piątek, 19 sierpnia 2022

Trudny wybór - 87

Czas mijał niepostrzeżenie i nadeszła pora na  kolejne USG, które  było wyznaczone na 12 tydzień  ciąży. Dzień wcześniej Adela powiedziała  szefowi, że spóźni  się do pracy, bo ma wyznaczone na 8,00 rano USG - trzeba podejrzeć jak się spisuje dzieciaczyna. 

Dziecinko, proszę sobie  jutro zrobić  dzień wolny, dziś pod  koniec  dnia  zadzwonię do kadr, że pani ma  jutro wyjście  służbowe od rana. Jestem  pewny, że  wszystko na pewno jest  w porządku. A pani mąż to gdy mi powiedział, że oczekujecie państwo  dziecka, to miał  minę taką, jakby wygrał sto  milionów dolarów.

Oj tak, panie  Bronku, on jest szalenie  przejęty i dziwi się, że ja  nie  skaczę z radości. Trochę go sprowadziłam na  ziemię, że ja owszem, też  się cieszę, to w końcu  "planowa inwestycja", a nie improwizacja, ale to ja  dostanę w kość w sensie fizycznym i trochę się tego wszystkiego boję, więc u mnie to taka radość przez  łzy. Gdybym tylko pozwoliła to już w domu byłoby pewnie kilka  wózków, łóżeczek i kilka  stosów ubranek niemowlęcych. A najśmieszniejsze jest to, że ja jakoś tak na  co  dzień nie czuję  ani nie myślę, że jestem  w ciąży. Nic  mi , póki co  nie dolega, żadne mdłości lub wilczy apetyt mnie  nie dopadają, no  może tylko ta różnica, że  wieczorem nie  czytam, no ale wynika to  z wymogu, że mam spać 8 godzin, więc się kładziemy wcześniej spać, a nie jak dotychczas o północy. On się tak zachowuje jakby i on  był w  ciąży.

Ależ dziecinko, to przecież świetnie, że tak właśnie jest! Kochacie się wzajemnie i szanujecie, co  wcale dziś  nie jest częstym  zjawiskiem. Wiem, panie Bronku. On wyniósł taki wzorzec z domu. Szalenie żałuję, że jego mama już odeszła z tego świata i znam ją tylko z opowieści syna i ojca. A jego ojciec to naprawdę wspaniały człowiek - dżentelmen w każdym  calu i to oczywiście  w tym dobrym  znaczeniu tego słowa. I pan mi go ogromnie przypomina. Jakoś tak niedługo po naszym ślubie ożenił się z moją ciocią, siostrą mojej matki, którą  kocham stokroć więcej niż matkę. I wiem, że jestem szczęściarą - mam przy  sobie ich oboje, bo mieszkamy w tym samym budynku, w sąsiednich klatkach. Przedziela nasze  mieszkania  przychodnia lekarska.

To rzeczywiście jest  z pani szczęściara i jak to dobrze, że zdaje  sobie  pani  z tego sprawę. Bo wie  pani- szczęście i miłość to bardzo delikatne  zjawiska i trzeba o nie bardzo dbać. Ale jestem pewien, że oboje z mężem potraficie   zadbać o to, by były z  wami jak najdłużej.

Panie  Bronku,  a nic nie trzeba na jutro przygotować?  No może, ale krótkie, streszczenie tego artykułu- i podał Adeli czasopismo. Chce pan po polsku czy po angielsku?  Dziecinko, a który ze żłobów by pojął gdybym to powiedział po angielsku? Po polsku powiem a i tak połowa nie pojmie o co chodzi, więc zrobimy z tego ksero i będzie  leżało na  stoliku, żeby sobie  wzięli  na pamiątkę. Pani mnie po prostu rozbisurmaniła, ale nie da  się ukryć, że ma pani tak  zwane  "lekkie pióro" i bardzo  dobrze  pani  pisze.

Czytałem pani pracę na egzaminie na aplikację. Ładnie, prosto, rzeczowo. To był jakiś  cud, panie  Bronku, bo byłam tak zdenerwowana, że nie bardzo wiedziałam jak mam na imię. I powiem panu  coś, o czym nawet Emil nie  wie - skończyłam pisać,  trzy razy przeczytałam, zalepiłam kopertę, oddałam,  wyszłam i... weszłam do męskiej toalety, bo ona była na wprost tej  sali, a damska nieco dalej. Trochę mnie  wkopało w podłogę, ale na  szczęście nikogo tam nie było, więc szybko zmieniłam  lokal na właściwszy.  Szef uśmiechnął się - gdyby ktoś  był to by pewnie  potem  z 5 razy  sprawdzał czy  aby on był we  właściwym  miejscu.

Po dwóch godzinach szef z rozanieloną  miną  czytał tłumaczenie, cały czas kiwając potakująco głową,  na koniec powiedział: no to może byśmy  się kawusi napili?  Ja to zaraz zaniosę na xero,żeby  mi to na  dziś jeszcze odbili, tylko proszę jeszcze, o ile  można, dopisać tytuł i pochodzenie oryginału. Można, zaraz  zrobię poprawkę  w komputerze i dam  panu już poprawiony egzemplarz. Adela przezornie  zniszczyła tę odbitkę, dopisała   dane o które  zabiegał  szef, zrobiła nowy wydruk i szczęśliwy  szef poszedł do ksero. Umówili  się, że gdy wróci Adela zrobi "kawusię". Adela trochę pospacerowała po pokoju, myśląc o tym, że czas  ciąży jakoś dość bezboleśnie  mija - wszyscy dookoła  ją wyraźnie rozpieszczają a i jej organizm dobrze  toleruje ów stan. Jeszcze 8 tygodni  i będzie połowa  ciąży. Do pokoju weszła Stasia  mówiąc - szef stoi w kolejce w bufecie po wedlowskie wafelki w  czekoladzie. Jak stwierdził to po inne  by nie stał. A ty kwitniesz dziewczyno  w tej ciąży. Szef mi już doniósł, że jutro masz USG. On to powinien był mieć  z tuzin dzieciaków,  a nie jednego dość samolubnego syna.  Znasz jego syna?Adela zaprzeczyła. Stasia  machnęła  ręką - pewnie  nie  wiesz, ale moja  matka to siostra jego ojca. No oczywiście znam jego syna, nieco zarozumiałe indywiduum. On to jeszcze  pestka, żona go przerasta pod  tym względem znacznie. Pawiloniara de domo, a widząc, że Adela  nie bardzo rozumie o co rzecz idzie, wyjaśniła- synuś szefa  ożenił  się z potomkinią właściciela  dwóch pawilonów na Królewskiej. Bronek wciąż cierpi z powodu tego małżeństwa, ale nie mógł dorosłemu facetowi zabronić żeniaczki. Sama słyszałam, jak mówił Młodemu, że aby wypić kufelek piwa nie trzeba od  razu kupować browaru. A ja mam podejrzenie, że w pewnym  sensie kupił Młodego jej ojciec. Trzeba przyznać, że ojciec synowej Bronka to słowny facet - obiecał, że gdy się młodzi pobiorą to on im da mieszkanie....i dał. Dał też pieniądze na  rozkręcenie biznesu i Młody prowadzi kursy na euro-rzecznika patentowego. Mam podejrzenie, że teść się Młodemu do biznesu stale dokłada, bo jakoś mało jest tych euro-rzeczników. Może i dlatego, że euro-rzecznik musi znać perfect angielski, czyli 4 lata szkolnego angielskiego to ciut mało. No jasne, że za mało - przytaknęła Adela. Wiem jak  się namęczyłam gdy  musiałam czytać angielskie czasopisma branżowe. Na  szczęście zawsze  miałam obok Emila- naprawdę nie  wszystko mogłam wynaleźć w  słownikach. A on w te klocki to jest  dobry, w końcu wykładał w angielskim. Stasia roześmiała  się - twój mąż i w inne klocki  dobry, zmalował ci taką udaną ciążę. Pewnie nauczył plemniki, że w razie udanej inwazji mają  się idealnie  dostosować  do środowiska-  śmiała  się. Wyglądasz świetnie i jak  widać służy ci ta impreza. 

No właściwie masz rację - gdyby nie pewne rygory, jak te 8 godzin  snu to pewnie bym  sobie nawet nie  zdawała w ogóle  sprawy, że jestem  w ciąży. Emil mi wiąż o  tym przypomina, bo on to już  by chciał żeby robić  zakupy dla dziecka. 

Adelko, a ja do ciebie właściwie przyszłam by się zapytać,  czy znasz jakiegoś dobrego adwokata- muszę pozbawić ojca moich dzieci prawa do nich. Ty pewnie  nie  wiesz, ale ja ich  sama wychowuję - nie każdy mąż jest taki jak twój Emil. Mój w pewnej chwili wpadł po uszy w alkoholizm. Jak powiedział mi facet od uzależnień, to miał do tego predyspozycje rodzinne. Wpadł w zabawowe towarzystwo, tyle  tylko, że oni trzymali jakieś  granice a on nie.  Krótko byłam mężatką, rozeszłam się gdy młodszy miał rok, a starszy 4 lata. Od września starszy idzie do szkoły. Zgodnie  ustaleniami sądowymi jeden weekend w miesiącu oni spędzają u niego. Tym razem starszy był u niego sam, bo młodszy kaszlał, więc go zostawiłam w domu.

Wyobraź sobie  co przeżyłam, gdy około godz.23,00 do domu przyszedł sam starszy, mówiąc, że uciekł, bo od taty śmierdzi alkohol. Sprowadziłam do siebie koleżankę, by została  z dziećmi, a ja z Bronkiem pojechałam  do mieszkania byłego, a że się awanturował to wezwałam policję. I chcę pozbawić go praw rodzicielskich i zabronić tym samym kontaktu z dziećmi. 

No mam znajomego adwokata, dam ci znać wieczorem, czy  się podejmie tej sprawy. Bo nie mam pojęcia  czy aktualnie będzie  miał czas. Ale wiem, że jest naprawdę dobry. A prywatnie to nasz przyjaciel. Trochę pechowy jeśli idzie o jego życie osobiste, ale zawodowo- bezbłędny. Wiesz jak jest - szewc bez butów chodzi. Jeśli sam  nie będzie mógł to może poleci kogoś. Ja to nawet  nie bardzo  wiem  jakie on sprawy prowadzi. Ale  wiem, że na  brak pracy to  nie cierpi.

Nie miałam pojęcia, że masz  takie straszne kłopoty- sumitowała  się Adela. No a  skąd  miałaś mieć pojęcie, skoro ci o tym nie mówiłam. Nie mam się czym zbytnio chwalić. Nikt w rodzinie się na  nim nie poznał. Utalentowany inżynier architekt, nie jakaś łajza, wygrywający różne konkursy w branży. Może fakt, że wprowadził zwyczaj picia wina do obiadu powinien był zapalić  mi w mózgu czerwone światło. No ale to był zawsze tylko jeden kieliszek wina, co prawda  duży. A potem zmienił pracę, poszedł do prywatnej  firmy, zaczął się nienormowany dzień  pracy, zawsze  były jakieś okazje w pracy do wypicia. W końcu zagroziłam rozwodem, ale mnie  wyśmiał, bo akurat  byłam w  drugiej ciąży. Ale się "podłożył", bo jechał na podwójnym  gazie i go złapali i to bardzo blisko domu, więc się bronił twierdząc, że tylko samochód przestawia i szuka  miejsca do zaparkowania. Ale prawko mu zabrali, a ja wtedy złożyłam w  sądzie pozew rozwodowy. Ale dotarło do mnie, już po rozwodzie, że tylko ja  się od  niego uwolniłam, ale dzieci  nie i do jego śmierci będą go miały na głowie i  na utrzymaniu gdy  się kompletnie stoczy w dół. Teraz znów się "podłożył" tym, że mały od  niego uciekł. Ale mam policyjny protokół no i spisano co opowiedziało dziecko. A dziecko powiedziało, że tatuś go uderzył w buzię, gdy powiedział,że tata "śmierdzi winem" i że go boli teraz w buzi. Obejrzeli i okazało się, że mały miał przecięty od  wewnątrz policzek swoim  własnym  zębem. Szczerze mówiąc to nie spodziewałam  się po nim aż takiego chamstwa.  Więc postanowiłam odebrać mu prawo opieki nad dziećmi.  Jedno co mogę powiedzieć na jego korzyść - alimenty dowalono mu spore,  ale płaci  regularnie. Ale  nie wiadomo jak  długo jeszcze  będzie  "wziętym architektem". Alkohol jednak degeneruje. Poza tym jest jeszcze jeden aspekt- nie jestem jeszcze  stara i jeśli poznam kogoś kto chciałby mnie wraz z moim dziećmi, to taki pijak musiałby wyrazić zgodę, gdyby ten mój drugi  mąż  chciał dzieci adoptować. Mam znajomą, która ma małe  dziecko, z ojcem dziecka nie ma  ślubu, bo nie  chciał, dziecko uznał, dał mu swoje nazwisko, nie mieszkają razem. Ona wyszła  za mąż za innego , jest aktualnie z nim w ciąży i ten jej mąż chce adoptować to jej nieślubne dziecko, ale nie pozbawiony praw rodzicielskich tatuś nie wyraża  zgody.

Adela żałośnie  westchnęła - ja w pełni doceniam Emila, jego tatę i to, że zapewniają mi naprawdę bardzo spokojne życie. Na tle tego, co ty przechodzisz, to moje "boje" z moją matką to pestka, zresztą dzięki jej siostrze, którą kocham tak, jakby to ona była moją matką. Porozmawiam dziś wieczorem z tym prawnikiem. I może da mi odpowiedź od  ręki, a może dopiero za dzień lub  dwa. Bo może on zna kogoś dobrze obcykanego w dziedzinie prawa rodzinnego. Nigdy go jeszcze nie prosiłam o coś z  zakresu prawa, więc mam czystą kartę.Tak ogólnie to przyjaciel Emila i był moim promotorem gdy pisałam magisterkę.

Szef wrócił z dwiema torebkami pełnymi wafelków oblanych czekoladą. Jedną torebkę wręczył Stasi (dla dzieci) a drugą schował do szafy, w której zawsze był przechowywany express do kawy. Potem uśmiechnął się do  nich i  powiedział - dzięki Adelce nikt nam wafelków nie podprowadzi. No nie  wiem, strasznie  kiepskie te zamki, wsuwką do włosów można otworzyć - stwierdziła Stasia. A nie, Adelka była uprzejma wymienić wszystkie zamki. Jak coś będziesz chciała lepiej schować to przynieś do nas. Idźcie sobie teraz trochę na  spacer, niech Adelka tak nie siedzi ciągle, to niezdrowo. No to niech te wafelki na razie zostaną u was, gdy wrócimy to je zabiorę, powiedziała Stasia. Gdy wrócimy to będziemy - dodała ze śmiechem Adela.

Spacer to było zejście schodami do bufetu, kupienie paczki paluszków z makiem i dwóch butelek  wody mineralnej i spacer długimi korytarzami połączony z  chrupaniem paluszków i popijaniem wody. Adela upewniła  się, czy  może prawnikowi w skrócie opowiedzieć historię jej związku, żeby był zorientowany co go czeka i czy sam się za to weźmie, czy raczej poleci kogoś. Oczywiście Stasia zgodziła się, by Adela przedstawiła  w skrócie  całą  sprawę, bo może ten prawnik zna kogoś, kto niemal nałogowo się takimi sprawami  zajmuje. Na razie Adela wysłała do Arka sms z zapytaniem  o której wieczorem może zadzwonić do niego, bo jej przyjaciółka potrzebuje pomocy prawnej,czyli pozbawienia praw rodzicielskich ojca jej dzieci.Odpowiedź była krótka - dzwoń w każdej chwili, nawet w nocy, to brzmi poważnie. Adela pokazała zaraz Stasi tę krótką korespondencję. Naprawdę mogłabyś do niego  nawet w nocy zadzwonić? Tak, wszak przyjaźń zobowiązuje.

                                                                        c.d.n.

środa, 17 sierpnia 2022

Trudny wybór - 86

 Gdy wsiedli do  samochodu Emil powiedział - jakoś wcale po tobie nie  widać, że jesteś w ciąży. I wiesz, puściłem farbę, że ostatnio super nam wychodzi tantra i zostaliśmy pochwaleni. Taki sposób maleństwu  nie zaszkodzi. Powiedział, że masz koniecznie sypiać po 8 godzin. I nie  dźwigać. I żebym  się nie  dziwił,gdy będziesz  miała apetyt na to,  czego dotychczas nie  jadałaś. Fajny  z niego facet. Adela zaczęła  się  śmiać- tylko się w nim nie  zakochaj, dobrze? Naprawdę chcesz  dziś powiedzieć rodzicom, że właśnie  się stali dziadkami?

Tak, no po prostu mnie  roznosi. A ty taka jakaś bez  entuzjazmu, nie cieszysz się? No cieszę, ale to ja będę udupiona  ciążą i porodem,  nie ty. Wiesz, to taka radość przez  łzy. Trochę się tego wszystkiego boję. Wstąpmy do kwiaciarni - rodzice dostaną kwiatki z tej okazji.  Ale może kupimy tym razem jakieś doniczkowe, żeby się hodowały równoległe z  "pęcherzykiem płodowym". Helena ma rękę dobrą   do kwiatów, ja to wszystkie doniczkowe zawsze czymś zrażę  do życia. Albo zatopię albo zasuszę.

W kwiaciarni kupili  azalię doniczkową, o której  pani kwiaciarka powiedziała, że będzie kwitła praktycznie  cały rok, a wskazówki dotyczące  hodowli znajdą w internecie. Emil podwiózł  Adelę pod  dom, zaniósł doniczkę z kwiatkiem do mieszkania, chociaż wcale  nie  była  ani duża  ani ciężka, a sam poszedł  zaparkować  samochód. Śmiać się  chciało Adeli, ale  szybko doszła  do  wniosku, że byłoby to mało polityczne posunięcie. Nie podejrzewała, że wiadomość o tym, że spodziewa  się dziecka tak ogromnie  go uraduje. No tak- pomyślała- on jest jednak te  10 lat ode mnie  starszy, więc już pomału dojrzewa  do roli ojca.  Ciekawe czy już  dziś doniesie o tym Arkowi? Rozmyślania przerwał powrót Emila z parkingu. Wzięli doniczkę i poszli do Piotra i Heleny.  Gdy przyszli, rodzice  akurat wspólnie  szykowali kolację. Oooo, proszę - wyczuliście, że  dziś mam kopytka z gulaszem! Dosłownie za 10 minut byśmy do  was zadzwonili, żebyście przyszli do nas.  Emil odwinął doniczkę z kilku warstw  karbowanej bibułki i wręczył ją Helenie mówiąc  - a to jest dla babci i  dziadka od pęcherzyka płodowego, jak mówi o tym Adelka. Helena omal nie upuściła doniczki - takiej wiadomości jeszcze się nie  spodziewała.  Wpierw została wyściskana Adela, potem Emil i zaraz musiał Emil  wszystko opowiedzieć.  Rodzice  byli bardzo wzruszeni. Helena  zachwycała  się  faktem , że dzięki USG można  bardzo wcześnie sprawdzić jak przebiega  ciąża. A Emil promieniał szczęściem.  Hmmm, pomyślała  Adela - wygląda tak jak wtedy po naszym pierwszym razie. I jak go nie  kochać?  

Oczywiście  Emil dokładnie opowiedział przebieg wizyty, pozachwycał  się również  lekarzem.  Około godziny  dwudziestej  pierwszej, podniósł się z krzesła i powiedział - lekarz  kazał się Adelce wysypiać, ma  spać 8 godzin. Więc my, skoro jesteśmy w ciąży będziemy chodzić wcześnie  spać. Jak to  dobrze, że pracujemy dopiero od dziewiątej i że w Warszawie. 

W domu Emil dziękował Adeli za wiele rzeczy - za to że go kocha, że go rozumie, że jest cudowną żoną, która  zawsze odgaduje jego życzenia a na dodatek bardzo o niego dba i dziękował za to, że jest w ciąży. Mówił też o  tym, że będzie jej we wszystkim pomagał. I w czasie  ciąży i potem, gdy "ociupeństwo" już będzie razem  z nimi. Zapewniał, że naprawdę obojętna  mu jest płeć  dziecka, po prostu będzie kochał ich dziecko bez  względu na płeć. Jedno jest pewne - to będzie dziecko wiecznie przytulone do matki i ojca, bo Emil taki właśnie  był. No  a  skoro oni też są najszczęśliwsi gdy  się do siebie  tulą, to na mur-beton "ociupeństwo" też takie  będzie.  Adela się śmiała, że jedno jest pewne- nie ma obawy, że im  ktoś w szpitalu dziecko podmieni, bo będzie rodziła w tzw. pojedynce no i cały czas będzie obok  niej Emil. Tego wieczoru Emil tulił do snu już nie  tylko Adelę, ale i "ociupeństwo".

Wspólnie ustalili, że na  razie nie powiedzą jeszcze  nic Arkowi - bo po co dolewać oliwy do ognia. Na pewno jeszcze nie wrócił do równowagi po ostatnich awanturach  z Ireną i zapewne on  sam  się z nimi  skontaktuje, gdy przyjadą z Krakowa zamówione meble. 

Wracając następnego  dnia z pracy wstąpili do "swojej" przychodni i Adela  spytała  się, na kiedy może zapisać  się na kolejną  wizytę lekarską, bo ma już wynik pierwszego badania USG. Panienka   na recepcji obejrzała wynik badania, postudiowała przez moment pieczątkę doktora Z., poprosiła by Adela spoczęła na  moment w holu, wzięła  wynik badania i gdzieś z nim pobiegła. Adela i Emil spojrzeli po sobie,  wzruszyli ramionami i "spoczęli w fotelach". Po dziesięciu minutach wróciła recepcjonistka, poprosiła  ich do okienka  recepcji i  założyła kartę- lekarzem prowadzącym dalej Adelę był lekarz, którego nazwisko podał Emilowi  doktor Z. Panienka od  razu wypisała  na kartce, w których  tygodniach  ciąży będą badania USG, poprosiła o namiar telefoniczny na Adelę i Emila, bo wizyty będą umawiane  telefonicznie i będą to jeszcze cztery badania USG i tym  samym wizyty lekarskie. Zapisała  też Adelę na badanie  krwi, które można wykonać u nich już od godziny 7,00 rano. Oddała Adeli wynik badania od doktora Z., mówiąc, że już ma jego kopię i dołączyła ją do karty Adeli. Potem wręczyła Adeli broszurkę pouczającą jak powinna  się odżywiać  kobieta  w czasie ciąży i spytała, czy nadal Adela reflektuje na rozwiązanie w ich klinice. Po obustronnej wymianie uprzejmości Adela i Piotr pojechali  do domu. W domu Emil powiedział - spotkałem się  dziś z twoim szefem i powiedziałem mu o tym, że jesteś na samym początku ciąży. Powiedział, że po prostu nie  będzie  cię przemęczał i że spodziewał się, że nie będziemy czekać aż do chwili gdy ukończysz czterdziestkę, choć to ostatnio  modne, bo w jego mniemaniu mamy dobrze pod  sufitem. No to już  wiem, czemu  mi się dziś tak  dokładnie przyglądał  i pytał, czy nie  za dużo kawy piję. No to ja mu jutro zrobię frajdę i przy porannej kawie powiem,  że jestem w  ciąży. Ciekawa jestem jak to zniesie. Pewnie ci powie, że już o tym wie i że on ciągle czeka na to, by zostać dziadkiem i nie  wie, czy  się doczeka.

Wiesz Maleństwo, w każdy pogodny weekend będziemy wyjeżdżać z miasta gdzieś na łono natury. Możemy oczywiście to robić w towarzystwie rodziców, jeśli będą  chcieli z nami jeździć. A powiedz mi kiedy zaczniemy się rozglądać za jakimś wyposażeniem dla ociupeństwa? Myślę, że dopiero w czerwcu, bo mam nadzieję, że  dziecku na  tyle  się będzie podobało w moim brzuchu, że nie ucieknie z niego przed czasem. A ciuszki dla takich malusiątek to się jakoś różnią zależnie od płci?  Krojem na pewno nie, ale nie  wiem zupełnie  dlaczego dziewczynki są wciskane  w różowe szmatki a  chłopcy w niebieskie. Ja mam zamiar ów zwyczaj, mówiąc brzydko, olać totalnie. 

Nasze, niezależnie od płci, będzie ubierane  w różne kolory i na pewno z przewagą białego. Jak widzę te różowe i niebieskie zawiniątka to mnie mdłości ogarniają. A co do mdłości - nadal ich  nie mam, więc mam nadzieję, że nie będę ich mieć. Ja tylko chyba znacznie  szybciej teraz zasypiam wieczorem.  Tak mi się przynajmniej wydaje. Chyba tak, ale przytulasz  się tak jak zawsze, nie  zauważyłem jakiejś różnicy. Tomek się mnie pytał, czy zjedziemy na Boże Narodzenie do Zakopanego. Co o tym myślisz?  Myślę, że wątpię. Nie wiem jak  się będę czuła, poza  tym jazda  zimą do Zakopanego  ani miła  ani w100% bezpieczna. Powiedz mu, że jestem w ciąży i nie będziemy  się nigdzie  szlajać. Mieli przyjechać do Warszawy i nie przyjechali. No bo Tomek pisze pracę. No to niech  pisze i broni, pojedziemy do nich jak nasze ociupeństwo skończy  rok. Oni to akurat zrozumieją. Wiadomo też, że w czerwcu przyszłego roku też nie pojedziemy do Zakopanego- przecież nie będę ganiać po górach z dzieckiem w brzuchu, na dwa miesiące przed  porodem.

Meble Arka w końcu przyjechały spod  Krakowa do Warszawy. Gdy już wszystko było zmontowane i ustawione Arek zatelefonował do  nich i zapytał kiedy mogą do niego wpaść i obejrzeć. Emil powiedział, że dopiero w weekend, bo późno jednak wracają  z pracy i w dzień powszedni to nieco im  brakuje  czasu. Na szczęście Arkowi też to pasowało i umówili  się na najbliższą sobotę. W ramach prezentu na nowe mieszkanie Adela zakupiła komplet "kapci gościnnych", żeby goście  nie  zadeptywali mieszkania, a oprócz tego długą łyżkę do butów, by wkładanie  butów nie  zmuszało do  schylania  się. Gdy przyjechali okazało się, że Arek jeszcze się  nie pogodził z Ireną. Meble im się podobały, były w stylu  rustykalnym. Przy okazji zobaczyli,  jak jest urządzony ich pokój- magazyn. Adela pochwaliła urządzenie kuchni i gotowe meble. W łazience ceramika była z Koła- droga, ale bardzo ładna. A kiedy pokażesz to wszystko Irenie?- spytała  Adela. Nie  wiem, na  razie jest mi dobrze tak jak jest. Nie jestem entuzjastą huśtawki, marzy mi  się jakaś normalna, stabilna kobieta. No a co u was? Wybieracie  się gdzieś na święta? Mieliście  chyba jechać razem z  rodzicami do Zakopanego. Nooo, mieliśmy, ale nie pojedziemy bo Adelka jest w ciąży a takie podróże zimą nie są bezpieczne. Arek przez chwilę wyglądał jak karp wyciągnięty nagle  z wody, w końcu wykrztusił - od ilu godzin?  Emil roześmiał się - no od kilku. Poród będzie w  sierpniu. Już jest po pierwszym USG. Jeszcze  cztery takie podglądy u niej. Jest pod opieką prywatnej przychodni i w ich szpitalu będzie  rodzić. No wiecie- jesteście paskudni! Dopiero teraz mi to mówicie?  Areczku, nie  chcieliśmy cię odrywać od meblowania i  wszystkiego co z tym związane - to naprawdę jest ważniejsze niż moja  ciąża - cicho powiedziała Adela. Miedzy 11 a 13 tygodniem będzie kolejne, potem pomiędzy 18 a 22, potem między 28 a 32 i ostatnie pomiędzy 36 a 38.  Najzabawniejsze w tym jest  to, że ja nie czuję jakiejś  różnicy z powodu tego, że jestem w ciąży. No może tylko to, że wcześniej chodzimy  spać i nie mam problemu z  zaśnięciem. Mam spać 8 godzin na dobę. A reszta  bez  zmian- nie mam mdłości, nic mi nie  dolega. Pierwsze USG wykazało, że jest jeden pęcherzyk płodowy i w prawidłowym miejscu. I wygląda, że jest wszystko w porządku.  

No to teraz  pewnie szalejecie z  zakupami- stwierdził Arek. Nic z tych rzeczy - Maleństwo stwierdziło, że najwcześniej zakupy to będzie robiła w czerwcu - nie prędzej. Ja to już bym chętnie coś  zaczął kupować, ale ona nie pozwala- poskarżył  się Emil.

Wizyta była w sumie krótka, bo mieli jeszcze zrobić zakupy żywnościowe i Arek wybrał się  razem  z nimi, dzięki czemu "odkrył" stoisko Grycana i Kredens  Krakowski.

Gdy wracali do  domu Adela powiedziała, że właśnie ma świetny pomysł  na miejsce "spanie dla ociupeństwa".  Zamówimy materacyk z końskiego włosia z brzegiem o wysokości  około 20 centymetrów  dookoła.  Brzeg musi  być doszyty tak, by łatwo potem było się go pozbyć, bo potem będzie to materacyk do łóżeczka. Na początku   będzie to spanko w naszym łóżku. A gdzie się taki materacyk  zamawia? Tam, gdzie robią rzemieślnicy meble tapicerskie. Mam jeden namiar na  Nadarzyn. Łóżeczko, które może być kołyską też tam zrobią. To niezły patent- nogi łóżeczka są mocowane tulejami w bieguny. Gdy już kołyska nie jest potrzebna odpinasz nogi łóżeczka z biegunów i stawiasz na podłodze. Tanie  nie jest, ale bardzo fajne. Podjedziemy tam po nowym roku. Robią około  jednego miesiąca. Rozmawiałam ze Stasią, jej kuzyn ma tę firmę. Robi rewelacyjne drewniane sufity kasetonowe, bo jeszcze  są w Polsce ludzie, którzy  mieszkają nie  w blokach a we własnych domach. Mowę mi odjęło gdy  to zobaczyłam na zdjęciach. Prawie jak na Wawelu. Jak mówi Stasia, jej kuzyn ma jedną wielką zaletę - nic nie jest w stanie go  zadziwić w kwestii zamawianych mebli i innych akcesoriów domowych.

 A Stasia spała ze  swoim dzieckiem ponad dwa lata - w pewnej chwili stwierdziła, że woli się wyspać z dzieckiem w jednym łóżku niż  wciąż do niego wstawać by je uspokajać. Po prostu dzieci są różne i te bardziej wrażliwe potrzebują ciągłego tulenia,  ale w pewnej  chwili zaczynają się czuć pewniej na świecie i śpią same. I powiedziała, że często takiemu maluszkowi po prostu brak tego utulenia a wcale nie jest ani głodne  ani mokre, tylko czuje się niedopieszczone. Ona ma dwóch chłopaczków i jeden i  drugi spali na początku z nią. Miała  gorzej, bo nie  mieli takiego wielgachnego łoża jak my, tylko tapczan. Stasia jest fajna - ostatnio mi powiedziała - lekarze pediatrzy to są najzwyczajniej w świecie teoretycy- większości z nich to ich mamusie lub teściowe zajmowały się dziećmi, bo lekarze  wszak pracowali. Najbardziej się uśmiała, gdy jej rejonowa pediatra wyznała  całkiem  szczerze, że jej  dziecko to wychowała teściowa, bo ona to przecież pracowała w klinice dziecięcej gdy  tylko się jej skończył przysługujący ustawowo urlop.

Jak słyszę to ta  Stasia to bardzo zdrowo myśląca kobieta i wiesz- cieszę  się, że masz w  swym dziale taką nieco bliższą koleżankę. Powiem ci coś w sekrecie - Stasia to siostra cioteczna twojego szefa. Jak widać wymieniliśmy  się "tajemnicami"- ja mu w tajemnicy powiedziałem że jesteś  w ciąży a on w tajemnicy, że tu pracuje jego siostra cioteczna i że  chyba  się zaprzyjaźniłyście trochę.

Stasia nic  nie  mówiła na temat szefa. Wiesz, jak  szef do  mnie mówi gdy jesteśmy sami? Zawsze chce  mi się śmiać, bo tekst brzmi: "dziecinko, proszę by pani zrobiła....." i tu wymienia co mam zrobić. A z miesiąc temu powiedział, że będzie mu  milej,  gdy zamiast szefie  będę mówiła do niego "panie Bronku". Omal nie padłam z wrażenia. Ja wiem, że pewnie jestem młodsza od jego syna i  synowej i ta  "dziecinka" to wyraz  sympatii. A on z nikim tu nie jest "na  ty", nawet z innymi szefami działów. Złośliwcy mówią, że on tu jest od  samego początku, bo go znaleźli gdy robili wykopy pod  fundamenty budynku. Ale ja go naprawdę bardzo lubię.

                                                                      c.d.n.

                                                                       

wtorek, 16 sierpnia 2022

Trudny wybór - 85

W pierwszych dniach listopada Emil przejrzał swoje sekretne notatki i powiedział do Adeli - a może bym kupił w aptece test ciążowy?  Dla siebie? - zapytała  się  Adela. No nie, nie mam mdłości porannych. To dobrze,  bo ja też nie mam. Po odstawieniu tabletek tak  się rozregulowałam, że aż mnie to zdenerwowało. Ja cię nie chcę martwić, ale  zdaniem niektórych to te testy nie są w stu procentach miarodajne. Czuję się jak zwykle, zaczekaj jeszcze  trochę, to nie jest produkt, który znika z półek w tempie postępu geometrycznego. Za dwa tygodnie mam wizytę u swojego ulubionego doktorka.  Uważaj , bo jestem nieco zazdrosny - poinformował ją Emil.

Adela zaczęła  się  śmiać - no pewnie, jest o  co- facet ogląda setki  kobiet z odwrotnej perspektywy, głównie ogląda ich szyjki macicy. A gdyby mu pacjentka weszła  w innej kolejności niż są ułożone ich karty na jego stole w gabinecie to na 100% nie  wiedziałby jak ma na  imię i nazwisko kobieta, która właśnie weszła, bo nigdy się im  nie przygląda.  I zapewne zawsze każda pacjentka musi potwierdzić, że jest tą, której kartę właśnie trzyma w ręce.  Ale  na ciebie się patrzył, widziałem. Bo pewnie jestem jedyna, która zaznacza dni,  w których nie było stosunku, bo wtedy jest  mniej "rysowania". Nie da się ukryć, że trochę go  to zaintrygowało, ale  się spodobało, zwłaszcza gdy obejrzał moje wnętrze, któremu ta  sytuacja bardzo posłużyła. Poza  tym naprawdę niewiele kobiet przychodzi  ze swoim  mężem przed  ciążą. A i te ciężarne to tylko najmłodsze pokolenie. 

Jest pewien rytuał, ten  sam  dla  wszystkich  pacjentek-wchodzę do gabinetu, mówię  swoje nazwisko, facet bierze moją kartę i wpatrując  się w nią prosi o przejście do pokoju obok i przygotowanie  się do badania. Wchodzę do sąsiedniego pokoju, rozbieram  się, korzystam z toalety (żeby pęcherz był pusty), korzystam z prysznica, osuszam się, zakładam jednorazową mini spódniczkę z wiskozy i jednorazowe  kapcie i idę do gabinetu, ładuję  się na ten draczny fotel, zakładany jest  wziernik i jestem oglądana i odśrodkowo macana po usunięciu wziernika. Potem pan doktor  czuwa by się pacjentka nie wykopyrtnęła przy  schodzeniu,  pacjentka idzie  się ubrać, jednorazową  spódniczkę i kapcie wrzuca się do kubła, wraca do gabinetu  i teraz pacjentka dowiaduje  się więcej niż w trakcie  samego badania. Wściekałam  się, gdy  badający  mnie lekarz diagnozował  mnie gdy leżałam w tej  wyjątkowo  niemiłej dla mnie pozycji - a z dziwnym upodobaniem  robiły to lekarki. Ciekawa jestem czy one  lubiły tę pozycję czy  miało to pokazać pacjentce jaka pani doktorka jest  mądra i władcza. A ten wpierw pozwala  się kobiecie ubrać.  I zawsze mam wrażenie, że rozmawia z moją kartą zdrowia, bo się w nią  wpatruje. Ale bardzo go lubię właśnie za to, że czuję  się u niego tylko pacjentką a nie kobietą. Poza tym można go  zapytać o wszystko co budzi nasze  wątpliwości nie tylko w kwestii zdrowia w obrębie narządów płciowych i rodnych. I zawsze jest to kulturalna, wyczerpująca informacja. Jeśli zapisuje jakieś leki zawsze da rozpiskę stosowania i tłumaczy działanie  leku, wypyta się  czy i jakie  leki aktualnie  się bierze, żeby  nie było "kolizji".  No i każda  wizyta  trwa  u niego długo ale i tak walą do niego kobiety drzwiami i oknami. Bo to bardzo dobry  specjalista jest. No ale jeśli chcesz, to mogę wizytę u  niego odwołać i zapisać  się do  naszej przyszpitalnej przychodni, co jednak  wolałabym zrobić  dopiero za kolejną wizytą.

Maleństwo, przecież  żartowałem. Możesz przecież przez  całą ciążę chodzić do niego i raz na jakiś czas do tej przychodni. I tak już jesteś tam odnotowana, że chcesz mieć u  nich rozwiązanie. Z tego  co mówisz, to są u doktora  Z. bardzo dobre  warunki. No pewnie, że bardzo dobre, nawet lepsze niż w tej przychodni. Poza tym na pewno zrobi mi USG, które potwierdzi ciążę jeśli ona  jest , określi jej wiek i stan i ewentualnie  wykryje nieprawidłowości lub  wręcz  zagrożenia. W przychodni wiedzą pod  czyją opieką dotąd  byłam, znają go. 

A ten gabinet wraz z wyposażeniem zakładała lekarka, która  zmorzona  własną chorobą sprzedała  go właśnie jemu. Uprzedziła  wszystkie swoje  pacjentki, że sprzedaje  gabinet i właściwie  wszystkie jej  pacjentki przeszły do niego. I sądząc po tym,że najlepiej  się zapisywać na  kolejną wizytę wychodząc z aktualnej,  to nawet cena za wizytę kobietom  nie  straszna, gdy lekarz naprawdę  dobry.  A cena  mnie  akurat  nie dziwi, bo on jest dobrym  specjalistą i ma  świetnie  wyposażony gabinet a póki co  to cały nowoczesny  sprzęt medyczny tani to raczej  nie jest. Poza tym już sam lokal kosztuje, recepcjonistka też  nie pracuje tu charytatywnie. Bo nawet jeśli to  mieszkanie  jest wykupione, własnościowe, to jeżeli masz  w nim zarejestrowaną firmę to płacisz wyższy czynsz. On ma też podpisaną umowę z NFZ i to wszystko co refunduje NFZ to mamy wykonywane u niego bezpłatnie. Ma taką  fajną "ściągę" na biurku pod  szkłem, bo jak mówi to nawet mózg słonia by tego wszystkiego  nie  zapamiętał. Bo NFZ sobie  wyliczył ile w ciągu  roku może mieć pacjentka "darmowych" USG. No ale one przecież nie są darmowe, każdy płaci składkę zdrowotną.

Emil wpatrywał się w nią, w końcu powiedział - wychodzi na to, że Arek dobrze się na tobie poznał- byłabyś dobrym adwokatem  a zwłaszcza obrońcą. Adela skrzywiła  się -  nie do końca ma Arek rację- musiałabym być całkowicie przekonana i mieć  dowody, że dany podmiot jest rzeczywiście niewinny. Nie wiem czy  walczyłabym o kogoś kto rzeczywiście zawinił. Zakładam, że każdy ma rozum, więc wie  co robi. Chociaż ostatnio zastanawiam się, czy aby Arkowi  się rozumek  nie psuje. No ale przecież nie  wezmę  faceta  za rękę i nie  doprowadzę do psychoterapeuty. Każdy sam  musi do tego dojrzeć. 

Naprawdę zaskoczył mnie ostatnim swoim wybuchem w kwestii Ireny. No nie jest ona zapewne gejzerem intelektu, nie  czyta rozprawek filozoficznych przed snem i Arek ma ten luz, że nie musi się zbytnio wysilać by jej imponować  mądrością.  Ja często czuję  się przy Arku straszliwie niedouczona,  ale  w końcu  "trzeźwieję" i uważam  to za normalne, bo facet jest ode mnie dwanaście  lat starszy i pracuje w tym zawodzie a ja tylko teoretyzuję w tej materii.  Czasem mam  wrażenie, że Arek jest rozczarowany sam sobą, że z jakiegoś względu odpowiada  mu Irena.

Jesteś bliska prawdy. Słyszałaś  o szympansach karłowatych, nazywanych bonobo?  No wiem, że takowe istnieją i wiem, że generalnie  są najbardziej zbliżone pod  wieloma względami do ludzi,  ale to dotyczy wszystkich szympansów.  Tak, ale tylko szympansy bonobo zażegnują wszystkie stresy i konflikty seksem. Arek i Irena to właśnie "grupa bonobo".  Ale ta bardziej "człowiecza" część Arka stwarza mu pewien dyskomfort, bo jednak chciałby by "obiekt seksu" dorównywał mu inteligencją, ale aby go pod tym względem nie przewyższał.  Irena na pewno go intelektem nie przewyższa, ale i dla  niej seks jest dobry na  wszystko, na rozwiązywanie konfliktów między  nimi również. Tylko coraz częściej dociera do jego świadomości  fakt, że intelektem Irena  bardzo od  niego odstaje. I gdy się Arek oświadczał Irenie to zastanawiałem się tylko jak długo będą małżeństwem. Bo czułem, wiedziałem, że niezaspokojony w małżeństwie  jego głód intelektualny w którymś momencie  znów wyjdzie na wierzch. Wystarczy, że biedula nie  zrozumie w pełni "bełkotu prawniczego",  zada  niewłaściwe pytanie, albo w nieodpowiednim momencie się zdziwi i znów sobie Arek uświadomi, że mu Irenka rozumkiem nie  sięga nawet do stawu skokowego. Mnie to go nawet  żal - miał ojca niewątpliwie szurniętego, który go maltretował psychicznie. Arek nie kochał go, odetchnął z ulgą  gdy ojciec umarł i natychmiast wpadł w stress, właśnie z tego powodu, że poczuł ulgę gdy ojciec umarł. To facet skomponowany z samych sprzeczności. Nie przeszkadza mi, że cię niemal wielbi, bo on w pełni docenia twój intelekt, ale jednocześnie "opakowanie" nie wzbudza w nim żadnych emocji, darzy  cię tylko swą przyjaźnią, a jako przyjaciel to on się sprawdza. Cierpi, że jego matka nie  dożywa swych  dni we własnym  domu,  ale wie, że on sam  nie jest  w stanie zapewnić jej właściwej opieki, a tam, w tym  zakładzie, ma taką opiekę jakiej wymaga. Jeździ do niej w każdy weekend. I w każdy weekend musi potem Irenie tłumaczyć, że jego mama niestety ma demencję- nie całkowitą, ale niestety nie wszystko rozumie.

No to teraz  dla  mnie jasne, dlaczego Irena nie likwiduje tego mieszkania na Saskiej Kępie - musi mieć coś w odwodzie na czas rozstania. Może oni w ogóle nie powinni byli brać  ślubu tylko mieć blisko siebie dwa oddzielne  mieszkania? - zastanawiała  się na głos Adela. Nie mam pojęcia czy psychoterapia coś im pomoże. I czy w takim układzie powinni mieć  dziecko?  Dziecku potrzebna jest stabilizacja, dom bez kłótni i awantur. Oni chyba oboje patrzą  się na  nas jak na jakieś dziwolągi. Nie  dość, że się nie kłócimy to mieszkamy blisko rodziców i jeszcze  z nimi na urlop wyjeżdżamy- po prostu jesteśmy  dziwni.

Emil zamyślił  się - Arek to tylko mi wciąż zazdrości, że cię spotkałem, że się rozumiemy. Ale chyba nie stara  się wcale  zrozumieć, że dobry  związek to praca obu stron. I że seksem nie  załata się wszystkich różnic pomiędzy partnerami.

W dwa tygodnie później, tak jak było umówione Emil z Adelą "wylądowali" w gabinecie doktora Z. Pani recepcjonistka przepytała  się o datę ostatniej miesiączki i powiedziała - zaraz pani wejdzie do pana doktora- to w sam raz pora na USG, minęło 6 tygodni.  Gdy gabinet opuściła pacjentka recepcjonistka powiedziała - proszę, wchodzicie  państwo razem. Panowie wymienili męski uścisk dłoni, Adela została  wysłana by się przygotować na USG, które miało być wewnętrzne, pan doktor spokojnie  mył ręce i zakładał rękawiczki. Gdy Adela wkroczyła do gabinetu Emil uśmiechnął się i powiedział- wyglądasz niczym hawajska tancerka w ten zielonej spódniczce, a doktor powiedział - no ale  nie ma na szyi ani na głowie wieńca z kwiatów, więc to taka podrobiona tancerka i obaj się zaczęli cicho śmiać. Adela usadowiła  się na tym niezbyt lubianym przez  nią  sprzęcie, pan  doktor zerknął w kartę i powiedział- no to zaraz zobaczymy co się tam u pani w środku dzieje.  A tak w ogóle to jak się pani czuje? Normalnie, tylko strasznie mnie  złościło to rozregulowanie po odstawieniu tabletek. Wszystko jest tak samo- posiłki,  spanie, kondycja?  Według  mnie to wszystko tak  samo, no chyba, że mąż coś zauważył. Lekarz patrzył na ekran, coś zapisywał, w końcu powiedział - jak na  razie to jest wszystko w wielkim porządku, już jest pan ojcem! Ale proszę  się nie  cieszyć- ojcem  zostaje  się szybko, w kilka  chwil,  ale ojcostwa  to się uczymy do końca naszych  dni. Z tego co widzę,  a widzę po prostu pęcherzyk płodowy, jest jeden pęcherzyk, prawidłowo umieszczony, o właściwych wymiarach i w sierpniu dziecko powinno przyjść na świat. Gratuluję państwu!

Już się może pani iść ucywilizować. A w międzyczasie  my sobie  chwilę porozmawiamy. Przypilnował Adelę gdy  schodziła, nawet podtrzymał jej łokieć. Gdy wyszła zza parawanu, Emil, wyraźnie uradowany przytulił ją i ucałował. Adela poszła  się "cywilizować", a panowie zaczęli rozmowę. Gdy wróciła ( a wcale się nie spieszyła) obaj byli "zagadani", a lekarz  powiedział - ogromnie  się cieszę. Martwi mnie tylko to, że szpital, w którym pracuję idzie latem do remontu i nie będę mógł się panią w trakcie porodu opiekować. Ale już rozmawiałem z pani mężem, wszystko mamy omówione. Termin następnej wizyty wyznaczy recepcja. Gdy rozradowana Adela dotarła do recepcji uniosła prawy kciuk do góry i powiedziała- pan  doktor powiedział, że termin kolejnej wizyty pani mi wyznaczy. Ooooch, to świetnie, widać, że wszystko jest w porządku. No i gratuluję! 

Na pustej klatce schodowej Emil mocno ją objął i wycałował całą twarz Adeli mówiąc - reszta w  domu. Wiesz  Maleństwo, bardzo, bardzo sympatyczny  z niego facet. I pochwalił pomysł, żebyś rodziła  w tym prywatnym  szpitalu, on tam ma  kolegę. Mam już na niego namiary. Wiesz jak jest - to kraj, w którym dobrze  się żyje gdy się  ma furę dobrych znajomych i przyjaciół. Mam ochotę skakać z radości. Dosłownie rozsadza mnie, mam ochotę powiedzieć o  tym rodzicom. Adela roześmiałą  się - no dobrze,  możemy to zrobić dzisiaj, świeżo upieczony tatusiu.

                                                                 c.d.n.

 



niedziela, 14 sierpnia 2022

Trudny wybór- 84

 W pokoju zaległa  cisza. Adela wstała od stołu mówiąc- idę po coś słodkiego i ewentualnie lody. Będziecie  pić herbatę owocową? Kupiłam taką z mango, mam też malinowo - limonkową. Obaj panowie  kiwnęli głowami, a Arek dodał- nawet  nie  wiem, że bywa jakaś herbata owocowa.  Wypiję taką, jaką mi zrobisz. No to zaparzę w dwóch dzbanuszkach, to będzie  wybór. Ona jest  też całkiem  dobra zimna. A lody będziecie jedli?  No jasne - stwierdził Emil. A masz czekoladowe? - spytał Arek. Mam, bo ostatnio kupujemy nieomal wszystkie jakie są danego dnia w małych pudełkach. A gdzie wy kupujecie te lody?- zainteresował  się Arek. W L'Eclercu,  w stoisku firmowym Grycana. To facet, który kiedyś swoje lody  sprzedawał w takim  małym zielonym kiosku na Puławskiej przy Dworkowej. Na te  lody to chodziłam jeszcze  jako dziecko i maszerowałam do tej budki jak po sznurku, chociaż wcale do niej nie miałam blisko. Jeśli będę potrzebowała kogoś  do noszenia to zawołam. Milek, a ty zestaw  lodów taki jak zawsze? Tak Maleństwo, jak zawsze.  

Gdy Adela wyszła do kuchni Arek powiedział - przepraszam cię stary, ale naprawdę już nie wyrabiam z tą idiotką. Mieszkanie kupiłem za swoje pieniądze i na siebie. Meble oczywiście też. Uprzedzałem przed ślubem, że chcę byśmy mieli rozdzielność majątkową. Nie protestowała, zgadzała się.   Ona ma to mieszkanie na Saskiej Kępie  wykupione, jest ewidentnie  jej. A teraz mi zrobiła  awanturę, że mamy rozdzielność majątkową, a przecież  planujemy dziecko, więc jak to tak. Więc jej tłumaczę, że rozdzielność majątkowa i dziecko to dwie różne sprawy, a rozdzielność jest o tyle  dobra, że można sobie wtedy robić darowizny i unika  się tym sposobem płacenia podatku. No ale gdybyś umarł, to wtedy dziecko nic by nie  dostało - tak  mi kretyńsko  argumentuje.  Więc tłumaczę tej kretynce, że nawet jeśli nie  zostawię testamentu to i ona i dziecko wszystko po mnie odziedziczą, każde po pięćdziesiąt procent tego co było moją własnością. A poza  tym póki co, to jeszcze dziecka nie ma, ona nie jest w ciąży, więc dyskusję uważam za jałową.  Jak będzie dziecko na świecie wtedy zrobię testament. Zaczęła  się wydzierać na mnie że mam ją za idiotkę. Tu akurat dobrze trafiła, bo bystra to ona nie jest. Potem się dowiedziałem, że jestem zarozumiały inteligent, wypomniała mi chwile gdy miałem kłopoty z potencją, w końcu wypaliła, że wszyscy moi przyjaciele jej  nie lubią, nawet ta gówniara - miała na myśli Adelę - nie chce z nią rozmawiać . No a że akurat  miałem trochę wolniejszy  dzień przepytałem dokładnie o co jej chodzi w kwestii Adeli. Wysłuchałem, jakimś cudem jej nie przylałem i powiedziałem, że zachowała się skandalicznie, bo przecież ledwie zna Adelę i wśród normalnych ludzi nikt nie przepytuje swych znajomych o sprawy intymne. No to się jeszcze bardziej rozdarła, bo powiedziałem, że tak naprawdę to powinna ruszyć kuper i pojechać do Adeli, żeby ją przeprosić za swoje zachowanie, oczywiście wcześniej dowiedzieć  się czy jest w domu. Poleciał w moją stronę jakiś jej trep, więc kazałem  się jej ubrać i wyjść z mojego mieszkania, bo akurat  byliśmy na Ursynowie. Potem pojechałem do jej mieszkania i zabrałem swoje rzeczy i przewiozłem je na Ursynów. Praktycznie mam tam już wszystko przewiezione, tylko mebli brak. I do czasu przyjazdu mebli pomieszkam w  Raszynie.  Na  szczęście  dla  mnie Irena  nie  zna ani tego mego  znajomego  ani adresu i jego  nazwiska.  A klucze od Ursynowa, oba komplety są u mnie. Jaką macie pralkę? Na razie małą, taką na 4 kilogramy, ale nie wiem, czy kupimy większą gdy się pojawi dziecko. Pieluch do prania nie  będzie, są pampersy.

A jakiego dzidziusia byś chciał- chłopaka czy dziewusię?- dociekał Arek. Nie wiem, chcę tylko żeby nie  miało żadnych problemów  zdrowotnych. A płeć? Byle  było zdrowe i nie umordowało Adelki swym pojawieniem  się na świecie. Już kupiłem niemal stos  książek- poradników dotyczących hodowli dzieci. Adela wszystkie przejrzała i doszła  do genialnego  wniosku, że dziecko to wszak też  człowiek i na pewno odczuwa wszystko tak jak my, więc może najłatwiej nam  będzie gdy będziemy o  tym pamiętać i nie będziemy robić mu tego, czego sami nie lubimy. Prawdę mówiąc to jestem niezdrowo podniecony myślą o tym, że zostanę kiedyś, może niedługo ojcem. I najdziwniejsze jest w tym to, że gdy Adelka jeszcze będzie w ciąży to już będę ojcem, choć moje  dziecko będzie jeszcze  długo ukryte przed moim  wzrokiem. Aż mnie  ciarki przechodzą gdy o  tym pomyślę! Muszę przepytać tatę jak on  to odczuwał, przeżywał. Wiem, że ogromnie  kochał moją mamę.  Adelka spodobała  mu się od pierwszego spotkania i gdy  przywiozłem ją do Milanówka na pierwszy wspólny weekend to przepytał mnie czy myślę o niej poważnie, bo jeżeli nie, to niech  swoje chucie łagodzę innymi panienkami, w pewnym  sensie zawodowymi. A potem ( tata ateista) kazał mi się modlić, by  mnie zechciała. Adelka i Helena, to jak posłuchasz taty, to są dwie święte, które zstąpiły na  ziemię by nas obu uszczęśliwić. A jaki był szczęśliwy gdy byliśmy razem w Zakopanem! A jaki dumny, że Adelka, taka drobniusia tak dzielnie chodziła po górach. A ja umierałem ze strachu gdy widziałem jak szła dosłownie centymetry od przepaści. Dobrze, że oboje mieliśmy wibramy. A ty byłeś z Ireną na jakimś wspólnym urlopie?  

Arek zaczął się śmiać - ty mi lepiej powiedz co to jest urlop. Przecież ja mam wolny zawód a tak naprawdę to nie  wiem co to jest urlop. Ludzie okrągły rok wielce starannie komplikują sobie i innym życie i pakują  się w różne dziwne pułapki,  z których trzeba ich wyciągać. Ja nie pracuję ośmiu godzin dziennie ale najczęściej gdy mnie ktoś wynajmie to kilkanaście godzin. A potem słyszę, że adwokaci to stanowczo za dużo zarabiają. Owszem, teoretycznie dużo, ale bardzo  nieregularnie.

Arek, Adela powiedziała, że wyglądasz na bardzo przemęczonego , a taki stan nie  sprzyja powoływaniu dziecka na świat. Zrób sobie jakiś urlop od  spraw służbowych. A tak teraz, to w moim odczuciu to przemyśl spokojnie wszystkie za i przeciw bycia z Ireną. Bo wiesz - idealnych związków to raczej nie ma bo przecież każdy z nas  jest inny, pochodzimy z różnych rodzin, czasem o zupełnie innych obyczajach, ale zawsze znajdą się punkty styczne, tylko obie  strony  muszą chcieć je  odnaleźć. Nie  znam Ireny, ale Adela po tym spotkaniu w Piasecznie powiedziała, że to chyba  ciepła kobieta, choć może nieco za bardzo przekonana o własnych  racjach.  Adela jest z gatunku tych,  z którymi można wszystko przedyskutować i zawsze znaleźć rozwiązanie - czasem całkowicie satysfakcjonujące obie  strony w tym samym  stopniu a czasem przynajmniej w 80% , ale wtedy obie  strony z góry wiedzą co może wywołać problem i albo  się pracuje nad  tym albo uważa, by ten temat nie  zniszczył tego co łączy. Przy Adeli nie ma tematów tabu, jej zdaniem  wszystko można omówić jeśli się  jest razem.   A też miała paskudne dzieciństwo. Własna matka jej nie akceptowała i na  wywiadówki do szkoły chodziła siostra jej matki, Helena. I to ona tak super ukształtowała Adelę. Adela długo myślała, że to Helena ją urodziła.

Może masz rację, że powinienem trochę odpocząć - westchnął Arek. Ale wpierw muszę się umeblować. Bo na  razie to żyję na pudłach. No ale chętnie pojechałbym gdzieś za granicę. Pociąga mnie Wiedeń. Przejrzę  jakie są oferty biur podróży. I może wezmę ze sobą Irenę. Popatrz, jaka ta twoja   żona jest kochana - zostawiła nas samych, żebyśmy mogli swobodnie pogadać. Więc nie  dziw się, że się nią zachwycam i ci jej zazdroszczę,  chociaż chwilami  mnie opieprza. I.....nawet to  lubię.

Gdy obaj weszli do kuchni Adela zapytała - no i co rada starszych uchwaliła? Deser nam się jeszcze chłodzi, za kilka minut będzie gotowy. Są lody z bitą śmietaną, owocami, bakaliami i kawałkami galaretki owocowej. Galaretka jest głównie z powodu jej walorów dekoracyjnych. Jak ktoś  nie lubi może ją zostawić. A teraz  idźcie stąd, muszę mieć dużo miejsca, zawołam do noszenia.

W kwadrans później przyszli  po swe porcje.  Porcje lodów w kolorowych miseczkach były udekorowane bitą śmietaną i małymi zielonymi  serduszkami  i żółtymi półksiężycami z galaretki. Dla Arka były to lody czekoladowe, dla Emila czekoladowe i pistacjowe, a dla Adeli tylko pistacjowe. 

O kurczę, a gdzie  ty kupiłaś takie galaretki w kształcie serduszek i półksiężyców? Wycinałaś je sama?  Adela z poważną miną odpowiedziała- nooo, wytoczyłam je  na specjalnej kuchennej tokarce. Mina Arka była  z gatunku bezcennych. Nawet  wtedy, gdy Adela pokazała mu małą foremkę z trzema rodzajami kształtów. A kiedy kupiłaś tę  foremkę - dopytywał się Emil. 

Dostałam w prezencie od  koleżanki w pracy w ramach podziękowania za przetłumaczenie jej pewnego prywatnego tekstu. Uważam, że bardzo ładnie  się znalazła chociaż od  razu jej powiedziałam, że to nie problem i nie kłopot dla mnie. To właściwie jedyna osoba, poza szefem, z którą rozmawiam na prywatne tematy. Jakoś polubiłyśmy się ze Stasią. Szefa też lubię, to bardzo porządny facet, chociaż może za często bywa zdumiony rzeczami całkiem normalnymi, jakby chociaż tym, że zawsze gdy robię sobie kawę pytam się, czy ma w tej  chwili ochotę na  kawę. I że powiedziałam, że ilekroć ma ochotę na kawę, to niech powie, a ja zrobię, bo dla  mnie to żaden wysiłek ani problem. Nie umieram tu z przepracowania. No to mi powiedział, że nie chce bym się czuła niczym sekretarka. Dość długo mu tłumaczyłam nim mnie pierwszy raz sam poprosił  "czy może byśmy  się kawy napili". Teraz na  zmianę zaopatrujemy expresik w kawę. On się tego expresu chyba  boi. Czasem na kawę przychodzi też Stasia. W każdym razie dopóki szef nie pójdzie na  emeryturę to nikt mnie stąd nie ruszy. I to mnie cieszy, bo to bardzo miły, kulturalny człowiek. Tak samo mało rozrywkowy jak ja,  nie lubi wieloosobowych pokoi. I facetów rżących w pracy nie bardzo wiadomo z czego. 

Fakt, potwierdził Emil- twój szef to naprawdę miły, kulturalny człowiek. I ma naprawdę bardzo rozległą wiedzę. Lubię z nim prowadzić dyskusje. Poza tym mamy obaj niemal takie  same poglądy. Ale kiedyś mnie rozbawił niemal do  łez, bo mi powiedział, że mam niezwykłą żonę, która się wcale nie maluje. Aż się zakrztusiłem kanapką, bo właśnie byliśmy w bufecie. Więc mu tylko powiedziałem, że jednak spędzasz sporo czasu przy lustrze rano, tyle  tylko, że malujesz  się dyskretnie.

Jego zdaniem to większość pań przychodzi do pracy w niemal wieczorowym makijażu. Rozejrzałem się po bufecie i stwierdziłem, że ma rację. A widzi pan - mnie osobiście to się nie podoba. Takie oczy zrobione na żonę faraona to są dobre na wieczór do restauracji a nie do pracy. I te trzy milimetry pudru na twarzy- poinformował mnie. Wie, bo jego synowa tak się pacykuje, ale oczywiście nigdy jej nie zwrócił na to uwagi, tylko się zastanawia na ile taka warstwa pudru szkodzi skórze. Stwierdził, że dzisiejsi mężczyźni mają do wyboru albo "dożywianie się" szminką, którą są wymalowane usta, albo pudrem w płynie, który jest  na reszcie twarzy. I bardzo mi się spodobało to określenie "oczy  zrobione  na żonę faraona". A kolega, który był w Egipcie to opowiadał nam, że tam  Beduini robią sobie na skraju górnej powieki grubą czarną kreskę, bo ona chroni oczy od słońca. I że to niesamowicie wygląda.

Arek spojrzał się na Adelę - faktycznie, ona wygląda na nieumalowaną, ma tylko chyba rzęsy lekko wytuszowane - ocenił. Usta też bez szminki. I jak dla mnie to jest wszystko jak należy. Irena robi sobie kreski na powiekach, bo twierdzi, że to powiększa optycznie oczy, tylko czasem to się jej to rozmazuje i wcale to wtedy fajnie  nie wygląda.

Adela roześmiała  się - mogę wam dać moje kosmetyki i  możecie się umalować, wtedy przekonacie  się jakie ciężkie życie mają kobiety by się wam podobać. A rzęs wcale nie mam wytuszowanych tuszem,  tylko używam specjalną odżywkę do rzęs zrobioną z olejku rycynowego. Ostatni raz  miałam pełny makijaż na własnym ślubie. A rano to spędzam dużo czasu przed lustrem bo się czeszę. Gdybym miała krótkie  włosy to czesanie trwałoby góra 5 minut. Jak zetnę, to siedzenie przed lustrem rano będzie krótkie. Oj nie ,  nie ścinaj- zaprotestował Emil. Lubię gdy masz włosy właśnie takie trochę dłuższe, mogę  się wtedy nimi bawić. Kochanie, ale ja zetnę tylko 4 centymetry, będziesz się miał czym bawić- zapewniła go Adela. Przecież wiem, że lubisz się bawić moimi włosami. I lubię gdy mi je czeszesz, bo robisz  to tak bardzo delikatnie.

Arek patrzył na oboje jak ktoś, kto pierwszy raz  w życiu jest w ogrodzie zoologicznym i widzi żywego słonia  lub tygrysa.  Tego, że jego przyjaciel czesze swą żonę zupełnie się  nie spodziewał.

                                                                       c.d.n.



sobota, 13 sierpnia 2022

Trudny wybór - 83

Paella przygotowana przez Emila zrobiła furorę. Helena poprosiła od razu o przepis - Emil twierdził, że najważniejsze to jest by wpierw nieco podsmażyć na patelni ryż (ten  do risotta) z cebulą potem dodać cieniutko pokrojone  grzyby, dodać do tego pożądaną ilość ryżu i wtedy wlać chochlę bulionu, najlepiej warzywnego. Raz zamieszać i gdy ryż zacznie  skwierczeć dolać drugą porcję bulionu, zmniejszyć płomień gazu a gdy zacznie znów skwierczeć to przewrócić łopatką  zawartość patelni na  drugą  stronę by ta  również się nieco przypiekła. A poza tym to paellę można  zrobić z wieloma warzywami solo lub z mieszanką warzyw. A on kilka razy jadł paellę z apio. 

No dobrze, ale co to jest to  apio?- spytała Adela. No, takie  warzywo co wygląda trochę jak rabarbar, ale łodygi ma grubsze i zielone a nie czerwone jak rabarbar - tłumaczył Emil.  Helena i Adela  wpadły w głęboki namysł, więc Emil poszedł po słownik . W małym, podręcznym nie było, ale w dużym odnalazł- apio to był...seler naciowy. No fajnie,  ale u nas to on mało popularny, nie  w każdym warzywniaku bywa. U nas jest popularny seler korzeniowy. Następnym razem do paelli damy całą  włoszczyznę, oczywiście  drobno pokrojoną w paseczki i damy wtedy więcej selera. Albo, powiedział Piotr - wpadnę na bazar na Polnej - tam  będzie na pewno, tam  zawsze jest  wszystko to, czego nie ma  w handlu uspołecznionym. Ale nie  wykluczone, że może być ów seler w którymś z dużych marketów, bo oni  ostatnio mają spory import. Sprawdzę jutro w L'Eclercu,  gdy będziemy na  zakupach. A wam niczego  nie potrzeba do uzupełnienia  stanu lodówki?  Adela przepatrzyła lodówkę i stwierdziła, że jeszcze jest  sporo  zapasów, więc nie ma  sensu kupować cokolwiek teraz.

W tygodniu zatelefonował do Emila Arkadiusz z dość długą listą pytań związanych z urządzaniem mieszkania, ale Emil go poprosił by  zatelefonował około godziny osiemnastej, bo  po pierwsze on jest teraz w pracy i  nie może rozmawiać,  bo zaraz idzie na  jakąś naradę a poza  tym to nie ma tu żadnych notatek, wszystko ma  w domu. No i część spraw to załatwiała  sama Adela a część to ojciec lub  Helena. No to ja zadzwonię do ciebie  wieczorem. A może lepiej byłoby gdybym wpadł na godzinkę do was do  domu- zapytał.  Możesz oczywiście  wpaść, to nawet będzie wygodniejsze, bo tak jak mówię- dużo spraw ojciec załatwiał i Adela.

W drodze  z pracy do domu Adela wymyśliła, że wpadną do pierogarni i na  dzisiejszą obiado -kolację kupią pierogi, bo to się po prostu "samo robi". W głębi  duszy Adela nie  była  wcale  zachwycona, że przyjdzie Arek, ale jakby na  to nie  spojrzeć był to  właściwie przyjaciel Emila, więc zrobiła dobrą  minę do kiepskiej  gry i spytała tylko czy będzie  sam czy też może z Ireną. No z tego co  mówił to raczej będzie  sam.  Maleństwo,  a możesz  mi powiedzieć o co się posprzeczałyście z Ireną?

Kochany, myśmy się nie posprzeczały, ale może jestem zacofana, a może nieobyta towarzysko,  ale nie prowadzę dyskusji z osobami postronnymi na temat moich przeżyć intymnych. Mogę o tym rozmawiać albo z tobą albo ewentualnie z moim  lekarzem. Po prostu powiedziałam jej, że są tematy, których nie roztrząsam nawet  z bardzo bliskimi koleżankami czy też przyjaciółkami. 

Zresztą tak naprawdę to nie mam  żadnej tzw. przyjaciółki, bo nie odczuwam takiej potrzeby. Może dlatego, że Helena  mnie dobrze rozumiała i miała  ze mną  świetny kontakt,  wiedziała przecież o Kamilu. I to Irkę zapewne  siekło, że nie  chciałam o  tym rozmawiać. Może  zapytaj  się Arka o co się Irena  obraziła. Bo jeśli się obraziła  z tego powodu, to jest po prostu debilką. Jej  się pewnie  wydaje, że skoro wy się od kilkunastu lat przyjaźnicie to ona jest twoją i moją przyjaciółką tak zwanie "z  automatu". No a nie jest- przynajmniej dla mnie. Lubię Arka i cenię, ale jemu też nie będę się zwierzać. Mogę mu powiedzieć o tym co czuję gdy coś czytam, czy też oglądam, ale na pewno nie porozmawiam z nim o swoich orgazmach, chociaż niewątpliwie jest twoim przyjacielem.

Maleństwo kochane, masz w stu procentach rację - ja z Arkiem też nie dyskutuję na takie tematy.To przecież tylko nasza wewnętrzna  sprawa. No ciekawe co mi Arek powie.

Punktualnie o godzinie 18,00 zadźwięczała melodyjka dzwonka- drzwi otworzył Emil. W progu stanął Arek z koszem kwiaciarnianych kwiatów. Emil spojrzał na Arka i zapytał:  stary, coś ci  się chyba pomyliło, dziś zwyczajny dzień, żadne imieniny lub urodziny w tej rodzinie. Arek wcisnął kosz  z kwiatami w ręce  Emila i powiedział- to nie  dla ciebie - potrzymaj, bo muszę zdjąć kurtkę i buty. Mokro, zaczęło padać, włożę kapcie gościnne. Dawaj kwiaty, gdzie jest Adelka?  W kuchni. 

Arek , trzymając przed  sobą kwiaty "wparował" dziarsko do  kuchni. Na jego widok Adelę na moment "zatkało", otworzyła usta by coś powiedzieć, ale Arek był szybszy- przyszedłem cię przeprosić za  zachowanie Ireny. Wreszcie udało mi się z niej wydusić jak to wszystko naprawdę wyglądało. Wybacz, twoja i Emila przyjaźń jest dla mnie cenna, a właściwie to bezcenna. Zapewniono mnie  w kwiaciarni, że te storczyki, chociaż nie są w doniczce to długo będą stały bo są w jakiejś "odżywce dla kwiatków". Więc ile  razy na nie rzucisz okiem tyle razy przypomną ci, że cię przepraszam.

Prześliczne są te storczyki, jeszcze takich nie widziałam, ale wiesz,  mnie wystarcza twoje "przepraszam." Ja po prostu nie mam  zwyczaju omawiać swoich intymnych spraw na forum publicum, choć jak widzę to ostatnio jest taki trend. A może po prostu jestem nieco zacofana i staromodna.

Chodźcie chłopcy do pokoju, kuchnia nie jest dobrym miejscem dla kwiatków. Za plecami Arka Emil  uniósł w górę kciuk , a potem wziął kosz  z kwiatami mówiąc - storczyki zawsze mnie  zadziwiają, wyglądają jakby miały płatki zrobione z wosku, który potem ktoś pracowicie malował. I pomyśleć, że do dziś rosną w dżungli, gdzie  w końcu to tylko zwierzęta je oglądają.

Mikrofalówka "zapiszczała" i Emil  razem z Arkiem zrobili w tył zwrot i wrócili do kuchni. Strasznie długo ich nie było, ale Adela spokojnie siedziała wpatrując  się w storczyki. Cieszyła  się, że ewentualny rozdźwięk pomiędzy Emilem  a Arkiem został zażegnany a ponadto Arek załatwił to  wszystko z klasą. Gdy wreszcie przynieśli pierogi i "materiał na  surówki" zaczęli rozmawiać na temat problemów z meblowaniem nowego mieszkania  Arka. Projekt kuchni już zaczął się przeradzać w konkrety, bo został oparty na gotowych meblach, które pomału "zjeżdżały pod  wskazany adres". Podobnie jak w mieszkaniu Emila i Adeli było wygospodarowane miejsce do konsumpcji, ale nie na cztery osoby ale tylko na  dwie i to w stylu "barowym". Pokój - magazyn już funkcjonował i Arek był z niego bardzo zadowolony. 

Arek zaczął "pracować" nad przeniesieniem Ireny do innego sądu, by pracowała w lewobrzeżnej Warszawie. Zdaniem Arka mogłaby natychmiast przenieść  się do Hipoteki, no ale zdaniem Ireny to była nudna  praca.  Chwilami to mam ochotę ją walnąć w  łeb - stwierdził - to co robi teraz  to też  nic  ciekawego. Proponowałem, żeby poszła  na studia na prawo administracyjne, ale ona  nie chce. Bo po nim to może w  wielu innych niż  sąd miejscach  pracować. Ale  nie, "nie będzie  się uczyć na starość". 

Na  szczęście jestem wreszcie uwolniony od martwienia  się o mamę - dobrze  sobie radzi i nawet całkiem przytomnie odpowiada gdy do niej przyjeżdżam. Będzie tam mieszkać aż do samego końca. I trzeba  przyznać, że jest naprawdę zadbana, wszystkie ubrania czyściutkie, zawsze uczesana i szalenie zadowolona, że "to sanatorium jest w takim ładnym  miejscu i kościółek nawet jest". Jeżdżę do niej  sam, bez Ireny, żebym nie był zmuszony do powtarzania 150 razy na  godzinę, że "ta pani to  moja  żona" i żeby  nie  słyszeć, "jak to  dobrze, że się jednak zeszliście". Po jednej takiej  wizycie musiałem tłumaczyć Irenie przez  trzy  dni, że matka ma już demencję i ja nic na to nie poradzę, że chwilami plecie od  rzeczy. I że Irenę kojarzy jako tę żonę,  z którą się rozszedłem. Chwilami  zastanawiam  się, która z nich ma większego  fioła. A wychodzi na to, że ja nie jestem całkiem zdrowy  na umyśle.

No, masz lekkiego fioła, ale nie  większego niż każdy z nas - zaśmiał się Emil. Ja mam świra na punkcie Adeli, ale mi  z tym dobrze. No masz - przytaknął Arek- ale mnie to jakoś nie  dziwi. Gdyby nie fakt, że jesteś moim  przyjacielem to bym wychodził ze skóry żeby ją poderwać, choć pod  względem wizualnym wcale  a wcale nie jest w moim typie.  Wolę większe kobiety, przy których na pierwszy rzut oka  nie muszę się zastanawiać czy aby jest pełnoletnia. Adelka zawsze  wygląda jak szesnastolatka - dopóki się nie  zacznie z nią rozmawiać - bo potem to już tylko się człowiek stara nie wypaść na kompletnego idiotę- stwierdził Arek.

Adela spojrzała na niego i powiedziała - Arek-  już przeprosiłeś, przeprosiny przyjęte,  więc nie podlizuj  się!  Sama wiem jaka jestem i na co mnie  stać. I wiesz równie  dobrze jak ja, że aby którąś poderwać to ona musi tego chcieć, męskie chęci to za mało. Lubię cię i cenię i wiem, że tak naprawdę to jesteś bardzo wrażliwym i dość nieśmiałym mężczyzną, co jest zastanawiające w zestawieniu z twoim zawodem.  Ale wiem z opinii innych, że dobry jesteś w tym co robisz zawodowo, więc wszystko jest w porządku.  Temat Irena kontra Adela uważam za zamknięty. Powiedz  mi lepiej kiedy się tu sprowadzicie, bo tylko patrzeć jak się pogoda pogorszy, a przeprowadzka  w czasie kiepskiej pogody miła nie jest. 

Mam nadzieję,  że za dwa tygodnie- nie bierzemy mebli z Saskiej Kępy. Meble zamówiłem razem z montażem, nie jestem miłośnikiem składania mebli i użerania się gdy coś nie pasuje. Irena wybrała meble, bo mnie dość obojętna jest ich uroda - mają być przydatne, nie muszą  być piękne. I nie chciałem mebli ciemnych na  wysoki  połysk ani takich jak z cepelii, czyli "sosna- naturelle". Od  razu zamówiliśmy firanki, zasłony.Będzie to wszystko jechało spod Krakowa. I zamówiłem też szafy do piwnicy - też u nich.

Szafy to oni zrobią na wymiar, zresztą te meble też niektóre były zmniejszane lub powiększane. Tę firmę doradził mi ten, który zaprojektował kuchnię i mam  nadzieję, że się nigdzie w  wymiarach nie machnął i wszystko dobrze wymierzył. Chcieli jechać nocą, by tu być bladym świtem, ale załatwiłem im nocleg u znajomego w Raszynie - on ma  duży ogrodzony teren, więc tam spokojnie będzie meblówka stała. Przejadą trasę w dzień, zanocują w Raszynie, ja też tam będę i rano przeholuję ich na Ursynów. 

A ten kuzyn Ireny co kupił tę chałupę w Piasecznie z lekka klnie, bo mu kilka  razy oczyszczalnią zaleciało, ale Irena go zaraz obrugała, że widziały gały co  brały. Poza tym sam słyszałem jak mu mówiła, że czasami zalatuje tu woń z oczyszczalni ścieków,  ale ona ma być przerobiona, by zmniejszyć jej uciążliwość i  gość wtedy  stwierdził, że przecież nie on  tu będzie  mieszkać tylko , jak to określił  " siła  robocza zza Buga". Więc albo za  dużo chciał za wynajęcie i zabużańska siła robocza przestała  się interesować wynajęciem u niego  mieszkania  albo chciał dla  siebie, tylko nie  chciał by Irka o  tym wiedziała.

Coś Wam powiem - chwilami zastanawiam się po jakie licho ja się ożeniłem z Ireną. Dobrze, że chociaż nie zniosłem jeszcze rozdzielności majątkowej, a już niewiele brakowało bym ją zniósł. To samo co mam ( w sensie korzyści) to mógłbym  mieć i na przychodne a znacznie  rzadziej bym  się denerwował. Chyba muszę zacząć  się leczyć u psychiatry. Ja  wiem, że ze mną trudno czasem wytrzymać, ale z nią jeszcze trudniej- przynajmniej  mnie. Ona miewa przebłyski trzeźwego myślenia, niestety ostatnio coraz rzadziej.

Arek - czy ty słyszysz co ty w tej chwili mówisz?- zapytała Adela. Z tego co się orientuję to znasz Irenę bardzo wiele lat, to nie jest jakaś nowa znajoma. Wiem, że co jakiś czas się schodzicie i rozchodzicie. Przy świadkach, czyli przy nas oświadczyłeś się jej, mówiąc, że ją kochasz. I co? Już twoja miłość poszła  się paść gdzieś na  łąkę?  Chyba jednak potrzebna ci jest jakaś konsultacja psychologa, jesteś mało stabilny psychicznie.  Za to ona jest stabilnie  głupia- stwierdził Arek. A mnie jej głupota poraża, przeraża i doprowadza do szału. To taki dziwny syndrom - bez  siebie   źle, ze sobą jeszcze  gorzej. Pozazdrościłem wam - bo patrząc się na was widzę,  że jesteście tak zwyczajnie, normalnie szczęśliwi. Emil zakochany wciąż w tobie od czubka  dużego palca u  nogi po końcówki włosów, ty go otaczasz swą miłością, patrzysz na niego jak na ósmy  cud  świata, wszystko uzgadniacie, omawiacie a etap początkowej fascynacji już dawno  za wami.

                                                                       c.d.n.


piątek, 12 sierpnia 2022

Trudny wybór - 82

Tegoroczna jesień była ciepła i słoneczna. Po niemal nie przespanej nocy i tysiącu  zapewnień ze strony Emila, że jego uczucie do Adeli na pewno nie zmaleje z powodu  ciąży i porodu i wrzeszczącego małego potwora, Adela zaakceptowała podjęcie starań się o dziecko. I choć lekarz uprzedzał ją, że owe starania mogą potrwać nawet do dwóch lat i to wszystko jest normalne - niecierpliwiła  się. Ale tak najbardziej przeszkadzał jej fakt, że nie były to już regularne co do godziny cykle, do których była przyzwyczajona. Reszta była bez  zmian, seks nie  był ani lepszy ani  gorszy. 

Weekendy starali się spędzać poza miastem, wyjeżdżali do lasów poza Wilgą, w stronę Maciejowic. Przeważnie z rodzicami, czasem sami. Adela powiedziała Helenie, że odstawiła tabletki i czekają na efekt tego kroku. Helena przytuliła  Adelę i powiedziała - to wszystko jest normalne, myślę, że wszyscy będziemy bardzo szczęśliwi gdy będzie  nowy członek  rodziny. Jak dobrze  wiesz, pomożemy wam we wszystkim, ale urodzić będziesz  musiała sama, nikt tego za ciebie  nie zrobi. I wiesz - bardzo często myślę, że  obie mamy szczęście, że pokochałyśmy takich właśnie mężczyzn. Obserwuję Emila gdy jesteśmy wszyscy razem - nadal wpatruje się w ciebie jak w tęczę, nadal jesteś na pierwszym planie tak jak wtedy gdy byliście u mnie razem po raz pierwszy. Ty tego nie widzisz, ale on cały czas patrzy na ciebie. Gdybyś się w tej chwili potknęła, to choć jest kilka kroków dalej, natychmiast byłby przy  tobie. Ciociu, a ja nadal kocham go nieprzytomnie, nie umiałabym już bez niego żyć. 

Ależ to bardzo dobrze  dziecinko, tak powinno być.  Po śmierci mego Janka byłam pewna, że już nikogo nie pokocham, ale jednak pokochałam Piotra. Późno mi się ta miłość trafiła, ale jak mówią - lepiej  późno niż wcale. Obaj są warci miłości. W tym momencie podszedł do nich Piotr, objął obie i spytał:  spiskujecie? Adela pokiwała  głową - tak, ale mogę ci tatku zdradzić nasz sekret- mówimy o tym jak bardzo obie kochamy swoich mężów, bo obaj są cudownymi facetami. Ooooo, to straszliwie spiskujecie!- roześmiał się Piotr. I coś wam powiem, oczywiście  w wielkiej tajemnicy -jesteś  obie cudownymi kobietami! Kocham  was obie!  

W tej chwili rozległ się głos Emila- chodźcie tu do  mnie, tu jest jakiś wysyp grzybów, jestem w takim dole po czołgu! Rzeczywiście - gdy spojrzeli w stronę,  z której dochodził głos dostrzegli tylko czubek głowy Emila. Podeszli bliżej - to na pewno był jeden z punktów, w którym kiedyś stał czołg. W tych lasach pełno było takich miejsc. W tym dole było zapewne bardziej wilgotno i wśród mchu rosło mnóstwo młodziutkich podgrzybków. Ojej- ucieszyła  się Helena - w sam raz  do zalewy octowej. Minęliśmy z Piotrem kilka takich miejsc, ale nie  schodziliśmy do środka. Ależ ślicznościowe te podgrzybeczki!- cieszyła się Helena. I to jest całkiem blisko tych wszystkich ośrodków. 

Gdy już wyzbierali w tym miejscu wszystkie podgrzybki wrócili się do tych pominiętych stanowisk po czołgach. W krótkim czasie mieli dwa pełne koszyki grzybów. W drodze na parking ośrodka, w którym zostawili samochód zebrali jeszcze kurki, i maślaki i na skraju lasu Piotr wypatrzył gąsówkę nagą. Adela spojrzała  się na te grzyby, potem na Piotra i powiedziała- tato, przecież to chyba niejadalne grzyby. Jadalne, dziecinko,  jadalne, powąchaj jak pięknie pachną a są równie  smaczne jak wspaniały mają  zapach. Przypatrz się - one  rosną w tak zwanych czarcich kręgach, właśnie zawsze na skraju lasu. No rzeczywiście- stwierdziła Adela- pachną jak prawdziwki. Ale ich kolorek jest nieco  dziwny i mają blaszki od  spodu... Maleństwo, uwierz tacie, on naprawdę się zna na grzybach- powiedział Emil. W takim razie dziś ja zrobię dla nas  wszystkich paellę z grzybami. To takie hiszpańskie jedzonko- oświadczył Emil.  Ale podgrzybków ci na tę paellę nie dam - zastrzegła z góry Helena. Nie ma potrzeby- wystarczą kurki i gąsówka - ale co najwyżej wspomożesz mnie mamuś cebulą, bo chyba  nie mamy. Mamy, mamy cebulę, ale mrożoną, kiedyś za dużo jej nakroiłam i  zamroziłam kilka porcji w małych pojemnikach po jogurtach- poinformowała Emila Adela. A co to jest ta paella? - bo tak dokładnie nie wiem- dopytywała  się Adela. Ryż kochanie, smażony ryż z dodatkami.  Robi  się jak risotto, ale nie trzeba w trakcie ciągle  mieszać. Po prostu ryż się musi przypiec. Dodam też do niego resztę już upieczonego kurczaka, tylko ciebie obarczę pokrojeniem tego kurczakowego biustu. Nie wiem jak to robisz, ale kroisz niczym maszyna - wszystkie kawałeczki są tej samej wielkości - zawsze mnie to zadziwia.

Mam pomysł - stwierdziła Helena - rozłóżmy kocyk piknikowy i oczyśćmy w lesie grzyby- mam całą paczkę chusteczek, więc będzie nam wygodnie tu  się nimi zająć. My z Adelą będziemy czyścić grzybki a jak się nam znudzi to nas zastąpicie. A w tym czasie możecie jeszcze pospacerować. Tylko się nie zgubcie. 

Chodź synku , one pewnie chcą jeszcze nas  trochę obgadać. Ale już nie mamy koszyka - zmartwił się Emil. Nie  szkodzi, mam w kieszeni  małą płócienną siatkę. Pójdziemy skrajem lasu, może jeszcze gdzieś natrafimy na gąsówki.

Gąsówek nie  znaleźli ale weszli na przeciwpożarową leśną przecinkę i znaleźli kilka prawdziwków i podgrzybków złotawych. Coś mi  się widzi, że za tydzień znów tu przyjedziemy - stwierdził Piotr. A może nawet w tygodniu, tak koło piątku. Tato, mam prośbę - nie  wybierajcie się nigdzie daleko od  domu sami. Wytrzymajcie do weekendu, my pojedziemy z wami. Mam już dostateczną nerwówkę z Adelą.  A co z nią się dzieje? Nic, ale postanowiliśmy postarać się o dziecko. No to się wpierw przebadajcie. Już to zrobiliśmy, mnie nawet kardiologicznie bardzo dokładnie przebadano. I nie ma przeciwwskazań do przekazania genów. Nim się pobraliśmy też  się solidnie przebadałem u kardiologa. A Adelka boi  się, że ciąża, połóg, dziecko w jakiś sposób sprawią, że ja stracę zainteresowanie  nią. Może dlatego, że ma sporo koleżanek już rozwiedzionych i w ich przypadku dziecko właściwie zabiło związek. 

Synku, to nie dziecko zabiło związek- to po prostu byli nieodpowiedzialni faceci. I tyle. Ciąża na pewno nie jest miłym stanem dla kobiety, to przestrojenie  hormonalne rzutuje też na jej psychikę a  chyba niewielu mężczyzn zdaje  sobie z tego sprawę. Wiem, że ty to wiesz i gdy już będzie  w ciąży na pewno zdołasz jej udowodnić, że nadal jest dla ciebie bardzo ważna, że kochasz co najmniej tak  samo mocno jak kilka miesięcy wcześniej a nawet więcej. Adela to bardzo inteligentna dziewczyna i kocham ją tak, jakby była moją córką. I myślę, że ona o tym  wie. A na nas możesz  zawsze liczyć, bardzo was oboje kochamy. Chodź, wracamy do nich. 

Tato, to może w ramach poprawiania Adeli humoru wybierzemy  się gdzieś razem na dansing? Nie na dyskotekę, ale na taki prawdziwy dancing? Adela uwielbia taniec, a tango argentyńskie zwłaszcza. I cudnie mi się z nią tańczy. Teraz się cieszę, że kiedyś kupiłem w Meksyku nieco płyt CD z nagraniami typowych orkiestr tanga argentyńskiego. Odkąd je  zaprezentowałem to wciąż tango w domu rozbrzmiewa. Ona w ogóle ma pociąg do muzyki latynoamerykańskiej, a Bolero Ravela może dla  niej brzmieć od  rana do wieczora, w przeróżnych nagraniach. Na razie mamy trzy.

No dobrze, a co u Arkadiusza? Jeszcze się z tą Ireną nie pożarł? Jeszcze nie, bo mają cyrki z meblowaniem swego mieszkania i jak na  razie to wciąż wszystko jest u  nich "w proszku", bo Arek ma dość niewygodnego klienta. Niewygodny ten klient, za to wielce nadziany. No a ta Irena nie może wziąć urlopu by się zająć dopilnowaniem wszystkiego?- dziwił się Piotr.  Tato, Irena to nie jest nasza Adelka, one są tylko  tej samej płci. Arek i Irena prosili Adelę by im zaprojektowała kuchnię, proponowali, że jej  zapłacą wg stawek projektanckich, ale Adelka nie  dała  się w to wrobić. Poradziła im by po prostu wynajęli zawodowego projektanta. I bardzo się z tego cieszę. Oni też się mają zamiar wziąć za produkcję dziecka bo czas nagli- Irena jest starsza od Arkadiusza. Wprawdzie twierdzą, że w styczniu skończy czterdziestkę, ale według mnie to ona już ma tę czterdziestkę. Byli niedawno u nas i pokazałem im naszą piwnicę - niemal zbierali z podłogi szczęki. Oni, gdy kupowali to mieszkanie to nawet nie  sprawdzili jaka jest u  nich piwnica. Ale, jak mówię, to już duże dzieci i na pewno nie będę ich za rączkę prowadził. Jak poproszą to mogę podać co gdzie zamawialiśmy i gdzie kupowaliśmy. A ostatnio stosunki się mocno ochłodziły, bo Irena zaczęła wypytywać Adelę o  zbyt intymne sprawy, więc Adela powiedziała  jej, że są pewne granice koleżeństwa ale i przyjaźni, których nie należy przekraczać i Irena się obraziła. Nie wiedziałem o tym, ale chciałem byśmy poszli w trzy pary na dancing i wtedy Arek powiedział, że na razie to się nasze żony pokłóciły. Przepytałem się Adelki co to było, opowiedziała mi i popieram jej zdanie w tym temacie. I jak na razie zawiesiłem kontakty z Arkiem. Nie pierwszy i  zapewne nie ostatni raz. On jest po prostu nierówny. Mam podejrzenie,  że to wynik tego jaki był jego ojciec. 

Nie  znałem jego ojca- trudno mi coś na ten temat powiedzieć, ale faktycznie Arek  był z lekka niezrównoważony- stwierdził Piotr. Ja dość często was podglądałem - to nawet na parkiecie było widać- czasami grał jak natchniony, ale po piętnastu  minutach takiej gry potrafił odstawić taki numer, że zaraz go trener zdejmował. A co było z jego ojcem "nie tak"?  Arek, był według swego ojca za miękki, ciapowaty. A tak naprawdę to Arek jest z natury nieśmiałym człowiekiem, bardzo oczytanym i zdolnym. Odetchnął gdy jego ojciec umarł i ma  z tego powodu wyrzuty sumienia. Szkoda, że nie spotkał na swej drodze kogoś takiego jak Adelka. Kiedyś ojciec jednego z kolegów powiedział, że uroda kobiety to rzecz względna, najważniejszy jest rozum, bo głupia żona to prawdziwe nieszczęście dla mężczyzny. I żebyśmy nie szukali urody u swych koleżanek ale rozumu.  I jestem pewien, że więcej niż połowa  z nas patrzyła na dziewczyny szukając  głównie urody. Piotr uśmiechnął się - ale ty  synuś to masz szczęście, bo Adelka jest nie tylko ładna ale i mądra. Bardzo mi się spodobała od  samego początku. 

No to widocznie mamy ten sam gust - zaśmiał się Emil- widocznie to sprawa  dziedziczna. Przecież to już minęło kilka  lat od  chwili gdy ją zobaczyłem po raz pierwszy a ja nadal pamiętam bardzo dokładnie ten moment gdy ta nieduża, drobniutka kobietka na szalenie wysokich szpilkach tuptała  w stronę mojego samochodu. Mało nóg sobie   nie splątałem wyskakując z samochodu by jej otworzyć drzwi - normalnie to po prostu otwierałem je od środka, jak większość. Ale  to było genialne posunięcie, jak się potem okazało. I bardzo żałowałem  że nie wiozę jej przynajmniej  do Gdańska, bo tak nam  się fajnie rozmawiało. A potem celowo jeździłem autobusem służbowym,  wtedy siedziałem obok niej. Piotr śmiał się i mówił - widzisz  synek, opłaciło się  być szarmanckim facetem!

                                                      c.d.n.


czwartek, 11 sierpnia 2022

Trudny wybór- 81

 Gdy goście zakończyli swą  wizytę Emil powiedział - nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Areczek nieźle dostanie w kość przy okazji tej przeprowadzki. On jest łebski jeśli idzie o sprawy prawne, ale w zakresie tych "życiowych" to mu jakoś nie idzie. Ciekawy jestem jak  mu wyjdzie ten  związek, mam nadzieję, że mu się lepiej  to ułoży niż w pierwszym małżeństwie. Powiedział mi, że gdyby się okazało, że z jakichś przyczyn nie będą  mieli własnego  dziecka, to podejmą  się adopcji, chociaż zdaje  sobie  sprawę, że to ryzyko, bo nie wiadomo,  czy ośrodek adopcyjny wie wszystko o danym  dziecku, czy było dobrze przebadane.  Pocieszyłem  go tylko, że nikt nie jest w stanie w 100% przewidzieć jakie będzie  miał dziecko, bo to, że jego i jej rodzice byli zdrowi to nie  wiadomo jak tam  było pod tym względem z pradziadkami i dziadkami i wiele chorób było nierozpoznanych z racji dość niskiego poziomu medycyny. Tak na  moje oko to on się z Ireną już ze 4 razy schodził i rozstawał. Coś jakby im  było równie  źle razem jak i osobno. No ale skoro się teraz "prawnie związali" to  może dorośli do siebie.

Milek, a co zrobisz, jeśli z jakiegoś nieznanego powodu nie zajdę w ciążę? Wymienisz mnie  na bardziej płodny model? 

Wiesz Maleństwo - tak się jakoś składa, że dla mnie ty jesteś stokroć ważniejsza  niż dziecko - mój świat się nie zawali z tego powodu, że nie będziemy mieli dziecka. Adela przytuliła  się do niego - to dobrze, bo dla mnie ty  też jesteś  ważniejszy niż kwestia posiadania dziecka. Nie umiem bez ciebie funkcjonować. I , tylko się nie śmiej - boję się, że po ciąży i porodzie stracisz całkiem na  mnie ochotę. Bo na pewno będę w ciąży wyglądać bardzo nieapetycznie. 

Kochanie  moje, przestań wygadywać głupstwa, ja nie mam 18 lat i pstro we łbie. Ja tylko się boję byś nie  miała komplikacji, by wszystko przebiegło bezpiecznie  dla ciebie no i dla dziecka. Czy te twoje niezbyt  mądre myśli nie są aby podyktowane tym, że jutro jest dzień,  w którym albo weźmiesz, albo nadal nie  weźmiesz  tabletki a my przestaniemy stosować mechaniczną antykoncepcję?  Nooo, może trochę - przyznała  się Adela. Maleństwo, będzie tak, jak ty  zdecydujesz, bo ta nowa  sytuacja obciąży głównie  ciebie - to twoje ciałko będzie znosiło wszystkie niewygody z tym związane. A ja, jak zauważyłem, kocham  cię tak  samo mocno niezależnie od tego jak wyglądasz. I nawet rozczochrana i  zapuchnięta  od płaczu jesteś dla mnie piękna. 

Maleństwo,  chcesz może wyjść gdzieś na spacer, a może zrobimy sobie w domu maleńkie  party? Znalazłem wśród płyt taką, która chyba ci  się spodoba, poza tym  możemy połasuchować, bo są lody, mogę zaraz ubić śmietanę i mamy mrożone czarne jagody i mamy te  maleńkie beziki, takie na  jednego małego gryza. No to zróbmy bitą śmietanę, dosłodzimy ją cukrem trzcinowym i dodamy jagód i trochę bezików - zarządziła  Adela. A skąd mamy w domu beziki? 

Ojciec je  gdzieś upolował , tylko ja  zapomniałem o  nich ci powiedzieć. A ojciec je  wsadził do lodówki , pewnie z rozpędu, gdy wstawiał do zamrażarki jagody. I wsadził je do bocznej kieszeni. W takiej szarej torebce, papierowej.

Wspólnie przygotowali "kolację dla  łasuchów" i był to bardzo  miły wieczór, bo......Adela miała okazję przekonać  się, że jej mąż bardzo dobrze tańczy. A płyta to był Album "Carlos Di Sarli y Su Orquestra Tipica" i rozmarzyła oboje. Postanowili, że rozejrzą się gdzie można potańczyć przy orkiestrze i zaproszą na wieczór taneczny rodziców i Arka z Ireną. Bo, zdaniem Emila, Arek dobrze  tańczy, ojciec też, więc może być całkiem miło.

Wiesz co, to  będę miała okazję założyć  tę czarną sukienkę, którą kupiłam kiedyś w trakcie delegacji. Tę, o której powiedziałeś, że mogę  w niej być tylko wtedy, gdy będę razem z tobą. I będę w tych szpilkach. A tango Bahia Blanca, które  Carlos di Sarli skomponował na cześć swej rodzinnej miejscowości i jest w tym albumie, to baaardzo lubię i  El Choclo też lubię tylko nie pamiętam kto je  skomponował. Już przy pierwszym wspólnie tańczonym tangu Adela powiedziała, że mogłaby  z Emilem tańczyć całą noc, bo tańczy świetnie i tak cudownie  jest być w jego objęciach. 

W pewnej chwili Emil się zaczął śmiać - chodziliśmy z Arkiem na Kruczą na kurs tańca i facet, który prowadził ten kurs powiedział wtedy, że tango najlepiej wychodzi tym, którzy zgadzają się w kroku a ja jeszcze wtedy nie  za bardzo załapałem co facet ma na myśli i dopiero po wyjściu Arek mi uświadomił o co facetowi biegało. A teraz stwierdzam, że miał gość rację. Z żadną mi tak tango nie  szło jak teraz z tobą a przecież tańczymy ze sobą pierwszy raz. 

Często tańczyłaś z Kamilem?  Tak, co tydzień chodziliśmy na tzw. wieczorki taneczne, ale on nie lubił tańczyć tanga, preferował rock'a.  Fakt, że tańczył go dobrze, byłam  zawsze tylko dopełnieniem, tym czymś co fruwało obracane i przeciągane w różne  strony. Wściekał się gdy byłam w spodniach, bo jego zdaniem powinnam była  nosić  taką spódnicę, żeby   w czasie mojego obrotu widać  było moje  całe uda. Raz się  tylko zapytałam po co mam pokazywać uda, więc  się dowiedziałam, że po to by mu inni zazdrościli. Nie oszczędzał się w rock'u, mnie też nie. I kiedyś, w Stodole strasznie się zdenerwował, bo któryś ze studentów tańczących obok powiedział - cholera, coraz starsi studenci teraz studiują. Rock i walc - to lubił tańczyć.  I po tej odzywce przestaliśmy bywać w  Stodole. A tango to jego zdaniem było dobre po to by w tym czasie coś zjeść pomiędzy kolejnymi wejściami  na parkiet. I nikomu nie pozwalał ze mną tańczyć, nawet  wtedy gdy byliśmy z jego znajomymi. No i oczywiście byłam przedstawiana jako jego przyszła żona. Ciekawa byłam czy oni potem coś nadawali jego żonie.

Wiesz  Maleństwo, mnie to go nawet żal, bo wyraźnie był facet rozdarty pomiędzy miłość do ciebie i miłość do dzieci. Po prostu sam sobie zamotał życie. I na pewno jest znacznie  więcej takich facetów na świecie.

Zapewne tak - zgodziła  się Adela. Mam wrażenie, że w pewnej chwili dotarło do niego, że wychowanie dwójki dzieci wcale  nie jest łatwe i ona może sobie z tym nie poradzić.  Gdy się rozstawaliśmy powiedział, że skończył się jego cudowny sen ze mną  w roli głównej, ale że zawsze będzie nade mną czuwać. I że rozumie mnie, bo gdyby był na moim miejscu to pewnie też by odszedł. I chociaż tak mówił to miał do mnie żal, że nie chciałam wyjechać na ten zbiorowy kontrakt. W sumie  to był egoistą a ja ciężką idiotką. Ale, jak uważa Helena, to była dla  mnie przydatna, choć bolesna, lekcja życia. I cieszyła  się, że zerwanie wyszło ode mnie. Helena cały czas zachowała neutralność, tylko wciąż powtarzała - myśl i analizuj. Trzy razy pomyśl nim coś powiesz lub zrobisz.

A ty w Meksyku dużo tańczyłeś? Nie, prawie wcale,  ale raz na  zabawie studenckiej to jakieś tańce ludowe z dwiema  dziewojami na raz. One w jakichś strojach ludowych a ja w garniturku, pod krawatem. Musiało to dość  zabawnie wyglądać. Coś w stylu śląskiego "trojaka". Ale całe ciało pedagogiczne brało udział więc i ja.  Nie powiem,  żebym cierpiał tam na nadmiar  rozrywek. Byle gdzie to  nie  bywałem, a poza  tym to wolałem wydać pieniądze na turystykę niż na posiedzenie w knajpie. Poza tym musiałem się jednak przygotowywać do wykładów- większość wykładów prowadziłem  w języku  angielskim, ale często musiałem coś  dodatkowo wytłumaczyć po hiszpańsku i tu  czasem zaczynały  się  schody. Kolega  się śmiał, że ja myślę po polsku  a potem  muszę to  sobie przetłumaczyć na angielski i hiszpański. Pierwszy rok dał  mi porządnie  w kość. Poza tym jak kilka  razy zaprosisz dziewczynę na jakieś wspólne  wyjście  to ona to sobie  tłumaczy , że zaczynasz się nią interesować w celach  matrymonialnych. I z tego względu też trzeba tam na to uważać. Moi bardziej doświadczeni koledzy mawiali, że te naprawdę bardzo ładne i rozumne dziewczęta to studiują w Stanach lub w Europie. A na moim wydziale to nie było wcale dziewczyn- nie  był to  kierunek dziewczyński,  a nawet gdyby był to  nikt przy  zdrowych  zmysłach  nie podrywałby studentki z wydziału na którym  wykłada. 

Gdy wróciłem po kontrakcie to byłem  nieco zdumiony nachalnością i otwartością młodych  rodaczek. A ja nie lubię nachalności, zwłaszcza gdy zaczyna  się po wiadomości, że właśnie wróciłem z zagranicznego kontraktu. I dlatego wszystkim dookoła  powtarzałem, że jestem wrogiem związku małżeńskiego i nigdy się nie ożenię. Najśmieszniejsze, że mówiłem to facetom, wszak   z nimi miałem stały kontakt w pracy a że nasze  biuro było dość plotkarskie, więc  ta wiadomość rozeszła  się jak fale po wodzie po wrzuceniu do  niej  kamienia. I gdy zgłaszałem Kamilowi, że potrzebuję kogoś  do pracy to byłem dość zaskoczony gdy mi powiedział, że ma  dla mnie pracownika płci żeńskiej. I że jesteś przyzwyczajona do pracy z facetami i rozdzielasz  pracę od  życia prywatnego. Laurkę ci wystawił jak należy. I mówił prawdę - nieomal chłód bił od  ciebie, co było nieco zaskakujące bo jednocześnie byłaś bardzo miła i fajnie  się z tobą rozmawiało.  I  wszyscy się tobą zachwycali,  ja tylko słuchałem. A potem szalenie kombinowałem jak cię w kulturalny i elegancki sposób poderwać a nie rzucić  się na ciebie by cię przytulić, wycałować i bóg wie co jeszcze. A miałem na  to niesamowitą ochotę. Kiedyś gdy coś wyciągałaś z szafy uderzyłaś się w łokieć i chyba  bardzo cię zabolało bo szeptem zaklęłaś niemal jak  szewc i  miałem straszną ochotę rozmasować ci ten łokieć, ale się powstrzymałem. A potem tak nieco śmiesznie siedziałaś przy biurku z tą ręką wyciągnięta na blacie,  czytałaś któreś z angielskich czasopism i masowałaś rękę, a ja studiowałem  wtedy bardzo dokładnie wierzch twej dłoni, zachwycałem  się kruchością nadgarstka, kształtem paznokci i bardzo musiałem się powstrzymywać, by nie  nakryć twojej dłoni  swoją.  

Adela zaczęła  się  śmiać- no fakt, brzydko wtedy zaklęłam i gdybym była sama w pokoju to pewnie nie byłby to szept, tylko solidna, głośna wiązka, bo uderzyłam się w nerw i aż mnie prąd przeszedł no i strasznie zabolało. A ty szarmancko udałeś, że nie słyszysz jak  rzucam  mięsem i powiedziałeś, że gdy będę jeszcze  coś z tej szafy potrzebowała to sam mi to wyciągniesz, żebym się nie naraziła  na gorsze kontuzje. Poza  tym te roczniki są ciężkie i  je przestawisz na niższą półkę i to będzie  wygoda nie tylko dla mnie  ale i dla ciebie. I faktycznie je przestawiłeś. Zupełnie  wbrew powiedzeniu, że facet jak mówi to mówi, a kobieta  jak mówi to robi. Ja miałam wtedy gorszy problem - blondyn mi się spodobał! I te twoje oczy w kolorze  ciemnego piwa tak jakoś łagodnie spoglądające. No straszne - nigdy jeszcze  nie podobał mi się jakiś facet-blondyn, zresztą zawsze kręcili się koło mnie szatyni lub bruneci, a tu siedzę z blondynem, który mi się -o zgrozo!- podoba, na dodatek widać, że ma porządek pod sufitem, jest uprzejmy ale nie nachalny i usta ma ładnie wykrojone. Opowiedziałam o tobie Helenie a ona powiedziała -no rzeczywiście, strasznie dziwne, kulturalny blondyn. A tobie  się kultura kojarzy od  szatyna wzwyż- no masz problem. Zaczyna ci zwyczajnie odbijać. Wyśmiała mnie po prostu. A potem gdy cię pierwszy raz zobaczyła to powiedziała, że jestem  chyba daltonistką , bo jesteś bardzo ciemnym blondynem, więc nic dziwnego, że mi w oko  wpadłeś.

A potem to już notowałam na twoim koncie  same plusy i coraz więcej się w tobie pogrążałam. Ale cały czas powtarzałam sobie - spokojnie,  spokojnie, na pewno ma jakąś  babkę, bo za przystojny na to, by był bez kobiety.

No właśnie, byłem bez kobiety, mało tego, nawet żadnej nie  szukałem i pogrążyłem się na  całego w tobie, bo wszystko co było z tobą związane było nieco niezwykłe. Już samo to, że cię do firmy przywiozłem. Poza tym o wszystkim mogłem z tobą porozmawiać i mówiłaś z sensem, zupełnie mnie nie kokietowałaś a i tak ciągnęło mnie  do ciebie niemożebnie. Na dodatek rozumiałaś ten język prawniczy a i elektrotechnika nie była dla  ciebie czarną magią. Po prostu utonąłem w zachwycie, nawet kawa przez  ciebie  zrobiona miała lepszy smak. Co było już całkiem niezrozumiałe, bo robiłaś ją przy  mnie i niczego do niej  nie  dosypywałaś.

                                                                         c.d.n.