, że ty trzymasz z nimi sztamę. Sporo jeszcze masz takich tajemnic przed nimi? Przed nimi tak, ale od dziś będziesz we  wszystko wtajemniczona. Na przykład  nie  wiedzą że robię różne projekty i całkiem nieźle dzięki temu stoję finansowo i sam wpłaciłem wkład do spółdzielni. Oni ciągle myślą, że ja chcę dostać mieszkanie po ciotce - ale ja nie chcę tego mieszkania,  choć ono ponoć jest na  mnie zapisane. Nie podoba mi  się ani lokalizacja ani samo mieszkanie. Na szczęście  mało tam  bywam, tyle, że tam śpię. Najwięcej  czasu spędzam na uczelni. A pracować mogę wszędzie tam gdzie mogę położyć laptop.

Chyba  dziś podpadliśmy twojej mamie - była  wyraźnie  rozczarowana faktem, że nie chcemy super  ślubu z super  weselem - stwierdziła Marta. Fakt - aż usteczka  zagryzła, żeby czegoś nie  miałknąć - dodał  Wojtek. O kurczę - zapewne przestanę  być ulubioną  synową - roześmiała  się Marta. Nie licz na to, ona za bardzo cię lubi. A poza tym jest przyzwyczajona już do ciągłych rozczarowań. 

Pierwsze to miała gdy ja się urodziłem, bo ona marzyła o dziewczynce. No niestety tata okazał  się "męskim krawcem". Potem było straszne  rozczarowanie bo nie chodziłem z żadnymi dziewczynami i się  biedna mama zamartwiała , czy aby nie mam specyficznego odchylenia od  normy. To nie mówiłeś jej, że się przyjaźnimy? Że się spotykamy?  No  nie mówiłem, po  co miałem  mówić? A potem odmówiłem studiowania w Austrii i wróciłem  do Polski.  

A właściwie  dlaczego  nie  chciałeś tam studiować? Chyba tam jest wyższy poziom i lepsze  warunki niż u nas?  Nie  mogłem tam studiować bo ciebie tam nie było. I wolałem mieszkać z ciotką nieco mało kontaktującą niż być tak daleko od  ciebie. Jesteś dla mnie całym światem i nic na  to nie poradzę.  Pamiętasz naszą szkolną wycieczkę do Krakowa? Jechaliśmy z równoległą klasą.Wtedy się w tobie zakochałem bo zrobiłaś  na tej koszmarnej wycieczce trzy niesamowite  rzeczy - wpierw napyskowałaś w barze  mlecznym, że tak wstrętnego jedzenia to jeszcze w życiu nie jadłaś i kupiłaś dla siebie i dla mnie po bułce z szynką, potem dałaś mi wieczorem tabletki od bólu gardła bo mnie cholernie  bolało i pewnie tylko dzięki temu nie pogorszyło mi się i nie poszło w anginę  a potem pomogłaś mi z moim utytłanym dżemem plecakiem - wzięłaś go, wyczyściłaś a że był mokry to moje  rzeczy wrzuciłaś do swego plecaka i ja go nosiłem, a ty niosłaś mój pusty przewieszony na  ręce, żeby wysychał. Ty byłaś w piątej klasie, ja w szóstej. W następnym  roku całymi godzinami wystawaliśmy przed twoim  domem, bo jakoś  trudno nam było się rozstać. A potem, gdy już byłaś w  siódmej, chodziliśmy po dwa razy na ten  sam film, bo raz to było pójście  do kina i cały  film się całowaliśmy, a drugim  razem to było pójście na film. W ósmej  mieliśmy serię prywatek i uczyliśmy  się tańczyć i całowaliśmy  się na oczach naszych koleżanek i kolegów i wszyscy wiedzieli, że jesteśmy parą.A ja miałem   fajnie, bo prawie nie  chodziłem do  szkoły tylko całymi dniami uczyłem  się niemieckiego. Bo  wszystko  w domu było podporządkowane pod pracę taty. No a potem  wywieźli mnie do tej Austrii. I moja matka była strasznie zawiedziona, bo  nie miałem żadnych koleżanek, nie zaprzyjaźniłem się z jakąś dziewczyną. A ja tylko czekałem na pełnoletność by móc decydować o sobie. Wiesz kochanie  nie  wszystko w rodzinach jest takie  na jakie  wygląda  z zewnątrz.

No faktycznie- tak było.Wychodzi na to, że nie byliśmy grzeczniutkimi dziećmi i wcześnie zaczęliśmy interesować się płcią przeciwną - stwierdziła Marta. A wiesz - całujesz tak samo cudownie jak wtedy gdy mieliśmy po 15 lat. Ale ja jestem prawie 2 lata od  ciebie  starszy, bo do polskiej  szkoły poszedłem później, oczywiście przez to, że ojciec był na placówce. I lepiej znałem  wtedy francuski niż polski.

Wspominki przerwał telefon od rodziców - wypożyczyli samochód i  zaraz jadą  do Wiśniewa, do zakładu Sióstr Felicjanek dla chronicznie chorych kobiet. Ojciec rozmawiał  wstępnie i umówił  się z Matką Przełożoną, że jeszcze dziś przywiezie swoją  siostrę. Zakład jest prowadzony przez  siostry  zakonne, które  są przeszkolone  do takiej  działalności.Właśnie pakują jej najpotrzebniejsze  rzeczy. To nie jest daleko od  Warszawy, zaraz  za Tarchominem Fabrycznym. Resztę rzeczy  spakują i dowiozą jutro. Więc  niech się nie denerwują, bo to zajmie niestety  trochę czasu. Mama zostanie teraz  w mieszkaniu cioci i trochę tu wszystko uporządkuje, spakuje  resztę  rzeczy, które w niedzielę on dowiezie dla  siostry, gdy już  się zobaczy ze  swoim szefem. A skąd wzięliście adres? - spytał Wojtek.  Od tej pani, która  się Helenką opiekuje- ta pani twierdzi, że z Helenką jest coraz  gorzej i powinna już mieć całodobową  opiekę. Przecież  mówiłem mamie, że ciocia chwilami nie  za bardzo kontaktuje, to powiedziała, że każdy stary  człowiek na  starość źle kontaktuje. A przecież ciocia jest od  ciebie raptem pięć lat starsza - zezłościł się Wojtek.  Potem o tym porozmawiamy - stwierdził ojciec  i  się rozłączył.

No to mamy dziś całkiem sporo wrażeń - stwierdziła Marta. Zostałam  dziś oficjalną narzeczoną, podpadłam zapewne przyszłej teściowej  i kolejny raz  się przekonałam jakiego mam fajnego tatę. Ja naprawdę uważam, że możemy tato z tobą razem  mieszkać. Nie wmówisz  we mnie, że marzysz o  tym by mieszkać oddzielnie.   Na razie przez kilka lat na pewno nie będziemy  się rozmnażać, bo chcę  skończyć studia  w zakresie kosmetologii a nie  w dziedzinie zmieniania  dzieciakowi pampersów. A jeśli nam  się zachce  dzieciaka to mnie  osobiście jedno całkowicie wystarczy  do  szczęścia.  Świat i tak jest już przeludniony  i coraz  bardziej zniszczony. I nawet jeśli już  będziemy mieli  dziecko to  nie  widzę powodu by mieszkać oddzielnie. Kiedyś  w jednym  miejscu  mieszkały dwa lub trzy pokolenia  i uważam, że powinno  się  budować  większe  mieszkania, żeby przynajmniej  dwa pokolenia  mogły razem  mieszkać.  Ja wiem, że na pewno, jeśli powierzchnia domu była  zbyt mała to  dwa lub trzy pokolenia pod jednym dachem nie  zawsze się dogadywały, ale dla dzieci na pewno było fajniej gdy miały koło siebie tatę, mamę  babcię i  dziadka. Tato, a jaki jest twój stosunek do tak zwanego domu jednorodzinnego? Takiego o powierzchni np. 190 metrów kwadratowych? - spytał Wojtek. A gdzie? No na przykład na Ursynowie  albo na Wilanowie?  Brzmi nieźle, ale obawiam  się, że to kosztuje  majątek jeżeli idzie o Warszawę. Oczywiście cena domku obejmuje grunt na którym jest wybudowany i kawałek ogródka przydomowego.  A żeby  było ciekawiej to wszystkie media są miejskie. No jeśli są media miejskie to rzecz jest  warta  grzechu - roześmiał  się  tata. Ja się kiedyś zgapiłem, bo bałem  się takiej inwestycji - był do kupienia  domek na  Sadybie -właściciela nie  było stać na  zapłacenie podłączenia się  do sieci  miejskiej- centralne,  gaz, kanalizacja i chciał go sprzedać. A ja się bałem zadłużyć i nie kupiłem go, a cena  była naprawdę okazyjna.  Ale odpuściłem, bo to już  było po rozwodzie i trochę  się bałem żeby Marta przebywała pół dnia sama w domu wolno stojącym. Poza tym tam był spory ogród a ze mnie kiepski ogrodnik. A czemu pytasz?  Masz coś na oku? 

Na  razie to mam na oku głównie ślub. To mieszkanie,  w którym   mieszkam z ciocią, jest prawnie  moje, bo ojciec  mi je podarował. Jeśli ciocia zostanie  w  zakładzie, a wygląda na to, że to niestety jedyne dobre rozwiązanie to zacznę kombinować na co je  zamienić, bo bardzo go nie lubię. Ale to dopiero po ślubie. To niewątpliwie jest teraz sprawa priorytetowa. Muszę się przymierzyć do swojego garnituru- mam nadzieję, że nadal jest dla  mnie  dobry bo ważę od wielu lat tak  samo i nie urosłem. A bardzo rzadko go zakładam i gdy  tylko wracam  do domu zaraz ląduje w  szafie na wygnaniu. Już się zamartwiam, że będę musiał go  włożyć.  Kociątko, będziesz musiała ocenić swoim okiem jak ja w nim wyglądam. Najchętniej bym poszedł w dżinsach i zamszowej marynarce.

 Jeśli masz czarne nie zniszczone i nie powypychane  zbytnio dżinsy to możesz pójść w  czarnych  dżinsach i zamszowej marynarce. Ja też mam czarne  dżinsy, tylko musiałabym zapolować gdzieś na  zamszową kamizelkę i jakąś  fajną koszulową bluzkę. A w ogóle to mam nawet nieomal garnitur dżinsowy granatowy - spodnie rurki i marynarkę. Tylko muszę  w niej rękawy skrócić bo nie  wypada by na  ślub były podwinięte  rękawy. Jak się w tym pokażę twojej mamie to pewnie  powie: "synu, nie żeń  się  z nią, to kompletna  wariatka". Kiedyś byłam o krok od kupienia sobie  spodni skórzanych- czarnych. Wyglądałam w nich  super  sexi, ale koleżanka mnie "otrzeźwiła" mówiąc, że w takich  spodniach to  stoją dziewczyny w Amsterdamie mające  swe pokoje w domach z czerwonymi latarniami. Nie widziałam nigdy tej ulicy z tymi sexi przybytkami. I coś  mi  się zdaje, że nawet gdybym  była w Amsterdamie to pewnie  bym tam nie trafiła.

A ja mam prośbę - powiedział  Wojtek zwracając  się do swego  prawie  teścia- wolę mówić do ciebie tato niż zwracać  się imieniem - pozwolisz? No jasne Wojtku - to dla  mnie wręcz  komplement.

                                                                    c.d.n.

Córeczka tatusia - 3

 Rodzice Wojtka przyjechali do Warszawy pociągiem w sobotni poranek i z dworca odebrał ich Wojtek. Ponieważ doba hotelowa  zaczynała  się dopiero od godz. 14,00 przywiózł ich, zgodnie  z "rozkazem" Marty i jej taty na wspólne śniadanie. W planach co prawda inaczej to wyglądało a w efekcie końcowym szef i jeszcze jeden z inżynierów wyruszyli do Warszawy służbowym  samochodem z kierowcą. Ponoć  szef był nieco niezadowolony, bo chciał jeszcze coś po drodze "obgadać", ale ojciec Wojtka  wymigał się od jazdy  samochodem twierdząc, że ma kłopoty z krążeniem i wielogodzinne siedzenie w  samochodzie bardzo mu nie  służy i pojedzie  do Warszawy slipingiem, chociaż oczywiście bierze przed podróżą odpowiednie leki. A jak jedzie samochodem to musi co godzinę robić przerwy w podróży. Jak twierdził to już i tak się bardzo poświęcił, bo będzie nocował w jednym pokoju z szefem.

Marta po przywitaniu się z rodzicami Wojtka powiedziała do niego cichutko w kuchni, że  czuje  się jakby była po przeglądzie  lekarskim - wymacana, obejrzana i przepytana na  wszystkie strony. Ale rodzice Wojtka byli tak serdeczni i szczerzy w tym wszystkim co robili i mówili, że jak powiedziała Wojtkowi był to "okład" na jej psychikę, bo fajnie jest wiedzieć i czuć, że rodzice osobnika, który twierdzi, że ją kocha- akceptują jej osobę w 100%. Wiesz - tłumaczył jej Wojtek - oni po prostu pokochali cię dużo wcześniej i to ich uczucie  nie wynika  z tego, że ja  cię kocham. Jeszcze im nie powiedziałem, że cię kocham. Nie  wynika też z tego, że twoja matka nie  stanęła na wysokości swego zadania. O tym, że cię kocham powiem im dopiero wtedy gdy ty mnie pokochasz. No to możesz im już o tym powiedzieć - prawie nie spałam tej nocy, analizowałam bardzo dokładnie  wszyściutko co się dzieje między nami i wiem, jestem pewna, że to co mnie przy tobie trzyma to nie tylko przyjaźń. Też  cię kocham. Wojtek wziął ją w ramiona i był tak zajęty poznawaniem smaku jej ust, że nawet nie  zauważył, że przed otwartymi drzwiami kuchni stoi jego mama, która szybciutko wróciła do pokoju i powiedziała- musimy troszkę zaczekać, Wojtusiek tuli Martusię, dajmy im chwilę, jeszcze  nie umieramy  z głodu. W pięć minut później Wojtek wszedł do stołowego z zastawioną tacą i nieco błędnym spojrzeniem. Może wam w czymś pomóc - spytała mama. Pomóc?- spytał niezbyt przytomnie  Wojtek - nie, już wszystko gotowe, zaraz przyniosę resztę. Aaaa- Marta pyta co kto pije. Ja jak zwykle zbożówkę- powiedziała mama a obaj tatusiowie zażyczyli  sobie herbatę. Dobrze - powiedział Wojtek i szybko wyszedł. Po chwili przyszli oboje i przynieśli dzbanki z kawą i herbatą. W czasie śniadania do ojca Wojtka napisał jego  szef- tekst wiadomości  szalenie  rozbawił adresata i  powiedział - mój szef właśnie mi wymyśla od szczęściarzy  bo aktualnie stoją na poboczu i jego kierowca mocuje  się ze zmianą koła. I gdy zmienią to podjadą do jakiejś stacji naprawczej  ale nie wiem gdzie  są bo mi tego nie napisał. Pewnie  sam nie wie gdzie  są, bo on zawsze zapada w letarg na dłuższej  trasie. Napiszę mu tylko, że  współczuję, choć tak naprawdę to bardziej współczuję kierowcy niż jemu. Zmiana koła to zawsze taka brudna robota. Ale jego  kierowca to całkiem rozgarnięty facet i na pewno sobie poradzi. Tyle  tylko, że im podróż  zajmie więcej czasu.  Jeśli jadą A-1, a to jest najlepsza trasa, to gdyby nie ta  awaria to pewnie jechaliby ponad 8 godzin- zawyrokował Wojtek. Ja na takie  długie  trasy to zawsze biorę dwa koła  zapasowe, nie jedno. I wolę jechać pociągiem lub lecieć samolotem. Ojej, jak to dobrze ciociu, że przyjechaliście pociągiem bez takich dodatkowych i wątpliwych atrakcji- zauważyła Marta.  Ja to  się zawsze  zamartwiam gdy czekam na kogoś, kto pokonuje samochodem taką długą trasę. I pewnie będziecie  się  ze mnie śmiać, ale odkąd Europę przecinają autostrady to wolę jeździć pociągiem lub lecieć samolotem. Bo jednak większością autostrad to  się nudniej jedzie bo albo jest wytyczona w lesie albo daleko od różnych  miejscowości i właściwie można  zejść z nudów bo jest też sporo odcinków "zaekranowanych". Siedzisz za kierownicą i widzisz głównie asfalt. 

Czyli, jeśli wpadnie nam pomysł pojechania  gdzieś w  świat samochodem to będę wybierał dla nas krótkie odcinki autostradami i wleczenie   się szosami miejscowymi - zaśmiał się Wojtek. I tym sposobem trasę Warszawa - Graz będziemy pokonywać z noclegami bo to jest jednak  dobrze ponad 800 kilometrów. Pojedziemy w trzech  etapach: Warszawa- Ostrawa , to jest 376 km, z Ostrawy  do Wiednia to 298 km i po wiedeńskim śniadanku pojedziemy do Grazu bo to już tylko 200 km.  W życiu  nie byłem w Ostrawie, ale byłem kiedyś  w Brnie. Brno też mamy po drodze. Oczywiście te odległości są wielce orientacyjne, bo to są wyliczenia na jazdę  autostradą A1. 

A kiedy planujecie taką podróż? - zapytała mama.  Jeszcze nie  wiem, ale na pewno nie  w trakcie roku akademickiego, bo oboje  mamy wtedy wykłady. A Martusia ma  za tydzień jakieś zaliczenie, ponoć ostatnie w tym roku, a po wakacjach jeszcze dwa  semestry na zakończenie studiów I stopnia. I wtedy zdecyduje czy poprzestaje na tym, czy jeszcze zrobi  cztery semestry na tytuł magistra. A ja  sesję mam w czerwcu i zaczynam pisać pracę magisterską- na  razie zbieram materiały. I usiłuję spotkać  się z facetem, którego mam zamiar poprosić by był moim promotorem. Kiedyś "luźno" twierdził, że ciekawi go ten temat i mógłby być moim promotorem.

Nie miałam pojęcia, że są takie  studia jakie robi Martusia -  stwierdziła mama. No właśnie, ja też nie wiedziałem, a one są tylko rok krótsze od studiów medycznych, które trwają sześć lat, a mnie  się wydawało, że bycie kosmetyczką to sprawa  nieskomplikowana- powiedział Wojtek. Ale ona ma tam bardzo dużo wiadomości z  zakresu medycyny. Ze znalezieniem  pracy na pewno  nie będzie  miała problemu, poza tym będzie  mogła  założyć własny gabinet kosmetyczny, bo oprócz wiedzy w  zakresie merytorycznym będzie też miała wykłady i wytyczne dotyczące prowadzenia takiej placówki. Tę uczelnię ma pod opieką jeden z polskich producentów kosmetyków. Nawet nie masz mamuś pojęcia jak ona ślicznie wygląda w  swoim "służbowym uniformie" - aż się cieszę, że niewielu mężczyzn w kraju dba o swoją skórę- najczęściej to  do gabinetów  kosmetycznych trafiają zapryszczone małolaty doprowadzone na  siłę przez mamusię. 

Gdyby mamusie tych małolatów odpowiednio swe  dzieciaki żywiły i nauczyły dbania o higienę to byłoby znacznie  mniej tych pryszczatych małolatów - powiedziała Marta. Często do kosmetyczki trafiają w takim stanie, że  wpierw trzeba wyleczyć stany ropne i tu  wkracza  lekarz dermatolog i odpowiednie  antybiotyki podawane  miejscowo a czasem i doustnie. A jakie  mamusie  są  zdziwione gdy się dowiadują, że ważne jest to czym  dziecko się pasie i że mleko i kakao to nie  samo  zdrowie a czekolada owszem jest  zdrowa, ale tylko taka gorzka która ma przynajmniej 80% kakao i 0% cukru i że  słodzenie szklanki herbaty trzema kopiastymi łyżeczkami cukru jest niezdrowe i że ilekroć  spoci się pryszczatemu buziuchna to należy ją porządnie umyć a nie wycierać ją rękawem swetra czy kurtki, bo ubranie  w którym  chodzimy ma na sobie  furę  zarazków. Nie  są co prawda widoczne, ale  za to setnie szkodzą  skórze.  Ja  w ogóle "przymierzałam"  się do medycyny, ale rozmawiałam ze swoją  znajomą lekarką i ona mi doradziła te studia, jeżeli mam zamiar kiedyś wyjść  za mąż i założyć rodzinę. Ona twierdziła, że praktycznie nie wychowywała  swoich  dzieci - robili to zamiast niej jej rodzice. Zatkało mnie  gdy powiedziała, że zrobiła  specjalizację w pediatrii, ale tak naprawdę nie jest w stanie powiedzieć młodej matce czemu jej  maluszek wciąż płacze. Zleca kupę  badań, żeby wykluczyć jakiś  stan chorobowy  i tyle.

Mama Wojtka roześmiała  się cichutko - maluszki płaczą nie  tylko dlatego, że im  coś konkretnego dolega - maluszek też  człowiek i potrzebuje towarzystwa drugiego człowieka. Nie płacze tylko dlatego, że jest głodny, że boli je brzuszek lub ma mokro - często potrzebuje po prostu obecności kogoś bliskiego bo czuje się samotne, opuszczone, potrzebuje przytulenia i bliskości. I to nie jest rozpieszczanie  dziecka ale po prostu  zaspokajanie jego potrzeb uczuciowych. Tak zwany zimny wychów  cieląt i  dzieci nie  służy  ani cielętom ani  dzieciom.

Wojtek wstał od stołu i powiedział -muszę na chwilę wyskoczyć do swego mieszkania - wrócę za 30 minut- zostawiłem coś w kieszeni kurtki i  zapomniałem to przełożyć. Dobrze, że nie  zapomniałem w tym układzie samochodu. Synku, to powiedz Helence, że my do niej wpadniemy popołudniu, koło 17,00- poprosił tata.Tylko nie mów, że  już jesteśmy na miejscu tylko, że jedziemy.  Marta posłała Wojtkowi badawcze  spojrzenie,  na które padła odpowiedź- naprawdę zaraz  wrócę, po prostu zdjąłem  z wieszaka niewłaściwą kurtkę i dlatego muszę na moment wrócić.

Gdy Wojtek wyszedł panie posprzątały ze stołu a Marta opowiadała  co zabawniejsze historyjki  z zajęć praktycznych, których na tym  kierunku  nie brak. Powiedziała też, że zaraz  po ukończeniu studiów na pewno nie otworzy własnego gabinetu tylko podejmie  pracę w którymś z tak  zwanych salonów piękności. Jej koleżanki nastawiają się na podjęcie pracy w salonach kosmetycznych  mieszczących  się w hotelach, kilka chce  się zatrudnić na pływających wycieczkowcach a ona  na razie  z nikim  żadnych  rozmów  nie prowadziła, bo chyba jednak zrobi te  studia II stopnia i dopiero wtedy pomyśli o własnym gabinecie. Bo widzisz  ciociu  - po tym  licencjacie to nie będę dla swego personelu żadnym autorytetem, ale po II stopniu już tak i będę mogła również podjąć pracę w którymś ośrodku rehabilitacyjnym.  Po prostu  będę lepiej wykształcona, bo teraz naprawdę nie czułabym  się komfortowo idąc do jakiegoś gabinetu kosmetycznego.  Czasami żałuję, że nie  zdawałam na medycynę, ale   z drugiej  strony wiem, że gdybym została lekarzem to raczej trudno by mi  było pogodzić pracę  zawodową z macierzyństwem, a wiem, że gdy wyjdę  za mąż i  zdecyduję  się na  dziecko to nie po to by je ktoś zamiast mnie wychowywał, bo  taka trzyletnia przerwa  wzięta  z racji urlopu wychowawczego to właściwie  wykopuje  człowieka  z tego zawodu.   Ja  też uważam, że  nawet najmniejsze  dziecko to pełnoprawny  człowiek i skoro powołałam go do życia  to muszę mu poświęcić całą  swą uwagę i zapewnić mu jak najbardziej komfortowe  dzieciństwo nie  tylko od  strony fizycznej ale i psychicznej.

Wojtek, tak jak obiecał wrócił w ciągu pół godziny. A ponieważ wrócił z pudełkiem  ze znanej cukierni Marta obrugała  go mówiąc, że przecież  są ciastka  w domu i mógł powiedzieć że ma ochotę na ciacha. Kochanie, ale to nie ciacha, to tort czekoladowo-orzechowy. Tort? -zdziwiła  się Marta. Przecież powiedziałeś, że musisz po  coś do  domu pojechać. No byłem w domu a po tort nie stałem w kolejce, ruchu prawie nie ma, naród poza  miastem grasuje, więc już jestem. To jest nieduży tort, żebyśmy po nim pryszczy  nie  załapali. Powąchaj, nawet przez  papier  pięknie  pachnie! Pozwolisz, że pójdę  zrobić kawę?-  zapytał.  Ty coś knujesz - stwierdziła Marta.  No jasne, że knuję- jestem  w tym dobry. Na razie uknułem kupno tortu, teraz  pójdę go zatruć. I bardzo zadowolony  z siebie poszedł do kuchni. 

W chwilę później przyniósł talerzyki i widelczyki, potem na stole wylądował duży dzbanek z kawą i mały ze  śmietanką, potem rzeczywiście nieduży tort oblany równiutko czekoladą i przybrany orzechami i zaprosił wszystkich do  stołu. Gdy już wszyscy usiedli rozlał do filiżanek kawę i powiedział - mam  dziś wspaniały dzień i chcę  się podzielić z wami swoją radością. Kocham Martusię i to z wzajemnością. I chcę dziś, teraz, zaraz poprosić ją by za mnie  wyszła. Podszedł do Marty, przyklęknął przy  niej na jednym kolanie, wziął jej rękę i z pierwszego paliczka swego małego palca  zdjął pierścionek i wsunął na jej palec mówiąc- kocham cię i to od  dawna, marzę byś mnie wybrała za swego męża. Marcie na moment odebrało mowę, przełknęła ślinę i nieco łamiącym się głosem powiedziała  - też cię kocham, ty wariacie! Wstań, nie jestem świętym obrazkiem! Dla mnie jesteś - zapewnił ją Wojtek wstając. A teraz muszę  cię wycałować moja boginko i mogę to robić legalnie, przy ludziach! I słowa wprowadził  w  czyn. Gdy się od  niej  oderwał jego mama porwała ją w ramiona i mówiła, że to dla  niej najbardziej  radosna  nowina i że od  początku, odkąd poznała Martę chciała mieć właśnie taką synową, potem  Marta wpadła w objęcia swego przyszłego teścia, a na końcu uściskał ją  własny ojciec, a potem objął Wojtka mówiąc-  witaj w rodzinie, jestem naprawdę szczęśliwy, że będziesz  mężem Marty. I mów mi po prostu po imieniu - już masz jednego tatę. A mama powiedziała do Marty - możesz do  mnie mówić mamo, możesz  ciociu, możesz po imieniu- jak ci będzie  dziecino wygodniej - najważniejsze, że będziemy jedną rodziną. Oboje  z Wieśkiem  pokochaliśmy  cię już  wcześniej i jesteśmy szczęśliwi, że będziecie razem.

Wojtek wziął rękę Marty mówiąc - ależ ty masz szczuplusie paluszki - jubiler musiał zmniejszać ten pierścionek i przekonywał  mnie, że  żadna dorosła kobieta nie ma tak cieniutkich paluszków  i że na pewno będzie trzeba go powiększyć.  A ten akwamaryn jest piękny - powiedziała Marta. Starałem  się znaleźć pierścionek pasujący do twoich oczu - masz oczy właśnie takie - niebieskozielone, chodź, zobacz w lustrze powiedział Wojtek i pociągnął Martę do lustra.  Znalazłem ten pierścionek wśród biżuterii oddanej w komis. A rzucił mi się w oczy, bo oczko jest duże i gdy go pokazałem to facet powiedział, że to pierścionek  starej roboty, na jego oko z początku dwudziestego wieku. A gdy mu pokazałem rysunek obwodów kilku twoich pierścionków to facet zdębiał, że masz takie  cieniusie paluszki. Trochę  się przy nim narobił, bo żeby nie uszkodzić  kamienia musiał go czasowo usunąć. Wpierw chciał wyciąć kawałek, ale potem przerobił trochę obrączkę i  inaczej umocował kamień by się lepiej trzymał niż dotychczas. Obiecałem mu, że gdy już będziesz nosić ten pierścionek to wpadniemy do niego by mu pokazać te  chude paluszki. A srebrem też się zajmuje czy tylko złotem? Bo ja mam kilka pierścionków które są za duże, a tak mi się podobały, że je i tak kupiłam. Możemy je  do niego wziąć,  może coś wymodzi. Martuniu, a kiedy się zalegalizujemy wobec prawa? Na pewno nie przed ostatnim moim zaliczeniem- mam jeszcze sporo nauki i muszę  się sprężyć bo tylko tydzień mam na to.Wystawię tacie upoważnienie do pobrania mojej metryki urodzenia.A potem po złożeniu naszych dokumentów trzeba minimum miesiąc poczekać na ślub. Podobno bardzo  często po tak długim terminie niektórzy trzeźwieją i wycofują  swe dokumenty. Tu nie Las Vegas, że możesz wziąć  ślub  z marszu w 15 minut i zaraz wędrować dalej.

                                                                      c.d.n.

 


wtorek, 5 września 2023

Córeczka tatusia - 2

 

 Spektakl opery Nabucco wywołał u Marty bardzo mieszane uczucia. Szalenie uboga  scenografia nieco ją zbulwersowała. Chór przyodziany w bliżej  nieokreślone "szaty" w kolorze niedopranych szmat do mycia podłóg wywołał na jej twarzy niesmak. Zamknęła oczy i postanowiła otworzyć je  dopiero gdy będzie  przerwa.

Na przerwie, po pierwszym  akcie Marta powiedziała - to bardzo dobra pod  względem ekonomicznym opera do wystawiania. Tanie  dekoracje, tanie kostiumy bo nikt nie ma  pojęcia jak ludzie  się ubierali w czasach biblijnych, więc  można  zrobić  założenie, że chodzili okryci jakimiś prostymi  w kroju tuniko-płachtami a nie  w złotem przetykanych szatach z aksamitu o skomplikowanym  kroju. Tuzin lekko podbarwionych prześcieradeł i masz kostiumy dla  zespołu. Jestem zielona jak szczypiorek na  wiosnę w kwestiach historii biblijnych i gdybym nie  zajrzała do sieci w życiu bym nie  wpadła na to, że Nabucco to Nabuchonodozor i że był to władca babiloński, który sobie umyślił podbicie Izraelitów.  Nabuchonodozorów  to było aż  czterech i ten biblijny to był z numerem II. Ale trzeba przyznać, że Verdi skomponował piękną  muzykę i właściwie wypłynął na  tej operze na  szerokie wody i dopiero wtedy go zauważono i uznano. A tak w ogóle to podziwiam wszystkich kompozytorów tworzących muzykę do jakiegoś konkretnego tekstu. I tych, którzy słysząc jakąś melodię układają do niej tekst, który na  dodatek ma sens - też podziwiam. 

We wszystkich operach przeszkadzają mi recitativa acompagnato bo nie da  się ukryć, że muzyka do tych momentów  w operze nie jest niestety rzeczą  porywającą. No a recitativo musi być, wszak trzeba  jakoś treść widzowi przekazać, zwłaszcza, że nie każdy z  widzów kupuje program, w którym  zawsze jest podana treść opery. Z tym, że jeżeli śpiewacy śpiewają w języku włoskim a widz tego języka  nie  zna to nadal nie będzie  wiedział "o co biega" na  scenie.  Ja często idę "na  skróty" i na YT odsłuchuję tylko same  arie. I jesteś jedynym chłopakiem z którym chodzę do opery.  Wiem, że nie przepadasz za baletem bo "wygibasy" na  scenie nie robią na tobie żadnego wrażenia, ale doceniasz muzykę  baletową.  I już się cieszę, że pójdziemy na balet "Romeo i Julia" z muzyką  Czajkowskiego.  "Jezioro łabędzie"  jest  znacznie  częściej wystawiane niż "Romeo i Julia" i przeważnie oglądam je raz w roku, ale zdarzyło mi  się obejrzeć  je i dwa razy w jednym  sezonie. 

 To może powinienem żałować, że nie jestem tancerzem w balecie - zaśmiał się Wojtek.  Marta popatrzyła na niego bardzo uważnie i powiedziała - nie masz  czego żałować, większość  z nich jest gejami.  Zachwycają na  scenie swoim tańcem, niektórzy są bardzo urodziwi ale nawet ci  bardzo męscy z wyglądu bywają o odmiennej orientacji a niektórzy już odeszli w niebyt z powodu załapania  AIDS. To tak jakby było w naturze "coś  za coś" - dostajesz od natury super talent i równocześnie jakąś skazę - różnisz się od innych facetów. Szymański,  Gruca, Wilk - super utalentowani tancerze- oni się nawet nie ukrywali ze swą orientacją. Widziałam Wilka w balecie "Spartakus" - super facet. Koleżanki siostra  miała kasetę z nagraniem jego występu w Teatrze Wielkim oraz kasetę z jego występów  w zespole Bejarta. I już go nie ma, nie żyje. 

Więc nie kombinuj, niczym koń pod górę kim mógłbyś  być żeby mi imponować - cenię cię i bardzo lubię takiego jakim jesteś- doceń wreszcie  sam siebie.  Jesteś moim jedynym przyjacielem, wiesz o mnie nawet więcej niż mój tata. Chodź, wracamy na  miejsce.  Gdy usiedli  koło taty, który nie  wyszedł na przerwę Marta wygrzebała ze  swej torebki trzy malutkie tabliczki gorzkiej czekolady i każde  z nich miało jedną mini  tabliczkę równą wielkości dwóch małych kosteczek z regularnej tabliczki czekolady.

Po spektaklu tata stwierdził, że po takim długim siedzeniu dobrze im  zrobi trochę  ruchu, więc zamiast już wsiadać do  samochodu przespacerują  się dookoła teatru  co sprawi, że nie będą  się wygrzebywać w ślimaczym tempie  z parkingu,  a nim  spacerkiem okrążą Teatr Wielki to zrobi  się luz na parkingu. Tata też  był zaskoczony minimalistyczną "oprawą" spektaklu  i stwierdził, że chyba nawet wtedy można  było po ubiorze odróżnić status człowieka, a tu przecież byli również urzędnicy dworscy, a Marta  się  śmiała, że ci dworscy  notable  mieli po prostu zapewne  nieco czyściejsze szmaty na  sobie.

Wojtek po drodze  "zaćwierkał", że on wysiądzie  wcześniej i wróci już do siebie, ale tata powiedział, że  pojedzie do  domu dopiero po kolacji. No ale ja nie mogę  być cały czas na waszym wyżywieniu- protestował Wojtek.  Możesz dziecino,  możesz, nie chciałeś przyjąć zwrotu za bilety, to musisz w takim  razie przecierpieć u nas kolację - stwierdził tata. Na kolację są dziś racuszki z jagodami, powędrują  tylko na  chwilę do mikrofalówki bo jednak są smaczniejsze na  ciepło. I weź pod uwagę, że to jagody własnoręcznie  zbierane przez Martę. I żebyś się lepiej  poczuł to własnoręcznie wymieszasz jagody z ubitą  śmietaną, którą również  sam ubijesz.

Gdy już  byli po kolacji nadszedł do Wojtka  sms od ojca, że przyjadą w najbliższą sobotę do Warszawy bo w niedzielę i poniedziałek musi być na jakiejś międzynarodowej konferencji i że będą nocować  w hotelu, bo już mu firma zarezerwowała pokój. No to odwołaj rezerwację - stwierdził tata, który zaraz się połączył z Wiesławem- możecie przecież nocować u nas.  Nie da  się, bo jedzie też kierownictwo i na pewno po tej konferencji będę uziemiony przez  szefa. A kiedy macie tę imprezę? No w  niedzielę i poniedziałek wyjaśnił Wiesław.  No ale w takim razie niech ciocia u nas nocuje - podpowiedziała Marta- z nią to chyba  szef wujka nie będzie chciał służbowo konferować. Podpowiedź uznano za przejaw  geniuszu Martusi i Wojtek miał odebrać  swą mamę z hotelu w niedzielę o 10,00 rano ,  a  jego ojciec po prostu zostanie w hotelu. 

Wiadomość o przyjeździe rodziców dziwnym trafem nie uradowała Wojtka co było tak wyraźnie  widoczne, że aż Marta zapytała czemu  tak nagle popsuł mu  się humor. No bo miałem już ułożony plan na weekend a tak to nic z tego nie wyjdzie. Chciałem byśmy pojechali do Zegrza i wypożyczyli motorówkę i sobie  we dwójkę popływali a tak to nic  z tego. Chciałem z tobą pobyć  a nie  z całą rodziną. No ale do Zegrza  to możemy pojechać razem z rodzicami,  na plaży może posiedzieć twoja mama z moim tatą a my możemy wziąć łódkę i pływać. A ty masz patenty  na motorówkę? Mam - i na motorówkę i na żaglówkę. 

Wiesz - w weekendy to zawsze na Zegrzu są regaty i trochę ciężko się wtedy pływa. Poza tym jak będzie duże  słońce to się okrutnie spieczemy, bo na motorówce to jeszcze  dochodzi wiatr. Ja już to raz przećwiczyłam - spiekłam się tak, że miałam  kłopot by wrócić do Warszawy, bo musiałam  się przecież ubrać, bo nawet w  samochodzie byłoby dziwnie  siedzieć w bikini  a byłam spieczona ze  wszystkich stron. Dopóki byłam na  łodzi to nic  nie  czułam, nawet mi było chłodnawo a gdy  się po powrocie zobaczyłam w lustrze to omal nie padłam trupem. Byłam w kolorku wiśniowym. Więc  może lepiej będzie jeśli sobie po prostu powędrujemy trochę brzegiem i niekoniecznie  cały czas  w słońcu. I weźmiemy na taki spacer  czapki z dużym  daszkiem i jakieś "okrywki" by narzucić na  ramiona. Nasi posiedzą na leżakach a my się trochę powłóczymy.  Weź poprawkę na to, że oni oboje nieco  się  za tobą stęsknili i będziesz  z nimi musiał spędzić trochę  czasu. Za tobą też  się stęsknili - pocieszył ją Wojtek. Gdy wtedy u nas  byłaś to po twoim  wyjeździe na przemian  mówili, że  szkoda , że już  wyjechałaś. A ty się pewnie  wściekałeś gdy to  słyszałeś - powiedziała  Marta. A ja ?- ja myślałem tak  samo  -wyjaśnił Wojtek.  I dlatego wróciłem do Polski.  

Martusiu - ja   cię  po prostu kocham i mam nadzieję, że ty mnie też kiedyś pokochasz. Obmyślałem sto razy jak mam ci to powiedzieć, żeby było ładnie i miło a wyszło jak  wyszło.  Miały być kwiaty, piękne okoliczności przyrody a stoję w waszej kuchni i dukam - z uśmiechem  stwierdził Wojtek.  

Marta przytuliła  się do niego mówiąc - okoliczności przyrody mało ważne , kwiaty zwiędną, ważne to co czujemy.  Jesteś dla mnie ważniejszy nawet od taty - to pewnie tak wygląda  miłość. Ale zachowajmy to na  razie  tylko dla siebie. Nic i nikt nas nie pogania. Pobądźmy trochę w tym nowym etapie. Jestem absolutną "świeżynką" w tej nowej sytuacji - nie chodziłam z chłopakami, nikt mnie  nie podrywał i ja nie chodziłam  z  koleżankami "na podryw". Gdy  się rodzice  rozwodzili wybrałam tatę, co wzbudziło zdumienie i w sądzie i u wielu  znajomych. Tata mnie wprowadzał w okres dojrzewania, uczył jak  się rozeznawać we własnych emocjach, wyjaśniał co się małolatom myli i tłumaczył, że słowo kocham  wcale nie jest takie jednoznaczne, bo zależy od tego kto, w jakim wieku i w jakich okolicznościach je  wypowiada. 

Nigdy na mnie nie nakrzyczał, nawet gdy coś bezmyślnie zepsułam. Nauczył mnie bym zawsze mówiła prawdę i tego bym się nie  wstydziła nigdy poprosić o pomoc jeśli sobie  z czymś  nie radzę. I zawsze mi przypominał, że jeżeli coś pomiędzy ludźmi się nie układa to bardzo rzadko jest to wina tylko jednej ze stron. W pewnym  sensie on starał  się bym wybaczyła matce, że na mnie  wrzeszczała i nigdy nie miała dla mnie  czasu. Rozszedł się  z nią, bo ewidentnie go zdradziła a na dodatek ja jej wcale nie obchodziłam. Bo tak naprawdę nie istnieje coś takiego jak instynkt macierzyński. Nie mówi się o  tym głośno,  ale  jest wiele matek które wcale nie kochają swoich dzieci. Co zabawniejsze  nie jest  to tylko cecha  ludzka- wiele zwierząt też porzuca  swe młode i nie  zawsze jest to tak, że stan  zdrowia tego małego zwierzaka  jest taki, że nie  rokuje dobrze bo malec ma jakąś poważną  wrodzoną  wadę rozwojową i jego matka to wyczuwa.

Przyjaźnimy się od wielu lat, ale tak za wiele to o sobie  wzajemnie nie wiemy. Nie wiem jak ty, ale ja  snułam różne  fantazje na twój temat, nawet wyobrażałam sobie że wyjedziemy gdzieś razem na  wczasy, a nie mam nawet bladego pojęcia jak całujesz. Wiem  co prawda, że fajnie jest być w twoich objęciach bo nie jeden raz mnie obejmowałeś  tak po przyjacielsku. Jak widzisz jeśli jest tak jak mówisz, to mamy oboje  mnóstwo do nadrobienia.

Wojtek ujął jej twarz w obie dłonie i zajrzał w oczy- też snułem i nadal  snuję fantazje na twój temat i to takie, że potem tłukę  się po mieszkaniu nie mogąc  zasnąć. Masz rację, mamy mnóstwo zaległości do nadrobienia. Kiedy masz koniec  semestru na tej swojej kosmetologii? Za tydzień mam ostatnie  zaliczenie, a do licencjatu jeszcze  dwa semestry i wtedy zdecyduję  czy robię magisterkę czy zostanę na licencjacie. Bo wtedy to jeszcze  dwa lata. 

Strasznie długie te twoje studia - stwierdził Wojtek. Nooo, licencjat 3 lata bo to pierwszy stopień i jeszcze dwa lata na II stopień. Tylko rok krócej  niż na medycynie na wydziale lekarskim no i po stopniu magistra już nie  muszę robić specjalizacji, która czasem jest na medycynie  równie  wieloletnia jak podstawowy ogólny kierunek.

                                                                             c.d.n.