środa, 6 września 2023

Córeczka tatusia - 3

 Rodzice Wojtka przyjechali do Warszawy pociągiem w sobotni poranek i z dworca odebrał ich Wojtek. Ponieważ doba hotelowa  zaczynała  się dopiero od godz. 14,00 przywiózł ich, zgodnie  z "rozkazem" Marty i jej taty na wspólne śniadanie. W planach co prawda inaczej to wyglądało a w efekcie końcowym szef i jeszcze jeden z inżynierów wyruszyli do Warszawy służbowym  samochodem z kierowcą. Ponoć  szef był nieco niezadowolony, bo chciał jeszcze coś po drodze "obgadać", ale ojciec Wojtka  wymigał się od jazdy  samochodem twierdząc, że ma kłopoty z krążeniem i wielogodzinne siedzenie w  samochodzie bardzo mu nie  służy i pojedzie  do Warszawy slipingiem, chociaż oczywiście bierze przed podróżą odpowiednie leki. A jak jedzie samochodem to musi co godzinę robić przerwy w podróży. Jak twierdził to już i tak się bardzo poświęcił, bo będzie nocował w jednym pokoju z szefem.

Marta po przywitaniu się z rodzicami Wojtka powiedziała do niego cichutko w kuchni, że  czuje  się jakby była po przeglądzie  lekarskim - wymacana, obejrzana i przepytana na  wszystkie strony. Ale rodzice Wojtka byli tak serdeczni i szczerzy w tym wszystkim co robili i mówili, że jak powiedziała Wojtkowi był to "okład" na jej psychikę, bo fajnie jest wiedzieć i czuć, że rodzice osobnika, który twierdzi, że ją kocha- akceptują jej osobę w 100%. Wiesz - tłumaczył jej Wojtek - oni po prostu pokochali cię dużo wcześniej i to ich uczucie  nie wynika  z tego, że ja  cię kocham. Jeszcze im nie powiedziałem, że cię kocham. Nie  wynika też z tego, że twoja matka nie  stanęła na wysokości swego zadania. O tym, że cię kocham powiem im dopiero wtedy gdy ty mnie pokochasz. No to możesz im już o tym powiedzieć - prawie nie spałam tej nocy, analizowałam bardzo dokładnie  wszyściutko co się dzieje między nami i wiem, jestem pewna, że to co mnie przy tobie trzyma to nie tylko przyjaźń. Też  cię kocham. Wojtek wziął ją w ramiona i był tak zajęty poznawaniem smaku jej ust, że nawet nie  zauważył, że przed otwartymi drzwiami kuchni stoi jego mama, która szybciutko wróciła do pokoju i powiedziała- musimy troszkę zaczekać, Wojtusiek tuli Martusię, dajmy im chwilę, jeszcze  nie umieramy  z głodu. W pięć minut później Wojtek wszedł do stołowego z zastawioną tacą i nieco błędnym spojrzeniem. Może wam w czymś pomóc - spytała mama. Pomóc?- spytał niezbyt przytomnie  Wojtek - nie, już wszystko gotowe, zaraz przyniosę resztę. Aaaa- Marta pyta co kto pije. Ja jak zwykle zbożówkę- powiedziała mama a obaj tatusiowie zażyczyli  sobie herbatę. Dobrze - powiedział Wojtek i szybko wyszedł. Po chwili przyszli oboje i przynieśli dzbanki z kawą i herbatą. W czasie śniadania do ojca Wojtka napisał jego  szef- tekst wiadomości  szalenie  rozbawił adresata i  powiedział - mój szef właśnie mi wymyśla od szczęściarzy  bo aktualnie stoją na poboczu i jego kierowca mocuje  się ze zmianą koła. I gdy zmienią to podjadą do jakiejś stacji naprawczej  ale nie wiem gdzie  są bo mi tego nie napisał. Pewnie  sam nie wie gdzie  są, bo on zawsze zapada w letarg na dłuższej  trasie. Napiszę mu tylko, że  współczuję, choć tak naprawdę to bardziej współczuję kierowcy niż jemu. Zmiana koła to zawsze taka brudna robota. Ale jego  kierowca to całkiem rozgarnięty facet i na pewno sobie poradzi. Tyle  tylko, że im podróż  zajmie więcej czasu.  Jeśli jadą A-1, a to jest najlepsza trasa, to gdyby nie ta  awaria to pewnie jechaliby ponad 8 godzin- zawyrokował Wojtek. Ja na takie  długie  trasy to zawsze biorę dwa koła  zapasowe, nie jedno. I wolę jechać pociągiem lub lecieć samolotem. Ojej, jak to dobrze ciociu, że przyjechaliście pociągiem bez takich dodatkowych i wątpliwych atrakcji- zauważyła Marta.  Ja to  się zawsze  zamartwiam gdy czekam na kogoś, kto pokonuje samochodem taką długą trasę. I pewnie będziecie  się  ze mnie śmiać, ale odkąd Europę przecinają autostrady to wolę jeździć pociągiem lub lecieć samolotem. Bo jednak większością autostrad to  się nudniej jedzie bo albo jest wytyczona w lesie albo daleko od różnych  miejscowości i właściwie można  zejść z nudów bo jest też sporo odcinków "zaekranowanych". Siedzisz za kierownicą i widzisz głównie asfalt. 

Czyli, jeśli wpadnie nam pomysł pojechania  gdzieś w  świat samochodem to będę wybierał dla nas krótkie odcinki autostradami i wleczenie   się szosami miejscowymi - zaśmiał się Wojtek. I tym sposobem trasę Warszawa - Graz będziemy pokonywać z noclegami bo to jest jednak  dobrze ponad 800 kilometrów. Pojedziemy w trzech  etapach: Warszawa- Ostrawa , to jest 376 km, z Ostrawy  do Wiednia to 298 km i po wiedeńskim śniadanku pojedziemy do Grazu bo to już tylko 200 km.  W życiu  nie byłem w Ostrawie, ale byłem kiedyś  w Brnie. Brno też mamy po drodze. Oczywiście te odległości są wielce orientacyjne, bo to są wyliczenia na jazdę  autostradą A1. 

A kiedy planujecie taką podróż? - zapytała mama.  Jeszcze nie  wiem, ale na pewno nie  w trakcie roku akademickiego, bo oboje  mamy wtedy wykłady. A Martusia ma  za tydzień jakieś zaliczenie, ponoć ostatnie w tym roku, a po wakacjach jeszcze dwa  semestry na zakończenie studiów I stopnia. I wtedy zdecyduje czy poprzestaje na tym, czy jeszcze zrobi  cztery semestry na tytuł magistra. A ja  sesję mam w czerwcu i zaczynam pisać pracę magisterską- na  razie zbieram materiały. I usiłuję spotkać  się z facetem, którego mam zamiar poprosić by był moim promotorem. Kiedyś "luźno" twierdził, że ciekawi go ten temat i mógłby być moim promotorem.

Nie miałam pojęcia, że są takie  studia jakie robi Martusia -  stwierdziła mama. No właśnie, ja też nie wiedziałem, a one są tylko rok krótsze od studiów medycznych, które trwają sześć lat, a mnie  się wydawało, że bycie kosmetyczką to sprawa  nieskomplikowana- powiedział Wojtek. Ale ona ma tam bardzo dużo wiadomości z  zakresu medycyny. Ze znalezieniem  pracy na pewno  nie będzie  miała problemu, poza tym będzie  mogła  założyć własny gabinet kosmetyczny, bo oprócz wiedzy w  zakresie merytorycznym będzie też miała wykłady i wytyczne dotyczące prowadzenia takiej placówki. Tę uczelnię ma pod opieką jeden z polskich producentów kosmetyków. Nawet nie masz mamuś pojęcia jak ona ślicznie wygląda w  swoim "służbowym uniformie" - aż się cieszę, że niewielu mężczyzn w kraju dba o swoją skórę- najczęściej to  do gabinetów  kosmetycznych trafiają zapryszczone małolaty doprowadzone na  siłę przez mamusię. 

Gdyby mamusie tych małolatów odpowiednio swe  dzieciaki żywiły i nauczyły dbania o higienę to byłoby znacznie  mniej tych pryszczatych małolatów - powiedziała Marta. Często do kosmetyczki trafiają w takim stanie, że  wpierw trzeba wyleczyć stany ropne i tu  wkracza  lekarz dermatolog i odpowiednie  antybiotyki podawane  miejscowo a czasem i doustnie. A jakie  mamusie  są  zdziwione gdy się dowiadują, że ważne jest to czym  dziecko się pasie i że mleko i kakao to nie  samo  zdrowie a czekolada owszem jest  zdrowa, ale tylko taka gorzka która ma przynajmniej 80% kakao i 0% cukru i że  słodzenie szklanki herbaty trzema kopiastymi łyżeczkami cukru jest niezdrowe i że ilekroć  spoci się pryszczatemu buziuchna to należy ją porządnie umyć a nie wycierać ją rękawem swetra czy kurtki, bo ubranie  w którym  chodzimy ma na sobie  furę  zarazków. Nie  są co prawda widoczne, ale  za to setnie szkodzą  skórze.  Ja  w ogóle "przymierzałam"  się do medycyny, ale rozmawiałam ze swoją  znajomą lekarką i ona mi doradziła te studia, jeżeli mam zamiar kiedyś wyjść  za mąż i założyć rodzinę. Ona twierdziła, że praktycznie nie wychowywała  swoich  dzieci - robili to zamiast niej jej rodzice. Zatkało mnie  gdy powiedziała, że zrobiła  specjalizację w pediatrii, ale tak naprawdę nie jest w stanie powiedzieć młodej matce czemu jej  maluszek wciąż płacze. Zleca kupę  badań, żeby wykluczyć jakiś  stan chorobowy  i tyle.

Mama Wojtka roześmiała  się cichutko - maluszki płaczą nie  tylko dlatego, że im  coś konkretnego dolega - maluszek też  człowiek i potrzebuje towarzystwa drugiego człowieka. Nie płacze tylko dlatego, że jest głodny, że boli je brzuszek lub ma mokro - często potrzebuje po prostu obecności kogoś bliskiego bo czuje się samotne, opuszczone, potrzebuje przytulenia i bliskości. I to nie jest rozpieszczanie  dziecka ale po prostu  zaspokajanie jego potrzeb uczuciowych. Tak zwany zimny wychów  cieląt i  dzieci nie  służy  ani cielętom ani  dzieciom.

Wojtek wstał od stołu i powiedział -muszę na chwilę wyskoczyć do swego mieszkania - wrócę za 30 minut- zostawiłem coś w kieszeni kurtki i  zapomniałem to przełożyć. Dobrze, że nie  zapomniałem w tym układzie samochodu. Synku, to powiedz Helence, że my do niej wpadniemy popołudniu, koło 17,00- poprosił tata.Tylko nie mów, że  już jesteśmy na miejscu tylko, że jedziemy.  Marta posłała Wojtkowi badawcze  spojrzenie,  na które padła odpowiedź- naprawdę zaraz  wrócę, po prostu zdjąłem  z wieszaka niewłaściwą kurtkę i dlatego muszę na moment wrócić.

Gdy Wojtek wyszedł panie posprzątały ze stołu a Marta opowiadała  co zabawniejsze historyjki  z zajęć praktycznych, których na tym  kierunku  nie brak. Powiedziała też, że zaraz  po ukończeniu studiów na pewno nie otworzy własnego gabinetu tylko podejmie  pracę w którymś z tak  zwanych salonów piękności. Jej koleżanki nastawiają się na podjęcie pracy w salonach kosmetycznych  mieszczących  się w hotelach, kilka chce  się zatrudnić na pływających wycieczkowcach a ona  na razie  z nikim  żadnych  rozmów  nie prowadziła, bo chyba jednak zrobi te  studia II stopnia i dopiero wtedy pomyśli o własnym gabinecie. Bo widzisz  ciociu  - po tym  licencjacie to nie będę dla swego personelu żadnym autorytetem, ale po II stopniu już tak i będę mogła również podjąć pracę w którymś ośrodku rehabilitacyjnym.  Po prostu  będę lepiej wykształcona, bo teraz naprawdę nie czułabym  się komfortowo idąc do jakiegoś gabinetu kosmetycznego.  Czasami żałuję, że nie  zdawałam na medycynę, ale   z drugiej  strony wiem, że gdybym została lekarzem to raczej trudno by mi  było pogodzić pracę  zawodową z macierzyństwem, a wiem, że gdy wyjdę  za mąż i  zdecyduję  się na  dziecko to nie po to by je ktoś zamiast mnie wychowywał, bo  taka trzyletnia przerwa  wzięta  z racji urlopu wychowawczego to właściwie  wykopuje  człowieka  z tego zawodu.   Ja  też uważam, że  nawet najmniejsze  dziecko to pełnoprawny  człowiek i skoro powołałam go do życia  to muszę mu poświęcić całą  swą uwagę i zapewnić mu jak najbardziej komfortowe  dzieciństwo nie  tylko od  strony fizycznej ale i psychicznej.

Wojtek, tak jak obiecał wrócił w ciągu pół godziny. A ponieważ wrócił z pudełkiem  ze znanej cukierni Marta obrugała  go mówiąc, że przecież  są ciastka  w domu i mógł powiedzieć że ma ochotę na ciacha. Kochanie, ale to nie ciacha, to tort czekoladowo-orzechowy. Tort? -zdziwiła  się Marta. Przecież powiedziałeś, że musisz po  coś do  domu pojechać. No byłem w domu a po tort nie stałem w kolejce, ruchu prawie nie ma, naród poza  miastem grasuje, więc już jestem. To jest nieduży tort, żebyśmy po nim pryszczy  nie  załapali. Powąchaj, nawet przez  papier  pięknie  pachnie! Pozwolisz, że pójdę  zrobić kawę?-  zapytał.  Ty coś knujesz - stwierdziła Marta.  No jasne, że knuję- jestem  w tym dobry. Na razie uknułem kupno tortu, teraz  pójdę go zatruć. I bardzo zadowolony  z siebie poszedł do kuchni. 

W chwilę później przyniósł talerzyki i widelczyki, potem na stole wylądował duży dzbanek z kawą i mały ze  śmietanką, potem rzeczywiście nieduży tort oblany równiutko czekoladą i przybrany orzechami i zaprosił wszystkich do  stołu. Gdy już wszyscy usiedli rozlał do filiżanek kawę i powiedział - mam  dziś wspaniały dzień i chcę  się podzielić z wami swoją radością. Kocham Martusię i to z wzajemnością. I chcę dziś, teraz, zaraz poprosić ją by za mnie  wyszła. Podszedł do Marty, przyklęknął przy  niej na jednym kolanie, wziął jej rękę i z pierwszego paliczka swego małego palca  zdjął pierścionek i wsunął na jej palec mówiąc- kocham cię i to od  dawna, marzę byś mnie wybrała za swego męża. Marcie na moment odebrało mowę, przełknęła ślinę i nieco łamiącym się głosem powiedziała  - też cię kocham, ty wariacie! Wstań, nie jestem świętym obrazkiem! Dla mnie jesteś - zapewnił ją Wojtek wstając. A teraz muszę  cię wycałować moja boginko i mogę to robić legalnie, przy ludziach! I słowa wprowadził  w  czyn. Gdy się od  niej  oderwał jego mama porwała ją w ramiona i mówiła, że to dla  niej najbardziej  radosna  nowina i że od  początku, odkąd poznała Martę chciała mieć właśnie taką synową, potem  Marta wpadła w objęcia swego przyszłego teścia, a na końcu uściskał ją  własny ojciec, a potem objął Wojtka mówiąc-  witaj w rodzinie, jestem naprawdę szczęśliwy, że będziesz  mężem Marty. I mów mi po prostu po imieniu - już masz jednego tatę. A mama powiedziała do Marty - możesz do  mnie mówić mamo, możesz  ciociu, możesz po imieniu- jak ci będzie  dziecino wygodniej - najważniejsze, że będziemy jedną rodziną. Oboje  z Wieśkiem  pokochaliśmy  cię już  wcześniej i jesteśmy szczęśliwi, że będziecie razem.

Wojtek wziął rękę Marty mówiąc - ależ ty masz szczuplusie paluszki - jubiler musiał zmniejszać ten pierścionek i przekonywał  mnie, że  żadna dorosła kobieta nie ma tak cieniutkich paluszków  i że na pewno będzie trzeba go powiększyć.  A ten akwamaryn jest piękny - powiedziała Marta. Starałem  się znaleźć pierścionek pasujący do twoich oczu - masz oczy właśnie takie - niebieskozielone, chodź, zobacz w lustrze powiedział Wojtek i pociągnął Martę do lustra.  Znalazłem ten pierścionek wśród biżuterii oddanej w komis. A rzucił mi się w oczy, bo oczko jest duże i gdy go pokazałem to facet powiedział, że to pierścionek  starej roboty, na jego oko z początku dwudziestego wieku. A gdy mu pokazałem rysunek obwodów kilku twoich pierścionków to facet zdębiał, że masz takie  cieniusie paluszki. Trochę  się przy nim narobił, bo żeby nie uszkodzić  kamienia musiał go czasowo usunąć. Wpierw chciał wyciąć kawałek, ale potem przerobił trochę obrączkę i  inaczej umocował kamień by się lepiej trzymał niż dotychczas. Obiecałem mu, że gdy już będziesz nosić ten pierścionek to wpadniemy do niego by mu pokazać te  chude paluszki. A srebrem też się zajmuje czy tylko złotem? Bo ja mam kilka pierścionków które są za duże, a tak mi się podobały, że je i tak kupiłam. Możemy je  do niego wziąć,  może coś wymodzi. Martuniu, a kiedy się zalegalizujemy wobec prawa? Na pewno nie przed ostatnim moim zaliczeniem- mam jeszcze sporo nauki i muszę  się sprężyć bo tylko tydzień mam na to.Wystawię tacie upoważnienie do pobrania mojej metryki urodzenia.A potem po złożeniu naszych dokumentów trzeba minimum miesiąc poczekać na ślub. Podobno bardzo  często po tak długim terminie niektórzy trzeźwieją i wycofują  swe dokumenty. Tu nie Las Vegas, że możesz wziąć  ślub  z marszu w 15 minut i zaraz wędrować dalej.

                                                                      c.d.n.

 


wtorek, 5 września 2023

Córeczka tatusia - 2

 

 Spektakl opery Nabucco wywołał u Marty bardzo mieszane uczucia. Szalenie uboga  scenografia nieco ją zbulwersowała. Chór przyodziany w bliżej  nieokreślone "szaty" w kolorze niedopranych szmat do mycia podłóg wywołał na jej twarzy niesmak. Zamknęła oczy i postanowiła otworzyć je  dopiero gdy będzie  przerwa.

Na przerwie, po pierwszym  akcie Marta powiedziała - to bardzo dobra pod  względem ekonomicznym opera do wystawiania. Tanie  dekoracje, tanie kostiumy bo nikt nie ma  pojęcia jak ludzie  się ubierali w czasach biblijnych, więc  można  zrobić  założenie, że chodzili okryci jakimiś prostymi  w kroju tuniko-płachtami a nie  w złotem przetykanych szatach z aksamitu o skomplikowanym  kroju. Tuzin lekko podbarwionych prześcieradeł i masz kostiumy dla  zespołu. Jestem zielona jak szczypiorek na  wiosnę w kwestiach historii biblijnych i gdybym nie  zajrzała do sieci w życiu bym nie  wpadła na to, że Nabucco to Nabuchonodozor i że był to władca babiloński, który sobie umyślił podbicie Izraelitów.  Nabuchonodozorów  to było aż  czterech i ten biblijny to był z numerem II. Ale trzeba przyznać, że Verdi skomponował piękną  muzykę i właściwie wypłynął na  tej operze na  szerokie wody i dopiero wtedy go zauważono i uznano. A tak w ogóle to podziwiam wszystkich kompozytorów tworzących muzykę do jakiegoś konkretnego tekstu. I tych, którzy słysząc jakąś melodię układają do niej tekst, który na  dodatek ma sens - też podziwiam. 

We wszystkich operach przeszkadzają mi recitativa acompagnato bo nie da  się ukryć, że muzyka do tych momentów  w operze nie jest niestety rzeczą  porywającą. No a recitativo musi być, wszak trzeba  jakoś treść widzowi przekazać, zwłaszcza, że nie każdy z  widzów kupuje program, w którym  zawsze jest podana treść opery. Z tym, że jeżeli śpiewacy śpiewają w języku włoskim a widz tego języka  nie  zna to nadal nie będzie  wiedział "o co biega" na  scenie.  Ja często idę "na  skróty" i na YT odsłuchuję tylko same  arie. I jesteś jedynym chłopakiem z którym chodzę do opery.  Wiem, że nie przepadasz za baletem bo "wygibasy" na  scenie nie robią na tobie żadnego wrażenia, ale doceniasz muzykę  baletową.  I już się cieszę, że pójdziemy na balet "Romeo i Julia" z muzyką  Czajkowskiego.  "Jezioro łabędzie"  jest  znacznie  częściej wystawiane niż "Romeo i Julia" i przeważnie oglądam je raz w roku, ale zdarzyło mi  się obejrzeć  je i dwa razy w jednym  sezonie. 

 To może powinienem żałować, że nie jestem tancerzem w balecie - zaśmiał się Wojtek.  Marta popatrzyła na niego bardzo uważnie i powiedziała - nie masz  czego żałować, większość  z nich jest gejami.  Zachwycają na  scenie swoim tańcem, niektórzy są bardzo urodziwi ale nawet ci  bardzo męscy z wyglądu bywają o odmiennej orientacji a niektórzy już odeszli w niebyt z powodu załapania  AIDS. To tak jakby było w naturze "coś  za coś" - dostajesz od natury super talent i równocześnie jakąś skazę - różnisz się od innych facetów. Szymański,  Gruca, Wilk - super utalentowani tancerze- oni się nawet nie ukrywali ze swą orientacją. Widziałam Wilka w balecie "Spartakus" - super facet. Koleżanki siostra  miała kasetę z nagraniem jego występu w Teatrze Wielkim oraz kasetę z jego występów  w zespole Bejarta. I już go nie ma, nie żyje. 

Więc nie kombinuj, niczym koń pod górę kim mógłbyś  być żeby mi imponować - cenię cię i bardzo lubię takiego jakim jesteś- doceń wreszcie  sam siebie.  Jesteś moim jedynym przyjacielem, wiesz o mnie nawet więcej niż mój tata. Chodź, wracamy na  miejsce.  Gdy usiedli  koło taty, który nie  wyszedł na przerwę Marta wygrzebała ze  swej torebki trzy malutkie tabliczki gorzkiej czekolady i każde  z nich miało jedną mini  tabliczkę równą wielkości dwóch małych kosteczek z regularnej tabliczki czekolady.

Po spektaklu tata stwierdził, że po takim długim siedzeniu dobrze im  zrobi trochę  ruchu, więc zamiast już wsiadać do  samochodu przespacerują  się dookoła teatru  co sprawi, że nie będą  się wygrzebywać w ślimaczym tempie  z parkingu,  a nim  spacerkiem okrążą Teatr Wielki to zrobi  się luz na parkingu. Tata też  był zaskoczony minimalistyczną "oprawą" spektaklu  i stwierdził, że chyba nawet wtedy można  było po ubiorze odróżnić status człowieka, a tu przecież byli również urzędnicy dworscy, a Marta  się  śmiała, że ci dworscy  notable  mieli po prostu zapewne  nieco czyściejsze szmaty na  sobie.

Wojtek po drodze  "zaćwierkał", że on wysiądzie  wcześniej i wróci już do siebie, ale tata powiedział, że  pojedzie do  domu dopiero po kolacji. No ale ja nie mogę  być cały czas na waszym wyżywieniu- protestował Wojtek.  Możesz dziecino,  możesz, nie chciałeś przyjąć zwrotu za bilety, to musisz w takim  razie przecierpieć u nas kolację - stwierdził tata. Na kolację są dziś racuszki z jagodami, powędrują  tylko na  chwilę do mikrofalówki bo jednak są smaczniejsze na  ciepło. I weź pod uwagę, że to jagody własnoręcznie  zbierane przez Martę. I żebyś się lepiej  poczuł to własnoręcznie wymieszasz jagody z ubitą  śmietaną, którą również  sam ubijesz.

Gdy już  byli po kolacji nadszedł do Wojtka  sms od ojca, że przyjadą w najbliższą sobotę do Warszawy bo w niedzielę i poniedziałek musi być na jakiejś międzynarodowej konferencji i że będą nocować  w hotelu, bo już mu firma zarezerwowała pokój. No to odwołaj rezerwację - stwierdził tata, który zaraz się połączył z Wiesławem- możecie przecież nocować u nas.  Nie da  się, bo jedzie też kierownictwo i na pewno po tej konferencji będę uziemiony przez  szefa. A kiedy macie tę imprezę? No w  niedzielę i poniedziałek wyjaśnił Wiesław.  No ale w takim razie niech ciocia u nas nocuje - podpowiedziała Marta- z nią to chyba  szef wujka nie będzie chciał służbowo konferować. Podpowiedź uznano za przejaw  geniuszu Martusi i Wojtek miał odebrać  swą mamę z hotelu w niedzielę o 10,00 rano ,  a  jego ojciec po prostu zostanie w hotelu. 

Wiadomość o przyjeździe rodziców dziwnym trafem nie uradowała Wojtka co było tak wyraźnie  widoczne, że aż Marta zapytała czemu  tak nagle popsuł mu  się humor. No bo miałem już ułożony plan na weekend a tak to nic z tego nie wyjdzie. Chciałem byśmy pojechali do Zegrza i wypożyczyli motorówkę i sobie  we dwójkę popływali a tak to nic  z tego. Chciałem z tobą pobyć  a nie  z całą rodziną. No ale do Zegrza  to możemy pojechać razem z rodzicami,  na plaży może posiedzieć twoja mama z moim tatą a my możemy wziąć łódkę i pływać. A ty masz patenty  na motorówkę? Mam - i na motorówkę i na żaglówkę. 

Wiesz - w weekendy to zawsze na Zegrzu są regaty i trochę ciężko się wtedy pływa. Poza tym jak będzie duże  słońce to się okrutnie spieczemy, bo na motorówce to jeszcze  dochodzi wiatr. Ja już to raz przećwiczyłam - spiekłam się tak, że miałam  kłopot by wrócić do Warszawy, bo musiałam  się przecież ubrać, bo nawet w  samochodzie byłoby dziwnie  siedzieć w bikini  a byłam spieczona ze  wszystkich stron. Dopóki byłam na  łodzi to nic  nie  czułam, nawet mi było chłodnawo a gdy  się po powrocie zobaczyłam w lustrze to omal nie padłam trupem. Byłam w kolorku wiśniowym. Więc  może lepiej będzie jeśli sobie po prostu powędrujemy trochę brzegiem i niekoniecznie  cały czas  w słońcu. I weźmiemy na taki spacer  czapki z dużym  daszkiem i jakieś "okrywki" by narzucić na  ramiona. Nasi posiedzą na leżakach a my się trochę powłóczymy.  Weź poprawkę na to, że oni oboje nieco  się  za tobą stęsknili i będziesz  z nimi musiał spędzić trochę  czasu. Za tobą też  się stęsknili - pocieszył ją Wojtek. Gdy wtedy u nas  byłaś to po twoim  wyjeździe na przemian  mówili, że  szkoda , że już  wyjechałaś. A ty się pewnie  wściekałeś gdy to  słyszałeś - powiedziała  Marta. A ja ?- ja myślałem tak  samo  -wyjaśnił Wojtek.  I dlatego wróciłem do Polski.  

Martusiu - ja   cię  po prostu kocham i mam nadzieję, że ty mnie też kiedyś pokochasz. Obmyślałem sto razy jak mam ci to powiedzieć, żeby było ładnie i miło a wyszło jak  wyszło.  Miały być kwiaty, piękne okoliczności przyrody a stoję w waszej kuchni i dukam - z uśmiechem  stwierdził Wojtek.  

Marta przytuliła  się do niego mówiąc - okoliczności przyrody mało ważne , kwiaty zwiędną, ważne to co czujemy.  Jesteś dla mnie ważniejszy nawet od taty - to pewnie tak wygląda  miłość. Ale zachowajmy to na  razie  tylko dla siebie. Nic i nikt nas nie pogania. Pobądźmy trochę w tym nowym etapie. Jestem absolutną "świeżynką" w tej nowej sytuacji - nie chodziłam z chłopakami, nikt mnie  nie podrywał i ja nie chodziłam  z  koleżankami "na podryw". Gdy  się rodzice  rozwodzili wybrałam tatę, co wzbudziło zdumienie i w sądzie i u wielu  znajomych. Tata mnie wprowadzał w okres dojrzewania, uczył jak  się rozeznawać we własnych emocjach, wyjaśniał co się małolatom myli i tłumaczył, że słowo kocham  wcale nie jest takie jednoznaczne, bo zależy od tego kto, w jakim wieku i w jakich okolicznościach je  wypowiada. 

Nigdy na mnie nie nakrzyczał, nawet gdy coś bezmyślnie zepsułam. Nauczył mnie bym zawsze mówiła prawdę i tego bym się nie  wstydziła nigdy poprosić o pomoc jeśli sobie  z czymś  nie radzę. I zawsze mi przypominał, że jeżeli coś pomiędzy ludźmi się nie układa to bardzo rzadko jest to wina tylko jednej ze stron. W pewnym  sensie on starał  się bym wybaczyła matce, że na mnie  wrzeszczała i nigdy nie miała dla mnie  czasu. Rozszedł się  z nią, bo ewidentnie go zdradziła a na dodatek ja jej wcale nie obchodziłam. Bo tak naprawdę nie istnieje coś takiego jak instynkt macierzyński. Nie mówi się o  tym głośno,  ale  jest wiele matek które wcale nie kochają swoich dzieci. Co zabawniejsze  nie jest  to tylko cecha  ludzka- wiele zwierząt też porzuca  swe młode i nie  zawsze jest to tak, że stan  zdrowia tego małego zwierzaka  jest taki, że nie  rokuje dobrze bo malec ma jakąś poważną  wrodzoną  wadę rozwojową i jego matka to wyczuwa.

Przyjaźnimy się od wielu lat, ale tak za wiele to o sobie  wzajemnie nie wiemy. Nie wiem jak ty, ale ja  snułam różne  fantazje na twój temat, nawet wyobrażałam sobie że wyjedziemy gdzieś razem na  wczasy, a nie mam nawet bladego pojęcia jak całujesz. Wiem  co prawda, że fajnie jest być w twoich objęciach bo nie jeden raz mnie obejmowałeś  tak po przyjacielsku. Jak widzisz jeśli jest tak jak mówisz, to mamy oboje  mnóstwo do nadrobienia.

Wojtek ujął jej twarz w obie dłonie i zajrzał w oczy- też snułem i nadal  snuję fantazje na twój temat i to takie, że potem tłukę  się po mieszkaniu nie mogąc  zasnąć. Masz rację, mamy mnóstwo zaległości do nadrobienia. Kiedy masz koniec  semestru na tej swojej kosmetologii? Za tydzień mam ostatnie  zaliczenie, a do licencjatu jeszcze  dwa semestry i wtedy zdecyduję  czy robię magisterkę czy zostanę na licencjacie. Bo wtedy to jeszcze  dwa lata. 

Strasznie długie te twoje studia - stwierdził Wojtek. Nooo, licencjat 3 lata bo to pierwszy stopień i jeszcze dwa lata na II stopień. Tylko rok krócej  niż na medycynie na wydziale lekarskim no i po stopniu magistra już nie  muszę robić specjalizacji, która czasem jest na medycynie  równie  wieloletnia jak podstawowy ogólny kierunek.

                                                                             c.d.n.

niedziela, 3 września 2023

Córeczka tatusia - 1

 Marta pracowicie rozdzierała widelcem upieczoną pierś kurczaka na poszczególne włókna. To dziwne- myślała- nigdy nie podejrzewałam, że tak spreparowane mięso jest znacznie  smaczniejsze niż zmielone po upieczeniu. Potem pracowicie  starła na tarce pieczarki i lekko je poddusiła na maśle klarowanym, na końcu dołączając  postrzępione  mięso kurczaka i przyprawy.Wymieszała  wszystko dokładnie i zaczęła nadziewać tą  mieszaniną usmażone  naleśniki.  Zerknęła na  zegarek  i pomyślała - w samą porę  się z tym uwinęłam, bo za pół godziny pewnie już wróci tata z tenisa. Nooo, narobiłam dziś tego  wszystkiego jak na pułk wojska. Zawijanie naleśników przerwał dźwięk telefonu - zerknęła na  ekran komórki - na ekraniku ukazało się słowo "Niezbędnik."   

Tym  "Niezbędnikiem" był Wojtek - przyjaciel przez  duże "P". Znali  się jeszcze z czasów  szkoły podstawowej, potem Wojtek  był z rodzicami poza granicami Polski i tam chodził do liceum, a gdy wrócił zaczął tu studia i chociaż rodzice znów wyjechali z Polski- on został. Mieszkał z siostrą swego ojca, która wpatrywała  się w Wojtka  niczym  w tęczę. Starsza pani  była szczęśliwa, że nie mieszka  sama, ojciec Wojtka  wynalazł  do opieki  nad  swą  siostrą  pielęgniarkę, która przychodziła  codziennie o 7,00 rano, czasem nocowała jeśli  starsza pani źle  się czuła, gotowała  dla niej a Wojtek robił zakupy i sprzątał w mieszkaniu.

Czy mogę do ciebie przyjechać?- spytał.   No jasne, że możesz zapewniła  go Marta - tylko nie jedz nic po drodze - zjesz z nami obiad. Tata pewnie za niedługo wróci z kortów. A gdzie gra?- może ja po niego podjadę? Nie mam pojęcia gdzie  dziś gra i z kim gra. I  nawet nie wiem czy wziął samochód  czy też  nie. Oni się często jakoś wzajemnie odwożą. No to ja zaraz  u ciebie będę bo jestem niedaleko. I faktycznie chyba był bardzo niedaleko, bo w 10 minut później już dzwonił do drzwi.  

Znalazłeś jakieś miejsce koło nas?- zdziwiła  się Marta. Dziś sobota, ładna pogoda  to się naród nieco ruszył samochodami za miasto- stwierdził Wojtek.  Mam na  dziś zarezerwowane bilety do Opery na Nabucco - może masz ochotę pójść i może twój tata też by poszedł? Mam zarezerwowane  3 bilety, pieniądze są w kasie, tylko  musimy trochę wcześniej przyjechać i do godziny 17,00 mam dać znać czy te bilety  bierzemy. No i będziemy  musieli przyjechać pół godziny przed spektaklem.  I zamówiłem bilety na balet "Romeo i Julia"  i na  operę komiczną "Sprzedana  Narzeczona"  Smetany.  Matula kolegi pracuje w kasie, więc mam chody. A może ci  w czymś pomóc? Coś potłuc, pokroić, pomieszać? - spytał. 

Nie, wszystko już mam gotowe.  A co  dziś serwujesz na obiad? - możesz powiedzieć? Marta uśmiechnęła się -mogę - naleśniki z dartym kurczakiem i pieczarkami  na drugie, a na pierwsze jarzynowa z łazankami. Na deser galaretka owocowa z truskawkami i lodami. A co to jest ten darty kurczak?-zdziwił  się Wojtek. Nooo, to po prostu zwykły kurczak upieczony do miękkości w piekarniku i potem szarpany widelcem na  malutkie  kawałeczki a raczej pasma. Taki śmieszny przepis  znalazłam. I my go będziemy  szarpać?  czy nie  praktyczniej będzie go pokroić  nożem? - dopytywał się Wojtek.  Ależ my go nie  będziemy szarpać, on już jest poszarpany i wciśnięty w naleśnik- wyjaśniła  Marta. My mamy tylko jeść, nie  szarpać się  z nim. Kroić to będziesz  sobie naleśnik na talerzu. No to dobrze - ucieszył się Wojtek - bo nie przepadam za jedzeniem  palcami. 

W kwadrans później dołączył do nich ojciec. No jak było? - spytała Marta? Dobrze i niedobrze - dobrze bo się fajnie  grało, a niedobrze bo nie było ciepłej wody więc przyjechałem z kortu brudny. No to "idź  się okąp" jak mawiają panowie kolarze - stwierdziła Marta. I "okąp" się starannie, bo idziemy dziś do opery, Wojtuś  nas "ukulturnia", więc  wypada byś był porządnie  "okąpany" - powiedziała śmiejąc  się  w głos.

Stojąc w kuchni nad patelnią Marta wróciła pamięcią do dnia, w którym na rozprawie rozwodowej rodziców zapytana o to z kim chce mieszkać po ich rozwodzie powiedziała - ja chcę mieszkać z tatusiem. A czy ty się dziecino nad tym zastanowiłaś?- spytała  pani sędzia. Tak - odpowiedziała Marta - dla taty nie jestem ciężarem i uwiązaniem tak jak dla mamy. Tata ma  zawsze dla mnie  czas i nigdy na mnie  nie krzyczy.  

Gdyby wzrok mógł zabijać to spojrzenie, które posłała jej matka  przeniosłoby Martę w  zaświaty - a skoro nie przeniosło matka  powiedziała - "wyraźnie dała się mała zmanipulować ojcu", ale jedna z pań uśmiechnęła  się  do Marty mówiąc - Martusia nie jest już malutkim dzieckiem, ma dwanaście lat. Gdyby miała pięć lat to można by domniemywać, że w grę wchodzi manipulacja, ale sąd weźmie pod uwagę jej zdanie. Potem jeszcze z Martą rozmawiała pani psycholog i decyzją sądu Marta mogła pozostać z ojcem. I od  chwili rozwodu Marta już ani  razu nie widziała  swej matki. 

A małżeństwo z matką Marty tak dało jej ojcu "w kość", że już nigdy nie  chciał ożenić  się po raz  wtóry. Gdy Marta już była prawie dorosła powiedziała któregoś dnia ojcu, że może jednak  rozejrzałby się wśród znajomych pań i może ożeniłby  się po raz wtóry. Ojciec przytulił ją do siebie i powiedział: twoja mama bardzo skutecznie zraziła  mnie do instytucji zwanej małżeństwem i jakoś nie jestem w stanie którejkolwiek ze znajomych pań zaufać.  Mnie jest dobrze tak jak jest. I nie obawiaj  się, nie będę ci strupem na głowie, niedługo będzie drugie mieszkanie - jest co prawda opóźnienie w oddaniu go lokatorom, ale to kwestia góra  dwóch  miesięcy. I wtedy będziesz już pełnoletnia i zdecydujesz sama,  w którym mieszkaniu chcesz mieszkać - w tym, czy w tym nowo oddanym do użytku.  Fakt, że będziemy mieszkać oddzielnie nie  sprawi, że będę się tobą mniej interesował  lub mniej  cię kochał - zawsze będziesz moją najukochańszą córeczką, moim spełnionym marzeniem. Bo bardzo chciałem mieć córeczkę i to marzenie  się urzeczywistniło.  Chłopca też pewnie bym kochał, ale gdy się dowiedziałem, że twoja mama jest w ciąży, to pierwsze co pomyślałem było - oby to była  dziewczynka. Twoja mama wcale a wcale nie chciała dziecka - byłaś dziełem przypadku, nie planowana, ale gdy się twoja mama zorientowała, że jest w ciąży to już było zbyt późno na usunięcie ciąży. Kochałem twoją mamę, natychmiast wzięliśmy ślub. Ale w planach życiowych twej mamy nie było zbyt wiele miejsca na  dziecko i tak  pozostało na  zawsze. Przed rozwodem powiedziała mi, że nie jest wcale pewna, czy aby na pewno ja jestem twoim ojcem i wtedy zrobiłem, w tajemnicy przed nią, badania genetyczne.  I okazało  się, że jestem jednak twoim ojcem.Ten wynik badania i to co powiedziałaś  w sądzie o tym jak  się układają twoje    stosunki  z matką spowodowały, że  sąd przystał na twój wybór i zostałaś ze mną. Poza tym to nie ja zostałem przyłapany w niedwuznacznej sytuacji tylko ona i to ja  złożyłem pozew rozwodowy, nie ona.

Gdy mieszkanie było już oddane do użytku ojciec zrobił akt darowizny na rzecz Marty, ale Marta wcale nie chciała  mieszkać oddzielnie. Postanowili oboje, że w takim razie będą tamto mieszkanie wynajmować bo "pustostan" jednak niszczeje. A gdy któreś z ich zwiąże  się z kimś na  stałe to wtedy Marta się przeprowadzi do swego mieszkania. 

W swoje sprawy rodzinne Marta nie  wtajemniczała  swych koleżanek i kolegów - wyjątek stanowił Wojtek do którego Marta miała ogromne zaufanie, poza  tym był od niej 2 lata starszy no i jej ojciec i ojciec Wojtka znali się na gruncie zawodowym. Ojciec Wojtka był wstrząśnięty  tym  co spotkało Martę i jej ojca i nakazał synowi by opiekował się dyskretnie Martą, bo tak naprawdę to spotkało ją wielkie  nieszczęście - rozbita  rodzina dla dwunastolatki to wszak może  być  szok. Gdy Wojtek wyjechał wraz z rodzicami do Austrii poczta polska i poczta austriacka miały pełne  ręce roboty. Gdy tylko rodzice Wojtka "okopali się" w nowym  miejscu natychmiast zaprosili  do siebie Martę  z ojcem, ale w efekcie końcowym Marta pojechała  sama, bo w pracy jej ojca  wszystko się "waliło i paliło" i nie mógł wziąć nawet kilku dni urlopu. Marta była  zachwycona pobytem - czuła  się tam jak księżniczka - mama Wojtka, której  zdaniem zachowanie matki Marty było co najmniej naganne i przynosiło wstyd wszystkim matkom na świecie, starała  się by ten pobyt był dla Marty jednym, wielkim pasmem radości i przyjemności. Poprosiła  by Marta mówiła  do niej per "ciociu", gdy Wojtek był w  szkole (ferie szkolne w Polsce nie pokrywały  się terminami z feriami w Austrii) oprowadzała Martę po najpiękniejszych miejscach  Graz'u, a trzeba przyznać, że Graz  ma  zabytki równie piękne  jak Wiedeń. Poza tym bardzo dużo z nią rozmawiała i poprosiła, by zawsze gdyby Marta potrzebowała rozmowy z jakąś dorosłą kobietą, to niech śmiało zwraca  się ze sprawą do niej, a ona na pewno zawsze wysłucha i postara  się dobrze doradzić dziewczynie.  Ojciec Wojtka co drugi dzień telefonował do Warszawy i  wręcz rozpływał  się nad Martusią, jaka to miła, dobra i mądra dziewczyna. A Marta pławiła  się w dobroci i serdeczności rodziców Wojtka. Do Polski odwiózł Martę  samochodem ojciec Wojtka, który miał zamiar ściągnąć do Graz'u swą siostrę. Niestety jego plany spełzły na  niczym, bo okazało  się, że jego  siostra musi przejść serię badań by można  było ustalić  przyczynę jej dolegliwości. Gdy Marta żegnała  się z Wojtkiem ten wyszeptał jej do ucha - gdy tylko skończę liceum wracam do Polski - będę mieszkał z ciocią- tylko nie mów  tego na razie ojcu.

Wojtek, tak jak sobie zaplanował zdał egzaminy na Politechnikę i rozpoczął studia w Polsce. Mieszkał u siostry ojca, która  była  zachwycona jego obecnością. Wojtek kilka razy w tygodniu bywał u Marty i jej taty, o  czym Marta "cichcem" poinformowała jego mamę, mówiąc, że dzięki temu Wojtek ma niewielki kontakt ze studentami  z akademika, a na dodatek to ostatnio pomaga jej w  fizyce, bo zmienił się nauczyciel a facet tak niejasno wszystko tłumaczy, że tylko wyjątkowo uzdolnieni uczniowie rozumieją czasami - bo nie  zawsze - o czym pan  nauczyciel plecie. Ale okazało  się, że do końca  roku  szkolnego nie będzie zmiany nauczyciela bo po prostu  brakuje nauczycieli tego  przedmiotu, a poza tym to facet jest  nauczycielem akademickim i nie ma  zielonego pojęcia jak wygląda wiedza uczniów dotąd wyniesiona ze  szkoły. No i jest jeszcze  ten plus, że Marta ma  zawsze okazję dopilnowania Wojtka by zjadł porządny obiad i że w gotowaniu Wojtek często jej pomaga. No bo to, co je chora, wymagająca diety siostra ojca Wojtka,  na pewno nie jest wystarczającym pożywieniem  dla młodego,  zdrowego chłopaka. No a weekendy to Wojtek zawsze  spędza z nią i jej tatą a nie z kolegami z uczelni. Często chodzą razem do kina, a czasem Wojtek gra z jej tatą w squasha.  Ciociu, naprawdę dbamy oboje z tatą o Wojtka - zapewniała mamę Wojtka  Marta.  A mama Wojtka powiedziała któregoś  dnia do swego  męża -  mam  cichą nadzieję,  że rośnie nam przyszła  synowa.  Martusia to bardzo mądra dziewczyna i świetnie wychowana przez  swego ojca.  Będę bardzo szczęśliwa jeśli się w  sobie zakochają.   A może już są w sobie zakochani tylko jeszcze o  tym  nie wiedzą? - spekulował ojciec Wojtka.  Też mi  się widzi Marta w  roli żony Wojtka.  

W końcu listopada zatelefonował do Graz'u ojciec Marty i  zaprosił  rodziców Wojtka  do Warszawy na Boże Narodzenie. Od razu przepytał co jedzą, a czego nie  jadają, zapewnił, że jeśli idzie o  starszą siostrę Wiesława, czyli ojca Wojtka, to żaden problem, będzie miała  zapewniony dietetyczny, choć świąteczny posiłek jak i transport, więc nie  muszą jechać zimą samochodem a mogą przyjechać pociągiem. Nocować będą w mieszkaniu z Martą i jej ojcem, wszak są tu cztery pokoje.

Te pierwsze wspólne święta były dla obu rodzin niezapomniane i wspólne spędzanie świąt Bożego Narodzenia  stało się nienaruszalną tradycją dla obu  rodzin. A wieczór Sylwestrowy spędzili  na  pięknym koncercie  w Operze, solistami byli  Aleksandra Kurzak- aktualna gwiazda Metropolitan Opery oraz wspaniały  tenor Giuseppe Filianoti. Wszyscy byli zachwyceni tym koncertem, tylko ego Wojtka nieco ucierpiało, bo Marta powiedziała po koncercie- no nareszcie młody a do tego przystojny tenor się pojawił, całkiem zgrabny i bez pudła rezonansowego czyli nie utuczony. Wojtek uśmiechnął się smętnie i powiedział - no to może  szkoda, że nie jestem śpiewakiem. 

Ależ to bardzo dobrze Wojtuniu, że nie jesteś śpiewakiem - to wbrew pozorom naprawdę ciężka praca i każdy występ to spory wydatek kalorii, więc  się po występach najadają, ale mają mało ruchu i tyją. Słuchałam kiedyś wywiadu z którymś naszym tenorem, który był nieźle spasiony. Na scenie akurat śpiewał arię po polsku i omal nie padłam ze śmiechu, bo śpiewał "jestem piękny i młody" a  wyglądał koszmarnie z tym  swym utuczonym podgardlem i brzuchem jak w przenoszonej  ciąży. A ten Filianoti ma dopiero 35 lat i na razie wygląda całkiem przyzwoicie, ale nie  wiadomo jak będzie  wyglądał za 10 lat.  Ty jesteś szczupły,  zgrabny, masz wysportowaną sylwetkę i lubię na ciebie patrzeć jak grasz z moim ojcem w squasha.  A kiedy widziałaś? Ja cię nie  widziałem - stwierdził Wojtek. No bo patrzyłam na was z galerii, a ty wszak grałeś a nie rozglądałeś  się po suficie. Z tyłu, na górze jest mała galeria. W zeszłym roku was podglądałam, tata był wtedy po wyleczeniu kontuzji stopy, więc poszłam  zobaczyć jak sobie radzi w grze. Nie chciałam by wiedział, że sprawdzam czy naprawdę już nic mu nie dolega. No a że z nim grałeś to i ciebie sobie obejrzałam. Chyba cię nie zabolało to moje podglądanie.

                                                                  

P.S. 

"Rozgryzłam" kwestię znikania komentarzy- komentarze są "weryfikowane" przez tak zwaną sztuczną inteligencję, czyli  przez "coś" automatycznego pozbawionego rozumu. Uważam, że nazwanie czegoś takiego "inteligencją" jest zwykłym nadużyciem. W związku z tym, że znaczki    :) , :(  są przez ową niby inteligencję usuwane, bo wg jej kryteriów nie są komentarzem to proszę o słowa :  "podobało się", ewentualnie nie "podobało się" i o podanie swego imienia. Ale jeśli ktoś będzie  miał ochotę napisać dłuższy komentarz z pewnością  i radością go przeczytam i ewentualnie odpowiem. Nie mogę tylko obiecać, że będę pisać  nowe "kawałki" regularnie, codziennie.

                                                          c.d.n.




niedziela, 13 sierpnia 2023

Lek na wszystko? - Epilog

 Następnego  dnia, po niespiesznym  śniadaniu, przegadaniu dwóch godzin z Kazikiem i Teresą, wycałowaniu rączek Sophie za ciasteczka  na drogę, wyściskaniu całej  rodziny Kazika, zapisaniu sobie  dokładnie  co ma powiedzieć kumplowi Kazika gdy będzie oddawał samochód - Franek wyruszył w  drogę do Warszawy. Wsiadając do samochodu powiedział - ja do Berlina  wrócę, tak to widzę.

Zamykając  za Frankiem bramę posesji Kazik powiedział - no zobaczymy czy wrócisz tu bracie. Teresa tylko uśmiechnęła  się a potem powiedziała - on  z tych, co nie odpuszczą gdy coś  sobie do głowy wtłoczą. Mam wrażenie że jego "naczalstwo" ma poglądy takie jak pewien pan profesor i zapewne nie będą płakać gdy Franek stamtąd odejdzie, a raczej będą  zadowoleni. To ekipa  z gatunku, że jeżeli nie śpiewasz z nimi tej  samej piosenki to możesz odejść i krzyżyk na  drogę. I gdyby nie pies, żona i dziecko to już by siedział w Maroku.  Ma tam  dostatecznie  dużo znajomości. Ty też masz  wrażenie, że pies  jest u niego na pierwszym miejscu? - zapytał Kazik.  No jasne, że tak - psica go miłuje bezwarunkowo, nie  sprawia  żadnych kłopotów no to jak jej nie kochać? 

No a dziecko? To pierwsze małe  dziecko z którym Franek ma  do czynienia i Franek stanowczo zbyt mało czasu spędza z dzieckiem by dostrzec  w nim coś ciekawego. Albo jest w delegacji, albo późno wraca z pracy, a w weekendy niemal wszystkie wciąż coś wpierw kombinował  przerabiając  dom albo  coś zmieniał w ogrodzie. Bo to nie jest tak,że Franek bierze  fachowca i wszystko zostawia w jego rękach- on jest cały  czas tuż obok, patrzy na ręce i wszystkiego pilnuje.  Ale go lubisz,  a przynajmniej mówisz, że go lubisz- Kazik  drążył temat.

No bo go lubię, bo nie ma zakodowane w głowie że każdą babkę należy traktować jako potencjalną zdobycz  do wyra, poza tym ma poczucie humoru niemal tak  samo abstrakcyjne jak ja,  jest obowiązkowy, lubi gorzką czekoladę i nie cmoka każdej napotkanej kobiety w rękę. I nie  ma  zwyczaju włóczenia  się z kumplami na wódę i potem opowiadania każdemu  w pracy  jak to się  zapił- on po prostu się  nie  zapija.  No i zapoznał mnie  ze świeżymi daktylami. Poza tym w pełni doceniał moją pracę - jako jeden z nielicznych nie marudził gdy mówiłam, że nie mam jak go upchnąć w samolocie, bo one  ciągle jeszcze  ze stali a nie  z gumy. I nie  musiałam  się z nim użerać by się rozliczył  z delegacji. Poza tym bardzo starannie przygotowywał zawsze  nasz  "żywy towar" do wysyłki i jego specjaliści zawsze zadawali inteligentne  pytania, nie usiłowali zmieniać trasy lub przewoźnika i nie traktowali mojego działu jak biura podróży. Przez sześć lat pracy ani razu  nie musiałam odwalić ani jednego wniosku z jego  działu  - zawsze on pilnował delikwenta i sprawdzał wniosek nim do mnie  trafił. Doskonale  wiedział, że ja mam tych wniosków znacznie  więcej  niż każdy z branżystów. Przecież mój  dział  obsługiwał około 500 osób miesięcznie. Jedni wracali inni wyjeżdżali. Ruch jak na dworcu w sezonie.

W tydzień po przyjeździe do Berlina Teresa i Alek zaczęli uczyć  się niemieckiego.  Teresa znacznie lepiej dawała  sobie  radę "ze  słowem" pisanym , natomiast znacznie  gorzej jej szło z rozumieniem "ze słuchu." Na  zakupy żywnościowe jeździli do dużego marketu i była to swoista lekcja niemieckiego, którą Alek  był wielce zachwycony.

Teresa przynajmniej  ze dwa razy w tygodniu rozmawiała z Aliną, która jej powiedziała, że.....uczy  się niemieckiego - sama, korzystając z  zakupionego podręcznika i dołączonej do niego płyty.  Alina z dzieckiem , Pawłem i Jackiem wyjeżdżali na ostatni tydzień  sierpnia i pierwszy tydzień września do lasów w okolicy Modlina i obawiała  się, że może nie być zasięgu, ale  skoro ona  o tym wcześniej  wie, to nie będzie się denerwowała, że nie może porozmawiać. Przy okazji wrzuciła wiadomość, że Franek podobno dość nagle  wziął urlop wypoczynkowy i nie ma  z nim kontaktu. A gdy Paweł do niego wybrał numer dostał odpowiedź, że abonent jest poza  zasięgiem. 

W tym nieco potajemnym uczeniu  się języka bierze też udział Jacek. Alina  śmiała  się, że  Tadziś ma "narzeczoną", którą  sobie "przygruchał" na placu zabaw. Bo Tadziś jest bardzo spokojnym dzieckiem, nie  wariuje na placu  zabaw i w związku  z tym  ma same koleżanki a nie kolegów.  Przyznała  się, że była razem z Tadzisiem u swego psychoterapeuty, by sprawdził fachowym okiem czy Tadziś nie ma jakichś symptomów jej choroby, ale  zdaniem owego pana to Tadziś  jest zdrowym, normalnym  chłopcem.  Bo wbrew pozorom jest na świecie wielu delikatnych i wrażliwych mężczyzn, wielce odbiegających od stereotypu  "męskości" co niepokoi często ich rodziców, bo się różnią bardzo od innych dość agresywnych chłopców, więc starają się, nie wiadomo po co "wychować ich na prawdziwych mężczyzn" wręcz ucząc ich zachowań agresywnych.  A poza tym to Alina bardzo się cieszy, że Alkowi i Teresie podoba  się w Niemczech.

Teresa po tej rozmowie wybrała "sekretny numer" Franka, bo wiedziała, że Franek ma dwa smartfony. Gdy Franek się zgłosił powiedziała, że sprawdza co u niego, a dzwoni na ten numer, bo wie, że on odbiera telefon tylko wtedy gdy  może swobodnie rozmawiać. Franek się śmiał i wyjaśnił, że jest aktualnie w wynajętym mieszkaniu, kończy malować komplet mebelków po Alku na beżowo-różowawy kolorek, oraz zmienił wykładzinę w tym pokoju na "mazaninę"  błękitno - szafirową. Do sypialni dokupił klasyczne kudłato - puchate dywaniki obok małżeńskiego łoża  i zostawił w sypialni tę krótkowłosą wykładzinę, która wszak świetnie się daje czyścić odkurzaczem. Oczywiście oficjalnie jest "na chorobowym", bo chyba będzie musiał usunąć przepuklinę, która mu nieco psuje życie. Teresa  zaraz  go obsztorcowała, ale przysięgał, że nic nie dźwiga a  "madźga" mebelki siedząc na niskim stołeczku. Wszystko co trzeba było nosić to nosili wynajęci "ludkowie". Do szpitala idzie za tydzień, a przedtem przesiedli tu tatę, Dunię oraz "dziewczyny", oczywiście z pomocą "ludków".  Zrobił 4 odbitki xero z mapy osiedla i każde z nich ma własną. Dla Duni już wynajął "pana od spacerów", Dunia będzie "skoszarowana" w jego gabinecie. Suni się tu podoba, jest teraz  z nim i siedzi na loggii. A gdy wyzdrowieje , teraz chociaż  zdrowieje  się zdaniem NFZ w zawrotnym tempie i na drugi  dzień już można wyjść  ze  szpitala,  lekarz w tym znanym i Tesi  szpitalu potrzyma go  dłużej niż trzy dni, bo już nie jest młodzieniaszkiem. Gdy Teresa rozmawiała z Frankiem w 10 dni później już był po operacji i następnego  dnia wychodził do domu. Jak twierdził przeprowadzka odmieniła Joannę i zaczynała "normalnieć" jak to określił.

Pobyt Kazika w Tleniu z rodziną oraz  szefem i jego żoną był wielce udany. Ninka co prawda prawie nie pływała  swym składakiem, ale była  zachwycona okolicą, obie z Teresą codziennie  rano wędrowały na grzyby, a panowie tylko raz wypuścili je  "samopas" na  większą odległość , bo jak mówił Kazik "strzeżonego Bóg  strzeże", a po lasach różni ludzie się przecież włóczą-  jak powiedział pan Juleczek.  Tym razem zwiedzili też Toruń. W każdy wieczór  już po kolacji siadywali przy ognisku  w ogrodzie zamykając starannie furtkę na klucz a bramę wjazdową na kłódkę, by nikt im  nie zakłócił spokoju wieczorem lub nocą. Ze trzy razy przeszło obok ogrodzenia stadko dzików, dwa razy pod bramą wejściową  rozłożyły się czyjeś owce i Teresa  się śmiała, że  zapewne piły wodę z niewłaściwego  strumyka , upiły  się i nie mogły trafić do swojej chałupy.

Teresa z Kazikiem w drugim tygodniu pobytu zostawili z Gerdem i Niną na jeden  dzień  tatę i Alka, a  sami pomknęli bladym świtem do Warszawy by zobaczyć  się  z Aliną, Jackiem i Pawłem. Wszyscy byli wzruszeni tym spotkaniem, a Paweł powiedział Kazikowi, że wiosną będzie już na tyle  znał niemiecki, że da radę układać programy. Pomógł mu w tym chłopak jednej z jego koleżanek jeszcze  z  Akademii, który jest Niemcem i zajmuje  się programowaniem. Kazik natychmiast wysłał tę  wiadomość do Gerda, który odpisał, że to świetna  wiadomość. Po trzygodzinnym  spotkaniu, na którym Alina i Teresa tuliły  się  do siebie  niczym para  kochanków, Teresa z Kazikiem pojechali z powrotem do Tlenia. Gerd powiedział do Kazika, że jeszcze nie  widział takich wspaniałych przyjaźni jak ta Aliny i Teresy, że one obie są jakby z innej epoki, takiej w której ważne były ludzkie uczucia a nie pieniądze i interesy.

Kazik i Teresa  z każdego "zbioru" część  grzybów odkładali dla Kurta i Sophie. Gerdowi nieomal oczy wyszły z orbit na tę wiadomość, a Kazik powiedział, że Kurt i Sophie  przygarnęli go do siebie gdy po rozwodzie pojechał "w ciemno" do Niemiec i on zawsze o tym pamięta, że to Kurt go wypatrzył gdy pracował jako "zwykły robol" przy rozbiórce ruin  tnąc zbrojenia wielofunkcyjną spawarką, wprawiając tym w zdumienie kierownika robót, bo on nie  miał pojęcia że tym typem spawarki można nie  tylko spawać  ale i ciąć  metal.

Kaz, ty masz talent do wprowadzania ludzi w  stan zadziwienia - mnie  zadziwił twój patent, który od 1 stycznia nowego roku wejdzie do produkcji  - powiedział Gerd. Przepraszam, że to mówię,  ale bardzo  dziwny ten kraj, który wypuszcza z rąk kogoś, kto potrafi myśleć i ma takie nowatorskie pomysły. Kazik rozłożył ręce -niestety taka ekipa teraz dorwała się do rządzenia. Lata realnego socjalizmu wywróciły ludziom  w głowach, na moment  się ocknęli i  z powrotem wpadli w sidła populizmu. My z Tesią wiemy dobrze, że już nie  wrócimy do Polski. Naszej rodziny w Polsce już nie ma. Mój młodszy brat pracuje i mieszka  we Francji. Moi rodzice już nie żyją, tak samo mama Tesi, a Tesi tata jest wszak  z nami i kocham go bardziej niż kochałem własnego ojca.

Po powrocie z Borów Tucholskich  Kazik rzucił się w wir pracy, Teresa i Alek coraz lepiej rozumieli język niemiecki, podobnie jak Paweł i Alina.

Wiosną następnego roku  Paweł razem z Aliną, dzieckiem i Jackiem przyjechali na tydzień do Berlina. Alinie podobało  się mieszkanie Kazików i w ogóle wspólny dom oraz  okolica.  Przy odpowiednich roszadach pomieścili  się wszyscy  w czterech pokojach  - Alina z Pawłem spali w Living Roomie na podwójnej  sofie, Teresa z mężem we własnej sypialni, obydwaj  dziadkowie spali w  sypialni taty, jeden na  sofie, drugi na łóżku, a chłopcy obaj w pokoju Alka, do którego wstawiono pożyczone od Kurta turystyczne, ale wygodne  łóżko. I tym sposobem wystarczyły cztery pokoje.  Sophie i Kurt byli zdumieni wielkim podobieństwem do siebie  Alka i Tadzika. No ale przecież to nic nadzwyczajnego - powiedziała ściszonym głosem Teresa- przecież ich ojcowie to rodzeni bracia!  Ach, prawda!- stwierdziła Sophie- zupełnie o tym zapomniałam, ale Tadek i Paweł też  są do siebie podobni. No bo jakoś Alina, podobnie jak ja,  gustuje w ciemnowłosych chłopakach - wyjaśniła Teresa. Tadziś całkiem bohatersko zniósł w  sumie spore grono nieznanych sobie osób. Najlepsze było to, że Alek rozmawiając z Tadzisiem w obecności chłopaków  Kurta więcej mówił po niemiecku niż po polsku i zaraz przepraszał za to Tadzia i przestawiał się na język polski. 

Rozmowy pomiędzy Gerdem, Pawłem i specem od informatyki szły  całkiem gładko, a Jacek był niezmiernie dumny, że ma tak zdolnego syna, który naprawdę  bardzo szybko opanował język niemiecki.  Kazik rozmawiał z ludźmi, którzy wynajmowali jego mieszkanie, że chciałby je pokazać rodzinie a na pytanie czy będą mogli przedłużyć najem odpowiedział szczerze, że jeszcze nie  wie, ale do 30 czerwca na pewno będą mogli tu mieszkać a on najpóźniej za tydzień powie im czy będzie umowa przedłużona  czy też nie.

Kurt, wznowił w trybie arcy pilnym poszukiwanie mieszkania w najbliższej okolicy i najlepiej by to były cztery pokoje z kuchnią i łazienką  i bez mebli. Jak tłumaczył Kazikowi najwięcej jest chętnych na mieszkania dwupokojowe, więc może łatwiej będzie znaleźć czteropokojowe.

Po dwóch godzinach wpatrywania się w komputer Kurt powiedział do Kazika - módlmy się by się twoim spodobało bo to jest w pobliżu Greka, w narożnym budynku, pierwsze piętro, bez windy. Bierz Paweła i Alina i lećmy zobaczyć. Kazik szybko zwerbował zainteresowanych i niemal biegiem ruszyli pod wskazany adres. Mieszkanie było rzeczywiście w pobliżu restauracyjki Greka. Budynek  był trzypiętrowy, zrewitalizowany, ale zupełnie  nie mieli gdzie dorobić windy, bo wtedy trzeba by cały budynek przerobić a ewentualne  czynsze długo nie pokryły by kosztów poniesionych przez  właściciela budynku.

Mieszkanie było "narożne" i w narożniku była kuchnia  z dużym oknem od główniejszej ulicy i węższym  od bocznej. W sumie  miało  całkiem niezły rozkład, mieszkanie było puste co im pasowało, bo nauczeni doświadczeniem Kazika meblowali by się w Berlinie, a Jacek powiedział synowi, że dołoży  się do mieszkania bo sprzeda jeszcze jedną działkę, którą kiedyś kupił po wielce  atrakcyjnej  cenie. No i ma też jeszcze  nieco gotówki w banku. Poza tym będą mieli dopływ gotówki z wynajmu  swoich mieszkań warszawskich. Mieszkanie  w ramach rewitalizacji ma  miejscowe centralne, ciepła  woda jest z term przepływowych, tak jak w większości przedwojennych berlińskich budynków.  Do mieszkania należy też nieduży boks piwniczny. Budynek miał wysoki parter, więc I piętro nie było zbyt nisko, bo mieszkania były wysokie,  a nie  jak warszawskie osiedlowe 2,65 cm  wysokości. Kazik popatrzył się na  Alinę i powiedział - to mieszkanie to jakiś cud nad Szprewą, bo do nas będziesz miała niecałe 400 metrów. I jest tuż obok nasza ulubiona knajpka grecka. Masz do namysłu jeszcze 20 minut. Przejdź się z Pawłem jeszcze raz po wszystkich pomieszczeniach, bo to ty się będziesz tu rządzić. Zobacz jaka tu jest ciekawostka w kuchni- na tej północnej ścianie obok okna jest autentyczna spiżarnia, nawet są w niej półki. Jak widzisz główniejsza ulica nie jest jakąś arterią komunikacyjną. I nie wzywaj na pomoc Teresy- ty tu będziesz mieszkała nie ona. Paweł objął ją i powiedział - myślę, że będzie się nam tu całkiem dobrze mieszkało. Zobacz  jakie tu są ładne, drewniane drzwi a nie takie ze sklejki jak na naszym osiedlu. I spójrz do góry - sufity zdobione sztukaterią. Rzeczywiście - jestem gapa- nie  zauważyłam tego. Weźmy to mieszkanie, pomału sobie wszystko urządzimy. Kurt z ulgą odetchnął i powiedział właścicielowi budynku, że jego kuzynom podoba  się to mieszkanie więc je chętnie wynajmą. W umowie czynsz uwzględniał część kosztów ogrzewania. Energia płatna  była oddzielnie wg wysokości jej zużycia. Do kuchni musieli sami zakupić lodówkę, zamrażarkę, zmywarkę, zdecydować na jakiej kuchence będą  gotować, ale to wszystko dopiero po podpisaniu umowy.  Kuchnia  była duża i już miała  zabudowane dwie  ściany szafkami, od podłogi do  sufitu, w tym było miejsce na lodówkę i zamrażarkę był już  zlewozmywak, a pod nim  szafka na odpady kuchenne, obok długi blat i  pod  nim miejsce na pralkę i  zmywarkę, pod blatem drugim były szafki z głębokimi  szufladami,  było też przewidziane  miejsce na kuchenkę elektryczną oraz płytę grzewczą - mogli wybrać  czy  chcą płytę indukcyjną czy  zwykłą, ceramiczną. Te  szczegóły były wymienione  w umowie. Nad  tym blatem były również szafki kuchenne z półkami. Kuchnia  była  duża i można  było w niej umieścić  stół by tu jeść posiłki.W łazience była wanna,  duża umywalka, kaloryfer i WC tuż przy wejściu, oddzielone od reszty cienką ścianką z ceramicznych płytek. Nad  wanną był prysznic i składany parawan z matowych  dość  cienkich płytek PCV. Ściany  łazienki do połowy wysokości były wyłożone  białymi płytkami. 

Podpisanie umowy odbyło się dzień później i dostali klucze od wejścia do budynku i do mieszkania. Do urzędu w celu zameldowania  się mieli pójść wraz z umową i właścicielem budynku. Alina przepraszała Teresę, że tak długo im sterczą na głowie, ale Teresa  zamiast cokolwiek jej odpowiedzieć postukała ją palcem w czoło i powiedziała - strasznie tu pusto, chyba rozum gdzieś uciekł. Tego dnia właściciel budynku umieścił karteczkę z ich nazwiskiem i imionami na tabliczce domofonu.

Dwa tygodnie później zjechał sam Paweł by razem z Tesią zakupić meble do swego mieszkania. W tym czasie Alina i Jacek namiętnie  pakowali dobytek w pudła, Jacek działał z upoważnieniem w ręce  załatwiając za Pawła różne sprawy, miedzy innymi transport pudeł,  zostawienie mieszkań pod opieką odpowiedniej Agencji. Gdy już były w berlińskim mieszkaniu meble, do Berlina przyjechała pociągiem Alina z Tadzisiem i Jackiem a do Warszawy pojechał  samochodem Paweł. Po dwóch tygodniach zjechał i Paweł z resztą rzeczy.

Alinie  wcale nie  zaszkodziła  zmiana miejsca pobytu, Kazik się śmiał, że rodzina Kurta znów  się jakoś dziwnie powiększyła.

Gdy Teresa z Kazikiem świętowali już drugą  rocznicę  wspólnego zamieszkania z Kurtem i jego rodziną, w jednym  domu,  dostali dość enigmatyczny sms od Franka, że: "już za chwileczkę, już za momencik zacznie się Franek w Berlinie  kręcić". Treść przyprawiła Teresę o wybuch  śmiechu, ale potem stwierdziła, że ich przyjaciel chyba minął się gdzieś po  drodze z rozumem. W trzy miesiące później  Franek przyjechał z Anetką i Joanną do pracy w.......Ambasadzie Francji. Mieszkanie w Berlinie wynalazła mu jakaś agencja. A mieszkanie Kazików, które w międzyczasie od  nich odkupił, trzymał puste, ale pod opieką Agencji, jako  "pied-a-terre"

I to już koniec opowieści, a wszystkie  trzy rodziny nadal mieszkają w Berlinie.




 



sobota, 12 sierpnia 2023

Lek na wszystko? - 180

 Tak jak przewidywała Teresa "nerwowy ruch poranny" w mieście już minął, nabrała paliwa, zapisała  sobie stan licznika i kartkę włożyła do kieszeni. Na  zdziwione  nieco spojrzenie Franka powiedziała- rzadko teraz  jeżdżę tym samochodem, a lubię   wiedzieć ile faktycznie  kilometrów przekręcę na jednym baku.To głównie pod taty kątem, bo tata sobie prowadzi notatki a to jego bryczka. Ja  swojego osobistego samochodu nie mam bo tylko wrastałby kołami w asfalt na parkingu. Kazik koniecznie  chciał mi kupić  samochód, ale udało mi się wybić mu to  z głowy. A odkąd mogłam bez problemu robić na  osiedlu niemal  wszystkie  zakupy to nawet z taty samochodu rzadko korzystałam. Przedtem jeździłam minimum dwa razy w tygodniu na Ursynów do L'Eclerca. Myślę, że się Joasi będzie tu podobało, bo przy okazji  spaceru może też zrobić  zakupy - tylko każ jej brać  tatę, to zawsze  może zostawić tatę przy Anetce i w tym czasie  robić  zakupy, które sobie umieści w koszu przy wózku.

Zaczynam wątpić czy Joanna potrafi sama zrobić jakiekolwiek zakupy - od chwili ciąży do teraz ani razu nie była na  zakupach - wszystkie  zakupy to ja  robię- stwierdził Franek. Teresa roześmiała  się - przecież to ty chciałeś tam mieszkać, o ile  dobrze pamiętam to ty byłeś w tej chałupie  pierwszy, nie ona. No fakt- zgodził się potulnie  Franek. Coraz  częściej się  zastanawiam gdzie ja  miałem oczy żeniąc  się z nią. Powiem ci gdzie  je miałeś, tylko się nie obraź - miałeś je  na czubku prącia. Nie analizowałeś wcale czy mądra czy głupia, czy odpowiada  ci jej sposób  bycia, zakładałeś, że jak studiuje na SGGW to zapewne jest z przyrodą za  pan brat i lubi  zwierzaki. Mam wrażenie że ty jej wcale tak naprawdę nie  znasz.  W jej pojęciu  małżeństwo z tobą było swego rodzaju awansem- skończyłeś z bardzo dobrym wynikiem dobry kierunek,  pracowałeś  w handlu zagranicznym, bywałeś często za granicą, znasz  biegle trzy języki. Teraz siedzisz w ministerstwie  - jesteś  reprezentacyjnym mężem dla żony.   A co do  zakupów - pociesz  się, że gdy urodziłam Alka to bardzo długo zakupy robił Kazik - dla mnie to było zbyt męczące - zwłaszcza ten pierwszy rok. Potem gdy już wychodziłam na  spacery to tata zostawał przy wózku a ja wchodziłam do sklepu. 

Poza tym zauważ, że Joanna nie ma gdzie robić zakupów - może jestem ślepa, ale nie widziałam nigdzie w twojej okolicy  jakichkolwiek  sklepów.  Tu co prawda  nie będzie  miała "własnego domu z ogrodem", ale ma mnóstwo sklepów, ma place  zabaw dla dzieci, na których normalne matki zawierały nowe znajomości. Ja co prawda unikałam tych miejsc, a poza tym miałam obstawę w postaci taty a potem jeszcze Jacka i Aliny  z dzieckiem. Jest tu całkiem dobra przychodnia lekarska  dla dzieci. Nie ma tu co prawda sklepów z tekstyliami, ale na tej części gdzie  mieszka Paweł jest tego rodzaju sklep, a to raptem 15 minut niezbyt szybkim krokiem. W taty pokoju, na jego nocnej szafce leży plan osiedla z  zaznaczonymi przeze mnie sklepami, punktami usługowymi. Na planie są naniesione numerki,  a na dole planu znajdziesz doklejoną kartkę z legendą. Zrób  z tego xero, przyda  się wam obojgu.

Jak się  siedzi z małym  dzieckiem  w domu to się nieco  dziczeje - goście bywają od  święta,  nie chodzi  się do kina, teatru, potańczyć. Weź pod uwagę fakt, że Joanna mieszkając w czasie  studiów u ciebie to  miała jakieś  życie  towarzyskie - wyszła  za mąż i  się skończyły psiapsiółki i różne imprezki.  Zostajesz matką i -sprzątasz, gotujesz, niańczysz bachora i to cała rozrywka i życie towarzyskie.  Mnie to akurat nie przeszkadzało, zdążyłam się  wyszaleć nim pierwszy raz wydałam  się   fatalnie  za mąż.  I żeby było zabawniej to wtedy szalałam  właśnie z Kazikiem. Jeszcze chodząc do liceum chodziłam w zakazane miejsca , czyli do klubu studenckiego. A ten cholernik nie  widział we mnie  kobiety tylko "córeczkę przyjaciół swych rodziców". No to się wydałam za mąż za jego kolegę, który zauważył, że jestem  kobietą.  

Cały czas myślę co mam dalej robić i nie wiem- wystękał Franek. Wiem o tym i dlatego zaczęłam tę rozmowę. Ja ci nie doradzę co masz  robić. Jedyne co ci  mogę powiedzieć  - rozumiem  cię, wdepnąłeś nieopatrznie na niewłaściwą ścieżkę.  Raz mnie wyratowałaś żebym nie wdepnął - powiedział Franek. Jestem ci bardzo wdzięczny, że ze mną szczerze rozmawiasz - pewnie będę  często was odwiedzał albo wisiał z tobą na telefonie. Nie ma  sprawy, zawsze możemy pogadać. A w pierwszej połowie września raczej na pewno będziemy w Polsce, na urlopie w Borach Tucholskich. Nie sami, będzie z nami oczywiście  mój tata i będzie szef Kazika z żoną - szalenie  fajną Słowaczką.  We  dwie to rozmawiamy każda w swoim języku i czasem umieramy ze śmiechu, bo słowacki i polski podobny, ale czasem słowa brzmiące tak samo  w obu językach mają zupełnie  różne znaczenie.

Tak jak przewidywali zrobili  sobie jedną przerwę, pospacerowali po stacji benzynowej, a spacerując zajadali kanapki i popijali kawę. Na koniec Teresa dobrała paliwa, zatelefonowała do Kazika  i powiedziała na którym są aktualnie kilometrze i pojechali dalej. Im bliżej było Berlina tym wolniej jechali  bo, jak to w sezonie około letnim - co i raz były zwężenia drogi i ograniczenia  szybkości z uwagi na prace drogowe. Gdy zaczęły się "zjazdy do miasta"  Franek wziął od Teresy rozpiskę trasy zrobioną przez Kazika i pełnił funkcję pilota.  Kazik tak dokładnie wszystko opisał, że bez najmniejszego trudu Teresa trafiła pod  wskazany adres. W ogrodzie przy bramie już  stał komitet powitalny w postaci Kazika, Alka, taty, Petera a z okna kuchennego wyglądała Sophie. Alek skakał z radości, tata bezgłośnie klaskał w ręce a Kazik powiedział - no nareszcie jesteś! Bo już  się przeogromnie  stęskniłem  za tobą! Sophie obejmując Teresę głośno powiedziała po angielsku, że Kazik od rana chodził po domu zamartwiając  się czy droga dobra, czy  nie będzie gdzieś po drodze jakiejś kraksy, bo wtedy Niemcy zamykają po prostu drogę i czasem to trwa i 2 godziny. A po cichu szepnęła Teresie  do ucha, że fajny ten Franz.

Sophie od  razu chciała podać  lunch, ale  Teresa i Franek po zjedzeniu "specjalnej" kanapki, czyli porcji mięsa z odrobiną pieczywa jeszcze  nie byli głodni i  Teresa wraz z Frankiem wpierw obejrzeli nowe mieszkanie Teresy i Kazika. Teresa śmiała  się, bo rolę "przewodnika" objął Alek, który przekonywał Teresę, że te nowe meble są lepsze i ładniejsze niż te w  Warszawie, chwalił się, że ma już całkiem "dorosłe" meble i dobrze mu się w tym pokoju śpi. I że jeszcze nie  wszystkie rzeczy są rozpakowane "ale da się już tu mieszkać". Teresa  w pierwszej kolejności wypakowała  zawartość termo torby i umieściła w nowej zamrażarce. Po obejrzeniu mieszkania Sophie zagoniła  wszystkich do siebie i razem  z Teresą nakarmiły towarzystwo. Alek koniecznie musiał opowiedzieć Teresie o swojej pierwszej w życiu podróży pociągiem jak i o tym, że w tej części Berlina nie ma tramwajów tylko jeżdżą autobusy i metro i on już jechał metrem. I gdy będzie weekend i będzie ładna pogoda to popłyną stateczkiem wycieczkowym żeby obejrzeć Berlin od strony wody.  Kazik się  śmiał, że Alek jeszcze  nie  do końca zrozumiał, że będą tu mieszkali stale i  dziecko się tu czuje tak, jakby było na wakacjach, a nie w stałym  miejscu zamieszkania. A poprzedniego dnia powiedział do  Kazika, że nie chce jeszcze wracać do Warszawy, bo ciocia Sofia jest bardziej kochana od  cioci Aliny a Peter jest  "fajniejszy" od Tadzia i tylko mu tu brakuje dziadka  Jacka.

Teresa po lunchu stwierdziła, że ona to musi iść na  spacer po tym  długim siedzeniu za kierownicą, więc Kazik natychmiast  podniósł się z fotela, pytając kto ma jeszcze ochotę na  spacer, ale po chwili okazało się Teresa i Kazik sami pospacerują. Franek rozmawiał z tatą, Alek towarzyszył Peterowi przy odrabianiu lekcji, czyli rysowaniu  jakiegoś zwierzaka, więc poszli sami. Kazik cały czas obejmował Teresę, bo jak twierdził to ogromnie się za nią  stęsknił. Dziwił się trochę, że Teresa nie dała  prowadzić  Frankowi, ale Teresa stwierdziła, że dzięki temu Franek mógł się spokojnie wygadać, bo "źle  się dzieje w państwie duńskim"  a mają przecież małe  dziecko na stanie. I doradziłaś mu coś? - spytał Kazik. 

Nie, ja nie jestem poradnią  rodzinną. Uzmysłowiłam mu tylko, że ożenił się nie bardzo wiedząc  z kim i że być może spora część tych nieporozumień wynika  z tego, że ona tam prowadzi dość nienormalny tryb życia, bo jest cały  dzień z dzieckiem, ze starym człowiekiem i nie ma kontaktu z innymi ludźmi. Jojczał, że on musi robić zakupy, wiec się go zapytałam gdzie ona ma robić zakupy, bo ja tam sklepów w pobliżu nie widziałam. Dałam mu do zrozumienia, że teraz  gdy zamieszkają w nowym, cywilizowanym miejscu to jest duża szansa, że ona jednak  się zmieni, bo nie będzie sterczeć cały dzień sama- tu jednak są place zabaw, są sklepy,  pozna nowych ludzi, będzie  chodziła na  zakupy. I chyba coś do tego blond łba dotarło. To, że ja nie robiłam  żadnych  znajomości na osiedlu wynikało z tego, że zawsze chodziłam z tatą a potem i z Jackiem. A ona tylko wystawia wózek na ogród  i nadal  siedzi tam sama jak sierota.  Jego ojciec jej nie lubi, ale to po części wynika  z tego, że ojciec  nie lubi jej rodziny, choć są tam  jakieś odległe powiązania rodzinne. Ma Franek  nad  czym pomyśleć. I pocieszyłam  go, że  przez pierwszy  rok życia Alka to ty głównie robiłeś  zakupy. A on coś kombinuje ze zmianą pracy, mam wrażenie, że przejdzie do ambasady francuskiej. Jak pamiętam z jego kartoteki to przechodził jakieś szkolenie w tej dziedzinie. 

Wiesz  co? tu jest nawet ładniej niż na naszym osiedlu. Tu jest naprawdę  dużo ładnych takich sporych willi. I te  budynki wielopiętrowe też są bardzo ładne, takie  czyste, zadbane. Widać, że ta część na  szczęście nie ucierpiała  od nalotów dywanowych.  I te ogrody też takie jak ten koło naszej willi. Popatrz- każdy budynek ma  zupełnie inna elewację- bardzo mi się tu podoba. Tacie też  się będzie tu podobało. Alek  już się tu zadomowił. Zresztą  chyba trudni się nie  zadomowić gdy obok jest taka troskliwa osoba jak Sophie.

Tylko sklepów to ja tu nie widzę.  Będziemy robili  zakupy razem raz na tydzień. Tu nie ma małych sklepików, bo czynsz za taki lokal sklepowy jest z reguły wysoki. Ale gdybyśmy poszli w przeciwną  stronę to byś zobaczyła, że jest sieciówka spożywcza, tak ze 350-400 metrów od nas. Możemy też robić zakupy z dostawą do domu - to nawet jest opłacalne.

Wiesz co, zaprośmy dziś wszystkich na kolację do Greka - powiedziała Teresa. Nie musimy tam siedzieć do północy, po prostu zjemy coś smacznego i w miłym towarzystwie. A nie jesteś  zbyt zmęczona po tej  jeździe?  Nie, nie jestem. Nie  było żadnych  zawirowań po drodze, nawet na tym dojeździe do Strykowa. Jednak lepiej jest nie wyjeżdżać z Warszawy bladym świtem.  Tylko na tym odcinku ostatnich stu kilometrów przed Berlinem są roboty drogowe, więc są ograniczenia prędkości miejscami aż do 60km/h. 

Gdy wrócili ze spaceru Teresa opowiedziała zaraz tacie, że bardzo się jej tu podoba,  a Kazik zapowiedział że  dziś obiadokolacja będzie u Greka bo blisko domu a poza tym Tesa stęskniła  się za grecką kuchnią. A nie będą siedzieli tam do późnej nocy, bo wiadomo, że następny dzień jest roboczy, dzieci idą  do  szkoły a Kurt do pracy.  Gdy Kurt wrócił z pracy miał żal, że ani Sophie ani Kazik nie  dali mu znać, że Tesa już przyjechała, bo gdyby  wiedział to wyszedłby z pracy wcześniej. Ucieszył  się z perspektywy  kolacji u Greka i  z faktu, że rodzina już jest w komplecie. No to może  wcześniej zaczniesz pracę niż  w październiku?  Ale Kazik pokręcił  przecząco głową - nie, zostawmy tak jak było umówione- chcę by Tesia i Alek  lepiej  się tu zadomowili nim pójdę do pracy.  Franek nas finansuje, bo wynajął na razie na rok nasze  mieszkanie, ale zapewne je od nas kupi, gdy mu się tam dobrze pomieszka.

Kolacja u Greka  wszystkim bez wyjątku smakowała, a Teresa szepnęła do Kazika - zobacz jaką mamy tu dużą rodzinę. Alek jest zachwycony, bo siedzi pomiędzy najmłodszym i najstarszym. Gdy już na  stół wjechał deser w postaci bitej śmietany z owocami i płatkami czekolady Kurt powiedział - nawet nie umiem wam powiedzieć jak się ogromnie  cieszę  z tego, że jesteśmy razem i że będziecie razem z nami mieszkać.

Gdy już wracali do domu Franek powiedział do Kazika- zawsze podziwiałem Tesę- teraz  mnie  zadziwiła, bo prowadziła cały czas równiutko, jakby miała ustawiony jakiś ogranicznik w prędkościomierzu. I jestem wręcz  zachwycony tymi twoimi przyjaciółmi- traktują was jak swoją najbliższą rodzinę. Kazik  się uśmiechnął - Kurt pomógł mi gdy przyjechałem tu po rozwodzie, z mikroskopijną  znajomością języka i spowodował że zatrudnili mnie  w ciemno a przez pierwszy  rok mieszkałem u nich - traktował mnie jak młodszego brata. A Sophie to chodząca dobroć. Są tylko dwie kobiety, którym Alek daje się całować  i przytulać - to oczywiście Tesia i.... Sophie. A Tesia i Sophie natychmiast znalazły wspólny język i świetnie się rozumieją.

                                                                               c.d.n.


czwartek, 10 sierpnia 2023

Lek na wszystko? -179

 No - powiedziała Teresa  do Franka wyprostowując  się - na szczęście  dom to nie  sklep i  już żaden nowy towar tu nie przybędzie. Zostało tylko to co wezmę ze sobą do samochodu. Za godzinę przyjedzie ciężarówka i zabierze to wszystko. Facet powiedział, że załadowany  samochód przenocuje   w ich garażu, oni wyruszą o 4 nad ranem.  Zaraz dam cynk Zikowi, że już  wszystko spakowane. A ja się dziś spokojnie prześpię w zapasowym mieszkaniu. Możesz się  Franiu już od wieczora rządzić tutaj po  swojemu. Nie podejrzewam  siebie  żebym się wygrzebała wcześniej niż o 9 rano. Zresztą tak jest nawet lepiej, bo gdy się wyjeżdża stąd bladym świtem to wtedy jest cholernie  dużo  ciężarówek. Najgorszy odcinek to jest ten z Warszawy do Strykowa, potem to  kaszka manna  z malinami. Dobrze, że tata z juniorem pojechali wczoraj pociągiem. Mały był tak podniecony, że dziób mu się  nie  zamykał - po raz pierwszy jechał "takim prawdziwym pociągiem". Tata mówił, że największym jego zmartwieniem było czy ich Kazik na dworcu odnajdzie. Kazik z kolei ma  zmartwienie, czy nic mi w  samochodzie nie nawali po drodze, bo jadę taty samochodem. No aż osobiście pojechał z nim do swego kumpla, samochód zdaniem kumpla  funkcjonuje jak szwajcarski zegarek, chociaż już ma parę latek. A ten kumpel Kazika to też konstruktor lotniczy  i  zamiast coś nowego konstruować grzebie  w samochodach, kupił  warsztat samochodowy. I ma fajną żonę, która mu "prowadzi papierki". Niesamowicie  fajny facet. No to będziecie tam mieli dwa samochody. No właśnie i to zupełnie nam na plaster ten  drugi samochód. Ten jego kumpel to by wziął ten samochód  dla swego pasierba, tylko musiałby wpaść po niego do Berlina, a nie bardzo ma kiedy, bo sezon samochodowy w pełni. 

Wiesz  co ? to ja mam genialny pomysł - pojadę razem z tobą do Berlina i wrócę tym samochodem do Warszawy- poda mi tylko Kazik adres tego faceta któremu trzeba go przywieźć. Tym sposobem i wilk będzie syty i owca cała a ja i Kazik nie będziemy  się kilka godzin  denerwowali, że sama  bez  zmiennika prowadzisz. I nim Teresa zdążyła zaprotestować już się łączył z Kazikiem. Kazik, chociaż miał pełne  zaufanie do Teresy jako do kierowcy  zaaprobował ten pomysł całkowicie, ale powiedział, że w takim  razie zgoda, ale  Franek musi u nich  zanocować, a nie jechać po godzinnym odpoczynku. A jest gdzie  nocować, już są przecież  wszystkie meble i jest miejsce w pokoju dziennym. Przy okazji Teresa porozmawiała z tatą i Alkiem. Alek zapewniał ją, że cały  czas był w pociągu bardzo grzeczny i nie wychodził na korytarz i że od Poznania to mieli w przedziale tylko jedną osobę, a tata na dworcu to od  razu ich zobaczył, bo stał prawie tam, gdzie  się zatrzymał  ich wagon. Gdy skończyła  rozmawiać z synkiem Franek powiedział - szalenie fajne macie dziecko -jest niesamowicie rozgarniętym chłopcem. 

No wiesz Franiu - my oboje z Zikiem od razu bardzo podnieśliśmy małemu poprzeczkę bo ani on ani ja  tak naprawdę nie przepadaliśmy za małymi dziećmi, więc traktowaliśmy go  jakby był już rozumnym stworzeniem. A dzieci są bardzo plastycznym materiałem i łatwo się je formuje. A najważniejsze jest bardzo konsekwentne  działanie-  gdy konsekwentnie  za każdym  razem tak samo postępujesz to dziecko nie ma wtedy sieczki w mózgu i wie czego od  niego oczekujesz. I wcale nie trzeba  wtedy na  dzieciaka wrzeszczeć lub dawać mu klapsy.  A sieczkę w mózgu robią dzieciom ci, którzy kierują  się emocjami i swym samopoczuciem danego dnia. Jak jednego dnia pozwalasz  bachorowi drzeć japę bez uzasadnienia a drugiego dnia za to samo go karcisz, to dziecko nie wie jak ma postępować.  Często się mówi, że jakieś dziecko jest okropne, ale w 99,9% to jego rodzie są okropni i to oni tak dziecko ustawili.

A co powiesz Joannie? No co? powiem po prostu, że jadę z tobą ze  względów bezpieczeństwa i poza tym, że zabieram ten wóz z powrotem do Warszawy bo tak  się umówiłem z Kazikiem. No to będziesz miał kotku przechlapane - ona i tak jest więcej niż pewna, że my byliśmy parą i będzie ci kołki na głowie ciosać. Może i nie, bo wyczytała w jakiejś kobiecej prasie, że zdarzają się niestety napady na kobiety podróżujące samochodem samotnie. A na parkingach niemieckich to nawet są napady na kierowców ciężarówek. Bo wielu jednak jeździ solo z powodów oszczędnościowych.

Faktycznie - kiedyś z reguły jeździli dwaj kierowcy, teraz jeżdżą solo. A co do samotnych kobiet  za kierownicą - zdarzają się  jacyś maniacy - najbardziej to lubię takich, co mają starą, sfatygowaną brykę, która już  od dawna nadaje  się na złom, ale będzie  się ze mną  ścigał. Wtedy po prostu zajeżdżam na  najbliższy Orlen i bardzo długo piję kawę i gadam przez telefon. Wiesz- ja potrafię z Warszawy do Gdańska przejechać bez jednego przystanku, bo jak mówi  Kazik wpadam w trans. Kiedyś bardzo źle mi się prowadziło wieczorem i nocą, ale jeden ze znajomych, który zawodowo prowadzi TIRY  nauczył mnie jak sobie  z tym radzić no i się "naumiałam". A poza tym to nie gadam gdy siedzę za kierownicą i z reguły z kierowcą też nie prowadzę długich rozmów. Ale tata powiedział, że czasem to mi nogi chodzą po pedałach, których oczywiście na miejscu pasażera brak. A wiesz gdzie na trasie najlepiej zjechać na jedzenie?  Nie wiem -  powiedz, bo ja ogół biorę z domu coś do jedzenia - powiedział Franek. Tam gdzie przed zajazdem jest dużo ciężarówek, bo kierowcy ciężarówek najlepiej  wiedzą gdzie jest smaczne i zdrowe jedzenie.  Kumpel mnie kiedyś namawiał, żebym pojechała z nim w drogę gdy będzie jechał do Paryża swą ciężarówą, ale  wszystko padło gdy okazało się, że ja nie jestem w stanie  samodzielnie  wsiąść do kabiny bo jestem po prostu za niska.  On w ogóle miał tysiąc pomysłów - np. zrobił kurs "gospodnika"  i marzyło mu się, żebyśmy prowadzili razem "Barobus" albo regularną, stacjonarną knajpę bo ja jestem niepijąca, więc   mogłabym być barmanką. A co to jest ten gospodnik? - Franek nie ukrywał zdziwienia.  Nie wiesz ?- to taki ktoś co ma uprawnienia  do prowadzenia gospody,  ale nie restauracji.

To o której mam rano być? - spytał Franek. Myślę, że o 9 rano możemy wyjechać. To dobra godzina do wyjazdu. Poza tym  masz klucze, sam sobie otworzysz i bramę na dole i mieszkanie. A może ja ci przywiozę coś do jedzenia? No to otwórz lodówkę - tam jest wszystko co potrzebne jest na kolację i śniadanie. I jeszcze  dla ciebie na drugie śniadanie coś zostanie. W zamrażarce masz  wszystko głęboko i szybko zamrożone i wszystko ma  swoje kartki. Ja wezmę stąd rano coś na Berlin. To są już gotowe dania, więc tylko trzeba je rozmrozić i odgrzać. Wezmę termo torbę skoro jadę  samochodem- dojadą na miejsce bez uszczerbku.Ja to rozmrażam je w mikrofali na funkcji rozmrażania.

Możecie używać też tą lodówkę w zapasowym mieszkaniu- tyle tylko że trzeba o niej pamiętać i wyłączyć zamrażarkę, jeśli nie będziecie jej używać. A pewnie nie będziecie bo Joanna nie zamraża gotowych dań. My chyba wcale nie będziemy z niej korzystać - stwierdził Franek. No to odłącz zamrażarkę a lodówkę daj na minimum, zdrowiej jest gdy chodzi, bo w każdej chwili można ją wtedy użyć. Cenne zwłaszcza latem.

Tesa- a jak ty będziesz spać tu bez pościeli? No co ty - mam piżamę, jasieczek i koc i śpiwór jakby mi było zimno. Rano to zwinę i wezmę do Berlina. Franek pokiwał głową- przepraszam, zapomniałem na moment o tym, że ty jesteś zorganizowaną kobietą. Jak się jest na  co  dzień z Joanną to się zapomina, że gdzieś istnieją osoby zorganizowane, które planują i myślą. Wieczorem do Teresy dzwonił jeszcze Jacek martwiąc  się, że jedzie  sama, więc  się ucieszył, że nie sama tylko z Frankiem, potem jeszcze rozmawiała z Aliną, która  stwierdziła, że stanie na głowie, żeby jednak Paweł mógł pojechać do Berlina i że  zacznie  się uczyć niemieckiego, potem jeszcze Paweł pytał się czy może jej w  czymś rano pomóc, a w końcu zadzwonił Kazik mówiąc, że ogromnie tęskni i nie może się doczekać. Poza tym to wszystko jest już ustawione, zakupy zrobione. 

A ja biorę  stąd zamrożony obiadek. Opowiedziała o swojej rozmowie z Aliną, o tym, że Paweł oferował swą pomoc i że  Jacek twierdzi, że odetchnął gdy się  dowiedział, że nie jedzie  sama. A Franek pojechał do domu i będzie rano tak, by mogli stąd wyjechać o dziewiątej, bo to będzie już po porannych jazdach do pracy, a ciężarówki już też opuszczą podwarszawskie drogi.Teresa opowiedziała też jak przeprowadzkarze kursowali z pudłami i jak zgrabnie sobie  radzili ze wszystkim i że  wszystko bardzo inteligentnie tam poukładali w  wozie, że chcą wyjechać o 4 rano i że gdy ich szef zobaczył adres to powiedział, że to jest ładna dzielnica, bo tam jest  dużo domów z własnymi ogrodami i że dała mu numer telefonu Kazika. I że fajna ta  ciężarówka, bo cała  buda wewnątrz jest obudowana gąbką. I faceci czysto ubrani w kombinezonach z logo tego szefa. A Franek najwyraźniej coś knuje bo już się zaczął uczyć niemieckiego i stwierdził że lada  dzień pracę  zmieni. Ale nie chciał nic  zdradzić żeby nie  zapeszyć. Jakby  nie  było to facet zna trzy języki i jest po handlu  zagranicznym a w dzisiejszych  czasach to się handluje wszystkim.

Teresa wstała  rano o siódmej, zrobiła dla Franka i dla siebie kanapki na drogę,  przygotowała dwa kubki termiczne  z kawą i dwie butelki wody  mineralnej niegazowanej. Do jednej torby upchnęła swój ulubiony jasieczek, piżamę,  kocyk i śpiwór, do drugiej kanapki, kawę, wodę.

Franek zjawił się o ósmej z.....pudełkiem świeżych daktyli, które były zapakowane próżniowo. Ojejku, a skąd ty wziąłeś te daktyle? - zaciekawiła  się Teresa. No te to są jak zwykle z Izraela, a przywiózł mi je znajomy facet bo właśnie tam był. Wyglądają jakoś tak dziwnie, aż się zdziwiłem  ale wtedy mi wytłumaczył w czym  rzecz. A jak Joanna zniosła fakt, że jedziesz ze mną do Berlina? Wyobraź sobie, że nadzwyczaj dobrze bo wczoraj znów  się  skłóciła  z własną matką, bo matka zadzwoniła  z pytaniem kiedy wreszcie będą  chrzciny, więc  się Joanna lekuchno wzbudziła tym pytaniem i znów przez jakiś  czas nie będzie  rozmawiała z mamuśką. 

Ja to jej nawet chwilami współczuję - powiedział Franek. Teściowej współczujesz czy Joannie? Joannie, teściowa to mnie ani ziębi  ani grzeje. A Joasia miała nadzieję, że jak za mnie wyjdzie to będzie prowadziła światowe  życie, będzie jeździła ze mną  często po świecie, chodziła na  wystawne przyjątka a czasy zrobiły się takie, że się to wszystko nagle urwało. Mówiłem jej, że teraz to się to wszystko zmieni i to w mało korzystny sposób bo nowa elita zagarnie wszystko dla siebie. I o ile przedtem handel zagraniczny dawał profity krajowi tak teraz daje profity garstce tych którzy są przy tak zwanym  żłobie. Ja jeszcze  nie narzekam, bo pracuję, ale już się zaczynam rozglądać za drzwiami awaryjnymi.  Nikomu o tym nie mówię, ale załatwiam sobie coś innego, bardziej zgodnego z moim kierunkiem. W przyszłym tygodniu pewnie mi się niektóre sprawy powyjaśniają. Załatwiasz  sobie jakąś placóweczkę? - spytała Teresa. Można to tak określić, ale dopiero za tydzień będę wiedział coś więcej.Chyba się  zatrudnię w jednej z ambasad. Mam nadzieję, że nie w marokańskiej - powiedziała Teresa. No jasne,  że nie. Nie kocham Maroka aż tak, żeby się w ich ambasadzie zamelinować. No to całe szczęście- stwierdziła Teresa. Mam nadzieję, że jesteś zainteresowany raczej europejskim krajem. Ja rozumiem, że byłeś oczarowany Magrebem, ale raczej pod  względem turystycznym niż innym. Co prawda ich król to całkiem niegłupi facet, ale jego poddani niekoniecznie  pasują do europejskich kanonów. Masz w stu procentach rację- zgodził  się Franek. Zapewniam cię, że ty i Kazik będziecie pierwszymi i pewnie jedynymi osobami z którymi tę sprawę omówię, gdy nabierze bardziej konkretnych kształtów. Joaśce nie mogę nic powiedzieć bo zaraz pół  Polski  byłoby poinformowane co zamierzam. Oczywiście mówiłaby wszystkim  swoim kumpelkom przyciszonym  głosikiem podkreślając, że to wielka tajemnica. Teresa uśmiechnęła  się - obstawiam którąś z ambasad francuskich ale chyba nie warszawską.  Ale mi na  razie nie mów - zaczekam spokojnie na wynik twoich starań. A teraz to się zastanów czy chcesz może jeszcze przed wyjazdem kawę. Wzięłam dla  nas po kubku termicznym kawy i kanapki z pieczonym schabikiem. Wyszedł mi super, może  się szynka przy nim  schować. A kanapki są w moim stylu, czyli cieniutka  kromka  pieczywa i sporo mięska. Zapakowałam też niegazowaną wodę mineralną. Powinniśmy za 6 godzin od  wyjazdu dotrzeć do Berlina. Kazik mi zrobił szczegółową rozpiskę od chwili gdy  się  zaczynają zjazdy z autostrady do Berlina. Plan Berlina też mam i atlas samochodowy Europy.  Dam znać Zikowi, że za kwadrans wyjeżdżamy. Mam tylko te dwie torby i swoją małą damską. Mam cholerny sentyment do tego mieszkania. To było jego mieszkanie . Ale już przećwiczyłam, że  najważniejsze, żeby on był obok mnie, wszystko jedno gdzie.  Czekoladę też mam ze sobą. Muszę jeszcze na naszej stacji zatankować do pełna.

Teresa nadała do Kazika wiadomość, że właśnie wychodzi , zatankuje i wyjeżdżają.  Franek wziął jej dwie torby,  nie mogąc  się  nadziwić, że są takie lekkie. Naprawdę masz tam śpiwór ?- dopytywał  się. No naprawdę, teraz  są śpiwory cienkie, lekkie  ale bardzo ciepłe.  A w drugiej to mam tylko wałówkę dla nas na  drogę i to co wzięłam z  zamrażarki. Nie  zapomnij, że  macie tu na początek dużo jedzenia  gotowego, zamrożonego. Przyniosłam tu wszystko co było w tamtym mieszkaniu.  Rozmroź to wpierw w mikrofali funkcją rozmrażania, a potem  wsadź do piekarnika. W każdym opakowaniu jest instrukcja obsługi bo nie  zawsze ja to odmrażałam. Instrukcja tej mikrofalówki leży obok niej. W łazience na pralce leży instrukcja tejże pralki. Piekarnik prosty w użyciu jak budowa  cepa, instrukcja jest na stole.

                                                                  c.d.n.



środa, 9 sierpnia 2023

Lek na wszystko? - 178

  Wieczorem, tego dnia  w którym Teresa i Kazik podpisali u notariusza umowę wynajęcia na rok ich mieszkania Frankowi, zatelefonował Kris, z pytaniem czy może do nich  wpaść, bo aktualnie  dość  nagle musiał wpaść do Polski. A ponieważ, nie wiadomo dlaczego zatelefonował na numer Teresy, a nie Kazika, Teresa  dała  swój telefon mężowi mówiąc  - to Kris, jest w Polsce, chce przyjść - wyszeptała, jednocześnie zakrywając dłonią mikrofon.

Kazik zrobił "wielkie oczy" i  zamiast Teresy odpowiedział  bratu - no jasne, że możesz, tylko nie  rozumiem dlaczego nie  zatelefonowałeś gdy jechałeś w tę stronę. Po niecałej minucie Kazik oddał telefon Teresie mówiąc - mogę  się założyć, że dotrze tu za 10 minut, bo jest gdzieś w pobliżu a nie u  siebie  w domu. Czasem mam wrażenie, że jest ode mnie 25 lat młodszy a nie  tylko pięć. Teresa przytuliła  się do męża i powiedziała - nie bądź  wciąż na niego wściekły - siedzi chłopak sam w obcym kraju i pewnie mu trochę smętnie - powiedziała. Guzik  mnie jego smutki obchodzą. Siedziałem sporo lat na obczyźnie i jakoś to przeżyłem. A za kilka sekund dodał - no dobra - ja miałem  ciebie  do pogadania od  czasu do czasu.

Rzeczywiście Kris był gdzieś w pobliżu bo bardzo  szybko odezwał się domofon. Z pokoju taty wychynął Alek mówiąc - a kto do nas przyszedł?  Wujek Krystian - poinformowała go Teresa. A ty już obejrzałeś z dziadkiem film? Jeszcze oglądamy. No to idź obejrzeć do końca i wtedy przyjdziesz  się z wujkiem przywitać - stanowczym głosem powiedział Kazik. Głowa Alka szybko zniknęła z pola  widzenia Kazika i mały delikatnie  zamknął drzwi. Teresa trąciła łokciem Kazika - wystraszyłeś  małego, tropnął się, że jesteś  zły. 

Kazik uchylił drzwi wejściowe i czekał na brata. Gdy zobaczył wysiadającego z windy brata to aż  się wzdrygnął - z windy wysiadł ktoś podobny do Krisa, czyli Kris z idealnie ogoloną na łyso czaszką. Kazikowi niemal szczęka opadła i gdy Kris doszedł do drzwi mieszkania zapytał - co ci  się stało? miałeś jakiś  wypadek?  Kris przecząco pokręcił głową - nie,  nie miałem wypadku. Kazałem ogolić  się na łyso, żeby wspomóc Anisę. Po tych  wszystkich lekach, chemiach i naświetlaniach straciła  włosy, więc się ogoliłem w ramach solidarności z nią. A ona w ubiegłym tygodniu naćpała się leków przeciwbólowych i nasennych i  popiła je alkoholem i zwyczajnie  umarła. Nie wiem skąd w  szpitalu miała alkohol.

To straszne- powiedziała Teresa. Gdy ostatni raz ją widziałem, powiedziała że przeczytała swoją pełną diagnozę i wie, że nie wyjdzie ze szpitala do domu tylko do hospicjum,  z którego już nie  wróci. I tej nocy odeszła - w ręce miała  małą karteczkę z nabazgranym jednym  zdaniem - wychodzę  stąd na własnych  warunkach. Byłem oczywiście przesłuchiwany bo  byłem jedyną odwiedzającą ją osobą. Wczoraj był pogrzeb. Byłem ja i jedna  koleżanka z miejsca jej pracy. Wziąłem tydzień urlopu i przyjechałem. Przed  wyjazdem zmieniłem mieszkanie - nie będę w stanie mieszkać tam bez niej. Szpital twierdzi, że miała jednak szansę na  powrót  do zdrowia i że po prostu nie  wytrzymała tej  choroby psychicznie. Czy mógłbym dziś przenocować w  waszym zapasowym mieszkaniu? 

Myślę, że może będzie lepiej gdy przenocujesz tu, u nas. Jest tu zapasowa sofa w moim gabinecie - chodź, pokażę  ci jak to wygląda - powiedział Kazik. Poczekaj- niech  wpierw  spokojnie  zje z nami kolację. Alek zaraz z dziadkiem do nas dołączą.  Kazik jednak zabrał brata do swego  gabinetu a Teresa  szybko poszła do taty i na ucho wyszeptała mu co zaszło. Alkowi zaś powiedziała, żeby przypadkiem nie  zapytał  się wujka Krisa czemu ma zgolone włosy. 

Chyba zjemy w pokoju, bo przy kuchennym  stole będzie nam po prostu ciasno - zarządziła.  W trakcie gorącej kolacji Teresa powiedziała - przeprowadzamy się do Berlina i to mieszkanie na razie na rok wynajmie od nas Franek bo chce koniecznie sprzedać ten dom z ogrodem. Ma po prostu dość dojazdów do pracy i z pracy do  domu, bo wciąż  są korki. Jeśli będzie im  się tu  dobrze mieszkało to kupi to mieszkanie. A chałupę sprzeda  zapewne dobrze, bo dom jest odnowiony, doszły trzy nowe pokoje i ogród jest zadbany no i jest nawet garaż.

To wy się definitywnie stąd  wyprowadzacie? Co się  stało?  Przecież miałeś przejść na  Politechnikę - zdziwił się Kris. Przeszedłem i bardzo szybko zrezygnowałem- nikomu nie jest tu potrzebna moja wiedza i moje pomysły. Poza tym tu  nie jestem "po linii i na  bazie",  spędziłem kilka lat w nieodpowiednim dla Polaka miejscu, pracując dla naszych  wrogów no i nie popieram aktualnej władzy, więc  zwinąłem żagle i przenosimy się do Berlina. Tak  się fajnie  złożyło, że tam moje  pomysły konstrukcyjne są dobre i od pierwszego października zaczynam pracę. Będziemy mieszkać w jednym budynku z Kurtem, co jest bardzo dobrym  rozwiązaniem, bo Tesi i Alkowi będzie łatwiej opanować niemiecki. A jeśli będzie  się nam dobrze  mieszkało to po prostu kupię te pół willi i ogrodu, bo wezmę kredyt w banku. Będę go spłacał wynajmując to mieszkanie które tam kiedyś kupiłem - czynsz z jego wynajmu będzie mi spłacał kredyt.

Oczywiście tata będzie z nami, nie  zostanie  tu sam. Niestety Alina z Pawłem i Tadziem nie przeniosą się- bo to dla Aliny zbyt duża  zmiana w jej życiu - za dużo nowych spraw mogłoby się odbić źle na jej psychice - nie pojedzie też z nami w pierwszej połowie września w Bory Tucholskie tak jak w ubiegłym roku, bo powinna  się trochę odzwyczaić od Tesi. Jacek już załatwił dla nich miejsce, w okolicy Modlina, tam też jest sporo lasów. Paweł rozmawiał z tym psychoterapeutą który prowadził Alinę i to on powiedział, że taki  nawał nowych rzeczy jak zmiana kraju, brak znajomości  języka może, pomimo regularnego brania leku zaszkodzić Alinie.

Mam wrażenie, że Franek kupi od nas to mieszkanie dużo wcześniej niż dopiero po roku. I coś ostatnio przebąkiwał, że musi się rozejrzeć za zakotwiczeniem się w Berlinie, tylko będzie  musiał nieco język podciągnąć. On jest francusko - angielsko - arabski w kwestii języków.

No to sporo się u was dzieje - stwierdził Kris. A jakie  jest to mieszkanie, w którym będziecie mieszkać? 

Cztery pokoje z kuchnią, łazienką, WC i sporą suchotką piwnicą. Jest duża kuchnia, regularnie tam będziemy jeść. Rewelacyjną sprawą jest hol bo jest naprawdę duży i Tesia wymyśliła, że tam umieści  się regały z książkami, wyciszy  się  drzwi w pokojach i wstawi się tam duży telewizor.

No a Tesia zawsze mówiła, że nie chce domu z ogródkiem- przypomniał Kris.  To jest ogród, w którym jest trawnik bez żadnych kwiatków-bratków, są tylko drzewa i krzewy, nie ma żadnych grządek z warzywkami. Trawnik kosi zawsze Kurt , a krzewy i drzewa raz do roku przychodzi ogrodnik i przycina  co trzeba- zresztą Kurt dobrze wie co Tesia myśli o przydomowych ogródkach - wyjaśnił Kazik.

To kiedy osiądziecie w Berlinie? Chcemy najpóźniej zjechać tam na początku sierpnia. Właściciel tego domu musi całe piętro odmalować i wymienić kuchenkę na indukcyjną oraz  wstawić nową, większą lodówkę i zamrażarkę, a z łazienki wykopać wannę i dać nam kabinę prysznicową. Już z nim to  wszystko omówiłem. Pralkę i zmywarkę kupimy sobie  sami. Mebli stąd nie weźmiemy, Franek chce je mieć. My wszystko kupimy tam. Bo tak się składa, że gdybyśmy stąd ciągnęli to wszystko co tu jest to trzeba by wziąć dwa wozy meblowe, co nieźle by kosztowało. A tak to pojedziemy  znów tam na 3 dni i być może, że ja zostanę dłużej by odebrać zamówione meble (te z IKEI zamówię razem z montażem) a Tesia wróci do Warszawy pociągiem. Jest o tyle fajnie, że gdy wyjeżdżamy Jacek ma tu na  wszystko oko. W te Bory Tucholskie to pojedziemy od 1 do 15 września i chcemy jechać już stamtąd, po przeprowadzce. Obliczyliśmy z moim naczelnym (bo z nim jedziemy w te  Bory), że dojedziemy tam  swobodnie dwoma  samochodami w niecałe  sześć godzin. Wpierw A2 do Poznania i  z Poznania S5 do Tlenia.  Oczywiście tata jedzie  z nami.   

A ponieważ w tamtym mieszkaniu są drewniane podłogi to nie będziemy mieli wykładzin dywanowych. Kurt się śmiał, że powinno się tam wydezynfekować ściany, żebyśmy nie zakazili  się pomysłem wyjazdu stamtąd do Brazylii, bo ci co się właśnie stamtąd wyprowadzają jadą do Brazylii, bo tam podobno świetnie płacą i sporo Niemców już tam wyjechało. 

Tę noc Kris spędził na sofie w gabinecie Kazika, do siebie pojechał dopiero po śniadaniu, a Kazik i Teresa zabrali  się za pakowanie dobytku w pudła. Teresa umówiła  się z tatą że ona zajmie się pakowaniem jego rzeczy, żeby jak najdłużej przyjaciele  byli ze  sobą. 

W tydzień później Kurt   poinformował Kazika, że  "facet z żoną i dzieckiem już polecieli, meble po nich rozeszły się po ludziach jak ciepłe bułeczki bo oddawali za darmo", a ekipa właściciela już zabrała się do roboty,  zabrali  to co ma być wymienione na nowe oraz  wannę z łazienki i zdaniem Kurta to jakaś dobra ekipa i Kurt postara  się wziąć na nich namiary. Tata się trochę dziwił, że  ci wyjeżdżający nie  sprzedawali tych mebli tylko oddali je darmo,  więc Kazik wyjaśnił tacie, że oni tym sposobem  zaoszczędzili czas i pieniądze. Bo gdyby je  sprzedawali to trwałoby to nieskończenie długo, ludzie by się im szlajali przez kilka  dni i wybrzydzali a gdyby coś nie znalazło chętnego i trzeba by wywieźć na  składowisko to przecież transport kosztuje a na dodatek można to robić  tylko w określonych  godzinach  a nie  w dowolnym  czasie. I, jak  słyszał,  to często trzeba odstać w kolejce do wjazdu na ten  teren.  Kazik poszedł do stolarza po platformę do przewożenia ciężkich rzeczy, żeby nie przenosić opakowanych pudeł, tylko je przewozić - była to gruba płyta  na czterech kółeczkach. Alek był nią zachwycony! Bardzo  chciał rodzicom pomagać i nieco się  zmartwił, gdy  się dowiedział, że najbardziej im pomoże gdy uda się na spacer z dziadkami,  ciocią Alinką i Tadzisiem. Już  wcześniej obaj  dziadkowie umówili  się, że drugie śniadania będą w trakcie pakowania  się Tesi i Kazika spożywane głównie u Jacka.  A Jacek w  wielkiej tajemnicy powiedział  swemu przyjacielowi, że Paweł "potajemnie" uczy  się niemieckiego.  A ojciec  Tesi  przyznał się, że on też się doucza, żeby potem go ręce nie bolały  od mówienia. No to ja mam pomysł - powiedział "dziadek Jacek"  - włącz w to Alinę - poproś ją by cię odpytywała ze słówek. Ona ma bardzo dobrą pamięć i podejrzewam, że  szybko by się nauczyła tego niemieckiego, gdyby tylko zaczęła. Powiesz, że nie możesz teraz Tesi  tym obciążyć bo przecież oni się namiętnie pakują. Ja nic nie mówię, ale widzę, że Paweł bardzo chciałby jednak wyjechać. A poza tym, tylko się nie śmiej -  on traktuje Tesię tak jakby była jego mamą i bardzo przeżywa, że  wy wyjedziecie.  A wszystko przez  to przyjęcie z okazji jego magisterki i przez te portrety które nam sprezentowała. Masz Tadeuszu naprawdę świetną córkę!

Wiesz, ja tak w głębi serca czuję, że z tego odzwyczajania Aliny od Tesi to nic nie wyjdzie a my wszyscy będziemy za sobą tak tęsknić, że pomimo obaw pana terapeuty to wy też  się przeniesiecie do Berlina- może nie w tym roku, ale może już w następnym - powiedział dziadek  Tadeusz.   I zapewne one obie  wydadzą mnóstwo pieniędzy na telefony i listy.

A wiesz, że Franek na razie na  rok wynajął nasze  mieszkanie a potem chce je kupić? - ma po dziurki  w nosie tego mieszkania pod  Warszawą. Bo niewątpliwie dojazdy do i  z pracy są uciążliwe a na dodatek  to on musi i zakupy robić. Poza tym jego ojciec nie kocha  swej synowej, czemu się akurat  nie  dziwię bo to pyskate dziewczę i nieco na bakier z dobrym wychowaniem. Ona nie  mówi do niego per "tata" tylko ma taki zwrot  "niech ojciec weźmie i pójdzie  stąd bo mi  przeszkadza". Jak mi powiedział to słowo "niech" jest jej ulubionym zwrotem. A słowa "proszę i  dziękuję" są jej chyba  zupełnie nie znane.

                                                                        c.d.n.