sobota, 10 kwietnia 2021

Czerwcowy urlop - 5

Dni mijały szybko, wieczory spędzali głównie w  Jastarni w Domu Zdrojowym - albo na basenie, albo na parkiecie. Artur bardzo wziął sobie do serca informację, że Maria nie chce się niczego domyślać i ciągle werbalizował to wszystko co czuł gdy idzie o jej osobę. Dochodziło do takich sytuacji, że buzie im się nie zamykały, bo Maria też nie ukrywała swoich myśli. Co prawda chwilami twierdziła, że Artur patrzy na nią przez różowe okulary, a on jej tłumaczył, że wcale nie, jest do bólu trzeźwy w ocenie jej osoby, no ale co ma począć, skoro właściwie wszystko mu się w niej podoba. A Maria zastanawiała się na głos jak Artur będzie ją oceniał gdy wrócą do Warszawy i Artur będzie ją widział wtedy gdy jest na maksa zdenerwowana, gdy wszystko jej z rąk leci bo się ogromnie spieszy lub jest  wściekła. W rewanżu Artur tłumaczył, że on też z całą pewnością będzie się inaczej, znacznie gorzej prezentował gdy wróci zdołowany i zmęczony z pracy. I postanowili od zaraz gromadzić  "miłe chwile urlopowe" by je sobie wzajemnie potem przypominać, gdy będą mieli w Warszawie trudne dni.  Śmiali się zgodnie, gdy Artur marudził, że on będzie wracać dzień wcześniej, bo dzień wcześniej zaczął tu pobyt. Ale Maria  zaraz przedstawiła mu aż dwie możliwe wersje wydarzeń- pierwsza to ona wyjedzie tego samego dnia co on, druga możliwość- on zostanie dzień dłużej i przenocuje w pokoju Marii, wszak jak się okazało potrafią razem kilka godzin przespać w jednym pokoju. Natomiast musi się Artur  pogodzić z faktem, że pojadą dwoma samochodami- niestety jednym się nie da, bo nie ma co zrobić z drugim. Co prawda zastanawiał się na głos czy by jednego samochodu nie umieścić na lawecie, no ale jego zapał ostudziła Maria, która kiedyś musiała lawetą ściągać samochód z Gdyni do Warszawy. I to całkiem sporo kosztowało, a ceny takich przyjemności raczej poszły w górę niż w dół. Maria tłumaczyła Arturowi, że ją osobiście bardzo urządza o dzień wcześniejszy powrót do domu, przynajmniej nie będzie się musiała zbytnio sprężać, spokojnie się rozpakuje, zrobi pranie i zakupy. Wrócą w piątek, czyli w dzień, w którym ruch z północy na południe jest mniejszy w tych godzinach, w których oni będą jechać, będzie po prostu lepszy przejazd. Wyjadą zaraz po śniadaniu, przyjadą na miejsce w porze obiadowej i obiad zjedzą u Marii, bo ma już ugotowany- wystarczy go do piekarnika wstawić. Żeby było zabawniej, dopiero  teraz się dogadali, że mieszkają całkiem niedaleko od siebie a do tego należą do tej samej spółdzielni mieszkaniowej.

Maryś, a czy ty wiesz, że jestem od ciebie sporo starszy? Wiem, ale to żadna różnica. Gdyby to było 20 lub 25  lat różnicy to za następne 20 lat można by to uznać za jakiś problem. A tobie  to sprawia jakiś ból, że jestem od ciebie młodsza?  Z tego co widzę w lustrze to na uczennicę szkoły podstawowej też nie wyglądam więc  nikt ci nie zarzuci, że podrywasz nieletnią. A może za głupia jestem dla ciebie? Artur szybko przytulił ją do siebie - po prostu się zastanawiam czy mnie zechcesz. Wiesz, jak będziesz takie głupoty plótł to będę się musiała nad tym poważnie zastanowić. Przecież my się dopiero poznajemy - jak na razie to wiemy o sobie niewiele, bo się spotkaliśmy w nieco specyficznych warunkach- na  urlopie. A przed nami codzienność z jej pułapkami - zmęczeniem, nerwami, brakiem czasu. Dobrze mi z tobą i mam nadzieję, że dalej też tak będzie. Jesteś po większej traumie niż ja, więc przypatruj mi się dokładnie w sensie zachowania, moich reakcji itp., a ja ci mogę tylko przyrzec, że nie będę się maskować- za leniwa jestem na to. Podobasz mi się, nie tylko pod względem urody, emanujesz spokojem, mam wrażenie że zawsze mogę na tobie polegać.  Mówisz na razie zawsze o tym, co ci się we mnie podoba, ale chcę byś mi mówił też co ci się we mnie nie podoba. Bo nie jestem ideałem, naprawdę.

I cała bardzo poważna rozmowa została utopiona w ramionach Artura i szaleńczo długim pocałunku, po którym Maria nie mogła złapać tchu. Nie wypuszczając jej z objęć wyszeptał jej do ucha - jest źle ze mną, śnię nocą o tobie. Całując go  w szyję odpowiedziała też szeptem - to masz makabryczne sny a antidotum może  uda się ci zaaplikować za 3 dni. Tak podejrzewałem, jesteś taka bladziutka i masz podkrążone oczy. Arti, jesteś niebezpiecznym facetem, prześwietlasz  mnie na wylot, nic się przed tobą nie ukryje - Maria spojrzała na niego z uznaniem. No wiesz-fizjologia nie jest dla mnie czymś obcym, chodź  akurat ta sprawa nie podlega rehabilitacji. Posiedzimy dziś w koszu, który od środka wyłożymy matą, to nic cię nie zawieje, i ustawimy tak,  żebyś nie siedziała   w pełnym słońcu. A na wieczór weźmiemy telewizor i może coś obejrzymy. Albo po prostu porozmawiamy, bo  jak twierdzisz musimy się wzajemnie o sobie jeszcze wielu rzeczy dowiedzieć. I rzeczywiście spędzili popołudnie na plaży, kosz wyłożony matą spełniał swe zadanie, był w nim ciepło i dość miękko, no a najwięcej Arturowi pasowało, że byli do siebie cały czas przytuleni.

Po kolacji Maria stwierdziła, że czuje się na tyle rześko, że najchętniej poszłaby na spacer nad zatokę i mogliby trochę pourzędować na molo- nie ma wiatru, więc będzie miło. Tyle tylko, że pójdzie w  dresie i adidasach, czyli nie będzie wyglądać wytwornie i ponętnie. Artur tylko się  roześmiał - według niego Maria we wszystkim zawsze wygląda wytwornie i ponętnie. 

Gdy wrócili do pensjonatu Artur stwierdził, że musi jeszcze popływać, więc Maria wyraziła ochotę popatrzenia jak będzie robił za morsa, bo woda w tym basenie nadal była chłodna. Ale Artur zapewnił ją, że nie zmarznie bo po prostu będzie szybko pływał, zrobi z 15 nawrotów, co mu na pewno tylko  wyjdzie na zdrowie. Byli na basenie całkiem sami, bo nikomu nie chciało się pływać w wodzie niewiele cieplejszej od tej w Bałtyku. Maria cierpliwie czekała na Artura z dwoma kąpielowymi ręcznikami i gdy wyszedł wreszcie z basenu zaczęła go troskliwie wycierać, co bardzo Artura wzruszyło, bo jak  twierdził żadna dziewczyna go jeszcze nie wycierała. No wiesz, gdyby tu było ciepło to tylko bym ci plecy wytarła, ale tu jest zimno, więc powinieneś jak najprędzej być suchy. Nie wiem, dlaczego to cię dziwi, to chyba logiczne. Owiń się tym moim ręcznikiem, on jest większy i wracamy szybciutko do mojego pokoju. Dobrze, że mamy blisko. I razem pobiegli do jej pokoju. 

Tu Maria szybko wstawiła wodę na herbatę i wyciągnęła "coś do pochrupania", czyli jabłkowe chipsy, którymi się od kilku dni zajadali.  Nie  zapomniała też o  pochwaleniu sylwetki Artura , był naprawdę bardzo ładnie zbudowany. Artur śmiał się, że zawód zobowiązuje go do tego, by dbał o swą sylwetkę. Nie wyobrażam sobie fizjoterapeuty zatłuszczonego, ze sflaczałymi mięśniami i sterczącym brzuchem- stwierdził. Poza tym często muszę sam pokazać jakieś ćwiczenie, pokazać pracę mięśnia. 

Maryś, a co robimy jutro? Bo może pojechalibyśmy jutro  np. do Gdyni? Maria spojrzała się na niego - a może raczej popłynęlibyśmy do Gdyni z Helu lub Jastarni? W tamtą stronę zwykłym stateczkiem a wrócili poduszkowcem? Będzie ciekawiej. A możemy też wrócić pociągiem - możemy rano podjechać do Jastarni,  zostawić  samochód w Jastarni, popłynąć albo do Gdyni  albo do Sopotu a potem wrócić pociągiem do Jastarni, zjeść obiad w Domu Zdrojowym i wrócić samochodem do Juraty. Po prostu zobaczymy jaka jutro będzie pogoda.  A taka wyprawa nie będzie dla ciebie zbyt męcząca?- martwił się Artur . Arti, przecież nie będziemy ganiać po mieście, wpadniemy gdzieś na kawę i na lody, na statku czy też w pociągu to będę przecież siedzieć. W Sopocie przejdziemy się statecznie  "monciakiem", w Gdyni przedrepczemy przez Skwer Kościuszki, a plecaczek z naszymi bluzami nie będzie ważył tony. Poza tym zainwestowałam w pewien patent mechaniczno-hormonalny, dzięki któremu niedyspozycja przestała być  dla mnie upiorną sprawą, 7 dni koszmaru zamieniło się w 3 dni nie koszmarne a na dodatek działa "anty". Kosztowało mnie to nieźle, bo musiałam płacić w dewizach- badania wstępne, patent i instalację. Ale to wydatek raz na 5 lat,  w skali rocznej jak najbardziej opłacalne. Robiłaś to za granicą? Nie, w Polsce, ale prywatnie. Nie wiem jak w twojej  branży, ale w kilku medycyna poszła do przodu i tak jakby nie tylko w kierunku skuteczności ale i większej wygody pacjenta. Ale najlepsze w tym wszystkim jest to, że zainstalowałam to dosłownie w kilka dni przed zerwaniem, niemal się uśmiałam potem.

Czy nie przeszkadza ci, gdy mówię na ciebie Arti zamiast Artur? Nie pasuje do ciebie to ostro brzmiące imię bo jesteś ciepłym,  życzliwym człowiekiem i dlatego cię nieco przechrzciłam. Nie  gniewasz się na mnie  z tego powodu? Tylko powiedz prawdę, proszę. 

Prawdę mówiąc nie lubię swego imienia i podoba mi się jak mówisz na mnie Arti. To takie bardzo indywidualne, podkreślające, że jestem dla ciebie kimś bliższym niż zwykły znajomy. Przynajmniej ja to tak odbieram. Maria przytuliła się do niego - no bo faktycznie jesteś. Coraz więcej  miejsca zajmujesz w moich myślach. Aż się boję, że się uzależnię od ciebie. A między nami jest tylko 7 lat różnicy, więc chyba nie jestem dla ciebie za młoda ani ty dla mnie za stary. Arti, zostań dziś u mnie, chcę spać w twoich ramionach, choć chyba jeszcze tej nocy nie skrócimy dystansu do minimum. Ale jakoś tak bardzo mi dziś brakuje twojej bliskości. Przynieś  tu swoją piżamę, tylko szybko wróć, ja idę teraz pod prysznic, więc możesz  zamknąć pokój na klucz. Zaczekaj na mnie z tym wejściem pod  prysznic, proszę, wejdziemy do kabiny razem. Zaraz wrócę.

I rzeczywiście bardzo prędko wrócił. Artur uparł się, że nie tylko umyje Marii "plecki" ale i ją całą i kąpiel trwała tak długo, że Maria  miała nieodparte wrażenie, że rozpuszczą się oboje od tego mycia i tej ilości wody.

Rano oboje stwierdzili, że spało im się cudownie, co  zabawniejsze chyba wcale nie zmieniali w nocy pozycji. Artur już się zamartwiał jak to będzie  dalej, bo ma podejrzenie, że nie będzie mógł zasnąć nie mając w swych objęciach Marii. A Maria nie mogła się z kolei nadziwić, że przespała całą  noc w jednej pozycji i ani razu się nie przebudziła w nocy.  Bo jak dotąd to zawsze budziła się w nocy kilka razy i nie zawsze mogła od razu zasnąć. I oboje , choć każde nic o tym głośno nie powiedziało, zaczęli ten fakt analizować. W głębi duszy Maria była oczarowana Arturem, podobał się jej pod względem urody, poza tym była zaskoczona jego troskliwością i wsłuchiwaniem się w jej potrzeby, dbałością o jej wygodę.

                                                                            c.d.n.

 

piątek, 9 kwietnia 2021

Czerwcowy urlop - 4

To był bardzo miły wieczór, bo Artur okazał się naprawdę dobrym tancerzem. Do pensjonatu wrócili około północy i okazało się, że Artur przewidując, że wrócą bardzo późno dostał od recepcjonistki klucz od drzwi wejściowych. Zgodnie stwierdzili, że należy tę rozrywkę powtórzyć.

Ranek powitał ich deszczem i zimnem. No tak, wycedziła przez zęby Maria- a miałam ciągoty by pojechać do Turcji. Dobrze, że wzięłam sporo książek. Możesz po śniadaniu wpaść do mojego pokoju, zrobię kawę, mam jeszcze coś do kawy i może coś sobie wybierzesz do czytania. Mam kilka  powieści Johna Irvinga i mam też książkę o ubotach. Albo weźmiemy z recepcji telewizor i coś obejrzymy. Albo, tak zwyczajnie po prostu posiedzimy i pogadamy. I mam też "odlotowego" Jonathana Carrolla . Jak widzisz jest wybór. Możemy też czytać jedną książkę we dwójkę. Czasem z Alicją czytałyśmy jednocześnie jedną książkę. To dość zabawne doświadczenie, wierz mi. Do kina prawie nie chodzę, ale dużo czytam. Artur wpatrywał się w nią w milczeniu - zawsze mnie czymś zaskakujesz- stwierdził. Jeszcze nigdy  z nikim nie czytałem jednocześnie jednej książki- nawet mi do głowy nie wpadło, że tak można. Można, daje się to technicznie ująć. Tyle tylko, że my z Alą od razu zaczynamy omawiać to co przeczytałyśmy a potem często nam się zdarza  rozmawiać cytatami z którejś z książek. Kiedyś sobie czytałyśmy co lepsze (wg nas) fragmenty na głos, przez telefon, no ale powstrzymały nas  rachunki za telefon. Bo my się z Alicją przyjaźnimy od bardzo wielu lat. I nigdy się nie  sprzeczacie ze sobą?- dziwił się Artur. Nie nigdy, pewnie dlatego, że podobają się nam zupełnie różni faceci i my podobamy się z reguły różnym  facetom. 

Maryś, a teraz żaden facet w Warszawie za tobą nie tęskni?  Wyobraź sobie, że nikt. A jeśli nawet ktoś tęskni to ja o tym nie wiem. Widocznie nie jesteś jedynym , którego nie wiedząc o tym, trzymałam na dystans. Czy nadal masz takie odczucie że cię trzymam na dystans?  Bo widzisz, ja jestem od pewnego czasu mało domyślna, zapewne dlatego, że się za dużo domyślałam i to tego, czego nie było. Jestem na etapie, że trzeba mi wszystko wyłożyć jasno i prosto, nadać jawnym tekstem a nie tekstem zaszyfrowanym. Nie chcę dochodzić do wniosku, że komuś się podobam bo on to czy tamto robi, chcę to usłyszeć  powiedziane jasno i prosto, a nie domyślać się. Może mi to za jakiś czas minie, ale zaczynam w to wątpić, bo niemal rok minął od tamtego czasu, a moja domyślność nie powróciła. Widocznie zbyt bardzo bolało. 

Artur przyciągnął ją do siebie -  dobrze, nadam jawnym tekstem  - no więc przyjmij do wiadomości, że ogromnie mi się podobasz i marzy mi się żebyśmy byli ze sobą znacznie bliżej niż po trzech dniach znajomości, ale rozumiem cię. Też nie mogłem długo pozbierać się po tym, gdy miałem namacalny dowód na to, że podobno tęsknota za mną zaprowadziła moją żonę do innego faceta. Zaczekam na ciebie, ale nie w dalekim oddaleniu, ale jak najbliżej ciebie i będę mówił to co czuję, byś nie musiała niczego się domyślać. Mam ochotę cię przytulać i całować, masz bardzo ponętne usta. I bardzo zgrabna z ciebie istota. Ale zaczekam aż będziesz gotowa i powiesz mi to, jawnym tekstem, żebym nie popełnił falstartu i nie został ukarany twoją niechęcią. A teraz pokaż mi jak się razem czyta jedną książkę. I nie płacz, będzie dobrze, mamy szansę i nie zmarnujemy jej. Ocierał jej łzy swoją chusteczką i bardzo mocno przytulał.

Niewiele z tego wspólnego czytania wyszło, bo Maria wciąż popłakiwała w objęciach Artura i chyba obojgu taka sytuacja odpowiadała. Ale nawet gdy Maria już przestała płakać nie wypuścił jej z objęć, gładził tylko delikatnie po twarzy, całował jej ręce, w końcu otulił ją i siebie kocem. Za oknem była  paskudna pogoda, w pokoju zimno, a oni przytuleni do siebie przespali na sofie czas obiadu. I pewnie gdyby nie telefon od chłopaka Alicji  obudzili by się dopiero w porze kolacji. Wojtek donosił Marii, że Alicja już jest w szpitalu i wg przewidywań pobędzie tam minimum 10 dni, ale raczej dwa tygodnie.

Po rozmowie z Wojtkiem Maria zaczęła przepraszać Artura, że tak się "rozkleiła", na co usłyszała, że bardzo fajnie mu się spało trzymając ją cały czas w objęciach i że jeśli idzie o niego, to chciałby by było tak co dzień - to znaczy by  spała w jego objęciach  a nie żeby płakała. Na koniec pośmiali się trochę z siebie, że straszliwie się zestarzeli skoro spali tak mocno, że nawet głodu nie czuli.

Artur "zarządził", że skoro przespali obiad to pojadą do Jastarni do restauracji w Domu Zdrojowym, bo tam nie tylko dobrze grają do tańca ale i nieźle karmią. Maria nie oprotestowała tego pomysłu i pojechali samochodem Artura do Domu Zdrojowego. Po naprawdę smacznym obiedzie skorzystali z faktu, że deszcz przestał padać i pokręcili się po Jastarni- Maria tym razem szła trzymając Artura pod rękę, a on co jakiś czas całował ją w czubek głowy. Postanowili kupić dla siebie butelkę koniaku, w cukierni dobre czekoladowe ciasto i po kolacji posiedzieć w pokoju zamiast w kawiarni, w której zawsze jednak ktoś palił, a oni oboje nie przepadali za siedzeniem w zadymionej kawiarni. Poza tym postanowili sprawdzić czy w basenie jest naprawdę ciepła woda i jeśli będzie miała minimum 26 stopni to popływają. 

Najwięcej problemu mieli z kupieniem kieliszków do koniaku, w końcu gdy je znaleźli, to musieli kupić 6 sztuk, co właściwie bardzo ucieszyło Marię bo przypomniała sobie, że ona w domu ma już tylko pięć, bo w czasie jakiejś imprezki jeden kieliszek się stłukł. Te były co prawda  wściekle drogie, ale były z kryształowego szkła. Bardzo zadowoleni z zakupów wrócili do swego pensjonatu.

Tak jak planowali po kolacji sprawdzili temperaturę wody w basenie, ale sporo jej brakowało do temperatury 26 stopni - było ich zaledwie  22, więc zrezygnowali z pływania. Doszli do wniosku, że w takim razie gdy zamarzy im się pływanie w basenie to pojadą do......Domu Zdrojowego, bo tam na pewno będzie odpowiednia temperatura wody.

Tak jak planowali wieczór spędzili  w pokoju Marii. Zrobili nescę z pianką i przy okazji Artur dowiedział się skąd się ta pianka na nesce bierze, zjedli po dużym kawałku ciasta, wysączyli po jednym kieliszku koniaku i stwierdzili, że to jednak wielce ekonomiczny dla nich trunek, skoro jedna lampka wystarczała na cały wieczór. 

Maria znów przepraszała za ten swój płacz i stwierdziła, że Artur wykazał się niesamowitą wprost wyrozumiałością i cierpliwością, bo jednak większość facetów uważa kobiety za histeryczki i wścieka się, gdy one zaczynają płakać. A on był taki łagodny i jeszcze ją utulił. Nauczyłem się bycia łagodnym, bo widziałem i nadal widzę wiele ludzkiego nieszczęścia. I nauczyłem się, że łagodnością można wiele zdziałać, można ludzi zmobilizować do wysiłku często ponad ich możliwości. A gdzie ty widzisz tyle ludzkiego nieszczęścia?  Na co dzień, w pracy. Pracuję w Konstancinie, jestem magistrem rehabilitacji. Co jakiś czas przeżywam mieszankę  wściekłości i żalu zwłaszcza gdy trafia mi się pacjent małolat, który "musiał" popisać się przed kolegami lub dziewczyną i skoczył na główkę do zupełnie nieznanego akwenu i przeżył skok, ale już nigdy niczym się przed nikim nie popisze. Albo taki, który chciał wszystkim udowodnić, że jest lepszy od Laudy a w efekcie jest roślinką.  Oczywiście  gdy pracowałem w szpitalu to mniej tego wszystkiego widziałem. Często widzę jak dorośli ludzie płaczą, nadmiar emocji musi mieć jakieś ujście. I nie  uważam cię za histeryczkę. Gdy się okazało, że dziewczyna, którą kochałem, zdradziła mnie po mojej zaledwie miesięcznej nieobecności też się popłakałem. Jakoś nie mogłem zrozumieć, że jeśli tęskni się za własnym mężem włazi się innemu facetowi do łóżka. Przyjaciel mi kiedyś powiedział - wybierałeś ją wzrokiem a nie rozumem, tak ci się podobała, że nawet nie dostrzegłeś jej głupoty, która aż biła po oczach. Zabolało to co mi powiedział, ale miał rację. 

Czasem inni widzą więcej niż my zaślepieni uczuciem-stwierdziła Maria- przepraszam, że pytam- a co z nią i dzieckiem? Wyjechała do swoich rodziców, tylko tyle wiem. Nie interesowałem się  nią potem- jakoś piorunem wygasło moje do niej uczucie.Chyba głównie dlatego, że chciała mi wmówić, że to moje dziecko. Wiesz, gdy cię coś takiego spotyka zaczynasz się zastanawiać czy to było pierwszy raz, czy może każdej nocy gdy  miałeś dyżur to ktoś cię w małżeńskim łóżku zastępował.

Rozumiem to - facet przyznał mi się do jednej zdrady- po prostu będąc z inną spotkał moich znajomych, którzy  wiedzieli, że jestem z nim i mi powiedzieli o tym. A ja  jakoś jestem dziwnie pewna, że robił to nie raz, tylko akurat raz  miał pecha,  znałam zbyt wiele szczegółów i nie miał się jak wyłgać z tego.

No popatrz Maryś, mamy podobne doświadczenia. A do tego życie składa się z przypadków.Ktoś/coś  posadziło nas przy jednym stoliku. Maria uśmiechnęła się -muszę pamiętać, by dać jutro kelnerce ten kupon stołówkowy  na następny tydzień, bo już wiadomo, że Ala nie przyjedzie.  Tylko nie powiedz, że to coś, co nas usadziło przy jednym stoliku spowodowało chorobę Ali.

Maria podeszła do okna- wyraźnie się rozpogodziło, przestało padać.Otworzyła drzwi balkonowe - podłoga  balkonu już wyschła, więc  chciała wyjść na  balkon, ale Artur poprosił- zaczekaj moment, wyjdę z tobą, tylko wezmę koc- jest bardzo chłodno, wystarczy, że twoja przyjaciółka choruje. Wyszli razem na balkon otuleni kocem. Niebo było czyściutkie, migotały gwiazdy, wysoko,  wolniutko przesuwał się na tle nieba samolot. Maria przytuliła się do Artura i wyszeptała: dobrze mi z tobą. Artur pochylił się nad nią- powtórz, wyszeptałaś coś w okolice mojego żołądka, a ja uszy mam znacznie wyżej. Powiedziałam, że dobrze mi z tobą i wiem, że to usłyszałeś, no ale mogę to nawet kolejny raz powtórzyć - dobrze mi z tobą. Tak długiego pocałunku to się Maria nie spodziewała. Ani tak mocnego uścisku. I tego, że  owinięta kocem znajdzie się na rękach Artura i zostanie wniesiona do pokoju i delikatnie usadzona na  sofie. Artur wrócił się by zamknąć balkon  i po chwili już wyzwalał Marię z koca. Klęczał przy sofie i systematycznie obcałowywał  Marii twarz, szyję, ręce, bawił się jej włosami, delikatnie całował oczy, palcami delikatnie obrysowywał kontur jej twarzy, głaskał policzki. Szeptał do ucha, że chce by jej zawsze było z nim dobrze, nie tylko na urlopie, ale i codziennie. I że na pewno im się wszystko uda gdy będą razem.

                                                                            c.d.n.

P.S.

Dziś jadę się szczepić antycovidowo - mam nadzieję, że przeżyję bez większych strat. 

czwartek, 8 kwietnia 2021

Czerwcowy urlop - 3

 Następnego dnia już o 8,00 rano byli na  śniadaniu, po którym wyruszyli do Jastrzębiej Góry. Do przejechania mieli raptem ok. 32  kilometrów. Maria miała w samochodzie  2 turystyczne leżaki gdyby zechciałoby się im posiedzieć nieco na plaży. Do kuzynki wiozła stare dokumenty rodzinne, które miała u siebie w domu. Było ich nawet sporo i mniejszym kłopotem było odwiezienie ich do niej niż pakowanie w odpowiednie pudełko  i nadawanie paczki na poczcie. 

Artur wybrał czekanie na Marię w samochodzie, więc Helenka obejrzała sobie Artura przez lornetkę. Niewiele się mogła o nim dowiedzieć od Marii, która na pytanie "a kto czeka na ciebie w samochodzie?" odpowiedziała krótko - facet. W każdym razie nie naczekał się Artur długo, bo Helenka miała właśnie coś w garnku  na gazie i nie mogła wyjść by obejrzeć  samochód. Przed opuszczeniem Jastrzębiej Góry Maria kupiła jeszcze dwie butelki wody mineralnej i wafelki w czekoladzie i pojechali w  stronę Karwi. Po 6 kilometrach skręciła na niewidoczny z szosy parking. Zabrali z samochodu leżaki, picie  i wafelki  i po pokonaniu ok.80 metrów przez bardzo rzadki las sosnowy znaleźli się na puściutkiej, pięknej, szerokiej plaży. Byli sami, w zasięgu wzroku nikogo nie było widać. Artur był pod wrażeniem - niesamowite, jesteśmy tu sami ! Żadnych dzieci, psów, piłek i wrzasków! Maryś, może powinniśmy tu codziennie przyjeżdżać? Tu jest super! Maria zaczęła się śmiać - dziś nie ma nikogo, bo nie ma upału, ale gdy jest upał to niektórzy tu trafiają, z tym, że przeważnie dopiero około południa, więc podejrzewam, że przyjeżdżają tu z dalszych okolic. Przyjeżdżanie tu z Juraty nie ma raczej sensu, bo gdy odejdziemy w Juracie nieco dalej od przejścia na plażę to będzie znacznie mniej ludzi. Wszyscy się zawsze rozkładają jak najbliżej wejścia na plażę, tylko zupełnie nie wiem dlaczego. Teraz jeszcze mało ludzi w Juracie bo jeszcze się nie skończył rok szkolny. Chciałam  ci po prostu pokazać miejsce, które bardzo lubię. Mankamentem tu jest zupełny brak cywilizacji - niestrzeżony parking,  brak toalet, brak jakiegoś kiosku z piciem. Proponuję byśmy dziś po obiedzie powędrowali trochę brzegiem plaży- pasuje? Oczywiście, że mi pasuje odpowiedział szybko Artur. Tylko muszę pamiętać, żeby wyjąć z samochodu matę do siedzenia, to sobie gdzieś po drodze trochę posiedzimy. Jest lekka ale nie przepuszcza piachu i wilgoci. Po kolejnej godzinie spędzonej na nadal pustej plaży Maria stwierdziła, że wypada sprawdzić, czy jest jeszcze na dzikim parkingu samochód, bo jeśli nie, to będą musieli iść na piechotę 6 km do Jastrzębiej Góry lub do Karwi by zawiadomić policję. Co prawda  Maria miała jakiś super patent, bez którego nikt by tego samochodu nie uruchomił jak twierdził "magik"od zabezpieczeń przed kradzieżą, ale nigdy nic nie wiadomo.

W trakcie jazdy stwierdzili, że właściwie nie ma po co wstępować do Władysławowa, ale  "wdepną" do latarni morskiej w Rozewiu. W Rozewiu jest trochę bałagan z tymi latarniami, oboje mieli niejakie trudności w połapaniu się z nimi. Czynna  a ponadto udostępniona jest tzw. "stara" latarnia. To ta, w której rzekomo Żeromski pisał swą powieść, a którą tak naprawdę napisał w Warszawie. Ale tę latarnię zwiedzał. No a legenda ma się dobrze i nadal funkcjonuje, co bardzo oboje rozśmieszyło. Nie da się ukryć, że Żeromskiego czytali tylko dlatego, że musieli -z racji lektur szkolnych.

Po obiedzie Maria zatelefonowała do Alicji - okazało się, że ma biedula nie tylko ropne naloty w gardle ale i zapalenie płuc, więc jest mało prawdopodobne, że przyjedzie do Juraty, bo lekarka ma wielką ochotę zamknąć ją w szpitalu. Maria wysłuchała wszystkiego i powiedziała, że to faktycznie może być najlepsze rozwiązanie i Alicja nie powinna się przed tym bronić, bo przecież ktoś powinien jej robić zakupy i przygotowywać posiłki. Potem zatelefonowała jeszcze do jej chłopaka, mówiąc, że powinien  namówić Alę na ten pobyt w szpitalu, albo sam zająć się opieką nad nią. Wojtek był zdziwiony, tłumaczył się, że o niczym nie wie, bo wprawdzie wie, że Alicja nie pojechała do Juraty, ale nic nie wie o tym, że jest aż tak bardzo chora i że zaraz po pracy do niej pojedzie.

Maria i Artur, tak jak planowali wybrali się na popołudniowy  spacer brzegiem plaży. Na wszelki wypadek zabrali ze sobą  dresy bo wcale nie było gorąco, wiał dość silny wiatr.  Mata, którą miał ze sobą Artur była jakimś  wielozadaniowym wynalazkiem - była lekka, szeroka na 80 centymetrów, długa na ponad 2 metry, miała w pokrowcu dwie zewnętrzne zamykane na suwaki kieszenie i była z jakiejś  wodoodpornej pianki. Artur się śmiał, że jeśli  będzie im zimno to się okryją tą matą i będzie miał pretekst do objęcia  ciasno Marii. Maria aż przystanęła gdy to usłyszała  i powiedziała - to ty musisz mieć pretekst by objąć dziewczynę, z którą idziesz na spacer? Mówisz poważnie czy żartujesz? Nie  żartuję, narzucasz mi dystans, onieśmielasz  mnie nieco.  Boję się ciebie objąć, by nie usłyszeć pytania czy aby mi się na mózg nie rzuciło.  Chodź, pójdziemy posiedzieć pod wydmami na tym turystycznym wynalazku - tam mniej wieje i pogadamy- zaproponował.

Rzeczywiście pod wydmą było nieco zaciszniej, ale oboje ubrali dresy. Długą chwilę milczeli, wreszcie Maria powiedziała- zaskoczyłeś mnie  stwierdzeniem, że cię onieśmielam. Nie miałam i nie mam takiego zamiaru. Kiedyś się na kimś sparzyłam i od tamtej pory jestem dość nieufna, staram się nie  pokazywać, co czuję, zwłaszcza gdy krótko kogoś znam. Tyle tylko, że tamtego osobnika znałam długo. Ale za to nie ukrywam swoich poglądów na życie. Jestem mało romantyczna i staram się nazywać rzeczy po imieniu, bez ubierania ich w ładne, okrągłe i miłe słowa. Po naszym pierwszym wspólnym obiedzie rozmawiałam z przyjaciółką, tą aktualnie chorą i powiedziałam jej, że robisz na mnie wrażenie "faceta z odzysku", czyli rozwodnika - dobrze wychowanego wpierw przez mamę a potem przez żonę. Ja nawet nie umiem ci powiedzieć dlaczego tak pomyślałam, ja po prostu mam czasem jakieś takie "przebłyski", jak mawia Alicja. A tak a propos Alicji - do końca pobytu będę sama, ma nie tylko zapalenie gardła ale i zapalenie płuc i lekarka chce ją wpakować do szpitala. Właśnie dziś jej tłumaczyłam, że powinna się zgodzić, bo mieszka sama.

Pytałeś się o to czy jeszcze lub już nie noszę obrączki - powiedziałam ci wtedy co myślę o małżeństwie- nie po to by cię do siebie zrazić- ja naprawdę właśnie tak myślę o małżeństwie. To bardzo trudna dyscyplina, coś jak dziesięciobój w lekkoatletyce. I raczej nie wyjdę za mąż za kogoś kto nie będzie podzielał moich poglądów w tej kwestii. Poza tym coraz częściej zastanawiam się czy małżeństwo nie jest aby przeżytkiem. Jak widzisz, należę do tych, z którymi można wszystko "przegadać", bo to jest według mnie lepsze niż kłótnia, obrażanie się, ciche dni itp. Rozwód też nie bierze się "z powietrza", to  jest coś co rośnie po cichu niczym nowotwór. A rośnie tak po cichu, bo ten komu coś dokucza lub nie pasuje -nie  potrafi lub nie ma odwagi  nawet przed sobą samym zdefiniować co jest na rzeczy, a potem o tym szczerze porozmawiać.  Popatrz - powiedziałeś mi w końcu, że ci narzucam dystans, że cię onieśmielam i ja się nie obraziłam, mogę cię tylko zapewnić, że dzięki temu, że to powiedziałeś twoje akcje u mnie skoczyły w górę. Bo wreszcie jest ktoś, z kim można wszystko przegadać.

Artur delikatnie wziął rękę Marii i przytulił ją do swego policzka a potem delikatnie pocałował - masz takie małe, zgrabne ręce. I w ogóle cały czas sprawiasz na mnie wrażenie nastolatki, która nie wiadomo jakim cudem myśli jak bardzo dorosła kobieta. Nie jest ci zimno? Nie, bo  jestem schowana za tobą - to są te zalety bycia małą kobietą. A ciebie aby ten wiatr za bardzo nie przewiewa?  Nie, bo jestem osłonięty kawałkiem tej genialnej maty, zobacz. A gdzie ty kupiłeś tę matę? Kolega, który się szykuje w Himalaje kupił ją chyba we Francji w sklepie z wynalazkami dla wspinaczy. A potem kupił jeszcze fajniejszą, większą i tę od niego odkupiłem. No i wreszcie ją teraz wypróbowałem. A która jest godzina- bo nie mam dziś zegarka - zapytała Maria. Tak jakby za półtorej godziny kolacja. A chcesz już wracać?-zapytał cicho Artur. Nie, nie chcę,dobrze mi tu. To tylko nawyk ciągłego kontrolowania  czasu. Lubię patrzeć na morze, lubię być nad morzem. Potrafię cały dzień przeleżeć na plaży wpatrując się w morze. To chyba nie świadczy za dobrze o stanie mego umysłu. Ale trenuję wgapianie się w morze od dzieciństwa. A droga na kolację zajmie nam góra 15 minut bo będziemy iść z wiatrem. Wymyśl coś na po kolacji. Ale nie musi to być coś ekskluzywnego, ekstrawaganckiego, czym chciałbyś mi zaimponować. Jak widzisz dobrze mi się z tobą siedzi pod wydmą, gapi w morze i ćwierka na różne tematy. Z czasem , być może, zacznę ci zadawać różne niewygodne pytania, np. dlaczego rozleciało ci się małżeństwo. Na to pytanie mogę ci nawet teraz zaraz odpowiedzieć. Byłem pół roku za granicą, służbowo, a ona w tym czasie zaszła w ciążę wmawiając mi, że to moje dziecko  z pożegnalnego aktu. Ale urodziło się  jakby było o miesiąc (datami) przenoszone,więc zleciłem badanie genetyczne - i niestety wykluczono moje ojcostwo... Pomijam już fakt, że wcale wtedy nie planowaliśmy dziecka. Rozwód był "od ręki". Przyjaciel mnie pocieszał, że przynajmniej 10% ojców w Europie wychowuje, wcale o tym nie wiedząc, obce genetycznie dzieci. Bo to nie jest tak, że tylko mężczyźni zdradzają swe żony, jest w tej dziedzinie ciche równouprawnienie. A ja, podobnie jak ty, uważam, że seks w małżeństwie jest na wyłączność małżonków. Reszta - do uzgodnienia- naprawdę. Rozbawiła mnie stwierdzeniem, że zdradziła mnie z wielkiej tęsknoty za mną.

Chodź, Maryś,  tu zaraz jest wyjście z plaży, wrócimy lasem, dosyć tego wiatru na dziś.  I rzeczywiście w lesie było niemal zacisznie. A może podjechalibyśmy dziś  znów do Jastarni i poszli potańczyć? Wiem, że nie lubisz tego nowego Domu Zdrojowego, ale tam można potańczyć. Co prawda nie na parkiecie na powietrzu, ale tam jest dużo miejsca do tańca. No ale do Domu Zdrojowego to nie musimy jechać, możemy się tam przemieścić piechotką- zauważyła Maria. Ale znacznie wygodniej będzie nam podjechać samochodem, pojedziemy tym razem moim. Szpilki i kostka  bauma mało do siebie pasują. Zaraz zarezerwuję dla nas stolik, dobrze? Chyba masz rację, będzie  wygodniej i nie będę musiała brać żadnych pantofli na zmianę. Mam nadzieję, że jeszcze będą wolne stoliki bo to jeszcze nie sezon w pełni. No ale jak będziemy samochodem, to odpadnie nam drink - zaśmiała się Maria. Ty będziesz mogła sobie coś zamówić, mnie wystarczy to, że będę mógł z tobą tańczyć. Bo wydaje mi się, że ty, Maryś, to lubisz tańczyć. Oj tak, lubię i to  bardzo. Nie lubię tylko dyskotek z tymi błyskającymi, oślepiającymi światłami i muzyką na pełnym wzmocnieniu. Wolę tradycyjne dancingi. A skąd wiesz, że lubię tańczyć? Nic na ten temat nie rozmawialiśmy przecież. Podejrzałem gdy byliśmy na lodach - stópki ci chodziły do taktu tego co grali. No to miałeś dużo wrażeń. I dlatego, że za bardzo reaguję na muzykę nie mam radia w samochodzie. A co będziemy robić, jeżeli nie będzie już wolnego stolika? Pójdziemy u nas na  basen, bo jak na razie to woda w Bałtyku zimna straszliwie. Taka w sam raz dla morsów, ale nie dla ludzi.

                                                                         c.d.n.



 


środa, 7 kwietnia 2021

Czerwcowy urlop - 2

Lody w kawiarni przypominającej swym wyglądem oszkloną klatkę nadal były dobre. Mieli szczęście bo akurat zwolnił się dwuosobowy stolik. Z trudem mieściły się pod nim ich nogi i w końcu siedzieli tak, że Artur swoim  nogami "ogarniał" nogi Marii. 

Chyba  nigdy już nie przyjadę do Jastarni i Juraty - stwierdziła Maria- jak dla mnie to jest tu już zbyt dużo betonu w lesie nad plażą. Nie podoba mi się też ten rozbudowany, dziwaczny Dom Zdrojowy - pamiętam stary Dom Zdrojowy  gdy pierwszy raz tu byłam  mając 10 lat. Najbardziej podobał mi się parkiet do tańca - na zewnątrz, na wydmie- orkiestra  grała w sali jadalnej i były otwarte wszystkie drzwi wychodzące na taras z parkietem. Mniej mi się tu podobało w porze obiadowej, bo był nieziemski tłok i długo się czekało na podanie obiadu. I dzień w dzień pasiono mnie bulionem z jajkiem, co mi wcale a wcale nie smakowało. Nie wiem czemu, ale nigdy mi nie pasowało to "nadmorskie" jedzenie. 

Jak to bulion z jajkiem- zdziwił się Artur- z jajkiem na  twardo? No nie, nie na twardo- kelner przynosił filiżankę gorącego bulionu i w kieliszku oddzielone starannie surowe żółtko jajka- należało wrzucić je do bulionu i bardzo energicznie rozmieszać i szybko ten bulion z filiżanki wypić. Artur wpatrywał się w Marię z niedowierzaniem - to rzeczywiście musiało być paskudne. No właśnie- zgodziła się z nim Maria- było obrzydliwe. Jedyne co mi tu smakowało to były świeżo uwędzone ryby  zakupione w  wędzarni. I bób pieczony na blasze. I flądry smażone serwowane w barze mlecznym. Flądry w  barze mlecznym?- zdziwienie Artura sięgało zenitu. 

Ale miała pani przynajmniej ciekawe dzieciństwo - ja co roku byłem podrzucany na wieś do siostry mojej babci. No i musiałem pomagać w polu, dopóki nie  zleciałem z wozu pełnego słomy i nie  złamałem nogi. Potem to jeździłem na obozy harcerskie. 

I co było lepsze - te wakacje na wsi czy te obozy?- usiłowała dociec Maria. Artur skrzywił się - i tu źle i tam niedobrze. Fajnie to było gdy już mogłem sam sobą zarządzać i sam decydować jak i gdzie spędzę wakacje. No to chyba już pójdziemy - rzeczywiście dobre te lody tutaj.

Szli z powrotem niespiesznie a Maria mówiła - obawiam się, że za kilka lat z tego lasu to już nic nie zostanie, będą  tylko same domy wczasowe. Poza tym Półwysep niszczeje i podobno wszyscy się zastanawiają jak go ratować, żeby go morze nie pochłonęło. Ale tak sobie myślę, że jak nie zniszczy go morze to zniszczą go ludzie, bo my naprawdę notorycznie niszczymy to wszystko co nas otacza. Byłam kiedyś na betonowej plaży, w okolicach Soczi, a koleżanka była na  kamiennej plaży w Chorwacji. Tamta  chorwacka  plaża była przynajmniej z naturalnego kamienia a nie z betonu. Ta plaża w okolicach Soczi była z natury kamienista, więc  ją wybetonowano "eleganckim" szarym  betonem. 

Oglądałam ostatnio film dokumentalny o Kostaryce. I jakoś bardzo mi się zamarzyło by tam pojechać. Nie da się ukryć, że to bardzo daleko i bardzo drogo. No ale pomarzyć można. Najlepiej na Półwysep Nicoya. Oczywiście wiem, film nakręcony na potrzeby reklamowe, ale ostatnio wielu Amerykanów z racji emerytury tam się przenosi. I często kupują tam nieruchomości w charakterze lokaty. Kolory tam są bajeczne a plaże jak ze snu. I najlepiej  tam być od grudnia do końca kwietnia. Kiedyś marzyły mi się Seszele. Po jakimś czasie jakoś mi się  "odmarzyły."  A pan marzy o jakichś podróżach? 

Ja może nie tyle marzę, co uważam, że byłoby nieźle wpierw zwiedzić Europę. Chciałbym pojechać na przykład na Cyklady, zwiedzić Włochy, Francję, Hiszpanię. Byłem o krok od wyjazdu do Jugosławii, ale się tam zakotłowało i wszystkie plany diabli wzięli. Na razie tylko byłem dwa razy w Bułgarii. Trochę im zazdroszczę tego nieco cieplejszego morza. No ale jedzenie to mnie z lekka wykończyło. Kapiące od oliwy i zawsze zimne.

W Bułgarii faktycznie to jedzenie jest słabym punktem. Byłam kiedyś u znajomych w Sofii i ciężko odchorowałam ich jedzenie. Najlepiej się tam czułam, gdy mogłam się odżywiać winogronami i brzoskwiniami, a na  ciepło to tostami i frytkami lub pieczonymi rybami.

Kolacja faktycznie była jadalna - podano tym razem jabłka w cieście. Po kolacji, tak jak się umawiali spotkali się w kawiarni. Rzeczywiście kawiarniany barek był nieźle zaopatrzony, jak zauważyła Maria alkohole tylko z wyższej półki - koniaki dobrych marek, ze dwa rodzaje rumu, spory wybór importowanych win. Tłoku nie było, co nie zdziwiło Marii, bo ceny były niczym w schronisku wysokogórskim. Obejrzała dostępne alkohole i pochwaliła - podoba mi się tu, przynajmniej nikt się tu nie upije, bo by popadł w długi. Panie Arturze, rachunki płacimy albo  na zmianę, albo każdy na pół, albo nie będziemy tu przychodzić- ma pan trzy opcje do wyboru. Oczywiście nie musimy się liczyć ostentacyjnie tutaj , ale uważam, że każdy z tych  sposobów liczenia się będzie właściwy. Artur wpatrywał się w Marię z lekkim niedowierzaniem - ale to ja zaprosiłem, znam tutejsze ceny i wiem co robię. No dobrze, rozumiem, że pan wie co pan robi, ale w moim odczuciu kosztami powinniśmy się dzielić, natomiast w pełni doceniam to, że mnie  pan zaprosił, że zależy panu na moim towarzystwie. Bo dla mnie ważniejsze jest z kim siedzę przy stoliku niż to co przy nim jem lub piję. Gdy podeszła kelnerka zamówili kawę, po porcji szarlotki, Maria  dla siebie Remy Martin, a Artur  Hennessy. Gdy kelnerka przyniosła do stolika  koniak Maria powiedziała - skoro mamy podobne upodobania to proponuję, byśmy mówili sobie  po imieniu - lepiej się wtedy rozmawia. Nie uznaję tradycyjnego bruderschaftu, krew mnie zalewa gdy nagle ktoś do mnie leci z "dziobem" a ja człowieka ledwo toleruję, lub wręcz pierwszy raz go widzę.  Wiem, dość dziwna jestem, no ale nikogo nie zmuszam by przebywał w moim towarzystwie.  Lubię koniak, bo jedna lampka "załatwia mi  cały wieczór". Nie da się ukryć, że jakoś nie mam pociągu do alkoholu,  a tłumaczenie każdej napotkanej osobie, że alkohol to nie jest to za czym ja przepadam jest męczące, więc postarałam się polubić koniak. Podobnie jest z likierem - jeden kieliszek likieru kawowego załatwia  mi całe , nawet dość długie spotkanie. I jeszcze coś - jeśli zadam ci pytanie, na które nie chcesz udzielić odpowiedzi, to zamiast coś kręcić powiedz po prostu, że nie chcesz na ten temat rozmawiać. Zapewniam cię, że nie będę miała o to żalu. Bo przecież często się tak zdarza, że nie chcemy o czymś rozmawiać ze świeżo poznaną osobą, więc znacznie mądrzej jest powiedzieć, że się nie chce o tym rozmawiać. I być może, że po jakimś czasie będzie się o tym rozmawiało, gdy się już swego rozmówcę pozna lepiej. Artur wpatrywał się w nią intensywnie lekko potakując głową, w końcu powiedział - jesteś bardzo mądrą osobą jak na dwudziestolatkę. Maria parsknęła śmiechem - dodaj do tego jeszcze  dziewięć lat, ja tylko wyglądam tak młodo. 

Twój wiek, Arturze, też trudno odgadnąć na podstawie wyglądu. Możesz równie dobrze być tuż po trzydziestce jak i przy końcu trzydziestki. Artur uśmiechnął się - no właśnie , bliżej mi do końca niż do początku. Dobrze to wydedukowałaś.  No a skoro mówimy o tak intymnych sprawach jak wiek, no to przyznaje się bez bicia - jestem rozwodnikiem od trzech lat, nie obciążonym alimentami. A ty jeszcze czy już nie nosisz obrączki? Maria roześmiała się - jak na razie to jeszcze nie trafił się na tyle odważny facet by się ze mną ożenić. Zapewne dlatego, że moja oferta nie uwzględnia zasuwania w domu jak bura mrówka i spełniania wszystkich pomysłów dotychczasowych znanych mi facetów.  O ile jestem za wyłącznością w kwestii seksu, to nie wyobrażam sobie by wszystko robić razem. Nie będę z kimś chodziła np. na mecze  bokserskie lub piłkarskie, bo mnie to zupełnie nie interesuje. To tak, jakbym ja kazała chodzić memu mężowi  na zajęcia amatorskiego kółka teatralnego lub na gimnastykę dla pań, bo to mnie rajcuje.   Poza tym uważam, że nim się ludzie zwiążą małżeństwem, to powinni bardzo dokładnie wszystko ustalić, omówić, bo jakby na to nie spojrzeć to małżeństwo od obojga wymaga przemyślenia tego kroku, wspólnego zastanowienia się czy damy radę pogodzić pod jednym dachem wszystkie nasze przyzwyczajenia, poglądy, to co lubimy i to czego nie lubimy. Bo każdy z nas wychodzi z innego domu, był inaczej wychowany, do czego innego przyzwyczajony. Czasem mała rzecz nie omówiona przed ślubem urasta do rangi problemu niszczącego związek. Moja przyjaciółka jeszcze przed ślubem tłumaczyła swemu chłopakowi, że ona za nic w świecie nie chce mieć dzieci - teoretycznie się z nią zgodził, a gdy w kilka lat po ślubie robił jej awantury, że ona stosuje antykoncepcję hormonalną to po kolejnej awanturze wystąpiła o rozwód i oczywiście już nie są  małżeństwem z tym panem. Uważam, że skoro natura wyposażyła nas w mózg to po to żebyśmy myśleli a skoro umiemy mówić to powinniśmy jak najczęściej z tej umiejętności korzystać i wszystko omawiać. 

Jadę jutro po śniadaniu  do Jastrzębiej Góry, bo muszę coś zawieźć swojej kuzynce. Mam w związku z tym propozycję- pojedź ze mną, ja u kuzynki będę dosłownie 10 minut, które możesz spędzić w samochodzie lub wdepnąć ze mną do niej. Albo możesz zbiec po iluś tam  schodkach na plażę i zrozumiesz moją niechęć do Jastrzębiej Góry a potem możemy pojechać na naprawdę piękną i pustą plażę, dosłownie 6 km od Jastrzębiej Góry.  Obawiam się, że długo nie pozostanie taka pusta i piękna. Do kogoś te tereny   ciągnące się wzdłuż szosy należą i w końcu zapewne tam też wszystko na gęsto zabudują pensjonatami mniejszymi i wielgachnymi.Wracając możemy zahaczyć o Władysławowo City i o latarnię morską w Rozewiu. Oczywiście jeśli odmówisz to nie będzie miało żadnego wpływu na naszą tu znajomość.  Nie odmówię, nigdy nie byłem w Jastrzębiej Górze, ale pojedźmy moim samochodem. Maria zaprotestowała- no nie, moja sprawa, mój samochód, poza tym muszę Helence go pokazać, bo ponoć też chce sobie taką  bryczkę sprawić. Twoim pojedziemy gdzie indziej, dobrze?

                                                                            c.d.n.




wtorek, 6 kwietnia 2021

Czerwcowy urlop

Obudził ją znienawidzony dźwięk budzika - nie otwierając oczu sięgnęła za głowę i z półki ściągnęła dzwoniące paskudztwo- chwilę po omacku macała szukając odpowiedniego "dinksa" by go wyłączyć.

Akurat go odstawiła na półkę zagłówka tapczanu gdy rozległ się dźwięk telefonu - no niestety by go odebrać, musiała wstać z łóżka. Potykając się o własne kapcie dobrnęła do  biurka- otworzyła jedno oko i dostrzegła, że to telefonuje Alicja. Na jej "słucham cię" Ala mocno schrypniętym głosem poinformowała ją, że mowy nie ma by dziś z nią pojechała do Juraty, bo ma temperaturę i wściekle  boli ją gardło i zaraz wezwie do domu lekarza, oczywiście prywatnego, bo nie ma siły by iść do przychodni.  Przyjedzie tydzień później pociągiem, gdy chociaż  "z grubsza" opanuje chorobę. Jedno jest pewne - bez antybiotyków  się nie obędzie. 

Jasna cholera - zaklęła Maria - gdzie się  tak zainfekowałaś? Jest czerwiec a ty łapiesz gdzieś anginę czy też inne paskudztwo!  Nie wiem - wychrypiała Maria. Wiem tylko, że jestem najzwyczajniej w świecie chora.  No wiem, że to nie twoja wina - mówi się trudno, wezmę w takim razie więcej książek do czytania wieczorem, bo sama z sobą to raczej nie pogadam. Tylko weź tego lekarza już dziś  i niech ci coś skutecznego zapisze. I nie wychodź z domu,  zadzwoń do Wojtka, niech on pójdzie do apteki. Dobrze, zgodziła się potulnie Alicja - no ale wiesz co ten artysta powie- to kara za to, że zachciało mi się jechać z tobą nad morze a nie  z nim we wrześniu do Turcji. Marysiu, ale zatelefonuj do mnie  gdy już dojedziesz na miejsce, żebym się nie zamartwiała. Dobrze, zatelefonuję, ale dopiero pod wieczór, więc się nie denerwuj. Nie wiem o której dojadę. A gadanie Wojtka olej, niech ci tylko kupi leki i  coś do jedzenia. No to pa, zacznę się pomału zbierać do drogi.

Jakimś cudem przejazd na trasie Warszawa- Gdańsk był dość bezkolizyjny, trochę gorzej było na obwodnicy Gdańska i dalej do Juraty. Ale i tak dojechała całkiem szybko. Zatrzymała się tylko raz,  by uzupełnić paliwo. Bardzo nie lubiła wstępować po drodze na jakiś posiłek.

Pensjonat, w którym wykupiły pobyt był właściwie na granicy Jastarni i Juraty i na szczęście miał duży parking. Pokój był z balkonem, zaraz za balustradą rozciągał się rzadki sosnowy las, do plaży było poniżej 200 m. Maria zaparkowała i wyciągnęła z bagażnika  swą wielgachną torbę podróżną, która nie byłaby ciężka, gdyby nie książki. 

Powlokła się do recepcji, pokazała dowód wpłaty za wykupione wczasy, odebrała "kartę zakwaterowania"  z numerem pokoju, karnet na posiłki i poinformowała recepcjonistkę, że ten tydzień będzie sama bo jej przyjaciółka zachorowała. Recepcjonistka wyraziła swe współczucie dla chorej koleżanki i Maria poszła do swego pokoju - za 15 minut miała już obiad. 

Zerknęła na swój karnet - był na nim już wyznaczony z góry stolik. Sala jadalna pomału się zapełniała. Kelnerka na wiadomość, że Maria przez tydzień będzie sama stwierdziła, że  jeśli się uda, to ona karnet nieobecnej koleżanki sprzeda, a pieniądze odda Marii. Bo sporo osób spoza pensjonatu przychodzi tu tylko na posiłki, a mieszka na kwaterach prywatnych. Z tym, że te osoby stołują się w tak zwanej drugiej turze. 

Po chwili do stolika podszedł mężczyzna o dość miłej powierzchowności, upewnił się odnośnie numeru stolika i wyraził radość z faktu, że przez dwa tygodnie będzie miał tak miłą osobę przy stoliku, następnie przedstawił się ( na imię miał Artur)  więc  Maria również podała swe imię i nazwisko  i zaraz go "pocieszyła", że jest wielce prawdopodobne, że za tydzień dojedzie jej koleżanka, która obecnie jest chora, zapewne załapała się na anginę. Ojej to pani koleżanka ma pecha - w czerwcu zarazić się anginą to wyraźny pech. Okazało się, że współdzielący z Marią stolik mężczyzna też jest z Warszawy a przyjechał dzień wcześniej.  Nie był to jego pierwszy pobyt w tym pensjonacie i zaraz poinformował Marię, że zupy tu serwowane nie są jego skromnym zdaniem godne uwagi, ale drugie dania i desery oraz śniadania i kolacje całkiem "jadalne".

Poza tym jest tu basen, co prawda nie olimpijski, ale da się popływać, bo woda znacznie cieplejsza niż ta w Bałtyku, można pograć w bilard i można wykupić zabiegi rehabilitacyjne, oczywiście poprzedzone wizytą u lekarza. Wizyta lekarska darmowa, zabiegi już odpłatne, ale i tak tańsze niż  te w stolicy. No i jest też coś na kształt siłowni, ale trzeba mieć zezwolenie od lekarza by z niej korzystać, bo podobno ktoś kiedyś tu zasłabł w trakcie ćwiczeń i prosto z sali wylądował na kardiochirurgii co i tak nic nie pomogło. Poza tym jest tu też kawiarnia z całkiem nieźle zaopatrzonym barkiem i nawet niezłą kawą. W związku z tym on już pozwala sobie ją zaprosić po kolacji do kawiarni. Poza tym jest też w Juracie stoisko z książkami, czyli księgarnia w namiocie.  No i molo nad  zatoką wreszcie odremontowano.

Maria po spróbowaniu zupy stwierdziła, że nie będzie tu ich jadła, bo  do "smaczności" jest ogromnie daleko, zresztą w domu też nigdy nie jadła zup. Drugie danie było rzeczywiście jadalne a nawet smaczne i było sporo surówki. Na deser był budyń ze świeżymi truskawkami, też jadalne, jak oboje stwierdzili.

Po obiedzie  wyszli z jadalni razem i Artur zaproponował, by podeszli w stronę plaży- droga niedaleka i można zejść na plażę w cywilizowany sposób, czyli po drewnianym chodniku. Plaża w tym miejscu była ładna,szeroka i niemal pusta, bo większość wczasowiczów zapewne jeszcze była na obiedzie.

Pani Mario - da się pani namówić na spacer przed kolacją? Bo po kolacji, to ja zapraszam do kawiarni, bardzo proszę.

Muszę się rozpakować, zatelefonować do Warszawy, więc może za godzinę lub nawet półtorej?- zgodziła się Maria. Och, wspaniale - Artur był pełen entuzjazmu. Spotkajmy się zatem obok wejścia na parking za półtorej godziny. I proszę wziąć jakiś sweterek lub kurtkę,  nie ma upału i tu dość szybko robi się chłodno. Ale podobno od wtorku mają  nadejść upały. Wrócili do budynku i rozeszli się do swoich pokoi.

W pokoju Maria zatelefonowała do Alicji, która  w dalszym ciągu czekała jeszcze na wizytę lekarską. Alicja czekając na lekarza pasła się miodem i czosnkiem i co godzinę płukała gardło roztworem sody kuchennej, ale efektów tej kuracji ciągle jeszcze nie było widać. 

Maria opowiedziała jej o Arturze, który jej zdaniem był zapewne facetem z odzysku a wiekowo był zapewne pomiędzy 35 a 40 rokiem życia. A poza tym robił dobre wrażenie, z całą pewnością był "dobrze wychowany" wpierw przez mamę a potem przez  żonę. No i że umówiła się z nim na spacer przed kolacją i do kawiarni po kolacji. Opisała go dość dokładnie i obiecała, że następnego dnia opowie Alicji jak było na spacerze i w kawiarni. Alicja stwierdziła, że Maria to ma szczęście - jak tylko zerwie z  jednym  to zaraz zjawia się następny. No jasne-śmiała się Maria - po prostu mam na twarzy wypisane "facet potrzebny od zaraz- bonus: jestem  bardzo tolerancyjna i nie szukam męża". Aluniu - ja nie zerwałam przecież z Damianem - on wyjechał na dwuletni kontrakt za granicę, a jak znam życie to na pewno przedłużą mu kontrakt na następne dwa lata. Nie wiem po co się mnie pytał czy ma jechać czy nie skoro nie deklarował wobec mnie żadnych uczuć. Chyba, że jego pytanie czy będę na niego czekać było wyrazem uczuć. No ale dla mnie wyraz uczuć to jest nadanie jasnym, zrozumiałym tekstem, że się mnie kocha i chce się ze mną być. Pewnie po prostu jestem dość prymitywną kobietą, której należy wyłożyć  kawę na ławę, a nie liczyć, że się z półsłówek domyślę, że  facet mnie kocha. No to kuruj się dalej, a ja zatelefonuję jutro.  

Postanowiła ubrać się sportowo, dżinsy, niezbyt obcisły cienki sweterek, kurtka bawełniana i adidasy.  Delikatnie podkreśliła oczy, zamiast szminki gorzki błyszczyk na usta i poszła na parking. Celowo przyszła nieco wcześniej, chciała po prostu umyć szyby w swoim samochodzie, by nie robić tego wtedy, gdy będzie chciała szybko gdzieś pojechać. Planowała bowiem by następnego dnia pojechać na kilka godzin do Jastrzębiej Góry  do swej kuzynki, z którą widywała się raz do roku. Co roku padały między nimi te same teksty - kuzynka zarzucała Marii, że jeszcze ani razu nie była w Jastrzębiej Górze na urlopie, a Maria spokojnie odpowiadała, że nie lubi schodów i że jeżeli kiedyś uruchomią windę pomiędzy Jastrzębią Górą a poziomem morza to ona wtedy na pewno przyjedzie tu na urlop, a dopóki wygodne dojście do plaży będzie 6 kilometrów od Jastrzębiej Góry ona woli jeździć do Jastarni lub Juraty. Gdy już umyła szyby i wszystkie pokrywy świateł podszedł do niej Artur - pomóc coś?- zapytał z uśmiechem. Nie skądże, właśnie  skończyłam  mycie szyb i wszystkich świateł. Chcę się jutro wybrać do Jastrzębiej Góry, do swej kuzynki, a nie lubię zaczynać dnia od mycia szyb w samochodzie. A jak się pani jeździ tym samochodem? Całkiem dobrze, jestem z niego zadowolona. Mam go trzy lata i zero kłopotów z eksploatacją. Zamknęła bagażnik samochodu i ściągnęła jednorazowe ochronne rękawiczki szukając wzrokiem kosza na śmiecie. Kosz jest na prawo po wyjściu z parkingu- podpowiedział Artur.

To dokąd pójdziemy? ma pan  jakiś pomysł? Proponuję byśmy poszli do Jastarni, w porównaniu z Juratą Jastarnia tętni życiem - ze śmiechem odpowiedział Artur. Szli chodnikiem ułożonym z kostki bauma , a Maria powiedziała - gdy byłam dzieckiem była to leśna droga, nawet nie za bardzo wydeptana. Często przyjeżdżałam na wakacje do Jastarni, lubiłam Jastarnię. Co prawda nie lubiłam podróży pociągiem, ale bardzo lubiłam wakacje w Jastarni. Wiele lat tu przyjeżdżałam- do szesnastej plażowaliśmy nad pełnym morzem, potem szybki obiad i szło się nad zatokę wyrównywać opaleniznę. W zatoce była zawsze po południu ciepła woda. I albo się zbierało muszelki albo wypożyczało się kajak i pływało płycizną. Albo się szło grać w piłkę w pobliże terenu LPŻ. I bardzo lubiłam tam przychodzić już po zmroku, zatoka lśniła- najpiękniej było gdy był still i świecił księżyc. I lubiłam siedzieć w porcie i obserwować jak ćwiczą w LPŻ przyszli marynarze. Nawet było mi ich czasem żal, strasznie na nich wrzeszczeli.

To może jutro, po kolacji wpadniemy do Jastarni i popatrzymy jak teraz wygląda zatoka - wpierw z mola w Juracie a potem pójdziemy, lub podjedziemy do Jastarni - zaproponował Artur. 

Chyba nie - nie ma już tej łąki, tam jest cała fura willi - byłam tam ze dwa lata temu. Jedno wielkie rozczarowanie mnie spotkało. Poza tym inaczej świat wygląda  gdy się jest w wieku 10 do 16 lat, a  zupełnie inaczej gdy się ma niemal dwa razy tyle. Ale możemy sprawdzić czy nadal są dobre lody - ja zapraszam na lody- dwa lata wcześniej jeszcze były dobre - jeśli nie zmienił się właściciel nadal powinny być dobre. Posiedzimy w tej kawiarni, wolę zjeść stacjonarnie niż chodzić i lizać a potem dziwić się skąd tyle plam na bluzce.

                                                                        c.d.n.

I jak zawsze - czytamy i wyrażamy swą opinię - przynajmniej znaczkami  ;(  lub  ;)





sobota, 3 kwietnia 2021

Nihil novi 3

 Stosując język dyplomacji spotkanie rodziców Ewy i Dominika przebiegło w miłej atmosferze. Dominik miał rację - dobra czekolada na torcie, polewa czekoladowa na  ciasteczkach, lody przerobione przez Ewę na melbę i kawa z przyprawami oraz wzmocniona nieco czekoladą  zadziałały jak należy. Co prawda Ewa zapowiedziała swym rodzicom, że jeśli któreś palnie jakąś złośliwość pod adresem byłego swego współmałżonka to ona  najzwyczajniej pod słońcem zrobi dziką awanturę.  I chyba rodzice dobrze wiedzieli, że "Ewa potrafi  zachować się koszmarnie", bo żadne wzajemne złośliwości  nie padły.   

Okazało się po raz kolejny, że najważniejsze w życiu to są tak zwane  "znajomości" i to niezależnie pod jaką szerokością geograficzną. Gdy Ewa zatelefonowała do Basi z pytaniem  czy zgodzi się być świadkiem na ślubie jej i Dominika i czy nie ma nic przeciwko temu, by drugim świadkiem był Lijo, Basia wyraziła do sprawy niekłamany entuzjazm i "wzięła sprawę w swoje  ręce". Nie tylko załatwiła że metryki obojga "same" znalazły się we właściwym urzędzie - załatwiła też ślub w Pałacyku Szustra. Ślub miał być w ostatnią sobotę października w samo południe. I choć "państwo młodzi" nikogo nie zapraszali to był całkiem niezły tłumek najbliższych koleżanek i kolegów, na szczęście zmotoryzowanych, z którymi razem po ślubie skonsumowali obiad,  w czasie którego Lijo oficjalnie oświadczył się Basi. Po skończonym obiedzie, gdy Dominik chciał uregulować należność dowiedział się, że wszystko już uregulowane. Gdy pytał się swej świeżo poślubionej żony ta mówiła, że płaciła Basia, a Basia uparcie twierdziła, że rachunki regulowała Ewa.

Sesja zdjęciowa była u zaprzyjaźnionego fotografa i wzięli w niej udział nie tylko państwo młodzi ale też wszyscy uczestnicy poślubnego obiadu. Ewa z Basią śmiały się, że były to zdjęcia typu "Lenin w czapce i bez czapki" a Ewa i Dominik mieli zdjęcie z każdym z uczestników tego obiadu. Ale przebojem sezonu było zdjęcie Leona w przyklęku na jedno kolano, podającego Basi jedną ręką  trzy róże, a drugą pudełko z pierścionkiem. Wszyscy zgodnie orzekli, że zdjęcie było rewelacyjne.  Ślub Basi i Leona odbył się trzy tygodnie po ślubie Ewy i Dominika, którzy tym razem wystąpili w charakterze świadków.

Podróże poślubne już wyszły z mody, noce poślubne już od dawna  zamieniły się w noce przedślubne, a obie zaprzyjaźnione pary postanowiły spędzić pierwsze małżeńskie święta Bożego Narodzenia razem, z dala od swych rodzin. Spędzili je w Zakopanem, w hotelu Kasprowy, gdzie również spędzili Sylwestra.

W dzień panowie  jeździli na nartach, obie młode małżonki odpoczywały w tym czasie na leżakach, wszystkie wieczory były przetańczone. Bawili się świetnie, aż żal było wracać do Warszawy.

Po powrocie Dominik zabrał się za poszukiwanie pracy. Tak jak podejrzewał sprawa nie była łatwa, więc czym prędzej rozesłał wici do swych licznych znajomych w Europie. Polska naprawdę nie była  krajem  "morskim", zainteresowanie morzem  było ograniczone, a w ub. roku zlikwidowano nawet Ministerstwo Gospodarki Morskiej. Bo cóż to za gospodarka  morska gdy  ma się tylko 770 km wybrzeża Bałtyku, a granica  morska  ma zaledwie 440 km?

W dość krótkim czasie Dominik podjął pracę we Francji, zamieszkali na wybrzeżu Atlantyku, w okolicy Brestu. Najdłuższe nieobecności Dominika w domu nie przekraczały dwóch tygodni, poza tym ilekroć  tylko mógł, zabierał ze sobą Ewę.  Kilka  razy Basia i Lijo bywali u nich latem, spotykali się też czasem zimą w Austrii. Gdy Dominik przeszedł na emeryturę przenieśli się na południowo -wschodnie wybrzeże Korsyki do  Solenzary, gdzie  połowę swego domu wynajmowali turystom.

Jak widzicie znów happy end, a więc nihil novi. Może szkoda, że to znów happy end poza granicami Polski.

Wesołych  Świąt Wam życzę ze słonecznego Berlina, pozostańcie w  zdrowiu!!!!! 

                                                                          KONIEC

Nihil novi - 2

Wbrew swym obawom Dominik  nie zawiódł oczekiwań Ewy, co nie tylko go ucieszyło ale i bardzo zdziwiło.  Najwidoczniej ich ciała działały we własnym zakresie nie reagując za bardzo na sygnały wysyłane przez ich trzeźwe mózgi. Ewa nie oczekiwała żadnych cudownych wrażeń, a jednak szczytowała i długo oboje dochodzili do rzeczywistości, spleceni mocnym uściskiem. Dominik witał się  niespiesznie z dawno niewidzianymi i niepieszczonymi częściami ciała Ewy, Ewa przytulona na możliwie największej powierzchni do Dominika pławiła się w poczuciu szczęścia.

Ewuniu, pobierzmy się, nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Pobierzmy się jak najprędzej, proszę. Kocham cię i bardzo cię proszę, zostań moją żoną.

W miesiąc od chwili złożenia dokumentów w USC, szybciej się nie da- otrzeźwiła jego zapał Ewa. Czyli musisz wyskoczyć po dokumenty do swojego USC , jeśli nie masz przypadkiem swojej metryki w domu. Ja też muszę wpaść do swego USC po metrykę. Ja na Mokotów a ty do Śródmieścia. Jeśli się tam wpadnie z samego rana to jest szansa dostania metryki od ręki. I trzeba się zastanowić w którym urzędzie ten ślub weźmiemy. Dzielnicowe są mniej "obłożone" niż Pałac Ślubów. I kogo na niego zaprosimy. I trzeba znaleźć dwójkę świadków. I mam pytanie - chcesz jakieś wesele?

Ewuniu, to są pytania, na które  najważniejsza jest twoja odpowiedź - zrobimy tak jak ty sobie zażyczysz. Bo mnie to wystarczyłby sam ślub w towarzystwie świadków, bez spędu rodzin i znajomych. Za to sobie zrobimy dobrą sesję zdjęciową i potem roześlemy po rodzinach i znajomkach zawiadomienie, żeśmy są małżeństwem. Mam pół Europy do zawiadomienia o tym fakcie.

A twoi rodzice to przełkną bez bólu?- spytała Ewa. Bo wiesz, z moimi  to żaden problem, oni są rozwiedzeni , więc braku udziału w naszym ślubie nie odczują, kto wie czy się nawet nie zdziwią, że ich córka bierze  ślub, niepomna nauk, że małżeństwo to żadna frajda.  Mnie osobiście też odpowiada taka forma ślubu jak tobie. Ja wezmę na świadka Baśkę, odpowiada ci to? Odpowiada, no a skoro ty weźmiesz Baśkę to ja wezmę  Leona K., bo mam wrażenie, że oni mają się ku sobie. Lijo i Baśka?- zdziwiła się Ewa- chyba za rzadko bywam na "spędach", jakoś mi to umknęło. W takim razie ja się może wpierw zapytam Basi jak ona to widzi. No to zadzwoń do niej teraz.  Niki, spójrz na zegarek, jest noc. Zadzwonię do niej jutro, a w poniedziałek ruszymy do urzędów. A tak dokładnie ja wpierw rano do pracy a potem wyjdę do USC. Mam jeszcze trochę zaległego urlopu o czym szef dobrze wie i na głowie biedak staje bym przypadkiem go nie wzięła, więc  będzie wolał bym wyciekła z pracy na 2 lub 3 godziny niż wzięła  cały dzień. Ostatni kwartał roku to dla planistów katorga - układanie po 100 razy planów na podstawie  danych sufitowych, fura zestawień , jedne z lewej do prawej, inne z prawej do lewej. I gdy już masz nadzieję, że wszystko połapałaś do kupy, okazuje się, że nie ma obawy, bo ktoś gdzieś się pomylił i zamiast z sufitu podał dane z podłogi. I powiem ci coś w sekrecie - w ub. roku tak się wściekłam, że wcale nic nie  skorygowałam i wysłałam takie nie skorygowane  dane dalej. I do dziś się zastanawiam  jakim cudem to przeszło i nikt się nie skapował, że coś jest nie tak. Wynika z tego, że wszystko to robimy zupełnie niepotrzebnie. No ale nie mogę tego szefowi powiedzieć.

Niki, trzeba by zasłonić okna żaluzjami, bo jak zapalimy  światło to sąsiedzi będą mieli darmowy film porno. I trzeba to zrobić we wszystkich oknach. Napijesz się jeszcze herbaty? Napiję, ale ty poleż, a ja zasłonię okna i zrobię herbatę. 

Gdy Niki poszedł do kuchni Ewa zebrała z podłogi jego rzeczy, rozplątała oba kłęby i wszystko porządnie  złożyła układając je na krześle do tego celu przeznaczonym a potem położyła się czekając na Dominika.  Podobał się jej pomysł,  by ślub był tylko ze świadkami, bez udziału innych, postronnych osób. Gdy Dominik przyniósł herbatę wmusiła w niego resztę torciku i gdy wypili herbatę zasnęła wtulona w jego ramiona. Dominik jeszcze długo wpatrywał się w leżącą w jego ramionach Ewę. Był naprawdę szczęśliwy, że przyjęła jego oświadczyny i zapewniał ją w myślach, że zrobi wszystko by była z nim  zawsze szczęśliwa.

W niedzielę po śniadaniu i porannej porcji pieszczot Dominik pojechał do domu, spakował dwie  bardzo duże walizy rzeczy osobistych, pudło z dokumentami osobistymi i służbowymi, zadzwonił po taksówkę i z całym "majdanem" pojechał do Ewy. Dobrze, że Ewa mieszkała w wieżowcu a taksówkarz pomógł mu zapakować te walizki i pudło do windy. Na piętrze wpierw  jedną walizką zablokował drzwi windy, potem wystawił pudło z dokumentami i drugą walizkę, na końcu odblokował drzwi windy i dopiero wtedy zaniósł kolejno cały bagaż pod drzwi mieszkania  Ewy. Maleństwo wytrzeszczyło oczy i stwierdziło, że trzeba  koniecznie  dokupić jeszcze jedną szafę, ale Dominik zapewnił Ewę, że on od lat żyje "w walizkach" i tylko garnitur wymaga powieszenia w szafie, no ale on go jeszcze dziś nie przyniósł, bo trzeba go chyba wpierw oddać do pralni, co zrobi w poniedziałek. Albo po prostu kupi nowy, bo za tamtym nie przepada. A co powiedziałeś w domu? Oczywiście prawdę, ale rodzice  nie uwierzyli- powiedziałam, że przeprowadzam się do swojej narzeczonej. I mama zapytała się tylko kiedy ja wreszcie spoważnieję. A czemu nie zdzwoniłeś po mnie domofonem, przecież pomogłabym ci z tym wszystkim  w windzie. No bo  gdy szedłem z walizkami akurat wychodził ktoś z budynku i mi potrzymał drzwi, więc razem z  taksówkarzem wnieśliśmy wszystko do windy. Maleństwo kochane,  ja zawsze jestem obładowany bo zawsze muszę mieć rzeczy na kilka miesięcy a do tego sporo dokumentacji, czasem dochodzi do tego i jakaś aparatura. O ile na stacjach badawczych jest jeszcze z miejscem nieźle to na statku niestety nie.

Niki, czy ty aby na pewno przemyślałeś trzeźwo to, że zrezygnujesz z pracy na statku badawczym lub na odległej stacji badawczej gdzie diabeł mówi wszystkim "dobranoc"? 

Przemyślałem i to nim do ciebie przyjechałem, miałem na to sporo czasu. Mam teraz 36 lat i od  dziesięciu lat byłem ciągle niczym jakiś banita. I, co zabawne, gdybym się nie zakochał w tobie, to nadal tkwiłbym w tym wszystkim dziwaczejąc coraz bardziej. Musiałem skończyć jeden program badawczy, który był ważny nie tylko dla mnie, ale on ustawił mi dalszą karierę, pozycję w tej branży i finanse. Nie szalałem, gdy gdzieś na kilka dni  cumowaliśmy, na stacjach badawczych nie przepijałem pieniędzy, nie grałem w karty. Napisałem do Ciebie kilka listów a ty nie odpisywałaś, a ja , idiota, gasiłem swą tęsknotę w ramionach innych kobiet. To było bardzo głupie. Ale ostatnie dwa lata żyłem już jak mnich. Byłem pod wrażeniem tego, co powiedział mi ten stary Innuita. Uderzyło mnie to, że przecież ja go o nic nie pytałem. Rozmawiałem z nim o fokach, o polowaniu na nie, nie było ani pół słowa o kobietach, miłości czy czymś w tym rodzaju. A wiesz, Innuici bardzo szanują kobiety. Bardziej niż Europejczycy, którzy uważają się za wzór cnót wszelakich.

Napisałem wtedy do Baśki pytając o ciebie i dowiedziałem się, że byłaś, ale już nie jesteś z jakimś facetem. Nie mogłem wcześniej przyjechać ale zaklinałem cię w myślach byś na mnie zaczekała. Przez ostatnie dwa lata żyłem tylko i wyłącznie wspomnieniem tego wszystkiego co się wydarzyło między nami w  Jastarni. A przyznasz, że było to coś zupełnie niezwykłego, bo przecież znaliśmy się wcześniej, mieliśmy wspólnych znajomych. Ewuniu, nigdzie bez ciebie  nie pojadę. Nie wiem, jak będzie z moją pracą w Polsce, ale w kilku cywilizowanych krajach bez trudu ją znajdę, tyle tylko, że wtedy nie zostawiłbym cię tutaj, wyjechalibyśmy razem. Jeśli będę pracował  za granicą to bez trudu ogarnę wszystko finansowo, nie będziesz musiała wcale pracować, no chyba, że  bardzo będziesz chciała. Ten czas urlopu przyda się na znalezienie pracy i przyrzekam ci,  że każdą propozycję jaką dostanę przed podjęciem decyzji omówię dokładnie z tobą. 

Ewa przytuliła się do Dominika- zdaję sobie sprawę z tego, że Polska to mało morski kraj i oceanologów  biologicznych nie zatrudnia na pęczki i że wyjazd poza Polskę będzie konieczny, ale pojadę z tobą wszędzie. Może najmniej chętnie w jakieś mocno północne  kraje, ale jest sporo krajów  czerpiących korzyści z faktu, że mają dość długą linię brzegową. Mam wrażenie, że nawet nasi współużytkownicy Bałtyku zatrudniają więcej specjalistów od biologii morskiej niż my.

Dominik wpatrywał się w Ewę z uwagą - jak widzę to ty masz całkiem niezłe rozeznanie jak na osobę z zupełnie innej branży! Ewa zaczęła się śmiać- no wiesz, kilka lat wcześniej poznałam pewnego oceanologa, który wywarł na mnie duże wrażenie.

Niki, a może  powinniśmy jednak przed  ślubem zaprosić twoich rodziców i moich, żeby nie padli na udar serca gdy przyjdzie do nich tylko nasze zdjęcie z zawiadomieniem, że się właśnie pobraliśmy. Jesteśmy oboje już dorośli i samodzielni i niczego nam nie mogą narzucić w tej materii, więc możemy to na dwie raty rozegrać. Możemy zaprosić ich do restauracji albo ja coś upichcę w domu, pomyśl nad tym. Z moimi to trzeba chyba rozegrać "na raty", bo oni się serdecznie nienawidzą i robią sobie wzajemnie wielce kąśliwe uwagi, a ja mam wtedy przemożną ochotę walnąć oboje czymś ciężkim w łepetyny. Obojgu powtarzam, że nienawiść to jednak też uczucie, że drugą stronę bardziej może zaboleć całkowita obojętność, ale oni jacyś tępi są. Albo nie mam za grosz talentu pedagogicznego.

Dominik zamyślił się - no ale chyba nie dogryzaliby sobie przy obcych, a ja i moi rodzice jesteśmy dla  nich osobami obcymi. Nie chcę byś trzy razy coś pichciła. Może zamiast obiadu zrobimy tak zwany podwieczorek- kupimy jakiś dobry tort i jakieś drobne małe ciasteczka, lody - będzie mniej przy tym pracy, a słodycze zawsze wszystkim poprawiają nastrój. I moglibyśmy to zrobić w najbliższą sobotę lub niedzielę.

                                                                          c.d.n.