poniedziałek, 10 kwietnia 2023

Lek na wszystko? - 91

 Teresa , gdy już goście  opuścili ich  mieszkanie  powiedziała do Kazika - gdyby nie fakt, że Kris jest Twoim bratem a Alina  moją przyjaciółką od lat, to bym  się w to wszystko nie pakowała.  To jest nieuleczalna  choroba, ale jeżeli uda  się nam zorganizować jednolity front, to sobie  z tym poradzimy. Umówiłam  się z tym panem  doktorem, że wszystkim bliskim osobom, z którymi Alina ma kontakt wytłumaczę co musimy robić. Panią Marię  też trzeba będzie  w to wtajemniczyć. Najważniejsze by Alina zrozumiała, że w gruncie rzeczy to dość rozpowszechniona  choroba i że jej osobiste zdyscyplinowanie się ma największy  wpływ na jej stabilność i ujęcie choroby w ryzy.

Nie wiedziałam, że wielu twórców, artystów, pisarzy, aktorów zmagało się  i nadal  się  zmaga  z tą chorobą. Najważniejszą sprawą jest samoedukacja pacjenta i edukacja jego najbliższych. Alina  musi się nauczyć rozpoznawać u  siebie  stan, w którym powinna się czym prędzej skontaktować  z lekarzem. Nie  miałam pojęcia, że te stany euforyczne  są znacznie groźniejsze niż te depresyjne. Alina, na szczęście, ma dość lekki przebieg, nie ma intensywnych stanów maniakalnych.  Mamy  z nią rozmawiać o tej  chorobie  tak jakbyśmy rozpatrywali katar czy ból  gardła - ot,  choroba jak każda inna. Poza tym  jeżeli tylko coś nas  zaniepokoi to mamy zapewniony  kontakt z lekarzem. No i bardzo  dużo  zależy od Krisa i myślę, że z Krisem to może wpierw  ty porozmawiaj, w końcu to twój a nie mój  brat.  Z Krisem to  sobie porozmawiamy oboje - stwierdził Kazik. W sobotę wybierzemy się  razem do księgarni  medycznej i  może kupimy  mu w prezencie  jakąś lekturę. A to, że jestem jego  bratem to wcale  nie ma  dodatniego  znaczenia - raczej ujemne, bo całe życie pacan  ze mną walczył o pierwszeństwo. I to mu  zostało- dlatego mu  nie powiedziałem o tym stypendium, bo zaraz  by konał z  zazdrości. Zazdrościł mi nawet  tego, że ja  już mogłem mając 17 lat wypić kieliszek wina, a on  nie. Podejrzewam, że część jego  zainteresowania  Aliną wynikała  z faktu, że ja  już jestem żonaty i to po raz  drugi,  a on  jeszcze  nie. 

A ja sobie  pomyślałam, rozmawiając  z panem  doktorem,  że trzeba  być bardzo dobrym  specjalistą by tę  chorobę odróżnić od  zwykłego  zachowania - każdy  z nas ma przecież zmienne nastroje, jedne  rzeczy  się nam podobają tak  bardzo, że zaczynamy mieć jakieś  określone hobby, jednych lubimy i  kochamy właściwie  bez  powodu, innych  nie lubimy  nawet jeśli nam  nie zrobili nic  złego - i oczywiście to zaraz zwerbalizowałam. I facet przyznał mi rację. A stan chorobowy wyróżnia  się tylko i wyłącznie cyklicznością. Po prostu epizody euforyczne lub depresyjne powtarzają  się. I dlatego tak ważne jest by każdy pacjent był świadomy swej  choroby i by sam się obserwował. Myślałam, że groźniejsze są stany depresyjne,  ale ponoć nie, bo są one szybciej i łatwiej wychwytywane  przez bliskich, a więc pacjent  szybciej trafia  do lekarza. Te  euforyczne dość długo bywają nie   zauważone a pacjent po  cichu robi różne  głupstwa, np. bierze na coś kredyt, nawiązuje  dziwne znajomości a to wszystko jest przez otoczenie nie  zauważone, bo pacjent jest w dobrym nastroju. Otoczenie prędzej zauważa zły nastrój kogoś  bliskiego - dobry  nastrój nikogo nie  dziwi.  I nawet sobie  po cichutku pomyślałam, że to może  wcale nie jest  choroba  ale może po prostu  tacy wszyscy jesteśmy.

A ja myślę, że większość ludzi zbyt mało uwagi poświęca  swoim bliskim- stwierdził Kazik. Ja  zawsze  wiem kiedy tobie, tacie  lub małemu coś nie pasuje, lub coś się szalenie podoba i  sprawia  radość. Po prostu ogromnie  was kocham i jestem  w  stanie  wychwycić  różnicę  kiedy tobie coś bardzo się podoba a kiedy coś podoba  się tylko umiarkowanie. Tak samo z tatą - z Alkiem to na razie zero problemu, jemu na razie  niemal wszystko odpowiada, bo ma  do nas kolosalne  zaufanie, którego nie  zawiedliśmy. Poza tym jest cały  czas z tymi, których zna, nie zostaje sam w obcym otoczeniu. Gdy na placu  zabaw ty siedzisz na ławce a ja jestem z nim przy  sprzęcie to on co jakiś czas kontroluje czy jesteś na tej ławce i mi mówi:   "mama siedzi"  wskazując  łapinką  w twoją  stronę. Gdy kiedyś odeszłaś bo szłaś coś wyrzucić do kosza, buźka była od razu w podkówkę bo cię na ławce nie było gdy spojrzał.Wziąłem go na ręce i pokazałem, że poszłaś na drugą stronę placu, bo pewnie coś wyrzucasz do śmietnika. Stres mu z mety  minął. Ale wziął mnie  za rękę i poszliśmy do tej ławki, do której  ty już zmierzałaś. Popatrzył się na ciebie i zawrócił w  stronę zjeżdżalni. Pomyślałem, że może  być z nim podobnie jak ze mną - przedszkole nie wchodziło w grę i mama była cały czas w domu. Kris też nie  zaznał przedszkola. I nie  chodziliśmy  nigdy z kluczem na  szyi. Ja też nie chodziłam do przedszkola - powiedziała Teresa. A jak będzie z Alkiem  - to się dopiero okaże. Na razie nie  chowa  się w kącie na dźwięk dzwonka domofonu. Z kluczem na  szyi to ja też  nie  chodziłam i nie przesiadywałam przed i po lekcjach w świetlicy. I choć to teraz "normalka" to  nie  chce takiej "normalki" dla naszego  dziecka. Ciekawa jestem jak będzie z Aliną, ale nie  wykluczam, że wróci  do pracy. 

No wiesz- mam wrażenie, że dość  trudno "prorokować" co z Aliną będzie  się  działo- stwierdził Kazik. Mam wrażenie, że oboje  dostarczą nam niestety wielu  wrażeń. No  chyba, że tym razem Alina "zaskoczy" i będzie brała  cały  czas tabletki. Teoretycznie to nie jest  choroba  zakaźna, ale Krisowi  coś się ostatnio na mózg  rzuciło i stwierdził, że byłoby najlepiej gdybyśmy  mieli razem dom dwurodzinny. Poczuł się nieco urażony, gdy mu powiedziałem, że już dostatecznie  długo  w życiu mieszkałem  z nim pod jednym dachem i mowy nie ma  na powtórkę. Więc  się nie zdziw, gdy usłyszysz taki plan. 

A ja już dawno mu mówiłam, że nie jesteśmy zainteresowani  jakimkolwiek wolnostojącym domiszczem, niezależnie od jego  wielkości. Bo u mnie zainteresowanie ogródkiem kończy się na  doniczce z kwiatami a powierzchnia do sprzątania to 4 do 5 niewielkich pokoi, bez  sprzątania klatki schodowej, dbania o dach i wszystkie instalacje typu woda,  ogrzewanie i ścieki. Nawet w najbardziej  szalonych snach  nigdy nie śnił  mi  się własny dom.  Popatrz - Paweł  mógł dostać dużą chałupę przy linii średnicowej a jednak powiedział ojcu, że nie chce, bo to za duży  kłopot. Poza tym mam podejrzenie, że Krisa nie  stać na taką inwestycję a pożyczkę bankową spłacałby jeszcze mały Tadzio.  Alina nawet tu niewiele w domu robi to jestem w  stanie wyobrazić  sobie jakby wyglądało u niej w takim domu. Pewnie  musiałaby być jakaś pani do pomocy na stałe, mieszkająca u nich.

No właśnie, też tak  myślę. W każdym razie jedno jest pewne- na ten cel to ja  mu forsy nie pożyczę. Mogę na leczenie Aliny,  dziecka,  jego, ale nie na dom.  Mają teraz bardzo ładne to mieszkanie, w dobrym miejscu, blisko nas, więc niech się  memu bratu  we łbie nie przewraca. Zwłaszcza, że wszystko to co się teraz  prywatnie  buduje to koszty rosną z dnia na  dzień i wiele osób rezygnuje, bo to zaczyna przekraczać ich możliwości finansowe. Gdy zgłaszali akces to koszty były znacznie  niższe a w trakcie  budowy zaczęły w  szybkim tempie rosnąć.

Poza tym to lokalizacje  są coraz  bardziej odległe od  centrum  miasta. Tak naprawdę to się rozbudowują miejscowości podwarszawskie  i  nagle masz  do pracy 30 lub 40 kilometrów, do pokonania dwa razy dziennie. I najczęściej takie osiedle domów nie ma  żadnego  zaplecza- ani żłobka, ani szkoły ani sklepów  ani lekarza.  I bardzo  często nie ma też stacjonarnej linii telefonicznej i białe plamy z zasięgiem linii komórkowej. Z czasem będą  miały "cywilizowne warunki", ale to potrwa. Jeden z moich  kolegów właśnie usiłuje komuś sprzedać niemal wykończony  dom - bliżej chyba  stamtąd  do Wyszkowa niż do Warszawy. Właśnie odkrył, że to strasznie  daleko a rano są korki w stronę Warszawy a pod  wieczór w tamtą stronę.  I ma  straszny problem, bo nie stać go na to, by ten dom pod  Warszawą był tylko domkiem weekendowym - zresztą jest  zrobiony na  całoroczną chałupę. I dzwonił do  mnie, czy może ja bym chciał to kupić. Zapytałem się go tylko czy  się  aby dobrze  czuje, bo ja raczej  nigdy nikomu nie zwierzałem  się, że marzę o jakimś domu, pod Warszawą zwłaszcza.

Wiesz, pomyślałam, że może byśmy na sobotę zaprosili na obiad Alinę z przyległościami na obiad. I najlepiej żeby Krystian dzień wcześniej przyniósł do nas  kojec. To tak w ramach oswajania choroby Aliny. Muszę chyba podpuścić panią  Marię by pouczyła Alinę i zareklamowała  jej zalety tego sprzętu. No dobrze - zgodził się Kazik bez najmniejszego entuzjazmu. Niech się Alek uczy, że na świecie  są dzieci od  niego młodsze i tym samym  mniejsze. Ale z drugiej strony nie chcę byś  się męczyła gotowaniem dla tylu osób.  Jakich "tylu osób?" - zdziwiła  się Teresa.  Raptem będą dwie osoby więcej, bo dzieciaki będą na słoiczkach. Naszemu do słoiczka dorzucę  perliczkę i będzie szczęśliwy. A jak znam życie to wdrapie się do  mnie na kolana, przejrzy zawartość mojego talerza i każe sobie coś dać "smakować". Dla dorosłych będą biusty z kurczaka, dla maluchów perliczka. Dla Tadzia będzie  mielona,  dla naszego poszatkowana - po coś przecież  ma zęby.

W piątek wieczorem okazało się, że nie będzie wspólnego obiadu, bo mały Tadzio ma.....katar i trochę kaszle. A skąd się dziecku wziął katar i kaszel- zdumiała  się Teresa. Od Krystiana  - miał "zasyfionego" klienta, który teoretycznie był już po grypie, no ale  chyba  nie do końca, bo kichał - teoretycznie w chusteczkę, no ale  skoro gadał to rozpylał zarazki. No to całe szczęście, że w tym układzie nie przyjdą - skonstatowała  Teresa. A mają co jeść, czy im coś podrzucić do jedzenia, żeby sobie odgrzali w mikrofali?

Nie  wiem, nie  pytałem Krystiana. Teresa  zatelefonowała do Aliny, ale  Alina  stwierdziła, że mają co jeść, bo mają zamrożone gotowe jedzenie. Teresa tylko podpowiedziała Alinie, żeby  zmierzyła dziecku temperaturę wieczorem i niech  się liczy  z tym, że katar będzie spływał małemu do gardła, to  niech jak najwięcej  leży na brzuszku i niech go wsadzi do kojca, to mały będzie  raczkował i katar będzie go mniej  męczył. A chłopu niech da sztyft Vicks to też mu będzie  lepiej się oddychało. Ale ja go nie mam- płaczliwym  głosem  stwierdziła Alina. Masz- kupiłam pięć  sztuk, u nas  są trzy, więc dwa są u ciebie. Poszukaj, wygląda  jak sztyft z balsamem do ust. Jest biało- zielony, z napisem Vapo -Rub. Jest też u ciebie  słoiczek z mazidłem do smarowania klatki piersiowej - wysmaruj tym wieczorem swego  chłopa. Też ma napis Vapo- Rub. Przy okazji w  całej chałupie  będzie pachniał mentol i łatwiej  się  będzie oddychało. Możesz też nanieść nieco tego mazidła na gazik i umieścić go w pobliżu łóżeczka Tadzia.  Mniej mu się będzie  nosek zatykał. I wmuś w chłopa witaminę C dwa razy dziennie po 500 mg. Jeśli nie masz to jest w aptece koło przychodni, apteka czynna do godz.21,00, wyślij Krisa. Jemu też  zmierz  wieczorem temperaturę- mam nadzieję  że nie  załapał grypy. Bo chyba  wiesz,  że już  się zaczeły zachorowania na grypę? Szczepiliście  się  w tym  sezonie? 

Hmm, nawet nie  wiem, że były  szczepienia. Były i są. Daj  mi Krystiana do telefonu. On jest teraz  w łazience. No to każ mu do  mnie  zatelefonować gdy wyjdzie. To ważne. W kwadrans później  zatelefonował Kris i dowiedział się, że następnego  dnia ma zatelefonować do ich przychodni, dowiedzieć  się kiedy  mogą przyjechać na  szczepienie i ewentualnie  się od ręki zaszczepić i niech wezmą  małego do pediatry, jeśli nadal będzie kichał i kaszlał.

No tak- podsumował Kris - ty to jak policjant  na skrzyżowaniu ulic- dyrygujesz  ruchem. To się lepiej  słuchaj, bo moje mandaty bywają wielce uciążliwe. Ktoś musi za was raz na jakiś  czas pomyśleć- Tadzio jeszcze  za mały, ty zajęty pracą, a Alina nie przyzwyczajona do myślenia nawet tylko  za siebie.  Słuchaj- mnie to naprawdę nie rajcuje i gdyby nie to, że staliśmy  się  rodziną, to bym nawet palcem  w bucie  nie kiwnęła. Rozumiesz? Taaak.... No to cześć. I wyłączyła  się.

Kazik z trudem tłumił śmiech, podszedł do niej i bardzo, bardzo mocno objął i całował. Natychmiast przytuptał Alek i też zaczął obejmować Teresę mówiąc  "moja mama, kocham".

W tym momencie  wszedł dziadek i powiedział - a ja kocham  was  wszystkich i jestem naprawdę szczęśliwy, że mam was  wszystkich  obok  siebie, na  wyciągnięcie  ręki.

                                                                       c.d.n.

sobota, 8 kwietnia 2023

Lek na wszystko? - 90

 Rozmowa  z bratem  wyraźnie  "rozstroiła" Kazika. Pokręcił  się po swoim  gabinecie, zajrzał w notatki i wszystko razem złożył w  zgrabny  stosik. Chwilę wyglądał przez okno, w końcu stwierdził, że nie jest w nastroju  do pisania. Dręczyło go to co powiedział Krystian o swoim małżeństwie. Postanowił zrelacjonować całą  rozmowę z bratem Teresie. Chwilę się jeszcze wahał, ale sam  siebie wewnętrznie  przekonał, że przecież Teresa dobrze  zna  Alinę więc może coś  doradzi.

Teresa  była  w ich sypialni i właśnie porządkowała zawartość dziecięcej komody- odkładała na  bok ubranka z których Alek już wyrósł i składała  świeżo wyprane i  wysuszone by je ułożyć w komodzie. Te już za małe odkładała do plastikowego koszyka. Kazik wszedł do sypialni, mocno przytulił się  do niej i powiedział - "źle się dzieje w państwie  duńskim"- przytul  mnie, jest  mi źle i  smutno. Teresa przerwała układanie ubranek, ujęła w dłonie jego twarz i spojrzała mu  w oczy mówiąc -przytulę cię, ale nie bardzo wiem co  się stało. Wena ci uciekła w pole i nie idzie  ci pisanie?

W pewnym  sensie  tak, ale małżeństwo Krisa drży w posadach. Sytuacja  z Aliną  zaczyna  go przerastać. Chyba tak  to jest, gdy pobiorą się dwa rozpieszczone bachory. Jedno i drugie  było w domu uważane za ósmy  cud świata. To że ja się dobrze  uczyłem to była "normalka", ale że Krystianek uczył się  dobrze było traktowane jako coś nadzwyczajnego -  taki mały a taki zdolny. 

Powiedziałem mu, że powinni pójść do poradni rodzinnej. Wpienia mnie Kris - doszedł do  wniosku, że  być może najlepszym  wyjściem byłby rozwód , bo on sam może przecież wychować  dziecko. Gdybyśmy byli w czasie rozmowy w domu, to pewnie bym mu przywalił. I muszę ci  się do czegoś przyznać- to ja mu podsunąłem pomysł, byś ty poszła razem z nim na tę prywatną wizytę. Bo pomyślałem, że ty o Alinie  wiesz znacznie  więcej niż on, a poza  tym ty to na pewno wypytasz  tego lekarza o  rzeczy, które  panu mecenasowi na pewno nie  wpadną do głowy naładowanej paragrafami. A Kris nie protestował przeciwko takiemu pomysłowi? Nie, wręcz  się boi, że możesz  się nie  zgodzić na taki projekt.

Tak szczerze mówiąc to nie  za bardzo mi odpowiada ten pomysł, ale  tak naprawdę Alina jest całkiem sama. A do tego to nie jej wina, że ma dwubiegunówkę. Wiem, że powinnam jej pomóc i pomogę. Mam wrażenie, że Krystian za mało poświęca jej czasu. Był przyzwyczajony, że rodzice go stale podziwiali, jaki zdolny, pracowity itp. i nauczył się nie dostrzegać  działań innych osób. 

No właśnie- powiedziałem mu, że zamiast zastanawiać  się nad rozwodem powinien przyjrzeć  się własnemu małżeństwu, swojemu stosunkowi do Aliny. Bo Alina sprzed  ślubu a Alina obecnie  to dwie bardzo różne osoby. Ona jest stale smutna. Na dodatek w tej chwili różnica pomiędzy naszymi dziećmi jest ogromna- w tym okresie  różnica 15 miesięcy to istna przepaść. Nawet na  spacer nie możemy iść  razem bo Alek musi  się  nieco wyszaleć na placu zabaw, a ich dziecko w tym czasie  by z chęcią pospało i krzyki dzieciaków go budzą. Z czasem ta różnica  wieku  nie będzie  miała  znaczenia,  ale teraz ma. Oczywiście jego zdaniem to on  nie ma  szczęścia do kobiet - poprzednia to leciała  tylko i wyłącznie na jego forsę, a ta ogólnie  mało udana bo ma  dwubiegunówkę. 

No cóż- jest jak  jest. Jeśli będzie  regularnie  brała  lek to wszystko się jakoś ułoży- stwierdziła Teresa. Pan mecenas powinien  przespacerować się  do księgarni medycznej, przepatrzeć kilka książek na temat tego typu  schorzeń i sobie  zafundować. I  nie  czytać tego po kryjomu,  ale razem z żoną - na pewno Alina prochu nie wymyśli,  ale  póki co to czyta  ze  zrozumieniem, a jeśli czegoś nie  pojmie to będzie  się  starała znaleźć lekturę uzupełniającą. To że czyjś mózg i cały system nerwowy nieco inaczej działają nie  znaczy, że ten ktoś jest niezdolny do przyswojenia sobie  nowej wiedzy.  Pan mecenas  taki zdolniacha, a dał  się  nabrać, że ja ci warkoczyki zaplatam na torsie. Nie przewidział, że jestem wredna.  A wiesz jak mu było głupio, gdy  się zacząłem śmiać. No to mi  zapewne już  nigdy  więcej nie  zaproponuje swego  brzuszka do pomerdania - śmiała  się Teresa. Straciłam  szansę.  Nooo, straciłaś, to więcej niż pewne- śmiał  się Kazik.

Wieczorem tego  dnia zatelefonował do Teresy Kris i  zapytał, czy byłaby  tak miła i  dobra, by razem  z nim być na umówionej wizycie u prowadzącego Alinę lekarza. Kris zapytał  się  wpierw tego lekarza, czy może przyprowadzić ze sobą wieloletnią  przyjaciółkę  swojej żony, bo panie  znają  się i przyjaźnią  od piętnastego roku życia. No i lekarz  się nawet ucieszył, bo wiele chorób natury psychicznej wykluwa  się jeszcze nawet w  dzieciństwie, o  czym mało kto  wie.

W godzinę później zaterkotał domofon - kurier meldował, że ma przesyłkę dla pani Teresy S. Kazik go  wpuścił i w kilka minut później kurier wręczył Teresie kosz  tak zwany "prezentowy". Były w nim różne delikatesowe wiktuały i azalie w doniczce. W małej kopercie była karteczka , a na niej gryzmoł: "dzięki, jesteś WIELKA !" , a poniżej drugi gryzmoł - przyjadę po ciebie samochodem o 12,30.  Kazik spojrzał na karteczkę i powiedział: no tak, typowe  dla mego braciszka.  Teresa szybko sfotografowała kosz i wysłała zdjęcie  do Krisa z dopiskiem: "dziękuję".

Lekarz prowadzący Alinę zrobił na Teresie bardzo dobre  wrażenie. Podziękował Teresie,  że zdecydowała  się poświęcić swój czas by pomóc swej przyjaciółce. Wywiad z Teresą przeprowadził w cztery oczy, bo nie  wiadomo o czym Krystian wie z przeszłości Aliny, więc to co powie Teresa będzie nadal dla  niego tajemnicą. Na zakończenie powiedział, że gdy "przesłucha" Krystiana i jeśli będą jakieś extra  zalecenia co do kontaktów z Aliną, to on je przekaże Teresie telefonicznie, żeby w tym celu Teresy nie fatygować po raz  drugi. Powiedział też, że dość  rzadko zdarza  mu  się pacjent, o którego martwi  się nie tylko współmałżonek czy też rodzice. Poza tym odpowiadał rzeczowo na  zadane przez Teresę pytania. Teresa podała lekarzowi swój numer komórki, pan  doktor podał jej  swój, Teresa jeszcze podała  swój mail i upewniwszy się, że już na  nic się  nie przyda  powiedziała Krisowi, że ona truchcikiem przemieści się do domu, bo to naprawdę  nie jest daleko.

Wracała przez osiedle południowe i przechodząc koło parkingu zobaczyła Jacka pucującego swój samochód. Zawołała go i zaprosiła do domu na lunch. Wiedziała, że nieco sfrustrowany Kazik ucieszy się na  widok przyjaciela. W pół godziny później Jacek witał się z Kazikiem, tatą i Alkiem.  Alek bardzo mocno ukochał swego "przyszywanego wujka", Kazik też  się cieszył z tej  wizyty i oczywiście wszyscy siedzieli w "pokoju gościnnym", czyli w kuchni. Teresa przekazała domownikom  wrażenia ze  spotkania z panem doktorem, Kazik zapytał się, czy  już ma  się bać konkurencji, a Teresa ze śmiechem powiedziała- siwawy blondyn,  na pewno nie mogłabym mu zaplatać  warkoczyków na torsie. No i zaraz popłynęła opowieść o warkoczykach, które Teresa  "zaplatała" Kazikowi. Alek był w tak  zwanym "siódmym niebie" bo był w domu tata, dziadek i ulubiony wujek "Jaciek", który przecież kiedyś przyniósł posłanko dla Alkowego pieska.  A wujek Jacek był szczęśliwy, że ma taką fajną, przyszywaną  rodzinę, której "oczko w  głowie całej  rodziny" zaglądało mu do ucha i co jakiś  czas mówiło "mój wujek". Jacek przesiedział u przyjaciół niemal  do kolacji, do domu  wypędził go  dopiero telefon od Pawła, który bardzo  się  zdziwił a nawet  nieco zaniepokoił, że samochód ojca  stoi na parkingu a ojca  w domu  nie ma.  W efekcie końcowym Paweł został zaproszony do Kazików, u których piekła  się w piekarniku cała blacha zapiekanki - ryż z mięsem, selerem i pieczarkami. Paweł stwierdził, że jeszcze  nigdy   takiej zapiekanki nie jadł, na to usłyszał od ojca - "no to właśnie zjesz, weź od  Tesi przepis".

Teresa podzieliła  się przepisem z Pawłem, zadzwoniła do Aliny z  zapytaniem czy i  co mają na  kolację, powiedziała, że jeszcze  są dwie porcje zapiekanki, więc niech Kris wskakuje w buty i wpadnie po nią. Kwadrans później Kris już był na dole - z pośpiechu  zapomniał, że klucze od  mieszkania Kazików ma w innej kurtce, więc alarmował z dołu. Został oczywiście  wpuszczony i  zaraz wyrzucony z powrotem. Objął Teresę i patrząc  się na brata powiedział - ona naprawdę jest  wielka.  Teresa  roześmiała  się - tak, jestem- zwłaszcza  wtedy gdy włożę wysokie szpilki. A teraz to  sięgam ci pod pachę, tak jak Zikowi. A zapiekankę  wsadź na minutę do mikrofali.  I wiesz  co - słuchaj uważnie  co ten lekarz ci mówi, bo to mądry i życzliwy facet. Cieszę się, że go poznałam. Bardzo cenię dobrych fachowców. I weź też te ciuszki dla Kaziczka -  nawet jeśli są jeszcze  ciut za duże, to za trzy tygodnie będą w sam raz. On ostatnio nieco urósł. I ucałuj, fizycznie, nie  w przenośni Alinkę ode  mnie. Jutro do  niej zajrzę. Muszę ją namówić na wyjście do klubu. Ona ma  żyć a nie  wegetować ciągle w czterech ścianach. Ona nawet na  zakupy nie chodzi. Czasami chodzi - bąknął Kris. Czasami, mój miły, to ja mam ochotę kogoś zabić i jest to taka sama częstotliwość jak jej wychodzenie  z domu. Przy takim trybie  życia wyhodujesz  dwa dzikusy w  domu. Wpadnij do mnie jutro w ciągu dnia, tylko wpierw zadzwoń bo  w tej chwili to jeszcze  nie wiem  jaki jest "gryplan" na jutro. I pamiętaj- ucałować masz ją ode  mnie czynnie a nie  słownie. Cześć, do jutra. 

Gdy Krystian wyszedł Kazik powiedział - mamy ciutkę kłopotliwą sytuację, bo moja  bratowa ma tak zwaną chorobę  dwubiegunową i musi brać stale jeden lek. Ale unika  go, bo biorąc  go i nie  dbając o dietę wiele osób zwyczajnie tyje. Już raz  mieliśmy wątpliwej jakości  sensacje, bo był nawrót tej choroby, dobrze, że Tesia  zauważyła, że coś  z jej przyjaciółką jest "nie halo", udało się znaleźć dobrego lekarza , bratowa  chodziła na psychoterapię i mój brat miał tylko pilnować by codziennie łykała tę tabletkę i..... nie  zauważył, że ona jej nie łyka. No i teraz od nowa chocholi taniec. Tesia była  dziś z Krisem u tego lekarza w Instytucie Psychiatrii, u którego leczy  się Alina.  Alina jest w tej  chwili na etapie minusowym- wszystko jest nie takie, ona prawie  nie  wychodzi  z domu, w którym  zresztą niemal  nic  nie  robi, boi się chyba osób, których nie zna a mojemu bratu odbija, ubzdurał sobie, że się rozwiedzie i  sam wychowa syna. Nie  wiem który etap tej  choroby lepszy- euforyczny czy ten minusowy, depresyjny.  Mój bratanek jest 15 miesięcy młodszy od Alka- to w  tej chwili przepaść pomiędzy ich rozwojem. Problemem jest pójście z nimi obydwoma na  spacer - nasz to już się  chuligani, wszystkie  przyrządy na placu  zabaw musi odwiedzić- zresztą sam to przeżyłeś  Jacku- a tamten to jeszcze więcej leży niż  siedzi. Nasz  się hodował w  kojcu i jak mówią- podeptał roczek. Co z tego, że daliśmy im kojec, skoro Alinie kojec przeszkadza- nie wiem co prawda  w czym, chyba w jakimś wyimaginowanym  wystroju  wnętrza. A u  nich są pokoje większe niż u nas i u was, bo to blok budowany z cegieł a nie  wielka płyta jak nasze bloki.

Gdy Tesia powiedziała, że z chorym na  dwubiegunówkę choruje praktycznie  cała  rodzina to sobie pomyślałem, że coś się mojej  żonie pokręciło. Ale to prawda - rodzina nie  choruje na tę chorobę afektywną, ale reakcje rodziny na zachowanie chorego, przebywanie  z nim całą  dobę  powodują, że  zaczynają się zachowywać irracjonalnie.  Tesia się zamartwia bo one się znają od 15 roku życia, chodziły  razem do jednej klasy w liceum, potem jakiś  czas  razem pracowały, cały  czas utrzymywały ze sobą kontakt. Zawaliło się wszystko gdy wpierw umarł Aliny ojciec, a potem matka, która pilnowała by Alina brała  codziennie lek. Alina ma jedną ciotkę, siostrę ojca, która liczyła na spadek po swym bracie, ale się przeliczyła- ojciec Aliny zrobił dawno  darowiznę na matkę Alicji, a matka sporządziła testament  na korzyść Alicji. To ta posiadłość Franka - on kupił to od Aliny - część za gotówkę, część w ramach zamiany domu na mieszkanie w Warszawie.

No to rzeczywiście macie problem. A na razie to na  szczęście pogody  są antyspacerowe. A gdy będą  już spacerowe to możesz Tesiu rozporządzać moją osobą. Będę chodził na  spacery z tobą i Alkiem, twój tata też przecież będzie chodził na  spacery z nami, więc będziemy zabierać tę  twoją przyjaciółkę z  dzieckiem. Ja z twoim ojcem zajmę się Alkiem, a ty możesz wtedy mieć na oku bratową Kazika i jej malca.  Ja już jestem na  emeryturze i naprawdę chętnie pomogę, zresztą naprawdę  czuję   się jakbym był drugim dziadkiem Alka. No a jak te małe rączyny  mnie obejmują to  aż  mnie  w gardle  drapie  ze  wzruszenia.  On jest taki przylepny. To po tatusiu i po mamusi - powiedział tata. Oni oboje są z tego gatunku "przytulaśnych". 

Na razie to Kris musi się zmobilizować i opracować jakiś  skuteczny system kontroli łykania tabletek przez Alinę. To tylko jedna tabletka na dobę.  Najlepiej by była podawana zaraz po pierwszym  śniadaniu, ale Alina lepiej funkcjonuje gdy je śniadanie dopiero po 9 rano,  a Kris to je  zawsze  wcześniej. Swoją  szosą, to nie bardzo  rozumiem dlaczego ma  być podawana akurat rano a nie na przykład  w południe- raz na dobę w południe. Muszę się uśmiechnąć do jakiejś farmaceutki lub farmaceuty i przepytać. Ci starsi w tym  zawodzie to się  dobrze na  tym znają- mam wrażenie, że kiedyś albo lepiej uczono albo  było mniej leków i łatwiej było to  wszystko opanować. 

Tesiu, podaj  mi nazwę tego leku, mam kogoś znajomego w Polfie, jest farmaceutą, poproszę by zebrał wiadomości o tym leku - powiedział Jacek.  Nazwę - zaraz napiszę  do Krisa - powiedział Kazik. I powiem  mu o co chodzi. Dziś miałem ochotę mu przylać gdy powiedział o tym, że najzdrowiej to będzie  się  rozejść bo on  sam dziecko wychowa. A nawet pampersa nie potrafi porządnie założyć dziecku. Wpienił mnie  dziś setnie.

                                                                     c.d.n.



Lek na wszystko? -89

 Wszystkim uczestnikom potańcówki w klubie tak  się tam  spodobało, że w następnym tygodniu też postanowili  się tam wybrać. Kazik rozmawiał ze swym  bratem w osiedlowej kawiarni i  zapytał się czy on z Aliną  też się wybiorą  i usłyszał, że Alina by poszła, gdyby nie "ten dziwny zestaw towarzyski". Kazik popatrzył na  brata i powiedział - ty chyba  coś zmyślasz- co to znaczy "dziwny zestaw towarzyski"?  Jacek jest moim przyjacielem  od lat, jego syn to przemiły i kulturalny chłopak, więc  nie bardzo rozumiem co twoja żona widzi w  tym dziwnego.  Kris  tylko  westchnął i cicho powiedział- jestem tym  wszystkim setnie umęczony, chwilami mam ochotę uciec na koniec  świata. 

Słuchaj i zastanów  się nim mi odpowiesz- czy jesteś pewien, że Alina bierze te tabletki? Czy ona je połyka przy tobie? Bo ona  znów  zaczyna  bredzić.  Ona ma je łykać zaraz po jedzeniu i popić wodą a nie kawą lub  mlekiem- wyjaśniał Kris. I tak na 100% to nie mam pewności czy ona je połyka- ona strasznie  długo je śniadanie,bo twierdzi, że rano nie ma apetytu. Ja  już dawno  zjem,  a ta jeszcze mamle. Gdyby nie dziecko to już byłby rozwód. 

Kazik bardzo brzydko zaklął, po czym   zapytał- a widziałeś się  z tym lekarzem prowadzącym? Był na  zwolnieniu bo chorował, mam z nim spotkanie za 4 dni. Jestem kompletnie zamotany- kocham ją, ale zaczynam dojrzewać do stanu, w którym wystąpię o rozwód i odebranie jej dziecka. Skoro samotne matki wychowują  dzieci to i samotny ojciec  może. Będzie po prostu w  żłobku i może wynajmę kogoś do pomocy- np.panią Marię. A zdajesz  sobie  sprawę  z tego, że będziesz musiał Alinie zapewnić  mieszkanie? Nie będę musiał - mamy rozdzielność majątkową, ostatnio umowę z tymi co wynajmują jej mieszkanie ona podpisuje  co kwartał - tak sobie  zażyczyła, a ja się zgodziłem. 

Może nie mów tego wszystkiego Tesi - zdenerwuje  się.  Nie mogę  ci tego obiecać, my  nie mamy przed  sobą tajemnic odpowiedział Kazik. Jeśli się zdenerwuje to w pierwszej  kolejności dowiesz  się, że jesteś naiwnym debilem i zapewne przyjdzie do was  na "wizję lokalną". I porozmawia z Aliną. Nie  zapominaj, że one znają się od rozpoczęcia nauki w liceum - to już kupa lat. I Tesia nie  będzie  miała obiekcji by zrównać Alinę z ziemią - nie jeden raz tak robiła. I może poproś Tesię, by poszła  razem z tobą na tę audiencję do tego pana od psychiatrii. Nie podejrzewam  by facet  miał coś przeciw temu. Tesia jest w tych sprawach bardziej dociekliwa niż  ty, a poza tym zna Alinę znacznie dłużej  niż ty i lepiej  niż ty zna jej  różne  reakcje. Jak znam Tesię i życie to będzie  miała do tego pana doktora  wypisaną  całą listę pytań.  

Według teorii Tesi to wszystko co nas  spotyka jest po coś. Bo  pewnie w poprzednim  wcieleniu coś nabroiliśmy i teraz dostajemy nauczkę i  musimy coś odpracować. To Tesia  wierzy w reinkarnację? - dociekał Kris. Nie mogę ci powiedzieć  czy  wierzy czy  nie  wierzy,  ale czytuje Platona,  a Platon był przekonany, że się reinkarnujemy. Poza tym na świecie się tym interesują różne ośrodki badawcze i badają. I....nie  wykluczone  to jest. 

No tak-szepnął Kris- Tesia czytuje Platona, pewnie w ramach rozrywki - mnie się to jeszcze nie zdarzyło. A Alina  czytuje "Zwierciadło" - taka drobna różnica między naszymi żonami- westchnął Krystian. Kazik zaśmiał się - a na domiar złego Tesia tańczyła z Jackiem boogie-woogie i to tak, jakby od lat razem trenowali. Oczy  mi omal  nie  wyskoczyły  z orbit - podziw  mi  się mieszał z  zazdrością. Na pociechę mi powiedziała,  że Jacek jest nadal przystojny i że kiedyś to zapewne nie on  się uganiał za dziewczynami ale one za nim.

Nie wiem,  zupełnie  się na tym nie znam. I chyba jakoś  nie mam szczęścia  do dziewczyn. Niewypał z Alicją, bo leciała  tylko na forsę, teraz z Aliną się wszystko plącze. Tobie to się jakoś poszczęściło z Tesią. Ale nie poszczęściło mi  się z Anką - zapomniałeś? Zmarnowałem 10 lat swego życia. W ramach kary za związek z Anką  pięć lat umierałem z miłości do Tesi.

No ale teraz  jesteście razem i jeszcze ci warkoczyki zaplata na torsie. Kazik  wybuchnął śmiechem.  Czasem mam wrażenie, że moja  żona  studiowała psychologię  - uprzedziła  mnie, że pewnie coś o tym zaplataniu warkoczyków  miaukniesz  do mnie. Podpuściła cię - nie  zaplata warkoczyków  ale  mnie mizia po zaroście. Co zresztą uwielbiam. Uwielbiam  wszystko co ona robi ze mną. Często mam wrażenie że bez niej to bym zginął. Wystraszyłem się którejś  nocy bo obudziłem się a jej nie  było w  łóżku- pomyślałem, że pewnie poszła  do łazienki i wydawało mi  się, że jej  zbyt długo nie ma, wstałem i zobaczyłem, że nie świeci  się światło w łazience.Wystraszyłem się, poszedłem do kuchni a ona tam  siedziała po ciemku  i pomalutku piła kompot. Jakoś tak jesteśmy "ustawieni", że jeśli jedno  w nocy wyjdzie  z łóżka, to  drugie natychmiast  się budzi. Jakby tak ktoś nas podsłuchał, nasze rozmowy z Tesią, to całkowicie by  zwątpił w trzeźwość naszych umysłów - ona twierdzi, że jest ode mnie obłędnie uzależniona a ja twierdzę że ja jestem na całej linii uzależniony od  niej. Ale mnie to uzależnienie od  niej w niczym  nie  szkodzi. Czasem sam  sobie  tłumaczę, że jak  się ma już ciut po czterdziestce to u niektórych zaczyna się kryzys wieku  średniego a ja zakochany wciąż jestem  w Tesi jak małolat. 

 W naszym instytucie "drobne  remonty" są teraz,  więc pracuję w domu i najlepiej  mi się wszystko układa w głowie gdy w pokoju ze mną  siedzi Tesia razem z Alkiem.  Oni budują domki z klocków albo Tesia  razem   z nim studiuje  Małą Encyklopedię Zwierząt i wtedy mu cicho opowiada o tych  zwierzętach, a czasem rysuje razem z nim- to znaczy on jej mówi co ma  narysować. To ona rysuje np. psa, ale coś temu psu brakuje - pokazuje   małemu rysunek i każe  sprawdzić czy piesek jest  dobrze narysowany. Mały wtedy ogląda i mówi, rozkładając  wtedy rączki w takim  fajnym geście niemocy - piesek nie ma ogonka, albo uszka  albo jednej łapki. Ostatnio sobie  zażyczył by narysowała  samochód a ta  cwaniara  powiedziała  - samochód to narysuje  ci tata, jak będzie  miał przerwę w pracy. Miałem nadzieję, że mały zapomni- ale nie ma lekko- nie  zapomniał. Tylko podniosłem  się  z krzesła zaraz przydreptał i mówi- plose  samochód, lisuj.

Na tatę nie mówi dziadek tylko "dadek" a tacie  się to bardzo podoba i mówi, żeby go  nie poprawiać. To  się chyba  wzięło stąd, że tata  mu mówił : "ja jestem dziadek Tadek" i jakoś było to zbyt skomplikowane  dla małego i  sobie  skrócił i jest dadek. Czasem tata włącza mu muzykę klasyczną- gdy byliśmy  w klubie to mu włączył  "Światło księżyca" Clauda  Debbussy, a ostatnio  Kołysankę z IV Symfonii Czajkowskiego, teraz pewnie mu włączy Eine Kleine  Nachtmusik. 

Kris posmutniał- zazdroszczę ci Teresy i taty. Kazik chwilę milczał, a potem powiedział - nie  zazdrość mi. U nas jest tak, że my z Tesią o wszystkim szalenie  dużo rozmawiamy, dzięki temu ona wie czego ja pragnę i oczekuję od niej i vice versa. A u  was jest tak, że Alina  nie zna twoich planów na dany  dzień, a potem  się  zaraz  kłócicie bo rzeczywistość was zaskakuje, bo coś  było niedogadane. Z reguły wiesz jak ma wyglądać twój następny  dzień, więc podziel  się  tym z Aliną- nie musisz operować nazwiskami ani opowiadać jej szczegółów spraw, ale mniej  więcej  podaj jej rozkład dnia. Możesz chyba powiedzieć, że np.  jedna sprawa od 10 -12, poślizg  może być rzędu np 1,5 godziny lub powiedzieć, że nie jesteś  w  stanie  z góry określić ile  czasu ci to  zajmie. Ty ją w pewien sposób wykreślasz z rozkładu  swego dnia. Ja teraz  piszę o sprawach, o których Tesia nie ma nawet bladego pojęcia, ale to co jest  częścią opisową i nie będzie na pewno objęte patentami to jej czytam- bo to dla mnie sprawdzian, czy jasno formułuję zdania. I jestem bardzo szczęśliwy, że piszę to teraz  w domu. 

I zamiast  zastanawiać  się nad  rozwodem pomyśl co możesz  zmienić w  waszych układach. Podejrzewam, że taka zmiana  może też korzystnie  wpłynąć na  układ nerwowy Aliny. Fakt- była rozpieszczona przez matkę i na pewno śmierć matki ją bardzo zabolała.  Ja mam wrażenie, że ona się czuje przez  ciebie  w  jakiś  sposób odtrącona. Nie  zauważyłeś, że ona jest  cały czas  smutna? A może  wybierzecie  się do poradni rodzinnej- wiesz, ja nie jestem psychologiem, ale tak to jakoś postrzegam. Chyba za bardzo z góry patrzysz na Alinę. I nie myśl, że rozmawiałem o  tym  z  Tesią - nie  rozmawiałem. I raczej nie porozmawiam- to dotyczy twojego życia, nie mojego z Tesią. Alina teraz i Alina  sprzed ślubu  z tobą to dwie  zupełnie  różne dziewczyny. Pomyśl sobie o  tym spokojnie. 

Jakby na to  nie  spojrzeć  jesteś moim  bratem, więc chcę żebyś miał raczej udane to małżeństwo niż sam wychowywał synka. Dziecku, niezależnie od jego płci,  w tym  samym  stopniu  jest potrzebny tata co i mama. Więc naprawdę - weź się w garść, przeanalizuj wszystko. Znam cię już dostatecznie długo i dobrze  wiem, że gdy ci na czymś lub na kimś zależy to potrafisz góry przenosić. Masz w zasięgu ręki dwie osoby nie narzucone ci przez kogoś - Alinę, którą sam wybrałeś i Tadzika, którego powołałeś na ten świat. Nikt ci tych dwóch osób nie narzucił. A Alina bardzo podobała  się Frankowi. 

No muszę wracać  do  domu, nikt jakoś za mnie  nie chce myśleć i pisać. Gdy pomyślę  ile jeszcze tej pracy przede mną to mi najzwyczajniej w świecie mózg się lasuje i skóra na głowie   cierpnie. Całkiem dobrą kawę tu dają i super, że nie wolno  tu palić- mam wrażenie że głównie  dzięki temu nie ma tu tłoku.

Ja jeszcze  chwilę tu posiedzę - stwierdził Kris. Muszę sobie  to  wszystko poukładać w głowie. Dziś jest w domu  pani Maria, więc jest lekki rozgardiasz.  Dzięki, że ze mną porozmawiałeś. A myślisz, że Tesia  zgodzi  się pójść ze mną do tego lekarza?  Jeśli ją poprosisz to się zapewne  zgodzi - nie  sądzę  by  miała  coś w planach na ten  dzień. Tylko może już dziś jej o tym powiedz, żeby sobie  czegoś nie naraiła na ten dzień. Nie zamartwiaj się, nie jesteś sam na świecie, masz jeszcze  mnie. Trzymaj  się, wszystko się ułoży.

Wracając do domu Kazik jeszcze wstąpił do cukierni i kupił mini bezy, a w warzywniaku  pomarańcze. No to już jestem - trochę mi się zeszło. Jestem mile  zaskoczony- całkiem dobrą kawę mają w tej kawiarni i w ogóle wystrój skromny, ale wszystko czyściutkie- nawet podłoga czysta. Dobrze  to  wymyślili - pomiędzy  drzwiami wejściowymi, a są ich dwie pary, jest olbrzymia, chłonna wycieraczka. Szatni co prawda  nie ma, ale są dwa duże wieszaki.  A jak Kris?- spytała Teresa. Nie dolałem mu, choć miałem chęć. Ostatni raz mu wlałem gdy  miał trzy lata. On pewnie będzie  do ciebie telefonował i będzie  cię prosić byś  z nim do tego psychiatry podjechała, za 4 dni. A tak ogólnie to sprawiał wrażenie, że rozumie co  się  do niego mówi. On mi zazdrości dwóch rzeczy - ciebie i taty.  Nic  mu na to nie poradzę, ale go rozumiem - to pewnie śmieszne, ale im jestem  starsza tym bardziej  się  cieszę, że tata z nami mieszka. A gdzie tata i Alek?  W taty sypialni, oni słuchają teraz muzyki i dlatego mają zamknięte drzwi. Tata kupił  płytę z piosenkami śpiewanymi przez dziecięcy chórek. Mały do rytmu  kiwa główką i już drugi raz leci ta  sama płyta.

                                                                                    c.d.n.

czwartek, 6 kwietnia 2023

Lek na wszystko? - 88

 Zgodnie z tradycją tego klubu potańcówka zakończyła  się o godzinie 23,00. Dłużej  można  było tu potańczyć  tylko w  soboty. W samochodzie Kazik powiedział do Jacka - nie  miałem pojęcia, że ty jesteś takim znakomitym tancerzem - a to boogie-woogie to tak tańczyliście jakbyście  razem chodzili na jakiś kurs  tańca.Gdybym był wtedy na parkiecie  to  zwyczajnie wróciłbym do stolika.  Przesadzasz kochanie - przecież myśmy tylko przebierali nogami do rytmu, to nie  było prawdziwe boogie-woogie w naszym wykonaniu. Nie było żadnych figur, bo to jednak trzeba ze  sobą poćwiczyć. A Jacek fantastycznie prowadzi, więc nie  miałam problemu by odgadnąć co powinnam zrobić.

A ja patrzyłem z zazdrością na  was, gdy tańczyliście tango - powiedział Jacek. Widać gołym okiem, że się kochacie. Ta  wiązanka tang była  piękna - chłopcy ją świetnie   grali. To były tanga skomponowane przez Carlosa di Sarli - powiedziała Teresa. A to ostatnie tango to był utwór dedykowany przez niego, miejscu,  w którym się urodził, czyli miastu portowemu Bahia Blanca. Skomponował kilka naprawdę  ładnych tang, był muzykiem, miał własną orkiestrę z którą nagrał 27 albumów. Był niewidomy, miał tylko 57 lat  gdy umarł w 1960 roku. Chciałabym kiedyś pojechać do Argentyny, do Buenos Aires, zobaczyć na  własne  oczy jak na ulicach tańczą tango. Bo na  razie to oglądałam to tylko na YT.

Trochę daleko - stwierdził Kazik. Ale nigdy nie  wiadomo co nas  w życiu spotka. Gdy urodziła  się Tesia to ja miałem niemal 9 lat i gdyby ktoś wtedy powiedział, że kiedyś,  w przyszłości będzie  moją żoną to pewnie umarłbym ze śmiechu. Mało tego - dość długo ją kochałem nie  zdając  sobie  sprawy z tego, że ją kocham. A gdy sobie  z tego zdałem sprawę to ona już była mężatką a ja wciąż wmawiałem w siebie, że jest  tylko moją przyjaciółką. I zwierzałem się jej, że kocham  pewną mężatkę, ale nie powiedziałem, że tą mężatką jest ona. Rozszedłem się,Tesia stawała w charakterze  świadka a ja wyjechałem, ale nadal utrzymywałem z nią kontakt. Byłem  w depresji, chciałem zniknąć z tego świata, a wtedy powiedziała żebym tego nie  robił i tak nieco na okrągło mi powiedziała, że jej małżeństwo jest farsą. I to mnie powstrzymało, pomyślałem, że powinienem nad  nią czuwać. No a potem ten patafian wyciął taki numer, że rozwód dostała po pierwszej rozprawie i to z jego winy. No i wtedy już  wszystko szybko poszło, przyznałem  się kto jest tą mężatką którą kochałem. 

No to jesteście  parą po przejściach. Fakt, Anka była koszmarna, podejrzewam, że wszyscy kursanci się  z nią przespali. Pewnie tak. A do tego była ewidentną alkoholiczką. Zapiła  się na śmierć, gdy już byłem po rozwodzie i siedziałem w Niemczech. A wiesz gdzie  się ona  tak rozpiła?- nie, nie wiem - stwierdził Jacek.  W pracy- pracowała  w ośrodku obliczeniowym. Obsługa  dostawała w celach służbowych czysty  spirytus do czyszczenia elektroniki i wszyscy tam nieco popijali, ale tylko ją przywozili do domu pół przytomną. Zwolnili ją, prosiłem  by zaczęła  się leczyć, ale odmówiła, sama sobie  kupowała wódkę i piła.Więc  się rozwiodłem. I szybko wyjechałem. Potem kupiłem to mieszkanie w którym mieszkamy. 

A "były" Tesi co robi?- spytał  Jacek.  Przepadł gdzieś - jego matka go szukała niedawno na  naszym osiedlu - powiedziała  Teresa. Miałam nieprzyjemność natknięcia się na  nią gdy byłam  z małym na spacerze. Odniosłam wrażenie, że coś jest  nie w porządku z jej umysłem. Nie wiedziała, a może zapomniała, że jesteśmy po rozwodzie. Powiedziałam jej tylko, że jeżeli  mój były  zaginął to niech to zgłosi na policję, bo ja nie mam pojęcia  gdzie on jest. Na szczęście więcej jej już tu nie widziałam. On  się szykował na placówkę do Rosji, no ale wszystkie CHZety przestały istnieć, nie tylko moja centrala, jego też. 

A kiedy chcesz wrócić do pracy? Nie wiem - na razie jestem jeszcze jeden rok na regularnym urlopie wychowawczym. A co będzie potem- nie  mam na  razie bladego pojęcia. Franek  chce mnie wziąć do siebie do ministerstwa, ale życie  mnie  nauczyło by nie planować za wiele i do tego dalekosiężnie. Jak na  razie to jest w porządku tak jak jest. Nie jestem nieszczęśliwa  z tego powodu że nie pracuję zawodowo. Nie jestem zarobiona po dziurki w nosie. A ostatnie lata  w pracy tak  właśnie  było. Dziecko, mąż, dom - wszystko funkcjonuje jak należy. Nie  cierpię na kompleks "kury domowej".  

Brat Kazika przymierza się do jakiejś  spółki  z kolegami po fachu, widzi  mnie w tej spółce, bo skądś wie, że byłabym dobra jako kierowniczka kancelarii, bo jego zdaniem to jestem zorganizowana i odpowiedzialna. Nie wiem kto mu to wmówił, na pewno  nie ja. Wiesz, co będzie dalej to zależy głównie od  tego co będzie robił Kazik. Na razie dłubie doktorat i jedyne o co muszę  dbać to żeby nie musiał  się w tym czasie zamartwiać o  sprawy domowe i  miał w domu spokój. 

Ja  sobie dobrze   zdaję sprawę z tego, że odstaję od  dzisiejszego modelu kobiety, która powinna mieć męża tam, gdzie plecy kończą  swą szlachetną linię,  że powinnam się  starać awansować, uzupełnić wykształcenie, czyli zrobić  studia by mieć "mgr" na wizytówce przy  swoim nazwisku,  nauczyć  się jeszcze  ze dwóch bardzo obcych języków, nie  siedzieć z dzieckiem w domu tylko wysłać je do żłobka. Wtedy byłabym w  zgodzie z obowiązującym trendem. Ale rzecz  w tym, że ja  mam obowiązujące trendy  poniżej pleców. Zresztą nigdy nie  byłam na bieżąco z obowiązującą modą.   Nawet lakier na paznokciach mam w niemodnym obecnie  kolorze.

Ostatnio wyszłam od fryzjerki, bo gdy zobaczyłam, że już czwarta klientka jest tak samiutko ostrzyżona jak te przed  nią,  to wstałam i wyszłam. Na  wszelki wypadek nie powiedziałam dlaczego wychodzę. No i bardzo dobrze zrobiłaś - pochwalił ją mąż - lubię gdy masz nieco dłuższe włosy, bo lubię się nimi bawić i chować  w nich twarz. I kocham cię taką, jaka jesteś, cenię tę twoją "odmienność". Nie  widzę powodu dla którego masz być zarobiona tak jak byłaś w ostatniej pracy. Były  dni, że wychodziłaś pół żywa. Dla mnie jest cenne to, że jesteś w domu z Alkiem i tatą. A to, że aktualnie nie pracujesz tylko jesteś w  domu  nie  zwalnia  mnie  wcale z pomagania ci w  domu. Lubię ci pomagać. Pewnie też jestem nietypowy. Odkąd częściej pracuję  w domu to lepiej mi to pisanie  idzie. I wiesz co jest dla mnie  takie ważne? - to, że zawsze chcesz posłuchać o czym piszę i mówisz czego nie  rozumiesz. To mi pozwala nie  wkręcić się w spiralę mało jasnych sformułowań. Nie jesteś po mechanice, możesz pewnych procesów technicznych nie załapać, ale twoje pytania pomagają mi w pracy.

Wiecie co - kocham was oboje tak, jakbyście byli  moimi dziećmi - powiedział Jacek. Chciałbym by Pawłowi też  się udało znaleźć taką kobietę jak Tesia. Teresa  roześmiała  się - tylko wcale  nie  wiadomo czy byłby szczęśliwy z taką kobietą jak ja. Bo w gruncie  rzeczy to wymagająca  ze mnie baba i do tego dość apodyktyczna. 

Nie zauważyłem byś była apodyktyczna - stwierdził Kazik. Ty po prostu jesteś konsekwentną osobą a nie chorągiewką na dachu uzależnioną od powiewu wiatru. Jesteś myśląca i nigdy niczego nie mówisz  na wiatr, twoje decyzje są przemyślane. I po prostu oczekujesz by inni też myśleli. I wiem, że twoje "nie" to nie jest wynik złego humoru - jeśli mówisz "nie", to zawsze jest to uzasadnione. Ty po prostu  bardzo szybko myślisz. I tak było zawsze odkąd  cię znam.  I wiem, że lubisz Pawła, inaczej nie mógłby ci mówić po imieniu. No lubię, fakt. Trochę mi go żal, że już nie ma swej mamy, ale na  szczęście ma bardzo porządnego ojca. Gdy podwieźli Jacka pod  blok, samochód Pawła już stał na parkingu. W 10 minut później  cichutko wchodzili do swojego  mieszkania.

Tata w swoim pokoju oglądał jakiś dramat wojenny. Powiedział, że z reguły  nie ogląda wojennych filmów, ale ten był o Pearl Harbor  i nawet go zaciekawił. Chwalił  Alka, który był nadzwyczaj grzeczny, pięknie zjadł kolację i bez problemu dał się  spolaryzować w  łóżeczku, a  dziadek włączył mu cichą muzykę i mały szybko zasnął. A co mu włączyłeś? Światło Księżyca  Debussy'ego. Teresa przytuliła tatę i ucałowała - nic dziwnego, też  bym na jego  miejscu zasnęła. A Kazik opowiedział tacie jak pięknie Teresa tańczyła z Jackiem boogie woogie i że tylko odrobinę był zazdrosny, ale się nauczy i też tak będzie tańczył. Tata ich zapewnił, że ilekroć będą chcieli gdzieś  wieczorem wyjść to  nie ma problemu - on  zawsze chętnie  zostanie  z Alkiem.

W czasie wieczornych  ablucji Kazik powiedział- naprawdę cię dziś podziwiałem - świetnie razem z Jackiem tańczyliście. Ale to nie  moja zasługa - on prowadził i chwilami mi podpowiadał. Dawno tego nie tańczyłam a poza tym to boogie woogie najlepiej tańczyć albo w butach na  niskim obcasie  albo całkiem płaskim,  a ja byłam na wysokich szpilkach i chwała  Jackowi za to, że to wziął pod uwagę. On naprawdę świetnie  tańczy- przecież tańczyłam z nim pierwszy raz  w życiu, a  znakomicie  go odczytywałam. Tak ogólnie  to ja  nie lubię tańczyć z kimś pierwszy raz, jakoś mnie  to  zawsze  stresowało,  ale ku memu wielkiemu zdumieniu dobrze mi  się  z nim tańczyło. Mam wrażenie, że w  młodości był niezłym lodołamaczem niewieścich serc. Teraz jeszcze jest  z niego przystojny facet, no a kiedyś to  chyba za nim dziewczyny latały  a nie on za dziewczynami. Ale wiesz co dziś było najcudowniejsze? No co? - powiedz. Ten moment gdy zagrali tango, wyszliśmy na parkiet i ty mnie objąłeś. Gdy z tobą tańczyłam gdzieś odpłynęły  wszystkie  złe  chwile gdy nie  byliśmy razem i mogłabym w twych ramionach przetańczyć całą  noc. I mam nadzieję, że będziemy  się często, nawet  sami, urywać do tego klubu. Tam jest  całkiem  miło, tak  mało zobowiązująco. A ja miałem straszliwą ochotę całować cię gdy tańczyliśmy - zupełnie jak jakiś  niewyżyty  małolat. No przecież mnie  całowałeś w  czubek głowy. No ale ja  miałem ochotę na twoje usta i  nie  tylko usta. Dobrze, że nie  byłaś w wydekoltowanej bluzeczce, bo pewnie bym  się  nie opanował. A jak ci się widziała ta Ewa?  W porządku, wygląda na dość uporządkowaną i normalną. Nie odstawiała wielkiej damy, nie  kręciła  tyłkiem i mówiła  całkiem z sensem. Ona  chyba jest trochę  starsza od Pawełka.  No jest, ale ponoć tylko dwa lata, a  dwa lata to tyle  co nic. Paweł mówił o  niej Jackowi, że mądra  z niej  dziewczyna i że ma  nadzieję, że  się zaprzyjaźnią. Mam wrażenie, że niewiele kobiet zajmuje się cybernetyką.  No fakt, nie  znam  żadnej babki  zajmującej  się  cybernetyką - to takie jakby  międzywydziałowe  studia. No ale chyba  jest niezła,  skoro je ukończyła. No wiesz - Paweł jest całkiem trzeźwym chłopakiem, nie ma przewrócone  w głowie. Jacek zawsze mu mówi, że podziwia jak dobrze  go wychowała jego mama, a Paweł na to odpowiada, że przecież wiele cech odziedziczył po Jacku. Obaj są zadowoleni z faktu, że się odnaleźli i że są razem. Często Paweł nocuje u Jacka, kolacje  są raz  u jednego raz u  drugiego. I obaj są ci wdzięczni za pomysł z tymi portretami. Paweł był  dziś   dumny  z ojca, że jeszcze  z  niego całkiem, całkiem dziarski facet. Gdy tańczyliście to powiedział, że nie spodziewał się, że jego ojciec tak dobrze tańczy. 

No bo on  naprawdę dobrze tańczy i  czuje  się, że on  lubi tańczyć. Wiesz czego nie lubię u facetów gdy tańczą? No czego - jestem  ciekawy. Złości  mnie  gdy facet który  ze mnę tańczy  nuci  mi nad uchem melodię, którą  właśnie   tańczymy. A jeszcze  gorzej gdy to jest jakaś melodia  ze  słowami i taki  artysta mruczy  mi do ucha słowa. Z reguły wtedy mówiłam  by mi nie szemrał do ucha a gdy na facecie mi nie  zależało to po prostu zostawiałam  debila  na parkiecie. No to  dobrze, że nigdy  nie  miałem  zacięcia do  śpiewania - śmiał  się  Kazik. 

Ty to zawsze  byłeś u mnie na innych prawach. Miałam  tylko żal do ciebie, że  mnie nie  dostrzegałeś. Dostrzegałem, tylko pilnowałem cię z daleka. Ale tanga tańczyłem tylko z tobą, z innymi nie. I lubiłem patrzeć jak szalejesz w  rocku. Miałaś taką spódnicę w poprzeczne białe, niebieskie i  czerwone paski i jak robiłaś obrót to widać  było twoją halkę i uda. Miewałem dość dziwne myśli wtedy - zupełnie nieprzyzwoite. I w ramach  tych  nieprzyzwoitych myśli wylądowałeś w  łóżku z Anką.  Kochanie- sama zawsze mówisz, że zawsze to co się wydarza   jest  z jakiegoś powodu. Widocznie musieliśmy oboje wpierw dostać baty by móc  się odnaleźć i pokochać. Chodź już do łóżeczka bo bardzo,  bardzo cię chcę już tulić i pieścić. A rano nie  zrywaj się do Alka, ja mu zrobię i podam mleko. Dobrze, że on jeszcze ciągnie to mleko z butelki. I pewnie  dzięki temu jeszcze potem  do dziewiątej dociąga. Znam taką, której dziecko na tej  zasadzie działało do piątego roku życia. Jak nasz dociągnie tak do trzech lat  to nie  będzie z tego powodu tragedii.

                                                                               c.d.n.

Lek na wszystko?- 87

 Kazik był wielce  zadowolony z dokonanych  zakupów- stojąc w "buduarze" przed lustrem powiedział do żony - jestem z siebie niezmiernie  dumny, że udało  mi się to wszystko samemu kupić a do tego we właściwych rozmiarach i kolorach. No nie  byłeś tam  sam, był i Jacek z Pawłem i Kris. No ale oni kupowali dla  siebie,  więc   mierzyli a ja dla ciebie i małego  dobierałem  wszystko sam, bez twojego doradztwa. A swoje rzeczy tam przymierzałeś?- spytała. No nie - nie mierzyłem, ale  są dobre. Teresa z trudem  stłumiła  śmiech i tylko  powiedziała - powinniśmy napisać do producenta  list pochwalny, że wykonane produkty są  zgodne  z podaną rozmiarówką. Ich wyroby są znacznie  droższe niż innych firm, więc jeśli chcą się utrzymać na rynku to muszą przestrzegać takich drobiazgów jak zgodność  rozmiaru z tym co jest wydrukowane  na metce. Ale bardzo dobrze  dobrałeś kolory i chwała ci  za to. A ten kombinezon małego jest super - i ładny i bardzo praktyczny. I mój dres oraz  bielizna  też są bardzo fajne.

A czy ty zdajesz  sobie  sprawę  z faktu, że rozpoczął się karnawał, więc moglibyśmy się wybrać do klubu by potańczyć?  Zastanawiam  się jak  zorganizować wspólną wyprawę naszą i Aliny z Krisem do klubu- zapodała Teresa.  U nas to pestka, bo tata zostałby bez problemu z Alkiem - po prostu  tata spędziłby kawałek jednej nocy w naszej  sypialni. Problem jest tylko z Tadziem - musiałby Kris uwieść panią Marię, żeby została u  nich z małym. Mogłaby z nim spać w jego pokoju,  "na sofie z funkcją  spania", jak to  zawsze podkreśla Alina. Bo wiesz - Alina już go wyrzuciła  z ich sypialni, żeby się nie zgorszył tym co rodzice od  czasu do czasu "wyprawiają". Uśmiałam  się jak norka na  widok tłustej larwy. Mogliby z nami pójść też Jacek z Pawłem. Tak bardzo mi  się marzy, by znów tańczyć z tobą tango. Ponoć w tym klubie jest  spory  luz, więc nie  musiałbyś się dopasowywać do garnituru- mógłbyś pójść w czarnej  koszuli i w zamszowej kamizelce. 

A ty w czym byś poszła? W czarnych spodniach i czarnej szydełkowej bluzce zdobionej dżetami- tej co ma dekolt  głównie na plecach No i na miejscu  wskoczyłabym w  szpilki, też czarne. Mogłabym, jeśli wolisz, założyć taką srebrno-błękitną z dekoltem z przodu a nie  z tyłu- tylko nie  wiem jak  się teraz będzie   w niej prezentował mój biust "matki Polki".  Kochanie moje, ty masz  jakieś chore  wyobrażenie o swej figurze  po  ciąży. Ważysz  mniej niż przed  ciążą, piersiątka masz takie jak przed karmieniem, figurę też, blizna niemal niewidoczna a poza  tym ukryta pod bikini, więc w normalnej bieliźnie  niewidoczna, a poza tym kocham  cię jeszcze  bardziej niż kiedyś, więc przestań histeryzować. Natomiast ja powinienem zacząć ćwiczyć, bo już czuję, że mi nieco mięśnie sflaczały. 

No coś ty, jesteś tak samo dobrze umięśniony jak zawsze  byłeś, brzuch ci nie  sterczy. Nie  zauważyłam, żeby ci  coś sflaczało. Bez problemu mnie podnosisz, więc coś  ci  się wydaje. Za mało chodzę - muszę więcej chodzić. Na wiosnę, jak  się ociepli to w pogodne   dni będę zostawiał samochód i  część drogi do pracy będę pokonywał pieszo. To lepiej byśmy w każdy weekend wyjeżdżali za miasto i tam dreptali. Będziesz  szedł i albo pchał parasolkowca  z Alkiem  w  środku  albo go niósł na grzbiecie - będziesz miał chodzenie  z obciążeniem. Możemy zawsze się wybrać  do tego nowego Ogrodu  Botanicznego bo tam jest gdzie pochodzić bo to duży teren a ławek jak na lekarstwo. Mamy Powsin i  Konstancin naprawdę blisko. A dojeżdżanie do pracy komunikacją miejską jest kiepskie -zawsze jest  tłok i możesz  dziecku jakiś syf zakaźny przynieść. A mnie też dobrze   zrobią takie  spacerki poza  miastem  a i tata na pewno z nami zawsze się wybierze. Poza tym  nie  widzę problemu by codziennie wieczorem oblecieć obie  części naszego osiedla . To w  sumie sporo do podreptania. A dreptałabyś  razem ze mną? - bo nie  sądzę by mi  się chciało samemu chodzić. No pewnie, tylko będziemy  musieli tatę z małym zostawiać.  Bo jeśli  go weźmiemy na  spacer w wózku po kolacji, to nam  zaśnie i potem  mogą być  problemy z jego  zaśnięciem na  noc.

Pomysł z wybraniem  się do klubu by potańczyć spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem ze strony Krisa, Alina miała  się nad  tym zastanowić. Nie ma obawy - gdy jej powiem, że pójdę bez  niej to zaraz oprzytomnieje - stwierdził  Kris.  Zauważyłem pewną rzecz - im mniej jej ulegam tym bardziej robi  się przytomna. Ona chyba była  straszliwie rozpaskudzona przez  swoją matkę - powiedział Kris. Fakt - potwierdziła Teresa- w porównaniu  z nią to ja miałam "zimny  wychów  cieląt" i same  zakazy i nakazy. Nikt się ze mną nie  cackał- zawsze słyszałam od mamy, że sama na  siebie kręcę bicz, że jak sobie pościelę tak  się wyśpię, że siedzenie przed lustrem nie sprawi, że będę ładniejsza  lub zgrabniejsza i że ważniejsze jest to  co mam w głowie niż to jak jestem ubrana lub uczesana. 

To jak ty  się urywałaś  do klubu? - zdziwił się Kazik. Och- zupełnie zwyczajnie - kłamałam jak  z nut, że idę do koleżanki i że muszę się dużo uczyć. Tyle  tylko, że jakoś ta moja  nauka nie  miała odbicia w  moich stopniach, nie  byłam w pierwszej dziesiątce ze  swoimi ocenami, raczej w ostatniej piątce.  Do dziś nie  wiem jakim cudem udało mi  się zrobić maturę, zwłaszcza z matematyki,  a potem to  studium ekonomiczne i kilka różnych kursów. Nauczyłam  się  wielu różnych,  nawet dość mądrych  rzeczy, tylko nie tego jak odróżnić drania od porządnego człowieka i za niego nie  wyjść. Tego to już  musiałam nauczyć  się sama. Tego nie nauczyła mnie żadna  szkoła, ani kursy  ani moja własna matka. Więcej oleju do głowy to wlał mi tata i jak dopiero potem to odkryłam - w tajemnicy przed mamą. Kochałam mamę, ale moim guru był tata. Zapewniam cię, że gdyby to tata pierwszy umarł, to nie mieszkałabym razem z moją matką - za nic  w świecie. 

Gdy cię teraz  słucham to stwierdzam, że ja też byłem bardziej zżyty z tatą - nigdy na mnie  nie krzyczał chociaż nie jeden raz na pewno go nieźle zezłościłem. Miałem co prawda  do niego  straszny żal o to, że kazał mi się żenić z Anką, bo nie mieściło mu  się w głowie, że chciałem od  niej tylko seksu i to dlatego, że sama mi właziła  do łóżka. Tak samo  nie mieściło mu się w głowie, że kobieta  może być alkoholiczką. Ty, tyle lat młodsza ode mnie to rozumiałaś, a on  nie. Ojciec  był nawet zdumiony, że ty świadczyłaś w  sądzie na moją korzyść. 

Po prostu twój ojciec  nie  wiedział chyba, że my  się przyjaźnimy, że się wspieramy. Mam wrażenie, że poprzednie pokolenia nie wierzyły  w  coś takiego  jak przyjaźń mężczyzny i kobiety. Według nich to przyjaźń damsko-męska  mogła istnieć tylko razem z seksem, a seks powinien był być  usankcjonowany małżeństwem. A że nie  zawsze był - to było tajemnicą  poliszynela. Ja podejrzewam, że moich rodziców bardziej łączyły wspólne zainteresowania niż seks. Razem to  bywali tylko wtedy gdy i ja byłam z nimi, tata gdy byłam mała to sam wyjeżdżał na wczasy pracownicze,  potem ja wyjeżdżałam z mamą, tata zostawał w domu. Raz byliśmy we trójkę w tej Bułgarii i ja z tatą poszłam na plażę dla  nudystów - jak się domyślasz  w tajemnicy przed mamą.  Wtedy to mi tata powiedział, żebym z inicjacją zaczekała  aż do swej pełnoletności, a przed pierwszym razem bym poszła koniecznie do Poradni  Rodzinnej, bo tam są lekarze z prawdziwego  zdarzenia a nie jacyś zacofańcy, nawet podał mi nazwisko lekarza,  do którego mam pójść. Nie pytałam się taty dlaczego akurat  do tego, tylko poszłam do niego tuż przed własną osiemnastką. Facet był super - miły, kulturalny i bardzo zadowolony, że przyszłam przed faktem a nie  dopiero po nim, opowiedział mi sporo o fizjologii obu płci, zapisał mi tabletki i prosił by się pokazać zaraz po inicjacji, zwłaszcza gdybym odczuwała jakiś dyskomfort. Miał dwie specjalności - ginekologię i  seksuologię. To Robert dostąpił zaszczytu pierwszego razu? - spytał Kazik.  Nie - zrobiłam  to na  zimno, bez  emocji,  z kolegą jeszcze z podstawówki. Byliśmy oboje  ciekawi jak to jest, on  miał nawet szwedzki film instruktażowy, postanowiliśmy to  zrobić- ja przez 2 tygodnie brałam tabletki i w trzecim  tygodniu  zabawiliśmy  się w króliki doświadczalne. Przedtem trenowaliśmy różne  warianty gry  wstępnej i to się nam obojgu nawet podobało. Potem sam akt to tylko jemu się podobał, ale wiedziałam, że tak będzie. I nigdy więcej się z tym chłopakiem nie  spotkałam, zresztą on wyjechał z rodzicami z Polski- nawet nie wiem dokąd- jedni mówili że do Holandii, inni, że do Belgii. A tak nawiasem  to sporo moich szkolnych koleżanek i  kolegów siedzi poza  Polską. Chyba  najwięcej to wyjechało do  Wielkiej  Brytanii, ze trzy osoby do Irlandii, trochę do Belgii i  Francji. Roberta przetrzymałam aż  do ślubu - myślałam, że odpuści, że się wcale nie  chce żenić, tylko  tak mówi, żeby mnie  mieć. A on się naprawdę ze mną ożenił. Można uznać, że mnie przechytrzył. Nie przechytrzył cię, chyba  był w  tobie  zakochany, ale mocno zielony   w te klocki - wydawało mu  się, że skoro jemu  dobrze to i  tobie pewnie też.

Pierwsza wyprawa do klubu była z Jackiem, Pawłem i jego koleżanką. Jak stwierdziła  Teresa to bardzo dobry układ- trzech facetów i dwie dziewczyny. Jacek pojechał samochodem z Teresą i Kazikiem, Paweł swoim   samochodem pojechał po  swą znajomą i spotkali się wszyscy przed   klubem. Teresa  założyła czarną spódnicę-spodnie, do nich żorżetową błękitną bluzkę, na nogach  miała czarne, bardzo wysokie szpilki, włosy były rozpuszczone, co się szalenie wszystkim trzem panom podobało. Ewa, koleżanka Pawła, była w sukience dobrze eksponującej  jej sylwetkę, jej krótkie  włosy w kasztanowym kolorze  dobrze  się komponowały z ciemnozieloną sukienką.  Kazik był w czarnych dżinsach, koszuli w kolorze "królewskiego błękitu" i w zamszowej  kamizelce.  Teresa pieniądze i swe dokumenty miała w kieszeniach  swych spodni. Ewa pieniądze i  dokumenty  dała na przechowanie Jackowi, który przyszedł w garniturze, a swą torebkę zaniosła do szatni i schowała do rękawa płaszcza przypinając ją agrafką.

Na rozgrzewkę zespół zagrał Walk Avay a ponieważ Paweł i Kazik nie palili się do tańca, Jacek powiedział - chyba nie pogniewasz  się  Kaziu, jeśli ci porwę na  chwilę żonę? Wstał, skłonił  się przed Teresą, pomógł jej  wstać i poprowadził na parkiet. Przez chwilę byli jedyną parą, ale za moment zjawili się następni ochotnicy.  Jacek był naprawdę dobrym tancerzem, dobrze prowadził i Teresa zaraz  mu powiedziała, że miło się jej z nim tańczy, bo widać, że on nie tylko potrafi  tańczyć ale i robi  to świetnie. A wiesz, że będziesz skazany na trzy kolejne kawałki? tu ponoć grają w rundkach po trzy utwory- jestem tu pierwszy raz,  ale tak  mi mówił ktoś, kto tu bywał. Wszędzie na ogół grają po trzy kawałki - no  może poza dyskotekami - stwierdził Jacek. A ja tylko raz  w życiu byłam na dyskotece i właściwie mogę  powiedzieć, że byłam  dwa razy- pierwszy i ostatni - powiedziała Teresa.  Powyginać  się solo to mogę spokojnie   w domu, nie  muszę  do tego iść na  dyskotekę i być ogłuszona. Nawet niezła ta koleżanka Pawła- wygląda na taką poukładaną - stwierdziła Teresa. To pani inżynier, coś ma wspólnego z cybernetyką - powiedział Jacek. Paweł twierdzi, że to taka, która skończyła  studia bez mizdrzenia się do profesorów i jest całkiem dobra w tym co robi w pracy. No to chyba dobrze - wygląda na rozsądną dziewczynę - podsumowała Ewę Teresa. 

Idziemy w boogie-woogie? -  oczywiście bez przewrotów- zgadzasz się?-spytał Jacek. No jasne. Nie  da  się ukryć- Jacek był naprawdę świetnym tancerzem, znów byli jedyną parą na parkiecie,  ale świetnie im się tańczyło.  Po tym kawałku gdy dotarli do  stolika Paweł, Ewa  i Kazik  zgodnie  stwierdzili, że tańczyli świetnie.  Tato- wyglądaliście tak, jakbyście całe życie razem tańczyli boogie-woogie! Po prostu twój tata jest świetnym tancerzem i doskonale prowadzi- ja  się tylko dostosowałam- powiedziała  Teresa.  Ja po prostu kiedyś bardzo dużo i  często tańczyłam.  To prawda, Tesia nigdy nie próżnowała  w klubie - dodał Kazik. To był klub, w którym nie  było nic do jedzenia, do picia to woda i zsiadłe mleko, duuuży parkiet i grały różne zespoły. Tam się można  było naprawdę natańczyć na  cały tydzień.  Woda i  zsiadłe mleko? Paweł nie ukrywał zdziwienia i zniesmaczenia. To takie napitki dla skacowanych. Ooo, część na pewno przychodziła  skacowana- zapewnił go Kazik. Tam głównie przychodzili  studenci medycyny- śmieliśmy  się, że zapewne ci, co mieli pierwszy wykład  w prosektorium. No to co wy tam robiliście?- dziwił się Paweł. Tańczyliśmy po prostu, dobrze  grali. Poza tym nie było tam na  co wydawać pieniędzy. Przecież żaden z nas nie  zarabiał.

Po przerwie wreszcie rozbrzmiało tango-Teresa i Kazik zgodnie odłożyli sztućce  i wyszli na parkiet. Paweł poprosił do tańca Ewę, Jacek zabawił się w obserwatora. Patrzył się na oboje swych przyjaciół z rozrzewnieniem - Kazika znał od lat i cieszył się, że ten porządny  chłopak jest wreszcie szczęśliwy, że ma żonę mądrą, ładną, która go naprawdę kocha. Widać było, że są sobą nadal wzajemnie zachwyceni, że nadal są w  sobie   zakochani. Chciałbym, żeby i mój Paweł trafił na mądrą dziewczynę , żeby nie przeszedł tego co Kazik w pierwszym związku- myślał Jacek. Miło jest na  nich patrzeć. Ciekawe jaka jest ta Ewa, z którą przyjechał Paweł. Sprawia dobre  wrażenie.

                                                                      c.d.n.


środa, 5 kwietnia 2023

Lek na wszystko? - 86

 Noworoczny poranek spowił miasto mgłą. Na trawnikach  leżał brudny, mokry śnieg, "ozdobiony" resztkami namiękłych opakowań po fajerwerkach. Teresa  patrzyła przez okno i wyobrażała  sobie jak wszyscy  dozorcy klną brodząc rankiem   w tej brudnej paciaji. Poza  sprzątającymi  dozorcami nikogo nie było, nawet psy jeszcze  spały. Kochanie, wracaj  do łóżeczka bo  się przeziębisz , musimy  tę noc odespać, jest  dopiero szósta  rano  wskakuj  do łózia- zachęcał Teresę  Kazik.  Teresa wróciła w objęcia  męża mówiąc - kaloryfery zimne, może elektrociepłownicy zaspali, albo jakaś  awaria. Właśnie  miałam iść  sprawdzić  czy jest  ciepła  woda czy będziemy musieli dziś sobie nagrzewać w garze wodę. Ależ jesteś  zimna, żebyś  tylko nie  dostała  kataru!  Położyłam  małemu kocyk na kołderkę, żeby nie  zmarzł. Jeśli to awaria  w  elektrociepłowni to będzie usunięta szybko, jeśli lokalnie, tylko w naszym  wymienniku  ciepła to trochę potrwa. Wiesz, przysunę  łóżeczko małego bliżej  do nas. Ja to  zrobię, nie wychładzaj  się już - zarządził Kazik. I powieszę mu kocyk od zewnętrznej strony. Ze  dwa dni temu  czytałam, że najwięcej  awarii w ciepłownictwie  wcale  nie jest  w duże  mrozy ale  właśnie wtedy gdy są tylko przymrozki.  Niestety  nie było wyjaśnienia  dlaczego. Dla  mnie to bardzo dziwne, ale ja  się na tym nie  znam, muszę im  wierzyć na  słowo.   Tuląc się do męża Teresa powiedziała- mam nadzieję, że on nie obudzi się jak  zwykle o 7,00. Bo jeśli się obudzi, to trzeba  będzie  mu zrobić  mleko- dobrze, że mamy jeszcze to włoskie- instant i przegotowaną wodę w butelce. Ale on tak późno poszedł  spać i późno jadł, że mam nadzieję, że  się nie obudzi  za godzinę.

Po  godzinie dziewiątej obudził się Alek. Zaraz  po pierwszym "ćwierknięciu" dziecka Teresa  wstała, przeniosła  go z łóżeczka do ich  łóżka, żeby mały  nie  stał w piżamce, bo nadal  w pokoju było  chłodno.

Szybko przygotowała   dla niego  mleko i Kazik go karmił,  a ona się w tym  czasie  szybko ubrała. Przygotowała  też cieplejsze ciuszki dla  małego i wyszukała ciepły sweter i skarpety wełniane dla Kazika. Zajrzała  do pokoju taty, który już  był po śniadaniu i czytał w  swoim pokoju siedząc w ciepłej bonżurce- Teresa pochwaliła ten  wybór i poradziła,  by koniecznie założył albo  ciepłe filcowe kapcie, albo  założył wełniane skarpety, jeśli nie lubi  filcowych  bamboszy.

Zatelefonowała do Krystiana, żeby dowiedzieć  się jak u  nich- no i nieco  pocieszyła  ją  wiadomość, że u  nich też   zimno, czyli awaria nie tylko w jednym  budynku  ale  kawałek miasta  jest pozbawiony  ciepła. Ponieważ Krystian narzekał, że nie ma ani jednego ciepłego  swetra, Teresa powiedziała by przyszedł pożyczyć  sobie ciepłą  flanelową  koszulę i  narciarski  sweter od Kazika.  Alina twierdziła, że ona ma i ciepłe  rajstopy i skarpety i  ma ciepły  dres, więc  raczej nie  zmarznie.

W kwadrans później przyszedł do  nich Kris, twierdząc, że na  dworze jest paskudnie. Krystian  stwierdził, że musi sobie  kupić ciepły dres i ciepłą termiczną podkoszulkę oraz  ciepłe męskie rajstopy, tylko nie bardzo  wie  gdzie to kupić. Teresa podała mu adresy 2 galerii, w których  są sklepy z męską  odzieżą  zaopatrzone  również w ubrania sportowe i na pewno znajdzie tam to co mu potrzebne. A na razie Kris pożyczył od Kazika ciepłą koszulę flanelową, ciepłe skarpety i ciepłe  dresy. Kazik  obiecał bratu, że wybierze  się na  zakupy  razem  z nim, bo chce  sobie  kupić bieliznę termiczną. Umówili  się  na wypad na następny  dzień. Ledwie  Krystian wyszedł, zatelefonował Jacek  z pytaniem  czy u  nich grzeją  kaloryfery i czy jest  ciepła  woda. Na szczęście oni obaj  byli dobrze  zaopatrzeni  w ciepłe części  garderoby, a Jacek cieszył się , że nie pozbył  się ciepłych kocy.  Ponarzekali zgodnie na pogodę, pożyczyli  sobie  wzajemnie  miłego  dnia i  się  rozłączyli.

Wieczorem zatelefonował do Teresy Kris - rozmawiał z panią Marią, ale pani  Maria stwierdziła, że ona nie  czuje  się na  siłach by być codziennie u "pana mecenasa" i praktycznie prowadzić im  dom. Zresztą jej  się wydaje, że to wcale  nie będzie korzystne dla Aliny takie całkowite zwolnienie ją od wszelkich obowiązków domowych. To byłaby taka powtórka jak z  czasów gdy Alina była w  domu i niczym się w nim  nie  zajmowała. A przy  wszystkich problemach natury psychicznej lekarze stosują terapię zajęciową, więc takie odciążenie Aliny  może jej wcale  nie wyjść na  zdrowie. Gdyby Alina musiała być w jakimś  sanatorium  czy coś  w tym  rodzaju, no to wtedy ze  zwykłej  sympatii pomogłaby panu mecenasowi w prowadzeniu domu. 

Teresa stwierdziła, że pani Maria prawidłowo myśli i byłoby najlepiej gdyby Kris porozmawiał z tym lekarzem który prowadzi Alinę, jakie  rozwiązanie  byłoby dla Aliny  najzdrowsze. Bo co innego gdyby  Alina wróciła  do pracy a dziecko zostawałoby w  domu z opiekunką lub byłoby  w  żłobku, no ale Alina póki co to nawet  nie ma gdzie  wrócić do pracy, bo tego biura, w którym pracowała  już nie ma. Kris był zdziwiony- nie  miał pojęcia, że jej biura już nie ma. No nie ma - czytałam  w prasie, że powstały jakieś trzy czy cztery pracownie a w budynku jest teraz  kilka instytucji, które jest stać na płacenie czynszu, który   zapewne jest bardzo wysoki, bo to centrum Warszawy. Kris, jest teraz  pełno różnych  spółek, ja też nie mam do czego wrócić. O tyle  dobrze, że ZUS wie, gdzie  można się zgłaszać po dokumenty- mają taki wykaz, bo przecież kiedyś będą te dokumenty potrzebne do emerytury. Ja  swoje  wzięłam, bo mi kadrowa je  wydała - oczywiście podpisałam oświadczenie, że je odebrałam. Wydaje  mi się, że oni powinni byli przysłać Alinie jakieś pismo informujące ją, że firma się rozwiązuje. Być może,  że coś takiego oni wysłali na jej stary adres i dostali zwrot, że  adresat już tam nie  mieszka.

Nie wiem czy  wiesz, ale pani Maria u nas to sprząta już tylko raz  w tygodniu, bo jej było już za ciężko by codziennie wyjeżdżać  z domu do pracy. Poza tym u nas to tylko i  wyłącznie  sprząta.  U ciebie to jednak dość często gotuje. Zresztą ja już doszłam do siebie  po tym chirurgicznym  porodzie i raz  w tygodniu to już jest dla  mnie  wystarczająca pomoc. Na dobrą  sprawę to mogłabym już wcale  nie korzystać z pomocy pani  Marii. Poza tym tu nie ma trójki dzieci jak u Kurta, tylko jedno małe  dziecko, które nie  za bardzo brudzi. Co do gotowania - u nas tylko Alek nie potrafi gotować, a każde z nas gotuje i po sobie sprząta.  Alina jest mało zorganizowana, bo mama jej tego nie nauczyła. Mama ją wyręczała  we  wszystkim. Pewnie nie  wiesz- Alina to nawet sama sobie   głowy  nie myła - mama jej myła  głowę, choć Alina włosy to ścięła jeszcze  w liceum. Wiesz- taka nadmierna troska o osobę dorosłą dobra  nie jest. Tak, że rozważ sobie  to wszystko w spokoju.  A gdyby Alina wyjechała  do jakiegoś sanatorium to wtedy pani Maria musiałaby  mieszkać u ciebie.

Kris tylko cichutko jęknął i powiedział - chwilami to  mnie to wszystko przerasta. No to się pociesz, że mnie często problemy  Aliny przerastały - zwłaszcza, że nie  wiedziałam nic o  tym, że ona ma tę chorobę. I bardzo  często ją  zwyczajnie opieprzałam. I doskonale  rozumiem co przeżywasz. Widzisz- ta  choroba ma to do siebie, że cała  rodzina w pewnym sensie  choruje. I dlatego, w moim odczuciu, powinieneś się skonsultować z tym lekarzem ją prowadzącym. I żeby  było dziwniej, to  mnie  zawsze przerażają te jej cykle euforyczne. Bo wtedy ona   nagle wszystko by mogła  zrobić- urodzić jeszcze  ze dwoje  dzieci, zrobić super  przyjęcie na 50 osób, mogłaby nawet jeździć samochodem, chociaż duet ona i  samochód to murowany wypadek na pustej nawet drodze, mogłaby robić swetry lub  czapki na sprzedaż, bo to takie proste, łatwe i przyjemne.  I mam sama do siebie pretensję o to, że zachciało mi  się ją   zaprosić  do siebie na święta, a  Kazik ciebie wykorzystał byś po nią pojechał.

Tesia - nie ma w tym  wszystkim twojej winy. Byłaby gdybyś  wiedziała o jej  chorobie i gdybyś to przede mną zataiła,  ale z drugiej  strony jako lojalna  przyjaciółka  nie masz obowiązku każdego informować o jej stanie zdrowia - nawet teraz. Podobnie jak ty, jestem  zdumiony, że tak wiele osób cierpi na tę  chorobę. I teraz, gdy znam te objawy, jestem w stanie wymienić kilka osób, znanych  mi,  które na pewno cierpią na to. Ten lekarz mówił, że ludzie latami nie trafiają z tym do lekarza, bo przecież każdy może być raz na jakiś czas bez humoru lub w stanie nieco euforycznym. Czy wyobrażasz sobie co się musi dziać gdy oboje mają dwubiegunówkę? To musi być absolutny obłęd! Spróbuję się jutro skontaktować z tym lekarzem i dopiero potem wybiorę  się na  zakupy. Kris - gdy oboje mają to i dziecko ma  szansę mieć- tu jest ten plus, że ty nie masz tego. Ciekawie musi być wtedy gdy jedno jest w ciągu euforycznym a drugie w depresyjnym.To chyba musi być istne piekło!

Wiesz Tesiu co jest  w tym wszystkim dla mnie najważniejsze - to że mam ciebie i Kazika i że wy oboje mnie  rozumiecie. No przecież jesteśmy rodziną,  a to chyba do czegoś nas zobowiązuje - powiedziała Teresa. 

Wieczorem zaczęły grzać kaloryfery. Co prawda woda nie  była gorąca, ale już nieco ciepła. Ale Kazik stwierdził, że i tak wybierze  się po tę ciepłą, termiczną bieliznę.  I kupi też dla taty- tylko  sprawdzi jaki rozmiar dla taty ma być. Taki jak dla ciebie - bielizna ma numerację objętościową głównie  a nie wzrostową- poinformowała  go Teresa. Opowiedziała mu również też o swej rozmowie z Krisem, którą  dopiero co zakończyła.

Wiesz co, kup i dla  mnie termiczną podkoszulkę z długim  rękawem i rajstopy - tylko nie wiem, czy w tym "Globo" są i damskie  rzeczy. I zadzwoń do Jacka - może i oni są takimi zakupami zainteresowani.

Następnego dnia do "Globo" pojechała  niemal wycieczka - nieduża bo tylko pięciu facetów - tata też  się na wyjazd załapał. A do lekarza prowadzącego Alinę Kris był umówiony na godzinę 14,00. Pogoda była nadal paskudna, więc Teresa  z  małym została  w domu.  Teresa  sądziła, że w  ciągu  godziny to panowie uwiną  się z  zakupami, ale gdy minęły dwie godziny poczuła  się nieco  zaniepokojona, zwłaszcza, że owa  galeria  handlowa była naprawdę  niedaleko od ich domu. Alek chodził po  domu i co jakiś czas mówił- "tata nie ma,  dada nie ma" i rozkładał rączki w geście niemocy.  Wrócili po niemal trzech godzinach. Okazało się, że po prostu zasiedzieli się na kawie w "galernianej " kawiarni. Kazik oprócz tego co planował dla siebie i Teresy kupił dla Alka  dwuczęściowy kombinezon. Dla Teresy bieliznę termiczną w kolorze "ochronnym", czyli ciemno- popielatym i bardzo ładny dres w kolorze "nie ochronnym", czyli ciemno błękitnym. Dla siebie i taty kupił również  dresy jasno-granatowe i w tym samym kolorze  dres dla Alka, ale już o rozmiar większy niż na teraz. Dresy  były świetne  gatunkowo i jak  na ten  sklep to nawet nieomal tanie. Zajrzeli również do Empiku i Kazik  pomógł bratu w kupieniu książeczek dla Tadzia. A co kupiliście dla Aliny?- zapytała Teresa.  Nic - bo Kris nie wie jaki rozmiar nosi Alina, a poza tym to Alina twierdzi, że  zawsze musi wszystko wpierw zmierzyć  nim kupi, więc Kris nic jej  nie kupił. Alek z wielka powagą przymierzał wpierw kombinezon, potem dres. Kombinezon też miał jeszcze  zapas rozmiarowy, a był wygodniejszy do ubierania  bo to były  spodenki  zszyte  z kamizelką i na to kurtka z odpinanym  kapturem. A w wytwornym nowym dresie ( takim jak taty i dada) to chodził do wieczora.

                                                             c.d.n.



poniedziałek, 3 kwietnia 2023

Lek na wszystko? - 85

 Pogoda  w końcówce  grudnia była naprawdę paskudna- w dzień najczęściej padała z nieba "mokra kasza", nocą mokra  paciaja przymarzała, Alek i dziadek mieli w  związku z tym "areszt  domowy", bo wieczorem i wczesnym  rankiem  było bardzo ślisko a w dzień paskudnie mokro. Teresa i Kazik postanowili, że kolację sylwestrową zrobią u siebie   w domu, nie będą  się nigdzie "włóczyć" w taką pogodę z  dzieckiem. Kazik rozmawiał na ten temat z  bratem,  ale  Krystian powiedział, że oni ten wieczór spędzą u siebie, żeby małego nie  ciągać  nigdzie  w tę pogodę. Lekarka zapisała  małemu jakiś czopek, więc mają nadzieję, że będzie spał.  W tym układzie Teresa  zaproponowała żeby przyszli na obiad  w Nowy Rok, ale Kris powiedział  Kazikowi otwarcie, że każda wyprawa  z domu z Aliną i małym jest dla niego udręką, bo on  musi wszystkiego dopilnować, a on to by chciał w  dzień wolny od pracy po prostu odpocząć.  I zastanawia się poważnie nad  tym, by zatrudnić panią Marię u  siebie, żeby on nie  musiał  organizować  ciągle życia w domu. 

Popatrz - tłumaczył Kazikowi - twoja żona zajmuje się na okrągło dzieckiem, decyduje o tym co ugotować, co kupić, ty możesz  w domu zamknąć  się w swoim pokoju i pracować - ja ostatnio jeśli muszę popracować  robię to poza  domem, a potem  słyszę wieczorne płacze Aliny, że ciągle nie ma  mnie  w domu. Ona wciąż  nie może pojąć, że mój  zawód ma  swoje  blaski i cienie i że  tych  cieni jest niestety  sporo. Mam względny spokój tylko w te  dni gdy jest u nas pani Maria - Alina traktuje ją jakby  była jej matką. To są te  ciemne strony mego związku, które wyszły dopiero po urodzeniu  się Tadzia. Nawet sobie   braciszku nie  zdajesz   sprawy jak  dobrze trafiłeś z Teresą. 

Oooo,  z tego to ja  sobie doskonale zdaję sprawę i nie mogę odżałować, że tyle lat zmarnowałem wpakowując się jak super kretyn w Ankę - powiedział Kazik. Jedyne dobre to było to, że dość  szybko rozszedłem  się z Anką, że wyjechałem i  nie wbagniłem się w jakieś dziecko z Anką. Nie mówiłem ci, ale niedawno napisała do mnie  moja była teściowa- poinformowała  mnie, że to nie ja byłem sprawcą  ciąży Anki tylko- usiądź może, żebyś nie padł z wrażenia - sprawcą był Robert, jeszcze przed ślubem z Teresą, a Anka, zwykła zdzira, wybrała  sobie na męża mnie, bo równolegle sypiała z trzema facetami. 

Wiesz, Alina jest niezbyt zorganizowana przez tę chorobę, ale jest uczciwa, kocha cię i nie sypia z trzema facetami równolegle. Jeśli cię stać  finansowo na zaangażowanie pani Marii i ona  się na to zgodzi - to oczywiście zrób tak. Jeśli będziesz  miał jakieś przejściowe kłopoty finansowe to powiedz - pomożemy ci. Pamiętasz co tata zawsze nam mówił  - bycie bratem do czegoś zobowiązuje. Teresa też tak uważa. Jeszcze jest co spieniężyć w razie czego. Teresa bardzo rozsądnie zarządza finansami. No ale teraz na pewno jest trudniej, bo to przecież bezpłatny ten wychowawczy- stwierdził Krystian. Słuchaj- nie martw  się o to, zawsze Teresa  może sprzedać to mieszkanie na Górnym Mokotowie, dostała je od taty w ramach darowizny. Mam odłożone pieniądze na samochód  dla niej, ale ona nie chce samochodu, więc jest rezerwa. Tata ma  emeryturę, dokłada się do życia, a my te pieniądze odkładamy na konto, na które on ma upoważnienie. Ja naprawdę dobrze zarabiałem w Niemczech. I nie  mieszkałem tam w przyczepie campingowej.  Kaz, Tesia chce iść na kurs niemieckiego - wiesz o  tym?  Wiem i popieram. Nie mamy przed sobą  tajemnic. Zazdroszczę ci - stwierdził Krystian. Nie zazdrość - zaproponuj pani Marii pełny etat u  siebie. Jeśli dacie radę to przyjdziecie,  jeśli nie to  trudno. Ja zaraz przekręcę do Jacka, bo ich też chcemy zaprosić. Mały obu bardzo lubi.

W chwilę potem faktycznie  Kazik zatelefonował do Jacka,  zaprosił go wraz z  Pawłem , powiedział, że nie wie czy Krystian  z żoną i  dzieckiem też będzie. Jacek dopytywał się czy mogą się na coś przydać w ramach szykowania, ale Kazik stwierdził, że ponieważ wszystkim zarządza Teresa, to niech Jacek z nią  o  tym porozmawia. Powiedział też, że jego brata z  żoną i  dzieckiem  to raczej nie  będzie, ale to chyba nie ma żadnego  znaczenia- stary rok  się skończy i  nowy nastąpi bez  względu na to w jakim "zespole" będą ten  nowy rok witać.

Po tej rozmowie Kazik poszedł do Teresy i wszystko jej dokładnie opowiedział. Teresa nie była ani trochę zaskoczona tym,  co powiedział Krystian. No cóż - jak widać życie nie jest romansem. Choroba Aliny to jedna  sprawa, ale szkoda, że jej mama w dość niemądry sposób ją  prowadziła przez życie. Naprawdę jest na świecie mnóstwo osób  z różnymi wrodzonymi wadami utrudniającymi bardzo życie a mimo tego ci ludzie  żyją i nie  zatruwają swą chorobą  życia innym. Nadmierna troska jej mamy sprawiła, że Alina nie  zdaje  sobie w pełni sprawy z tego, że z tą chorobą można  żyć i  nie  zatruwać jednocześnie  życia innym.

Podpowiedz  Krystianowi, by udał  się na  wizytę prywatną do lekarza, który prowadzi Alinę. Ja się na  tym nie  znam, więc  niewiele  mogę pomóc.  To fajnie, że on ją bardzo kocha, ma szansę kochać ją mądrzej,  bez rujnowania sobie i dziecku życia. Bo na dziecku to też  się  przecież odbije, cudów  nie ma.

Wymyśliłam, że na kolację sylwestrową zrobię zrazy zawijane ze  schabu- nadzieję je pieczarkami i podpieczoną  cebulką. I podam barszcz czerwony, taki do popicia, w kubeczkach. A do zrazów ugotuję włoski makaron - takie zabawne, krótkie rurki. A na deser bita śmietana z owocami i kuleczkami z czekolady. I zrobię tort makowy, oblany czekoladą. Ojej, ależ mi narobiłaś smaku!- jęknął Kazik. To otwórz pysio, coś dobrego ci do niego wpadnie. A całuska też  dostanę? No, no, masz dziś strasznie  dużo zachcianek - śmiała  się Teresa. Ale nie  da  się ukryć, że bardzo lubiła spełniać te jego "zachcianki". Alek, który pilnie naśladował swego tatę też nadstawił policzek, czekając na  całuska. I oczywiście dostał całuski od obojga.

Tego dnia na klatkach schodowych we wszystkich blokach i  na ścianach altan śmietnikowych ktoś wywiesił prośbę, by ci wszyscy, którzy czują nieprzepartą chęć odpalania sztucznych ogni byli uprzejmi robić to na pobliskich łąkach- z całą pewnością będzie równie  efektowne jak  co roku a mniej z ich powodu ucierpią małe  dzieci i sporo ludzi starszych. No i była też prośba, by  nie wypuszczać tego wieczoru psów bez  smyczy, bo nawet najlepiej wychowany i posłuszny pies może uciec, gdy usłyszy hałas.  Teresa tylko pokiwała  głową i powiedziała: a będzie jak zawsze- wylezą na główny trawnik albo na balkon i będą strzelać - dopóki komuś ręki nie urwie lub nie  wypali oka nadal będzie to  samo. Może gdyby karali bardzo wysokimi mandatami to po 5 latach regularnego wyłapywania tych strzelających byłby wreszcie  spokój. 

W szykowaniu sylwestrowej kolacji pomagali Teresie "wszyscy domowi mężczyźni" , czyli Kazik, tata i Alek. Alek kursował pomiędzy dorosłymi i zbierał całuski oraz  uściski.  Teresa poprosiła  tatę by mały jemu głównie pomagał, więc mały  człowieczek pomagał dziadkowi w nakrywaniu stołu w stołowym pokoju, nosił z kuchni  do stołowego nie tylko serwetki i łyżeczki ale też i talerze. Był bardzo przejęty rolą, a  że za każdym razem był upominany, żeby szedł pomału a nie biegł, to obyło się bez  stłuczek. Dla Alka Teresa zrobiła dwa zrazy zawijane bez pieczarek w środku - bała  się, że pieczarki mogą takiemu maluchowi zaszkodzić. Ale na makaronowe rurki też  się załapał. Około godziny 20,00 dotarli Jacek i Paweł. Obaj zostali entuzjastycznie powitani przez Alka, a  Jacek wręczył małemu niedużą, lekką paczuszkę.  Co to? -pytał mały przewiercając Jacka wzrokiem. Poczekaj, zdejmę buty, to rozpakuję i zobaczysz co  to jest. Malec szybko podał Jackowi "gościnne kapcie" i gdy tylko Jacek je  włożył chwycił wujka  Jacka z  rękę  i pociągnął do kuchni - wiadomo- kuchnia to centrum domu, tu się  dzieją najważniejsze sprawy.  Jacek pochylił się na małym i coś mu szepnął do uszka. Alek zrobił w tył zwrot i podreptał do sypialni. Po chwili wrócił dzierżąc w rączce swojego pieska. Jacek przysiadł na kuchennym taborecie i zaczął pomału rozpakowywać paczuszkę. Gdy zdjął ostatnią warstwę  papieru okazało  się, że jest to najprawdziwsze psie posłanko  dla pieska wielkości  małego ratlerka. Wtedy Jacek powiedział - od teraz  twoja Dunia będzie miała własne posłanko. Ona jest malutka i takie posłanko w  zupełności jej wystarczy. I będzie mogła siedzieć w  swoim posłanku bliziutko ciebie - popatrz  zmieści się na twoim stoliku obok twojego talerzyka. I na dużym  stole też będzie mogła obok ciebie w nim leżeć i w twoim łóżeczku też będzie  mogła w nim wygodnie spać. Alek wpatrywał się w Jacka z wyraźnym uwielbieniem a potem powiedział "opa chcem", co w jego języku oznaczało, że chce by go wziąć na ręce. Jacek wziął go na ręce i omal nie  został uduszony, tak  mocno go mały objął i tulił.

No to masz  stary przody u naszego  dziecka - stwierdził Kazik. Naprawdę świetnie to wymyśliłeś! nie podejrzewałem, że są w handlu takie maleńkie posłanka! To  chyba  dla szczeniaków? Nie,  one są dla ratlerków, czyli dla pinczerów  miniaturowych. Dorosły osobnik bez problemu  się w takim posłanku  mieści. Rasowy ratlerek wygląda  jak zminiaturyzowana sarenka, to ładne  psiaki. Siostra mojej byłej żony ma taką miniaturkę w Kanadzie. W Polsce są ostatnio mało modne, a to piesek towarzyski i nie nadaje  się do siedzenia po 10-12 godzin sam w  domu. A na dodatek sam sobie wybiera w domu tego kto będzie  dla niego najważniejszy i najukochańszy. No proszę-  śmiała  się Teresa - ktoś nam tu najwyraźniej rozpieszcza dziecko. Skąd wiedziałeś, że mały marzy o posłanku dla swojej Duni?  Wróble mi wyćwierkały, przerażone  faktem, że może to być posłanko dla psa wielkości bernardyna. Tia westchnęła Teresa - a mówi  się, że to kobiety plotkują. Słuchajcie,  siadajmy do stołu- trzeba  jeść  bo się nam zrazy rozgotują na papkę. A z czego są, że się mogą rozgotować - spytał się  Jacek. Z mięsa - jak to zwykle  zrazy - tym razem ze  schabu. To muszą być pyszne - prorokował Paweł. Nie wiem, jeszcze ich  nie  jadłam - powiedziała Teresa- ale pachną i wyglądają nieźle. A skoro już jesteście  wszyscy  w kuchni to nałożę wam na talerze, żeby nie przekładać na półmiski  i każdy powędruje  z własnym talerzem do stołowego. Alek będzie jadł razem ze mną, muszę mu pomóc. W czasie konsumpcji nikt nie  rozmawiał i każdy prosił o dokładkę, a Jacek koniecznie o przepis, bo  takich  zrazów jeszcze  nie  jadł. Robił wiele razy, ale z  wołowiny i z ogórkami kwaszonymi w  środku, ale te mu bardziej  smakowo pasują. 

Tak mniej więcej około godziny 22,00 zaczęła  się  strzelanina - Kazik włożył kurtkę, małego wcisnął w  zimowy kombinezon, wziął go na  ręce i wyszedł z nim na  balkon. Po chwili dołączył do  nich Jacek, którego Teresa  zmusiła by  się jednak ubrał, żeby  nie  dawał dziecku złego przykładu. Dziadek zabezpieczył uszy  dziecka stoperami. Teresa stała w pokoju przy oknie  i w myśli posyłała strzelającym same  złe życzenia. Gdyby się spełniły to zapewne nieźle zarobiłyby okoliczne  zakłady pogrzebowe, a nagłówki gazet napisałyby o dziwnych objawach których  doznali przed zgonem ich klienci. I był to  całkiem  niezły pomysł, by pokazać  dziecku z czego się wzięły huki, bo gdy wrócili z balkonu mały na  huk reagował zdaniem - "źnowu bum". Mały był już zmęczony i śpiący, więc został wyekspediowany do łóżeczka, a okno w sypialni zasłonięto dwoma grubymi kocami. Zostawiono  mu też w uszkach stopery. Przed północą wpadł na kilka minut Krystian z butelką francuskiego szampana, złożył wszystkim życzenia lepszego Nowego Roku  i pobiegł z powrotem do swego  domu.

Około pierwszej, już w Nowym Roku,  Jacek z Pawłem pożegnali  się i powędrowali do swego domu. Ale przed  wyjściem Jacek "wydusił" z Teresy przepis na "te przepyszne  zrazy."  I to naprawdę tylko tyle? upewniał się Jacek. No naprawdę jestem zdumiony. No to nie  bądź, tylko pamiętaj żeby to była  czerwona  cebula i koniecznie lekko podsmażona.

                                                                               c.d.n.