środa, 3 marca 2021

Wszystko jest....8

Badanie kontrolne Julity wypadło dobrze. Zgodnie z  prośbą Andrzeja Jacek wypytał ją odnośnie  planów rozrodczych bo latka lecą i właściwie to albo teraz/ zaraz ciąża i dziecko albo nigdy. Jacku, mój przyszywany bracie- ja chyba jestem nienormalna, ale wcale nie marzy mi się jakieś niemowlę i o tym to Andrzej wie, bo już mu mówiłam. Trochę mnie to martwi ze względu na niego, bo podejrzewam, że może tylko ze względu na mój stan zdrowia  mówi, że nie chce dziecka. Podobno każdy facet chce mieć syna, więc może on też?

Jacek zaczął się śmiać, w końcu wykrztusił- kocham was oboje, jesteście niesamowici. Bo jeszcze nie spotkałem takiej pary jak wy - każde z was niesamowicie  troszczy się o to  drugie, gotowe  zrezygnować ze swoich poglądów, priorytetów a nawet marzeń. Po pierwsze Jacek ma dziecko i cały czas na  nie łoży, o czym wiesz. Ale wcale mu to ojcostwo nie leżało od początku i nadal nie  leży. On chyba by nie zniósł faktu, że ktoś inny, nawet wasze dziecko w jakiś sposób zabiera mu ciebie, twoją uwagę, czas, deformuje ciało ciążą, naraża życie porodem. I to o czym powiem, nie dotyczy akurat twego stanu  zdrowia- życie ludzkie jest jednocześnie kruche i niesamowicie uparte. Zawsze mnie to, jako lekarza, dziwi. Chodzą w ciąży w stu procentach zdrowe kobiety a zdarza się, że rodzą dziecko z ciężkimi wadami albo wykrwawiają się  przy porodzie, albo poród jest taki, że dziecko go nie przetrzymuje. I na żadnym etapie nie było błędu z punktu widzenia medycyny. 

Jesteś dla niego jak powietrze, jak światło, jak woda, jak pokarm. I ja mu zazdroszczę takiego uczucia. I tego, że  jesteś dla niego tak ważna. Nie znam drugiej takiej pary. A gdy czasem zdarzało mi się słyszeć, że jakaś para funkcjonuje tak jak wy to nie wierzyłem, uważałem to za bajki. A teraz własnym oczom nie wierzę, ale tak naprawdę to mnie to zachwyca. Zawód lekarza otwiera nam oczy na wiele spraw i powiem ci, że w moim odczuciu życie jest jak dobrze skomponowana gra komputerowa i każdy z nas ma tu swoją rolę do odegrania. Wiem, to dziwnie brzmi w ustach lekarza, ale już sporo dziwnych rzeczy w życiu widziałem. A tak a propos posiadania dziecka- wolałbym córeczkę, miniaturkę kobiety, którą bym naprawdę kochał.

A co do twego stanu zdrowia -prowadź się tak jak teraz, dbaj głównie o to, byś nie miała ropnych infekcji gardła, migdałków, zatok. Twoja zastawka jakoś się nieźle trzyma i na razie nie grozi ci operacja. Po prostu chuchaj i dmuchaj na swoje zdrowie. A podejrzewam, że jesteś też pod  stałą obserwacją Andrzeja.

Powiedz mi, ale tak szczerze, co myślisz o Sylwii? Bo nie bardzo wiem czy bardziej jej zależy na mnie czy na tym, że mam te "dr med." przed nazwiskiem a w przychodni wciąż pełno pacjentów, dobre zarobki i prestiż. Litości, przecież ja jej prawie nie znam- widziałam ją dopiero dwa razy i to w okolicznościach niecodziennych, bo jakby nie było nie co dzień się jest na ślubie lub przyjątku z powodu doktoratu. Poza tym najistotniejsze jest jak ty ją oceniasz, w jakiej roli byś ją obsadził w filmie "życie codzienne Jacka". Bo że w roli kochanki to wiem, ale poprzymierzaj ją też do innych ról - np. roli powierniczki sekretów, doradcy w różnych sprawach, pocieszycielki w razie utraty pracy, lub  zawodu gdy leczony przez ciebie pacjent jednak umrze, a nawet do roli czułej pielęgniarki gdy zachorujesz- bo lekarze też chorują czasami. Wiesz , my z Andrzejem znamy się od  pętaka, widzieliśmy się już w tylu różnych okolicznościach, że głowa mała.  I byliśmy dla siebie pierwsi łącznie z inicjacją a mimo tego ja wyszłam za innego faceta, a on się dwa razy żenił. I może dlatego teraz tak nam jakoś dobrze idzie? Bo wiemy co można stracić gdy się nie zadba o tego partnera. Może naprawdę życie to jakaś gra komputerowa i wszyscy  gramy jakieś role i pomimo braku jakiegoś widocznego reżysera gramy role, które ktoś dla nas przeznaczył, bo mają nas czegoś nauczyć.  Mój pierwszy mąż był zewnętrznie szalenie podobny do Andrzeja, był Włochem, tokował czarująco i poleciałam za nim, zwłaszcza, że w tym czasie  jakoś mnie Andrzej olał, na próżno czekałam na telefony od niego, więc w pewnym sensie strzeliłam  bezmyślnie  focha. A on wtedy zdawał na medycynę, ale mi o tym nie mówił. I po kilku latach przyszła nauczka- nie ekscytuj się opakowaniem, zaglądnij wpierw do środka, bo to zawartość pudełka jest ważna, nie jego wygląd. I popatrz, nie szukając Andrzeja wpadłam na niego - pewnie po to by mu udowodnić, że wyro to nie wszystko, bo na początku tego odnalezienia się łóżka nie było, choć nocował u mnie. Jacek wpatrywał się  w Julitę z pewnym napięciem - wiesz, ostatnio zaczynam pomału wierzyć w reinkarnację, w to, że wciąż tu wracamy, a ty mi opowiadasz właśnie takie rzeczy. Dziwny przypadek, jak dla mnie. Ktoś  dawno już stwierdził, że życie  składa się z przypadków, ... nie dokończyła bo do gabinetu wpadł Andrzej, przepraszając, że dopiero teraz dotarł, ale mu nawalił samochód. Ucałowawszy wpierw Julitę przywitał się z Jackiem i z ulgą przyjął wiadomość, że zdrowie Julity jest naprawdę w niezłym stanie, zastawka funkcjonuje lepiej niż dotąd co wykazało Echo a  poza tym zdaniem Jacka to bardzo mądra dziewczyna i właśnie odkrył, że na wiele spraw mają takie samo spojrzenie. Na przykład na to, że najwyższy czas by kupić wreszcie nowy samochód, ze śmiechem odpowiedziała Julita. Noo, to pojadę z wami na to kupowanie wprosił się Jacek. Chcecie  używany? Nie, nie. Nowy, tylko jeszcze nie wiemy jaki, ale może być jakiś  "japończyk", może Subaru a może Toyota? A co zrobiłeś z samochodem? Pomoc drogowa odholowała go do warsztatu , już myślałem, że gady nie przyjadą. A kiedy chcecie jechać do salonu?- Jacek robił pospiesznie klar na pokładzie swego gabinetu. Teraz, zaraz, stwierdziła  Julita. Dziś wybierzemy,  jutro wpłacimy pieniądze, a potem się będziemy użerać w Wydziale Komunikacji  na Wiktorskiej- by zarejestrować.  Pojechali Jacka  samochodem do salonu Toyoty na Mokotowie. Model i kolor, wybrała Julita "pod siebie", bo, jak się śmiała- przecież to ona raz do roku będzie wozić  Andrzeja gdy ten wypije aż cały kieliszek wina. Wybrała mało pożądany  wśród złodziei kolor "nijaki" czyli ani biały ani popielaty i po kilku przymiarkach zdecydowała się na nieco mniejszą corollę, by na co dzień Andrzej nie woził zbyt dużo powietrza. A na wyjazdy dla nich dwojga taka  wielkość samochodu była wystarczająca. Dopiero teraz Julita doceniła jak świetnie udało się jej sprzedać Lancię i jak dobrze, że wtedy przepuściła gotówkę przez znajomy kantor.

Ponieważ Jacek obiecał, że ich jeszcze odwiezie do domu, to "za karę" został skazany na obiad ugotowany przez Julitę. Stwierdził, że jeśli idzie o niego to on mógłby być codziennie tak karany, bo tak zrobionego mięsa to jeszcze nie  jadł. Było delikatne a jednocześnie nie  mdłe. Julita się śmiała bo mięso to był zwyczajny filet z indyka, tyle tylko, że przed usmażeniem odpowiednio zabejcowany w miodzie i musztardzie. No to ja w takim razie nim się z którąś z panienek ożenię, to przyślę ją do ciebie na przeszkolenie. A  po jednym szkoleniu dziewczę powie, że już się jej odechciało być z tobą- śmiała się Julita.

No a co z tym urlopem- dopytywał się Andrzej. Bo ja urlop tegoroczny jeszcze mam, ale muszę wcześniej  zgłosić od kiedy, żeby sobie zastępstwo w przychodni  zorganizowali. W naszej nie musisz, bo to będzie wyjazd szkoleniowy, to tylko w swojej. To będzie  fajny wyjazd, bo będzie można za frajer wziąć "osobę towarzyszącą". A kto to organizuje, Instytut? No coś ty, jakaś firma  farmaceutyczna. To już jest po sezonie turystycznym, więc żeby się hotele nie  marnowały to miejsca  za niższe ceny wykupują różne firmy i za  grosze organizują szkolenia. A żeby załapać chętnych osoba towarzysząca (żona albo "nieżona") załapują się za samą obecność na liście. Szkolenie jest z samego rana, 2 godzinki, w porywach 3 a potem ruja i poróbstwo. Dotarło do mnie, że w tym czasie może to być Costa Brava.

Teraz nie ma tam upałów, a w ciągu dnia z reguły jest około 21-22 stopnie. Taka temperatura w sam raz na zwiedzanie. A jeśli wybiorą miejscowość stosunkowo bliską Barcelony to będziemy mieć super wyjazd. Noclegi i wyżywienie za darmo, tylko wycieczki będą nas kosztowały. Wypożyczymy tam samochód i będziemy zwiedzać. Przelot też za darmo? Andrzej wyraźnie nie mógł się nadziwić, że się komukolwiek  taka impreza opłaca. Wbrew pozorom się opłaca- tłumaczył Jacek-  hotel czy pensjonat bez gości tylko i wyłącznie generuje koszty. Popatrz- pojedziemy i na pewno zostawimy tam nieco pieniędzy, bo jakby na to nie spojrzeć to oprócz zapewnionych trzech posiłków dziennie coś tam sobie będziemy kupować dodatkowo- może owoce, może picie, może lody czy coś słodkiego. A może pójdziemy na jakąś dyskotekę, więc  bilety i coś do picia  w środku. Wypożyczymy samochód, znów im jakieś pieniądze wpadną do kasy bo przecież wydamy na wypożyczenie i paliwo. Nam się ta impreza też opłaca, bo spanie, przelot z Polski i wyżywienie dla nas i osoby towarzyszącej mamy za darmo. Byłem kiedyś na takim szkoleniu w Portugalii. Elegancja -Francja, tylko byłem  bez osoby towarzyszącej bośmy się tuż przed wyjazdem nieźle pokłócili. Dziewczyna była patologicznie zazdrosna. Odezwać się do nikogo nie mogłem bo zaraz zaczynała śledztwo, więc zerwałem znajomość i nie zdążyłem sobie  zorganizować innej. Ale i tak było fajnie. A z kim pojedziesz teraz? Zaproponowałem Sylwii, bo już ją znacie. Poza tym chcę ją trochę przetestować czy poza łóżkiem też do siebie pasujemy. A nie mieszkamy ze sobą, więc mi nieco danych  brakuje. Julita zrobiła poważną minę i powiedziała - no jasne, trzeba sprawdzić czy aby nie chrapie  w nocy albo nie wstaje  w nocy i nie wyżera z lodówki co lepszych wędlin albo nie lunatykuje wędrując do innych, mniej dociekliwych  panów.  Ja gdy miałam kilka lat notorycznie spadałam z łóżka w nocy więc albo mnie zastawiali krzesłami albo kładli na podłodze wzdłuż łóżka materac.

Jacek, przepraszam, że pytam- ty mieszkasz sam? Tak. No to ją przetestuj we własnym mieszkaniu, bo wyjazd jest również "niecodziennym wydarzeniem". Po prostu pomieszkaj z nią trochę, choćby tydzień. Wtedy będziesz mógł lepiej dziewczynę ocenić.Na wyjeździe nie ocenisz czy troszczy się o ciebie, bo na wyjeździe to pójdziecie  na gotowy posiłek. W domu to sprawdzisz czy ona  akceptuje twoje nawyki, np. budzenie się bladym świtem gdy nie idziecie do pracy lub spanie do południa  a  siedzenie do 2 w nocy bez celu. Na wyjeździe to musicie iść na np. na 8 na śniadanie. Ty też się  lepiej jej przyjrzysz wtedy.

Po prostu spędźcie jeden tydzień w domu, albo u ciebie, albo u niej. Zawsze inaczej każdy z nas funkcjonuje w domu a inaczej gdzieś na wczasach. Bywacie  w kinie, operze, w teatrze czy na koncertach? Albo na zawodach sportowych?To też dobre miejsce do obserwacji tej drugiej osoby. Po prostu zabieraj ją w różne miejsca. Jeśli spotkania ograniczasz tylko do tych związanych z seksem to wiele się o niej nie dowiesz a już na pewno nic o tym,  czy jej zależy na tobie czy na tym dr. med. i tym wszystkim co się z tym wiąże.

Jacek wpatrywał się w Julitę niczym sroka w gnat, a ona mówiła to wszystko cały czas bawiąc się ręką Andrzeja, gładząc jego palce, obrysowując swoimi palcami kształt jego ręki, przytulając jego dłoń do swego policzka.

A moglibyśmy się gdzieś wszyscy razem wybierać, np. w weekendy?-zapytał nagle Jacek. Moglibyśmy, ale gdy już sprawdzisz ją nieco w domu. Tyle tylko, że ja nie przepadam za siedzeniem w kinie a Andrzej za chodzeniem na potańcówki. I możemy gdzieś razem wyjeżdżać w plener -dodał Andrzej. Choćby na cały dzień do Nałęczowa. Polecasz ten Nałęczów pacjentom a chyba nigdy tam nie byłeś, prawda?

Jacek, a często się z nią widujesz -zapytała Julita i  zawiesiła na nim natarczywe spojrzenie. No niezbyt, bo mi czasu brak. No to znajdź ten czas jeśli naprawdę ci się dziewczyna podoba i czujesz do niej pociąg i sympatię. I może skonsumuj przed zgłoszeniem się na wyjazd, byś się potem na miejscu nie męczył przebywaniem w jednym pokoju  z kimś kto ci pod żadnym względem nie odpowiada. Skąd wiedziałaś- spytał cicho Jacek.  Bo moja żona jest genialna- udzielił mu odpowiedzi Andrzej.I zrób tak jak ci mówi.

                                                                           c.d.n.

P.S.

no to jade na godz. 10,00 zrobic porządek z prawym okiem. Lewe mam wzynaczone na 18,b,m,

Miłego czytania!

Wszystko jest......7

Po wyjściu pana Kazimierza Julita rzuciła w przestrzeń pytanie: i co teraz? Zjemy obiado- kolację i pójdziemy na spacer- stwierdził Andrzej. Z całą pewnością żółta willa jest dla nas dwojga zbyt duża. To ty będziesz musiała podjąć decyzję czy  chcesz byśmy mieszkali z twoimi rodzicami pod jednym dachem, jeśli oczywiście taka dziwna zamiana doszłaby do skutku. To dom dla dużej rodziny. I utrzymanie go będzie  naprawdę nieźle kosztować- niestety nie tylko forsy ale i nakładu pracy. 

Julita ciężko westchnęła- no właśnie, też tak pomyślałam. Poza tym to bardzo lubię to nasze mieszkanie. A jeśli  idzie o moich rodziców -  jak coś się zacznie źle dziać to wtedy będziemy działać. Myślę, że na razie niech wszystko idzie tak jak jest. Poza tym nie mamy żadnej gwarancji, że za kilka lat ktoś  nie przyczepiłby się do takiej zamiany mieszkania -sto sześć metrów bez dopłaty na ponad trzysta metrów. Bo na moje oko to tam chyba tyle jest, a nawet jeśli jest mniej, to przecież jest kwestia  całego tego kawałka ziemi, na której to jest.  I niezależnie od tego, z którymi rodzicami byśmy tam mieszkali, to trzeba by zrobić drugą łazienkę.  A gdy sobie pomyślałam ile by to było sprzątania to mnie aż strach obleciał. Na razie, jak sam mówisz poprawiło mi się, a ja już się nauczyłam kontrolować tempo wchodzenia na schody, nawet mnie to przestało męczyć. 

Ale zauważyłam, że koniecznie powinieneś iść do okulisty bo chyba coś się dzieje z twoim wzrokiem.  Z moim wzrokiem? O co chodzi,  czegoś nie zauważyłem? Nowej bluzki czy sukienki czy szpilek? O, to to zawsze zauważasz- ale mówisz, że jestem ładna a to nie jest prawda. Popatrz na to zdjęcie i podsunęła mu pod oczy swoje zdjęcie paszportowe. Andrzej zaczął się  śmiać- zawsze się zastanawiam jak oni mogą człowieka rozpoznać z tych zdjęć. Zobacz moje, wyglądam jakbym był przynajmniej Mulatem i to skazanym za rozbój bo akurat byłem wtedy opalony. 

Zatelefonuję jutro do pana Kazimierza i powiem mu o naszej decyzji. I doradzę, żeby dał ogłoszenie do agencji nieruchomości. Wtedy obfotografują chałupę od środka  i z zewnątrz i może znajdzie się ktoś chętny. Chodź na spacer, wezmę tę jego kartkę i włożę w tę plastikową koszulkę. Może ktoś się skusi.  Bo lokalizacja jest wszak dobra. 

Słoneczko, jutro jadę do pracy dopiero na  godzinę czternastą,  masz coś dla mnie do roboty w domu? Może  jakieś pranie wstawić? Nie, za mało jeszcze. Spacer nie za bardzo się im udał, bo zaczął padać deszcz. więc wrócili do domu. Słoneczko, a kto sypiał w tej służbówce? Tak zwana służąca, czyli przynieś, podaj, pozamiataj, ugotuj, pozmywaj. No ale to było  jeszcze przed wojną. Teraz do tego wszystkiego służą żony. A raz za karę ja tam spałam, tylko nie pamiętam co zrobiłam. I bardzo mi się podobało. A więc kara była całkiem chybiona, śmiał się Andrzej.

Julita stanęła przed lustrem, powykrzywiała się trochę sama do siebie i  zamarudziła- włosy mam za długie, coraz więcej tego szczotkowania, chyba je jednak zetnę na takie do ramion. Andrzej szybciutko odebrał jej szczotkę, posadził na krześle i zabrał się za  delikatne rozczesywanie a potem szczotkowanie. Kochanie, gdy je podetnę na takie do ramion, to nie będę musiała wstawać 20 minut wcześniej, żeby się rano uczesać. Skoro ty jutro idziesz na 14,00 to będziesz wracał około  20,00, to ja mogę  pójść do fryzjera. Zobaczysz, jak ładnie będę wyglądać. Do pracy będę się tak czesać jak kiedyś gdy jeszcze chodziłam do szkoły. Pamiętasz? Tylko zamiast związywać je wstążką  zepnę je klamrą. Nie pamiętam. Nie pamiętasz jak odkryłeś, że całowanie mnie w ucho powoduje, że się do  ciebie przytulam? Naprawdę? Muszę wypróbować czy to jeszcze działa-śmiał się Andrzej, który wszystko pamiętał co się wiązało z Julitą. 

Wszystko co robisz na mnie działa i to tak, że najchętniej spędziłabym z tobą w pozycji horyzontalnej na przeróżnych pieszczotach resztę swego życia. Aż się zastanawiam czy ten chirurg mi tam czegoś nie wszczepił, jakiejś odmiany damskiej wiagry.No wszczepił ci, dwie rureczki, które idealnie zarosły i ten fakt  bezkarności daje ci taką swobodę i chęć korzystania z seksu. Każdy psycholog ci to powie. 

Jeśli masz jeszcze jakiś  urlop, to moglibyśmy gdzieś pojechać. Jacek mi coś nadawał na ten temat. Jutro jestem w Instytucie, to może coś więcej mi powie. Urlopu to mam nawet chyba jeszcze ze dwa tygodnie. To tak jak ja, stwierdziła Julita. A on jedzie z tą, z którą był na naszym ślubie czy już ma następną? Nie wiem, mnie to obojętne, ja jadę z tobą. Dla mnie to mógłby nawet z facetem jechać. To jego broszka z kim jedzie i z kim sypia. Jacek nie wygląda na takiego co by jeździł z facetem. A ty, Słoneczko, myślisz, że to widać tak jak jakąś ułomność fizyczną? Pan Kazimierz jest gejem i co, widziałaś to? odczułaś?  Zwyczajny, bardzo inteligentny i kulturalny facet. A skąd wiesz? Kiedyś go spotkałem w Empiku, poszliśmy na kawę. To nie była rozmowa pacjenta z lekarzem, chociaż na tematy medyczne.

Fakt, nie przyszłoby mi to do głowy. Pewnie dlatego, że raz oglądałam paradę  gejów i naruszyła ona moje odczucia estetyczne. Nie uważam co prawda nagości za coś nieprzyzwoitego. Ale nie da się ukryć, że pomarszczone lub nadmiernie utuczone ciało osoby mocno wiekowej, obcej, nie budzi we mnie pozytywnych odczuć. Uwielbiam natomiast twoje  nagie ciało, choć nie da się ukryć, że od razu mam przeogromną ochotę na pieszczoty i dalsze konsekwencje. Ale ponieważ jesteśmy razem i  się kochamy, to wiem, że i za 20 lat będę je tak samo pozytywnie odbierać jak teraz.Widok obcych, starych, nagich ciał budzi we mnie smutek, że mija nasza uroda, że wszystko tak krótko trwa. 

Andrzej a co ty czujesz gdy masz wiekową pacjentkę? Przecież ja teraz a ja  w osiemnastym roku życia to cieleśnie dwie zupełnie dwie różne Julity. Co pomyślałeś gdy  tak stałam w gabinecie do połowy goła? Nie myślałem, tylko powtarzałem sobie w myśli- nie skompromituj się,   jest pacjentką, a tak naprawdę jedyne co miałem na myśli to żeby cię wycałować i przytulić. Otrzeźwiałem nieco, gdy posłuchałem jak ci serduszko się trzepocze. A nie pomyślałeś, że to może na twój widok tak we mnie trzepocze? Nie, bo to było takie "książkowe trzepotanie", które mnie przeraziło. A poza tym nie przesadzaj- ty 18 lat wcześniej a teraz to niemal żadna różnica, bo nie byłaś w ciąży, nie rodziłaś. Nadal jesteś niesamowicie atrakcyjna. Do kogo Słoneczko  dzwonisz? Do Ireny, że się jutro  spóźnię, że będę około południa.

Kilka dni później Andrzej dowiedział się, że za tydzień ma obronę pracy. Spojrzał na skład  Komisji i jęknął - no chyba mnie żywcem pogrzebią. Pokazał Jackowi skład komisji a ten się tylko roześmiał- przecież to jest towarzystwo wzajemnej adoracji- każdy z nich ma swoich doktorantów i w tym składzie zapewne  najczęściej się spotykają i na pewno się lubią albo wręcz przyjaźnią i nikt drugiemu doktoranta nie będzie utrącał. Poza tym napisałeś naprawdę dobrą i ciekawą pracę. Nie denerwuj się. Gdybyś kolego był do dupy, to nasz naczelny by ciebie do pracy nie wziął. I mogę się założyć, że już twój promotor zadbał, by wszyscy wiedzieli, że tu pracujesz. A jak na razie tu matołów nie ma. Może nie wszyscy są mili i w stu procentach kulturalni, ale fachowo są w porządku. Nie powiem, że lubię  chamów, ale jeśli cham wie i potrafi prawidłowo rozwiązać problem to mogę to przeżyć. Co nie znaczy, że stanę się jego przyjacielem.  A po obronie przywieź na  badania Julitę. Szkoda, że jest twoją  żoną, bo z wielką chęcią sam bym się z nią ożenił.Na razie nie spotkałem babki i do łóżka i do żeniaczki. Bo do łóżka znacznie łatwiej znaleźć -stwierdził Andrzej- śmiałeś się ze mnie a ja coś o tym wiem. Oboje z Julitą zaliczyliśmy przecież wpierw nieudane  związki.

O tobie to wiedziałem, ale o tym, że Julita też zaliczyła taką wpadkę- nie wiedziałem. No to teraz wiesz. Miała tak udane małżeństwo, że po pierwszej aborcji poleciała bez wiedzy męża na  laparotomię, bo albo by bez przerwy rodziła albo skrobała. No ale tego faktu to on nie wyrobił i wzięli rozwód, bo zdaniem Julity facetowi ubliżał fakt, że dziecko musiałoby być efektem in vitro.  A jak teraz ta sprawa u was wygląda?- przepraszam, że pytam, ale jako kardiolog twej żony chciałbym wiedzieć. Ja za żadnym dzieckiem nie tęsknię, Julita twierdzi  że też nie, ale jako jej kardiolog wybadaj tę sprawę. Nie mniej chirurg, który ją operował był dobry w swym fachu - skutecznie i bez powikłań, jajniki nadal prawidłowo działają, tylko jajowody w100% niedrożne.  A kto u nas był taki odważny? Nie u nas, ona wtedy żyła w innym kraju. Andrzej, ty ją chyba ogromnie kochasz?! Bez chyba - jest dla mnie wszystkim. Ale my się znamy od dziecka, a tak dokładnie od pierwszej klasy szkoły podstawowej. Jackowi z lekka szczęka opadła a potem z pełną powagą powiedział- zazdroszczę ci, naprawdę. I od dziś będę na nią spoglądał jak na własną siostrę, która wyszła za mąż za mego najlepszego przyjaciela.

Zgodnie z przewidywaniem Jacka obrona pracy doktorskiej poszła jak  kaszka manna z malinami - padły raptem dwa pytania, drugie chyba tylko po to, by każdy z członków komisji mógł dla zdrowia otworzyć usta i mówiąc przewentylować swe płuca. I tym sposobem musiał Andrzej zmienić swą pieczątkę.

Julita z tej okazji zarządziła małe przyjątko- zaprosili Jacka z "kim chce przyjść" i rodziców Julity. Nieco niezwykły  był tort- prostokątny z czekoladową polewą, na której była skopiowana jego nowa pieczątka, ale ponieważ cukiernik miał spory problem ze zrobieniem jej w postaci jadalnej była zrobiona z bezpiecznego dla kontaktu z  żywnością tworzywa i przed krojeniem tortu wylądowała na specjalnej podstawce obok.  Potem Julita umieściła ja na stałe nad biurkiem Andrzeja. Jacek przyszedł z Sylwią, która towarzyszyła mu na ślubie Julity i Andrzeja.

Spędzili za stołem kilka godzin, czas płynął szybko, a Jacek i Andrzej opowiadali przeróżne śmieszne historie z życia medyków. A Andrzej opowiedział o tym, jak to nagle odkrył, że jego pacjentką na rejonie jest jego pierwsza miłość. 

Po południu tego dnia przesłał swym rodzicom zeskanowaną swoją pieczątkę. I wiadomość, że doktor Andrzej R. wraz z małżonką raczej nie przylecą jednak do Nowej Zelandii, ale oczekują rodziców u siebie.

                                                                             c.d.n.


wtorek, 2 marca 2021

Wszystko jest.....6

Idąc  po schodach  na trzecie piętro Julita pomyślała - wyszłam za mąż za anioła albo za świętego Franciszka! Nie dość, że ma do mnie cierpliwość to jeszcze niemal do wszystkich ludzi. Szła tak zamyślona, że niewiele  brakowało a weszła by na strych.Andrzej przypatrywał się jej, ale nic nie mówił, a gdy wróciła niemal z połowy piętra tylko ją mocno przytulił. Gdy weszli do mieszkania zaczął całować jej oczy, w których  czaiły się łzy. Wtulona w  jego ramiona wyszeptała- uwielbiam cię! Poprawię się! Słoneczko Kochane, ale tobie nie wolno przytyć- zaśmiał się Andrzej.Masz być taka jaka jesteś, pod każdym względem.

Gdy siedzieli przy zrobionej przez Andrzeja herbacie i drobnych ciasteczkach "wymodzonych" przez Julitę Andrzej "odgrzebał" temat mieszkania z rodzicami. Tłumaczył Julicie, że wie, że niemodne  stało się mieszkanie ze starymi rodzicami, ale nie  wszystko co jest niemodne jest złe. On sam się zastanawia nad tym, jak będzie z jego rodzicami- tak naprawdę to wolałby gdyby mieszkali też w Warszawie a nie na Wyspie Północnej w Nowej Zelandii. I pomyślał, że gdyby mieli taką willę, to albo rodzice jej, albo jego mogliby z nimi mieszkać. Bo mało osób  ( z władzami włącznie) zdaje sobie sprawę z tego, że ludzie to jednak stworzenia stadne i to wykluczenie z tego życia stadnego poprzez izolację, brak kontaktów rodzinnych źle wpływa na kondycję ludzi starych. Bo człowiek to takie bydlę, które lubi być potrzebne innym,  a gdy zorientuje się, że jest nikomu niepotrzebne trzy razy częściej choruje, wpada w depresję i żadne medykamenty tego nie zmienią. I to nie idzie o opiekę w sensie fizycznym, choć z czasem każdy wymaga pewnej dawki pomocy, ale idzie o zachowanie więzi emocjonalnej. I on byłby najszczęśliwszy gdyby jego rodzice wrócili do kraju i gdyby wszystkie trzy rodziny mogły mieszkać w jednym dużym  budynku, każda rodzina  miałaby swoją część ale byłaby też część wspólna, by zawsze czuli tę bliskość. Oczywiście, zawsze trzeba na początku włożyć nieco pracy w to, żeby to wszystko poukładać i w mieście jest to trudne, bo nie łatwo znaleźć taki duży dom. A na razie to on zatelefonuje w sprawie tej willi - bo teraz to nawet nie ma czego rozpatrywać. Ale ja nie umiem , a właściwie nie lubię zajmować się ogrodem- wyjęczała Julita. Ja też nie, ale to zajęcie w sam raz dla naszych rodziców- stwierdził Andrzej. Wiesz kłopoty z dzieleniem domu z rodzicami wynikają głównie z tego, że na początku żadna ze stron nie zadaje sobie trudu ustalenia podziału  na  nasze, wasze, wspólne i to na każdej płaszczyźnie - powierzchni, obowiązków, finansów.  Popatrz Słoneczko- my się siebie wzajemnie ciągle o coś pytamy, staramy się wciąż zgłębiać wzajemnie nasze upodobania i osobiście nie widzę problemu by potem pytać twą mamę lub tatę co im się w moim działaniu podoba lub nie. Nie sądzę by moi rodzice kiedykolwiek wrócili do Polski na stałe- zbyt długo żyli poza krajem, ojciec tam prowadzi interesy. My raczej tam nie osiądziemy, bo musiałbym robić nostryfikację dyplomu, uczyć się  nowych procedur, jakiś czas nie pracować, zgłębiać język. I nie ciągnie mnie do Maorysów, choć chętnie  mogę obejrzeć film o  nich. Powiedziałaś, że wszędzie za mną pójdziesz, no to na razie chodź ze mną podrzemać, tylko wpierw  tam zatelefonuję. I umówię nas na jutro czy też inny termin.

Bardzo długo nikt nie odbierał telefonu i już Andrzej miał odłożyć słuchawkę, gdy wreszcie usłyszał "halo?". Przedstawił się z imienia i nazwiska, powiedział, że telefonuje w sprawie willi, bo chciałby móc ją zobaczyć wewnątrz a potem by ją obejrzał fachowiec i ocenił jej stan techniczny, bo to jest jednak  stary budynek. Starczy, męski głos po drugiej stronie  zapytał -  "przepraszam, czy to pan doktor R.?". Tak, to ja, odparł zdziwiony Andrzej. Aaaa, to  dobrze. A może w takim razie ja bym się z panem doktorem spotkał  tam jutro około godziny piętnastej, jeśli to nie jest dla pana doktora godzina obiadowa? Nie to nie jest dla mnie godzina obiadowa. Będę u pana wraz z żoną. No świetnie, w takim razie do zobaczenia jutro, odpowiedział starszy pan i odłożył słuchawkę. Andrzej przez moment stał jeszcze ze słuchawką w ręce, w końcu ja odłożył i powiedział- Słoneczko Kochane, dzieje się coś dziwnego - ten człowiek mnie skądś zna, ale nie mam pojęcia skąd. Wpadniemy tam jutro o piętnastej. 

A teraz chodź, utulimy się trochę. Ciągle mi ciebie mało - szkoda, że nie mogę cię wziąć ze sobą do kieszeni byś była calutki czas ze mną. Wiesz co, ja to nawet do plecaka bym się jednak nie zmieściła- śmiała się Julita. Wtulona w niego spokojnie zasnęła a Andrzej przyglądał się jej żałując, że tyle lat byli daleko od siebie. Ale widocznie tak miało być - najważniejsze, że teraz są razem, że leki, które jej zaordynował spełniają swoje zadanie, że arytmia jej nie prześladuje. Cholera - skarcił w myślach sam siebie- zachowuję się niczym kwoka lub pierworódka na widok swego niemowlaka, wykazuję zupełny brak profesjonalizmu. Mam żal do siebie, że bywałem z innymi. I jak dobrze, że ten jej Mauricio to był taki głąb... i z tą myślą usnął z wtuloną w niego Julitą. I byli chyba oboje dość zmęczeni, bo obudzili się niemal w porze kolacji.

Następnego dnia już  10 minut przed czasem byli pod willą, a równo o umówionej godzinie Andrzej  wcisnął przycisk dzwonka - w chwilę potem zza domu wyszedł starszy mężczyzna. Już z daleka Andrzej rozpoznał w nim jednego ze swych dawnych pacjentów ze swego byłego rejonu. Och, to pan Kazimierz- poinformował Julitę Andrzej - jeden z milszych moich pacjentów z tego rejonu. Bardzo  sympatyczny i zdyscyplinowany pacjent. I inteligentny. Pan Kazimierz długo potrząsał ręką Andrzeja, z atencją cmoknął w rękę Julitę i poprosił ich do środka. Wejście do willi było z innej strony, ale nim weszli pan Kazimierz pokazał im willę ze strony niewidocznej od wejścia do ogrodu. To była naprawdę duża willa i miał rację Andrzej, że z powodzeniem  mogły tu mieszkać dwie spore  rodziny, o ile zgodziłyby się na jeden, wspólny salon. Willa była podłączona do miejskich mediów, był doprowadzony gaz i ogrzewanie z elektrociepłowni. Powiem panu co prawdopodobnie trzeba tu zrobić i to szybko - to dach. Jak  państwo widzą, dach jest płaski. Trzeba po prostu sprawdzić dach i rynny- co prawda jeszcze nie są zatkane, ale w ubiegłym roku nie miałem już siły by dopilnować tego wszystkiego. A raz do roku trzeba to jednak robić. Na szczęście nim wymyślili, że wszystkie drzewa są własnością miasta i trzeba  prosić o zezwolenie na wycięcie każdego drzewa, udało mi się usunąć z posesji trzy drzewa, które mi śmieciły do rynien. Może ja teraz państwa oprowadzę?- zaproponował. Oczywiście, zgodził się Andrzej- pan tu rządzi, panie  Kazimierzu. No to zaczniemy od piwnicy - ta willa wybudowana była w 1938 roku, a   tuż przed wojną wzmocniono strop w piwnicy i w czasie bombardowań służyła mojej rodzinie za schron. Mój ojciec dobrze wyczuł, że jednak będzie wojna. Piwnica była sucha i ciągnęła się niemal pod całym budynkiem. 

Na parterze była olbrzymia kuchnia, która miała pięć wąskich wysokich okien, rozdzielonych niezbyt szerokimi ścianami. Wzdłuż całej ściany ciągnął się całkiem niezły ciąg kuchenny, w który był wkomponowany dwukomorowy zlewozmywak, kuchenka  gazowa z piekarnikiem, stojące szafki kuchenne a na ścianach pomiędzy oknami były szafki wiszące. Na środku stał nieduży stół, ale pan  Kazimierz powiedział, że kiedyś stał tu stół na osiem osób, a ściana pomiędzy kuchnią a przedpokojem jest składana, a właściwie przesuwana. Bo to jest proszę państwa dzieło mojego stryja, który tę willę sam projektował, był architektem. Oczywiście meble nie są przedwojenne, gdy wyzwalali Warszawę poszły wyzwolicielom na podpałkę. My tu mieszkaliśmy do momentu aż nas stąd wyrzucono po Powstaniu. A po wyzwoleniu resztę czule rozkradli  polscy szabrownicy. Ojciec wrócił tu w marcu 1945 roku i ze swym bratem bronili przed rozkradaniem cegieł z muru okalającego ogród. 

Wyszli do przedpokoju, rozdzielającego dom na dwie części- były tu szafy w ścianie a pomiędzy nimi wejście do  bardzo dużego salonu, oraz do łazienki gościnnej, jak określił pan Kazimierz. Z salonu można było wyjść na ogród, przestrzeń przed drzwiami pełniła też funkcję tarasu, podłoże w tym miejscu było wyłożone płytkami. Schody na piętro były obok  drzwi wejściowych. Na piętrze były trzy pokoje po północnej stronie willi, nazwane sypialniami oraz dwa pokoje po stronie południowej. Z każdego pokoju po stronie południowej można było wyjść na balkon. Zgodnie z projektem była to z początku oszklona weranda, którą po wojnie zmieniono na  balkon. Pomiędzy dwiema sypialniami (po stronie północnej) była przesuwana ścianka, którą można było bez większego problemu skasować.Na końcu korytarza była duża łazienka a w miejscu niegdyś stojącej tu wanny była zainstalowana duża, wygodna kabina prysznicowa.WC było wydzielone. Wg planów przestrzeń w ogrodzie nie miała wcale być tylko i wyłącznie trawnikiem. Miał tu jeszcze stanąć garaż, z którego wyjście miało się łączyć drugimi drzwiami z wejściem do willi. Była nawet w murze brama wjazdowa prowadząca do obecnie nieistniejącego  garażu ewentualnie wiaty garażowej. No i co państwo sadzą o tej mojej ruince?

Julita wzięła głęboki oddech i powiedziała - nawet  pan nie podejrzewa czym było dla mnie obejrzenie tej willi - bo ja od dziecka mieszkam w pobliżu, w budynku który też cudem ocalał w czasie wojny  i tylko nadal nosi ślady po pociskach, to ten biały budynek pomiędzy Kielecką a Opoczyńską, ten dom z wykuszami. Zresztą nadal tam mieszkam, tyle że teraz z mężem. Gdy byłam dzieckiem marzyłam, żeby w tej willi mieszkać, ogromnie mi się podobała. I nadal mi się podoba. Ale mam tę świadomość, że za nasze trzypokojowe mieszkanie nie kupimy tej willi. Może gdybyśmy sprzedali nasze  mieszkanie i domek moich rodziców na osiedlu domków niemal w Warszawie  to może byśmy udźwignęli nabycie tej willi finansowo. Ale i tak jestem szczęśliwa, że mogłam zobaczyć obiekt swych marzeń. To naprawdę piękna willa w stylu modernistycznym.

Pan Kazimierz wpatrywał się uważnie w Julitę i powiedział- zainteresowało mnie to państwa mieszkanie. Nie chciałbym się z tej dzielnicy przeprowadzać, od dawna szukam jakiegoś mieszkania tutaj a ta lokalizacja mi odpowiada. Ale ono jest na trzecim piętrze -  z żalem w głosie powiedziała Julita. A mieszka się teraz miło, bo drzewa po obu stronach ulicy się bardzo rozrosły, pamiętam nawet gdy je sadzili. No i wiadomo, że już nic przed oknami tam nie wykombinują, bo jest szkoła a obok przedszkole. 

Coś mi chodzi po głowie - a czy moglibyście mi państwo to swoje mieszkanie pokazać? Oczywiście- kiedy tylko pan zechce- odpowiedziała Julita, a Andrzej przytaknął. A gdybym zechciał teraz? Oczywiście, może być i teraz.

No to tylko wszystko pozamykam. Wyszli do ogrodu i stali przyglądając się willi.  Na twarzy Julity błąkał się melancholijny uśmiech, bo w myślach żegnała się z obiektem swych marzeń z lat gdy była jeszcze w szkole.

W pięć minut od przekręcenia klucza w kłódce łańcucha mocującego dodatkowo bramę wejściową stanęli przed bramą domu, w którym Julita mieszkała "od  zawsze" ( z małą przerwą na pobyt we Włoszech).

Każdy kto wchodził do tego budynku zachwycał się klatką schodową- hol miał ściany z marmuru, schody były bardzo wygodne, miały szerokie i niezbyt wysokie stopnie. Na każdym piętrze były po trzy mieszkania- dwa trzypokojowe a pomiędzy nimi kawalerki. Wszystkie drzwi tego budynku były z litego drewna, robione na "wysoki połysk". Pan Kazimierz, świeżutki niczym szczypiorek na wiosnę dotarł na trzecie piętro. Andrzej zachwycił się jego kondycją - a bo ja po górach i to wysokich chodziłem do sześćdziesiątki, potem to już tylko po Tatrach - wyjaśnił pan  Kazimierz.

Mieszkanie Julitki, jego rozkład, parkiety, łazienka, kuchnia - zachwyciły pana Kazimierza- dwa pokoje  od strony południowej miały między sobą przeszklone drzwi. Do jednego z nich można był dodatkowo wejść przez mały przedpokój, prowadzący do łazienki. W tym przedpokoju była szafa ubraniowa w ścianie, nad nią był pojemny pawlacz. Pokój po stronie północnej miał balkon wychodzący na podwórze.

Kuchnia miała pod oknem jeszcze przedwojenny blat, pod nim trzy bardzo pojemne szafki i kuriozum w postaci wyciąganej spod  blatu....stolnicy. Obok tego  blatu była pojemna  szafka, też jeszcze sprzed wojny, szafka od sufitu do podłogi. Na przeciwko okna był firmowo wbudowany kredens. I była tu jeszcze jedna rzecz- z kuchni wchodziło się do tzw. służbówki- maleńkiego pokoiku, w którym była  szafa w ścianie, stało  pojedyncze  łóżko i malutki wąski stolik , a pod pojedynczym na szerokość oknem był kaloryfer. Pomiędzy "północnym pokojem" a kuchnią był maleńki przedpokoik z szafami w ścianie, a nad nim był pawlacz z dostępem od kuchni. Poza tym pokój "północny" miał jeszcze jedną parę  oszklonych drzwi wychodzących  na duży przedpokój, w dużym przedpokoju było też oddzielne WC. Przy drzwiach wejściowych do mieszkania była wnęka na  wieszaki i szafki z licznikami. Budynek był wykończony tuż przed wybuchem wojny a kiedyś w tym mieszkaniu mieszkali dziadkowie Julity. I zamieszkali tu już w czasie okupacji, gdy Niemcy wyrzucili ich z mieszkania w okolicy  placu Unii. Wszystkie drzwi były tu z drewna a nie ze sklejki.  Pan Kazimierz był zachwycony i nie bardzo rozumiał, dlaczego oni chcą się stąd wyprowadzić. Bo dla niego jest to piękne mieszkanie i na tyle cenne, że mógłby się z nimi zamienić  dając w zamian swą willę i wcale by się nie czuł poszkodowany.

Wtedy dopiero Andrzej powiedział, że po prostu po licznych anginach serce Julity szwankuje i grozi jej operacja, więc trzeba ją odwlec w czasie. I dlatego szukają innego mieszkania. O Boże, to smutne! Ale ja , panie doktorze, mówię zupełnie poważnie o takiej zamianie. Oczywiście jestem za tym, by pan koniecznie wezwał jakiegoś rzeczoznawcę do oceny stanu technicznego tej willi, pod względem prawnym jest wszystko legalnie moje. Musimy tylko pokombinować z jakimś przytomnym prawnikiem, żeby się urząd skarbowy nie czepnął takiej zamiany. Ale to wszystko jest do załatwienia, nawet orzeczenie, że willa jest w totalnej ruinie a teren  jest trzęsawiskiem. Wie pan, Polak potrafi. Ale jak starannie było to mieszkanie użytkowane, nic nie jest zniszczone!

No to na razie i państwo i ja musimy się z tym wszystkim "przespać". Gdy będzie pan chciał przyjść z własnym rzeczoznawcą to proszę zatelefonować - przyjadę i udostępnię willę. I na razie nie dam ogłoszenia, że jest na sprzedaż.

                                                                                 c.d.n.


 

poniedziałek, 1 marca 2021

Wszystko jest....5

 Załatwianie spraw nowych dokumentów zaczęła od wizyty u fotografa - gdy zobaczyła swoje zdjęcie paszportowe nie wiedziała czy się śmiać czy płakać i zapytała się fotografki czy to aby naprawdę ona jest na tych zdjęciach. Przyszło jej na myśl, że chyba Andrzej ma jakąś poważną wadę wzroku, jeżeli ożenił się z nią i twierdzi że ona jest śliczna. Złożenie dokumentów na wystawienie nowego dowodu osobistego zajęło zaledwie godzinę, ale oczekiwanie na  nowy dokument to były bite dwa tygodnie. Gdy jęknęła, że długo, pani w okienku warknęła- kiedyś czekało się w skrajnym przypadku  sześć tygodni. Pomyślała, że gdyby firma, w której ona pracuje miała takich "warczących pracowników" szybko by splajtowała.

Z przyjemnością odnotowała fakt, że w swoich obu  bankach może upoważnić Andrzeja jeszcze nim otrzyma nowy dowód, wystarczał nr jego dowodu osobistego. Andrzej z kolei skorygował w banku swój adres domowy.To samo było u notariusza. Zameldowanie Andrzeja  w jej mieszkaniu też przeszło bezboleśnie, wystarczył akt ślubu. W administracji budynku okazało się, że jedna z pań była pacjentką Andrzeja gdy pracował na tym rejonie i nie mogła się wręcz nachwalić jaki to z niego był  "dobry, sumienny lekarz", życzliwy dla każdego pacjenta niezależnie od jego wieku i płci. I że pani lekarka, która po nim ma ten rejon wcale miła nie jest, a wydawałoby się, że jako kobieta powinna być serdeczna dla pacjentów. A na końcu padła pochwała urody "pana doktora", na co Julita odpowiedziała - no fakt, niezły, ale znam ładniejszych od niego. Oczywiście miała na myśli swego byłego męża. 

Wyszła z administracji nieco zamyślona - może ona  znając Andrzeja tyle lat nie dostrzegała w pełni jego urody? Chociaż.......zawsze zazdrościła mu tych jego długich, gęstych rzęs. Zawsze się zastanawiała na co chłopakowi takie piękne rzęsy?Przywołała w pamięci obraz Mauricia - był chyba ładniejszy od Andrzeja, na pewno lepiej "podrywał" i na początku sprawiał wrażenie, że może  dla niej zrobić wszystko, no ale potem okazało się, że  to "wszystko" to w gruncie rzeczy niewiele. No ale Andrzej gdy ją "podrywał" to byli jeszcze dziećmi, w końcu mieli wtedy tylko po czternaście lat. Na wspomnienie owego podrywania nieomal roześmiała się w głos, bo podrywanie wyglądało tak, że "podrywający" pytał się obiektu swego podrywu, czy będą ze  sobą chodzić. A to "chodzenie" to były wspólne wyprawy do najbliższego kina, koniecznie upolowanie biletu w ostatnim rzędzie, wpierw tylko trzymanie się  za ręce, a potem przytulanie i w końcu całowanie się. Potem  wieczorne spacery, ćwiczenie całowania się i obejmowania w trakcie chodzenia. Potem dochodziły słowne zapewnienia o dozgonnej miłości, odkrywanie  manualne kształtu piersi.  W okresie liceum, gdy już  hormony w nich buzowały uważali się tylko za parę przyjaciół, a wszystkie przytulanki, całowanie  się niemal do utraty tchu było dla nich czymś tak normalnym i oczywistym jak oddychanie. A ich "prywatny bal maturalny"? - był dla nich konsekwencją tej "przyjaźni". Dobrze, że mieli oboje na tyle "oleju w głowie" by z inicjacją zaczekać do chwili ukończenia  osiemnastu lat, a Andrzej przytomnie odwiedził kilka księgarni i zakupił "mądre książki" oraz odwiedził kilka aptek zakupując tyle prezerwatyw,  że mógłby je rozdawać kolegom będącym w potrzebie. Gdy pokazał Julicie ile ich  kupił z trudem powstrzymała się od śmiechu.

Gdy powiedziała w pracy, że wychodzi za mąż i zapytana jak długo zna swego męża wyjaśniła, że właściwie to od  czternastego roku życia jedna z koleżanek orzekła - ty chyba jesteś zboczona, to jakbyś wyszła za mąż za własnego brata.  A druga z koleżanek, która wiedziała, że to  kolejne małżeństwo Julity stwierdziła - "i dobrze robi , przynajmniej dobrze go zna". Drugiego człowieka wcale nie jest łatwo rozgryźć nawet po roku czy dwóch znajomości. Gdyby tak było nie byłoby tylu rozwodów. Przypatrz się Litce ( w pracy skracano jej imię) - zrobiła się spokojna i łagodna, widać, że jest po prostu  szczęśliwa z tym facetem.

Tymczasem facet, z którym była szczęśliwa, miał dziś mało pacjentów bo to był piątek więc nieco wcześniej wrócił do domu i niecierpliwie wyczekiwał jej powrotu. Mieli pojechać do jednego z salonów samochodowych by obejrzeć i ewentualnie wybrać dla siebie jakiś samochód. Wszak na koncie mieli pieniądze ze sprzedaży lancii. Andrzej nadal miał nadzieję, że uda mu się namówić Julitę na kupno samochodu dla niej a Julita z kolei miała nadzieję, że mu to wyperswaduje. Objechali kilka salonów samochodowych i dopiero mieli mętlik w głowie. Postanowili w domu obejrzeć zgromadzone prospekty i notatki, wspomóc się jeszcze opiniami znajomych i za tydzień "coś kupić". Julita nadal twierdziła, że nie ma najmniejszego sensu by kupować dla niej samochód, bo jeśli musi coś załatwić służbowo w terenie to zawsze  zawiezie ją jakiś służbowy samochód i wtedy ona nie ma zmartwienia  z parkowaniem. Zakupy robią najczęściej  razem a jeśli robi je sama to kupuje tylko rzeczy lekkie i pilnuje by siatka nie była ciężka. Nie ma zadatków na zawodniczkę w podnoszeniu ciężarów. Samochód dla nich powinien być wygodny i trwały , nie wymagający co trzy lata  zmiany jak 126p.  Tym razem wchodząc do kamienicy   przypomnieli sobie o skrzynce  na listy - jakiś geniusz umieścił ją przy wyjściu z budynku na podwórko, więc zawsze jakoś umykało im zaglądanie do niej. Znów była pełna listów. Gdy szli na górę ,Andrzej który pilnował by przypadkiem Julita nie szła szybko po schodach stwierdził, że chyba powinni zmienić mieszkanie, bo w tym budynku nie ma szans na dobudowanie windy, choć w wielu budynkach udaje się ta sztuka. Trzeba popatrzeć, bo może są jakieś  mieszkania "warte grzechu" - przecież tyle się ostatnio buduje w Warszawie nowych osiedli, tylko oni się tym nie interesowali, a chyba powinni.Ciągle wpadają mu w oczy ogłoszenia o sprzedaży mieszkań w nowo wybudowanych domach. Po obiedzie Andrzej przypomniał sobie  o listach wyciągniętych ze skrzynki. Oczywiście było sporo różnych reklam, w tym reklama  mieszkań w nowym osiedlu, które wciąż jeszcze powstawało, ale wiele budynków już było oddanych do użytku. Wśród korespondencji były też dwa listy z ich banku i list od rodziców Andrzeja, adresowany do obojga. Julita wpierw otworzyła list z banku dotyczący zapewne jej konta. List zawierał wyciąg z jej konta i informację, że następne wyciągi z konta będą wystawiane tylko na życzenie, co oznaczało, że trzeba będzie tyłek do banku ruszyć w tym celu. Nim zmęłła w ustach niepochlebną opinię o tym fakcie zerknęła na  wyciąg i zdębiała- miała o dwa tysiące dolarów na koncie więcej niż poprzednio- "ktoś" wpłacił tę kwotę na jej konto. Jeeeju- jęknęła- ktoś się pomylił i wpłacił forsę na moje konto, zobacz - i podała Andrzejowi wyciąg. Zerknął na  numer wpłacającego i powiedział - no wyraźnie się ktoś pomylił, powinno być  drugie tyle. Szybko  rozerwał kopertę adresowaną do siebie i powiedział- no skandal, u mnie też pomyłka w sumie, tylko dwa tysiące. Słoneczko Kochane, dostaliśmy te pieniądze od moich rodziców, ale to dopiero pierwsza rata. Widocznie był powód, żeby nie przesyłać więcej za jednym podejściem. Nie zapominaj, że mieszkamy w dziwnym kraju. Uznali cię za córkę. Moje poprzednie małżeństwa nie były aprobowane- nie przesłali pieniędzy ani dla mnie  ani tym bardziej dla moich byłych. 

Andrzej, po co prosiłeś rodziców o pieniądze?! To co mamy przecież nam wystarczy! Coś ty do nich napisał? Była wyraźnie zdenerwowana i Andrzej szybko ją objął i zaczął uspokajać. Słoneczko Kochane, nie prosiłem rodziców o żadne pieniądze, ja im tylko napisałem o tym jaka jesteś i jak cię kocham. Gdy pisałem o poprzednich nigdy nie pisałem, że je kocham. Trudno pisać o tym, czego się właściwie nie czuje. No to po co się z nimi żeniłeś? Odpowiedz mi- Julita była bliska płaczu. Bo w tym kraju życie "na kocią łapę" jest zbyt trudne na co dzień. Ale ty to  zupełnie inna sprawa- ciebie kocham- tak samo jak wtedy gdy brałem cię po raz pierwszy. Za każdym razem dziękuję losowi, że się odnaleźliśmy, że mogę cię pieścić, całować, tulić, patrzeć na ciebie, być blisko. Być ciągle z tobą.

Napięcie spowodowane tą sytuacją wywołało u  Julity potok łez, ale były to dobre  łzy, wielkiego wzruszenia, łagodzące napięcie. Tuląc Julitę do siebie ukradkiem podsłuchał jak bije jej serduszko, ale ono biło spokojnie, równo, jakby wcale nie miewało arytmii. Podał Julicie chusteczki i obejmując ją wyciągnął ze stosiku poczty jeszcze jedną kopertę -list od swojej mamy i nim go przeczytał podał Julicie. Słusznie podejrzewał Andrzej, że dostali tylko część tego co mają dostać, że rodzice przyślą dla nich zaproszenie do Nowej Zelandii i bilet "open", ważny rok.Zaproszenie dotrze do nich, bilet do LOT, do PTA, a następna wpłata za dwa miesiące na ich konta. To będzie znacznie lepsze niż  podróż rodziców do Polski. Będą musieli przejść przez pewne szczepienia, ale lista długa nie jest, a że czasem się zmienia to trzeba się skontaktować z ambasadą NZ na co aktualnie mają się zaszczepić. I niech pamiętają, że w czasie gdy w Polsce jest lato tu jest zima. Ale upałów to tu nie ma, zwłaszcza na Wyspie  Południowej. Tym razem były do listu dołączone zdjęcia rodziców i ich domek w Auckland, które jest na Wyspie  Północnej. Poza tym mama Andrzeja dziękowała Julicie, że pokochała Andrzeja, że pomimo jego dwóch nieprzemyślanych związków zdecydowała się być z nim i że czeka na chwilę gdy będzie mogła ją uściskać. Nie brakowało też napomnień, żeby Andrzej dbał o Julitkę i nim podejmą decyzję o przyjeździe  do Auckland skonsultował z dobrym fachowcem, czy to nie będzie dla Julitki zbyt wielkie obciążenie, bo nie ma problemu by to rodzice przyjechali do Polski i wszyscy razem pobyli przez  miesiąc w jakimś miłym, przyjaznym dla Julitki miejscu w Europie. I ten fragment listu najbardziej się Andrzejowi spodobał. 

Na razie miał przed sobą obronę swej pracy,  miał zacząć pracę w nowym miejscu a lecieć w drugi koniec świata tylko na miesiąc było mało sensowne. Słoneczko Kochane, moja mama całkowicie cię adoptowała, skoro doszła do wniosku, że dla twojego dobra oni są skłonni przylecieć do Europy. Kilkunastogodzinna podróż samolotem, nawet z jakąś przerwą na międzylądowanie  czy z przesiadką na pewno będzie zbyt męcząca dla  ciebie. Poza tym my żyjemy tu i teraz i w tym okresie życia trudno mi sobie wyobrazić nagłą przerwę w pracy by zwiedzić Nową Zelandię, skoro już się tam jest. Myślę, że jeśli kiedyś będziemy chcieli stąd wyjechać na stałe to jednak nie porzucimy Europy. Julita wpatrywała się w swego męża jak kot w księżyc i cichutko powiedziała - kocham cię, pójdę za tobą wszędzie gdzie zechcesz.

Postanowili, że w weekend pojeżdżą po mieście by pooglądać nowo powstające osiedla mieszkaniowe jak i te niedawno zasiedlone.

Wieczorem zaczęli spisywać swoje wymagania względem przyszłego mieszkania. Minimum - dwie sypialnie i pokój dzienny, najlepiej 3 sypialnie i pokój dzienny. Jeśli wyższy budynek to koniecznie musi być winda. Lokalizacja - i tu był niejaki problem, bo pracowali w różnych częściach miasta, które niemal zawsze w godzinach pracy było zakorkowane w centrum, a w godzinach dojazdów do pracy i powrotów z reguły zakorkowane były arterie  w czterech kierunkach. Metro było w tym czasie "w powijakach" ryto, kopano i usiłowano wzbudzić entuzjazm dla tej inwestycji. Najczęstsza reklama nowych budynków mieszkalnych zawierała informacje w rodzaju " tuż obok linii metra", a tych linii metra to jak na razie była w budowie jedna, co  niewiele pomagało zatkanemu miastu, bo trzeba pamiętać, że do Warszawy przyjeżdżali codziennie do pracy również mieszkańcy miejscowości leżących do 100 km od stolicy.

"Wycieczka" objazdowa po  nowo budowanych osiedlach wielce ich rozczarowała. Zwiedzili nawet "okazowe mieszkanie" na osiedlu "Miasteczko Wilanów". Nie podobało im  się samo osiedle, budynki ni to miejskie ni wiejskie,  a mieszkanie jakieś mocno wydumane- teoretycznie były to 3 pokoje z kuchnią i łazienką, ale dla nich pokój to było pomieszczenie posiadające drzwi, tu były pokoje pootwierane na siebie, a jedyne drzwi, które spełniałyby te funkcje to byłyby drzwi garażowe. A więc Miasteczko Wilanów- skreślone. Pojechali dalej, bo któraś z koleżanek Julity napalała się bardzo na osiedle domków jednorodzinnych  pomiędzy Powsinem a Konstancinem. Odpadło w przedbiegach. Na ogrodzonym murem terenie stało wiele domków- Andrzej zerknął w tę stronę i powiedział- zobacz, niemal obóz koncentracyjny. Wyobrażasz sobie co się tu musi dziać rano, gdy do Warszawy tą jedną nitką jadą wszyscy z Konstancina i Jeziornej w stronę centrum? Popatrz, nawet  teraz jest ciasno. Odpada. Nieco zawiedzeni wrócili do domu. Gdy zaparkowali na podwórku Andrzej  zaproponował by się jeszcze przeszli kawałek. Doszli do żółtej willi, która się kiedyś marzyła Julicie  jako miejsce  do mieszkania. Posesja była ogrodzona z jednej strony wysokim murem, z trzech stron murem o wiele niższym a na nim była mocowana siatka, z której ktoś niedawno zerwał winobluszcz.  Na furtce wisiała kartka z bloku rysunkowego w plastikowej koszulce, a na niej napis - na sprzedaż i podany numer telefonu. Andrzej stanął jak wryty- Słoneczko, widzisz to samo co ja? Widzę i co z tego. Ziemia się tu liczy a nie chałupa. A ziemia tu jest droga jak piorun. Ale popatrz, ta willa jest naprawdę fajna, kupić lub nie kupić ale popatrzeć można.Masz coś do pisania? Nie mam. Nie szkodzi- Andrzej wykazywał jakieś niezdrowe podniecenie- sięgnął poprzez metalowe  sztachetki i  wyjął z plastikowej koszulki kartkę z numerem telefonu. Zadzwonimy, a ja potem odniosę tę kartkę z powrotem, jeśli się okaże, że nie ma o czym rozmawiać. Zobacz jaki tu jest piękny taras na tym pięterku, pod nim to pomieszczenie to być może salon, popatrz, ma pięć okien. To modernistyczna willa. Andrzej, ale nas nie stać na taki luksusowy domek. I tyle trawnika  dookoła. Chodź Słoneczko do domu, zatelefonujemy pod ten numer. To warszawski numer a nie  z Honolulu. To jest spory dom, mogą tu mieszkać dwie rodziny, np. my i twoi rodzice. Masz fajnych rodziców. Lubię ich. Oni  za jakiś czas nie będą już mogli mieszkać tam gdzie teraz, a lepiej jest mieć oko na kogoś kto mieszka blisko niż na sporą odległość. Jeśli tu są podciągnięte wszystkie  media miejskie to warto się tym zainteresować. Patrz na nich jak na starszych przyjaciół a nie jak na rodziców którzy wiecznie ci czegoś zabraniali. Odkąd dorosłaś i wyszłaś za mąż jesteś dla nich równorzędnym partnerem, tylko musisz to egzekwować w łagodny sposób, to się przyzwyczają.

                                                                             c.d.n.

Wszystko jest....4

 Kolejne kontrolne badania Julity wykazały, że nie ma pogorszenia, co zdaniem dr Jacka było bardzo dobrą wiadomością i jak na razie żadna interwencja chirurgiczna nie jest potrzebna. Ale nadal Julita  musi być pod szczególnym nadzorem- żadnych więcej stanów zapalnych  typu angina,  ropne zapalenie migdałów lub zatok. Umiarkowany  wysiłek fizyczny, nie  bieganie, ale spacery, dbałość o dostateczną ilość snu, do diety włączenie prawdziwego miodu, czosnku wyhodowanego we własnej skrzynce na oknie, picie  soku z granatów, unikanie stresów.  Gdy powiedziała rodzicom o swych problemach zdrowotnych oboje stwierdzili, że szczęście w nieszczęściu to fakt, że jest z Andrzejem.

Termin  ślubu Julita uzależniła od terminu zakończenia przez Andrzeja pisania pracy. Nie chciała by go sprawy ślubu rozpraszały i dobrze wiedziała, że teraz Andrzej przyłoży się, by jak najszybciej skończyć pisanie i dać promotorowi pracę do czytania. W czasie gdy profesor będzie będzie się zagłębiał w dość obszerną pracę swego doktoranta, ów doktorant spokojnie zdąży wziąć  ślub, bo jakby na to nie spojrzeć oboje już mają w tym względzie doświadczenie. Julita się śmiała, że każde z nich może powiedzieć: "ooo, ślub to pestka, nie raz  brałem/ brałam". Oboje byli szczęśliwi, że zdrowie Julity nie uległo pogorszeniu a Julita cały czas powtarzała Andrzejowi, że to tylko i wyłącznie zasługa Andrzeja, bo jej  jest z nim przeogromnie  dobrze pod każdym względem. Andrzej zamienił  pracę w przychodni państwowej na pracę w przychodni prywatnej, a od nowego roku miał pracować w Instytucie Kardiologii. 

Lancia została sprzedana za całkiem niezłe pieniądze i Julita chciała, by za nie kupić nowy samochód dla Andrzeja, a jego citroena sprzedać jak najszybciej bo za rok to pójdzie za połowę tego co teraz. Ona  tak naprawdę samochodu nie potrzebuje - pracowała w samym centrum miasta, miała dobry dojazd komunikacją miejską. Pieniądze zamienią na twardą walutę i wpłacą na swe dolarowe konta  bankowe. Co prawda Andrzej coś tam usiłował  mówić, że nie po połowie a wszystko na konto Julity, ale chyba  zapomniał, że to wielce  uparta osoba. Świadkiem Andrzeja miał być Jacek a na swego świadka Julita wymyśliła własnego ojca. Przyjęcie z tej okazji zaplanowali w restauracji. Mama Julity coś przebąkiwała o zaproszeniu kilku osób z rodziny, ale Julita ostro zaprotestowała. Stwierdziła, że jeśli mamie chce się spotkania  z rodziną to niech sobie tę rodzinę zaprosi do siebie. 

 Ślub miał się odbyć w dzielnicowym Urzędzie w trzecią sobotę września o godz.12,30. Uśmieli się z Andrzejem, bo gdy szli składać dokumenty Andrzej powiedział- no, do trzech razy sztuka.Wyraźnie przesuwam się na południe - Żoliborz, Śródmieście a teraz Mokotów. A Julita dodała- młody jeszcze jesteś, jak tak dalej ciągle będziesz się żenił to będziesz mógł napisać przewodnik po warszawskich urzędach stanu cywilnego. Ale ja ci w tym nie pomogę, nie licz na to. Nie dam ci rozwodu. Słoneczko Kochane, ja co prawda  całkowicie głupieję przy tobie, ale nie do tego stopnia by wziąć  z tobą rozwód, nie jestem typem samobójcy. Niestety już się od ciebie uzależniłem. Ooo, ucieszyła się Julita- to pójdziemy razem na kurację odwykową, bo ja się uzależniłam od ciebie. Nim weszli do  USC  musieli się wpierw porządnie wyśmiać.

Jak powszechnie wiadomo ślub cywilny trwa krótko, uroczystość z gatunku zerowych. Ku wielkiemu zdziwieniu rodziców Julity oboje nie chcieli obrączek. Zamiast obrączek zamówili dwie srebrne identyczne bransoletki zapinane, tym samym dopasowane do wymiarów ich przegubów. Były to dwa płaskie owale  łączone w czterech miejscach kwadracikami. Na jednym owalu był wygrawerowany napis Andrzej i pod spodem data ślubu, na  drugiej bransolecie był grawerunek Julita i pod spodem data ślubu. A te bransoletki założyli sobie wzajemnie gdy już podpisali akt ślubu. Mina pani za biurkiem - nie do opisania. To takie małżeńskie kajdanki wyjaśnił Andrzej. Urzędniczka zaprezentowała niesamowity wytrzeszcz oczu- niczym u pekińczyka.  A pocałunek małżeński trwał tyle, że Jacek szepnął - przestań , będzie  niedotleniona!   Gdy się Andrzej  oderwał od ust już żony odszepnął-nie ma obaw, cały czas oddychała  noskiem, czuwałem. Gdy wyszli z urzędu Julita wreszcie  mogła się spokojnie wyśmiać.  Ona i towarzysząca Jackowi dziewczyna zataczały się ze śmiechu. Oczywiście Jacek przedstawiając sobie obie panie powiedział o Julicie,  że jest jego siostrą cioteczną. 

Do restauracji gdzie był zamówiony obiad pojechali w trzy samochody. Gdy wysiedli z  samochodów mama zatrzymała na moment Julitę i spytała- czy mnie się wydawało, że on powiedział, że jesteś jego siostrą cioteczną? No bo na potrzeby  mojego serca jestem- powiedziała cichutko Julita. Mama energicznie pokiwała głową - rozumiem, rozumiem, choć tak naprawdę niewiele  rozumiała.

Ponieważ obiad był prezentem od rodziców jedzenia było na pułk wojska. Stół był naprawdę ładnie udekorowany i był nawet zamówiony pianista który grał przez cały czas trwania posiłku. Przystawki były  na zimno i na ciepło. Andrzej ogarnął wzrokiem stół - w porządku wszystko możesz jeść, menu konsultowali ze mną. Ustalmy tylko które z nas wypije wino a które potem będzie prowadzić samochód. Ja mogę prowadzić, stwierdziła Julita. Zupełnie  nie mam ochoty na  wino. Za to mam ochotę na ciebie- nieustającą.

Schylając się pod stół Andrzej wymamrotał- coś czuję, że Jacek będzie  prowadził- jeśli tak to znaczy, że to jego nowa zdobycz. I rzeczywiście Jacek moczył tylko usta w winie, jego towarzyszka wypiła nawet sporo. Nie można powiedzieć, że Andrzej pił - przez cały czas wypił może pół kieliszka wina. Za to całkiem sporo jadł.  Nie da się ukryć, że jedzenia było stanowczo za wiele, ale kierownik sali zarządził, by popakowano to co zostało. Popakowano w styropianowe pudełka wyłożone pergaminem. Julita z kolei zarządziła, by każdy wziął to co mu odpowiada. Na zbyciu były też 2 butelki wina,  jeszcze nie otwarte, więc jedna powędrowała do Jacka, druga do rodziców podobnie jak dwie połówki różnych tortów.

Na parkingu przy wyjeździe tata zaproponował by może  "wszystkie dzieci pojechały"  teraz do nich, ale mama błysnęła: daj spokój Tadziu, przecież  teraz  pojadą do siebie skonsumować związek. A tatuś powiedział - no jasne, mieszkają ze sobą niemal rok i dopiero dziś skonsumują. Chyba za dużo wina  wypiłaś. I był to najlepszy dowcip roku, bo mama zupełnie nie wiedziała dlaczego reszta  skręca się ze śmiechu.

Jacek wykazał się w tym dniu wielką przytomnością umysłu bo miał ze sobą mały aparat cyfrowy i zrobił nieco zdjęć w  Urzędzie w trakcie ślubu i w restauracji.

W drodze do domu zgodnie z planem prowadziła Julita, która na parkingu zmieniła swoje szpilki na  mokasyny. Operacja zmiany butów przebiegła tak szybko, że się nawet Andrzej nie zorientował i gdy włączyła silnik zapytał: a ty będziesz prowadziła w tych  szpilkach?  Kochanie, nim się mnie następnym  razem czepniesz to wpierw sprawdź co mam na nogach. Wysokie szpilki się niszczą w samochodzie. Jadę w mokasynach. Andrzej zerknął na jej nogi i przeprosił. Cały czas pilnie patrzył na drogę, na licznik samochodu i gdy dojechali pod dom stwierdził, że nie miał pojęcia o tym, że Julita jest takim dobrym kierowcą. Niech cię to nie dziwi - jeździłam przecież we Włoszech, a tam raczej jeżdżą po wariacku a nie miałam ani jednej stłuczki lub wypadku.

Po powrocie do domu pośmiali się z miny pani urzędniczki, gdy Andrzej powiedział, że to są kajdanki małżeńskie. Wiesz, miałem ochotę powiedzieć kobiecie, żeby poszła na  badanie tarczycy, bo ona ma chyba Basedowa. Taki wytrzeszcz oczu nie jest normalny. No to dobrze, że się powstrzymałeś- stwierdziła Julita. 

Gdy Julita szykowała dla nich kolację ktoś zadzwonił do drzwi. Julita, która była bliżej drzwi otworzyła je - posłaniec przyniósł dwa dość spore pudełka, więc poprosiła Andrzeja by  pokwitował i odebrał od niego.

Okazało się, że oba pudełka są z Pewexu, a nadawcą byli rodzice Andrzeja. Jedno pudełko to były pomarańcze, w drugim czekolady i inne łakocie dobrych zagranicznych firm, kawa, kakao, pitna czekolada.. Kochanie, weź kluczyki i zejdź do skrzynki na listy- od kilku dni już tam nie zaglądałam, może jest jakiś list, no ale skąd by znali mój adres? Ode mnie, moje  Słoneczko. Podałem im. Bo z moimi starymi nigdy nie wiadomo- potrafią nagle przylecieć niczym czarownica na miotle. W kilka minut później przyszedł z kilkoma kopertami, w tym dwie były od jego rodziców. Jedna adresowana do nich obojga,  druga tylko do niego. W kopercie adresowanej do obojga była bardzo ładna karta z życzeniami z okazji ślubu. W kopercie adresowanej do Andrzeja oboje rodzice wyrażali w liście  nadzieję, że tym razem wreszcie  trafił na kobietę swego życia a wszystko co napisał o Julicie napawa ich wielkim optymizmem. Tu następowało uświadamianie mu, że jeśli napisał prawdę, to powinien dzień w dzień dziękować okolicznościom, że się jednak spotkali, ma o Julitkę  dbać, ma ją szanować i nie rozglądać się za innymi kobietami. I że jak wszystko dobrze się ułoży to może przynajmniej  jedno z nich przyleci w grudniu do Polski. Julita słuchała tego wszystkiego, w końcu spytała co on takiego o niej napisał, że aż to natchnęło rodziców optymizmem. Słoneczko Kochane, napisałem o tobie prawdę, napisałem o tym jak cię kocham jak mi z tobą dobrze, napisałem też o tym  jak długo się  w gruncie rzeczy znamy. O poprzednich kobietach nigdy nie pisałem, tylko zawiadamiałem o ślubie. Jestem pewny, że cię nie tylko polubią ale wręcz pokochają. A za innymi kobietami to ja się nigdy nie rozglądam. Moje ty niewiniątko- Julita pogłaskała go po policzku. Fakt, w mojej obecności się nie rozglądasz i niech tak zostanie gdy mnie obok nie ma. Gdybyś mnie zostawił chyba bym umarła a jak mi tłumaczyłeś wystarczyłoby gdybym odstawiła wszystkie leki i załapała anginę. I zrobiłabym to w takim przypadku. Andrzej patrzył na nią przerażony- wiem, że mówisz w tej chwili prawdę, ale ja cię naprawdę kocham. Nie potrafię już istnieć  bez ciebie. I to napisałem rodzicom. Jestem pewien, że gdzieś jest zapisane, że musimy być razem. Może to irracjonalne, ale w to wierzę. Chodź, zjemy kolację a potem skonsumujemy nasz już oficjalny związek. Sprawdzimy czy fakt, że jest oficjalny ma  jakiś wpływ na nas. 

Ma -Julita była bardzo poważna- będziemy musieli sporo spraw urzędowych załatwić bo przyjęłam twoje nazwisko. Gdy brałam ślub z Mauricio zostałam przy swoim nazwisku. Muszę cię tu  zameldować- to raz, muszę wyrobić sobie nowy dowód osobisty, nowe prawo jazdy, w notariacie  zrobić cię spadkobiorcą tego mieszkania, upoważnić w banku do swego konta dolarowego, musimy sprzedać tego citroena i kupić dla ciebie nowy samochód.

Kolację jedli wpatrzeni w siebie jakby zobaczyli się po raz pierwszy. Andrzej czuł, że musi chronić ją ze wszystkich sił, pilnować by choroba nie  robiła postępów. Sam posprzątał po kolacji,rozścielił w sypialni łóżko, obrał dwie pomarańcze i namówił by je razem z nim zjadła. Wycałował "swoje  miejsca" sprawdzając przy okazji puls, przytulając się do niej starał się posłuchać jak pracuje serce i uspokojony zajął się całowaniem i pieszczeniem, a Julita poddawała się jednocześnie odwzajemniając pieszczoty. I znowu było tak, jak nigdy dotąd, bo oboje byli nastawieni na obdarowywanie się.Gdy przed snem brali prysznic stwierdzili zgodnie, że było jednak inaczej niż zwykle, ale im za każdym razem jest po prostu cudownie. 

                                                                         c.d.n.



     





niedziela, 28 lutego 2021

Wszystko jest.....3

 Zagnieżdżanie się w życiu Julity szło Andrzejowi całkiem nieźle. Starał się by prowadzili bardzo racjonalny i uregulowany tryb życia. Przede wszystkim pilnował by regularnie brała lekarstwa. I jadła. Od nowego roku miał przejść do Instytutu Kardiologii. Pozew rozwodowy już był złożony, jego rzeczy  już niemal wszystkie były przewiezione do Julity. Żeby nieco odciążyć Julitę od obowiązków domowych chodzili oboje na  Obiady Domowe, które w sąsiedztwie serwowała jedna z pań. Były bardzo smaczne i w niewygórowanej cenie. Pani Antonina, która je gotowała, była dumna, że wśród stołowników ma również lekarza i jego  przyszłą żonę. W szpitalu przestał nałogowo brać dyżury, skupił się  bardziej na ukończeniu pisania  pracy doktorskiej.  Julita dostała nową ksywkę - Słoneczko Kochane. Słoneczko Kochane było cały czas pod opieką kardiologa i sądząc po wynikach była to dobra opieka i widmo operacji  się  oddalało, leki pomału  redukowały stan zapalny, a Andrzej dbał, by nic nie denerwowało Słoneczka. Sprawdzał też czy Słoneczko jest ubrane adekwatnie do stanu pogody. A Słoneczko najbardziej w świecie uwielbiało być przytulone do niego.

Urlop rzeczywiście spędzili w Nałęczowie. Słoneczko przeforsowało pogląd, że trzytygodniowe wyłączenie się Andrzeja od pracy zawodowej i pisania doktoratu wyjdzie mu tylko i wyłącznie na dobre zdrowie  fizyczne i psychiczne. Słoneczko Kochane, nie umiem tak nic nie robić- jęczał Andrzej. Ale ty będziesz  tam miał mnóstwo zajęć - zapewniała go Julita. Będziesz mnie wyprowadzał na spacery, bo wiesz, że sama  nie będę spacerować, bo nie lubię, będziesz mnie  rozpieszczał, pomyślimy jak przemeblować  to mieszkanie, żebyś miał wygodny pokój do pracy no i przecież musisz popracować nad tym, żebym cię nie przestała kochać gdy znów się wkręcisz w wir zajęć. Poza tym będziemy wpadać do Kazimierza  n.Wisłą. Pomyśl, ile lat zmarnowaliśmy będąc w oddaleniu od siebie, musimy to nadrobić. Ani się obejrzysz i znów będziesz miał dzień  wypełniony pracą. 

Któregoś dnia, gdy  spacerowali w Kazimierzu  Andrzej zapytał się Julity, czy pamięta jak kiedyś  w szkole, już po lekcjach, chłopcy  skakali jak oszalali po ławkach i on sobie rozbił piszczel o kant ławki i jak ona pobiegła do gabinetu pielęgniarki, namówiła woźną by jej otworzyła gabinet tłumacząc, że musi zrobić koledze opatrunek, wzięła stamtąd wodę utlenioną i dwa nowe bandaże i zrobiła mu opatrunek.  A ponieważ ta noga go okropnie  bolała to matka wzięła go pod wieczór do lekarza, który się zachwycił, jak ktoś wspaniale się tym zajął i pięknie  obandażował mu nogę. Oj tak, pamiętam- to wyglądało koszmarnie- wyskoczyło ci w tym miejscu coś jakby guz z pęknięciem, a był w kolorze śliwki. Wiedziałam, że najlepiej to przelać wodą utlenioną.Lałam na to wodę utlenioną, staliśmy wtedy w dziewczyńskiej łazience, ty z nogą opartą  na desce sedesowej i strasznie mi się płakać chciało z żalu nad tobą. Potem z jednego bandaża zrobiłam coś jakby opatrunek a drugim zabandażowałam. A woźna też była przerażona, ale na drugi dzień pielęgniarce powiedziała, że to ona wzięła  bandaże, bo się skaleczyła. Bo tak naprawdę powinna była zaraz po ostatniej lekcji zamknąć klasę a nas wygonić do domów. A nie zrobila tego.

A skąd ty wiedziałaś co masz z tym fantem zrobić? Z kursu pierwszej pomocy, na którym byłam w czasie wakacji. Czy ty wiesz, że to mnie popchnęło potem by iść na medycynę? Julita roześmiała się- sądząc po tym naszym prywatnym balu maturalnym to intensywnie studiowałeś już wtedy ginekologię i seksuologię. Trudno mi było uwierzyć, że nie było innych przede mną, ale się nie czepiałam. Zawsze ci wierzyłam. Nawet w to, że mnie kochasz. Nie kłamałem, byłaś pierwsza, a że dobrą lekturę zdobyłem, to fakt. A pamiętasz kiedy mnie pierwszy raz  całowałeś? No jasne, pamiętam  - w pociągu gdy jechaliśmy  w dwie klasy do Krakowa.No a potem to notorycznie w kinie i wieczorami gdy się nam udało wyciec z domu. A pamiętasz naszą ławkę w  Łazienkach? Pamiętam, w krzakach za nią stały nasze plecaki. Kochanie, a skąd ty wiedziałeś, że wyszłam za mąż za Włocha i że wyjechałam?  Góralka  mi powiedziała, bo cię raz spotkała na mieście z owym Włochem. Była nim zachwycona i bardzo ci tego męża i wyjazdu zazdrościła. Julita machnęła ręką - widziałam  jak się do niego  ślini. Ale on wcale nie był w łóżku fajny, dbał tylko o siebie. To była jego główna i właściwie jedyna wada. Reszta  była w porządku. Przy rozwodzie się popłakał, no ale skoro ja nie mogłam już mieć "normalnie"  bambini to musiał się rozejść. Na anatomii w ogóle się nie znał, nawet nie sprawdził co to znaczy laparotomia, nie wpadł na pomysł żeby zapytać się jakiegoś lekarza, a ja nie czułam się w obowiązku by  go uczyć. Mnie tabletki szkodziły, a on chciał mieć wygodę. Chyba uznał, że in vitro to zbyt kosztowny  sposób na poczęcie dziecka i dla niego niemal ubliżający- musiałby swe cenne  nasienie do pojemniczka  spuścić. Poza tym - raczej nie był mi przeznaczony. Gdy się spotkałam z  "góralką" jeszcze nie byliśmy małżeństwem, ślub  braliśmy we Włoszech, ja wtedy byłam tu po swoje dokumenty. Może szkoda, że nie wzięłam ani jednego naszego ślubnego zdjęcia, bo sukienkę to miałam super, całą w jedwabnych różach.  Brałaś kościelny  ślub? No jasne, ale jak widać to i święcona woda nie pomoże na taką wredną diablicę jak ja. Andrzej przytulił ją do siebie - a nie  żałujesz, że już nie możesz wziąć ze mną takiego wystawnego  ślubu w kościele?  A to my weźmiemy jednak ślub?  Nie boisz  się?- droczyła się z nim Julita. Weźmiemy, choćbym miał cię do niego siłą zaciągnąć. O nie, nie zrobię ci tej przyjemności- sama przyjdę- śmiała się Julita.

Trzy tygodnie urlopu jakoś szybko minęły. "Obecna" nie stawiała właściwie żadnych oporów w kwestii rozwodu i stosunkowo szybko  jak na ówczesne warunki stała się "byłą". Gdy tylko Andrzej otrzymał kolejny rozwód Julita poinformowała rodziców, że prawdopodobnie wyjdzie za mąż, więc chciałaby, by rodzice poznali jej kolejnego męża. Andrzej słysząc tę rozmowę usiłował dociec, dlaczego użyła zwrotu "prawdopodobnie", czy ma może w zanadrzu jeszcze  innego kandydata? Julita wytłumaczyła, że zdarzają się wcale nie rzadko przypadki, że niektórzy panowie rejterują nawet w dniu ślubu, więc nie należy do końca być pewną, że ślub nastąpi. Ależ ja jestem w 100 procentach pewny, że cię kocham, że chcę być z tobą już do końca mego życia.  Gdybyś nie wyjechała wtedy tak szybko do Włoch pewnie wszystko potoczyłoby się inaczej. A czy ty pamiętasz, że po tym naszym pierwszym razie widzieliśmy się tylko raz a potem na próżno czekałam na telefon od ciebie? Pisałam do Ciebie gdy tylko dotarłam do Włoch, ale ty nigdy mi nie odpisałeś. Więc pozwoliłam się uwodzić Mauricio, który w zakresie tokowania był bezkonkurencyjny. Ale ja nigdy żadnego listu od ciebie nie dostałem!  Przysięgam!  Telefonowałem do ciebie do domu i dowiedziałem się, że wyjechałaś do Włoch i nie wiadomo czy i kiedy będziesz w Polsce. A adresu twoja mama nie chciała mi podać mówiąc, że nie czuje się do tego upoważniona. No ale popatrz sama- to wszystko minęło, nadal kocham ciebie, jesteśmy razem i mam zbyt małą wyobraźnię by sobie wyobrazić życie bez ciebie. I gdy się  zobaczymy z twoimi rodzicami przypomnę twojej mamie, że telefonowałem i prosiłem o adres do ciebie, do Włoch. No to ja ci życzę powodzenia - wszystko co usiłuję jej przypomnieć a jej nie pasuje bo musiałaby się przyznać, że coś, kiedyś  zrobiła niewłaściwie neguje mówiąc:  "nie pamiętam, to było już tak dawno!" Żeby było zabawniej- potrafi tak powiedzieć nawet gdy od takiego wydarzenia minęło zaledwie 2 tygodnie. Chwilami przy rozmowie z nią budzą się we mnie mordercze instynkty- mam ochotę udusić. I dlatego rzadko u rodziców bywam, wymawiając się, że mam niewygodny dojazd. I wtedy słyszę- no to przecież zabierz stąd swój samochód i wtedy zwykle odpowiadam - nie mam w Warszawie garażu. No bo nie mam.Powinnam go w końcu sprzedać- nie lubię nim jeździć, to prezent od Mauricio- podziękowanie za to, że z nim byłam. Lancia lybra, gdyby stał pod domem trzy dni to by zaraz zniknął. Muszę wpaść do notariusza, dać  ojcu upoważnienie by go sprzedał i może wtedy kupię coś mniej pożądanego przez  złodziei. Tata będzie miał zajęcie, a ja święty spokój. Lubię włoskie samochody, ale może kupiłabym raczej coś mniejszego, dobrego do jeżdżenia po mieście. Z drugiej strony to coraz  trudniej z tym parkowaniem w mieście. Ale lubię prowadzić. No to świetnie, a masz przy sobie prawko? Julita skinęła głową- no jasne - zawsze mam, w jednej oprawce z dowodem osobistym. 

Ciekaw jestem czym mnie jeszcze zaskoczysz - chyba zbyt długo byliśmy z dala od siebie - stwierdził Andrzej. Julita przytuliła się do niego -no może tym, że mam znów ochotę na pieszczoty, takie długie, niespieszne, wymyślne. Uwielbiam twój dotyk, uwielbiam te godziny gdy wciąż jeszcze poznajemy co kto z nas lubi. Lubię zasypiać w twoich ramionach, lubię gdy mnie budzisz rano pocałunkami.  Gdy miałeś ostatni nocny dyżur spałam na kanapie, bo nie mogłam zasnąć bez ciebie. Oglądałam jakieś głupie filmy, aż w końcu zasnęłam. Jest źle, bo się za bardzo do ciebie przywiązałam. Słoneczko moje, to jest cudowne a ja muszę tak ułożyć swe  życie zawodowe by nie brać nocnych dyżurów, by wreszcie  skończyć ten doktorat. I być może, że od nowego roku sporo mi się zmieni pod tym względem. Tylko wytrzymaj ze mną jeszcze trochę tych niewygód, to wszystko się wyprostuje.

Do rodziców Julity zajechali po drodze do domu. Rodzice jej przeprowadzili się w miejsce, które kiedyś nie było Warszawą, a teraz było już w granicach Wielkiej Warszawy. Gdy powstawało to osiedle domków jednorodzinnych matka Julity narzekała, że będą mieszkać w szczerym polu, gdzie diabeł mówi ludziom  dobranoc. Swoje trzypokojowe mieszkanie przepisali jako darowiznę dla córki, choć nie byli pewni, czy wróci z Włoch. Gdy wróciła bez męża i się rozwodziła nie żądali  żadnych wyjaśnień, cieszyli się z tego, że wróciła i że  mieszkanie jest teraz jej własnością. Nie powiedziała nigdy co było tak naprawdę przyczyną rozwodu- uznała że to tylko jej sprawa i ewentualnie tego, kto będzie chciał z nią być kiedyś razem. Raz tylko na pytanie matki powiedziała - były zbyt duże różnice kulturowe i światopoglądowe. To bardzo katolicki kraj, ale tak naprawdę tylko na pokaz. Nie ważne było, że mówiłam Mauricio, że nie wierzę- dla niego ważne było, że mogę wziąć ślub w kościele bo miałam świadectwo chrztu. O tym, że Andrzej już był dwukrotnie żonaty też nie zamierzała nic mówić i o tym poinformowała Andrzeja -"bo to  jest tylko twoja i moja sprawa, nie moich rodziców". I tak naprawdę to Andrzej był jej za to wdzięczny, bo jak  mówił- nie ma czym się chwalić, że był idiotą.

W trakcie wizyty u rodziców Julity, gdy jej ojciec poszedł z Andrzejem do  garażu by obejrzeć lancię, Julita wyjaśniła mamie, że Andrzej był jej pierwszym mężczyzną i to z nim czciła ich maturę - indywidualnie w podwarszawskim motelu. I dlatego nie było jej na zdjęciu z balu maturalnego. I że tak naprawdę to kocha go jeszcze od siódmej klasy szkoły podstawowej. A osoby, które wystepowały potem w ich życiu były chyba tylko po to, by oboje mogli się przekonać, że są dla siebie stworzeni. Gdy panowie wrócili z garażu już mówili do siebie po imieniu, a ojciec zgodził się, żeby Julita obarczyła go sprzedażą tego prezentu od Mauricia. 

Gdy wracali od rodziców Julity Andrzej stwierdził, że będzie miał całkiem fajnych teściów. Ale swoich rodziców to on przedstawi jej tylko zdalnie, bo są na antypodach, a tak dokładnie to w Nowej Zelandii. Wyjechali tam przed laty, tylko na wycieczkę i oboje się zakochali w tym kraju i gdy tylko ojciec przestał pracować w MSZ pojechali tam na kolejną wycieczkę i już  nie wrócili. Andrzej się tam wybierał i wybierał ale nigdy nie pojechał. Być może, że pojadą tam kiedyś razem, gdy już skończy tę zabawę zwaną doktoratem. A w domu pokaże jej  filmy z Nowej Zelandii. Bo ładnie  to tam jest i ciekawie. Ej, to nie tylko ja mam cię czym zaskakiwać - stwierdziła Julita.No tak,zupełnie zapomniałem, że od  drugiej licealnej byłem stale bez rodziców. Wpierw bez ojca, potem bez obojga. Byłem pod opieką ciotki, siostry mojej mamy. A ciotka umarła dwa lata temu, była sporo starsza od mojej matki. I wiesz- przeogromnie nie lubiła moich żon. Chyba miała rentgen w oczach, przewidziała, że obydwa małżeństwa szybko mi się rozlecą. Ciekawe co by powiedziała o mnie- usiłowała dociec Julita. Bo ja odkryłam, że odkąd jesteśmy razem jakoś cholernie wysoko skoczyło mi libido. I mam podejrzenie, że skoro miała ten rentgen w oczach to by to odkryła. I co by na to powiedziała?-drążyła temat Julita. Że mi z nieba spadłaś i że to efekt świadomości, że nie  grozi ci niepożądana ciąża i że ten kto przeprowadzał ten zabieg był dobrym fachowcem - chętnie bym mu prawicę uścisnął- stwierdził z uśmiechem Andrzej.

                                                                         c.d.n.


sobota, 27 lutego 2021

Wszystko jest......2

 W poniedziałek rano, jeszcze w trakcie jej zwolnienia  lekarskiego, Andrzej pojechał z Julitą do Instytutu Kardiologii. Rozległość obiektu i labirynt korytarzy, nieco powaliły Julitę- w pewnej chwili stwierdziła, że chyba pacjenci czują się tu dość  zagubieni. No ci, którzy przyjeżdżają tu na kontrolę to może i tak, ale ci, którzy tu są leczeni to raczej nie- przychodzą raptem 2 dni wcześniej, są leczeni, jeśli  w innym budynku mają jakieś badania to  z reguły są "konwojowani" przez personel, chodzący kręcą się z reguły w pobliżu swych sal, nie wychodząc poza oddział. Mnie osobiście ta placówka przypomina fabrykę czynną 24 godziny na dobę. Zapomniałem ci powiedzieć, że mój kolega jest nieco złośliwy, ale dobry z niego kumpel. No to fajnie, ja też jestem złośliwa, może się polubimy z tym twoim kolegą. Oooo, kochana,  co to- to nie. Nie pozwalam! Choć właściwie nie mam do ciebie  żadnych praw. Ale on i tak jest przekonany, że jesteś moją aktualną partnerką. Niech tak myśli, to może tak się stanie, powiedział przytulając Julitę gwałtownie do siebie. Poczekaj - zatelefonuję do niego, że już jesteśmy i z wewnętrznego telefonu przy szatni zatelefonował do kolegi. Chodź, podjedziemy do niego windą. Podróż windą była krótka, bo gabinet do którego mieli się zgłosić był na pierwszym piętrze, tuż obok windy.  Pod gabinetem czekało sporo osób, ale Andrzej obrzucił wszystkich spojrzeniem i bez pukania otworzył drzwi, zagarniając do środka Julitę. Zostali sobie przedstawieni, a kolega Andrzeja powiedział - od tej  chwili jesteś Julito moją siostrą  cioteczną. Mam na imię Jacek. Nie ma sprawy, miło mi - i Julita przywołała na twarz naprawdę uroczy uśmiech. Muszę cię zbadać, więc pozbądź się garderoby do pasa, a potem załóż tylko bluzkę bez bielizny, bo zrobimy rtg. Osłuchiwanie trwało i trwało , na stojąco, na siedząco, w pozycji horyzontalnej, by w końcu dr Jacek podsumował- "no jest, jasna cholera, arytmia."

I masz rację, Andrzeju, to może mieć związek z częstymi ropnymi infekcjami gardła. To jak ty ją leczyłeś, kochany?! Ona  dotąd leczyła się  u swojej zakładowej lekarki, mnie się pierwszy raz trafiło jej leczenie- tłumaczył się Andrzej. Wiesz przecież, że jak firma ma lekarza zakładowego, to pracownicy mają obowiązek leczyć się u niego, lekarz rejonowy jest od wielkiego dzwonu. Poza tym od niedawna jestem na jej rejonie, a rejonizacja to rzecz święta. Jacek tylko ręką machnął - w tym kraju wszystko stoi na głowie, nie na nogach. A kiedy ty przeniesiesz się do nas? Ta propozycja jest nadal aktualna, tylko musisz się zdecydować, bo że  szefowi się spodobasz to więcej niż pewne. A jak twój doktorat? Pisze się, pisze, choć dość opornie.  No to  zejdźcie teraz z powrotem na parter, zaczekajcie pod pracownią rtg,  ja tam zaraz dojdę, tylko  wstawię tu kogoś na moje miejsce. Julita zgarnęła swą bieliznę do torebki i wyszła wraz z Andrzejem z  gabinetu.  W 10 minut później już miała w ręce wynik rtg .  To teraz chodźcie na  Echo serca i po tym badaniu zorientujemy  co dalej trzeba zrobić. 

Po badaniu panowie spojrzeli na siebie wymownie , ale z ich "bełkotu medycznego" niewiele Julita pojęła. Jacek wypisał Andrzejowi jakie  badania  laboratoryjne powinna jeszcze Julita przejść, jakie leki w zależności od wyników powinna brać to Andrzej sam wiedział, a rtg wykazało, że płuca na szczęście w porządku. Mogła już włożyć po Echu serca  swą bieliznę, panowie umówili się na stały kontakt i na kolejną wizytę Julity za dwa miesiące, bo została zapisana do tutejszej poradni kardiologicznej. Przez te dwa miesiące Julita będzie brała  różne leki, potem powtórzy się  część badań i " się zobaczy co dalej". I najbliższy urlop powinna spędzić w sanatorium dla sercowców w Nałęczowie- może sobie mieszkać tam prywatnie a w sanatorium tylko brać zabiegi. Bo przecież nie puścisz chyba jej tam samej - stwierdził Jacek, a Andrzej tylko przytaknął. Ale to wszystko to dopiero po następnych badaniach, za dwa miesiące. Panowie pożegnali się serdecznie, Jacek objął ją i wycisnął na jej policzku całusa, mówiąc - nie martw się, wyciągniemy cię z tego. Na wściekłe spojrzenie Andrzeja powiedział - przecież to moja siostra cioteczna  kolekcjonerze - i wyszczerzył do Andrzeja zęby w uśmiechu. A co on kolekcjonuje?-przytomnie zapytała Julita. Dziewczyny , których imiona zaczynają się na literę"J"- wyjaśnił Jacek. No to ci jeszcze coś powiem kolego - przyjmij do wiadomości, że była pierwszą w tej kolekcji i ją zamknie- Andrzej wyraźnie miał ochotę powiedzieć koledze coś niemiłego. Ożeń się źle, kawalerze, to pogadamy.

W drodze do domu zrobili jeszcze spore zakupy żywnościowe, czyli, jak to określiła Julita, kupili tonę owoców i warzyw. W domu Julita poprosiła, by Andrzej jej wszystko wyjaśnił, bo niewiele mogła wydedukować z tego, co do niej dotarło. Zapewne gdyby wiedziała ile wiadomości będzie musiała nagle wchłonąć nie poprosiła by go o to. Na samym końcu dowiedziała się, że być może będzie musiała poddać się operacji, jeśli inne metody zawiodą i nie będzie poprawy. Ale na pewno nie w najbliższym czasie. I zapewne do tego czasu Andrzej: 1. rozejdzie się z  "obecną",  2. zmieni pracę, 3. pewnie już będzie  miał doktorat w kieszeni, 4. spełni się jego marzenie, które właściwie dopiero teraz sobie uświadomił. 

A o czym marzysz,? możesz mi powiedzieć?spytała cicho wlepiając w niego oczy. Andrzej spojrzał się na nią, poważnie, bez uśmiechu, w  jego oczach wyraźnie czaił się smutek - jak na razie  to o tym, by szybko się rozejść z "obecną", już rozmawiałem z adwokatem o tym,  potem bezboleśnie przejść przez ten doktorat, 3/4  pracy mam napisane, tylko trochę mi entuzjazmu  brakuje. I to wszystko?-dopytywała się Julita- to nie za wiele jak na faceta o twoich możliwościach. Być może, że niewiele, ale jak sprawić by ciebie odzyskać na nowo? Możesz mnie wyśmiać, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że byliśmy sobie przeznaczeni, tylko nie zauważyliśmy tego. Miałem do wyboru dwie przychodnie - nie wiem dlaczego wybrałem właśnie tę, ale wierz mi - nie miałem  pojęcia, że to twój rejon, nie miałem pojęcia, że jesteś z powrotem w Polsce, że jesteś po rozwodzie. Byłem pewien, że tkwisz w Mediolanie w objęciach swego włoskiego męża. Gdy przejrzałem karty pacjentów to aż mi tchu zabrakło. Imię, nazwisko, adres, rok urodzenia- wszystko się zgadzało. Dobrze, że serce mam zdrowe - w przeciwnym razie padłbym  z wrażenia. Odnalazłaś się, a mnie przypadła rola rozpoznania, że ci zdrowie szwankuje. Oczywiście, kolejny przypadek, tak racjonalny facet jak ja powinien nawet nie zwrócić na to uwagi, no ale trafiłaś na mnie, z którym się migdaliłaś jeszcze w podstawówce, z którym wybrałaś zupełnie nietypowy sposób na świętowanie zdanej matury, a przecież byliśmy w zupełnie  różnych szkołach, co nam jakoś nie przeszkadzało ciągle na siebie wpadać, nawet gdy się nie umawialiśmy. Dlaczego zawsze myśl o wagarach przychodziła nam tego samego dnia? Nie umawialiśmy się, mieszkaliśmy w odległości półtora kilometra od siebie i nie mieliśmy się jak natknąć na siebie  idąc do swoich szkół. Jestem jeszcze w stanie zrozumieć, że trafialiśmy na siebie w Łazienkach, bo to była  meta większości wagarujących, ale dlaczego nagle spotykaliśmy się w Muzeum Techniki, lub przed kinem w centrum miasta? To wszystko stanęło mi przed oczami, gdy znalazłem twoją kartę zdrowia. I poczułem się tak jak wtedy, gdy zgodziłaś się na nasze indywidualne obchody zdania matury. Taką samą radość i lęk jak mnie, już dorosłego, odbierzesz. Nie  wiesz, ile mnie kosztowało by zachować się profesjonalnie i nie rzucić się do całowania  ciebie. A teraz w pewien sposób machnęłaś ręką na moje dwa nieudane związki a we mnie odżyły dawne marzenia o tym, że będziemy razem.  

Julita wstała od biurka, przy którym Andrzej tłumaczył jej  krwioobieg , rysował zastawki itd. i podeszła do niego pytając- a nie mógłbyś mnie po prostu objąć i pocałować tak jak kiedyś? Andrzej ujął jej twarz w dłonie, przejechał językiem po jej ustach i powiedział- mogę, ale za 20 minut muszę być w gabinecie. Jeśli teraz  cię pocałuję, żadna siła mnie nie oderwie od ciebie, a innego internisty tu nie ma. Tak to jest gdy się ma chłopaka - lekarza. Ale przyjdź po mnie równo o ósmej. Wrócimy razem, to będzie dla ciebie spacer, to minimum, które musisz dziennie przedreptać. Wyjdę punktualnie, przyrzekam.

Gdy Andrzej równo o godzinie ósmej wieczorem  zjawił się przy rejestracji  z kartami pacjentów, panią rejestratorkę nieomal zmiotło z powierzchni ze zdumienia. I dobrze, że nie wyjrzała za nim na zewnątrz, bo pewnie zdumiała by się jak świetnie ten nowy lekarz  ma opanowaną sztukę całowania się w trakcie chodzenia. A oni szli niespiesznie, objęci niczym para nastolatków. Julita wypytywała czy miał komplet pacjentów- miał, średnia wieku 50+, grupa , dla której wizyta  u lekarza była swego rodzaju rozrywką. Ale i tak trudniejsza była grupa 70+ cierpiąca głównie na samotność - ludzie owdowiali, w pewnym sensie wykluczeni z życia bieżącego, grupa, która powinna być pod specjalistyczną opieką geriatrów.    A tych specjalistów można policzyć na  palcach jednej ręki, choć to Warszawa. Szli do domu nieco dłuższą drogą bo Julita  chciała mu pokazać willę,  która w dzieciństwie była jej marzeniem co dziś budziło w niej tylko  śmiech. 

Julita wciąż w objęciach Andrzeja  w pewnej chwili powiedziała- jest coś, czego o mnie nie wiesz a trochę boję się ci o tym powiedzieć. Boję się, że  gdy się dowiesz to nie będziesz chciał być ze mną. Andrzej spojrzał na nią z ukosa i powiedział - mów, jestem odporny. Albo zaczekaj, aż dojdziemy do domu - bo czasem masz takie teksty, że aż muszę usiąść- to ci się nie zmieniło od lat. A tu jak widzisz nie ma ławek. Objął ją mocniej i powiedział - ciekawy jestem ilu moich pacjentów widziało nas dzisiaj. Zapisałem cię na jutro na analizy, trzeba zrobić te badania, o których mówił Jacek  i masz ostatni numerek u mnie na pojutrze. Rejestratorka miała dziś ciężki dzień, w sumie trzy razy musiała udawać, że to normalne, że lekarz zapisuje swoją pacjentkę do siebie i na analizy. No a na koniec wyszedłem równo o 20,00 z przychodni. Ewenement.

Gdy weszli do mieszkania i przeszli do pokoju Andrzej mocno objął  Julitę i poprosił- mów teraz o co chodzi. Julita wpatrzyła się w jego oczy i powiedziała - nie będę nigdy miała dzieci bo mam zrobioną, na moje własne życzenie, laparotomię.  Ufff- odetchnął Andrzej, już myślałem, że albo doszłaś do wniosku, że mnie nigdy nie pokochasz, albo że masz kogoś, tylko zapomniałaś mi o tym powiedzieć. Gdzie to robiłaś? Bo chyba  nie w Polsce? No pewnie, że nie, we Włoszech. Dawno? trzy lata temu. I jak? Wszystko dobrze? Żadnych powikłań? Żadnych- cykle  normalne, 100% pewności. To czemu bałaś się mi to powiedzieć? Przecież to tylko i wyłącznie dla mnie  pełna frajda. No tak, ale Włoch  tej wiadomości nie wyrobił i się rozeszliśmy.  Zrobiłam to  po pierwszej, niechcianej przez nas oboje ciąży, bez uzgodnienia tego z nim. Nie wiem czemu, ale jemu się wydawało, że aborcja to jest to co kobiety lubią.  Skurwiel - podsumował niezbyt elegancko Andrzej. Julitko, ja nie pragnę dzieci, ojcostwo nie przypadło mi do gustu. A jeśli w ciągu najbliższych 2 lat zamarzy nam się obojgu jakieś dziecko, to po prostu zrobimy in vitro. Odetchnąłem, już myślałem, że mnie wyrzucasz ze swego życia a jeszcze nie zdążyłem się nawet odrobinę w nim zagnieździć. 

                                                                          c.d.n.