poniedziałek, 3 czerwca 2019

Bardzo samotne wakacje -XI

Rano Barbara obudziła się jeszcze przed Lukasem, który odsypiał poranną rozmowę
z wujkiem. Zaczęła rozmyślać jak bardzo zaczyna się zmieniać jej życie. Była bardzo
wzruszona i zaskoczona sposobem, w jaki przyjęto ją do rodziny. To wszystko co ją
spotykało nie było na pokaz bo tak wypada.
Nie była przyzwyczajona do takiej wylewności. Jej były "niemal mąż" był raczej
oszczędny w wyrażaniu swych uczuć. Jego rodziny w ogóle nie znała, nigdy nie
zaproponował by do jego rodziny pojechać, mówiąc,że nie są zbyt ciekawymi osobami.
Matka Barbary też nie była z tych  wylewnych. Barbara przytuliła się do Lukasa, który
szybciutko ją objął, wyszeptał "kocham" i spokojnie spał dalej. I Barbara ponownie zasnęła.
Obudzili się niemal równocześnie. Lucas zerknął na zegarek - o to już  biały dzień!
Chyba trzeba wstać i zjeść śniadanie. Przyniósł z łazienki swój szlafrok- załóż go, nie będę
musiał potem znów cię rozbierać. Mnie wystarczy piżama. Chce mi się jeść i kochać- w tej
właśnie kolejności.
Chodź, potem umyjesz  ząbki, proszę.
Poszli do kuchni, a w chwilę potem przyszła tam mama  Lucasa. Ucałowała na "dzień dobry"
Barbarę, potem Lukasa, zapytała się czy wygodnie się im spało, zaproponowała jajecznicę
na mleku, czym oczywiście wprowadziła Barbarę w stan zdumienia. Bo z potraw "na mleku"
to znała tylko kluski, ryż lub płatki owsiane. Bacznie przyglądała się jak robi to mama Lukasa.
Nie było to coś skomplikowanego. Na patelnię  mama nalała  pół szklanki mleka a gdy się
zagotowało dodała 4 surowe jajka, jak na "normalną" jajecznicę i delikatnie, w miarę ścinania
się jajek, mieszała. Gdy jajka były już prawidłowo ścięte, zdjęła patelnię z płyty i rozdzieliła
jej zawartość na dwa talerze. Do tego były kromki bułki posmarowanej masłem oraz serowe
krakersy, domowej roboty. Po pierwszym kęsie Barbara wykrzyknęła- pyszna  ta jajecznica,
jeszcze nigdy takiej nie jadłam. Jest taka delikatna! Mama Lucasa ucieszyła się bardzo.
W czasie picia kawy Lukas pochwalił się, że o świcie zatelefonował do wujka i poprosił o
bilet na lot z nim i dziewczętami do Warszawy. A mama - zaczęła się śmiać, że obaj
ciężko zachorowali na miłość. Zero krytyki, pełna akceptacja- pomyślała Barbara.
I niemal bez namysłu wstała, zarzuciła  mamie Lucasa ręce na szyję i wyszeptała jej do
ucha-  dziękuję za Lukasa i za to, że mnie akceptujesz. Najbliższe pięć minut upłynęło im
na  wzajemnym zapewnianiu się o pozytywnych uczuciach wobec siebie. Lukas promieniał.
A Barbara już wiedziała, gdzie chce mieszkać po ślubie.
Mamuś, posiedzimy u was do lunchu- pogoda nie jest zachęcająca, może potem się poprawi.
Ale zjecie ze mną lunch, dobrze?  Ja tylko na chwilę wyjdę, chcę jeszcze coś kupić.A masz
zamiar coś ciężkiego kupować?-zainteresował się Lukas. Bo jeśli tak to pójdę z tobą,żebyś nie
nosiła. Nie, nic ciężkiego nie mam zamiaru kupować. Zwłaszcza, że wszystko w domu mam.
A Max i  Liza pojechali dziś rano do Antalyi razem z  tatą, bo tata  miał coś tam załatwić.
No to idę bo potem przyjdzie ogrodnik.
"Kochanie", myślę,że byłoby fajnie, gdybyś cały czas chodziła po domu w szlafroczku bo
tak łatwo i szybko można cię z niego uwolnić!
A niedługo wpadniesz na pomysł, że powinnam latać po domu całkiem nago , bo to jeszcze
prościej- śmiała się Barbara.
Przed lunchem Barbara zapytała się mamy Lukasa, czy może jej asystować w kuchni bo
chciałaby się nauczyć gotowania choć kilku potraw tureckich..
A lubisz  ryż i warzywa? zapytała mama Lukasa. Bo jeśli tak to zrobimy dziś pilaw.
Obierzemy wpierw marchewki i pokroimy w kostkę, podobnie zrobimy z cebulką.
Teraz rozpuścimy w garnuszku kostkę rosołową. W dużym garnku rozpuścimy masło i
przesmażymy na nim marchewkę, a gdy widelec bez problemu zagłębi się w kostkę
marchewki, dodamy cebulkę. Cały czas mieszamy, w razie potrzeby dokładamy masło.
Teraz wsypujemy suchy ryż. Odrobinę solimy i dodajemy ulubione przyprawy , mieszamy
i smażymy aż ziarenka ryżu staną się przezroczyste.
A teraz zalewamy  zawartość garnka bulionem, zmniejszamy grzanie i pomału gotujemy
ryż wpierw pod pokrywką, potem ją zdejmiemy. Gdy ryż jest miękki - pilaw jest gotowy.
To proste prawda? No widzisz  - i już umiesz zrobić pilaw.
Lukas pękał z dumy - widzisz mamuś jaka ona jest zdolna? Jestem dzieckiem szczęścia!
Dzieckiem to jesteś miłości a do tego masz szczęście że cię Barbara chce i kocha.
Mamuś, pogoda się poprawiła może pójdziesz z nami trochę nad morze? Poszłabym, ale
tata niedługo powinien wrócić z Lizą i Maxem. A tata lubi jak jestem w domu gdy wraca,
bo chce mi opowiedzieć wszystko co załatwiał.
A  jeśli nie macie jakichś konkretnych planów to przyjdźcie na kolację. Tata się ucieszy,
lubi jak rodzina jest razem.
Mamuś, nie obiecuję, ale pewnie przyjdziemy.
Przyjdźcie, przecież możecie tu nocować.To i wasz dom.
Spacerowali po przystani, potem poszli zobaczyć co w city alanyijskim słychać .
Lukas, a dlaczego te krawężniki są wysokości niemal pół metra i gdy trzeba przejść na
następny chodnik to aż trzeba było zrobić schodki?
Bo gdyby były choć trochę niższe to wzdłuż całej ulicy stałyby samochody. A tak wysoki
krawężnik nie tylko blokuje drzwi samochodu ale ma tę zaletę,że na niego żaden wóz
nie wskoczy dwoma kołami  żeby zaparkować. Turkowi nie wytłumaczysz, że czegoś
nie wolno, po prostu trzeba mu to w inny sposób przekazać, poprzez uniemożliwienie
parkowania w sposób fizyczny. Bo mandaty nie działają. Zapłaci i za godzinę zrobi to
samo.
Wiesz, zajrzyjmy na bazar może będzie ktoś tkał dywan, to naprawdę super wygląda.
Na maszynie  tkackiej?  - dopytywała się Barbara. Nie, ręcznie.
Byłyśmy tu zaraz pierwszego dnia po przyjeździe. Strasznie kolorowo tu. Nigdy jeszcze
nie widziałam takiej ilości różnych przypraw. Od zapachów i kolorów aż się w głowie
kręci.  Kochanie, zobacz, tam przy ścianie, jakiś Turek  tka dywan. Tylko  się nie odzywaj,
bo jak usłyszy  angielski to nam żyć nie da, zaraz powyciąga stosy dywaników i będzie
nam usiłował sprzedać. Postali chwilę i poszli dalej.A dalej ktoś chciał sprzedać szczeniaka
owczarka anatolijskiego, siedziała babcia i dziergała koronkowe serwetki, niestety białe, jak
ze smutkiem zauważyła Barbara.
Kochanie, chodź na trochę do domu, zrobimy sobie kawę a wieczorem pójdziemy do mamy.
Muszę jeszcze z tatą porozmawiać o tym MBA. Chodź, do ósmej wieczorem można jeszcze
tyle miłych rzeczy  razem zrobić. Nie mogę się jakoś tobą nasycić. Przecież ja bez ciebie
najzwyczajniej w świecie zwariuję!
Lukas, cały czas się strasznie martwisz sobą, ale jakoś nie przychodzi ci do głowy, że mnie
też będzie ciężko. Ty będziesz wśród rodziny a ja praktycznie sama. Mnie będzie  trudniej.
I wiesz, już się zastanowiłam nad tym, gdzie bym chciała z  tobą mieszkać po ślubie, ale
powiem ci to dopiero w domu, jak zrobisz kawę.W 10 minut potem Lukas popędzał
ekspres by prędzej parzył kawę.
Gdy kawa już znalazła się w filiżankach Barbara oznajmiła uroczyście, że pomysł by
zamieszkali w Amsterdamie jest bardzo dobry.A mama Lukasa najcudowniejszą matką
pod słońcem.
Gdy się ubierali by wybrać się do rodziców, Lukas zaczął się intensywnie przyglądać
Barbarze i kręcić głową. Co jest, zapytała Barbara, czemu mi się tak bardzo
przyglądasz? Bo nie mogę pojąć gdzie się zmieści w twoim  brzuszku dziecko, masz
chyba za mały brzuszek. Barbarę omal nie zatchnęło ze śmiechu i stwierdziła, że dawno
jej nikt  tak  nie rozśmieszył. Ja ci to przypomnę gdy będę wyglądała jakbym połknęła
piłkę do koszykówki. A wtedy zatęsknisz do tego dnia gdy brzuszka nie było i były
dzikie harce, bo czegoś takiego  żaden lokator by nie zniósł.
Kochanie,tak ogromnie  cię kocham, że nawet chwilami nie umiem tego powiedzieć.
Kocham każdy skraweczek twego ciałka, każdy paznokietek, nawet każdy włos.
A rzęsy też? - zapytała ze śmiechem Barbara. Chodź już, bo jeszcze chwila i zaczniesz
mnie rozbierać i nie pójdziemy do rodziców.
Pogoda się nieco poprawiła, niebo było pogodne i było bezwietrznie. Po drodze kupili
makaroniki, bo tata Lukasa , podobnie jak jego brat też je lubił. Lukas, a co mama lubi?
Ciebie, Kochanie i gdy się dowie, że będziemy po ślubie mieszkać w Amsterdamie to
chyba będzie skakać z radości.
No dobrze, ale ja chciałabym coś dla mamy kupić, jakiś drobiazg, który sprawi jej
przyjemność. Chodź, wstąpimy do tego kiosku hotelowego, może będą jakieś małe
perfumki. I pamiętaj -ja  płacę. Wzięłam z Polski trochę dolarów, bo liczyłyśmy się
z wydatkami, a nic jeszcze nie wydałam, tylko jakieś grosze na tunikę i kapelusz.
W kiosku hotelowym rzeczywiście były perfumy i udało się kupić mały flakonik
Masumi w ładnym opakowaniu, za całkiem znośną cenę.
Rodzice oboje byli  wzruszeni, mama twierdziła, że właśnie się jej te  perfumy
kończą i to naprawdę cudnie, jakiś szczęśliwy przypadek, że Barbara wybrała dla niej
ten zapach. Mamuś, Barbara ostatnio po samych przypadkach stąpa, przy niej
wszystko staje się dziwnym przypadkiem. I nawet zdecydowała , że po ślubie będziemy
mieszkać w......... Amsterdamie. Oczywiście Barbara została wyściskana przez oboje
rodziców i Lizę. I tylko dlatego Maks jej też nie wyściskał bo był akurat na randce.
Tym razem kolacja nie przeciągnęła się ponad miarę i po kolacji wszyscy jeszcze
przespacerowali się, z czego skorzystali Barbara z Lukasem i ze spaceru wrócili do
siebie. Przyszli w porę, bo  w chwilę po powrocie zatelefonował wujek z wiadomością,
że wszystko co miał załatwić załatwił pomyślnie i z pytaniem, czy Lukas ma ważny
swój holenderski paszport, bo on ma świetny pomysł, ale wszystko opowie po powrocie,
czyli następnego dnia w czasie kolacji.

                                                       c.d.n.








Bardzo samotne wakacje - X

Rano Mesut i Bożena pojechali samochodem do Antalyi, stamtąd polecieli do Ankary.
W tym czasie Lukas i Barbara niespiesznie zjedli śniadanie i przygotowali wspólnie picie,
 jedzenie i wszystko co im może być potrzebne na pikniku i pojechali na przystań.
Taklowanie poszło nawet dość sprawnie, przy zamocowywaniu silnika pomógł jakiś
znajomy chłopak i około 10 rano wyruszyli w rejs- wpierw na silniku, potem już na żaglu.
Gdy dopłynęli na miejsce okazało się , że ktoś już ich uprzedził, więc popłynęli dalej.
Barbara  zawiadywała  fokiem, potem dostąpiła zaszczytu sterowania i obsługi grota,
ale gdy powiał nieco silniejszy wiatr powróciła do foka. Popłynęli dalej i znaleźli jeszcze
mniejszą zatoczkę,  pomiędzy dwiema skałkami. Tym razem trzeba było łódkę wepchnąć
nieco na plażę a także unieść silnik by nie połamała się śruba.
Popływali, pobiegali nieco by się osuszyć, wypili kawę i zaczęli snuć plany.
Kochanie, a gdzie byś chciała mieszkać po ślubie?
To my jeszcze nie jesteśmy po ślubie? Bo to co my wyprawiamy normalni ludzie wyprawiają
właśnie po ślubie, w podróży poślubnej.
Lucas zaczął się śmiać.  Kochanie, ja pytam całkiem poważnie, musimy pewne sprawy
ustalić już teraz. Chociażby to, gdzie będzie ślub, dokąd chcesz pojechać w podróż poślubną
no i gdzie będziemy po ślubie mieszkać.
Barbara zamyśliła się - wiesz co, ja bym wolała tu wziąć ślub. Nie wyobrażam sobie ślubu
w Polsce, zwłaszcza, że ja nie chcę ślubu kościelnego, chcę tylko cywilny, w urzędzie. Tym
sposobem uniknę nielubianych ciotek i gadania, że nie biorę ślubu kościelnego  a na dodatek
wychodzę za mąż nie za Polaka. Z mojej strony będzie tylko mama. Podróż poślubna -
pojadę po prostu tam gdzie ty będziesz chciał. Byle nie do krainy lodu i śniegu. Do Wenecji
też nie.
Może być Stambuł, Malta, Majorka a może Paryż, a może Alpy.
A gdzie będziemy po ślubie mieszkać? Naprawdę nie umiem odpowiedzieć na to pytanie,
wciąż  jest  za mało danych. Przecież to zależy od tego gdzie Ty będziesz miał dobrą pracę.
I nie mam bladego  pojęcia gdzie i jaką pracę ja znajdę.
Lucas, a ty chcesz, żebyśmy mieli dzieci?
Kochanie, koniecznie, najlepiej  dwoje, chłopca i dziewczynkę.
Ooo to dopiero będą mieszańce jak mówi twoja mama -  dzieci "wielogenowe" -holendersko-
turecko- polskie.
A co będzie jak będą dwie  dziewczynki?
Żaden problem, liczbowo w porządku. Chciałbym po prostu żebyśmy mieli dwoje dzieci.
Kochanie, nawet nie wiesz jak bardzo bym chciał, żebyśmy już byli małżeństwem! Barbara
zaśmiała się - a co z tym okresem narzeczeństwa, poznawania się, dopasowywania itp?
Chcesz go ominąć?
Chciałbym, ale zdaję sobie sprawę z tego, że będziesz miała wiele spraw do załatwienia
i nieco czasu na to zejdzie. Bo biurokracja króluje w ludzkim życiu, niezależnie od  kraju.
Optymalnie to byłoby, gdybym zrobił w Polsce  jeden semestr MBA, wzięlibyśmy szybko
ślub, a drugi semestr zrobiłbym w Holandii i tam byśmy mieszkali. W Amsterdamie mamy
dom.
Mieszkalibyśmy w jednym domu z mamą i Elizą. Pomyślmy i o tym. Mama uczyłaby cię
holenderskiego. Polubiła cię. Już się martwi co ty biedna tu będziesz robić zimą, bo tu zimą
dużo pada. Zima to pora deszczowa.
Wiesz, koniec pikniku, trzeba  płynąć z powrotem , wiatr się wzmaga i napływają chmury.
Ubierz bluzę dżinsową bo zmarzniesz na łodzi. A jak wejdziesz do łodzi, to wytrzyj się do
sucha ręcznikiem i owiń się moją koszulą flanelową jak spódnicą, żebyś się nie przeziębiła.
Wyraźnie  pogoda się zmienia. To normalne we wrześniu.Pewnie już wieczorem popada.
Gdy wsiadali do samochodu zaczęły padać pierwsze krople, gdy podjechali pod dom to już
lało.
No, jest niedobrze, bo nie mamy w domu nic do jedzenia, tak mi się zdaje- stwierdził Lukas.
Wiesz,  nie zaglądałam do różnych szafek, ale może jednak coś tam jest.
Jeśli naprawdę nic nie ma to jak zdejmę to mokre bikini i założę coś suchego i spodnie,
to możemy przecież wyjść do restauracji. Ale jedyne  co było w szafce to był ryż. No to
zakładamy sztormiaki i w drogę, zarządziła Barbara. Najlepiej na grilla. Lubię te kawałki
mięsa pieczone na blasze i te warzywka. Przynajmniej wiem co jem. I wiesz co, chyba
musimy się wybrać do marketu na jakieś zakupy, nie da się żyć samymi krakersami i kawą,
zresztą już się kończą.
Wizyta w markecie dostarczyła obojgu wielu wrażeń, bo Lukas nigdy nie robił zakupów
żywnościowych w markecie, z kolei Barbara nie miała pojęcia o kuchni tureckiej i o
nazwach różnych potraw. Nazwy potraw to Lukas nawet znał, ale nie miał pojęcia jakie
są składniki danej potrawy. Umiał tylko powiedzieć czy to zna i lubi czy nie.
Z tego wszystkiego Barbara kupiła 20 jajek, mrożony pilaw jarski i pilaw z wołowiną
i coś co na obrazku wyglądało jak polskie gołąbki, 2 paczki mrożonych frytek i
mrożone kawałki kurczaka z warzywami, torebkę mielonej ciecierzycy, butelkę
mleka.
Lukas był pełen podziwu dla jej inwencji, bo jego umiejętności kucharskie zaczynały
się i kończyły na zaparzeniu kawy w ekspresie lub w termosie.I jakimś cudem wiedział,
że do ekspresu nie sypie się cukru z przyprawami, a do termosu można.
Pogoda nadal była marna, już nie lało tylko siąpiło, więc ruszyli do domu, a Lukas
nie ukrywał, że najbardziej pożądanym przez niego miejscem jest sypialnia. Prawdę
mówiąc to i Barbara odczuwała niedobór snu, więc postanowili wziąć cieplutki
prysznic i zakopać się pod kocem. Po wielu  gorących dniach spadek temperatury do
+22 stopni odczuwali jak dotkliwe zimno. W pół godziny po powrocie do domu
oboje spali snem mocno, niczym zmęczone rozrabianiem dzieciaki.
Około 21,00 obudził ich dzwonek telefonu. To telefonował z Ankary  Mesut donosząc
im radośnie że spokojnie  dolecieli do Ankary, jutro ma poumawiane spotkania, Bożenie
podoba się Ankara, a na jutro, na czas gdy będzie zajęty, zarezerwował jej wizytę
w salonie piękności co zajmie jak nic ze 4 godziny a on będzie spokojny, że nie będzie
się nudziła-sauna, masaże, nawilżanie, oczyszczanie, manikiur i jeszcze fryzjer. A tak
w ogóle czy ma im coś przywieźć z Ankary, będą z powrotem pojutrze około godz. 16,00.
Barbara zamówiła więc dla siebie dżinsy, podała rozmiar i kolor. W Ankarze co prawda
nie padało, ale też nie było zbyt ciepło i Bożena kupiła sobie sweter, więc Mesut od
razu zapytał się czy może i dla Barbary kupić  sweter bo się będzie ochładzać.
Gdy skończyli rozmawiać Barbara powiedziała, że Mesut potrafi rozpieszczać kobiety
i chyba Bożena mu w dużym stopniu przesłoniła świat.
Lukas spoważniał- też to tak widzę, ale jednocześnie jest niezmiernie szczęśliwy. Gdy
umarła ciocia to myśleliśmy że targnie się na życie.
Kochanie, coś czuję, że ja chyba też polecę z Tobą do Warszawy bo perspektywa
pozostania bez Ciebie na jakiś czas po prostu mnie przeraża, aż mi braknie oddechu.
Lucas, przecież nie możesz rzucić wszystkiego z dnia na dzień! Bądź poważny!
Ależ ja jestem poważny i mówię poważnie! Wezmę ze sobą wszystkie moje
potrzebne dokumenty, może w Antalyi jest jakiś tłumacz przysięgły turecko polski to
mi wszystko przetłumaczy. Poza tym mam  wszystkie swoje dokumenty po angielsku,
więc też je wezmę. I łatwiej mi będzie na miejscu załatwiać to MBA niż pisać,
telefonować itp.
Kochanie, a może zjemy jakąś kolację? Pójdziemy do mamy, co ją ucieszy, opowiem
tacie o swym najnowszym pomyśle i przy okazji zjemy kolację.
To zadzwoń wpierw do mamy, nie wypada tak wpadać bez uprzedzenia!
Kochanie, to nasza mama, słyszałaś- możesz wpadać do niej o każdej porze dnia
i nocy, tak jak ja.Chodź, oni pewnie właśnie jedzą kolację. Tylko załóż spodnie
i bluzę, nie jest ciepło.
Barbarze lekko szczęka opadła ze zdziwienia, ale szybko ubrała się i w 10 minut
później dotarli na miejsce. Witani byli tak, jakby dotarli tu z wyprawy na  Biegun
Północny. Została nagle "naszą kochaną dziewczynką", bohaterką, która poprzez
ulewę (mżyło) do nich dotarła. I nagle zdała sobie sprawę z faktu, że nawet jej
własna matka nie okazywała jej tyle serdeczności i ciepła co matka Lukasa.
Dopytywała się, czy  Barbara ma ze sobą jakieś ciepłe rzeczy. Liza przyniosła
jej ciepłe kapcie, by rozgrzała zmoczone deszczem stopy. Zaraz zostali nakarmieni,
napojeni i dowiedzieli się, że najlepiej będzie, gdy dziś zostaną na noc tutaj, przecież
pokój  Lukasa jest nadal jego pokojem, więc "biedne dzieci" nie będą się pętać po
deszczu. Barbarze wydawało się, że śni, bo wszystko było tak bardzo różne od
rzeczywistości którą znała dotychczas.
Lukas, uszczypnij mnie, bo mam wrażenie, że śnię, powiedziała cichutko. Ale
zamiast uszczypnięcia Lukas ją pocałował.  Oczywiście Lukas nie odmówił sobie
przyjemności opowiedzenia, że byli razem na zakupach, powiedział co kupili, że
"Kochanie" znalazła w domu rzeczy o których on  nie miał pojęcia, że są.
Na koniec stwierdził, że on też poleci z nią do Polski, by załatwić na miejscu sprawę
studiów MBA.
Ku zdziwieniu Barbary przeciw temu pomysłowi nikt nie zaprotestował, wszyscy widać
uznali, że wie co robi.
Gdy po północy poszli z Lukasem do jego pokoju (przedtem znów była wyściskana
i wycałowana) na łóżku leżała piżama dla Lukasa  a dla niej frywolna koszulka na
ramiączkach, a na poduszce leżała gałązka róży. Lucas obejrzał koszulkę i spytał- a to do
ozdoby pościeli jest?  Wole cię nagą- i odłożył piżamę i koszulkę na krzesło.
Kochanie, jesteś pierwszą i ostatnią kobietą, która będzie tu spała. Kocham cię.
I wszyscy tu cię kochają. Nie płacz, głuptasku, wszyscy cię kochamy a ja najwięcej!
Chodź, weźmiemy prysznic, tu obok jest łazienka, za tymi drzwiami.
W łazience stały dwa kubeczki ze szczotkami do mycia zębów, granatowy i różowy.
Lukas na moment wyszedł i wrócił z opakowaniem tabletek mówiąc - jedno opakowanie
odholowałem, żeby było tutaj,wiedziałem,że uda mi się  tu z tobą przenocować! Pewnie
jeszcze nie jeden raz tu zanocujemy po rodzinnej kolacji. Kocham cię, jak wariat!
O świcie, gdy Barbara jeszcze spała zatelefonował do wujka, by ten zrobił i jemu
rezerwację na samolot do Warszawy.
                                                    c.d.n.









niedziela, 2 czerwca 2019

Bardzo samotne wakacje - IX

Kolacja w ogrodzie upływała w wybitnie  serdecznej i rodzinnej atmosferze. Tym
razem Max i Liza nie zaprosili swych  znajomych, bo wiedzieli, że będzie to głównie
rodzinna impreza. Do rodziny miały wszak dołączyć dwie nowe  osoby.
Co do  Lucasa i Barbary wg rodziny sprawa była prosta- niemal "bliźniacy", zero
różnicy wieku. Potrafią o siebie zadbać.
Co do Mesuta i  Bożeny - chociaż różnica wieku nie była powalająca, nie mniej była.
I cała rodzina była zdania, tak jak Mesut, że dość istotna jest kwestia posiadania dziecka,
bo Mesut dobiega pięćdziesiątki a to trochę poważny wiek jak na reproduktora i kwestia
posiadania dziecka leży całkiem po stronie Bożeny, bo on się dostosuje do niej. Jej wiek
też ma tu znaczenie, pierwsze dziecko w tym wieku- mogą być problemy.
Co do spraw  finansowych - to co Mesut  postanowi w tej kwestii to jego sprawa, nie
rodziny.
Max jest już dorosły, jest w 100% zabezpieczony finansowo, krzywdy nie ma.
Poza tym gołym okiem widać, że Mesut  jest z Bożeną szczęśliwy, jakby mu lat ubyło
i jej obecność wyraźnie w dużym stopniu ukoiła jego wieloletni smutek po śmierci żony,
którą ogromnie kochał, a pokochali się dosłownie od pierwszego spojrzenia, tak samo jak
ojciec i matka Lucasa. Mama  Lukasa była zdania, że oni mają jakiś dar zaszczepiania
swych uczuć,  jeśli są ich pewni. Ojciec Lukasa po 3 dniach był w 100% pewny, że kocha,
a gdy wyczuli, że rodzice nie zgodzą się na ich ślub, postanowili, że poczną dziecko, to
nie była przypadkowa wpadka.
Bożena znów miała oczy w mokrym miejscu, była najzwyczajniej w świecie wzruszona,
zwłaszcza gdy podszedł do niej Max, cmoknął ją w policzek i powiedział - witaj na
naszym pokładzie rodzinnym.
I znów ze strony rodziców Lukasa padły zapewnienia, że obie dziewczyny mogą
zawsze liczyć na ich wszechstronną pomoc, mogą do ich przyjść o każdej porze dnia
i nocy i zawsze będą mile widziane. Mama Lucasa obiecała, że im obu nieco przybliży
świat turecki, choć oni nie są typową rodziną turecką, bo ona jest Holenderką, a
Max, Liza i Lukas mają geny i holenderskie i tureckie, ot, "takie  mieszańce"jak się
wyraziła.
Jak zwykle kolacja trwała długo  a tym razem, ku wielkiej radości Mesuta, Bożena
zgodziła się na nocleg w jego domu.
A mama Lucasa wyraziła żal, że nie mają jakiegoś bardzo dużego domu, a najlepiej
jakiegoś super szeregowca i że Lukas powinien pomyśleć nad zaprojektowaniem
takiego super domu, w którym  mogliby razem mieszkać. Lukas stwierdził, że
musiałby to być dom wielopiętrowy a on wieżowców nie projektuje. I w takim
radosnym nastroju, wyściskawszy się i wycałowawszy, rozeszli się do swych domów.
W drodze do domu Barbara tłumaczyła  Lucasowi, że one obie są zadziwione ich
rodziną a jej częścią męską  zwłaszcza, bo Turcy są postrzegani raczej negatywnie
jako kandydaci na mężów.
Kochanie, ja nie jestem tak naprawdę Turkiem, mój ojciec nim jest. Wszędzie
przecież ludzie dobrzy żyją obok złych, spokojni obok wybuchowych  brutali.
I każde małżeństwo jest wielką niewiadomą, głównie dlatego, że ludzie się
zmieniają, nikt w wieku lat 50 nie jest takim samym człowiekiem jakim był gdy
miał lat 20. Niektórzy rozstają się po 20 latach związku, bo okazuje się, że żyli
właściwie obok siebie, nie ze sobą. A niektórzy, jak ty, rozstają się jeszcze nim
zostaną małżeństwem, bo pewne sprawy nie zostały doprecyzowane.
I po to jest ten okres narzeczeństwa, by sobie wszystko wzajemnie wyjaśnić,
sprecyzować swoje wymagania, potrzeby, poglądy, dużo, bardzo dużo ze sobą
rozmawiać, mówić co się lubi a co denerwuje i nie podoba się. Muszę wiedzieć
od ciebie czego oczekujesz ode mnie, co ci sprawia przyjemność a co nie. Bo nie
siedzę w Twojej głowie i mogę nie odgadnąć tego. I dlatego chcę postudiować
w Warszawie, być blisko  ciebie byśmy się wzajemnie dobrze poznali. Jeżeli
uznasz, że mogę mieszkać tam z tobą, to będę szczęśliwy i będę ponosił
wszystkie koszty finansowe. I bardzo,  bardzo cię proszę- już od dziś mów mi
co ci się we mnie nie podoba, jeśli jakaś pieszczota ci nie odpowiada to też mów,
nie każ mi się domyślać. Jesteśmy w tym wieku, że możemy się do siebie dopasować
pod każdym względem.
O, a może masz ochotę zobaczyć Ankarę? Barbara pokręciła przecząco głową -
nie, wolę z Tobą  popłynąć  Omegą, ale może ty chcesz lecieć do Ankary?
Kochanie, ja też wolę ten czas spędzić z Tobą sam na sam. A do Ankary pewnie
jeszcze nie jeden raz polecimy.
A jak wróci wujek z Bożeną to może razem, w dwa samochody pojedziemy
w góry? Nie odważyłbym się pojechać tam z Tobą sam, tam jest dość dziko,
droga wyboista, stromo, wąsko, każda awaria to problem.
Albo byśmy się wybrali do Kapadocji, tylko do tego też mi potrzebny jest wujek,
bo on ma dobre rozeznanie w biurach turystycznych, ja nie.
Chce byś zobaczyła trochę więcej Turcji niż Alanyię.
No ale jutro to sobie popływamy, będziesz obsługiwać  foka, no wiesz, ten
mały żagiel z  przodu.
Ten wieczór wzruszeń i zadziwień dla Bożeny trwał nadal. Mesut mieszkał
nieco dalej niż Lucas, w dużej piętrowej willi z ogrodem. Po nieco ascetycznym
wnętrzu domu Lucasa wnętrze tego domu  w pełni  ją zaskoczyło.
Dominował plusz ewentualnie welur, nadając wnętrzu przytulności. Podłogi
były wyłożone wykładzinami dywanowymi, względnie był parkiet i leżał na nim
dywan.
Wszystko było utrzymane w  jednej kolorystyce od ciemnego, intensywnego
bordo do zwiewnych bladoróżowych firanek.
Jedynym surowym pokojem była biblioteka służąca też za gabinet Mesuta.
Wszystkie ściany miały wysokie, oszklone szafy biblioteczne z przesuwaną na
kółkach drabiną.  Na środku stało duże biurko z wieloma szufladami, z których
część była tak naprawdę sejfem.  Przy jednej ze  ścian stała kryta skórą kanapa.
wkomponowana  w szafy biblioteczne, obok lampa stojąca, fotel skórzany,
trzy  małe stoliki, jeden pod drugim, dwa skórzane pufy.
Kuchnia była przestronna z ogromną lodówką, dużym stołem na 6 osób,
mnóstwem szafek.  Bożena stanęła - zapomniałam ci powiedziec, że ja wcale
nie umiem gotować.
Mesut przytulił ją- zapomniałaś również o tym, że ja chcę mieć żonę a nie
kucharkę. Będziemy się stołować na mieście, albo możemy wynająć kucharkę.
To nie problem. Chodź , tu jest gościnna łazienka,  dla tych co albo do mnie
przychodzą w interesach albo w gości.  Nie zainstalowałem tu prysznica bo
na górze są dwie łazienki.
Chodź,mój skarbie.Szli na górę schodami, które miały piękną  ażurową
balustradę z wykutych w metalu liści, kwiatów i gałązek. Bożena głośno
się nią zachwyciła, przystanęła i pociągnęła dłonią po ozdobnych elementach.
Na górze były dwie sypialnie- jedna bardzo duża, z olbrzymią szafą w ścianie,
komodą, podwójnym łóżkiem, na którym spokojnie by się bez problemu wyspały
jednocześnie  cztery osoby.
Okna wychodziły na  duży balkon. Druga sypialnia była mała, ale też posiadała sporą
szafę i nieco mniejszą komodę. Z tej mniejszej sypialni było wejście do niedużej
łazienki.
Nie była duża, ale miała wannę, kabinę prysznicową, wc i umywalkę ,zamiast szafek
było dużo półeczek.
Duża łazienka była naprawdę duża, miała sporo szafek, dwie umywalki z lustrami,
wannę oraz wc oddzielone wysoką ścianką z luksferów, podobnie jak prysznic.
Luxfery  były w delikatnym różu, transparentne, co nadawało łazience bladoróżową
poświatę.
Na wieszaku wisiały dwa szlafroki- męski  z  grubego weluru w kolorze bordo i
damski,  z  weluru, leciutki, biały z cieniutkimi, bordowymi lamówkami, wyraźnie
dopiero co kupiony.
Skarbie, ten szlafroczek jest dla ciebie, żebyś się po kąpieli nie zaziębiła. Mam nadzieję,
że rozmiar wybrałem dobry, pokazując sprzedawcy dokąd mi sięgasz.
A tak w ogóle - jeśli ci się ten dom podoba to będziemy tu mieszkać, możesz tu wszystko
zmienić, no może oprócz biblioteki, bo ona jest dobrze urządzona.
Chodźmy już spać, pomogę ci się rozebrać i wykąpać, skarbie. To był długi dzień.
 A jutro lecimy przecież do Ankary.

                                                                     c.d.n.

Bardzo samotne wakacje -VIII


"Kochanie" odziane w mini sukienkę schodząc do salonu stwierdziło, że miło
przypomnieć sobie, że nadal dom posiada coś więcej niż tylko sypialnię i łazienkę.
Pokręciła się po kuchni, znalazła w jednej z szafek serwetki koronkowe w kawowym
kolorze, zrobiła sałatkę z brzoskwiń,znalazła małe zabawne miseczki i kolorowe
widelczyki o których istnieniu kapitan nic nie wiedział.
"Kochanie", a skąd ty wzięłaś te miseczki, serwetki i tę większą miseczkę?
Z szafki, tej bliżej okna. Kapitan westchnął - jakoś nigdy tam nie zaglądałem bo
zawsze albo jadam u mamy albo gdzieś na mieście, o ile uznamy Alanyię za miasto.
No widzisz ile się traci znając tylko sypialnię we własnym domu?
Rzecz w tym, że sypialnię poznałem dopiero  z tobą. Bardzo często nocowałem
u rodziców a gdy późno wracałem i byłam skonany to spałem na sofie, bo ona się
rozkłada. No i znam jeszcze piwnicę bo tam stoi pralka i suszarka. I nawet umiem
z nich korzystać.
A co masz na strychu? - Na strychu? nie pamiętam.Jak chcesz to jutro zobaczymy
co tam jest.
A co mama na to,że nawet nie wiesz co masz w domu?  Przecież mama o tym nie wie
i mam nadzieję, że jej o tym nie powiesz.
Powiem, ale tylko to, że się w tobie coraz więcej  zakochuję.
Te rozkoszne pogwarki przerwał dzwonek do  furtki- przyjechał wujek z Bożeną.
B.B. wyściskały się tak jakby się rok nie widziały, Bożena  zdążyła szepnąć "nigdy
w życiu jeszcze czegoś takiego nie przeżyłam" , kapitan uruchomił  ekspres do
kawy, Barbara na dużej tacy przyniosła  wszystkie potrzebne akcesoria, wujek
zachwycił się, że są jego ulubione makaroniki do kawy, a kapitan znów się zdziwił,
że "Kochanie" skądś wzięło taką dużą tacę.
I zaraz wujek pogratulował Barbarze i kapitanowi zaręczyn.
A potem opowiedział jaki on ma plan, jeżeli tylko "Boska" zgodzi się tu trochę
zostać, by go lepiej poznać i pokochać. Bo stan swoich uczuć to on już zna i nawet
jutro może wziąć ślub. Po pierwsze to chce pojechać teraz razem z Bożeną do Polski,
 bo rozumie, że  ona musi tam rozwiązać umowę o pracę, przygotować swój pobyt
w Turcji od  strony  "papierkowej". Tu przed wyjazdem dostanie angaż do pracy
i pismo do ambasady tureckiej z prośbą o wydanie dla niej wizy na rok .A on, będzie
krążył między Warszawą a Alanyią, nim ona będzie  mogła wyjechać do Turcji.
Mieszkanie w Warszawie na ten czas, gdy będzie tu pracowała wynajmie się-żaden
problem. A gdy się pobiorą (oby szybko) to zrobi z tym mieszkaniem co będzie chciała.
Gdy wyjdzie za niego będzie się starał by pracowała najwyżej na pół etatu, choć wolałby
 by wcale nie pracowała, bo on zaraz po ślubie zabezpieczy ją finansowo tak, by oprócz
wspólnego majątku miała też własny, tak jak matka kapitana.
Sprawa dzieci- Bożenka ma 35 lat, on 48-jeśli ona chce to on się postara o to ich dziecko,
ale to będzie od niej zależało. Chudzielec odziedziczył całość majątku osobistego swojej
matki, od niego też już dostał zabezpieczenie.
A poza tym Chudzielec powiedział, że widzi jak on młodnieje przy Bożenie  i będzie
popierał jego starania.
Bożena rozpłakała się - nie powinieneś stawiać mnie w takiej sytuacji, że wszystko
ode mnie zależy. Podobasz mi się, jesteś naprawdę wspaniałym człowiekiem, cenię cię
za to jaki jesteś a nie za to  co posiadasz. Nie wiem czy chcę dziecko a po rozwodzie,
 choć już minęło od niego  sporo  lat, to nawet nie planowałam  małżeństwa. Nie
czułam takiej potrzeby.  I nagle spotykam   ciebie i wszystko wywraca mi się do
góry nogami. Głupieję od tego wszystkiego.
Barbara wstała z sofy opuszczając objęcia  kapitana . Przepraszam Was, ale muszę jej
coś wytłumaczyć, po polsku.  Szarpnęła Bożenę za rękę i zaciągnęła do kuchni, zamykając
za sobą drzwi.
Słuchaj, on nie blefuje, zakochał się w tobie. A teraz powiedz mi co ty czujesz do niego.
Masz, napij się zimnej wody, bo wpadłaś z lekka w histerię. No więc jak- podsumujmy.
Uroda - dość przystojny. Kultura osobista w skali od 1 do 5?  Pięć jęknęła Bożena.
Inteligencja?  Też pięć. Poczucie humoru? cztery i pół. Dbałość o partnerkę i nie idzie
tu o seks? Powyżej pięciu. Zainteresowania? Wszystkie mogę zaakceptować.
Nałogi? Nie chleje, nie pali. Słodycze lubi. Chrapie? Nie.   Seks? Mistrzostwo świata.
Odleciałam na długo.
No to teraz co innego rozpatrzmy:
Twoja praca w Warszawie ? Około 3. Mieszkanie? żaden cud. Kawalerka. Towarzystwo?
w sumie też 3.
No to wiele nie stracisz, nawet jeśli ci tu nie wyjdzie z pracą.
Boisz się? Każdy związek to niewiadoma, o czym się sama przekonałaś. Przecież wyszłaś
za mąż z miłości. Doprowadź się do ładu w łazience. Wracam do nich.
Wracała do salonu z uśmiechem. Wytłumaczyła kapitanowi i jego wujkowi, że to wszystko
przez  nieudane małżeństwo Bożeny. Boi się, że  nie sprosta oczekiwaniom, ma niską
samoocenę.
I od dawna z nikim się nie umawiała na poważnie - jedno, dwa  spotkania i koniec.
I wiesz -zwróciła się do wujka kapitana- pewnie poczuła się jak towar, bo zacząłeś mówić
o pieniądzach, zabezpieczeniu itp.
Ależ ja  jej nie chciałem urazić, ja tylko chciałem ją zapewnić, że będzie tu miała pracę
i moją opiekę.
I swoje pieniądze. Bo kwestia pieniędzy , nieporozumień na tym tle, psuje związek. Może
za dużo powiedziałem o swych planach, ale ja naprawdę tak zrobię. To nie jest chwyt
reklamowy, nie chcę by czuła się źle bo różni nas status majątkowy.Chcę by miała własny
majątek i się nim rządziła.  A sprawa dziecka - dla mnie to zawsze sprawa, która zależy od
kobiety. To wy chodzicie w ciąży, wam się psuje figura w wyniku ciąży i karmienia, to
głównie na was spoczywa opieka nad niemowlakiem.
Do salonu wróciła Bożena. Nie bardzo doprowadziła się do porządku, miała zapuchnięte
powieki.Wchodząc mówiła cicho- przepraszam  was wszystkich, przepraszam. Trochę się
pogubiłam. Mesut, bardzo, bardzo cię przepraszam, spanikowałam.Mam za sobą jeden
nieudany związek, boję się małżeństwa. Ale wiem, że ty jesteś jednak inny, choć tak
mało cię znam. I bardziej boję się, że to ty będziesz stratny  żeniąc się ze mną, ja mam
trudny charakter. I twój plan nie jest zły, to ma ręce i nogi, zaryzykujmy, może się nam
uda. Podejmę tę pracę.
Mesut, nie zważając na obecnych przytulił ją mocno i całował te zapuchnięte oczy.
A potem powiedział- jednak imię ma znaczenie, bo moje imię, Mesut -oznacza "szczęście".
Dostaliśmy z bratem dobre imiona- jego imię Eymen oznacza  "przynoszący szczęście".
I moja bratowa zawsze mówi, że on przyniósł jej szczęście.
Lucas,-zwrócił się do kapitana,-mam nadzieję, że masz ze dwie kostki lodu?Zrobimy
okład na oczy "Boskiej".  I razem z Bożeną udał się do kuchni. Lucas przeciągnął się
niczym kot i wyszeptał- chce mi się do sypialni , potulić się i...zasnąć razem z Tobą.
Chyba ostatnio mało spaliśmy. Barbara roześmiała się- już widzę jak się tylko tulisz i
natychmiast zasypiasz.
Lód na powieki to dobry sposób, po 10 minutach  była już znaczna poprawa. Szczęśliwy
Mesut zaproponował, by spotkali się wieczorem na kolacji , ale nie w domu jego brata, ale
tam, gdzie się z nimi spotkali poprzednio.
A teraz to jeszcze tylko chciałby wiedzieć kiedy obie dziewczyny muszą być w Warszawie
w pracy i na kiedy mają wylot z Antalyi. No i nie byłoby źle, gdyby wieczorem dały
mu  swe bilety lotnicze. Od razu okazało się, że obie mogą zostać tu o tydzień dłużej niż był
zaplanowany termin wylotu. A ich bilety spoczywają w hotelowym sejfie, Bożena ma do
niego kluczyk, więc niech jadą po nie do hotelu.
 Mesut odetchnął z ulgą - to w takim razie lecę z Boską do Ankary, muszę uruchomić pewne
sprawy, a nie zostawię jej tu samej.
Chcecie  lecieć z nami ? Weźmiemy klucze od apartamentu Maxa zamiast spać w hotelu.
Lucas zerknął na Barbarę i powiedział, że wieczorem dadzą odpowiedź.
Mesut ze swą już lepiej wyglądającą Boską pożegnali się,  Barbara zagoniła Lucasa do
posprzątania po gościach i z niewyspanym ponoć Lucasem postanowili wybrać się wpierw
na jakiś lekki obiad, a tak dokładnie  zjeść coś z grilla w pobliskiej malutkiej knajpce,
a potem pospać przed kolejnym nocnym ucztowaniem.

                                                               c.d.n.





sobota, 1 czerwca 2019

Bardzo samotne wakacje -VII

Gdy tylko weszli do  domu kapitan zaproponował, by Barbara zdjęła sandały, bo płytki
w domu nie ziębią, są położone na specjalnym podkładzie.
Na parterze był salon, oddzielna kuchnia i pomieszczenie gospodarcze, mała łazienka
z kabiną prysznicową i wc, oraz zejście do piwnicy.
Z salonu prowadziły na piętro drewniane schody. Na piętrze były dwie sypialnie,
dość duża łazienka, wyjście na strych i szafa w  ścianie.
Umeblowanie było skromne , wystrój dość surowy, żadnych pierdółek, jak zauważyła
Barbara. Dominował kolor jasno-szary o perłowym  połysku.
Na jednej ze  ścian salonu wisiały portrety holenderskich dziadków, portret mamy
i nieżyjącej już ciotki kapitana  z okresu gdy były podlotkami, oraz portret ojca.
A nad wygodną sofą wisiał pejzaż z Amsterdamu z charakterystycznymi jego
wąskimi domami i drugi z widokiem na kanał i to co jest poza nim, na drugim planie.
Całości dopełniał  niski stół,  pufy i  dwa fotele.
Chodź, kochanie, zrobimy kawę i sok pomarańczowy. Kuchnia była świetnie
zaprojektowana pod względem ergonomicznym, co od razu Barbara doceniła.
A, to już po konsultacjach z Lizą, bo ja to nie  miałem pojęcia co i gdzie powinno
być w kuchni. Ale wiesz co, nie mamy nic do kawy, może wyskoczę po coś?
Nie trzeba, to bardzo dobrze, że nie ma niczego do kawy, ja tu stanowczo zbyt dużo
jem.
Kochanie, muszę o czymś z Tobą porozmawiać, zobacz, w aptece kupiłem to -
z aptecznej torebki wyciągnął kilka plastrów z opatrunkiem, jakąś maść, 2 spore
opakowania prezerwatyw i trzy opakowania tabletek antykoncepcyjnych, francuskich.
 Barbarę na moment zatkało, ale po dwóch sekundach powiedziała: jesteś naprawdę
niesamowitym, myślącym i dbającym człowiekiem. Te gumki nie będą nam potrzebne,
nie przerwałam brania tabletek bo są mi teraz potrzebne nie z uwagi na antykoncepcję.
I biorę te same co kupiłeś. I nawet nie wiesz jak cię podziwiam.
Ogromnie  mnie dziwi, że ci sprzedano je bez recepty, u nas są tylko na receptę od
specjalisty, a i to nie w normalnej aptece ale za dewizy.
Kapitan rozciął opakowania prezerwatyw i luzem wrzucił wszystko do kubła ze
śmieciami.
Kochanie, weź kawę, ja wezmę jeszcze cukier, bo to kawa z ekspresu i trzeba ją trochę
doprawić do smaku.
"Kochanie" wzięła kawę i idąc do salonu wciąż nie mogła wyjść ze stanu zadziwienia
na jakiego faceta trafiła. Wyraźnie akcje kapitana poszybowały w górę. Pełna hossa!
Kapitan przypomniał Barbarze, że miała mu opowiedzieć o tych "przypadkach" które
się jej ostatnio przydarzały, o ile oczywiście nie wprawi jej to w zły nastrój. A Barbara
zapewniła go, że z perspektywy czasu cały problem się spłycił, może mówić o tym
zupełnie spokojnie.
Kapitan wysłuchał całej opowieści, zgodził się z jej tezą, że to rzeczywiście były bardzo
dziwne przypadki i podsumował-  facet świnia i debil, ale może powinienem mu za to
podziękować, bo dzięki temu się spotkaliśmy!
Ej, nie sądzę byś miał okazję. Z pewnością już znalazł następną. W Polsce, zwłaszcza
na prowincji, dziewczyna która nie wyjdzie za mąż do 25 roku życia jest na indeksie.
Każdy się doszukuje w niej jakiegoś mankamentu.
No to jak w Turcji i to nawet nie na głębokiej prowincji.
Kochanie, proponuję  byś dziś zanocowała u mnie, dobrze?
No dobrze, ale muszę wpierw wpaść na chwilę do hotelu i kilka rzeczy z niego zabrać.
Ależ, nie ma problemu, podjedziemy tam taksówką, w której na ciebie zaczekam.
Potem na moment wpadniemy do mojej mamy. Nie zdziw się gdy zostaniesz wycałowana
i zaduszona niemal w uściskach gdy pokażę mamie naszą różaną gałązkę. Już po tym
pierwszym wieczorze  w kawiarni nazwała cię uroczą dziewczyną.
Masz chyba  w sercu swej mamy pierwsze miejsce, tak jakoś mi to wygląda. Kapitan
uśmiechnął się - nie dość, że jestem pierworodnym dzieckiem to synem którego oboje
pragnęli i jednocześnie byłem przyczyną ich ślubu, bo dziadkowie dopiero wtedy się
zgodzili na ślub, gdy powiedziała, że jest w ciąży. Ale z czasem polubili mego ojca,
a mnie rozpuścili  niemiłosiernie, jak mówi mój ojciec. Ten komplet pierścionków
to zrobił mój dziadek, był jubilerem.
Przyszło mi na myśl, że gdy się pobierzemy to moglibyśmy zamieszkać w Amsterdamie.
To przyjazne ludziom miasto.
Ale ja nie znam holenderskiego!
Tureckiego też nie znasz a tu jesteś i  jakoś ci angielski starcza.
 Jedźmy już do tego hotelu bo inaczej zostaniesz tu bez tych potrzebnych ci rzeczy-
powiedział śmiejąc się.
W hotelu Barbara szybko zebrała do torby to co jej się, mogło przydać a oddając klucz
w recepcji powiedziała, że ona i jej koleżanka spędzą dwie noce poza hotelem bo jadą
na wycieczkę poza Alanyię.
Tak jak planował kapitan, podjechali  do jego rodziców , taty co prawda nie było, ale
była osoba najważniejsza, czyli mama. Uroniła  kilka  łez twierdząc, że to z radości,
wygłosiła krótką przemowę do syna, że ma  Barbarę  nie tylko kochać ale i szanować
i chronić przed  wszelakim złem i jak przewidywał kapitan niemal zadusiła Barbarę
tuląc ją do siebie, całując i głaszcząc po włosach.
Mamuś, zadusisz, ją, przestań- mitygował matkę kapitan. Jutro przyjdziemy, na kolację.
Od domu rodziców było już bliziutko do mieszkania kapitana, więc ten odcinek przeszli
pieszo. Jak było do przewidzenia długo nie mogli się sobą nacieszyć, zasypiali i budzili
się objęci, wciąż nienasyceni. I, jak twierdziła potem Barbara, od razu była pewna zarówno
swych uczuć jak i jego.
Z wielkim trudem wybrali się następnego dnia na kolację do rodziców. Barbara została
teraz wyściskana i wycałowana przez tatę, Lizę i Chudzielca.A tata patrząc na swego
wyraźnie  rozanielonego syna co jakiś czas powtarzał- żebyś tylko jej nie skrzywdził,
pamiętaj synu.
Tego wieczoru  kapitan powiedział ojcu o swych planach robienia MBA w Polsce po to,
by Barbara go lepiej poznała, bo innego sposobu nie ma by być bliżej siebie.
A potem ojciec kapitana zapytał Barbarę o.....Bożenę. Bo on wie, że jego brat ma zamiar
prosić ją o rękę. Czy zdaniem Barbary Bożena to odpowiednia i odpowiedzialna osoba?
W odpowiedzi usłyszał, że jedno jest pewne- to uczciwa osoba, która na pewno nie
zwiąże się z kimś, kogo nie będzie darzyła miłością i szacunkiem. Jest osobą
samowystarczalną i nie poluje na męża, zwłaszcza, że ma za sobą nieudane małżeństwo.
No to skoro przesłuchanie skończone to ja zabieram swoją narzeczoną -oświadczył
radośnie kapitan. Na pożegnanie znów Barbara została wyściskana i zapewniona, że
w każdej chwili , w razie jakichkolwiek problemów może liczyć na ich pomoc. Tego
wieczoru Barbara zabrała resztę swoich rzeczy z hotelu, a Bożenie  zostawiła kartkę
z numerem telefonu kapitana i jego rodziców. Nie ukrywali przed rodzicami, że
Barbara mieszka u kapitana, a ci przyjęli to jako coś zupełnie naturalnego.
Dwa dni później wróciła z Pammukale Bożena i czym prędzej skontaktowała się
z Barbarą.Była oczarowana, zachwycona i totalnie zagubiona.
Oczarowana swym adoratorem- bo był człowiekiem wrażliwym, delikatnym.czułym.
Na dodatek o dużej wiedzy ogólnej, oczytany. Zachwycona jego taktem, kulturą
osobistą. Wsłuchujący się uważnie  w ton jej głosu, śledzący uważnie jej reakcje,
najczęściej uprzedzający jej życzenia. Zagubiona, bo z jednej strony ogromnie się
jej ten człowiek podoba, sprawy intymne też ok, nie ilość się liczy ale jakość i to
jest prima sort i chciałaby właściwie być z nim, ale boi się bo to byłaby nagła
zmiana pracy,porzucenie tego co znane i już oswojone, wypracowane. A ślub-
w każdej chwili, on to  nawet by jutro się żenił, ale to ma być moja, świadoma
decyzja. Chce mi pomóc we wszystkim co tu będę zaczynać, bylebym tylko
zechciała zostać jego żoną, być z nim. Możemy mieszkać w Alanyi, Antalyi 
albo w Ankarze albo w  Amsterdamie. Basiu, co ja mam zrobić, powiedz.
Wiesz, to taka jakaś rodzina- ludzi szczerych, otwartych, delikatnych.
Bożenko- ja się zaręczyłam z kapitanem, rozmawiam z tobą a on odmierza
długość mego ciała pocałunkami. Kiedy się z tatą Chudzielca zobaczysz?
Za godzinę? To fajnie, przyjedźcie tu do nas, pogadamy wszyscy razem.
Bożena, jak to się wszystko ułoży jak puzzle to my będziemy rodziną!
To czekamy na Was.
Odłożyła słuchawkę i wszystko  dokładnie opowiedziała kapitanowi, który
stwierdził , że to mądry pomysł i że zaraz wyskoczy po ciastka, które wujek
bardzo lubi, dokupi pomarańcz na sok i brzoskwinie dla pań.

                            ciąg dalszy nastąpi gdy drodzy czytacze
zostawią pod tym tekstem znaczek   :(   lub znaczek    :).
Jestem tak paskudna baba, że chcę wiedzieć kto mnie czyta.











Bardzo samotne wakacje -VI

Kolacja u rodziców  kapitana rzeczywiście była surówkowo-owocowa, wzmocniona
jogurtem. Wbrew przewidywaniom Liza nie zaserwowała zielonych koktajli.
Bohaterką wieczoru była Bożena, która nie mogła się nadziwić, że nauczyła się
leżeć na wodzie i  ten fakt zaliczyła  do dziwnych przypadków.
To nic dziwnego, odezwał się Chudzielec- mój tata ma zdolności pedagogiczne.
Mnie oduczył obgryzania paznokci.
Tata Chudzielca parsknął śmiechem - to nie było nic nadzwyczajnego, gdy zasypiałeś
smarowałem ci paznokcie specjalnym płynem od którego robiły się gorzkie.
Bożena nauczyła się leżeć na wodzie bo mi zaufała, że ja nie dopuszczę do tego, by
utonęła i dlatego poddała się swojemu ciału, które woda wypychała w górę.
No tak, Bożena to nie dziwny przypadek, ale spotkanie  moje i Barbary to dziwny
i rzadki przypadek- powiedział kapitan. Gdy zobaczyłem jej paszport to aż mnie
zatkało, bo tam widniała moja data urodzenia : ten sam dzień, miesiąc i rok.
Tylko inne miasto i kraj.
I jestem pewien, że to bardzo dobry przypadek, szczęśliwy.
To rzeczywiście rzadki przypadek,  chociaż tak wiele osób na całym świecie rodzi
się tego samego dnia, to rzadko się takie spotkania zdarzają- powiedziała mama
kapitana. Na tym samym oddziale tego samego dnia urodziło się czworo dzieci i
choć były z tego samego miasta chyba nigdy się nie spotkały. A nie  był to jedyny
szpital, w którym tego dnia rodziły się dzieci.
Barbara uśmiechnęła się - to jakaś seria, ostatnio trafiają mi się same dziwne
przypadki. Opowiesz mi? -zapytał się cichutko kapitan.  Opowiem, jutro.
Kolacja skończyła się niemal o północy i  B.B stwierdziły, że powędrują do hotelu
piechotą by stracić nieco kalorii. Oczywiście kapitan i jego wujek stwierdzili, że
nie pójdą przez miasto same, oni je odprowadzą.
Droga odległościowo była niemal taka sama jak poprzedniego wieczoru, ale
szli znacznie wolniej, bo nie bardzo  udaje się iść szybko  gdy idzie się  obejmując
 i co jakiś czas przystaje,  by się całować. I znów panowie spali w służbowym
pokoju. Tata Chudzielca  był  zadowolony, bo Bożena wyraziła chęć wyjazdu do
Pammukale, a z kolei kapitan poznał wreszcie smak ust Barbary.
Bożena zwierzyła się Barbarze, że tata Chudzielca zaproponował jej, by podjęła
pracę  w jednym z tutejszych biur turystycznych, u jego przyjaciela, bo brakuje
mu osoby z językiem polskim. Przez pół roku zarobi  tyle co w Polsce przez
rok, ale co ważniejsze, to będą się mogli lepiej poznać, bo on jest w niej zadurzony,
a właściwie to chciałby  by za niego wyszła. Ale rozumie, że to ważna decyzja, więc
lepiej by ona wpierw go nieco  poznała.
Barbara pokiwała głową - jeden  proponuje ci pobyt tu, drugi gotów wydać krocie
na studia MBA  w Warszawie  byśmy się lepiej poznali. Dziwne geny posiadają.
Chodźmy spać, jutro nad tym wszystkim pomyślę.
Jak zwykle o  świcie zaryczał głos muezina, ale nie udało mu się obudzić duetu.
Z trudem zdążyły na śniadanie- przed jadalnią spacerował tata Chudzielca -szybko
poinformował Bożenę, że wszystko w Pammukale załatwił i byłoby dobrze, gdyby
wyjechali stąd za godzinę. A Barbarę poinformował, że w kawiarni czeka na nią
mocno niewyspany kapitan, który chce ją porwać na samotny rejsik.
Tym sposobem po raz pierwszy od przyjazdu duet B.B. miał spędzić osobno aż
2 lub 3 dni.
Kapitan zaproponował Barbarze rejs nie tym ślicznym rodzinnym jachtem, ale
jego starą  żaglówką, Omegą , do której miał doczepiony silniczek. Powiedział,że
to nie będzie tak wytwornie jak na Mary May, ale Omega jest stabilną i bezpieczną
jednostką pływającą i on jeden do jej obsługi wystarczy. Do przystani pojechali
zamówioną taksówką. Nieco czasu zabrało ożaglowanie łódki, bo kapitan czuł się
w obowiązku by wszystko tłumaczyć Barbarze.
W końcu wszystko było gotowe, z przystani odpłynęli na silniku- żagiel miał być
podniesiony gdy dopłyną do połowy zatoki.
Oboje byli ubrani zgodnie z przepisami w kamizelki ratunkowe, które wg atestu
unosiły bez trudu osobę ważącą 90 kg. Płynięcie  żaglówką było dla Barbary całkiem
nowym doświadczeniem. A kapitan pamiętał cały czas, że ma na pokładzie zupełnie
zieloną pod względem żeglarskim pasażerkę i nie ostrzył na wiatr, płynął bardzo
spokojnie i statecznie. Zaproponował, by dopłynęli do tej samej zatoczki, gdzie byli
poprzednio, bo jest na tyle mała, że kto dopłynie tam jako pierwszy bierze ją całkowicie
w posiadanie, a  poza tym jest tam wbity w dno metalowy słup, do którego będzie można
zacumować łódź. Kokpit Omegi jest bardzo pojemny, a kapitan wielce starannie się
do tej wyprawy przyszykował, zrywając się  z łóżka gdy tylko zawył muezin. W kokpicie
było picie, jedzenie, koc piknikowy, ręczniki, krem, parasol od słońca a nawet podróżne
szachy, dwa  sztormiaki i dwie flanelowe koszule.
Barbara zdumiała się- będziemy grali w szachy?
Jeżeli się nam zechce to tak. To gra która nieco odsłania psychikę  gracza, przecież się
mamy poznawać wzajemnie.
Ale ja od lat nie grałam w szachy!.- Barbara była nieco przerażona.
Nie szkodzi, przypomni ci się wszystko. My często z kolegami, gdy nam pomysłu brak
przy projektowaniu, gramy w szachy.
I co, pomaga?   - Tak, bo odpręża, odświeża mózg.
Fajnie, mnie się czasami wydaje , że już wcale nie mam mózgu gdy mi się wali dużo spraw
nie w tę stronę co powinny. Są dni gdy lecę w biurze  do łazienki by się spokojnie wypłakać.
A ja mam czasami chęć rąbnąć klienta czymś ciężkim w głowę, na szczęście najczęściej
wtedy gdy rozmawiam z nim przez telefon. Ci ludzie wcale nie mają wyobraźni, zwłaszcza
przestrzennej.
Trochę  pływali, ale głównie rozmawiali leżąc z głowami w cieniu parasola, a w pewnej
chwili kapitan  zanurkował w kokpicie łódki i wrócił z czymś zaciśniętym w garści, ale
tego Barbara nie widziała, bo leżała z zamkniętymi oczami. Było jej dobrze, wszystkie
smutki i wątpliwości gdzieś się ulotniły. Kapitan ukląkł przy niej i cichutko się jej
przyglądał. Wreszcie delikatnie pogłaskał po ramieniu, mówiąc:
"Kochanie, jestem pewien, że Cię kocham. I marzę, byśmy zostali małżeństwem. A ten
drobiazg ma ci o tym przypominać i nim do Barbary dotarła treść tego co powiedział,
wsunął jej na serdeczny palec lewej ręki obrączkę a może raczej pierścionek - złoty,
z ażurowym złotym kwiatkiem zamiast oczka. I taki sam pierścionek, ale z dwoma
listkami wsunął na swój palec. Zobacz, razem jest gałązka róży z dwoma listkami, taki
symbol naszej miłości".
Barbara usiadła nieco oszołomiona -ty tak naprawdę? zapytała nieco głupawo. Bo ja
jeszcze nie wiem, czy to co czuję to miłość  czy tylko fascynacja.
Nie szkodzi, poznasz mnie lepiej i może pokochasz. Mamy czas. Ja wiem co czuję.
A te pierścionki to rodzinna pamiątka,dostałem je kiedyś od mamy, długo czekały bym
do nich zajrzał, choć mnichem nie byłem i wiele razy wydawało mi się, że mogę po nie
sięgnąć.
Barbara przytuliła się do niego. Ty też nie  będziesz moim pierwszym mężczyzną,
zniesiesz   to?
To nie jest ważne kto jest pierwszym, ważniejsze jest być tym jedynym, ostatnim .
Chodź, popływamy, muszę ochłonąć, nie zrobimy tu przecież widowiska - zerwał się
z koca i pobiegł do wody, a Barbara za nim.
Późnym popołudniem wrócili do przystani. Oboje nieco rozkojarzeni siedzieli przy
obiedzie chyba nie bardzo wiedząc co mają na talerzach. Barbara co chwilę zerkała
na swój pierścionek i na pierścień kapitana i miała dziwne wrażenie, że to tylko sen.
Ale to nie był sen, to się działo naprawdę! Dla kapitana już nie miała imienia, cały czas
zwracał się do niej słowem "kochanie": "Kochanie, może masz ochotę na jakiś deser?"
"Kochanie, a może wolisz  świeży sok pomarańczowy?",  "Czy chcesz, kochanie, nieco
odpocząć po obiedzie?"
Gdy wstali od stołu Barbara skrzywiła się lekko i czujny jak żuraw kapitan zapytał co
się stało.
E, nic wielkiego, ale muszę nakleić plaster na stopę , sandał mi obtarł wczoraj skórę,
muszę kupić plaster i nakleić.
No to chodź, tu obok jest apteka. Rzeczywiście, apteka była ze 30 metrów od restauracji
w której jedli.
Kapitan posadził Barbarę w  aptece na krześle, przy okienku dość długo coś klarował
farmaceucie, potem odebrał od niego  sporą  torebkę  i razem z  farmaceutą uzbrojonym
w wodę utlenioną,  gaziki i plastry podszedł do Barbary.
Przed Barbarą klęczeli teraz dwaj faceci- kapitan zdejmował jej z nogi sandał, farmaceuta
obejrzał otarcie, polał wodą utlenioną, delikatnie obmył okolicie otarcia, osuszył i nakleił
plasterek. Teraz  kapitan założył jej sandał, zapiął dopytując się czy nic nie boli, a pan
farmaceuta zapewnił ją, że otarcie szybko się zagoi. Kapitan  pomógł jej wstać,wziął ją
pod rękę i opuścili aptekę.
Kochanie, dojdziesz jeszcze ze 200 metrów czy za bardzo cię boli? Barbara roześmiała
się - to przecież po to jest plaster, żeby mnie nie bolało.
A u was zawsze tacy troskliwi farmaceuci?
Tak, z reguły, choć bywają wyjątki.
A dokąd my teraz idziemy? -Do mnie, kochanie. Zobaczysz jak mieszkam. Dzielę dom
z kolegą, to tzw. willa dwurodzinna. Oddzielne wejścia, nawet ogródki oddzielone. Mój
to tylko żywopłot i trawa, u niego jakieś kwiatki.
Jesteś, kochanie, pierwszą kobietą spoza rodziny, której pokażę swoją twierdzę. 
Obejrzysz, napijemy się kawy, odpoczniemy i weźmiemy potem samochód. I będziemy
robić co tylko zechcesz.
Barbara roześmiała się - może lepiej nie, bo się tylko zgorszysz i odkochasz.
A nie wpadło ci ,kochanie, do głowy, że może raczej oszaleję do reszty? Już teraz
dręczy mnie myśl o rozstaniu, gdy o tym pomyślę chce mi się umrzeć, wyć i płakać.
Lepiej nie umieraj, wolę cię żywego.
Ulica do której doszli miała kilka podobnych do siebie domków, różniły się tylko
drobnymi detalami- głównie kolorem i  lampkami przy drzwiach wejściowych, które
były z boków.

                                                                   c.d.n.

piątek, 31 maja 2019

Bardzo samotne wakacje -V

Wieczór szybko zamienił się w głęboką noc.
Po północy rodzice kapitana stwierdzili, że już  są  zmęczeni i pożegnali się
ze wszystkimi, mówiąc, że następna kolacja będzie u nich w domu i wszystkich
tu obecnych przy stole zapraszają.
Reszta towarzystwa zakończyła zabawę około 2 po północy. Duet  B.B. z chęcią
przystał na propozycję spaceru, mając nadzieję na unicestwienie nadmiernej
ilości spożytych wieczorem kalorii.
Szli niespiesznie -Bożena trzymając tatę Chudziny pod rękę, Chudzina ze swą
bardzo chudą dziewczyną ciasno objęci, dobrze gotująca siostra i jej kolega
trzymali się za ręce, a kapitan delikatnie obejmował obejmował talię Barbary,
uzyskawszy wpierw na to jej zezwolenie. Po drodze zajrzeli na przystań by
popatrzeć z bliska  na morze i jachty w marinie. W czynnym jeszcze kiosku napili
się  po kieliszku wina, dobrze gotująca siostra i jej chłopak tu się z nimi
pożegnali, a dalej powędrowali już tylko w dwie pary.  Dyżurny recepcjonista
nieco zaspany otworzył im drzwi hotelu, B.B. pożegnały się, wzięły swój klucz
i powędrowały do swego pokoju. A ich panowie wzięli  klucz od służbowego
pokoju , bo doszli do wniosku, że nie ma sensu teraz wracać z powrotem.
 Tym razem nawet wycie muezina nie zbudziło duetu. Obudziły się już po ósmej
i nieco zaspane dotarły do jadalni około dziewiątej. Gdy po śniadaniu zeszły
do hotelowej kawiarni, ze zdumieniem zobaczyły tam swoich nocnych towarzyszy.
Panowie przepraszali, że "jeszcze  nie zdążyli się przebrać", ale nocowali w hotelu
i nie mieli  koszul na zmianę.
Po krótkiej naradzie "co zrobić" z tak miło zaczętym dniem  postanowiono, że
będzie to dzień całkowitego leniuchowania. Panowie pojadą się przebrać , panie
zabiorą z pokoju to co im jest potrzebne do szczęścia  na plaży lub na  basenie i
za godzinę  tu się spotkają.
Pojechali na wschodni kraniec Alanyi do nowo wybudowanego hotelu, z którego
na plażę można było przejść tunelem . Chyba nie muszę tłumaczyć, że tu też byli
znajomi taty Chudziny. Na ten jeden dzień użyczono im  dwupokojowy apartament
by mieli gdzie odpocząć zmęczeni plażą, wykąpać się, przebrać  i ewentualnie zjeść
w odosobnieniu obiad.Obie stwierdziły, że to wielka wygoda, gdy można ze sobą nie
zabierać torby z wszelkim dobrem a wyjść z domu już w kostiumie i potem wrócić
w mokrym i się spokojnie przebrać w suche ciuchy.
Tata Chudziny  wymyślił, że wpierw wypożyczą motorówkę, więc on wziął z domu
dwie flanelowe koszule dla  pań, bo na wodzie, mimo upału będzie chłodno.
Po przejażdżce  jedni będą pływać a inni będą się tego uczyć, potem zjedzą obiad i
pomyślą co będą dalej robić.
Motorówkę wypożyczało się razem ze sternikiem, który  zaraz został pouczony, że
ma nie szaleć, bo ich nie interesuje szybkość, chcą popatrzeć z wody na ląd, więc
niech płynie równolegle do brzegu.
B.B. stwierdziły,że jednak pływanie jachtem było znacznie milsze, silnik motorówki
straszliwie  hałasował. Panowie też nie byli zachwyceni. Skrócili więc czas "rejsu".
Barbara stwierdziła, że ma ochotę pogrzać się trochę na plaży, więc  kto chce niech
idzie do wody, ona popilnuje rzeczy.
O, to ja popilnuję ciebie, żeby cię kto nie ukradł-  oświadczył dziarsko kapitan.
Wiesz, Turcja to dziki kraj, mógłby cię ktoś do haremu  porwać, dokończył ze
śmiechem.
No to my się idziemy kąpać, morze dziś takie spokojne, w sam raz na naukę
pływania  - tata Chudziny wziął Bożenę za rękę i pociągnął w stronę wody.
Barbara  rozłożyła się na koszuli . Kapitan siedział obok, obejmując rękami kolana
i wpatrując się w horyzont cicho spytał: czy mogę ci zadać niedyskretne pytanie?
Barbara usiadła- no możesz, kto pyta nie błądzi. Ja ci odpowiem na twoje pytanie
ale to być może sprowokuje i mnie do zadania  niedyskretnego pytania tobie.
Pasuje ci to? Pasuje - szybko odpowiedział. Nerwowo przełknął ślinę- czy... czy
jesteś aktualnie z kimś w związku?
Barbara pokręciła przecząco głową - nie, już nie jestem, ale do niedawna byłam.
Mieliśmy wziąć ślub, ale przyłapałam go na kłamstwie. W ten rejs mieliśmy płynąć
razem, to miał być prezent ode mnie dla niego.
Sprawiłem ci pewnie przykrość tym pytaniem, przepraszam.
Nie, już mogę o tym mówić  i myśleć bez emocji . Pewnie musiało tak być.
No to mi teraz powiedz, kapitanie,  jak z tobą w tej kwestii?
Dość podobnie, myślałem, że jestem dla niej kimś ważnym a byłem tylko letnim
romansem. Udawała, że jest wolna a tak naprawdę była mężatką.
Rok rozpaczałem, a potem unikałem dziewczyn. Jesteś pierwszą, która nic nie
robiąc przełamała tę barierę. Chciałbym cię tulić, całować, rozmawiać z tobą
godzinami, słyszeć twój głos.
Nie znasz mnie - wcale nie jestem miła,łagodna, miewam humory, żądam by mnie
nie okłamywano. Gorzej, bo nawet nie masz kiedy mnie poznać, ten urlop to tylko
2 tygodnie a ty sobie idealizujesz mój obraz. I nawet nie mamy jak i gdzie się
bliżej poznać, bo gdzie Warszawa a gdzie Alanyia?
Wymyśliłem wczoraj wieczorem, że jeżeli jesteś wolna i mnie nie odtrącisz, przyjadę
do Warszawy i zacznę studia  MBA .I wtedy będziemy się mogli bliżej poznać.
No dobrze, a jeżeli nic nam razem nie wyjdzie?
To na pociechę będę miał dyplom MBA. Od niedawna macie w Polsce MBA,
sprawdzałem. Ale  jestem przekonany, że nam wyjdzie.
Ty to wszystko mówisz poważnie? Barbara wpatrywała się w niego jak wąż
w swą ofiarę.
Jak najbardziej - odpowiedział cicho.Uczucia to nie materiał do żartów.
Czy wiesz , że ty i ja urodziliśmy się tego samego dnia, miesiąca i roku?
Oczywiście, nie to jest dziwne, ale fakt, że się spotkaliśmy. Powiem tak jak ty -
pewnie tak musiało być.
Może - szepnęła Barbara.
Zobacz  - ona utrzymuje się już na wodzie!
Kapitan zerwał się na nogi, chwycił Barbarę za rękę i pociągnął do wody.
Bożena leżała na wodzie poruszając lekko rękami i  nogami, tata Chudziny trzymał
ręce pod wodą na wysokości jej karku i łopatek, ale wcale jej nie dotykał.
Barbara zaczęła bić brawo, a tata Chudziny pomógł wrócić Bożenie do pozycji
pionowej.
No to teraz  najtrudniejsze masz Bożena za sobą- powiedziała Barbara i uścisnęła
koleżankę. No nie  wiem, wyszeptała po polsku Bożena. Wrócili tunelem do hotelu,
przebrali się i zdecydowali, że zjedzą obiad w apartamencie - dziewczyny chciały
coś "lekkiego" więc im zaproponowano pieczoną rybę,panowie  wzięli po porcji
pilawu.
W czasie obiadu, kapitan skierował do taty Chudziny pytanie- wujek, jak myślisz,
czy zrobienie w Warszawie  dyplomu MBA to dobry pomysł?
No pewnie, że dobry!To międzynarodowy dyplom, wszędzie honorowany. Od razu
masz w nowej firmie lepszą kartę przetargową.
A co, chcesz się jeszcze uczyć?
 No właśnie, tak jakoś mi się zachciało-odpowiedział kapitan i dyskretnie mrugnął
do Barbary.
To ja Cię podziwiam, naprawdę- stwierdziła Bożena. To trudne studia. I drogie.
Ale ja się lubię uczyć.
Barbara z trudem zachowywała powagę, w końcu wydusiła z siebie-ja też podziwiam.
Po obiedzie pospacerowali brzegiem plaży robiąc przegląd hotelowych mrówkowców.
Kochani, musimy  jechać, bo dziś przecież jest kolacja u mego brata- przypomniał
tata Chudzielca.
No nie, jęknęły chórem B.B.-za jakie grzechy ciągle tu coś jemy? Będziemy musiały
wstawać o świcie i biegać aż do śniadania, żeby wejść w swe sukienki!
Spokojnie, mama na pewno zrobi same sałatki warzywne i owocowe- zapewniał
kapitan. A Liza na pewno wmusi w nas jakieś coctaile zielone- dodał.
Panie  zostały odwiezione do swego hotelu a około 20,30 miał po nie przyjechać
Chudzielec.
Miały sobie  dużo do opowiadania. Barbara opowiedziała skąd ten pomysł kapitana 
na kolejne studia i przyznała się  że kapitan ma w sobie coś, co ją w nim bardzo,
bardzo pociąga, a pomysł z tym MBA kompletnie  ją  "zjadł".
A Bożena stwierdziła, że marzy o sprawdzeniu jaki jest tata Chudzielca w wielkim
zbliżeniu, bo każdy jego dotyk robi na niej ogromne wrażenie.
Na razie zaproponował jej wycieczkę we dwoje do Pammukale, bo słyszał, że nie ma
więcej chętnych, ale jego zdaniem warto tam pojechać. A odpowiedź mam  dać dziś,
bo musi zarezerwować  hotel. Wiesz, on ma w sobie jakąś wielką delikatność,
czułość i....nieśmiałość, co dla faceta starszego ode mnie o 12 lat jest raczej nietypowe.
Nie ukrywałam, że jestem rozwódką i powiedziałam ile mam lat.
Kochana, nasze  dane to oni znają, przecież spisali sobie z paszportów, bo płynąc
muszą wiedzieć kogo  transportują. Kapitan powiedział mi, że on i ja urodziliśmy się
tego samego dnia miesiąca i roku i chyba znaczący  jest fakt, że się spotkaliśmy.
No popatrz Bożena, kolejny przypadek, spotykam faceta  idealnego rówieśnika.
                                                                  

                                                        c.d.n.