czwartek, 6 kwietnia 2023

Lek na wszystko? - 88

 Zgodnie z tradycją tego klubu potańcówka zakończyła  się o godzinie 23,00. Dłużej  można  było tu potańczyć  tylko w  soboty. W samochodzie Kazik powiedział do Jacka - nie  miałem pojęcia, że ty jesteś takim znakomitym tancerzem - a to boogie-woogie to tak tańczyliście jakbyście  razem chodzili na jakiś kurs  tańca.Gdybym był wtedy na parkiecie  to  zwyczajnie wróciłbym do stolika.  Przesadzasz kochanie - przecież myśmy tylko przebierali nogami do rytmu, to nie  było prawdziwe boogie-woogie w naszym wykonaniu. Nie było żadnych figur, bo to jednak trzeba ze  sobą poćwiczyć. A Jacek fantastycznie prowadzi, więc nie  miałam problemu by odgadnąć co powinnam zrobić.

A ja patrzyłem z zazdrością na  was, gdy tańczyliście tango - powiedział Jacek. Widać gołym okiem, że się kochacie. Ta  wiązanka tang była  piękna - chłopcy ją świetnie   grali. To były tanga skomponowane przez Carlosa di Sarli - powiedziała Teresa. A to ostatnie tango to był utwór dedykowany przez niego, miejscu,  w którym się urodził, czyli miastu portowemu Bahia Blanca. Skomponował kilka naprawdę  ładnych tang, był muzykiem, miał własną orkiestrę z którą nagrał 27 albumów. Był niewidomy, miał tylko 57 lat  gdy umarł w 1960 roku. Chciałabym kiedyś pojechać do Argentyny, do Buenos Aires, zobaczyć na  własne  oczy jak na ulicach tańczą tango. Bo na  razie to oglądałam to tylko na YT.

Trochę daleko - stwierdził Kazik. Ale nigdy nie  wiadomo co nas  w życiu spotka. Gdy urodziła  się Tesia to ja miałem niemal 9 lat i gdyby ktoś wtedy powiedział, że kiedyś,  w przyszłości będzie  moją żoną to pewnie umarłbym ze śmiechu. Mało tego - dość długo ją kochałem nie  zdając  sobie  sprawy z tego, że ją kocham. A gdy sobie  z tego zdałem sprawę to ona już była mężatką a ja wciąż wmawiałem w siebie, że jest  tylko moją przyjaciółką. I zwierzałem się jej, że kocham  pewną mężatkę, ale nie powiedziałem, że tą mężatką jest ona. Rozszedłem się,Tesia stawała w charakterze  świadka a ja wyjechałem, ale nadal utrzymywałem z nią kontakt. Byłem  w depresji, chciałem zniknąć z tego świata, a wtedy powiedziała żebym tego nie  robił i tak nieco na okrągło mi powiedziała, że jej małżeństwo jest farsą. I to mnie powstrzymało, pomyślałem, że powinienem nad  nią czuwać. No a potem ten patafian wyciął taki numer, że rozwód dostała po pierwszej rozprawie i to z jego winy. No i wtedy już  wszystko szybko poszło, przyznałem  się kto jest tą mężatką którą kochałem. 

No to jesteście  parą po przejściach. Fakt, Anka była koszmarna, podejrzewam, że wszyscy kursanci się  z nią przespali. Pewnie tak. A do tego była ewidentną alkoholiczką. Zapiła  się na śmierć, gdy już byłem po rozwodzie i siedziałem w Niemczech. A wiesz gdzie  się ona  tak rozpiła?- nie, nie wiem - stwierdził Jacek.  W pracy- pracowała  w ośrodku obliczeniowym. Obsługa  dostawała w celach służbowych czysty  spirytus do czyszczenia elektroniki i wszyscy tam nieco popijali, ale tylko ją przywozili do domu pół przytomną. Zwolnili ją, prosiłem  by zaczęła  się leczyć, ale odmówiła, sama sobie  kupowała wódkę i piła.Więc  się rozwiodłem. I szybko wyjechałem. Potem kupiłem to mieszkanie w którym mieszkamy. 

A "były" Tesi co robi?- spytał  Jacek.  Przepadł gdzieś - jego matka go szukała niedawno na  naszym osiedlu - powiedziała  Teresa. Miałam nieprzyjemność natknięcia się na  nią gdy byłam  z małym na spacerze. Odniosłam wrażenie, że coś jest  nie w porządku z jej umysłem. Nie wiedziała, a może zapomniała, że jesteśmy po rozwodzie. Powiedziałam jej tylko, że jeżeli  mój były  zaginął to niech to zgłosi na policję, bo ja nie mam pojęcia  gdzie on jest. Na szczęście więcej jej już tu nie widziałam. On  się szykował na placówkę do Rosji, no ale wszystkie CHZety przestały istnieć, nie tylko moja centrala, jego też. 

A kiedy chcesz wrócić do pracy? Nie wiem - na razie jestem jeszcze jeden rok na regularnym urlopie wychowawczym. A co będzie potem- nie  mam na  razie bladego pojęcia. Franek  chce mnie wziąć do siebie do ministerstwa, ale życie  mnie  nauczyło by nie planować za wiele i do tego dalekosiężnie. Jak na  razie to jest w porządku tak jak jest. Nie jestem nieszczęśliwa  z tego powodu że nie pracuję zawodowo. Nie jestem zarobiona po dziurki w nosie. A ostatnie lata  w pracy tak  właśnie  było. Dziecko, mąż, dom - wszystko funkcjonuje jak należy. Nie  cierpię na kompleks "kury domowej".  

Brat Kazika przymierza się do jakiejś  spółki  z kolegami po fachu, widzi  mnie w tej spółce, bo skądś wie, że byłabym dobra jako kierowniczka kancelarii, bo jego zdaniem to jestem zorganizowana i odpowiedzialna. Nie wiem kto mu to wmówił, na pewno  nie ja. Wiesz, co będzie dalej to zależy głównie od  tego co będzie robił Kazik. Na razie dłubie doktorat i jedyne o co muszę  dbać to żeby nie musiał  się w tym czasie zamartwiać o  sprawy domowe i  miał w domu spokój. 

Ja  sobie dobrze   zdaję sprawę z tego, że odstaję od  dzisiejszego modelu kobiety, która powinna mieć męża tam, gdzie plecy kończą  swą szlachetną linię,  że powinnam się  starać awansować, uzupełnić wykształcenie, czyli zrobić  studia by mieć "mgr" na wizytówce przy  swoim nazwisku,  nauczyć  się jeszcze  ze dwóch bardzo obcych języków, nie  siedzieć z dzieckiem w domu tylko wysłać je do żłobka. Wtedy byłabym w  zgodzie z obowiązującym trendem. Ale rzecz  w tym, że ja  mam obowiązujące trendy  poniżej pleców. Zresztą nigdy nie  byłam na bieżąco z obowiązującą modą.   Nawet lakier na paznokciach mam w niemodnym obecnie  kolorze.

Ostatnio wyszłam od fryzjerki, bo gdy zobaczyłam, że już czwarta klientka jest tak samiutko ostrzyżona jak te przed  nią,  to wstałam i wyszłam. Na  wszelki wypadek nie powiedziałam dlaczego wychodzę. No i bardzo dobrze zrobiłaś - pochwalił ją mąż - lubię gdy masz nieco dłuższe włosy, bo lubię się nimi bawić i chować  w nich twarz. I kocham cię taką, jaka jesteś, cenię tę twoją "odmienność". Nie  widzę powodu dla którego masz być zarobiona tak jak byłaś w ostatniej pracy. Były  dni, że wychodziłaś pół żywa. Dla mnie jest cenne to, że jesteś w domu z Alkiem i tatą. A to, że aktualnie nie pracujesz tylko jesteś w  domu  nie  zwalnia  mnie  wcale z pomagania ci w  domu. Lubię ci pomagać. Pewnie też jestem nietypowy. Odkąd częściej pracuję  w domu to lepiej mi to pisanie  idzie. I wiesz co jest dla mnie  takie ważne? - to, że zawsze chcesz posłuchać o czym piszę i mówisz czego nie  rozumiesz. To mi pozwala nie  wkręcić się w spiralę mało jasnych sformułowań. Nie jesteś po mechanice, możesz pewnych procesów technicznych nie załapać, ale twoje pytania pomagają mi w pracy.

Wiecie co - kocham was oboje tak, jakbyście byli  moimi dziećmi - powiedział Jacek. Chciałbym by Pawłowi też  się udało znaleźć taką kobietę jak Tesia. Teresa  roześmiała  się - tylko wcale  nie  wiadomo czy byłby szczęśliwy z taką kobietą jak ja. Bo w gruncie  rzeczy to wymagająca  ze mnie baba i do tego dość apodyktyczna. 

Nie zauważyłem byś była apodyktyczna - stwierdził Kazik. Ty po prostu jesteś konsekwentną osobą a nie chorągiewką na dachu uzależnioną od powiewu wiatru. Jesteś myśląca i nigdy niczego nie mówisz  na wiatr, twoje decyzje są przemyślane. I po prostu oczekujesz by inni też myśleli. I wiem, że twoje "nie" to nie jest wynik złego humoru - jeśli mówisz "nie", to zawsze jest to uzasadnione. Ty po prostu  bardzo szybko myślisz. I tak było zawsze odkąd  cię znam.  I wiem, że lubisz Pawła, inaczej nie mógłby ci mówić po imieniu. No lubię, fakt. Trochę mi go żal, że już nie ma swej mamy, ale na  szczęście ma bardzo porządnego ojca. Gdy podwieźli Jacka pod  blok, samochód Pawła już stał na parkingu. W 10 minut później  cichutko wchodzili do swojego  mieszkania.

Tata w swoim pokoju oglądał jakiś dramat wojenny. Powiedział, że z reguły  nie ogląda wojennych filmów, ale ten był o Pearl Harbor  i nawet go zaciekawił. Chwalił  Alka, który był nadzwyczaj grzeczny, pięknie zjadł kolację i bez problemu dał się  spolaryzować w  łóżeczku, a  dziadek włączył mu cichą muzykę i mały szybko zasnął. A co mu włączyłeś? Światło Księżyca  Debussy'ego. Teresa przytuliła tatę i ucałowała - nic dziwnego, też  bym na jego  miejscu zasnęła. A Kazik opowiedział tacie jak pięknie Teresa tańczyła z Jackiem boogie woogie i że tylko odrobinę był zazdrosny, ale się nauczy i też tak będzie tańczył. Tata ich zapewnił, że ilekroć będą chcieli gdzieś  wieczorem wyjść to  nie ma problemu - on  zawsze chętnie  zostanie  z Alkiem.

W czasie wieczornych  ablucji Kazik powiedział- naprawdę cię dziś podziwiałem - świetnie razem z Jackiem tańczyliście. Ale to nie  moja zasługa - on prowadził i chwilami mi podpowiadał. Dawno tego nie tańczyłam a poza tym to boogie woogie najlepiej tańczyć albo w butach na  niskim obcasie  albo całkiem płaskim,  a ja byłam na wysokich szpilkach i chwała  Jackowi za to, że to wziął pod uwagę. On naprawdę świetnie  tańczy- przecież tańczyłam z nim pierwszy raz  w życiu, a  znakomicie  go odczytywałam. Tak ogólnie  to ja  nie lubię tańczyć z kimś pierwszy raz, jakoś mnie  to  zawsze  stresowało,  ale ku memu wielkiemu zdumieniu dobrze mi  się  z nim tańczyło. Mam wrażenie, że w  młodości był niezłym lodołamaczem niewieścich serc. Teraz jeszcze jest  z niego przystojny facet, no a kiedyś to  chyba za nim dziewczyny latały  a nie on za dziewczynami. Ale wiesz co dziś było najcudowniejsze? No co? - powiedz. Ten moment gdy zagrali tango, wyszliśmy na parkiet i ty mnie objąłeś. Gdy z tobą tańczyłam gdzieś odpłynęły  wszystkie  złe  chwile gdy nie  byliśmy razem i mogłabym w twych ramionach przetańczyć całą  noc. I mam nadzieję, że będziemy  się często, nawet  sami, urywać do tego klubu. Tam jest  całkiem  miło, tak  mało zobowiązująco. A ja miałem straszliwą ochotę całować cię gdy tańczyliśmy - zupełnie jak jakiś  niewyżyty  małolat. No przecież mnie  całowałeś w  czubek głowy. No ale ja  miałem ochotę na twoje usta i  nie  tylko usta. Dobrze, że nie  byłaś w wydekoltowanej bluzeczce, bo pewnie bym  się  nie opanował. A jak ci się widziała ta Ewa?  W porządku, wygląda na dość uporządkowaną i normalną. Nie odstawiała wielkiej damy, nie  kręciła  tyłkiem i mówiła  całkiem z sensem. Ona  chyba jest trochę  starsza od Pawełka.  No jest, ale ponoć tylko dwa lata, a  dwa lata to tyle  co nic. Paweł mówił o  niej Jackowi, że mądra  z niej  dziewczyna i że ma  nadzieję, że  się zaprzyjaźnią. Mam wrażenie, że niewiele kobiet zajmuje się cybernetyką.  No fakt, nie  znam  żadnej babki  zajmującej  się  cybernetyką - to takie jakby  międzywydziałowe  studia. No ale chyba  jest niezła,  skoro je ukończyła. No wiesz - Paweł jest całkiem trzeźwym chłopakiem, nie ma przewrócone  w głowie. Jacek zawsze mu mówi, że podziwia jak dobrze  go wychowała jego mama, a Paweł na to odpowiada, że przecież wiele cech odziedziczył po Jacku. Obaj są zadowoleni z faktu, że się odnaleźli i że są razem. Często Paweł nocuje u Jacka, kolacje  są raz  u jednego raz u  drugiego. I obaj są ci wdzięczni za pomysł z tymi portretami. Paweł był  dziś   dumny  z ojca, że jeszcze  z  niego całkiem, całkiem dziarski facet. Gdy tańczyliście to powiedział, że nie spodziewał się, że jego ojciec tak dobrze tańczy. 

No bo on  naprawdę dobrze tańczy i  czuje  się, że on  lubi tańczyć. Wiesz czego nie lubię u facetów gdy tańczą? No czego - jestem  ciekawy. Złości  mnie  gdy facet który  ze mnę tańczy  nuci  mi nad uchem melodię, którą  właśnie   tańczymy. A jeszcze  gorzej gdy to jest jakaś melodia  ze  słowami i taki  artysta mruczy  mi do ucha słowa. Z reguły wtedy mówiłam  by mi nie szemrał do ucha a gdy na facecie mi nie  zależało to po prostu zostawiałam  debila  na parkiecie. No to  dobrze, że nigdy  nie  miałem  zacięcia do  śpiewania - śmiał  się  Kazik. 

Ty to zawsze  byłeś u mnie na innych prawach. Miałam  tylko żal do ciebie, że  mnie nie  dostrzegałeś. Dostrzegałem, tylko pilnowałem cię z daleka. Ale tanga tańczyłem tylko z tobą, z innymi nie. I lubiłem patrzeć jak szalejesz w  rocku. Miałaś taką spódnicę w poprzeczne białe, niebieskie i  czerwone paski i jak robiłaś obrót to widać  było twoją halkę i uda. Miewałem dość dziwne myśli wtedy - zupełnie nieprzyzwoite. I w ramach  tych  nieprzyzwoitych myśli wylądowałeś w  łóżku z Anką.  Kochanie- sama zawsze mówisz, że zawsze to co się wydarza   jest  z jakiegoś powodu. Widocznie musieliśmy oboje wpierw dostać baty by móc  się odnaleźć i pokochać. Chodź już do łóżeczka bo bardzo,  bardzo cię chcę już tulić i pieścić. A rano nie  zrywaj się do Alka, ja mu zrobię i podam mleko. Dobrze, że on jeszcze ciągnie to mleko z butelki. I pewnie  dzięki temu jeszcze potem  do dziewiątej dociąga. Znam taką, której dziecko na tej  zasadzie działało do piątego roku życia. Jak nasz dociągnie tak do trzech lat  to nie  będzie z tego powodu tragedii.

                                                                               c.d.n.

Lek na wszystko?- 87

 Kazik był wielce  zadowolony z dokonanych  zakupów- stojąc w "buduarze" przed lustrem powiedział do żony - jestem z siebie niezmiernie  dumny, że udało  mi się to wszystko samemu kupić a do tego we właściwych rozmiarach i kolorach. No nie  byłeś tam  sam, był i Jacek z Pawłem i Kris. No ale oni kupowali dla  siebie,  więc   mierzyli a ja dla ciebie i małego  dobierałem  wszystko sam, bez twojego doradztwa. A swoje rzeczy tam przymierzałeś?- spytała. No nie - nie mierzyłem, ale  są dobre. Teresa z trudem  stłumiła  śmiech i tylko  powiedziała - powinniśmy napisać do producenta  list pochwalny, że wykonane produkty są  zgodne  z podaną rozmiarówką. Ich wyroby są znacznie  droższe niż innych firm, więc jeśli chcą się utrzymać na rynku to muszą przestrzegać takich drobiazgów jak zgodność  rozmiaru z tym co jest wydrukowane  na metce. Ale bardzo dobrze  dobrałeś kolory i chwała ci  za to. A ten kombinezon małego jest super - i ładny i bardzo praktyczny. I mój dres oraz  bielizna  też są bardzo fajne.

A czy ty zdajesz  sobie  sprawę  z faktu, że rozpoczął się karnawał, więc moglibyśmy się wybrać do klubu by potańczyć?  Zastanawiam  się jak  zorganizować wspólną wyprawę naszą i Aliny z Krisem do klubu- zapodała Teresa.  U nas to pestka, bo tata zostałby bez problemu z Alkiem - po prostu  tata spędziłby kawałek jednej nocy w naszej  sypialni. Problem jest tylko z Tadziem - musiałby Kris uwieść panią Marię, żeby została u  nich z małym. Mogłaby z nim spać w jego pokoju,  "na sofie z funkcją  spania", jak to  zawsze podkreśla Alina. Bo wiesz - Alina już go wyrzuciła  z ich sypialni, żeby się nie zgorszył tym co rodzice od  czasu do czasu "wyprawiają". Uśmiałam  się jak norka na  widok tłustej larwy. Mogliby z nami pójść też Jacek z Pawłem. Tak bardzo mi  się marzy, by znów tańczyć z tobą tango. Ponoć w tym klubie jest  spory  luz, więc nie  musiałbyś się dopasowywać do garnituru- mógłbyś pójść w czarnej  koszuli i w zamszowej kamizelce. 

A ty w czym byś poszła? W czarnych spodniach i czarnej szydełkowej bluzce zdobionej dżetami- tej co ma dekolt  głównie na plecach No i na miejscu  wskoczyłabym w  szpilki, też czarne. Mogłabym, jeśli wolisz, założyć taką srebrno-błękitną z dekoltem z przodu a nie  z tyłu- tylko nie  wiem jak  się teraz będzie   w niej prezentował mój biust "matki Polki".  Kochanie moje, ty masz  jakieś chore  wyobrażenie o swej figurze  po  ciąży. Ważysz  mniej niż przed  ciążą, piersiątka masz takie jak przed karmieniem, figurę też, blizna niemal niewidoczna a poza  tym ukryta pod bikini, więc w normalnej bieliźnie  niewidoczna, a poza tym kocham  cię jeszcze  bardziej niż kiedyś, więc przestań histeryzować. Natomiast ja powinienem zacząć ćwiczyć, bo już czuję, że mi nieco mięśnie sflaczały. 

No coś ty, jesteś tak samo dobrze umięśniony jak zawsze  byłeś, brzuch ci nie  sterczy. Nie  zauważyłam, żeby ci  coś sflaczało. Bez problemu mnie podnosisz, więc coś  ci  się wydaje. Za mało chodzę - muszę więcej chodzić. Na wiosnę, jak  się ociepli to w pogodne   dni będę zostawiał samochód i  część drogi do pracy będę pokonywał pieszo. To lepiej byśmy w każdy weekend wyjeżdżali za miasto i tam dreptali. Będziesz  szedł i albo pchał parasolkowca  z Alkiem  w  środku  albo go niósł na grzbiecie - będziesz miał chodzenie  z obciążeniem. Możemy zawsze się wybrać  do tego nowego Ogrodu  Botanicznego bo tam jest gdzie pochodzić bo to duży teren a ławek jak na lekarstwo. Mamy Powsin i  Konstancin naprawdę blisko. A dojeżdżanie do pracy komunikacją miejską jest kiepskie -zawsze jest  tłok i możesz  dziecku jakiś syf zakaźny przynieść. A mnie też dobrze   zrobią takie  spacerki poza  miastem  a i tata na pewno z nami zawsze się wybierze. Poza tym  nie  widzę problemu by codziennie wieczorem oblecieć obie  części naszego osiedla . To w  sumie sporo do podreptania. A dreptałabyś  razem ze mną? - bo nie  sądzę by mi  się chciało samemu chodzić. No pewnie, tylko będziemy  musieli tatę z małym zostawiać.  Bo jeśli  go weźmiemy na  spacer w wózku po kolacji, to nam  zaśnie i potem  mogą być  problemy z jego  zaśnięciem na  noc.

Pomysł z wybraniem  się do klubu by potańczyć spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem ze strony Krisa, Alina miała  się nad  tym zastanowić. Nie ma obawy - gdy jej powiem, że pójdę bez  niej to zaraz oprzytomnieje - stwierdził  Kris.  Zauważyłem pewną rzecz - im mniej jej ulegam tym bardziej robi  się przytomna. Ona chyba była  straszliwie rozpaskudzona przez  swoją matkę - powiedział Kris. Fakt - potwierdziła Teresa- w porównaniu  z nią to ja miałam "zimny  wychów  cieląt" i same  zakazy i nakazy. Nikt się ze mną nie  cackał- zawsze słyszałam od mamy, że sama na  siebie kręcę bicz, że jak sobie pościelę tak  się wyśpię, że siedzenie przed lustrem nie sprawi, że będę ładniejsza  lub zgrabniejsza i że ważniejsze jest to  co mam w głowie niż to jak jestem ubrana lub uczesana. 

To jak ty  się urywałaś  do klubu? - zdziwił się Kazik. Och- zupełnie zwyczajnie - kłamałam jak  z nut, że idę do koleżanki i że muszę się dużo uczyć. Tyle  tylko, że jakoś ta moja  nauka nie  miała odbicia w  moich stopniach, nie  byłam w pierwszej dziesiątce ze  swoimi ocenami, raczej w ostatniej piątce.  Do dziś nie  wiem jakim cudem udało mi  się zrobić maturę, zwłaszcza z matematyki,  a potem to  studium ekonomiczne i kilka różnych kursów. Nauczyłam  się  wielu różnych,  nawet dość mądrych  rzeczy, tylko nie tego jak odróżnić drania od porządnego człowieka i za niego nie  wyjść. Tego to już  musiałam nauczyć  się sama. Tego nie nauczyła mnie żadna  szkoła, ani kursy  ani moja własna matka. Więcej oleju do głowy to wlał mi tata i jak dopiero potem to odkryłam - w tajemnicy przed mamą. Kochałam mamę, ale moim guru był tata. Zapewniam cię, że gdyby to tata pierwszy umarł, to nie mieszkałabym razem z moją matką - za nic  w świecie. 

Gdy cię teraz  słucham to stwierdzam, że ja też byłem bardziej zżyty z tatą - nigdy na mnie  nie krzyczał chociaż nie jeden raz na pewno go nieźle zezłościłem. Miałem co prawda  do niego  straszny żal o to, że kazał mi się żenić z Anką, bo nie mieściło mu  się w głowie, że chciałem od  niej tylko seksu i to dlatego, że sama mi właziła  do łóżka. Tak samo  nie mieściło mu się w głowie, że kobieta  może być alkoholiczką. Ty, tyle lat młodsza ode mnie to rozumiałaś, a on  nie. Ojciec  był nawet zdumiony, że ty świadczyłaś w  sądzie na moją korzyść. 

Po prostu twój ojciec  nie  wiedział chyba, że my  się przyjaźnimy, że się wspieramy. Mam wrażenie, że poprzednie pokolenia nie wierzyły  w  coś takiego  jak przyjaźń mężczyzny i kobiety. Według nich to przyjaźń damsko-męska  mogła istnieć tylko razem z seksem, a seks powinien był być  usankcjonowany małżeństwem. A że nie  zawsze był - to było tajemnicą  poliszynela. Ja podejrzewam, że moich rodziców bardziej łączyły wspólne zainteresowania niż seks. Razem to  bywali tylko wtedy gdy i ja byłam z nimi, tata gdy byłam mała to sam wyjeżdżał na wczasy pracownicze,  potem ja wyjeżdżałam z mamą, tata zostawał w domu. Raz byliśmy we trójkę w tej Bułgarii i ja z tatą poszłam na plażę dla  nudystów - jak się domyślasz  w tajemnicy przed mamą.  Wtedy to mi tata powiedział, żebym z inicjacją zaczekała  aż do swej pełnoletności, a przed pierwszym razem bym poszła koniecznie do Poradni  Rodzinnej, bo tam są lekarze z prawdziwego  zdarzenia a nie jacyś zacofańcy, nawet podał mi nazwisko lekarza,  do którego mam pójść. Nie pytałam się taty dlaczego akurat  do tego, tylko poszłam do niego tuż przed własną osiemnastką. Facet był super - miły, kulturalny i bardzo zadowolony, że przyszłam przed faktem a nie  dopiero po nim, opowiedział mi sporo o fizjologii obu płci, zapisał mi tabletki i prosił by się pokazać zaraz po inicjacji, zwłaszcza gdybym odczuwała jakiś dyskomfort. Miał dwie specjalności - ginekologię i  seksuologię. To Robert dostąpił zaszczytu pierwszego razu? - spytał Kazik.  Nie - zrobiłam  to na  zimno, bez  emocji,  z kolegą jeszcze z podstawówki. Byliśmy oboje  ciekawi jak to jest, on  miał nawet szwedzki film instruktażowy, postanowiliśmy to  zrobić- ja przez 2 tygodnie brałam tabletki i w trzecim  tygodniu  zabawiliśmy  się w króliki doświadczalne. Przedtem trenowaliśmy różne  warianty gry  wstępnej i to się nam obojgu nawet podobało. Potem sam akt to tylko jemu się podobał, ale wiedziałam, że tak będzie. I nigdy więcej się z tym chłopakiem nie  spotkałam, zresztą on wyjechał z rodzicami z Polski- nawet nie wiem dokąd- jedni mówili że do Holandii, inni, że do Belgii. A tak nawiasem  to sporo moich szkolnych koleżanek i  kolegów siedzi poza  Polską. Chyba  najwięcej to wyjechało do  Wielkiej  Brytanii, ze trzy osoby do Irlandii, trochę do Belgii i  Francji. Roberta przetrzymałam aż  do ślubu - myślałam, że odpuści, że się wcale nie  chce żenić, tylko  tak mówi, żeby mnie  mieć. A on się naprawdę ze mną ożenił. Można uznać, że mnie przechytrzył. Nie przechytrzył cię, chyba  był w  tobie  zakochany, ale mocno zielony   w te klocki - wydawało mu  się, że skoro jemu  dobrze to i  tobie pewnie też.

Pierwsza wyprawa do klubu była z Jackiem, Pawłem i jego koleżanką. Jak stwierdziła  Teresa to bardzo dobry układ- trzech facetów i dwie dziewczyny. Jacek pojechał samochodem z Teresą i Kazikiem, Paweł swoim   samochodem pojechał po  swą znajomą i spotkali się wszyscy przed   klubem. Teresa  założyła czarną spódnicę-spodnie, do nich żorżetową błękitną bluzkę, na nogach  miała czarne, bardzo wysokie szpilki, włosy były rozpuszczone, co się szalenie wszystkim trzem panom podobało. Ewa, koleżanka Pawła, była w sukience dobrze eksponującej  jej sylwetkę, jej krótkie  włosy w kasztanowym kolorze  dobrze  się komponowały z ciemnozieloną sukienką.  Kazik był w czarnych dżinsach, koszuli w kolorze "królewskiego błękitu" i w zamszowej  kamizelce.  Teresa pieniądze i swe dokumenty miała w kieszeniach  swych spodni. Ewa pieniądze i  dokumenty  dała na przechowanie Jackowi, który przyszedł w garniturze, a swą torebkę zaniosła do szatni i schowała do rękawa płaszcza przypinając ją agrafką.

Na rozgrzewkę zespół zagrał Walk Avay a ponieważ Paweł i Kazik nie palili się do tańca, Jacek powiedział - chyba nie pogniewasz  się  Kaziu, jeśli ci porwę na  chwilę żonę? Wstał, skłonił  się przed Teresą, pomógł jej  wstać i poprowadził na parkiet. Przez chwilę byli jedyną parą, ale za moment zjawili się następni ochotnicy.  Jacek był naprawdę dobrym tancerzem, dobrze prowadził i Teresa zaraz  mu powiedziała, że miło się jej z nim tańczy, bo widać, że on nie tylko potrafi  tańczyć ale i robi  to świetnie. A wiesz, że będziesz skazany na trzy kolejne kawałki? tu ponoć grają w rundkach po trzy utwory- jestem tu pierwszy raz,  ale tak  mi mówił ktoś, kto tu bywał. Wszędzie na ogół grają po trzy kawałki - no  może poza dyskotekami - stwierdził Jacek. A ja tylko raz  w życiu byłam na dyskotece i właściwie mogę  powiedzieć, że byłam  dwa razy- pierwszy i ostatni - powiedziała Teresa.  Powyginać  się solo to mogę spokojnie   w domu, nie  muszę  do tego iść na  dyskotekę i być ogłuszona. Nawet niezła ta koleżanka Pawła- wygląda na taką poukładaną - stwierdziła Teresa. To pani inżynier, coś ma wspólnego z cybernetyką - powiedział Jacek. Paweł twierdzi, że to taka, która skończyła  studia bez mizdrzenia się do profesorów i jest całkiem dobra w tym co robi w pracy. No to chyba dobrze - wygląda na rozsądną dziewczynę - podsumowała Ewę Teresa. 

Idziemy w boogie-woogie? -  oczywiście bez przewrotów- zgadzasz się?-spytał Jacek. No jasne. Nie  da  się ukryć- Jacek był naprawdę świetnym tancerzem, znów byli jedyną parą na parkiecie,  ale świetnie im się tańczyło.  Po tym kawałku gdy dotarli do  stolika Paweł, Ewa  i Kazik  zgodnie  stwierdzili, że tańczyli świetnie.  Tato- wyglądaliście tak, jakbyście całe życie razem tańczyli boogie-woogie! Po prostu twój tata jest świetnym tancerzem i doskonale prowadzi- ja  się tylko dostosowałam- powiedziała  Teresa.  Ja po prostu kiedyś bardzo dużo i  często tańczyłam.  To prawda, Tesia nigdy nie próżnowała  w klubie - dodał Kazik. To był klub, w którym nie  było nic do jedzenia, do picia to woda i zsiadłe mleko, duuuży parkiet i grały różne zespoły. Tam się można  było naprawdę natańczyć na  cały tydzień.  Woda i  zsiadłe mleko? Paweł nie ukrywał zdziwienia i zniesmaczenia. To takie napitki dla skacowanych. Ooo, część na pewno przychodziła  skacowana- zapewnił go Kazik. Tam głównie przychodzili  studenci medycyny- śmieliśmy  się, że zapewne ci, co mieli pierwszy wykład  w prosektorium. No to co wy tam robiliście?- dziwił się Paweł. Tańczyliśmy po prostu, dobrze  grali. Poza tym nie było tam na  co wydawać pieniędzy. Przecież żaden z nas nie  zarabiał.

Po przerwie wreszcie rozbrzmiało tango-Teresa i Kazik zgodnie odłożyli sztućce  i wyszli na parkiet. Paweł poprosił do tańca Ewę, Jacek zabawił się w obserwatora. Patrzył się na oboje swych przyjaciół z rozrzewnieniem - Kazika znał od lat i cieszył się, że ten porządny  chłopak jest wreszcie szczęśliwy, że ma żonę mądrą, ładną, która go naprawdę kocha. Widać było, że są sobą nadal wzajemnie zachwyceni, że nadal są w  sobie   zakochani. Chciałbym, żeby i mój Paweł trafił na mądrą dziewczynę , żeby nie przeszedł tego co Kazik w pierwszym związku- myślał Jacek. Miło jest na  nich patrzeć. Ciekawe jaka jest ta Ewa, z którą przyjechał Paweł. Sprawia dobre  wrażenie.

                                                                      c.d.n.


środa, 5 kwietnia 2023

Lek na wszystko? - 86

 Noworoczny poranek spowił miasto mgłą. Na trawnikach  leżał brudny, mokry śnieg, "ozdobiony" resztkami namiękłych opakowań po fajerwerkach. Teresa  patrzyła przez okno i wyobrażała  sobie jak wszyscy  dozorcy klną brodząc rankiem   w tej brudnej paciaji. Poza  sprzątającymi  dozorcami nikogo nie było, nawet psy jeszcze  spały. Kochanie, wracaj  do łóżeczka bo  się przeziębisz , musimy  tę noc odespać, jest  dopiero szósta  rano  wskakuj  do łózia- zachęcał Teresę  Kazik.  Teresa wróciła w objęcia  męża mówiąc - kaloryfery zimne, może elektrociepłownicy zaspali, albo jakaś  awaria. Właśnie  miałam iść  sprawdzić  czy jest  ciepła  woda czy będziemy musieli dziś sobie nagrzewać w garze wodę. Ależ jesteś  zimna, żebyś  tylko nie  dostała  kataru!  Położyłam  małemu kocyk na kołderkę, żeby nie  zmarzł. Jeśli to awaria  w  elektrociepłowni to będzie usunięta szybko, jeśli lokalnie, tylko w naszym  wymienniku  ciepła to trochę potrwa. Wiesz, przysunę  łóżeczko małego bliżej  do nas. Ja to  zrobię, nie wychładzaj  się już - zarządził Kazik. I powieszę mu kocyk od zewnętrznej strony. Ze  dwa dni temu  czytałam, że najwięcej  awarii w ciepłownictwie  wcale  nie jest  w duże  mrozy ale  właśnie wtedy gdy są tylko przymrozki.  Niestety  nie było wyjaśnienia  dlaczego. Dla  mnie to bardzo dziwne, ale ja  się na tym nie  znam, muszę im  wierzyć na  słowo.   Tuląc się do męża Teresa powiedziała- mam nadzieję, że on nie obudzi się jak  zwykle o 7,00. Bo jeśli się obudzi, to trzeba  będzie  mu zrobić  mleko- dobrze, że mamy jeszcze to włoskie- instant i przegotowaną wodę w butelce. Ale on tak późno poszedł  spać i późno jadł, że mam nadzieję, że  się nie obudzi  za godzinę.

Po  godzinie dziewiątej obudził się Alek. Zaraz  po pierwszym "ćwierknięciu" dziecka Teresa  wstała, przeniosła  go z łóżeczka do ich  łóżka, żeby mały  nie  stał w piżamce, bo nadal  w pokoju było  chłodno.

Szybko przygotowała   dla niego  mleko i Kazik go karmił,  a ona się w tym  czasie  szybko ubrała. Przygotowała  też cieplejsze ciuszki dla  małego i wyszukała ciepły sweter i skarpety wełniane dla Kazika. Zajrzała  do pokoju taty, który już  był po śniadaniu i czytał w  swoim pokoju siedząc w ciepłej bonżurce- Teresa pochwaliła ten  wybór i poradziła,  by koniecznie założył albo  ciepłe filcowe kapcie, albo  założył wełniane skarpety, jeśli nie lubi  filcowych  bamboszy.

Zatelefonowała do Krystiana, żeby dowiedzieć  się jak u  nich- no i nieco  pocieszyła  ją  wiadomość, że u  nich też   zimno, czyli awaria nie tylko w jednym  budynku  ale  kawałek miasta  jest pozbawiony  ciepła. Ponieważ Krystian narzekał, że nie ma ani jednego ciepłego  swetra, Teresa powiedziała by przyszedł pożyczyć  sobie ciepłą  flanelową  koszulę i  narciarski  sweter od Kazika.  Alina twierdziła, że ona ma i ciepłe  rajstopy i skarpety i  ma ciepły  dres, więc  raczej nie  zmarznie.

W kwadrans później przyszedł do  nich Kris, twierdząc, że na  dworze jest paskudnie. Krystian  stwierdził, że musi sobie  kupić ciepły dres i ciepłą termiczną podkoszulkę oraz  ciepłe męskie rajstopy, tylko nie bardzo  wie  gdzie to kupić. Teresa podała mu adresy 2 galerii, w których  są sklepy z męską  odzieżą  zaopatrzone  również w ubrania sportowe i na pewno znajdzie tam to co mu potrzebne. A na razie Kris pożyczył od Kazika ciepłą koszulę flanelową, ciepłe skarpety i ciepłe  dresy. Kazik  obiecał bratu, że wybierze  się na  zakupy  razem  z nim, bo chce  sobie  kupić bieliznę termiczną. Umówili  się  na wypad na następny  dzień. Ledwie  Krystian wyszedł, zatelefonował Jacek  z pytaniem  czy u  nich grzeją  kaloryfery i czy jest  ciepła  woda. Na szczęście oni obaj  byli dobrze  zaopatrzeni  w ciepłe części  garderoby, a Jacek cieszył się , że nie pozbył  się ciepłych kocy.  Ponarzekali zgodnie na pogodę, pożyczyli  sobie  wzajemnie  miłego  dnia i  się  rozłączyli.

Wieczorem zatelefonował do Teresy Kris - rozmawiał z panią Marią, ale pani  Maria stwierdziła, że ona nie  czuje  się na  siłach by być codziennie u "pana mecenasa" i praktycznie prowadzić im  dom. Zresztą jej  się wydaje, że to wcale  nie będzie korzystne dla Aliny takie całkowite zwolnienie ją od wszelkich obowiązków domowych. To byłaby taka powtórka jak z  czasów gdy Alina była w  domu i niczym się w nim  nie  zajmowała. A przy  wszystkich problemach natury psychicznej lekarze stosują terapię zajęciową, więc takie odciążenie Aliny  może jej wcale  nie wyjść na  zdrowie. Gdyby Alina musiała być w jakimś  sanatorium  czy coś  w tym  rodzaju, no to wtedy ze  zwykłej  sympatii pomogłaby panu mecenasowi w prowadzeniu domu. 

Teresa stwierdziła, że pani Maria prawidłowo myśli i byłoby najlepiej gdyby Kris porozmawiał z tym lekarzem który prowadzi Alinę, jakie  rozwiązanie  byłoby dla Aliny  najzdrowsze. Bo co innego gdyby  Alina wróciła  do pracy a dziecko zostawałoby w  domu z opiekunką lub byłoby  w  żłobku, no ale Alina póki co to nawet  nie ma gdzie  wrócić do pracy, bo tego biura, w którym pracowała  już nie ma. Kris był zdziwiony- nie  miał pojęcia, że jej biura już nie ma. No nie ma - czytałam  w prasie, że powstały jakieś trzy czy cztery pracownie a w budynku jest teraz  kilka instytucji, które jest stać na płacenie czynszu, który   zapewne jest bardzo wysoki, bo to centrum Warszawy. Kris, jest teraz  pełno różnych  spółek, ja też nie mam do czego wrócić. O tyle  dobrze, że ZUS wie, gdzie  można się zgłaszać po dokumenty- mają taki wykaz, bo przecież kiedyś będą te dokumenty potrzebne do emerytury. Ja  swoje  wzięłam, bo mi kadrowa je  wydała - oczywiście podpisałam oświadczenie, że je odebrałam. Wydaje  mi się, że oni powinni byli przysłać Alinie jakieś pismo informujące ją, że firma się rozwiązuje. Być może,  że coś takiego oni wysłali na jej stary adres i dostali zwrot, że  adresat już tam nie  mieszka.

Nie wiem czy  wiesz, ale pani Maria u nas to sprząta już tylko raz  w tygodniu, bo jej było już za ciężko by codziennie wyjeżdżać  z domu do pracy. Poza tym u nas to tylko i  wyłącznie  sprząta.  U ciebie to jednak dość często gotuje. Zresztą ja już doszłam do siebie  po tym chirurgicznym  porodzie i raz  w tygodniu to już jest dla  mnie  wystarczająca pomoc. Na dobrą  sprawę to mogłabym już wcale  nie korzystać z pomocy pani  Marii. Poza tym tu nie ma trójki dzieci jak u Kurta, tylko jedno małe  dziecko, które nie  za bardzo brudzi. Co do gotowania - u nas tylko Alek nie potrafi gotować, a każde z nas gotuje i po sobie sprząta.  Alina jest mało zorganizowana, bo mama jej tego nie nauczyła. Mama ją wyręczała  we  wszystkim. Pewnie nie  wiesz- Alina to nawet sama sobie   głowy  nie myła - mama jej myła  głowę, choć Alina włosy to ścięła jeszcze  w liceum. Wiesz- taka nadmierna troska o osobę dorosłą dobra  nie jest. Tak, że rozważ sobie  to wszystko w spokoju.  A gdyby Alina wyjechała  do jakiegoś sanatorium to wtedy pani Maria musiałaby  mieszkać u ciebie.

Kris tylko cichutko jęknął i powiedział - chwilami to  mnie to wszystko przerasta. No to się pociesz, że mnie często problemy  Aliny przerastały - zwłaszcza, że nie  wiedziałam nic o  tym, że ona ma tę chorobę. I bardzo  często ją  zwyczajnie opieprzałam. I doskonale  rozumiem co przeżywasz. Widzisz- ta  choroba ma to do siebie, że cała  rodzina w pewnym sensie  choruje. I dlatego, w moim odczuciu, powinieneś się skonsultować z tym lekarzem ją prowadzącym. I żeby  było dziwniej, to  mnie  zawsze przerażają te jej cykle euforyczne. Bo wtedy ona   nagle wszystko by mogła  zrobić- urodzić jeszcze  ze dwoje  dzieci, zrobić super  przyjęcie na 50 osób, mogłaby nawet jeździć samochodem, chociaż duet ona i  samochód to murowany wypadek na pustej nawet drodze, mogłaby robić swetry lub  czapki na sprzedaż, bo to takie proste, łatwe i przyjemne.  I mam sama do siebie pretensję o to, że zachciało mi  się ją   zaprosić  do siebie na święta, a  Kazik ciebie wykorzystał byś po nią pojechał.

Tesia - nie ma w tym  wszystkim twojej winy. Byłaby gdybyś  wiedziała o jej  chorobie i gdybyś to przede mną zataiła,  ale z drugiej  strony jako lojalna  przyjaciółka  nie masz obowiązku każdego informować o jej stanie zdrowia - nawet teraz. Podobnie jak ty, jestem  zdumiony, że tak wiele osób cierpi na tę  chorobę. I teraz, gdy znam te objawy, jestem w stanie wymienić kilka osób, znanych  mi,  które na pewno cierpią na to. Ten lekarz mówił, że ludzie latami nie trafiają z tym do lekarza, bo przecież każdy może być raz na jakiś czas bez humoru lub w stanie nieco euforycznym. Czy wyobrażasz sobie co się musi dziać gdy oboje mają dwubiegunówkę? To musi być absolutny obłęd! Spróbuję się jutro skontaktować z tym lekarzem i dopiero potem wybiorę  się na  zakupy. Kris - gdy oboje mają to i dziecko ma  szansę mieć- tu jest ten plus, że ty nie masz tego. Ciekawie musi być wtedy gdy jedno jest w ciągu euforycznym a drugie w depresyjnym.To chyba musi być istne piekło!

Wiesz Tesiu co jest  w tym wszystkim dla mnie najważniejsze - to że mam ciebie i Kazika i że wy oboje mnie  rozumiecie. No przecież jesteśmy rodziną,  a to chyba do czegoś nas zobowiązuje - powiedziała Teresa. 

Wieczorem zaczęły grzać kaloryfery. Co prawda woda nie  była gorąca, ale już nieco ciepła. Ale Kazik stwierdził, że i tak wybierze  się po tę ciepłą, termiczną bieliznę.  I kupi też dla taty- tylko  sprawdzi jaki rozmiar dla taty ma być. Taki jak dla ciebie - bielizna ma numerację objętościową głównie  a nie wzrostową- poinformowała  go Teresa. Opowiedziała mu również też o swej rozmowie z Krisem, którą  dopiero co zakończyła.

Wiesz co, kup i dla  mnie termiczną podkoszulkę z długim  rękawem i rajstopy - tylko nie wiem, czy w tym "Globo" są i damskie  rzeczy. I zadzwoń do Jacka - może i oni są takimi zakupami zainteresowani.

Następnego dnia do "Globo" pojechała  niemal wycieczka - nieduża bo tylko pięciu facetów - tata też  się na wyjazd załapał. A do lekarza prowadzącego Alinę Kris był umówiony na godzinę 14,00. Pogoda była nadal paskudna, więc Teresa  z  małym została  w domu.  Teresa  sądziła, że w  ciągu  godziny to panowie uwiną  się z  zakupami, ale gdy minęły dwie godziny poczuła  się nieco  zaniepokojona, zwłaszcza, że owa  galeria  handlowa była naprawdę  niedaleko od ich domu. Alek chodził po  domu i co jakiś czas mówił- "tata nie ma,  dada nie ma" i rozkładał rączki w geście niemocy.  Wrócili po niemal trzech godzinach. Okazało się, że po prostu zasiedzieli się na kawie w "galernianej " kawiarni. Kazik oprócz tego co planował dla siebie i Teresy kupił dla Alka  dwuczęściowy kombinezon. Dla Teresy bieliznę termiczną w kolorze "ochronnym", czyli ciemno- popielatym i bardzo ładny dres w kolorze "nie ochronnym", czyli ciemno błękitnym. Dla siebie i taty kupił również  dresy jasno-granatowe i w tym samym kolorze  dres dla Alka, ale już o rozmiar większy niż na teraz. Dresy  były świetne  gatunkowo i jak  na ten  sklep to nawet nieomal tanie. Zajrzeli również do Empiku i Kazik  pomógł bratu w kupieniu książeczek dla Tadzia. A co kupiliście dla Aliny?- zapytała Teresa.  Nic - bo Kris nie wie jaki rozmiar nosi Alina, a poza tym to Alina twierdzi, że  zawsze musi wszystko wpierw zmierzyć  nim kupi, więc Kris nic jej  nie kupił. Alek z wielka powagą przymierzał wpierw kombinezon, potem dres. Kombinezon też miał jeszcze  zapas rozmiarowy, a był wygodniejszy do ubierania  bo to były  spodenki  zszyte  z kamizelką i na to kurtka z odpinanym  kapturem. A w wytwornym nowym dresie ( takim jak taty i dada) to chodził do wieczora.

                                                             c.d.n.



poniedziałek, 3 kwietnia 2023

Lek na wszystko? - 85

 Pogoda  w końcówce  grudnia była naprawdę paskudna- w dzień najczęściej padała z nieba "mokra kasza", nocą mokra  paciaja przymarzała, Alek i dziadek mieli w  związku z tym "areszt  domowy", bo wieczorem i wczesnym  rankiem  było bardzo ślisko a w dzień paskudnie mokro. Teresa i Kazik postanowili, że kolację sylwestrową zrobią u siebie   w domu, nie będą  się nigdzie "włóczyć" w taką pogodę z  dzieckiem. Kazik rozmawiał na ten temat z  bratem,  ale  Krystian powiedział, że oni ten wieczór spędzą u siebie, żeby małego nie  ciągać  nigdzie  w tę pogodę. Lekarka zapisała  małemu jakiś czopek, więc mają nadzieję, że będzie spał.  W tym układzie Teresa  zaproponowała żeby przyszli na obiad  w Nowy Rok, ale Kris powiedział  Kazikowi otwarcie, że każda wyprawa  z domu z Aliną i małym jest dla niego udręką, bo on  musi wszystkiego dopilnować, a on to by chciał w  dzień wolny od pracy po prostu odpocząć.  I zastanawia się poważnie nad  tym, by zatrudnić panią Marię u  siebie, żeby on nie  musiał  organizować  ciągle życia w domu. 

Popatrz - tłumaczył Kazikowi - twoja żona zajmuje się na okrągło dzieckiem, decyduje o tym co ugotować, co kupić, ty możesz  w domu zamknąć  się w swoim pokoju i pracować - ja ostatnio jeśli muszę popracować  robię to poza  domem, a potem  słyszę wieczorne płacze Aliny, że ciągle nie ma  mnie  w domu. Ona wciąż  nie może pojąć, że mój  zawód ma  swoje  blaski i cienie i że  tych  cieni jest niestety  sporo. Mam względny spokój tylko w te  dni gdy jest u nas pani Maria - Alina traktuje ją jakby  była jej matką. To są te  ciemne strony mego związku, które wyszły dopiero po urodzeniu  się Tadzia. Nawet sobie   braciszku nie  zdajesz   sprawy jak  dobrze trafiłeś z Teresą. 

Oooo,  z tego to ja  sobie doskonale zdaję sprawę i nie mogę odżałować, że tyle lat zmarnowałem wpakowując się jak super kretyn w Ankę - powiedział Kazik. Jedyne dobre to było to, że dość  szybko rozszedłem  się z Anką, że wyjechałem i  nie wbagniłem się w jakieś dziecko z Anką. Nie mówiłem ci, ale niedawno napisała do mnie  moja była teściowa- poinformowała  mnie, że to nie ja byłem sprawcą  ciąży Anki tylko- usiądź może, żebyś nie padł z wrażenia - sprawcą był Robert, jeszcze przed ślubem z Teresą, a Anka, zwykła zdzira, wybrała  sobie na męża mnie, bo równolegle sypiała z trzema facetami. 

Wiesz, Alina jest niezbyt zorganizowana przez tę chorobę, ale jest uczciwa, kocha cię i nie sypia z trzema facetami równolegle. Jeśli cię stać  finansowo na zaangażowanie pani Marii i ona  się na to zgodzi - to oczywiście zrób tak. Jeśli będziesz  miał jakieś przejściowe kłopoty finansowe to powiedz - pomożemy ci. Pamiętasz co tata zawsze nam mówił  - bycie bratem do czegoś zobowiązuje. Teresa też tak uważa. Jeszcze jest co spieniężyć w razie czego. Teresa bardzo rozsądnie zarządza finansami. No ale teraz na pewno jest trudniej, bo to przecież bezpłatny ten wychowawczy- stwierdził Krystian. Słuchaj- nie martw  się o to, zawsze Teresa  może sprzedać to mieszkanie na Górnym Mokotowie, dostała je od taty w ramach darowizny. Mam odłożone pieniądze na samochód  dla niej, ale ona nie chce samochodu, więc jest rezerwa. Tata ma  emeryturę, dokłada się do życia, a my te pieniądze odkładamy na konto, na które on ma upoważnienie. Ja naprawdę dobrze zarabiałem w Niemczech. I nie  mieszkałem tam w przyczepie campingowej.  Kaz, Tesia chce iść na kurs niemieckiego - wiesz o  tym?  Wiem i popieram. Nie mamy przed sobą  tajemnic. Zazdroszczę ci - stwierdził Krystian. Nie zazdrość - zaproponuj pani Marii pełny etat u  siebie. Jeśli dacie radę to przyjdziecie,  jeśli nie to  trudno. Ja zaraz przekręcę do Jacka, bo ich też chcemy zaprosić. Mały obu bardzo lubi.

W chwilę potem faktycznie  Kazik zatelefonował do Jacka,  zaprosił go wraz z  Pawłem , powiedział, że nie wie czy Krystian  z żoną i  dzieckiem też będzie. Jacek dopytywał się czy mogą się na coś przydać w ramach szykowania, ale Kazik stwierdził, że ponieważ wszystkim zarządza Teresa, to niech Jacek z nią  o  tym porozmawia. Powiedział też, że jego brata z  żoną i  dzieckiem  to raczej nie  będzie, ale to chyba nie ma żadnego  znaczenia- stary rok  się skończy i  nowy nastąpi bez  względu na to w jakim "zespole" będą ten  nowy rok witać.

Po tej rozmowie Kazik poszedł do Teresy i wszystko jej dokładnie opowiedział. Teresa nie była ani trochę zaskoczona tym,  co powiedział Krystian. No cóż - jak widać życie nie jest romansem. Choroba Aliny to jedna  sprawa, ale szkoda, że jej mama w dość niemądry sposób ją  prowadziła przez życie. Naprawdę jest na świecie mnóstwo osób  z różnymi wrodzonymi wadami utrudniającymi bardzo życie a mimo tego ci ludzie  żyją i nie  zatruwają swą chorobą  życia innym. Nadmierna troska jej mamy sprawiła, że Alina nie  zdaje  sobie w pełni sprawy z tego, że z tą chorobą można  żyć i  nie  zatruwać jednocześnie  życia innym.

Podpowiedz  Krystianowi, by udał  się na  wizytę prywatną do lekarza, który prowadzi Alinę. Ja się na  tym nie  znam, więc  niewiele  mogę pomóc.  To fajnie, że on ją bardzo kocha, ma szansę kochać ją mądrzej,  bez rujnowania sobie i dziecku życia. Bo na dziecku to też  się  przecież odbije, cudów  nie ma.

Wymyśliłam, że na kolację sylwestrową zrobię zrazy zawijane ze  schabu- nadzieję je pieczarkami i podpieczoną  cebulką. I podam barszcz czerwony, taki do popicia, w kubeczkach. A do zrazów ugotuję włoski makaron - takie zabawne, krótkie rurki. A na deser bita śmietana z owocami i kuleczkami z czekolady. I zrobię tort makowy, oblany czekoladą. Ojej, ależ mi narobiłaś smaku!- jęknął Kazik. To otwórz pysio, coś dobrego ci do niego wpadnie. A całuska też  dostanę? No, no, masz dziś strasznie  dużo zachcianek - śmiała  się Teresa. Ale nie  da  się ukryć, że bardzo lubiła spełniać te jego "zachcianki". Alek, który pilnie naśladował swego tatę też nadstawił policzek, czekając na  całuska. I oczywiście dostał całuski od obojga.

Tego dnia na klatkach schodowych we wszystkich blokach i  na ścianach altan śmietnikowych ktoś wywiesił prośbę, by ci wszyscy, którzy czują nieprzepartą chęć odpalania sztucznych ogni byli uprzejmi robić to na pobliskich łąkach- z całą pewnością będzie równie  efektowne jak  co roku a mniej z ich powodu ucierpią małe  dzieci i sporo ludzi starszych. No i była też prośba, by  nie wypuszczać tego wieczoru psów bez  smyczy, bo nawet najlepiej wychowany i posłuszny pies może uciec, gdy usłyszy hałas.  Teresa tylko pokiwała  głową i powiedziała: a będzie jak zawsze- wylezą na główny trawnik albo na balkon i będą strzelać - dopóki komuś ręki nie urwie lub nie  wypali oka nadal będzie to  samo. Może gdyby karali bardzo wysokimi mandatami to po 5 latach regularnego wyłapywania tych strzelających byłby wreszcie  spokój. 

W szykowaniu sylwestrowej kolacji pomagali Teresie "wszyscy domowi mężczyźni" , czyli Kazik, tata i Alek. Alek kursował pomiędzy dorosłymi i zbierał całuski oraz  uściski.  Teresa poprosiła  tatę by mały jemu głównie pomagał, więc mały  człowieczek pomagał dziadkowi w nakrywaniu stołu w stołowym pokoju, nosił z kuchni  do stołowego nie tylko serwetki i łyżeczki ale też i talerze. Był bardzo przejęty rolą, a  że za każdym razem był upominany, żeby szedł pomału a nie biegł, to obyło się bez  stłuczek. Dla Alka Teresa zrobiła dwa zrazy zawijane bez pieczarek w środku - bała  się, że pieczarki mogą takiemu maluchowi zaszkodzić. Ale na makaronowe rurki też  się załapał. Około godziny 20,00 dotarli Jacek i Paweł. Obaj zostali entuzjastycznie powitani przez Alka, a  Jacek wręczył małemu niedużą, lekką paczuszkę.  Co to? -pytał mały przewiercając Jacka wzrokiem. Poczekaj, zdejmę buty, to rozpakuję i zobaczysz co  to jest. Malec szybko podał Jackowi "gościnne kapcie" i gdy tylko Jacek je  włożył chwycił wujka  Jacka z  rękę  i pociągnął do kuchni - wiadomo- kuchnia to centrum domu, tu się  dzieją najważniejsze sprawy.  Jacek pochylił się na małym i coś mu szepnął do uszka. Alek zrobił w tył zwrot i podreptał do sypialni. Po chwili wrócił dzierżąc w rączce swojego pieska. Jacek przysiadł na kuchennym taborecie i zaczął pomału rozpakowywać paczuszkę. Gdy zdjął ostatnią warstwę  papieru okazało  się, że jest to najprawdziwsze psie posłanko  dla pieska wielkości  małego ratlerka. Wtedy Jacek powiedział - od teraz  twoja Dunia będzie miała własne posłanko. Ona jest malutka i takie posłanko w  zupełności jej wystarczy. I będzie mogła siedzieć w  swoim posłanku bliziutko ciebie - popatrz  zmieści się na twoim stoliku obok twojego talerzyka. I na dużym  stole też będzie mogła obok ciebie w nim leżeć i w twoim łóżeczku też będzie  mogła w nim wygodnie spać. Alek wpatrywał się w Jacka z wyraźnym uwielbieniem a potem powiedział "opa chcem", co w jego języku oznaczało, że chce by go wziąć na ręce. Jacek wziął go na ręce i omal nie  został uduszony, tak  mocno go mały objął i tulił.

No to masz  stary przody u naszego  dziecka - stwierdził Kazik. Naprawdę świetnie to wymyśliłeś! nie podejrzewałem, że są w handlu takie maleńkie posłanka! To  chyba  dla szczeniaków? Nie,  one są dla ratlerków, czyli dla pinczerów  miniaturowych. Dorosły osobnik bez problemu  się w takim posłanku  mieści. Rasowy ratlerek wygląda  jak zminiaturyzowana sarenka, to ładne  psiaki. Siostra mojej byłej żony ma taką miniaturkę w Kanadzie. W Polsce są ostatnio mało modne, a to piesek towarzyski i nie nadaje  się do siedzenia po 10-12 godzin sam w  domu. A na dodatek sam sobie wybiera w domu tego kto będzie  dla niego najważniejszy i najukochańszy. No proszę-  śmiała  się Teresa - ktoś nam tu najwyraźniej rozpieszcza dziecko. Skąd wiedziałeś, że mały marzy o posłanku dla swojej Duni?  Wróble mi wyćwierkały, przerażone  faktem, że może to być posłanko dla psa wielkości bernardyna. Tia westchnęła Teresa - a mówi  się, że to kobiety plotkują. Słuchajcie,  siadajmy do stołu- trzeba  jeść  bo się nam zrazy rozgotują na papkę. A z czego są, że się mogą rozgotować - spytał się  Jacek. Z mięsa - jak to zwykle  zrazy - tym razem ze  schabu. To muszą być pyszne - prorokował Paweł. Nie wiem, jeszcze ich  nie  jadłam - powiedziała Teresa- ale pachną i wyglądają nieźle. A skoro już jesteście  wszyscy  w kuchni to nałożę wam na talerze, żeby nie przekładać na półmiski  i każdy powędruje  z własnym talerzem do stołowego. Alek będzie jadł razem ze mną, muszę mu pomóc. W czasie konsumpcji nikt nie  rozmawiał i każdy prosił o dokładkę, a Jacek koniecznie o przepis, bo  takich  zrazów jeszcze  nie  jadł. Robił wiele razy, ale z  wołowiny i z ogórkami kwaszonymi w  środku, ale te mu bardziej  smakowo pasują. 

Tak mniej więcej około godziny 22,00 zaczęła  się  strzelanina - Kazik włożył kurtkę, małego wcisnął w  zimowy kombinezon, wziął go na  ręce i wyszedł z nim na  balkon. Po chwili dołączył do  nich Jacek, którego Teresa  zmusiła by  się jednak ubrał, żeby  nie  dawał dziecku złego przykładu. Dziadek zabezpieczył uszy  dziecka stoperami. Teresa stała w pokoju przy oknie  i w myśli posyłała strzelającym same  złe życzenia. Gdyby się spełniły to zapewne nieźle zarobiłyby okoliczne  zakłady pogrzebowe, a nagłówki gazet napisałyby o dziwnych objawach których  doznali przed zgonem ich klienci. I był to  całkiem  niezły pomysł, by pokazać  dziecku z czego się wzięły huki, bo gdy wrócili z balkonu mały na  huk reagował zdaniem - "źnowu bum". Mały był już zmęczony i śpiący, więc został wyekspediowany do łóżeczka, a okno w sypialni zasłonięto dwoma grubymi kocami. Zostawiono  mu też w uszkach stopery. Przed północą wpadł na kilka minut Krystian z butelką francuskiego szampana, złożył wszystkim życzenia lepszego Nowego Roku  i pobiegł z powrotem do swego  domu.

Około pierwszej, już w Nowym Roku,  Jacek z Pawłem pożegnali  się i powędrowali do swego domu. Ale przed  wyjściem Jacek "wydusił" z Teresy przepis na "te przepyszne  zrazy."  I to naprawdę tylko tyle? upewniał się Jacek. No naprawdę jestem zdumiony. No to nie  bądź, tylko pamiętaj żeby to była  czerwona  cebula i koniecznie lekko podsmażona.

                                                                               c.d.n.


niedziela, 2 kwietnia 2023

Lek na wszystko? -84

 Grubo po dziewiątej rano Kazik obudził się z powodu całkowitego zdrętwienia ręki. Otworzył oczy i szaleńczo zachciało mu  się śmiać - leżał na  boku a na jego wyciągniętej  w bok ręce leżały dwie jego ukochane  istoty- żona i  synek no i pluszowy piesek, którego trzymał w objęciach Alek.  Dłuższą chwilę kombinował jak wysunąć rękę spod Teresy i jej nie  zbudzić, ale  w końcu  stwierdził, że 9,25 jest na  tyle przyzwoitą porą, że nie będzie  dziury w  niebie, jeśli Teresa  się obudzi. Wpierw drugą ręką delikatnie zmienił pozycję dziecka przytulając je bardziej do siebie, potem centymetr po centymetrze wyciągał swą zdrętwiałą rękę  spod Teresy. Gdy już miał do wysunięcia tylko dłoń Teresa otworzyła oczy, lekko uniosła  głowę i powiedziała: a nie prościej było mnie po prostu obudzić? Obudziłam się gdy zabrałeś Alka, bo  mi się od razu chłodniej w to  miejsce  zrobiło. On jeśli już jest wyspany to sam się obudzi, a jeśli nie to jeszcze pośpi. Chcesz już wstać?- spytała. Nie, tylko mi ręka zdrętwiała. No to zmień bok, albo połóż się na wznak. Albo weź Alka w kołdrze i wsadź go do jego łóżeczka. My poleżymy jeszcze trochę pod jedną kołdrą. Ryzykantka z ciebie - wiesz co się dzieje pod jedną  kołdrą, za ciasno do  spania. Na to liczę- wyszeptała  Teresa. 

A jednak słodziak był już  wyspany i wysiedlenie  go z  małżeńskiego  łóżka  nie powiodło się. Wpierw został wycałowany tata, potem mama, potem piesek się witał z mamą i tatą, potem dziecko pomagało ubierać  się tacie, więc mama korzystając z tego, że mały jest zajęty ubieraniem  taty  ubrała się we  wręcz kosmicznym tempie i zabrała się za ubieranie malca. Gdy Kazik odsłonił okna  mały mądraliński widząc krople  deszczu  ze śniegiem na  szybie poinformował rodziców, że jest mokro, na spacer nie i przecząco pokręcił główką. Kazik wziął go na  ręce i pokazał świat za oknem - było bardzo brzydko, więc Kazik potwierdził słownie decyzję  malca, że to nie jest pogoda  na  spacer, ani nawet na wyjście na balkon. Kazik poszedł szykować śniadanie, oczywiście w towarzystwie Alka i jego maskotki.

Ponieważ taty nie  było w kuchni,  a  zawsze  wcześnie  wstawał, Teresa była nieco  zaniepokojona i poszła do jego pokoju. Zapukała, a ponieważ nie  było odzewu cichutko otworzyła drzwi.  Tata po prostu z kimś rozmawiał przez  telefon. A jego  rozmówcą, jak  się zorientowała, był Jacek. Teresa  podeszła  do  taty, przytuliła  się na  moment  do niego, cmoknęła  w policzek i  wyszła. Gdy Teresa i Kazik  jedli  swoje pierwsze  śniadanie mały w ich  towarzystwie  zjadł biszkopta z plasterkiem mango , wypił swoją  herbatkę rumiankową a potem przydreptał do Kazika i powiedział wskazując na maskotkę - Dunia spać. No to zanieś ją  do swojego łóżeczka - powiedział Kazik. Mały popatrzył na niego i powiedział - jak duza Dunia spać. Chcesz dla swojej Duni takie łóżeczko jak ma Dunia u wujka  Frania? Dziecię pokiwało główką, a Kazik zapewnił  go,  że gdy zjedzą śniadanie to poszukają jakiegoś łóżeczka dla małej Duni. Teresa popatrzyła  się na Kazika i powiedziała - Houston, chyba  mamy problem, podejrzewam, że ma ono być takie by się i on na nim zmieścił. Tak myślisz- w głosie  Kazika dało się  wyczuć nutki niepokoju. Teresa pokiwała  głową, tak coś  czuję. Spróbuję numer z dwoma złożonymi kocami, a jak nie wypali to trzeba  będzie kupić duże psie posłanko z gąbki poliuretanowej. No ale na  co nam w domu psie posłanko? - zdumiał  się Kazik. No bo nasz  synek ma pieska i chce  z nim razem przebywać na posłanku. Kupi się duże i jak będzie nieco rozumniejszy to posłanko otrzyma prawdziwa  Dunia, będzie miała leżanko w ogrodzie. Wytłumacz naszemu  dziecku, że dopiero jutro będą otwarte sklepy i pokaż mu na internecie takie posłanko. Mówisz poważnie? No pewnie, że mówię poważnie- zapewniła go Teresa. No gdzie to będzie leżało?  Może leżeć w każdym miejscu na podłodze,  np. w  sypialni albo w stołowym- będzie  wędrowało po mieszkaniu. O jasny......nie kończ, bo będzie powtarzać-przerwała mu Teresa. Bycie rodzicem proste nie jest. Właśnie  to odkrywam- stwierdził. Muszę to opowiedzieć  Frankowi, niech się chłopak  ucieszy- powiedział Kazik i poszedł do  swego gabinetu by porozmawiać spokojnie z Frankiem.

Jeszcze  nie  skończył rozmawiać z Frankiem gdy do mieszkania zawitał Krystian - wyglądał niczym upiór - oczęta podkrążone, bledziutki  i jakby nieco podłamany. Na jego widok Teresa tylko  zamrugała oczami i spytała - co  się stało?  Niemal nic  się nie stało, tylko całą  noc nie  spałem, bo mały  ryczał. Dlaczego? Bo ząbkuje. Ma prawo, stwierdziła  Teresa. To boli. Chodź, zrobię ci kawusię z czekoladą, to cię wzmocni. A jak Alina? Też ryczy. No ale ona przecież już nie  ząbkuje i  chyba ma  wszystkie zęby w porządku. Ona  ryczy, bo jej żal  dziecka. Teresa  zaczęła  się śmiać. Macie  dziś obaj z Zikiem ciężki dzień - Kazik też  dziś odkrywa, że nie jest  łatwo być  rodzicem. A coś jest Alkowi? - Kris  był wystraszony.  Nic mu nie jest, ale od  wczoraj nasz  synek ma  w swej wyobraźni takiego psa jak  ma Franek i musi mieć dla niego i dla siebie posłanko. 

Macie psa? -zdumiał się Kris. Nie,  Alek dostał od Jacka maskotkę, pieska, który w jego wyobraźni jest takim psem, jakiego widział wczoraj u Franka i  z którym praktycznie spędził cały  dzień na psiej kanapie. To wielka, piękna suka, łagodna i Alek został przez  tę  sukę "adoptowany" -wlazł do niej na tę kanapę i suka go zaakceptowała i Alek jest pierwszym człowiekiem, któremu suka pozwoliła na tym posłaniu siedzieć. Potem i ja dostąpiłam tego zaszczytu i nawet mi brzuszek dała  do  miziania.  Kris uśmiechnął się łobuzersko - ja też bym  ci dał, gdyby ci się zachciało jakiś brzuch merdać-  powiedział cicho. Eeee, ty nie   masz takiego aksamitnego rudego futerka  jak ona. Masz prawie czarne  loczki. Skąd wiesz - zdziwił się  Kris - bo cię nie jeden raz widziałam na plaży w skąpych bokserkach.  A co? Kazik się depiluje? to teraz   modne. Nie , Kazikowi to ja warkoczyki zaplatam. 

A w ogóle to gdzie jest Kazik? - jest zajęty, razem z Alkiem  ogląda zapewne posłanka dla psów. Poszukam dla twojego maluszka gryzaczków - tylko musisz je wyparzyć. I dam ci kilka biszkopcików dla niego. Sprawdź, czy mu one pasują- jeśli mu będą  smakowały  to będę ich więcej piekła, żeby były i dla Alka i dla Tadzia. A kawusia ci smakuje?  Oj tak, jest pyszna, No bo to jest kawa z dodatkiem czekolady na gorąco. Czekoladę do picia dostaniesz ode mnie w prezencie  na  nowy  rok. Tylko nie  dawaj Alinie takiej mieszanki. I sprawdź wpierw czy wolno jej pić kawę i czekoladę gdy bierze  te tabletki. Mam nadzieję, że pilnujesz by je jednak wciąż brała. Pilnuję i staram się nie  słyszeć jej bredzenia, że przesadzam.  

Kris, ja się jej nie  dziwię, że narzeka - to wszak mało radosne, że ta wrednota akurat jej  się przytrafiła. Ją też ta choroba  męczy. Ja tylko żałuję, że wcześniej o tym nie  wiedziałam i jej ciut nagadałam.  Mnie przeraża, że to jest tak naprawdę  bardzo rozpowszechnione  schorzenie, a wciąż nie  wiadomo dlaczego ono jest. Piszą, że to po prostu taki układ genów. Ale nie  wiesz najnowszej  nowiny - żona Franka jest  w  ciąży, powinna urodzić chyba w  końcu sierpnia, o ile dobrze  zapamiętałam. Franek w  siódmym niebie. No i Joanna zawiadomiła go o  tym w trakcie deseru po obiedzie. 

Pięknie Franek odnowił cały dom, odkrył nowe pomieszczenia, ten wielki kredens jest przerobiony na trzy komody, bo to było dobre  drewno, ale  kredens  jako mebel nie był cenny, bo  był z różnego rodzaju drewna, co sprawdził rzeczoznawca. I teraz ten  salon  wygląda  super. Sejf przestał być serwantką i wyleciał na  strych. Franek już planuje by ogród był głównie dla dziecka, ogródek warzywny ma być mini i tylko z tyłu, koło kuchni. Już planuje piaskownicę ze składanym dachem, chodniczek wewnątrz ogrodu wzdłuż ogrodzenia, by po nim jeździć wózkiem.

Jak chcesz  pogadać z Kazikiem, to idź do jego gabinetu, tylko wpierw  zapukaj, do drzwi, bośmy tak nauczyli małego, że do taty to musi pukać, bo tata pracuje i jeśli akurat pisze to  nie wolno mu przeszkadzać. Ja to się śmieję, że do Zika to jak do gabinetu ministra a do  mnie to jak  do sklepu samoobsługowego czynnego całą dobę - wchodzi  kto  chce, żadnego pukania.

Zastanawiam się nad Sylwestrem i aż mi skóra  cierpnie.W tym roku to już powiemy małemu,  że w nocy będzie  hałas i żeby się  nie bał. Znowu będzie pełno zagubionych, przerażonych psów. Ale Tadzio to będzie wystraszony i na pewno będzie płakał. W ubiegłym roku tośmy okna zasłonili kocami, oczywiście   żaluzje były zasunięte, ale to wszystko tylko półśrodki, niewiele dające. No popatrz, co roku jest mnóstwo okaleczonych osób a ludzie nadal walą tym  sztucznymi ogniami. Moja  koleżanka to zawsze mówiła, że  życzy tym kretynom by im ręce pourywało, najlepiej koło samego tyłka. Szalenie podobała  mi się  nielogiczność anatomiczna tego życzenia.

Kris, a jak twoje  plany zawodowe? Dogadałeś się z kolegami? Stworzycie coś razem, czy jeszcze  poczekacie? Kris posmutniał - tyle pomysłów ilu chętnych- nie ma kogoś kto by te wszystkie pomysły przeanalizował i  coś konkretnego zaproponował. Myślę, że jednak taka spółka powinna być najwyżej pięcioosobowa, a najchętniej to bym się widział z kimś w duecie- wtedy się łatwo dogadać. Więc na razie jest jak jest. A ty masz jakieś plany po tym urlopie wychowawczym - zapytał Kris. Teresa wzruszyła ramionami - jeszcze  nie  myślałam o  tym. Dużo zależy od Zika. Ja się dopasuję do niego. Cały czas mam świadomość, że może zmienimy lokalizację pod  względem geograficznym. I chyba się zapiszę na kurs niemieckiego. Ale oczywiście taty tu nie  zostawimy. Na razie wiem tylko, że najbliższe trzy lata spędzimy tutaj, bo się Zik doktoryzuje. Z doktoratem w kieszeni to będzie  miał inną kartę przetargową. I kto wie  czy zostanie w konstrukcjach czy nie - bo  chyba dość bezsensowne jest wymyślanie konstrukcji by  ona wylądowała na półce zamiast być  wdrożona.  Konstrukcje współczesne  się szybko starzeją, bo co chwilę powstają  nowe  materiały dające inne możliwości konstruktorom i to co dziś się  zaprojektuje  za rok może już  być " na plaster".  I  nie chciałabym żeby się nam rodzina rozleciała.  Też  się tego boję i też tego nie  chcę - powiedział Kris. 

No to idź do Kazika, a ja ci spakuję tymczasem te gryzaki, biszkopty i mam też trochę ciuszków dla Tadzika, bo Alek już z nich wyrósł. Nie wydawajcie  forsy na  nowe, bo jednak dzieciaki strasznie szybko z ubranek wyrastają.  Te pierwsze kilka  lat to nim dziecko zniszczy  coś z ubrania  to z niego wyrośnie. Kris poszedł do brata, a Teresa  zajęła  się spakowaniem dla niego rzeczy dla Tadzia. Dorzuciła też dla Aliny jej ulubione perfumki, lakier  ochronny do paznokci, cieplutkie  rajstopy i jasnobłękitny cienki, ale bardzo ciepły sweterek . Dla Krisa były samochodowe  rękawiczki i mięciutki, kaszmirowy szalik. Obaj bracia wraz z Alkiem weszli do  kuchni, gdy Teresa już wkładała  wszystko do torby.  Szalenie mój  bratanek wydoroślał - stwierdził Kris. Już z nim można porozmawiać. Ciekawe kiedy mój Tadzik tak będzie nawijał. Jeśli będziecie do  niego dużo mówić tak jak do kilkuletniego dziecka to szybko zacznie mówić - powiedział Kazik. Tylko nie  sepleńcie,  nie zdrobniajcie  wszystkiego to  się mały  szybko nauczy  mówić. Już możecie  mu pokazywać książeczki z obrazkami,  podawać nazwy zwierząt, pokazywać mu na  spacerze koty, psy, samochody. Ja  cały czas  mówiłam do małego i to jak  widać skutkuje. Masz w  domu jakieś książeczki dla maluchów?  Raczej nie mam. No to na  razie  dostaniesz  tylko książeczki do kąpieli, plastikowe. Teresa udała  się do łazienki i przyniosła trzy  książeczki. Możesz mu je już pokazywać i dać  do zabawy. To odporne tworzywo. I namów Alinę, by on jak najwięcej  czasu spędzał w kojcu - tam jest bezpieczny i ma swobodę ruchów. Nie powinien raczkować po całym mieszkaniu, bo to  może  się skończyć jakąś kontuzję - może uderzyć  się w główkę o nogę stołu, lub o podłogę.  I sprawdź, czy  są zabezpieczone gniazdka elektryczne. No to już  wiem czym  się  muszę jutro zająć- księgarnia i sklep elektrotechniczny- jęknął Kris.

                                                                  c.d.n.



piątek, 31 marca 2023

Lek na wszystko? -83

 Teresa szybciutko przygotowała  "chłopską kolację", czyli kaszę  gryczaną na sypko ze skwarkami z boczku wędzonego. Alek w  związku   z tym "załapał  się"  na gotowe, "słoiczkowe" danie, w którego konsumpcji pomagał mu dziadek.  Wyglądało to  dość  zabawnie, bo dziadek nabierał na łyżeczkę mus ze  słoiczka, wtedy Alek chwytał jego rękę z łyżeczką i uważnie  kierował do swej bardzo  szeroko otwartej  buzi. Kazik widząc to powiedział do Teresy - mamy  w domu małego hipopotama.

Mały, gdy  tylko  zjedli  kolację , zaciągnął Jacka do sypialni i wyciągnął ze  swego łóżeczka pieska - piesek co prawda niemal w niczym  nie przypominał suki Franka a co najwyżej był podobny do jamnika, ale dziecko poinformowało Jacka, że to jest "majutka Dunia". Jacek mu przytaknął i powiedział- zobaczcie, pieseczek Alka  ma takie uszy jak Dunia i być może Dunia tak  właśnie  wyglądała gdy była maleńka. Tym  sposobem maskotka przestała  być bezimienna. 

A Kazik śmiejąc się wysłał sms do Franka, że teraz i oni mają  w domu Dunię. Oczywiście  zaraz Franek zatelefonował by  się wypytać o  szczegóły, więc Kazik zrobił fotkę maskotki i wysłał  ją  do Franka. No popatrz- wasze  dziecko  nie  wychowało  się  z psem a tak kocha  psy, to pewnie i nasze będzie kochało psy- mówił Franek. Kazik się śmiał - mogę  cię zapewnić, że wasze też  będzie  kochało i was i psa, dzieci  już tak mają.

W czasie kolacji Paweł zapytał  się, w co będą grać po kolacji, bo on nie gra w  żadne  gry karciane, kiedyś, jeszcze  w  czasach  szkolnych to chyba z raz grał w tysiąca. My czasem grywamy w remi brydża, ale przywiozłem  z Niemiec  kilka gier  planszowych, w które grywa starsza młodzież i dorośli.  Bo jego znajomi grywali z dziećmi w gry podobne do "Monopolu", w "Carcassonne" , w grę przybliżającą zabytki Londynu i w grę, w czasie której podróżowało się po Europie - tłumaczył Kazik. No i  czasem się  grywało w  "Makao" i w.....kości, ale kostki do gry mi  się gdzieś pogubiły i nie  za bardzo pamiętam jakie  były reguły tej gry - generalnie  układało się w trzech rzutach z góry określoną figurę i grało się pięcioma kostkami.

Po kolacji Teresa spacyfikowała Alka - nie  było to trudne zadanie, bo dziecko było już solidnie zmęczone, tego dnia nie miało nawet krótkiej drzemki. Teresa była pełna podziwu, że pomimo  zmęczenia  był cały  czas bardzo grzeczny i  nie marudził. Zasnął z buźką przytuloną do swojej "Duni".

Wracając z sypialni Teresa  zawadziła o kuchnię i zrobiła duży dzbanek herbaty owocowej oraz zapełniła tacę smakołykami z Wedla i z tym wszystkim poszła do stołowego. Panowie stwierdzili, że zagrają tym razem w remi brydża, bo zasady są proste , Jacek dostał kartkę i długopis i  miał zapisywać wyniki.  

W trakcie gry cały czas rozmawiali i Teresa wyjaśniała skąd zna Franka i że kiedyś ten dom był własnością bratowej  Kazika i że Alina zamieniła ten dom na  mieszkanie w Warszawie i stwierdzili oboje  z Kazikiem, że Franek włożył sporo pracy i pieniędzy w odnowienie i teraz  dom jest fajnym miejscem do całorocznego mieszkania. Teresa opowiedziała Jackowi historię sejfu i przyniosła nawet porcelanowe figurki i.......bez najmniejszego żalu pozbyła  się ich na rzecz Jacka, który był nimi  zachwycony, bo widział takie w Miśni, ale nie  można  ich  było kupić w firmowym sklepie i chciał je odkupić od Teresy. Ale Teresa stwierdziła, że  albo je  weźmie w prezencie  albo ich  wcale nie  dostanie. Bo Teresa gdy była nastolatką to się nimi zachwycała, ale tak naprawdę to do niczego jej  w domu  nie pasują i w końcu  stoją na półce zamknięte  w  szafce by przypadkiem  nie  wylądowały na podłodze w trakcie usuwania kurzu. No i padło pytanie, na co Frankowi numer  telefonu Pawła, ale na to pytanie Teresa  nie znała odpowiedzi.

Po jednej pełnej  rundce  gry Jacek  stwierdził, że należy  zakończyć dzień,  zresztą już była godzina  23,00 więc zaczęli  się żegnać. Jacek jeszcze tylko na moment zajrzał do sypialni i gdy wyszedł powiedział - chyba  się straszliwie postarzałem- wzruszył mnie  widok małego śpiącego z główką na maskotce.

Gdy Teresa i Kazik już leżeli w łóżku, Teresa powiedziała - przyznałeś  się dziś publicznie wśród naszych przyjaciół, że ciągle jesteś  we mnie zakochany i jestem z tego powodu i szczęśliwa i...dumna. Dla  mnie wciąż jesteś najcudowniejszym mężem i kochankiem i ojcem  dla  naszego dziecka.

Wiesz, a Franek mi wygląda na średnio zakochanego w Joannie - stwierdził Kazik. Ona jest mało subtelna. I nie idzie mi o jej urodę ale o sposób  bycia. Bo Franek był bardzo długo sam-nie wiem co było przed Joanną, czy była  jakaś kandydatka, ale  on w pracy nigdy nie  flirtował, na lunch chodził głównie sam, na czekoladę do Wedla ze mną gdy chciał  pogadać  bez  świadków, ale nigdy mnie nie podrywał. Przywoził mi te daktyle, ale to nie miało żadnego podtekstu. Jemu się podobała Alina, ale zewnętrzność Franka nie jest fascynująca i on  się jej nie  spodobał. No po prostu nie jest urodny.  Gdy go pierwszy raz zobaczyłam to go w  myśli nazwałam strachem na  wróble. Franek to bardzo uczciwy facet, a mnie jego brak urody zupełnie  nie przeszkadza by go tak  zwyczajnie, po koleżeńsku lubić. Poza tym należy do tych, którzy nie podrywają cudzych żon i  nie podrywają babek tak dla  sportu, żeby sobie poprawić humor, gdy uda  się którąś  małym nakładem sił wyrwać.

A nasz  cudaczek był dziś naprawdę zafascynowany psicą. A ona nim - dodał Kazik. To fajnie, bo umówiłem się z Frankiem, że będziemy u nich od wiosny częściej bywać. On chce wiosną ułożyć wzdłuż siatki,  wewnątrz ogrodu, chodniczek  i chce zrobić piaskownicę ze  składanym dachem. Część warzywna to będzie ograniczona do kilku grządek od strony kuchennej. Reszta ma  być  zadbanym trawnikiem.

A Joannie to się bardzo tata i jego synuś spodobali - ty też się jej podobasz, no ale ty już jesteś uziemiony, a oni obaj wolni - poinformowała  męża Teresa. No ale przecież ona nie jest wolna. Ona już skończyła te  swoje studia?  No tak, dlatego została  zapłodniona. Franek cierpliwie  czekał żeby skończyła  studia. Franek nie jest z tych którzy idą na żywioł - zupełnie tak jak  ja. Wszystko musi być wpierw przemyślane i uzgodnione. A mało kto lubi tych  co tak postępują  w życiu.  Przecież ja  też  nie idę z  zamkniętymi oczami na  żywioł - przypomniał jej Kazik.  Nooo, po przygodzie z Anką to już nie. Nie planowałem żeby z nią  wchodzić w małżeństwo.  

Wiem kochany, ale tak  jakoś  wyszło.  Gdy  Franek mówił o tych pracownikach  CHZetów, którzy  byli oddelegowani to pomyślałam sobie, że może Robercik obżenił się z jakąś Rosjanką i teraz  mamuńcia go szuka bo zapomniał ją o tym poinformować.  Albo  się zapił na śmierć. Bo niestety  to  kraj,  w którym mocny alkohol jest  dobry  na  wszystko. A Robercik  był z tych, którzy  uwielbiali pokazać, że oni potrafią sporo wypić, sztywnieją,  drętwieją, ozór  się plącze  ale nie padają  na glebę. Ja tylko raz  byłam z nim na jakiejś imprezie , czułam  się jak  w domu  wariatów bo nie piłam - wszak robiłam za  szofera i miałam szczerą chęć go  zatłuc. Jadąc  do  domu z okolicy Teatru  Wielkiego ze cztery razy go wyciągałam ze  samochodu  żeby  samochodu nie uświnił. Nawet mnie przepraszał, mówiąc, że  wszystko przez  to, że oprócz wódki  wypił jeden  kieliszek wina. Zostawiłam go koło placu  zabaw  na osiedlu i  chyba  spał na ławce, do  domu zaczął się dobijać około 6 rano i wpuściłam gada. Chyba  dobrze  wtedy  dostał  w kość bo z pół roku nie  łaził na  jakieś imprezy.  Kazik się zaśmiał cichutko  - nie  zorientowałaś się wtedy, że on trenuje do swego przyszłego miejsca pracy. Wiedziałam, że  się stara załapać na oddelegowanie, a że  chciałam dostać rozwód niejako automatycznie, to miałam jego eskapady w nosie. Byle mnie nie dotykał. Spaliśmy w dwóch różnych pokojach. Ja naprawdę potrafię być  super  niemiła, ty po prostu mnie  nie znasz od tej strony, bo nigdy  mi  nic  złego nie  zrobiłeś.  

Tak ze  zwykłego ludzkiego punktu widzenia to mi nawet żal jego matki, że go  szuka i  nie ma pojęcia gdzie on jest, ale patrząc przez pryzmat mojego z nim związku to mi przez  głowę przelatuje myśl : masz kobieto takiego syna  jakiego sobie sama wyhodowałaś. Oglądałam kiedyś w telewizorni wywiad z rosyjską lekarką,  która  powiedziała, że naród rosyjski dogorywa, że kończy  się, bo wszyscy chleją, nie  tylko mężczyźni, kobiety też, chociaż nieco  mniej. Poza tym ci  alkoholicy płodzą dzieci i mózgi  tych  dzieci są uszkodzone, nie  funkcjonują  prawidłowo.

A znajoma, która jeździła na Mazury, nie pamiętam nazwy tej wiochy, opowiadała, że  w dniu wypłaty kobiety nie  dają swym mężom drugiego śniadania do pracy, żeby się nachlali na pusty żołądek, to wtedy mniej pieniędzy z wypłaty przepiją. I w te  dni one  wychodziły im na przeciw, żeby "padniętym" zabrać pieniądze. Wygląda na to że i  u nas  nie jest najweselej w tej materii. 

No nie jest - w Nowym Dworze Anka w pięć minut miała  przyjaciół, a ja przyjaźniłem się  tylko z Jackiem, który jeśli wypije pół kieliszka wina to jest niemal cud.  Teresa roześmiała się - no to ja wychodzę na  alkoholiczkę - jestem w  stanie wypić jedną lampkę koniaku. 

Widziałem to twoje  picie- jedna mała  lampka   najdroższego w danej kawiarni koniaku, którą potrafisz pić przez  cały wieczór a na koniec i tak w lampce  zostają przynajmniej dwie łyżeczki owego płynu. I na dodatek potrafisz tak pić siedząc przy barze- biedny barman ciągle patrzy na zawartość twego kieliszka a tam ciągle niemal pełno. Ale się szczerzy do ciebie, bo zamówiłaś najdroższy koniak więc może  wreszcie wypijesz i  zamówisz następną lampkę. I jeszcze zagryzasz gorzką  czekoladą. Teresa chichotała  cicho, by  nie obudzić  dziecka.  No to powinien barman docenić, że  zamawiam najdroższy koniak a nie najtańszy. No co ja poradzę na to, że lubię dwa koniaki: Remy Martin i Martell i lubię je pomaleńku sączyć po ćwierć łyczka. I lubię jeszcze likier kawowy do kawy- łyk kawy i pół łyczka likieru. Wiem, moja kochana, wiem, tylko pierwszy raz lekko mi oczy wyszły z orbit. 

No ale zawsze gdy zamawiałam najdroższy koniak to sama za siebie płaciłam i  zupełnie  nie  rozumiem dlaczego faceci byli tym zdegustowani. Przecież dbałam o to, żeby nie  wydawali na mnie forsy. Powinni to docenić! Kazik chichotał w poduszkę. Gdy się już wyśmiał powiedział - no przecież po to cię zapraszali by błysnąć, że mają flotę na ten najdroższy koniak, a ty im wszystko psułaś i co najwyżej pozwalałaś im by płacili za kawę, bo nawet czekoladę sama u barmana płaciłaś. No ale w Baligrodzie to ty wszystko sam płaciłeś i jeszcze mi kupiłeś bez  mojej wiedzy tonę orzechów w  czekoladzie i płaciłeś za domek.  No i to, że mi pozwoliłaś łaskawie  zapłacić wlało mi nieco otuchy w serce. Do dziś się zastanawiam jak ja dałem radę po nieprzespanej nocy zrobić pętlę i jeszcze dojechać do Warszawy. Chyba mnie ten obiad uratował. Ten w Lapidarium , gdzie facetowi dałeś super napiwek bo mnie ochrzcił żoną? Tak, należało mu  się, był chyba  jasnowidzem. Zik, przytul mnie  mocno, tak bardzo  cię kocham! Wiem, a ja cię uwielbiam. Rano będziemy  nieprzytomni, ale weźmiemy małego do naszego łóżka i razem z nim podrzemiemy gdy wypije mleko.

Rano, o 7,00 Teresa zwlokła  się z łóżka, zrobiła dziecku mleko, potem zmieniła pampersa i razem z Alkiem i Dunią ułożyła  się koło Kazika, który dopiero teraz  się obudził. Przygarnął do siebie  Alka i Teresę, zapytał się czemu go  nie obudziła by  zrobił mleko, ale nie  doczekał się odpowiedzi i cała trójka  dalej spała.

                                                                       c.d.n.



czwartek, 30 marca 2023

Lek na wszystko?- 82

 Frankowi cały  czas nie  schodził z twarzy uśmiech od  chwili,  gdy  się  dowiedział, że zostanie tatą. Szkoda, że od  razu nie wiadomo jakiej płci będzie  dziecina - powiedział.  A myślisz, że inaczej się kocha swoje dziecko płci żeńskiej niż męskiej?- zapytał Kazik. Dbać trzeba tak  samo o to maleństwo    niezależnie od tego jakiej jest płci. Tak samo leją w pampersy dziewczynki  jak i  chłopcy, tak  samo  się  drą gdy im  coś dolega lub są głodni. I tak samo ci  serce  zmięknie gdy pierwszy raz  się do ciebie uśmiechnie  albo się do ciebie  przytuli. I gdy  będziesz  się dzieciaczkowi przyglądał gdy  śpi, to niezależnie od tego jakiej jest płci nie  zgadniesz co mu  się  śni.  A rozwój maleństwa  nie jest zbytnio uzależniony od jego płci, ale od  jakości opieki i ilości  mądrej troski obojga rodziców.  

Jeden z moich kolegów w pracy ma dziewczynkę, starszą od Alka o dwa  miesiące i konia  z rzędem temu, kto ją  widząc na  zdjęciu powie, że to dziewczynka. Włosków na główce ma  mniej niż Alek, jest przeraźliwie chuda i ci, którzy  nie  wiedzą, że Adam ma córkę mówią mu: "ależ ten twój synek jest chudy". Jego teściówka wpadła na pomysł, żeby zrobić małej  czapeczkę z wyszytym jej imieniem i był to "niewypał" bo w poczekalni u lekarza  któraś z mamuś - kretynek zapytała  się, czemu chłopczyk ma  czapeczkę z imieniem dziewczynki. Przecież gdybyś nie wiedział, że Alek jest chłopcem, to nawet teraz,  gdy on już ma od kilku dni dwa lata nie odgadłbyś jego płci, bo w kwestii kroju to ubranka  dziecięce są typu "unisex". 

Porozmawiaj z naszym tatą - dowiesz  się na pewno wielu ciekawych rzeczy na temat wychowania dzieci. Co do wyglądu Tesi nie masz zapewne żadnych zastrzeżeń, jest bardzo kobieca, ale gdybyś ją znał tylko z  wypowiedzi i sposobu myślenia zacząłbyś się zastanawiać jakiej jest płci. Na różne tematy  można  z nią pogadać jak z facetem. I wiele  rzeczy umie  sama naprawić - i  w domu i przy samochodzie. A kierowca  z niej super. Ja to bym nawet mógł jej oddać  stery w samolocie, tylko ona nie  chce latać. A ty nadal latasz? -  spytał Franek.  

Nie, już nie latam, uziemiła mnie miłość Tesi. I już  nie tęsknię za lataniem. Nie latam odkąd jesteśmy razem. Najzabawniejsze jest to, że pierwszy raz  zobaczyłem Tesię gdy ona miała poniżej roku, potem widywałem ją dość często, potem bardzo często, a do  dziś ona mnie zawsze czymś zaskoczy, co jakiś czas dociera do mojej  świadomości fakt, że jeszcze  wszystkiego o  niej nie  wiem. I jestem naprawdę dumny i  szczęśliwy, że mogę  z nią iść przez  życie. A gdyby się nam urodziła  dziewczynka  a nie chłopak też bym był szczęśliwy. I podjęliśmy decyzję, że poprzestaniemy na jednym dziecku, bo niestety jest duże prawdopodobieństwo, że przy kolejnym dziecku może wystąpić ten sam problem co przy Alku, czyli kolejny poród który będzie  musiał być rozwiązany chirurgicznie.

Kazik, mówisz o Teresie tak, jakbyś nadal  był w  niej śmiertelnie zakochany!- stwierdziła Joanna. To bardzo rzadko się zdarza. Jestem zaskoczona tym. 

Kazik uśmiechnął się - nadal jestem w  niej  zakochany i nie  wstydzę się do tego przyznać. Oboje z Tesią mamy  smętne doświadczenia z poprzednich związków a przez wiele lat łączyła nas przyjaźń. No a poza tym należę do  tych  niemodnych facetów, którzy długo się zastanawiają nim coś komuś obiecają a gdy obiecają to słowa  dotrzymują.

Hmmm- prychnęła  Joanna - niemodny  facet- a masz na  sobie super  modny pulowerek, włosy modnie ostrzyżone, zrobiony manicure. 

Kazik wzruszył ramionami - a co ma modny ciuch do moich niemodnych  dziś poglądów? Noszę to w  czym się podobam  własnej żonie. Poza tym zerknij na  naszego tatę - korzystamy obaj z usług tego samego fryzjera i tej  samej manikiurzystki, na  zakupy odzieżowe jeździmy razem  z Tesią. Weź poprawkę na  moją metrykę. Zresztą  nigdy  nie nosiłem dziurawych dżinsów i koszul w kratkę, nawet gdy byłem nastolatkiem. Spójrz na Pawła - jest ciut młodszy od Tesi, ale też nie  zobaczysz go w  dżinsach z dziurami, sterczącymi z nich nitkami i w przepoconej flanelowej koszuli w kratkę "ozdobionej" rozciągniętym bezrękawnikiem. Spójrz na własnego męża - widziałaś  go kiedykolwiek  w  stroju niechluja?  Bo ja  nie. I myślę, że na Djerbie to nawet kąpielówki miał modne, a poglądy Franka  znam i  są takie  same  jak  moje. Niemodne. Ale  chyba ci one pasują, skoro za niego wyszłaś i zdecydowałaś się na  dziecko.

Joanna chwilę milczała, a potem powiedziała- no właśnie.Pokochałam go choć nigdy przedtem nie chodziłam z jakimś "garniturowcem". Kazik uśmiechnął się - no to pamiętaj o tym, że go pokochałaś, nie zapominaj o tym gdy  ci  wejdzie  w  drogę ktoś w przechodzonych  dżinsach.

Paweł podniósł w górę dwa palce, jakby  był na lekcji w  szkole. Ja tylko chcę się zapytać,  skąd wiesz Kaziku, że nie  chodzę w podartych dżinsach i we flanelowej koszuli  w kratkę?  Kazik zaśmiał się - no bo wywiad  mi doniósł, że jesteś nietypowym informatykiem. Nie  zapominaj, że mam w Akademii sporo znajomych. A najbardziej się wszystkim podoba, że starasz  się  zawsze wytłumaczyć dlaczego coś nawaliło i robisz  to ponoć w  wielce przystępnej  formie.

Franek przysłuchiwał się wszystkiemu uważnie i powiedział - Paweł, a czy mógłbyś mi zostawić namiary na  siebie? Wystarczy mi twój numer telefonu. Coś mi chodzi po głowie. Wyciągnął z kieszeni swoją komórkę i powiedział - wpisz mi się tutaj z dopiskiem "informatyk".

Teresa zerknęła na  zegarek i powiedziała- mam wrażenie, że powinniśmy już wracać do chaty, bo jeszcze  trochę a mały przytuli  się  do  Duni i  zaśnie. Posiadanie   dziecka  ma tę  wadę, że nie  da  się prowadzić nieregularnego  trybu życia.   No nie  wiem,  czy  Dunia  ci odda  dziecko, bardzo się sobie  spodobali, chyba będziesz musiała  z nią pertraktować - powiedział Franek. Odda, to mądra sunia- powiedziała Teresa i poszła usiąść na psiej kanapie.

Dunia dała Teresie brzuszek do merdania, Teresa z kolei mówiła  suni, że jest pięknym  i bardzo  kochanym pieskiem, potem powiedziała  małemu, że ma teraz  iść  do taty, bo tata ubierze go w kombinezonik  i pojadą razem z tatą i dziadkiem do  domu a drugim samochodem pojadą też  do  domu wujek Jacek i Pawełek. Gdy mały zszedł z psiej kanapy Teresa  nadal jeszcze  merdała  psicę, tym razem po mordce i uszkach. Potem poinformowała  sunię, że teraz już koniec pieszczot i trzeba  wracać do Warszawy. Franek, który bał się, że sunia będzie protestować podszedł i powiedział suni, że teraz idą  do ogrodu, a goście pojadą  do swojego domu. A żeby suni nie było smutno, to do ogrodu wyszedł razem z nią ojciec Franka.

Joanna patrzyła  się na Teresę i Franka jak na parę wariatów, w końcu palnęła- nie rozumiem, co  wy  się tak cackacie  z tą  suką- pies  ma  się  słuchać i  tyle. Teresa objęła  ją i powiedziała jej do ucha - bo my z Frankiem  mamy zwyczaj szanować  cudze uczucia, nawet  wtedy ten ktoś jest  tylko psem. Bo wtedy jest  szansa na dogadanie  się. Ucz się tego, jeśli chcesz być w życiu  szczęśliwa.  No i dbaj o  siebie, nosisz w  sobie  skarb. W ogrodzie, tuż przed wejściem  do samochodu Teresa objęła Dunię i mocno  do siebie przytuliła jej sporą i piękną mordkę. 

Tata tym razem jechał samochodem z Jackiem i Pawłem, bo  chcieli dokończyć zaczętą dyskusję. W czasie drogi powrotnej Kazik powiedział - szkoda mi trochę Franka, bo Joanna jakoś mało się ucywilizowała i nieco odstaje intelektualnie od  niego. No  ale zapewne ma inne walory - orzekła Teresa. Franek nie  wygląda mi na zgnębionego stanem intelektu swej żony. Nie każdy chce  mieć żonę, której nie jest łatwo zaimponować. Poza  tym Joanna dba o dom i o swego teścia. Nie każda żona dba o swego teścia. My Ziku jesteśmy nietypowi - znamy  się  "od  zawsze" i wiemy o  sobie  wzajemnie bardzo  dużo, dla nas  seks jest tylko dopełnieniem tego wszystkiego co nas łączy, a dla niektórych podstawą egzystencji i lekiem na  wszystkie problemy, nawet te zawodowe. Ale sunię to ma Franek prześliczną! Nareszcie się ogród bardzo przyda. Widziałeś minę Alka  gdy zobaczył te  kurczęta? Był  zafascynowany- coś  mi  się widzi, że będziemy częstymi gośćmi w ZOO.  A te króliki to jakieś zagłodzone były - stwierdził Kazik, No bo one jeszcze strasznie młode, dopiero mają miesiąc. Poza  tym  coś mi się widzi, że jest kilka  ras królików i są ich przynajmniej trzy wielkości. Pamiętam, że u którejś z moich koleżanek były króliki, no ale tamte to były  jakieś duże. No a w sklepie zoologicznym to widziałam z kolei króliki miniaturowe i były niewiele  większe od  tych, choć już chyba dorosłe. Przeraża  mnie  to, że człowiek pożera króliki a na dzikie króliki to poluje. Opowiadała mi babka, która wyszła za mąż za Włocha, że na wsi u jej teściów to zawsze w niedzielę był królik na obiad i wcale nie  była tym zachwycona. I-podobno- zawsze jej włoska teściowa sprawdzała kostki obojczykowe czy aby nie kupiła  kota zamiast królika- bo  w smaku ponoć takie same, ale kość obojczyka u jednego zwierzaka jest zakończona  szpiczasto a u drugiego okrągła. Mało nie zwymiotowałam drugiego śniadania gdy  mi to opowiadała.

No przecież z czegoś się  wzięło powiedzenie "człowiek  nie świnia i zeżre wszystko" - stwierdził Kazik. Na kursie pilotażu poznałem faceta, który kilka lat był w Australii i znów  się tam wybierał. On studiował etnografię i w tejże  Australii i interesował się tubylcami. Nawet jakiś czas obozował z nimi, bo poznawał ich życie  codzienne. I wtedy starał się jeść to samo co oni - np. larwy jakiegoś owada. I ze  zdziwieniem stwierdził, że te larwy były jadalne i smakiem przypominały jajka kurze ugotowane na twardo. Po jego opowieściach  z miesiąc  nie jadłem jajek na twardo. I nie  dziwię  się, że opowieści o konsumpcji królików ewentualnie  przez pomyłkę kotów  wywołały u  ciebie taką  reakcję. Ja też  bym pewnie tak zareagował gdybym  aktualnie  coś jadł.

Fajna jest ta  sunia Franka, bardzo mi  się spodobała- stwierdziła  Teresa. No ale żeby  mieć psa to trzeba jednak mieć  dom z ogrodem. Duża jest, ale szalenie łagodna i pieszczocha z niej. Uszy to ma takie jak z najdelikatniejszego aksamitu. I ma śliczne oczy - dwa idealnie okrągłe bursztyny. Pierwszy raz widziałam psa  tej  rasy - nawet o  niej nigdy nie  słyszałam. Joanna twierdzi, że to  spadek po jakimś naszym dyplomacie, który ją kupił w Danii w jakiejś dobrej  hodowli i gdy  tylko tu wrócił to zaraz  wziął i umarł na  zawał, a wdowa nie  miała ochoty hodować w  Warszawie takiego wielkiego psa i oddała  szczenię za darmo. Odnoszę wrażenie, że Joanna jest nieco zazdrosna o  sunię, ale oficjalnie właścicielem suki jest ojciec Franka, który marzył o  dużym psie, więc go teraz  ma.  Na  wszelki  wypadek na  spacery poza teren ogrodu to Franek chodzi razem z ojcem. Bo  sunia wybrała sobie  jego na  właściciela. Słucha  się tylko Franka a nie jego ojca,  a Joannę to  wręcz lekceważy. Ale  na  szczęście to  sunia bardzo lubi  ogród, a Franek odgrodził kawałek ogrodu i sunia tam się załatwia, a  Franek regularnie po  niej sprząta a Joannę złość trzęsie. Pewnie u  niej podpadłam bo nie  dość, że suka pozwoliła  Alkowi wejść na  swoje posłanie, to jeszcze dała mi brzuszek do  miziania. A na odchodne  powiedziałam jej, że Franek i  ja szanujemy cudze uczucia i to nawet  wtedy, gdy ten ktoś jest  tylko psem, więc jeśli chce  być w życiu szczęśliwa to powinna się tego szybko nauczyć. Pewnie  mnie  znienawidzi.

 Gdy  dojechali do dom Kazików to do samochodu Jacka i Pawła podszedł Kazik i  powiedział- no to wysiadać i chodźcie teraz  do nas na kolację. Jutro jeszcze  Paweł nie idzie do pracy, to możemy sobie trochę posiedzieć. Zjemy  kolację, Alek pójdzie  spać i możemy  sobie  w coś zagrać. Oczywiście propozycja została  przyjęta  entuzjastycznie przez obu panów i......Alka.

                                                                           c.d.n.