wtorek, 27 kwietnia 2021

To nie takie proste -14

Po tygodniu z dala od domu i bliźniaki i chłopcy Wojtka byli już stęsknieni kontaktu z rodzicami, ale rano pozwolono im tylko by się przywitali z rodzicami i do godziny trzynastej były prowadzone regularne zajęcia. Jak się śmiał Piotr, klub ma dzięki tym dzieciakom darmową  siłę roboczą do prac bosmańskich, bo każdy kto żegluje wie, że nim się popływa trzeba się dobrze "zaopiekować" sprzętem. Po obiedzie te dzieciaki, do których przyjechali rodzice  miały czas wolny. Piotr przepytywał całą czwórkę ze zdobytej przez tydzień wiedzy teoretycznej i okazało się, że bliźniaki są lepiej wyszkolone, jako że w poprzednim sezonie część wakacji spędzały w towarzystwie Piotra, który starał się, by chłopcy polubili żeglowanie. I pewnie szło by im znacznie lepiej, gdy jeden drugiego wciąż nie "sztorcował". Patrycja cały czas z niemym podziwem patrzyła na Andżelikę, która zachowywała kamienny spokój, pozostawiając wszystko w rękach Piotra. A Andżelika  z pełnym spokojem wysmarowała się kremem,  położyła się na kocu z głową w cieniu parasola plażowego i powiedziała - Pat, wyłącz się na trochę z roli opiekunki ogniska domowego, przecież oni są pod opieką swych ojców. Cały tydzień użeram się z ludźmi w pracy, z chłopcami w domu to nauczyłam się już, że gdy jest Piotr pozwalam mu na 100% pełnić rolę ojca. Zrób to samo z Wojtkiem, w końcu to są jego dzieci, wasze masz jeszcze w brzuchu. Co prawda gdy się patrzę jak cię dzieci Wojtka traktują  to  wygląda to tak,  jakbyś była ich rodzoną matką. A Wojtek jakby się na ciebie co pięć minut nie popatrzył to by pewnie nie wiedział czy żyje. Patrz już tu idzie i chłopcy za nim. Uśmiechnij się, szczęściaro. 

Dzieci z Wojtkiem przyszli prosić Pat, by  usiadła bliżej brzegu i popatrzyła jak im dobrze idzie pływanie i nurkowanie. Mama, nad samą wodą jest lepszy przewiew, nie tak gorąco jak tu. Krzyś przytulił się do Pat i zapytał- jak myślisz, dzidzi się tu podoba? Myślę, że tak, bo leży grzecznie, pewnie śpi. A Wojtek zaproponował,żeby obie panie zakotwiczyły się bliżej brzegu, bo tam jest jednak nieco przewiewniej a jeszcze nie ma tłumów i jest dobre miejsce. Oczywiście razem z  chłopcami zajął się przenosinami "obozowiska." W nagrodę został przez Patrycję wysmarowany kremem gdy już stał w wodzie, on z kolei przypomniał jej o czapeczce a widząc to wszystko Piotr westchnął, że Wojtkowi to dobrze. Patrycja podeszła bliżej do Piotra i powiedziała półgłosem- to rusz tyłek do Andżeli, zatroszcz się o nią i poproś o wysmarowanie. W życiu wszystko trzeba sobie wypracować, miłość drugiej osoby zwłaszcza. Tu nie jesteś wiceministrem tylko petentem.

Chciała jeszcze  coś powiedzieć, ale Wojtek podszedł i zamknął jej usta długim pocałunkiem i wcale mu nie przeszkadzało, że przyglądają się temu dzieci, Piotr, Andżela i może obcy plażowicze. A Piotr z dziećmi przykucnął tymczasem koło Andżeli. Andżela wpierw wysmarowała dzieci, potem Piotra.

Maliny zrobiły furorę, bo mama wszystkie pojemniczki z malinami wyłożyła serwetkami, pozamykała je i na koniec umieściła je w dużej, pojemnej i dobrze trzymającej  chłód termotorbie, którą kiedyś Wojtek przywiózł z Rosji.  Nie uszło uwadze  Andżeli i Piotra, że Wojtek i Pat nie mogą siedzieć tak by się nie  stykać a dzieciaki przyklejają się po obu ich stronach. I chyba oboje coś przemyśleli, bo pomału coś się zaczęło w ich stosunkach zmieniać.

Obaj tatusiowie postanowili, że zwolnią swe latorośle z zajęć i obecności na obozie do wieczora i na noc. Piotr wypożyczył Omegę, dobre kamizelki ratunkowe i popływali po zalewie. Przed wypłynięciem Piotr miał przemowę do chłopców, którzy mieli się go słuchać i wykonywać wszystko to co im każe. Po dwugodzinnym pływaniu cała czwórka chłopaków patrzyła na Piotra z wyraźnym uwielbieniem i błagali, by następnego dnia też mogli tak pływać wszyscy razem. Każdy z nich miał możliwość popracować za sterem i każdy mógł obsługiwać foka. A że wszyscy oni byli raczej grzecznymi dziećmi Piotr stwierdził, że postara się by załatwić dalszy ciąg wakacji nad morzem, bo to świetny klimat a zna też miejscowość  nad jeziorem i morzem  jednocześnie, żeby dzieciaki miały możliwość pokochania żeglowania. Jeszcze tego samego dnia skontaktował się ze znajomym i załatwił dla nich wszystkich miesiąc pobytu w Rogowie, które jest położone pomiędzy Bałtykiem a jeziorem Resko Przymorskie. Reklamował to miejsca gorąco, bo i klimat jest tam łagodny, w sam raz dla ciężarnej Pat, ośrodek wojskowy, w którym będą mieszkać dobrze karmi no i jest tam też świetlica. Co prawda zastanawiał się co usłyszy od swego szefa, ale Wojtek zapewnił go, że w razie czego Piotr po prostu wróci do swego wyuczonego zawodu, elektronicy nadal w cenie. Wojtek był zachwycony, bo wreszcie jego chłopcy będą mieli naprawdę  dobre wakacje z mamą i tatą. Najmniej entuzjazmu wykazywała Andżela, ale w końcu i ona uległa presji ogólnej radości.

Na obiad pojechali do Jachranki, gdzie mieli załatwiony nocleg w ośrodku rządowym. Elegancja-Francja jak określił Piotr, tłumacząc Wojtkowi, że to są te jaśniejsze  strony pracy na wysokim stanowisku. Andżela była z lekka zadziwiona, nigdy tu nie była z Piotrem, który raczej nie chwalił się, że ma poza małżeńskie dzieci i kochankę, a rozwód udało mu się otrzymać "dopiero co". Ale teraz Piotr postawił wszystko na jedną kartę zwaną "chcę być wreszcie z dziećmi i Andżelą" i konsekwentnie dążył do ślubu z Andżelą, nawet gdyby mu to miało zwichnąć nieco karierę zawodową, a widok zakochanych w sobie Pat i Wojtka oraz wyraźnie szczęśliwych chłopców Wojtka, tylko go w tym dążeniu utwierdzał. Wynajął dla nich dwa apartamenty, więc warunki rzeczywiście były komfortowe. W każdym apartamencie dwie sypialnie i pokój dzienny, bardzo ładna łazienka. 

Po obiedzie Pat stwierdziła, że ona to chyba jednak trochę poleży w pokoju, bo ma już dość słońca, a Andżela stwierdziła, że chyba oni wszyscy już nie powinni dziś więcej przebywać na słońcu a zwłaszcza Piotr, którego skóra to ostatnio dość rzadko miała kontakt ze słońcem. 

W ramach deseru po obiedzie postanowiono "wykończyć" maliny, bo jeszcze trochę a będą się nadawały na nalewkę. Dzieciaki były zadowolone, Piotr wypożyczył ze świetlicy jakąś grę planszową i małolaty zajęły się grą. Patrycja utulona i "zaopiekowana" spokojnie drzemała, a Piotr z Andżelą prowadzili cichą dyskusję na temat ich wspólnej przyszłości, której bez dzieci i Andżeli Piotr nie widział. Andżela była wręcz zadziwiona ugodowością i czułością Piotra, który  dobrze zrozumiał to co mu wyłożyła w dwóch  krótkich zdaniach Patrycja. 

Po dwóch godzinach wypoczynku pojechali pozwiedzać okolicę i pospacerować po lesie. Małolaty niczym psy zrobiły ze dwa razy tyle kilometrów co dorośli , obaj panowie czulili się do swych pań i o ile dzieci Wojtka były do tego widoku już przyzwyczajone to bliźniaki z lekka dostawały wytrzeszczu oczu, bo nigdy nie widziały, by tata chodził obejmując  mamę lub by się do niej poza domem przytulał. W domu to też za często tego nie widziały, bo jak dotąd Piotr bywał w ich domu  co najwyżej w weekendy, które dzieci spędzały częściowo u swej babci. A Piotr czuł jak coraz  bardziej mu jego praca przeszkadza w życiu prywatnym. I przypomniał sobie jak całkiem niedawno chciał by Wojtek poleciał z nim razem służbowo do Francji a Wojtek, kiedyś  niemal nałogowo jeżdżący w delegacje ......odmówił i wysłał któregoś z konstruktorów. I dopiero teraz do niego dotarło jak bardzo się Wojtek zmienił odkąd jest razem z tą "sztywną Patrycją", jak sam ją kiedyś nazywał. W porównaniu z Andżelą to Patrycja była uosobieniem czułości i łagodności. 

Wieczorem gdy siedzieli po kolacji w saloniku ( określenie living room kojarzyło się zapewne  sferom rządowym z okresu gdy powstawał ten ośrodek z... rumem a nazwa pokój dzienny zapewne z dziennikiem ) Piotr zapytał się swoich synów, czy chcieliby, by on mieszkał stale z nimi a jedenastolatki zgodnie stwierdzili, że - ojejej, ale to byłoby fajnie!-  na co Piotr powiedział- to musimy poprosić mamę by na to pozwoliła. Cios był zadany wyraźnie poniżej pasa i Andżela powiedziała - dobrze, będzie tata z nami mieszkał, ale musi być grzeczny, tak samo jak wy. Patrycja z trudem powstrzymała się od głośnego śmiechu, Wojtek poklepał Piotra po ramieniu i powiedział - no to od teraz będziesz się musiał o wszystko pytać Andżeli. Bliźniaki z miejsca zaczęły się upewniać, czy to będzie naprawdę codziennie a nie tylko w weekendy i Piotr potwierdził mówiąc, że skoro będzie z nimi mieszkał to stale. I weźmiemy z mamą ślub, tak jak mama i tata Adama i Krzysia. I też będziecie mieć obrączki? Chyba tak, czemu nie? 

Patrycja podeszła do Andżeliki, objęła ją i powiedziała - to bardzo mądra decyzja, docenisz to wkrótce, chociaż wiele osób uważa, że to przeżytek.  A mama też będzie miała dzidziusia jak ciocia Pat? To wy chcecie nie tylko tatę ale i dzidziusia? - zdziwiła się Andżela. Tego to wam nie obiecuję nie jest łatwo mieć dzidziusia no i nie wiem wcale czy tata chce? Przecież wiadomo, że chcę - zaśmiał się Piotr. 

No to plan na najbliższy rok został zatwierdzony, stwierdził Wojtek. A ja bardzo proszę byście  brali ślub albo we wrześniu, albo już w listopadzie, bo chcę na nim być- stwierdziła Patrycja. A Piotr  stwierdził - to nie jest kwestia twojej chęci, wy po prostu będziecie oboje naszymi świadkami.

Przy kolacji Piotr i Andżela ciągle musieli odpowiadać na jakieś pytania swych  synków, którzy jeszcze nie przeszli przez cykl uświadamiania seksualnego i Piotr stwierdził, że musi chyba przejść jakieś szkolenie w tej materii, bo chociaż od strony praktycznej to on nie ma problemów ale wyjaśnienie tego procesu dzieciom jakoś go przerasta. A Wojtek szepnął mu  do ucha - zrobiliśmy obaj błąd płodząc synów. Dziewczynki są z reguły uświadamiane przez matki albo wcale. No ale jest jak jest, pożyczę ci więc odpowiednią lekturę. Mnie do tego zmusiła  Pat, bo gdzieś wyczytała, że już piętnastolatki trenują seks, oczywiście bez zabezpieczeń i jest wtedy sporo kłopotów. Poważnie, już piętnastolatki? I już piętnastolatka może  zajść w ciążę? I jej rówieśnik może odbyć regularny stosunek? Co się tak dziwisz, nie miałeś nigdy  piętnastu lat i nieprzystojnych chęci? Przecież na pewno miewałeś już w tym wieku erekcję. Przypomnij sobie, to żaden wstyd, wszyscy przez to przechodzili, przechodzą i będą przechodzić. Normalka kolego, normalka, tylko czasy się zmieniły.

                                                                        c.d.n.



poniedziałek, 26 kwietnia 2021

To nie takie proste - 13

W domu była cisza  i spokój, dziadek  bawił się w ogrodnika w części warzywnej, chłopcy byli  już na obozie, a Wojtek namówił Patrycję by chwilę jednak  odpoczęła w ogrodzie, wyniósł dla niej leżak z podnóżkiem, wyłożył całość miękkim  flanelowym kocykiem, dla siebie wyniósł krzesło i mały rozkładany stolik, na którym po chwili znalazły się jakieś dokumenty oraz szklanka soku dla Pat i kawa dla niego. Wojtek rozejrzał się po ogrodzie i stwierdził, że bardzo chętnie by zakupił jakiś  ogrodowy namiot koniecznie  z podłogą, z siatkowymi ścianami, bo jak już będzie maleństwo, to byłoby dobrze by spało w ciepłe , letnie dni na dworze, chronione przed mrówkami, muszkami, komarami i osami.  A w pokojach to chyba już zainstalują siatki w oknach, bo okna są do tego przystosowane, tylko nie wie gdzie rodzice   przechowują te siatki, a nie chce mu się ich szukać. 

Wojtuniu, ja się jeszcze o to nie pytałam, ale czy my aby nie wydajemy za dużo pieniędzy?  Wojtek spojrzał się na nią  i powiedział - słodka moja,wszystko jest w porządku - mam wszystko pod kontrolą, choć chwilami nie wyglądam na przytomnego. Nie wydajemy pieniędzy na używki bo nie pijemy i nie palimy, nie balujemy na imprezach.  Tak jak ci mówiłem wczoraj wynająłem już moje mieszkanie i człowiek zapłacił mi za pół roku z góry, twoje też wkrótce pewnie wynajmiemy, na wszystkie bieżące wydatki póki co starczają nam z naddatkiem nasze dwie pensje. Przyznasz, że ładną masz pensję, zresztą jak  najbardziej zasłużoną. Ja mam ciągle jeszcze nie ruszone na koncie wypłaty z patentów, których byłem współtwórcą. I będę te wypłaty dostawał jeszcze przez dwa lata. Na wiosnę przyszłego roku kupimy samochód dla ciebie, żebyś nie była zależna ode mnie albo od taty. Mamy też zabezpieczenie w postaci bardzo fajnej działki budowlanej w Nadarzynie, którą kiedyś kupiłem za  naprawdę "psie pieniądze". W przyszłym tygodniu pojedziemy do notariusza i dam ci wszelakie upoważnienia do działania w moim imieniu  i zrobimy zapis testamentowy na moje mieszkanie i na tę działkę. Chłopcy  o tym nie wiedzą, ale są zabezpieczeni też działkami budowlanymi,  zapisem notarialnym. Dowiedzą się gdy dojdą do pełnoletności. 

Wszystkie działki są nawet ogrodzone . Z tymi budowlanymi działkami nie fajne jest to, że czasem każą coś na nich stawiać, wtedy się działkę  sprzedaje lub zaczyna się coś budować. Nie zgłaszałem żadnych wyłączeń ze wspólnoty małżeńskiej  przed ślubem z tobą, więc automatycznie jesteś współwłaścicielką wszystkiego, bo mamy wspólnotę majątkową. Ja jestem spadkobiercą tego domu i całej tej działki.

Podejrzewam, że rodzice sprzedali dwie działki rekreacyjne nad morzem i z tego powodu nie chcą ani złotówki ode mnie za przeróbkę mieszkania dla nas i wykupili też zapewne tę super opiekę w klinice dla ciebie i naszej malizny. Ty nawet nie masz zielonego pojęcia jak oni się cieszą, że jestem z tobą i że będziemy wszyscy razem mieszkać w jednym domu. A ja się czasami sam szczypię w ramię, by się upewnić, że to wszystko mi się nie śni a dzieje się naprawdę. 

Zauważyłem, że odkąd jesteśmy razem  chłopcy wygrzecznieli i jakby im kultury przybyło. Helena niby bardzo chciała te dzieci, ale nigdy nie widziałem by się do niej przytulali. I popatrz - chwila - moment i zaczęli cię nazywać mamą i aż jestem nieco zazdrosny, bo częściej się ciebie pytają o wszystko  niż mnie. Krzyś to się wciąż do ciebie klei, a Adam też by chciał, ale nie wie czy "w jego wieku" wypada mu się przyklejać do mamy lub taty. Wczoraj to myślałem, że padnę ze śmiechu, bo Krzyś mi powiedział, że najbardziej lubi gdy go dzidziuś kopnie w ucho. To jeszcze jest ociupeństwo- stwierdziła  Pat- ale kiedyś gdy moja koleżanka była w ciąży to  w ósmym miesiącu,  gdy się maluch wiercił w jej brzuchu to aż sukienka podskakiwała. To bardzo zabawnie wyglądało.

A ja zauważyłam, że maleństwo nie lubi gdy długo siedzę przy stole lub biurku, pewnie taka pozycja sprawia, że dziecku jest ciasno i zaczyna się wiercić. Nie mam pojęcia Pat- dla mnie ta twoja ciąża jest pierwszą którą się interesuję, którą przeżywam, która sprawia, że czuję się szczęśliwy. I od której mam sklerozę, bo ten wiceminister, który ci się podoba oraz Andżelika  chcą się z nami wybrać w sobotę do Zegrza, bo on jest zapalonym wodniakiem, żegluje i pływa motorówką i to on mi naraił ten obóz żeglarski dla chłopców i chce sprawdzić jak tam wszystko funkcjonuje. Jego bliźniaki też tam są. Nie wiem czy dobrze robię, bo ty też mu się podobasz zaczął się śmiać Wojtek.  Ale, jak twierdzi, odkąd zna Andżelikę i ma bliźniaków zupełnie nie podrywa  kobiet, a z tego co pamiętam mało której ładnej  nie podrywał.  Pat, a dlaczego Andżelika farbuje włosy na ten ciemnorudy kolor? Ona nie farbuje, ona  taki kolor ma - niejedna jej tego koloru zazdrości- wyjaśniła Patrycja. A że przystojniak jest brunetem, to dzieciaki wyszły szatynami.

Wojtuniu, a co zrobimy z dziećmi gdy wrócą z obozu? No właśnie, naradzimy się na szczeblu ministerialnym jak się pozbyć dzieci na dalszy ciąg wakacji - śmiał się Wojtek. Ja mam jeszcze zaległy urlop sprzed 2 lat i z zeszłego roku i nie zawaham się go wziąć, jak widziałem to ty też masz jeszcze sporo zaległego urlopu z ubiegłego roku. Wiesz, latem to zawsze u nas wszystko pracuje na pół gwizdka. Chciałbym, by dzieci zobaczyły jak wygląda urlop z mamą i tatą. Gdy była Helena nie umiałem dostrzec w chłopcach choć jednej pozytywnej cechy. A sama myśl, że miałbym spać z Heleną w jednym pokoju przyprawiała mnie o  mdłości. Ja ich dopiero teraz, dzięki tobie odkrywam. Moment, zadzwonię do Piotra i umówimy się na wyjazd. Dasz radę wstać tak, byśmy wyjechali z domu o 8 rano? Wtedy będą mniejsze korki albo nawet wcale. Dam, bo jak znam życie to spać  pójdę wcześnie. Zauważyłeś, że ja zupełnie jak mały psiak - przytulę się, poczuję się "zaopiekowana" i zaraz zasypiam. Zauważyłem i dziś  oboje pójdziemy wcześnie spać, nie muszę nic opracowywać. 

A ja muszę pomyśleć w niedzielę trochę nad napędem. W pracy mi ciągle głowę trują, a najbardziej to nasz główny inżynier. On jest mechanikiem i ma zerowe pojęcie o elektronice a ja ostatnio zrobiłam się mało cierpliwa.  Jeśli się na czymś nie znam to mówię uczciwie - nie znam się i robię tak jak mi każe ten, kto się na tym zna. A ten się wdaje w jakieś głupawe dyskusje i plecie bzdury. 

Pamiętasz tego patykowatego technika, który zrobił aż dwa błędy przy montażu mojego układu? Zrobił kolejny błąd, tym razem zakochał się. Aż się boję dać mu coś do montażu. Co jakiś czas przyłapuję go na wpatrywaniu się w pustą ścianę i ma wtedy zupełnie nieobecny wyraz twarzy. 

To zupełnie jak ja - stwierdził Wojtek, ale ja wtedy mam chyba lubieżny wyraz twarzy, bo widzę ciebie  golutką. No ale mam ten luksus, że siedzę w gabinecie sam. A nim ktoś wejdzie to musi przejść przez sito sekretarek. Zauważyłem z przykrością, że ty wcale do mnie do gabinetu nie przychodzisz. Przecież nigdy nie przychodziłam, to ty raczej do mnie przychodziłeś i wydziwiałeś, że działa coś co musi działać. Bo lubiłem się  trochę z tobą drażnić. Byłaś zawsze tak fajnie oficjalna, zero zalotności w przeciwieństwie do wszystkich kobiet w Instytucie. 

No bo nie uważam, by miejsce pracy było dobrym miejscem do podrywów a spotykaliśmy się przecież tylko w pracy. Wszystkie w lecie w pracy jak na plaży, cycki im z dekoltów wystawały, sukienki na ramiączkach a ty jedna  nie świeciłaś golizną. Naczelny to się tobą  zawsze zachwycał, że jesteś zawsze taka "na miejscu", dostosowana do sytuacji.  

A ja  pamiętam jak on kiedyś wyrzucił do domu Elżbietę bo przyszła do pracy w szortach i wparowała do sekretariatu a myśmy wychodzili wtedy z jakiejś króciutkiej narady i on strasznie ją przy wszystkich zbeształ i kazał jej wynosić się do domu i porządnie ubrać. Wtedy mi strasznie podpadł, uważałam, że powinien był jej to powiedzieć na osobności. No bo nie wiesz jednego moja śliczna- ona go namiętnie podrywała i tym sposobem się od niej uwolnił. Nie mógł jej zwolnić z pracy no to ją do siebie zraził. Sama mu się podłożyła. A ona Wojtusiu była wtedy wolną kobietą z dwunastoletnim synem i szukała męża.

Chudziutki Ludwiczek pokazał mi zdjęcie swej wybranki, a ja sobie pomyślałam, że to będzie taniec szkieletów na blaszanym dachu. Ludwiczek zakochany i smutny, bo należy do spółdzielni mieszkaniowej i dom, w którym będzie  mieszkał jest ciągle jeszcze tylko na papierze. Nawet jeszcze terenu nie ogrodzili. Ty go chyba lubisz, bo tak pieszczotliwie go nazywasz- zauważył Wojtek. Ja go cenię, bo to bardzo przytomny technik a mówię  Ludwiczek, bo on tak się przedstawił gdy przyszedł do pracy. Zresztą w Zakładzie Doświadczalnym jest pracownik o imieniu Ludwik, facet o posturze wysokiej metalowej szafy pancernej, nasz technik to przy nim faktycznie Ludwiczek.Wszyscy tak do niego mówią. Ja to bym na niego najchętniej mówiła Patyczak, bo strasznie przypomina patyczaka. Jedna z moich koleżanek miała hodowlę patyczaków. W życiu  bym tego nie  hodowała. A w ogóle coś hodowałaś? Ślimaka winniczka i ślimaki  gajowe. Uwielbiałam patrzeć jak winniczek je. Ale długo to nie trzymałam w domu, po miesiącu lub dwóch wypuszczałam w lesie.

Komórka Wojtka zagrała kilka taktów Mozartowskiego  Marsza Tureckiego- to dzwonił Piotr odnośnie wyjazdu nad Zalew - umówili się że o 9,00 rano spotkają się na Żeraniu. I niech może rozważą nocleg, bo jak będzie  fajnie to warto zostać do wczesnego popołudnia a potem gdzieś sobie w czwórkę pojadą na obiad i wrócą do Warszawy.

Coś mnie ssie -stwierdziła w pewnej chwili Patrycja- chyba dzidzia jest głodna. W sekundę  Wojtek był gotowy by iść do kuchni i przygotować coś Patrycji do jedzenia, ale tak  bardzo nie miała pojęcia co chciałaby zjeść, że poszli oboje. Skończyło się na toście z żółtym serem, czyli na tym co oboje lubili i co nie wymagało kompletnie wysiłku.

Gdy siedzieli w kuchni przeżuwając tosty do domu wróciła mama z pięciolitrowym pojemnikiem malin, które dostała od swej przyjaciółki mającej plantację malin. Ojej, jakie te maliny wielkie, mniam, mniam i jakie pyszne.Mamuś, to my je  jutro weźmiemy ze sobą do Zegrza, dzieciaki uwielbiają maliny.Dobrze, przecież są dla was.Ale poprzekładamy je do mniejszych pojemniczków wtedy mniej ucierpią w drodze.I nie przesypuj ich,  trzeba poprzekładać delikatnie  palcami.

Mamuś, gdy byliśmy na kontroli to madame w recepcji nam powiedziała, że nie płacimy za wizytę bo mamy abonament. Powiedz mi, proszę co to za abonament, co on obejmuje, bo nie wiem. No na ile cię skasowali.  Ten abonament  to bardzo opłacalna rzecz kosztuje zaledwie 1/3 małego fiata a jest cała opieka medyczna przed i po porodzie, poród,(jaki by nie był) pobyt w klinice, bieliznę połogową i bieliznę noworodkową, można wypożyczyć  wagę i sprzęt do mleka łącznie  ze sterylizatorem i są dwie wizyty domowe pielęgniarki, w tym też  zdjęcie szwów z krocza lub po cesarce oraz wizyty po porodzie u lekarza. No i będzie miała Pat swój własny pokój, dziecko  w łóżeczku obok, jak będziesz chciał to możesz  spać w jej pokoju na dostawionym łóżku, będziesz się mógł nauczyć  przewijania i kąpania dziecka, bo podejrzewam, że tej sztuki jeszcze nie opanowałeś. To jest prezent ślubny od nas. Przecież nie zabierzemy ze sobą pieniędzy do grobu. A chcemy by Patrycja miała poród taki, który nie będzie koszmarnym wspomnieniem. Patrycja wstała z krzesła i przykucnęła koło teściowej obejmując ją i całując. Mamo, nie wiem jak mam dziękować. Nie masz dziękować, masz z tego korzystać. Ja ci córeczko też chcę za coś podziękować - uszczęśliwiasz sobą Wojtka i tym samym nas. Dzieci dałyby się za ciebie porąbać. Wiem, że w tragicznych okolicznościach straciłaś rodziców, ale mam nadzieję, że może uda się nam choć troszkę ich zastąpić. W tej chwili cichutko do kuchni wszedł ojciec Wojtka- a co wy tak tu spiskujecie?  No właśnie mówimy sobie po cichutku, że się kochamy, że niektórzy stali się dzięki Patrycji szczęśliwi i że może uda się nam choć odrobinę zastąpić  Patrycji rodziców - wyjaśniła mama. 

A oni jadą jutro do chłopców, więc przyniosłam od Władzi malin. Mamuś, my tam się spotkamy z tym kolegą, który załatwił mi obóz dla dzieci i oni nam proponują byśmy tam zanocowali, ale nie wiem czy zanocujemy - zobaczymy na miejscu, więc gdybyśmy nie wrócili to się nie denerwujcie. No i musimy się naradzić co my i oni zrobimy z dalszą częścią wakacji. To są te bliźniaki, które były na naszym ślubie. Pamiętam- zapewniła mama - ładni i bardzo grzeczni chłopcy i młodsi od naszych. Tak, trudno nie być grzecznym chłopcem gdy się ma mamę sekretarkę ministra - śmiał się Wojtek. One potrafią ludzi trzymać za pysk. Zresztą on też jest mało pobłażliwy dla nich, choć ich bardzo kocha.

Tata, gdzie są moskitiery do okien? Jak wrócimy to je założę, żeby nam komary nie wlatywały do pokoi. Tylko sam ich tato nie zakładaj, dobrze?  Dobrze, ale podejrzewam, że wpierw trzeba je oczyścić, co zrobię na podwórku i wysuszę na dworze.

Pat, kochanie, idziemy dziś wcześnie spać, żebyś się wyspała bo wyjedziemy z domu o ósmej trzydzieści. Patrycja na dobranoc uściskała swych teściów i w objęciach Wojtka poszła na piętro.

                                                                       c.d.n.

To nie takie proste -12

Korzystając  ze zwolnienia Patrycja codziennie szykowała rzeczy swoje, Wojtka i chłopców do przeprowadzki. Stwierdziła, że Wojtek ma zaskakująco mało ubrań innych niż garnitury i właściwie trzeba by nieco jego garderobę "zrewolucjonizować". Fakt, że "pan dyrektor" najczęściej urzędował w garniturze i pod krawatem, na urlopy niemal nie jeździł, bo nie miał kiedy to raz, a wyjazd z Heleną  i dziećmi zupełnie mu nie odpowiadał. Ponadto był zdania, że wszystkie wyjazdy na delegacje zagraniczne to były dla niego niemal urlopem - cisza i spokój w godzinach popołudniowych i zero myślenia o sprawach  domowych. Chłopcom też wypadałby nieco rzeczy dokupić- pomyślała Patrycja. Składając rzeczy Wojtka i chłopców robiła od razu notatki co któremu z nich brakuje. Brakowało również bielizny pościelowej i Patrycja pomyślała, że to wręcz niemożliwe, by mieli tak  mało zmian bielizny pościelowej i prędko  zapisała - "wyjaśnić kwestię pościeli." Zaczęła podejrzewać, że albo było to "wiano" Heleny  i ona je teraz  po prostu zabrała albo zabrała ich bieliznę pościelową dla siebie jako swego rodzaju "rekompensatę" z okazji rozwodu. 

Gdy Wojtek wrócił z pracy i zjedli obiad a chłopcy wyszli na plac zabaw pograć w piłkę, zaczęła  rozmawiać z Wojtkiem na temat uzupełnienia garderoby chłopców i jego oraz dziwnie  małej ilości bielizny pościelowej. Wojtek stwierdził, że faktycznie trzeba  chłopców nieco ubrać, on sobie też musi  dokupić nieco garderoby mniej eleganckiej niż garnitury no i tym razem musi to zrobić w Polsce, bo nie chce mu się jechać w jakąkolwiek delegację. Ale nie zauważył by brakowało pościeli. Patrycja powiedziała- wygląda na to, że ja nie umiem jej tu znaleźć. A, bo bielizna pościelowa zawsze  jest schowana w tapczanie w pokoju, w którym spała Helena i w szufladach pod  łóżkami chłopców. Wojtek ruszył szybko do pokoju, w którym stał tapczan Heleny i po chwili do uszu Patrycji doleciała wiązanka wielce niewybrednych  przekleństw - tapczan w  środku był pusty.Nie było żadnej zmiany bielizny pościelowej, koce też zniknęły. I dopiero teraz Wojtek opowiedział jak to było z odejściem Heleny. On zgodnie z radą kolegi zmienił 2 zamki, więc najwidoczniej Helena zabrała to co chciała wcześniej, wszak pudeł ze swoimi rzeczami miała ze sześć i cztery walizki, ale on nie sprawdzał co ona pakowała. Patrycja tylko stwierdziła,  że właśnie się zaczęła cieszyć, że miała lekkiego fioła na punkcie  bielizny pościelowej i ma jeszcze kilka dodatkowych zmian pościeli jeszcze wcale nie używanych. Doszli do wniosku, że w najbliższy weekend muszą wybrać się na zakupy z chłopcami.  A teraz  Wojtek zawoła chłopców i pojadą odwieźć to co już Patrycja spakowała. A poza tym to on dziś zamówił "obiad poślubny" w Bazyliszku. 

Następnego dnia Wojtek zatelefonował do Patrycji  z pracy i powiedział- przestań wszystko  składać, lepiej idź na spacer - zamówiłem firmę przeprowadzkową- my tylko mamy oznaczyć znacznikami  co oni  mają spakować  a oni przyślą człowieka przed przeprowadzką, on obejrzy co chcemy "przeprowadzić", czyli zorientuje się ile muszą naszykować pojemników, potem sami będą wszystko wyjmować z szaf i pakować. Oni po prostu wiedzą ile rzeczy zawierają szafy i komody o określonych gabarytach.  A co do wyposażenia kuchni - dziś wpadniemy jeszcze do rodziców i ustalisz czym  się jeszcze doposaży u nich kuchnię, bo ja myślę, że ta zmywarka u ciebie to jest jednak za mała i kupimy do rodziców dużą. A to wszystko,  co weźmiemy a na razie nie będzie wykorzystywane pomieści się śpiewająco na strychu. Bo tam są przeróżne szafy, szafki, komody, nawet stary kredens. A mama  będzie szczęśliwa, że wszystkie serwisy na 12 osób, które kiedyś kupiła wreszcie będą przydatne. I przypomniało mu się, że na strychu jest jeszcze zapewne  kołyska dla maleństwa, którą  rodzice kupili dla Adasia, ale Helena nie życzyła sobie kołyski, bo to takie "wiejskie". A on nawet ostatnio widział w zachodnich sklepach właśnie kołyski dla maluszków, nie tylko łóżeczka stojące nieruchomo. Patrycja była co prawda zachwycona, że Wojtek tak bardzo dużo myśli o nadchodzących wydarzeniach, ale że z natury była nieco złośliwa powiedziała -  Wojtuniu, ty tylko uważaj, byś nagle na jakiejś naradzie nie zaczął opowiadać o naszej przeprowadzce. O przeprowadzce to ja tu ciągle mówię i dzięki temu wiem o tej firmie- oni są genialni - jeśli zostawisz w zlewie nie umyte naczynia to w nowym miejscu też je  zastaniesz w zlewie nie umyte.

Całuję twój  brzuszek i lecę na naradę i Wojtek przerwał rozmowę. A Patrycja pogłaskała się po brzuchu i powiedziała- maleństwo, tatuś cię bardzo kocha. A w kilka sekund później pomyślała- ja też już kompletnie  zgłupiałam. To chyba zakaźne.

Gdy odbierali od jubilera obrączki, ten im pokazał, że od strony wnętrza dłoni są znacznie węższe niż od strony rytu co znacznie poprawi komfort ich noszenia. Poza tym warstewka starego złota we wzorze jest bardzo cienka i dobrze wtopiona, by zachować dobrze "plastykę" wzoru. Zapytał się też, czy nie mają nic przeciwko temu, że będzie  pokazywał klientom ich obrączki jako jeden ze wzorów. Oczywiście nie mieli - wszak wzór Krzyża Atlantów jest  od dawna znany, a nie wymyślony przez nich.

Czas uciekał jakby ktoś mu zainstalował napęd atomowy, 4 dni przed ślubem wszystko już było przewiezione do domu rodziców i do ślubu już się szykowali stamtąd. I ponieważ Wojtek nie chciał "rozgłosu", to tylko pół Instytutu  przybyło do Pałacu Ślubów.   Gdy podpisali się pod aktem ślubu Krzyś z wielkim przejęciem zakładał obrączkę Patrycji a Adam Wojtkowi. A potem Krzyś się "przylepił" do Patrycji zajmując "strategiczne" miejsce pomiędzy  nią a Wojtkiem i cały czas trzymał Patrycję  za rękę, ignorując polecenia starszego brata by nie stał pomiędzy rodzicami.  Wojtek ze zdumieniem stwierdził, że połowy osób obecnych na ich ślubie zupełnie nie kojarzy, bo mało miał do czynienia w pracy z osobami nie związanymi z pionem technicznym. Zdumiała  go obecność niektórych osób ze Zjednoczenia. Ale był też obecny jeden "przedstawiciel" ministerstwa, czyli partner Andżeli, która wszak była świadkiem Patrycji.  Gdy się wesołą  dwudziestoosobową grupą przemieszczali w stronę Bazyliszka pan wicemister znalazł moment, by zamienić kilka słów z Patrycją, do której nadal był przylepiony Krzyś.  Oczywiście nie uszło to uwadze Wojtka i gdy już siedzieli przy stole zapytał się co ten Don Juan od niej chciał. Och, nic wielkiego, on chce tylko się ożenić z matką swoich dzieci i prosił bym Andżeli przemówiła do rozsądku. 

W krótkim czasie Wojtek przebolał, że pan wiceminister jest zdaniem Patrycji przystojnym facetem, bo ten  przystojniak w pół roku później stał się mężem Andżeli z uwieszonymi  ciągle u jego boków bliźniakami. I, jak się śmiała Patrycja- w przyrodzie  musi być równowaga- zyskał żonę, ale stracił sekretarkę. Obie pary się w międzyczasie zaprzyjaźniły i choć bliźniaki byli młodsi od Krzysia i Adama, całkiem nieźle się bawili w czwórkę, a Andżela zdecydowała się na jeszcze jedno dziecko, drżąc cały czas ze strachu, że może znów "się zrobią" bliźniaki. Ale udało się wyprodukować tym razem tylko jedno dziecko, trzeciego chłopaka.

Tak jak przewidywał lekarz prowadzący ciążę Patrycji, w siódmym miesiącu Patrycja nabrała wyglądu ciążowego a Wojtek był dumny, że wreszcie widać jego działalność. Ulubionym zajęciem całej męskiej części było przytykanie ucha do brzucha Patrycji i podsłuchiwanie co się tam dzieje, a Krzyś i Wojtek "polowali" na  ruchy dziecka.  A ulubionym zajęciem Patrycji stało się......spanie. O ósmej wieczorem oczy same się jej zamykały - wystarczyło, że usiadła  przytulona do ramienia Wojtka by po 5 minutach oglądania  filmu była pogrążona we śnie. Patrycja i Wojtek już znali płeć dziecka, ale dla reszty domowników była to zagadka i "obstawiali" co się urodzi. Adaś stwierdził, że jemu to obojętne, w kilka dni później w  jego ślady poszedł Krzyś mówiąc, że najważniejsze  żeby mama jak najmniej cierpiała.

 Ulubioną lekturą Wojtka stał się album, który  kupiła Patrycja - cała seria zdjęć od pierwszej do ostatniej chwili porodu. Wojtek oglądając stwierdził, że owszem to świetny materiał edukacyjny zwłaszcza o działaniu antykoncepcyjnym bo ktoś, kto jeszcze nie poznał radości seksu z całą pewnością straci na niego ochotę . 

W każdym razie Wojtek w dalszym ciągu chciał być z Patrycją w trakcie porodu. Lekarz uprzedził oboje, że jeśli akcja będzie się przedłużała to będzie rozwiązanie operacyjne, w czasie którego  może cały czas być Wojtek, bo będzie stał przy głowie Patrycji tam gdzie  go ustawi anestezjolog i oboje  będą oddzieleni od pola operacyjnego parawanikiem, tak samo jak przy zwykłym porodzie, bo mąż  ma stać przy głowie żony, wspierać ją słownie, trzymać za rękę, głaskać i całować a nie oglądać poród od strony sromu i pokrzykiwać do niej by się trzymała. Lekarze  z ich kliniki nie mają przesądów co do cesarskiego cięcia, mało tego - z ich obserwacji wynika, że bardzo ciężki poród jest traumą nie tylko dla matki ale i dla dziecka. W ich klinice nie ma porodów 24-godzinnych, po których i matka i dziecko są półżywi. A poród siłami natury u nich jest niemal bezbolesny bo pod  znieczuleniem, które nie zaburza akcji porodowej, znosi jedynie silny  ból. Jeżeli dzieciątko będzie łaskawe być we właściwym ułożeniu to na 90% będzie to bezbolesny poród  siłami natury,  bez ingerencji chirurga. A dlaczego tylko na 90% dopytywał się Wojtek. Bo nigdy do końca nic nie wiadomo, czasem trzeba z różnych względów natychmiast zakończyć akcję porodową by ratować dziecko lub matkę. I dlatego mówię o 90 procentach. Jeśli wszystko będzie w porządku zabierze  pan żonę do domu w 4 lub 5 dni po porodzie, po operacji  najczęściej w 7 dni. Bieliznę na okres połogu w klinice daje klinika. W domu dwa razy odwiedzi państwa wykwalifikowana położna by sprawdzić jak funkcjonuje mama i maleństwo. Możemy również wypożyczyć do domu  elektryczną ściągaczkę do pokarmu by nie uprzykrzać  mamie czasu ściąganiem pokarmu ściągaczką ręczną oraz wagę dla niemowlaka, by ważyć je przed jedzeniem i po jedzeniu,  jako że póki co jest to  jedyny sposób by wiedzieć ile dziecko wyssało. Jeśli któraś z mam ma nadmiar pokarmu to my go odbieramy, bo dokarmiamy maluszki, których mamy nie mają pokarmu lub mają za mało. 

Po tej wizycie oboje wyszli z nieco opadniętymi szczękami a Patrycja powiedziała, że gdy usłyszała o tej elektrycznej ściągaczce pokarmu ujrzała w wyobraźni rząd krów dojonych mechanicznie, co przeogromnie rozśmieszyło Wojtka. A on dziś odkrył, że gdy chciał opłacić u recepcjonistki wizytę, ta mu powiedziała, że oni mają abonament co go wprawiło w skrajne zdumienie, bo nie przypomina sobie by wykupywał jakiś abonament. Musi tę zagadkę w domu rozwiązać, bo mu to coś wygląda na działanie jego mamy.

                                                                         c.d.n.





niedziela, 25 kwietnia 2021

To nie takie proste - 11

 Tak jak było umówione Helena wyprowadziła się z mieszkania Wojtka ostatniego dnia maja. Niestety nie obeszło się bez zgrzytów. Wojtek, który wciąż nie miał o niej najlepszego zdania, noc z 30 na 31 maja postanowił spędzić w swoim mieszkaniu razem z chłopcami, tym bardziej, że 31 maja to była sobota. 

Miał wrażenie, że chłopcy mogą się w ostatniej chwili "rozkleić", albo  Helenie "coś odbije" i nagada im jakichś głupstw,więc chciał być przy nich. W piątek wieczorem sprawdził czy są na pewno wszystkie dokumenty dzieci, które były w domu, poprosił by zostawiła też stare wykazy leków, które dzieci z okazji jakichś infekcji kiedyś brały. Poprosił ją też, by podała  do siebie jakiś  telefon kontaktowy, skoro przecież  ma być w Warszawie, bo ponoć będzie się w czymś szkoliła.  Helena podała mu dwa numery, jeden na komórkę do swej kuzynki i numer stacjonarny, do swego mieszkania, gdzie mieszkała ta jej kuzynka no i miała też ona mieszkać.

Jeszcze nim chłopcy poszli  spać pojawił się podobno chłopak jej kuzynki i zabrał resztę rzeczy Heleny. Ona stwierdziła, że pożegna się z chłopcami dopiero rano, chce by dzieci spokojnie tę noc  przespały. Z reguły Helena zawsze kładła się spać pomiędzy 22,30 a 23,00 a tym razem dochodziła północ a Helena jeszcze się kręciła po mieszkaniu. Wojtek, który wciąż miał masę różnych dokumentów do przejrzenia, a któremu najlepiej się pracowało  nocą, jeszcze przeglądał jakieś dokumenty i robił notatki. W pewnej chwili coś mu strzeliło do głowy i wybrał na komórce numer telefonu domowego Heleny i dostał komunikat, że nie ma takiego numeru.Wybrał po raz drugi - i to samo. Wyjrzał na przedpokój i zobaczył, że w pokoju Heleny jeszcze  świeci się światło, więc nie namyślając się wiele wszedł do jej pokoju. Helena  siedziała ubrana jak do wyjścia i na widok Wojtka aż podskoczyła. Wojtek pokazał jej kartkę z jej rzekomo domowym numerem i powiedział - wybierz ten numer ze swojej komórki albo z aparatu domowego i podał jej słuchawkę. No co ty, ona już śpi, nie będę jej budzić. Wybierz ten numer Heleno i to szybko- miał chyba "mord w oczach" bo Helena wystukała ten numer i wtedy Wojtek zabrał jej słuchawkę, przełączył na tryb głośnomówiący i rozległ się sygnał i komunikat  - nie ma takiego numeru. Słyszałaś? Helena kiwnęła głową. No to mi powiedz, dlaczego nie ma takiego numeru? Bo wyrejestrowałam ten telefon. Dobrze, to zadzwoń ze swojej komórki na ten numer komórkowy. Helena zagryzła dolną wargę, ale Wojtek stał nad nią i powiedział- szybko - bo jak nie  to ja zadzwonię po policję i powiem, że chcesz mnie okraść i sprawdzą dokładnie wszystko- co robiłaś i co robisz i z kim robisz. Helena trzęsącymi się palcami wybierała na swojej komórce numer komórkowy, ten który mu przedtem podała a Wojtek usłyszał - no wychodź szybciej, spóźnimy się przez ciebie, a Helena odszepnęła- będę za 5 minut i wyłączyła się. Wojtek, pozwól mi wyjechać, jadę do pracy, do Niemiec - czym i z kim -spytał Wojtek- samochodem, ze znajomymi.Wojtek westchnął - gdybym się tak ciebie nie brzydził, trzasnął bym cię w pysk. Pokaż mi swój paszport, szybko, bo czekają na ciebie - Helena wyciągnęła z torebki paszport a on spisał jego numer. Spływaj i zapomnij, że masz jakieś dzieci. Helena  chwyciła swój paszport i szybko wyszła.

Wcześnie rano Wojtek zatelefonował do kolegi, który pracował w policji i opowiedział mu wszystko. Kolega poprosił o dane osobowe Heleny, zapisał  numer jej paszportu i powiedział - zmień jeszcze dziś zamki w mieszkaniu, nie wiadomo z kim się ta idiotka zadaje. Do Niemiec się ponoć wybierała? Pewnie na zbiory szparagów. A atrakcyjna? Myślę, że nie. Atrakcyjna to ona była gdy ja miałem 25 lat, a to było dawno. Skoro nie atrakcyjna to zapewne nie trafi do burdelu.  No dobra, rozejrzę się w sprawie, oddzwonię gdy się czegoś dowiem. A poza tym omów to ze swoim prawnikiem, bo to też kwestia alimentów.

Chłopcy jeszcze spali, więc się jeszcze położył. Gdy wstali powiedział im, że Helena wyjechała wcześnie rano i nie chciała  ich budzić. A mama przyjedzie do nas  na śniadanie? Nie, Patrycja przyjedzie dopiero około południa. A my teraz zjemy razem śniadanie i trochę sprzątniemy nim ona przyjedzie. Poza tym wiecie, że do końca roku szkolnego my z mamą będziemy tu mieszkać, bo macie stąd blisko do szkoły.  Gdy sprzątniemy to pojedziemy po mamę. 

Pokój, który stale zajmowała Helena był idealnie opróżniony z jej rzeczy, tylko na łóżku leżała stara maskotka Krzysia, mocno wyeksploatowany miś, brudny, nieco postrzępiony, więc Wojtek go w pierwszym odruchu wyrzucił do śmieci, potem go  z nich wyjął dochodząc do wniosku, że pokaże go koledze z policji. Zapakował w plastikowy woreczek i zamknął w swym biurku.

Pomyślał, że zachowaniem Heleny zmartwi się  Patrycja, bo ona w pewien sposób stała po jej stronie, chciała jej pomóc, namawiała go do spokojnej rozmowy z Heleną, zżymała się, gdy Wojtek niezbyt miło się o niej wyrażał. 

Sprzątanie szło sprawnie, chłopcy uwijali się zgodnie, bez marudzenia. O ile przedtem narzekali, że śpią w jednym pokoju tak teraz doszli do wniosku, że dopóki tu mieszkają mogą nadal spać w jednym pokoju, nie warto tego zmieniać, bo przecież i tak się niedługo przeprowadzają.

Poza tym pokój, w którym teraz  śpią jest tuż obok pokoju taty i mamy a nie po drugiej stronie mieszkania. Wojtek pochwalił ich za "zdroworozsądkowe" myślenie. Po Patrycję pojechali około godziny trzynastej.  Oczywiście Patrycja była już spakowana i czekała na nich. Wojtek przywiózł ze sobą zakupione za granicą pojemniki z brezentu, lekkie, składane, a więc dobre do przechowywania gdy nie były w użyciu, idealne np. do pakowania pościeli. Teraz  żałował, że nie  kupił ich wtedy więcej. Na razie Wojtek nie mówił Patrycji o szczegółach "pożegnania Heleny," nie chciał w te rodzinne  brudy wtajemniczać chłopców. Chłopcy byli bardzo zadowoleni, że będą codziennie z Wojtkiem i Patrycją a jedyne co im psuło humor to fakt, że do wakacji i ostatecznej przeprowadzki jest jeszcze 25 dni.

Omówiono szczegółowo "plan działania na ten czas" - do domu mieli zawsze wracać razem, w domu odgrzać sobie zupę i nie bałaganiąc czekać grzecznie na powrót Wojtka i Patrycji, najlepiej odrabiając lekcje  w tym czasie. Mają nie wychodzić z domu i nie zapraszać do domu żadnych kolegów. I nie opowiadać w szkole o tym, że Helena się wyprowadziła jak i o tym, że w domu są sami aż do powrotu rodziców.

Termin  ślubu udało się Wojtkowi załatwić na 22 czerwca i to w Pałacu Ślubów, o czym bezzwłocznie poinformował chłopców. Chłopcy odtańczyli coś pośredniego pomiędzy tańcem wojennym a boogie woogie, powiedzieli, że oni im założą obrączki na palce a nie tylko je podadzą na "małym talerzyku", poprosili, by mogli wraz z rodzicami wybierać je u jubilera, a Wojtek się  śmiał potem, że tylko czekał kiedy któryś palnie, że oni rodzicom zorganizują noc poślubną, a Patrycja  się śmiała, że powinien się cieszyć, że nie chcą dopilnować jej konsumpcji. No wiesz, na tyle już są obaj mądrzy, że wiedzą, że już konsumpcja była. Przecież im tłumaczyłem, że ciąża się nie bierze z powietrza. 

Wojtuś, a ty naprawdę będziesz nosił obrączkę? No jasne, że będę, ja to bym nawet nosił plakietkę z nadrukiem "ożeniłem się z Patrycją". No to ja ci mogę  taką plakietkę zamówić w drukarni i będziesz ją nosić jak identyfikator. Naczelny byłby w pełni usatysfakcjonowany odkąd wpadł na pomysł identyfikatorów. Pat, on ma jakiś feler, nie za bardzo zapamiętuje nazwiska osób, nawet tych, które  zna od lat. A ostatnio instytut się rozrósł. Przecież ja się z nim znam od studiów, zawsze nas rozśmieszało, że mylił nasze i profesorów  nazwiska. A zawodowo to facet jest świetny. A tak to spojrzy na identyfikator i wie z kim rozmawia. To ilu was tu jest w instytucie z jednego roku politechniki?  Czterech, cała góra. Ale umówiliśmy się, że w pracy nie będziemy "na ty" przy ludziach. A on wie, że my jesteśmy razem? Wojtek wybuchnął śmiechem - podejrzewam, że może tylko magazynierzy nie wiedzą o tym, że my jesteśmy razem. On od razu wiedział, przecież się z nim przyjaźnię. Ale tak jak ci powiedziałem- ja jestem z tego powodu dumny. Każdy mądry facet ci powie, że niełatwo jest być z naprawdę mądrą kobietą, to dla niektórych jest bardzo stresujące, trzeba bardzo uważać i na gruncie zawodowym i prywatnym. 

Zawsze cię podziwiałem na niwie zawodowej - i byłaś dla mnie zupełnie niedostrzegalna jako kobieta, byłaś zawsze strasznie oficjalna i zimna, taka lodówka w spódnicy. I dopiero w czasie lotu do Budapesztu dostrzegłem, że jesteś szalenie interesującą kobietą. I czułem jak z każdą minutą coraz bardziej chcę wiedzieć jak całujesz, czuć twój dotyk, być tuż koło ciebie i słuchać tego co mówisz. No a jak cię zobaczyłem na basenie to już zupełnie oszalałem - byłaś niczym z mojego snu. No tak, a ja się cały czas hamowałam by ci się nie powiesić na szyi. Bo zawsze mi się podobałeś jako facet a do tego byłeś bezbłędny zawodowo i doceniałeś moje koncepcje. Ale miałam zakodowane, że praca to nie miejsce do dostrzegania urody kolegów. Wojtek, ale ty będąc mężem Heleny nie nosiłeś obrączki. Bo przezornie ich nie kupiłem i nie pozwoliłem rodzicom by je kupili. Ale teraz będę nosił obrączkę. Weźmiemy małolatów do jubilera? zgodzisz się? No jasne, niech mają trochę rozrywki z okazji naszego  ślubu- zgodziła się Patrycja. 

Pat, to weźmy pojutrze po 1 dniu urlopu, bo mamy wizytę u lekarza, trzeba dzidziusia podglądnąć i po wizycie wpadniemy pod szkołę po chłopców i zajrzymy z nimi do jubilera, potem zjemy obiad i może zajrzymy na moment do rodziców, bo mam wyrzuty sumienia, że  wszystko jest na ich głowie. I musimy podać w USC dane naszych świadków.

Pat, a ty masz taką srebrną obrączkę z jakimś geometrycznym rytem- bardzo mi się ona podoba. Pomyślałem, że można by zrobić dwie takie obrączki z białego złota a  te wyżłobienia wypełnić zwykłym złotem albo emalią. Sztuka  łączenia emalii ze złotem jest w jubilerstwie wszak znana. Wojtuniu, to nie jest obrączka, to jest srebrny pierścionek z tzw. Krzyżem Atlantów. Podobno to symbol chroniący i przynoszący szczęście. Wiesz, jako wielce pragmatyczna osoba mam lekkie odbicia i interesuję się trochę "dziwnymi sprawami", mało naukowymi, między innymi symbolami. No i chyba ten pierścionek przyniósł mi szczęście, bo miałam go cały czas właśnie w Budapeszcie.

Skarbie, usiłujesz mnie przekonać, że to ten pierścionek mnie uwiódł a nie twoje walory umysłowe i fizyczne? W pewnym sensie tak, to dziwny pierścionek, jedyny który noszę  bez oporów, a mam różnych pierścionków sporo. Wiesz- nowa kreacja, nowy pierścionek. Kiedyś nosiłam co dzień inny pierścionek a teraz najchętniej noszę właśnie ten Krzyż Atlantów. I zawsze go mam gdy opracowuję nowy temat. Podejrzewam, że jubiler padnie  ze śmiechu gdy zamówimy oboje takie pierścienie. Eeee, jubilerzy to są odporni ludzie,  każde zamówienie to dla nich czysty zysk. Wojtuniu, a dotarło do ciebie, że ta obrączka z tym wzorem to będzie dość szeroka? Ma cały centymetr szerokości. Dotarło, niech wszyscy dookoła widzą, że jestem ptakiem zaobrączkowanym - stwierdził Wojtek.

Badanie wykazało, że dzidziuś rozwija się prawidłowo, ale Pat powinna nieco odpocząć, przebywać więcej na powietrzu, pogorszyła się jej morfologia i mogłaby mieć nieco niższe ciśnienie, więc została wysłana na zwolnienie lekarskie. Wojtek umierał prawie z niepokoju, ale lekarz go przekonał, że gdyby Pat nie była przyszłą pacjentką ich kliniki, to on by jej nie wysłał na zwolnienie- oni po prostu dbają o swe przyszłe  pacjentki, by w tym krytycznym momencie gdy będzie poród, panie były silne i zdrowe, co się wszak przekłada na  stan dzieci.

Po wizycie pojechali po chłopców i by nie tracić czasu Wojtek zwolnił Adama z ostatniej lekcji. Jubiler, wbrew przewidywaniom Patrycji, nie padł ze śmiechu, doradził natomiast by zrobić obrączki z białego złota a "ryt" wypełnić ciemnym, tzw. "starym złotem". Emalia się raczej nie nadaje bo obrączki są używane wszak stale a nie okazjonalnie i mogłaby ulec uszkodzeniu. Chłopcom się one podobały, jak niemal wszystko co mama i tata wymyślali. Patrycja się nieco wzruszyła, bo Adaś zapytał się, czy wszystko jest w porządku z "dzidzią". 

Na świadka Wojtek zgłosił swego najlepszego przyjaciela,  czyli dyrektora naczelnego instytutu i Patrycja się śmiała, że ona w takim razie powinna poprosić na świadka kierowniczkę kadr, ale  zaprosi w takim razie swą koleżankę o nieco niepopularnym obecnie imieniu Aniela, zwaną popularnie w pracy Andżelą.

Wojtek się zastanawiał dłuższą chwilę i powiedział- gdzieś to imię słyszałem chyba w Zjednoczeniu, któraś z sekretarek.  Pudło- nie ze Zjednoczenia ale z Ministerstwa i faktycznie sekretarka. Nie kojarzę- stwierdził Wojtek.  To najukochańsza  sekretarka wiceministra, tak ukochana, że urodziła  mu bliźniaki, ale za niego nie wyszła, bo stwierdziła, że nie może mu w pełni zaufać. Sama je wychowuje, chociaż on się już rozszedł z żoną. Dzieci mówią do niego tato, ale ona trzyma go na dystans,dopuszczając do siebie gdy on już zdycha z potrzeby bycia z nią bo uważa,  że jeśli on zdradził swą żonę z nią to i ją może zdradzić z inną babką. I tym sposobem są i nie są razem. Ojej to jest okropne -stwierdził Wojtek. No to masz okazję docenić to, że ja ci zaufałam i jestem z tobą i się pobieramy. Co prawda to ona uważa, że jestem głupia, ale myślę, że ona sporo o nim wie i dobrze to przemyślała. Wiesz, tak naprawdę każda sekretarka bardzo dużo wie o swoim szefie. A ten nasz pan wiceminister jest całkiem przystojnym faciem. Podoba ci się? - zaniepokoił się Wojtek. Mnie to się tylko ty podobasz i chyba o tym wiesz. Niby wiem, zgodził się Wojtek, ale lubię gdy to mówisz, jakoś mi tak wtedy raźniej, tak jakoś rosnę. Nooo i to w dość zauważalny sposób- śmiała się Patrycja. Ale  dopiero wieczorem powiem ci co mi się u ciebie podoba, teraz  musimy pojechać do rodziców.

Po drodze wstąpili do cukierni, by babcia nie rozpaczała, że nic nie upiekła, bo nie wiedziała, że oni przyjadą. Okazało się, że obie kabiny prysznicowe już są zamontowane i do obu są dokupione wygodne i bezpieczne stołeczki, które dziadek wypatrzył w sklepie ze sprzętem rehabilitacyjnym. Dziadek tłumaczył, że ten drugi stołeczek to dla Patrycji a poza tym stołeczki mają z boku podpórki, by łatwiej z nich wstać, a przecież Pat jest w ciąży i sprzedawca w sklepie udowodnił  dziadkowi, że to bardzo wygodny stołek, ma nawet wyprofilowane siedziszcze w ten sposób by można swobodnie umyć intymne części ciała bez wstawania. Pat uznała, że faktycznie to bardzo fajne i mądrze zaprojektowane stołki i dziadkowi podziękowała chwaląc go i dając  mu buziaka. Pat była autentycznie wzruszona, że teść pomyślał o jej stanie. Chłopcy mieli dla siebie dwa pokoje z możliwością połączenia ich, bo część ściany działowej  była przesuwana- patent wymyślony przez  architekta, który również miał dwóch synów w podobnym wieku co Adaś i Krzyś. Chłopcy byli zachwyceni. Do ich pokoju przylegał mały pokój, który miał być gabinetem Wojtka, na końcu była sypialnia  Pat i Wojtka z miejscem dla dziecka. W pokojach były już szafy. Na podwórku wyrósł tajemniczy domek przylegający do willi a na pytanie Wojtka- a co to tu stoi?- ojciec opowiedział  - to jest garaż na wózek i na różne  zabawki chłopców i na moje narzędzia i jest ogrzewany. Pat się w końcu popłakała, Wojtek się przeraził, ale ojciec mu wytłumaczył, że kobiety w odmiennym stanie są bardzo płaczliwe, byle co je wzrusza i najlepiej jest je wtedy przytulić, wycałować, zapewnić o swej bezgranicznej miłości i wtedy szybko "dochodzą do siebie". I to była naprawdę dobra recepta. Chłopcy opowiedzieli dziadkom jakie rodzice będą mieli obrączki i że to oni je założą im na palce, Wojtek po krótkiej naradzie z Patrycją policzył ilu będzie na ślubie gości, których zaproszą do którejś z restauracji na Starym Mieście. Ułożyli treść zaproszeń na  ślub i obiad jak i treść powiadomień, że "państwo XY" wstąpili w związek małżeński. Postanowili pominąć tych z rodziny obojga, z którymi kontakt ograniczał się do wymiany życzeń świątecznych i noworocznych. Teściowa proponowała Pat, że pojedzie z nią na babskie zakupy, ale Pat stwierdziła, że wpierw musi poprzymierzać różne kreacje, które ma w domu. Dziadek twierdził, że już można zacząć zwożenie różnych rzeczy , np. pościeli z domu Pat, zimowych rzeczy obojga, bo na zimowe rzeczy jest miejsce na strychu - tam są szafy, a strych ma ocieplane ściany i dach i centralne też tam dochodzi. Zaletą domu teściów było to, że media były podłączone do sieci miejskiej. Teściowa była bardzo zadowolona z faktu, że Pat załapała zwolnienie lekarskie.

                                                                     c.d.n.

To nie takie proste -10

 Ku wielkiej radości Patrycji i Wojtka chłopcy byli zachwyceni wycieczką po Starym Mieście i po powrocie, w trakcie obiadu, buzie im się nie zamykały. Na dodatek Patrycja pozwoliła im by każdy z nich wybrał sobie ręcznie malowany nieduży widoczek ze Starówki. Po zakończeniu roku szkolnego przecież przeprowadzą się do domu dziadków i każdy z nich będzie miał własny pokój i będzie mógł sobie na ścianie powiesić wybrany przez siebie obrazek.

Szalenie dużo emocji wzbudziło losowanie spania na łóżku polowym. Dodatkową atrakcją było to, że ten kto wygra spanie na nim będzie również spał w śpiworze. Wygrał Krzyś, ale wieczorem łaskawie pozwolił Adamowi poleżeć kwadrans w śpiworze na polowym łóżku.

W niedzielę rano Patrycję obudził zapach kawy, co bardzo ją zdziwiło, bo była objęta ramieniem Wojtka, który......spał. Zamknęła z powrotem oczy myśląc - ależ mam realistyczne sny! Leżała jeszcze chwilę, nim sobie uprzytomniła, że nadal czuje  zapach kawy, a przecież wcale już nie śpi. No tak, Krasnoludki urzędują w kuchni, ciekawe ile będę miała sprzątania po nich. W dziesięć minut później rozległo się pukanie do drzwi i Krzyś zawołał: tato, mamo wstawajcie, śniadanie czeka! Patrycja delikatnie oswobodziła się z objęć Wojtka, ale ten chyba był zaprogramowany na ciągłe jej obejmowanie bo natychmiast, jeszcze nie otwierając oczu zapytał- "co się stało? dobrze się czujesz?". Patrycja roześmiała się- nic się  nie stało, tylko chłopcy nam śniadanie zrobili i nas wołają. Nawet kawę nam zrobili, sądząc po zapachu. Wstawaj, pójdziemy się pozachwycać. A wołali nas "tato, mamo". 

Kolejny raz  rozległo się pukanie do drzwi i Wojtek  zawołał- wchodźcie, wchodźcie.Pierwszy wpadł Krzyś i zaraz uwiesił się na szyi Patrycji, która siedząc na łóżku szukała stopami kapci na podłodze, potem przytulił się do Wojtka, a Adam, który nie bardzo wiedział, czy jeszcze  przysługują mu takie dziecinne zachowania powiedział- zrobiliśmy śniadanie bo już jest po 10,00. Patrycja  rozłożyła ręce i powiedziała, no chodź do nas, potulimy się wszyscy razem! 

Rzeczywiście w kuchni było przygotowane śniadanie- kanapki z wędliną, ugotowane  na twardo jajka, kilka tostów z żółtym serem,  dwa kubki kawy i dwie szklanki herbaty. 

Oczywiście oboje z Wojtkiem pozachwycali się, jacy to z nich zdolni chłopcy i jak pięknie wszystko przygotowali. Gdy już siedzieli  przy stole i jedli Krzyś powiedział - zawsze będziemy dla was robić śniadanie w weekendy, bo to tak  fajnie  siedzieć razem z  mamą i tatą przy śniadaniu. Wojtek poczuł dziwne swędzenie  powiek i powiedział- przepraszam was chłopcy, że wcześniej nie było takich wspólnych śniadań, ale od dziś już zawsze będą takie wspólne śniadania w dni wolne od pracy i szkoły. 

Tato, a kiedy będzie wasz  ślub? Dokładnie nie wiem, bo wpierw musimy odebrać z sądu wyrok rozwodowy i dopiero wtedy będziemy mogli złożyć swoje dokumenty w Urzędzie Stanu Cywilnego, a od chwili złożenia dokumentów do dnia ślubu musi obowiązkowo minąć 30 dni. A my będziemy na waszym ślubie?  No jasne, przecież wam mówiłem, że będziecie na tym ślubie. A jeśli będziemy w tym czasie na obozie? Żaden problem, zabiorę was na 3 lub 4 dni z obozu i na pewno na ślubie będziecie. A będzie jakieś wesele? Nie wesela nie będzie ale będzie uroczysty obiad w którejś restauracji - chcemy to wydarzenie świętować z najbliższą rodziną i przyjaciółmi. 

Tato, a Justyny tata to się trzy razy żenił, tylko tej pierwszej żony swego ojca to Justyna nie zna, potem się jej ojciec ożenił z jej mamą, potem się rozeszli i ojciec Justyny ożenił się trzeci raz i dzięki temu Justyna  ma brata-gotowca. A co to znaczy "ma brata-gotowca"- zdziwił się Wojtek. No bo ta babka, z którą się jej ojciec ożenił ma syna, starszego od Justyny. A u kogo ta Justyna mieszka? Raz u mamy a raz u taty. 

Tatuś, a my chcemy mówić na Patrycję "mama", możemy? Oczywiście możecie, jeśli tak wam  bardziej pasuje. Tata, a ta nasza dzidzia to się urodzi w październiku, prawda?  Tak synku, w październiku. I naprawdę jeszcze nie wiadomo czy to będzie chłopak czy dziewczyna? Naprawdę nie wiadomo jeszcze.

Tatuś, a będziesz przy mamie gdy będzie rodzić? Jeśli tylko będzie można, to oczywiście, że będę.  A wiesz, że można  zemdleć, gdy żona rodzi? A skąd Krzysiu wiesz, że można zemdleć z tej okazji?  No bo tata Michała zemdlał gdy zobaczył krew i jeden dzień leżał w szpitalu, bo tak mocno huknął się w głowę o podłogę, że mu aż musieli badania porobić.

Patrycja z trudem powstrzymywała się od śmiechu w końcu powiedziała - jak słyszę to macie w szkole masę ciekawych wydarzeń do omawiania. Wystarcza wam na to przerw? Mamo, w mojej klasie tylko dziesięcioro dzieci miało nierozwiedzionych rodziców. No to teraz jest ich tylko dziewięciu - skonstatował, bo też już jestem dzieckiem rozwodników A ilu jest uczniów w klasie?- spytał Wojtek. Krzyś chwilę pomyślał - chyba trzydziestu dwóch.

Mamo, a co będziemy dziś robić? Jeszcze się nie naradziliśmy z tatą. Wstaw Krzysiu naczynia do zmywarki, tylko bez okruszek, dobrze? To my się teraz z tatą będziemy ubierać i przy okazji się naradzimy co będziemy dziś robić.

W trakcie szykowania się Patrycja powiedziała - pojedźmy do Palmir, na  Cmentarz. Chcę by obaj mieli wbite do głów, że wojna to nie jest okazja do  bohaterskich czynów ale jest to samo zło, śmierć, zagłada. W jakiś sposób zmobilizowały mnie do tego słowa Adama, że można zostać w czasie wojny bohaterem. Byłeś kiedyś w Palmirach? Nie, nie byłem- no to pojedźmy, to miejsce robi wrażenie . Dwa tysiące grobów, jednakowych, prostych, tych, którzy byli tam rozstrzeliwani w latach 1939-1943 przez Niemców. Bo ja zawsze jestem za rozmową a nie za walką i uważam, że oni są w wieku odpowiednim by im to zapadło w pamięć. Wczoraj się dowiedziałam od Krzysia, że wolałby być zbity przez ciebie niż usłyszeć to co mu mówiłeś gdy coś przeskrobał. Okazuje się, że słowa działają lepiej niż lanie. Powiedziałam im tylko, że mają pecha, bo ja też nie biję, ale mówię.

Oczywiście w drodze im wyjaśnię dlaczego jadą  do Palmir.  To świetna ilustracja tego, czym jest wojna. Wczoraj, jak powiedział Krzyś siedzieliśmy na  cmentarzu - to  jego reminiscencja po obejrzeniu zdjęć ruin Starówki w Muzeum. Ale oczywiście chcę byś ty podjął decyzję czy tam pojechać. Wojtek objął ją mocno, przytulił i powiedział - jedźmy.

W drodze Patrycja doznała wielkiego zdziwienia - Adam, piętnastolatek kończący właśnie podstawówkę, piątkowy uczeń, nie miał bladego pojęcia o Palmirach. Co prawda kiedyś "coś słyszał", że w czasie II wojny światowej zginął polski lekkoatleta Janusz Kusociński i że jest "pochowany gdzieś pod Warszawą."

Po odwiedzeniu Cmentarza w Palmirach pojechali jeszcze na skraj Kampinoskiego Parku Narodowego  by powędrować nieco leśnymi ścieżkami. Tam, gdzie droga była szersza szli w czwórkę, trzymając się za ręce, gdy ścieżka była węższa szli parami, a Krzyś stwierdził, że on to by mógł tak wędrować cały dzień, bo to tak miło  iść za rękę na przemian z mamą i tatą. A Wojtek cierpiał i jednocześnie czuł się szczęśliwy - cierpiał, bo zdał sobie sprawę, że przez wiele lat zbyt mało uwagi poświęcał synom spoglądając na nich tak, jakby z ich winy ożenił się z niewłaściwą dla siebie kobietą.  A to nie była ich wina a tylko i wyłącznie jego niezmierna głupota. Jednocześnie przepełniało go szczęście, że teraz ma obok siebie kobietę którą kocha i podziwia, że dzieci ją jak najbardziej zaakceptowały i że w październiku przyjdzie na świat dziecko będące efektem  wzajemnej miłości jego i kobiety, którą kocha.

Ponieważ męska, przeważająca część wycieczki poczuła głód pojechali  na obiad i tym razem "dzidzia" musiała zadowolić się obiadem zjedzonym w restauracji hotelu Bristol.

W czasie obiadu chłopcy odliczali dni do końca roku szkolnego i do końca remontu mieszkania w domku dziadków. Z wielką radością przyjęli do wiadomości informację, że od pierwszego czerwca do końca roku szkolnego  Wojtek z Patrycją będą mieszkać razem z nimi, bo Helena się przeprowadza.

Patrycja przy okazji powiedziała im, by pamiętali o swej "prawdziwej, biologicznej mamie" bo mimo rozwodu z Wojtkiem ona zawsze będzie ich matką, bo oni są wszak mieszanką genów obojga rodziców. A ponadto powiedziała, że jest dumna, że mówią do niej mamo, chociaż żaden z nich nie jest z nią związany genami. A poza tym przypomniała, że ilekroć któryś z nich będzie miał ochotę spotkać się z Heleną to nie ma problemu - zawsze takie spotkanie oni zorganizują. Po wysłuchaniu tej informacji Adam powiedział - przecież nie pojedziemy na spotkanie do Anglii, mogę się założyć o tysiąc złotych, że na pewno wyjedzie do Anglii do pracy, skoro jedzie tam jej najlepsza przyjaciółka. Wojtek usiłował przekonać Adama, że na pewno Helena nie wyjedzie, ale Adam powiedział - tata, ty wiesz swoje a ja swoje.

Chłopcy poprosili Wojtka, by odwiózł ich do Heleny dopiero po kolacji to oni zrobią racuszki na kolację- takie proste, tylko starte kartofle, przyprawy i jajka i 1 łyżka mąki kartoflanej. Okazało się że Krzyś w ramach "robót ręcznych"raz na dwa tygodnie ma zajęcia kulinarne.  Owe racuszki okazały się całkiem smacznym "wynalazkiem". Żegnali się z Patrycją tak, jakby się rozstawali na miesiąc, a Krzyś już w samochodzie powiedział Wojtkowi, że "byłoby fajnie gdyby i w tygodniu mogli się z Patrycją spotkać". Wojtek go pocieszał, że naprawdę niewiele czasu zostało do przeprowadzki do domu, w którym będą mieszkać wszyscy razem.

W środku tygodnia zatelefonował do Patrycji, do pracy, ojciec Wojtka, że już nadeszły kabiny prysznicowe, więc on dziś, teraz-zaraz  jedzie je obejrzeć "na żywo" i ma pytanie, czy któreś z nich może z nim pojechać. Patrycja poprosiła ojca by podjechał po nią do pracy, bo Wojtek jest na jakiejś nasiadówce a ona nie ma kluczyków do jego samochodu ani dowodu rejestracyjnego. Ponieważ nie musiała się nikomu opowiadać pozamykała swoje dokumenty, zatelefonowała do sekretariatu Wojtka z wiadomością, że gdyby pan dyrektor jej szukał, to ona wróci za 2 godziny.

Poczekała koło Instytutu na teścia i pojechali do Pewexu. Kabiny były naprawdę dobrej jakości, teść miał przy sobie odpowiednią ilość gotówki w twardej walucie, posprawdzali dokładnie czy są wszystkie części składowe , teść zapłacił za dwie kabiny, Patrycja  zmusiła teścia do tego by podał jej numer swego konta dolarowego bo jedna z kabin jest przecież dla nich i ona za nią zwróci pieniądze na konto teścia. Teść umówił się z transportem pewexowskim, zamówił też speca od montażu i odwiózł Patrycję via bank do pracy. Idąc do swego pokoju zajrzała do sekretariatu i dowiedziała się, że już pan dyrektor techniczny jej szukał. No to proszę mu przekazać, że już wróciłam, idę właśnie do siebie. W pięć minut później wpadł Wojtek, jak zwykle z pytaniem "co się stało?"- nic, padła odpowiedź - kupiłam w Pewexie kabinę, tata też dla siebie kupił. Kochany, do porodu jeszcze daleko, ciąża jak na wystawę a ty się wciąż denerwujesz- martwi mnie to. No bo cię tak szaleńczo kocham,  zrozum to. No nic, dziś  kupimy dla siebie komórki, muszę mieć z tobą łączność. Wracając z pracy to zrobimy. Dobrze, kochany. A ile jesteśmy tacie  winni?- zaciekawił się Wojtek? Nic, bo nawet o bank zahaczyłam i zrobiłam przelew na taty konto. To ja zrobię teraz przelew na twoje konto. Wojtuniu, ocknij się, jesteśmy razem, kabina jest dla nas, rodzice i ty ponosicie wszystkie, niemałe koszty remontu, wiec uspokój się.O której dziś  wyjdziesz z pracy? O 16,30 i wsiądź  Pat do mojego samochodu na podwórku, dosyć tego ukrywania się. Jutro odbieram papiery z sądu. I pojutrze możemy je składać w USC. Wezmę na pojutrze dzień urlopu, mam jeszcze  zaległe urlopy, stwierdziła  Patrycja. Ja jutro muszę tylko na moment wpaść do ministerstwa i też będę mógł wziąć dzień urlopu pojutrze, stwierdził Wojtek.

Zgodnie z umową o 16,30 Patrycja, mając świadomość że pół biura obserwuje jak zamiast do bramy idzie  do wiaty, zjawiła się przy samochodzie Wojtka. Ku jej zdziwieniu Wojtek już na nią czekał. "Na bramie" podała strażnikowi swoją kartę zegarową z prośbą, by ją "odbił". Strażnik  truchcikiem  pobiegł do zegara i za chwilę przyniósł ją podstemplowaną mówiąc- proszę  panie dyrektorze, gotowe. Gdy tylko wyjechali Patrycja wybuchnęła śmiechem- no popatrz nie tylko stanowisko zmieniłam ale i płeć!

Wojtuś, ty naprawę chcesz nas "zakomórkować"? Tak, chcę mieć z tobą stały kontakt. Będzie ustawiona na wibracje, żeby mi nie dzwoniła gdy jestem na jakimś spotkaniu. A w kieszeni spodni lub w dolnej kieszeni marynarki zawsze wibracje odczuję. Jeśli nie będę mógł rozmawiać wyślę ci sms.  A ja nawet wiem jakiej treści- zawsze będzie na początku "kocham cię"a potem "zadzwonię jak będę mógł"- śmiała się  Patrycja. A jak będą wyglądały sms-y od ciebie ? Kocham cię ciągle, u mnie wszystko dobrze.

                                                                 c.d.n.

 



sobota, 24 kwietnia 2021

To nie takie proste - 9

 Heleno, zaczekaj chwilę, chcę ci jeszcze coś powiedzieć i nie chcę by to była jakaś tajemnica dla Patrycji - rozeszliśmy się, ale jeżeli będzie ci potrzebna jakaś  pomoc, to zawsze możesz się zwrócić  o to do mnie lub do Patrycji - nie chcę byśmy zostali wrogami tylko dlatego, że się rozeszliśmy - jesteś jednak biologiczną matką chłopców i to pozostanie na zawsze, nikt im twoich genów nie usunie.  Pewnie źle się stało, że trafiliśmy na siebie - ja z dość wybujałym temperamentem a ty z minimalnym i tak naprawdę z zerową wiedzą o antykoncepcji. Poza tym wtedy naprawdę nie marzyłem o tym, by zostać ojcem. Szkoda może, że nikt mi nie doradził wtedy bym owszem- uznał dziecko, ale nie żenił się z tobą i tylko płacił alimenty. Zwłaszcza, że wcale cię nie kochałem a ty moje pożądanie wzięłaś za objaw uczucia. Wielu , zwłaszcza  młodych facetów do seksu wcale nie potrzebuje uczucia. U kobiet to też jest częste zjawisko. 

Umówmy się zatem, że do końca miesiąca tu będziesz razem z chłopcami, ja tylko będę tu wpadał , a gdy się przeprowadzisz wtedy tu będę nocował. Gdy się zakończy rok szkolny przeprowadzę się z chłopcami do innego mieszkania, a to będę wynajmował.

Czy chcesz ich wziąć, jak to robiłaś co roku, do Wilgi? Jeśli tak, to kiedy? Oni zaraz po zakończeniu roku szkolnego  jadą na dwa tygodnie na obóz żeglarski, zresztą o tym to chyba wiesz.  Helena pokręciła przecząco głową  - nie mam zamiaru jechać z nimi do Wilgi. Już w zeszłym roku umierali tam z nudów, to miejsce jest dobre, ale dla młodszych dzieci. A tak naprawdę chcę iść na pewien kurs zawodowy, akurat mi to zajmie całe lato. Nie ma sprawy, mam coś innego w zanadrzu stwierdził Wojtek.

A jutro ich gdzieś zabierasz? - spytała Helena.Wojtek spojrzał się pytająco na Patrycję, na co powiedziała - wezmę ich jutro do muzeum, więc tak około 10,00 mógłbyś ich przywieźć. Będziesz miał cały dzień na pracę. Na niedzielę też coś wymyślę byś mógł spokojnie popracować, jeśli nie wszystko  zdążysz zrobić jutro. A jeśli jeden z nich się zgodzi spać na łóżku polowym to mogą przecież u nas przenocować, żeby ich tak nie wozić w kółko. Wojtek zerwał się z krzesła- zaraz się dowiem - i poszedł do pokoju chłopców. Po chwili wrócił śmiejąc się - szkoda, że nie mamy dwóch polowych łóżek. Urządzimy losowanie kto będzie na nim spał. Nie podejrzewałem, że to taka atrakcja. 

No to właściwie jak na razie wszystko omówiliśmy. Dziękuję ci Heleno, że mogliśmy tak szczerze porozmawiać. Zajrzymy tylko na minutkę do chłopców i uciekamy.

Gdy wyszli z mieszkania Wojtek głęboko odetchnął - dobrze mi ten rozwód zrobił. Od razu mi jakoś lżej i nawet mogę na Helenę patrzeć bez odrazy. Wiesz, podejrzewam, że Helenie chyba też to małżeństwo przeszkadzało - stwierdziła  Patrycja. Chyba nie jest fajnie tkwić z kimś z którym nic cię nie łączy poza pretensjami po obu stronach. 

No to wieź mnie do domu, mój ogierze! Muszę cię wykorzystywać dopóki jeszcze można - śmiała się Patrycja. Helena chyba nigdy nie widziała ogiera w akcji, skoro nazwała cię ogierem. A ty widziałaś? - zaciekawił się Wojtek - gdzie widziałaś?  Na wsi, gdy miałam z 10 albo 11 lat. Mieszkałam z ciotką u gospodarza w najprawdziwszym wiejskim obejściu, w Porąbce koło Międzybrodzia.  Tam były dwie chaty, w jednej mieszkał gospodarz z żoną i dziećmi, chyba była ich piątka i miał drugą chatę dla letników.  Wiesz, na wsi to rzecz normalna - krycie krowy lub klaczy. Powiedziałabym zero finezji - ogier tylko obwąchał klaczkę, wyczuł, że jest w rui i był gotowy do akcji. To był dla mnie  bardzo żałosny widok - klacz była uwiązana w małym  boksie, miała zawinięte  bandażem włosy ogona, a ja idiotka pomyślałam,że chora,  ogier jakoś nijak nie mógł trafić i gospodyni praktycznie wsadziła jego przyrodzenie w klacz i po najwyżej minucie było po wszystkim. Przy czymś takim  psi akt płciowy to niemal finezja. Córka gospodarza , starsza ode mnie, miała już 14 lat, poinformowała mnie, że jej ojciec robi to dużo dłużej, nawet  15 minut, a ja się inteligentnie zapytałam, czy z klaczą. Wytłumaczyła mi, że nie z klaczą ale z jej matką, ale kiedyś widziała, że robił to też z ich sąsiadką, u niej w stodole. I że wszyscy mężczyźni tak robią ze swymi kobietami w domu, w łóżku, na leżąco a nie na stojąco. Wojtka omal nie skręciło ze  śmiechu. No to miałaś przeżycie. 

Po powrocie do domu z tych wakacji, które wcale mi się nie podobały bo wciąż chodziłam z dziećmi gospodarzy na jagody albo maliny, opowiedziałam ojcu o tym kryciu klaczy i o tym gospodarzu, który żonę  dłużej krył a i sąsiadkę w stodole pokrywał i była straszna afera, ale mnie przynajmniej wtedy okazjonalnie uświadomiono. A mama z rok z ciotką nie rozmawiała.

A do jakiego muzeum pójdziesz z chłopcami jutro? Do Muzeum Historycznego Warszawy. Podrepczemy sobie po Starówce. Posiedzimy w kawiarni na Rynku Staromiejskim opychając się lodami. Zjedziemy na dół schodami ruchomymi i wrócimy potem nimi na górę, zajrzymy też na Nowe Miasto. Weź pod uwagę, że nie wezmę samochodu, bo jak zauważyłam to dla nich nawet przejażdżka autobusem jest niebywałą atrakcją. Bo albo są wożeni samochodem albo mogą odległość pokonać per pedes. A czy ty się czasem za bardzo nie zmęczysz? Wojtuniu, przecież ja będę chodzić a nie  biegać.  A czy ty kochany zauważyłeś, że już przestałam chodzi w szpilkach? Chodzę w wygodnych, zdrowych dla  ciężarnych kobiet butkach, na miękkiej, ale grubej, elastycznej podeszwie. Poza tym zawsze, jeśli się zmęczę to mogę posiedzieć, bo czego  jak czego, ale kawiarni tam  trochę jest i w razie zmęczenia mogę wrócić z nimi taksówką, bo to też będzie dla nich atrakcja. A samochodu nie wezmę, bo naprawdę ciężko tam znaleźć miejsce do zaparkowania. A ty sobie spokojnie popracujesz, nikt ci nie będzie przeszkadzał telefonami i "panie dyrektorze, ja tylko na minutkę". No nie wiem, zamarudził Wojtek - bardzo mi się źle pracuje  gdy cię nie ma w pobliżu.  No to postaw sobie na biurku moje zdjęcie i będziesz na mnie co jakiś czas zerkać. Jasne, będę się gapił na zdjęcie i będę mieć nieprzyzwoite myśli. A może  ja po was bym przyjechał? I poszlibyśmy gdzieś na obiad? Moglibyśmy zjeść obiad w Bristolu. Ale dla mnie i dzidziusia będzie zdrowiej zjeść w domu, obiad już  mam zrobiony, wystarczy tylko podgrzać. Wojtuniu, ty po prostu popracuj uczciwie w domu w sobotę, tak byś w niedzielę już nie musiał pracować. Bo o ile dobrze pamiętam masz w poniedziałek jakąś nasiadówkę w ministerstwie. Ja się zajmę w sobotę chłopcami a ty pracą. A w niedzielę może sobie popłyniemy statkiem po Wiśle. Albo jeszcze coś innego wymyślę. Możemy też w niedzielę wybrać się do Wilanowa, jestem dziwnie pewna, że tam też jeszcze nie byli. Ty nie miałeś czasu, a Helena pomysłu. A jeśli będzie padać to pójdziemy z nimi do Muzeum  Wojska Polskiego. A teraz to mi się już spać chce, więc mnie szybciutko utul.

Wyprawa na Starówkę była bardzo udana a wizyta w Muzeum Historycznym Warszawy była nawet dla Adama przeżyciem, bowiem w jednym miejscu stał pieniek katowski i gdy przewodnik powiedział do czego  ów pieniek służył Adam szybko się stamtąd oddalił bo miał wrażenie, że za moment zwymiotuje, ale po kilku minutach spędzonych w objęciach Patrycji, która mu tłumaczyła, że to na pewno nie jest autentyczny pieniek z tamtego okresu, uspokoił się. Okazało się też, że wiedzieć a widzieć to nie to samo- chłopcy wiedzieli, że była wojna, że Warszawa była zniszczona, ale dopiero tu dotarło do nich jak bardzo. Patrycja jeszcze  pamiętała bolesne pozostałości wojny i sterczące w różnych miejscach ruiny, ale oni nie widzieli na własne oczy żadnego zrujnowanego domu. Gdy siedzieli na Rynku  w ogródku kawiarnianym i chłopcy pochłaniali ptysie, Adaś rozglądając się dookoła powiedział- aż trudno mi uwierzyć, że ktoś mógł tak zrujnować miasto, że tu wszystko było zburzone. To nawet na zdjęciach wyglądało okropnie, a były to zdjęcia czarno-białe. A Krzyś po chwili z buzią pełną ptysia zauważył - to my tu właściwie siedzimy na cmentarzu. A Adam po chwili stwierdził - to ci wszyscy co się urodzili już po wojnie to właściwie mieli szczęście. Tak Adasiu, masz rację-przyznała Patrycja. Tata też się urodził już po wojnie, ale babcia i dziadek to jeszcze przed wojną - dedukował Krzyś. Pat, a czy jeśli poproszę dziadka to mi coś opowie o tym jak było w czasie wojny? Nie wiem Krzysiu, ale weź pod uwagę, że o bardzo smutnych, tragicznych wydarzeniach wiele osób nie chce mówić, bo to są bolesne wspomnienia. Ale w czasie wojny można zostać bohaterem- powiedział Adam, nawet bardzo młodzi ludzie. Patrycja natychmiast  zgasiła jego zapał- i co ci przyjdzie z tego bohaterstwa gdy zginą twoi najbliżsi a może i ty sam? Wojna jest największym nieszczęściem i wyrazem totalnej głupoty ludzi. 

A tata zawsze bardzo się na nas gniewa gdy się bijemy z Adamem albo z innymi chłopakami zamiast z nimi rozmawiać. I nigdy nas nie bije, ale wielu chłopców dostaje w domu lanie pasem. Ale czasem to bym wolał dostać lanie niż żeby mi to mówił co mówi. No to macie chłopcy pecha -zaśmiała się Patrycja - ja też nie będę was biła, tylko wam tłumaczyła byście zrozumieli dobrze co  zrobiliście źle i dlaczego to co zrobiliście było złe. A mama to na nas strasznie krzyczała, ale nie biła. A mój kolega  z klasy, Wojtek mówił, że jego matka to mocniej go bije pasem niż ojciec. Patrycja przerwała te opowieści mówiąc - skończcie jeść, zapłacimy i pojedziemy ruchomymi schodami na  dół, na trasę W-Z, wrócimy na górę, pójdziemy potem na Nowe Miasto. A byliście już w Zamku Królewskim? Nie, ale coś nam truto, że pójdziemy całą klasą, ale jeszcze nie byliśmy - wyjaśniał Krzyś.  A moja klasa nie poszła na wycieczkę do Zamku za karę, bo się kiedyś obrzucaliśmy w klasie pomidorami i wyświniliśmy ściany - poinformował Patrycję Adam. A potem nasi rodzice mieli sami klasę odmalować, ale nie malowali sami, tylko zrobili składkę i wynajęli malarza. A mnie tata ukarał dodatkowo, bo mi nie dał stałego kieszonkowego, żebym zapamiętał, że nie wolno niszczyć wspólnego mienia. Patrycja słuchała opowieści chłopców a z tyłu głowy przewijała się jedna myśl - muszę szybko uzupełnić swą wiedzę pedagogiczną!

                                                                 c.d.n.




piątek, 23 kwietnia 2021

To nie takie proste - 8

Gdy szli objęci do domu Wojtek powiedział- napędziłaś mi strachu, bałem się, że się źle poczułaś i zniknęłaś w ogrodzie tylko po to, by mamy nie zdenerwować. Kochany, ja nie jestem typem samobójcy lub cierpiętnika- gdyby mi coś dolegało, to bym powiedziała mamie. Po prostu jeszcze nigdy nie widziałam całego ogrodu i chciałam go wreszcie zobaczyć. I dobrze, że zobaczyłam, teraz wiem, że będzie nam się tu dobrze mieszkało. 

Wojtek mocno przytulił Patrycję i wyszeptał jej do ucha - uwielbiam cię, ale mam konkurentów w tej dyscyplinie - dwóch młodych huncwotów. Zrozumiałem to dziś na rozprawie, gdy siedziałaś  pomiędzy nimi. Wysoki sąd w postaci korpulentnej pani sędzi chyba umierał niemal ze zdziwienia. Aż mi się śmiać zachciało. A ja, gdy Krzyś się do mnie przytulił pomyślałam, że ten widok na pewno bardzo zabolał Helenę, przecież jest matką Krzysia.

Wszystkie nieporozumienia pomiędzy rodzicami zawsze uderzają w dzieci. Będziesz musiał teraz więcej się nimi zajmować w taki bardziej serdeczny sposób. I nie dziw się, gdy będę często obejmować i przytulać was troje. Bo teraz to oni i moimi dziećmi są - chciałam jedno, a mam troje. Wojtuś, dotarło do ciebie, tak do środka mózgu, że już masz rozwód? Że właściwie na nowo rozpoczynasz życie? I że masz okazję wyprostowania wszystkiego, co było dotąd pokrzywione?

I - Patrycja na chwilę zamilkła - mam wrażenie, że powinniśmy oboje porozmawiać z Heleną. Trzeba spokojnie i rzeczowo omówić sprawę jej wyprowadzki i może w tym pomóc. Może i nie była idealną matką i marną żoną, ale można powiedzieć, że i ty nie byłeś wzorem ojca. Model "ja tylko zarabiam, a ty się zajmuj resztą" nie jest wcale dobry, jeśli wychowaniem dzieci zajmuje się tylko jedna osoba, a druga żyje zajęta tylko własnym życiem. Wychowywać muszą  oboje, muszą mieć jakiś spójny program kształtowania psychiki dziecka. Pamiętaj, że choć mężczyzna i  kobieta pasują do siebie, to jednak te same problemy inaczej przeżywa mężczyzna a inaczej kobieta i dziecko musi od małego poznawać reakcje obu płci na to samo wydarzenie. Oczywiście, że oboje potępimy jakieś złe zachowanie, ale potem każde z nas użyje nieco innych argumentów. 

Kocham cię Wojtuniu, kocham tę fasolkę w  moim brzuchu, ale  zaczynam przywiązywać się do twoich chłopców i za jakiś czas będą w pełni moimi dziećmi. Zadzwoń do Heleny, może jeszcze dziś z nią byśmy porozmawiali, np. odwożąc chłopców. Oczywiście rozmawialibyśmy nie w ich obecności, no ale tam są wszak 3 pokoje. Dobrze, mój skarbie, zrobimy tak jak mówisz- zgodził się Wojtek.

Po obiedzie, który jak zwykle każdy obiad babciny był  udany i szybko znikał z talerzy, dziadek z dziećmi poszedł do ogrodu, Patrycja usadziła teściową w fotelu a sama zajęła się zmywaniem, postanawiając namówić Wojtka na  zakupienie i zainstalowanie jak najprędzej zmywarki do naczyń. Wojtek "ścigał" telefonicznie Helenę, wściekając się, że ciągle jest u niej zajęty telefon. W końcu, po trzech kwadransach udało mu się do niej dodzwonić i powiedział, że gdy wieczorem przywiezie chłopców to porozmawiają o kilku ważnych sprawach, ale nawet słowem nie wspomniał, że w rozmowie będzie również  brała udział Patrycja.

Gdy już wszystko było pozmywane i ustawione  elegancko na dwóch suszarkach Patrycja  powiedziała- musimy koniecznie kupić zmywarkę do naczyń. Powinniśmy teraz pojechać do najbliższego Pewexu prowadzącego również dział sprzętu gospodarstwa domowego i obejrzeć  zmywarki. Trzeba tylko przepatrzeć, w którym miejscu będzie ją można tu podłączyć. I obejrzymy też pralki. Ja mam na ten sprzęt pieniądze na koncie dolarowym. Wolę kupić w Pewexie niż polować na to wszystko w sklepie AGD.  

No proszę- zaśmiał się Wojtek - jesteś świetną partią do żeniaczki - ładna, zgrabna, mądra a do tego posiadasz  konto w dewizach. Będę musiał uważać, żeby mi ciebie ktoś w międzyczasie nie uwiódł i nie sprzątnął sprzed nosa. Też mam konto dewizowe, po ślubie dam ci upoważnienie na korzystanie z niego. A propos ślubu - zdecydowałaś coś  może w kwestii nazwiska?  Tak, ale nie wiem czy ci się będzie podobał mój wybór - będę miała dwa nazwiska, bo zamierzam nadal pracować  w swoim  zawodzie, a jestem tu znana pod swoim panieńskim nazwiskiem. Nie wezmę całego, trzyletniego urlopu wychowawczego, za bardzo bym wypadła "z obiegu", raczej wrócę do pracy po roku. Ale sam wiesz, że życie zawsze jakoś po swojemu weryfikuje nasze plany.

Wojtuniu, sprawdź, proszę, czy do łazienki na piętrze wejdzie w jakimś rozsądnym miejscu pralka. A jeśli nie wejdzie, to pewnie trzeba będzie zrobić na nią miejsce w piwnicy. Tata mówił, że w piwnicy można zrobić nawet warsztat, że jest doprowadzona woda i energia. To może zamiast warsztatu zrobić tam pralnię z miejscem do suszenia prania? Ale to trzeba wpierw omówić z rodzicami, to ich dom.  Bo prania przy pięcioosobowej rodzinie to będzie jednak sporo.

Pat, gdy mówisz do mnie per "Wojtuniu" mam zaraz ochotę łasić się do ciebie niczym pies. To nie mam tak do ciebie nie mówić? Ależ nie, mów tak, ja ci tylko mówię, co wtedy czuję. Mama tak do mnie mówiła gdy byłem mały, a teraz ty tak mówisz i to mnie jakoś rozbraja, ale jest cudowne.

Wiesz, pomyślałem, że do Pewexu możemy możemy wziąć  chłopaków to dziadkowie chwilę od nich odpoczną. Co o tym myślisz? Co myślę - no jasne, że ich weźmiemy, jeżeli tylko będą chcieli z nami jechać.  Pat, słowo "Pewex" działa na nich niezwykle podniecająco, bo Pewex to są klocki LEGO, to są do obejrzenia i zamówienia sobie u mnie różne inne zabawki, to są ciuszki, które ja potem im przywożę z delegacji, lub zamawiam je za granicą. Do Pewexu to oni zawsze są chętni.  I już  mam na oku dwa  Pewexy- jeden ze sprzętem łazienkowym i drugi z AGD i.....w obu nie ma klocków LEGO, ale o tym oni nie wiedzą. No to będą mocno rozczarowani - stwierdziła Patrycja- nie będą, każemy im wybierać  brodzik, bo mam dobry pomysł na  fajną kabinę prysznicową, chodź skarbie, pokażę ci. Jedna ścianka będzie z luxferów. I zaraz zabrał Patrycję do łazienki i tłumaczył w którym miejscu będzie kabina. A Pat pomyślała, że swą nową sytuację życiową Wojtek już oswoił i zaczyna się w niej odnajdywać.

Do Pewexu zabrali również dziadka, którego po drodze wtajemniczyli w swe plany, a dziadek wszystko zaakceptował. Pralnia i suszarnia w piwnicy - pomysł bardzo dobry, lepszy niż pralka w łazience. No i ta suszarnia w piwnicy to też dobry pomysł, w końcu nie zawsze wszystko może schnąć na dworze z uwagi na pogodę.Kabina prysznicowa - pomysł świetny, łatwiej wejść do kabiny niż do wanny, oni też sobie  zrobią kabinę ale musi w niej być stołek do siedzenia. Zmywarka w kuchni - no jasne, przecież teraz  się rodzina już powiększyła, każdy posiłek już teraz jest dla sześciu osób,  a z czasem będzie dla siedmiu.

W jednym z dwóch odwiedzonych sklepów dowiedzieli się, że najpóźniej za dwa tygodnie  będą w sprzedaży gotowe kabiny prysznicowe, z pełnym wyposażeniem. Dziadek z miejsca "zdeprawował" sprzedawczynię prosząc, by natychmiast do niego zatelefonowała gdy one nadejdą, bo jeśli to będą fajne kabiny to on nawet dwie zakupi i zostawił swoją wizytówkę. Po raz pierwszy Wojtek widział swego ojca w takiej  akcji i wymienili z Patrycją porozumiewawcze spojrzenia a Wojtek szepnął jej do ucha- nie podejrzewałem, że ojciec to taki "pies na baby", on ją regularnie podrywał. A Pat odszepnęła- szkoda, że ty siebie  nie widzisz, gdy tobie  się jakaś babka podoba. A nie zauważyłaś, że odkąd jestem z tobą to mi się żadna nie podoba?  I już w kilka delegacji nie pojechałem, w tym do Francji i Wielkiej Brytanii, aż się naczelny spytał czemu tak siedzę na tyłku i wysyłam innych. Będzie zabawnie gdy się pobierzemy, główny inżynier to pewnie popełni  harakiri z żałości, bo mu się przeogromnie podobasz. Masz na myśli Arka Z.? Toż on żonaty i ze dwadzieścia lat starszy ode mnie! Nie dwadzieścia, tylko dziesięć, tylko jakoś tak staro wygląda. 

Chłopcy dostali od dziadka "metrówkę", kartkę ze sztywną podkładką i długopisem na lince i mieli za zadanie spisać nazwę i typ każdej obejrzanej pralki a ponadto dokładnie ją wymierzyć i zupełnie uszedł ich uwadze fakt, że Patrycja zgarnęła z lady wszystkie prospekty owych urządzeń, które zaraz schowała do swej przepastnej torby.

By umilić dzieciakom fakt, że nie było w tych sklepach klocków Lego pojechali na włoskie  lody i blisko godzinę spędzili w kawiarni. 

Wieczorem  pojechali odwieźć chłopców i  spróbować porozmawiać z Heleną. Po drodze Wojtek kupił w cukierni ciasto czekoladowe z wiśniami, by rozmowa z Heleną miała jakąś milszą oprawę. Po drodze powiedział chłopcom, że mają się sami porządnie wyszykować do spania, bo dorośli mają teraz do omówienia kilka ważnych spraw, które wynikły z racji rozwodu Wojtka i Heleny. O tym, co dorośli ustalą chłopcy dowiedzą się albo już w sobotę albo dopiero w niedzielę. A Patrycja dodała, że wszystko co ustalą będzie zgodne z wyrokiem sądu, a ona ze swej strony nigdy nie będzie  im zabraniała kontaktu z ich matką. I że zaraz po zakończeniu roku szkolnego będą się przeprowadzać do domu dziadków i że najprawdopodobniej tegoroczne wakacje będą nieco inne niż dotąd, ale ma nadzieję, że chłopcy będą zadowoleni. 

Nim Wojtek otworzył drzwi mieszkania mocno przytulił Patrycję, a w jego ślady  poszli chłopcy. Gdy weszli rzuciły im się w oczy stojące w przedpokoju walizki i kilka pudeł. Zamykając za wszystkimi drzwi Wojtek zawołał- jesteśmy, porozmawiamy w moim pokoju. Chłopcy, idźcie do swojego pokoju i zajmijcie się czymś pożytecznym. Jutro sobota, możecie pójść spać nieco później. Tato, a zobaczymy się jutro? No jasne, nigdzie nie  wyjeżdżam, sami na noc na pewno nie zostaniecie. Będzie z wami albo matka albo ja i Pat. Obaj po kolei wpierw cmoknęli w policzek Patrycję, potem Wojtka.

Poszli do pokoju Wojtka, który wyraźnie był jego pokojem do pracy, przystosowanym również i do spania w nim. Funkcję łóżka pełniła rozkładana sofa.  Wojtek usadowił Patrycję w fotelu, jedynym jego zdaniem wygodnym meblu w tym pokoju , wziął ciasto, przepytał się co zrobić dla Pat do picia i wyszedł zamykając za sobą drzwi. Po piętnastu minutach wszedł z tacą, a na której stały dwie szklanki herbaty i jedna filiżanka oraz trzy talerzyki z ciastem, serwetnik. Helena za chwilę przyjdzie, tylko dosuszy włosy suszarką. Nie chciała paradować w lokówkach, chociaż mnie tego widoku nie szczędziła nigdy. Wojtuniu, nie bądź złośliwy, nie każdemu się włosy same kręcą.Wejdź w jej położenie, dzieci nie chcą z nią być, jej się rozpada dotychczasowe życie. A moje kilkanaście lat temu rozpadło się przez jej durnotę, bo myślała, że tabletki, które jej zapisał dermatolog chronią również przed ciążą, bo mają hormony.Wybacz Pat, nie umiem jej tego wszystkiego wybaczyć. Porozmawiamy o tym gdy będziemy sami, muszę to wreszcie z siebie wyrzucić. Dobrze kochany, porozmawiamy, musisz to kiedyś wreszcie zamknąć i nie wracać do tego.

Rozległo się ciche pukanie, zabrzmiało w ciszy wojtkowe "wejść" i do pokoju weszła Helena. Nie wiedziałam, że to będzie rozmowa w trójkę - powiedziała.  No to teraz wiesz głos Wojtka brzmiał bardzo niemiło - musi być w trójkę, bo to co ustalimy dotyczy głównie nas trojga. W tym momencie odezwała się Patrycja - pani Heleno, pomyślałam, że przecież może być pani potrzebna pomoc z naszej strony. Wojtek mi mówił, że swoje mieszkanie pani komuś wynajmuje, więc pewnie jest spisana jakaś umowa na konkretny czas tego wynajmu. Sąd, naprawdę nie wiem na jakiej podstawie, wyznaczył dla pani termin jednego miesiąca na opuszczenie tego mieszkania, bo mieszkanie jest własnością Wojtka, wyłączoną z majątku małżeńskiego. Czy ma pani spisaną z najemcą jakąś umowę? 

Nie, nie mam, tak naprawdę to mogę tam w każdej chwili wrócić, tam też są trzy pokoje, a wynajęłam je mojej dalekiej kuzynce, która jest na studiach. Płaci tylko czynsz i media. A moje rzeczy przewiezie mi pomału chłopak mojej kuzynki, ma samochód. A tak w ogóle to przepraszam, że dziś tak palnęłam o tym, że Wojtek panią zdradzi. Patrycja uśmiechnęła się - każdy z nas ocenia sprawy na podstawie własnych doświadczeń. No tak, temat przeprowadzki mamy jakby zamknięty. Teraz jest kwestia widywania się z chłopcami, ale wpierw chciałabym poruszyć inny temat, ponieważ w pewnym sensie będę teraz na etacie ich  mamy- chciałabym coś więcej o nich wiedzieć- czy mają jakieś uczulenia, na co chorowali, czy mają wszystkie szczepienia, chciałabym dostać całą ich dokumentację- to chyba się teraz nazywa książeczka zdrowia dziecka czy jakoś tak. Tak, każdy ma taką książeczkę. A gdy przestaną tu mieszkać to trzeba ich zarejestrować w poradni "D" tam, gdzie będą  zameldowani. Oni mało chorowali, nie bywali na świetlicy. Szczepienia mają wszystkie te, które dotychczas mieli mieć. Teraz to już chyba tylko przeciwgruźlicze będą, ale to ich powiadomią w szkole, bo wtedy muszą przynieść ze sobą  te książeczki do szkoły i na próby tuberkulinowe pójdą całą klasą.

A co do widywania się z nimi- będę się z nimi widywać tylko wtedy, gdy sami tego zechcą. I wbrew temu co dziś palnęłam sądzę, że będziecie razem, dzieci, pani, Wojtek- szczęśliwi. Przeprowadzać się będę "po kawałku", zostanę tu do ostatniego dnia maja.

                                                                        c.d.n.