niedziela, 25 kwietnia 2021

To nie takie proste -10

 Ku wielkiej radości Patrycji i Wojtka chłopcy byli zachwyceni wycieczką po Starym Mieście i po powrocie, w trakcie obiadu, buzie im się nie zamykały. Na dodatek Patrycja pozwoliła im by każdy z nich wybrał sobie ręcznie malowany nieduży widoczek ze Starówki. Po zakończeniu roku szkolnego przecież przeprowadzą się do domu dziadków i każdy z nich będzie miał własny pokój i będzie mógł sobie na ścianie powiesić wybrany przez siebie obrazek.

Szalenie dużo emocji wzbudziło losowanie spania na łóżku polowym. Dodatkową atrakcją było to, że ten kto wygra spanie na nim będzie również spał w śpiworze. Wygrał Krzyś, ale wieczorem łaskawie pozwolił Adamowi poleżeć kwadrans w śpiworze na polowym łóżku.

W niedzielę rano Patrycję obudził zapach kawy, co bardzo ją zdziwiło, bo była objęta ramieniem Wojtka, który......spał. Zamknęła z powrotem oczy myśląc - ależ mam realistyczne sny! Leżała jeszcze chwilę, nim sobie uprzytomniła, że nadal czuje  zapach kawy, a przecież wcale już nie śpi. No tak, Krasnoludki urzędują w kuchni, ciekawe ile będę miała sprzątania po nich. W dziesięć minut później rozległo się pukanie do drzwi i Krzyś zawołał: tato, mamo wstawajcie, śniadanie czeka! Patrycja delikatnie oswobodziła się z objęć Wojtka, ale ten chyba był zaprogramowany na ciągłe jej obejmowanie bo natychmiast, jeszcze nie otwierając oczu zapytał- "co się stało? dobrze się czujesz?". Patrycja roześmiała się- nic się  nie stało, tylko chłopcy nam śniadanie zrobili i nas wołają. Nawet kawę nam zrobili, sądząc po zapachu. Wstawaj, pójdziemy się pozachwycać. A wołali nas "tato, mamo". 

Kolejny raz  rozległo się pukanie do drzwi i Wojtek  zawołał- wchodźcie, wchodźcie.Pierwszy wpadł Krzyś i zaraz uwiesił się na szyi Patrycji, która siedząc na łóżku szukała stopami kapci na podłodze, potem przytulił się do Wojtka, a Adam, który nie bardzo wiedział, czy jeszcze  przysługują mu takie dziecinne zachowania powiedział- zrobiliśmy śniadanie bo już jest po 10,00. Patrycja  rozłożyła ręce i powiedziała, no chodź do nas, potulimy się wszyscy razem! 

Rzeczywiście w kuchni było przygotowane śniadanie- kanapki z wędliną, ugotowane  na twardo jajka, kilka tostów z żółtym serem,  dwa kubki kawy i dwie szklanki herbaty. 

Oczywiście oboje z Wojtkiem pozachwycali się, jacy to z nich zdolni chłopcy i jak pięknie wszystko przygotowali. Gdy już siedzieli  przy stole i jedli Krzyś powiedział - zawsze będziemy dla was robić śniadanie w weekendy, bo to tak  fajnie  siedzieć razem z  mamą i tatą przy śniadaniu. Wojtek poczuł dziwne swędzenie  powiek i powiedział- przepraszam was chłopcy, że wcześniej nie było takich wspólnych śniadań, ale od dziś już zawsze będą takie wspólne śniadania w dni wolne od pracy i szkoły. 

Tato, a kiedy będzie wasz  ślub? Dokładnie nie wiem, bo wpierw musimy odebrać z sądu wyrok rozwodowy i dopiero wtedy będziemy mogli złożyć swoje dokumenty w Urzędzie Stanu Cywilnego, a od chwili złożenia dokumentów do dnia ślubu musi obowiązkowo minąć 30 dni. A my będziemy na waszym ślubie?  No jasne, przecież wam mówiłem, że będziecie na tym ślubie. A jeśli będziemy w tym czasie na obozie? Żaden problem, zabiorę was na 3 lub 4 dni z obozu i na pewno na ślubie będziecie. A będzie jakieś wesele? Nie wesela nie będzie ale będzie uroczysty obiad w którejś restauracji - chcemy to wydarzenie świętować z najbliższą rodziną i przyjaciółmi. 

Tato, a Justyny tata to się trzy razy żenił, tylko tej pierwszej żony swego ojca to Justyna nie zna, potem się jej ojciec ożenił z jej mamą, potem się rozeszli i ojciec Justyny ożenił się trzeci raz i dzięki temu Justyna  ma brata-gotowca. A co to znaczy "ma brata-gotowca"- zdziwił się Wojtek. No bo ta babka, z którą się jej ojciec ożenił ma syna, starszego od Justyny. A u kogo ta Justyna mieszka? Raz u mamy a raz u taty. 

Tatuś, a my chcemy mówić na Patrycję "mama", możemy? Oczywiście możecie, jeśli tak wam  bardziej pasuje. Tata, a ta nasza dzidzia to się urodzi w październiku, prawda?  Tak synku, w październiku. I naprawdę jeszcze nie wiadomo czy to będzie chłopak czy dziewczyna? Naprawdę nie wiadomo jeszcze.

Tatuś, a będziesz przy mamie gdy będzie rodzić? Jeśli tylko będzie można, to oczywiście, że będę.  A wiesz, że można  zemdleć, gdy żona rodzi? A skąd Krzysiu wiesz, że można zemdleć z tej okazji?  No bo tata Michała zemdlał gdy zobaczył krew i jeden dzień leżał w szpitalu, bo tak mocno huknął się w głowę o podłogę, że mu aż musieli badania porobić.

Patrycja z trudem powstrzymywała się od śmiechu w końcu powiedziała - jak słyszę to macie w szkole masę ciekawych wydarzeń do omawiania. Wystarcza wam na to przerw? Mamo, w mojej klasie tylko dziesięcioro dzieci miało nierozwiedzionych rodziców. No to teraz jest ich tylko dziewięciu - skonstatował, bo też już jestem dzieckiem rozwodników A ilu jest uczniów w klasie?- spytał Wojtek. Krzyś chwilę pomyślał - chyba trzydziestu dwóch.

Mamo, a co będziemy dziś robić? Jeszcze się nie naradziliśmy z tatą. Wstaw Krzysiu naczynia do zmywarki, tylko bez okruszek, dobrze? To my się teraz z tatą będziemy ubierać i przy okazji się naradzimy co będziemy dziś robić.

W trakcie szykowania się Patrycja powiedziała - pojedźmy do Palmir, na  Cmentarz. Chcę by obaj mieli wbite do głów, że wojna to nie jest okazja do  bohaterskich czynów ale jest to samo zło, śmierć, zagłada. W jakiś sposób zmobilizowały mnie do tego słowa Adama, że można zostać w czasie wojny bohaterem. Byłeś kiedyś w Palmirach? Nie, nie byłem- no to pojedźmy, to miejsce robi wrażenie . Dwa tysiące grobów, jednakowych, prostych, tych, którzy byli tam rozstrzeliwani w latach 1939-1943 przez Niemców. Bo ja zawsze jestem za rozmową a nie za walką i uważam, że oni są w wieku odpowiednim by im to zapadło w pamięć. Wczoraj się dowiedziałam od Krzysia, że wolałby być zbity przez ciebie niż usłyszeć to co mu mówiłeś gdy coś przeskrobał. Okazuje się, że słowa działają lepiej niż lanie. Powiedziałam im tylko, że mają pecha, bo ja też nie biję, ale mówię.

Oczywiście w drodze im wyjaśnię dlaczego jadą  do Palmir.  To świetna ilustracja tego, czym jest wojna. Wczoraj, jak powiedział Krzyś siedzieliśmy na  cmentarzu - to  jego reminiscencja po obejrzeniu zdjęć ruin Starówki w Muzeum. Ale oczywiście chcę byś ty podjął decyzję czy tam pojechać. Wojtek objął ją mocno, przytulił i powiedział - jedźmy.

W drodze Patrycja doznała wielkiego zdziwienia - Adam, piętnastolatek kończący właśnie podstawówkę, piątkowy uczeń, nie miał bladego pojęcia o Palmirach. Co prawda kiedyś "coś słyszał", że w czasie II wojny światowej zginął polski lekkoatleta Janusz Kusociński i że jest "pochowany gdzieś pod Warszawą."

Po odwiedzeniu Cmentarza w Palmirach pojechali jeszcze na skraj Kampinoskiego Parku Narodowego  by powędrować nieco leśnymi ścieżkami. Tam, gdzie droga była szersza szli w czwórkę, trzymając się za ręce, gdy ścieżka była węższa szli parami, a Krzyś stwierdził, że on to by mógł tak wędrować cały dzień, bo to tak miło  iść za rękę na przemian z mamą i tatą. A Wojtek cierpiał i jednocześnie czuł się szczęśliwy - cierpiał, bo zdał sobie sprawę, że przez wiele lat zbyt mało uwagi poświęcał synom spoglądając na nich tak, jakby z ich winy ożenił się z niewłaściwą dla siebie kobietą.  A to nie była ich wina a tylko i wyłącznie jego niezmierna głupota. Jednocześnie przepełniało go szczęście, że teraz ma obok siebie kobietę którą kocha i podziwia, że dzieci ją jak najbardziej zaakceptowały i że w październiku przyjdzie na świat dziecko będące efektem  wzajemnej miłości jego i kobiety, którą kocha.

Ponieważ męska, przeważająca część wycieczki poczuła głód pojechali  na obiad i tym razem "dzidzia" musiała zadowolić się obiadem zjedzonym w restauracji hotelu Bristol.

W czasie obiadu chłopcy odliczali dni do końca roku szkolnego i do końca remontu mieszkania w domku dziadków. Z wielką radością przyjęli do wiadomości informację, że od pierwszego czerwca do końca roku szkolnego  Wojtek z Patrycją będą mieszkać razem z nimi, bo Helena się przeprowadza.

Patrycja przy okazji powiedziała im, by pamiętali o swej "prawdziwej, biologicznej mamie" bo mimo rozwodu z Wojtkiem ona zawsze będzie ich matką, bo oni są wszak mieszanką genów obojga rodziców. A ponadto powiedziała, że jest dumna, że mówią do niej mamo, chociaż żaden z nich nie jest z nią związany genami. A poza tym przypomniała, że ilekroć któryś z nich będzie miał ochotę spotkać się z Heleną to nie ma problemu - zawsze takie spotkanie oni zorganizują. Po wysłuchaniu tej informacji Adam powiedział - przecież nie pojedziemy na spotkanie do Anglii, mogę się założyć o tysiąc złotych, że na pewno wyjedzie do Anglii do pracy, skoro jedzie tam jej najlepsza przyjaciółka. Wojtek usiłował przekonać Adama, że na pewno Helena nie wyjedzie, ale Adam powiedział - tata, ty wiesz swoje a ja swoje.

Chłopcy poprosili Wojtka, by odwiózł ich do Heleny dopiero po kolacji to oni zrobią racuszki na kolację- takie proste, tylko starte kartofle, przyprawy i jajka i 1 łyżka mąki kartoflanej. Okazało się że Krzyś w ramach "robót ręcznych"raz na dwa tygodnie ma zajęcia kulinarne.  Owe racuszki okazały się całkiem smacznym "wynalazkiem". Żegnali się z Patrycją tak, jakby się rozstawali na miesiąc, a Krzyś już w samochodzie powiedział Wojtkowi, że "byłoby fajnie gdyby i w tygodniu mogli się z Patrycją spotkać". Wojtek go pocieszał, że naprawdę niewiele czasu zostało do przeprowadzki do domu, w którym będą mieszkać wszyscy razem.

W środku tygodnia zatelefonował do Patrycji, do pracy, ojciec Wojtka, że już nadeszły kabiny prysznicowe, więc on dziś, teraz-zaraz  jedzie je obejrzeć "na żywo" i ma pytanie, czy któreś z nich może z nim pojechać. Patrycja poprosiła ojca by podjechał po nią do pracy, bo Wojtek jest na jakiejś nasiadówce a ona nie ma kluczyków do jego samochodu ani dowodu rejestracyjnego. Ponieważ nie musiała się nikomu opowiadać pozamykała swoje dokumenty, zatelefonowała do sekretariatu Wojtka z wiadomością, że gdyby pan dyrektor jej szukał, to ona wróci za 2 godziny.

Poczekała koło Instytutu na teścia i pojechali do Pewexu. Kabiny były naprawdę dobrej jakości, teść miał przy sobie odpowiednią ilość gotówki w twardej walucie, posprawdzali dokładnie czy są wszystkie części składowe , teść zapłacił za dwie kabiny, Patrycja  zmusiła teścia do tego by podał jej numer swego konta dolarowego bo jedna z kabin jest przecież dla nich i ona za nią zwróci pieniądze na konto teścia. Teść umówił się z transportem pewexowskim, zamówił też speca od montażu i odwiózł Patrycję via bank do pracy. Idąc do swego pokoju zajrzała do sekretariatu i dowiedziała się, że już pan dyrektor techniczny jej szukał. No to proszę mu przekazać, że już wróciłam, idę właśnie do siebie. W pięć minut później wpadł Wojtek, jak zwykle z pytaniem "co się stało?"- nic, padła odpowiedź - kupiłam w Pewexie kabinę, tata też dla siebie kupił. Kochany, do porodu jeszcze daleko, ciąża jak na wystawę a ty się wciąż denerwujesz- martwi mnie to. No bo cię tak szaleńczo kocham,  zrozum to. No nic, dziś  kupimy dla siebie komórki, muszę mieć z tobą łączność. Wracając z pracy to zrobimy. Dobrze, kochany. A ile jesteśmy tacie  winni?- zaciekawił się Wojtek? Nic, bo nawet o bank zahaczyłam i zrobiłam przelew na taty konto. To ja zrobię teraz przelew na twoje konto. Wojtuniu, ocknij się, jesteśmy razem, kabina jest dla nas, rodzice i ty ponosicie wszystkie, niemałe koszty remontu, wiec uspokój się.O której dziś  wyjdziesz z pracy? O 16,30 i wsiądź  Pat do mojego samochodu na podwórku, dosyć tego ukrywania się. Jutro odbieram papiery z sądu. I pojutrze możemy je składać w USC. Wezmę na pojutrze dzień urlopu, mam jeszcze  zaległe urlopy, stwierdziła  Patrycja. Ja jutro muszę tylko na moment wpaść do ministerstwa i też będę mógł wziąć dzień urlopu pojutrze, stwierdził Wojtek.

Zgodnie z umową o 16,30 Patrycja, mając świadomość że pół biura obserwuje jak zamiast do bramy idzie  do wiaty, zjawiła się przy samochodzie Wojtka. Ku jej zdziwieniu Wojtek już na nią czekał. "Na bramie" podała strażnikowi swoją kartę zegarową z prośbą, by ją "odbił". Strażnik  truchcikiem  pobiegł do zegara i za chwilę przyniósł ją podstemplowaną mówiąc- proszę  panie dyrektorze, gotowe. Gdy tylko wyjechali Patrycja wybuchnęła śmiechem- no popatrz nie tylko stanowisko zmieniłam ale i płeć!

Wojtuś, ty naprawę chcesz nas "zakomórkować"? Tak, chcę mieć z tobą stały kontakt. Będzie ustawiona na wibracje, żeby mi nie dzwoniła gdy jestem na jakimś spotkaniu. A w kieszeni spodni lub w dolnej kieszeni marynarki zawsze wibracje odczuję. Jeśli nie będę mógł rozmawiać wyślę ci sms.  A ja nawet wiem jakiej treści- zawsze będzie na początku "kocham cię"a potem "zadzwonię jak będę mógł"- śmiała się  Patrycja. A jak będą wyglądały sms-y od ciebie ? Kocham cię ciągle, u mnie wszystko dobrze.

                                                                 c.d.n.

 



sobota, 24 kwietnia 2021

To nie takie proste - 9

 Heleno, zaczekaj chwilę, chcę ci jeszcze coś powiedzieć i nie chcę by to była jakaś tajemnica dla Patrycji - rozeszliśmy się, ale jeżeli będzie ci potrzebna jakaś  pomoc, to zawsze możesz się zwrócić  o to do mnie lub do Patrycji - nie chcę byśmy zostali wrogami tylko dlatego, że się rozeszliśmy - jesteś jednak biologiczną matką chłopców i to pozostanie na zawsze, nikt im twoich genów nie usunie.  Pewnie źle się stało, że trafiliśmy na siebie - ja z dość wybujałym temperamentem a ty z minimalnym i tak naprawdę z zerową wiedzą o antykoncepcji. Poza tym wtedy naprawdę nie marzyłem o tym, by zostać ojcem. Szkoda może, że nikt mi nie doradził wtedy bym owszem- uznał dziecko, ale nie żenił się z tobą i tylko płacił alimenty. Zwłaszcza, że wcale cię nie kochałem a ty moje pożądanie wzięłaś za objaw uczucia. Wielu , zwłaszcza  młodych facetów do seksu wcale nie potrzebuje uczucia. U kobiet to też jest częste zjawisko. 

Umówmy się zatem, że do końca miesiąca tu będziesz razem z chłopcami, ja tylko będę tu wpadał , a gdy się przeprowadzisz wtedy tu będę nocował. Gdy się zakończy rok szkolny przeprowadzę się z chłopcami do innego mieszkania, a to będę wynajmował.

Czy chcesz ich wziąć, jak to robiłaś co roku, do Wilgi? Jeśli tak, to kiedy? Oni zaraz po zakończeniu roku szkolnego  jadą na dwa tygodnie na obóz żeglarski, zresztą o tym to chyba wiesz.  Helena pokręciła przecząco głową  - nie mam zamiaru jechać z nimi do Wilgi. Już w zeszłym roku umierali tam z nudów, to miejsce jest dobre, ale dla młodszych dzieci. A tak naprawdę chcę iść na pewien kurs zawodowy, akurat mi to zajmie całe lato. Nie ma sprawy, mam coś innego w zanadrzu stwierdził Wojtek.

A jutro ich gdzieś zabierasz? - spytała Helena.Wojtek spojrzał się pytająco na Patrycję, na co powiedziała - wezmę ich jutro do muzeum, więc tak około 10,00 mógłbyś ich przywieźć. Będziesz miał cały dzień na pracę. Na niedzielę też coś wymyślę byś mógł spokojnie popracować, jeśli nie wszystko  zdążysz zrobić jutro. A jeśli jeden z nich się zgodzi spać na łóżku polowym to mogą przecież u nas przenocować, żeby ich tak nie wozić w kółko. Wojtek zerwał się z krzesła- zaraz się dowiem - i poszedł do pokoju chłopców. Po chwili wrócił śmiejąc się - szkoda, że nie mamy dwóch polowych łóżek. Urządzimy losowanie kto będzie na nim spał. Nie podejrzewałem, że to taka atrakcja. 

No to właściwie jak na razie wszystko omówiliśmy. Dziękuję ci Heleno, że mogliśmy tak szczerze porozmawiać. Zajrzymy tylko na minutkę do chłopców i uciekamy.

Gdy wyszli z mieszkania Wojtek głęboko odetchnął - dobrze mi ten rozwód zrobił. Od razu mi jakoś lżej i nawet mogę na Helenę patrzeć bez odrazy. Wiesz, podejrzewam, że Helenie chyba też to małżeństwo przeszkadzało - stwierdziła  Patrycja. Chyba nie jest fajnie tkwić z kimś z którym nic cię nie łączy poza pretensjami po obu stronach. 

No to wieź mnie do domu, mój ogierze! Muszę cię wykorzystywać dopóki jeszcze można - śmiała się Patrycja. Helena chyba nigdy nie widziała ogiera w akcji, skoro nazwała cię ogierem. A ty widziałaś? - zaciekawił się Wojtek - gdzie widziałaś?  Na wsi, gdy miałam z 10 albo 11 lat. Mieszkałam z ciotką u gospodarza w najprawdziwszym wiejskim obejściu, w Porąbce koło Międzybrodzia.  Tam były dwie chaty, w jednej mieszkał gospodarz z żoną i dziećmi, chyba była ich piątka i miał drugą chatę dla letników.  Wiesz, na wsi to rzecz normalna - krycie krowy lub klaczy. Powiedziałabym zero finezji - ogier tylko obwąchał klaczkę, wyczuł, że jest w rui i był gotowy do akcji. To był dla mnie  bardzo żałosny widok - klacz była uwiązana w małym  boksie, miała zawinięte  bandażem włosy ogona, a ja idiotka pomyślałam,że chora,  ogier jakoś nijak nie mógł trafić i gospodyni praktycznie wsadziła jego przyrodzenie w klacz i po najwyżej minucie było po wszystkim. Przy czymś takim  psi akt płciowy to niemal finezja. Córka gospodarza , starsza ode mnie, miała już 14 lat, poinformowała mnie, że jej ojciec robi to dużo dłużej, nawet  15 minut, a ja się inteligentnie zapytałam, czy z klaczą. Wytłumaczyła mi, że nie z klaczą ale z jej matką, ale kiedyś widziała, że robił to też z ich sąsiadką, u niej w stodole. I że wszyscy mężczyźni tak robią ze swymi kobietami w domu, w łóżku, na leżąco a nie na stojąco. Wojtka omal nie skręciło ze  śmiechu. No to miałaś przeżycie. 

Po powrocie do domu z tych wakacji, które wcale mi się nie podobały bo wciąż chodziłam z dziećmi gospodarzy na jagody albo maliny, opowiedziałam ojcu o tym kryciu klaczy i o tym gospodarzu, który żonę  dłużej krył a i sąsiadkę w stodole pokrywał i była straszna afera, ale mnie przynajmniej wtedy okazjonalnie uświadomiono. A mama z rok z ciotką nie rozmawiała.

A do jakiego muzeum pójdziesz z chłopcami jutro? Do Muzeum Historycznego Warszawy. Podrepczemy sobie po Starówce. Posiedzimy w kawiarni na Rynku Staromiejskim opychając się lodami. Zjedziemy na dół schodami ruchomymi i wrócimy potem nimi na górę, zajrzymy też na Nowe Miasto. Weź pod uwagę, że nie wezmę samochodu, bo jak zauważyłam to dla nich nawet przejażdżka autobusem jest niebywałą atrakcją. Bo albo są wożeni samochodem albo mogą odległość pokonać per pedes. A czy ty się czasem za bardzo nie zmęczysz? Wojtuniu, przecież ja będę chodzić a nie  biegać.  A czy ty kochany zauważyłeś, że już przestałam chodzi w szpilkach? Chodzę w wygodnych, zdrowych dla  ciężarnych kobiet butkach, na miękkiej, ale grubej, elastycznej podeszwie. Poza tym zawsze, jeśli się zmęczę to mogę posiedzieć, bo czego  jak czego, ale kawiarni tam  trochę jest i w razie zmęczenia mogę wrócić z nimi taksówką, bo to też będzie dla nich atrakcja. A samochodu nie wezmę, bo naprawdę ciężko tam znaleźć miejsce do zaparkowania. A ty sobie spokojnie popracujesz, nikt ci nie będzie przeszkadzał telefonami i "panie dyrektorze, ja tylko na minutkę". No nie wiem, zamarudził Wojtek - bardzo mi się źle pracuje  gdy cię nie ma w pobliżu.  No to postaw sobie na biurku moje zdjęcie i będziesz na mnie co jakiś czas zerkać. Jasne, będę się gapił na zdjęcie i będę mieć nieprzyzwoite myśli. A może  ja po was bym przyjechał? I poszlibyśmy gdzieś na obiad? Moglibyśmy zjeść obiad w Bristolu. Ale dla mnie i dzidziusia będzie zdrowiej zjeść w domu, obiad już  mam zrobiony, wystarczy tylko podgrzać. Wojtuniu, ty po prostu popracuj uczciwie w domu w sobotę, tak byś w niedzielę już nie musiał pracować. Bo o ile dobrze pamiętam masz w poniedziałek jakąś nasiadówkę w ministerstwie. Ja się zajmę w sobotę chłopcami a ty pracą. A w niedzielę może sobie popłyniemy statkiem po Wiśle. Albo jeszcze coś innego wymyślę. Możemy też w niedzielę wybrać się do Wilanowa, jestem dziwnie pewna, że tam też jeszcze nie byli. Ty nie miałeś czasu, a Helena pomysłu. A jeśli będzie padać to pójdziemy z nimi do Muzeum  Wojska Polskiego. A teraz to mi się już spać chce, więc mnie szybciutko utul.

Wyprawa na Starówkę była bardzo udana a wizyta w Muzeum Historycznym Warszawy była nawet dla Adama przeżyciem, bowiem w jednym miejscu stał pieniek katowski i gdy przewodnik powiedział do czego  ów pieniek służył Adam szybko się stamtąd oddalił bo miał wrażenie, że za moment zwymiotuje, ale po kilku minutach spędzonych w objęciach Patrycji, która mu tłumaczyła, że to na pewno nie jest autentyczny pieniek z tamtego okresu, uspokoił się. Okazało się też, że wiedzieć a widzieć to nie to samo- chłopcy wiedzieli, że była wojna, że Warszawa była zniszczona, ale dopiero tu dotarło do nich jak bardzo. Patrycja jeszcze  pamiętała bolesne pozostałości wojny i sterczące w różnych miejscach ruiny, ale oni nie widzieli na własne oczy żadnego zrujnowanego domu. Gdy siedzieli na Rynku  w ogródku kawiarnianym i chłopcy pochłaniali ptysie, Adaś rozglądając się dookoła powiedział- aż trudno mi uwierzyć, że ktoś mógł tak zrujnować miasto, że tu wszystko było zburzone. To nawet na zdjęciach wyglądało okropnie, a były to zdjęcia czarno-białe. A Krzyś po chwili z buzią pełną ptysia zauważył - to my tu właściwie siedzimy na cmentarzu. A Adam po chwili stwierdził - to ci wszyscy co się urodzili już po wojnie to właściwie mieli szczęście. Tak Adasiu, masz rację-przyznała Patrycja. Tata też się urodził już po wojnie, ale babcia i dziadek to jeszcze przed wojną - dedukował Krzyś. Pat, a czy jeśli poproszę dziadka to mi coś opowie o tym jak było w czasie wojny? Nie wiem Krzysiu, ale weź pod uwagę, że o bardzo smutnych, tragicznych wydarzeniach wiele osób nie chce mówić, bo to są bolesne wspomnienia. Ale w czasie wojny można zostać bohaterem- powiedział Adam, nawet bardzo młodzi ludzie. Patrycja natychmiast  zgasiła jego zapał- i co ci przyjdzie z tego bohaterstwa gdy zginą twoi najbliżsi a może i ty sam? Wojna jest największym nieszczęściem i wyrazem totalnej głupoty ludzi. 

A tata zawsze bardzo się na nas gniewa gdy się bijemy z Adamem albo z innymi chłopakami zamiast z nimi rozmawiać. I nigdy nas nie bije, ale wielu chłopców dostaje w domu lanie pasem. Ale czasem to bym wolał dostać lanie niż żeby mi to mówił co mówi. No to macie chłopcy pecha -zaśmiała się Patrycja - ja też nie będę was biła, tylko wam tłumaczyła byście zrozumieli dobrze co  zrobiliście źle i dlaczego to co zrobiliście było złe. A mama to na nas strasznie krzyczała, ale nie biła. A mój kolega  z klasy, Wojtek mówił, że jego matka to mocniej go bije pasem niż ojciec. Patrycja przerwała te opowieści mówiąc - skończcie jeść, zapłacimy i pojedziemy ruchomymi schodami na  dół, na trasę W-Z, wrócimy na górę, pójdziemy potem na Nowe Miasto. A byliście już w Zamku Królewskim? Nie, ale coś nam truto, że pójdziemy całą klasą, ale jeszcze nie byliśmy - wyjaśniał Krzyś.  A moja klasa nie poszła na wycieczkę do Zamku za karę, bo się kiedyś obrzucaliśmy w klasie pomidorami i wyświniliśmy ściany - poinformował Patrycję Adam. A potem nasi rodzice mieli sami klasę odmalować, ale nie malowali sami, tylko zrobili składkę i wynajęli malarza. A mnie tata ukarał dodatkowo, bo mi nie dał stałego kieszonkowego, żebym zapamiętał, że nie wolno niszczyć wspólnego mienia. Patrycja słuchała opowieści chłopców a z tyłu głowy przewijała się jedna myśl - muszę szybko uzupełnić swą wiedzę pedagogiczną!

                                                                 c.d.n.




piątek, 23 kwietnia 2021

To nie takie proste - 8

Gdy szli objęci do domu Wojtek powiedział- napędziłaś mi strachu, bałem się, że się źle poczułaś i zniknęłaś w ogrodzie tylko po to, by mamy nie zdenerwować. Kochany, ja nie jestem typem samobójcy lub cierpiętnika- gdyby mi coś dolegało, to bym powiedziała mamie. Po prostu jeszcze nigdy nie widziałam całego ogrodu i chciałam go wreszcie zobaczyć. I dobrze, że zobaczyłam, teraz wiem, że będzie nam się tu dobrze mieszkało. 

Wojtek mocno przytulił Patrycję i wyszeptał jej do ucha - uwielbiam cię, ale mam konkurentów w tej dyscyplinie - dwóch młodych huncwotów. Zrozumiałem to dziś na rozprawie, gdy siedziałaś  pomiędzy nimi. Wysoki sąd w postaci korpulentnej pani sędzi chyba umierał niemal ze zdziwienia. Aż mi się śmiać zachciało. A ja, gdy Krzyś się do mnie przytulił pomyślałam, że ten widok na pewno bardzo zabolał Helenę, przecież jest matką Krzysia.

Wszystkie nieporozumienia pomiędzy rodzicami zawsze uderzają w dzieci. Będziesz musiał teraz więcej się nimi zajmować w taki bardziej serdeczny sposób. I nie dziw się, gdy będę często obejmować i przytulać was troje. Bo teraz to oni i moimi dziećmi są - chciałam jedno, a mam troje. Wojtuś, dotarło do ciebie, tak do środka mózgu, że już masz rozwód? Że właściwie na nowo rozpoczynasz życie? I że masz okazję wyprostowania wszystkiego, co było dotąd pokrzywione?

I - Patrycja na chwilę zamilkła - mam wrażenie, że powinniśmy oboje porozmawiać z Heleną. Trzeba spokojnie i rzeczowo omówić sprawę jej wyprowadzki i może w tym pomóc. Może i nie była idealną matką i marną żoną, ale można powiedzieć, że i ty nie byłeś wzorem ojca. Model "ja tylko zarabiam, a ty się zajmuj resztą" nie jest wcale dobry, jeśli wychowaniem dzieci zajmuje się tylko jedna osoba, a druga żyje zajęta tylko własnym życiem. Wychowywać muszą  oboje, muszą mieć jakiś spójny program kształtowania psychiki dziecka. Pamiętaj, że choć mężczyzna i  kobieta pasują do siebie, to jednak te same problemy inaczej przeżywa mężczyzna a inaczej kobieta i dziecko musi od małego poznawać reakcje obu płci na to samo wydarzenie. Oczywiście, że oboje potępimy jakieś złe zachowanie, ale potem każde z nas użyje nieco innych argumentów. 

Kocham cię Wojtuniu, kocham tę fasolkę w  moim brzuchu, ale  zaczynam przywiązywać się do twoich chłopców i za jakiś czas będą w pełni moimi dziećmi. Zadzwoń do Heleny, może jeszcze dziś z nią byśmy porozmawiali, np. odwożąc chłopców. Oczywiście rozmawialibyśmy nie w ich obecności, no ale tam są wszak 3 pokoje. Dobrze, mój skarbie, zrobimy tak jak mówisz- zgodził się Wojtek.

Po obiedzie, który jak zwykle każdy obiad babciny był  udany i szybko znikał z talerzy, dziadek z dziećmi poszedł do ogrodu, Patrycja usadziła teściową w fotelu a sama zajęła się zmywaniem, postanawiając namówić Wojtka na  zakupienie i zainstalowanie jak najprędzej zmywarki do naczyń. Wojtek "ścigał" telefonicznie Helenę, wściekając się, że ciągle jest u niej zajęty telefon. W końcu, po trzech kwadransach udało mu się do niej dodzwonić i powiedział, że gdy wieczorem przywiezie chłopców to porozmawiają o kilku ważnych sprawach, ale nawet słowem nie wspomniał, że w rozmowie będzie również  brała udział Patrycja.

Gdy już wszystko było pozmywane i ustawione  elegancko na dwóch suszarkach Patrycja  powiedziała- musimy koniecznie kupić zmywarkę do naczyń. Powinniśmy teraz pojechać do najbliższego Pewexu prowadzącego również dział sprzętu gospodarstwa domowego i obejrzeć  zmywarki. Trzeba tylko przepatrzeć, w którym miejscu będzie ją można tu podłączyć. I obejrzymy też pralki. Ja mam na ten sprzęt pieniądze na koncie dolarowym. Wolę kupić w Pewexie niż polować na to wszystko w sklepie AGD.  

No proszę- zaśmiał się Wojtek - jesteś świetną partią do żeniaczki - ładna, zgrabna, mądra a do tego posiadasz  konto w dewizach. Będę musiał uważać, żeby mi ciebie ktoś w międzyczasie nie uwiódł i nie sprzątnął sprzed nosa. Też mam konto dewizowe, po ślubie dam ci upoważnienie na korzystanie z niego. A propos ślubu - zdecydowałaś coś  może w kwestii nazwiska?  Tak, ale nie wiem czy ci się będzie podobał mój wybór - będę miała dwa nazwiska, bo zamierzam nadal pracować  w swoim  zawodzie, a jestem tu znana pod swoim panieńskim nazwiskiem. Nie wezmę całego, trzyletniego urlopu wychowawczego, za bardzo bym wypadła "z obiegu", raczej wrócę do pracy po roku. Ale sam wiesz, że życie zawsze jakoś po swojemu weryfikuje nasze plany.

Wojtuniu, sprawdź, proszę, czy do łazienki na piętrze wejdzie w jakimś rozsądnym miejscu pralka. A jeśli nie wejdzie, to pewnie trzeba będzie zrobić na nią miejsce w piwnicy. Tata mówił, że w piwnicy można zrobić nawet warsztat, że jest doprowadzona woda i energia. To może zamiast warsztatu zrobić tam pralnię z miejscem do suszenia prania? Ale to trzeba wpierw omówić z rodzicami, to ich dom.  Bo prania przy pięcioosobowej rodzinie to będzie jednak sporo.

Pat, gdy mówisz do mnie per "Wojtuniu" mam zaraz ochotę łasić się do ciebie niczym pies. To nie mam tak do ciebie nie mówić? Ależ nie, mów tak, ja ci tylko mówię, co wtedy czuję. Mama tak do mnie mówiła gdy byłem mały, a teraz ty tak mówisz i to mnie jakoś rozbraja, ale jest cudowne.

Wiesz, pomyślałem, że do Pewexu możemy możemy wziąć  chłopaków to dziadkowie chwilę od nich odpoczną. Co o tym myślisz? Co myślę - no jasne, że ich weźmiemy, jeżeli tylko będą chcieli z nami jechać.  Pat, słowo "Pewex" działa na nich niezwykle podniecająco, bo Pewex to są klocki LEGO, to są do obejrzenia i zamówienia sobie u mnie różne inne zabawki, to są ciuszki, które ja potem im przywożę z delegacji, lub zamawiam je za granicą. Do Pewexu to oni zawsze są chętni.  I już  mam na oku dwa  Pewexy- jeden ze sprzętem łazienkowym i drugi z AGD i.....w obu nie ma klocków LEGO, ale o tym oni nie wiedzą. No to będą mocno rozczarowani - stwierdziła Patrycja- nie będą, każemy im wybierać  brodzik, bo mam dobry pomysł na  fajną kabinę prysznicową, chodź skarbie, pokażę ci. Jedna ścianka będzie z luxferów. I zaraz zabrał Patrycję do łazienki i tłumaczył w którym miejscu będzie kabina. A Pat pomyślała, że swą nową sytuację życiową Wojtek już oswoił i zaczyna się w niej odnajdywać.

Do Pewexu zabrali również dziadka, którego po drodze wtajemniczyli w swe plany, a dziadek wszystko zaakceptował. Pralnia i suszarnia w piwnicy - pomysł bardzo dobry, lepszy niż pralka w łazience. No i ta suszarnia w piwnicy to też dobry pomysł, w końcu nie zawsze wszystko może schnąć na dworze z uwagi na pogodę.Kabina prysznicowa - pomysł świetny, łatwiej wejść do kabiny niż do wanny, oni też sobie  zrobią kabinę ale musi w niej być stołek do siedzenia. Zmywarka w kuchni - no jasne, przecież teraz  się rodzina już powiększyła, każdy posiłek już teraz jest dla sześciu osób,  a z czasem będzie dla siedmiu.

W jednym z dwóch odwiedzonych sklepów dowiedzieli się, że najpóźniej za dwa tygodnie  będą w sprzedaży gotowe kabiny prysznicowe, z pełnym wyposażeniem. Dziadek z miejsca "zdeprawował" sprzedawczynię prosząc, by natychmiast do niego zatelefonowała gdy one nadejdą, bo jeśli to będą fajne kabiny to on nawet dwie zakupi i zostawił swoją wizytówkę. Po raz pierwszy Wojtek widział swego ojca w takiej  akcji i wymienili z Patrycją porozumiewawcze spojrzenia a Wojtek szepnął jej do ucha- nie podejrzewałem, że ojciec to taki "pies na baby", on ją regularnie podrywał. A Pat odszepnęła- szkoda, że ty siebie  nie widzisz, gdy tobie  się jakaś babka podoba. A nie zauważyłaś, że odkąd jestem z tobą to mi się żadna nie podoba?  I już w kilka delegacji nie pojechałem, w tym do Francji i Wielkiej Brytanii, aż się naczelny spytał czemu tak siedzę na tyłku i wysyłam innych. Będzie zabawnie gdy się pobierzemy, główny inżynier to pewnie popełni  harakiri z żałości, bo mu się przeogromnie podobasz. Masz na myśli Arka Z.? Toż on żonaty i ze dwadzieścia lat starszy ode mnie! Nie dwadzieścia, tylko dziesięć, tylko jakoś tak staro wygląda. 

Chłopcy dostali od dziadka "metrówkę", kartkę ze sztywną podkładką i długopisem na lince i mieli za zadanie spisać nazwę i typ każdej obejrzanej pralki a ponadto dokładnie ją wymierzyć i zupełnie uszedł ich uwadze fakt, że Patrycja zgarnęła z lady wszystkie prospekty owych urządzeń, które zaraz schowała do swej przepastnej torby.

By umilić dzieciakom fakt, że nie było w tych sklepach klocków Lego pojechali na włoskie  lody i blisko godzinę spędzili w kawiarni. 

Wieczorem  pojechali odwieźć chłopców i  spróbować porozmawiać z Heleną. Po drodze Wojtek kupił w cukierni ciasto czekoladowe z wiśniami, by rozmowa z Heleną miała jakąś milszą oprawę. Po drodze powiedział chłopcom, że mają się sami porządnie wyszykować do spania, bo dorośli mają teraz do omówienia kilka ważnych spraw, które wynikły z racji rozwodu Wojtka i Heleny. O tym, co dorośli ustalą chłopcy dowiedzą się albo już w sobotę albo dopiero w niedzielę. A Patrycja dodała, że wszystko co ustalą będzie zgodne z wyrokiem sądu, a ona ze swej strony nigdy nie będzie  im zabraniała kontaktu z ich matką. I że zaraz po zakończeniu roku szkolnego będą się przeprowadzać do domu dziadków i że najprawdopodobniej tegoroczne wakacje będą nieco inne niż dotąd, ale ma nadzieję, że chłopcy będą zadowoleni. 

Nim Wojtek otworzył drzwi mieszkania mocno przytulił Patrycję, a w jego ślady  poszli chłopcy. Gdy weszli rzuciły im się w oczy stojące w przedpokoju walizki i kilka pudeł. Zamykając za wszystkimi drzwi Wojtek zawołał- jesteśmy, porozmawiamy w moim pokoju. Chłopcy, idźcie do swojego pokoju i zajmijcie się czymś pożytecznym. Jutro sobota, możecie pójść spać nieco później. Tato, a zobaczymy się jutro? No jasne, nigdzie nie  wyjeżdżam, sami na noc na pewno nie zostaniecie. Będzie z wami albo matka albo ja i Pat. Obaj po kolei wpierw cmoknęli w policzek Patrycję, potem Wojtka.

Poszli do pokoju Wojtka, który wyraźnie był jego pokojem do pracy, przystosowanym również i do spania w nim. Funkcję łóżka pełniła rozkładana sofa.  Wojtek usadowił Patrycję w fotelu, jedynym jego zdaniem wygodnym meblu w tym pokoju , wziął ciasto, przepytał się co zrobić dla Pat do picia i wyszedł zamykając za sobą drzwi. Po piętnastu minutach wszedł z tacą, a na której stały dwie szklanki herbaty i jedna filiżanka oraz trzy talerzyki z ciastem, serwetnik. Helena za chwilę przyjdzie, tylko dosuszy włosy suszarką. Nie chciała paradować w lokówkach, chociaż mnie tego widoku nie szczędziła nigdy. Wojtuniu, nie bądź złośliwy, nie każdemu się włosy same kręcą.Wejdź w jej położenie, dzieci nie chcą z nią być, jej się rozpada dotychczasowe życie. A moje kilkanaście lat temu rozpadło się przez jej durnotę, bo myślała, że tabletki, które jej zapisał dermatolog chronią również przed ciążą, bo mają hormony.Wybacz Pat, nie umiem jej tego wszystkiego wybaczyć. Porozmawiamy o tym gdy będziemy sami, muszę to wreszcie z siebie wyrzucić. Dobrze kochany, porozmawiamy, musisz to kiedyś wreszcie zamknąć i nie wracać do tego.

Rozległo się ciche pukanie, zabrzmiało w ciszy wojtkowe "wejść" i do pokoju weszła Helena. Nie wiedziałam, że to będzie rozmowa w trójkę - powiedziała.  No to teraz wiesz głos Wojtka brzmiał bardzo niemiło - musi być w trójkę, bo to co ustalimy dotyczy głównie nas trojga. W tym momencie odezwała się Patrycja - pani Heleno, pomyślałam, że przecież może być pani potrzebna pomoc z naszej strony. Wojtek mi mówił, że swoje mieszkanie pani komuś wynajmuje, więc pewnie jest spisana jakaś umowa na konkretny czas tego wynajmu. Sąd, naprawdę nie wiem na jakiej podstawie, wyznaczył dla pani termin jednego miesiąca na opuszczenie tego mieszkania, bo mieszkanie jest własnością Wojtka, wyłączoną z majątku małżeńskiego. Czy ma pani spisaną z najemcą jakąś umowę? 

Nie, nie mam, tak naprawdę to mogę tam w każdej chwili wrócić, tam też są trzy pokoje, a wynajęłam je mojej dalekiej kuzynce, która jest na studiach. Płaci tylko czynsz i media. A moje rzeczy przewiezie mi pomału chłopak mojej kuzynki, ma samochód. A tak w ogóle to przepraszam, że dziś tak palnęłam o tym, że Wojtek panią zdradzi. Patrycja uśmiechnęła się - każdy z nas ocenia sprawy na podstawie własnych doświadczeń. No tak, temat przeprowadzki mamy jakby zamknięty. Teraz jest kwestia widywania się z chłopcami, ale wpierw chciałabym poruszyć inny temat, ponieważ w pewnym sensie będę teraz na etacie ich  mamy- chciałabym coś więcej o nich wiedzieć- czy mają jakieś uczulenia, na co chorowali, czy mają wszystkie szczepienia, chciałabym dostać całą ich dokumentację- to chyba się teraz nazywa książeczka zdrowia dziecka czy jakoś tak. Tak, każdy ma taką książeczkę. A gdy przestaną tu mieszkać to trzeba ich zarejestrować w poradni "D" tam, gdzie będą  zameldowani. Oni mało chorowali, nie bywali na świetlicy. Szczepienia mają wszystkie te, które dotychczas mieli mieć. Teraz to już chyba tylko przeciwgruźlicze będą, ale to ich powiadomią w szkole, bo wtedy muszą przynieść ze sobą  te książeczki do szkoły i na próby tuberkulinowe pójdą całą klasą.

A co do widywania się z nimi- będę się z nimi widywać tylko wtedy, gdy sami tego zechcą. I wbrew temu co dziś palnęłam sądzę, że będziecie razem, dzieci, pani, Wojtek- szczęśliwi. Przeprowadzać się będę "po kawałku", zostanę tu do ostatniego dnia maja.

                                                                        c.d.n.

To nie takie proste- 7

Prawnik zawiadomił Wojtka o terminie rozprawy osobiście mu wręczając zawiadomienie. Chłopcy mieli być "przesłuchani na okoliczność" tego samego dnia,  po Helenie i Wojtku. Głównie była wypytywana Helena, której w pewnym momencie puściły nerwy i powiedziała:  przymykałam oczy na wszystkie jego zdrady, zachowywał się jak niewyżyty satyr! Wysoki Sąd stwierdził, że nie wie jak się  zachowuje niewyżyty satyr, więc może ona przybliży  sądowi o co chodzi. Chcąc nie chcąc  musiała Helena  wyjaśnić, że nie była zainteresowana seksem i systematycznie odmawiała mężowi współżycia. Przepytano Helenę, skąd ona wie, że mąż ją zdradzał - "no bo mi powiedział, że skoro ja nie chcę to on poszuka seksu poza domem i wychodził z domu". No a pani złapała kiedyś męża na gorącym uczynku? No nie. Czyli tylko pani podejrzewała. A od kiedy państwo zaprzestali współżycia? Helena pogrzebała w pamięci i wyszło jej że tak około 12 lat wcześniej zaczęli sypiać w różnych pokojach i mąż nie egzekwował swoich praw  małżeńskich. A pani nie próbowała namówić męża by jednak ratować związek? 

Wysoki Sąd chyba dawno nie miał tak dziwnego przypadku, coś do siebie szeptali, w końcu podziękowali Helenie i poproszono Wojtka, który powiedział, że ożenił się z Heleną bo zaszła z nim w ciążę. I ożenił się nie z miłości, ale dla przyzwoitości, by nie robić wstydu dziewczynie, bo była z niedużego miasteczka, gdzie się wszyscy znali. W półtora roku później był uprzejma uszkodzić prezerwatywę i zaszła po raz drugi, a po urodzeniu drugiego dziecka przyznała się do tego, że uszkodziła prezerwatywę. Ponieważ dzieci były małe, nie  składał wcześniej pozwu rozwodowego i nie ukrywa, że utrzymywał związki poza małżeńskie a ze ślubną żoną nie współżył. Od pewnego czasu żyje stale z jedną partnerką i obecnie ona spodziewa się dziecka, kochają się i chcą stworzyć rodzinę. Adwokat Wojtka podsunął Wysokiemu Sądowi zaświadczenie o tym, że pani XY jest  aktualnie w 16 tygodniu ciąży. Wezwana Patrycja zeznała, że owszem jest aktualnie w 16 tygodniu ciąży, a sprawcą ciąży jest pan Wojciech L., z którym współżyje od roku i z którym chcą razem stworzyć rodzinę. Pytana, czy wie, że jej partner ma dzieci powiedziała, że wie o tym i nawet zna osobiście te dzieci- mili i mądrzy chłopcy.  Na korytarzu czekali rodzice Wojtka z  chłopcami- wpierw poproszono Adama- dziecię było odsztafirowane i straszliwie poważne. Zapytany o to, czy wie, że to sprawa rozwodowa powiedział, że oczywiście wie a na pytanie z którym z rodziców zamieszka jeśli nastąpi rozwód bez chwili namysłu powiedział - chcę mieszkać z ojcem i jego partnerką. Potem wezwano Krzysia, który również błyszczał i lśnił czystością i tak samo jak Adam stwierdził, że on chce mieszkać z ojcem i panią Patrycją, która będzie  żoną taty. 

Adwokat od razu uregulował sprawy mieszkaniowe, z których wynikało, że Helena ma opuścić mieszkanie należące do Wojtka i wprowadzić się z powrotem do swojego mieszkania. I ma to załatwić w ciągu miesiąca. Oczywiście  po zbadaniu wszystkich za i przeciw  sąd orzekł ustanie małżeństwa Heleny i Wojciecha L., a dzieci, synowie Adam i Krzysztof będą mieszkać ze swym ojcem, bo taką wyrazili wolę. Pozostała kwestia alimentacyjna - skoro dzieci przechodzą pod opiekę całkowitą ojca, alimenty będzie płacić Helena, która pracowała gdzieś na połówce etatu, więc aby podołać zasądzonym alimentom  będzie musiała podjąć pracę na całym etacie. Sąd nie pozbawił Heleny praw rodzicielskich, może -jeśli będzie chciała - odwiedzać dzieci. Obaj chłopcy siedzieli po obu stronach Patrycji, a Krzyś oparł swą łepetynkę na jej ramieniu.  Wysoki  Sąd doznał na ten widok lekkiego wytrzeszczu oczu.

Gdy "strony" opuściły salę Helena podeszła do Patrycji i powiedziała : mam nadzieję że panią też ten ogier będzie zdradzał. A Patrycja ze słodkim uśmiechem powiedziała - ale to już nie będzie wtedy pani zmartwienie, co właściwie powinno panią cieszyć. Do Heleny podszedł Wojtek i zapytał się którego dnia ona się wyprowadzi, bo on chce przy tym być. I niech już teraz odda swoje zapasowe klucze Adasiowi.

Zarówno Wojtek jak i Patrycja spodziewali się dużo dłuższej rozprawy a wszystko zakończyło się jakoś szalenie szybko. Dziadek twierdził, że to zasługa talentu pisarskiego Wojtka, który w sposób wielce dokładny i rzeczowy opisał rzecz całą. Drugi powód - Helena nie protestowała, chyba też już miała dość tego w sumie dziwnego związku.

Adam wręczył ojcu adresy i telefony szkół podstawowych i ponad podstawowych w okolicy domu dziadków, a ponieważ Wojtek wziął jeden dzień zaległego urlopu (zaległymi urlopami mógłby spokojnie obdzielić z tuzin osób) postanowił dziś podjechać tam i być może zapisać dzieci do szkół, bo zaraz po  zakończeniu roku szkolnego będą się   mogli przeprowadzić do domu rodziców. No i trzeba będzie wziąć ślub. Dokumenty rozwodowe będą  do odebrania za 2 tygodnie. W drodze Patrycja była bardzo zamyślona, co zwróciło uwagę Wojtka. Pat, dobrze się czujesz? Tak dobrze, ale dotarło do  mnie, że trzeba szybko kilka spraw omówić i zorganizować. Podjedźmy do tej podstawówki  i zapiszesz  Krzysia. Co do liceum Adama - czy omawiałeś z nim już jaki on chce profil? On chyba nie ma zacięcia do przedmiotów ścisłych, trzeba sprawdzić wpierw jakie są te licea w okolicy. No właściwie to masz rację. Ale to nie wszystko - ciągnęła Patrycja - trzeba się zastanowić jak się zorganizować do końca roku szkolnego no i co z wakacjami. Ustalałeś coś z Heleną w kwestii wakacji? Nie, to jest zawsze improwizacja. Gdy podjechali pod dom rodziców Wojtka dziadkowie już wysiadali wraz z chłopcami  z samochodu. Dziadek podszedł do Wojtka i powiedział - jeśli idzie o tę podstawówkę obok to ja mogę tam zapisać Krzysia sam, bo dyrektor to mój znajomy. Albo jak chcesz to możesz też pójść. Też pójdę - stwierdził Wojtek. Pat, przepytaj Adasia co do tego profilu, dobrze? Wiem, że to zrobisz znacznie lepiej niż ja. Patrycja tylko kiwnęła głową. 

Poszła do domu za  teściową i Adamem. Wpierw poszła do kuchni i wzięła dla siebie wodę i powiedziała - Adasiu, muszę z tobą porozmawiać o pewnej ważnej sprawie, chodź, pójdziemy do  pokoju. A co się stało? -Adaś był lekko przestraszony. Nic się nie stało, ale kończysz ósmą klasę i musisz wybrać jakieś liceum. Czy już myślałeś o tym do jakiego liceum chciałbyś iść? Bo teraz jest nawet sporo różnych profili. 

Adaś chwilę milczał, w końcu powiedział- większość tych profili to tylko jest na papierze. Ale nie chciałbym pójść do takiego,  o profilu matematyczno-fizycznym, cyferki budzą we mnie  złe emocje. Najchętniej poszedłbym do zwykłego, ogólnego liceum, bez żadnego profilu i możliwie jak najbliżej domu. Nie mam zielonego pojęcia co bym chciał w przyszłości studiować, no ale może przez cztery lata coś wymyślę, na jakiś pomysł wpadnę. 

Adasiu, ja cię rozumiem, mogę cię tylko pocieszyć, że niewiele dzieci nawet kończąc liceum wie na jaki ma iść kierunek. Często też postudiują coś przez rok lub dwa i zmieniają kierunek studiów. Ukierunkowanych talentem osób też nie jest wiele. I proszę cię, nie zadręczaj się tym, że jeszcze nie masz pomysłu na to, co chciałbyś w życiu robić. Ja to bardzo dobrze rozumiem i ręczę ci, że tata też to rozumie. 

Pat, nie jestem pewny, czy tata to rozumie, wścieka się gdy ja czegoś nie mogę zrozumieć z fizyki. No to będziesz z tym przychodził do mnie a nie do taty. A jeśli czegoś nie rozumiesz to pewnie dlatego, że masz jakieś braki z poprzednich lat, czyli ktoś ci czegoś wcześniej nie wytłumaczył, albo chorowałeś, nie byłeś w szkole a potem tego nie uzupełniłeś. No więc umawiamy się, że  jak ci coś nie będzie wchodziło do głowy to ja ci pomogę w tym, żeby weszło. Jeśli wiesz, że coś ci sprawia trudność teraz to też mi możesz przecież powiedzieć. Pat, ale ty jesteś w ciąży i masz się nie męczyć, tak tata mówił. No przecież nie będę cię dźwigać i nosić na rękach tylko ci coś tłumaczyć. Wydawanie z siebie głosu i myślenie mnie nie męczy. Nie licz na to, że będę  śpiewać, będę tylko mówić.

Adasiu, a masz jakiś pomysł na wakacje? Jak wyglądały dotąd wasze wakacje? Możesz mi powiedzieć? Tak sobie wyglądały- na ogół w sierpniu wyjeżdżamy z dziadkami nad morze do Krynicy Morskiej na trzy tygodnie, wracamy tydzień przed rozpoczęciem roku szkolnego. W lipcu to jeździliśmy z mamą na dwa tygodnie do Wilgi , a w tym roku  mamy sami pojechać na obóz żeglarski nad Zalewem Zegrzyńskim. A z tatą  gdzieś jeździliście?  Nie, bo tata mówił że nie może wziąć urlopu. Patrycja miała ochotę powiedzieć kilka brzydkich słów, ale powiedziała tylko - no to mamy przed sobą równanie z kilkoma niewiadomymi.  No i w to wszystko trzeba jeszcze gdzieś wsadzić nasz ślub.Powiedz mi tylko  - i niech ta rozmowa zostanie  między nami - a ze mną byście gdzieś pojechali i nie sprawiali mi kłopotu? Bo ja nie mam doświadczenia w opiece nad nieletnimi. No jasne, że będziemy się zachowywać dobrze i kulturalnie i będziemy robić tylko to, co nam pozwolisz.  Pat, tata i my bardzo cię kochamy. Przy tobie to tata się zmienił, można z nim normalnie porozmawiać. Tylko niech to też zostanie między nami- wyszeptał Adaś. No jasne- zapewniła go Patrycja. Adaś, idź się zapytać  babci, czy nie trzeba jej w czymś pomóc, proszę. Adaś wrócił za 3 minuty i powiedział -będę teraz kartofle obierał, a babcia się pyta czy nie chcesz czegoś zjeść. Nie, nie nie chce mi się jeść. To ty idź obierać kartofle a ja będę myśleć.

Patrycja postanowiła trochę pospacerować  i wyszła do ogrodu. Przechodząc obok kuchennego okna zawołała- jestem w ogrodzie, a teściowa jej pomachała ręką. No tak- myślała-znam i nie znam Wojtka jednocześnie. To taki typ, że jak kocha to góry przeniesie, ale gdy się mu podpadnie to nie ma  zmiłuj. On chyba w równym stopniu nienawidził siebie i Heleny. Ale faktycznie teraz się zmienił. Ciekawe jak szybko odtaje do końca gdy w pełni sobie uświadomi, że już ma rozwód, że Helena to czas przeszły. Fajny ten Adaś, kopia Wojtka w sensie urody i też w dużym stopniu charakteru. Zachciało  mi się dziecka- jednego - to mam od razu troje. Trzeba w tych dniach przemyśleć sprawy urlopu. I muszę mu zwrócić uwagę na to, że musi być żywym, a nie teoretycznym przykładem dla chłopców. Właściwie  to mi żal Heleny, ofiara własnej głupoty i środowiska, z którego pochodzi. Nawet nie wiem gdzie się oni poznali. Może przyjechała do pracy w Warszawie? A może któreś z rodziców? 

Na końcu ogrodu w jednym narożniku rosła stara, rozłożysta lipa, przy jej pniu  stał stół i dwie ławki. Patrycja usiadła na ławce i oparła się o pień drzewa. Było cicho, można było pomyśleć, że miasto zostało gdzieś bardzo, bardzo daleko. Patrzyła w górę i myślała, że za miesiąc lub półtora lipa cała obsypie się pachnącymi słodko drobnymi  kwiatami. Lubiła zapach lip. Wojtek ma naprawdę dobrych rodziców- przyjęli mnie tak, jakby znali mnie od lat. Mam wyrzuty sumienia, że zwalimy im się tu na głowę. Muszę dziś zmusić Wojtka do pomyślenia o kilku sprawach. Sprawa opieki nad chłopcami do końca roku szkolnego. Dopóki jest tam Helena to pół biedy, ale potem to Wojtek będzie musiał tam nocować. Szkoła jest na ogół do 25 czerwca. Oni nie są przyzwyczajeni do chodzenia z kluczem na szyi, gdy wracali to w domu była Helena. Zaraz - ona swoje mieszkanie komuś wynajmuje, więc nie wiadomo do kiedy ma z tym kimś umowę podpisaną. Chyba trzeba od tego zacząć. Będzie mi się tu dobrze mieszkało. Zwolnienie mi się kończy. Przeraża mnie myśl o porodzie. Dobrze, że to prywatna klinika. 

Patrycja otworzyła oczy i -trzy kroki od niej stał Wojtek, a za nim obaj chłopcy. Dobrze się czujesz? Adaś powiedział, że jesteś w ogrodzie, więc poszliśmy cię szukać. Myślałem, że zasnęłaś i nie chcieliśmy cię budzić. Wojtek podszedł i zgarnął Pat z ławki. Nie spałam Wojtuniu, mam zbyt dużo spraw do przemyślenia, musimy kilka równań z wieloma niewiadomymi rozwiązać. A coś jest nie tak? No właśnie dlatego, że jest tak jak chcieliśmy jest dużo spraw do omówienia i przemyślenia. A jak ze szkołą  Krzysia, mówcie! O, to - to pestka, załatwione, zapisany do klasy siódmej A. Ale byliśmy też w liceum, jest trochę dalej, jeden przystanek autobusowy. To zupełnie zwyczajne liceum, bez żadnego profilu i jeszcze  są miejsca. Bardzo miły dyrektor, można jutro składać papiery. Gdy będziemy wracać do domu  przejedziemy koło niego. A teraz chodź do domu, mama czeka z obiadem.Chłopcy, lećcie powiedzieć  babci, że znaleźliśmy Pat i już idziemy.

                                                                   c.d.n.



czwartek, 22 kwietnia 2021

To nie takie proste -6

 Badanie USG i wyniki  wykonanych analiz wykazały, że wszystko z Patrycją  i z dzieckiem jest w porządku. Troszkę się lekarz pośmiał z Wojtka, który nie mógł się nadziwić, że po Patrycji "nie widać wcale, że jest w ciąży." No i bardzo dobrze  - pochwalił Patrycję lekarz - kobieta powinna przybrać na wadze nie więcej niż 8 kg- czyli waga  dziecka + waga wód płodowych. Widać  pana żona odżywia się prawidłowo, nie je więcej z okazji ciąży, chodzi na spacery, jej gospodarka hormonalna jest jak widać bez zarzutu, ma prawidłowe spalanie. Tak na moje oko, to dopiero w 7 miesiącu wszyscy zobaczą ciążowy brzuszek. A wybrała już pani szpital, w którym chce  pani rodzić? Patrycja uśmiechnęła się - będę rodzić w prywatnej klinice, w tej, w której pan pracuje. Jestem przyszłą synową pani Antoniny L., to ona mnie do pana skierowała i podobno już zarezerwowała tam dla mnie miejsce. Pan doktor wyciągnął z szuflady jakiś notes i zajrzał - nooo, załapałem, mam tu wpisane dwa nazwiska, czyli pani i pana. Jedyne co mogę teraz państwu życzyć to  spokojnego i szybkiego rozwodu ojca dziecka. A pan ma dzieci z poprzedniego związku? 

Tak, dwóch już dużych chłopców, 15 i 13 lat. I będą po rozwodzie mieszkać z nami, jak na razie tak wybrali. A sprawa w sądzie będzie za 2 tygodnie i zobaczymy czy to samo powiedzą w sądzie. A oni wiedzą, że będą mieli rodzeństwo? Już wiedzą, zaakceptowali. I nawet pogodzili się z faktem, że płeć dziecka poznają dopiero gdy się ono urodzi. No my poznamy po połowie ciąży, przy następnym USG - oczywiście jeśli będą chcieli państwo  poznać płeć dziecka jeszcze przed rozwiązaniem. Bo jedni chcą, a inni nie- wyjaśniał lekarz. 

Z tego co pan mówi, wynika, że chłopcy chyba bardzo lubią panią, pani Patrycjo. Wojtek ciężko westchnął - niestety tak i co Patrycja powie jest święte - gorzej, bo dla mnie też. Ależ to jest świetny układ, chyba lepiej dla pana, że oni bez problemu zaakceptowali pana wybór. Wygląda  na to, że ominą państwa różne kłopoty, które z reguły trafiają się ludziom, gdy następuje  zmiana partnera życiowego w związku w którym są już dzieci.

A więc proszę nadal się tak samo odżywiać, chodzić na spacery, unikać zdenerwowania i koniecznie się wysypiać.  I unikać przeludnionych, zamkniętych pomieszczeń, np. sal kinowych o zerowej wentylacji. A gdyby coś pani dolegało, nawet spoza sfery ciąży - proszę natychmiast do mnie  dzwonić, na ten numer- i podał Wojtkowi wizytówkę. I proszę koniecznie pozdrowić panią Antoninę - swój pierwszy poród odbierałem w jej asyście - byłem pół żywy ze strachu, a ona dodawała mi odwagi. Ja ze strachu nie odróżniałem swej lewej ręki od prawej. Ale teraz już odróżniam - dodał śmiejąc się.

Wracali od lekarza oboje radośni, a Patrycja śmiała się, że nareszcie Wojtek przestanie się martwić, że nie widać po niej ciąży. A wiesz, że już  3/4  instytutu wie, że jesteśmy parą? Wystarczyło, że kilka razy z rzędu dowiozłeś mnie  do pracy. Ludzie to mają oczy dookoła głowy.Ja tu z nikim, poza tobą, nie mam kontaktów prywatnych i na ten temat nie rozmawiałam, ale ostatnio gdy byłeś cały dzień poza instytutem  Paweł P. zapytał się mnie, czy może wiem, gdzie jesteś. Odesłałam go do twojej sekretarki. A to ciekawe - zdziwił się Wojtek. Ale nie wykluczone, że to robota Heleny, ona się przyjaźniła z którąś z babek z rachuby płac.  A to straszne plotkary są. Nie mam pojęcia z kim się ona przyjaźniła lub przyjaźni nadal. Zresztą nigdy mnie to nie obchodziło. A gdy otrzymam rozwód  i się pobierzemy to przecież wszyscy będą o tym wiedzieć, kadrówki już o to zadbają. Ja to jestem dumny z tego, że jestem z tobą, to mi pochlebia. Niech mi inni zazdroszczą. 

Taaak, a ja wychodzę na dziwkę, która uwiodła żonatego faceta. No ale mnie to wcale nie boli. Po urlopie macierzyńskim będę pracować już gdzie indziej. Czy wiesz, że twój tata proponował mi bym pracowała na Politechnice? I kto wie, czy to nie jest dobry pomysł. No pewnie, że dobry pomysł, brawa dla mego taty, tylko dlaczego mi o tym słowem nie wspomniał?  No bo ostatnio tata żyje  remontem a mama robieniem sweterków i kocyków dla maleństwa. A ja nawet nie zajrzałam do żadnego ze sklepów z dziecięcymi akcesoriami. Pewnie będę kiepską mamą dla niemowlaka. 

Dla dziecka to ja przywiozę całą wyprawkę z zagranicy, stwierdził Wojtek. A dla chłopców też przywoziłeś? Nie, wydaje mi się, że Helena to chyba jeszcze jako dziewica, nim zaszła w ciążę  i nim się pobraliśmy  już kupowała wyprawkę. Ja to im tylko zabawki przywoziłem. Byłem i kiepskim mężem i kiepskim ojcem. Chyba jednak nie tak bardzo kiepskim, skoro chłopcy chcą mieszkać z tobą a nie z Heleną. Wojtek roześmiał się - im nie idzie o mieszkanie  ze mną, ale z tobą. Oczarowałaś ich obu,  bo traktujesz ich poważnie. Długo myślałem nad tym - nie karcisz ich, nie wyśmiewasz,  nie krzyczysz, formułujesz swoje wypowiedzi jasno i wszystko rozumieją. Odkąd jestem z tobą uważam na to co do nich i przy nich mówię. A czasami to mam ochotę walnąć, zwłaszcza młodszego, bo często przeciąga strunę.  

No to z nim porozmawiaj kiedyś o tym, co ci się w nim nie podoba, potraktuj go tak jakby i on miał 15 lat. To bardzo często skutkuje. Spokojna i poważna w tonie rozmowa czyni cuda. A gdy się urodzi nasze maleństwo będziesz musiał okazywać im obu sporo czułości i troski, żeby nie czuli zazdrości i nie czuli się w pewien sposób odrzuceni. I przytulaj ich często nawet gdy ci powiedzą, że już nie są małymi dziećmi. Ja też ich będę przytulała. Pat, a skąd ty to wszystko wiesz? A z książek Wojtusiu, z książek, stoją u mnie na regale. Przecież nie rodzimy się ze wszystkimi  mądrościami życiowymi ani z wszczepionymi  "płytkami wiedzy". Część tych książek służyła jeszcze moim rodzicom. Nigdy nie  byłam w domu bita, ani odsyłana do kąta za karę. I nauczyli mnie rodzice bym nie bała się mówić o tym co zbroiłam. Ale uczyli mnie bym   zawsze pomyślała nim coś zrobię. Największą dla mnie karą to były słowa taty, że go zawiodłam, bo nie pomyślałam o skutkach tego co robię. Czasem mi bardzo rodziców brakuje, choć już jestem przecież dorosła. 

Co się odwlecze to nie uciecze i w myśl starego przysłowia wycieczka z chłopcami do Kazimierza doszła do skutku. Patrycja przezornie zapakowała do bagażnika leżak turystyczny dla siebie, by posiedzieć na nim gdy "jej mężczyźni" pójdą na Górę Trzech Krzyży, na której ona już była tyle razy, że kolejny raz już nie miała ochoty na nią  dreptać.  Do Kościoła Farnego też nie poszła. Sama sobie pogratulowała, że wyposażyła towarzystwo w  książeczkę o Kazimierzu - bracia  ją sobie wyrywali z ręki, raz jeden a raz drugi wcielał się w rolę  przewodnika po Kazimierzu. Przy studni na kazimierskim rynku pozowała do zdjęć z każdym swych mężczyzn oddzielnie, a potem Wojtek poprosił kogoś z turystów o zrobienie  wspólnego zdjęcia całej czwórce. Rok później to właśnie zdjęcie było w albumie zrobionym przez Krzysia i miało podpis : "Z tatą i mamą na Rynku Kazimierza" i zawsze ten podpis, nieco koślawy, bardzo i Patrycję i Wojtka wzruszał. W piekarni trzeba było zakupić dwa koguty, bo jeden miał zawisnąć koniecznie w kuchni Patrycji, a  drugi  został przeznaczony dla dziadków.  Z Kazimierza pojechali na obiad do Nałęczowa, bo niestety wszędzie w Kazimierzu był tłok , a Wojtek przypomniał sobie, że przecież  Patrycja ma unikać zatłoczonych, zamkniętych miejsc. W Warszawie zajechali jeszcze do rodziców Wojtka, by im zostawić kazimierskiego koguta. Dziadek od razu pokazał chłopcom jak przebiegają prace remontowe i przepytał obu z tematu :"byłem w Kazimierzu i widziałem...", a babcia przepytywała Patrycję o wyniki badań, o to co  lekarz powiedział i w jakim kolorze uszyć zasłonki do okna na które będzie ze swego łóżeczka spoglądać  maleństwo. Wojtek, którego szalenie to rozśmieszyło powiedział- mama, ponieważ nie wiadomo jakiej płci będzie dziecko to najlepiej uszyć w kolorze bladozielonym albo z materiału w różowo- niebieską kratkę. A Patrycja poprosiła by na razie nic jeszcze nie szyć, bo te okna mają typowe wymiary i po prostu oni  kupią coś gotowego - szkoda marnować energii na szukanie materiału  a potem szycie. Poza tym głupio będzie gdy okna w sypialni będą miały różne  zasłony. No właśnie, właśnie szybko podchwycił temat dziadek- mówiłem Antosi, że to kiepski pomysł. Jak się potem zrobi dla dzieciny oddzielny pokój to się je wtedy zmieni, a może i nie.

Chłopcom podobało się, że każdy będzie miał swój własny pokój i że cała "piątka" będzie mieszkać na jednym poziomie. Oczywiście musieli również wysłuchać od dziadka, że gdy już zamieszkają będzie, obowiązek utrzymywania porządku w pokoju oraz  w swoich szafach i komodach bo przecież już nie są małymi dziećmi.Wojtek przypomniał Adamowi, że miał wyszukać adresy i telefony szkół w pobliżu domu dziadków, a jeśli nie wyszuka, to będzie musiał jeździć w drugi koniec miasta do szkoły i wstawać o 6 rano. Tatusiu, ja już zacząłem wypisywać, ale jeszcze mi jest potrzebny plan Warszawy do tego. W kilka minut później dziadek wręczył mu plan Warszawy. Wojtek zatelefonował do "jeszcze  żony", że dzieci dostarczy przed  godziną dwudziestą, bo teraz są u jego rodziców i zaraz będą jeść kolację. Tak wcześnie? zdziwiła się Helena. Tak, normalni ludzie  jedzą kolację tak wcześnie a nie 15 minut przed pójściem spać- niemal odwarknął Wojtek.

Gdy się żegnali już po kolacji  wszyscy dostali  pojemniczki z ogrodowymi malinami, a chłopcy dodatkowo biszkoptowe ciasteczka z kremem  czekoladowym.

W domu, tuląc się do Patrycji Wojtek powiedział - jestem szczęśliwy i nieszczęśliwy jednocześnie, że będą z nami chłopcy. Wolałbym byśmy mieszkali bez nich. Wojtusiu, ty chyba zgłupiałeś, a przecież nie jesteś chronicznie niedopieszczony. Co cię ugryzło? Masz niepowtarzalną okazję przerobienia chłopców na swój wzór i podobieństwo. Korzystaj z tego, że ty i ja tworzymy zgrany tandem. I nim będziemy z nimi w jednym domu ustalimy sobie czego będziemy od nich wymagać, co w nich chwalić a co ganić. Bo gdy maluszek przestanie być zawiniątkiem o walorach czysto fizjologicznych będzie podlegać tym samym prawom co chłopcy. Pomyśl o tym. 

A wiesz, że będę cię tak gdzieś od 20 tygodnia ciąży wykorzystywać do podsłuchiwania, czy maleństwo już się porusza? I będziemy musieli zapisać datę tego faktu. A potem zapiszemy datę gdy ja odczuję pierwsze ruchy dziecka. Zabawne, jestem w ciąży i ciągle jeszcze mam "niezdrowe zachcianki". I pomyśl jak dobrze, że jest wszystko w porządku i możemy swobodnie z tego korzystać. I to niemal do samego końca. Nie wierzyłam w to, gdy mówiła mi o tym Danka i pytałam się o to lekarza  na pierwszej wizycie i on to potwierdził.

                                                                          c.d.n.


środa, 21 kwietnia 2021

To nie takie proste -5

 Grunt to powiedzieć małolatom, że mogą  jechać lub nie jechać na wycieczkę - w sobotnie popołudnie Adam i Krzyś wydzwaniali do Wojtka by się dowiedzieć o której godzinie w niedzielę rano mają być gotowi do drogi. Wyczytali  w Przewodniku, że w niedzielę odbywają się koncerty i Adaś orzekł, że skoro tam będzie koncert, to muszą być porządnie ubrani. Ponieważ matka im powiedziała, że wystarczą na tę okoliczność czyste spodnie i czyste koszule oraz paznokcie "bez żałoby," postanowili sprawdzić prawdziwość tego twierdzenia u ojca. Mało tego, Krzyś dociekał, czy Patrycja też tak uważa. Wojtek, który sobotnie popołudnie musiał poświęcić na przeczytanie pewnych ważnych dokumentów stwierdził w końcu, że najlepiej będzie gdy chłopcy porozmawiają na ten temat z Patrycją i dusząc się  ze  śmiechu przyniósł słuchawkę Patrycji. 

Patrycja potwierdziła, że ich mama ma rację, te spodnie to mogą być również  dżinsy, byle czyste i nie  z dziurami, koszula może być z krótkim rękawem ale nie  wygnieciona i nie poplamiona, mogą być adidasy, oczywiście nie z błotem z boiska, czyste buzie, ręce i szyje a włosy zaprzyjaźnione z grzebieniem lub szczotką. Gdy odniosła słuchawkę na miejsce powiedziała - oni mnie chyba szybko znienawidzą powiedziałam, że mają mieć  czyste ręce, buzię i szyję oraz adidasy bez błota.

Wojtek śmiał się - no mają dzieciaki pecha, zakochałem się w Pani Porządnickiej! Ale podejrzewam, że to ich wcale nie zrazi do tego by z nami mieszkać. Widocznie uznali, że skoro ja cię kocham to i oni powinni.

Ale skoro już tu jesteś, to usiądź na moich kolanach i poczytaj ze mną, bo będę to omawiał w poniedziałek na naradzie, ale chcę to wpierw trochę z tobą przestudiować.    Szczerze mówiąc, to nie wiem jak ja będę pracował gdy ty będziesz na urlopie macierzyńskim  - albo będę  wciąż siedział  w domu albo zrobię jakiś pokój w pracy dla ciebie i dziecka. Jestem chyba uzależniony od twej  obecności.

Patrycja śmiała się -poczekaj, poczekaj, przyjdą takie dni,  że będziesz uciekał z domu  od płaczu dziecka.  No to się mylisz - to jest pierwsze dziecko które naprawdę chciałem i chcę.Nie mogę się wręcz doczekać, by już je trzymać w objęciach razem z tobą. I nie myśl, że będziesz z dzieckiem w oddzielnym pokoju, ono będzie spało obok naszego łóżka. 

No fajnie to wymyśliłeś - już widzę jak na naradzie ziewasz i nie za bardzo wiesz o czym mówią. Od razu przypomina mi się Budapeszt po naszej pierwszej i drugiej nocy- byłeś półprzytomny z niewyspania, wątpię czy wiedziałeś dokładnie co podpisujesz. Wiedziałem, chociaż cały czas miałem przed oczami ciebie golutką. Poza tym nie da się ukryć, że zaspokojenie kobiety a przewinięcie niemowlaka wielce różnią się od siebie pod względem wydatkowania energii. A często wstawałeś do chłopców w nocy? Może z raz, bardzo szybko mieliśmy różne  sypialnie. Gdy się urodził Krzyś to Adam spał w moim pokoju, żeby go nie budził płacz małego. Ale Adam z reguły spał jak zarżnięty. Czasem się budził nad ranem i wędrował do mojego łóżka. Przytulił się i dalej spał.

Wojtuś, a mogę ci zadać zapewne dość kłopotliwe dla ciebie pytanie? A właściwie kilka pytań. Możesz, ale nie wiem czy prawda ci się spodoba- bo powiem prawdę. Kochałeś Helenę? Wydawało mi się, że tak, ale gdyby zaraz po pierwszym razie nie zaszła to bym się nie ożenił.Ożeniłem się bo tak wypadało. A drugie dziecko jest bo chciała mieć dwoje w krótkim odstępie czasu i jakimś cudem prezerwatywa była "wadliwa", o co się usilnie postarała, do czego się po urodzeniu dziecka przyznała. To tyle w kwestii moich uczuć do Heleny. Pytaj dalej. A mnie też będziesz zdradzał tak jak ją? Nie nie będę, kocham cię tak, że gdyby trzeba było poświęciłbym dla ciebie bez  chwili namysłu własne życie. I nic tego uczucia do ciebie nie zmieni. Kocham nie tylko każdy skrawek twego ciała, kocham wszystko co z tobą jest związane, jesteś dla mnie całym światem.I kocham tę rosnącą w twoim wnętrzu fasolkę też, niezależnie od tego jakiej będzie płci. Szkoda, że nie mieszkamy w Japonii, tam imię Fasolka przeszłoby pewnie bez wrażenia - śmiała się Patrycja.

Po niemal trzech godzinach poświęconych sprawom służbowym Wojtek stwierdził, że Patrycja musi przecież wyjść  na spacer, więc pojechali do pobliskiego lasu.

Niedzielna wycieczka z chłopcami do Żelazowej Woli była bardzo udana, chłopcy przejęci, wypucowani, Adam z Przewodnikiem po Polsce pod pachą. Ponieważ koncert się chłopcom podobał Patrycja obiecała im, że zabiorą ich do opery na spektakl dla nich odpowiedni i do filharmonii na koncert. Gdy powiedzieli, że jeszcze nigdy nie byli ani w operze ani w filharmonii Patrycja tak się spojrzała na Wojtka, że omal nie  wpadł pod ławkę obok której właśnie przechodzili. Przepytała chłopców czy i jaką muzykę słuchają i poczuła się z lekka jakby była na ugorze, na którym chce uprawiać winorośl.

Gdy wracali z Żelazowej Woli podjechali jeszcze do Nieborowa, zwiedzili Pałac Radziwiłów i Park Arkadia.  Chłopcy byli zachwyceni całą wycieczką i dopytywali się czy w następny weekend też gdzieś pojadą. I to pytanie natchnęło Wojtka, by im wpuścić sprawę ciąży Patrycji. Powiedział, że zapewne gdzieś pojadą, o ile będzie dobra pogoda - to raz, a dwa- jeśli Patrycja będzie się dobrze czuła, bo tak mniej więcej za 25 tygodni przyjdzie na świat dziecko Patrycji i Wojtka. A kobiety oczekujące dziecka nie zawsze się dobrze czują. To znaczy kiedy będzie to dziecko? dopytywał się Krzyś. No przecież  mówię - za 25 tygodni. Weź w domu kalendarz i sobie odlicz te 25 tygodni. Nie wiadomo jeszcze dokładnie który to będzie dzień- tłumaczył spokojnie Wojtek. Widzę, że trzeba będzie z Wami jeszcze o tym wszystkim porozmawiać. Myślę, że pogadamy o tym w następny weekend. A to będzie chłopiec czy dziewczynka? - dopytywał się Krzyś. Nie wiadomo. Tata, a co byś wolał? Obojętne, grunt żeby dziecko było zdrowe. A nas nadal będziesz  kochał?- zaniepokoił się Krzyś. No jasne- gdybym was nie  kochał nie pytałbym się wcale u kogo chcecie mieszkać gdy się rozwiodę z waszą mamą.

W tygodniu Patrycji udało się kupić książkę J. Łopuskiego "Co chce wiedzieć każdy chłopiec" i Wojtek nieco odetchnął. Przejrzał dokładnie jej treść, zajrzał jeszcze do "Encyklopedii Zdrowia" i sobotnie popołudnie poświęcił chłopcom i uświadamianiu ich.  Szło całkiem nieźle, przy okazji udało mu się wyplenić z ich słownictwa kilka wulgaryzmów dotyczących części ciała. Musiał również odpowiedzieć na kilka pytań, bo młodsze dziecię należało do tych osobników, które muszą mieć wszystko wyłożone metodą "kawa na ławę". Ponieważ drzwi między pokojami były otwarte Patrycja chwilami nieco dusiła się ze śmiechu. W pewnej chwili młodszy zapytał ojca : "tata, a czy ty z Patrycją robisz te rzeczy?" Wojtek z kamienną twarzą  zapytał- a jakie rzeczy synku? - no te. Wojtek nadal udawał, że nie rozumie o co chodzi, aż w końcu mały zapytał- no czy się pieprzycie? Wojtek popatrzył na Krzysia i powiedział - pieprzy to się różne potrawy, chociaż pieprz  wcale nie jest taką zdrową przyprawą. Starszy w końcu nie wyrobił i pacnął młodszego w głowę mówiąc - ludzie się nie pieprzą tylko uprawiają seks, głąbie! W końcu Wojtek wyciągnął z szuflady biurka kupioną dla nich książkę i dał im do czytania mówiąc - przeczytajcie tę książkę uważnie, zakreślcie miejsca które są dla was mniej zrozumiałe i wymagają omówienia. I żebym nigdy więcej nie usłyszał od któregoś z was, że jakaś para się pieprzy. 

Patrycja w końcu  zlitowała się nad Wojtkiem i zawołała wszystkich na podwieczorek. W czasie podwieczorku zapadła decyzja, że w niedzielę pojadą do Kazimierza Dolnego. A jak mamy być ubrani?-dociekał Krzyś. Normalnie, będziemy zwiedzać Kazimierz i Wojtek wręczył chłopcom niewielką książeczkę o Kazimierzu. Odwiózł chłopców do domu i bardzo szybko wrócił. 

Patrycja  przytuliła się do niego i powiedziała- no widzisz, nie było to takie straszne, prawda?  No niby nie, ale chwilami myślałem, że zejdę  z wewnętrznego śmiechu. Dzieci to się powinny rodzić z wbudowaną płytką wiedzy, którą rodzic by uruchamiał w odpowiednim czasie. 

Nooo, taki mały robocik - stwierdziła Patrycja - patrzysz w kalendarz i na menu płytki i uruchamiasz odpowiedni fragment wiedzy. A jak się coś zatnie to bierzesz dzieciaka do serwisu i reperują. Albo sam kombinujesz i coś  ci się pokręci i dzieciak zamiast siadać na nocnik w łazience idzie  do kredensu w kuchni  i wyciąga  głęboki talerz. Wojtka aż skręcało ze śmiechu - Pat, powinnaś była z tą wyobraźnią zostać programistką, na mur-beton układałabyś bardzo ciekawe programy. Masz rację na pewno bym ułożyła taki program, że każdy matematyk dostałby świra. Ale mnie programowanie  średnio bawiło.

Niestety niedziela powitała ich deszczem, więc wycieczka nie miała racji bytu. Deszcz chyba wyrabiał jakieś zaległości w padaniu i padał  niemal cały dzień. Gdy się nieco rozpogodziło Wojtek zatelefonował do swych rodziców, by się dowiedzieć co u nich słychać.Ojciec się  bardzo ucieszył i poprosił by oboje do nich przyjechali, to omówią kolorystykę piętra bo trzeba zamówić farby. Poza tym mama ma jakiś interes do Patrycji. W pół godziny później już byli w objęciach starszych państwa. Okazało się, że remont piętra już się rozpoczął. Mając na uwadze fakt, że na piętrze będą mieszkać dzieci, rodzice wpadli na pomysł zrobienia ogrzewania podłogowego- wiadomo, że najczęściej wszystkie  dzieciaki urzędują na podłodze.

Zgodnie z projektem zrobionym przez Patrycję i Wojtka na górze miała być duża sypialnia z miejscem dla maluszka, dwa pokoje dla chłopców i gabinet dla Wojtka, część sanitarna miała pozostać taka jak jest obecnie. Sypialnia była dawniej salonem i z czasem można będzie z części sypialni zrobić jeszcze jeden pokój.Kolorystyka - tak zwana "łamana biel". Przylegający do sypialni nieduży pokój miał być wg Patrycji tzw. garderobą.Wojtek się śmiał, że napis będzie  głosił "garderoba" a czytać się będzie "graciarnia", zupełnie jak w angielskim. Mama po cichu zaczęła gromadzić "dobro wszelakie" dla maleństwa, a Wojtek stwierdził, że musi pojechać w kilka porządnych delegacji zagranicznych by kupić nieco przydatnych dla niemowlaka rzeczy, np. pampersy dla noworodka i bieliznę dla Patrycji na czas połogu, podgrzewacze do butelek. 

Wojtek opowiedział mamie  jakie to miał przeżycia gdy uświadamiał seksualnie młodych, bo go do tego zmusiła Patrycja, opowiedział też jak się chłopcy wyszykowali do Żelazowej Woli i że to co powie im Patrycja to niemal święte jest. W nadchodzącym tygodniu Patrycja miała mieć kontrolne USG,  które oczywiście będzie w obecności Wojtka. Ale płci to pewnie jeszcze nie będzie widać, ale tak naprawdę to wszystko jedno, bo on już szalenie kocha to coś, co nosi w sobie Patrycja. A mama Wojtka, gdy były same w kuchni, powiedziała Patrycji że odkąd Wojtek jest z nią to jest szczęśliwy - zupełnie inny niż przez ostatnie kilkanaście lat.

Wojtek z kolei twierdził, że odkąd chłopcy poznali Patrycję to jakby zmądrzeli i wygrzecznieli, na co Patrycja miała jedną odpowiedź - tę zmianę wywołał fakt, że Wojtek nareszcie zaczął ich dostrzegać i poświęcać im więcej swojego czasu. Wojtek przytulił Patrycję i powiedział- ale to wszystko twoja zasługa, bo zaakceptowałaś mnie razem z tymi przyległościami. A miałam inne wyjście skoro cię pokochałam?-spytała. Myślisz, że dobrze bym się czuła mając świadomość, że zabrałam dzieciom ojca?

Wiem, że czasami będzie nam ciężko, bo to jednak będzie trójka dzieci i duża różnica wieku pomiędzy nimi, ale jakoś sobie poradzimy.Wiesz Wojtuniu, chłopcy cię naprawdę  bardzo kochają, ale są w wieku, w którym nie bardzo potrafią to okazać. Trzeba tylko ich nauczyć,wytłumaczyć, przekonać, że mogą nam powiedzieć bez strachu wszystko co zrobią źle, bo my im pomożemy. I trzeba  pamiętać, że jeśli coś się zabrania to trzeba to w rzeczowy sposób wytłumaczyć, dlaczego. Ja tak miałam w domu i wiem jakie to ważne mieć świadomość, że mama i tata zawsze pomogą wybrnąć z najbardziej niedobrej sytuacji.

                                                                       c.d.n




 

To nie takie proste - 4

 Wojtek, tak jak planował, wybrał się w piątek po południu na rozmowę z synami. Zaproponował im wspólną "wyprawę" do Łazienek, bo chce z nimi o czymś ważnym porozmawiać. Powiedział im, że pozew rozwodowy  już jest szykowany przez prawnika, a oni muszą się zdecydować u kogo będą mieszkać po rozwodzie. Teraz takie pytanie zadaje im on, ale gdy będzie sprawa rozwodowa takie pytanie  każdemu z nich, oddzielnie, zada sędzia. Więc  niech się zastanowią teraz, żeby potem w sądzie wiedzieli jaką mają udzielić odpowiedź. Są  właściwie tylko trzy opcje - mogą obaj zostać z mamą, mogą obaj zamieszkać z ojcem, Patrycją i przyrodnim bratem lub siostrą, bo nie wiadomo wszak co się urodzi, może też jeden zostać z mamą a drugi z ojcem i jego nową rodziną. Więc niech się nad tym każdy z nich sam zastanowi, bo to co wybiorą będzie ich wyborem aż do okresu pełnoletności każdego z nich. Oczywiście niezależnie od tego co który wybierze zawsze będzie miał kontakt z rodzicem, z którym nie  będzie mieszkał. No i naprawdę Wojtkowi zależy na tym, by każdy sam wybierał z kim chce zamieszkać- to ma być samodzielny wybór każdego z nich a nie narada wojenna typu "jak się pozbyć niechcianego kreta z ogrodu". Odpowiedź ma  każdy z nich udzielić Wojtkowi indywidualnie , najpóźniej  pod koniec niedzielnej wycieczki, bo  on i Patrycja chcą z nimi pojechać do Żelazowej Woli. I jeśli chcą wiedzieć gdzie to jest i co tam zobaczą to niech poszukają w Przewodniku po Polsce, który stoi na półce w ich pokoju.  Oczywiście i Patrycji i jemu będzie miło, gdy obaj pojutrze z nimi pojadą, ale jeżeli któryś z nich uzna, że nie ma ochoty to przymusu nie ma, ale i tak  muszą dać Wojtkowi odpowiedź na temat wyboru miejsca zamieszkania po rozwodzie. A to my mamy Przewodnik po Polsce? zdziwił się Adam. Macie - jest na półce regału w waszym pokoju. Jeszcze chwila, a zacznę żałować, że go  wam kupiłem i dałem.  Tata, a dlaczego dziś przyjechałeś po nas  sam, bez  Patrycji? Bo dziś Patrycja uruchamia w pracy nowe urządzenie i musi wszystkiego dopilnować. Gdy was odwiozę do domu wpadnę tam zobaczyć jak im idzie i zabrać ją do domu, bo na pewno jest bardzo zmęczona.

Tata, a ty wiesz, że mama chce jechać do Anglii ? Na wycieczkę?- zapytał Wojtek. Nie, nie na wycieczkę, do pracy. A skąd ty wiesz Krzysiu, że się wybiera do Anglii, mówiła ci? Krzyś przecząco pokręcił głową- nie, ale chyba z jakąś głuchą wczoraj  rozmawiała, bo strasznie głośno nadawała. A to ciekawe, bo wasza mama nie zna angielskiego. Tata, jesteś opóźniony w rozwoju stwierdził Krzyś - teraz masa babek jeździ do Anglii- do sprzątania albo na kelnerki, do tego nie trzeba znać wielu słów. I ma zamiar niedługo złożyć wniosek o paszport. W głowie Wojtka zapaliła się czerwona lampka - trzeba szybko działać, zadzwonię dziś jeszcze do prawnika. 

Tata, a ja już przemyślałem z kim chciałbym mieszkać, mogę ci to już dziś powiedzieć, oświadczył Adam. Dobrze, ale nie mów głośno, dam ci karteczkę i napisz na niej, tylko zasłoń, żeby Krzyś nie widział i podpisz się. Wyciągnął z kieszeni mały notes i wyrwał z niego  jedną kartkę, potem podał ją i długopis Adamowi. Tata, ja też już wiem, daj mi też kartką i długopis powiedział Krzyś. Wojtek wyrwał drugą kartkę, ale zamiast długopisu dał mu automatyczny ołówek - napisz ołówkiem, bo nie mam przy sobie drugiego długopisu. Tata,  czym piszesz w pracy? Wiecznym piórem. Też bym chciał mieć wieczne pióro - zamarudził Krzyś. Jak będziesz dorosły to będziesz miał wieczne pióro. 

Wziął kartki od chłopców i powiedział- zadziwiająca wprost jest jedność waszych poglądów. Adam napisał- z Patrycją i z tobą, Krzyś napisał z tobą i panią Patrycją. Uprzedzam was tylko, że łatwo nie będzie. Patrycja wszystkie obowiązki traktuje serio i tego samego oczekuje od innych. I będziemy wszyscy mieszkać u dziadków. A dziadkowie już znają Patrycję? Tak znają, a dziadek to ją zna jeszcze z czasów gdy była studentką. O rany, jęknął Krzyś- no to długo. 

U dziadków każdy z was będzie miał własny pokój i każdy z was będzie musiał dbać o to, by był w nim porządek. I skończy się wreszcie to zwalanie  winy jeden na drugiego. Salon i kuchnia będą wspólne - dziadków i nasze. Do szkoły będę miał daleko- jęknął Krzyś. Przepiszę cię do innej szkoły, blisko domu. Adam, ty się rozejrzyj jakie licea są niedaleko domu dziadków i tam złożymy twoje  papiery. Tylko spręż się synku. 

Słuchajcie  chłopcy - nie jesteście już przedszkolakami i musicie zacząć trochę myśleć i to nie o  grach a o poważnych sprawach. I koniec z rozrzucaniem wszystkiego po podłodze nawet we własnym pokoju. Każdy z was musi utrzymywać w swoim pokoju porządek. Koniec z zabawkami leżącymi tygodniami na podłodze. Koniec zabawy oznacza, że zabawki  mają wrócić na swoje miejsce. To samo z książkami - koniec z książkami leżącymi na podłodze. Będę za takie niedbalstwo karał - bić nie będę ale znajdę sposób by winnego ukarać. Nie zapominajcie też o stosowaniu słów dziękuję, proszę, przepraszam. Zauważyłem, że coraz  rzadziej ich używacie. Od jutra koniec z "tata daj"- chcę słyszeć "tata poproszę daj mi". Jasne? Ponieważ wybraliście mnie, to musicie tak się zachowywać jak ja sobie tego życzę. I pamiętajcie, że Patrycja, która pozwoliła Wam mówić do siebie po imieniu nie jest waszą koleżanką z przedszkola lub szkoły czy też z podwórka. Jeżeli macie wątpliwości, czy wytrwacie w takich warunkach to wybierzcie  mieszkanie  z mamą.  

Adam podszedł blisko do Wojtka i powiedział - ja zostanę z tobą tato. I przejrzę książkę telefoniczną, wypiszę szkoły blisko dziadków - nie tylko licea, podstawówki też. Telefony też wypiszę. Bardzo będę ci synku za to wdzięczny, zaoszczędzę w ten sposób czas. Tylko pisz wyraźniej, żebym nie musiał się zastanawiać jaką to literę lub cyfrę nagryzmoliłeś. Adam tylko pokiwał głową, wiem, muszę po prostu wolniej pisać.

No dobrze- a teraz odwiozę was do domu i pojadę po Patrycję. Jutro do was zatelefonuję w sprawie tej wycieczki do Żelazowej Woli. I nie zapomnijcie o  Żelazowej Woli poczytać. Adaś, masz klucze od mieszkania? Tak, tato,mam. To dobrze, nie będę więc musiał wchodzić z wami  na górę. I jeszcze jedno - na razie nie mówcie nic  matce na temat tego gdzie będziecie mieszkać po rozwodzie. Tatuś - pozdrów, proszę, Patrycję od nas obu - z pełną powagą powiedział Adam. Dziękuję synku, na pewno pozdrowię.

Gdy ruszył z miejsca pomyślał - ależ ich cholernie zaniedbałem, wierząc, że Helena  nie pracując zajmie się nimi solidnie i wszystkiego nauczy. A ona niczego ich nie nauczyła. Gdy zajechał pod wejście do Instytutu portier wybałuszył oczy- pan dyrektor.... panie Siwiec czemu mi się pan tak przygląda? Tak, to ja. Badania w pracowni jeszcze trwają? Tak, chyba tak. No to dobrze, to idę do nich zajrzeć. Szybko minął zdumionego portiera i pomaszerował do pracowni, w której  Patrycja wyraźnie  kogoś rugała. Wszedł bez pukania i powiedział: no i co? kto nawalił? Projektant czy wykonawca? Chudy blondynek przypominający posturą patyczaka  wyjęczał - moja wina zrobiłem dwa błędy - w jednym miejscu zmieniłem niechcący miejsce podłączenia i zrobiłem jeden zimny "lut". I tego zimnego "lutu" najdłużej szukaliśmy. 

No dobrze, każdemu może się zdarzyć zły dzień, a ty chłopie masz go dziś po raz pierwszy odkąd tu pracujesz. Przyzwyczaiłeś  mnie, że zawsze wszystko robisz bezbłędnie i pewnie dlatego tak mi kiepsko szło szukanie tego błędu. Nooo, uśmiechnij się. Weekend przed nami, fruwaj do domu. Ja to już sama sprzątnę. "Patyczak" zaprotestował - proszę to zostawić, to mój obowiązek. Ludwiczku- słuchaj się starszych i zmykaj do domu. Mówię całkiem poważnie. Chcę to jeszcze pokazać panu dyrektorowi skoro już tu jest. Ludwiczek złożył ogólny ukłon i się ulotnił a Wojtek  mógł wreszcie wycałować  swoje bóstwo. 

Gdy już wyszli z Instytutu i wsiedli do samochodu Wojtek podał Patrycji obie  karteczki wypełnione przez  synów- no cóż, jakoś migiem nam się powiększyła rodzina - zaśmiała się Patrycja. Głodna jestem, jedźmy szybko do domu. Gdy zjedli Wojtek zatelefonował do prawnika, powiedział o tym jaką to decyzję podjęli chłopcy i powiedział o tym, co  podsłuchali . Oooo, świetnie że o tym wiemy, zaraz sprawę zablokujemy. To nie pierwsza taka sprawa. Mamy obowiązek zgłaszania takich spraw gdy o nich wiemy.

Pat, kochanie, byłbym zapomniał - Adam mnie poprosił bym ciebie od nich obu pozdrowił. Myślałem, że padnę z wrażenia gdy mi to powiedział. A tak w ogóle to uświadomiłem sobie dziś, że obarczyłem Helenę wychowaniem chłopców  nie zastanowiwszy się ,że ona nie ma o tym bladego pojęcia. Po prostu zrobiłem podział zajęć- ja pracuję zawodowo i zapewniam byt a ona nie pracuje i wychowuje dwójkę dzieci. W krótkim czasie stała mi się tak obojętna, że przestałem się interesować i nią i dziećmi. A z niej taki talent  do wychowania dzieci jak ze mnie łyżwiarz figurowy-nawet na łyżwach nie jeździłem. Uprzedziłem chłopców, że skoro wybrali mieszkanie z nami to będą musieli się zastosować do naszych wymagań, czyli koniec z bałaganem, pyskowaniem, kłótniami. I że jeżeli nie czują się na siłach to niech wybierają mieszkanie z matką. Pierwszy zapewnił mnie Adam, że da radę się  dostosować no i zaraz  za nim Krzyś. Powiedziałem, że będziemy mieszkać w domu rodziców. Wiąże się też z tym zmiana szkół i Adam mi powiedział, że przepatrzy w książce telefonicznej jakie szkoły są w pobliżu domu dziadków i wypisze mi telefony.  

Ej, zaśmiała się Patrycja- wyrabiasz się , nim  fasolka ujrzy światło dnia będziesz naprawdę fajnym ojcem. Słuchaj, czeka cię jeszcze dużo gadania z nimi z dziedziny wychowania seksualnego. Mówisz, że Adam już randkuje, więc musisz na tempo zorientować się co on wie z zakresu tej tematyki. Wiem, że wyszły całkiem niezłe dwie książki- jedna dla dziewczyn, druga dla chłopców, postaram się je upolować. Chyba nie  chcesz by zmajstrował dziecko którejś ze swoich koleżanek? 

Piętnastolatek?- Wojtek mało się nie zadławił ze zdziwienia kawałkiem ciasta. A tak kochany,  jak najbardziej realna sprawa. Piętnastolatki obu płci już wiedzą co to seks i praktykują łudząc się, że za pierwszym razem dziewczyna nie zajdzie w ciążę. A co jakiś czas sądy rodzinne dają zezwolenie na ślub nieletnim. Mojej znajomej siostrzenica w wieku 15 lat urodziła dziecko. Jeśli zauważyłeś, że twoja żona nie była w stanie nauczyć chłopców utrzymywania porządku to bądź  pewien, że z całą pewnością nie wpadła na pomysł, by ich uświadomić w tej dziedzinie. Swoją seksualność to dzieci teraz dość wcześnie odczuwają, rozwijają się wcześniej niż kiedyś. Już dwunastolatki miewają nocne polucje. A szkoła im co najwyżej truje o pszczółkach i motylkach zamiast mówić o tym, że seks  to nie grzech, ale praktykowany zbyt wcześnie, bez żadnych zabezpieczeń, może przynieść same szkody.Mam koleżankę,  samotną matkę i swemu synowi wszystko w kwestii seksualności i rozrodu ona tłumaczyła. 

Ale Adam i Krzyś mają wszak tatę, więc bierz się tatusiu do pracy i uświadamiaj synów. Jeśli uda mi się upolować te książki przeznaczone dla chłopców dasz im je do czytania i powiesz, żeby ci zadawali pytania,  jeżeli czegoś do końca nie pojmą. Będziesz miał mniej pracy wtedy.  Poza tym nie wstydź się przy nich mnie obejmować, całować, ucz ich jak się powinno traktować kobietę, która się kocha. Na razie to tylko wiedzą jak się traktuje kobietę, której się nie kocha. Twoi synkowie naprawdę są fajni i mądrzy. 

I pamiętaj, że za 25 tygodni przybędzie nowy członek rodziny i myślę, że można im o tym powiedzieć, skoro wybrali, że chcą z nami mieszkać, zapewne  poczują się wtedy bardziej z nami związani.

                                                                        c.d.n.