niedziela, 21 lutego 2021

Czy to.....-7

 Ranek zaczął się dość późno - no ale gdy się gada  długo w noc, poranne wstawanie  nie wychodzi. Przed śniadaniem Bogdan z Wojtkiem postanowili przespacerować się po osiedlu, bo jak stwierdził  Bogdan, w Polsce on stanowczo zbyt dużo je. No i się Werze "podłożył"-  a zmusza cię ktoś byś jadł za dużo?- spytała z wyraźną troską w głosie. No nie - chyba mi za bardzo tu wszystko smakuje - i wszyscy wybuchnęli śmiechem. Panowie obeszli szybkim marszem całe osiedle a Werka i Ela spisywały w tym czasie co Ela musi zabrać ze sobą z domu. Ela była wyraźnie zdenerwowana a poza tym obie wiedziały, że odległość pomiędzy Warszawą a Sztokholmem jest jednak sporo większa niż pomiędzy dwoma krańcami Warszawy. 

Ela nieco popłakiwała, ale jednocześnie nie wyobrażała sobie już powrotu do Jaśka. Była zaskoczona witalnością Bogdana i jednocześnie zachwycona jego troskliwością i tym wszystkim, czego nigdy nie doświadczyła z Jaśkiem. Opowiedziała też Weronice dlaczego nie doszło do ich  ślubu i że Bogdan  nadal czuje się winny nie tylko wobec  niej, uważa też,  że z jego powodu rodzice  zbyt wcześnie umarli. Opowiedziała też dokładnie o ich parodniowym pobycie  w Ciechocinku i umówiły się, że następnym razem pojadą do Ciechocinka w dwie pary, nie na tydzień ale  na cztery tygodnie. Popatrz Wera - miałaś chyba jakieś  jasnowidzenie, gdy mi doradziłaś bym sprzedała te  akcje i założyła sobie konto nie mówiąc o nim nic Jaśkowi. Te akcje w niedługi czas potem bardzo straciły na wartości a ja na szczęście zdążyłam je wcześniej sprzedać i złotówki zamienić na euro. 

Eluniu, będzie mi ciebie bardzo brakowało- stwierdziła Wera i pamiętaj - miej oczy szeroko otwarte, każdy nałóg z młodości może wrócić na starość. Mnie wróciła na starość podejrzliwość i brak  zaufania, ale to mało szkodliwe wariactwo, myślę, że znacznie niebezpieczniejsza jest zbytnia ufność. Wytłumacz Bogusiowi po drodze skąd to się we mnie wzięło. A on jest na tyle bystry facet, że bez trudu to pojmie. Ale się biedak przeraził gdy mu rękę wsadziłam pod koszulę! Aż mi się śmiać zachciało. Elżbieta spoważniała - nie śmiej się, ty masz niesamowity dotyk, gdy mnie masujesz to normalnie prąd mnie zawsze przechodzi. Może i on tak to odebrał, muszę się go wypytać. Miał rację ten  rehabilitant, u którego kiedyś byłaś. 

I wiesz, twój Wojtek ma rację, zrobimy tak jak on to zaplanował. I tak na wszelki wypadek pojedziemy tak, by być tam około  pierwszej - jak dobrze pójdzie to on będzie na spacerze- to jego stała godzina. Ja się najlepiej wcale nie będę do Jaśka odzywać, bo po co? Ostatnio wciąż się kłóciliśmy, niemal o wszystko. Więc czas z tego wyjść.  I lepiej będzie gdy Bogdan zostanie w samochodzie. Też tak myślę- stwierdziła Weronika- bo gdy Jaś wpadnie w rezonans to będziemy się musieli wszyscy szybko stamtąd ewakuować, aż szkoda, że to mieszkanie nie jest na parterze. Więc tak na wszelki wypadek zacznij od zabrania dokumentów, w drugiej kolejności zajmij się biżuterią  a ciuchy? Jedziecie wszak samochodem, możesz się jeszcze obkupić po drodze w Polsce. O rany, to jest genialny pomysł - stwierdziła Wera. Tym bardziej, że Bogdan chyba jeszcze nie zabookował nas na prom, zrobi to dopiero gdy zabiorę swe rzeczy. Zapewne pobędziemy kilka dni w Gdyni. 

Mam genialny pomysł- stwierdziła Elżbieta- jedźcie z nami do Gdyni. Możemy się zwalić Basi Lucjanowej na głowę! Okazja  niebywała. Ela - ale omów to wpierw sam na sam z Bogdanem, dobrze? Bo może on wcale nie marzy ani o naszym ani o Basi towarzystwie a głupio by mu było zaprotestować gdy rzucisz taką propozycję przy nas. Uświadom sobie, że Bogdan  to nie Jasiek, to myślący facet. Poza tym osobiście wolałabym nocować w hotelu niż u Baśki- tam jest dwoje dzieci i bez nas Baśka ma furę roboty. Dobrze, masz rację, tak zrobię. Ale namówisz Wojtka, jeśli Bogdan się zgodzi  byśmy jechali w dwa samochody? No jasne, że namówię.

Ela, a wytłumaczyłaś Bogdanowi jak się śpi po cygańsku? No pewnie, był zachwycony, więc mu obiecałam, że gdy zrzucę kilka kilogramów to zawsze będziemy tak sypiać. Przynajmniej część nocy. A najwięcej go ubawiło to, że my tak naprawdę nie znamy żadnej Cyganki lub Cygana. Ale pomysł uważa za świetny. A wiesz, że on zaprosił pana Józefa by przyleciał lub przypłynął do nas do Sztokholmu?  Wiesz, on ma tak jak wy dwie sypialnie, ale mieszkanie  ma 70 metrów a nie nieco ponad 50 jak to. 

O Boże, jęknęła Wera - 70 metrów do sprzątania - nie wyrobiłabym już. Już tu muszę mieć kobietę do sprzątania, przychodzi raz w tygodniu. Od samego patrzenia jak ona sprząta jestem zmordowana i wszystko mnie boli. A dokładna w tym wszystkim aż do bólu. Przedtem sprzątała za stawkę godzinową, potem jej wytłumaczyłam, żeby mi powiedziała ile jej zdaniem jest warte to sprzątanie i płacę 80 zł za każdym razem. I zawsze robię jej przerwę i pijemy razem kawę , jemy coś do kawy i gadamy. Jak znam życie to tam też na pewno znajdziesz kogoś do sprzątania i zapewne będzie to ktoś z językiem polskim. Mąż jednej z moich sąsiadek już kilka miesięcy jest w Szwecji, pracuje w firmie, która  wieczorami i nocą sprząta biura. I bardzo sobie tę pracę chwali. A jak zjeżdża do Polski to stwierdza, że tu nikt nie potrafi porządnie sprzątać, czym denerwuje swą żonę.

Gdy zajechali na osiedle gdzie mieszkała Elżbieta było chyba piętnaście minut po pierwszej. Bogdan zaparkował pod innym blokiem, wśród innych, czarnych samochodów, by nie rzucać się w oczy. Łyso -blond głowę osłonił czarną czapką z daszkiem czym rozbawił dziewczyny, ale postarały się zachować powagę. Podeszli do bloku, w którym było mieszkanie Eli, wjechali  windą na trzecie piętro i Ela otworzyła drzwi wejściowe swoim kluczem. Jasia nie było w domu. Szybko  zaczęły od zabrania dokumentów, które Weronika włożyła do swej przepastnej torby, w której, jak złośliwie mawiał Wojtek mogłaby i prosię pieczone wynieść z weselnego przyjęcia. Wojtek zamknął przezornie drzwi wejściowe na zasuwkę, by nic nie naprowadziło Jasia zbyt wcześnie na to, że ktoś jest w domu. Weronika i Ela spiesznie wrzucały do dwóch walizek tylko najpotrzebniejsze  ciuchy, Ela zgarnęła w całości swoje pudełko z biżuterią, zabrała kilka pamiątkowych dla niej bibelotów. Do kubka, w którym tkwiła Jasiowa szczotka  do zębów  wsadziła kartkę z informacja o tym, że go opuszcza i zakłada sprawę rozwodową. I tak jak planowała wrzuciła tam ślubną obrączkę. Cała operacja zajęła im równe 20 minut. W ostatniej chwili Ela dorzuciła do walizki album ze zdjęciami rodzinnymi. Na wszelki wypadek schodzili schodami, bo Ela wiedziała, że jej mąż zawsze korzysta z windy gdy udaje się w górę a schodami gdy schodzi. Wychodząc z budynku rozejrzeli się i niemal biegiem dopadli do samochodu, w którym Bogdan nerwowo bębnił palcami w kierownicę. Na wszelki wypadek Wojtek i Ela na tylnym siedzeniu skulili się, Weronika obok Bogdana zsunęła się na fotelu najniżej jak mogła. Gdy wyjechali z uliczki pod blokami wszyscy głęboko odetchnęli. Nic nie mówiąc dotarli  do  domu Wojtków. Nim wysiedli z samochodu na wszelki wypadek się rozejrzeli czy aby nie widać tu gdzieś samochodu Jasia. W  mieszkaniu Ela wpierw sprawdziła, czy ma wszystkie dokumenty, paszport przełożyła do swojej torebki. 

Bogdan natychmiast rozpoczął urzędowanie przy telefonie. Zaczął od....kupna samochodu od kuzyna. Umówili się, że kupi ten okazowy egzemplarz, którym aktualnie jeździ a wszystkie  formalności załatwi kuzyn. Na wszelki wypadek miejsce na promie  będzie rezerwował na następny tydzień,  a tego dnia wieczorem zjedzie do kuzyna z Elą i resztę omówią na miejscu. Wojtek podłączył do sieci nowy aparat telefoniczny, którego nie lubił, ale który pokazywał numer osoby telefonującej, o ile była ona wpisana w telefoniczną książkę numerów. Klnąc niczym szewc wprowadzał numery telefonów kuzyna Bogdana  i sztokholmski domowy numer Bogdana oraz jego komórki, numer do pracy, oraz numer Jasia i kilka innych, które podsunęła mu w międzyczasie Weronika. W końcu wcisnął aparat Weronice w rękę mówiąc - za nerwowy jestem, ty to zrób. 

Ustalili, że gdy zatelefonuje Jaś to oczywiście będą wielce zdziwieni, nie mniej na wszelki wypadek Bogdan i Ela już do końca pobytu będą mieszkać w podwarszawskim domu kuzyna. Oczywiście  zapisali sobie adres i obiecali że do nich przyjadą następnego dnia. Tak będzie bezpieczniej, bo przecież Jasiowi może wpaść do głowy by do nich przyjechać a trudno na 53 metrach kwadratowych ukryć dwie dodatkowe osoby. W godzinę później Bogdan i Ela pojechali pod Warszawę. Wstępnie byli umówieni na następny dzień koło południa, bo Ela chciała kupić sobie kilka ciuszków.

Weronika odetchnęła gdy za nimi zamknęły się drzwi. Nie lubiła Jasia, to prawda, był strasznym głąbem, ale ona nie wyszłaby za mąż za faceta tylko na zasadzie na "bezrybiu i rak ryba". Nim Ela wzięła z nim ślub kilka razy wskazywała Eli "niedobory" Jasia. Ale Elżbieta tłumaczyła jej, że z czasem Jaś się "wyrobi", zapewne będzie się starał podciągnąć do koleżanek i kolegów Eli. Zgodnie z przewidywaniem Weroniki Jaś nie mądrzał i Weronika starała się widywać tylko z Elą. Mężowi Weroniki   poziom intelektualny Jasia mało przeszkadzał, głównie grali  razem w siatkówkę a Jaś bez protestu słuchał "wykładów" Wojtka na tematy polityczne lub ekonomiczne. 

Poważniejszy rozdźwięk w związku Eli nastąpił, gdy okazało się po licznych badaniach, że plemniki Jasia nie mają szans by zapłodnić jakiekolwiek jajeczka. W  grę wchodziło tylko zapłodnienie in vitro, które było dostępne w Polsce już od 1987 roku. Ale Jaś, gdy dowiedział się , że trudno będzie znaleźć wśród jego plemników zdolne do zapłodnienia - obraził się i stwierdził, że to jedno wielkie kłamstwo,bo przed Elą miał kilka kobiet i na pewno były z tego jakieś ciąże, tylko dziewczyny po prostu je usuwały. A jeśli Ela zajdzie w ciążę to będzie dowód na to, że albo zdradziła go fizycznie z innym albo w klinice podadzą jakieś obce plemniki, a on "obcych bachorów nie będzie wychowywał".  I chociaż Ela miała pieniądze na taki zabieg zrezygnowała z niego. Potem okazało się że ona też nie najzdrowsza i przeszła operację wykluczającą ciążę. Wera namawiała ją, by wtedy wzięła rozwód, ale ona stwierdziła, że chyba wszyscy mężczyźni są dziwni i że już nie ma siły szukać faceta,  który chciałby być z kobietą, która nie może mieć dzieci. Weronika usiłowała ją skierować na  terapię,  ale Ela nie chciała poddać się żadnej terapii. No ale przecież nie mogła Eli na siłę zaprowadzić na  terapię. Macierzyństwo Weroniki na kilka miesięcy nieco poluzowało ich kontakty, ale nie zerwały przyjaźni.  Ela nawet poznawała jakichś panów,  Weronika  zapewniała jej alibi przed Jasiem, ale jakoś nie było chętnych na ślub z Elą. Do łóżka, bez zobowiązań- owszem sama frajda ale nie do stałego związku. Poza tym panów odpowiednich wiekiem a do tego wolnych to nie było.

Późnym wieczorem, niemal o północy zadzwonił Jaś. Odebrał Wojtek, bo Weronika właśnie była w łazience i niemal goła wyszła do przedpokoju, by posłuchać rozmowy, którą Wojtek  przytomnie przełączył na tryb głośny. Jaś wpierw zapytał, czy Ela jest u nich- gdy Wojtek zaprzeczył to usłyszeli- to gdzie w takim razie ta kurwa jest? Wojtek beznamiętnym głosem powiedział- nie wiem, ale o co ci chodzi, nie rozumiem. No pytam się, gdzie jest Elka. A skąd ja mam wiedzieć? - Wojtek "rżnął głupa". U nas jej nie ma, przecież ci zostawiła kartkę, że wyjechała na wczasy w Bory Tucholskie. To przedtem, a teraz znalazłem drugą kartkę, że odchodzi i że chce rozwodu. Talent aktorski Wojtka sięgnął niemal zenitu - co ty powiesz? Chce rozwodu? No to przynajmniej wiesz, że nic się jej nie stało, bo skoro chce rozwodu to przecież znaczy że żyje i że spotkacie się w sądzie. A co ci napisała? Że chce rozwodu, że zostawia mi mieszkanie i samochód i o żadne alimenty nie wystąpi. Pisze kretynka tak, jakbyśmy mieli jakieś dzieci. Jasiek, alimenty sąd przyznaje nie tylko na dzieci, ale też na współmałżonka, gdy ten  ma problemy materialne bo nie może pracować czy coś w tym rodzaju i nie ma  środków na swe utrzymanie. Pociesz się, że pierwsza rozprawa jest zawsze ugodowa, ma za zadanie pogodzenie stron. Jesteś tego pewien?- tak, zawsze tak jest. Jaś chwilę milczał- a Wojtek dalej prowadził "wykład"- tylko nie wyrzuć tej kartki, pokażesz ją w  sądzie. Ale Jaś już o czym innym myślał - ona pewnie jest u którejś z koleżanek, bo wcale swoich rzeczy nie zabrała. No i dlatego pomyślałem, że jest u  was. U nas jej nie ma, możesz przyjechać i sam sprawdzić. To mówisz, żeby zostawić tę jej kartkę? tak, zostaw. No to fajnie- stwierdził Jasio. A a ja cię nie obudziłem przypadkiem? nie- ale zaraz idę spać, uspokoił Jasia Wojtek.  

Weronika podeszła do Wojtka - nie wiedziałam, że tak pięknie potrafisz kłamać. Muszę zacząć uważać i bystro kojarzyć fakty. Żal mi ich oboje- stwierdziła po chwili. Popatrz- wszystko przez to, że raz Bogdan zabawił się w kasynie i wszystko przegrał. A jego rodzice wstydzili się to ujawnić. Wojtek popatrzył na nią - błąd w rozumowaniu - to wszystko przez to, że żyliśmy w nienormalnym kraju, że byle jaka praca za granicą była niesamowitą atrakcją. Gdyby nie to, to Bogdan nie pojechałby za granicę tylko siedział na tyłku w Polsce i studiował jak  należy. Raz w tygodniu grałby na swym  saksofonie i z trudem oganiał się od panienek.

                                                                                c.d.n


Czy to ...-6

Ciechocinek spodobał się Bogdanowi. Rzeczywiście było tu sporo bardzo ładnych zakątków, wiele ładnych domów. Co prawda było coraz mniej starej, zabytkowej, drewnianej zabudowy. Pospacerowali po Parku Zdrojowym i Parku Sosnowym, odwiedzili Tężnie,  Grotę  Solankową, Pijalnię  Wód. 

I chociaż Ela ogromnie  lubiła Ciechocinek bez trudu zgodziła się z Bogdanem, że jak na pobyt po ślubie nie jest to zbyt atrakcyjne miejsce. Usiłowała się dopytać jakie  Bogdan ma  plany na podróż poślubną, ale Bogdan wyjaśnił jej, że wszystko będzie zależało od tego, kiedy ten ślub będzie. Miejsce, które mu w pierwszej chwili przyszło na myśl nie leży w Europie ale pobyt tam jest najmniej uciążliwy a wręcz miły od maja do października. A byłeś tam? - nie , ale chciałbym tam być z tobą, choć to jest dość daleko. 

Ale nie da się ukryć, że jest jeszcze w Europie sporo pięknych miejsc do odwiedzenia, a on nawet całej Szwecji nie zwiedził. Gdy skończy ten kontrakt to chciałby zamieszkać z Elą w  Południowej Skanii. Może kupią tam dom  całoroczny dla siebie i w tej samej miejscowości nieduży dom letniskowy by go wynajmować turystom. Nadbałtyckie plaże w Skanii są prześliczne i nie są tak tragicznie zatłoczone jak te polskie. A jego kolega namawia go by zamieszkać w Danii, na Bornholmie. Ale to wszystko na razie melodia przyszłości, przed nimi rozwód Eli. I jego marzeniem jest by ta sprawa jak najmniej poraniła Elę. On osobiście wie, z doświadczeń swych znajomych, że to zawsze jest ciężkie przeżycie, zwłaszcza gdy wcześniej nie ma z obu stron chęci rozwiązania związku.

Po obiedzie  Ela zatelefonowała do Weroniki i powiedziała jej "otwartym tekstem", że jest z Bogdanem, że dokonała wyboru i chce się rozejść z Jasiem a wziąć ślub z Bogdanem. I planuje wyjazd "od zaraz" bo Bogdan nie chce bez niej wyjechać do Szwecji, bo już raz bez niej wyjechał i nie wyszło to ani Eli  ani jemu na dobre. I czy ona wraz z nim mogą w sobotę przyjechać wpierw do Weroniki i jej męża by się zastanowić jak to wszystko przeprowadzić stosunkowo małym nakładem nerwów. W pewnej chwili Bogdan zabrał Eli na moment słuchawkę i powiedział- witam panią, przysięgam, że będę ubrany i zapięty pod szyję,  na co w odpowiedzi usłyszał - to w nagrodę oddam panu kartę z aparatu, jeżeli Ela się na to zgodzi. To przyjedźcie do nas na obiad, tak około godziny szesnastej. A czy jest coś czego pan nie je? Pytam poważnie, bo teraz coraz więcej alergików chodzi po świecie, niektórzy to nawet na jabłka miewają alergię. Nie, nie mam żadnej alergii, przysięgam. To jeszcze oddam głos Eli, bo mi zabiera słuchawkę. 

Z dalszej rozmowy Ela się dowiedziała, że Weronika wmówiła Jaśkowi, że Ela pojechała  do....ośrodka w Tleniu. Boże, jęknęła Ela, ty to byś nawet w umarłego wmówiła, że nadal żyje. Skąd ci Tleń wpadł do głowy? Bo wiem, że on  nie wie gdzie to jest a on za Chiny Ludowe nie sprawdzi na mapie jak tam dojechać, bo to ty zawsze robiłaś za pilota w trasie- wyjaśniła Weronika. On przecież nawet po Warszawie błądzi.

Po skończonej rozmowie Ela powiedziała do Bogdana - tylko się nie zakochaj czasem w mojej przyjaciółce - gdybyś ją znał  wtedy, gdy byłyśmy młode, to nawet byś na mnie nie spojrzał - była śliczna a na dodatek cholernie mądra. I chyba bardzo trzeźwa?- ni to stwierdził ni to spytał Bogdan. Bo sądząc po głosie i sposobie wyrażania się na taką mi wygląda. Fakt, dobrze to rozgryzłeś - stwierdziła Ela - nie roztkliwia się z byle powodu i  z natury mało komu wierzy. I jest do bólu szczera i na dodatek konsekwentna. No i znacznie lepiej wybrała sobie męża niż ja. A była młodsza ode mnie gdy wychodziła za mąż. Pobrali się cztery lata wcześniej niż ja z Jaśkiem. Naprawdę?- wyraźnie zdziwił się Bogdan. Taki trwały związek to rzadko spotykane zjawisko w naszych czasach. Podziwiam, naprawdę.  Jeśli oboje są tacy fajni, to może się będziemy w czwórkę przyjaźnić. Fajnie jest mieć dobrych przyjaciół.

Na masaż wpierw poszła Ela, po niej była kolej Bogdana. Pan Józef  poinformował Elę, że dla obojga przygotuje ziółka, ale to będą różne mieszanki, więc na dzbanku oprócz nr pokoju jej mieszanka  będzie podpisana jej imieniem, "mieszanka pani partnera będzie  tylko z numerem pokoju". Zdaniem Eli Bogdan szalenie długo nie wracał z tego masażu. Gdy wreszcie wrócił zaległ jak nieżywy na łóżku i stwierdził - pan Józef kazał mi poleżeć  bez ruchu przez pół godziny. Potem mam wziąć od niego jakieś błotko, zmoczyć się pod prysznicem i calutki starannie się tym czymś natrzeć, potem długo i porządnie to spłukać, tak by nic nie zostało na skórze. Plecy też mam całe tym natrzeć, co  bardzo mnie cieszy, bo o to poproszę ciebie. A jak się już opłuczę i starannie osuszę to mam wypić pierwszą porcję ziółek i zrobić to co mi do głowy wpadnie. Zapytałem co to ma być, na to powiedział - " toż ja w pana głowie nie siedzę, zrobi pan to co panu  pierwsze wpadnie do głowy". Przyznasz, że to nieco dziwne. Cały pan Józef - stwierdziła  Ela- ale ja mu wierzę - na masażu i ziółkach to zna się jak mało kto. Nie powiem by te jego ziółka były powalająco smaczne, ale dają się wypić a na dodatek są skuteczne. A twój mąż też korzystał z usług pana Józefa? Ela zaprzeczyła - on był w Ciechocinku może ze trzy razy a tu nigdy nie mieszkał, bo gdy był to ja mieszkałam w sanatorium  i on mieszkał w domu, który był blisko sanatorium. A tu zawsze przyjeżdżałam sama, on tylko po mnie przyjeżdżał o ile aktualnie  nie byliśmy skłóceni. Nigdy nie byłam tu razem z nim.

Po półgodzinnym poleżeniu Bogdan narzucił bluzę  i pomaszerował po swoje "błotko", które Ela uznała  za jakąś mieszankę solanki z siarką. Podzielili owe "błotko" na dwie porcje, jedną Ela wmasowywała z wielką przyjemnością na całej tylnej powierzchni ciała Bogdana jako że ciało Bogdana było miłe w dotyku, jędrne i gładziutkie, drugą porcją Bogdan pokrywał swą przednią powierzchnię. Spłukiwanie też wymagało stałego dotyku, od samego strumienia  wody błotko nie chciało zejść. Wytarty do sucha Bogdan, otulony frotowym  szlafrokiem zasiadł do wypicia ziółek. Oczywiście pić też miał wg instrukcji, pomału, małymi łykami. Siedzieli naprzeciw siebie sącząc swoje ziółka, uśmiechając się do siebie, mówiąc mnóstwo słów będących wyrazem miłości, wzajemnego uznania, snując wspólne marzenia. Gdy opróżnili swoje filiżanki, niczym w transie dotarli zgodnie do swego łóżka i bardzo mocno w siebie wtuleni, po kilkunastu czułych słowach ........zasnęli. Po dwóch godzinach  obudzili się pełni werwy i bardzo siebie spragnieni. Masaż, błotko, ziółka i sen  sprawiły, że skala doznań przekroczyła ich dotychczasowe doświadczenia w tej materii - zapewniali się wzajemnie, że jeszcze nigdy z nikim czegoś takiego nie  doświadczyli - było to cudowne, porywające i zarazem kojące. Eli już nie przerażała sprawa rozwodu, była zdecydowana zawalczyć o swoje szczęście. Podobnie myślał Bogdan.

Pan Józef miał chyba wielką słabość do Elżbiety, bo gdy była już na ostatnim masażu wręczył jej kilka torebek ziół z przepisami kiedy i na co ma te ziółka zaparzyć i życzył jej by było jej dobrze z Bogdanem, bo, jak powiedział -" mam nieodparte  wrażenie, że będziecie ze sobą przeogromnie szczęśliwi  i przyjeżdżajcie państwo do nas choć raz w roku.  

Oczywiście w drodze do Warszawy Elżbieta powiedziała o tym  Bogdanowi. Wiesz, dla mnie pan Józef to niemal czarodziej -stwierdził Bogdan - i z całą pewnością będziemy do niego przyjeżdżać.  I pozwoliłem sobie, bez twojej zgody zaprosić go do nas na dwa tygodnie - w końcu  mamy dwie  sypialnie, a jestem dziwnie pewien, że  bardzo długo wystarczy dla nas jedna. Oczywiście termin uzgodnimy telefonicznie.

Po drodze kupili od  sadownika   dwie skrzynki jabłek - dla Weroniki i dla kuzyna Bogdana. Starannie omijali temat zbliżającego się spotkania z ponurą rzeczywistością, czyli z Jankiem.  Ela w pewnej chwili powiedziała - najchętniej to bym  weszła do mieszkania gdy go nie będzie, spakowała swoje rzeczy osobiste w dwie lub 3 walizki, zabrała swoją biżuterię i zostawiła mu kartkę, że nigdy już nie wrócę. Jest to tylko kwestia wywabienia go na dwie  godziny z domu. A rozwód przeprowadzi się na odległość. Tym sposobem uniknę ewentualnej awantury. Wiem, to tchórzostwo, ale tylko ja wiem na co go stać gdy coś idzie  nie po jego myśli. Jesteś  pewny, że on  nie wie, gdzie mieszka  ten twój kuzyn? Tak, tego to jestem pewny- on nawet nie wie, że mam tu jakiegoś kuzyna. Poczekaj kochanie, dojedziemy do twoich przyjaciół i uruchomimy po obiedzie  burzę mózgów.

Do domu Weroniki dojechali niewiele przed czwartą. Przyjaciółki wyściskały się serdecznie,  Weronika odpięła Bogdanowi dwa górne guziki koszuli i zaraz opowiedziała jaka była jej teoria tego tatuażu, co i Bogdana i Elę szalenie rozbawiło. Bogdan twierdził, że nie zostaje nic innego niż opatentowanie takiej gry. A potem wytłumaczył  Weronice, że to nie był prawdziwy tatuaż i już zaczyna pomału znikać. A tatuaż ma tylko na ramionach w ramach ukrycia brzydkich blizn.

Przy kawie i domowym cieście Ela powiedziała -wymyśliłam po drodze plan, który byłby dla mnie osobiście  najwygodniejszy- trzeba wymyślić sposób wyciągnięcia Jaśka z domu na minimum dwie godziny. W tym czasie ja spakuję swoje rzeczy osobiste, łącznie z dokumentami i biżuterią a w łazience, w jego kubku ze szczotką do zębów zostawię mu kartkę, że się wyprowadziłam od niego bo mam go całkiem dość i niech oczekuje pozwu rozwodowego. I że niczego od niego nie potrzebuję. Dobrze, że kiedyś sobie założyłam oddzielne konto, o którym on nie wie i mam na nim pieniądze ze sprzedanych akcji firmy, w której kiedyś pracowałam. I wrzucę do kubka moją obrączkę. I tak jej nie nosiłam. To teraz wymyślcie jak go na minimum dwie godziny wyciągnąć z domu dostatecznie daleko, żebym zdążyła wszystko co potrzebuję zabrać. 

Pomogę ci się pakować - stwierdziła Weronika -ty będziesz gromadzić rzeczy a ja będę je pakować. Wtedy możemy  wziąć trzy walizki - w jednej będą dokumenty, biżuteria i co tam jeszcze będziesz chciała zabrać. Pamiętaj, że buty sporo miejsca zajmują i zimowe ciuchy. 

Zimowe ciuchy to kupimy dla niej w Szwecji - są lepsze niż te polskie, bardziej dostosowane do tamtejszych warunków - odezwał się Bogdan. W ogóle tzw. "ciuchy" nie są istotne, istotne by wzięła ze sobą wszystkie ważne dokumenty - paszport, dowód osobisty, dokumentację medyczną a z ubrania tyle, żeby  miała na pierwszy miesiąc.

Milczący dotychczas mąż Weroniki, Wojtek, powiedział - to nie ma  sensu. Elu - rozumiem,  nie kochasz Jaśka od dawna, co było zawsze widać, słychać i czuć a mimo tego z nim byłaś. Teraz za to płacisz. My, to znaczy Weronika i ja pojedziemy jutro z tobą do Jaśka - powiesz mu po prostu, że odchodzisz od niego, spakujesz to wszystko co ci jest potrzebne  i powiesz mu pięknie żegnaj i wyjdziemy. Jeżeli będziemy mieć szczęście i Jaśka nie będzie w domu to mu zostawisz kartkę i tę obrączkę, choć się domyślam, że nie była kupiona za jego własne pieniądze. Ale zwrócenie obrączki to dość czytelny gest. Kartkę przygotuj sobie już wcześniej. Oczywiście nie musisz mu mówić dokąd się wyprowadzasz, czy będziesz odtąd sama czy z kimś, wystarczy, że powiesz, że chcesz rozwodu. Możesz nadmienić, że zostawiasz mu mieszkanie i samochód. Nie sądzę by zaczął się awanturować przy nas, bo on się zawsze boi tego, co powie Wera, która nie dość, że ma wzrok bazyliszka to jeszcze mu  w życiu nie powiedziała miłego słowa, bo gdy kogoś nie lubi to nawet zwrot "dziękuję" w jej interpretacji brzmi jak  "zabiję" a "wszystkiego najlepszego" ma pejoratywne znaczenie. Ale ona taka właśnie jest, wielce wybiórcza.  Więc uważaj Bogdan - jeżeli skrzywdzisz Elżbietę  to Wera cię dosięgnie. Nawet na końcu świata.To wyjątkowo wierna przyjaciółka. Bogdan wyciągnął  swój paszport i podał Weronice, potem dowód osobisty - proszę, spiszcie wszystko, będzie mnie łatwiej znaleźć. Weronika przyniosła aparat i sfotografowała oba  dokumenty. To jeszcze podaj nam adres i telefon, żebyśmy do ciebie trafili gdy się wybierzemy do  Szwecji na urodziny Eli. Bogdan zapisał adres i telefon na  podanej mu kartce a potem odwrócił się do Wojtka - dobraliście  się z Werą. Dobrze mieć takich przyjaciół. Weronika przyniosła teraz kopertę , z której wyjęła  kartę z  aparatu Eli i dwie odbitki zdjęcia Bogdana z Jasiem i podała je Eli mówiąc - zrób coś z tym fantem. Ela podała jedną odbitkę Bogdanowi, drugą podarła. Potem rozpięła jeszcze dwa kolejne  guziki koszuli Bogdana i  powiedziała do Wery - dotknij, będziesz zaskoczona. Wera z uśmiechem pogłaskała dekolt Bogdana i powiedziała - rzeczywiście, zaskakujące. Bogdan stał osłupiały, wreszcie wydusił z siebie - o co chodzi? Wera odpowiedziała - masz zaskakująco jędrne i bardzo gładziutkie  ciało, nieadekwatne do tego co widać na zdjęciu. Litości dziewczyny - wy sobie wszystko mówicie i pokazujecie? Wszystkiego się niestety nie da - odpowiedziały śmiejąc się.

No a skoro już wszystko mamy dogadane to zostańcie dziś u nas na noc, tak będzie prościej i wygodniej- stwierdziła Weronika. Elunia, w którym pokoju chcecie  spać? W małżeńskim łożu czy na tapczanie, czyli mniej wygody a więcej bliskości?  Ela zaczęła się śmiać- najlepiej po cygańsku . Tym razem obaj panowie nie mogli się połapać  o co chodzi, a one nadal  zanosiły się od śmiechu. No ale one znały się i przyjaźniły od osiemnastego roku życia, czyli już 47 lat.

                                                                       c.d.n.






sobota, 20 lutego 2021

Czy to.....-5

 Po kilku godzinach gorących wyznań, pieszczot, wzajemnych zapewnień o uczuciach  Bogdan powiedział - miła moja, a teraz musimy zająć się  bardziej przyziemnymi rzeczami, ale tego nie  da się uniknąć. Bo ja nie mam  zamiaru wyjechać stąd, czyli z Polski, bez ciebie. Raz taką głupotę zrobiłem, drugi raz  tego nie zrobię. Mówisz, że mimo wszystko nadal mnie kochasz. Wierzę, bo ja ciebie też. Ale mam pytanie- czy zgodzisz się wyjechać ze mną, jako moja żona do Szwecji? Bo jeśli tak, to czeka  cię sprawa rozwodowa. Ja, jako winien rozpadu twego małżeństwa poniosę wszystkie koszty. Ślub możemy wziąć tu, ale równie dobrze możemy wziąć w Szwecji. A teraz, odkąd Polska jest już w Unii możemy tak naprawdę zamieszkać niemal w całej Europie. W Sztokholmie muszę być jeszcze rok- mam umowę spółki i jeszcze rok muszę  brać w tym udział. A potem się zastanowimy gdzie osiądziemy. Rozmawiałem z jednym prawnikiem - fakt, że Polska jest już w Unii Europejskiej może się nam przysłużyć, bo możesz teraz wyjechać do Szwecji, jeszcze nim weźmiemy ślub. Zamelduję cię u siebie i będzie ci leciał trwały rozpad małżeństwa z Jasiem. Potem tu przyjedziemy na waszą sprawę rozwodową i ewentualnie na nasz ślub. Bo nie ma przeszkód byśmy go wzięli w Szwecji, byle by były dokumenty przetłumaczone  na szwedzki. Nie wykluczam też, że ten rozwód można przeprowadzić zdalnie. Nie  wiem dokładnie, ale wszystko sprawdzimy. Jedno jest pewne- to będzie  super sprawa rozwodowa, bo zapewne niewiele jest spraw rozwodowych po tak długim stażu małżeńskim. 

I co o tym moja kochana sądzisz? Masz ważny paszport? Mam, w ubiegłym roku byłam u swojej kuzynki w Danii, więc jeszcze jest ważny, bo był wystawiony na 10 lat. No to super. To zostaje nam tylko rozmowa z Jasiem. Jeżeli chcesz to będę przy tej rozmowie- tak naprawdę wolę przy tym być, bo boję się, że mogą mu puścić nerwy. Jeżeli będziesz mieć dużo rzeczy do zabrania to zabierzemy się stąd samochodem i popłyniemy promem z Gdyni do Karlskrona. Nie musisz brać żadnych mebli, wyposażenia kuchni, domu itp, bo właściwie wszystko mam, a jeśli dojdziesz na miejscu do wniosku, że czegoś brak to po prostu zaraz się dokupi. Przynajmniej raz do roku jestem na polskim Wybrzeżu, to wtedy pojedziemy razem i kupisz to co będzie  ci, twoim zdaniem, potrzebne z Polski.

Bogdan, a ty to wszystko mówisz serio? Przemyślałeś to wszystko? Nie znam języka, będę dla ciebie ciężarem. 

Nie będziesz ciężarem, to że mam jeszcze rok tego kontraktu nie oznacza,  że jestem od świtu do nocy zajęty. Większość sklepów jest samoobsługowa, zakupy zrobisz bez problemu, płacisz wszystko kartą. Nie musisz z nikim rozmawiać. W Szwecji jest wielu obcokrajowców, powiedziałbym, że nawet zbyt dużo, jak dla mnie. Mam nadzieję, że ci się moje mieszkanie spodoba, nie jest duże, 2 sypialnie , pokój dzienny, kuchnia, łazienka, wszystkiego 70 metrów, takie typowe dla samotnego faceta. 

Za trzy tygodnie od najbliższego weekendu muszę być przez miesiąc w Sztokholmie, ale nie pojadę bez ciebie, drugi raz nie zrobię takiego głupstwa. Mam nadzieję, że przez te trzy tygodnie dasz radę spakować się.  Czy możesz skrócić tu swój pobyt i być tylko tydzień a nie dwa tygodnie? Oczywiście zostanę tu z tobą ten tydzień. W Warszawie możemy zamieszkać do czasu  naszego wyjazdu u mojego kuzyna. Trochę go zatka ze zdumienia, ale szybko się odetka. Eli, słodka moja, ja naprawdę nie chcę byś jeszcze mieszkała z Jasiem. Boję się, że mógłby ci zrobić krzywdę.  

Zorientowałem się, że nigdy mu nic nie mówiłaś o tym, że mieliśmy się pobrać. Nie wróciłem wtedy po roku, bo najzwyczajniej w świecie przehulałem wszystkie pieniądze - zacząłem grać w kasynie i w dwa wieczory przepuściłem wszystko. Rodzicom się przyznałem, ojciec wtedy pojechał do Szwecji, ściągnął mnie do Sztokholmu. To przeze mnie sprzedali dom, żeby pospłacać moje długi. A potem przyszła wiadomość, że wyszłaś za mąż, więc uznałem, że nie mam po co wracać. W kilka lat potem spotkałem Baśkę Lucjanową i mi o tobie opowiadała. I powiedziała mi, że twoje małżeństwo wcale a wcale nie jest najlepsze pod słońcem. Wiedziałem o tym, że wpierw umarł twój ojciec, a  potem, że umarła twoja mama. To Baśka mi pomogła w podjęciu decyzji  bym się odważył napisać do Ciebie i przyjechać. I nawet przysłała mi  zdjęcia z tego Waszego spotkania w ubiegłym roku. Modliłem się wręcz do tego zdjęcia, zaklinałem cię w myślach, byś do mnie wróciła, byś mi wybaczyła.  To od Basi wiem, że Jaś jest zdolny chwilami do przemocy i dlatego boję się żebyś z nim była gdy dowie się, że chcesz odejść od niego. Bo chyba jednak chcesz, powiedz prawdę, wszystko zniosę, zrozumiem. Mam tyle samo lat co on, ale wiem, że jeszcze umiem dać ci pełną satysfakcję, dobrze cię czuję i odczytuję. Chcę być z tobą, przy tobie i najczęściej w tobie. Chcę nadrobić cały ten stracony czas byś mi wybaczyła to, że wtedy nie wróciłem. Elinko, słodka moja, czy jesteś w stanie mi to wybaczyć? 

Ela popatrzyła się w jego oczy i z leciutkim uśmiechem powiedziała- dziwi mnie to, ale już tak. Od pewnego czasu zaczęłam się poważnie zastanawiać nad tym, by odejść od Jaśka. I ciągle wspominałam ciebie. Źle się stało, że twoi rodzice nie powiedzieli całej prawdy o tym, co się wtedy wydarzyło. Bo najprawdopodobniej moi rodzice pomogli by twoim w  spłaceniu tych długów a my bylibyśmy razem. Wtedy jeszcze było co sprzedać, oprócz domu była jeszcze pusta działka w Komorowie. Pieniądze na mieszkanie, wtedy naprawdę  spore, Jasiek miał od moich rodziców, z tej właśnie sprzedanej działki. I, tylko się nie śmiej, chyba bardzo mocno  ścigałeś mnie myślami bo często mi się ostatnio śniłeś i to zanim przyszedł od ciebie list. 

A teraz ubiorę się nieco, czyli założę dres, ty też się  trochę ubierz i pójdziemy cię zameldować na te kilka dni, w sobotę po obiedzie byśmy stąd wyjechali. A wieczorem zatelefonuję do Weroniki - to ona mnie zawsze do pionu stawia gdy mnie  życie przerasta. Muszę jej powiedzieć o tym wszystkim. Przyjaźnię się z nią od czterdziestu lat, wiemy o sobie wszystko. To ona pierwsza mi powiedziała, że nie powinnam wychodzić za Jaśka. Wiem, że go nie lubi, chociaż nigdy mi tego nie powiedziała wprost, ale tyle lat razem pracowałyśmy, że rozumiemy się bez wielu słów.  A co powiedziałeś Jaśkowi po moim telefonie, gdy postanowiłeś tu przyjechać? Nooo, niemal prawdę, czyli że dziękuję za gościnę ale właśnie zaraz kuzyn po mnie przyjedzie i pewnie się wyprowadzę z hotelu do niego. Adresu i szczegółów nie podawałem. Więc nie sądzę by tu za nami trafił.  A będę tu mógł gdzieś trochę poćwiczyć albo popływać? Oczywiście,  pójdziemy przed obiadem na basen i zamówię dla ciebie masaż u  pana Józefa. Do basenu to mamy stąd chyba 80 metrów, a masażysta,pan Józef, jest tu na miejscu i daj mu się namówić na ziółka. To dzięki niemu byłam dziś w stanie kochać się z tobą i tak super wszystko odebrać. Wczoraj zrobił mi masaż, wlał we mnie dwie filiżanki ziółek więc spałam  niczym niemowlę i rano wstałam z samym pozytywnym nastawieniem. Bo wczoraj byłam w strasznym wewnętrznym chaosie. Nie da się ukryć, że cała ta nasza sytuacja nieco mnie przerosła. Gdy w mózgu radość miesza się z żalem nie jest łatwo funkcjonować - przynajmniej mnie. Zastanawiam się, czy wracając nie powinniśmy wpierw zakotwiczyć  się w domu Weroniki i tam odbyć z Jasiem całą rozmowę - bo obawiam się, że gdy on będzie  na swoim terenie, czyli w naszym mieszkaniu to dojdzie do bardzo niemiłych scen. Ten wesołek nie miał kiedyś oporów by wypchnąć z mieszkania moją matkę, gdy przez jakiś czas mieszkała z nami po śmierci mego ojca. W sytuacji 1:4, czyli on jeden a nas czworo to nawet nie będzie  rzucał mięsem. I gdy się będę pakować poproszę Weronikę o pomoc, będzie mi pomagać a ona ma to do siebie, że potrafi użyć takich słów, że Jasiek robi się malutki niczym myszka polna. To istna czarownica, umie  trafić w słaby punkt gdy kogoś nie lubi, a Jasia to ona nie  trawi. 

No a co twoja Weronika mówiła o mnie? - Bogdana trawiła ciekawość. O tobie- tylko tyle, żebym nie szalała bez podstaw, bo wyglądało na to, że nie przyjechałeś tu dla mnie. Poza tym- czy znasz wielu wariatów, którzy w siedemdziesiątej wiośnie życia usiłują się żenić ze swoją dawną dziewczyną, która też już młódką nie jest? I bardzo ją rozśmieszył ten tatuaż z kółeczek. Bogdan szybko zrzucił T-shirta - zobacz jedyny prawdziwy tatuaż to jest ta "koronka" na ramionach - kryje mi blizny. Rozerwałem sobie kiedyś skórę na drucie kolczastym i długo się paprało. A to na tułowiu  już zaczyna pomału znikać - kumpel wymyślił taki wzór i w przypływie głupoty lub dnia dobroci dla zwierząt pozwoliłem mu na to, wierząc, że po miesiącu zniknie. Przypatrz się, już zaczyna znikać w wielu miejscach i na pewno zniknie. Gdy nas wtedy fotografowałaś naprawdę miałem spory kłopot by się nie roześmiać- pominę już milczeniem fakt, że miałem nieziemską wprost ochotę przytulić cię do siebie. I mam ją nadal, więc albo teraz zaraz wychodzimy, albo, co wolałbym, jeszcze się poprzytulamy. Też mam na to ochotę, ale przecież będziesz tu ze mną te kilka dni, dajmy teraz dziewczynom posprzątać pokój no i zamelduję tu ciebie. Ależ się pani właścicielka zdziwi! Bo powiem, że chcemy się pobrać. Jak znam życie to zaraz nam zaproponuje byśmy tu spędzili miesiąc miodowy. A gdzie spędzałaś z Jaśkiem miesiąc miodowy? - nigdzie, nie mogłam wziąć wtedy urlopu. No to świetnie się składa, wybierzemy się tam gdzie  nie będę musiał cię wyzwalać z wielu warstw ubrania, co najwyżej z kostiumu kąpielowego. No i gdzie nie będzie upału ale miłe ciepełko i cały czas będziemy mogli pływać w ciepłej wodzie.

Rzeczywiście właścicielka willi doznała niemal szoku, gdy Elżbieta przedstawiła jej Bogdana mówiąc, że ona bierze rozwód z obecnym mężem i wychodzi za tego  to pana, z którym kiedyś była zaręczona. Usłyszeli, że to nadzwyczajne, że życzy im  wszystkiego co najlepsze, że jeśli będą mieli ochotę to mogą tu spędzić miodowy miesiąc i że dobrze robią realizując swój plan, skoro okazało się, że nadal są sobie bliscy. Ela zamówiła u pana Józefa masaż dla siebie i Bogdana i wyruszyli  "w miasto".

                                                                         c.d.n.       

piątek, 19 lutego 2021

Czy to.....-4

Mąż Weroniki usiłował dowiedzieć się gdzie to się podziała przyjaciółka jego żony, ale Weronika z  uporem twierdziła, że z całą pewnością Ela pojechała w Bory Tucholskie. Żeby nie budzić podejrzeń Jaśka, Weronika zatelefonowała  następnego dnia do niego by się  zapytać czy zgubiona  żona już się odnalazła, ale nikt telefonu  nie odbierał. 

Ciekawa jestem gdzie i czy Jasiek szuka żony- powiedziała  do swego męża. Ale ty oczywiście wiesz, gdzie ona jest, bo gdybyś nie wiedziała, to sama  już byś jej  szukała- stwierdził mąż. Dlaczego nie chcesz powiedzieć Jaśkowi, gdzie ona jest?  Nie mogę powiedzieć, bo mnie prosiła bym nie powiedziała. A on się pewnie  denerwuje i może zgłosi to nawet na policji - stwierdził. No to co- Weronika  wzruszyła ramionami. Policja  przyjmie zgłoszenie dopiero po 72 godzinach od zaginięcia, a jak znam życie to jeśli dodatkowo Jasio powie, że znalazł w domu kartkę, że ona pojechała na wczasy to oni każą mu czekać spokojnie 2 tygodnie. A znając Jasia to on o  tej kartce powie. Wieczorem do niego zadzwonię i dowiem się co robi w tej sprawie.  No a na razie jadę na rehabilitację, wezmę samochód, dobrze? To może cię odwiozę, bo tam ostatnio  cienko z miejscami do parkowania. Zrobię w tym czasie zakupy na bazarku i w L'Eclerc-u .

W drodze Weronika zadała mężowi pytanie - a co byś zrobił, gdybym tak nagle, bez twojej wiedzy i zgody zacumowała kogoś w naszym mieszkaniu na miesiąc? 

Pytanie  głupie, bo ty byś tego nigdy nie zrobiła, nie wiem po co je zadajesz- dziwił się mąż. No bo Jasiek , bez uzgodnienia z Elą zaprosił Bogdana do nich na cały czas jego pobytu w Polsce. Więc się nie dziw, że  Elunię  siekło, zwłaszcza po tym dziwnym wieczorze gdy się spili w trupa. Ja też bym nie chciała gościć u siebie kogoś kto schleje się razem z moim  mężem i jeszcze obaj leżą rozwaleni  nago. Ja wiem, że on od lat mieszka w Szwecji, gdzie nagość nie jest czymś grzesznym a i upijanie się, choć to droga impreza też nikogo nie gorszy. Swoją drogą widok chudego tyłka Jasia z tym serduszkiem przebitym strzałą niesamowicie mnie rozśmieszył. Jeszcze tylko brakowało mi kapiących z niego kropelek krwi. A ten tatuaż Bogdana z kółek zbiegających się na wzgórku łonowym to mnie wybitnie ubawił - ale może to jest jakaś gra towarzyska, której my jeszcze nie znamy, jakaś odmiana  sexi-chińczyka - kto z graczy szybciej trafi do kółka na wzgórku  łonowym to wygrywa. Ale co wygrywa?- spytał się Weroniki mąż. No ja nie wiem,  ale mogę się Bogdana zapytać, wstydliwa nie jestem. No i ciekawe czy  grają same kobiety czy towarzystwo jest mieszane.  Albo możemy zrobić jeszcze inaczej - dorwiemy obie z Elą tego Bogusia i się go wypytamy. Sam wiesz jak potrafimy facetom oberwać skrzydełka nawet ich nie dotykając. Tylko musiałbyś Jasia wyprowadzić na jakieś 15 minut z domu, żeby nie zadawał głupich pytań. Wera, ty chyba nie lubisz Jasia- stwierdził jej mąż. Dopiero dziś to odkryłeś?- zdziwiła się Weronika- od samego początku go nie trawię. Ja po prostu nie lubię głupich facetów. I przyrzekam, nie będziemy Bogusia rozbierać do gołego - żeby sobie nie psuć apetytu omówimy to zagadnienie posługując się tylko zdjęciem. Mam wrażenie, że widok w naturze gołego Bogdana przyprawiłby mnie o wymioty, a  nie jest to moja ulubiona czynność.

Weronika wzięła swój kostium do ćwiczeń i poszła na rehabilitację. A jej mąż zaczął studiować w atlasie  samochodowym drogę do Osia- tak na wszelki wypadek. Potem zerknął na  zegarek i pojechał na zakupy.

Tego dnia w porze  obiadowej zatelefonowała do Weroniki Ela. Poinformowała przyjaciółkę,  że  wykupiła całe dwa tygodnie pobytu i mnóstwo zabiegów i jest szczęśliwa  bo jest jej ulubiony masażysta. Starała się namówić  Weronikę by wraz z mężem przyjechali na niedzielę, ale tego to Weronika nie obiecała.  Codzienne wizyty w centrum rehabilitacji były jednak dość męczące i w weekend wolała zwyczajnie poleniuchować, podjechać do parku niż jechać do Ciechocinka,  w którym, nie wiadomo dlaczego wcale nie czuła się dobrze. Jak twierdził znajomy lekarz "pobyt na terenie błotnistym" nie każdemu służy, a Ciechocinek  na takim terenie  właśnie jest. Weronika wciąż miała zbyt niskie  ciśnienie i  przebywanie na terenie tężni nie było dla niej wskazane. W czasie rozmowy udało się jej przekonać Elę by zatelefonowała do swego męża i powiedziała kiedy wraca i dlaczego wyjechała. Oczywiście nie musi mówić gdzie jest a jeśli nawet słowem nie wspomni o zabiegach to Jasiek się nie domyśli gdzie ona jest. Zwłaszcza, że Weronika sugerowała mu, że Ela pojechała w Bory Tucholskie.

Hasło "Bory Tucholskie" było miłe im obu, obie bardzo lubiły wędrówki leśnymi drogami, a tych nie brakowało w Borach Tucholskich. Można było kilometrami wędrować, drogi były na ogół dość szerokie, wygodne,  ludzi mało. Żeby było śmieszniej, Weronika z mężem jeździła w okolice Osia, do Grzybka nad jezioro Grzybek a Ela i Jasiek do ośrodka w Osieku.  Grzybek był rozlewiskiem Wdy i nad jeziorem było naprawdę niewiele domów, część z nich należała do toruńskiej dyrekcji lasów państwowych. Było nieco dziko, cicho, spokojnie. W porównaniu z Grzybkiem koło  Osia to Osiek był niemal zagłębiem turystycznym, ponieważ przylegał do dwóch jezior - Czarnego i Kałębie.

Ela rzeczywiście zatelefonowała do domu, ale......telefon odebrał Bogdan, bo Jasiek wybrał się do piekarni. W pierwszej chwili miała wielką ochotę odłożyć słuchawkę, ale na  słowa Bogdana "dzięki Bogu, że żyjesz  i nic  ci nie jest" nie odłożyła jej. Bogdan jej powiedział, że Jasiek poszedł przed chwilą do piekarni i przykazał mu by odbierał telefony. Ale on musi Eli coś powiedzieć- on musi z nią porozmawiać sam na sam, więc niech Ela poda adres, a on następnego dnia  do niej przyjedzie w każde miejsce w Polsce, które ona mu wskaże i nawet słowem nie piśnie Jasiowi, że on do niej jedzie i oczywiście nie powie, że z nią rozmawiał. On po prostu musi się koniecznie z nią zobaczyć sam na sam.

Ela przez moment zawahała się i powiedziała, że jest w Ciechocinku, podała adres i nazwę willi, w której mieszka i żeby powiedział Jasiowi, że ona telefonowała z......Borów Tucholskich. To najwyżej Jasiek się przejedzie do Osieka, ale raczej nie, bo pewnie jest na nią zły. A czym ty przyjedziesz?- pociągiem czy PKSem- zapytała Bogdana.  Samochodem mojego drogiego kuzyna - zaraz do niego zatelefonuję, on jest dealerem  opla i albo da mi swój samochód albo "pokazowy". Będę najpóźniej około godz.11,00. No to do jutra, moja cudna i przerwał połączenie. Jeszcze kilka minut po zakończeniu rozmowy Elżbieta trzymała w ręce  słuchawkę telefonu i wpatrywała się w nią z lekkim niedowierzaniem, jakby chciała sprawdzić, czy aby nie ma jakichś omamów słuchowo-wzrokowych. Z tego wszystkiego zatelefonowała do.....Weroniki, którą wprowadziła swą opowieścią w stan totalnego zdumienia.Czy ty jesteś pewna, że on nie wygada Jaśkowi gdzie jesteś?  Ela stwierdziła, że będzie po prostu od rana obserwować podjazd pod willę, bo jest tak usytuowany, że ona go widzi nawet nie stojąc blisko okna i jeśli zobaczy, że to ich samochód lub w samochodzie oprócz Bogdana będzie Jaś, to uda, że jej nie ma w pokoju, o czym zaraz porozmawia z właścicielką willi, wszak znają się od wielu lat.

I tego dnia aż dwie  kobiety  zastanawiały się co też Bogdan chce od Elżbiety. Co prawda Weronika poświęciła na te rozmyślania góra pół godziny, ale Ela cały czas analizowała niemal każde usłyszane słowo i ton głosu jakim było wypowiedziane. I wciąż na przemian miała obraz Bogdana z czasu ich młodości i obraz Bogdana utrwalony aparatem fotograficznym, śpiącego, dziwnie wytatuowanego. A przez te dwa obrazy przewijał się też widok jego twarzy pochylonej nad nią i szept zapewniający ją, że nie zrobi jej krzywdy, nie  będzie bolało i nie stanie się nic złego, nie będzie ciąży, chociaż i tak się przecież za rok pobiorą. I te zapewnienia, że jest cudowna, jedyna, jego.To ostanie wspomnienie ciągle jeszcze bolało,  chociaż minęło tyle lat i wyszła za mąż za kogoś innego. I znów jej przyszło do głowy, że Jaśka nigdy nie darzyła jakimś wielkim uczuciem. Nie był wcale dla niej "całym światem", ale większość jej koleżanek już wyszła za mąż i nieco na zasadzie "na bezrybiu i rak ryba" odpowiedziała "tak" na jego propozycję by się pobrali. I zaraz przypomniała się jej reakcja Weroniki, która po kilku w czwórkę spędzonych  wycieczkach zapytała się czy ona się naprawdę dobrze zastanowiła co chce zrobić. Weronika była  wtedy już cztery lata mężatką i twierdziła, że być może jako kochanek to się Jaś sprawdza, ale o ile kochanek nie musi być inteligentny tylko jurny, o tyle mąż powinien być osobnikiem inteligentnym.  A ona wtedy powiedziała Weronice, że znudziło się jej być ciągle jeszcze panną, a jak na razie nikt jeszcze nie  zaproponował jej małżeństwa.

 Wszystkie te rozmyślania odbiły się mocno na jej ciele - ogromnie się napracował pan Józef żeby napięte mięśnie rozluźnić i w trakcie masażu powiedział: widzę, że ma pani dziś cała furę złych myśli, proszę dziś wpaść do mnie po ziółka, zaparzę specjalną mieszankę by pani mogła wieczorem spokojnie zasnąć. Będą w termosie oznaczonym pani numerem pokoju. Tam będą 2 porcje- jedną proszę wypić zaraz  po kolacji, drugą wieczorem około dziewiątej. A rano o ósmej wstanie pani radosna niczym dziecię.

Mieszanka ziołowa od p. Józefa nie powalała smakiem,  ale po wypiciu drugiej filiżanki Elżbieta nie miała najmniejszego problemu z zaśnięciem. Obudziła się o siódmej rano, wypoczęta i w dobrym nastroju.  Zapowiedziana wizyta Bogdana jawiła się w jej wyobraźni jako coś miłego i pożądanego. Od godziny dziewiątej trzydzieści siedziała w fotelu i oczekiwała przyjazdu Bogdana.  Piętnaście minut po dziesiątej na podjeździe zobaczyła czarnego opla Astrę z Bogdanem za kierownicą. Czym prędzej wyszła do holu, gdzie wpadła w ręce Bogdana, który zdając sobie sprawę z tego, że są "na widoku" powitanie ograniczył do uścisku jej ręki i dotknięciu jej delikatnie  ustami. Elżbieta w drodze do pokoju wstąpiła jeszcze do kuchni i poprosiła o przygotowanie dwóch  kaw i  słodkich rogalików, po które sama za chwilę przyjdzie.

Gdy tylko zamknęły się za nimi drzwi pokoju znalazła się w objęciach Bogdana, który obcałowywał jej twarz, szyję i szeptał do ucha "nareszcie jesteś". Odsunęła go nieco od siebie i powiedziała- cały czas byłam, to ciebie nie było. To prawda, ale jednak jestem- odpowiedział pomiędzy kolejnymi pocałunkami. Zaczekaj, pójdę po kawę i rogaliki. Wysunęła się z jego objęć, przygładziła odruchowo włosy i wyszła z pokoju pozostawiając otwarte drzwi. W kilka minut później wracała z dzbankiem kawy i paterą rogalików. 

Gdy weszła do pokoju i postawiła wszystko na stole zamknął delikatnie drzwi , przekręcił w drzwiach klucz i przyciągnął Elżbietę do siebie. Za mało mi ciebie, chcę cię mieć całą, szeptał jej do ucha a jego ręce niecierpliwie wędrowały rozpinając guziki, haftki, suwaki, nieco bez ładu i składu, niemniej jakoś bardzo skutecznie wyzwalając jej ciało z bluzki, spódniczki cały czas przemieszczając ich oboje w stronę alkowy, w której stało duże, małżeńskie łoże na którym usiadł i przyciągnął ją na swoje kolana. Powiedz Elinko, a jak ci się podoba mój tatuaż? Dobrze  wyszedł na zdjęciu? Elżbieta zagryzła wargi, ale zaraz odpowiedziała - nieco dziwny, ale zrobił wrażenie nie tylko na mnie, na mojej serdecznej przyjaciółce i jej mężu również. Stwierdziła tylko, że  w obrazku na tyłku Jaśka  brak jest kropelek krwi. Zejdzie mu to wszystko po miesiącu - zapewnił ją Bogdan. Nie spałem i miałem pewien kłopot by ukryć przed tobą, że nie śpię. Twój mąż szybciutko padł trupem. Chciałem się iść wykąpać, ale kręciło mi się w głowie, więc się na moment położyłem i wtedy przyszłaś. Miałem straszliwą ochotę iść do ciebie do tamtego pokoju, ale bałem się, że nie dojdę. Czy wiesz, kiedy ostatni raz widziałem cię nagą? Ela uśmiechnęła się - myślę że w październiku 1960 roku. Dziś mija od tamtego dnia 45 lat a ja pożądam cię tak samo jak wtedy, nic nie mniej-mówił nieco chrapliwym szeptem wyzwalając się z ubrania. O Boże, byłaś operowana i to dość dawno. Całował blizny na jej brzuchu i szeptał czułe słowa zapewniając ją cały czas o swym nadal trwającym uczuciu. Ela poddawała się tym wszystkim pieszczotom, odnotowując jednocześnie w swej świadomości, że ta bliskość jest jej o stokroć milsza od tej sprzed wielu lat a i doznania inne, pełniejsze i całkiem nowe, bowiem jej pożycie z Jasiem nie dawało żadnego zadowolenia i radości.A od wielu lat żyli obok siebie, a nie ze sobą.

                                                                  c.d.n.

 

czwartek, 18 lutego 2021

Czy to....-3

 Do Eli dopiero teraz dotarło, że tak naprawdę  Bogdan chciał się  z nią zobaczyć tylko po to żeby odnaleźć grób rodzinny, a ona ani to co się z nią działo gdy zrejterował przed ślubem już wcale go dawno nie obchodziło. Zatelefonowała do Jaśka, prosząc by po nią przyjechał, ale dowiedziała się, że ma wziąć sobie  taksówkę, bo Bogdan   opowiada teraz  ciekawe rzeczy, a ona  przecież ma pieniądze, do ubogich nie należą, więc niech weźmie taksówkę, problemu nie ma. Weronikę nieco skręcało ze śmiechu- szalenie ją rozbawił taki rozwój wypadków. Elżbieta obawiała się, że Bogdan może opowiedzieć  Jaśkowi  o tym,  co łączyło go  kiedyś z Elą a znając dość dziwne poczucie humoru swego męża obawiała się, że potem będzie jej dokuczał. Weronika z kolei odniosła wrażenie, że Bogdan dawno wyparł z pamięci całą tę sprawę, bo naprawdę nie był to żaden chwalebny czyn. Nieco zdesperowana Elżbieta posiedziała  niemal do godziny  dwudziestej drugiej, w końcu mąż Weroniki odprowadził ją na postój taksówek. Podobno siedem  minut drogi na postój taksówek upłynęło  Eli na wieszaniu okolicznych psów na osobie jej własnego męża oraz  na Bogdanie oraz na narzekaniu jak to ona zawsze miała i ma pecha w życiu. Zwłaszcza do facetów.Weronika przeprosiła swego męża za ten dyskomfort, chwilę jeszcze porozmawiali i poszli spać. 

Następnego dnia około dziewiątej rano zatelefonowała Elżbieta pytając się czy może teraz zaraz przyjechać do Weroniki. Zaraz weźmie taksówkę i przyjedzie i coś ciekawego pokaże Weronice. Tylko szybko-zażądała Weronika, bo ja mam w samo południe  zabiegi i muszę tam być z 15 minut wcześniej bym się zdążyła rozebrać. Potem wychodzę stamtąd prawie po trzech godzinach. W dwadzieścia minut  później Ela już była na miejscu. Zaraz po przywitaniu się wyrzuciła w przestrzeń "no ja się chyba jednak z Jaśkiem rozejdę". Weronika spojrzała się uważnie na Ele, która była blado-szara na twarzy a jej włosy wyglądały jakby jeszcze nigdy dotąd nie doznały kontaktu z grzebieniem. Weronika zaciągnęła ją do łazienki i wręczyła zapasową szczotkę do włosów oraz  grzebień. Uczesz się, nim cię mój zobaczy- można się ciebie wystraszyć. No i mów co się dzieje. Ela wyszczotkowała włosy, przeczesała, następnie z torebki wyciągnęła cud techniki czyli mały aparat cyfrowy - chwilę przy nim majstrowała i pokazała zdjęcia, a tak dokładnie trzy ostatnie zdjęcia. Najwyraźniej było na nim dwóch mężczyzn - jeden z nich był niedoszłym mężem Eli, drugi obecnym. Obaj byli najzwyczajniej w świecie nadzy. Obecny - chudy, niedoszły - nieco zatłuszczony. Chudego obejmowało ramię tłustego. Jego ręce od stawów barkowych do łokci pokrywał tatuaż, który wyglądał jak koronka. Na tułowiu tatuażem był zaznaczony kontur piersi a z pomiędzy nich i spod nich schodziły w dół, do przyrodzenia, małe okrągłe kółka- wszystkie razem tworzyły trójkąt schodząc się w jednym punkcie kości łonowej. Na udach owe tatuażowe kółka ułożone były spiralnie dookoła uda. A chudy  miał na pośladku narysowane, chyba flamastrem, serce przebite strzałą. 

Obaj wyglądali na  wielce strudzonych, byli pogrążeni w głębokim pijackim śnie. Na tyle głębokim, że nie słyszeli gdy Ela dotarła do domu i ich sfotografowała. Nie przeszkadzał im również świecący jasno żyrandol. Dobiło ich prawdopodobnie degustowanie trunków, które stały w domowym barku.  Elunia  była tak wzburzona, że nockę przesiedziała w fotelu drzemiąc i budząc się co chwilę. O siódmej rano poszła przemyśleć wszystko do samochodu, potem pospacerowała trochę w porannej mgle, co nieco dziwnie odbiło się na jej włosach, znalazła czynną budkę telefoniczną i zatelefonowała do Weroniki. Teraz poprosiła Weronikę, by ta przechowała u siebie kartę z aparatu. W zamian za nieco zapełnioną kartę Weronika dała jej pustą, nową. Tę schowała do osobnej koperty z napisem "karta Eli". Wmusiła w Elę śniadanie i powiedziała by się Ela spokojnie rozgościła, bo ona z mężem wychodzi, a jeśli Ela postanowi wrócić do domu przed ich powrotem, to niech tylko zatrzaśnie drzwi. No i niech nie odbiera telefonów ani nikomu nie otwiera przypadkiem drzwi. Jak wrócą to ją odstawią samochodem do domu.Gdy ich nie będzie to może niech pośpi lub  poczyta. Czego jak czego, ale książek mają sporo.

W drodze Weronika opowiedziała swemu mężowi o całej sprawie i postanowili dać tę kartę do znajomego fotografa by "od ręki" porobił odbitki. Gdy wrócili do domu Weronika poprosiła by ją odwieźli w okolice jej domu, do dyskontu, to zrobi sobie  zakupy. Nie  powie na razie Jaśkowi i Bogdanowi co zastała po powrocie do domu, uda, że nie wchodziła do sypialni i że spała w drugim pokoju, no a teraz to właśnie wraca z zakupów. A zdjęcia na pewno się jeszcze kiedyś przydadzą. Zrobili tak jak prosiła i podwieźli ją do dużego SAM-u w pobliżu osiedla, zaczekali aż  zrobi zakupy i podwieźli w pobliże jej mieszkania, żeby nie targała ciężkiej siaty.

W domu mąż Weroniki nieopatrznie powiedział : ale ty sobie dobierałaś te koleżanki! co jedna to dziwniejsza od drugiej. Weronika spojrzała się na męża iście bazyliszkowym wzrokiem i powiedziała: uważaj, bo Elę znam  dłużej niż  ciebie. Ty masz jeszcze bardziej dziwacznych kolegów niż ja koleżanki, ale skoro akceptowałam ciebie to  w pewnym zakresie i ich. Jak na razie to żadna z nich nie zrobiła mi nic złego, tobie też nie, a na dodatek wszystkie się tobą zachwycają, tylko zupełnie nie rozumiem dlaczego. Może właśnie dlatego, że nie przeraziłeś się moją indolencją w zakresie życia w małżeństwie, choć lojalnie cię uprzedzałam, że nie umiem nic w domu robić i z trudem potrafię zagotować wodę na herbatę nie poparzywszy się przy tym lub nie wzniecając pożaru w kuchni robiąc jajecznicę. Większość moich koleżanek  była hodowana w domach jak królewny z filmów rysunkowych Disneya. To były wszak czasy powojenne i wszyscy rodzice, jeśli tylko mieli takie możliwości chcieli nam maksymalnie ułatwić życie. Na  dodatek nasi rodzice  wierzyli, że skoro facet mówi, że kocha to tak jest naprawdę i nie  zostawi ich dziecka na lodzie. Ela po prostu jest nieco bardziej naiwna niż ja. Poza tym, ty nie byłeś tym pierwszym moim facetem w życiu, o czym wszak wiedziałeś. Mnie czasami ostrzegano, że życie jest trudne, miłość nie trwa wiecznie, a poza tym nie każdy człowiek potrafi się zorientować we własnych uczuciach, a na domiar złego innych mierzy własną miarką, poprzez własne doświadczenia i własny światopogląd.  A to zdjęcie niedoszłego męża Eli z obecnym,  szalenie mnie rozbawiło. Teraz to nawet żałuję, że nie zrobiłam ci jakiegoś ciekawego zdjęcia, gdy na jednych dość ekskluzywnych wczasach będąc w stanie  upojenia obejmowałeś czule  muszlę klozetową. Damy Eli dwie odbitki- jedną ona da w dniu wyjazdu Bogdanowi, a drugą -  Jaśkowi gdy czymś jej podpadnie.  To dobra karta przetargowa, zwłaszcza, że karta nadal będzie u mnie i zniszczenie zdjęcia papierowego niczego nie zmieni. Jak myślisz - dlaczego barek u nich jest niemal tak zaopatrzony jak bar w dużej,  dobrej knajpie? Dlatego, że do ludzi nie dociera, że Jasiek nie może pić, czego nie może pojąć sam Jasiek ani ich znajomi, którzy uważają, że najlepszym prezentem na każdą okazję jest alkohol. A już na pewno najprostszym do kupienia. Szczerze mówiąc, gdybym w osiemnastej wiośnie życia przeżyła takie jak ona rozczarowanie to nie wiem czy zaufałabym potem któremukolwiek facetowi. Ona chyba bardzo tego Bogdana kochała, skoro po tylu latach tak mocno przeżyła jego przyjazd. Dobre to wspólne zdjęcie tych facetów, takie trzeźwiące Elę z dawnej, niespełnionej miłości i ustawiające ją wobec Jaśka, który czasami odzywa się do niej niezbyt pięknie, co pewnie nie jeden raz zauważyłeś.

Och, Jasiek przecież tylko tak żartuje- mężowi Weroniki wyraźnie włączył się program "faceci całego świata  łączcie się", czym wielce podpadł własnej żonie. Szybko i dość dobitnie wytłumaczyła mężowi, że nazywanie własnej żony przy ludziach serdelkiem trudno uznać za żart i ciekawe czy każdy z nich uznałby za żart, gdyby któraś z nich powiedziała przy znajomych, że patrząc na przyrodzenie któregoś z nich ma wrażenie, że patrzy na mini parówkę koktajlową, które jak wiadomo mają zaledwie cztery centymetry długości.

Ależ masz obrazowe porównania! Mąż Weroniki skręcał się ze śmiechu- przez ciebie będę miał teraz niezdrowe skojarzenia, gdy u kogoś natrafimy na parówki koktajlowe. Weronika jednak była poważna- no powiedz czy to byłoby twoim zdaniem zabawne gdybym tak powiedziała o tobie? Jakbyś się poczuł? komfortowo czy nie za bardzo? No przecież nie mam takiego problemu- obruszył się. I co? biegałbyś z każdym z gości  do łazienki  i demonstrował przy pomocy metrówki, że jest inaczej? 

Owszem, Ela  nieco przybrała na wadze, ale ona brała przez wiele miesięcy sterydy i ten baran  wiedział o tym, że po sterydach się tyje. Trudno by Ela za każdym razem tłumaczyła wszystkim dlaczego musiała brać sterydy niemal rok.

Wieczorem zatelefonowała Ela- była w domu sama, ponieważ "niedoszły" z "obecnym" poszli gdzieś w miasto. Jasiek stwierdził, że  zrobi z Bogdanem rundkę po Warszawie, bo jakby nie było to przez te lata gdy go nie było w Polsce miasto  bardzo się jednak zmieniło. Ale to jeszcze nic, Jaśkowi całkiem odbiło i zaproponował Bogdanowi , bez  zgody Eli, gościnę w ich mieszkaniu na cały jego pobyt i lada moment pewnie się tu zjawią. A Ela właśnie spakowała swoje rzeczy  i wynosi się  z domu- na tę noc do Halinki, która mieszka 2 bloki dalej od niej, a następnego dnia pojedzie do Ciechocinka, bo bez problemu znalazła kwaterę prywatną i zapewne  również bez problemu załatwi sobie odpłatnie zabiegi w sanatorium. W domu zostawi tylko kartkę, że wyjeżdża na wczasy, nie podając oczywiście kierunku. No i ma do Weroniki prośbę, by zapytana przez  Jaśka powiedziała, że nie wie gdzie Ela jest.Weronika tylko ciężko westchnęła - no dobrze, ale podaj mi  adres w Ciechocinku, może my do ciebie wpadniemy w weekend. To w końcu nie tak strasznie daleko od Warszawy. I zadzwoń  gdy dojdziesz do Haliny. A adres Haliny on zna? Adresu nie  zna, może tylko gdzieś znajdzie zapisany do niej numer, ale Halina nie powie, że jestem u niej. 

Około godziny 22,30 zatelefonował Jasiek, pytając się, Weroniki, czy jej się jeszcze aby nie znudziło towarzystwo Elżbiety, ale  Weronika zapewniła go, że trudno by się jej znudziło towarzystwo kogoś, kogo u niej nie ma. No to gdzie ona jest, zdumiał się Jasiek. Myślałem, że do ciebie pojechała. Jasiu, ja nie wiem, gdzie ona jest, może poszła do Grażyny?  No bo my sobie zrobiliśmy kolację - Weronika mu wpadła w słowo- a ona wyszła w czasie kolacji? wpieniłeś  ją czymś?- dopytywała   się namolnie. My to znaczy ja z Bogdanem - zrobiliśmy sobie  kolację a jej nie ma. Aha- to znaczy, że Bogdan jest a jej nie ma? No to wam smacznego życzę, idę dalej film oglądać,  jak wróci przed 1 w nocy, to niech do mnie zatelefonuje. Na razie Jasiu. Za pół godziny znów zatelefonował Jasiek - ona gdzieś wyjechała, znalazłem na podłodze kartkę. A dokąd wyjechała-udając zaciekawienie spytała Weronika. Nie wiem, nie napisała. Może w Bory Tucholskie, bo sezon grzybowy się zaczął - "podpowiedziała" Weronika. Sama? - zdziwił się Jasiek No nie wiem, tak tylko sobie pomyślałam, ona lubi zbierać grzyby. Mąż Weroniki wpatrywał się w nią, w końcu pogroził jej palcem, bo z jej miny wnioskował, że Weronika najpewniej w  świecie coś wie, ale nie chce nic  Jaśkowi powiedzieć.

                                                               c.d.n.



środa, 17 lutego 2021

Czy to.....-2

Po wyjściu z kawiarni doszły do wniosku,  że nie wyjdą z Łazienek w górę   na Aleje Ujazdowskie, ale powędrują do wyjścia na Gagarina i obie pojadę autobusami do domu- żeby było śmieszniej to obu pasował ten sam numer, tyle tylko, że jechały w dwie różne strony.  Po drodze jeszcze zaliczyły obowiązkowe karmienie  wiewiórek bo każda z nich miała ze sobą torebkę orzechów.

Kilka dni później zatelefonowała do Weroniki Elżbieta - dostała kolejny list od Bogdana, w którym ją zawiadamiał, że przyleci do Warszawy 10 października, ma już zarezerwowany hotel Solec i prosił by Ela podała mu koniecznie numer telefonu do siebie, żeby mógł się z nią skontaktować gdy już dotrze  do hotelu.  Oczywiście Elżbieta nadal nie bardzo wiedziała jak ma swemu mężowi wytłumaczyć, że chce się spotkać z Bogdanem, bo nigdy mu nie powiedziała o swym "niewypale ślubnym". 

Weronika wymyśliła, żeby po prostu powiedziała  "półprawdę" i przedstawiła Bogdana jako syna sąsiadki, z którą przyjaźniła się mama Elżbiety, a ona się razem z nim bawiła, jak to bywa  z dziećmi z sąsiedztwa. I niech tę wersję przekaże też Bogdanowi. Chyba facet nie cierpi na zaawansowaną sklerozę i nie będzie się Jaśkowi zwierzał z tego, że kiedyś Elkę wystawił do wiatru. A poza tym, gdzie jest powiedziane i zapisane, że Elka ma się spotkać z Bogdanem u siebie  w domu, mogą się przecież spotkać w hotelowej kawiarni, która miała nawet całkiem niezły wystrój a i kawę serwowali dobrą. Jeśli umówi się z nim w ciągu dnia to zawsze może wcisnąć Jaśkowi tekst, że ma spotkanie z którąś ze swoich koleżanek. Bo może się przecież też okazać, że spotkanie z Bogdanem wcale nie będzie dla Eli czymś przyjemnym. I wtedy z całą pewnością wystarczy gdy poda Bogdanowi tylko dane  topograficzne i niech sobie sam radzi. W końcu to Warszawa, a nie jakieś przysłowiowe zadupie, może wejść do Kancelarii Cmentarza i tam sprawdzić na planie jak ma trafić do wskazanej przez ciebie kwatery cmentarnej. Elżbieta bardzo przeżywała przyjazd Bogdana, zastanawiała się czy jest  żonaty i czy ma dzieci. Weronika naprawdę sporo czasu poświęciła na "trzeźwienie" Elżbiety, która nagle zaczęła  całą swą  historię z Bogdanem przeżywać na nowo i to tak, jakby wszystko miało miejsce najdalej z pół roku wcześniej.

Dzień przed przylotem Bogdana do Polski Weronika spotkała się jeszcze raz z Elżbietą by jej dość brutalnie wybić z głowy jakikolwiek sentyment do Bogdana i uświadomić, że przecież wtedy to on ją de facto skrzywdził kierując się tylko i wyłącznie egoizmem. Bo ten ich ślub to nie była żadna tajemnica, obie rodziny umówiły się, że początkowo będą młodym pomagać finansowo dopóki Bogdan nie skończy studiów. Młodzi wybiorą sobie u których rodziców zamieszkają, a Elżbieta była świeżo po kursie kreślarskim i miała zapewnioną pracę w jednym z dużych  biur projektowych. Był nawet plan  by każda z rodzin oddała  młodym kawałek swej działki i  nieco z tyłu, na styku dwóch działek wybudować dom dla młodych, ale młodzi wcale nie chcieli takiego rozwiązania. Wiadomo było, że  oboje mają już dość codziennych dojazdów -Ela do pracy a  Bogdan na uczelnię- kolejka wlokła się niemiłosiernie, jechała godzinę a do niej trzeba było przecież też dojść a potem w Warszawie dojechać do miejsca przeznaczenia.Trzeba było liczyć, że dwa razy dziennie marnowało się z tej okazji około trzy i pół do czterech  godzin. 

W dniu przylotu Bogdana Elżbieta od samego rana wydzwaniała do Weroniki, aż mąż Weroniki, skądinąd  wielce cierpliwy człowiek, zapytał się co się dzieje, że Elżbieta niemal od świtu do Weroniki wydzwania. Weronika w wielkim skrócie  przedstawiła całą historię,  a jej mąż całość podsumował dość wymownym komentarzem: "oj, klepki jej nawaliły na starość".  Nie mógł zupełnie pojąć, że Elżbieta chce się z nim spotkać, uznał to za kompletny irracjonalizm.

Weronika  sprawdziła w informacji, o której przylatuje samolot ze Sztokholmu, którym miał przylecieć  Bogdan i okazało się, że przylot jest dopiero o 17,00, o czym zaraz poinformowała Elżbietę, tłumacząc jej, że telefonu od Bogdana może oczekiwać najwcześniej po godz. 18,00 , a może nawet dopiero następnego dnia rano, bo może Bogdan będzie zmęczony. Siedemdziesięcioletni faceci bywają w bardzo różnej kondycji zdrowotnej, nie wiadomo przecież jak to wygląda u Bogdana. Fakt, że  czterdzieści lat wcześniej był w dobrej kondycji nie  oznacza, że w równie dobrej jest teraz.

Do godziny 20,00 telefon w domu Weroniki milczał. W piętnaście minut później Ela zatelefonowała do Weroniki - Bogdan zatelefonował do niej, umówili się na następny dzień w hotelowej kawiarni. I ona "jest cała w nerwach", więc chce, by Weronika  z nią razem tam pojechała. Ale Weronika stanowczo odmówiła mówiąc, że nie może, bo w tym czasie będzie  na  rehabilitacji, która jej zabiera około dwóch godzin, ale jeśli naprawdę boi się tego spotkania, to najmądrzej będzie gdy na to spotkanie pojedzie razem z  własnym mężem. Elę aż zatkało na moment, a nim ją "odetkało" Weronika podała jej same korzyści tego kroku - w obecności Jaśka rozmowa na pewno nie zejdzie na  niemiły dla niej temat wydarzeń sprzed czterdziestu lat, a ponadto pokaże Bogdanowi, że nie był jedynym  facetem, który był w jej życiu. A Jaśkowi powie tę "półprawdę" po raz drugi w momencie gdy się będą witać z Bogdanem w kawiarni. Bonusem  będzie fakt, że Jasiek zawiezie ją na to spotkanie samochodem i nie będzie się tłukła  przez całe miasto dwoma  autobusami a poza tym może od razu pojadą  wszyscy razem na Powązki, więc Ela będzie miała okazję od razu zajrzeć na grób swych rodziców.A jeśli na dodatek weźmie  ze sobą mopa i wiaderko to umyje płytę nagrobną, co na pewno bardzo ułatwi potem wizytę na Wszystkich Świętych, bo będzie wtedy do zmycia  brud zaledwie dwumiesięczny a nie roczny.

W pierwszej chwili Ela ostro zaprotestowała, ale gdy dotarło do niej, że Weronika naprawdę nie zrezygnuje dla niej z udziału w rehabilitacji na którą czekała pół roku- poddała się.  Gdy Ela weszła z Jaśkiem do kawiarni i zaczęła się rozglądać zobaczyła, że jakiś zwalisty, mocno łysy blondyn uniósł się z krzesła przy jednym ze stolików i do niej pokiwał ręką. Żeby było zabawniej to jakoś wcale owego kiwania nie odniosła do siebie, ale że nikt poza nimi nie wszedł w tym momencie do kawiarni, Jasiek zauważył, że to zapewne ów Bogdan kiwa, z którym jego żona miała się spotkać. Ela usiłowała pokryć uśmiechem swe rozczarowanie wyglądem niedoszłego męża, a Bogdan entuzjastycznie  zapewniał ją, że nic się nie zmieniła mimo upływu czasu, ale ów "kosz komplementów" Jasiek skwitował komentarzem: "nooo, prawie nic, tylko z dziesięć kilo przytyła i posiwiała". Elżbieta czym prędzej przeniosła środek dyskusji na stronę Bogdana - zaczęła się wypytywać gdzie mieszka, czy ma dzieci i żonę, na jak długo przyjechał, jak mu się Warszawa podoba, czy ma tu jeszcze jakąś rodzinę i stwierdziła, że jeżeli Bogdan chce, to mogą go z Jaśkiem zawieźć na cmentarz, bo przy okazji zajrzą na grób rodziców Eli. 

Z rozmowy wynikało, że Bogdan nigdy się nie ożenił, żył w wolnym związku, niekoniecznie  cały czas z jedną i tą samą kobietą. Nie podjął w Skandynawii żadnych studiów, z kapelą, z którą wyjechał z Polski grywał na różnych statkach wycieczkowych i ani myślał o  jakiejkolwiek żonie na stałe, bo to wymagało stabilizacji i rezygnacji ze swobodnego życia. Dzieci raczej nie ma, żadna z jego pań nie zgłaszała takiego problemu. Wpierw przyjechał do niego ojciec, ale ......miał wypadek w czasie wyprawy na dorsze i najzwyczajniej w świecie się utopił, bo jego mała żaglówka miała wywrotkę - tatuś po prostu zbyt słabo pływał, a był bez kamizelki ratunkowej.

Miała do niego przyjechać matka, ale przegrała wyścig z rakiem.Nie jest wykluczone, że proces chorobowy nabrał rozpędu gdy jej mąż zginął w trakcie wędkowania. Gdy wiedziała już, że jest na pozycji przegranej wyprowadziła się z domu do hospicjum. Dom wraz z działką sprzedała a gdy matka zmarła sprawy spadkowe w Polsce poprowadził prawnik i Bogdan nawet nie musiał przyjeżdżać do Polski. A teraz zastanawia się czy ma zostać dalej w Szwecji czy może lepiej wrócić do Polski i żyć tu ze szwedzkiej emerytury. Ale ten pomysł wybijali mu zdalnie z głowy różni krewni, do których pisał listy. Ela z Jaśkiem też ten jego pomysł skrytykowali. Po dwóch godzinach sączenia kawy pojechali razem na Powązki.  Gdy dojechali na miejsce Ela stwierdziła, że ona to zostanie w samochodzie, nie ma siły wlec się na grób. Jeśli chcą to niech wezmą z bagażnika mopa, wiaderko i kilka szmat, ale równie  dobrze mogą po prostu kupić tylko przy wejściu jakieś ozdoby i dać sobie spokój z myciem płyt nagrobnych, bo do 1 listopada jeszcze dużo czasu i zdążą się  jeszcze zabrudzić.

Po niecałej godzinie obaj wrócili do samochodu, byli już "na ty", co bardzo rozśmieszyło Elę, ale nic na ten temat nie powiedziała. Bogdan chciał by koniecznie poszli gdzieś razem na obiad, ale jego plan nie  wzbudził entuzjazmu. Przy okazji wracając od grobu Bogdan dowiedział się w kancelarii cmentarza, że to miejsce jest miejscem wieczystym, nie trzeba co roku wznawiać opłaty  ale gdy będzie tu chowany następny zmarły trzeba będzie opłacić tzw. "pokładne". I Bogdan stwierdził, że jeśli dojdzie do wniosku, że jednak już do Polski nie wróci  to zapisze testamentem ten grób komuś z dalszej rodziny. 

Gdy wracali z cmentarza Jasiek stwierdził, że teraz pojadą do nich do domu, bo on chce się dowiedzieć trochę o życiu w Szwecji.  Po drodze wdepną do znajomej cukierni, panowie wybiorą sobie co im się niezdrowego do jedzenia zamarzy, a Elunia tylko popatrzy, bo przecież ona się wiecznie odchudza. Ale wpierw zjedzą "obiadek", potem będzie kawa i winko, trzeba się przecież napić z nowym znajomym.

Elżbieta czuła jak narasta w niej wściekłość - jedyne na co miała ochotę to na spotkanie  się z Weroniką, więc gdy dojeżdżali do miejsca, w którym mieli skręcić  w stronę ich domu powiedziała - ale ja jestem umówiona z Weroniką, więc ja już tu wysiądę i przesiądę się w autobus. Jasiek wspaniałomyślnie stwierdził, że podwiezie ją do linii autobusu pospiesznego, żeby nie jechała zbyt długo i tak właśnie zrobił. I zupełnie niespodziewanie, zwłaszcza dla Weroniki, Ela  wylądowała na obiedzie u Weroniki.

Po obiedzie mąż Weroniki zajął się oglądaniem jakiejś transmisji sportowej, a Elżbieta opowiadała swej przyjaciółce swe wrażenia ze spotkania. Dzisiejsze spotkanie w pewien sposób ukoiło jej żal za tym, że ślub z nim nie doszedł do skutku. Przyszło jej na myśl, że po prostu ten człowiek nie był zdolny do żadnego trwałego związku, skoro przez tyle lat go nie stworzył i może ten jego wyjazd uchronił ją od wielu innych rozczarowań.

                                                              c.d.n.         

wtorek, 16 lutego 2021

Czy to była miłość?

 Siedziały w Łazienkach nad stawem - z lewej strony widniał w oddali konny posąg Jana III Sobieskiego, z prawej widziały północną fasadę Pałacu na Wyspie. Było cicho, nieco sennie, ta strona Pałacu na Wyspie nie przyciągała turystów, choć taras schodzący do wody zdobiły dwa lwy z wodotryskami oraz dwa posągi gladiatorów, a tympanon nad portykiem gościł rzeźbę Minerwy i Marsa. Fasada odbijała się w bardzo spokojnej wodzie stawu. Stali mieszkańcy stawu gromadzili się po drugiej, południowej stronie pałacu, gdzie turyści paśli je kawałkami pieczywa.

 Była połowa września, który tego roku nie rozpieszczał ciepłem i słońcem  więc zieleń pomału zaczynała przegrywać z żółcią, złocistością, brązem.

Zastanawiam się- Elka wzięła oddech- dlaczego wyszłam za  Jaśka. Weronika spojrzała na nią ze zdziwieniem- teraz się  zastanawiasz? Było się nad tym zastanowić te drobne czterdzieści lat wcześniej, nim za niego wyszłaś. A teraz to jakby nieco już  zbyt późno na takie rozważania. Teraz to się co najwyżej  możesz zastanowić czy ci się rozwód opłaca. Tyle tylko, że wasze mieszkanie to raczej niepodzielne jest i jedno z was musiałoby się wyprowadzić. I pamiętaj o tym, że na przydziale mieszkania figuruje on, to on był członkiem tej spółdzielni, a o tym, że pieniądze na nie dostał od twoich rodziców to wie tylko kilka osób, ale z tych kilku osób to tylko ja bym świadczyła o tym, że tak było. Ale nie wiem , czy miałoby to jakiekolwiek znaczenie bo wiedziałam to tylko od twojej mamy. Czyli wiem "ze  słyszenia". Świadków przekazywania Jaśkowi pieniędzy to raczej nie ma. I wiesz co - gdybyście  sprzedali to mieszkanie to jego wartość nie starczy na dwie kawalerki. No może gdzieś pod Warszawą, ale nie w jakimś stosunkowo nowym domu. A tak dokładnie to co cię napadło? Pokłóciliście  się znowu?

Nie pokłóciliśmy się, tylko napisał do mnie Bogdan, przyjeżdża do Polski i chce się ze mną zobaczyć. A ja go kiedyś tak bardzo kochałam, mieliśmy się pobrać zaraz po mojej maturze. 

No tak- roześmiała się Weronika - jak się ma  osiemnaście lat to się na ogół jest przekonanym, że uczucie, którym darzysz chłopaka i on ciebie to jest miłość i to w najwyższym możliwym  gatunku. A miłości w tym tyle co kot napłakał, głównie to zmysły działają. O ile  pamiętam,  gdy wychodziłaś za mąż to miałaś już skończone 25 lat, a Bogdan był już od kilku lat gdzieś w Europie, na pewno nie w Polsce. A z Jaśkiem  już ze dwa lata się prowadzaliście.  I jeździliście razem na camping pod namiot i o ile pamiętam nie narzekałaś na jakieś braki z jego strony. No chyba, że mi opowiadałaś bajki.

Wiesz- ciągnęła  Elżbieta - łudziłam się ciągle, że Bogdan wróci, miał tylko roczny kontrakt, do końca twierdził, że mnie kocha.  Przerwał przecież z okazji  tego kontraktu studia,  wziął urlop dziekański.A przecież u nas studia były bezpłatne, a za granicą trzeba było płacić, więc na zdrowy rozum rzecz ujmując powinien był wrócić.

Weronika wzruszyła ramionami- no ale może on miał chory rozum - zostawił na lodzie  narzeczoną z niemal gotową suknią ślubną i wyznaczonym terminem ślubu. O ile pamiętam, to nie napisał do ciebie ani słowa, tylko zwyczajnie nie wrócił, a jego mamuśka teoretycznie "była wielce zaniepokojona" faktem, że nie wrócił po roku. Ale jakoś nie niepokoił jej fakt, że jej synalek zostawił pannę na lodzie. Natomiast bardzo go chwaliła za to, że ci dzieciaka nie zmajstrował, no a przecież mógł, skoro się tak bardzo chciał żenić z osiemnastolatką. I teraz sobie przypomniał, że ty istniejesz?  Po tylu latach? A skąd ten cud natury miał twój adres? Od Baśki Lucjanowej - spotkał ją w Hamburgu, gdy tam się okrętował mąż Baśki wyjaśniła Ela.   No tak, zapomniałam, że świat jest mały. A napisał chociaż po jakie licho chce się z tobą spotkać? Bo o ile się nie mylę to on stąd wyjechał ponad 40 lat temu. Na pewno Baśka mu mówiła, że jesteś mężatką, zresztą podała mu przecież twoje nazwisko po mężu. A Jaśkowi powiedziałaś, że niedoszły mąż chce cię odwiedzić?

Elżbieta skrzywiła się - no właśnie zastanawiam się jak mu to powiedzieć. Po polsku, Elu, po polsku, bo Jasiek żadnego obcego języka nie zna. Tylko uprzedź mnie, kiedy się będziesz wybierała na randkę z Bogdanem, to zapewnię ci alibi na spotkanie w  kawiarni lub restauracji, na nockę w hotelu to raczej nie.  A może po prostu zaproś Bogdana do was do domu. Weronika zaśmiała się- właśnie sobie uzmysłowiłam, że Jasiek i Bogdan są w tym samym wieku,czyli o pięć lat od ciebie i ode mnie starsi. Popatrz, my już jesteśmy stare, a oni mają te pięć lat więcej od nas na karku. Do ciebie  to chyba nie dotarło, że dzisiejszy Bogdan to równolatek Jaśka, a Jasiek właśnie dopiero co skończył siedemdziesiątkę, którą niedawno u was czciliśmy, a przez to że byliśmy samochodem to nawet kieliszka wina  nie wypiłam. 

Wiesz- perorowała nadal Weronika- gdybym znała Bogdana, to zaprosiłabym was oboje i jego do nas, ale ja go na oczy nie widziałam, bo myśmy się  spotkały po raz pierwszy zaraz po tym jak  ten artysta  wyjechał z Polski i zostawił cię z suknią ślubną. Ela, zrobisz jak zechcesz, ale ja osobiście   z takim  facetem już nigdy bym  nie chciała się zobaczyć. Skoro dla niego kontrakt w jakimś zespole muzycznym był ważniejszy od dziewczyny, którą podobno kochał i z którą chciał się żenić to o czym  tu mówić. Przecież on nie był zawodowym muzykiem, był na architekturze. A po tym kierunku to się raczej na saksofonie nie gra po knajpach.

Chodź Elu, pójdziemy do Trou Madame, napijemy się kawy i obskoczymy jakiś deserek. To godzina w sam raz na kawę. W kawiarnianym ogródku było jeszcze kilka wolnych stolików a pomiędzy nimi kręciły się wróble, które wcale nie bały się kawiarnianych gości. Były wręcz bezczelne, siadały na blatach nawet zastawionych stolików, przy których siedzieli kawiarniani goście.

A kiedy ten twój były amant przyjedzie?- dopytywała się Weronika. Ela wzruszyła ramionami - nie mam pojęcia, bo on chyba jeszcze sam nie wie kiedy tu będzie. A napisał po co tu przyjeżdża- Weronika z natury była dociekliwa i usiłowała uściślić cel wizyty  Bogdana w Polsce.  Tak naprawdę to nie wiem- stwierdziła  Elżbieta- pisał nieco mętnie, że chciałby się wybrać  na Powązki, bo ich grób rodzinny jest niedaleko  naszego grobu rodzinnego a on nie  może nigdzie odnaleźć "adresu" więc chciałby bym mu dała namiary no i najlepiej bym z nim tam pojechała.

Nooo, to będzie wielce romantyczne spotkanie - na cmentarzu, w jesiennej aurze. I chyba całkiem długi spacer ci się trafi, z tego co pamiętam. Bo ten wasz rodzinny grób to jakoś daleko, w głębi cmentarza jest. To on już tu nie ma  żyjącej rodziny?  

Wygląda  na to, że raczej nie.  Jego matka wyprowadziła się z Podkowy Leśnej jeszcze nim wyszłam za mąż za Jaśka.  I chociaż byliśmy sąsiadami , przecież nasze ogrody graniczyły ze sobą, to nawet słowa nie pisnęła, że ma zamiar się wyprowadzić. Po prostu pewnego dnia przyjechały dwa wozy meblowe i zaczęli wszystko już popakowane wynosić  do samochodów. A było tego sporo, w końcu mieszkali w tym domu od końca wojny, a na końcu przyjechała taksówka i moja niedoszła teściowa, nawet nie pokiwawszy nam ręką wsiadła i odjechała. Moja mama  była oburzona a ojciec tylko ręką machnął i stwierdził, że nigdy tej "baby" nie lubił i nie podjął z mamą żadnej dyskusji w tym temacie.

Elka, a napisał ci  adres zwrotny na kopercie? Bo tak naprawdę to chyba po prostu napisz mu dokładnie jak ma trafić do tego grobu rodzinnego i niech się sam z tym buja. Na mój  rozum, to raczej nie masz wobec tego faceta żadnych zobowiązań, dostałaś od niego przez te wszystkie lata choćby jeden list czy też widokówkę z pozdrowieniami? Najlepiej przypomnij sobie  co przeżyłaś gdy ten twój ukochany poinformował cię, że wyjeżdża na rok, więc ślub trzeba odłożyć. Skakałaś wtedy z radości czy raczej płakałaś ilekroć sobie wspomniałaś tego gada? Bo ja pamiętam, że często wtedy płakałaś.

Masz rację, ale  jakoś tak zachciało mi się zobaczyć go jak teraz wygląda. Weronika popatrzyła na nią jak na osobę z całkiem poważnym niedorozwojem intelektualnym - nie obraź się, ale masz głupie  pomysły. Weź nasze zdjęcia z tamtego okresu, popatrz na zdjęcie a potem w lustro - ktoś kto nas nie widział ani razu w trakcie tych minionych  czterdziestu lat nie odgadnie, że  osoba na zdjęciu i ta stojąca obok to jedna i ta sama osoba.  Czas zmienia nas  zewnętrznie a wszystko co przeżyłyśmy zmienia naszą psychikę. My sprzed czterdziestu lat i my teraz to dwie zupełnie różne kobiety.  Patrzę w lustro i dzień w dzień zastanawiam się gdzie  się podziała ta wiotka brunetka uczesana w koński ogon, w błękitnej sukience w białe duże grochy, z głębokim dekoltem, na wysokich  szpilkach. Zamykam oczy i mam nadzieję, że ją zobaczę gdy je otworzę - a tu nic z tego, nadal w lustrze widzę podstarzałą brunetką, której czerń włosów jest osiągnięta dzięki farbie do włosów, a twarz widoczna jest  głównie dzięki odpowiedniemu makijażowi. O figurze to już nawet wolę nie wspominać - zwiewna nie jest. Nadwaga trzyma się dobrze.  Więc myślę, że Boguś, który raczej nie stosuje farby do włosów ani tak zmyślnych kosmetyków jak my, a te 40 lat temu już miał tendencje do tycia, zapewne też nie wygląda porywająco. Lepiej zachowaj w pamięci tamten jego wygląd, lepiej mieć estetyczne wspomnienia. I przypomnij sobie, dlaczego wydałaś się za Jaśka. Bo ja pamiętam co mi wtedy powiedziałaś - to było coś z zakresu mądrości ludowych typu "lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu", bo miałaś już dość samotności i domu rodzinnego. A ja byłam wtedy już cztery lata po ślubie i Baśka już też była zamężna, ba nawet już miała dziecko. Większość naszych koleżanek była "zaobrączkowana". I każda twierdziła, że to był ślub tylko i wyłącznie z wielkiej miłości.  W tym połowa głównie dlatego, że dziecko było w drodze.  Potem, po tej fali ślubów nastąpiła fala rozwodów. Popatrz - a ty i ja jakoś się nie rozwiodłyśmy. Więc może jednak nas połączyła z naszymi facetami właśnie miłość?  I ty i ja spotykałyśmy potem na naszej drodze różnych naprawdę niezłych facetów - nie myślę tu o tych, którzy też byli w tym czasie w trwałych związkach - myślę o tych, którzy byli wolni,  na etapie układania sobie życia na nowo. Często stawali się naszymi przyjaciółmi, mało tego że naszymi - przyjaźnili się też z naszymi mężami, więc coś nas jednak przy tych naszych mężach  trzymało. Na pewno nie sama lojalność, musiało to być jednak coś więcej.

                                                                       c.d.n.


I jak zwykle-  ;) lub ;(